Dodaj do ulubionych

"Solidarność" okupuje siedzibę Śląskiej Kasy Ch...

IP: *.biuro.kom / 10.101.3.* 06.01.03, 21:40
Pełna schizofrenia. Przecież to dzięki "Solidarności" i
stworzonemu przez nią rządowi nieudaczników to wszystko. Przed
Trybunał Stanu powinien trafić Buzek, bo to on przyzwolił na
samowolę i jaśniepaństwo zarządów chorych kas. Dyrektorzy Kas
wzięci od czapki z notesu niejakiej Knysok od samego początku
tej poronionej reformy zachowywali się jak udzielni książęta,
wyznaczając absurdalnie niskie stawki za działalność medyczną.
A już wyznaczanie limitów to zupełny nonsens. Przedstawiciele
zawodów medycznych zamiast okupować kasę, spać w śpiworach itd.
powinni wziąć się w garść, namówić dyrektorów szpitali do
wymówienia aneksów lub ich niepodpodpisywania i zacząć
przyjmować pacjentów wyłącznie za opłatą. I trudno, niby
dlaczego szpital ma uprawiać działalność charytatywną ? Kosztem
personelu, który przez to nie dostanie wypłat? Tylko wtedy
społęczeństwo się wreszcie ocknie i zażąda prywatnych
ubezpieczeń, co wszystkim wyjdzie na zdrowie.
Obserwuj wątek
    • Gość: WOLF Re: IP: *.sympatico.ca 07.01.03, 01:15
    • Gość: WOLF Okupacja-oto co "S" potrafi najlepiej! IP: *.sympatico.ca 07.01.03, 01:17
    • Gość: babariba A PODOBNO, JAK KNYSOK BYŁA ZWYKŁĄ... IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 07.01.03, 01:23
      ..."strzykawą", to jej nigdy po flaszkę nie posyłali (nawet do lodówki w
      dyzurce).
      Bo zawsze coć się jej popierdoliło.
      I dlatego została działaczką "Solidarności", a potem wiceministerką.
    • Gość: Przodowy Re: A to ciule! IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 07.01.03, 10:26
    • Gość: babariba GEST "KASIARZA" IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 07.01.03, 11:10
      Gest kasiarza

      Sośnierz doprowadził Śląską Kasę Chorych na skraj przepaści. Odchodząc ze
      stanowiska, na pożegnanie sprzedał jej kopa w tyłek. Żeby potem mówili: za
      Sośnierza było lepiej.

      Kiedyśmy opisali wyczyn byłego dyrektora Śląskiej Regionalnej Kasy Chorych,
      polegający na wprowadzeniu straszliwie kosztownego, przestarzałego i nikomu
      niepotrzebnego systemu elektronicznych kart ubezpieczenia zdrowotnego,
      myśleliśmy, że gość ów niczym lepszym popisać się już nie może. Byliśmy w
      grubym błędzie.

      Straszliwe kłopoty finansowe ma Śląska Regionalna kasa chorych kierowana do
      niedawna przez Andrzeja Sośnierza. Nasze wiewiórki twierdzą, że rok temu
      powstał plan zmierzający do zdołowania tej instytucji, a wraz z nią całej
      służby zdrowia w województwie śląskim. Oto fakty.

      Pod koniec poprzedniego roku Sośnierz chwalił się, że mimo zwiększenia
      kontraktów z zakładami opieki zdrowotnej w woj. śląskim Kasie i tak pozostanie
      jeszcze 200 mln zł. Te pieniądze miały trafić do placówek służby zdrowia w tym
      roku.

      Obietnica została spełniona. Co więcej, szastanie pieniędzmi przybrało wręcz
      monstrualne rozmiary. Już w styczniu Śląska Regionalna kasa chorych była więc
      do tyłu 41 mln zł!

      Sytuacja Kasy pogarszała się z miesiąca na miesiąc. Rekordowy był lipiec, kiedy
      deficyt zwiększył się aż o 88 mln zł. Andrzej Sośnierz rozstał się ze
      stanowiskiem dyrektora w sierpniu. W następnym miesiącu Kasa zjechała w dół o
      kolejne 74 mln zł.

      Mamy dopiero jesień. Gdyby Sośnierz dotrwał do grudnia, Śląska Regionalna kasa
      chorych zaczęłaby nowy rok z gigantyyyyyycznym minusem. Według symulacji,
      przeprowadzonej przez liczykrupów, miałaby deficyt rzędu 300 mln zł. Nasze
      wiewióry podsłuchały, że jeśli obecne kierownictwo Śląskiej Regionalnej Kasy
      Chorych zmniejszy ten minus o połowę (do 150 mln deficytu), to się schleje z
      radości.

      Mimo tych dzikich wydatków pogłębiała się zapaść wielu śląskich placówek
      zdrowia. Także w stolicy województwa, gdzie w szpitalach prowadzonych przez
      miasto i w Zakładzie Lecznictwa Ambulatoryjnego co kilka, kilkanaście dni
      pojawiają się komornicy z sądowymi naka-zami wypłat. W najgorszej sytuacji jest
      Szpital im. J. Śniadeckiego. Gdy tam zabrakło pieniędzy na leczenie pacjentów,
      zaczęto radzić sobie nie płacąc składek ZUS od wynagrodzeń pracowników. Dług
      wynosi około 600 tys. Zlikwidowano najbardziej kosztowne oddziały, a mimo to
      deficyt szpitala powiększa się co miesiąc o kolejne 50 tys. zł samych odsetek.
      Władze Katowic niedawno podjęły decyzję o udzieleniu pożyczek innym szpitalom,
      które lada chwila mogą znaleźć się w identycznej sytuacji co Szpital im. J.
      Śniadeckiego.

      Były dyrektor hojnie obdzielał wybrańców. Gdy inne placówki służby zdrowia
      robiły bokami, miliony złotych płynęły do trzech wybranych jednostek: Szpitala
      im. St. Leszczyńskiego w Katowicach, Szpitala Specjalistycznego w Zabrzu przy
      ul. Skłodowskiej-Curie 10 i Chorzowskiego Centrum Pediatrii i Rehabilitacji.

      Ze Szpitalem im. St. Leszczyńskiego kasa chorych zawarła na przykład umowy na
      takie świadczenia w 2002 roku, których szpital w chwili zawarcia umowy nie mógł
      realizować, gdyż nie był do tego przygotowany. Ten sam szpital dostał od Kasy
      Chorych 2,3 mln zł zaliczki, w czasie kiedy prowadził inwestycje o wartości 20
      mln, a konkurenci musieli robić oszczędności likwidując najbardziej kosztowne
      oddziały.

      Z tymże szpitalem i pozostałymi dwoma kasa chorych zawarła umowę o świadczenia,
      których realizacja mogła być wykonana dopiero 10 miesięcy od przekazania
      przedpłaty wynoszącej prawie... 9,5 mln zł. Od innych Kasa wymagała dokumentów,
      że wykonano tyle a tyle usług, by przekazać pieniądze za wykonanie kontraktu (a
      jeśli obsłużono więcej pacjentów, niż określał kontrakt, to za "nadwyżkę" nie
      płacono). Za to z tymi trzema placówkami Kasa podpisała aż 8 aneksów
      zwiększających wartość zakontraktowanych świadczeń. Dawała też zaliczki na
      nagrody roczne dla pracowników (Szpital Specjalistyczny w Zabrzu).

      Kuriozum to spisanie z trzema wymienionymi placówkami służby zdrowia 12 umów, w
      których Śląska Kasa Chorych nie określiła maksymalnej kwoty zobowiązań wobec
      świadczeniodawcy. Czyli zobowiązała się zapłacić tyle, ile tym szpitalom uda
      się wycisnąć ze zleceń.

      Średnie tempo dołowania Śląskiej Kasy Chorych wynosiło w tym roku około 40 mln
      na miesiąc. W czerwcu na przykład straty powiększyły się o 41,6 mln. W tym
      samym miesiącu ówczesny dyrektor Kasy – jeszcze Andrzej Sośnierz – oraz
      pozostali członkowie Zarządu otrzymali po 24 tys. zł nagrody. Można powiedzieć,
      że za "całokształt". Już wtedy odwołanie Sośnierza wisiało na włosku. Dwa
      miesiące później prokuratura w Katowicach zdecydowała się poprosić biegłych z
      Centrum Ekspertyz Gospodarczych Fundacji Akademii Ekonomicznej w Poznaniu o
      opinię, czy opisane przez nas wprowadzenie elektronicznych kart ubezpieczenia
      zdrowotnego wyrządziło szkodę majątkową w wielkich rozmiarach. Śledztwo
      prowadzone jest w sprawie przekroczenia uprawnień przez byłego dyrektora
      Sośnierza. Opinia CEG może zaważyć o postawieniu byłemu dyrektorowi zarzutów
      karnych.

      Nowe kierownictwo Kasy Chorych dopiero wychwytuje kolejne przypadki
      niefrasobliwego obchodzenia się z pieniędzmi podatników. Nam wpadły w łapy
      kwity na rozdawanie sprzętu komputerowego "po uważaniu" (jednym użyczano to, co
      inni musieli kupić). Wiemy też o wypadkach, gdy drogi sprzęt kradli "nieznani
      sprawcy". To finansowe nudziarstwa. Nas zafrapował najbardziej dokument
      dotyczący szkoleń, które Śląska Regionalna kasa chorych przeprowadzała dla
      swoich pracowników w czasach, gdy Andrzej
      Sośnierz czuł się nieusuwalny. Co trzecie szkolenie odbywało się w którymś z
      beskidzkich kurortów: Ustroniu, Szczyrku lub Wiśle. Balangowanie trwało zwykle
      dwa dni, nie zawsze te ustawowo wolne od pracy.

      Za dwudniową imprezę dla 476 ludzi, oficjalnie zwaną zapoznaniem z aktualnym
      schematem organizacyjnym i przedstawieniem kierownictwa, Kasa wybuliła ponad 75
      tys. zł.

      Ponad 40 tys. kosztowało wypracowanie mechanizmów umożliwiających pracę w
      warunkach stałego stresu, wzmocnienie skuteczności działania i odporności
      psychicznej, poznanie ćwiczeń ułatwiających relaksację i kontrolę własnych
      emocji na poziomie ich powstawania i ujawniania, podniesienie jakości kontaktów
      z ubezpieczonymi. W przeliczeniu na jednego szkolonego Kasa wywaliła 390
      złociszów. Tym razem jednak "kasiarze" bawili się nie dwa, lecz sześć dni.

      Za 618 zł na osobę kadra kierownicza Śląskiej Kasy Chorych przez dwa dni
      wpajała umiejętności niezbędne liderom. Wpajała sobie, oczywiście. Tak samo,
      jak kiedy indziej (lecz również sobie i też przez dwa dni) kadra kierownicza
      podnosiła poziom motywacji do pracy oraz poznawała zasady skutecznego
      komunikowania, zarządzania sobą w czasie. Koszt – 651 zł od osoby.

      Tak to Andrzej Sośnierz stał na straży publicznego grosiwa, jako dyrektor
      Śląskiej Regionalnej Kasy Chorych. Zatrudniał ponad 700 osób (inne kasy chorych
      miały od 128 do 553 pracowników), średnia płaca sięgnęła tam 3,6 tys. zł, a
      koszty administracyjne wyniosły miesięcznie aż 5,6 tys. zł na osobę. Pieniądze,
      które powinny trafiać do zakładów opieki zdrowotnej, Sośnierz kazał lokować w
      bankach. Kiedy w poprzednich latach zaczęła się zapaść w służbie zdrowia i
      długi szpitali i zakładów opieki zdrowotnej w woj. śląskim sięgnęły 80 mln,
      Kasa miała lokaty terminowe o wartości 500 mln zł!!!

      Tylko skończony kretyn może przegapić fakt, że Śląska Regionalna kasa chorych
      zaczęła totalnie dołować w kilka miesięcy po wygraniu wyborów parlamentarnych
      przez koalicję SLD i UP. W programie wyborczym SLD była likwidacja kas chorych.
      Andrzej Sośnierz miał czas na to, by tak przygotować kontrakty z zakładami
      opieki zdrowotnej, że doprowadziły one Kasę do finansowej zapaści. Jedyny
      ratunek w zmianie umów i zmniejszeniu strumienia pieniędzy płynącyc
      • Gość: babariba Re: GEST 'KASIARZA' II IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 07.01.03, 11:12

        Tylko skończony kretyn może przegapić fakt, że Śląska Regionalna kasa chorych
        zaczęła totalnie dołować w kilka miesięcy po wygraniu wyborów parlamentarnych
        przez koalicję SLD i UP. W programie wyborczym SLD była likwidacja kas chorych.
        Andrzej Sośnierz miał czas na to, by tak przygotować kontrakty z zakładami
        opieki zdrowotnej, że doprowadziły one Kasę do finansowej zapaści. Jedyny
        ratunek w zmianie umów i zmniejszeniu strumienia pieniędzy płynących do
        szpitali, poradni i gabinetów.

        Cel samobójczej polityki jest jasny – gdy zakłady opieki zdrowotnej na Śląsku
        zaczną robić bokami, a pacjenci, którzy znaleźli się poza limitem wyznaczonym
        przez Kasę, kląć ile wlezie, będzie można pokazać palcem winnych. Czyli
        komuchów.

        – Zaraz panu powiem, jakie słowa za rok usłyszą ci, którzy teraz ratują, ile
        się da – mówi jeden z naszych rozmówców. – Daliście szpitalom długi, pacjentom
        ograniczanie usług medycznych i programów ochrony zdrowia. Słowem – umiecie
        tylko psuć.

        Sośnierz zaś, kiedy przestał być dyrektorem, zapragnął fotela prezydenta
        Katowic. Wystartował z listy Platformy Obywatelskiej. Jej posłanka Ewa Kopacz
        podczas sejmowej debaty poświęconej propozycji rządu, by zlikwidować kasy
        chorych i w ich miejsce utworzyć Narodowy Fundusz Ochrony Zdrowia, zjechała
        rządowe propozycje. Zdaniem Ewy Kopacz mają one tylko prowadzić do tego, by dać
        pieniądze i posady kolesiom. Obraz wymalowany przez panią poseł pasuje, jak
        ulał, do wyczynów jej partyjnego kolegi.

        Autor : Robert Kosmaty
    • Gość: babariba negocjują, he, he... IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 07.01.03, 13:05

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka