Dodaj do ulubionych

MŁOT NA MICHTRIX`a

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.03, 17:35
MŁOT NA MICHTRIX’a

- ANALIZA -

‘NIECH PRAWDA ZWYCIĘŻY, JAK TO MÓWIĄ’
(Marek Barański w rozmowie z Adamem Michnikiem dla ‘Trybuny’)
-
DLACZEGO MICHNIK ‘OBAWIA SIĘ’ PARLAMENTARNEJ KOMISJI? -

‘Ja się tej komisji sejmowej obawiam’ /Adam Michnik w wywiadzie
dla ‘Trybuny’/ -
Michnik podobno ujawnił całą aferę ‘z obrzydzenia dla korupcji’, ‘dla dobra
publicznego’, itp. Już po ujawnieniu treści rozmowy z Rywinem udzielił b.
wielu wywiadów i wypowiedzi.
Dlaczego więc nieoczekiwanie ‘obawia się’ sejmowej komisji – jeszcze jednej
okazji do zaprezentowania się, jako Zasłużony Bojownik o Wolność i
Demokrację? Czego się boi, jeśli powinien się cieszyć? Czy może jest coś, co
może się wydać, coś, co Michnik chce ukryć?
Co różni komisję sejmową od mediów i prokuratury? Niesterowalność (a
przynajmniej utrudniona – obrady mają być jawne). Brak czasu do namysłu –
obrady JAWNE. Brak czasu na wymyślenia odpowiedniej repliki, wykrętu,
zagadania, zagrożeniem nieautoryzowania wywiadu – bo obrady są JAWNE I
RELACJONOWANE NA ŻYWO. Co Michnik ukrywa przed ujawnieniem opinii publicznej?

-
DLACZEGO MICHNIK _MUSIAŁ_ - A NIE TYLKO _CHCIAŁ_ - UJAWNIĆ ‘RYWINGATE’? -

‘opowiadałem o tym na prawo i lewo, dziesiątkom, setkom ludzi’ – /Adam
Michnik w wywiadzie dla ‘Trybuny’/ -
Z tej wypowiedzi wynika b. zaskakujący wniosek – Michnik własnym
postępowaniem ustawił się w sytuacji, w której po prostu MUSIAŁ ujawnić treść
rozmowy z Rywinem. Okazuje się więc, że samo ujawnienie rozmowy było mniej
istotne. Co więc było bardziej istotne? Wynika, że właśnie owo ‘opowiadanie
na prawo i lewo’, przez co sprawa stała się tak naprawdę publiczną tajemnicą –
i to w czasie, kiedy trwało podobno ‘tajne śledztwo Agory’ (stąd miał
właśnie wynikać brak wcześniejszego powiadomienia prokuratury)! Czym więc
było rozgłaszanie całej sprawy – bo oprócz ‘opowiadania na prawo i lewo’
Michnik mówi także, że ‘odbyliśmy setki rozmów, setki z ludźmi z klasy
politycznej, z biznesu, z mediów, z branży filmowej’ (‘Trybuna’)? Widać, że
najprawdopodobniej było to DAWANIE SYGNAŁU, PRZEKAZ.
Ale jaki przekaz i dla kogo?
Można mieć tu różne teorie, np.:
1 Dla całego SLD – ‘Wprawdzie nie ma już UW, ale nie podskakujcie, bo mamy na
was haka!’
2 Dla ‘Grupy Rywina’ (Kwiatkowski, Zarębski) – ‘Uspokójcie się i przestańcie
blokować telewizyjne plany Agory’

-
_PO CO_ MICHNIK POSZEDŁ DO MILLERA? /i dlaczego nie zabrał ze sobą kasety?/
DLACZEGO RYWIN WYSZEDŁ _PIERWSZY_ OD MILLERA? -

‘To nagranie nie było mi dla premiera potrzebne. /.../ gdybym mu powiedział,
że Rywin powiedział to i to, to by miało tę samą wagę, co taśma
magnetofonowa /.../ W tej sprawie to jest jedyny, żelazny dowód.’ – /Adam
Michnik w wywiadzie dla ‘Trybuny’/ -
W normalnym demokratycznym państwie prawa redaktor naczelny opiniotwórczej
gazety, którego próbował skorumpować wysoko ustosunkowany, wpływowy biznesmen
(powołujący się do tego na osobę samego premiera), powinien:
1 - natychmiast podać sprawę do publicznej wiadomości, i/lub -
2 - powiadomić prokuraturę, i/lub -
3 - spotkać się jak najszybciej z premierem i wyjaśnić całą sprawę, najlepiej
także w obecności korumpującego biznesmena. -
Michnik zdecydował się najpierw na wariant NR 3 – spotkanie z premierem. I tu
zaczynają się dziać dziwne rzeczy – oto jak bowiem najprawdopodobniej ich
rozmowa przebiegłaby w demokratycznym państwie prawa:
/Michnik/ - Panie premierze, oto jest żelazny dowód - kaseta/CD oraz wydruk z
nagraną próbą korupcji obecnego tu pana Rywina na mnie i mojej firmie. Pan
Rywin powołuje się w tej rozmowie na pańską osobę. Co pan na to?
/Miller/ - To jakiś żart? Rywin, co to za brednie?!
Rywin milczy, spojrzenie ma wbite w podłogę. Miller patrzy z powrotem w
stronę Michnika.
/Michnik/ - Chciałbym poinformować pana premiera, że o całej sprawie
powiadomię opinię publiczną, a także najprawdopodobniej prokuraturę.
Pozostawiam panu dzień na wyjaśnienie całej sprawy. Do zobaczenia za 24
godziny.
Michnik wychodzi.
Miller wzywa sekretarkę – Kwiatkowski i Zarębski mają się u mnie stawić
natychmiast!
Patrzy na Rywina pytająco – Słucham? -
Tak właśnie powinno się rozegrać spotkanie Michnik – Miller. Michnik powinien
powiadomić o próbie korupcji Millera – OBOWIĄZKOWO wręczając mu przy
tym ‘jedyny, żelazny dowód’ - kasetę/CD i wydruk rozmowy z Rywinem, po czym
to właśnie sam Miller powinien natychmiast zająć się szukaniem winnych i
wyjaśnianiem sprawy – jako premier, szef partii zamieszanej w próbę korupcji,
wymieniony przez samego Rywina na ‘taśmach prawdy’. Powinien natychmiast
wezwać wszystkich ew. zamieszanych w sprawę i od razu dokładnie wyjaśnić całą
sprawę. Leci kilka głów, parę osób idzie na przedwczesną emeryturę, Miller
przedstawia Michnikowi, co i kto wysmażył całą intrygę, i spokojnie można
opublikować całą sprawę w ‘Gazecie Wyborczej’.
Tymczasem NIC TAKIEGO SIĘ NIE DZIEJE!
Wręcz przeciwnie. Michnik idzie do Miller BEZ ‘żelaznego dowodu’ - taśmy/CD i
tekstu rozmowy z Rywinem! A z gabinetu Millera, zamiast Michnika, pierwszy
wychodzi _RYWIN_. Michnik zostaje w gabinecie, by..., no właśnie, po co?
I dlaczego Michnik twierdzi, że mówi o Millerze, że ‘nie uchylił się i pomógł
ujawnić ‘Gazecie’ fakt próby korupcyjnej’ (Trybuna), jeśli widać, że MILLER
DOKŁADNIE NIC NIE ZROBIŁ?

-
SKĄD _PEWNOŚĆ_ MICHNIKA, ŻE MILLER NIE MIAŁ Z ‘RYWINGATE’
NIC WSPÓLNEGO? -

‘bo to nie jest sprawa polityczna, tylko korupcyjna! /.../ Ją się
upolitycznia /.../ Ale to jest sprawa korupcyjna I TAK POWINNA BYĆ PRZEZ
WSZYSTKICH TRAKTOWANA. Jakiekolwiek gmatwanie tego jest wbrew
NASZYM WSPÓLNYM INTERESOM. Kształtem ustawy zajmiemy się, jak te emocje
opadną’ /.../ Z publikacji ‘Gazety’ wynikało, że Rywin powoływał się na
premiera nie mając ku temu żadnych podstaw’ – /Adam Michnik w wywiadzie
dla ‘Trybuny’/ (podkreślenia moje) -
Skąd taka straszliwa PEWNOŚĆ Michnika, że Miller nie ma z całą sprawą Rywina
nic wspólnego? Przecież równie dobrze mógłby stwierdzić – ‘Ja nie wiem, oto
kaseta, proszę się zaznajomić z jej treścią. Słuchamy.’ – I czekać na
reakcje, wewnętrzne śledztwo w SLD, dochodzenie prokuratury i komisji
sejmowej. Tymczasem Michnik bardzo mocno bierze Millera w obronę, nie mając
przy tym pewności (bo takowej mieć przecież nie może), że Miller jest - albo
też nie jest - zamieszany w Rywingate. Co ma oznaczać stwierdzenie, że sprawę
się ‘upolitycznia’? Kto to robi? I czemu jest to złe? Przecież wyraźnie
występują w sprawie Rywina takie prominentne osoby, jak np. Kwiatkowski,
ewidentnie ‘polityczne’. Dlaczego Michnik mówi, że ’z publikacji ‘Gazety’
wynikało’, że Miller jest poza podejrzeniem, a nie po prostu, że wynika to
ze ‘śledztwa ‘Wyborczej’’, albo po prostu, że ‘premier najprawdopodobniej nie
jest zamieszany w sprawę’? Czy chodzi o to, by Miller MUSI POZOSTAĆ poza całą
aferą? A dlaczego Michnikowi tak bardzo na tym zależy? Przecież to chyba nie
jego problem? Czy jednak jego? I co to za ‘nasze wspólne interesy’?

-
‘W CAŁEJ TEJ HISTORII NIC KUPY SIĘ NIE TRZYMA’? -

‘Logicznie rzecz biorąc – na co większość komentatorów zwraca uwagę – w całej
tej historii nic kupy się nie trzyma’ – Paweł Śpiewak (‘Koniec złudzeń’ 
Obserwuj wątek
    • Gość: MOr 2 cz. - MŁOT NA MICHTRIX`a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.03, 17:37
      -
      ‘W CAŁEJ TEJ HISTORII NIC KUPY SIĘ NIE TRZYMA’? -

      ‘Logicznie rzecz biorąc – na co większość komentatorów zwraca uwagę – w całej
      tej historii nic kupy się nie trzyma’ – Paweł Śpiewak (‘Koniec złudzeń’ –
      ‘Rzeczpospolita’, 23.01.03) -
      Na pierwszy rzut oka można się zgodzić ze Śpiewakiem – korumpowany redaktor
      naczelny wraz z zespołem zamiast iść do prokuratury albo oczekiwać od premiera
      wyjaśnień samodzielnie prowadzi ‘śledztwo’ – ‘Myśmy ciągle wierzyli, że czegoś
      się dowiemy’ , ‘wydawało mi się, że coś gdzieś złapię’. Co? Kogo? Nie prościej -
      i dużo rozsądniej - było zapytać o wyjaśnienie całej sprawy najbardziej
      zainteresowanego, czyli premiera? I dlaczego taka histeryczna ochrona premiera,
      skąd ta PEWNOŚĆ, że ‘to na pewno nie on’? I po co to całe uniżone
      proszenie ‘Trybuny’ (!) Barańskiego (!!!) o wywiad? Przecież wystarczyło
      upublicznić treść nagrania i czekać na wyjaśnienia zainteresowanych.
      Dlaczego ‘dla czystości profesjonalnej trzeba było porozmawiać i z Andrzejem
      Zarębskim, bo pojawiło się jego nazwisko, i z Robertem Kwiatkowskim, i z szefem
      rządu’ (Trybuna)? Jak to, więc spotkania z NAJBARDZIEJ ZAINTERESOWANYMI I EW.
      ZWIĄZANYMI Z ‘RYWINGATE’ odbyły się jedynie dla ‘dla czystości profesjonalnej?!
      To czego właściwie dotyczyło ‘śledztwo’?
      Jeśli więc próbujemy zrozumieć całą ‘sprawę Rywina’ z punktu widzenia
      normalnego, demokratycznego państwa prawa, to rzeczywiście ‘nic kupy się nie
      trzyma’.
      Dość ciekawie pyta o całą tą sprawę Piotr Zaremba (‘Rywin i inni’ – Gazeta
      Polska’15.01.03): ‘niełatwo jest rozszyfrować stosunek ‘Wyborczej’ do Millera.
      Wypada on przecież w samym tekście dobrze, jako osoba demaskująca Rywina. Co
      więcej, gazeta unika jak ognia nieprzychylnych mu komentarzy. Ale jednocześnie
      pytania dotyczące bezczynności Millera i roli innych ludzi z kręgów SLD
      nasuwają się same. Trudno uwierzyć, aby taki gracz jak Rywin działał na własną
      rękę. Czy można uwierzyć, że dziennikarze ‘Wyborczej’ nie widzą szkód, jakie
      sami – chcąc nie chcąc – zadali premierowi? /.../ Czym za to wytłumaczyć wręcz
      histeryczne wystąpienia ‘Gazety Wyborczej’ w obronie premiera? Albo tajne
      naciski Pałacu Prezydenckiego oraz Agory na polityków opozycji, aby ograniczyli
      swoje dochodzenia tylko do osoby Rywina, a Millera zostawili w spokoju?
      Jak już zostało powiedziane, w ‘sprawie Rywina’ z punktu widzenia normalnego,
      demokratycznego państwa prawa, rzeczywiście ‘nic kupy się nie trzyma’.

      -
      PRZYCHODZI CAPO DO CAPO -

      ‘nasze wspólne interesy’ -
      Czy istnieje inny punkt widzenia, który stawia całą sprawę w zupełnie nowym
      świetle?
      Przyjmijmy, że szef jednego z dwóch rywalizujących gangów łapie w swoim domu na
      gorącym uczynku gangstera drugiego gangu – z pistoletem w dłoni i brylantami w
      kieszeniach. Co robi? Zabija go? Może, ale ryzykowałby wielką wojnę między
      gangami, a mając w ręku przestraszonego i skorego do ‘współpracy’ bandziorka,
      może przecież utargować dużo więcej. Zabiera więc ze sobą złapanego ‘żołnierza’
      na wielkie spotkanie rodzin mafijnych i przedstawia całą sprawę głowie
      konkurencyjnego gangu. Czy szefowie obu gangów chcą wojny totalnej ‘wszyscy
      przecie wszystkim i do samego końca’? Nie. Każdy z gangów ma swoje terytorium,
      wpływy i kasę, i dobre życie. Co robi herszt konkurencyjnej bandy na oczach
      innych mafiozów? Łapie się teatralnie za głowę i woła wielkim głosem - ‘Lwie!
      (hipotetyczne imię złapanego gangstera) Co ci do tej głupiej głowy przyszło?
      Coś ty zrobił!?’ I NIE WAŻNE, CZY WIEDZIAŁ O ZAMIARACH SWOJEGO CZŁOWIEKA CZY
      TEŻ NIE (a najprawdopodobniej wiedział) – BO TAK CZY OWAK ODPOWIADA ZA SWOJEGO
      CZŁOWIEKA, WIĘC MUSI WZIĄĆ ZA NIEGO PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!
      Co dzieje się dalej?
      Ośmieszony gangster, wyrzucony kopniakiem własnego bossa, wymyka się chyłkiem
      za drzwi, ciesząc się, że przynajmniej ocalił głowę, a szefowie rozpoczynają
      negocjacje związane z tym ‘godnym ubolewania incydentem’.
      Wszystko wskazuje na to, że dokładnie to samo stało się w sprawie Michnik-
      Miller. W walce konkurencyjnych polityczno-biznesowo-medialnych konglomeratów
      oligarchiczno-mafijnych – ‘Agory’ i ‘SLD’ - mafia ‘Agora’ wyraźnie osłabła,
      gdyż straciła swoją polityczną reprezentację – UW (a senator Kutz to już jednak
      dużo za mało). Ale Michnikowi poszczęściło się! Podpuszczony osiłek Rywin dał
      Michnikowi ‘złotego haka’ – możliwość nagrania rozmowy Rywin – Michnik dot.
      korupcji. Dlatego Michnik NIE MUSIAŁ ZABIERAĆ ZE SOBĄ ŻADNYCH KASET DO
      MILLERA! – wystarczył sam Rywin potwierdzający, że Michnik mówi prawdę, iż ma
      nagranie rozmowy Rywin-Michnik. Miller nie miał wyjścia – NAWET JEŚLI NIC NIE
      WIEDZIAŁ O CAŁEJ SPRAWIE (w co można wątpić – to są jednak zbyt poważne sprawy,
      by sam Capo di tutii Capi o nich nie wiedział), i tak MUSI WZIĄĆ CAŁĄ SPRAWĘ NA
      SWOJE BARKI! Po prostu jest szefem mafii ‘SLD’ i jako szef odpowiada za całość.
      Dlatego właśnie od Millera pierwszy wyszedł Rywin – prosty żołnierz, który po
      potwierdzeniu swojej ‘wpadki’ zastał wykopany z gabinetu, bo przestał być
      potrzebny – a szefowie zaczęli obrady.
      Nad czym obradowali? Otóż nad SPRAWĄ, UKŁADEM, DEALEM. Po prostu najzwyczajniej
      w świecie DOGADALI SIĘ, co dalej zrobią. Warunków można się łatwo domyśleć –
      Miller przestaje wysyłać swoich ‘żołnierzyków’ do Agory z ‘propozycjami nie do
      odrzucenia’, razem osiągają konsensus w sprawie telewizji, Michnik przedstawia
      publicznie sprawę tak, że cała wina idzie wyłącznie na konto Rywina (stąd te
      wszystkie ‘Proszę nie drążyć tej sprawy’ (zob. załącznik ‘Pytania
      uzupełniające’), ‘To tylko i wyłącznie korupcja i tylko ‘grupa Rywina’!’), i
      obiecuje warunkowe wsparcie dla rządu np. w sprawie UE - stąd dalsze wspólne
      picie mleczka i bratanie się przed kamerami ‘jacy to my jesteśmy kumple’, bo to
      wszystko jest częścią UMOWY, ubitego w gabinecie Millera WIELKIEGO DEALU.
      Dlatego właśnie Michnik prowadząc dziwne ‘śledztwo’, tak naprawdę rozgłasza w
      środowisku ‘message’, że znowu jest w grze i że trzeba się z nim liczyć
      (dotyczy to m.in. Grupy Rywina’ – Kwiatkowski, Zarębski). Dlatego teraz to
      Michnik PROSI o wywiad ‘Trybunę’ i jej szefa Barańskiego (dokładnie tego samego
      Barańskiego tej samej ‘Trybuny’, za której udzielenie wywiadu strofował sam
      jeszcze nie tak dawno Millera) – bo MUSI wytłumaczyć ‘wrogom’ (czyli SLD), że
      bynajmniej nie są wrogami, a wręcz przeciwnie...
      I dlatego właśnie Michnik OBAWIA SIĘ (czyli po prostu BOI) parlamentarnej
      komisji – bo właśnie ona może ujawnić WILEKI DEAL. A to by był koniec Michnika.
      I Millera pewnie też – własni ludzie by go żywcem rozszarpali za ‘wystawienie’
      kilku ‘naszych’ – bo w mafii najważniejsza jest lojalność wobec swoich. I
      dlatego właśnie trzeba dbać o ‘nasze wspólne interesy’.

      - NIECH PRAWDA ZWYCIĘŻY

      - - -

      Załącznik - PYTANIA UZUPEŁNIAJĄCE (dot. wywiadu z Michnikiem w ‘Gazecie
      Polskiej’) -

      Gazeta Polska: - Co takiego się stało, że musiał Pan iść po prośbie do Marka
      Barańskiego, człowieka, który w stanie wojennym robił najbardziej obrzydliwe,
      oparte na materiałach ubeckich, audycje w telewizji?
      Michnik: - Kiedyś zapytano Amosa Oza, dlaczego należy negocjować z terrorystami
      z Al. Fatah.
      • Gość: MOr 3 cz. - MŁOT NA MICHTRIX`a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.03, 17:38
        Załącznik - PYTANIA UZUPEŁNIAJĄCE (dot. wywiadu z Michnikiem w ‘Gazecie
        Polskiej’) -

        Gazeta Polska: - Co takiego się stało, że musiał Pan iść po prośbie do Marka
        Barańskiego, człowieka, który w stanie wojennym robił najbardziej obrzydliwe,
        oparte na materiałach ubeckich, audycje w telewizji?
        Michnik: - Kiedyś zapytano Amosa Oza, dlaczego należy negocjować z terrorystami
        z Al. Fatah. Odpowiedział: Dlatego, że są to nasi wrogowie. Z wrogami się
        negocjuje, jeżeli się chce mieć pokój.
        CZY W TAKIM RAZIE SLD TO ‘WRÓG’? DLACZEGO? DLACZEGO WŁAŚNIE TERAZ? CZY JEST
        JAKAŚ ‘WOJNA’ MIĘDZY AGORĄ/’GW’ A SLD?
        -
        Michnik: - Nie mam żadnych przesłanek, żeby stwierdzić, iż SLD rzeczywiście
        miała być beneficjentem propozycji Rywina.
        CZY MA PAN _PEWNOŚĆ_, ŻE SLD I MILLER NIE MIELI BYĆ ‘BENEFICJENTEM PROPOZYCJI
        RYWINA’? TAK? NIE? SKĄD WŁAŚNIE _PEWNOŚĆ_, A NIE NP. PRZEŚWIADCZENIE, OPINIA,
        OSĄD?
        -
        Michnik: - ‘intuicyjnie czułem, że Rywin z jakimiś ludźmi jest w zmowie i
        chciałem to ustalić’
        CZEMU NIE ZOSTAWIŁ PAN TEGO ‘USTALANIA’ MILLEROWI?
        -
        Michnik: - ‘Z całą pewnością nie mogłem wykluczyć, że za tym działaniem stoją
        ludzie, którzy kiedyś, 30, 40 lat temu mogli mieć jakieś związki ze służbami.
        Dopuszczałem jako jeden z wariantów, że możemy mieć do czynienia z prowokacją,
        której celem może być skompromitowanie ‘GW’ i Agory’.
        CZY TAKŻE DLATEGO O SPRAWACH DOTYCZĄCYCH ‘SPRAWY RYWINA’ ROZMAWIALIŚCIE PAŃSTWO
        NA TARASIE REDAKCJI? CZY OBAWIALIŚCIE SIĘ PODSŁUCHU? PRZEZ KOGO PROWADZONEGO I
        NA CZYJE ZLECENIE?
        DLACZEGO WIĘC W WYWIADZIE DLA ‘GP’ ZAPYTANY O EW. ZWIĄZKI RYWINA Z BYŁYMI
        FUNKCJONARIUSZAMI SŁUŻB SPECJALNYCH STWIERDZIŁ PAN, ŻE:
        - ‘W ogóle o tym nie myślałem’?
        CZY W TAKIM RAZIE UWAŻA PAN, ŻE POZA OFICJALNYMI ORGANAMI PAŃSTWOWYMI TAKIMI,
        JAK AW I ABW W III RP - DEMOKRATYCZNYM PAŃSTWA PRAWA, MOGĄ TEŻ ISTNIEĆ INNE,
        NIELEGALNE STRUKTURY AGENTURALNO-WYWIADOWCZE WYWODZĄCE SIĘ Z DAWNYCH,
        KOMUNISTYCZNYM SŁUŻB SPECJALNYCH?
        -
        ‘Gazeta Polska’: - Czy życiorys Lwa Rawicza, wskazujący, że miał związki ze
        służbami PRL, nie włączył Panu czerwonej lampki?
        Michnik: - Nie znałem jego życiorysu.
        A CZY NAPOTKAŁ PAN NA JEGO NAZWISKO PODCZAS DZIAŁANIA TZW. ‘KOMISJI MICHNIKA’,
        KTÓRA PRZEGLĄDAŁA PRL-OWSKIE AKTA MSW NA POCZĄTKU LAT 90-TYCH?
        -
        Michnik: - ‘Pani uporczywie chce stworzyć wrażenie, że pan Szymczycha czy pan
        Janik byli poinformowani o sprawie. Otóż nie byli, niech pani nie wprowadza
        czytelników w błąd’ /.../ Trzymajmy się faktów Oni nie posiadali wiedzy na
        temat propozycji rywina. Niech pani tego nie drąży. /.../ przedtem takiej
        wiedzy nie posiadali.’
        SKĄD AŻ TAKA PEWNOŚĆ? I DLACZEGO NIE WOLNO TEGO ‘DRĄZYĆ’?
        -
        Michnik: - To były boczne wątki z punktu widzenia afery korupcyjnej /.../ Czuję
        tu zapach, który czułem w rozmowie z Rywinem – zapach prowokacji’
        NO WIĘC W KOŃCU BYŁA TO ‘TYLKO I WYŁĄCZNIE AFERA KORUPCYJNA’ CZY
        TEŻ ‘PROWOKACJA’?
        -
        CZY TO PRAWDA, ŻE MILLER CZYTAŁ/ZATWIERDZAŁ TEKST W ‘GW’ O ‘RYWINGATE’?
        DLACZEGO? CZY BYŁA TO CZĘŚĆ WASZEJ ‘UMOWY’?
        -
        CZY NAPRAWDĘ ŻYJEMY W DEMOKRATYCZNYM PAŃSTWIE PRAWA?
        DLACZEGO NIE, REDAKTORZE MICHNIK?

        • Gość: www.rp.pl Re: - MŁOT NA MICHTRIX`a IP: 212.160.235.* 26.02.03, 03:45
          'Rzeczpospolita' - (25.02.03) - 'Komisja z podziałem na role':
          '- Lew Rywin mówi prawdę, kiedy twierdzi, że nic go nie łączy z SLD - tak
          Leszek Miller skomentował sobotnie oświadczenie Rywina przed komisją śledczą.'
          Hehehe... HOHOHO! HAAAHAAAHAAA!!!
    • Gość: babariba takich zastanawiających kwestii jest dużo więcej IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 19.02.03, 18:24
      ot, pierwsza z brzegu:

      zarówno Michnik, jak i Rywin są z tego samego towarzystwa (ujmowanego tu bez
      żadnych podtekstów). Znają się osobiście od wielu lat, od wielu lat są po
      imieniu, spotykają się na gruncie towarzyskim i na oficjalnych galówkach.

      I teraz clou programu - wydawałoby się, że przy takim stanie stosunków
      interpersonalnych, gdyby Rywin chciał wysondować choćby Michnika na okoliczność
      możliwości wyłudzenia "wziątki" - co powinien zrobić?
      - Złapać za telefon i umówić się na spotkanie!!!

      A co Rywin zrobił? - Chodził jak głupi po AGORZE i opowiadał prezesowej
      Rapaczyński i wiceprezesowi Niemczyckiemu, że chce od nich w łapę.
      I to za co??? - Za załatwienie sprawy, która w czasie trwania akcji de facto
      była już załatwiona.

      Należy przyjąć, że wiedzieli o tym wszyscy ludzie z "branży", czyli m.in.
      wszyscy aktorzy z pierwszego aktu tej farsy - Rywin, Niemczycki, Rapaczyński,
      Michnik...
      A co robi w tej sytuacji Rywin? - Idzie sprzedawać Michnikowi Niderlandy,
      chociaż wie, że w tych Niderlandach Michnik już dawno zainstalował swojego
      gubernatora. Na dokładkę, wie, że Michnik wie, że Rywin wie...

      I jeszcze do tego idąc sprzedawać tę mgłę poranną robi koło swojej wyprawy jak
      najwięcej hałasu (rozmowy z Rapaczyński i Niemczyckim).
      Jakby mu zależało, żeby jak najwięcej ludzi z góry wiedziało o Rywinowej próbie
      przekupstwa (żeby mogło tę próbę poświadczyć) i żeby Michnik mógł się
      przygotować do nagrania rozmowy.

      Jeśli przyjąć, że zarówno Rywin, jak i Michnik są osobami o inteligencji
      znacznie przekraczającej średnią (jest to moim zdaniem założenie w pełni
      uzasadnione) - to w całej tej historii nie ma odrobiny sensu, który dałoby się
      pojąć w normalny sposób funkcjonującym rozumem.
    • indris Wiara Michnika 19.02.03, 19:10
      MOr chyba opuścił fragment z argumentacji Michnika nt Millera. A była ona
      taka. Po spotkaniu z Rapaczyńską i sporządzeniu przez nią notatki o propozycji
      Rywina, Michnik z notatką udał się do Millera i notatkę mu pokazał. Było to
      PRZED "historyczną" rozmową Michnik - Rywin, którą Michnik nagrał. Otóż -
      twierdził Michnik - gdyby Miller był w sprawę zamieszany, to uprzedziłby Rywina
      i rozmowa nie miałaby miejsca.
      • Gość: Cosmo Re: Wiara Michnika IP: 212.160.235.* 20.02.03, 02:13
        Zastanawiająca jest ta rzekoma 'beztroska' Millera (przynajmniej wg Michnika) -
        przychodzi do niego Adaś Michnik z korupcyjną aferą (do tego przeprowadzaną
        podobno w imieniu premiera), a ten tylko lekceważąco macha ręką i leniwie
        pyta: 'To jeszcze ciągniecie tę sprawę?'
      • Gość: MOr Re: Wiara Michnika IP: 193.0.117.* 20.02.03, 20:54
        ad Indris - Witam kolegę ze ŚP forum 'Nowego Państwa'! :) -
        Twoja uwaga może wskazywać, że inicjatorem całem 'Afery Rywina' był jednak sam
        Michnik - Rywin, całkowicie przekonany, że Capo Miller wie o wszystkim i że
        wszystko jest 'koszerne', chlapał jęzorem jak głupi, a taśma się
        przesuwała... ;) - A Miller i Kwach jako szefowie SLD ponoszą CAŁKOWITĄ
        odpowiedzialność za działania swoich podopiecznych. Pozdrawiam
        • Gość: Cosmo Re: Wiara Michnika IP: 217.11.143.* 21.02.03, 05:19
          www.rp.pl - 'Rzeczpospolita' (20.02.03):
          'Szefowa Agory przyznała, że przeszła z Leszkiem Millerem na ty. Stało się to
          jesienią zeszłego roku podczas niespodziewanego grilla u Rapaczyńskiej. Adam
          Michnik przyjechał wtedy do domu prezes Agory z premierem i jego żoną.
          Rapaczyńska nie potrafiła sobie przypomnieć, czy przy tamtej okazji rozmawiano
          o sprawie Rywina. - Nie przy całej rozmowie byłam. Biegałam w popłochu, bo nie
          miałam przygotowanej kolacji - usprawiedliwiała się wczoraj.' - Czy 'Oni'
          (i 'One' ;) naprawdę nie rozumieją, że takimi wypowiedziami - pokazującymi
          postępującą fraternizację oligarchii - jeszcze bardziej się kompromitują?

          • Gość: PRZEKRÓJ Re: Wiara Michnika IP: 193.0.117.* 21.02.03, 20:36
            Stanisław Tyczyński, szef RMF FM ('Przekrój' NR 08 - 23.02.03, str.
            15): 'Kapitalna większość szefów niezależnych mediów, w tym i ja, staliśmy się
            ofiarami tego, do czego namawiał nas po roku 1989 Michnik. Polityki grubej
            kreski. Przeszliśmy do porządku dziennikarskiego nad tym, że towarzysze są w
            Sejmie, a nie w Berezie Kartuskiej. Tu jest ten błąd.'!!!
    • Gość: piotr7777 Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.03, 20:58
      Czy może mi ktoś przetłumaczyć tekst otwierający ten wątek?
      Bo dla mnie pewne są dwa fakty
      1. Rywin chciał skorumpować Michnika
      2. Michnik nie dał się skorumpować.
      Oczywiście to nielogiczne - większość w tej sytuacji albo by się zgodziła, albo
      zaczęła się targować albo nawet w razie odmowy zachowała dyskrecję, bo przecież
      taki Rywin może się przydać w przyszłości.
      A tu masz, Michnik zachował się uczciwie. Ale dla wielu Michnik i ucziciwość to
      wenwętrzna sprzeczność. Więc szukają dziury w całym.
      Nikomu nie przyjdzie do głowy, że Michnik po prostu jest prawym człowiekiem,
      któremu w głowie się nie mieści, że III Rzeczpospolita o którą walczył to
      państwo mafijne. Więc decyduje się zaufać premierowi, bo wie, że jeśli premier
      za tym stoi to już koniec. Może to i naiwne, ale wypływające z jakże
      szlachetnych pobudek.
      • Gość: www.zw.com.pl Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.03, 22:50
        'Zycie Warszawy' -
        'Życiorys szefa ABW'
        -

        ABW na razie nie będzie się zajmować Włodzimierzem Czarzastym. Czy mógł na to
        wpłynąć fakt, że szef Agencji Andrzej Barcikowski pracował kiedyś w
        wydawnictwie Muza?
        -


        We wczorajszym wydaniu "Życia Warszawy" napisaliśmy, że funkcjonariusze ABW
        zbadają powiązania między Lwem Rywinem, jego firmą Heritage Films a osobami
        przewijającymi się w tzw. aferze Rywina. - Były rozmowy, że zajmiemy się
        firmami powiązanymi z Włodzimierzem Czarzastym, między innymi Euromedia TV.
        Było to już po powołaniu zespołu zadaniowego do zbadania firm Lwa Rywina -
        opowiada oficer ABW.

        Tymczasem wczoraj rzecznik Agencji Magdalena Kluczyńska powiedziała, że ABW
        zabezpieczy dokumentację finansowo-księgową kontaktów Canal+ z TVP oraz
        Heritage Films z TVP. - Nie badamy innych firm - dodała. Czy na takie
        stanowisko Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego miał wpływ fakt, że Andrzej
        Barcikowski pracował w Muzie, w której Czarzasty ma udziały? W życiorysie szefa
        ABW na stronie internetowej Agencji napisano: (...) W latach 1998-2000 na
        kierowniczych funkcjach w wydawnictwach MUZA S.A. oraz MUZA EDUKACYJNA Sp. z
        o.o. (...)

        Czy fakt zależności, jaka była między Barcikowskim a Czarzastym nie jest
        przeszkodą w obiektywnym podejściu Agencji do osób przewijających się w sprawie
        Rywina? - To okoliczność, która może nasuwać wątpliwości co do bezstronnych
        działań prowadzonych przez ABW. Jednym z wątków jest badanie roli pana
        Czarzastego w kontekście tej sprawy - powiedział nam poseł Zbigniew Ziobro
        (PiS) z komisji śledczej.

        Innego zdania jest poseł SLD Andrzej Brachmański z komisji do spraw służb
        specjalnych. - To, że ktoś kiedyś z kimś pracował nie oznacza, że jest teraz od
        niego zależny. Andrzej Barcikowski byłby głupi, gdyby ingerował w pracę swoich
        podwładnych. A ja uważam go za człowieka bardzo inteligentnego - tłumaczy
        Brachmański. -

        Dorota Kania, Tomasz Butkiewicz/Data:21.02.03
        • Gość: www.rp.pl Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: 193.0.117.* 22.02.03, 20:36
          'Rzeczpospolita' (21.02.03 Nr 44) - JANUSZ A. MAJCHEREK -
          'Ostrożnie z wymiataniem elit':
          'Co w zamian? Gdy się będziemy zabierać do oczyszczania polskiej polityki ze
          skorumpowanych i pazernych łajdaków, zastanówmy się, czy uczciwość wystarczy
          jako polityczna legitymacja do ich zastąpienia.' - MICHNIK, MILLER I
          KWAŚNIEWSKI TO 'SKORUMPOWANI, PAZERNI ŁAJDACY'?! ;)
      • Gość: MOr Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: 193.0.117.* 22.02.03, 20:50
        PIOTRUSIU (czterosiódemokwyobardzomałymrozumku):
        Dokładnie WSZYSCY, włącznie z proletariatem biurowym i półinteligentami
        funkcjonalnymi (półinteligent funkcjonalny to ktoś, kto potrafi przeczytać
        prosty tekst z 'Wybiórczej' i go zrozumieć) czują, że cała 'sprawa Rywina'
        najzwyczaniej w świecie ŚMIERDZI - oprócz ciebie (stąd określenie
        'obardzomałymrozumku'). Śmierdzi wiele rzeczy, np. czemu Michnik czekał PÓŁ
        ROKU z ujawnieniem sprawy? Nikt (oprócz ludzi o 'obardzomałymrozumku') nie
        wierzy w niewyraźne zapewnienia ludzi 'Agory', że 'czekali na odpowiedni czas'
        i 'było prowadzone śledztwo dziennikarskie'. Jakie, na Boga, 'śledztwo', o
        którym 'opowidali dziesiątkom, setkom osób'? To tak wygląda TAJNE (z
        założenia) 'śledztwo'?
        Doskonale widać, że przez te pół roku odbywały się tajne przetargi, wysyłanie
        sygnałów ('message') i szukanie 'haków' na TV'P'-owską 'grupę władzy', i
        wszystko to z osobliwie 'pobłażliwym' zezwoleniem MIllera - kiedy właśnie
        szykuję się WYCINANIE JEGO LUDZI!!!
        Pomyślunku troszkę, Piotrusiu Czterokrotniesiódemkowy, co byśmy nie musieli
        dodawać co inszych epitetów i przymiotników określających stan twojej biednej,
        skołatanej 'tym wszystkim' główki. Pozdrowienia dla wszystkich!
        PS: Bredzenie, że Michnik 'decyduje się zaufać premierowi, bo wie, że jeśli
        premier za tym stoi to już koniec' (kogo, czego koniec - MIchnika? Polski?
        Świata?) pominę litościwym milczeniem. Pa!
        . . .
        Gość portalu: piotr7777 napisał(a):

        > Czy może mi ktoś przetłumaczyć tekst otwierający ten wątek?
        > Bo dla mnie pewne są dwa fakty
        > 1. Rywin chciał skorumpować Michnika
        > 2. Michnik nie dał się skorumpować.
        > Oczywiście to nielogiczne - większość w tej sytuacji albo by się zgodziła,
        albo
        >
        > zaczęła się targować albo nawet w razie odmowy zachowała dyskrecję, bo
        przecież
        >
        > taki Rywin może się przydać w przyszłości.
        > A tu masz, Michnik zachował się uczciwie. Ale dla wielu Michnik i ucziciwość
        to
        >
        > wenwętrzna sprzeczność. Więc szukają dziury w całym.
        > Nikomu nie przyjdzie do głowy, że Michnik po prostu jest prawym człowiekiem,
        > któremu w głowie się nie mieści, że III Rzeczpospolita o którą walczył to
        > państwo mafijne. Więc decyduje się zaufać premierowi, bo wie, że jeśli
        premier
        > za tym stoi to już koniec. Może to i naiwne, ale wypływające z jakże
        > szlachetnych pobudek.
        • Gość: www.rp.pl Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: 212.160.235.* 24.02.03, 03:40
          'Rzpospolita' (24.0203): 'Michnik komentował też twierdzenia, że próbował
          zmusić Rywina do emigracji: 'Wielokrotnie opowiadając różnym ludziom tę
          historię z Lwem Rywinem używałem słów powszechnie uchodzących za obelżywe. Nie
          taję, że mogłem mówić, że ja go zabiję, spalę na stosie, że mu zdejmę gacie
          przez głowę. Mogłem również mówić, że go skłonię do emigracji. To jest pewna
          litentia poetica, dlatego, że ja nie mam możliwości, żeby kogokolwiek zmusić do
          emigracji'.' ;)
          • Gość: Cosmo 1/2 Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: 212.160.235.* 26.02.03, 03:35
            'Rzeczpospolita' (24.02.03): 'Zleceniodawcy wciąż nieznani': 'Prokurator
            prowadzący śledztwo chciał zarzut zabójstwa generała Papały postawić Boguckiemu
            już dwukrotnie. Za każdym razem było to jednak wstrzymywane przez Ministerstwo
            Sprawiedliwości i Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie. U policjantów i
            niektórych prokuratorów rodziło to podejrzenia, że śledztwo jest blokowane,
            ponieważ na liście osób, którym miały być postawione zarzuty, był także Edward
            M., polonijny biznesmen z Chicago, powiązany towarzysko i biznesowo z
            politykami SLD, PSL oraz ludźmi ze służb specjalnych'
            CZY NAPRAWDĘ ŻYJEMY W DEMOKRATYCZNYM PAŃSTWIE PRAWA?
            DLACZEGO NIE, REDAKTORZE MICHNIK?
            • Gość: Cosmo 2/2 Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: 212.160.235.* 26.02.03, 03:41
              'Rz' - (24.02.03) - 'Zleceniodawcy wciąż nieznani': '- Kiedy odchodziłem z
              ministerstwa, poinformowałem premiera Leszka Millera, że mamy poważne
              podejrzenia, iż do generała Papały strzelał ten właśnie człowiek. Obawiałem
              się, że mamy jednak tylko rękę, a ciągle jeszcze poszukiwaliśmy mocodawców -
              powiedział "Rz" Marek Biernacki, były szef MSWiA.
              Z informacji "Rz" wynikało, że prokurator prowadzący śledztwo planował
              postawienie zarzutów czterem osobom: Ryszardowi Boguckiemu, Siergiejowi
              Sienkivowi oraz Andrzejowi Zielińskiemu, ps. Słowik, i Edwardowi M. z Chicago.
              W Ministerstwie Sprawiedliwości odbyły się tajne narady z udziałem szefa MSWiA,
              ABW, policji i prokuratorów. Na razie zarzuty postawiono tylko Ryszardowi
              Boguckiemu. /.../ Z nieoficjalnych informacji "Rz" wynika, że są świadkowie
              mówiący o tym, iż to właśnie Edward M. z Chicago i Andrzej Zieliński, ps.
              Słowik, poszukiwali wykonawców zabójstwa generała Papały.'
              CZY NAPRAWDĘ ŻYJEMY W DEMOKRATYCZNYM PAŃSTWIE PRAWA?
              DLACZEGO NIE, REDAKTORZE MICHNIK?
          • Gość: babariba Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 27.02.03, 03:55
            Gość portalu: www.rp.pl napisał(a):

            > 'Rzpospolita' (24.0203): 'Michnik komentował też twierdzenia, że próbował
            zmusić Rywina do emigracji: 'Wielokrotnie opowiadając różnym ludziom tę
            historię z Lwem Rywinem używałem słów powszechnie uchodzących za obelżywe. Nie
            taję, że mogłem mówić, że ja go zabiję, spalę na stosie, że mu zdejmę gacie
            przez głowę. Mogłem również mówić, że go skłonię do emigracji. To jest pewna
            litentia poetica, dlatego, że ja nie mam możliwości, żeby kogokolwiek zmusić do
            emigracji'.' ;)
            **********************************************
            a jednocześnie Michnika burzył bardzo "knajacki" język, którym z Rywinem MUSIAŁ
            rozmawiać, bo Rywin taki styl narzucił (zob. stenogram z zeznań Michnika) :))))
        • Gość: piotr7777 Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.03, 18:28
          Gość portalu: MOr napisał(a):

          > PIOTRUSIU (czterosiódemokwyobardzomałymrozumku):
          Nie obrażam się. Określenie "o bardzo małym rozumku" kojarzy mi się z Kubusiem
          Puchatkiem, któy - jak wiadomo - rozumek miał mały ale używał go rozsądnie. Ty
          jak widzę jesteś taką Sową Przemądrzałą.
          > Dokładnie WSZYSCY, włącznie z proletariatem biurowym i półinteligentami
          > funkcjonalnymi (półinteligent funkcjonalny to ktoś, kto potrafi przeczytać
          > prosty tekst z 'Wybiórczej' i go zrozumieć) czują, że cała 'sprawa Rywina'
          > najzwyczaniej w świecie ŚMIERDZI - oprócz ciebie (stąd określenie
          > 'obardzomałymrozumku'). Śmierdzi wiele rzeczy, np. czemu Michnik czekał PÓŁ
          > ROKU z ujawnieniem sprawy? Nikt (oprócz ludzi o 'obardzomałymrozumku') nie
          > wierzy w niewyraźne zapewnienia ludzi 'Agory', że 'czekali na odpowiedni
          czas'
          Michnik uznał, że wcześniejsze ujawnienie sprawy zagrozi negocjacjom w sprawie
          przystąpienia do UE. Popełnił błąd, teraz już to wiemy - i co z tego? Jest
          pionierem na polu walki z korupcją. Jak napisałem - ten nie robi błędów kto nic
          nie robi.
          > i 'było prowadzone śledztwo dziennikarskie'. Jakie, na Boga, 'śledztwo', o
          > którym 'opowidali dziesiątkom, setkom osób'? To tak wygląda TAJNE (z
          > założenia) 'śledztwo'?
          Jeżeli zdobywasz informacje od osób to te osoby muszą być informowane o celu
          dla którego z nimi rozmawiasz.
          > Doskonale widać, że przez te pół roku odbywały się tajne przetargi, wysyłanie
          > sygnałów ('message') i szukanie 'haków' na TV'P'-owską 'grupę władzy', i
          > wszystko to z osobliwie 'pobłażliwym' zezwoleniem MIllera - kiedy właśnie
          > szykuję się WYCINANIE JEGO LUDZI!!!
          Śledztwo dziennikarskie trwało tylko miesiąc. Natomiast sprawy nie opublikowano
          od razu z powodów o których powyżej. Uważam, że był to błąd.
          > Pomyślunku troszkę, Piotrusiu Czterokrotniesiódemkowy, co byśmy nie musieli
          > dodawać co inszych epitetów i przymiotników określających stan twojej
          biednej,
          > skołatanej 'tym wszystkim' główki. Pozdrowienia dla wszystkich!
          Właśnie pomyślałem. I wydaje mi się, że w kraju gdzie korupcja jest normą Rywin
          i jemu podobni nie muszą sie obawiać pręgierza opinii publicznej a Michnik jako
          ten, który szarga naszą narodową świętość (łapówkarstwo) powinien być
          napiętnowany. Odwzajemniam pozdrowienia
          > PS: Bredzenie, że Michnik 'decyduje się zaufać premierowi, bo wie, że jeśli
          > premier za tym stoi to już koniec' (kogo, czego koniec - MIchnika? Polski?
          > Świata?) pominę litościwym milczeniem. Pa!
          Z tekstu "Przychodzi Rywin do Millera" wynika, że Michnik albo Rapaczyńska
          stwierdził(a) - "Jeśli stoi za tym premeier to już finis Polnae". Zgodzisz się
          ze mną że jest różnica między skorumpowanym otoczeniem szefa rządu a
          skorumpowanym szefem rządu Popatrz na USA - Nixon sam był wplątany w Watergate
          a Reagan miał tylko w swojej administracji skorumpowanych urzędników. Dlatego
          pierwszy odszedł w niesławie i zaszkodził pozycji własnego kraju a drugi jest
          wspominany jako wielkmi prezydent który wzmocnił USA, także dzięki temu, że
          podczas afery Iran - contras publicznie przynzał się do błędu..
          • Gość: PABLO no nie, znowu nieuleczalny fan MICHTRIXA IP: *.kamir.com.pl 26.02.03, 18:54
            No nie jeszcze raz pojawił sie tu nieuleczalny fan
            MICHTRIXA czyli Piotr7777. Nie wiem czy jestes młody czy
            masz rzeczywiście mały rozumek ale mianować MICHTRIXA
            pionierem walki z korupcją to juz nawet nie jest śmieszne
            to jest żałosne. Czlowieku Ty nie widzisz, że IIIRP
            cuchnie. Że ten kraik jest przeżarty korupcja od góry do
            dołu. Że budowanie na zgniłym fundamencie PRL daje dziś
            efekt w postaci ruiny państwa. Kto zachęcał do
            nierozliczania komunistów. Do zostawienia skorumpowanych
            sędziow i prokuratorów (vide Kapusta aparatczyk Millera)
            Kto był ojcem założycielem IIIRP? MICHTRIX. Kto osmieszał
            wszelkie próby pisania i mówienia że IIIRP aferami stoi?
            Kto blokował wolny obieg informacji w Polsce (czy gazeta
            pisała o FOZZ?). Ta sprawa jest dlatego tak zaskakujaca
            bo swiadczy iz w pewnym momencie grupa trzymająca władze
            stwierdziła że nie ma juz politycznych konkurentów jak
            tylko z własnej frakcji i poszło na noże. Dzis wiemy że
            pokój w palacu prezydenckim został zawarty. A czy
            MICHTRIX zostal na lodzie? powiem ci a ch... mu w d.pę.
            ma na co zasłuzył.
            • Gość: Sprawiedliwy Re: no nie, znowu nieuleczalny psychol Pablo IP: *.parkiet.com.pl 28.02.03, 12:51
              A czy MICHTRIX zostal na lodzie? powiem ci a ch... mu w d.pę.

              I vice versa!

              Ech, człowieku jaki ty głupi jesteś...
              • Gość: PABLO Re: no nie, znowu nieuleczalny psychol Pablo IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.03, 16:50
                Gość portalu: Sprawiedliwy napisał(a):

                > A czy MICHTRIX zostal na lodzie? powiem ci a ch... mu w
                d.pę.
                >
                > I vice versa!
                >
                > Ech, człowieku jaki ty głupi jesteś...
                Ech człowieku. Dobrze Ci sie zyje w IIIRP. zachwyca cie
                ten kraj swoja praworządnością, sukcesami? To idź dalej z
                MICHTRIXEM i Rywinem pod przewodnictwem uczciwego
                Millera. Rozmumiem że jak cie ograbia i zamorduja to nie
                bedziesz miał o to do nich pretensji.
          • Gość: MOr Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: 212.160.235.* 27.02.03, 03:23
            Ad piotr7777 - w swoim 'MICHTRIXowym świecie' masz oczywiście rację - ale
            zastanów się nad dość istotnym pytankiem - dlaczego Adaś MICHTRIX na spotkaniu
            z Millerem nie wręczył p. premierowi GŁÓWNEGO DOWODU - taśmy z nagraną rozmową
            (+ ew. spisany tekst rozmowy dla ułatwienia) i nie poprosił go o wyjśnienie
            całej sprawy?
            Oczywiście Adaś mędzi, że:
            1. wersja - 'nie wziął ze sobą';
            2. wersja - 'miał przy sobie, ale w całym tym zamieszaniu jej nie wręczył, bo
            zapomniał, itp.'
            Jak pewnie się domyślasz, ZUPEŁNIE NIE 'KUPUJĘ' takiego 'wytłumaczenia', bo
            wzmiankowane nagranie było KLUCZOWYM DOWODEM W SPRAWIE. Michnik twierdził
            także, że'nie było to potrzebne', gdyż podobno 'Miller ma do niego zaufanie'.
            No więc po co w takim razie było zapraszać jeszcze Rywina, jak chłopaki tak
            sobie 'ufają'?
            Dopiero ujęcie sprawy jako gangsterskie porachunki wyjaśnia
            te 'nierozwiązywalne zagadki' - Michnik przyprowadza Rywina, żeby ten
            potwierdził fakt rozmowy (i powoływanie się w jej trakcie przez Rywina na
            Millera/SLD/'grupę władzy'), Michnik stwierdza, że ma to wszystko nagrane... i
            (po wykopaniu Rywina za drzwi) zaczynają się negocjacje.
            Fakt, że Michnik NIE DAŁ Millerowi kasety z nagraniem tylko potwierdza, że nie
            chodziło bynajmniej o 'wyjaśnienie sprawy' (czym oczywiście powinien zająć się
            premier M), tylko gangsterskie rozgrywki - Miller wie, żę Michnik ma na
            SLD 'haka', wcale nie musi rzeczonego 'haka' oglądać/usłyszeć, bo sprawa i tak
            jest pewna. Co więcej, Michnik trzymający w kieszeni kasetę z paplaniem Rywina
            i nie ujawniając jej treści Millerowi może wygodnie trzymać szefów SLD w
            szachu - i niewiedzy, co tak naprawdę jest na tej kasecie...
            Pozdrawiam
      • Gość: Katarzyna Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: *.gdynia.mm.pl 26.02.03, 19:27
        Gość portalu: piotr7777 napisał(a):

        > Czy może mi ktoś przetłumaczyć tekst otwierający ten wątek?
        > Bo dla mnie pewne są dwa fakty
        > 1. Rywin chciał skorumpować Michnika
        > 2. Michnik nie dał się skorumpować.
        > Oczywiście to nielogiczne - większość w tej sytuacji albo by się zgodziła,
        albo
        >
        > zaczęła się targować albo nawet w razie odmowy zachowała dyskrecję, bo
        przecież
        >

        > taki Rywin może się przydać w przyszłości.
        > A tu masz, Michnik zachował się uczciwie. Ale dla wielu Michnik i ucziciwość
        to
        >
        > wenwętrzna sprzeczność. Więc szukają dziury w całym.
        > Nikomu nie przyjdzie do głowy, że Michnik po prostu jest prawym człowiekiem,
        > któremu w głowie się nie mieści, że III Rzeczpospolita o którą walczył to
        > państwo mafijne. Więc decyduje się zaufać premierowi, bo wie, że jeśli
        premier
        > za tym stoi to już koniec. Może to i naiwne, ale wypływające z jakże
        > szlachetnych pobudek.

        Już sie bałam, ze w tym wątku nie ma ludzi myslacych...jednak są.

        Prawda jest smutna. Cokolwiek zrobiłaby GW czy Agora, byłoby źle. Pech chciał ,
        że Rywin przyszedł do nich właśnie. Gdyby przyszedł do kogoś innego, sprawa
        miałaby większe szanse na rozwiązanie. A tu się trafiło, że aferę wykrył i
        ogłosił Adam Michnik, i jeszcze cholernik ma dowód, skandal , jak on mógł. I ta
        GW, dziennik o największym nakładzie - jak oni mogą, bezczelni, tak się
        panoszyć, i ta Agora, tak prężnie działająca i rozrastająca się. Zdeptać,
        zniszczyć , jak ja nie mam, to inny też niech nie ma, jak ja jestem głupi, to
        niech inny nie daj Boże nie będzie mądry...(Wojciech Młynarski śpiewał kiedyś o
        polskiej cesze charakterystycznej – bezinteresownej zawiści).
        Społeczeństwo klaszcze Rywinowi, bo mnóstwo ludzi daje łapówki lub bierze , w
        szpitalach, w urzędach, To jest zamach na nich samych. A taki Michnik jest z
        innej „bajki”...przebaczył komuś, ja nie przebaczę, więc Michnik do "Syjamu".


        • Gość: PAP Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: 212.160.235.* 27.02.03, 02:57
          `Prezydent i premier zadeklarowali, że ktokolwiek by to był - z grona
          pałacowego czy rządowego - jeżeli wykona cokolwiek przeciw drugiemu środowisku,
          przeciw przyjaciołom z drugiej strony, zostanie wyeliminowany` - relacjonował
          informator PAP.
          • Gość: MOr for piotr7777 Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: 212.160.235.* 27.02.03, 03:27
            Ad piotr7777 - w swoim 'MICHTRIXowym świecie' masz oczywiście 'rację' - ale
            zastanów się nad dość istotnym pytankiem - dlaczego Adaś MICHTRIX na spotkaniu
            z Millerem nie wręczył p. premierowi GŁÓWNEGO DOWODU - taśmy z nagraną rozmową
            (+ ew. spisany tekst rozmowy dla ułatwienia) i nie poprosił go o wyjśnienie
            całej sprawy?
            Oczywiście Adaś mędzi, że:
            1. wersja - 'nie wziął ze sobą';
            2. wersja - 'miał przy sobie, ale w całym tym zamieszaniu jej nie wręczył, bo
            zapomniał, itp.'
            Jak pewnie się domyślasz, ZUPEŁNIE NIE 'KUPUJĘ' takiego 'wytłumaczenia', bo
            wzmiankowane nagranie było KLUCZOWYM DOWODEM W SPRAWIE. Michnik twierdził
            także, że'nie było to potrzebne', gdyż podobno 'Miller ma do niego zaufanie'.
            No więc po co w takim razie było zapraszać jeszcze Rywina, jak chłopaki tak
            sobie 'ufają'?
            Dopiero ujęcie sprawy jako gangsterskie porachunki wyjaśnia
            te 'nierozwiązywalne zagadki' - Michnik przyprowadza Rywina, żeby ten
            potwierdził fakt rozmowy (i powoływanie się w jej trakcie przez Rywina na
            Millera/SLD/'grupę władzy'), Michnik stwierdza, że ma to wszystko nagrane... i
            (po wykopaniu Rywina za drzwi) zaczynają się negocjacje.
            Fakt, że Michnik NIE DAŁ Millerowi kasety z nagraniem tylko potwierdza, że nie
            chodziło bynajmniej o 'wyjaśnienie sprawy' (czym oczywiście powinien zająć się
            premier M), tylko gangsterskie rozgrywki - Miller wie, żę Michnik ma na
            SLD 'haka', wcale nie musi rzeczonego 'haka' oglądać/usłyszeć, bo sprawa i tak
            jest pewna. Co więcej, Michnik trzymający w kieszeni kasetę z paplaniem Rywina
            i nie ujawniając jej treści Millerowi może wygodnie trzymać szefów SLD w
            szachu - i niewiedzy, co tak naprawdę jest na tej kasecie...
            Pozdrawiam
            PS: Inne kwestie z twej odpowiedzi pozostawiam bez kometarza - 'Błogosławieniu
            ubodzy duchem, albowiem do nich należy królestwo MICHTRIXa'
            • Gość: MOr for Kasia Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: 212.160.235.* 27.02.03, 03:51
              - 'aferę wykrył i ogłosił Adam Michnik' - PO PÓŁ ROKU, W ŚMIERDZĄCYCH
              OKOLICZNOŚCIACH (zob. 'MŁOT NA MICHTRIXa');
              - 'GW, dziennik o największym nakładzie' - 'SuperExpress' ma większy, 'Nasz
              Dziennik czasami też;
              - 'Zdeptać, zniszczyć' - Dokładnie tak samo, jak wcześniej Agora deptała i
              niszczyła inne media: np. 'Polski Czas', TV PULS, 'Życie' Wołka, 'Radio Plus',
              'Radio Maria' itp. itd. - Polacy niestety szybko się uczą;
              - 'w tym wątku nie ma ludzi myslacych... jednak są.' - Oczywiście, ale ty
              Kasiu na pewno do nich nie należysz;
              - 'jak ja jestem głupi' - Powinno być 'głupia', Kasieńko. To może w takim razie
              nie pchaj się na internet, bo z siebie tylko pośmiewisko robisz swoją głupotą;
              - 'Społeczeństwo klaszcze Rywinowi' - Pierwsze słyszę. Społeczeństwo z
              obrzydzeniem patrzy zarówno na Rywina, jak i na Michnika i Millera;
              - 'A taki Michnik jest z innej `bajki`, przebaczył komuś' - 'Nie jest ci dane
              przebaczyć w imieniu tych, co zdradzono o świcie' (cytuję z pamięci)
              Pozdrawiam
              • Gość: MOr for PABLO Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: 212.160.235.* 27.02.03, 04:05
                Witam serdecznie
                Jak widać, MICHTRIX się sypie, a jego coraz mniejsza, wierna garstka
                proletariatu biurowego (ostatnie wybory parlamentarne - tylko 3,1 proc! ;)
                jest w rozsypce i histerii pełnej. I pięknie! :)
                Chyba idzie nam IV Rzeczpospolita, bo tak samo, jak Sprawa Oleksego (wprawdzie
                rozmyta i niezakończona) wymusiła wprowadzenie mechanizmu lustracji dla
                stanowisk i urzędów publicznych, tak samo Sprawa Rywina (Millera, Michnika,
                Kwacha...) może doprowadzić do przeprowadzenia dekomunizacji (zgodnie z ART
                13 Konstytucji RP ;)
                Zobaczymy
                Jedno jest pewne - a ch... Adasiowi MICHTRIXowi w d.pę!
                Ma dokładnie to, na co zasłużył - ma swoje 'wybaczanie', ma swoich
                komuszych 'europejskich socjaldemokratów', którzy - kiedy wreszcie wspólnymi
                siłami Agory i SLD porozpierd...li wszystkie większe siły i partie
                postsolidarnościowe, Mumii Nudności nie wyłączając (osobna rozmowa) - zabrali
                się SAMEMU NACZELNEMU ADAMOWI do tłustego, pijackiego dupska.
                I bardzo dobrze
                Pozdrawiam
              • Gość: Katarzyna Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: *.gdynia.mm.pl 27.02.03, 07:10
                Gość portalu: MOr for Kasia napisał(a):

                > - 'aferę wykrył i ogłosił Adam Michnik' - PO PÓŁ ROKU, W ŚMIERDZĄCYCH
                > OKOLICZNOŚCIACH (zob. 'MŁOT NA MICHTRIXa');
                > - 'GW, dziennik o największym nakładzie' - 'SuperExpress' ma większy, 'Nasz
                > Dziennik czasami też;
                > - 'Zdeptać, zniszczyć' - Dokładnie tak samo, jak wcześniej Agora deptała i
                > niszczyła inne media: np. 'Polski Czas', TV PULS, 'Życie' Wołka, 'Radio
                Plus',
                >
                > 'Radio Maria' itp. itd. - Polacy niestety szybko się uczą;
                > - 'w tym wątku nie ma ludzi myslacych... jednak są.' - Oczywiście, ale ty
                > Kasiu na pewno do nich nie należysz;
                > - 'jak ja jestem głupi' - Powinno być 'głupia', Kasieńko. To może w takim
                razie
                > nie pchaj się na internet, bo z siebie tylko pośmiewisko robisz swoją głupotą;
                > - 'Społeczeństwo klaszcze Rywinowi' - Pierwsze słyszę. Społeczeństwo z
                > obrzydzeniem patrzy zarówno na Rywina, jak i na Michnika i Millera;
                > - 'A taki Michnik jest z innej `bajki`, przebaczył komuś' - 'Nie jest ci dane
                > przebaczyć w imieniu tych, co zdradzono o świcie' (cytuję z pamięci)
                > Pozdrawiam

                Śpieszę sie bo ide do pracy, więc krótko. Po pierwsze, nie życzę sobie
                zwracania sie do mnie per "Kasieńko", prosze to uszanować. Po drugie: To
                cudowne Życie Wolka przedrukowało sobie kiedyś z Inetrnetu artykuł, którrego GW
                nie wydrukowała u siebie tylko "rzuciła na strony internetowe. Życie
                wydrukowało, jak swój...bardzo szanująca sie gazeta nieprawdaż? A co do
                wybaczania, Adam Michnik przebaczył TYLKO W SWOIM IMIENIU, miał do tego prawo i
                miał co przebaczać, ja bym tak nie potrafiła i tym bardziej chyle przed Nim
                cczoła. Reszta nie warta jest komentarza.
        • Gość: babariba kaśka szczytuje IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 28.02.03, 07:36
          Gość portalu: Katarzyna napisał(a):

          > Gość portalu: piotr7777 napisał(a):
          (...)
          Prawda jest smutna. Cokolwiek zrobiłaby GW czy Agora, byłoby źle. Pech chciał,
          że Rywin przyszedł do nich właśnie. Gdyby przyszedł do kogoś innego, sprawa
          miałaby większe szanse na rozwiązanie. A tu się trafiło, że aferę wykrył i
          ogłosił Adam Michnik, i jeszcze cholernik ma dowód, skandal , jak on mógł. I ta
          GW, dziennik o największym nakładzie - jak oni mogą, bezczelni, tak się
          panoszyć, i ta Agora, tak prężnie działająca i rozrastająca się. Zdeptać,
          zniszczyć , jak ja nie mam, to inny też niech nie ma, jak ja jestem głupi, to
          niech inny nie daj Boże nie będzie mądry...(Wojciech Młynarski śpiewał kiedyś o
          polskiej cesze charakterystycznej – bezinteresownej zawiści).
          Społeczeństwo klaszcze Rywinowi, bo mnóstwo ludzi daje łapówki lub bierze , w
          szpitalach, w urzędach, To jest zamach na nich samych. A taki Michnik jest z
          innej „bajki”...przebaczył komuś, ja nie przebaczę, więc Michnik do
          "Syjamu".
        • Gość: rdr Ja chetnie wybacze IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.02.03, 12:30
          Wybaczam Rywinowi i jego mocodawcom. I od tej chwili, kazdy kto atakuje Rywina
          jest "zaslepionym zoologiczna nienawiscia oszolomem".
          Powinnismy zdobyc sie na oddzielenie tej sprawy "gruba kreska" i jak
          najszybciej zapomniec.
          A wracajacych do tematu nalezy uznac za najwieksze zagrozenie demokracji i III
          RP.

          Wybaczator
          • Gość: PABLO Re: Ja chetnie wybacze - ja też! IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.03, 17:18
            Gość portalu: rdr napisał(a):

            > Wybaczam Rywinowi i jego mocodawcom. I od tej chwili,
            kazdy kto atakuje Rywina
            > jest "zaslepionym zoologiczna nienawiscia oszolomem".
            > Powinnismy zdobyc sie na oddzielenie tej sprawy "gruba
            kreska" i jak
            > najszybciej zapomniec.
            > A wracajacych do tematu nalezy uznac za najwieksze
            zagrozenie demokracji i III
            > RP.
            >
            > Wybaczator


            Tak jest! nieumiejetność wybaczenia grupie sprawującej
            władzę tego drobnego w koncu w porównaniu z innymi
            wybaczonymi już rzeczami jest niezrozumiała. W koncu czym
            jest glupie 17,5 mln dolarów w porównaniu np. kilkoma
            tysiącami rozwalonych na UB i ich skonfiskowanym mieniem?
            tamto im wynaczylismy to i to mozemy. mam nadzieje że
            MICHTRIX juz wkrótce podejmie kolejną kampanie na rzecz
            wybaczenia. Może nawet nazwie Rywnia człowiekiem honoru?
      • marekpfef Re: MŁOT NA MICHTRIX`a 04.04.04, 04:37
        Dzięki Ci Piotrze za słowa, które świadczą, iż nie jestem całkiem odosobniony. Nienawiść do Michnika objawiająca się w wielu forumowych dyskusjach wskazuje na jakąś chorobę lub też kompleks niższości owych dyskutantów. Dla mnie Michnik jest człowiekiem uczciwym, który ujawnił aferę do ujawnienia, której potrzeba było odwagi i charakteru. Większość dyskutantów narzeka i oburza się na korupcję a jednocześnie przypisuje Michnikowi niecne a zarazem tajemne zamiary, stawiając go na równi z aferzystą. Czy zatem znajdzie się naśladowca Michnika po łajdackim raporcie Rokity i stawianiu Michnika w jednym rzędzie z Rywinem przez znaczną część opini publicznej. Nie sądzę. Raczej znajdą się naśladowcy Rywina tym razem już bezkarni i przekonani, że następny Michnik będzie myślał dziesięć lat nim na krok taki się zdecyduje, bądź bez żadnego zastanowienia weźmie łapówkę w przekonaniu, że choć będzie miał wyrzuty sumienia to nikt nie nazwie go złodziejem i aferzystą. Nawiasem mówiąc Michnik zrzekł się należnych mu legalnie i zgodnie z prawem akcji Agory wartości zdaje się 34 milionów dolarów pokażcie mi drugi taki przypadek. Oczywiście większość zakrzyknie, idiota, choć ja widzę tu głęboką mądrośc Michnika. Wie on bowiem, że tak wielkie pieniądze czynią człowieka ich niewolnikiem. On zaś chce zachować niezależność z takim trudem wywalczoną. Ja to świetnie rozumiem, ale czy sam potrafił bym tak postąpić, nie sądzę i dlatego też tym bardziej go szanuję.
    • Gość: Skrzypek Kwas+Miller kontra Michtrix IP: w3cache.* / 192.168.3.* 27.02.03, 07:05
      Jesteśmy - premier i ja - zdecydowanie przeciwni różnym "harcom" niektórych
      naszych kolegów, którzy wypowiadają uwagi nieuprawnione, nieoparte na faktach,
      powtarzają plotki albo im nie zaprzeczają - tak prezydent komentował swoje
      wtorkowe spotkanie z przedstawicielami SLD.

      "W wielu sprawach można mieć różne zdanie - nie ma w tym nic dziwnego -
      natomiast apelowaliśmy do wszystkich o odpowiedzialność za wypowiadane słowo" -
      powiedział w środę Aleksander Kwaśniewski dziennikarzom. Dodał, że w tej
      kwestii "demonstracja jedności" prezydenta i SLD "miała miejsce".

      Powiedział, że spotkanie z kierownictwem SLD było "tradycyjnym" przy
      rozpoczynającym się roku oraz że w jego trakcie omawiano reformę finansów
      publicznych, przygotowania Polski do akcesji z Unią Europejską, kwestie
      referendum europejskiego oraz stanowisko naszego kraju wobec konfliktu z
      Irakiem.

      Na wtorkowym spotkaniu prezydenta z SLD omawiana też była sprawa Rywina i jej
      skutki, "jeśli chodzi o nasze życie publiczne".

      "Mówiliśmy o konieczności wyjaśnienia tej sprawy, pełni wiary, że zarówno
      prokuratura, jak i komisja śledcza dołożą starań, żeby w nieodległym czasie
      zostało to wyjaśnione" - powiedział Kwaśniewski.

      Po wtorkowym spotkaniu pragnący zachować anonimowość prominentny polityk
      Sojuszu powiedział, że na spotkaniu podkreślono "absolutną jedność środowiska
      rządu i prezydenta".

      "Prezydent i premier zadeklarowali, że kto by to nie był - z grona pałacowego
      czy rządowego - jeżeli wykona cokolwiek przeciw drugiemu środowisku, przeciw
      przyjaciołom z drugiej strony, zostanie wyeliminowany i usunięty" -
      relacjonował informator PAP.

      "To był bardzo silny sygnał jednolitości, solidarności i współdziałania.
      Zgodzono się, że jeżeli ktoś będzie knuł przeciw drugiej stronie - rządowej lub
      prezydenckiej - powinien ponieść jak najsurowsze konsekwencje" - powiedział
      polityk Sojuszu.

      Według niego Kwaśniewski podkreślił, "że z Pałacu Prezydenckiego nie wypłynęły
      nigdy żadne impulsy godzące w rząd". Natomiast premier ze swojej strony
      zadeklarował, że "trzeba być razem we wszystkich najbliższych kampaniach
      wyborczych - prezydenckich i parlamentarnych".

      W spotkaniu uczestniczyło ok. 50 osób. Oprócz premiera i prezydenta byli SLD-
      owscy ministrowie, m.in. szefowa gabinetu politycznego premiera Aleksandra
      Jakubowska, szef Kancelarii Premiera Marek Wagner, rzecznik rządu Michał Tober,
      szef klubu SLD Jerzy Jaskiernia, sekretarz generalny SLD Marek Dyduch,
      rzecznicy partii i klubu: Jerzy Wenderlich i Robert Smoleń, sekretarz klubu
      Wacław Martyniuk.

      A oto tłumaczenie z politpoprawności na nasze.
      Nie było żadnych harców, tylko walka Kwasa z Milerem o wpływy.
      Nastąpił koniec romansu Kwasa z Michtrixem, ten okazał się dla niego zbyt
      groźny (próby usuwania ludzi Kwaśniewskiego-Kwiatkowski prezes TVP, atak na
      stowarzyszenie Ordynacka) niedoszłą partię Kwas-Michtrix zdominowaliby ludzie
      UW.
      Stąd zagrożony Kwas dogadał się z Millerem(od dawna w konflikcie z Michtrixem)
      i razem mogą obecnie w Polsce wszystko (przetargi, ustawa o tv itp) kosztem
      rzecz jasna Michtrixa.
      Skończy się też rozdwojenie jaźni w SLD. Już nie będzie dylematu Kwas czy
      Miller. Wszyscy są "nasi". Efektem wspólna kandydatura na prezyenta itp...
      A Michtrix popłynął...

      Polecam też
      www.rp.pl/gazeta/wydanie_030226/publicystyka/publicystyka_a_1.html
    • Gość: Skrzypek Kwas+Miller kontra Michtrix IP: w3cache.* / 192.168.3.* 27.02.03, 07:12
      Jesteśmy - premier i ja - zdecydowanie przeciwni różnym "harcom" niektórych
      naszych kolegów, którzy wypowiadają uwagi nieuprawnione, nieoparte na faktach,
      powtarzają plotki albo im nie zaprzeczają - tak prezydent komentował swoje
      wtorkowe spotkanie z przedstawicielami SLD.

      "W wielu sprawach można mieć różne zdanie - nie ma w tym nic dziwnego -
      natomiast apelowaliśmy do wszystkich o odpowiedzialność za wypowiadane słowo" -
      powiedział w środę Aleksander Kwaśniewski dziennikarzom. Dodał, że w tej
      kwestii "demonstracja jedności" prezydenta i SLD "miała miejsce".

      Powiedział, że spotkanie z kierownictwem SLD było "tradycyjnym" przy
      rozpoczynającym się roku oraz że w jego trakcie omawiano reformę finansów
      publicznych, przygotowania Polski do akcesji z Unią Europejską, kwestie
      referendum europejskiego oraz stanowisko naszego kraju wobec konfliktu z
      Irakiem.

      Na wtorkowym spotkaniu prezydenta z SLD omawiana też była sprawa Rywina i jej
      skutki, "jeśli chodzi o nasze życie publiczne".

      "Mówiliśmy o konieczności wyjaśnienia tej sprawy, pełni wiary, że zarówno
      prokuratura, jak i komisja śledcza dołożą starań, żeby w nieodległym czasie
      zostało to wyjaśnione" - powiedział Kwaśniewski.

      Po wtorkowym spotkaniu pragnący zachować anonimowość prominentny polityk
      Sojuszu powiedział, że na spotkaniu podkreślono "absolutną jedność środowiska
      rządu i prezydenta".

      "Prezydent i premier zadeklarowali, że kto by to nie był - z grona pałacowego
      czy rządowego - jeżeli wykona cokolwiek przeciw drugiemu środowisku, przeciw
      przyjaciołom z drugiej strony, zostanie wyeliminowany i usunięty" -
      relacjonował informator PAP.

      "To był bardzo silny sygnał jednolitości, solidarności i współdziałania.
      Zgodzono się, że jeżeli ktoś będzie knuł przeciw drugiej stronie - rządowej lub
      prezydenckiej - powinien ponieść jak najsurowsze konsekwencje" - powiedział
      polityk Sojuszu.

      Według niego Kwaśniewski podkreślił, "że z Pałacu Prezydenckiego nie wypłynęły
      nigdy żadne impulsy godzące w rząd". Natomiast premier ze swojej strony
      zadeklarował, że "trzeba być razem we wszystkich najbliższych kampaniach
      wyborczych - prezydenckich i parlamentarnych".

      W spotkaniu uczestniczyło ok. 50 osób. Oprócz premiera i prezydenta byli SLD-
      owscy ministrowie, m.in. szefowa gabinetu politycznego premiera Aleksandra
      Jakubowska, szef Kancelarii Premiera Marek Wagner, rzecznik rządu Michał Tober,
      szef klubu SLD Jerzy Jaskiernia, sekretarz generalny SLD Marek Dyduch,
      rzecznicy partii i klubu: Jerzy Wenderlich i Robert Smoleń, sekretarz klubu
      Wacław Martyniuk.

      A oto tłumaczenie z politpoprawności na nasze.
      Nie było żadnych harców, tylko walka Kwasa z Milerem o wpływy.
      Nastąpił koniec romansu Kwasa z Michtrixem, ten okazał się dla niego zbyt
      groźny (próby usuwania ludzi Kwaśniewskiego-Kwiatkowski prezes TVP, atak na
      stowarzyszenie Ordynacka) niedoszłą partię Kwas-Michtrix zdominowaliby ludzie
      UW.
      Stąd zagrożony Kwas dogadał się z Millerem(od dawna w konflikcie z Michtrixem)
      i razem mogą obecnie w Polsce wszystko (przetargi, ustawa o tv itp) kosztem
      rzecz jasna Michtrixa.
      Skończy się też rozdwojenie jaźni w SLD. Już nie będzie dylematu Kwas czy
      Miller. Wszyscy są "nasi". Efektem wspólna kandydatura na prezyenta itp...
      A Michtrix popłynął...

      Polecam też
      www.rp.pl/gazeta/wydanie_030226/publicystyka/publicystyka_a_1.html
      • Gość: MOr for Kataryna MOr for Kataryna IP: 212.160.235.* 28.02.03, 05:08
        Katarynko - jak ci newry puszczają, to może nie zadawaj się z tak specyficznym
        medium, jak internet, bo tu jest wolność pełna (nie licząc osoby web mastera ;)
        i nie ma miejsca dla popiskujących kózek 'Ło la Boga, jesteście tacy be!'
        Twoja 'Wybiórcza' od zarania robi non-stop świństwa i draństwa, ale to ci nie
        przeszkadza, widocznie masz bardzo mocny shit-filter, gratulacje.
        Albo zwyczajnie jesteś ślepa i głupia. Possible.
        A co do 'wybaczania'... - cóż, życzę ci Katarynko Z CAŁEGO SERCA, żeby cię
        napadli jacyś bandyci, zabili ci całą rodzinę - tatę, mamę, połowicę,
        dzieciaki, ciebie skatowali, ograbili ze wszystkiego, co masz, podpalili twój
        dom - a potem, kiedy złapie ich Policja, żeby przyszedł SAM ADAM MICHNIK i
        powiedział ci w twarz: 'JA tym ludziom wybaczam'
        I żeby Policja wypuściła bandytów na wolność. Bo to właśnie zrobił MIchnik -
        wybaczył nie w swoim imieniu, tylko w imieniu 'wszystkich'.
        I wybaczył SWOJEJ RODZINIE - swojemu OJCU, który budował komunizm (zakazany w
        III RP ART. 13 Konstytucji jako system przestępczy i zbrodniczy),
        oraz swojemu BRATU - który skazywał na śmierć Polaków-patriotów w latach
        50-tych. Im, swoim najbliższym, może sobie wybaczać.
        Innym nie ma żadnego prawa.
        Żegnam.
        • Gość: MOr Re: MOr for Skrzypek IP: 212.160.235.* 28.02.03, 05:22
          Tak, robi się coraz ciekawiej - ciekawe będą rozgrywki na lini Michnik-Kwach-
          Miller-Kwiatkowski. Ciekwe, czemu zrezygnował z udziału w pracach komisji
          Kalisz - czyżby przeczuwał, że zaraz na obradach komisji może wybuchnąć jakaś
          nowa bomba, i nie chce zostać obryzgany shitem? ;) Bo coś to wygląda na szybkie
          umycie rąk od ew. konsekwencji...
          No i Michnik został sam na sam z Kwiatkowskim - bo Kwachu wyraźnie przechodzi
          na stronę SLD - bliższa koszula ciału :)
          W każdym razie te demonstracyjne deklaracje jedności pokazują, jak silne są
          podziały i walki w SLD i MICHTRIXie.
          Dobra nasza! :)
          Pozdrowienia!
          PS; Zapraszam także na Forum 'Frondy' - www.fronda.pl
        • Gość: kataryna katrayna do MOr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.03, 12:37
          Gość portalu: MOr for Kataryna napisał(a):

          > Katarynko - jak ci newry puszczają, to może nie zadawaj się z tak
          specyficznym
          > medium, jak internet, bo tu jest wolność pełna (nie licząc osoby web
          mastera ;)
          > i nie ma miejsca dla popiskujących kózek 'Ło la Boga, jesteście tacy be!'
          > Twoja 'Wybiórcza' od zarania robi non-stop świństwa i draństwa, ale to ci nie
          > przeszkadza, widocznie masz bardzo mocny shit-filter, gratulacje.
          > Albo zwyczajnie jesteś ślepa i głupia. Possible.
          > A co do 'wybaczania'... - cóż, życzę ci Katarynko Z CAŁEGO SERCA, żeby cię
          > napadli jacyś bandyci, zabili ci całą rodzinę - tatę, mamę, połowicę,
          > dzieciaki, ciebie skatowali, ograbili ze wszystkiego, co masz, podpalili twój
          > dom - a potem, kiedy złapie ich Policja, żeby przyszedł SAM ADAM MICHNIK i
          > powiedział ci w twarz: 'JA tym ludziom wybaczam'
          > I żeby Policja wypuściła bandytów na wolność. Bo to właśnie zrobił MIchnik -
          > wybaczył nie w swoim imieniu, tylko w imieniu 'wszystkich'.
          > I wybaczył SWOJEJ RODZINIE - swojemu OJCU, który budował komunizm (zakazany w
          > III RP ART. 13 Konstytucji jako system przestępczy i zbrodniczy),
          > oraz swojemu BRATU - który skazywał na śmierć Polaków-patriotów w latach
          > 50-tych. Im, swoim najbliższym, może sobie wybaczać.
          > Innym nie ma żadnego prawa.
          > Żegnam.

          Zostałam wywołana do tablicy więc odpowiadam chociaż z dużym zażenowaniem,
          pewnych rzeczy nie można jednak pozostawiać bez komentarza.

          Zdziwiłam się skąd ten post adresowany do mnie w wątku w którym się ani razu
          nie wypowiadałam, domyślam się, że jest to ciąg dalszy Twojego dialogu z
          Katarzyną, z którą mnie utożsamiłeś, a ponieważ mogę się podpisać pod wszystkim
          co Katarzyna napisała, uznaję, że to co mówisz do Niej odnosi się też do mnie.
          Zresztą nawet gdybyś mnie z Katarzyną nie pomylił i pisał to co napisałeś
          wyłącznie do Niej, powiedziałabym Ci to samo.

          Jak zły, głupi, bezmyślny, prymitywny i opętany nienawiścią musi być człowiek,
          który jest w stanie powiedzieć drugiemu "życzę ci Z CAŁEGO SERCA, żeby cię
          napadli jacyś bandyci, zabili ci całą rodzinę - tatę, mamę, połowicę,
          dzieciaki, ciebie skatowali, ograbili ze wszystkiego, co masz, podpalili twój
          dom"? Życzę Ci, żebyś sam nigdy niczego podobnego nie usłyszał. Życzę Ci, żebyś
          się kiedyś bardzo tych słów wstydził. Sobie życzę, żebym nie miała wątpliwej
          przyjemności spotykania Tobie podobnych burakowatych frustratów w realu (na
          razie, dziękować Bogu, nikogo takiego nie znam). Żal mi Ciebie.
          • Gość: piotr7777 Re: Michnik kontra Kiszczak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.03, 13:22
            Pamiętacie rozmowę A. Michnika z C. Kiszczakiem w GW bodaj z lutego 2001.
            Michnik powiedział tam "wybaczyć mogę tylko w swoim imieniu". To a propos
            bezsensownych tekstów Mor'a.
            • Gość: PABLO Re: Michnik kontra Polska IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.03, 17:12
              Niech sobie Michnik wybacza oprawcom w swoim imieniu
              bardzo to chrześcijańskie i chwalebne. Znacznie mniej
              chwalebne jest już nazywanie szefa policji PRL czasów
              stanu wojennego człowiekiem honoru. Czemu to służy?
              Wybielaniu PRL. To jest istota sporu, ktory toczy sie w
              Polsce i powrócił jak czkawka przy sprawie Rywina: czy
              bez dekomunizacji można było zbudować normalnie
              funkcjonujący kraj. Odpowiedź brzmi NIE. Adam uznał że
              odpowiedź brzmi TAK. Michnik i skupione wokół niego
              środowisko wygrało wojne o dekomunizację. Nie było
              dekomunizacji w Polsce tak jak pragneli zwolennicy
              przebaczenia. Dzis Michnik ponoc przyznaje sie do błędu
              (tak mnie przynajmniej informują adwersarze z innych
              tematow). ja tam tego nie zauwazylem. Nie zauwazyłem by
              Michnik otwarcie napisał w gazecie iz brak dekomunizacji
              był karygodnym błędem który zemścił sie w postaci
              kwitnącej korupcji w kraju w którym formy demokratyczne
              sa tylko atrapą. Michnik dalej brnie w uklady z
              komunistami, zabraklo Unii Wolności, dalej jest juz tylko
              PiS i LPR. Adamowi bliżej jest do Rywina niż do
              Kaczyńskiego, Giertycha czy Macierewicza, dużo dużo
              bliżej. Dlatego nie rozumiem was drodzy fani Michnika
              albo wierzycie swemu guru że wszystko jest OK albo nie.
              Musicie sie na cos zdecydować. Wierzycie w wyjasnienie
              tej afery przez Komisję? Wierzycie że po zakończeniu tej
              sprawy korupcja z IIIRP uleci w przestrzeń kosmiczną. To
              wierzcie dalej i głosdujcie zgodnie z przykazaniami Adama
              na europejska lewicę SLD lub nieboszczke UW. Pożyjemy
              zobaczymy.
              Michnik jest odpowiedzialny za to gówno na środku salonu.
              Srał tam razem z komunistami oraz pseudo pożal się Boże
              prawicą. A teraz zatyka nos i woła że śmierdzi. dziwne
              tylko że węch mu sie wysostrzył dopiero po 13 latach srania.
        • Gość: Katarzyna Re: MOr for Kataryna IP: *.zagiel.pl 28.02.03, 13:41
          Gość portalu: MOr for Kataryna napisał(a):

          > Katarynko - jak ci newry puszczają, to może nie zadawaj się z tak
          specyficznym
          > medium, jak internet, bo tu jest wolność pełna (nie licząc osoby web
          mastera ;)
          > i nie ma miejsca dla popiskujących kózek 'Ło la Boga, jesteście tacy be!'
          > Twoja 'Wybiórcza' od zarania robi non-stop świństwa i draństwa, ale to ci nie
          > przeszkadza, widocznie masz bardzo mocny shit-filter, gratulacje.
          > Albo zwyczajnie jesteś ślepa i głupia. Possible.
          > A co do 'wybaczania'... - cóż, życzę ci Katarynko Z CAŁEGO SERCA, żeby cię
          > napadli jacyś bandyci, zabili ci całą rodzinę - tatę, mamę, połowicę,
          > dzieciaki, ciebie skatowali, ograbili ze wszystkiego, co masz, podpalili twój
          > dom - a potem, kiedy złapie ich Policja, żeby przyszedł SAM ADAM MICHNIK i
          > powiedział ci w twarz: 'JA tym ludziom wybaczam'
          > I żeby Policja wypuściła bandytów na wolność. Bo to właśnie zrobił MIchnik -
          > wybaczył nie w swoim imieniu, tylko w imieniu 'wszystkich'.
          > I wybaczył SWOJEJ RODZINIE - swojemu OJCU, który budował komunizm (zakazany w
          > III RP ART. 13 Konstytucji jako system przestępczy i zbrodniczy),
          > oraz swojemu BRATU - który skazywał na śmierć Polaków-patriotów w latach
          > 50-tych. Im, swoim najbliższym, może sobie wybaczać.
          > Innym nie ma żadnego prawa.
          > Żegnam.

          Nie polemizuję z kims kto nie zna faktów, nie jestes w stanie doczytać , ze
          Kataryna (którą pozdrawiam) i Katarzyna (którą jestem) to dwie różne osoby, w
          związku z tym wnioskuję, że tym bardziej nie jesteś w stanie przeczytać a ni
          żadnej ksiązki Adama Michnika ani żadnej jego publikacji...reszta jest
          milczeniem...
          • Gość: MOr Re: MOr for Kataryna IP: *.sprintserwis.pl 01.03.03, 06:09
            For Katarynki i inne MICHTRIXowe piotrusie czterosiudemkowe
            obardzonmałychrozumkach:
            'Jak zły, głupi, bezmyślny, prymitywny i opętany nienawiścią musi być
            człowiek, który jest w stanie powiedzieć bandycie i przestępcy - WYBACZAM, - a
            ci, którzy przeciw wam wystąpią to faszyści, klerykały, nacjonaliści i
            frustraci!'
            Adam 'MICHTRIX' Michnik
            Katarynko - tak się akurat składa, że nt. Michnika i jego 'Gazety Wybiórczej',
            to na Wydziale Dziennikarstwa prackę magisterską pisałem, a jej tematem
            była dziennikarska propaganda i dezinformacja polityczna, a 'Wybiórcza' była
            IDEALNYM PRZYKŁADEM stosowania takowych - to tyle w kwestii czytania 'książek
            i artykułów Adama Michnika'.
            Taki Adolf Hitler też napisał książkę, 'Mein Kampf', no i co z tego?
            Moje bardzo serdeczne życzenie należy traktować CAŁOŚCIOWO, tzn. życzę ci,
            żeby na końcu przyszedł Adam Michnik i 'wybaczył' twoim prześladowcom, a ciebie
            nawyzywał od faszystek i oszołomek - bo to właśnie od 1989 roku Michnik robi,
            broniąc przestępców i bandytów z PZPR, i bratając się z nimi - Jaruzelskim,
            Urbanem, Barańskim czy Kiszczakiem ('jest pan człowiekiem honoru', itp.),
            co ostatecznie zniesmaczyło resztki proletariatu biurowego (tacy jak ty), który
            w większości gremialnie przeszedł do Platformy Obywatelskiej (proszę sprawdzić
            statystyki). I tak się skończyła smutna przygoda zwana Unią Wolności...
            Sam Adaś Michnik ją załatwił na cacy.
            I same zostałyście, mysie-pysie o bardzomałychrozumkach.
            A teraz rzekomi 'europejscy socjaldemokraci' z SLD, czyli komuchy-mafiozy same
            się dobrały Michnikowi do dupska. I chyba już nawet sam prezydent Kwach
            przeszedł na 'tamtą stronę' - z powrotem w ramiona L. MIllera i towarzyszy.
            I Agora została sama. Dokładnie jak wcześniej Unia Wolności, także mocno
            zadziwiona, że po latach konsekwentnego opluwania wszystkich dookoła
            nikt już nie chce mieć do czynienia z grupą chamowatych furiatów.
            I to by było na tyle.
            Pozdrawiam
            • Gość: piotr7777 Re: MOr for Kataryna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.03, 13:02
              Po pierwsze Michnik ma prawo uważać Jaruzelskiego i Kiszczaka za ludzi honoru,
              podobnie jak Ty masz prawo uważać ich za sprzedawczyków. Prawda zwykle leży
              pośrodku.
              Michnik ocenia postawę generałów przez przymat przemian 1989 roku a tu ich
              postawa generalnie była pozytywna.
              Michnik był przeciwny lustracji, gdyż bał się sytuacji w której wybitnym
              jednostkom świadectwa moralności będą wystawiać byli SB-ecy. I chyba miał sporo
              racji.
              • Gość: PABLO Re: MOr for Kataryna IP: *.kamir.com.pl 01.03.03, 14:21
                Gość portalu: piotr7777 napisał(a):

                > Po pierwsze Michnik ma prawo uważać Jaruzelskiego i
                Kiszczaka za ludzi honoru,
                > podobnie jak Ty masz prawo uważać ich za
                sprzedawczyków. Prawda zwykle leży
                > pośrodku.
                hehhe typowy michtrikowiec. Piotrusiu7777 prawda leży tam
                gdzie leży a nie pośrodku (najczęsciej). To ulubiony
                schemat michtrikowcow i komuchow. Pamietam jak komuchy
                upieraly sie ze Katyn to Niemcy, ludzie twierdzili ze to
                NKWD. Komuchy w koncu laskawie zgadzali sie ze prawda
                lezy po srodku: nie wiadomo kto zabił. Zasada złotego
                srodka ma szereg uzasadnionych zastoswań tylko w
                przypadku prawdy w ogole sie nie sprawdza!


                > Michnik ocenia postawę generałów przez przymat przemian
                1989 roku a tu ich
                > postawa generalnie była pozytywna.
                No pewnie a jaka miałą być: żadnej odpowiedzialności za
                popełnione zbrodnie i kasa dla nich. Sam miód.

                > Michnik był przeciwny lustracji, gdyż bał się sytuacji
                w której wybitnym
                > jednostkom świadectwa moralności będą wystawiać byli
                SB-ecy. I chyba miał sporo
                >
                > racji.

                Tak Michnik sam chciał wystawiać świadectwa moralności.
                Tylko on ma prawo namaszczać autorytety moralne w Polsce:
                taki mały monopolista na moralość. Ciekawe czy wystawiłby
                takie świadectwo moralności red. Maleszce? Nie wątpie że
                tak. Ja Adam Michnik znam red. Maleszkę od lat i wiem że
                niemożliwe jest aby był on tajnym współpracowinkiem SB.
                Nie obchodza mnie papiery sfingowne przez tajne słuzby
                PRL. Nie będą SBcy wystawiać świadectw moralności takim
                ludziom jak Maleszka.
                Wstręt Adama do SBckich dokumentów jakoś nie przeszkadzał
                mu w 1989 roku siedzieć w archiwach SB przez tydzień. Po
                co? Przecież to śmieci?
                Tak, wpadka z Maleszką była ciosem dla Wyborczej - takie
                pióro, tak wsławione we flekowaniu lustracji i
                dekomunizacji. Oczywiście iluzje, że Maleszka czynił to
                bez żadnych osobistych podtekstów prysły niczym bańka
                mydlana. Ilu jeszcze przeciwników lustracji i
                dekomunizacji ma zyciorysy tożsame z Maleszką?
                Wydaje sie że całkiem sporo. Ludzie Sierpnia nie
                prowadzeni przez SB jakoś nam poginęli w tej "wolnej"
                Polsce z horyzontu (Gwiazda, Walentynowicz).
                Dziś chłopcy z towarzystwa wzajemnej adoracji sami sobie
                wystawiają swiadectwa: Michnik Millerowi, Kuroń
                Michnikowi, Szymborska Kuroniowi. Każdy da sie posiekać
                za drugiego, jego autorytet, moralość i
                bezkompromisowość. Smutne że jeszcze ktoś się na to
                nabiera (np. Piotr7777).
            • Gość: kataryna Re: MOr for Kataryna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.03, 18:32
              Gość portalu: MOr napisał(a):

              > For Katarynki i inne MICHTRIXowe piotrusie czterosiudemkowe
              > obardzonmałychrozumkach:
              > 'Jak zły, głupi, bezmyślny, prymitywny i opętany nienawiścią musi być
              > człowiek, który jest w stanie powiedzieć bandycie i przestępcy - WYBACZAM, -
              a
              > ci, którzy przeciw wam wystąpią to faszyści, klerykały, nacjonaliści i
              > frustraci!'
              > Adam 'MICHTRIX' Michnik
              > Katarynko - tak się akurat składa, że nt. Michnika i jego 'Gazety
              Wybiórczej',
              >
              > to na Wydziale Dziennikarstwa prackę magisterską pisałem, a jej tematem
              > była dziennikarska propaganda i dezinformacja polityczna, a 'Wybiórcza' była
              > IDEALNYM PRZYKŁADEM stosowania takowych - to tyle w kwestii czytania 'książek
              > i artykułów Adama Michnika'.
              > Taki Adolf Hitler też napisał książkę, 'Mein Kampf', no i co z tego?
              > Moje bardzo serdeczne życzenie należy traktować CAŁOŚCIOWO, tzn. życzę ci,
              > żeby na końcu przyszedł Adam Michnik i 'wybaczył' twoim prześladowcom, a
              ciebie
              >
              > nawyzywał od faszystek i oszołomek - bo to właśnie od 1989 roku Michnik robi,
              > broniąc przestępców i bandytów z PZPR, i bratając się z nimi - Jaruzelskim,
              > Urbanem, Barańskim czy Kiszczakiem ('jest pan człowiekiem honoru', itp.),
              > co ostatecznie zniesmaczyło resztki proletariatu biurowego (tacy jak ty),
              który
              >
              > w większości gremialnie przeszedł do Platformy Obywatelskiej (proszę
              sprawdzić
              > statystyki). I tak się skończyła smutna przygoda zwana Unią Wolności...
              > Sam Adaś Michnik ją załatwił na cacy.
              > I same zostałyście, mysie-pysie o bardzomałychrozumkach.
              > A teraz rzekomi 'europejscy socjaldemokraci' z SLD, czyli komuchy-mafiozy
              same
              >
              > się dobrały Michnikowi do dupska. I chyba już nawet sam prezydent Kwach
              > przeszedł na 'tamtą stronę' - z powrotem w ramiona L. MIllera i towarzyszy.
              > I Agora została sama. Dokładnie jak wcześniej Unia Wolności, także mocno
              > zadziwiona, że po latach konsekwentnego opluwania wszystkich dookoła
              > nikt już nie chce mieć do czynienia z grupą chamowatych furiatów.
              > I to by było na tyle.
              > Pozdrawiam

              No i wyszło szydło z worka. Gdybyś się nie przyznał do tego dziennikarstwa,
              miałabym Cię za osobę o innych - dla mnie mocno niezrozumiałych - poglądach,
              która na dodatek nie potrafi ich wyrazić w cywilizowany sposób, bez obrażania
              adwersarza. Przyznałeś, że studiowałeś dziennikarstwo i teraz wiem w czym
              rzecz. Jesteś niespełnionym dziennikarzem, który pewnie chciałby pracować w tak
              dużej, opiniotwórczej gazecie jak Wyborcza ale go tam nie chcą więc radzi sobie
              z frustracją bredząc na ich temat. Domyślam się, że nie znalazłeś pracy w
              zawodzie, rozumiem, że to może boleć, obawiam się, że rozwiązania swoich
              problemów powinieneś szukać raczej w sobie, z takim sposobem prowadzenia
              polemiki, z takim językiem nie masz szans w żadnej szanującej się redakcji.

              Chyba nie jestem dla Ciebie dobrym dyskutantem, nie złapiesz mnie na prowokacje
              w stylu "proletariat biurowy", wszystkie obraźliwe rzeczy na mój temat jakie
              jesteś w stanie z siebie wypluć świadczą wyłącznie o Tobie, nie o mnie, nie
              jesteś więc w stanie mnie obrazić. Twoja agresywność jest wyłącznie dowodem
              Twojej słabości, Twojej i Twoich argumentów, człowiek, ktoś kto rację potrafi
              do niej przekonać, ktoś kto nie ma potrafi tylko krzyczeć.

              Czy gdybyśmy się spotkali twarzą w twarz mówiłbyś do mnie w taki sam sposób?
              Myslę, że nie. Ja mogłabym Ci w realu powtórzyć wszystko co Ci teraz piszę.
    • yen-lo-wang Z kaMOrą wśród zwierząt ;-) 01.03.03, 17:04
      Pozdrowienia. I gratulacje za wyciągnięcie z nor tych ostatnich pozostałych
      przy życiu Michnikowców. Ubawiłem się czytając ich wywody, na poziomie
      sławetnego "odpierdolcie się od Generała", oj, ubawiłem.
      Ale cosik ich mało - a to pocieszające.
    • Gość: Katarzyna Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: *.gdynia.mm.pl 02.03.03, 01:18
      Do MOR-a poraz ostatni

      Jedną rzecz tylko chciałam Ci wyjaśnić. Napisałam, że na pewno nie przeczytałeś
      żadnej książki ani publikacji Adama Michnika. Utwierdziłeś mnie w tym Twoją
      wypowiedzią o wątpliwej błyskotliwości, ale nie o to chodzi. Mnie chodziło o
      to, że byłam pewna iż tego wywiadu, o którym napisał Piotr7777 też nie
      czytałeś. Ja rozumiem, ze miałbys trudności z przyswojeniem tak inteligentnego
      tekstu, ale w zwiazku z tym nie wypowiadaj sie na tematy, o których nie masz
      pojęcia. Z całą resztą Twojej wypowiedzi nie mam zamiaru polemizować, już
      wystawiłeś sobie świadectwo.
      • Gość: MOr For Piotruś 4X7 i inne Kaszanki IP: *.sprintserwis.pl 02.03.03, 06:32
        For Piotruś 4X7 i inne Kaszanki:
        'Po pierwsze Michnik ma prawo uważać Jaruzelskiego i Kiszczaka za ludzi
        honoru' - Tia. Ciekawe, jak byś śpiewał, gdyby Adasia MICHTRIXa zupełnie już
        popierniczyło (a niewiele brakuje, bo wóda ostro niszczy ostatnie komóreczki
        w jego móżdżku) i Adaś zacząłby np.wychwalać Adolfa Hitlera i III Rzeszę?
        Czy też zakrzyknąłbyś: 'Każdy ma prawo do oceny!'?
        Bo z naszymi komunistycznymi totalniakami, którzy mają zwyczajnie krew na
        rękach - Jaruzelskim i Kiszczakiem, oraz ich pomagierami - Urbanem czy
        Barańskim - to już dawno się pobratał i obcałował.
        A to przeccie zwykli kaci, kolaboranci i żołnierzyki Kremla, pospolici
        przestępcy. (polecam txt 'Czwarta Rzesza' na stronach www.fronda.pl -
        ARCHIWUM, 'Fronda' NR 1)
        'teraz wiem w czym rzecz. Jesteś niespełnionym dziennikarzem, który pewnie
        chciałby pracować w tak dużej, opiniotwórczej gazecie jak Wyborcza ale go tam
        nie chcą więc radzi sobie z frustracją bredząc na ich temat' - Oj, jak ja lubie
        te amatorską kobiecą 'psychoanalizę'. Cóż, gęsi też się czasami na coś
        przydają, w końcu ocaliły Rzym... Rozśmieszyłaś mnie bardzo słonko, bo należę
        do grona dawno już 'spełnionych dziennikarzy', a teraz zawodowo i naukowo
        specjalizuje się w systemach medialnych i etyce oraz propagandzie
        dziennikarskiej, czyli wychodzi, żem specjalista, ale dla twojej małej główki
        to i tak będę 'obsesjonat';
        'Czy gdybyśmy się spotkali twarzą w twarz' - Sorry, ale nie spotykam się z
        byle kim;
        'nie wypowiadaj sie na tematy, o których nie masz pojęcia' - oczywiście:
        'Morda w kubeł wszyscy przeciwnicy Michnika i 'Wybiórczej'!' - Na końcu zawsze
        wyjdzie totalniacko-bolszewicka mentalność sierot MICHTRIXa :)
        'wywiadu, o którym napisał Piotr7777 też nie czytałeś' - czytałem, czytałem.
        Nawet kolportowałem wśród znajomych i z dużym zadowoleniem obserwowałem odruchy
        wymiotne, szczególnie u tych, którzy jeszcze przed chwilą (przed przeczytaniem
        wywiadu) zwolenników UW - Platfusy skakały z radości! :)
        'Ja rozumiem, ze miałbys trudności z przyswojeniem tak inteligentnego tekstu' -
        HAHAHAHAHAHAHAHHEHEHEHEHEHEHEHOHOHOHOHOHOHOHO!!!
        Dla takiej żenującej kurki jak ty to w takim razie chyba nawet napis na
        zupce 'Winiary' musi być 'inteligentnym tekstem'. Wiesz, serdeńko, jaka jest
        definicja kogoś takiego jak ty - półinteligenta funkcjonalnego?
        'Osoba, która potrafi przeczytać i zrozumieć prosty tekst z 'Wybiórczej'.'
        Wiele mi matołki radości sprawiacie swoimi internetowymi wypocinkami.
        Jeszcze! Jeszcze!
        Oraz serdecznie pozdrawiam myślącą większość!
        • Gość: Piotr7777 Re: For MoR & Pablo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.03, 11:12
          Generał Jaruzelski nie jest postacią jednoznaczną, z jednej strony obciąża go
          niewątpliwie stan wojenny, z drugiej należy docenic styl w jakim sprawował
          prezydenturę i sposób przekazania przezeń władzy. Z Adamem Michnikiem nie we
          wszystkim się zgadzam (np. w przeciwieństwie do niego uważam, że działacze
          komunistyczni powinni zostać zgodnie z prawem i sprawiedliwie osądzeni), ale
          szanuję jego opinie do których jako człowiek, który w okresie rządów
          JAruzelskiego bynajmniej nie siedział cicho ma prawo.
          Powołujecie się na Zbigniewa Herberta, który poetą był wybitnym, ale nie znaczy
          to, że był on nieomylny. Zresztą najbliższa mu osoba wyjaśniła powód tych
          wypowiedzi w wywiadzie, któy tak bardzo rozwścieczył różne "wdowy po Herbercie,
          jak to ironicznie określił autor wywiadu, Jacek Żakowski.Można by dla równowagi
          przytoczyć opinie równie wybitnych ludzi pióra wypowiadających się o Michniku z
          uznaniem (W. Szymborka, J. Giedrojć, C. Miłosz, T. Różewicz, R. Kapuściński, L.
          Kołakowski).
          Pozowlę sobie odbić piłkę - czy nie przeszkadzają wam zachwyty bliskiego wam
          pewnie ideowo Tomasza Wołka nad generałem Pinochetem, który ma na sumieniu o
          niebo więcej ofiar niż generał Jaruzelski. Poza tym Jaruzelski po odejściu
          bynajmniej nie stal się nietykalny (proces o strzelanie do robotników na
          Wybrzeżu wciąż trwa) a Pinochet zapewnił sobie i swoim ludziom nietykalność i
          był to podstawowy warunekj jego ustąpienia.
          Poza tym skoro mowa o krwi na rękach, to George W. Bush też ją ma - jako
          gubernator Teksasu dopuścił do skazania kilkunastu niewinnych osób.
          • Gość: Katarzyna Re: For MoR & Pablo IP: *.gdynia.mm.pl 02.03.03, 13:51
            Do Piotra7777

            Uważam, że nie ma co dyskutowac z osobami pokroju MOR-a i Pablo. Uzasadniam
            1. Ich wypowiedzi sa pełne emocji i nienawiści
            2. Brak w nich rzeczowych argumentów
            3. Nie znaja faktów czego nie raz już dali wyraz (Przecież nie bedziemy im,
            przytaczac konkretnych tekstów źródłowych
            4. Głónymi argumentami dla ww. osób jest czyjeś pochodzenie czy wygląd

            Ja bardzo dużo potrafie, ale aby zniżyć sie aż do takiego poziomu musiałbym
            wiele pracy w to włozyć.

            Piotrze pomyśl: po jednej stronie Adam Michnik, Piotr Niemczycki( czyli ogólnie
            GW i Agora), politycy UW, ludzie swiata kultury, których wymieniłeś i my czyli
            Ty , kataryna, K. i ja , a po drugiej posłanki Błochowiak, Beger , posłowie
            Smolana, Rydzoń i wszyscy co którzy tak uwielbiaja używac słowa "żydokomuna"
            oraz Pablo, MOR, niejaki POLAK, czyli wszyscy ci którzy nie maja argumentych
            innych niz to , że ktoś jest Żydem, jąka sie , nie nosi krawata, teraz doszedł
            jeszcze kolczyk w uchu...

            I co Piotrze jak sie czujesz? Bo ja rewelacyjnie, bo jak to mówi, "lepiej z
            mądrym zgubić niż z głupim znaleźć"
            • Gość: kataryna Re: For MoR & Pablo IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.03, 14:07
              Gość portalu: Katarzyna napisał(a):

              > Do Piotra7777
              >
              > Uważam, że nie ma co dyskutowac z osobami pokroju
              MOR-a i Pablo. Uzasadniam
              > 1. Ich wypowiedzi sa pełne emocji i nienawiści
              > 2. Brak w nich rzeczowych argumentów
              > 3. Nie znaja faktów czego nie raz już dali wyraz
              (Przecież nie bedziemy im,
              > przytaczac konkretnych tekstów źródłowych
              > 4. Głónymi argumentami dla ww. osób jest czyjeś
              pochodzenie czy wygląd
              >
              > Ja bardzo dużo potrafie, ale aby zniżyć sie aż do
              takiego poziomu musiałbym
              > wiele pracy w to włozyć.
              >
              > Piotrze pomyśl: po jednej stronie Adam Michnik, Piotr
              Niemczycki( czyli ogólnie
              >
              > GW i Agora), politycy UW, ludzie swiata kultury,
              których wymieniłeś i my czyli
              > Ty , kataryna, K. i ja , a po drugiej posłanki
              Błochowiak, Beger , posłowie
              > Smolana, Rydzoń i wszyscy co którzy tak uwielbiaja
              używac słowa "żydokomuna"
              > oraz Pablo, MOR, niejaki POLAK, czyli wszyscy ci
              którzy nie maja argumentych
              > innych niz to , że ktoś jest Żydem, jąka sie , nie
              nosi krawata, teraz doszedł
              > jeszcze kolczyk w uchu...
              >
              > I co Piotrze jak sie czujesz? Bo ja rewelacyjnie, bo
              jak to mówi, "lepiej z
              > mądrym zgubić niż z głupim znaleźć"

              Podpisuję się pod Katarzyną. Myślę, że podejmując
              dyskusję na takim poziomie wpadamy w pułapkę myślenia,
              że:
              - z każdym można i warto wymieniać poglądy
              - prowadząc dyskusję rzeczowo i spokojnie możemy tego
              samego oczekiwać od drugiego
              - niepodejmowanie dyskusji na poziomie prezentowanym
              przez MOra i Pablo zostanie uznane za przyznanie im
              racji.

              Myślę, że nie z każdym warto dyskutować, zwłaszcza, że
              MOr dla osób z którymi się nie zgadza ma główne
              wyzwiska. Zapewne ktoś go nauczył, że rację ma ten kto
              głośniej krzyczy więc zamiast szukać rzeczowych
              argumentów rzuca wyzwiskami.

              Ciekawa jestem gdzie pracują tacy dziennikarze, gdzie
              jest taki poziom prezentacji argumentów, gdzie jest
              taka kultura języka, kultura osobista. Ja tej bajki o
              "spełnionym dziennikarzu" i "pracowniku naukowym"
              zajmującym się etyką (sic!) nie kupuję.

              "Chamstwu trzeba dać odpór kulturom i godnościom
              osobistom."
        • Gość: kataryna Re: For Piotruś 4X7 i inne Kaszanki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.03, 13:55
          Gość portalu: MOr napisał(a):

          > For Piotruś 4X7 i inne Kaszanki:
          > 'Po pierwsze Michnik ma prawo uważać Jaruzelskiego i
          Kiszczaka za ludzi
          > honoru' - Tia. Ciekawe, jak byś śpiewał, gdyby Adasia
          MICHTRIXa zupełnie już
          > popierniczyło (a niewiele brakuje, bo wóda ostro
          niszczy ostatnie komóreczki
          > w jego móżdżku) i Adaś zacząłby np.wychwalać Adolfa
          Hitlera i III Rzeszę?
          > Czy też zakrzyknąłbyś: 'Każdy ma prawo do oceny!'?
          > Bo z naszymi komunistycznymi totalniakami, którzy
          mają zwyczajnie krew na
          > rękach - Jaruzelskim i Kiszczakiem, oraz ich
          pomagierami - Urbanem czy
          > Barańskim - to już dawno się pobratał i obcałował.
          > A to przeccie zwykli kaci, kolaboranci i żołnierzyki
          Kremla, pospolici
          > przestępcy. (polecam txt 'Czwarta Rzesza' na stronach
          www.fronda.pl -
          > ARCHIWUM, 'Fronda' NR 1)
          > 'teraz wiem w czym rzecz. Jesteś niespełnionym
          dziennikarzem, który pewnie
          > chciałby pracować w tak dużej, opiniotwórczej gazecie
          jak Wyborcza ale go tam
          > nie chcą więc radzi sobie z frustracją bredząc na ich
          temat' - Oj, jak ja lubie
          >
          > te amatorską kobiecą 'psychoanalizę'. Cóż, gęsi też
          się czasami na coś
          > przydają, w końcu ocaliły Rzym... Rozśmieszyłaś mnie
          bardzo słonko, bo należę
          > do grona dawno już 'spełnionych dziennikarzy', a
          teraz zawodowo i naukowo
          > specjalizuje się w systemach medialnych i etyce oraz
          propagandzie
          > dziennikarskiej, czyli wychodzi, żem specjalista, ale
          dla twojej małej główki
          > to i tak będę 'obsesjonat';
          > 'Czy gdybyśmy się spotkali twarzą w twarz' - Sorry,
          ale nie spotykam się z
          > byle kim;
          > 'nie wypowiadaj sie na tematy, o których nie masz
          pojęcia' - oczywiście:
          > 'Morda w kubeł wszyscy przeciwnicy Michnika i
          'Wybiórczej'!' - Na końcu zawsze
          > wyjdzie totalniacko-bolszewicka mentalność sierot
          MICHTRIXa :)
          > 'wywiadu, o którym napisał Piotr7777 też nie
          czytałeś' - czytałem, czytałem.
          > Nawet kolportowałem wśród znajomych i z dużym
          zadowoleniem obserwowałem odruchy
          >
          > wymiotne, szczególnie u tych, którzy jeszcze przed
          chwilą (przed przeczytaniem
          > wywiadu) zwolenników UW - Platfusy skakały z radości!
          :)
          > 'Ja rozumiem, ze miałbys trudności z przyswojeniem
          tak inteligentnego tekstu' -
          >
          > HAHAHAHAHAHAHAHHEHEHEHEHEHEHEHOHOHOHOHOHOHOHO!!!
          > Dla takiej żenującej kurki jak ty to w takim razie
          chyba nawet napis na
          > zupce 'Winiary' musi być 'inteligentnym tekstem'.
          Wiesz, serdeńko, jaka jest
          > definicja kogoś takiego jak ty - półinteligenta
          funkcjonalnego?
          > 'Osoba, która potrafi przeczytać i zrozumieć prosty
          tekst z 'Wybiórczej'.'
          > Wiele mi matołki radości sprawiacie swoimi
          internetowymi wypocinkami.
          > Jeszcze! Jeszcze!
          > Oraz serdecznie pozdrawiam myślącą większość!

          Po stylu w jakim piszesz widać, że dziennikarzem nie
          jesteś. Po frustracji jaka wypływa ci każdym porem
          widać, że nie jesteś spełniony. Po sposobie dyskusji
          widać, że nie jesteś jej wart boś głupi, prymitywny i
          cham.
    • wienczyslaw MOr, nie zal ci czasu na te sieroty po Bronku??? 02.03.03, 15:36
      Ze tez ci sie chce gadac z tymi sierotami po mumii powolnosci. Przeciez ta
      sekta nie ma juz wplywu na zycie w Polsce. Po cholere tracic czas?

      A giewu jest potrzebna - pamietaj ze wiekszosc ludzi dobrze wie ze jak giewu
      zamiesci jakas opinie, to porzadny czlowiek powinnien myslec dokladnie inaczej.

      Wiec niech pisza, niech walcza: o amnezje nad zbrodniami komuchow, niech sie
      caluja z Kiszczakiem, niech zwalczaja IPN, niech popieraja akcesje do UE.

      Pamietaj - efekt jest dokladnie odwrotny od zamierzonego. Juz sie uwole o tym
      przekonaly.


      A ty MOr nie trac czasu na lumpen-biuretariat i wracaj do Frondy.

      Pozdr

      Wienczyslaw
      • Gość: PABLO Pablo for Kataryna, Katarzyna and Piotr777 IP: *.kamir.com.pl 02.03.03, 20:17
        Wasze posty świadczą że jestescie nieuleczalnymi fanami
        MICHTRIXA. Z pewnościa partią postępu jest dla was
        niezapomniana Mumia Wolności. Po jej zejściu (exitus)
        jesteście gotowi głosować na Kiszczaka i Urbana byle
        tylko nie dopuścić do władzy polskiego faszyzmu czyli
        PiSu i LPR.
        Piotr7777 nawet przytoczył w którymś z postów wywiad z
        wdową po Herbercie jako uzasadnienie nienajlepszych sądów
        o MICHTRIXIE w/w. Ten żenujacy wywiad jest ilustracją
        haniebnych metod stosowanych przez GW i MICHTRIXA wobec
        osób nie sławiących oberredaktora. Nie można zrobić z
        Herberta idioty, oszołoma to sie z niego robi alkoholika,
        psychola i człowieka w głębokiej depresji. Zwiazek
        Sowiecki tez stosował podobną metodę wobec ludzi będących
        w opozycji nie bez pewnej racji. Wg sowieckich dygnitarzy
        trzeba bylo miec niezłego świra aby przeciwstawiać się
        Związkowi Sowieckiemu! tak i w III RP trzeba mieć
        niezłego szmyrgla aby nie zgadzać sie z Adamem! Ja sie
        dziwię że pan Piotr7777, ktory z pewnoscia uważa sie za
        subtelnego intelektualistę nie dostarzega tych
        faszystowskich/komunistycznych metod stosowanych przez GW
        do niszczenia po śmierci przeciwników oberredaktora!
        dziwicie sie że w sporze Rywin-Michnik zostawiamy
        Michnika samego? A dlaczegoz to mielibysmy go popierać? Z
        koniukturalizmu, że atakuje komuchów, których nie lubimy?
        dzis atakuje jutro będzie z nimi chlał wode i odsądzał od
        czci i wiary każdego kto podda w watpliwość uczciwość
        premiera. Wielokrotnie was juz tu pytałem czemu sie
        martwicie: jesli premier jest czlowiekiem honoru jak
        zapewnia nas Adam Michnik to przeciez z pewnością cała
        Rywingate znajdzie rozwiązanie a winni zostaną ukarani.
        czyzbyście nie wierzyli w slowo objawione redaktora
        naczelengo gazety? Cos z wami jest nie tak. Wstepujęcie
        na sliska drogę której końcem jest PABLO i MOr.
        • Gość: MOr Re: Pablo for Kataryna, Katarzyna and Piotr777 IP: *.sprintserwis.pl 03.03.03, 04:10
          Wielkie dzięki wszystkim odwiedzającym! ;)
          Kasie i Kataryny inne i wszelakie: przecież to wyście przylazły do stworzonego
          przez mnie 'MŁOTA NA MICHNIKA', więc jak się tak straszliwie z nami męczycie,
          to bez żalu - bye, bye! Załóżcie sobie temat:
          'GęsiwodsieczykochanemugenialnemuAdasiowiMichnikowi' i będzie spokój.
          Tym bardziej, że co do Katarzyn, to:
          1. Ich wypowiedzi sa pełne emocji i nienawiści
          2. Brak w nich rzeczowych argumentów
          3. Nie znaja faktów czego nie raz już dały wyraz (Przecież nie bedziemy im,
          przytaczac konkretnych tekstów źródłowych
          4. Głównymi argumentami dla ww. osób jest czyjeś pochodzenie czy wygląd
          Szczególnie, że ja np. podobno używam słowa 'żydokomuna' (ciekawe, gdzie? i
          ciekawe, że nie tak dawno 'Judełe' - pismo młodych polskich Żydów - użyło
          dokładnie takiego samego określenia, nie mówiąc już o samym A. Michniku, który
          wielokroć podawał, że wywodzi się z 'żydokomuny'). Ale ja bynamniej nie - tyle,
          że co to obchodzi nasze forumowe gąski - przecież one 'wiedzą lepiej', żem
          rasista i antysemita. Czyż nie?
          Ad Piotruśnieszczęsnyczterokroćsiódemkowy:
          'Adolf Hitler nie jest postacią jednoznaczną, z jednej strony obciąża go
          niewątpliwie wywołanie wojny, z drugiej należy docenić zbudowanie w III Rzeszy
          autostrad i rozwój przemysłu ciężkiego'. Jak ci podoba się takie zdanko? Chyba
          niezbyt? No więc jest to dokładnie to samo, co piszesz o Jaruzelu. To co, mamy
          mu być wdzięczni, że nas wszystkich nie pozabijał, tylko kilkaset osób? Co to
          za porównanie z Pinochetem? Czy ja kiedykolwiek używałem takiego porównania?
          Czy Pinochet wykonywał zalecenia obcego mocarstwa, tak jak robił to Jaruzel,
          czy też bronił swój kraj przed totalitarnym reżimem Aliende z kubańskimi i
          sowieckimi doradcami? Co to ma być za określenie o Bushu, że ma 'krew na
          rękach'? Czy w takim razie trzeba rozwiązać Policję i Wojsko Polskie, bo
          przecież także 'mają krew na rękach', wykonując swoją pracę?
          No i sami Polacy, broniąc się przed napaścią w 1920 czy 1939, też 'mają krew na
          rękach'? Co to za argumentacja? Próba rozmycia tematu a'la Michnik - 'wszyscy
          mamy krew na rękach', 'wszyscy byliśmy umoczeni w system'?
          Tak, fakt - WSZYSCY LUDZIE ZE ŚRODOWISKA MICHNIKA BYLI UMOCZENI W KOMUNĘ, ale
          Michnik i grono przyjaciół to przecież jeszcze nie Polska!
          'Finis Polonia' w przypadku, kiedy okazałoby się, że Miller był umoczony
          w 'aferę Rywina'? Nie, jedynie 'finis III RP Michnika', na co większość Polaków
          coraz bardziej liczy. A Miller i Kwaśniewski naturalnym sposobem SĄ UMOCZENI
          w 'sprawę Rywina' - bo przecież Kwiatkowskiego i Czarzastego do KRRiTV
          nominował sam Kwaśniewski, a cała 'grupa władzy' z TV 'P' i okolic to ludzie
          SLD - którego jest szefem Miller. Tak więc obydwaj - Miller i Kwach
          ODPOWIEDZIALNI SĄ ZA DZIAŁANIA SWOICH LUDZI.
          Pa!
          Wieniu, morda! Jak sie masz? Ile już dzieciaków natrzaskałeś? ;)
          Rozkosz mam czystą i absolutną, te matołki to już resztówka MICHTRIXa, więc
          korzystam z ostatniej okazji, bo za chwilę pewnie wypierniczą Michnika
          z 'Gadziny Wyrodnej', co by akcje Agory przestały pikować w dół, bo przecież
          najważniejsza jest 'Kasa, Misiu, kasa'.
          Pozdrowienia serdeczne dla ciebie i reszty!
          • Gość: www.rp.pl http://www.rp.pl/dodatki/stalin_030301/stalin_a_1. IP: *.sprintserwis.pl 03.03.03, 04:14

            'Rzeczpospolita' -
            01.03.03 Nr 51
            -
            'Blizny' -

            (C) East News -

            - 50 lat temu, kiedy zmarł Józef Stalin, usłyszałem od mojego ojca: - Nareszcie
            zdechł ten s... Zapamiętałem te słowa, choć jeszcze nie chodziłem wtedy do
            szkoły. Może dlatego, iż ojciec, przedwojenny nauczyciel gimnazjalny, nigdy
            wcześniej nie przeklinał przy dzieciach. Matka szepnęła: - Daj spokój, Michaś -
            i z trwogą spojrzała, czy okno zamknięte. Jakby mogło być otwarte zimą, na
            początku marca.

            Tego dnia poczułem po raz pierwszy przedziwny splot gniewu, nienawiści,
            upokorzenia i lęku, który gnębił dziesiątki rodzin w najbliższym otoczeniu,
            miliony ludzi w Polsce i setki milionów na całym świecie. Śmierć Józefa Stalina
            niosła dla nich ogromną nadzieję, która niezmiernie powoli zaczęła się
            ziszczać - najbardziej zbrodnicza forma sowieckiego komunizmu odchodziła w
            przeszłość. Powoli i nie do końca, ale jednak. Dlatego dzień śmierci tyrana
            stanowi punkt znaczący w życiu, indywidualnej egzystencji jakże wielu ludzi;
            również w Polsce. I istotną cezurę w dziejach ludzkości. Warto to przypomnieć w
            50. rocznicę tamtego wydarzenia.

            Przypominamy właśnie tym dodatkiem "Rzeczpospolitej", który towarzyszy imprezie
            zorganizowanej w Pałacu Kultury i Nauki przez Ośrodek KARTA. Przypominamy
            ludziom mojego pokolenia i starszym, a młodszym pragniemy przybliżyć fakty, o
            których - niewykluczone - nigdy nie słyszeli. Stalin, stalinizm, epoka
            stalinowska oznaczają dla wielu z nich puste pojęcia zamierzchłej historii,
            która niesie co prawda zabawne rekwizyty, godne może kolekcjonowania lub
            wykorzystania w maskaradzie, lecz niestanowiące jak najbardziej autentycznych
            dowodów zniewolenia, poniżenia i zbrodni. Patrzymy na nie coraz częściej jak na
            ekspozycję wypchanego tygrysa, zapominając, że kiedyś bestia siała grozę i
            śmierć. Nawet dość niedawno. Wielu jeszcze nosi ślady pazurów i kłów.

            Właśnie owe blizny staraliśmy się pokazać. Widać je w relacjach po "śmierci
            nieśmiertelnego", wierszach strwożonych lub otumanionych poetów. W
            zapisach "pamięci Gułagu", jaką z okrutnych łagrów wynieśli więźniowie. W
            próbie bilansu "wielkiej czystki" i próbie uzupełnienia "listy polskiej", nie
            tylko przecież katyńskiej. Jej tragiczną częścią jest też niszczenie kwiatu
            młodzieży polskiej, żołnierzy Armii Krajowej, dokonywane także polskimi rękami.
            Wreszcie ukazujemy "wiecznie żywego" - w słowach, pojęciach, przedmiotach,
            które towarzyszą nam do dziś. Może lektura ostatniego rozdziału pozwoli lżej
            odetchnąć, a nawet uśmiechnąć się. Śmiech przecież towarzyszył nam i w
            dramatycznych momentach nie do śmiechu, w PRL, najweselszym baraku obozu.

            To, co możemy przedstawić w gazecie, stanowi oczywiście nader skromny wybór z
            faktów, zjawisk i problemów epoki stalinowskiej, nawet jeśli mierzyć ją jedynie
            od zdobycia przez Józefa Wissarionowicza pełni władzy w drugiej połowie lat
            dwudziestych do śmierci despoty. Tylko w tle pojawia się na przykład
            kolektywizacja rolnictwa i wielki głód, który zabił miliony ludzi,
            kominternowska destrukcja demokratycznych społeczeństw i państw, fatalne błędy
            generalissimusa w wojennej konfrontacji z Hitlerem czy ujarzmienie krajów
            środkowej Europy po wojnie. Chcielibyśmy, aby nasze publikacje przyczyniły się
            do zainteresowania młodego zwłaszcza Czytelnika tymi i innymi zagadnieniami;
            stosowny alfabet zamieszczamy.

            Szczególnie pragnęlibyśmy, by pamiętał, że stalinizm nie stanowił wypaczenia
            słusznej doktryny komunizmu ani nie skończył się wraz z agonią samego Stalina.
            Doktryna od samego początku była zbrodnicza, a masowe ludobójstwo, terror oraz
            niszczenie zasad moralnych, tkanki społecznej i gospodarczej zapoczątkował
            towarzysz Włodzimierz Iljicz Lenin - pierwszy przywódca sowiecki. Stalin okazał
            się jego najbardziej pojętnym i wiernym uczniem, a więc tak zwany okres kultu
            jednostki oraz błędów i wypaczeń - konsekwentną kontynuacją bolszewickiej
            rewolucji. Nikita Chruszczow, rzekomy pogromca stalinizmu, "odchylenia" widział
            tylko w tępieniu komunistów. Tak też latami przedstawiano sprawę od
            Władywostoku po Łabę. Dla normalnego człowieka wygląda zaś to jedynie na
            porachunki wewnątrz jednego gangu, a rzeczywistymi ofiarami jawią się miliony
            niewinnych, zamordowanych ludzi, którzy z komunizmem nie chcieli mieć nic
            wspólnego.

            Stalinizm przetrwał Stalina. Jeszcze parę lat po jego śmierci mordowano,
            katowano i więziono wedle światłych wskazówek Wodza Rewolucji. A sama istota
            totalitarnego, represyjnego państwa o księżycowej gospodarce ostała się do
            początku lat dziewięćdziesiątych. Pamiętam rodzimych stalinowców w polskim
            stanie wojennym. Znów chcieli ganiać ludzi na pochody ze szturmówkami, żądać
            wiernopoddańczych deklaracji, zmuszać do przyjmowania legitymacji "nowych
            związków". Znów poczuli krew. Że rozlano jej stosunkowo niewiele - to tylko
            skutek kompletnej, gospodarczej i ideologicznej ruiny systemu.

            Idziesz dziś ulicą i nie wiesz: czy ten tęgi czterdziestolatek przypadkiem nie
            zamordował w 1989 roku skrytobójczo księdza; czy złotousty parlamentarzysta w
            sile wieku nie wykładał aby niewzruszonych zasad marksizmu-leninizmu; czy
            zadbana i ponętna jeszcze pani nie prowadziła w szkole akademii
            pierwszomajowej; czy znany publicysta nie pisał komentarzy potępiających na
            kolejnych etapach socjalistycznego rozwoju ojczyzny sługusów imperializmu,
            syjonistów, wichrzycieli, ekstremistów... I tak dalej.

            Alan Bullock zakończył swe dzieło o Hitlerze słowami: si monumentum requiris,
            circumspice - jeśli szukasz śladów, rozejrzyj się dokoła. Kto wie, czy nie
            bardziej pasują one do drugiego, obok Hitlera, największego zbrodniarza XX
            wieku, Stalina. Przypominamy te ślady. Blizny.

            MACIEJ ROSALAK

            • Gość: www.rp.pl http://www.rp.pl/dodatki/stalin_030301/index.html IP: *.sprintserwis.pl 03.03.03, 04:15
              'Był sobie raz cesarz.
              Miał żółte oczy i drapieżną szczękę. Mieszkał w pałacu pełnym marmurów
              i policjantów. Sam.
              Budził się w nocy i krzyczał.
              Nikt go nie kochał.
              Najbardziej lubił polowania i terror.
              Ale fotografował się z dziećmi
              wśród kwiatów.
              Kiedy umarł, nikt nie śmiał zdjąć
              jego portretów.
              Zobaczcie, może jest jeszcze u was w domu jego maska.'
              ZBIGNIEW HERBERT, 'CESARZ'
            • Gość: www.rp.pl Kasiom - co to tak Szymborką wielbią... IP: *.sprintserwis.pl 03.03.03, 04:17

              'Rzeczpospolita' -
              01.03.03 Nr 51 -

              'Poetów polskich rapsod podniosły' -
              Peany
              -

              Pędzi pociąg historii,

              Błyska stulecie - semafor.

              Rewolucji nie trzeba glorii,

              Nie trzeba szumnych metafor,

              Potrzebny jest maszynista,

              Którym jest On:

              towarzysz, wódz, komunista - Stalin - słowo jak dzwon!

              WŁADYSŁAW BRONIEWSKI "SŁOWO O STALINIE"



              Oto nasza

              myśl szopenowska - oto nasza

              warta stalinowska.

              Truman światła

              nie zgasi nam,

              warta!

              warta!

              warta!

              dniem i nocą:

              u Notre-Dame

              i u koncertów Bacha.

              KONSTANTY ILDEFONS GAŁCZYŃSKI "POEMAT DLA ZDRAJCY"



              I już tli się, czekając, ta łuna

              Legend przyszłych o Wiośnie, o Wschodzie

              I zakwitniesz,

              zakwitniesz

              na strunach,

              Twórco ery, radziecki narodzie!

              Wieki dadzą ci rangę bajeczną:

              Epos - jakąś wszechludzką Bylinę,

              Z Rewolucją, krasawicą wieczną

              Z wiecznie żywym herosem Stalinem.

              JULIAN TUWIM "DO NARODU RADZIECKIEGO"



              Szaleńcy i przemysłowcy

              karmią faszyzm

              który skacze do gardła

              prostym ludziom

              i zagryza dzieci

              Ale są żołnierze

              którzy karabin przyciskają do serca

              po to aby zabić wojnę

              I jest człowiek

              O nim pisze poeta:

              "W trzech komnatach Kremla Starego

              mieszka człowiek, który się zwie

              Józef Stalin

              Do późnej nocy świeci się w jego oknie"

              TADEUSZ RÓŻEWICZ "ROZMOWA Z MATKĄ"




              ... i treny


              Jeszcze dzwonek, ostry dzwonek w uszach brzmi.

              Kto u progu? Z jaką wieścią, i tak wcześnie?

              Nie chcę wiedzieć.

              Może ciągle jestem

              we śnie.

              Nie podejdę, nie otworzę drzwi.

              Czy to ranek za drzwiami, mroźna skra

              tak oślepia, że dokoła patrzę łzami?

              Czy to zegar tak zadudnił sekundami?

              Czy to moje własne serce werbel gra?

              Póki nikt z was nie wypowie pierwszych słów,

              brak pewności jest nadzieją, towarzysze...

              Milczą. Wiedzą, że to czego nie chcę słyszeć - muszę czytać z pochylonych głów.

              Jaki rozkaz

              przekazuje nam

              na sztandarze rewolucji profil czwarty?

              - Pod sztandarem rewolucji wzmocnić warty!

              Wzmocnić warty u wszystkich bram!

              Oto Partia

              - ludzkości wzrok.

              Oto Partia

              - siła ludów i sumienie.

              Nic nie pójdzie z Jego życia w zapomnienie.

              Jego Partia rozgarnia mrok.

              Niewzruszony drukarski znak

              drżenia ręki mej piszącej nie przekaże,

              nie wykrzywi go ból,

              łza nie zmaże.

              A to słusznie. A to nawet lepiej tak.

              WISŁAWA SZYMBORSKA "TEN DZIEŃ"


              • Gość: MOr For pp IP: *.sprintserwis.pl 04.03.03, 04:12
                Widać nasze forumowe gąski od razu przycichły, jak sobie poczytały peany
                przeróżnych samozwańczych 'autorytetów moralnego niepokoju' nt. Stalina i
                towarzyszy. Tak tak, wy wszyscy - jak widać - z tego 'towarzystwa' :)
                A teraz tylko jedno zdanko dla naszego piotrusia pana
                ('znapędemnawszystkiesiódemki'):
                'Państwo - wiemy to nie tylko z afery Rywina - przeżarte jest korupcją.
                W oczach wielu ludzi rządzi wszechobecny 'układ'.'
                Któż to taki twierdzi takie 'skrajne oszołomsko aferomaniackie'
                okropne bezeceństwa? Olszewski? Kaczyńscy? Wierzbicki? Walendziak?
                A może Staniszkis? Cóż, wzystkie te 'skrajne prawicowe oszołomy' już od bardzo
                dawna twierdziły te i podobne 'straszne, okropne rzeczy', ku oburzeniu
                'towarzystwa' - Michnika, Szymborskiej, itp, itd.
                Ale nie, to 'obudził się' i 'przejrzał na oczy' sam Piotr 'Pacan' Pacewicz -
                w dzisiejszej 'Wybiórczej', i to na pierwszej stronie!
                No cóż, takie nam właśnie 'Państwo' - 'przeżarte korupcją', którym 'rządzi
                wszechobecny 'układ'' - zbudowali Michnik z 'towarzystwem'. Gratulacje!
                I to by było na tyle.
                Pozdrowienia dla myślącej reszty
                • Gość: www.wybiórcza.pl Mądry Niemczycki po szkodzie IP: 193.0.117.* 04.03.03, 10:13
                  'Całą tą sprawą jestem przerażony do tej pory, ponieważ od tego momentu
                  zacząłem wierzyć w prawdopodobieństwo, że Polska może stać się państwem
                  oligarchicznym, głęboko skorumpowanym, w którym znowu będą jacyś oni, stojący
                  ponad prawem, że znowu grupa trzymająca władzę będzie pilnowała swoich
                  interesów, a nie interesów obywateli, że znowu jakaś grupa u władzy zamiast
                  stymulować rozwój, będzie budowała swoje własne imperium, że znowu grupa
                  trzymająca władzę stanie się policjantami umysłów.'
                  - Piotr Niemczycki, wiceprezes Agory - 'Gazeta Wybiórcza' 03.03.03
                  • Gość: www.wybiórcza.pl Polak. Katolik. Europejczyk. = Głupi UWol IP: 193.0.117.* 04.03.03, 10:17


                    'Kampania Unii Wolności przed referendum akcesyjnym' -
                    'Polak. Katolik. Europejczyk - takie hasło widnieje na plakacie
                    przedstawiającym księdza. M.in. tym plakatem Unia Wolności chce zachęcać do
                    głosowania na 'tak' w referendum akcesyjnym'
                    HAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!
                  • Gość: www.wybiórcza.pl Polak. Katolik. Europejczyk. = Głupi UWol IP: 193.0.117.* 04.03.03, 10:19

                    'Kampania Unii Wolności przed referendum akcesyjnym' -
                    'Polak. Katolik. Europejczyk - takie hasło widnieje na plakacie
                    przedstawiającym księdza. M.in. tym plakatem Unia Wolności chce zachęcać do
                    głosowania na 'tak' w referendum akcesyjnym'
                    HAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!
                  • Gość: jak Re: Mądry Niemczycki po szkodzie IP: *.aster.pl / *.acn.pl 25.10.03, 11:33
                    Pan Niemczycki na pytanie pani de kurwiki Beger odpowiedzial że leczył się
                    psychatrycznie ale najwyrazniej ,nieskutecznie .
                • Gość: piotr7777 Re: For pp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.03, 12:22
                  Gość portalu: MOr napisał(a):

                  > Widać nasze forumowe gąski od razu przycichły, jak sobie poczytały peany
                  > przeróżnych samozwańczych 'autorytetów moralnego niepokoju' nt. Stalina i
                  > towarzyszy. Tak tak, wy wszyscy - jak widać - z tego 'towarzystwa' :)
                  > A teraz tylko jedno zdanko dla naszego piotrusia pana
                  > ('znapędemnawszystkiesiódemki'):
                  > 'Państwo - wiemy to nie tylko z afery Rywina - przeżarte jest korupcją.
                  > W oczach wielu ludzi rządzi wszechobecny 'układ'.'
                  > Któż to taki twierdzi takie 'skrajne oszołomsko aferomaniackie'
                  > okropne bezeceństwa? Olszewski? Kaczyńscy? Wierzbicki? Walendziak?
                  > A może Staniszkis? Cóż, wzystkie te 'skrajne prawicowe oszołomy' już od
                  bardzo
                  > dawna twierdziły te i podobne 'straszne, okropne rzeczy', ku oburzeniu
                  > 'towarzystwa' - Michnika, Szymborskiej, itp, itd.
                  > Ale nie, to 'obudził się' i 'przejrzał na oczy' sam Piotr 'Pacan' Pacewicz -
                  > w dzisiejszej 'Wybiórczej', i to na pierwszej stronie!
                  > No cóż, takie nam właśnie 'Państwo' - 'przeżarte korupcją', którym 'rządzi
                  > wszechobecny 'układ'' - zbudowali Michnik z 'towarzystwem'. Gratulacje!
                  > I to by było na tyle.
                  > Pozdrowienia dla myślącej reszty
                  Przede wszystkim dałeś katarynie, Katarzynie i mnie do zrozumienia, że jest to
                  twój wątek i choć nie mogę mówić za nich osobiście uznałem że nie będę pchał
                  się tam, gdzie sobie tego ktoś nie życzy.
                  Natomiast prawdę mówiąc spodziewałem się tego, że na nazwisko Szymborskiej od
                  razu ktos odpowie jakimś marginalnym wierszem z czasów stalinowskich. Zabawne,
                  że szwedzka Akademia Królewska przyznajaca Nobla jakoś niespecjalnie przejęła
                  się tymi wierszami (a może Michnik tam też miał swoich ludzi). Jeśli dla kogoś
                  Szymborska to tylko kilka utworów z lat 50 to mogę temu komuś tylko współczuć.
                  Ten ktoś ma pewnie podobne zdanie na temat Andrzejewskiego, Woroszylskiego,
                  Ważka, Konwickiego i wielu innych pisarzy, któzy w młodości zachłysnęli się
                  komunizmem by w odpowiednim momencie zrozumieć swój błąd i przejść do ostrej
                  walki z nieprawidłowościami tego systemu. Podejrzewam, że św. Paweł też byłby
                  dla nich wyłącznie faryzeuszem - prześladowcą chrześcijan.
                  Zresztą jest też spora grupa antykomunistów ostatniej godziny, którzy w latach
                  osiemdziesiątych bili brawo Jaruzelskiemu a potem gwałtownie zmienili front.
                  Choćby dziennikarz, Jerzy Szaniawski, przypadkowy więzień polityczny, niegdyś
                  działacz Towarzystwa Przyjażni Polsko-Radzieckiej a dziś czołowy apologeta
                  pułkownika Kuklińskiego.
                  Jeśli poza wypominaniem Wisławie Szymborskiej stalinowskiego epizodu nie macie
                  argumentó to współczuję. Inny noblista, Czesław Miłosz też mówił ciepło o
                  Adamie Michniku a na niego jak sądzę nie macie stalinowskiego "haka".
                  Natomiast Tuwima, Broniewskiego czy Gałczyńskiego uważam za wybitnych poetów i
                  paneguryki na cześć Stalina mnie nie interesują. Nie oceniam ich jako ludzi,
                  lecz jako twórców.
                  • Gość: Tyg. 'S' www.tygodniksolidarnosc.com IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.03, 13:08
                    'To jest przykra lektura dla przyjaciół Adama Michnika...'
                    >>Prawda o 'Gazecie Wyborczej'<<
                    Nieznane dokumenty. Świadkowie.
                    Pierwszą w Polsce, Europie i na świecie
                    książkę o 'Gazecie Wyborczej' i jej środowisku
                    napisał Stanisław Remuszko - niegdyś publicysta 'GW'
                    od lat dziennikarz niezależny
                    'Czy masz blade pojęcie, skąd wziął się majątek Agory?'
                    Kontakt:
                    tel./fax: /22/-641-7190
                    e-mail: remuszko@astercity.net
                    'Przypuszczam, że 'Gazeta Wyborcza' dałaby ciepłą rączką
                    17,5 miliona dolarów, aby ta książka nie ujrzała światła dziennego!'
                    • Gość: CM - 11/4 www.tygodniksolidarnosc.com IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.03, 13:11
                      'Tygodnik Solidarność' (07.03.03)

                      'Nasza liberalna oligarchia' - Cezary Michalski

                      'Dlaczego polska opinia publiczna bez entuzjazmu przyjęła ujawnienie przez
                      Adama Michnika korupcyjnej propozycji złożonej mu przez Lwa Rywina? Przecież to
                      Rywin przyszedł do Michnika, a nie odwrotnie. To redaktor Gazety Wyborczej, po
                      zaledwie pół roku dziennikarskiego śledztwa, raczył przedstawić sprawę opinii
                      publicznej, nawołując jednocześnie do krucjaty przeciwko hydrze korupcji. Na
                      ową krucjatę mielibyśmy wyruszyć pod jego przywództwem, a może także pod wodzą
                      Aleksandra Kwaśniewskiego i, czemu by nie, Leszka Millera. Temu ostatniemu Adam
                      Michnik wielokrotnie wystawiał ostatnio certyfikat uczciwości.

                      Problem polega na tym, że te same osoby, na których wezwanie lub pod których
                      kierownictwem mielibyśmy wyruszyć na antykorupcyjną krucjatę, odpowiadają za
                      powstanie w naszym kraju ustroju, który umożliwia Rywingate, a nawet czyni z
                      niej normę prowadzenia negocjacji, zarządzania państwem i biznesem.

                      Było tak dobrze, ale się popsuło
                      Może to jednak tylko "populiści" uważają, że korupcja, a także zasada
                      nieformalnych negocjacji prowadzonych na zapleczu fasadowych instytucji
                      demokratycznych są w dzisiejszej Polsce normą? Może Rywingate jest jedynie
                      wypaczeniem szlachetnego projektu, które łatwo będzie usunąć? Posłuchajmy
                      krótkiego kursu historii III RP według holdingu Agora. Podczas przesłuchań
                      przed sejmową komisją śledczą przedstawiła go prezes Wanda Rapaczyńska: "Ja
                      wróciłam do Polski po wielkim przełomie, dlatego że zaczęła się Gazeta, którą
                      kierowali moi starzy przyjaciele z młodości i których podziwiałam, ale również
                      dlatego, że uważałam, że w 1989 r. zdarzył się nowy cud nad Wisłą. Polska
                      odzyskała wolność, budowała ład demokratyczny, rozpoczęła wielkie wyzwanie
                      odbudowy gospodarki zrujnowanej dekadami centralnego planowania. Oczywiście
                      było ciężko, ale ja, nawet widząc wszystkie pryszcze, z zachwytem obserwowałam
                      pierwsze lata, jak Polska podnosi się, ile wigoru mają polscy przedsiębiorcy,
                      jak ciężko i z jakim sukcesem ludzie pracują, jak Polacy odzyskują godność, a
                      Polska swoją pozycję w świecie. Bycie częścią tego procesu było dla mnie warte
                      wielu osobistych wyrzeczeń. Ale gdzieś w połowie lat 90. zaczęłam obserwować
                      deformacje. Nasiliło się to pod koniec lat 90., a w tej chwili przybrało
                      rozmiary, które mnie przerażają. Mówię oczywiście o postępującej zarazie
                      korupcji - korupcji na styku z polityką".
                      Ta opowieść o niepokalanym poczęciu III RP, a także o deformacjach,
                      które "nasiliły się pod koniec lat 90." nie pokrywa się z doświadczeniami
                      większości obywateli naszego kraju. I aż trudno uwierzyć, że Wanda Rapaczyńska,
                      a zapewne także Adam Michnik, dostrzegli patologie III RP dopiero wówczas,
                      kiedy zagroziły one rozwojowi ich własnej firmy, a nie wtedy, kiedy zagroziły
                      wszystkim, czyli na samym początku.
                      Właściwie dlaczego Rywingate miałaby nas w ogóle dziwić? W okresie
                      definitywnego kształtowania się ustroju III RP, towarzyskie negocjacje, podobne
                      do tych pomiędzy Michnikiem i Rywinem albo pomiędzy Jakubowską i Rapaczyńską,
                      toczyły się w Magdalence, w kuluarach sejmowych, w bawialniach pałacu
                      prezydenckiego, na korytarzach Urzędu Rady Ministrów. Tak samo mówiono tam
                      sobie na ty, czasem wspólnie odurzano się alkoholem. Także wówczas używano
                      brutalnego, pełnego kolokwializmów języka, który świetnie sprawdza się "w
                      towarzystwie".
                      W ten sposób wynegocjowano kształt polskiej demokracji, wyciszenie sprawy FOZZ-
                      u, sparaliżowanie lustracji, wymianę władzy na własność i wiele innych
                      fundamentów ustrojowych III RP.'


                      • Gość: CM - 2/4 Re: www.tygodniksolidarnosc.com IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.03, 13:14
                        'Ład stabilny, choć bardzo kosztowny' -
                        'Żeby nie być stronniczym trzeba przyznać, że demiurgom III RP - Adamowi
                        Michnikowi, Czesławowi Kiszczakowi i kilku odpowiedzialnym liderom SLD - udało
                        się wspólnie zbudować bardzo stabilny system polityczny. Nie mieliśmy puczów i
                        gwałtownych wystąpień społecznych, przekazywanie władzy następowało płynnie,
                        teatralne widowiska w rodzaju wojny na górze, nocy teczek, afery Oleksego,
                        rozgrywały się w Sejmie (czyli nigdzie) i na łamach gazet. Ani razu nie zeszły
                        na poziom realnej władzy, nigdy tej władzy nie zdestabilizowały.
                        Taka stabilność jest ogromną wartością, daleki jestem od jej bagatelizowania.
                        Szczególnie ważna bywa w okresach transformacji ustrojowych, przekazywania
                        władzy, kiedy błędy elit mogą doprowadzić do społecznych buntów, osłabienia
                        państwa itp. Kiedy jednak stabilny system jest już zbudowany, wolno chyba
                        zapytać o jego jakość, o rezerwy rozwojowe, o cenę, jaką musi za to wszystko
                        płacić całe społeczeństwo.
                        Cena, jaką musimy płacić za wynegocjowaną stabilność III RP okazała się wysoka,
                        może nawet zbyt wysoka. Polska jest dziś krajem bez państwa (polityczno-
                        biznesowa koteria, której codzienne standardy poznajemy dzięki sprawie Rywina,
                        nie jest państwem w jakimkolwiek sensie tego słowa), bez zrównoważonego systemu
                        politycznego (mamy system zmierzający do jednopartyjności, gdzie coraz więcej
                        interesów gospodarczych i społecznych zaczyna być negocjowanych wewnątrz SLD,
                        pomiędzy jej frakcjami, bo inne partie są zbyt słabe, aby załatwiać za ich
                        pomocą jakiekolwiek interesy). Mamy postępującą pauperyzację i narastające
                        rozwarstwienie społeczne, mamy wreszcie gospodarkę pogrążoną w trwałej
                        stagnacji i zagraniczne inwestycje, których dynamika wygasa.'
                      • Gość: CM - 3/4 Re: www.tygodniksolidarnosc.com IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.03, 13:16
                        'Demokracja, w którą nikt nie wierzy' -
                        'W połowie lutego, kiedy na front wyjaśnienia Rywingate rzucony został cały
                        potencjał polskiej demokracji (prokuratura, komisja sejmowa i masowe media)
                        OBOP przeprowadził badania, z których wynika, że 67 procent Polaków nie wierzy
                        w wyjaśnienie tej sprawy kiedykolwiek, a blisko 30 proc, twierdzi, że nawet
                        jeśli sprawa zostanie wyjaśniona, to na pewno nie teraz, kiedy mogłoby to
                        wpłynąć na losy państwa. Jedynie 4 procent respondentów wierzy, że sprawa
                        Rywina zostanie wyjaśniona wkrótce, i to przez ciała do tego powołane:
                        państwowe instytucje czy media.
                        Polacy nie ufają zarówno państwu, jak też mediom, i mają ku temu powody. Przez
                        całe pół roku żaden "dziennikarz roku", żadna gwiazda dziennikarstwa śledczego,
                        żadna z wielkich postaci polskiej prasy ilustrowanej i czarno-białej nie
                        raczyli poinformować ich o sprawie, o której "wiedziała cała Warszawa". Kwiat
                        polskiego dziennikarstwa był doskonale świadomy, że skoro Rywingate rozgrywają
                        pomiędzy sobą Adam Michnik i Leszek Miller, to tylko oni mają prawo powiadomić
                        opinię publiczną, albo też jej nie powiadamiać.
                        Tylko dwóch dziennikarzy w całej Warszawie (jak na pół roku "śledztwa
                        dziennikarskiego" Wyborczej i jak na kilka tysięcy zatrudnionych w tym mieście
                        dziennikarzy jest to wynik porażający), ośmieliło się, już we wrześniu 2002,
                        wspomnieć o sprawie Rywina w żartobliwym komentarzu na łamach tygodnika Wprost.
                        Byli to Igor Zalewski i Robert Mazurek. Terminowali oni wcześniej w Życiu i w
                        Nowym Państwie, wychowali się zatem na dalekich marginesach monocentrycznego
                        systemu polskich mediów. W porównaniu z takim Jackiem Żakowskim czy Janiną
                        Paradowską są dzikusami z buszu i tylko to ich tłumaczy.
                        Paternalizm elit władzy został dopełniony przez paternalizm elit
                        dziennikarskich. "Dziennikarz roku" miesięcznika Press, Janina Paradowska,
                        nawet się nie domyśla, że ujawnienie przez nią w śledztwie, iż po telefonie
                        Michnika usunęła ze swego wywiadu z Millerem wszystkie pytania dotyczące sprawy
                        Rywina, w każdym normalnym kraju pozbawiłaby ją sporej części dziennikarskiego
                        autorytetu. Paradowska nie czuje się niczego pozbawiona, wręcz przeciwnie, w
                        ostatniej "Kropce nad i", z właściwą sobie pogardą dla plebsu,
                        powiedziała, "ależ o czym my tu mówimy, większość naszych widzów w ogóle nie
                        rozumie, co to jest ten billing". Osobiście sądzę, że znaczna część widzów i
                        czytelników Janiny Paradowskiej rozumie, czym są billingi telefoniczne, podczas
                        gdy ona sama nie ma pojęcia, czym mogłoby być niezależne dziennikarstwo.
                        Adam Michnik zeznał przed komisją sejmową, że uszczelnił przeciek w Polityce z
                        troski o to, aby polska opinia publiczna uzyskała "najbardziej poważną" wersję
                        zdarzenia, którą mogła jej dostarczyć wyłącznie Gazeta Wyborcza. Redaktor nie
                        pomyślał, że Wyborcza jest w tej sprawie stroną (choćby i najbardziej
                        pokrzywdzoną), i dlatego właśnie ona jedna z całego rynku prasowego nie
                        gwarantuje dziennikarskiego obiektywizmu.
                        Szef Wyborczej raczył też powiedzieć, że wybierając tak późny termin
                        publikacji, poza wieloma innymi datami, odpowiedzialnie ominął także Święta
                        Bożego Narodzenia. Nie chciał psuć polskiej opinii publicznej jej radosnego
                        świątecznego nastroju. Taki poziom paternalizmu, traktowanie opinii publicznej
                        jak gromady zatrzymanych w rozwoju dzieci, nad których radosnym nastrojem musi
                        czuwać gazeta informacyjna, byłby nie do pojęcia we Francji, a nawet w bardzo
                        katolickich Włoszech. Wszędzie tam rynek medialny zajmuje jednak kilka
                        konkurujących ze sobą i wzajemnie kontrolujących się, a nie jedna Agora,
                        dzieląca rynek przede wszystkim z SLD-owskimi mediami publicznymi, tak samo
                        paternalistycznymi jak ona sama.'

                      • Gość: CM - 4/4 Re: www.tygodniksolidarnosc.com IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.03, 13:17
                        'Co robić?' -
                        'W kraju jednej partii i jednej gazety nasze możliwości wpływania na
                        rzeczywistość nie są imponujące. Skoro jednak nie możemy na nią wpływać, to nie
                        kibicujmy przynajmniej żadnemu z pokłóconych ze sobą oligarchów. Wojna
                        triumwirów wkrótce się zakończy, przejdzie w fazę negocjacji. Na stole znowu
                        pojawią się Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Drugi albo Trzeci Program TVP
                        SA, Polsat, może jakieś radia. Ewentualne zwycięstwo Michnika nad SLD lub też
                        zwycięstwo SLD nad Agorą w żaden sposób nie powiększy obszaru naszej wolności,
                        sprawi tylko, że zamiast dwóch panów będziemy mieli jednego, o jeszcze bardziej
                        niepohamowanych ambicjach.
                        Zatem, póki co, patrzmy i uczmy się, skwapliwie zbierajmy docierające do nas
                        strzępy informacji. A kiedy w naszym kraju pojawi się silny polityczny zmiennik
                        dla SLD i silny medialny zmiennik dla Agory, wówczas po prostu spróbujmy
                        dokonać wymiany.'
                        Cezary Michalski
                        • Gość: PABLO Do piotr7777 - wlasnie dlatego mamy gdzieś Adama IP: *.kamir.com.pl 04.03.03, 15:33
                          Gość portalu: CM - 4/4 napisał(a):

                          > 'Co robić?' -
                          > 'W kraju jednej partii i jednej gazety nasze możliwości
                          wpływania na
                          > rzeczywistość nie są imponujące. Skoro jednak nie
                          możemy na nią wpływać, to nie
                          >
                          > kibicujmy przynajmniej żadnemu z pokłóconych ze sobą
                          oligarchów. Wojna
                          > triumwirów wkrótce się zakończy, przejdzie w fazę
                          negocjacji. Na stole znowu
                          > pojawią się Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Drugi
                          albo Trzeci Program TVP
                          > SA, Polsat, może jakieś radia. Ewentualne zwycięstwo
                          Michnika nad SLD lub też
                          > zwycięstwo SLD nad Agorą w żaden sposób nie powiększy
                          obszaru naszej wolności,
                          > sprawi tylko, że zamiast dwóch panów będziemy mieli
                          jednego, o jeszcze bardziej
                          >
                          > niepohamowanych ambicjach.
                          > Zatem, póki co, patrzmy i uczmy się, skwapliwie
                          zbierajmy docierające do nas
                          > strzępy informacji. A kiedy w naszym kraju pojawi się
                          silny polityczny zmiennik
                          >
                          > dla SLD i silny medialny zmiennik dla Agory, wówczas po
                          prostu spróbujmy
                          > dokonać wymiany.'
                          > Cezary Michalski


                          No i bardzo ładnie to pan Cezary Michalski spuentował: to
                          nie nasza wojna! Jutro a byc może dziś Michnik znowu
                          siądzie do tajnych rozmów z towarzystwem i sprawie ukręci
                          się łeb. I znowu będzie sie pisało tylko o tym o czym
                          można. Nas ta sprawa interesuje o tyle o ile przycznia
                          sie do rozwalenia IIIRP łacznie z Adamem i jego GW. To
                          wszystko. Brawo Panie Michalski!
                  • Gość: PABLO Klatka Ezry IP: *.kamir.com.pl 04.03.03, 15:15
                    Piotr7777 z łatwością przechodzi do porządku nad faktem
                    iz tylu subtelnych intelektualistów poparło komunizm. No
                    cóż zdarzylo się. Czy mamy im to pamiętać całe życie?
                    Wszak św. Paweł jako Szaweł. No wlasnie św. Paweł: jest
                    chyba dramatyczna cezura między Szawłem i Pawłem, można
                    powiedzieć to już inna osoba. Każdemu jego winy zostana
                    odpuszczone pod warunkiem iż: wyzna je i wzbudzi w sobie
                    żal za grzechy oraz nie będzie więcej grzeszył.
                    Niestety żadnego z tych punktów nasi literaci nie
                    spełniają. Nie wyznaja oni swoich grzechów - raczej inni
                    im je wyciągają. Łgaja kręcą, wyzmazuja ze swych
                    życiorysów niewygodne daty i fakty, usuwaja z dorobku
                    hańbiące wiersze (np. Szymborska).
                    Czy maja w sobie jakis cień zalu za grzechy: nic
                    podobnego znajduja albo bzdurne wyjasnienia (komunizm
                    miał przyciągającą, magnetyczną siłę). Mowią nic nie
                    wiedzielismy o zbrodniach stalinizmu! Albo dalej otwarcie
                    bronia swych lewicowych przekonań. No i wreszcie czy
                    dalej nie grzeszą? Alez skąd dalej chca być przewodnikami
                    narodu, pouczać go, potepiać jednych, pisać panegiryki
                    innym. Wiesia jako typowa aktywista pisze na zamówienie
                    gazety Wyborczej wiersz pt. "Nienawiść" użyty przez tę
                    gazetę w walce z lustracją.
                    Znowu okazuje się że g. wie - w koncu i sam Adam wraz z
                    Niemczyckim zaczynaja podejrzewać że NIE zyjemy w
                    demokratycznym państwie prawa.
                    Jedynym literatem który szczerze żałował swego
                    zaangażowania w komunizm był Aleksander Wat (patrz Mój
                    wiek). Człowiek ten po powrocie z zesłania juz nigdy nie
                    stał się lewicowym propagandystą i trzymał sie z boku.
                    Przypominam Piotrowi7777 pewna historię: mianowicie Ezra
                    Pound zaangażował się w walke po stronie faszystów we
                    Włoszech i miał felietony radiowe dla żołnierzy
                    amerykańskich. Schwytany przez Amerykanów ten sędziwy juz
                    wówczas czlowiek zostal umieszczony w klatce, w której
                    spał, jadł, załatwiał swe potrzeby fizjologiczne i byl
                    obiektem atakow. Potraktowano go jak zwierzę.
                    gdyby Ezra wzorem tysięcy innych pisarzy slawił druga
                    zbrodnicza ideologię XX wieku a więc komunizm nic
                    podobnego nigdy by mu sie nie przytrafiło. Klatka Ezry
                    jest pusta po drugiej stronie a w końcu Pound popierał
                    faszyzm wloski a więc bardzo lagodna odmiane faszyzmu
                    szczegolnie jesli porównac to ze stalinizmem, majacym na
                    sumieniu miliony ofiar. I nasza subtelna poetka noblistka
                    nie ma wyrzutow sumienia, ot usunac wierzse na czesc
                    Stalina, zostawic te o kocie i wszystko bedzie OK. No coż
                    oczekiwałbym od niej czegos więcej. Ale widać jeszcze do
                    tego nie dorosla. Tylko niech juz przestanie sie
                    angażowac w politykę.
                    • luiza_o nasi bracia marnotrawni... (1/2) 04.03.03, 15:36
                      www.znak.com.pl/znak/diagnozy570.html

                      Refleksje Jana Pawła II osnute wokół przypowieści o synu marnotrawnym jasno
                      ukazują sens oraz konieczne warunki realizacji tego aspektu miłosierdzia, który
                      wyraża się w przebaczeniu win i pojednaniu. W ich świetle zapytajmy wprost: czy
                      w życiu społeczno-politycznym dzisiejszej Polski owo przebaczenie i pojednanie
                      ma jakąkolwiek szansę stać się rzeczywistością? Nie trzeba szczególnej
                      wyobraźni, by dostrzec, że to właśnie w tej sferze mamy do czynienia z
                      największym "deficytem" miłosierdzia, że tu znajduje się źródło najbardziej
                      dotkliwego bólu, który rozdziera nasz ojczysty dom i który nie może znaleźć
                      ukojenia. Duchowy klimat, jaki panuje wokół tak rozumianego miłosierdzia, na
                      pewno nie jest sprzyjający, zaś instytucjonalne rozwiązania - wręcz mu wrogie.

                      Istnieje bowiem w naszym kraju ogromna rzesza ludzi, którzy cierpią nie
                      tylko z powodu biedy, braku pracy, osamotnienia czy choroby, lecz przede
                      wszystkim z powodu braku sprawiedliwości. Skrzywdzeni przez innych, pozbawieni
                      nadziei na zadośćuczynienie, niosą w sobie rany podeptanej godności. Nie chodzi
                      tu jednak wcale o powszechnie znaną niewydolność systemu sądownictwa ani też o
                      coraz liczniejsze przypadki naruszania sprawiedliwości przez instytucje, które
                      mają stać na jej straży. Te wszystkie aktualne negatywne zjawiska mają o wiele
                      głębsze źródło. Wspiera je zasada, która stała się fundamentem i aktem
                      założycielskim III Rzeczypospolitej - zasada wystawienia sprawiedliwości na
                      pośmiewisko.

                      Spoglądając na dramat dzisiejszej Polski przez pryzmat przypowieści o synu
                      marnotrawnym, musimy zauważyć, że sytuacja naszego kraju, podobnie jak i innych
                      państw, które wloką za sobą cień totalitarnej przeszłości, jest znacznie
                      bardziej skomplikowana, bowiem marnotrawni synowie nie tylko marnowali swoją
                      część ojcowizny, ale, co gorsza, stali się najemnikami niszczącymi dziedzictwo,
                      a czasem i życie swoich braci. Spustoszenia, które spowodowali, nie ulotniły
                      się bez śladu. Są wśród nas ich świadkowie: rodziny pomordowanych, byli
                      więźniowie, ludzie bici, okradani z własności, wyrzucani z pracy, pozbawiani
                      możliwości nauki, studiów, zmuszani do emigracji i - co dotyczy bez wyjątku
                      wszystkich - zatruwani od dzieciństwa kłamstwami komunistycznej propagandy.
                      Jest żywa pamięć o latach nieprawości, są ofiary i wciąż niezagojone rany,
                      tylko ich sprawcy jakoś zniknęli. Nic dziwnego, że wielu skrzywdzonych ludzi
                      niesie w sobie głębokie poczucie niesprawiedliwości. To jest ich najdotkliwszy
                      ból i rana, która pilnie domaga się opatrzenia.

                      Oczywiście, bywają krzywdy obiektywnie już nie do naprawienia: ich sprawcy
                      nie żyją, nie ma też świadków, brakuje dowodów. To wszystko można by zrozumieć
                      i z tym się pogodzić, gdyby krzywdę nazywano krzywdą, ofiarę - ofiarą, sprawcę -
                      sprawcą, a ludzie zranieni mieli poczucie, że w ich ojczystym domu
                      sprawiedliwość, jako niepodważalna wartość i stale obecna zasada regulująca
                      życie wspólnoty, nie jest otwarcie lekceważona. Gdy dzieje się inaczej, do
                      dawnego bólu dołącza się ból nowy, czasem bardziej dotkliwy. Jak można mu
                      zaradzić? Kto ma tu być miłosiernym samarytaninem? Odpowiedź jest prosta: to na
                      osobach odpowiedzialnych za państwo spoczywa elementarny obowiązek takiego
                      kształtowania jego praw i instytucji, aby ich celem nie było nic innego niż
                      właśnie sprawiedliwość. Niestety, ta prosta odpowiedź zarówno dla ojców
                      założycieli III RP, jak i dla kolejnych rządzących Polską formacji politycznych
                      okazała się zbyt trudna - uznano ją za nieistotną, szkodliwą i niezrozumiałą.

                      W jaki sposób zakwestionowano potrzebę oparcia fundamentów naszego państwa
                      na imperatywie bezwzględnego przestrzegania zasady sprawiedliwości? Otóż
                      wielokrotnie mogliśmy usłyszeć, że sprawiedliwości nie należy dociekać zbyt
                      rygorystycznie, bo ci, którzy się jej domagają, kierują się przede wszystkim
                      pragnieniem zemsty. Trudno wykluczyć, że czasem bywa i tak. Ale jakie to ma
                      znaczenie wobec obowiązku sprawiedliwej kary i naprawienia krzywd? Miarą
                      sprawiedliwości jest przecież sam czyn oraz intencje jego sprawcy, a późniejsze
                      odczucia ofiar nie mają tu nic do rzeczy. Jeśli nawet zdarza się, że ktoś
                      boleśnie skrzywdzony pragnie ujrzeć cierpienia swego prześladowcy, to czy
                      obniża to w jakikolwiek sposób wagę przestępczego czynu i usprawiedliwia
                      krzywdziciela?

                      Nie wszyscy jednak pokrzywdzeni żywią w swych sercach wrogie uczucia i wielu z
                      nich z pewnością gotowych byłoby pojednać się z dawnymi krzywdzicielami. Ich
                      wołanie o prawdę i sprawiedliwość nie ma nic wspólnego z zemstą, lecz bierze
                      się z pragnienia posiadania ojczyzny, która byłaby miejscem autentycznej
                      powszechnej wspólnoty. Jest wyrazem bólu rozdarcia - tego samego bólu, który
                      przeszywał ojca czekającego na powrót marnotrawnego syna. Tylko przebaczenie
                      zagoiłoby ową ranę, ale tam, gdzie nie zostały spełnione warunki elementarnej
                      sprawiedliwości, skrzywdzeni nie tylko nie mają szansy faktycznie przebaczyć,
                      lecz nawet sama ich gotowość do wybaczenia wystawiona jest na ciężką, nie
                      mającą końca próbę. Z rany, która się nie goi, wciąż rodzi się pokusa, aby na
                      swego krzywdziciela spoglądać nie z miłością, jak na zagubionego brata, tylko z
                      nienawiścią, jak na śmiertelnego wroga. Bowiem to nie z żądzy zemsty budzi się
                      pragnienie sprawiedliwości, lecz odwrotnie - to raczej zdeptana nadzieja na
                      osiągnięcie sprawiedliwego zadośćuczynienia sprzyja pojawieniu się uczucia
                      nienawiści i pragnienia zemsty. W takiej sytuacji trzeba doprawdy wielkiej siły
                      ducha, by nie poddać się owej pokusie.

                      Obok tysięcy ludzi, których dawne rany zaczęłyby się goić, gdyby tylko mogli
                      dostrzec, że ich ojczysty dom oparty został na sprawiedliwych zasadach, żyje w
                      naszym kraju nie mniej liczne grono osób być może o wiele bardziej
                      potrzebujących miłosierdzia. To bezpośredni i pośredni sprawcy owych ran. To ci
                      wszyscy, którzy w różnych miejscach i na rozmaite sposoby budowali i wspierali
                      przez lata komunistyczny system, niszcząc i krzywdząc zarówno swoich bliźnich,
                      jak i samych siebie. Oni również - każdy na miarę swoich własnych czynów -
                      potrzebują prawdy i sprawiedliwości, by odnaleźć powrotną drogę do domu ojca.
                      Problem w tym, że w ogromnej większości wcale jej nie poszukują.

                      Kiedy zastanawiamy się nad duchowym klimatem panującym dziś w naszej
                      ojczyźnie, nic nie daje bardziej do myślenia niż to, że po upadku komunizmu nie
                      było niemal żadnych publicznie znanych nawróceń, żadnego uznania własnych win i
                      gotowości zadośćuczynienia. Mimo żywej pamięci świadków, mimo pracy historyków,
                      którzy wydobywają na jaw coraz to nowe szczegóły o zbrodniach oraz większych i
                      mniejszych nikczemnościach związanych z okresem PRL-u, ich sprawcy, a choćby
                      tylko ich bierni współuczestnicy, robią wszystko, by zataić prawdę o
                      przeszłości i wymazać ją ze swojej i naszej pamięci. A jeśli w obliczu
                      niepodważalnych dowodów nie mogą już czemuś wprost zaprzeczyć, to nie widać na
                      ich twarzach nawet cienia wstydu. Dlaczego synowie marnotrawni nie chcą wracać
                      do domu?
                    • luiza_o nasi bracia marnotrawni (2/2) 04.03.03, 16:56
                      Dlaczego synowie marnotrawni nie chcą wracać do domu?

                      Dlaczego zupełnie nie rozlega się głos tych, którzy nie tak dawno krzywdzili
                      swych braci i dziś najgłośniej powinni wołać o pomoc? Pytaniom tym dodaje
                      dramatyzmu fakt, że przecież wcale nie tak dawno, bo w latach rewolucji
                      etycznej 1980-1981, przeżyliśmy w Polsce okres masowych nawróceń. Dlaczego więc
                      po roku 1989 nastał czas masowej amnezji?

                      Możliwe są tu różne odpowiedzi. Pierwsza z nich brzmiałaby tak: brak
                      nawróceń nie powinien dziwić, bo ci, co mieli wrócić, wrócili już wcześniej.
                      Kto po wprowadzeniu stanu wojennego opowiedział się po stronie komunistycznego
                      reżymu, ten ostatecznie okazał się człowiekiem pozbawionym sumienia, wybrał
                      życie w kłamstwie, świadomie oddając się w służbę nieprawości. Nie ma zatem co
                      liczyć na nowe nawrócenia ani na wspólny dom. Trzeba po prostu uwzględnić fakt,
                      że w Polsce istnieją dwa radykalnie wrogie obozy, między którymi nie ma żadnej
                      możliwości pojednania i między którymi toczyć się będzie walka aż do zwycięstwa
                      jednego z nich. Jeśli chcemy, by nasz kraj stał na fundamencie prawdy i
                      sprawiedliwości, musimy doprowadzić do wykluczenia z niego tych wszystkich,
                      którzy służyli i dalej służą nieprawości. Nietrudno zauważyć, że choć taka
                      odpowiedź w opisie społecznej rzeczywistości wydaje się w dużym stopniu
                      prawdziwa, to jest ona jednocześnie odpowiedzią głęboko niechrześcijańską,
                      naznaczoną widocznym piętnem manicheizmu. Przypomina niemiłosierną postawę
                      starszego syna, który swemu zagubionemu bratu - gdyby ten jakimś trafem
                      zechciał wrócić do domu - zamiast przebaczenia i pojednania gotów jest okazać
                      jedynie wzgardę i zamknięte drzwi.

                      A może to właśnie starsi bracia spowodowali, że młodsi nie wracają? Może
                      winni są ci wszyscy, którzy z niewzruszonym poczuciem własnych zasług i
                      nieskalanej wierności osądzają i potępiają innych, odpychając ich tym samym od
                      ojcowskiego domu? Niezależnie, jak irytująca bywa taka postawa, to nie ona z
                      pewnością stanowi główną przyczynę tego, że marnotrawni synowie nie spieszą się
                      z powrotem. Ostatecznie dom jest domem ojca, a nie nadgorliwego starszego syna.
                      Prawdziwy dylemat ludzi zagubionych polega na tym, czy pamiętają oni jeszcze,
                      gdzie mieści się ich ojcowski dom i czy pragną do niego wrócić. Natomiast
                      problem starszego syna jest przede wszystkim jego własnym wewnętrznym
                      problemem, który zresztą ujawnia się w pełni dopiero wtedy, gdy nawrócony brat
                      stoi już u drzwi.

                      Na pewno nie sprzyjała nawróceniom sytuacja, gdy dawni funkcjonariusze
                      komunistycznego systemu już u progu III Rzeczypospolitej zapewnili sobie
                      materialne uprzywilejowanie w stosunku do reszty społeczeństwa. Wielu z nich,
                      pochłoniętych bez reszty nowymi możliwościami rozrzutnego życia, nie było i
                      wciąż nie jest gotowych do jakiejkolwiek refleksji na sobą i własną
                      przeszłością. Trudno jednak przypuszczać, by dotyczyło to wszystkich ludzi
                      uwikłanych w zło PRL-u. Zapewne przynajmniej niektórzy odczuli po 1989 roku
                      cień niepokoju. Może było im głupio, że ich dotychczasowy pomysł na życie -
                      oportunizm, cynizm, gotowość na kłamstwo dla kariery i wygody - został nazwany
                      publicznie podłością. Może choć przez chwilę uświadomili sobie wagę utraconej
                      godności, poczuli się z tym nieswojo i zapragnęli wrócić do domu ojca. Dlaczego
                      zatem zatrzymali się w pół drogi? Dlaczego zachowali się tak, jakby nie było
                      żadnego domu ojca, żadnej ojczyzny, która na nich czeka? Dlaczego uznali, że
                      powrót wcale ich nie dowartościuje, a wyznanie win okaże się tylko dodatkowym
                      poniżeniem, z którego nie wyniknie żadne potwierdzenie synowskiej godności ani
                      przywrócenie na łono wspólnoty?

                      Czy nie są za to w największym stopniu odpowiedzialni ci, którzy od początku
                      III RP wszem i wobec głoszą, że nie ma żadnego domu ojca, że dążenie do prawdy
                      i sprawiedliwości to tylko wyraz resentymentu słabych i przegranych, pragnących
                      w ten sposób zemścić się na tych, którym się powiodło? Co ma bowiem robić syn
                      marnotrawny, który w ich słowa uwierzy i ostatecznie zwątpi w to, że ma jeszcze
                      dokąd wracać? Jaka droga się przed nim otwiera? W świecie, w którym nie ma ani
                      pamięci prawdziwego domu, ani perspektywy synów obdarzonych najwyższą
                      godnością, pozostaje jedynie miejsce dla sług takiego czy innego hodowcy świń,
                      zaś szczytem życiowej kariery dla najbardziej ambitnych - stanie się samemu
                      panem i właścicielem jakiegoś stada. Z pewnością to właśnie ci ludzie, którzy -
                      świadomie lub bezmyślnie - proponują i rozpowszechniają taką wizję świata,
                      najbardziej dziś potrzebują miłosierdzia. To ich ciężką winą jest pozbawianie
                      nadziei zarówno ofiar, jak i sprawców krzywd: ofiar - nadziei na zabliźnienie
                      ran, krzywdzicieli - na ponowne odkrycie godności i wolności, których warunkiem
                      jest uznanie prawdy o sobie i o własnych czynach. To oni budują mur, który
                      dzieli naszą ojczyznę na dwa wrogie obozy i przekreśla szanse zbudowania
                      autentycznej wspólnoty.

                      Aby miłosierdzie jako przebaczenie i pojednanie mogło się w Polsce objawić,
                      potrzebni są świadkowie tego, że ojcowski dom istnieje i czeka na synów
                      marnotrawnych z otwartymi drzwiami. Najbardziej wiarygodnym świadkiem owego
                      przesłania jest dziś sam Ojciec Święty, żywy symbol domu ojca, domu opartego na
                      prawdzie i sprawiedliwości, do którego każdy, nawet najbardziej zagubiony syn,
                      jeśli odnajdzie w sobie głos sumienia i wróci skruszony i gotowy zaakceptować
                      zasady obowiązujące w ojcowskim domu, zostanie przyjęty z radością, wywyższony
                      i dowartościowany. W czasie ostatniej papieskiej pielgrzymki w łagiewnickim
                      sanktuarium padły słowa, których zrozumienie i wypełnienie stanowi
                      najważniejsze wyzwanie dla nas wszystkich - wierzących i niewierzących - ludzi
                      dobrej woli poszukujących wspólnej ojczyzny: "Potrzeba miłosierdzia, aby
                      wszelka niesprawiedliwość na świecie znalazła kres w blasku prawdy".

                      ZBIGNIEW STAWROWSKI, ur. 1958, dr, filozof polityki, pracuje w Instytucie
                      Studiów Politycznych PAN i Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Wydał:
                      Państwo i prawo w filozofii Hegla (1994).

                      www.znak.com.pl/znak/diagnozy570.html
                    • dreaded88 A Paweł Hertz ? 04.03.03, 18:23
                      Też się nawrócił i odciął od komunistycznego zaangażowania.
                      Do listy gnębionych za "faszyzm" można dorzucić np. Knuta Hamsuna, tu było
                      zdecydowanie mniej niż na Pounda. Jungera też się czepiano. Na Brasillachu
                      popełniono morederstwo sądowe. I tak dalej.
                      • Gość: PABLO Re: A Paweł Hertz ? IP: *.kamir.com.pl 04.03.03, 18:58
                        dreaded88 napisał:

                        > Też się nawrócił i odciął od komunistycznego zaangażowania.
                        > Do listy gnębionych za "faszyzm" można dorzucić np.
                        Knuta Hamsuna, tu było
                        > zdecydowanie mniej niż na Pounda. Jungera też się
                        czepiano. Na Brasillachu
                        > popełniono morederstwo sądowe. I tak dalej.
                        Tak rzeczywiście. To juz dwóch może jakby głębiej
                        poszperac to dojdziemy do pięciu, dziesięciu. Ale gros
                        rżnie głupa. Pamietajmy że spora częśćliteratów przeszła
                        do drugiego obiegu jak już reżym zelżał a na salonach
                        wypadało byc opozycyjnym. Nie wspomne tu o Żydach dla
                        których największym dramatem był 68 a nie np. 45-53.
                        Zgadnij dlaczego Koteczku?
                        Co do Brasillacha to zapłacił on najwyższa cenę. Ciekawe
                        kiedy zrewidowane zostaną sądy o Hitlerze wszak od 1941
                        roku walczył on o Europę z bolszewią. czy Niemcy juz
                        powoli sie do tego przygotowują? Zadanie wcale nie trudne
                        i łatwe do przeprowadzenia. na kogo tylko zwalic
                        holocaust? Polaków, Ukraińców no i może Eichmanna?
                      • Gość: PABLO Z dziejów Rywinlandii - Piotr Semka IP: *.kamir.com.pl 04.03.03, 19:03
                        Artykuł z Tygodnika Solidarność: Zdziejów Rywinlandii
                        autor Piotr Semka

                        Sejmowa komisja śledcza przeżywa wyraźny kryzys.
                        Tak jakby dwa tygodnie niezwykle istotnych przesłuchań
                        bohaterów sprawy Rywina kogoś wyraźnie zaniepokoiły.
                        Wpierw wycofał się z komisji Piotr Smolana,
                        przedstawiciel Samoobrony. Jako powód podał fakt, że
                        będąc osobą, która złożyła wniosek do prokuratury przeciw
                        Adamowi Michnikowi, nie jest w całej sprawie bezstronny.
                        Pal licho Smolanę, który kompromitował się, zadając
                        bełkotliwe pytania. Rzecz w tym, że Smolana jednocześnie
                        wezwał do ustąpienia innego członka komisji - Zbigniewa
                        Ziobrę z PiS, jednego z dwóch najbardziej dociekliwych.
                        Smolana wskazuje, że Ziobro też nie jest bezstronny, bo
                        złożył doniesienie do prokuratury w sprawie zaniechania
                        przez premiera Millera zgłoszenia próby korupcji.
                        Jak się okazuje po raz któryś z rzędu, Samoobrona działa
                        w sposób korzystny dla postkomunistów. Ziobro jest bowiem
                        od początku afery solą w oku wielu stron konfliktu.
                        Odsunięcia Ziobry od pracy w komisji domagają się
                        adwokaci Lwa Rywina, atakuje go prokuratura. Jego wnioski
                        o objęcie śledztwem premiera odrzuca koalicyjna większość
                        w komisji. To jego pytania odrzuca też szef komisji
                        Tomasz Nałęcz. Teraz Samoobrona wzywa Ziobrę do odejścia.
                        Trudno przypuszczać, by poseł PiS uległ tym wezwaniom,
                        ale poczucie dekompozycji komisji narasta.
                        Smolanę zastąpi posłanka Samoobrony Renata Beger -
                        niewiasta o stylu bycia politycznego boksera wagi
                        ciężkiej. Czy zamieni ona posiedzenia komisji w farsę?
                        Równocześnie bowiem ze swej funkcji odchodzi czołowy
                        polityk SLD Ryszard Kalisz. Na jego miejsce rozważana
                        jest nieznana nikomu posłanka Sojuszu Anita Błochowiak.
                        Taka zmiana także nie posłuży autorytetowi komisji.

                        I jeszcze jeden element sytuacji. Sejm potwierdził udział
                        w komisji posła Bohdana Kopczyńskiego, którego wycofać
                        chciał klub LPR. Kto ma rację w tym ostatnim sporze?
                        Kopczyński w trakcie dotychczasowych posiedzeń komisji
                        zadawał pytania niewiele wnoszące do sprawy i robił
                        wrażenie niezbyt rozgarniętego człowieka. Gdy klub Ligi
                        chciał go wycofać, by nie kompromitował dłużej LPR ten
                        wymówił lidze posłuszeństwo. Można oczywiście powiedzieć,
                        że LPR sama sobie Kopczyńskiego wybrała i powinna obecnie
                        płacić za swoją nie najlepszą decyzję. W myśl zasady o
                        chronieniu posłów zasiadających w komisji od wpływu
                        partii - reszta posłów poparła Kopczyńskiego. Czy jednak
                        nie przeczy to idei komisji jako przedstawicielstwa
                        wszystkich klubów? Kogo bowiem dziś reprezentuje
                        Kopczyński? Samego siebie? Wszystkie te roszady źle wróżą
                        losowi komisji. Im bardziej wstrząsana będzie zmianami -
                        tym mniejszy będzie jej autorytet. A zadanie, przed
                        którym komisja stanęła, jest bezprecedensowe.
                        Niekiedy porównuje się tę komisję do komisji
                        amerykańskiego kongresu, która badała aferę Watergate.
                        Ostatnie dwa miesiące wskazują, że różnic jest więcej niż
                        krzepiących podobieństw. Oczywiście porównanie to ma
                        swoje wady -wyniki amerykańskiego skandalu zakończonego
                        dymisją prezydenta Nixona znamy. W wypadku Polski -
                        Rywingate ciągle trwa. Już teraz jednak można wskazywać
                        na poważne różnice między zachowaniem polskich elit a
                        postawą bohaterów amerykańskiego dramatu sprzed 30 lat.
                        W Ameryce o sukcesie komisji zadecydowali ludzie sumienia
                        z obu stron politycznej barykady, którzy nie zawahali się
                        ustalać faktów kompromitujących republikańskiego
                        prezydenta. Na tym tle nie sposób patrzeć na
                        dotychczasową działalność komisji z optymizmem.

                        Oto przesłuchania Roberta Kwiatkowskiego stały się
                        przyczyną budzących najwyższy niepokój prób blokowania
                        zadawania pytań szefowi TVP ze strony szefa komisji
                        Tomasza Nałęcza. Wcześniej komisja odrzuciła większość
                        wniosków śledczych Ziobry, w tym np. o sprawdzenie
                        billingów Leszka Millera i Lecha Nikolskiego. Także
                        wcześniejsze niż planowano przesłuchiwanie Roberta
                        Kwiatkowskiego sprawiało wrażenie działania w wyniku
                        jakiegoś nacisku politycznego. Koalicyjna większość
                        wyraźnie dąży, by śledztwo ograniczyć wyłącznie do osoby
                        Rywina.
                        Odmowa składania zeznań przez Rywina jest bardzo
                        charakterystyczna. Czyżby filmowy magnat tak naprawdę bał
                        się tylko pytań przed komisją - wierząc, że w
                        prokuraturze i przed sądem sobie poradzi?
                        W świetle tego stanu rzeczy można dojść do wniosku, że
                        najistotniejszym momentem w dziejach komisji było samo
                        jej powstanie. Fakt, że SLD przeforsował 10-osobowy model
                        komisji gwarantujący koalicji większość, daje Millerowi
                        możliwość jej pełnej kontroli. Stało się tak wskutek
                        zastanawiającej nieobecności dziesiątki posłów z PSL i
                        dziesiątki z PO. Budzi to nienowe zresztą pytania o
                        zastanawiającą skuteczność Sojuszu w głosowaniach
                        naprawdę kluczowych dla tej formacji.
                        Nie zmienia to faktu, że dociekliwość posłów na czele z
                        Rokitą i Ziobrą pozwoliła na ujawnienie mnóstwa nowych
                        faktów. W tym sensie komisja może nam jeszcze wiele
                        powiedzieć o sprawie Rywina i mechanizmach funkcjonowania
                        rynku mediów w Polsce. Nasuwa się skojarzenie z referatem
                        Chruszczowa z 1956 roku, którego konsekwencji nikt by nie
                        zgadł. Tę zasługę komisji Sejmu trudno przecenić. Czy
                        determinacja Ziobry i Rokity uratuje sens pracy komisji?
                        Póki co, już dowiedzieliśmy się wiele dzięki ich
                        pytaniom. Ta wiedza to łyk świeżego powietrza w
                        porównaniu z zaduchem Rywinlandii.
                  • Gość: DSD Józef Mackiewicz IP: 212.33.88.* 08.03.03, 00:18
                    > Natomiast prawdę mówiąc spodziewałem się tego, że na nazwisko Szymborskiej od
                    > razu ktos odpowie jakimś marginalnym wierszem z czasów stalinowskich. Zabawne,
                    > że szwedzka Akademia Królewska przyznajaca Nobla jakoś niespecjalnie przejęła
                    > się tymi wierszami (a może Michnik tam też miał swoich ludzi).

                    Znajac poglady Szwedzkiej Akademii Nauk, takie wiersze mogly tylko pomoc :-)))

                    > Jeśli poza wypominaniem Wisławie Szymborskiej stalinowskiego epizodu nie macie
                    > argumentó to współczuję.

                    Ja mam jeden argument. Józef Mackiewicz. Było o nim trochę jakiś czas temu w GWyb. Przed wojną wielki obrońca
                    mniejszości narodowych, po wojnie emigrant i jeden z najbardziej fundamentalistycznych przeciwników komunizmu.
                    Podczas wojny, w latach 1939-1941 znajdował się na terenach okupowanych przez ZSRR. Kiedy na tereny te
                    wkroczył Wehrmacht, Mackiewicz przyjął to z zadowoleniem, jako koniec koszmaru stalinizmu. Można mu to mieć za
                    złe, trzeba tylko pamiętać że tak samo myśleli o Hitlerze ludzie w łagrach ('Inny świat' Grudzińskiego). Napisał parę
                    felietonów do czasopisma wydawanego przez Niemców, ale szybko zerwał z nimi współpracę, kiedy zobaczył co
                    Niemcy naprawdę robią. I o te pare artykułów toczy się awantura do dzisiaj. Mackiewicz, jako antykomunista jest
                    lubiany przez polska prawicę, a redaktorzy GWyb wytaczają wtedy Grubą Bertę: 'a on z Hitlerem kolaborował...'.
                    No coż, to był naprawdę epizod, poprzedzony prezezyciami zafundowanymi przez Stalina. Sądzę też, że pod
                    rządami ZSRR Mackiewicz nie mógł poznać dobrze działania Niemców w GG. Ciekawe, red. Orliński wsponiał kiedyś
                    mimochodem o tym, że Alfred Szklarski publikował książki podczas okupacji i biedak może stać się przez to obiektem
                    ataku 'oszołomów'.

                    > Natomiast Tuwima, Broniewskiego czy Gałczyńskiego uważam za wybitnych poetów i
                    > paneguryki na cześć Stalina mnie nie interesują. Nie oceniam ich jako ludzi,
                    > lecz jako twórców.

                    Akurat to działa też w drugą stronę - Leni Riefenstahl, która nawiasem mówiąc nigdy nie żałowała, uchodzi za
                    wybitnego twórcę. Ja ze swej strony mogę oddzielić twórczość od poglądów w wypadku malarzy, muzyków,
                    naukowców, sportowców, ale mam problemy z pisarzami i humanistami.

                    I na koniec uwaga do MOra: zachowujesz się tak samo jak na śp. forum NP. Weź przykład z Leppera - jego wielki
                    sukces podczas ostatnich wyborów był spowodowany tym, że, w odróżnieniu od większości innych partii, nie
                    kierował swej kampanii do JUZ PRZEKONANYCH I SYMPATYKÓW, ale do wahających się. Ty, ze swoją agresją
                    bawisz przekonanych, a odpychasz innych. Katarzyna, Kataryna i Piotr 7777 zachowują się jak każdy normalny
                    obrażany człowiek w tej sytuacji: zaczynają manifestacyjnie michtriksować. Choć rozumiem Cię i wiem, że ciężko jest
                    zdzierżyć, kiedy z rozpędu i bezpodstwanie ktoś zarzuca kierowanie się pochodzeniem (czyt. antysemityzm).
                • Gość: Katarzyna Re: For pp IP: *.gdynia.mm.pl 04.03.03, 18:38
                  Jesli myslisz , że zaskoczyłeś mnie tymi wierszami to sie grubo mylisz, nie
                  bede Ci tłumaczyła dlaczego...

                  Nie jestes w stanie napisac najprostszego zdania bez obrażania, wyzywania
                  innych, przekształcania nazw w pseudodowcipny sposób, a poza tym nawet uwaznie
                  nie czytasz tego co inni piszą i dlatego nie mam zamiaru z Toba polemizować.
                  Podpisuje się pod tekstem Kataryny : nie jestes wart, aby poświecac Ci choć
                  minutkę jeszcze.

                  nie lubie sie powtarzac ale dla Ciebie zrobię wyjatek: Żegnam ozieble z
                  domieszką ironii.

                  A teraz mozesz mnie prowkować. W ignorancji jest siła.
                  • Gość: Ignacy 50 lat STALINIZMU IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 04.03.03, 22:14
                    Że w bój poprowadził krzywdzonych,
                    że trwałość zwycięstwu nadał,
                    dla nadchodzących epok
                    stawiając mocny fundament-
                    grób,wktórym leży ten
                    nowego człowieczeństwa Adam,
                    wieńczony będzie kwiatami
                    z nieznanych dziś jeszcze planet.

                    Wisława Szymborska


                    • Gość: Ignacy Re: 50 lat STALINIZMU IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 05.03.03, 10:58
                      Gość portalu: Ignacy napisał(a):

                      > Że w bój poprowadził krzywdzonych,
                      > że trwałość zwycięstwu nadał,
                      > dla nadchodzących epok
                      > stawiając mocny fundament-
                      > grób,wktórym leży ten
                      > nowego człowieczeństwa Adam,
                      > wieńczony będzie kwiatami
                      > z nieznanych dziś jeszcze planet.
                      >
                      > Wisława Szymborska
                      >

                      Kasiu czy znane są nazwy owych planet?
                      A może p. Jastrun coś więcej wie na ów temat?

                      • Gość: Ignacy kwiatki polskie IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 05.03.03, 20:58
                        republika.pl/ropkalisz/hanba.htm
                        • Gość: www.rp.pl 'Demokracja w sieci' IP: *.sprintserwis.pl 06.03.03, 08:05

                          'Rzeczpospolita' -
                          05.03.03 Nr 54 -




                          Nikomu z tych, którzy mogliby zrobić coś dla wyjaśnienia rozmaitych afer, na
                          tym nie zależy -
                          'Demokracja w sieci' -


                          ANDRZEJ ZYBERTOWICZ -

                          W komentarzach po ujawnieniu afery Rywina powtarza się raz po raz, że zbyt mało
                          wiemy o sprawie. Twierdzę jednak, że już dziś można i trzeba postawić w kilku
                          miejscach kropkę nad "i". Można to zrobić, biorąc pod uwagę kontekst, wiedzę
                          rozproszoną, ale dostępną; wiedzę o tworzących naszą rzeczywistość faktach
                          społecznych. Znamy ich o wiele więcej, niż to się na pierwszy rzut oka wydaje.

                          W III RP ukształtowała się antyrozwojowa sieć pasożytniczych układów interesów.
                          To podstawowa teza mojej diagnozy. Segmenty sieci działają środkami formalnymi
                          i nieformalnymi, jawnymi i tajnymi. Demokracja rytualna jest dla sieci
                          korzystna (nieraz pisała o tym Jadwiga Staniszkis), dlatego zakulisowi aktorzy
                          demokrację jako fasadę pielęgnują.

                          W warstwie politycznej sieć wykorzystuje istniejące procedury (w tym mechanizm
                          wyborczy do Sejmu - tzw. ordynację proporcjonalną) w taki sposób, by się
                          reprodukować. Na gruncie dotychczasowych instytucji sieci nie sposób rozerwać.
                          Interesom sieci służy mechanizm rekrutacji i formowania elit politycznych,
                          eliminujący możliwość wyłonienia się kontrelity, która mogłaby skutecznie
                          działać na rzecz rządów prawa. Sieć dba o taką reprodukcję władz -
                          ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej - by, mówiąc najkrócej, nikomu nie
                          zależało na tym, by wyjaśniać Rywinady.

                          W warstwie ekonomicznej sieć sprzężona jest z tzw. rynkami zhierarchizowanymi
                          (znowu Staniszkis), które cechują się tym, że główni rozgrywający kontrolują w
                          sposób legalny i nielegalny dostęp aktorów gry gospodarczej do zasobów - należą
                          do nich nie tylko prawnie określane reguły prowadzenia aktywności gospodarczej -
                          koncesje, ulgi podatkowe, środki z zamówień publicznych. W efekcie potencjał
                          społeczeństwa, jego energia wykorzystywane są w nader ograniczonym stopniu.
                          Przykład: sprowadzenie małych i średnich przedsiębiorstw do roli klientów
                          wielkich holdingów.

                          W warstwie medialno-kulturowej sieć gwarantuje, że funkcje czwartej władzy będą
                          realizowane tylko szczątkowo, w formie igrzysk. Media szczekają, by zachować
                          atrakcyjność rynkową, a karawana bezkarnych zawłaszczeń idzie dalej. W radiu
                          (nie tylko Zet) coraz więcej muzyki, coraz mniej reportaży społecznych;
                          telewizja zwana publiczną ściga się o oglądalność z mediami komercyjnymi.

                          Nikomu z tych, którzy mogliby zrobić coś dla wyjaśnienia rozmaitych afer, na
                          tym nie zależy. Wygląda na to, że nie zależy na tym prezydentowi, premierowi,
                          prokuratorowi generalnemu, sędziom, szefom służb i ich podwładnym, posłom,
                          właścicielom największych mediów. Dlaczego im nie zależy? Bo są w sieci. Zanim
                          powiem coś więcej o naturze sieci, uświadommy sobie, ile już wiemy.

                          Wiemy sporo!

                          Socjologowie mają koncepcję definicji sytuacji: subiektywne postrzeganie przez
                          ludzi pewnych sytuacji ma obiektywne znaczenie, tworzy rzeczywiste
                          konsekwencje. Nawet nieprawdziwe przekonania jakiejś grupy są faktem
                          społecznym. Z którego niemało wynika. Ludzie bowiem nie są powodowani przez
                          fakty, ale przez to, co za fakty uznają.

                          Socjologowie wiedzą też, że społecznie podzielane przekonania nie biorą się z
                          nieba. Raczej z ziemskich zdarzeń. Nie brak ich w naszym przypadku. I na
                          przykład wiemy, iż nie wyjaśniono nigdy przygód nomenklaturowej spółki
                          Transakcja, w której pewną rolę odgrywał Leszek Miller. Nie wyjaśniono losów
                          majątku byłej PZPR. Przyklepano sprawę moskiewskich pieniędzy. Zlekceważono
                          sprawę pożyczki mieszkaniowej z banku kontrolowanego przez Aleksandra
                          Gudzowatego. Premier zlekceważył sprawę prywatnych pożyczek ministrów Jerzego
                          Szmajdzińskiego i Jacka Piechoty. Nie pochylił się nad przypadkiem wiceministra
                          Andrzeja Szarawarskiego, który złamał prawo, nie sprzedając swoich udziałów w
                          spółce prawa handlowego. W tym świetle tzw. osobista uczciwość premiera jest
                          ewentualnością zupełnie bez znaczenia.

                          Dlaczego Lew Rywin przybył do Wandy Rapaczyńskiej i Adama Michnika? Bo w
                          układzie "trzymającym władzę" trudno wyznaczyć jego kontury, ale jego istnienie
                          jest niezbitym faktem społecznym - środowisko "Gazety Wyborczej" jest
                          postrzegane (owo postrzeganie to kolejny fakt) jako uczestnik tego rodzaju
                          gier. Język słynnej rozmowy jest wystarczającym dowodem. Dlaczego Rywin nie
                          obawiał się takiej rozmowy prowadzić? Bo wiedział, że afery i bezkarność ich
                          twórców to nie wypadki przy pracy, ale reguła.

                          Agora uczestniczy w brudnych grach albo nie, ale jest postrzegana jako gracz.
                          Nie tylko przez jakichś antysemitów, ale przez towarzystwo. Dlaczego jest tak
                          postrzegana? Przyjmijmy życzliwie, że niezasłużenie - jednak nie bez powodów.
                          Jednym z nich jest to, że w sprawach wielu afer zachowuje się jak stronniczy
                          sędzia piłkarski. Na pewne wybryki reaguje, gwiżdże, ale jedynie by pogrozić
                          palcem, pokazać żółtą kartkę uczestnikom zagrywki niejasnej dla opinii
                          publicznej. Gdy skarceni uspokajają się, gwizdek ląduje w kieszeni. Nie dąży do
                          usunięcia faulujących z boiska. Czerwona kartka pozostaje w zanadrzu do końca
                          sezonu, niejednokrotnie dłużej niż przez pół roku. Pisano o tym ostatnio,
                          wskazując na pomieszanie ról "Wyborczej" - Agory - czwartej władzy i wielkiego
                          podmiotu gospodarczego.

                          Węzły sieci

                          Nie musimy wiedzieć, czy Rywina posłano, czy sam siebie skierował pod ten
                          adres. Wiemy, iż w środowisku panowała najwidoczniej opinia, że i Michnik jest
                          od takich spraw. Tylko tym razem ktoś się pomylił. Wiemy też, dlaczego
                          posłaniec powołał się (kolejny fakt) na premiera. Przyjął, że tu i tam
                          postrzega się premiera jako ważne ogniwo sieci parającej się przedsięwzięciami
                          tego rodzaju.

                          Ów środowiskowy obraz premiera to kolejny fakt. Nawet jeśli o tej konkretnej
                          Rywinadzie premier nie miał pojęcia, to przyczynił się do stabilności układów
                          oraz klimatu bardzo przyjaznego wirusom. Przecież ten wirus Czarzasty (słowa
                          Michnika z taśmy) i Robert Kwiatkowski, syn wiarusa, przez kogoś zostali na
                          swych stanowiskach umieszczeni. Więc Rywin na premiera się powołał tak
                          naturalnie, jak puszcza dym z cygara.

                          W Pałacu też nie jest nudno. Marek Siwiec - niegdyś bliski panom z Art B.
                          Tonące w mroku dziejów interesy Marka Ungiera i firmy Juwentur z aferowym
                          PFRON. Zabiegi kogoś z Kancelarii Prezydenta w roku 2000 o ułaskawianie
                          przestępcy Mirosława Stajszczaka. Polityka odznaczeniowa sprawiająca wrażenie
                          raczej transakcji wymiennych niż troski o symbole (na przykład Krzyże
                          Komandorskie dla szefów Nokii). Kto zaś z towarzystwa kancelaryjnego buduje
                          sobie domy z urzędniczych pensji, o tym nie trzeba pisać...

                          Nie prześwietlono biznesowych decyzji Kwaśniewskiego jako szefa UKFiT.
                          Odpuszczono sprawę magisterium; tu ważniejszy jest bodaj sposób zamknięcia
                          sprawy w prokuraturze niż wpadka samego kandydata. Wakacje w Cetniewie -
                          rozbieżności między zeznaniami świadków niewyjaśnione; sąd - jak należy -
                          wykazał się dociekliwością umiarkowaną. Zatajenie prawdy w zeznaniu majątkowym
                          (pominięcie akcji Polisy posiadanych przez żonę) - wybaczone.

                          Można przypuszczać, że prezydent ma dobrą orientację w kulisach sporej części
                          aferowych przedsięwzięć. Z raportów tajnych służb, policji, innych agend
                          państwa i - być może przede wszystkim - z informacji pochodzących z kręgów
                          towarzyskich, w tym od osób doświadczonych przez los i których ocenie może
                          ufać. Ale organów nie powiadamia. Chociaż na pewno potrafi odróżniać
                          uzasadnione podejrzenia od plotek.

                          Tyle wiemy o tym, czego nie wiemy, iż w zupełności wystarcza do postawienia
                          kilku kropek. Wokół premiera i prezydenta nie tylko ogniskują się węzły sieci,
                          ale - to nie mniej ważne - są oni zakładnikami środowisk, które z jednej strony
                          ich wyniosły, z drugiej od nich zależą. W tym może przede wszystkim grup ze
                          środowisk służb specjalnych.

                          • Gość: www.rp.pl 'Demokracja w sieci' - cz.2 IP: *.sprintserwis.pl 06.03.03, 08:08
                            'Demokracja w sieci' cz. 2

                            Siłę sieci tworzą jej główne węzły i zgromadzone tam zasoby. Wiele wskazuje na
                            to, że trzy główne węzły stanowią obecnie (sieć pulsuje) środowiska, które
                            ogniskują się wokół: 1) zasobów dawnych i obecnych służb specjalnych, głównie
                            wojskowych; 2) Urzędu Prezydenta RP oraz 3) elit SLD, które symbolizuje Leszek
                            Miller. Wszystkie te środowiska mają przełożenia na oligarchów prywatnego
                            biznesu. W sieci pewne role (zwłaszcza po 1997 roku) grają też - skooptowane -
                            środowiska postsolidarnościowe. Rywin przybył do Michnika, bo
                            środowisko "Wyborczej" było (już nie jest?) przez postkomunistyczne człony
                            sieci postrzegane jako nie zawsze wygodny, ale przecież już wbudowany w proces
                            podziału łupów fragment układu.

                            Sieć działa wedle kilku zasad, z których wyodrębnimy cztery: umoczenia,
                            kooptacji, gry na haki i podczepienia. To praktykowanie tych zasad odtwarza
                            sytuację, w której nikomu nie zależy.

                            Na czym one polegają?

                            1. Zasada umoczenia mówi, że na odpowiedzialne stanowiska nie awansuje się
                            osób, na które nie ma żadnych haków. Mogłyby bowiem w pewnym momencie urwać się
                            z uwięzi i na przykład zacząć konsekwentnie działać na rzecz praworządności.
                            Stąd m.in. walka wokół lustracji - bo haki upublicznione tracą moc.


                            2. Zasadę kooptacji - nie tylko nowych elit do starych i z powrotem - wyraża
                            zalecenie: podziel się z kim trzeba, smaczniej będziesz spał. Zasada ta
                            świetnie sprawdza się w licznych agencjach i funduszach, blokując reformę
                            finansów publicznych.


                            3. Gdy umoczeni są we wszystkich bodaj ugrupowaniach (to m.in. dziedzictwo
                            agentury SB w "Solidarności") i układach biznesowych, rozwija się gra na haki.
                            My nie ruszamy waszych skandalistów, wy naszych. O iluż to aferach z okresu
                            rządów AWS - UW pisano; a teraz koalicja rządząca dysponująca parlamentem,
                            prokuraturą, policją i służbami słabo ściga winowajców. Mamy w Polsce swoisty
                            odpowiednik międzynarodowej doktryny odstraszania jądrowego zwanej MAD
                            (Mutually Assured Destruction - wzajemnie zagwarantowane zniszczenie). Uważa
                            się, iż doktryna ta zapobiegła zamianie wojny zimnej w gorącą. U nas też
                            zapobiega - przede wszystkim praworządności, nie tylko wywlekaniu brudów.


                            4. Zasada podczepienia sprzyja bezkarności. Gdy odpryski jakiejś afery wychodzą
                            na jaw, przeciw nadmiernej dociekliwości przywołuje się argumenty najcięższego
                            kalibru: interes służb (utożsamiany z interesem kraju), ochrona aktywów, racja
                            stanu, opinia Polski w świecie, autorytet urzędu prezydenta, premiera, Sejmu
                            (niepotrzebne skreślić). Takie racje "wyższe" trafiają do wrażliwości jeszcze
                            niezdemoralizowanych dziennikarzy, policjantów, prokuratorów, sędziów etc. Gdy
                            trafiają z oporami, wsparte zostają magią pieniędzy.


                            Zgodnie z zasadą podczepienia skonstruowano operację FOZZ - modelową aferę
                            transformacji. Zapewne w taki sposób obmyślono działania KGHM w Afryce, aferę
                            mielecką, InterAmsu, część bankowych i wiele innych. Tak działają niektóre
                            wielkie agencje. Pod tym kątem radzę obserwować losy offsetu lotniczego.

                            Zasady te tworzą antyrozwojową sieć interesów. Sieci tej nie można rozerwać
                            środkami normalnymi, dostępnymi w ramach zinstytucjonalizowanych, oferowanych
                            przez aktualny system prawny praktyk działania.

                            Żadna ustawa o konflikcie interesów, żaden antykorupcyjny program Fundacji
                            Batorego, żadne prawo o finansowaniu partii lub o lobbingu nie pomogą. Żadne
                            kampanie czystych rąk. Żaden gabinet fachowców. Nie pomoże nawet radykalne
                            dofinansowanie policji i wymiaru sprawiedliwości. Pora rozstać się z III
                            Rzecząpospolitą i przystąpić do budowy IV.

                            Autor jest profesorem i dyrektorem Instytutu Socjologii UMK. Najważniejsze
                            publikacje: 'W uścisku tajnych służb: upadek komunizmu i układ
                            postnomenklaturowy' (1993), 'Przemoc i poznanie: studium z nieklasycznej
                            socjologii wiedzy' (1995), 'Privatizing the Police-State: The Case of Poland'
                            (2000, wraz z Marią Łoś), 'Utracona dynamika? O niedojrzałości polskiej
                            demokracji' (2002, współred. z Edmundem Mokrzyckim i Andrzejem Rychardem).
                            Mieszka w Toruniu
                            • Gość: MOr MICHTRIX IP: *.sprintserwis.pl 06.03.03, 08:19
                              MICHTRIX
                              Kiedy pierwszy raz w 1993 roku w III RP w wyborach parlamentarnych wygrali
                              postkomuniści, wszyscy byli przekonani, że to tylko 'przypadek', 'dziecięca
                              choroba' demokracji', 'chwilowa przekora społeczeństwa zmęczonego
                              transformacją'. Zwycięstwo Kwaśniewskiego z Wałęsą też było tylko
                              niezręcznym 'wypadkiem przy pracy', bo 'tylko z aroganckim Wałęsą mógł wygrać
                              postkomunista'.
                              W 2000 roku w Polsce, doświadczonej pół wiekiem komunizmu, w wolnych,
                              demokratycznych wyborach zwycięża ponownie Kwaśniewski, postkomunista wywodzący
                              się z PZPR-oskiego establishmentu. Ale tym razem już nie z konfliktowym Wałęsą
                              czy peletonem skłóconych 'prawicowców'. Nie, Krzaklewski, lider
                              NSZZ 'Solidarności' i AWS-u - konfederacji urupowań wywodzących się
                              z 'Solidarności' lat 80-dziesiątych - zajmuje miejsce w tych wyborach dalekie
                              trzecie miejsce, po byłym komuniście Kwaśniewskim, a co gorsza, także po
                              konfidencie komunistycznych tajnych służb specjalnych Olechowskim. Co się
                              stało?
                              I czy aby na pewno wybory wygrał Kwaśniewski?
                              A kim jest Kwaśniewski?

                              Kwaśniewski to gruby kłamczuch-alkocholik, typowy PZPR-owski aparatczyk o
                              nalanej twarzy ze średnim wykształceniem. Czy aby na pewno?
                              Większości Polakom Kwaśniewski jawi się jako przystojny, wykształcony, pełny
                              klasy i czaru prawdomówny mąż stanu. Wykazują to zarówno badania opinii
                              publicznej, jak i wyniki ostatniego głosowania.
                              Więc jeśli nie wygrał Kwaśniewski, to kto w takim razie wygrał?

                              Uważam, że tak naprawdę ostatnie wybory wygrał MICHTRIX.
                              Ale co to takiego jest ten MICHTRIX?
                              W futurystycznym filmie 'MATRIX' umysłami ludzkimi rządzi wielki program
                              komputerowy nazywający się MATRIX (czyli macież, matryca). Pomimo, że
                              przedstawiona w filmie faktyczna egzystencja ludzi jest godna pożałowania -
                              zanurzeni w półpłynnej mazi służą maszynom przyszłości jako źródło energii - to
                              omamieni przez MATRIX'a śnią oni ciągle 'normalny' świat i traktują go za jak
                              najbardziej rzeczywisty.
                              W III PR AD. 2000 niepodzielnie rządzi MICHTRIX: rzeczywistość wirtualna,
                              medialno-religijna, skoncentrowana w większości mediów - począwszy od jednej z
                              głównych central w 'Gazecie Wyborczej', poprzez 'Politykę', media tzw.
                              publiczne - TVP i Polskie Radio, aż po (trzymając się terminologii
                              komputerowej) 'serwery peryferyjne' -'Tygodnik
                              Powszechny', 'Angorę', 'NIE', 'Trybunię', a także prasę kobiecą i młodzieżową.
                              MICHTRIX to nie tylko konkretni ludzie, instytucje medialne, środowiska i
                              partie polityczne - to także specyficzny stan umysłu - na wpół hipnoza, na wpół
                              religijny trans, gdzie logika i racjonalne łączenie elementarnych faktów
                              przyjmowane są z pełnym przerażenia spojrzeniem -'Oszołom!'.

                              MICHTRIX może _wszystko_.
                              Trudno ustalić, czy MICHTRIX to tylko złożony program multimedialny, czy raczej
                              szczególnie złośliwy mega-wirus. Jednak wyjątkowa potrzeba MICHTRIX'a
                              niszczenia wszelkich nie będących pod jego wpływem ośrodków niezależnego
                              myślenia wskazuje na to drugie.
                              Tezę, że MICHTRIX to tylko wielki wirus, potwierdzić może także fakt, że
                              MICHTRIX ochrania za wszelką cenę wszystkich 'swoich', często kosztem samej
                              tkanki społecznej i interesowi publicznemu.
                              'Swój' (czyli MICHTRIX'a) prezydent Warszawy - Święcicki czy Piskorski -zawsze
                              będzie przedstawiany przez MICHTRIX'a jako 8-my cud świata, mimo, że stolica
                              jest najniebezpieczniejszym miastem Polski, brudnym i fatalnie zarządzanym.
                              Natomiast 'pozasystemowi' (bo AWS-owscy) wojewodowie Kempski czy Pietkiewicz,
                              wprowadzający np. tzw. telefon obywatelski - znany i od wielu lat stosowany na
                              Zachodzie skuteczny sposób na walkę z urzędniczą korupcją i nadużyciami - to
                              dla MICHTRIX'a (i wswzystkich będących pod jego wpływem) oczywiście 'faszyści
                              stosujący bolszewickie metody'.
                              Dlatego jeśli ktoś napada w centrum Warszawy na redaktor Olejnik i kradnie jej
                              torebkę, to za oczywiste uważa ona natychmiastowe wezwanie do siebie na dywanik
                              przed TVN-owskie kamery kogoś z AWS-u, by wykrzyczeć swoje oburzenie, 'jak AWS
                              mógł do czegoś takiego doprowadzić?!' Nigdy, powtarzam, nigdy natomiast nie
                              przyjdzie do głowy pani Olejnik, by taką samą awanturę zrobić publicznie np.
                              burmistrzowi Warszawy Piskorskiemu z UW. 'Piskorski? Przecież on jest taki
                              młody, dynamiczny, robi świetną robotę dla naszej stolicy. Wszystkiemu winni są
                              oni - prawicowe oszołomy z AWS.' Cokolwiek jest coś źle, dla MICHTRIX'a winna
                              jest _zawsze_ 'prawica'.

                              MICHTRIX może _wszystko_.
                              MICHTRIX tworzy 'Wirtualną III RP' - kraj pozornego dostatku i szczęśliwości,
                              gdzie jedynym zagrożeniem nie są mafie, układy i postkomunistyczne sitwy
                              partyjno-ubeckie w bankowości, finansach, wielkich centralach handlowych,
                              spóldzielniach mieszkaniowych, mediach publicznych i prywatnych,
                              ale 'klerykalno-faszystowskie ugrupowania skrajnej prawicy' - AWS, ROP i
                              wszelkie inne wywodzące się z tradycji 'Solidarności', nie-MICHTRIX-
                              owe 'fundamentalistyczne ciemne siły'.
                              MICHTRIX może wygenerować każdą, chociażby najbardziej nieprawdopodobną
                              rzeczywistość wirtualną - komunistycznych kolaborantów i zdrajców Polski ukazać
                              jako 'pełnych zwątpień, rozterek i dylematów moralnych budowniczych lepszego
                              jutra', a autentycznych patriotów, od wielu lat walczących o demokrację i
                              wolność w Polsce, przedstawić jako 'ogarniętych nienawiścią i żądzą odwetu
                              klerykalnych dewotów'.

                              MICHTRIX może _wszystko_.
                              Balcerowicza - osobnika o aparycji furiata-szaleńca, liberalno-
                              monetarystycznego fundamentalisty, którego sztuka retoryczna sprowadza się do
                              mechanicznie klepanego sloganu "Moje pomysły są DOBRE, pomysły innych są ZŁE",
                              MICHTRIX ukazuje jako pełnego filozoficznych głębi samotnego rycerza wolnego
                              rynku.
                              Unię Wolności - zakompleksiona, skłócona partyjka agresywnych wobec wszelkiej
                              politycznej konkurencji frustratów - w MICHTRIX'ie to cichy klub subtelnych
                              intelektualistów-filozofów, zmagających się niewdzięcznym 'ciemnym
                              ludem', 'agersywną tłuszczą'.
                              SLD, czyli kontynuatorkę (po zmianie nazwy i niewielkim przypudrowaniu
                              brutalnej, bezwzgędnej bandyckiej gęby) PZPR-u - organizacji o charakterze
                              totalitarnym, przestępczym i kolaboracyjnym - dzisiaj siedlisko i
                              rozsadnik 'czerwonych kapitalistów', w których pierwsze skrzypce gra
                              partyjny 'beton' - Miller, Wiaderny, Oleksy i Urban - MICHTRIX prezentuje jako
                              wrażliwych społecznie socjaldemokratów.

                              MICHTRIX może _wszystko_.
                              MICHTRIX może, posługując się programem multimedialnym "PSY" wmówić,
                              że 'straszliwi dekomunizatorzy - lustratorzy' chcieli 'wysłać tysiące ludzi na
                              hak'. A prawda? Kogo obchodzi prawda? Prawda to 'oszołomstwo' i 'czepianie się
                              szczegółów'.
                              Antykomunizm, zapisany głęboko w najnowszej historii Polski, a także w
                              konstytucji III RP, MICHTRIX przedstawia zawsze jako 'zoologiczny'
                              i 'jaskiniowy'. Każdy, kto temu zaprzecza, to 'prymitywny faszystowsko-
                              bolszewicki oszołom'. W ogóle, każdy, kto myśli inaczej niż MICHTRIX i
                              pozostaje poza jego wpływem, to 'oszołom', 'faszysta', 'intrygant',
                              'religiant', 'fundamentalista' i 'antysemita'.

                              MICHTRIX może _wszystko_.
                              MICHTRIX może np. 'zniknąć' film 'Obywatel Poeta' o jednym z największych
                              polskich poetów naszych czasów, Księciu Poetów, Zbigniewie Herbercie, tylko
                              dlatego, że w filmie tym Herbert mówi krytycznie o Miłoszu i Michniku (zob.
                              www.pai.pl). MICHTRIX może 'zniknąć', a raczej 'zamilczeć na śmierć' fakt
                              pijaństwa Kwaśniewskiego na jednym z największych Polskich sanktuariów -
                              charkowskich grobach oficerów polskich zamordowanych przez Sowietów. A tych,
                              którzy będą ujawniać o tym prawdę - _dokumentalny_ film - MICHTRIX przedstawi
                              jako... kłamców i manipulatorów. Fakt, że telewizja publiczna i 'Gazeta
                              Wyborcza' świadomie przemilczały informacje o pijaństwie Kwaśniewskiego w
                              Charkowie, jest dla MICHTRIX'a całkowicie naturalny i normalny. Ale fakt, że
                              ktoś ośmielił się przedstawić pokazujący to film _dokumentalny_ (a nie np.
                              relację czy
                              • Gość: MOr MICHTRIX - cz. 2 IP: *.sprintserwis.pl 06.03.03, 08:20
                                MICHTRIX - cz. 2

                                MICHTRIX może _wszystko_.
                                MICHTRIX może np. 'zniknąć' film 'Obywatel Poeta' o jednym z największych
                                polskich poetów naszych czasów, Księciu Poetów, Zbigniewie Herbercie, tylko
                                dlatego, że w filmie tym Herbert mówi krytycznie o Miłoszu i Michniku (zob.
                                www.pai.pl). MICHTRIX może 'zniknąć', a raczej 'zamilczeć na śmierć' fakt
                                pijaństwa Kwaśniewskiego na jednym z największych Polskich sanktuariów -
                                charkowskich grobach oficerów polskich zamordowanych przez Sowietów. A tych,
                                którzy będą ujawniać o tym prawdę - _dokumentalny_ film - MICHTRIX przedstawi
                                jako... kłamców i manipulatorów. Fakt, że telewizja publiczna i 'Gazeta
                                Wyborcza' świadomie przemilczały informacje o pijaństwie Kwaśniewskiego w
                                Charkowie, jest dla MICHTRIX'a całkowicie naturalny i normalny. Ale fakt, że
                                ktoś ośmielił się przedstawić pokazujący to film _dokumentalny_ (a nie np.
                                relację czy inscenizację), jest dla MICHTRIX'a niewybaczalnym grzechem.
                                Dla MICHTRIX'a Herbert to 'nie-osoba', a Charków to 'nie-fakt'.

                                MICHTRIX może _wszystko_.
                                MICHTRIX może kazać zatupać, zakrzyczeć, zagadać i zaśmiać każdego, kto nie
                                jest z nim związany, kto stanowi nawet tylko potencjalne czy wyimaginowane
                                zagrożenie czy chociażby konkurencję.
                                W piątek - ostatni dzień kampanii prezydenckiej, MICHTRIX uruchomił
                                program 'kogucik - Gembarowski'. Krzaklewski zaproszony do studia TVP jako gość
                                został na oczach milionów telewidzów skutecznie zakrzyczany przez gospodarza
                                Piotra Gembarowskiego. Program 'kogucik - Gembarowski' oczywiście później
                                przepraszał, że 'miał zły dzień', ale zarazem ostatnia szansa Krzaklewskiego na
                                poprawę własnego wizerunku została skutecznie zablokowana. Podobne
                                programiki 'koguciki' uruchamiane są, gdy system wczesnego ostrzegania 'swój'
                                (SLD, UW, UP) - 'obcy' (AWS, ROP i w ogóle każdy 'nie-swój') wykryje
                                zbliżającego się 'obcego'. Programiki 'koguciki' mogą mieć różne nazwy -
                                Gembarowski, Olejnik, Kwiatkowski, ale wspólny jest zawsze ich sposób
                                działania - zadziobać, zakrzyczeć, nie dać dojść do słowa, wyśmiać. Zniszczyć.

                                MICHTRIX może _wszystko_.
                                Wbrew rozsiewanym masowo dedzinformacjom, MICHTRIX nie ma nic wspólnego z
                                jakąkolwiek 'prawicą' czy 'lewicą', 'postmodernizmem'
                                czy 'wartościami', 'postępem' czy 'konserwatyzmem'. Jest _poza_ i _ponad_
                                takimi określeniami. W zależności od potrzeb może korzystać zarówno z takich
                                słów jak 'patriotyzm' czy 'kosmopolityzm',
                                'wiara' czy 'racjonalizm', 'nowoczesność' czy 'tradycja'. Wszystko to są dla
                                MICHTRIXA jednynie _środki_ do jedynego celu - totalnej, całkowitej i
                                absolutnej WŁADZY. MICHTRIX będzie mówił o 'wolności' i 'tolerancji', by
                                bezwględnie zdominować, zniewolić lub nawet zniszczyć każdego, kto mu w tym
                                będzie próbował przeszkodzić. Użyje w tym celu wszelkich środków i metod -
                                kłamstw, cenzury, propagandy, dezimformacji, falszerstw i przeinaczeń.

                                MICHTRIX może _wszystko_.
                                MICHTRIX najbardziej pogardza tymi, którzy mu się oddają i ufają.
                                W nienawiści, ale i pełnym zawiści respekcie ma tych nielicznych, którzy go
                                widzą, takim, jaki MICHTRIX naprawdę jest - pełnym kompleksów i frustracji,
                                nienawidzącym świata, ale przede wszystkim siebie, absolutnym, doskonałym...
                                zerze. Iluzji, wielkiej, nadętej, bufoniastej, niepewnej siebie i dlatego
                                wściekle aroganckiej nicości, która jak monstrualny pasożyt musi żywić się
                                sokami innych - wartościami, moralnymi racjami, prawdziwymi, głębokimi
                                uczuciami, takimi jak miłość, współczucie, godność, poczucie dumy ze wspólnej
                                historii i tradycji, których to MICHTRIX sam nie mając, silnie łaknie i pożąda,
                                a które po pożarciu i przetrawianiu przemienia
                                w ich emocjonalnie płytkie parodie i karykatury - łzawe melodramaty, błache i
                                nieprawdziewe tragedie, sztuczne, nerwicowe miłostki i romansidła, emocjonalnie
                                rozedrgane akcje 'na rzecz' i 'przeciwko'.
                                I dlatego właśnie wszyscy 'bohaterowie' MICHTRIX'a są załgani i fałszywi - w
                                sobie, swojej nijakości, małości i bylejakości, a niekiedy i podłości; w swojej
                                młodości - gdy pisywali wiersze ku czci największych zbrodniaży XX wieku albo
                                pragnący przyłączenia Polski do ZSRR jako 17-tej republiki - historii, którą by
                                najchętniej 'znikneli', albo jeszcze chętniej przerobili o okres 'walki i
                                heroizmu', tak, by chociaż ich własne dzieci nie pogardzały nimi. MICHTRIX może
                                im naewt załatwić Nobla.

                                MICHTRIX może _wszystko_.
                                MICHTRIX działa miękko, oswaja i uzależnia. Używa kolorów, obrazów i ciepłych
                                słów. Dopiero kiedy już całkowicie uzależni i zmonopolizuje komunikacje ze
                                światem zewnętrznym, zacznie delikatnie modelować i prerabiać umysły na swoją
                                modłę.
                                Ale do tego MICHTRIX potrzebuje całkowitego monopolu na informacje. Dlatego
                                kolejno przemuje bądź niszczy niezależne od niego media.
                                MICHTRIX wcale nie musi czytać 'Polityki', 'Tygodnika Powszechnego',
                                'Trybuny', bo przecież doskonale wie, co tam znajdzie - MICHTRIX.
                                Natomiast wbrew pozorom i pomimo deklarowanej oficjalnie niechęci do 'oszołomów
                                i faszystów' MICHTRIX jest bardzio ciekawy, co myślą i piszą o
                                nim 'pozasysemowi', 'pozaukładowi', normalni ludzie.
                                Dlatego MICHTRIX zaczyna dzień od dokładnej lektury 'Życia', 'Nowego
                                Państwa', 'Gazety Polskiej', 'Arcan', 'Czasu Kultury', uważnego słuchania
                                Radia 'Plus', i z niepokojem oczekuje pojawienia się 'Telewizji Familijnej'.
                                Nie dlatego, że są 'prawicowe' - MICHTRIX sam najlepiej wie, że słowo 'prawica'
                                nie oznacza nic i jest tylko kolejną udanie podrzuconą dezinformacją, zasłoną
                                skutecznie zamazującą i zaciemniającą rzeczywistość - MICHTRIX po prostu wie,
                                że w tych kilku ocalałych enklawach, nad którymi nie zdołał jeszcze rozciągnąć
                                swojej całkowitej kontroli, czai się to, co jest dla niego najstraszniejszym
                                zagrożeniem - prawda, zdrowy rozsądek, uczciwość.

                                MICHTRIX nas obserwuje. Popatrzmy i my na niego.
                                • Gość: MOr Re: MICHTRIX IP: *.sprintserwis.pl 06.03.03, 08:24
                                  Powyższy txt. 'MICHTRIX', który ma juz ładnych parę lat - stworzony został po
                                  ostatnich wyborach prezydenckich - i który przez b. długo był jednym z
                                  ważnieszych tematów na ŚP .Forum 'Nowego Państwa', zamieszczam dla objaśnienia
                                  pojęcia 'MICHTRIX', używanego przeze mnie oraz znaczne grono internetowych
                                  wyjadaczy. Pozdrawiam serdecznie!
                                  • Gość: www.rp.pl Miller, Kwach, Kurczuk - wszyscy wiedzieli! IP: *.sprintserwis.pl 07.03.03, 07:30
                                    'Rzeczpospolita' - 07.03.03
                                    Zaskakujące zeznania redaktora naczelnego "Nie" przed komisją śledczą badającą
                                    aferę Rywina - 'Jerzy Urban obciąża premiera i jego ekipę' -

                                    Już w sierpniu Jerzy Urban namawiał premiera Millera, by ten ujawnił aferę
                                    Rywina. Jednak Miller odmówił twierdząc, że koszty polityczne będą zbyt
                                    wielkie. O sprawie Rywina latem zeszłego roku Urban rozmawiał z całą czołówką
                                    lewicy, również z prezydentem Kwaśniewskim.
                                    Podczas czwartkowych zeznań Jerzego Urbana okazało się, że naczelny "Nie" już
                                    latem zeszłego roku był jedną z najlepiej poinformowanych osób o kulisach
                                    afery. Szczegóły przedstawił mu Adam Michnik dzień po nagraniu rozmowy z
                                    Rywinem. Michnik i Urban mówili o tym podczas "pijanej nocy" 23 lipca.
                                    24 lipca do Urbana przyszedł główny bohater afery. Rywin był załamany, pytał,
                                    co ma robić? Urban radził, żeby napisał list z wyjaśnieniami do premiera,
                                    którego nazwiskiem posłużył się idąc do Agory. Rywin nie podchwycił pomysłu.
                                    Chciał za to, żeby Urban poszedł do Michnika prosić go, by sprawa nie ujrzała
                                    światła dziennego. - Rywin mówił, że gotów jest paść na kolana przed
                                    Michnikiem - relacjonował redaktor, który wymigał się od pośredniczenia w tej
                                    sprawie.
                                    Tydzień po tej rozmowie Urban opublikował głośny felieton, w którym wezwał
                                    premiera Millera do ujawnienia afery korupcyjnej w szeregach SLD. Posłowie
                                    pytali, czy chodziło o aferę Rywina? Naczelny "Nie" przekonywał, że nie pisał o
                                    konkretnej aferze, ale o pewnym pomyśle politycznym na uwiarygodnienie lewicy w
                                    walce z korupcją.
                                    Tekst wstrząsnął czołówką SLD. Do Urbana zaczęli się zgłaszać "przestraszeni"
                                    liderzy Sojuszu. Sondowali, czy Urban wytropił jakąś aferę na lewicy. Redaktor
                                    zapewniał ich, że tygodnik "nie trzyma nieczego za pazuchą". W rozmowach z
                                    liderami SLD powracała również sprawa Rywina.
                                    - Kto przychodził? - pytał Jan Rokita (PO).
                                    Naczelny "Nie" wymienił Marka Wagnera, szefa Kancelarii Premiera, Krzysztofa
                                    Janika, ministra spraw wewnętrznych i administracji, marszałka Sejmu Marka
                                    Borowskiego, posła Józefa Oleksego, szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego
                                    Andrzeja Barcikowskiego, byłego ministra skarbu Wiesława Kaczmarka. Urban
                                    poruszał tę sprawę również w szefem MON Jerzym Szmajdzińskim. - Nigdy wcześniej
                                    tylu ministrów mnie nie odwiedziło - żartował.
                                    20 sierpnia naczelny "Nie" rozmawiał o tej historii z Aleksandrem Kwaśniewskim,
                                    którego odwiedził w Pałacu.
                                    - Wątek był incydentalny. Prezydent pytał, co myślę o zachowaniu Rywina, który
                                    nie wygląda przecież na wariata - mówił Urban.
                                    Jeszcze przed spotkaniem z prezydentem Kwaśniewskim naczelny "Nie" poszedł do
                                    premiera Millera na rozmowę o korupcji. 12 sierpnia wygłosił Millerowi "50-
                                    minutowy wykład", w którym wyliczał "aferalne historie". Mówił m.in. o
                                    podejrzanym pobiciu w więzieniu b. szefa PZU Życie Grzegorza Wieczerzaka, o
                                    zadziwiających interesach oficerów Wojskowych Służb Informacyjnych.
                                    Namawiał też premiera do ujawnienia sprawy Rywina. Tłumaczył szefowi rządu, że
                                    to leży w jego interesie. Podpowiadał, żeby Miller "oburzył się publicznie"
                                    i "pokazał, że korupcja nie przejdzie". Premiera ta argumentacja nie
                                    przekonała. Miał mówić Urbanowi, że ludzie opacznie zrozumieją taką wiadomość,
                                    pomyślą, że coś jednak musiało być na rzeczy. Dodał, że "koszty polityczne mogą
                                    być większe niż pożytek". Urban przyznał wczoraj, że ta argumentacja Millera go
                                    nie przekonała. Wyraził jednak pewność, że premier nie jest w tę aferę
                                    zamieszany. Kto w takim razie posłał Rywina? Z rozmów z Rywinem Urban odniósł
                                    wrażenie, że producent jest pewny, iż ze strony premiera nie grozi mu żadne
                                    niebezpieczeństwo.
                                    - Bardziej niż Millera bał się Michnika - stwierdzał i przyznał, że był
                                    zachowaniem Rywina zdziwiony. Urban postawił wczoraj hipotezę, że Rywina mogły
                                    łączyć interesy z ludźmi, którzy są w otoczeniu Leszka Millera. Nie przedstawił
                                    jednak konkretów.
                                    Miesiąc przed publikacją tekstu w "Gazecie Wyborczej" Rywin pojawił się u
                                    Urbana jeszcze raz. Naczelny "Nie" z tej rozmowy zapamiętał jedno ważne zdanie
                                    wypowiedziane przez Rywina: "Ja Millera pierwszy nie zaatakuję". Urban
                                    przyznał, że mogła to być forma szantażu, próby zastraszenia premiera Millera i
                                    jego otoczenia. - Premier powie wszystko, co wie o tej aferze przed komisją.
                                    Wówczas będzie się mógł odnieść także do tego, co mówił Jerzy Urban - tak na
                                    wystąpienie naczelnego "Nie" zareagował rzecznik rządu Michał Tober.
                                    Zeznania Urbana postawiły w niezręcznej sytuacji również ministra
                                    sprawiedliwości Grzegorza Kurczuka. Naczelny "Nie" powiedział, że 17 grudnia
                                    rozmawiał z Kurczukiem o sprawie Rywina. Pytał go m.in., jak prawnie
                                    zakwalifikować postępowanie Rywina. Z odpowiedzi Urbana wynikało, że Kurczuk
                                    był dobrze zorientowany w szczegółach. Na tę wypowiedź zareagował poseł Rokita
                                    cytując fragment oświadczenia z 30 grudnia. Minister sprawiedliwości stwierdził
                                    w nim, że do momentu publikacji tekstu w "Gazecie", czyli do 27 grudnia jego
                                    wiedza o aferze opierała się jedynie na notce z kabaretowej rubryki we "Wprost".
                                    • Gość: www.rp.pl Miller, Kwach, Kurczuk - wszyscy wiedzieli! - cz.2 IP: *.sprintserwis.pl 07.03.03, 07:44
                                      'Rzeczpospolita' (07.03.03):
                                      ROKITA: Pan w styczniu napisał, że Rywin wierzył, iż sprawa zamknie się w
                                      wąskim kręgu, gdyż 22 lipca obiecano mu, że nie ujrzy światła dziennego. Skąd
                                      pan to wie? Kto obiecał?
                                      URBAN: Sądzę, że tak zrozumiałem konkluzję konfrontacji u premiera.
                                      ROKITA: Kto panu taką konkluzję przedstawiał?
                                      URBAN: Źródłem mógł być Michnik, ale lękam się, że taką opinię wyraziłem bez
                                      właściwych podstaw. Trudno mi dziś sobie przypomnieć, co pijanej nocy z 23 na
                                      24 lipca, bo w takich okolicznościach rozmowa z Michnikiem się odbywała, on
                                      opowiadał o tej konfrontacji.
                                      /.../
                                      ROKITA: Czy byłby pan łaskaw wymienić członków ekipy szerszej niż rządowa,
                                      którzy byli u pana z pytaniem o kwestie pańskich zamiarów publikowania tej
                                      afery?
                                      URBAN: U mnie nikt spoza rządu nie był. Analogiczną rozmowę przeprowadzał ze
                                      mną marszałek Borowski, poprosiłem o przyjęcie mnie przez prezydenta
                                      Kwaśniewskiego i jemu też wyrażałem niepokoje oparte o różne publikacje w "Nie".
                                      ROKITA: Pan marszałek Borowski, pan prezydent Kwaśniewski, mówił pan o rozmowie
                                      z ministrem Janikiem...
                                      URBAN: To jest ekipa rządowa...
                                      ROKITA: Kto jeszcze...? Dla ułatwienia podam, że w gazecie podał pan liczbę
                                      dziewięciu takich wizyt.
                                      URBAN: Nie jestem pewien, czy z każdą z tych osób mówiłem o sprawie Rywina.
                                      Rozmawiałem z ministrem Kaczmarkiem, był u mnie minister Wagner, minister
                                      Janik, był premier Oleksy, odwiedził mnie minister Kurczuk, odwiedził mnie
                                      minister Szmajdziński. Rozmowa już była o ministrze Barcikowskim.
                                      /.../
                                      ROKITA: Chciałbym spytać o ewentualny wątek afery Rywina w pańskiej rozmowie z
                                      prezydentem Rzeczypospolitej.
                                      URBAN: To był wątek, który nazwałbym psychologicznym. Prezydent mnie pytał, co
                                      ja o tym myślę, skoro znam Rywina. Przecież on nie jest mitoman, wariat,
                                      człowiek niezrównoważony. Ja byłem bezradny w objaśnianiu psychologicznego
                                      podłoża tego zdarzenia. (...)
                                      ROKITA: Na tej swojej cennej kartce ma pan redaktor zapewne datę tej rozmowy z
                                      prezydentem Rzeczypospolitej?
                                      URBAN: 20 sierpnia. (...)
                                      • Gość: MOr Konkursik IP: 193.0.117.* 07.03.03, 10:29
                                        Mały konkursik - kto znajdzie w dzisiejszym papierowym wydaniu 'Wybiórczej'
                                        fragment o 'pijanej nocy' Michnika z Urbanem 23 lipca?
                                        Jak widać kiedy coś 'Wybiórczej' i Agorze nie pasi, to zaraz znika...
                                        Zwykła cenzura jak za komuny.
                                        Pozdrowienia
                                        • Gość: PABLO wszystkie nici prowadzą do Millera IP: *.kamir.com.pl 07.03.03, 12:01
                                          No cóż wszystkie nici wiodą do Millera - to jest
                                          jednoznaczny wniosek, który należy wyciągnąć. Urban jako
                                          starteg lewicy już dawno to zrozumiał (wiedział) dlatego
                                          niegłupio radził Millerowi ujawnienie afery. Ale Miller z
                                          arogancji, głupoty czy też starchu przed ujawniem swej
                                          roli postanowił tuszować sprawę jak długo się da. Dziś a
                                          właściwie wczoraj Urban postanowił wziąć sprawy lewicy we
                                          własne ręce i nie czekać na dalsze błędy Leszka. Ujawnił
                                          szczerze tyle ile mógł dalej zapewniając iż Miller
                                          niewinny. Urban jednak już niedwuznacznie sugeruje, że
                                          nici wiodą wysoko. Innymi słowy Urban słusznie przeczuwa
                                          iż aby cała sprawa nie zakończyła sie dla lewicy
                                          kompletną klapą muszą spaść głowy wysoko w otoczeniu
                                          premiera. Innych kozłów ofiarnych opinia nie przełknie i
                                          Urban postanowił swoimi zeznaniami zmusić Millera do
                                          zagrania tak jak on chce i uważa za słuszne.
                                          Tymczasem Miller nie może nawet doprowadzić do skazania
                                          Rywina gdyż obiecał mu bezkarność jeśli ten tylko będzie
                                          milczał. Rywin wywiązał się z zadania bez zarzutu ("w
                                          odpowiedzi na pytanie odmawiam udzielenia odpowiedzi").
                                          Jednak w sytuacji w jakiej Millera postawił swoimi
                                          zeznaniami Urban Miller nie może juz dotrzymać układu z
                                          Rywinem. Z obawy aby Rywin go nie wsypał będzie musiał
                                          zlikwidować Rywina. W ostatnim NCZ Korwin radzi Rywinowi
                                          aby we własnym interesie zaczął mowić. Wynajęcie
                                          zawodowego zabójcy to podobno ok. 100000 USD a co to jest
                                          gdy w gre wchodza takie stanowiska i takie interesy?
                                          Na co stawiacie wypadek samochodowy a la Pańko? Atak
                                          serca? Rywin juz długo nie pociągnie no chyba że szybko
                                          zacznie mówić.
                                          • Gość: Tyg. Solidarność http://www.tygodniksolidarnosc.com/2003/11/1d_swia IP: 193.0.117.* 11.03.03, 16:29
                                            'Tygodnik Solidarność' -
                                            'Świadek premiera' - Jan Pietrzak -
                                            Jak wiadomo, Polskę doby obecnej dręczy zjawisko zwane górką świńską. Górka
                                            owa doskwiera głównie producentom wieprzowiny, ale nie tylko, ale nie
                                            wyłącznie... Z tego powodu i jeszcze z paru innych, przed sejmową komisją
                                            śledczą zeznawal redaktor tygodnika trzody chlewnej. Wyglądał adekwatnie.
                                            Przepraszam, że wspominam tę postać na tych łamach. W kręgach Solidarności nie
                                            wypada mówić o tym osobniku. Nie wypada do tego stopnia, że przez lata całe
                                            nikt nie chcial zauważyć, ile zła czyni jego brukowe pismo. Było w wygodnej
                                            sytuacji. Mogło mieszać z błotem, opluwać, judzić, kłamać, insynuować bez
                                            żadnych konsekwencji. Specjalnością redakcji jest krzewienie nienawiści w
                                            wulgarnej formie.
                                            Nienawiść dotyczy wszystkiego co dobre dla Polski i drogie Polakom. Źródłem
                                            jej jest głęboka miłość redaktora naczelnego do Peerelu, do siebie i do swojej
                                            pozycji w Peerelu. Jak wiadomo, był wtedy kimś w rodzaju Goebbelsa, czym do
                                            dzisiaj się szczyci i chlubi. W nowej rzeczywistości pismo stało się oparciem
                                            dla przegranych właścicieli Peerelu, sowieckich funkcjonariuszy i dwóch
                                            milionów ubeckich donosicieli. Pomogło pozbierać sie całej masie sierot po
                                            Jaruzelskim, Gierku i poprzednikach. Kibicowało powstawaniu SdRP, następnie
                                            SLD. Szkalując i znieważając Solidarność, odegrało ważną rolę w konsolidacji
                                            byłych komuchów. Chamska agresja zamiast argumentów, obelgi zamiast dyskusji.
                                            To się podobało, znajdowało uznanie w gronie towarzyszy. Demonstracyjnie
                                            rozkładali kolumny z rysunkami genitaliów w ławach sejmowych. Naczelny redaktor
                                            stał się głównym autorytetem moralnym lewicy. Można powiedzieć: jaka moralność -
                                            taki autorytet.
                                            Wydarzenie znane jako afera Rywina doprowadziło ów autorytet przed oblicze
                                            komisji badającej sprawę. Nie ukrywał satysfakcji, opowiadając, jak prezydent,
                                            premier i ministrowie prosili go na rozmowy, jak pytali o radę, szukali otuchy
                                            w tej bolesnej chwili, przy okazji sondując, czy nie planuje ujawnienia innych
                                            afer, dotykających ich osobiście. Grupa trzymająca władzę, kontroluje się
                                            wzajemnie za pomocą tzw. haków w życiorysie. Kto najwięcej wie o świństwach
                                            towarzystwa, jest tego towarzystwa ozdobą. Ciekawostka polega na tym, że
                                            zeznania świadka wyraźnie obciążają premiera i jego ministrów. Wniosek? Ktoś
                                            postanowił zmienić ten rząd. Towarzyszu Miller, po czym poznajemy prawdziwego
                                            mężczyznę? Po tym jak kończy...
                                            Jan Pietrzak
                                            • Gość: MOr Re: http://www.tygodniksolidarnosc.com/2003/11/1d IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.03, 18:40
                                              Cała nadzieja w tym, że - pomimo, powiedzmy sobie szczerze, takiej sobie
                                              postawy Rokity i Ziobra - cała materia w rękach się rozłazi. Gdzie nie
                                              przycisnąć - Urbana czy Brauna - to śmierdzące g... na wierzch wyłazi
                                              (przepraszam serdecznie wszystkich forumowiczów, ale to jednak dość dobre
                                              określenie sprawy). Do tego dochodzą różne gry i gierki czerwonych między sobą,
                                              Kalisz się wymiksował z komisji, a PSL został wymiksowany z rządu, tak więc mam
                                              nadzieję, że dalsze b. ciekawe fakty i wydarzenia przed nami. Bo jak na razie,
                                              to tylko dzięki 2 ostatnim przesłuchaniom wiemy już, że: cała wierchuszka SLD,
                                              z Kwasem włacznie wiedziała praktycznie od samego początku o całej 'sprawie
                                              Rywina' (Urban); a KRRiTV po prostu śmierdzi matactwami i przekrętami (Braun).
                                              A tymczasem rząd powoli się sypie - zob. dzisiejszy apel PiS, PO i LPR o
                                              ustąpienie Millera
                                              Tak więc czekamy na dalsze ;) Pozdrawiam!
                                              • Gość: Cosmo Re: http://www.tygodniksolidarnosc.com/2003/11/1d IP: 193.0.117.* 14.03.03, 18:23
                                                Cała dyskusja o 'źle pomyślanych instytucjach' (np. KRRiTV) przypomina trochę
                                                sytuację, w której syn wielkiego i wpływowego mafioza ukradł komuś samochód, po
                                                czym go rozwalił. Teraz wszyscy chodzą dookoła rozbitego wraku i stwierdzają,
                                                że: 1. droga była oblodzona; 2. hamulce były słabe; 3. źle oznakowano drogę; 4.
                                                był zmierzch i przez to słaba widoczność. I niby wszystko to może i prawda,
                                                tyle, że pijany synalek, główny autor całego zamieszania stoi obok z pijacką
                                                czkawką i nabija się z policji - a przecież on to właśnie jest GŁÓWNYM
                                                winowajcą. W cywilizowanym kraju, typu Brytania czy USA nawet ze źle
                                                skonstruaowaną Krajową Radą RiTV wszystko by funkcjonowało, bo ludzie są tam
                                                dość odpowiedzialni i mają w krwi demokrację oraz inne wartości typu zdrowy
                                                rozsądek. Tymczasem u nas pozostała na scenie partia postkomunistyczna SLD -
                                                posttotalitarna, zamordystyczna, dla której czymś CAŁKOWICIE naturalnym jest
                                                branie CAŁOŚCI (władzy, wpływów, kasy, itp.), a co więcej, jakiekolwiek
                                                dzielenie się władzą nad Co, naturalne w demokracji, doprowadza SLD do
                                                wściekłości i furii - zob. np. wkurwicę Millera i towarzyszy, którzy ZMUSZENI
                                                BYLI dzielić się 'ich' władzą z 'jakimś tam' PSL. I tak właśnie kończy się
                                                tolerowanie na scenie partii totalitarnych, zakazane zresztą przez ART. 13
                                                Konstytucji RP. I żeby wszystko było jasne - Michnik z UW byli i nadal są z
                                                siebie b. zadowoleni, że od 89 roku konsekwentnie bronią postkomunistów. No to
                                                kurwa mają swoich 'europejskich socjaldemokratów' w akcji - tylko tym razem
                                                przeciwko sobie. I dobrze im tak!
                                                • Gość: www.rp.pl 'Rzeczpospolita' IP: 193.0.117.* 14.03.03, 20:10
                                                  Demoskop: spada poparcie dla SLD-UP i Samoobronie
                                                  Gdyby wybory odbywały się w marcu, koalicja SLD-UP otrzymałaby 34 proc. głosów
                                                  (o 2 pkt proc. mniej niż w lutym) a Prawo i Sprawiedliwość 19 proc. (o 2 pkt
                                                  proc. więcej) - wynika z ostatniego sondażu Ipsos-Demoskop, którego wyniki
                                                  podaje PAP. Największy - według Demoskopu - spadek zanotowała Samoobrona. W
                                                  marcu głosowałoby na nią 11 proc. wyborców, podczas gdy w lutym było to 16
                                                  proc. 11 proc. poparcia zanotowało w marcu także PSL; to 3-proc. wzrost w
                                                  stosunku do lutego. Liga Polskich Rodzin uzyskała - podobnie jak w lutym - 8
                                                  proc. Tyle samo głosów otrzymałaby Platforma Obywatelska - jest to o jeden pkt
                                                  proc. więcej niż w lutym. O jeden punkt proc. w stosunku do lutego wzrosło też
                                                  poparcie dla Unii Wolności, które wynosi 6 proc.
                                                  Sondaż przeprowadzono w dniach 6-10 marca na ogólnopolskiej, reprezentatywnej,
                                                  losowo-kwotowej próbie 958 dorosłych osób. (PAP ;)

                                                  • Gość: GP www.gazetapolska.pl IP: 193.0.117.* 17.03.03, 18:25
                                                    'Gazeta Polska' - 12 marca 2003 r. Nr 10 (504)

                                                    'Wiedza o ludziach' - Jacek Łęski -

                                                    Jeden z moich dobrych znajomych, Piotr Skwieciński, został w połowie lat 90.
                                                    wiceszefem "Wiadomości". Jakieś trzy, cztery miesiące po nominacji spotkaliśmy
                                                    się na tzw. rondzie, czyli dziwacznym korytarzu przy ówczesnej
                                                    redakcji "Wiadomości". Zapytałem Piotra, czy w ciągu tych paru miesięcy
                                                    zorientował się trochę w tajnikach technologii telewizyjnej: montaż, zdjęcia,
                                                    system komputerowy itp. Była to wówczas wiedza dla dziennikarzy spoza
                                                    telewizyjnego towarzystwa w zasadzie niedostępna i z tego powodu cenna i
                                                    poszukiwana. - Nie miałem za bardzo czasu na to, by się zajmować technologią -
                                                    odparł Skwieciński - ale o ludziach dowiedziałem się więcej niż przez ostatnich
                                                    parę lat życia - wyznał z miną śmiertelnie poważną i zafrasowaną. Przypomniałem
                                                    sobie tę rozmowę w ostatnim tygodniu, oglądając relacje z prac komisji śledczej
                                                    w sprawie Rywina i czytając jej gazetowe odgłosy. Sytuacja jest podobna.
                                                    Merytorycznie rzecz ujmując, publiczność nie dowiaduje się wiele więcej na
                                                    temat głównego pytania wiszącego w powietrzu od czasu wybuchu całej afery,
                                                    czyli pytania o to, kto i czy w ogóle stał za przestępczą propozycją Rywina.
                                                    Być może nie dowiemy się tego nigdy. Jednak wiedza o ludziach kierujących całym
                                                    polityczno-medialnym interesem, jaka w czasie ostatnich tygodni stała się
                                                    własnością publiczną, jest nie do przecenienia.
                                                    Każdy mógł sobie sam obejrzeć prezesa Kwiatkowskiego i jego szlachetne oblicze
                                                    w czasie, gdy przekonywał, że o całej aferze dowiedział się z gazety. Każdy
                                                    mógł zapoznać się osobiście z tokiem rozumowania szefa klubu SLD Jerzego
                                                    Jaskierni, który przekonywał, że, sugerując udział prezydenta w skonstruowaniu
                                                    afery, miał tak naprawdę na myśli jedynie knucie ludzi z otoczenia prezydenta
                                                    przeciwko swej osobie i klubowi SLD.
                                                    Szef radia RMF FM powiedział publicznie "KRRiTV ma dziesięciu członków i nie ma
                                                    przewodniczącego. Na jej czele stoi facet, który nie ma jaj. Przecież Braun to
                                                    człowiek małego kalibru. Właśnie dlatego Włodzimierz Czarzasty może sobie
                                                    dowolnie harcować. Powinien [Braun - przyp. JŁ] dostać medal za zasługi od
                                                    premiera Millera". Jeśli ktoś chciałby sprawdzić, czy ta opinia nie jest
                                                    czasami krzywdząca dla przewodniczącego Juliusza Brauna, to mógł sobie obejrzeć
                                                    jego zeznania przed komisją sejmową, posłuchać, jakie dziwne przypadki dzieją
                                                    się w kierowanej przez niego instytucji i samemu wyciągnąć wnioski.
                                                    Nową wiedzę o ludziach przynosi też intrygująca wypowiedź Adama Michnika
                                                    inspirowana zeznaniami w komisji śledczej Jerzego Urbana. Poseł SLD Bogdan
                                                    Lewandowski pytał Jerzego Urbana o charakter jego znajomości z Adamem
                                                    Michnikiem, m.in. o to, jak często panowie się spotykają i kiedy spotkali się
                                                    ostatni raz. Jerzy Urban zeznał, że ostatnie spotkanie miało miejsce między
                                                    pierwszym a drugim dniem przesłuchań Urbana w sejmie. Panowie spotkali się na
                                                    kolacji w domu szefa "Nie". Rozmawiali o pracach komisji śledczej. Z pytania
                                                    posła Lewandowskiego Adam Michnik wywnioskował, że skoro ktoś Urbana pytał o
                                                    spotkania z Michnikiem, to wiedział, o co pyta, a skoro wiedział, to powstaje
                                                    pytanie, skąd wiedział? Michnik sugeruje, że najprawdopodobniej z podsłuchu
                                                    telefonu Leszka Millera, który, traf chciał, zadzwonił na komórkę Michnika w
                                                    czasie, kiedy ten bawił u Urbana. Premier zadzwonił, by pochwalić redaktora za
                                                    tekst w gazecie, który akurat wyjątkowo spasował rządowi.
                                                    Hipoteza Michnika, że posłowie SLD dostają informacje z tajnego podsłuchu
                                                    telefonu premiera, podsłuchu, o którym nie wiedzą także zaprzyjaźnieni panowie
                                                    Urban, Michnik i Kwaśniewski, jest świeża i nowatorska. Jej przyjęcie
                                                    oznaczałoby, że kolejne piętra spisku tajnych służb obejmują już całą lewicę i
                                                    prowadzą ją do niechybnej zguby.
                                                  • Gość: Tyg Solidarność www.tygodniksolidarnosc.com IP: 193.0.117.* 17.03.03, 18:32
                                                    'Tygodnik Solidarność' - nr 12 (757) 21 marca 2003 -
                                                    'Zygzaki prezydenta' - Piotr Semka -

                                                    Wydawałoby się, że prezydent Aleksander Kwaśniewski wreszcie trafił w
                                                    dziesiątkę. Jego wezwanie do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji idealnie
                                                    trafiło w oczekiwania społeczne. Istotnie, według niedawnego sondażu portalu
                                                    Onet - aż 91% respondentów uważa, że członkowie rady powinni podać się do
                                                    dymisji. Jednak prezydent nie doczekał się realizacji swojego apelu. Do
                                                    dyspozycji Kwaśniewskiego lojalnie oddali się tylko dwaj prezydenccy członkowie
                                                    rady - Danuta Waniek i Waldemar Dubaniowski. Trzeci członek rady z nadania
                                                    prezydenta i jednocześnie bohater licznych kontrowersji Włodzimierz Czarzasty -
                                                    butnie odrzucił prawo prezydenta do postulowania jakichkolwiek zmian w radzie.
                                                    Gospodarz Pałacu Namiestnikowskiego musi więc przełknąć zlekceważenie jego
                                                    autorytetu, ale nie oznacza to, że nie odniesie z całej sytuacji propagandowej
                                                    korzyści. W opinii wielu Polaków wystąpił w roli sumienia państwa i jako jedyny
                                                    wezwał skompromitowaną radę do odejścia.O tym, że KRRiTV jest dziś karykaturą
                                                    apolitycznej instytucji mającej bezstronnie porządkować rynek mediów, nikogo
                                                    przekonywać nie trzeba. Warto jednak zadać pytanie, dlaczego prezydent milcząco
                                                    tolerował jej patologiczną działalność od paru lat? Dlaczego nigdy wcześniej
                                                    nie przywołał do porządku swojego nominataWłodzimierza Czarzastego?Czy
                                                    Aleksander Kwaśniewski chce komuś wmówić, że dopiero dziś się budzi i dostrzega
                                                    aurę skandalu wokół rady? Na dodatek prezydent wezwał do odejścia dokładnie
                                                    wszystkich członków rady a nie tylko tych, których nazwiska wracają co rusz w
                                                    zastanawiającym kontekście w przesłuchaniach przed komisją sejmową. W imię
                                                    jakich grzechów ma odchodzić z rady Jarosław Sellin, który od paru lat w
                                                    pojedynkę alarmował opinię publiczną o patologii rynku mediów w Polsce.
                                                    Czyżby prezydent wezwał do odejścia wszystkich członków rady, aby w tym tłoku
                                                    zagubiło się odejście posądzanego o matactwa Włodzimierza Czarzastego?
                                                    Jak ma się apel prezydenta sugerujący kompromitację rady do jego jednoczesnego
                                                    poparcia dla szefa telewizji publicznej Roberta Kwiatkowskiego? Przecież szef
                                                    telewizji w świetle przesłuchań odgrywał w sprawie równie niepokojącą rolę jak
                                                    Czarzasty? Dlaczego Kwiatkowski ma być dobry, a członkowie rady źli?
                                                    I jeszcze jeden ważny element sytuacji: odejście wszystkich członków odsiałoby
                                                    z rady ostatnich przedstawicieli opozycji. Gdyby wszyscy obecni członkowie rady
                                                    odeszli, dziewiątka nowych członków rady miałaby już bezwzględną większość
                                                    postkomunistów.
                                                    Trzech mianowałby Senat - zdominowany prze SLD, trzech Sejm - tu zapewne
                                                    miejscami podzieliłaby się SLD z Samoobroną, a trójkę mianuje prezydent, który
                                                    niedawno jeszcze na specjalnym spotkaniu z SLD deklarował pełną jedność moralną
                                                    z Sojuszem.
                                                    Oczywiście prezydent z chęcią wziąłby na siebie rolę arbitra, który by walczył
                                                    o miejsca dla opozycji, ale jak można się domyślać, raczej tej unijnej. Ten
                                                    rodzaj fachowców od mediów z unijnego nadania dobrze reprezentuje typowany w
                                                    prasie na prezydenckiego nominata Eugeniusz Smolar, brat stratega Unii Wolności
                                                    Aleksandra Smolara. Wszystkie te jednak gesty wobec obozu lewicy laickiej nie
                                                    zmieniałyby sytuacji, w której powstałaby większość postkomunistów w radzie i
                                                    to z nowymi trwającymi latami mandatami.
                                                    Prezydent Kwaśniewski jest mistrzem w uprawianiu niezwykle zręcznej polityki.
                                                    Polityki polegającej na jednoczesnym sugerowaniu chęci odnowienia Polski z
                                                    mniej rzucającymi się w oczy ale istotnymi działaniami na rzecz utrzymania
                                                    monopolu lewicy w mediach.
                                                    Dotąd prezydent łączył swoją osobą medialne interesy postkomunistów i
                                                    środowisk Unii Wolności.
                                                    Sprawa Rywina brutalnie spolaryzował sytuację. Prezydent Kwaśniewski chce
                                                    rozmiary podziału ograniczyć, ale wie jednocześnie, że obóz Millera staje się
                                                    coraz bardziej anachroniczny. Wie też, że nie można zamknąć afery Rywina bez
                                                    jakichś kozłów ofiarnych. Rozwiązanie krajowej rady doskonale załatwiłoby
                                                    wszystkie problemy. Wyprowadzałoby ze sceny skompromitowanego Czarzastego,
                                                    dawałoby społeczeństwu poczucie, że jednak ktoś poniósł konsekwencje za cały
                                                    ten skandal i wreszcie odnawiało sojusz prezydenta z Unią czy szerzej biorąc,
                                                    np. z Platformą.
                                                    Plan się nie udał, bo obóz Millera sam walczy o życie i nikt nie pali się do
                                                    roli kozła ofiarnego.Gdy walczy się o polityczne przeżycie każda dymisja staje
                                                    się niebezpiecznym precedensem. Dlatego postkomunistyczni członkowie rady
                                                    orientujący się na Millera w żadnych takich inscenizacji nie mają ochoty brać
                                                    udziału.
                                                    Prezydent musiał przełknąć gorzką pigułkę. Ale to nie znaczy, że zrezygnuje z
                                                    roli gracza w obecnej rozgrywce o władzę. Czy jego nowym planem będzie teraz
                                                    bezpartyjny rząd fachowców, który zastąpi rząd Millera? Czy opozycja, np.
                                                    Platforma będzie na tyle naiwną, by w takie gry się włączyć? Kto wreszcie okaże
                                                    się graczem o silniejszych nerwach: Aleksander Kwaśniewski czy Leszek Miller?
                                                    Piotr Semka

                                                  • Gość: www.rp.pl 'Rzeczpospolita' IP: 193.0.117.* 19.03.03, 18:20

                                                    'Rzeczpospolita' -
                                                    19.03.03 Nr 66 -
                                                    Tylko koalicja liberalno-konserwatywnej prawicy ma szansę odebrać władzę SLD
                                                    - 'Rząd fachowców, czyli droga donikąd' -
                                                    Czegóż jeszcze może chcieć od losu prawicowa opozycja? Koalicja postkomunistów
                                                    z ludowcami rozpadła się z trzaskiem. Afera Rywina ukazuje przeżarcie państwa
                                                    korupcją. Autorytet postkomunistycznych polityków podmywają rewelacje z
                                                    sejmowych przesłuchań.
                                                    Liderzy PiS i Platformy Obywatelskiej z przyjemnością mogą czytać ostatnie
                                                    sondaże. Notowania SLD idą w dół. Badania CBOS z zeszłego tygodnia wskazują, że
                                                    suma głosów Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej przewyższyła
                                                    wyniki SLD. Podczas gdy Sojusz otrzymał 26 proc. - PiS i PO z wynikami 16 proc.
                                                    i 13 proc. zyskały razem 29 proc. Po raz pierwszy od początku obecnego Sejmu
                                                    partie konserwatywno-liberalne prześcignęły postkomunistów. Przeprowadzony w
                                                    tym samym czasie sondaż "Rzeczpospolitej" wskazuje na podobny spadek notowań
                                                    SLD do 29 proc. przy nieco mniejszym poziomie sumy wyników PiS i PO - 24 proc.
                                                    Najwyraźniej jest to premia za zaangażowanie Zbigniewa Ziobry i Jana Marii
                                                    Rokity w działalność komisji śledczej w sprawie Rywina. Hipotezę tę popiera
                                                    spadek wg sondażu CBOS notowań Ligi Polskich Rodzin aż o sześć punktów. LPR
                                                    płaci w ten sposób za wysłanie do komisji delikatnie mówiąc niezbyt
                                                    rozgarniętego posła Bogdana Kopczyńskiego. Liga nie zorientowała się, jak
                                                    ogromne znaczenie medialne będą miały posiedzenia komisji. Na dodatek poseł
                                                    Kopczyński, odmawiając odejścia z komisji, zafundował partii Romana Giertycha
                                                    upokarzający serial nieudanych prób wprowadzenia do komisji innego
                                                    przedstawiciela LPR.
                                                    ... aby dwoje chciało naraz
                                                    Wspomniany już sondaż CBOS wskazuje po raz kolejny, że tylko koalicja liberalno-
                                                    konserwatywnej prawicy ma szansę odebrać władzę SLD. Tymczasem relacje PiS i
                                                    Platformy nie uległy jakiemuś spektakularnemu zacieśnieniu od ostatnich wyborów
                                                    samorządowych. Partia braci Kaczyńskich przeliczywszy głosy doszła do wniosku,
                                                    że w wielu miejscach scalenie list z Platformą osłabiło jej wyniki.
                                                    Z kolei Platforma Obywatelska wciąż nie ma lidera. Gdy coś deklaruje Płażyński,
                                                    nie wiadomo, czy nie zdezawuuje tego Tusk. Jan Maria Rokita z kolei ostatecznie
                                                    potwierdza swoją reputację solisty. Dobrego do błyszczenia na posiedzeniach
                                                    komisji w sprawie Rywina, ale nieumiejącego sobie jednać sojuszników w walce o
                                                    przywództwo partii. Stosunki z PiS, naturalnym sojusznikiem Platformy, psuje
                                                    swoista zimna wojna miedzy oboma ugrupowaniami w samorządzie Warszawy. Paweł
                                                    Piskorski toczy pojedynek z Lechem Kaczyńskim o zachowanie wpływów
                                                    niegdysiejszych platformerskich "fachowców" w rodzaju Pawła Bujalskiego czy
                                                    Marka Zwierzyńskiego.
                                                    W tej niełatwej koalicji PiS lawiruje miedzy kompromisami a deklaracjami "non
                                                    possumus". Lech Kaczyński ma małe pole manewru. Jego rządy nad Warszawą mają
                                                    być wizytówka zdolności jego partii do rządów nad Polską. Starania na rzecz
                                                    jawności przetargów czy próby zahamowania przestępczości w stolicy pozwalają
                                                    Kaczyńskiemu na powolne, ale stabilne budowanie popularności. Obecny prezydent
                                                    Warszawy pozostaje drugą po prezydencie Aleksandrze Kwaśniewskim
                                                    najpopularniejszą postacią polskiej polityki.
                                                    Pulsujący konflikt w Warszawie osłabia współpracę partii braci Kaczyńskich z
                                                    Platformą w parlamencie. Jak na rozmiar kryzysu, jaki wywołała afera Rywina, to
                                                    PiS i Platforma, nie mówiąc już o Lidze Polskich Rodzin, zaskakująco rzadko
                                                    chciały koordynować swoje działania. W obu partiach w ciągu ponad dwóch
                                                    miesięcy nikt nie wpadł na pomysł jakiejś wspólnej deklaracji, apelu czy
                                                    inicjatywy społecznej adekwatnej do szoku społecznego po ujawnieniu afery.
                                                    Na kłopoty - prezydent
                                                    Gdy szwankuje naturalna zdawałoby się koalicja Platformy z PiS, to natychmiast
                                                    pojawiają się nowe pomysły. W kuluarach Sejmu w zeszłym tygodniu głośno było o
                                                    pomyśle na rząd bezpartyjnych fachowców, który zastąpić miałby obecny rząd
                                                    Leszka Millera. Na nowego premiera typowano Jerzego Koźmińskiego, łącznika
                                                    między Leszkiem Balcerowiczem a środowiskiem SLD z pierwszej połowy lat 90., a
                                                    potem ambasadora RP w Waszyngtonie.
                                                    Według spekulacji z zeszłego tygodnia nowy układ rządowy powstać mógłby pod
                                                    auspicjami prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Prezydent od dawna już czeka
                                                    na okazję do powrotu na polityczną scenę.
                                                    Prezydent Kwaśniewski wciąż nie rozwiązał dylematu, co robić po zakończeniu
                                                    prezydentury - walczyć o powrót na fotel szefa SLD czy budować sobie własną
                                                    centrolewicową pozycję polityczną. Jeszcze miesiąc temu na spotkaniu z Klubem
                                                    SLD w Pałacu Namiestnikowskim deklarował pełną jedność z rządem Millera. Teraz
                                                    powraca do roli niezależnego rozgrywającego. Jako uważny obserwator sceny
                                                    politycznej zapewne coraz wyraźniej dostrzega, że Miller to już zgrana karta,
                                                    zaczynająca kompromitować całą lewicę.
                                                    Będąc patronem nowego układu Aleksander Kwaśniewski zlikwidowałby groźny dla
                                                    całego obozu lewicy kryzys. Jednocześnie pod hasłem integracji obozu
                                                    proeuropejskiego ponownie otworzyłby się na siły politycznego centrum.
                                                    Jak można było przypuszczać, pierwszym sygnałem chęci prezydenta do zasypywania
                                                    przepaści wywołanych sprawą Rywina był niedawny apel o odejście całego składu
                                                    Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Gdyby członkowie KRRiTV posłuchali apelu,
                                                    prezydent mógłby mediować jako patron nowego składu. Jak można podejrzewać,
                                                    znalazłoby się w niej miejsce i dla Unii Wolności, i Platformy. Pomysł nie
                                                    wypalił. Członkowie Rady zbyt mocno trzymają się stołków. Czy jednak idea rządu
                                                    fachowców pod patronatem prezydenta to polityczny fantom? Zwolennicy nowego
                                                    rozdania wskazują, że nie sposób dłużej tolerować dryfowania gabinetu Millera,
                                                    szczególnie gdy zbliża się kluczowe dla Polski referendum unijne.
                                                    Sam Miller oczywiście broni się przed odejściem ze sceny i zapowiada, że nie
                                                    odejdzie bez przyjęcia przez Sejm konstruktywnego wotum nieufności. Trudno nie
                                                    doceniać woli walki lidera Sojuszu, ale nic nie trwa wiecznie. W takiej
                                                    sytuacji w każdej chwili może wrócić idea rządu fachowców. Nie jest też
                                                    tajemnicą, że są na polskiej prawicy politycy, którzy o dobre stosunki z SLD
                                                    dbają od lat.
                                                    Czy w chwili nowego rozdania zachęcą choć część prawicy do czegoś w rodzaju
                                                    kolejnego "sojuszu mądrych"? Nie dziwi mnie, że apele o interwencję prezydenta
                                                    w obecnym kryzysie formułuje Janusz Rolicki. Nie jest dla mnie też zaskakujące,
                                                    że pomysły takie wychwala Artur Balazs, polityk znany z tego, że wie, gdzie są
                                                    polityczne konfitury. Bardziej zastanawiające jest to, że pomysł ten rozważają
                                                    serio poważni politycy Platformy Obywatelskiej.
                                                    Qui bono?
                                                    Dla prawicy podchwytywanie haseł bezpartyjnego rządu pod egidą prezydenta
                                                    oznacza polityczne samobójstwo. Dla systemu politycznego Polski to powrót do
                                                    niejasnej sieci powiązań, która wykreowała aferę Rywina. Przypomnieć warto w
                                                    tym kontekście przypadek Juliusza Brauna. Nominalnie z opozycyjnej do SLD Unii
                                                    Wolności, był latami bezradny wobec patologii w działalności Krajowej Rady
                                                    Radiofonii. A Bolesław Sulik, również wiązany z UW, dziś broni jak lew Roberta
                                                    Kwiatkowskiego.
                                                    Był to efekt medialnej polityki UW. Od połowy lat dziewięćdziesiątych
                                                    pozostawała w nieformalnym sojuszu medialnym z postkomunistami. Teraz model
                                                    bezpartyjnego rządu może wskrzesić podobny układ. Mówienie o rządzie fachowców
                                                    to fikcja. Nawet najlepsi ekonomiści będą przecież orientować się na układy
                                                    wpływów, tyle tylko że ich powiązania nie będą jasne i czytelne.
                                                    Zgoda na ponadpartyjny autorytet Aleksandra Kwaśniewskiego przy tworzeniu rządu
                                                    oznacza wyrzeczenie się przez prawicę własnej podmiotowości. Tego rodzaju układ
                                                    postrzegany byłby jako domknięcie systemu Okrągłego Stołu. Monokultury
                                                    politycznej postkomunistów z limitowanym udziałem Platformy czy resztek UW.
                                                    Układ bezpartyjnych fachowców, z natury nieostry i nieformalny, doskonale by
                                                    taką swoistą szarą sferę biznesu i
                                                  • Gość: www.rp.pl Re: 'Rzeczpospolita' - cd. IP: 193.0.117.* 19.03.03, 18:22
                                                    'Rzeczpospolita' - cd.

                                                    Qui bono?

                                                    Dla prawicy podchwytywanie haseł bezpartyjnego rządu pod egidą prezydenta
                                                    oznacza polityczne samobójstwo. Dla systemu politycznego Polski to powrót do
                                                    niejasnej sieci powiązań, która wykreowała aferę Rywina. Przypomnieć warto w
                                                    tym kontekście przypadek Juliusza Brauna. Nominalnie z opozycyjnej do SLD Unii
                                                    Wolności, był latami bezradny wobec patologii w działalności Krajowej Rady
                                                    Radiofonii. A Bolesław Sulik, również wiązany z UW, dziś broni jak lew Roberta
                                                    Kwiatkowskiego.

                                                    Był to efekt medialnej polityki UW. Od połowy lat dziewięćdziesiątych
                                                    pozostawała w nieformalnym sojuszu medialnym z postkomunistami. Teraz model
                                                    bezpartyjnego rządu może wskrzesić podobny układ. Mówienie o rządzie fachowców
                                                    to fikcja. Nawet najlepsi ekonomiści będą przecież orientować się na układy
                                                    wpływów, tyle tylko że ich powiązania nie będą jasne i czytelne.

                                                    Zgoda na ponadpartyjny autorytet Aleksandra Kwaśniewskiego przy tworzeniu rządu
                                                    oznacza wyrzeczenie się przez prawicę własnej podmiotowości. Tego rodzaju układ
                                                    postrzegany byłby jako domknięcie systemu Okrągłego Stołu. Monokultury
                                                    politycznej postkomunistów z limitowanym udziałem Platformy czy resztek UW.
                                                    Układ bezpartyjnych fachowców, z natury nieostry i nieformalny, doskonale by
                                                    taką swoistą szarą sferę biznesu i polityki maskował.

                                                    System parlamentarny polega na wyłanianiu rządów poprzez wybory parlamentarne.
                                                    W sondażu "Rzeczpospolitej" z 5 marca prawie dwie trzecie ankietowanych uważa,
                                                    że jeśli rząd Millera straci większość w Sejmie, winny odbyć się przedterminowe
                                                    wybory.

                                                    Tylko wyborcy powinni rozliczyć ekipę Millera z nieudolnych rządów i
                                                    zadecydować, czy opozycja zostanie obdarzona mandatem do przejęcia władzy.
                                                    Rzeczą opozycji jest przygotować alternatywny dla SLD program wyborczy i
                                                    przekonać ich, że zbuduje lepszą IV Rzeczpospolitą. Tak dzieje się w
                                                    demokratycznym świecie i tylko taki system umożliwia czytelne ocenianie obozów
                                                    politycznych z powierzonej im w wyborach władzy.

                                                    Wszystkie drogi na skróty mszczą się na jakości demokracji. Tylko jasna
                                                    odpowiedzialność polityczna wyprowadzi nas z szarej strefy polskiej polityki,
                                                    strefy "Rywinlandii".

                                                    Piotr Semka
                                                    Autor jest niezależnym publicystą
                                                  • Gość: www.wprost.pl http://www.wprost.pl/ar/?O=42033& C=57 IP: 193.0.117.* 20.03.03, 18:28
                                                    'Z życia opozycji' - 'Wprost', Nr 1060 (23 marca 2003):
                                                    Zeznania Juliusza Brauna przed komisją śledczą przypomniały, że nieboszczka
                                                    Unia Wolności kontroluje jeszcze kilka ważnych punktów państwa. Ma na przykład
                                                    przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Działania tej partii w
                                                    radzie i w ogóle w mediach publicznych są dosyć pouczające. Unia od lat
                                                    pozostawała w tak zwanej medialnej koalicji z SLD i PSL. Związek ten polegał z
                                                    grubsza na tym, że unia dawała ciała (a raczej pewną część ciała) na prawo i
                                                    lewo (tak naprawdę tylko na lewo), a w zamian miała zero przyjemności i mnóstwo
                                                    obciachu. Mądrzy ludzie nazywają to etosem.
                                                  • Gość: www.rp.pl 'Rzeczpospolita' IP: 213.199.197.* 22.03.03, 05:28
                                                    'Rzeczpospolita' 21.03.03 -
                                                    'Czarzasty potwierdził, że to on zaproponował pracę w Muzie Andrzejowi
                                                    Barcikowskiemu (dziś szefowi Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która ma
                                                    sprawdzić interesy między TVP, Canal+ i Cyfrą+).'
                                                  • Gość: 'Rzeczpospolita' Wszyscy wiedzieli (a Michnik nie dał kasety) IP: 212.160.235.* 23.03.03, 04:56
                                                    'Rzeczpospolita' - 22.03.03 Nr 69
                                                    Prezydent Aleksander Kwaśniewski dla 'Rzeczpospolitej' -
                                                    'Mówiłem premierowi, że będzie z tego nieszczęście':
                                                    AK - /.../ A jak dokładnie wyglądała rozmowa Michnika z Rywinem dowiedziałem
                                                    się dopiero po lekturze "Gazety Wyborczej". No i "Rzeczpospolitej", gdzie była
                                                    pełna wersja. Od początku uważałem, mówiłem to i premierowi, i Michnikowi:
                                                    skierujcie to do prokuratury, bo będzie z tego nieszczęście
                                                    Rz - Kiedy pan to mówił?
                                                    AK - To był i wrzesień, i październik, i listopad. Było wiele rozmów na różne
                                                    tematy, ale ten wątek był stale obecny. Mówiłem do jednego i drugiego: Panowie
                                                    mamy aferę, czy wam się to podoba, czy nie. Pretensje mogę też mieć do siebie,
                                                    bo gdybym zażądał tej taśmy, to pewnie bym ją dostał.
                                                    Rz - I mógłby pan przekazać ją prokuraturze.
                                                    AK - Przynajmniej zrobiłbym wokół tego raban, bo treść rozmowy była szokująca.
                                                    Ale Michnik nie kwapił się do pokazywania tego nagrania. W moim przekonaniu
                                                    Miller też nie znał zapisu rozmowy.

                                                    'Rzeczpospolita' -'Z ostatniej chwili' - 22.03.2003, godz. 19:40 (Warszawa):
                                                    'Miller: prezydent sam mógł zawiadomić prokuraturę o sprawie Rywina' -
                                                    Jeśli prezydent Aleksander Kwaśniewski uważał w zeszłym roku, że sprawa Rywina
                                                    ma poważny charakter, mógł sam zawiadomić prokuraturę - powiedział premier
                                                    Leszek Miller w programie 'Gość Jedynki'. W ciągu dnia premier odmówił
                                                    komentarza do wypowiedzi prezydenta w wywiadzie dla 'Rzeczpospolitej'.
                                                    Kwaśniewski powiedział w nim m.in., że przekonywał premiera i Adam Michnika do
                                                    zawiadomienia prokuratury o sprawie Rywina.
                                                  • Gość: widelec Re: Wszyscy wiedzieli (a Michnik nie dał kasety) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.03.03, 22:32
                                                    Prezydent powiedział w wywiadzie "...mówiłem (to) i premierowi i MIchnikowi:
                                                    skierujcie sprawę do prokuratury, bo będzie z tego nieszczęście". Ciekawy miał
                                                    powód. Żadne tam pryncypia ." Bo będzie z tego nieszczęście ", czyli g... w
                                                    wentylatorze. Czasami małe słowo a dużo o człowieku mówi.
                                                  • Gość: mk Re: Wszyscy wiedzieli (a Michnik nie dał kasety) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.03.03, 00:13
                                                    Gość portalu: widelec napisał(a):

                                                    > Prezydent powiedział w wywiadzie "...mówiłem (to) i premierowi i MIchnikowi:
                                                    > skierujcie sprawę do prokuratury, bo będzie z tego nieszczęście". Ciekawy
                                                    miał
                                                    > powód. Żadne tam pryncypia ." Bo będzie z tego nieszczęście ", czyli g... w
                                                    > wentylatorze. Czasami małe słowo a dużo o człowieku mówi.
                                                    Czego się spodziewać po kolesiu z Ordynackiej! Ze będzie miał kręgosłup
                                                    moralny? Nie! jedynie że będzie moralnym bezkręgowcem.
                                                  • Gość: www.rp.pl Michnik - Urban i 'pijane noce'... IP: 212.160.235.* 24.03.03, 01:13
                                                    'Rzeczpospolita' - 22.03.03 Nr 12 -
                                                    PORTRETY JERZY URBAN - 'Jak być kochanym' - PAWEŁ RESZKA -
                                                    'Irytującą ciszę wokół tygodnika, który ludzie często kupowali ze wstydem, i
                                                    swojej osoby Urban przerwał przy okazji sprawy Rywina. Do przesłuchania przed
                                                    komisją śledczą był doskonale przygotowany i nieoczekiwanie dla wszystkich
                                                    zaatakował ekipę Leszka Millera. O sprawie dowiedział się od Michnika - kiedyś
                                                    atakowanego przez siebie bez pardonu przedstawiciela opozycji. Naczelny 'Gazety
                                                    Wyborczej' powiedział mu o wszystkim podczas 'pijanej nocy'. Takie noce
                                                    zdarzają się im raz na jakiś czas, są na ty, zdradzają sobie sekrety.'
                                                  • Gość: MOr Pozdrowienia i kilka uwag IP: 193.0.117.* 24.03.03, 20:03
                                                    Pozdrowienia i kilka uwag

                                                    Szanowni Forumani i Foremki!
                                                    Ponieważ temat 'MŁOT NA MICHTRIXa' pozostaje jednym z częściej odwiedzanych,
                                                    chciałbym po pierwsze bardzo serdecznie podziękować wszystkim nawiedzającym, a
                                                    w szczególności tym, którym chce się pozostawić tu jakąś myśl, uwagę czy
                                                    refleksję związaną z tematem MICHTRIXa, mediów, 'Afery tzw. Rywina' ;) polityki
                                                    i okolic.
                                                    Teraz kilka myśli i uwag - od samego początku 'afery Rywina' ('i Michnika' :)
                                                    byłem jednym z nielicznych, który twierdzili, że sprawa bynajmniej
                                                    nie 'przyschnie' i wiele ciekawego dziać się będzie. Dlaczego? Otóż właśnie
                                                    dlatego, że NIKT NIE WIERZYŁ, ŻE 'COŚ WYNIKNIE'. A jak wiadomo już od b. dawna,
                                                    Polska - bynajmniej nie będąc krajem normalnym - od dawien dawna jest krajem
                                                    cudów i niespodzianek.
                                                    A cóż takiego ukazało nam jak dotychczas RywinGate? Przede wszystkim upiorną
                                                    wprost FRATERNIZACJĘ OLIGARCHII - tzn. wiadomo teraz już powszechnie, że cała
                                                    wierchuszka parlamentarno-rządowo-medialna jest totalnie zblatowana, zbratana,
                                                    wszyscy są ze sobą na 'Ty' i po wielu wspólnych 'pijanych nocach'. Oczywiście
                                                    mam tu głównie i przede wszystkim szefostwo SLD i UW-Agory-Wybiórczej', o PSL
                                                    już nawet nie wspominając.
                                                    To, co do tej pory mogło ukazać się jedynie w 'zakazanej' 'Gazecie Polskiej' i
                                                    natychmiast opisywane było w 'Wybiórczej' i 'duPolityce' jako 'oszołomstwo',
                                                    staje się dzisiaj powszechną wiedzą.
                                                    Co więcej, poraża - nawet mnie! - głupota czerwono-różowych towarzyszy z b.
                                                    PZPR-u - którzy zamiast zewrzeć szeregi i 'dać odpór' (w czym mieli, jako
                                                    formacja o mentalności mafijnej, całkiem niezłą wprawę), towarzystwo regularnie
                                                    bierze się za łby, włącznie z samym Kwachem i Millerem w ostatnich dniach - ku
                                                    mojej oczywiście ogromnej radości.
                                                    Wiele się mówi się ostatnimi tygodniami o IV Rzeczpospolitej - której to
                                                    ogłoszenia i wprowadzenia już od b. dawna domagała się zarówno Liga
                                                    Republikańska, jak i PC. I chyba ta IV Rzeczpospolita zaczyna powoli powstawać
                                                    na naszych oczach - znikła Unia Wolności (wielce 'zasłużona' w ochranianiu
                                                    postkomunistów), SLD i Miller w drugim roku rządzenia dołują maksymalnie w
                                                    badaniach opinii publicznej - POMIMO BEZKRYTYCZNEGO POPARCIA I STAŁEJ PRO-SLD-
                                                    OWSKIEJ PROPAGANDY W BEZCZELNIE ZAWŁASZCZONYCH MEDIÓW PUBLICZNYCH! (a pamiętać
                                                    należy, że AWS miał równie kiepskie notowania dopiero w 4 roku rządzenia, kiedy
                                                    praktycznie przez całe cztery lata komunistyczna TV 'P' metodycznie i z szaloną
                                                    wściekłością atakowała centro-prawicowy rząd).
                                                    Chwieje się też potęga 'Wybiórczej' i Agrory, i coraz więcej osób zaczyna
                                                    zadawać pytanie, dlaczego Michnik czekał przez pół roku z ujawnieniem 'afery
                                                    Rywina' i dlaczego nikomu nie przekazał w tym czasie kasety - nawet premierowi
                                                    i prezydentowi?
                                                    Komisja sejmowa nadal będzie obradować, nowe wątki i tropy i ciekawe informacje
                                                    będą się ukazywać, a jak widać z obrad komisji sejmowej, czasami wystarczy
                                                    jeden - dwóch sprawiedliwych, żeby prawda zaczęła wychodzić na wierzch.
                                                    I coraz więcej osób w Polsce zaczyna rozumieć, że miejsce komuchów jest w
                                                    Berezie Kartuskiej, a nie w Sejmie.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: www.rp.pl Waniek - 'bezpartyjny fachowiec' IP: 193.0.117.* 27.03.03, 19:08
                                                    'Rzeczpospolita' - 27.03.03 Nr 73 -
                                                    AD VOCEM - 'Szansa bezpartyjnego fachowca' -
                                                    Marek Siwiec, jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Aleksandra
                                                    Kwaśniewskiego, uznał za stosowne pogratulować nowej przewodniczącej Krajowej
                                                    Rady Radiofonii i Telewizji Danucie Waniek i stwierdzić, że ten wybór "stwarza
                                                    pewne szanse" dla Rady. Zaledwie kilka dni temu prezydent wezwał do dymisji
                                                    wszystkich członków Rady. Gdy posłuchało tylko dwoje, między innymi Waniek, nie
                                                    przyjął ich dymisji, ale powtórzył, że obecna formuła Rady się przeżyła. Dość
                                                    partyjniactwa i politykierstwa w Radzie, trzeba tam fachowców - uzasadniał swój
                                                    pogląd. I zapowiedział, iż sprawozdania Rady nie przyjmie.
                                                    Gdyby sprawozdania nie przyjęły również Sejm i Senat, to Rada zostałaby
                                                    rozwiązana. Pojawiły się sygnały, że nie jest to niemożliwe. Nie robiąc sobie
                                                    wielkich złudzeń, można dojść do wniosku, że sam wybór wszystkich nowych
                                                    członków Rady mógłby stać się ważnym punktem w jej historii. Początkiem
                                                    dyskusji o naprawdę nowej Radzie, o nowym ładzie medialnym, nowym spojrzeniu na
                                                    media publiczne.
                                                    Pierwsi te nadzieje zaczęli rozwiewać senatorowie Sojuszu Lewicy
                                                    Demokratycznej. - Radę trzeba oceniać całościowo - mówili, dając do
                                                    zrozumienia, że sprawozdanie raczej przyjmą. Czyli Rada się obroni. Kropką
                                                    nad "i" stał się wybór Danuty Waniek. I komentarz Marka Siwca.
                                                    Wiele można o Danucie Waniek powiedzieć, ale na pewno nie to, że jest
                                                    bezpartyjnym fachowcem od mediów. Znając tylko trochę praktykę polskiego życia
                                                    publicznego i jego głównych uczestników, można być niemal pewnym, iż Rada swoją
                                                    szansę wykorzysta. Czyli wszystko zostanie po staremu, z politycznym
                                                    zawłaszczaniem mediów publicznych włącznie. Są tylko dwa pytania. Pierwsze: na
                                                    czym polega cudowne przeobrażenie Rady, czyżby przewodnictwo Waniek miało
                                                    gwarantować odpartyjnienie? Jeśli ma być prawdziwa zmiana, to lepiej, żeby
                                                    Waniek nie dostała "szansy" od prezydenta.
                                                    A drugie brzmi: po co to całe zamieszanie, po co było mówić o fachowcach, i o
                                                    jakich fachowców naprawdę chodziło?
                                                    Krzysztof Gottesman


                                                  • Gość: MOr Biją się czy tylko 'biją'? IP: 212.160.235.* 30.03.03, 06:48
                                                    Czy czerwoni i różowi biją się czy też 'wygląda, że się biją' - ważne, że
                                                    publika uznaje, że jednak się biją.
                                                    Ja dorzucę tylko, że 'oni' (czerwoni i różowi, czyli wszystkie sieroty po PZPR -
                                                    SLD, UW, UP, Agora) najzwyczajniej w świecie mają we krwi napieprzanie się z
                                                    kim tylko można. Zauważcie, że wzięli się za łby w momencie, kiedy cała
                                                    opozycja jest słaba - bo dotychczas to wspólnie dowalali 'prawicy'? To są po
                                                    prostu kolesie o mentalności mafijnej, dla których polityczna przemoc i
                                                    wycinanie konkurencji jest naturalnym stanem, normą.
                                                    Dla mnie interesujące teraz będzie, oprócz rozgrywki Michnik - MIller - Kwach,
                                                    jak zachowają się Czarzasty i Kwiatkowski - czy dadzą się wyciąć Michnikowi za
                                                    (wymuszonym) przyzwoleniem Millera, czy też, gryząc i kopiąc, poślą też
                                                    jakiegoś 'smroda' w kierunku swoich niezbyt lojalnych szefów - Millera i
                                                    Kwacha? W każdym razie wygląda, że walka na 'kwity' trwa i pewnie niejedno
                                                    jeszcze wypłynie - np. sprawa synka Millera czy mafia paliwowa, i tu liczę
                                                    na 'pomoc' PSL - im niedawny 'koalicjant' właściwie już chyba wisi kalafiorem,
                                                    co więcej, zaczynają się przymiarki do współpracy z PiS.
                                                    Pozdrawiam!
                                                  • Gość: 'Tyg. S' Miller posłał do Kwacha prokuratora IP: 193.0.117.* 01.04.03, 19:26
                                                    'Tygodnik Solidarność' - www.tygodniksolidarnosc.com

                                                    'Prokurator w pałacu' - Maciej Łętowski

                                                    Toczy się wojna w Iraku z naszym udziałem, za dwa miesiące odbędzie się
                                                    referendum unijne, trwają ostatnie przygotowania do szczytu w Atenach i do
                                                    głosowania w Parlamencie Europejskim, bezrobocie osiągnęło kolejny smutny
                                                    rekord - 18,3%, czyli 3,3 mln ludzi bez pracy, Kołodko chce pozbawić emerytów
                                                    indeksacji świadczeń, a prezydent i premier toczą między sobą kolejną "wojnę na
                                                    górze". Bez względu na to, jakie są jej powody, kto zaczął i kto kogo pierwszy
                                                    uderzył, jedno jest poza dyskusją - obaj panowie póki co przedkładają interes
                                                    osobisty i grupowy nad interes kraju. Dlatego ich postępowanie nie ma ani
                                                    wyjaśnienia, ani usprawiedliwienia. SLD to przecież nie Samoobrona.
                                                    Jest faktem, że lewicowy rząd sprawił zawód. Poza dokończeniem negocjacji z
                                                    Brukselą na swym koncie nie ma żadnych sukcesów. Kolejni ministrowie publikują
                                                    kolejne programy i na publikacjach ich wysiłki się kończą. Papier jest
                                                    cierpliwy, ludzie mniej. Czego rząd nie zrobi w ciągu pierwszego roku, tego nie
                                                    zrobi nigdy. Zwłaszcza rząd mniejszościowy. Dlatego też to, co miał Miller
                                                    najlepszego już zobaczyliśmy. Teraz jesteśmy świadkami smutnego obrazu
                                                    dryfowania rządu i głosowań na dwie ręce.
                                                    Niestety, ten Sejm nie uchwali konstruktywnego wotum nieufności. Nie ma w nim
                                                    większości programowej, która byłaby zdolna wyłonić silny i sprawny rząd.
                                                    Dlatego też oczy wielu kierują się w stronę Pałacu Prezydenckiego. Raz dlatego,
                                                    że skoro lewica zrobiła ten bałagan, to niech lewica go posprząta. Dwa dlatego,
                                                    że 70% aprobaty do czegoś zobowiązuje.
                                                    Dla prezydenta Kwaśniewskiego nadszedł czas próby. Do tej pory zdobywał
                                                    społeczną popularność tym, że nie angażował się w spory, że wetował
                                                    niepopularne ustawy i że wygłaszał gładkie ogólniki. Dziś jednak już nie
                                                    wystarczy prosto stać na nogach. Dziś na nogi trzeba postawić rząd, który się
                                                    chwieje.
                                                    Postępowanie prezydenta nie jest jednak klarowne i nie budzi - jak dotąd -
                                                    zaufania. Swymi wypowiedziami, bo przecież nie działaniami, destabilizuje rząd
                                                    i osłabia jego partyjne zaplecze. Na pewno o coś mu chodziło, gdy w grudniu
                                                    snuł rozważania o partii centrowej. Miał jakąś rację, gdy domagał się dymisji
                                                    lewicowych członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Miał po stokroć
                                                    rację, gdy zachęcał Millera, by ten rozważył w swym sumieniu, czy jest w stanie
                                                    prowadzić Polskę do czerwcowego referendum. Każda taka wypowiedź, choć
                                                    merytorycznie jakoś z jego pozycji się uzasadniała, była zarazem ciosem w
                                                    autorytet rządu i premiera. Każda doraźnie osłabiała państwo.
                                                    W imię czego prezydent to czyni? Jaki ma cel, jaki zamysł? Czy dąży do
                                                    przedterminowych wyborów, a może do stworzenia rządu ekspertów? Jaką ma wizję
                                                    Polski? Liberalną czy socjalną? Pluralistyczną czy rządzoną nadal wyłącznie
                                                    przez kolegów z Ordynackiej? A może mają rację złe języki? Może w postępowaniu
                                                    prezydenta nie ma żadnej myśli? Może to tylko nieprzemyślane złośliwości pod
                                                    adresem Millera? Może to jedynie intrygi ludzi z "dużego pałacu" wobec ludzi
                                                    z "małego pałacu"?
                                                    Rozumiem, że nie odkrywa się kart przed rozgrywką, że nie ujawnia się zamiarów
                                                    przed ich realizacją. Rozumiem, że jeśli się chce odsunąć Millera, to nie
                                                    uprzedza się go o tym z góry. Tyle że Kwaśniewski uprzedza, a nie odsuwa. Od
                                                    miesięcy za jego słowami nie idą czyny. Po pierwszym jego wywiadzie dla
                                                    Rzeczpospolitej ministrowie zaczęli już pakować manatki. Ale gdy się nic nie
                                                    wydarzyło, to po kolejnym apelu o dymisję, premier skwitował prezydenckie
                                                    dywagacje złośliwym stwierdzeniem: "To jakaś epidemia". I posłał do "dużego
                                                    pałacu" swego prokuratora.
                                                    Maciej Łętowski
                                                  • Gość: www.rp.pl 'Rzeczpospolita' IP: *.kb.dk 03.04.03, 12:03
                                                    'Rzeczpospolita' - 02.04.03 Nr 78
                                                    Nawet z najbardziej oświeconym władcą absolutyzm jest gorszy od demokracji
                                                    'Divide et impera' - SŁAWOMIR SIERAKOWSKI

                                                    Nie tylko Włodzimierz Czarzasty zasłaniał się lukami pamięci, to samo czynił
                                                    jego zagorzały krytyk Adam Michnik. Dopytywany o to, czy informował prezydenta
                                                    o sprawie Rywina, wyjaśniał, że zna tylu prezydentów, iż nie pamięta, któremu i
                                                    co mówił. No cóż, z pewnością Michnik zna wielu prezydentów, za to prezydent
                                                    Aleksander Kwaśniewski zna tylko jednego Michnika, więc jakżeby mógł zapomnieć.

                                                    W wywiadzie udzielonym "Rzeczpospolitej" niespodziewanie zdecydował się po
                                                    wielu tygodniach prac sejmowej komisji śledczej ujawnić, że sprawa ta była mu
                                                    znana od początku i wielokrotnie poruszana w rozmowach z naczelnym "Gazety
                                                    Wyborczej". Zatem mamy już komplet. Oczywiste przestępstwo, poinformowanych o
                                                    nim prezydenta, premiera i ministra sprawiedliwości oraz brak jakichkolwiek
                                                    działań, ponieważ Michnik postanowił sam sprawę rozwiązać, zamiast zlecić to
                                                    odpowiednim organom państwa, którym nie ufa.

                                                    Najbardziej wpływowy

                                                    Wyznanie prezydenckie natychmiast podgrzało nieco już stygnącą atmosferę.
                                                    Zamiast drobiazgowych rozważań, kto i w czyim komputerze redagował kolejne
                                                    podpunkty ustawy, dostaliśmy znowu kawałek żywego mięsa. Kto komu powiedział,
                                                    że ktoś do kogoś i za ile...

                                                    Pomińmy bezpośredni wymiar sprawy Rywina. Wbrew pozorom stwarzanym przez
                                                    żywiących się od lat krytyką Michnika publicystów jest on jasny - Michnik
                                                    zdemaskował oszusta, komisja ma zdemaskować jego ewentualnych wspólników.
                                                    Pomińmy inne jeszcze wymiary naszego życia politycznego i jego powiązań z
                                                    biznesem, które ukazały nam się przy okazji. Zastanówmy się nad władzą nad
                                                    słowami i myślami Polaków. Nad naszą zbiorową świadomością polityczną.
                                                    Zobaczmy, jak kolejny raz udało się Michnikowi podzielić elity i społeczeństwo,
                                                    tak aby był to podział na tyle jasny, że wrogowie Michnika od razu stają się
                                                    trędowaci, a zwycięzca od lat pozostaje ten sam. Autorzy rankingów najbardziej
                                                    wpływowych w Polsce osób, którzy na pierwszych miejscach umieszczają
                                                    prezydenta, premiera, prymasa lub marszałka Sejmu, mylą się bardzo, jeśli
                                                    myślą, że którykolwiek z nich ma taki wpływ na bieg spraw w Polsce jak Adam
                                                    Michnik. Tylko jeden człowiek jest w stanie wprowadzić w Polsce taką konfuzję,
                                                    by potem tak jasno zdefiniować sytuację:

                                                    "Ta sprawa ujawnia głęboki konflikt, który dzieli Polskę, który dzieli nas,
                                                    Polaków. Ten podział biegnie pomiędzy Polską ludzi uczciwych a Polską
                                                    skorumpowaną, Polską łapówek, Polską mętnej, zagmatwanej mafijnej kombinacji.
                                                    Tak, to są dwie różne Polski. (...) Niech mi wolno będzie powiedzieć, panowie
                                                    posłowie, że dziś fundamentalny podział w Polsce to jest podział wedle stosunku
                                                    do korupcji. I wierzę głęboko, że szanowna komisja spowoduje, iż uzyskamy
                                                    odpowiedź na pytanie, czy w tej sprawie wygra Polska skorumpowana, albo taka,
                                                    która daje przyzwolenie na korupcję, czy też wygra Polska, która korupcję chce
                                                    demaskować, demaskuje i będzie demaskować, Polska czystych rąk. To takiej
                                                    Polski potrzebujemy." Tak przemawiał w oświadczeniu dla sejmowej komisji
                                                    naczelny redaktor "Gazety Wyborczej". Jak wiemy z socjologii, narzucenie
                                                    własnej definicji sytuacji, własnych granic podziału, to gwarancja kontroli
                                                    sytuacji. I w końcu 75 procent Polaków w sprawie Rywina ufa Michnikowi.

                                                    W polityce, jak to w polityce, ścierają się rozmaite interesy grupowe i
                                                    rozmaite wizje tego, co dobre dla wszystkich. Michnik odrzuca klasyczne
                                                    podziały na lewicę i prawicę, a na grze interesów ekonomicznych - jak twierdzi -
                                                    po prostu się nie zna i nie musi, bo to raczej nietwarzowe. Stając w świetle
                                                    jupiterów i uwodząc swoją osobowością, odwraca naszą uwagę od realnych
                                                    podziałów i konfliktów. Inni próbują o nich mówić, ale nie mają tej biografii i
                                                    takiej klasy, tego wdzięku i tej charyzmy. Kto uwierzy Czarzastemu, że jest on
                                                    rycerzem wspólnej, publicznej sprawy? Że chodzi mu naprawdę o publiczne media,
                                                    skoro w tak oczywisty sposób ostrzy sobie na nie zęby? Kto uwierzy "Trybunie",
                                                    że próbując szukać innych scenariuszy, ma na myśli cokolwiek poza interesami
                                                    jakiejś kliki z SLD? Zatem kto ma w Polsce taką władzę nad dyskursem
                                                    publicznym, by narzucić mu swoją wizję wydarzeń, swoją linię podziałów, swój
                                                    język?

                                                    Jaka prawica, jaka lewica

                                                    W sprawie mediów istnieje całkiem spora sfera powszechnej zgody. Zgadzamy się,
                                                    że powinny być one pluralistyczne, sprzyjać wolności słowa i realizować
                                                    społeczne cele wykraczające poza produkowanie komercyjnej papki. Poza tym
                                                    istnieje sfera niezgody - czy realizację owych celów najlepiej zapewni
                                                    niewidzialna ręka rynku, czy wymagają one działań państwa? Jak dalece działania
                                                    te powinny sięgać? I tu powinna zaczynać się polityka. Gdyby w Polsce obok
                                                    jasno określonej, prorynkowej prawicy istniała jasno określona lewica,
                                                    preferująca interwencję państwa, w sporze tym mogliby wziąć udział wyborcy.
                                                    Głosując na jasne programy partyjne, decydowaliby w konsekwencji, czy Agora
                                                    będzie mogła kupić Polsat. Uczciwość w życiu publicznym, która stała się
                                                    głównym hasłem ostatniej kampanii Adama Michnika, jest przecież jedynie
                                                    wstępnym warunkiem naprawdę fundamentalnych podziałów, które wszędzie istnieją,
                                                    tylko w Polsce jakoś nie mogą zaistnieć.

                                                    A minister Jakubowska pytana przez komisję śledczą o to, czy działania
                                                    antymonopolistyczne mieszczą się w programie rządzącego obozu, nie potrafi
                                                    powiedzieć nic sensownego. Programu SLD nie pamięta. Nie ma też żadnej spójnej
                                                    lewicowej wizji politycznej, za pomocą której mogłaby uzasadnić konkretne
                                                    działania. Nawet slogan o potrzebie regulacji rynku przez państwo w celu
                                                    osiągnięcia większej równości nie przychodzi jej do głowy. Na zarzut, że
                                                    telewizja publiczna jest największym monopolistą, nie umie odpowiedzieć zręczną
                                                    filipiką o wyższości podmiotów realizujących wspólne dobro nad
                                                    przedsięwzięciami komercyjnymi. Zatem Jakubowska także unosi się ponad
                                                    podziałami na lewicę i prawicę i świetnie nadaje się do potraktowania jej jak
                                                    trędowatej przez "Wyborczą". Zarzucając jej, że plecie, co jej ślina na język
                                                    przyniesie, Paweł Smoleński wykonał swoje zadanie i umieścił ją na
                                                    skonstruowanej przez Michnika scenie przyjaciół i wrogów korupcji po
                                                    stronie "Polski skorumpowanej", jeszcze zanim zdążyła odpowiedzieć na
                                                    jakiekolwiek pytanie komisji.

                                                    Tajemnice Adama Michnika

                                                    Powróćmy tu znowu do wypowiedzi prezydenta. Powiada on również, że Michnik jest
                                                    postacią niezwykle cenną dla lewicy. Jego kontakty towarzyskie, intrygujące
                                                    zarówno "salon", jak i masy, i geografia bruderszaftów także na to wskazują.
                                                    Ale dlaczego właściwie? Z formacją określającą się jako lewicowa łączy Michnika
                                                    niechęć do lustracji i dekomunizacji, ale był to w istocie - nawet jeśli ma do
                                                    dziś bardzo poważne konsekwencje - konflikt o przeszłość. Łączy ich też pewien
                                                    psychoanalityczny węzeł. Pokonać wroga, a potem mu przebaczyć to najwyższy
                                                    poziom etycznej cnoty oraz wielka przyjemność, być dopuszczonym do łask
                                                    Michnika, który mógł nie przebaczyć, lecz przebaczył, też jest atrakcyjne,
                                                    każdy były komuch chciałby więc dostąpić łaski rozmowy, najlepiej opublikowanej
                                                    na łamach "Gazety". Możliwe, że istnieją jeszcze inne subtelne społeczno-
                                                    kulturowe podobieństwa, które sprawiają, że Michnik może utrzymywać stosunki
                                                    towarzyskie z Urbanem, a nie może z niektórymi dawnymi kolegami z KOR.
                                                    Psychologia, historia, ale jak to się ma do nowoczesnych podziałów?

                                                    Michnik uważa wolny rynek za najbardziej naturalny sposób gospodarowania, ceni
                                                    wartości chrześcijańskie i tradycje. Szanuje Kościół, byle bez ojca Rydzyka. Co
                                                    w tym cennego dla lewicy? Może i ona wcale nie jest taka lewicowa? W końcu
                                                    wystawiła swój lewicowy elektorat do wiatru. Czyżby naprawdę jedynym
                                                    istniejącym podziałem w Polsce był podział na uczciwych i łapowników?
                                                    Przynajmniej do czasu, kiedy Adam Michnik n
                                                  • Gość: www.rp.pl 'Rzeczpospolita' - cd IP: *.kb.dk 03.04.03, 12:05
                                                    CD - 'Rzeczpospolita' - 02.04.03 Nr 78

                                                    Tajemnice Adama Michnika

                                                    Powróćmy tu znowu do wypowiedzi prezydenta. Powiada on również, że Michnik jest
                                                    postacią niezwykle cenną dla lewicy. Jego kontakty towarzyskie, intrygujące
                                                    zarówno "salon", jak i masy, i geografia bruderszaftów także na to wskazują.
                                                    Ale dlaczego właściwie? Z formacją określającą się jako lewicowa łączy Michnika
                                                    niechęć do lustracji i dekomunizacji, ale był to w istocie - nawet jeśli ma do
                                                    dziś bardzo poważne konsekwencje - konflikt o przeszłość. Łączy ich też pewien
                                                    psychoanalityczny węzeł. Pokonać wroga, a potem mu przebaczyć to najwyższy
                                                    poziom etycznej cnoty oraz wielka przyjemność, być dopuszczonym do łask
                                                    Michnika, który mógł nie przebaczyć, lecz przebaczył, też jest atrakcyjne,
                                                    każdy były komuch chciałby więc dostąpić łaski rozmowy, najlepiej opublikowanej
                                                    na łamach "Gazety". Możliwe, że istnieją jeszcze inne subtelne społeczno-
                                                    kulturowe podobieństwa, które sprawiają, że Michnik może utrzymywać stosunki
                                                    towarzyskie z Urbanem, a nie może z niektórymi dawnymi kolegami z KOR.
                                                    Psychologia, historia, ale jak to się ma do nowoczesnych podziałów?

                                                    Michnik uważa wolny rynek za najbardziej naturalny sposób gospodarowania, ceni
                                                    wartości chrześcijańskie i tradycje. Szanuje Kościół, byle bez ojca Rydzyka. Co
                                                    w tym cennego dla lewicy? Może i ona wcale nie jest taka lewicowa? W końcu
                                                    wystawiła swój lewicowy elektorat do wiatru. Czyżby naprawdę jedynym
                                                    istniejącym podziałem w Polsce był podział na uczciwych i łapowników?
                                                    Przynajmniej do czasu, kiedy Adam Michnik nie zarządzi innej linii
                                                    demarkacyjnej.

                                                    Michnik jest świetny w "walce z" i tylko czasem szkoda, że nie chce "walczyć o"
                                                    w ramach klasycznie sformułowanych linii podziałów. W ten sposób może znosić te
                                                    podziały, w których musiałby stanąć z otwartą przyłbicą, i narzuca swoje, w
                                                    których a priori jest wygrany. Ma mnóstwo wrogów, ale to on rządzi ich emocjami
                                                    i zachowaniami. Z nienawiści do niego zajmują się oni udowadnianiem, że to on
                                                    sam jest skorumpowany - czego i tak nigdy mu nie dowiodą - albo przynajmniej,
                                                    że jest taki sam jak "oni wszyscy". - Czy pan słyszał, panie profesorze, jak
                                                    oni ze sobą rozmawiają? - zagaduje Paweł Śpiewak Zdzisława Krasnodębskiego.
                                                    Polskiego intelektualistę słuchającego słynnego nagrania aż zatyka z
                                                    obrzydzenia. Tak czy inaczej pozostajemy wciąż w tym samym zaklętym kręgu
                                                    moralizowania, słusznego oburzenia i zajmowania się Michnikiem, władcą naszego
                                                    publicznego życia - to rozpala emocje i wyobraźnię ludu.

                                                    Wybitna jednostka

                                                    Nawet powierzchowna analiza wpływu Michnika na polską politykę, teraz i
                                                    wcześniej, podpowiada, że żyjemy w kraju, w którym niepodzielnie panuje wybitna
                                                    jednostka. Wymykając się zarzutom o oportunizm, staje się ona - gdy zachodzi
                                                    taka historyczna potrzeba - uosobieniem amalgamatu poglądów polskich obywateli,
                                                    łącząc w sobie panujące w społeczeństwie sprzeczności: lewak - katolik,
                                                    narodowy kosmopolita, najtwardszy antykomunista walczący z antykomunistami,
                                                    zwolennik integracji europejskiej i wojny z Irakiem, krytyk Kościoła i jego
                                                    obrońca. Prawdziwy mesjasz mieszczący w sobie esencję polskości, zmieniający
                                                    się razem z losami swojego kraju.

                                                    Uboga wizja

                                                    Zatem i my zachowajmy się dialektycznie i doceńmy, że na straży naszej
                                                    pomyślności stoi niewątpliwie jeden z najwybitniejszych Polaków w historii, ale
                                                    powiedzmy także, iż nawet z najbardziej oświeconym władcą absolutyzm jest dla
                                                    obywateli gorszy od demokracji, a w niej nieskrępowanego dyskursu publicznego,
                                                    sensownych podziałów, prawdziwych dyskusji. Choć trudno bowiem zlekceważyć
                                                    słowa Jerzego Urbana, który przekonuje nas, że możemy wybierać jedynie między
                                                    Michnikiem i jakimś finansowym oligarchą, który będzie od niego gorszy, to czy
                                                    wolno nam tak myśleć?

                                                    Rządząc tak jak dotychczas, Michnik nigdy nie zdecyduje się wykorzystać swojej
                                                    wyjątkowej pozycji do stworzenia jakiejś prawdziwej wizji politycznej, nieco
                                                    bogatszej niż walka z korupcją lub, jak to było wcześniej, z dekomunizacją czy
                                                    lustracją. Napotkałby wtedy znacznie inteligentniejszych przeciwników niż
                                                    bracia Kaczyńscy, sędzia Nizieński czy Włodzimierz Czarzasty. Gdyby Michnik
                                                    zechciał podzielić nas na "dwie Polski" w sposób mniej doraźny, a bardziej
                                                    wyrafinowany/ideowy, musiałby zmierzyć się z prawdziwym, a nie stworzonym przez
                                                    siebie przeciwnikiem. Można bowiem odnieść wrażenie, że najwięksi wrogowie
                                                    Michnika to jego konstrukty, mówiące słowami z libretta napisanego przez niego
                                                    samego. Żyją z nim w symbiozie gwarantującej mu wieczny rząd dusz, bo w tak
                                                    podzielonej przez Michnika sferze publicznej stoją na z góry straconych
                                                    pozycjach: ciemnogrodzian, wyciągaczy ubeckich papierów, tramwajowych
                                                    antyklerykałów, skorumpowanych.

                                                    Żyjemy zatem w kraju, w którym nie toczy się żadna dyskusja między
                                                    przedstawicielami konkurencyjnych wizji społecznego rozwoju - głównie dlatego,
                                                    że nie bawi ona Adama Michnika, który zdobył sobie wyjątkową pozycję, dzieli i
                                                    rządzi. Jedni go kochają, drudzy nienawidzą, ale wszyscy myślą tylko o nim.
                                                    Także ja.

                                                    Autor jest redaktorem naczelnym "Krytyki Politycznej"
                                                  • Gość: Sulik Gdy odsłuchiwałem taśmy w Agorze przyszedł Jaruzel IP: *.kb.dk 03.04.03, 12:10
                                                    Sulik: gdy odsłuchiwałem taśmy w Agorze, przyszedł Jaruzelski

                                                    Bolesław Sulik zeznał w czwartek przed sejmową komisją śledczą, że podczas
                                                    odsłuchiwania przez niego taśmy z rozmową między Adamem Michnikiem a Lwem
                                                    Rywinem do pokoju w siedzibie Agory wszedł gen. Wojciech Jaruzelski, który
                                                    wcześniej był umówiony z Michnikiem.

                                                    "Myślę, że to nie był przypadek w tym sensie, że wizyta w +Gazecie Wyborczej+
                                                    była zaplanowana. Natomiast dla mnie to był po prostu śmieszny incydent - że w
                                                    trakcie, kiedy ja słuchałem tej taśmy, puka i wchodzi gen. Jaruzelski. Zresztą
                                                    Adam Michnik bardzo szybko go zabrał stamtąd" - powiedział Sulik, członek Rady
                                                    Nadzorczej TVP.

                                                    (www.wyborcza.pl)
                                                  • Gość: RAZ www.gazetapolska.pl IP: 193.0.117.* 07.04.03, 20:24
                                                    'Gazeta Polska' - Wydanie z 1-2 kwietnia 2003 r. Nr 13 (507) -

                                                    'Bijatyki na "Titanicu"' - Rafał A. Ziemkiewicz ziemkiewicz_polt@poczta.onet.pl

                                                    Wojna w Iraku wypchnęła z mediów wojny znacznie nam bliższe. Fakt, że pan
                                                    Kwaśniewski wszedł w ostry konflikt z panem Millerem, jeszcze został
                                                    odnotowany - ale to wcale nie najważniejsza z "wojen na górze".
                                                    Kwaśniewski i Miller na konflikt byli skazani od dawna, nic tu zaskakującego,
                                                    poza może woltą Urbana, który zaczął sypać swoich partyjnych kolegów. Wywołało
                                                    to, nawiasem mówiąc, ciekawą reakcję propagandową zaatakowanych, wspartych
                                                    przez żądnych łatwej wierszówki, a nieskorych do samodzielnego myślenia
                                                    publicystów. Oto utarło się, w tonie błyskotliwego pseudoparadoksu, dziwić, że
                                                    prawica "nagle zaczęła powoływać się na Urbana", że stał się on
                                                    jej "autorytetem moralnym" itd. Głupie gadanie. Od zawsze jest tak, że
                                                    gangsterzy sypią się nawzajem, czasem po to, by się wybielić, czasem żeby
                                                    zaszkodzić konkurencji - i nigdy jeszcze nie słyszałem, jako żywo, by sąd
                                                    opierający się na zeznaniach jakiegoś "Salcesona" czy innego łysola albo
                                                    policja przechwytująca przemyt "Wołomina", o którym wie dzięki anonimowym
                                                    telefonom z "Pruszkowa", oskarżane były o to, że bandyci stali się ich
                                                    autorytetami. Zadenuncjowanie przez Urbana praktyk i obyczajów rządu Millera
                                                    opiera się na podobnym mechanizmie i fakt, że Urban takiej denucjacji się
                                                    dopuścił, nie czyni go osobą ani odrobinę mniej godną pogardy.
                                                    Ale, wracając do głównej sprawy - nie to jest ciekawe i znaczące, że
                                                    Kwaśniewski wdał się w szarpaninę z Millerem. Ciekawe i znaczące jest to, że
                                                    jednocześnie wszedł w konflikt z ludźmi stanowiącymi dawniej jego
                                                    najwierniejsze zaplecze, z Ordynacką i całą formacją cwaniaczków, którzy w
                                                    latach 80. garnęli się do PZPR i jej młodzieżowych przybudówek nie po to,
                                                    by "bronić socjalizmu", ale by robić kariery, wchodzić w "układy" i wciskać
                                                    się, gdzie tylko można, wykorzystując fakt, że uczciwi ludzie woleli się wtedy
                                                    od reżimowego "życia publicznego" trzymać z daleka. Kwaśniewski, człowiek o
                                                    podobnej mentalności i życiorysie, był im zawsze politycznym patronem, on
                                                    widział w Kwiatkowskich i Czarzastych swoich pretorian, oni w nim - ideał
                                                    udanie przecwaniaczonego żywota. I oto nagle ten sam Kwaśniewski bije właśnie w
                                                    Czarzastego i Kwiatkowskiego? I to angażując się politycznie po stronie
                                                    Michnika, którego ludzie Ordynackiej zwykli uważać raczej za, by użyć
                                                    określenia W. I. Lenina, "pożytecznego idiotę" niż za równorzędnego gracza?
                                                    Różnie to ludzie interpretują - przeważa opinia, że ten zwrot wynikać ma z
                                                    oczekiwań Kwaśniewskiego, iż po upływie prezydenckiej kadencji zacznie
                                                    błyskotliwą karierę w strukturach zachodnich, w czym spryt i wzajemna
                                                    solidarność byłych ZSyPiarzy nic mu pomóc nie może, a legendarne kontakty
                                                    redaktora Michnika ze światową lewicą - i owszem. Osobiście nie do końca
                                                    wierzę, bo znaczyłoby to, iż Kwaśniewski jest bardzo naiwny. Michnik udowodnił
                                                    już nieraz, że na politycznego gracza nie nadaje się za grosz, zbyt jest na to
                                                    pobudliwy, chimeryczny i podatny na zmienne nastroje. Poza tym, na kim w takim
                                                    razie miałby się Kwaśniewski oprzeć? Na ludziach pokroju Siwca czy Waniek?
                                                    Przywódcy polityczni, poza tymi naprawdę dużego kalibru, mają zwyczaj otaczać
                                                    się ludźmi, którzy ich nie przerastają. Jeśli przywódca taki jest pozbawiony
                                                    charakteru, woli i kompetencji, to jego dwór jest ich pozbawiony w jeszcze
                                                    większym stopniu, i Kwaśniewski nie jest tu wyjątkiem. Wałęsa przynajmniej,
                                                    kiedy chciał kogoś odwołać, to go odwoływał, nawet jeśli formalnie nie miał
                                                    prawa. Kwaśniewski coś tam mówi, potem się z tego rakiem wycofuje, grozi,
                                                    zapowiada, nic z tego wszystkiego nie wynika... Gdybym musiał obstawiać, to
                                                    konsekwentnie angażowałbym pieniądze po stronie jego przeciwnika.
                                                    W cieniu tej niknie inna wewnątrzeseldowska bijatyka, dla kraju mająca skutki
                                                    jeszcze bardziej żałosne - pomiędzy Kołodką a Hausnerem. Ten drugi, jak się
                                                    zdaje, skumał w końcu, że otaczany przez lewicę irracjonalnym kultem "anty-
                                                    Balcerowicz" to showman i kuglarz, z którego butnie ogłaszanych recept na cud
                                                    wynikają tylko kolejne podwyżki podatków. Zabrał się więc za przygotowanie
                                                    własnego programu ożywienia gospodarki - oczywiście, wedle socjalistycznej
                                                    szkoły, poprzez zwiększenie "prorozwojowych" wydatków budżetu. Zapewne spodoba
                                                    się to lewicowym działaczom, może więc Hausner mieć uzasadnione nadzieje, że
                                                    ostatecznie to właśnie on, a nie Kołodko, doprowadzi Polskę do katastrofy.
                                                    Okazuje się, że uczyniona symbolem beztroska na "Titanicu" nie jest najgorszym,
                                                    co się może w obliczu katastrofy dziać. Tam przynajmniej do ostatniej chwili
                                                    tańczono, a nie bito się po pyskach.

                                                    ziemkiewicz_polt@poczta.onet.pl, ziemkiewicz.fantastyka.art.pl
                                                  • Gość: www.zw.com.pl Telefoniczna mafia IP: 193.0.117.* 02.01.04, 17:29
                                                    www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_ListNews1&news_cat_id=9&news_id=29050
                                                  • Gość: eeeee Re: 'Rzeczpospolita' IP: 195.116.155.* 07.05.03, 09:05
                                                    tylko ze blad statystyczny tego typu sondazy wynosi 3 pkt proc
    • Gość: MOr OBW - PiS 21 proc, SLD - 20 !!! IP: 193.0.117.* 09.04.03, 18:27
      Po tych seksualno - antysemickich wzwodach (a swoją drogą - kiedy te głupie
      endeki wreszcie nauczą się obsługiwać internet, żeby się nie powtarzać
      wielokrotnie!?) powracamy do spraw milszych: polecam strony Ośrodka Badań
      Wyborczych, gdzie PiS wyprzedził SLD!!!
      Pozdrowienia serdeczne!
      • Gość: www.rp.pl Opinia społeczna - 'Michnik traci wiarygodność' IP: 193.0.117.* 12.04.03, 19:22
        'Rzeczpospolita' - 10.04.03 Nr 85
        www.rp.pl/gazeta/wydanie_030410/publicystyka/publicystyka_a_2.html
        Opinia społeczna - 'Michnik traci wiarygodność'

        Niemal wszyscy uwikłani w tzw. aferę Rywina są przez respondentów CBOS
        traktowani podejrzliwie. Żadna osoba ani instytucja nie jest już dla badanych
        wiarygodna. Ci, którym najbardziej ufano w marcu br., teraz stracili najwięcej.
        Wiarygodność redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" Adama Michnika spadła o 15
        punktów procentowych, a samej gazety o 14. Mniejszym zaufaniem cieszy się też
        spółka Agora oraz jej prezes Wanda Rapaczyńska (spadek po 11 punktów). Badani
        podejrzliwiej patrzą na prezesa telewizji Roberta Kwiatkowskiego (spadek
        zaufania z 15 do 4 proc.) oraz SLD (spadek z 20 do 14 proc.).


        Na wiarygodności straciła nawet sejmowa komisja śledcza. Ale mimo że teraz
        częściej wzbudza nieufność (39 proc.) niż zaufanie (32 proc.), to właśnie
        komisja otrzymała najwyższe oceny (32 proc.) wiarygodności. Bardziej w tej
        sprawie ankietowani ufają tylko składającemu wyjaśnienia przed prokuratorem
        prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu (37 proc.). Może dlatego ponad połowa
        badanych (55 proc.) chce, żeby prezydent stanął przed komisją śledczą.
        Relatywnie wiarygodnymi pozostają również ci, którzy ujawnili aferę: Michnik
        i "Gazeta" (odpowiednio: 28 i 29 proc. deklaracji zaufania).

        Najmniej wiarygodni w sprawie są: Lew Rywin (69 proc. deklaracji nieufności),
        Robert Kwiatkowski (60 proc.), sekretarz KRRiTV Włodzimierz Czarzasty (57
        proc.) oraz premier Leszek Miller (58 proc.).

        b. k.

        Sondaż "Spadek wiarygodności osób i instytucji związanych z tzw. sprawą
        Rywina" przeprowadził CBOS w dniach od 28 marca do 1 kwietnia 2003 r. na
        reprezentatywnej losowej grupie 1054 dorosłych Polaków.

        • Gość: 'Rzeczpospolita' SLD sypie się! IP: 193.0.117.* 14.04.03, 19:04
          'Rzeczpospolita' - 14.04.03 Nr 88
          Analiza - 'SLD rozważa różne scenariusze rozwoju wypadków politycznych'
          'Premier za wybory?' - MAŁGORZATA SUBOTIĆ, PIOTR ŚMIŁOWICZ
          Ogłoszony przez prezydenta i premiera termin wyborów parlamentarnych -
          czerwiec 2004 - może okazać się nierealny. Nastroje panujące w SLD wskazują
          bowiem, że niektórzy politycy Sojuszu prędzej są skłonni odwołać premiera, niż
          doprowadzić do wcześniejszych wyborów. W SLD pojawiły się nawet pomysły, jak
          Millera wymienić, by mógł wyjść z tego z twarzą. W pierwszej kolejności szef
          rządu musi jednak zażegnać ostry konflikt między Jerzym Hausnerem a Grzegorzem
          Kołodką.
          Do niedawna politycy lewicy głosili, że uderzenie w Millera jest uderzeniem w
          SLD. Gdy prezydent zasugerował w wywiadzie dla "Rz", by premier podał się do
          dymisji, Sojusz zwarł szeregi w obronie Millera. Teraz sytuacja się odwróciła.
          Powód? Premier wspólnie z prezydentem zadeklarowali, że najbliższe wybory
          parlamentarne powinny odbyć się w czerwcu 2004.
          - Zapowiadając skrócenie kadencji parlamentu o półtora roku, Leszek Miller stał
          się balastem dla klubu SLD, bo jego posłowie stanęli przed dylematem: albo
          Miller jako premier, albo utrzymanie władzy do końca kadencji - ujawnia polityk
          Sojuszu.
          Przeciwko organizowaniu wyborów w przyszłym roku jest większość klubu SLD. A
          bez poparcia SLD uchwała o samorozwiązaniu Sejmu nie zostanie przyjęta, bo
          zabraknie wymaganej do tego większości dwóch trzecich głosów. - Zapowiedź
          przyspieszonych wyborów to chytre posunięcie, bo nie ma żadnych powodów, by SLD
          rezygnowało z władzy. Może ją sprawować do końca kadencji, niekoniecznie z tym
          samym premierem - uważa Zyta Gilowska z opozycyjnej PO.
          Miller nie konsultował
          - Najgorsze, że zostało to zrobione bez jakiejkolwiek konsultacji z klubem, za
          naszymi plecami, a przecież dotyczy nas bezpośrednio - mówi jeden z posłów SLD.
          Rzeczywiście Miller zgodził się ogłosić z prezydentem wcześniejsze wybory bez
          konsultacji z klubowymi kolegami. Ale to tylko jeden z powodów niechęci posłów.
          Najważniejszym jest wynikająca z deklaracji konieczność oddania władzy przed
          terminem i brak jakichkolwiek gwarancji, że wybory w 2004 roku przyniosą SLD
          zadowalający wynik. - Czerwiec przyszłego roku to chyba najgorszy termin z
          możliwych - ocenia wieloletni parlamentarzysta lewicy. I dodaje: - Notowania
          Sojuszu mogą wcale nie być lepsze niż na jesieni 2005. Tylko przeprowadzenie
          wyborów teraz, krótko po wygranym referendum mogłoby być ucieczką do przodu.
          Podobnie wypowiada się znana z dystansu do lidera SLD Izabella Sierakowska. -
          Jestem przeciwna wcześniejszym wyborom, bo nie będę wiedziała, co powiedzieć
          wyborcom. Przecież obiecywaliśmy, że będziemy rządzić cztery lata, a po
          pierwszych dwóch trudnych latach będą dwa lata lepsze - mówi. - Może w rządzie
          powinni się zastanowić, czy nie dokonać jakiś zmian. Dla mnie najważniejszy
          jest bowiem interes SLD, a nie interes jednego człowieka - dodaje.
          Wymiana pokojowa
          Liderzy rządu i Sojuszu zaczęli zastanawiać się nad scenariuszem zastępczym. I
          choć Aleksandra Jakubowska, szefowa gabinetu premiera, zapewnia że "wymiana
          premiera byłaby bardzo trudna, bo w SLD nie ma dla niego poważnej alternatywy,
          a uruchomienie w tej chwili walk w SLD oznaczać będzie upadek tego
          ugrupowania", to poszukiwania nowego lewicowego szefa rządu mają miejsce. Z
          naszych informacji wynika, że ma to być ekonomista. Na przykład Jerzy Hausner
          bądź Dariusz Rosati. Marszałek Sejmu Marek Borowski, chętnie widziany na czele
          rządu - jak to określa jeden z lewicowych polityków - "jednego dnia mówi coś, a
          drugiego co innego".
          Scenariusz pokojowej zmiany zakłada, że Leszek Miller po referendum
          europejskim złożyłby rezygnację. Miałoby to stać się po kongresie SLD, pod
          koniec czerwca. W Sojuszu pojawił się nawet pomysł, jak uzasadnić odejście
          premiera - przez zmianę statutu partii i wprowadzenie zakazu łączenia funkcji
          partyjnych i rządowych. W takiej sytuacji Miller nie odchodziłby z rządu jako
          przegrany. Muszą być jednak spełnione dwa warunki - referendum europejskie
          będzie wygrane i Rada Ministrów przyjmie program reformy finansów publicznych.
          Dlaczego? Bo pokojowy scenariusz wymiany premiera bez akceptacji samego
          zainteresowanego nie będzie możliwy do przeprowadzenia. By były szanse na jego
          zgodę, Miller musi zrealizować przynajmniej część swojego "czteropunktowego
          planu".
          Albo Kołodko, albo Hausner
          Problemem, który Miller musi rozwiązać jak najszybciej, jest konflikt między
          Grzegorzem Kołodką a Jerzym Hausnerem. Osoby związane z rządem przyznają, że
          konflikt być może będzie musiał się skończyć dymisją któregoś z nich.
          Bardziej prawdopodobna jest dymisja Kołodki, którego skomplikowana osobowość
          coraz więcej doskwiera kolegom z rządu. Zresztą w otoczeniu premiera coraz
          bardziej krytycznie patrzy się na sytuację, w której za koordynację polityki
          gospodarczej odpowiada minister finansów. Pojawił się więc pomysł, by tym
          wicepremierem był minister gospodarki i pracy. Rolę ministra finansów można by
          wtedy ograniczyć do roli rządowego "księgowego". Gdyby tak się stało
          najprawdopodobniej urażony Kołodko odszedłby, a Hausner firmowałby reformę.
          Jednak taki scenariusz, pożądany z punktu widzenia spoistości rządu, jest w
          tej chwili dla Millera niekorzystny - przyznają niektórzy politycy. Choćby
          dlatego, że jeszcze niedawno zapowiadał, że zmian w jego rządzie nie będzie.
          Robi więc wszystko, by Hausner i Kołodko działali wspólnie, a do ewentualnych
          dymisji doszło dopiero po przyjęciu programu reformy finansów i po referendum.
          Jeszcze raz PSL
          Oczywiście jest też prawdopodobne, że w referendum europejskim frekwencja nie
          przekroczy 50 proc. i decyzję będzie musiał podejmować parlament. Wówczas bieg
          zdarzeń, według niektórych polityków Sojuszu, może wyglądać następująco: Sejm
          nie wyłania nowego rządu, więc prezydent go rozwiązuje i ogłasza wybory.
          Odbywają się one jeszcze jesienią tego roku. Dla SLD i Millera są korzystne, bo
          choć Miller traci władzę, Sojusz ma szanse uzyskać w miarę dobry wynik
          wyborczy. Echa tego planu zabrzmiały w niedawnej wypowiedzi szefa Kancelarii
          Premiera Marka Wagnera, który sugerował, że premier byłby gotowy odejść, gdyby
          to parlament miał decydować o wejściu do Unii i od pozostania Millera zależała
          jego decyzja.
          Jeszcze inny możliwy scenariusz, który mógłby zostać zrealizowany zarówno w
          przypadku wygranego referendum, jak i w sytuacji, gdyby decyzję o naszej
          akcesji musiał podejmować Sejm, to ustąpienie Millera i powołanie nowego rządu,
          mającego parlamentarną większość. Podjęto już nawet wstępne rozmowy w sprawie
          rekonstrukcji koalicji SLD - UP - PSL. Jednak podstawowym warunkiem powrotu
          ludowców do rządu jest zmiana premiera.
          Obrona listem
          Oczywiście Miller nie znalazłby się w obecnej sytuacji, gdyby wszystko się
          potoczyło tak, jak zapowiadał w 2001 roku. W ciągu półtora roku istnienia rządu
          pojawiało się jednak coraz więcej symptomów kryzysu. Premier wikłał się w coraz
          mniej czytelne decyzje personalne, rozpadła się koalicja, wybuchła sprawa
          Rywina i doszło do gwałtownej eskalacji konfliktu z prezydentem Kwaśniewskim.
          Afera Rywina destrukcyjnie wpłynęła na premiera i rząd, co - jak się
          dowiedzieliśmy - daje się odczuć choćby podczas posiedzeń Rady Ministrów. Na
          przykład szef MON Jerzy Szmajdziński, odkąd ujawniono jego słowa o "skrywanych
          celach rządu", niemal na każdym posiedzeniu podkreśla, że musi uważać na to, co
          mówi.
          W tej sytuacji nie mogła dziwić ofensywa polityczna Kwaśniewskiego. -
          Prezydent zobaczył, że premier nie ma strategicznego celu sprawowania władzy,
          że ważna dla niego jest władza dla samej władzy - mówi polityk SLD bliski
          prezydentowi. Osoby z kręgu Millera przyznają, że gdyby premier nie wyciągnął
          asa z rękawa w postaci listu Rywina do prezydenta, "byłoby już po premierze".
          Podobno w ostatnim czasie Les
          • Gość: 'Rzeczpospolita' Re: SLD sypie się! (cd) IP: 193.0.117.* 14.04.03, 19:05

            Obrona listem
            Oczywiście Miller nie znalazłby się w obecnej sytuacji, gdyby wszystko się
            potoczyło tak, jak zapowiadał w 2001 roku. W ciągu półtora roku istnienia rządu
            pojawiało się jednak coraz więcej symptomów kryzysu. Premier wikłał się w coraz
            mniej czytelne decyzje personalne, rozpadła się koalicja, wybuchła sprawa
            Rywina i doszło do gwałtownej eskalacji konfliktu z prezydentem Kwaśniewskim.
            Afera Rywina destrukcyjnie wpłynęła na premiera i rząd, co - jak się
            dowiedzieliśmy - daje się odczuć choćby podczas posiedzeń Rady Ministrów. Na
            przykład szef MON Jerzy Szmajdziński, odkąd ujawniono jego słowa o "skrywanych
            celach rządu", niemal na każdym posiedzeniu podkreśla, że musi uważać na to, co
            mówi.
            W tej sytuacji nie mogła dziwić ofensywa polityczna Kwaśniewskiego. -
            Prezydent zobaczył, że premier nie ma strategicznego celu sprawowania władzy,
            że ważna dla niego jest władza dla samej władzy - mówi polityk SLD bliski
            prezydentowi. Osoby z kręgu Millera przyznają, że gdyby premier nie wyciągnął
            asa z rękawa w postaci listu Rywina do prezydenta, "byłoby już po premierze".
            Podobno w ostatnim czasie Leszek Miller wypomina Aleksandrze Jakubowskiej, że
            gdy mianował ją szefem gabinetu politycznego miała być - jak sama o sobie
            mówiła - kobietą tylko na lekki kryzys. -

            • Gość: www.wprost.pl NIE mafii IP: 212.160.235.* 22.04.03, 00:38



              Wprost Online > Tygodnik > Wydanie nr 1064 > Artykuły 22 kwietnia 2003

              Nie mafii
              Tygodnik "Wprost", Nr 1064 (20 kwietnia 2003)


              Bankiet dla mafii pruszkowskiej to była demonstracja uprawnień dziennikarzy do
              swobody bycia - broni się Jerzy Urban

              To prawa ręka Urbana [Bogusław Gomzar, dziennikarz "Nie"]. To, co
              napisze 'Nie', to pan Miller o tym wie, pan Kwaśniewski o tym wie, pan minister
              sprawiedliwości o tym wie. Po wyjściu z prokuratury spotkasz się z nim
              [Bogusławem Gomzarem], opowiesz" - tak przed przesłuchaniem w sądzie instruował
              Jeremiasz Barański (ps. Baranina), jeden z najgroźniejszych przestępców w
              Europie, Joannę N., konkubinę Tadeusza Maziuka. Maziuk był oskarżany o
              zabójstwo Jacka Dębskiego, ministra sportu w rządzie Jerzego Buzka. W czerwcu
              2002 r. znaleziono Maziuka powieszonego w celi aresztu na Rakowieckiej w
              Warszawie.

              Służba prasowa Baraniny
              Czy dziennikarze "Nie" są manipulowani przez mafię? - zapytaliśmy Jerzego
              Urbana, redaktora naczelnego pisma.
              - Nie byliśmy przez nikogo manipulowani, ani w sprawach Baraniny, ani łódzkiej
              ośmiornicy, ani zeznań Masy [świadka koronnego w procesie gangu
              pruszkowskiego]. Dokładnie pokazujemy sprawę Baraniny: myśmy uzyskiwali
              dokumentację ze śledztwa i przedstawialiśmy wątpliwości. Dzisiaj te wątpliwości
              nadal pozostają. Nietrafne było to, że podważaliśmy generalną tezę śledztwa,
              natomiast wątpliwości, nawet po wyroku, pozostaną do wyjaśnienia -
              mówi "Wprost" Jerzy Urban. Dzień wcześniej Urban powiedział "Trybunie": "Myśmy
              rzeczywiście byli do pewnego stopnia manipulowani w sposób bardzo zręczny przez
              Baraninę. Zręczny, bo kancelarie adwokackie, np. z Monachium, przesyłały nam
              bez żadnych komentarzy pakiety dokumentacji. (...) Problem polegał na tym, że
              służba prasowa Baraniny działała znacznie sprawniej niż służba prasowa
              prokuratury".
              W serii artykułów opublikowanych w "Nie" w ciągu ostatnich pięciu miesięcy
              podważano wszystkie kluczowe ustalenia prokuratury w sprawie roli Barańskiego
              (zleceniodawcy) i Maziuka (wykonawcy) w zabójstwie Jacka Dębskiego. W tekstach
              tych Baranina jawił się jako poczciwy, staroświecki gangster, który z
              przestępcy przemienił się w biznesmena. Tymczasem Baranina to faktyczny
              szef "Pruszkowa", współtwórca tzw. mafii paliwowej (sprzedawała ona olej
              opałowy jako napędowy, zarabiając setki milionów złotych na podatku VAT),
              organizator wielkich przemytów spirytusu i elektroniki do Polski, jeden z
              najważniejszych w Europie organizatorów przemytu kolumbijskiej kokainy
              (organizowane przez niego transporty można liczyć w tonach). Barański to także
              bliski współpracownik mafii włoskiej, rosyjskiej, tureckiej oraz narkotykowych
              baronów z Cali i Medellin.

              Mafia inaczej
              Podczas przesłuchań przed sejmową komisją śledczą w sprawie Rywina Jerzy Urban
              ujawnił, że wydał przyjęcie dla bossów gangu pruszkowskiego. Wedle jego słów,
              na tym przyjęciu mieli być Andrzej Banasiak (potem używający nazwiska
              Zieliński), pseudonim Słowik, oraz Jarosław Sokołowski, pseudonim Masa. Urban
              podejmował "Pruszków" jesienią 1991 r., gdy rodziła się polska mafia. To wtedy
              dzielono strefy wpływów, to wtedy "Pruszków" znalazł dojścia do polityków,
              korumpował policję i wymiar sprawiedliwości. Do spotkania doszło w pubie
              mieszczącym się w budynku dawnej Pasty. Na Andrzeju Banasiaku ciążył wówczas
              wyrok sześciu lat więzienia za kradzieże i rozboje. Z powodów zdrowotnych
              (dzięki sfałszowanej dokumentacji) miał właśnie przerwę w odbywaniu kary. Jerzy
              Urban stwierdził podczas przesłuchania przed komisją śledczą, że "miał honor"
              wydać bankiet dla gangsterów.
              - Dziennikarze nie są funkcjonariuszami państwowymi. Bankiet, który urządzałem
              dla mafii pruszkowskiej, to była demonstracja uprawnień dziennikarzy do swobody
              bycia - mówi teraz "Wprost" Jerzy Urban. Podważanie rezultatów śledztwa
              dotyczącego roli Barańskiego i Maziuka w zabójstwie Jacka Dębskiego nie jest
              jedynym przykładem "innego" spojrzenia "Nie" na polską mafię. Od wielu miesięcy
              tygodnik Urbana publikuje artykuły podważające istnienie tzw. łódzkiej
              ośmiornicy i oskarża prokuratora Kazimierza Olejnika, który ją rozpracowywał, o
              fałszowanie dowodów. Tymczasem rzekomo nie istniejąca łódzka ośmiornica to
              obejmujący całą Polskę gang zajmujący się ściąganiem haraczy, porwaniami,
              handlem narkotykami, przestępstwami gospodarczymi na gigantyczną skalę. Grupa
              zajmowała się m.in. produkcją win średniego gatunku i handlem nimi oraz
              wyłudzaniem podatku akcyzowego i VAT.
              W artykułach publikowanych w "Nie" podważano także zeznania Jarosława
              Sokołowskiego, pseudonim Masa, świadka koronnego w sprawie mafii pruszkowskiej.
              Rekonstruowane przez niego powiązania "Pruszkowa" ze światem polityki i wymiaru
              sprawiedliwości nazywano w "Nie" mitomanią. Podobnie jak Baranina gang
              pruszkowski jawi się w tygodniku Urbana jako grupa zajmująca się banalną
              przestępczością, jakby nie miała ona na koncie dziesiątek osób ginących w
              krwawych porachunkach, jakby nie sprowadzała ton narkotyków, nie handlowała
              bronią i nie korumpowała funkcjonariuszy państwa.
              Jerzy Urban na pytanie, czy publikowania takich materiałów nie uważa co
              najmniej za dwuznaczne, odpowiada: "Dla mnie to w ogóle nie jest dwuznaczne".
              A dla mafii...?

              Violetta Krasnowska



              --------------------------------------------------------------------------------


              © AWR Wprost 1998 - 2003 Wprost Online Archiwum Kariera Ludzie
              Prenumerata
              Reklama Komunikaty prasowe Forum Poczta Cafe
              Newslettery Wiadomości z Wprost Kontakt Psy.pl Koty.pl
              • Gość: 'Rzepa' www.rp.pl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.03, 17:14
                'Rzeczpospolita' - 26.04.03 Nr 17
                'PAŃSTWO DO REMONTU' - 'Stan po potopie' - ABP JÓZEF ŻYCIŃSKI

                Cynizm demonstrowany przez będących u władzy ludzi lewicy jest na dłuższą metę
                bardziej szkodliwy społecznie niż populizm Samoobrony. Populistyczny slogan
                nigdy nie będzie atrakcyjny dla odbiorców reprezentujących określony poziom.
                Cynizm władzy może natomiast pociągać wszystkich, u których pragnienie sukcesu
                za wszelką cenę rozkwita w moralnej próżni.

                Symbolem zatarcia granicy między rzeczywistością a fikcją stał się dla wielu
                osób atak terrorystyczny z 11 września 2001 r. Obraz, na którym samolot wbijał
                się w ścianę wieżowca, niektórzy z telewidzów uważali początkowo za filmowy
                kicz, dający niepochlebne świadectwo o gustach producenta.

                W polskich warunkach rozmyte granice świata fikcji znacznie wcześniej
                przejmująco ukazał Tadeusz Konwicki w "Małej apokalipsie". Przyjęta w niej
                konwencja literacka miała wiele twórczych zastosowań w działaniach PRL-owskich
                polityków. Ktoś wspominał mi, że gdy w pamiętny dzień 13 grudnia o godzinie
                9.00 rano usłyszał w radiu przemówienie generała Jaruzelskiego, był przekonany,
                że to pastisz nadawany w kabaretowym programie "60 minut na godzinę", w którym
                często przemycano ironiczne komentarze na temat ówczesnych władz. Mój rozmówca
                miał nawet lekkie pretensje, że autorzy przesadzili ze zjadliwym ośmieszeniem
                generała, przypisując mu tekst, którego pseudopatriotycznej retoryki nie
                wymyśliłby nawet Konwicki.

                Potęga surrealizmu

                Podobne zacieranie granic między fikcją a rzeczywistością jest dowodem
                ciężkiego schorzenia demokratycznych instytucji. Jego dalsze ignorowanie grozi
                powstaniem mieszanki populizmu i cynizmu, która może się okazać mieszanką
                wybuchową.

                Do wytworzenia się poczucia surrealizmu doprowadził w ostatnim czasie ciąg
                afer, które dowodzą, że państwo prawa właściwie nie funkcjonuje. Osobną grupę
                stanowią afery, w których majestatu prawa używano do niemal mafijnych działań
                przeciw znanym osobistościom z Orlenu, Optimusa czy Poczty Polskiej. W
                społeczeństwach o zakorzenionym poczuciu demokracji podobne nadużycia władzy
                zostałyby wykorzystane przez opozycję do natychmiastowego wskazania osób, które
                ponoszą za to osobistą odpowiedzialność, i odsunięcia od władzy wszystkich,
                którzy chcieliby nadal stosować takie metody. Tymczasem zamiast dowodów
                poczucia moralnej odpowiedzialności, otrzymaliśmy konferencję prasową, podczas
                której przedstawiciele władzy przemówili humorystycznym językiem bohaterów
                Konwickiego. Swą nadgorliwość w stosowaniu środków przemocy usprawiedliwiali
                tym, że w odniesieniu do innych osób przez długi okres nie stosowali żadnych
                środków. A przecież należało przeciwdziałać powstawaniu demokracji
                nomenklaturowej, rezerwującej nadzwyczajne przywileje dla środowisk bliskich
                kręgom władzy.

                Rozmijałby się z prawdą ktoś, kto twierdziłby, że środowisko sprawujące władzę
                w ogóle nie reaguje na krytykę i tym samym nawiązuje do metod sprawdzonych w
                okresie tzw. demokracji ludowej. Natychmiastowa reakcja kilku ministrów,
                odpowiadających w stylu sztubaków na zarzuty Jerzego Urbana, świadczy o tym, że
                władza ma nadal swoje autorytety, przed którymi potrafi się tłumaczyć. Wymowna
                pozostaje zarówno natura tych autorytetów, jak i różnice w sposobie oceniania
                redakcji "Nie" w dochodzeniach prowadzonych w tym samym czasie w Wiedniu i
                Warszawie. Podczas wiedeńskiego procesu "Baraniny" zwrócono uwagę na współpracę
                jednego z redaktorów tygodnika "Nie" ze środowiskiem zorganizowanej
                przestępczości. W warszawskich przesłuchaniach związanych ze sprawą Rywina
                naczelny "Nie" wystąpił natomiast - niezależnie od swych intencji - jako
                autorytet moralny, gdy kilku ministrów obecnego rządu przyjęło jego komentarze
                z nadzwyczajną atencją, której nie było wcześniej widać w reakcjach na opinie
                społeczeństwa. Nie wolno bagatelizować faktu, że styl publikacji ujawniający w
                Wiedniu poziom gangsterskich powiązań, w Warszawie stanowi opiniotwórczy
                standard dla obecnych "elit" politycznych. Mamy więc schorzenie w strukturach
                władzy, którego konsekwencje trzeba będzie ponosić długo, także dlatego, że
                wiele środowisk chorobę tę podniosło do rangi wzorców zdrowia.

                Tolerowanie takich patologii może przynieść nieobliczalne następstwa, gdy
                środowiska o chorobliwej żądzy władzy będą usiłowały kreować model ludzi
                sukcesu, pozbawionych elementarnego poczucia wstydu i honoru. W rządzie Jerzego
                Buzka potrafiono przeciwdziałać podobnym nadużyciom, zwalniając z pełnionych
                funkcji osoby, wobec których sformułowano poważne oskarżenia. W obecnych
                warunkach domniemanie niewinności doprowadzono natomiast do tak absurdalnej
                formy, że można się tylko dziwić, iż nikt nie wystąpił jeszcze z projektem
                przywrócenia do władzy Stanisława Kociołka czy Czesława Kiszczaka, skoro nie
                udowodniono im dotąd jednoznacznie żadnych czynów przestępczych.

                Niepotrzebne sądy?

                Gdy z polityki znikają oceny etyczne, podstawową formą ratowania moralnego
                autorytetu władzy staje się wygłaszanie przemówień i pisanie listów, w których
                powracają echa dawnej walki klas i doktryny o historycznej misji partii. W
                liście przypadkowo znalezionym w Internecie natrafiłem na wzorcowy przykład
                takiego stylu. Przedstawiciele środowiska Ordynackiej wyrażają w nim najwyższe
                uznanie dla Włodzimierza Czarzastego. Przy lekturze tekstu nie mogłem oprzeć
                się wrażeniu, że partia bolszewicka nigdy nie potrafiła wyrazić swej dumy z
                Włodzimierza Iljicza równie przejrzyście, jak Ordynacka wyraża swój niekłamany
                podziw dla "kolegi Włodka". W dokumencie tym uderza również absolutny brak
                choćby odrobiny wstydu, gdy na związki z tym właśnie środowiskiem powołują się
                aferzyści handlujący ustawami sejmowymi. Lektura listu może także utwierdzać w
                przekonaniu, że sądownictwo jest już Polsce niepotrzebne. W wątpliwych
                sprawach, które dawniej kierowano do sądów, obecnie wystarczy odwołanie się do
                opinii kolegów. Być może tym właśnie należy tłumaczyć długie milczenie
                Ministerstwa Sprawiedliwości wówczas, gdy podjęcie zdecydowanych działań było
                jego podstawowym obowiązkiem.

                Ideologiczny tupet łatwo połączyć z żenującą niekompetencją. Jako jej wzorcowy
                przykład wystarczy wskazać wystąpienia senatora Jarzembowskiego. Zaatakował on
                Instytut Pamięci Narodowej za to, że nie prowadzi badań nad pewnymi
                zagadnieniami. Dla senatora nie było ważne, że sprawy te nie należą do
                statutowych obowiązków IPN. W żadnym z późniejszych wystąpień nie przeprosił
                ani za swą ignorancję, ani za elokwencję wypraną z logiki.

                Inny przykład tupetu wychodzącego poza granice wyobraźni stanowią zarzuty
                kierowane pod adresem Adama Michnika przez ludzi podejrzanych o udział w
                próbie "sprzedaży" ustawy sejmowej. Sugerują oni, że nagrywanie dotyczącej
                tej "transakcji" rozmowy było wysoce niestosowne. Sugerują tym samym, że
                człowiek honoru w walce z mafią powinien stosować jedynie metody dopuszczalne
                przez przedszkolanki. Można sobie łatwo wyobrazić, jak - w przypadku braku
                nagrań - wyglądałaby na łamach "Trybuny" polemika z Agorą. Aby zbagatelizować
                cały problem, wystarczyłoby wtedy błyskotliwie zauważyć, że Michnik ma ostatnio
                ze słuchem nie mniejsze kłopoty niż z dykcją, zaś reszta jego ekipy stara się
                nie wykraczać poza poziom szefa.

                Szkodliwy cynizm

                Cynizm obecnej sytuacji najwyraziściej ujawnia się w tym, że osoby, w których
                zachowaniu widać odniesienie do sumienia, są zwalniane z pełnionych funkcji,
                natomiast - na przekór apelom prezydenta RP - trzymają się kurczowo stanowisk
                ci, u których miejsce wartościowań moralnych zajęły butne deklaracje o
                kierowaniu się własnym rozumem. Obawiam się, że następstwa cynizmu
                demonstrowanego przez ludzi lewicy są na dłuższy dystans znacznie bardziej
                szkodliwe społecznie niż populizm Samoobrony. Jawny antyintelektualizm tego
                ostatniego sprawia, że populistyczny slogan nie będzie nigdy a
                • Gość: 'Rzepa' - CD Re: www.rp.pl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.03, 17:16
                  CD - 'Rzeczpospolita' - 26.04.03 Nr 17

                  Szkodliwy cynizm

                  Cynizm obecnej sytuacji najwyraziściej ujawnia się w tym, że osoby, w których
                  zachowaniu widać odniesienie do sumienia, są zwalniane z pełnionych funkcji,
                  natomiast - na przekór apelom prezydenta RP - trzymają się kurczowo stanowisk
                  ci, u których miejsce wartościowań moralnych zajęły butne deklaracje o
                  kierowaniu się własnym rozumem. Obawiam się, że następstwa cynizmu
                  demonstrowanego przez ludzi lewicy są na dłuższy dystans znacznie bardziej
                  szkodliwe społecznie niż populizm Samoobrony. Jawny antyintelektualizm tego
                  ostatniego sprawia, że populistyczny slogan nie będzie nigdy atrakcyjny dla
                  odbiorców reprezentujących określony poziom kultury. Nomenklaturowy cynizm może
                  natomiast pociągać wszystkich, u których pragnienie sukcesu za wszelką cenę
                  rozkwita w moralnej próżni. Zachętą do niego jest ignorowanie opinii
                  społecznej, w myśl sprawdzonej już zasady: "Po nas choćby potop".

                  Potop już, niestety, przyszedł, zaskakując środowiska, które pocieszały się, że
                  jest to jedynie próba kataklizmu. Nie dziwię się, że w pierwszych reakcjach na
                  potop bezradnie wyglądały zachowania władz, które dysponują instrukcjami
                  jedynie na wypadek powodzi. Obecnie jednak reakcje powinny być już wyrazem
                  współodpowiedzialności za zalew nomenklaturowego cynizmu, którego następstwem
                  może być społeczna apatia przeradzająca się w niekontrolowany protest. Nie
                  wolno bagatelizować sytuacji, w której handel ustawami sejmowymi staje się
                  zjawiskiem tak normalnym; nie wolno ocen moralnych zastępować zasadą większości
                  głosów.

                  W senackich głosowaniach, które w apoteozie telewizyjnych układów idą nie tylko
                  na przekór opinii prezydenta RP, lecz również całkowicie lekceważą opinię
                  społeczną, lewicowi senatorowie demonstrują ten sam poziom kultury politycznej,
                  co autorzy hołdowniczego listu do "kolegi Włodka". Przy obecnej proporcji
                  głosów w Senacie nie sprawiłoby zapewne problemu przegłosowanie wniosku, że
                  Ziemia jest całkowicie płaska, zaś wiecznie żywy Lenin przemawia przez prezesa
                  TVP. Proporcje parlamentarne nie są jednak wieczne. W optymistycznym wariancie
                  można oczekiwać, że kolejna ekipa rządząca ujawni bezlitośnie szczegóły afery,
                  ukazując "zasługi" poszczególnych osób i urzędów w jej maskowaniu. W wariancie
                  pesymistycznym można obawiać się natomiast niekontrolowanych protestów
                  społecznych, które lekceważąc demokratyczne państwo prawa, nie byłyby jednak
                  mimo wszystko bardziej aroganckie, niż styl działania obecnych "elit".

                  Zapewne żaden z tych wariantów nie przeraża najbardziej radykalnych sympatyków
                  demokracji nomenklaturowej. Ostatecznie dadzą sobie oni radę przy każdym
                  potopie. Można przecież zawsze zmienić nazwę partii, po wyrecytowaniu rytualnej
                  formuły "Sztandar SLD wyprowadzić". Jest tyle innych dźwięcznych nazw, które
                  można jeszcze przyjąć w imię haseł lewicy. Tylko Polska jest jedna i jej
                  społeczeństwo ma prawo do tego, by elementarne zasady sprawiedliwości i
                  uczciwości nie były podporządkowane układom salonowo-towarzyskim.
                  Odpowiedzialność za egzekwowanie tych zasad spada dziś przede wszystkim na
                  tych, którzy przez długi okres nie reagowali na kuriozalne naruszanie prawa.
                  Obecna sytuacja jest dla nich formą testu, którym wpisują się w historię
                  Polski. Znacznie łatwiej jest przyjąć kojącą retorykę listu do "kolegi Włodka"
                  i demonstrować sympatię wobec dawnych towarzyszy broni, niż szukać uczciwego
                  wyjścia z zagrożeń niesionych przez potop. Najłatwiej jest biernie czekać,
                  obserwując, czy spadek popularności niektórych środowisk i osób osiągnie w
                  opinii społecznej poziom zera absolutnego.

                  Czekając na Noego

                  Nie jest przejawem chrześcijańskiej odpowiedzialności oczekiwanie, że sam Pan
                  Bóg rozwiąże nam problem potopu, zsyłając w cudowny sposób Noego z gotową arką.
                  Pragnienia takie wyglądają szczególnie pretensjonalnie u przedstawicieli władz
                  wywodzących się z tradycji lewicy. Ich rozbrajająca bezradność połączona z
                  czekaniem na Noego staje się formą czekania na Godota. W świecie, gdzie zatarto
                  granice między fikcją a rzeczywistością, Samuel Beckett może stać się
                  nauczycielem sprawowania władzy w systemie demokracji nomenklaturowej. Może,
                  ale nie musi, jeśli tylko znajdą się osoby świadome dramatyzmu obecnej
                  sytuacji. -
                  • Gość: Łęski www.gazetapolska.pl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.03, 17:29
                    'Gazeta Polska - Wydanie z 23 kwietnia 2003 r. Nr 16 (510)
                    'Szkodnicy bohaterami' - Jacek Łęski

                    Obserwując ostatnie wydarzenia wokół afery Rywina, można zwątpić w polityczną
                    odpowiedzialność ludzi, którzy w znacznej mierze doprowadzili do obecnego stanu
                    głębokiej choroby mediów. Czytając niektóre komentarze prasowe, mniej
                    zorientowany czytelnik może dojść do wniosku, że oto pewna grupa ludzi
                    zajmująca się polityką państwa wobec mediów i grająca w ich systemie ważną
                    rolę - broni honoru Rzeczpospolitej. Chodzi o dawnych działaczy wywodzących się
                    ze środowiska Unii Wolności.
                    Bolesław Sulik przedstawiany jest w "Gazecie Wyborczej" jako obrońca wolności
                    mediów, który przeżywa gorzkie rozczarowanie rzeczywistością, jaka nie pasuje
                    do ideałów lansowanych przez jego środowisko. Juliusz Braun wyrasta na herosa
                    walki o wolność słowa po tym, jak zrezygnował z szefowania Krajowej Radzie,
                    chociaż pełnił tam rolę listka figowego mającego skrywać wstydliwe miejsca
                    lewicowego układu rządzącego publicznymi mediami. Anna Popowicz, skądinąd ważna
                    postać w Radzie Nadzorczej Telewizji Polskiej, zrezygnowała z pracy w Radzie
                    dwa miesiące przed upływem kadencji. W rozmowie z Jackiem Żakowskim odgrywa
                    teraz rolę ciotki, która poniewczasie zorientowała się, że uczestnicy imprezy,
                    z którymi biesiadowała od wielu miesięcy, to prawie kryminaliści i dodatkowo
                    kolesie.
                    Gdyby postronny obserwator przyjechał do Polski pół roku temu, to może by
                    uwierzył w te dyrdymały, jednak ktoś, czyja pamięć sięga nieco dalej, może
                    tylko pęknąć ze śmiechu obserwując farsę.
                    Prawda jest taka, że całe polityczne środowisko związane z Unią Wolności
                    i "Gazetą Wyborczą" przez lata pozostawało w ścisłej politycznej komitywie z
                    tymi, którzy (mój Boże, co za smutne odkrycie) okazali się politycznymi
                    gangsterami i ludźmi za nic mającymi publiczny interes. Ta komitywa nie była
                    wyrazem naiwności czy bezinteresownej troski o polityczną różnorodność. Ludzie
                    Unii Wolności uznali, że byli komuniści są najlepszym partnerem do wspólnego
                    budowania przyszłości III Rzeczpospolitej.
                    Uznali też, że przedstawiciele sił dawnego porządku z wdzięczności za ten
                    alians nie będą naruszać interesów silnej grupy biznesowej i politycznej, jaka
                    wyrosła na gruzach dawnej "Solidarności". Obie strony widziały w tym swój
                    biznes i obie uznały, że wszystkie środowiska polityczne na prawo od Unii
                    Wolności są politycznym przeciwnikiem. W mediach było to widać szczególnie
                    wyraźnie.
                    Ludzie Unii Wolności najpierw na spółkę z ekipą SLD wyczyścili TVP ze
                    wszystkich, którzy ośmielili się myśleć inaczej niż według lewicowych
                    schematów, a dziś sami zostali potraktowani tak jak wcześniej na spółkę z ekipą
                    SLD traktowali innych. Teraz leją krokodyle łzy. Za późno.
                    Ekipa związana z Unią popełniła kilka grzechów: jednym z nich była błędna
                    kalkulacja polityczna - okazało się, że byli komuniści wbili im nóż w plecy.
                    Innym był sojusz z dawnymi partyjnymi oportunistami w rodzaju Kwaśniewskiego.
                    Dziś płacą za to cenę politycznej marginalizacji i utraty wpływów w miejscach,
                    które pomagali opanować ludziom SLD. Czy to nie wystarczy?
                    Nie, nie wystarczy. Po to, by mówić o nadziei na zmianę obecnego stanu rzeczy
                    i budowaniu mediów w zgodzie z regułami demokratycznego państwa nie
                    kneblującego wolności słowa, trzeba wyraźnej oceny tego, co się stało w
                    przeszłości. Trzeba też wyraźnego nazwania nieprawości i ludzi, którzy za nią
                    odpowiadają.
                    Zamazywanie odpowiedzialności i kreowanie na bohaterów ludzi, którzy nimi nie
                    są, nie służy budowaniu alternatywy dla partyjnych mediów.
                    • Gość: MOr Kaseta? A po co mu ona? IP: 193.0.117.* 28.04.03, 19:27
                      Kaseta? A po co mu ona?

                      'Rzeczpospolita' 28.04.03 - 'W trakcie tego spotkania, jak mówił premier, Adam
                      Michnik dodał jeszcze informację o nagraniu rozmowy z Rywinem. - Dla mnie ta
                      informacja była zupełnie nowa. Pragnę zaznaczyć, że Adam Michnik nie omawiał
                      szczegółów tego nagrania. Dowiedziałem się o jego treści z publikacji "Gazety
                      Wyborczej" i w wersji uzupełnionej o pominięcia w tej publikacji w późniejszym
                      tekście "Rzeczpospolitej" - tłumaczył szef rządu'.
                      Chciałbym zwrócić waszą uwagę, że po raz kolejny powraca kwestia nagrania
                      rozmowy Michnik - Rywin. Kolejno Kwach, Miller, Sulik itp., przyznają, że aż do
                      momentu publikacji przez 'Wybiórczą' NIE ZNALI TREŚCI NAGRANIA! Kiedy Sulik
                      chciał się z treścią kasety zapoznać, z ust Michnika padło 'A po co mu ona?'.
                      A przecież był to GŁÓWNY DOWÓD W SPRAWIE RYWINA! Nawet Kawchu nie
                      dostąpił 'zaszczytu' otrzymania kopii kasety do przesłuchania. Sam Prezydent!
                      Wszystko to wskazuje na prostą konkluzję - Michnik od samego początku GRAŁ tym
                      nagraniem, szantażując Millera i zmuszając go do zprzestania ataków na 'Agorę'
                      oraz wymuszając milczącą zgodę na szukanie 'haków' na grupę TV 'P' -
                      Czarzastego i Kwiatkowskiego.
                      Pozdrawiam
                      • Gość: Tyg. 'S' Poruszyć Millera IP: 212.160.235.* 28.04.03, 23:31
                        Tygodnik Solidarność - www.tygodniksolidarnosc.com
                        ul. Oboźna 7 lok. 55 00-332 Warszawa

                        'Poruszyć Millera' - Maciej Łętowski

                        Dajcie mi punkt oparcia, a poruszę Ziemię. Dziś w Polsce trwa szukanie punktu
                        oparcia, który pozwoli ruszyć Millera. Bo ten zaparł się i ani rusz. Już ani
                        dobrze rządzić nie potrafi, ani odejść z honorem. Być może za jakiś czas okaże
                        się, że punktem zwrotnym była piątkowa manifestacja Solidarności. Gdy nad
                        ludźmi powiewały biało-czerwone sztandary, wracała nadzieja na lepsze jutro.
                        Piątkowa manifestacja pokazała, jak bardzo Solidarność - uwolniona od polityki -
                        jest nam potrzebna. Takim punktem zwrotnym może być także sobotnie
                        przesłuchanie Millera przez sejmową komisję śledczą.
                        "Panom już dziękujemy", powiada 82 proc. Polaków. Działalność rządu akceptuje
                        jedynie 10 proc. badanych przez OBOP. Takiej degrengolady rządu nie było
                        jeszcze w demokratycznej Polsce. Niechciany rząd ciągnie za sobą w przepaść
                        pozostałe instytucje polskiej demokracji. Tylko 12 proc. Polaków akceptuje
                        działalność Sejmu. Aż 8 punktów procentowych stracił ostatnio prezydent
                        Kwaśniewski. Sejm i prezydent płacą za to, że żyrują działalność rządu, że nie
                        robią tego, co do nich należy, czyli że nie odprawiają precz rządu, który
                        zaszedł ludziom za skórę.
                        Blokada instytucji demokratycznych otwiera pole anarchii. Manifestacja
                        Solidarności była być może już ostatnim ostrzeżeniem. Niestety, rządzący -
                        przynajmniej oficjalnie - nie chcą słuchać tej przestrogi. Miller otrzymał
                        tylko wzmocnioną grupę ochroniarzy. Nerwy puszczają nawet Oleksemu. "Macie
                        wyniki badań, to sobie je interpretujcie", mówi do dziennikarzy. A do roli
                        rzecznika zagubionej i aroganckiej władzy urasta Urban naszych czasów, czyli
                        felietonista-poseł Gadziniowski, który nie widzi powodu, by zmieniać konia
                        przed referendum, kongresem SLD i żniwami.
                        Im dłużej trwać będzie blokada instytucji demokratycznych, tym
                        dramatyczniejsze będą okoliczności towarzyszące obaleniu tego rządu. Jeśli o
                        dymisji rządu nie można dyskutować w Sejmie, to wkrótce będzie się o niej
                        dyskutować na ulicy. To jest abecadło socjologii polityki. Ponadto, im później
                        rząd i Sejm odejdą, tym gorszy będzie skład nowego Sejmu i nowego rządu. Jeśli
                        do przesilenia politycznego dochodzi na początku kryzysu, to wymiana władzy
                        dokonuje się w obrębie ugrupowań centrowych i umiarkowanych. Natomiast, jeśli
                        przesilenie ma miejsce w gorącej fazie kryzysu politycznego, to w nowym
                        parlamencie przewagę zyskują ugrupowania skrajne i radykalne.
                        Jeśli przyśpieszone wybory odbyłyby się dziś, to władzę z rąk lewicowej
                        koalicji SLD/UP przejmie centroprawicowa koalicja PSL/PiS/PO. Natomiast, jeśli
                        wybory odbędą się za rok, to organizatorami nowego rządu będą Lepper, Beger i
                        Dzido. Być może taka jest zresztą rachuba liderów SLD. Być może rozumują oni
                        tak: - Jeśli już trzeba będzie władzę oddać, to lepiej ją oddać nie prawicy,
                        ale marionetce, od której trzymamy wszystkie sznurki.
                        Maciej Łętowski
                        • Gość: www.rp.pl Jesteś zerem, herr Miller !!! IP: 193.0.117.* 29.04.03, 19:38
                          'Rzeczpospolita' - 29.04.03
                          'Kim jest Edward M.'
                          Edward M. to polonijny biznesmen, którego nazwisko od początku pojawia się w
                          śledztwie dotyczącym zabójstwa generała Marka Papały. M. załatwiał Papale
                          wyjazd do USA, gdzie były komendant główny policji miał się uczyć języka
                          angielskiego. M. był też jedną z osób, które jako ostatnie widziały Papałę
                          (spotkali się u emerytowanego generała SB Józefa Sasina). Cztery lata po
                          zabójstwie Papały M. został rozpoznany przez jednego z członków tzw. gangu
                          płatnych zabójców z Gdańska jako człowiek, który wspólnie ze "Słowikiem"
                          poszukiwał wykonawców morderstwa Papały. Prokurator prowadzący śledztwo po
                          przeprowadzeniu "okazania", podczas którego przestępca rozpoznał Edwarda M.,
                          zdecydował o zatrzymaniu biznesmena. M. został przewieziony z Gdańska do
                          Warszawy i spędził noc w izbie zatrzymań. Następnego dnia, jak podejrzewano pod
                          wpływem nacisków Ministerstwa Sprawiedliwości, prokurator bez przedstawienia
                          zarzutów zwolnił Edwarda M. Tego samego wieczora M. pojawił się na imieninach
                          byłego zastępcy komendanta głównego policji, na których bawiła się także cała
                          czołówka szefów policji, MSWiA i ówczesnego UOP-u. M. wyjechał później z Polski
                          i więcej nie wrócił. Sąd uznał zasadność jego zatrzymania. On sam uważał
                          jednak, że zrobiono to bezpodstawnie. Media i politycy opozycyjni podejrzewali
                          jednak, że M. pozwolono wyjechać z Polski z powodów politycznych.
                          A.M.

                          • Gość: www.wp.pl Chłystek Miller IP: 193.0.117.* 05.05.03, 20:41
                            Szef rządu to nie jest przecież chłystek z ulicy, powinien sprostać każdemu
                            pytaniu. To, że stracił panowanie nad sobą i odpowiedział tak prymitywnie daje
                            nam wszystkim wiele do myślenia. Teraz zastanawiam się jedynie, czy
                            przesłuchanie premiera, a także innych świadków nie odsłoni przed nami o wiele
                            większej afery niż Rywingate - powiedział poseł PiS Zbigniew Ziobro
                            dziennikarce Wirtualnej Polski.
                            Wirtualna Polska: Czy wniesie Pan pozew w związku z epitetem jaki usłyszał Pan
                            od premiera Millera podczas poniedziałkowego przesłuchania?
                            Zbigniew Ziobro: Pan premier od początku przesłuchania kierował pod moim
                            adresem inwektywy i zniewagi. Opinia publiczna zapamiętała oczywiście tylko
                            ostatnią wypowiedź, ale - zwracam uwagę - o ile ja zadawałem pytania w sposób
                            kulturalny, to premier od początku odpowiadał w sposób dający wiele do
                            myślenia. Co do mojego wystąpienia na drogę prawną, muszę się jeszcze nad tym
                            zastanowić. Mam zamiar teraz wyjechać w góry, aby po ostatnich wydarzeniach
                            odpocząć i nabrać dystansu do tego, co się wydarzyło. W przyszłym tygodniu
                            podejmę ostateczną decyzję w tej sprawie. Najważniejsze jednak jest dla mnie
                            to, że premier się zdemaskował.
                            Wirtualna Polska: Czy nie uważa Pan jednak, że Pana pytanie dotyczące śledztwa
                            w sprawie zabójstwa generała Papały odbiegało jednak od sprawy Rywingate,
                            której przecież dotyczyć miało przesłuchanie komisji?
                            Zbigniew Ziobro:: Ja nie jestem showmanem medialnym. Chcę po prostu dociec
                            prawdy. Pytanie dotyczące śmierci Marka Papały miało na celu ustalenie, jak
                            premier reaguje w tak bulwersujących sprawach jak zabójstwo generała policji,
                            czy afera korupcyjna Rywingate. Moim zdaniem było to zagadnienie ważne i do
                            poruszenia konieczne. Owszem, przyznaję że te pytania mogły wydawać się trudne,
                            dla premiera jednak powinny być łatwe. Szef rządu to nie jest przecież chłystek
                            z ulicy, powinien sprostać każdemu pytaniu. To, że stracił panowanie nad sobą i
                            odpowiedział tak prymitywnie daje nam wszystkim wiele do myślenia. Teraz
                            zastanawiam się jedynie, czy przesłuchanie premiera, a także innych świadków
                            nie odsłoni przed nami o wiele większej afery niż Rywingate.
                            Wirtualna Polska:: Czy Pana zdaniem sposób organizowania przesłuchań przez
                            komisję jest właściwy?
                            Zbigniew Ziobro: Oczywiście nie. Doskonale zdaję sobie sprawę, że świadek nie
                            powinien być przesłuchiwany przez 7 godzin przez jednego tylko członka komisji.
                            Wcześniej jednak dotarły do mnie informacje, że poniedziałek będzie ostatnim
                            dniem przesłuchań premiera Millera. Nie miałem więc innego wyjścia, jak zadać
                            tyle pytań, ile uważałem za stosowne. Informacja, że premier więcej przed
                            komisją nie stanie, nie pozostawiała mi wyboru. Na szczęście poniedziałkowe
                            przesłuchanie odsłoniło tyle nowych wątków, że przesłuchanie szefa rządu będzie
                            musiało być kontynuowane. Umożliwi to więc zadawanie pytań także innym posłom.
                            Myślę, że tutaj szczególnie pytania posła Rokity mogą wiele wnieść do sprawy.
                            Źle się jednak stało, że premier Miller będzie przesłuchiwany tak późno, bo
                            dopiero po referendum unijnym w czerwcu. Myślę, że jest to zabieg celowy, który
                            dla mnie jest trudny do wytłumaczenia.
                            Ze Zbigniewem Ziobro rozmawiała Iza Bartosz. (Wirtualna Polska)
                            • Gość: 'Tyg. S' IV RP? - C. Michalski IP: 212.160.235.* 07.05.03, 02:27
                              'Tygodnik Solidarność' - nr 18 (763) 2 maja 2003
                              ul. Oboźna 7 lok. 55 00-332 Warszawa

                              'Czy III RP da się uleczyć - Czwarta RP czy druga Solidarność' Cezary Michalski
                              Z dotychczasowego przebiegu sprawy Rywina dowiadujemy się, że kraj, który
                              ojcowie założyciele obdarzyli dumną nazwą III Rzeczypospolitej, po prawie
                              półtorej dekady od swego powstania jest bez porównania mniej pluralistyczny,
                              niż był w momencie swoich narodzin.
                              Polska jest obecnie krajem jednej partii i jednej gazety, a przełom lat 80. i
                              90. jawi się z dzisiejszej perspektywy jako okres niezwykłej odwilży, która
                              skończyła się tak dawno, że najmłodsze pokolenie w ogóle nie pamięta ówczesnego
                              poczucia wolności. Od tamtego czasu przestrzeń debaty publicznej stale się
                              zawęża, kolejne stanowiska znikają, zostają zepchnięte na margines
                              zarezerwowany dla "oszołomów", a co gorsza przestają istnieć instytucje
                              medialne, dzięki którym owe stanowiska mogły być w ogóle prezentowane.
                              Pojawia się wiele nowych tytułów, wprowadzanych na polski rynek przez zachodnie
                              holdingi prasowe. Problem polega jednak na tym, że na razie owe holdingi
                              stosują w Polsce standardy typowe dla wszelkich krajów peryferyjnych. Zachowują
                              pełną lojalność wobec władzy politycznej, szczególnie, jeśli, jak w przypadku
                              SLD, jest to władza relatywnie silna, i dopóki ta władza im samym nie nadepnie
                              na odcisk. Starają się też lojalnie współdziałać z dominującym na polskim rynku
                              holdingiem Agora.
                              Półroczne milczenie wszystkich tych mediów na temat sprawy Rywina, o której
                              ponoć "wiedziała cała Warszawa", było wielokrotnie wyjaśniane przez rozmaitych
                              dziennikarzy i redaktorów. Najbardziej przekonujące wyjaśnienie
                              brzmiało: "milczeliśmy, bo informacji była Gazeta Wyborcza. Dodajmy, że jej
                              gospodarzami byli także Leszek Miller i Aleksander Kwaśniewski.
                              Sztywny pal Azji
                              Sprawa Rywina przypomniała nam, że w III RP panują azjatyckie standardy
                              komunikowania się elit polityczno-biznesowo-medialnych ze społeczeństwem. Adam
                              Michnik i Jerzy Urban, odpowiadając przed sejmową komisją śledczą, niezależnie
                              od siebie (wyszło przy tej okazji na jaw, że zależność między nimi jest nader
                              ścisła) odrzucili sugestie, jakoby utajnili przed opinią publiczną informację o
                              propozycji Rywina, o której obaj wiedzieli od lipca 2002. Obaj stwierdzili, że
                              nie można mówić o zachowywaniu tajemnicy, skoro "rozmawiali o tej sprawie z
                              wieloma osobami". Adam Michnik wymienił nawet liczbę dwustu rozmówców. Gdyby
                              redaktor francuskiej gazety codziennej lub angielskiego tabloidu publicznie
                              zadeklarował, że dysponując ważną dla opinii publicznej informacją, zamiast
                              własnego nowoczesnego mass medium posłużył się do jej upowszechniania
                              archaicznym, znanym od czasów Sokratesa, medium osobistej rozmowy, byłby to
                              koniec jego publicznej kariery. Konkurencja wyśmiałaby go na śmierć, a
                              czytelnicy wytupali.
                              Z kolei Zygmunt Solorz w naprawdę profesjonalnym wystąpieniu przed sejmową
                              komisją śledczą zapewnił, że w swojej praktyce biznesowej ani razu nie spotkał
                              się z propozycją korupcyjną. Odmówił jednocześnie przyznania, że propozycja
                              Rywina była w jego rozumieniu propozycją korupcyjną. Przyciskany przez posła
                              Ziobrę, zaczął nawet snuć w tym kontekście rozważania na temat uczciwego
                              lobbingu, wartości handlowej i właściwej marży pobieranej od tej wartości przez
                              lobbystę. Pod wpływem jego profesjonalizmu widzom przychodziły do głowy
                              refleksje na temat wartości handlowej rozmaitych ustaw, a nawet całego
                              polskiego państwa (osobiście sądzę, że raczej niewysokiej), a także marży, jaką
                              należałoby od tej wartości pobrać, żeby proponowany lobbing mógł być przez
                              medialno-biznesowe elity III RP uznany za uczciwy.
                              Będąc człowiekiem dorosłym i obytym z tutejszymi normami życia publicznego,
                              trudno się temu wszystkiemu dziwić, ja się jednak dziwię i zachęcam Czytelników
                              Tygodnika Solidarność, aby także okazywali swoje zdziwienie. Fakt, że coraz
                              większa część polskiej opinii publicznej nie dziwi się już niczemu, jest jednym
                              z powodów, dla których można powiedzieć, że jest ona martwa. To właśnie jej
                              martwota sprawiła, iż Adam Michnik, znany przeciwnik populizmu, odważył się
                              rozegrać jeden z aktów sprawy Rywina przy na wpół odsłoniętej kurtynie.
                              Duch wolności i jej instytucje
                              Nazwanie powyższych zachowań azjatyckim standardem komunikowania się elit z
                              opinią publiczną, nie znaczy, że podobne procesy nie przebiegają dzisiaj także
                              na Zachodzie. Powstawaniu oligarchii obiektywnie sprzyjają procesy
                              globalizacyjne, które uwalniają globalne elity od kontroli lokalnych wspólnot,
                              przede wszystkim wspólnot narodowych. Instytucje władzy rozwijają się w
                              przestrzeni globalnej o wiele szybciej niż instytucje tę władzę kontrolujące.
                              Cyceron, kiedy obserwował towarzyszącą terytorialnej ekspansji rzymskiego
                              imperium likwidację instytucji republikańskich, nie przypadkiem zauważał, że
                              demokrację czy republikę daje się obronić tylko w małych wspólnotach, ustroje
                              te są zbyt wrażliwe, aby przetrwały w globalnym imperium. Obserwując dzisiejszy
                              świat, nie dostrzegamy żadnych faktów, które miałyby obalić tę, liczącą już
                              sobie dwa tysiące lat, diagnozę.
                              Jednak na Zachodzie, szczególnie w Europie Zachodniej, bo w USA jest z tym
                              nieco gorzej, przestrzega się przynajmniej standardów komunikowania się z
                              opinią publiczną. Elity czują się zmuszone do zachowywania pozorów wolności, a
                              więc istnieje coś, co je do tego zmusza, czyli istnieje margines wolności
                              realnej. W Polsce taki margines nie istnieje, a więc także pozory stały się
                              niepotrzebne. Opinia publiczna jest, powtórzę, martwa, sieć instytucji, które
                              mogłyby ze sobą konkurować i w tej konkurencji odwoływać się do opinii
                              publicznej - więcej niż uboga.
                              Istnieją pewne instytucjonalne warunki wolności wypracowane w tradycji Zachodu.
                              Należy do nich pluralizm instytucji, powszechne obowiązywanie prawa, zasada
                              przejrzystości sfery publicznej itp. Te warunki nie są dzisiaj w Polsce
                              spełnione. Ale warunkiem wolności jest także jej potrzeba, o ile u obywateli
                              danego państwa w ogóle ona jeszcze występuje. W ślad za potrzebą wolności
                              pojawia się czasem także odwaga w domaganiu się wolności. Czasem, ale to już
                              jest naprawdę rzadkie zjawisko, wraz z odwagą pojawia się mądrość, która
                              pozwala odbudować także owe wspomniane już na wstępie warunki instytucjonalne
                              wolności.
                              Oczywiście zawsze łatwiej jest o tym pisać, niż to robić. Sam uczestniczyłem w
                              budowaniu paru instytucji, które miały być alternatywą dla jednej partii i
                              jednej gazety, pracowałem przy kampaniach wyborczych, bywałem zatrudniony w
                              mniej lub bardziej efemerycznych mediach. Wszystkie instytucje, dla których
                              pracowałem regularnie, przestały istnieć. Jak z tego wynika, trudno przełożyć
                              posiadaną potrzebę wolności na trwałe osiągnięcia instytucjonalne.
                              Opuścić ruiny PRL-u
                              Sprawa Rywina potwierdza tezę, że po roku 1989 żyjemy raczej w społecznych,
                              gospodarczych i kulturowych ruinach PRL-u niż w nowym państwie. Podobnie jak
                              Czarzasty i Kwiatkowski doprowadzili do całkowitej deprecjacji pojęcia "mediów
                              publicznych" czy godnej poważnego rozważenia idei państwowej regulacji rynku
                              medialnego, tak samo Adam Michnik, Jerzy Urban, Czesław Kiszczak i kilku innych
                              realnych "ojców założycieli" zupełnie niepotrzebnie zużyło nazwę III
                              Rzeczpospolita. Pojawiające się dzisiaj pojęcie IV Rzeczypospolitej jest
                              wyłącznie konsekwencją wcześniejszego nieekonomicznego korzystania naszych elit
                              z ojczystego języka.
                              Zadania odbudowy zrównoważonej sceny politycznej i metapolitycznej,
                              zagwarantowania zrównoważonej reprezentacji opinii publicznej, stworzenia ładu
                              społecznego i gospodarczego, pozostają nadal zadaniami niewykonanymi. Pozostaną
                              naszymi problemami zarówno w przypadku wejścia do Unii Europejskiej jak też
                              wtedy, gdy pozostaniemy poza nią. Składające się na UE państwa są właśnie w
                              apogeum procesu, który profesor Zdzisław Krasnode
                              • Gość: 'Tyg. S' Re: IV RP? - C. Michalski - cz. 2 IP: 212.160.235.* 07.05.03, 02:32
                                Cz. 2

                                Opuścić ruiny PRL-u
                                Sprawa Rywina potwierdza tezę, że po roku 1989 żyjemy raczej w społecznych,
                                gospodarczych i kulturowych ruinach PRL-u niż w nowym państwie. Podobnie jak
                                Czarzasty i Kwiatkowski doprowadzili do całkowitej deprecjacji pojęcia "mediów
                                publicznych" czy godnej poważnego rozważenia idei państwowej regulacji rynku
                                medialnego, tak samo Adam Michnik, Jerzy Urban, Czesław Kiszczak i kilku innych
                                realnych "ojców założycieli" zupełnie niepotrzebnie zużyło nazwę III
                                Rzeczpospolita. Pojawiające się dzisiaj pojęcie IV Rzeczypospolitej jest
                                wyłącznie konsekwencją wcześniejszego nieekonomicznego korzystania naszych elit
                                z ojczystego języka.
                                Zadania odbudowy zrównoważonej sceny politycznej i metapolitycznej,
                                zagwarantowania zrównoważonej reprezentacji opinii publicznej, stworzenia ładu
                                społecznego i gospodarczego, pozostają nadal zadaniami niewykonanymi. Pozostaną
                                naszymi problemami zarówno w przypadku wejścia do Unii Europejskiej jak też
                                wtedy, gdy pozostaniemy poza nią. Składające się na UE państwa są właśnie w
                                apogeum procesu, który profesor Zdzisław Krasnodebski nazwał "renacjonalizacją"
                                polityki prowadzonej przez poszczególne rządy. Jeśli polskie elity nie zdobędą
                                się na podobną renacjonalizację swojej polityki, zarówno do wewnątrz, poprzez
                                opiekę nad wspólnotą, a nie zaspokajanie interesów poszczególnych hord
                                politycznych i medialnych, zbierających się wokół prawicowych lub lewicowych
                                totemów ideologicznych, jak też w polityce zagranicznej, Polska pozostanie
                                trupem nawet po przyjęciu nas do Unii Europejskiej.
                                Z tego punktu widzenia, bardziej niż IV RP brakuje nam drugiej Solidarności.
                                Przypomnijmy, że pierwsza była czymś więcej niż związkiem zawodowym
                                formułującym w imieniu poszczególnych grup zawodowych roszczenia wobec państwa
                                i całej wspólnoty. Także inteligencja pierwszej Solidarności była czymś więcej
                                niż grupą profesorów i dziennikarzy zgłaszających histerycznym tonem rozmaite
                                roszczenia wobec "ciemnogrodu" i innych "górników".
                                Pierwsza Solidarność była ruchem społecznym, w którym nastąpił cud chwilowej
                                współpracy rzeczywistych elit narodowych z "ludem". Oczywiście taką współpracę
                                ułatwiał centralistyczny system, który zamazywał różnice interesów. Po upadku
                                realnego socjalizmu odbudować skutecznie działający naród jest o wiele
                                trudniej, choć dopiero dzisiaj taka odbudowa byłaby czymś więcej niż
                                osiągnięciem czysto symbolicznym. Jednak roszczeniowi wobec górników
                                profesorowie i roszczeniowi wobec profesorów górnicy nigdy się na taki naród
                                nie złożą, nigdy nie będą zdolni do budowy własnego państwa, definiowania
                                własnej suwerenności, negocjowania, jak mawia Jadwiga Staniszkis, "własnego
                                czasu" z dominującym "czasem globalizacji".
                                Ewentualny zmiennik "jednej partii", to znaczy ugrupowanie polityczne pragnące
                                odbudować suwerenne państwo polskie (przeszkodą w jego odbudowie nie jest
                                potencjalna przynależność do UE, ale faktyczny rozpad wspólnoty narodowej), nie
                                może być też słabszy od Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Przypomnijmy, że Sojusz
                                został skutecznie osłabiony nie dlatego, że rekomunizował służby specjalne i
                                upartyjniał państwo, nie dlatego, że zaproponował niepopularną reformę finansów
                                publicznych, nie dlatego, że nie radzi sobie z bezrobociem, ale wyłącznie
                                dlatego, że poprzez podejmowaną w logice partyjnej regulację rynku medialnego
                                naruszył interesy pewnego ważnego kartelu.
                                Powinni o tym pamiętać ci wszyscy politycy postsolidarnościowi, którzy dzisiaj
                                korzystają ze wsparcia nagle antykomunistycznej Gazety Wyborczej, nagle
                                antykomunistycznego TVN-u, nagle antykomunistycznych RMF-u czy Radia Zet.
                                Ewentualny zmiennik dla SLD musi być od Sojuszu silniejszy, bo także będzie
                                musiał przeprowadzić niepopularną reformę finansów publicznych, także będzie
                                musiał przetrwać napięcia wynikające z naszej integracji z UE, także będzie
                                musiał zbudować silne państwo, łamiąc po drodze różne kartele, począwszy od
                                kartelu środowiska sędziowskiego czy służb, aż po kartel prywatnych mediów,
                                który okazał się tak skuteczny przy demontowaniu ośrodka władzy w SLD. Na razie
                                potencjalni polityczni zmiennicy SLD są od Sojuszu dużo słabsi i to między
                                innymi sprawia, że społeczeństwo obserwuje sprawę Rywina z tak daleko posuniętą
                                apatią.
                                Cezary Michalski
                                • Gość: www.rp.pl Kaczor - Wojna z SLD! IP: *.kb.dk 09.05.03, 14:33
                                  Kaczor - Wojna z SLD!


                                  'Rzeczpospolita' - 'Z ostatniej chwili'
                                  09.05.2003, godz. 14:10 (Warszawa)

                                  Kaczyński: przyjmujemy tę wojnę
                                  - Panowie z SLD zaczęli pewną wojnę, my tę wojnę przyjmujemy - powiedział
                                  prezes PiS Jarosław Kaczyński. Powtórzył też, że zgromadził wystarczającą
                                  liczbę informacji dającą podstawę do stwierdzenia, że SLD jest organizacją
                                  przestępczą. Tak zareagował na złożenie zawiadomienia o popełnieniu przez niego
                                  przestępstwa. Kaczyński zapowiedział też wytoczenie procesów Lawinie,
                                  redaktorowi naczelnemu "Nie" Jerzemu Urbanowi i posłowi SLD Grzegorzowi Gruszce

                                  • Gość: MOr Po pierwsze - kaseta... IP: 193.0.117.* 17.05.03, 19:08
                                    'Rzeczpospolita' 17.05.03 Nr 114 -
                                    'Grzegorz Kurczuk: Po pierwsze Michnik nie przekazał mi materiałów, tego
                                    nagrania, które by w sposób niewątpliwy wyczerpywały tę przesłankę w k.p.k.,
                                    która nazywa się uzasadnionym podejrzeniem popełnienia przestępstwa.'
                                    Tak więc po raz kolejny powraca sprawa nagrania, którego Michnik konsekwentnie
                                    nie dał nikomu aż do publikacji w 'Wyborczej' rozmowy (ocenzurowanej zresztą)
                                    Michnik-Rywin. Potwierdza to tezę, że Michnik przez pół roku najzwyczajniej w
                                    świecie szantażował Millera i SLD wzmiankowaną kasetą, o której istnieniu
                                    komuniści wprawdzie wiedzieli, ale nie znali dokładnej zawartości. Ciekawe,
                                    kiedy w końcu wpadnie na to szanowna komisja sejmowa?
                                    Pozdrawiam
                                    • Gość: www.wprost.pl 'Odwalcie się od Husajna!' - Michnik IP: 193.0.117.* 19.05.03, 18:24
                                      'Organ Ludu' - Wydanie Specjalne Kolonialne
                                      'Odwalcie się od Husajna'
                                      W pierwszym numerze nowo powstającego dziennika 'Al Gazetta' ukaże się artykuł
                                      pt. 'Odwalcie się od Husajna'.
                                      Autor, Adamm Mich-Nik, były przeciwnik reżimu, pisze, że były dyktator mógł w
                                      obronie reżimu użyć broni biologicznej, a nie użył, i podnosi inne zasługi
                                      Husajna dla demokratyzacji Iraku.'
                                      • Gość: Cichy Sza Agora Attack! IP: 193.0.117.* 22.05.03, 20:02
                                        >From: Michał Cichy <michal.cichy@agora.pl>
                                        >Subject: młot na michtrixa
                                        >Date: Thu, 22 May 2003 07:48:04 +0200
                                        >
                                        >ciekawe... chcesz pogadać? Jesli tak, to połknij czerwoną pigułkę i
                                        >przyjdź.
                                        >
                                        >Cosmopolitan Jewish Polish International Michal Cichy
                                        >
                                        • Gość: www.rp.pl AL MICHTRIX IP: 193.0.117.* 23.05.03, 20:01
                                          AL MICHTRIX

                                          'Rzeczpospolita' - 23.05.03 Nr 119
                                          Wielu świadków w sprawie Rywina po prostu kłamało - 'Mentalność Ala Capone'
                                          AGNIESZKA ROMASZEWSKA-GUZY
                                          Choć niewiele jeszcze wskazuje, by sejmowa komisja śledcza do zbadania tzw.
                                          afery Rywina kończyła pracę, wiele już można powiedzieć o tym, w jakiej
                                          dziedzinie jej praca wzbogaciła naszą wiedzę, a w jakich prace komisji nie
                                          rozchyliły zasłony skrywającej fragmenty polskiego życia publicznego. Wyraźnie
                                          można już zauważyć taktykę poszczególnych osób dramatu, rysują się zarówno typy
                                          psychologiczne wśród przesłuchujących i przesłuchiwanych, jak i pewne typy
                                          zachowań wynikających bardziej z uwarunkowań środowiskowych niż z psychologii.
                                          Wszystko to razem skłania do niezbyt optymistycznych refleksji. I nie chodzi tu
                                          już o samą aferę, o dziwne kuluarowe zależności i zażyłości polityków,
                                          przedsiębiorców i niektórych dziennikarzy, chodzi o sprawy najprostsze, które
                                          określają sposób, w jaki o tych pierwszych mówimy.
                                          Jeśli odłożyć się na bok kryteria czysto prawnicze, każdy inteligentny
                                          obserwator musi zauważyć, że bardzo wielu świadków, złożywszy przed komisją
                                          uroczystą przysięgę mówienia prawdy i niezatajania niczego, co jest im wiadome -
                                          następnie najprawdopodobniej po prostu kłamie oraz znane sobie fakty ukrywa.
                                          Czy mogę to udowodnić? Nie, oczywiście nie mogę. Ale do takich wniosków skłania
                                          zdrowy rozsądek i prosta dedukcja.
                                          Świat, który wyłania się ze sporej części zeznań, nie ma nic wspólnego ze
                                          światem realnym, jaki znamy z doświadczenia. W tym świecie, tworzonym ad usum
                                          delfini, wysocy urzędnicy państwowi i politycy interesują się, a i to w bardzo
                                          wąskim zakresie, tylko szczegółowo powierzonymi im zadaniami. Nie interesują
                                          się niczym ponadto i w żaden sposób nie usiłują poszerzać swojej wiedzy. Nikt z
                                          nikim nie wymienia nieformalnych uwag. Ludzie wstrząśnięci i zbulwersowani
                                          pozostawiają swoje odczucia tylko dla siebie. Ludzie władzy, wokół których
                                          toczą się groźne i niewytłumaczalne intrygi, nie próbują intryg tych wyjaśnić,
                                          używając podległych sobie służb i dostępnych możliwości. Ludzie, którzy życie
                                          swoje poświęcają pracy i wspólnej aktywności na wielu polach, podczas
                                          prywatnych spotkań rozmawiają tylko o dzieciach i łowieniu ryb. Nigdy nie
                                          planują wspólnych działań i nie konsultują się w nurtujących ich kwestiach. Ba,
                                          nawet wieloletni przyjaciele, którzy dopiero co usłyszeli dość interesującą
                                          polityczną plotkę, wcale jej nie rozważają. Inni znów, od lat tkwiący w nie
                                          najczystszym przecież świecie polskiej polityki, na wiedzę - która w naszym
                                          kraju dla prostych obywateli jest tajemnicą poliszynela - reagują jak dziewica
                                          poczęstowana twardą pornografią.
                                          Są też środowiska, w których - choć wszyscy ze wszystkimi są na ty i piją
                                          razem wódkę - o sprawach służbowych rozmawia się tylko w sposób ściśle
                                          sformalizowany, przestrzegając procedur bardziej niż pruski urzędnik. Kompletna
                                          fikcja - powiecie? No pewnie, że fikcja. Tylko jak to udowodnić? Otóż tego
                                          wcale udowadniać nie trzeba. To widać. A życie polityczne i społeczne to nie
                                          sąd, w którym konkretną winę trzeba udowodnić ponad wszelką wątpliwość. Nie
                                          dajmy się zwariować i zamotać mentalności Ala Capone - tu wystarczy coś całkiem
                                          przeciwnego: wzbudzenie uzasadnionych wątpliwości. Powszechne dziś u nas
                                          przekonanie, że fakty, co do których nie ma niezbitych, materialnych dowodów,
                                          spotkania, których nie sfotografowano, wypowiedzi, które nie zostały nagrane,
                                          po prostu nie istnieją - jest przejawem mentalności gangstera, dla którego
                                          liczy się nie to, co zrobił, ale to, co można mu udowodnić przed sądem, co może
                                          go zaprowadzić za kratki lub na krzesło elektryczne. Jest to filozofia, która
                                          na dalszą metę w demokracjach się nie sprawdza, a wyrok współobywateli bywa
                                          bardzo surowy, na razie zaś mamy w Polsce taki właśnie ustrój.

                                          Autorka jest dziennikarką telewizyjną
                                          • Gość: xx Re: AL MICHTRIX IP: 209.133.131.* 23.05.03, 22:20
                                            • Gość: MOr Cichy atak MICHTRIXa? - OŚWIADCZENIE IP: 193.0.117.* 25.05.03, 18:19
                                              Cichy atak MICHTRIXa?

                                              OŚWIADCZENIE

                                              Witam
                                              Jako autor tekstu MŁOT NA MICHTRIX, krytyczno-analitycznego spojrzenia na
                                              tzw. 'Afery Rywina', zamieszczonego, co istotne, jeszcze przed rozpoczęciem się
                                              obrad sejmowej komisji, na stronach internetowych 'Gazety Wyborczej'
                                              FORUM/Kraj, 'Gazety Polskiej'/FORUM oraz 'Frondy'/LISTA, chciałbym publicznie
                                              poinformować o ponawianych od jakiegoś czasu próbach e-mailowego kontaktu ze
                                              mną oraz namawiania mnie do osobistego spotkania przez jednego z
                                              dziennikarzy 'Gazety Wyborczej', kontynuowanych nadal pomimo moich mocno
                                              zniechęcających odpowiedzi.
                                              Pierwszy z tych listów - wysłany z adresu służbowego 'Agory' - pozwoliłem sobie
                                              umieścić na wspomnianych stronach internetowych do wiadomości ogólnej.
                                              Jako że osoba oraz instytucja firmujące wysyłane do mnie e-maile są raczej
                                              poważnymi bytami medialnymi, z ponawianych wobec mnie zachęt do spotkania
                                              pozwalam sobie wnioskować, iż tekst MŁOT NA MICHTRIXa - w którym m.in.
                                              analizuję, w jaki sposób Michnik rozgrywał 'Aferę Rywina', przez pół roku
                                              szantażując Millera nieujawnionym nagraniem rozmowy Rywinem -
                                              najprawdopodobniej wzbudził w redakcji 'Wyborczej' poważne zainteresowanie, a
                                              moja skromna osoba stała się obiektem niezasłużonej uwagi.
                                              Czyżby MICHTRIX czegoś się obawiał?
                                              Pozdrawiam
                                              MOr
                                              • Gość: www.rp.pl dziwne dni IP: 212.160.235.* 26.05.03, 23:50
                                                'Rzeczpospolita' -'Z ostatniej chwili'
                                                26.05.2003, godz. 19:35 (Warszawa)

                                                Michnik ponownie zeznawał
                                                Redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik został "uzupełniająco
                                                przesłuchany" w śledztwie przeciwko Lwu Rywinowi podejrzanemu o płatną
                                                protekcję wobec Agory. Było to trzecie przesłuchanie Michnika w tym śledztwie,
                                                które zbliża się do końca. Od pewnego czasu adwokaci Rywina zapoznają się z
                                                aktami sprawy. Niedawno szef Prokuratury Apelacyjnej Zygmunt Kapusta
                                                zapowiadał, że śledztwo zakończy się w ciągu "kilku tygodni".

    • Gość: likos Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: kennex:* / 10.0.3.* 30.05.03, 13:44
      kataryna milczysz..jestem ciekawy Twojego zdania.
      Mor..trzymasz klasę,pamiętam Cię jeszcze z forum śp Nowego Państwa.
      • Gość: Skrzypek Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: *.pl 30.05.03, 14:13
        Gość portalu: likos napisał(a):

        > kataryna milczysz..jestem ciekawy Twojego zdania.
        > Mor..trzymasz klasę,pamiętam Cię jeszcze z forum śp Nowego Państwa.

        forum odżyło z lekka www.nowe-panstwo.pl/forum
        • Gość: likos Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: kennex:* / 10.0.3.* 30.05.03, 14:24
          tak z lekka..dobrze powiedziane.
          • Gość: www.wyborcza.pl Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: 193.0.117.* 30.05.03, 17:01
            'Hymn kolesiów' - Piotr Pacewicz, ml

            Sejmowa komisja śledcza w sprawie Rywina. Jan Rokita pyta Danutę Waniek: -
            Czyżby dochodziło do nagannego koleżeństwa między członkami KRRiTV a prezesem
            TVP Robertem Kwiatkowskim? Czy to jest powód tolerowania przez Krajową Radę
            złych praktyk telewizji i jej zarządu?
            I niespodziewanie - na dowód tezy o nagannym koleżeństwie - czyta sensacyjnego
            SMS-a z 5 marca.

            Nadawca: Adam Halber, członek KRRiTV z ramienia SLD. Odbiorca: Robert
            Kwiatkowski:

            "A może byś wrócił do Piotrka Urbankowskiego, to jest świetny koleś, pracowity
            i lojalny, lubię go i cenię. Precz z siepactwem, chwała nam i naszym kolegom,
            ch... precz!"

            Waniek przyznaje: - Jeżeliby ten SMS odczytać wprost, to oczywiście byłby
            przykład na niewłaściwe pojmowanie koleżeństwa. I dodaje: - Gdyby to miało się
            przekładać na praktykę, to byłby to dowód na złe pojmowanie tzw. kolesiostwa.
            Mam nadzieję, że podobnego SMS w moim wykonaniu pan nie znalazł.

            Halber - obok Włodzimierza Czarzastego - jest jednym z najbardziej wpływowych
            członków Rady, aktywny głównie na rynku radiowym. W 2000 r. publicznie zarzucił
            Agorze (wydawcy "Gazety"), że "jej działalność polega na nielegalnym
            przejmowaniu stacji radiowych i stanowi przestępstwo". Szybko przeprosił Agorę
            w prasie "Zarzuty są nieprawdziwe, w całości je odwołuję".

            Komentarz Piotra Pacewicza

            Republika kolesiów nie jest wynalazkiem SLD - to państwo w państwie rozwija się
            od lat, ostatnio może bardziej dynamicznie. Przedstawiciele republiki coraz
            odważniej przyznają się do swego obywatelstwa i podkreślają, że są z niego
            dumni. Cóż to jednak za państwowość bez hymnu? I oto jest, w nowoczesnej
            formie, na miarę XXI wieku, przesłany SMS-em. Jeszcze tylko melodia i zabrzmi w
            całym kraju: "Chwała nam i naszym kolegom, ch... precz".
            • Gość: www.rp.pl Zarębski - szantażysta? IP: 193.0.117.* 03.06.03, 16:50
              3.06.2003, godz. 10:50 (Warszawa)

              Kosiński: to o mnie miały być zbierane informacje
              Dyrektor generalny TVP Maciej Kosiński powiedział sejmowej komisji śledczej, że
              Andrzej Zarębski, przy okazji swoich imienin, próbował namówić go do pomocy w
              sprawie projektowanych zmian w ustawie o radiofonii i telewizji. Powiedział
              też - relecjonował Kosiński - że jeśli nic nie zrobię w tej sprawie, "to mogą
              się pojawić informacje przedstawiające mnie w złym swietle w opinii
              publicznej". Kosiński dodał, że w tym momencie przerwał rozmowę, wezwał
              taksówkę i opuścił mieszkanie, w którym odbywały się imieniny. Te groźby były
              skierowane pod pana adresem? - dopytywał Bogdan Lewandowski (SLD). NIe
              odebrałem tego jako groźby, tylko jako naruszenie dobrych obyczajów - odparł
              Kosiński.
              Kosiński poinformował, że o rozmowie z Zarębskim powiedział prezesowi TVP
              Robertowi Kwiatkowskiemu. Według jego relacji, zadzwonił też do niego redaktor
              naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik z pytaniem, jak przebiegała rozmowa z
              Zarębskim, a po usłyszeniu relacji, zapewnił, że "Gazeta Wyborcza" nie ma z tym
              nic wspólngo. Dopytywany przez Bogdana Lewandowskiego, Kosiński przyznał, że
              można domniemywać, iż Michnik wiedział o rozmowie z Zarębskim i że troche go to
              zdziwiło.

              • Gość: MOr/'Rzepa' Rokita contra MICHTRIX? IP: 193.0.117.* 15.06.03, 19:27
                www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_030614/plus_minus_a_4.html
                • Gość: MOr Kaseta, kaseta... IP: 212.160.235.* 18.06.03, 04:38
                  Kaseta, kaseta...

                  'Rzeczpospolita' 17.06.03 'Premier znowu nie wytrzymał'
                  'Przygotowany na to premier odpowiadał: nie rozumiał i do dziś nie rozumie
                  motywów działania Lwa Rywina, nie czekał spokojnie na rozwój wypadków, bo
                  rozmawiał o sprawie z szefem ABW Andrzejem Barcikowskim i ministrem
                  sprawiedliwości Grzegorzem Kurczukiem, może gdyby znał treść nagrania rozmowy
                  Michnik - Rywin, zareagowałby bardziej stanowczo, ale go nie znał, w każdym
                  razie na pewno nie zależało mu na wyciszeniu sprawy.'
                  Kolejny raz powraca sprawa nagrania - znowu widać, jak przez pół roku Michnik
                  je trzymał w zanadrzu, szantażując Millera i SLD


                  • Gość: www.rp.pl 28,5 mln USD - 11,5 mln Euro =... 17, 5 mln USD? IP: 212.160.235.* 19.06.03, 22:57
                    'Rzeczpospolita' - 18-19.06.03
                    'Czy w firmie Rywina prano pieniądze'

                    'W tak funkcjonujący interes weszła Agora, wydawca "Gazety Wyborczej", która
                    kupiła 22,5 procent TKP. Zapłaciła za nie 28,5 mln dolarów, czyli więcej niż
                    rok wcześniej PolCom Invest zapłacił za 100 procent akcji tej spółki.
                    /.../
                    Również Agora traciła zainteresowanie telewizyjną inwestycją. Wycofała się w
                    kwietniu 2001 r. Dostała za akcje 11,5 mln euro, a nabywcą był PolCom Invest, w
                    którym Lew Rywin był ciągle prezesem i większościowym udziałowcem.'

                    28,5 mln USD - 11,5 mln Euro =... 17, 5 mln USD?
                    • Gość: MOr Nie da się... IP: 212.160.235.* 19.06.03, 23:33
                      'Wyborcza' - 18-19.06.03
                      'Najpierw poprawmy Trzecią RP' - Dominika Wielowieyska

                      'Wizja IV RP to szkodliwa utopia, która usprawiedliwia bierność i oczekiwanie
                      na przełom. Przełomu nie będzie.
                      /.../
                      'Apele w sprawie IV Rzeczypospolitej łączy romantyczna tęsknota za jakimś
                      jednym, doniosłym wydarzeniem, które uzdrowi nasz kraj. Marzymy o dniu, w
                      którym objawi się nowa klasa polityczna, w którym rozpocznie się nowe życie.
                      Niestety, nic takiego nie nastąpi. Cywilizowane relacje między biznesem a
                      polityką, standardy obowiązujące w demokratycznym państwie, pewną obyczajowość
                      tworzy się przez dziesiątki lat. Nie zmieni tych relacji z dnia na dzień
                      wprowadzenie tej czy innej ustawy, ta czy inna komisja śledcza. Nie zmieni
                      wymiana rządu. '
                      /.../
                      Tak też jest z demokracją. Demokracja będzie pełna afer.
                      /.../
                      Zdarza się, że to zawiść i chęć zemsty jest motywem działania
                      osób, które ujawniają afery korupcyjne.
                      /.../
                      Fanatyczni wojownicy z korupcją często nie liczą się z faktami, ogłaszając
                      bardzo surowe wyroki. Ich działalność przynosi często więcej złego niż dobrego,
                      bo gdy nie zgadzają się podstawowe fakty, to wtedy walkę z korupcją łatwo
                      okrzyknąć akcją oszołomów.
                      /.../
                      Dlatego demokracja to powolny proces budowania nieskorumpowanego społeczeństwa,
                      a nie rewolucja przeprowadzona przez bojowników antykorupcyjnych.
                      /.../
                      Publicyści, którzy głoszą potrzebę jakiegoś przełomu, wielkiego wydarzenia,
                      otwierającego nowy etap w dziejach naszego kraju, raczej szkodzą naprawie
                      Rzeczypospolitej, niż ją wspierają.
                      /.../
                      Mamy więc szkodliwą utopię w chwili, gdy tak bardzo potrzebne nam jest
                      powszechne mozolne murowanie fundamentów zdrowego państwa - cegła za cegłą.'

                      I co wy na to, robaczki? ;)
                      • wienczyslaw Re: Nie da się... 20.06.03, 09:36
                        - Dominika Wielowieyska

                        > Tak też jest z demokracją. Demokracja będzie pełna afer.
                        > /.../
                        > Zdarza się, że to zawiść i chęć zemsty jest motywem działania
                        > osób, które ujawniają afery korupcyjne.
                        > /.../
                        > Fanatyczni wojownicy z korupcją często nie liczą się z faktami, ogłaszając
                        > bardzo surowe wyroki. Ich działalność przynosi często więcej złego niż
                        dobrego,bo gdy nie zgadzają się podstawowe fakty, to wtedy walkę z korupcją
                        łatwo okrzyknąć akcją oszołomów.
                        > /.../
                        > Publicyści, którzy głoszą potrzebę jakiegoś przełomu, wielkiego wydarzenia,
                        > otwierającego nowy etap w dziejach naszego kraju, raczej szkodzą naprawie
                        > Rzeczypospolitej, niż ją wspierają.
                        > /.../

                        Rzygac mi sie chcialo jak czytalem Wielowiejska.

                        Typowy belkot w stylu giewu. "Wszyscy jestesmy zlodziejami. Wiadomo ze pierwszy
                        milion dolcow trzeba ukrasc, nie grzebmy w zyciorysach, zawiesmy bron z
                        Kiszczakiem, odpier....sie od generala, lustracja to oszolomstwo (no chyba ze
                        teczki czyta sam Michtrix - ale to inna sprawa) a w ogole to GRUBA KRESKA".

                        Pani Wielowiejska! - Magdalenka sie konczy. IV RzP powstanie, czy tego Michtrix
                        chce czy nie.
                        • Gość: MOr Re: Nie da się... IP: 212.160.235.* 24.06.03, 03:45

                          > Rzygac mi sie chcialo jak czytalem Wielowiejska.
                          >
                          > Typowy belkot w stylu giewu. "Wszyscy jestesmy zlodziejami. Wiadomo ze
                          pierwszy
                          >
                          > milion dolcow trzeba ukrasc, nie grzebmy w zyciorysach, zawiesmy bron z
                          > Kiszczakiem, odpier....sie od generala, lustracja to oszolomstwo (no chyba ze
                          > teczki czyta sam Michtrix - ale to inna sprawa) a w ogole to GRUBA KRESKA".
                          >
                          > Pani Wielowiejska! - Magdalenka sie konczy. IV RzP powstanie, czy tego
                          Michtrix
                          >
                          > chce czy nie.

                          Oj, boją się, boją - dupska im się ze strachu ostro trzęsą! ;)
                          I racja, jest czego się bać - mogą przecież WSZYSTKO stracić
                          Pozdrowienia!
                          MOr
                          • Gość: www.rp.pl 'Agora współpracowała z rządem' IP: 212.160.235.* 03.07.03, 02:42
                            'Rzeczpospolita' - 02.07.03
                            Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji przed komisją śledczą
                            'Agora współpracowała z rządem'

                            W rządowych pracach nad ostatecznym kształtem zapisów antykoncentracyjnych w
                            prawie medialnym uczestniczyli nie tylko przedstawiciele władz, ale również
                            Agory - wynika z zeznań Cezarego Banasińskiego, prezesa Urzędu Ochrony
                            Konkurencji i Konsumentów.


                            Ujawnił on wczoraj kulisy prac nad rządową autopoprawką do noweli ustawy
                            medialnej w lipcu 2002 r., a zwłaszcza nad zapisami antykoncentracyjnymi.
                            Początkowe propozycje rządu uderzały w interesy kilku koncernów medialnych, w
                            lipcu złagodzono je tak, by były korzystne dla Agory. Banasiński wyjawił, że 15
                            lipca 2002 r. (tego dnia Lew Rywin składa Agorze korupcyjną propozycję) z
                            prośbą o konsultacje zwróciła się do niego ówczesna wiceminister kultury
                            Aleksandra Jakubowska, która pilotowała prace nad nowym prawem. Gdy szef UOKiK
                            przybył do Ministerstwa Kultury wraz z dwoma szefami podległych mu
                            departamentów, okazało się, że w spotkaniu uczestniczy - oprócz Jakubowskiej -
                            prezes Agory Wanda Rapaczyńska. - Raczej nie zabierała głosu - wspominał
                            świadek przepytywany przez Jana Rokitę (PO). Stwierdził, że nie przypomina
                            sobie, czy również później kontaktował się z Rapaczyńską, natomiast w wyniku
                            ustaleń w ministerstwie utrzymywał kontakt z prawnikiem Agory. Z nim omawiał
                            kryteria, jakie powinny być stosowane przy określaniu poziomu koncentracji
                            kapitału.

                            Prezes UOKiK poinformował, że ostateczne uzgodnienia nad autopoprawką toczyły
                            się jeszcze wieczorem 22 lipca. Tego dnia o 19.30 Jakubowska wysłała do UOKiK
                            ostateczny projekt, który prezes odesłał jeszcze przed 20.00. Przypomnijmy, że
                            dokładnie o 19.30 doszło do konfrontacji Rywin - Michnik - Miller, a
                            kilkadziesiąt minut później Agora otrzymała od Jakubowskiej ostateczną wersję
                            autopoprawki. Dzień później rząd autopoprawkę przyjął.
                            LUZ

                            • Gość: fun.from.hell.pl towarzystwo IP: 193.0.117.* 03.07.03, 15:39
                              fun.from.hell.pl/2003-05-23/towarzystwo.jpg
            • Gość: ewar Re: MŁOT NA MICHTRIX`a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.03, 01:07
              MEMENTO
    • Gość: MOr Buzkowi IP: 212.160.235.* 11.07.03, 02:43
      Wracaj, Jurek, wszystko kwita -
      Lepszy frajer niż bandyta!
      ;)
      • Gość: www.rp.pl ten rodzaj aparatu IP: *.kb.dk 18.07.03, 11:26
        ten rodzaj aparatu

        'Rzeczpospolita' 18.07.2003, godz. 10:21 (Warszawa)

        Kwiatkowski: nie zatajałem
        Na początku dzisiejszych zeznań przed komisją śledczą prezes TVP, Robert
        Kwiatkowski powiedział, że niczego nie zataił w swoich poprzednich
        wypowiedziach. Jeśli o czymś nie wspominał, to, jak wyjaśnia, dlatego, iż nie
        był o to pytany. Zakwestionował wiarygodność billingów telefonicznych, z
        których wynia, że przeprowadzał w lecie ubiegłego roku wielogodzinne rozmowy
        przez telefon komórkowy z Bolesławem Sulikiem. Twirdzi, że nigdy z nikim nie
        prowadził tak długiej rozmowy za pomocą tego rodzaju aparatu


        • Gość: www.rp.pl donos czy laurka? IP: *.kb.dk 18.07.03, 16:06
          'Rzeczpospolita' 18.07.2003, godz. 15:09 (Warszawa)

          Kwiatkowski: usunąć Nałęcza, Rokitę i Ziobrę z komisji
          W oświadczeniu wygłoszonym podczas dzisiejszego przesłuchania przed komisją
          śledczą badającą sprawę Rywina, szef TVP, Robert Kwiatkowski wyraził żal, że
          niektórzy jej członkowie już uznali go za winnego. On tymczasem jak zapewnia
          jest zupełnie niewinny, bo ani nie posyłał Rywina do Michnika, ani nie mataczył
          przy nowelizacji ustawy medialnej, ani nie zamierzał prywatyzować telewizyjnej
          dwójki. Kwiatkowski złożył wniosek o wyłączenie ze składu komisji Tomasza
          Nałęcza, Jana Rokity i Zbigniewa Ziobro, gdyż nie spełniają oni wymogu
          bezstronności wobec jego osoby.

          • Gość: www.wyborcza.pl PAP IP: 193.0.117.* 30.07.03, 18:58
            PAP, arti 30-07-2003, ostatnia aktualizacja 30-07-2003 18:43

            Wbrew stanowisku koalicji rządowej prace nad przygotowanym przez PiS projektem
            zmian w ustawie o komisji śledczej będą kontynuowane - zadecydował Sejm. W nocy
            z wtorku na środę koalicja SLD-UP nie zdołała odrzucić projektu (zabrakło jej
            dziewięciu głosów; za było 198 posłów, przeciw - 207). W środę odbyło się
            drugie czytanie projektu. Ponieważ zgłoszono doń poprawki, zajmą się nim
            komisje: sprawiedliwości i praw człowieka oraz ustawodawcza.

            Projekt PiS w istotny sposób zmienia zasady ustalania składu komisji śledczej.
            Każdy klub lub koło reprezentowane w Konwencie Seniorów miałby jednego posła w
            komisji. Obecnie miejsca w komisji są przydzielane klubom proporcjonalnie do
            liczby posłów.
            • Gość: Trybuna/Wprost Rapaczyński/a: Lewku drogi IP: 193.0.117.* 06.08.03, 18:54
              Z wywiadu Lwa Rywina dla 'Trybuny' - cyt. za 'Wprost':
              - 'Pani Rapaczyński (...) mówiła do mnie 'Lewku drogi'.
              Zresztą ona zawsze, gdy czegoś potrzebowała, mówiła do mnie słodko.'
              • Gość: MOr 'Pytamy... Adama Michnika' - Wywiad w 'PRZEKROJU' IP: 193.0.117.* 02.10.03, 16:34
                W ramach odkurzania starego, ale nadal aktualnego wątku 'MICHTRIX contra
                MILLERTRIX' polecam txt 'Pytamy... Adama Michnika - Wywiad bez odpowiedzi' z
                ostaniego 'Przekroju'.
                Chyba już nawet najwierniejszym pretorianom Gadasia odchodzi chęć do jego
                obrony
                • Gość: wyborcza.pl Re: 'Pytamy... Adama Michnika' - Wywiad w 'PRZEKR IP: 193.0.117.* 02.10.03, 18:05
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=8281441&v=2&s=0
                  • Gość: MOr/www.rp.pl Re: 'Pytamy... Adama Michnika' - Wywiad w 'PRZEKR IP: 193.0.117.* 10.10.03, 15:49
                    Jakoś nikt się nie zorientował, że całe to powszechne oburzenie na zachowanie
                    Michnika względem Kolendy-Zalewskiej (oraz następujące po nim
                    napuszone 'wyjaśnienie') bynajmniej nie wynikało z meritum sprawy - bo co to
                    kogo tak naprawdę obchodzi? - tylko z prostego faktu, że W POLSCE NIE WYPADA
                    KRZYCZEĆ NA KOBIETY. A jeśli juz ktoś coś takiego zrobił, to natychmiast
                    biegnie się z bukietem kwiatów i gorąco przeprasza, całując po rączkach. Widać,
                    że nadęty narcyz Michnik tak już odleciał w swoim ego-trip, że nie rozumie
                    elementariów. W sumie wszyscy chyba juuż mają go dosyć, a 'Agora' za jakiś czas
                    zmuszona będzie odesłać go na emeryturkę, bo psuję im wizerunek - końcu kasa to
                    grunt
                    Pozdrowienia

                    'Rzeczpospolita' - 10.10.03 Nr 237

                    Rada Etyki Mediów odpowiada na list otwarty
                    Odpowiadając na list otwarty skierowany do Rady Etyki Mediów w sprawie rozmowy
                    Katarzyny Kolendy-Zalewskiej z Adamem Michnikiem na antenie radia TOK FM, REM
                    czuje się w obowiązku stwierdzić, co następuje.

                    Swoją odmowę odpowiedzi na pytania swojej rozmówczyni red. Adam Michnik
                    uzasadnił, powołując się na reguły postępowania obowiązujące dziennikarza.
                    Argumentacja ta wymaga oceny Rady. Nie można bezwzględnie potępić ujawnienia
                    zeznań złożonych w prokuraturze. Szacunek dla państwa prawa, na które słusznie
                    zwraca uwagę Adam Michnik, nie może oznaczać ograniczenia naczelnej zasady
                    zawodu dziennikarskiego, jaką jest dochodzenie do prawdy. Jest nieuniknione, że
                    w konkretnych sytuacjach może dochodzić do konfliktu wartości.

                    Dziennikarz, mający świadomość zagrożenia wartości wyższych niż pieczęć
                    urzędowej tajności, ma prawo takie zeznania ujawnić - licząc się z tym, że jest
                    to naruszenie prawa, które może spowodować określone konsekwencje. Powołanie
                    się na tajemnicę dziennikarską jest właściwe wtedy, gdy dziennikarz chroni
                    swoich informatorów albo strzeże swoich autorskich praw osobistych. Takich
                    argumentów nie powinien używać Adam Michnik, występując w rozmowie w roli osoby
                    publicznej, a nie dziennikarza.

                    Ujawnienie tzw. afery Rywina jest niewątpliwą zasługą Adama Michnika i
                    dziennika, którym kieruje. Dzisiaj rozwój publicznego śledztwa dotyczącego tej
                    afery i polityczna edukacja opinii publicznej, która temu śledztwu towarzyszy,
                    są bardzo ważnymi elementami procesów naprawy państwa. Dlatego ze zdziwieniem i
                    żalem należy przyjąć postępowanie Adama Michnika w rozmowie z Katarzyną Kolenda-
                    Zalewską. Nie sprzyja ono dziełu, jakie Adam Michnik rozpoczął, występując w
                    roli niezależnego dziennikarza.

                    Warszawa, 9.10.2003
                • Gość: tyfus Michtrix i Millermix to jedno! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.03, 16:07
                  przeciez innaczej to sie nie zgadza
                  • Gość: MOr Re: Michtrix i Millermix to jedno! IP: 193.0.117.* 10.10.03, 16:47
                    Jak to w mafii - czasami biora się za łby, a czasami razem robią skok na kasę ;)
                    • Gość: MOr 'Przekrój' Łuczywo? IP: 193.0.117.* 10.10.03, 17:21
                      A propo ew. podziękowania Gadasiowi z funkcji NaczRedaktora - polecam
                      najnowszy 'Przekrój' - na okładce Piękna Helenka Łuczywo, w środku kilka stron
                      z jej Wielkimi Myślami o Wszystki i Niczym oraz garść fotosów - czyżby
                      szykowano nowego KO-wca 'Wybiórczej? Umarł KKKK...Król, niech żyje Caryca?
                      Pozdrowienia
                      PS: Oczywiście w 'Przekroju' multum reklam 'Wybiórczej' - coś za coś ;)


                      • Gość: tyfus Re: 'Przekrój' Łuczywo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.03, 18:53
                        Michnik musi odejsc?
                        • Gość: MOr Re: 'Przekrój' Łuczywo? IP: 193.0.117.* 13.10.03, 20:05

                          W sumie jakby popatrzeć tak sobie, to mamy 'Przekrój', w którym z jednej strony
                          jest show Pięknej Helenki Łuczywo oraz dwie reklamy 'Wybiórczej', ale też
                          KOLEJNY tekst dowalający Gadasiowi MICHTRIXowi (tym razem P. Śpiewaka) oraz
                          dzisiejszą 'Rzeczpospolitą' , wktórej można przeczytać, że 'Agora' desperacko
                          walczy o przeżycie (wchodzi nowa gazeta ogólnopolska 'Fakt') - zob:
                          www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031013/ekonomia/ekonomia_a_4.html
                          - czyli z jednej strony działania obronne 'Wybiórczej' i 'Agory, a tu nagle z
                          drugiej strony Gadaś ze śmierdzącą sprawą Rywina, krzykami na Kolendę itp.
                          Czyli chyba jednak powoli szykują się do odstawienia Gadasia na boczny tor, np.
                          zrobią go Redaktorem Honorowym z własnym pokojem i maszyną do pisania. Ale już
                          bez dojścia do internetu, żeby bez odpowiedniej kontroli i nadzoru niczego nie
                          mógł sam wysyłać i publikować...
                          Pozdrowienia
                          • Gość: PRzekrój/MOr Słowa i myśli 'Pięknej IP: 193.0.117.* 13.10.03, 20:06
                            Słowa i myśli 'Pięknej' Helenki Łuczywo

                            Na okładce najnowszego 'Przekroju' 'Piękna' Helenka Łuczywo stara się być 'kul'
                            i 'trendy' - ze skutkiem raczej żałosnym. W środku możemy się zapoznać z
                            kilkoma (niezbyt) wzniosłymi myślami i wypowiedziami:
                            'Mój ojciec był komunistą, pracował w aparacie partyjnym. To był taki
                            szczególny typ wychowania, który miał swoje wady i zalety'
                            Dowiadujemy się dosyć ciekawych rzeczy: - wychowanie 'komunistyczne'
                            miało 'swoje wady i zalety'
                            , rozumiemy, że był to pewien rodzaj MISJI, KOŚCIOŁA, WIARY; bo jak wiadomo
                            z 'Wybiórczej', 'komunizm miał także swoje dobre strony' (ciekawe, czemu w
                            takim razie nie piszą, że 'faszyzm i narodowy socjalizm miały też swoje dobre
                            strony, np. budowa autostrad?) - widać tu silną potrzebę obrony tatusia;
                            - jakoś tak się dziwnie stało, że większość decydentów UD/UW i 'Wybiórczej' to
                            właśnie dzieci PZPR-owców - czyli są to swego rodzaju
                            inicjatywy 'środowiskowe'?

                            'Chiałabym, żeby ujawnienie sprawy Rywina przestraszyło tych, którzy żądają
                            łapówek. Żeby przestraszyło te kolesiowate układy, które rządzą całą Polską na
                            wszystkich możliwych szczeblach'
                            Aferomaniaczka z 'GW'? Więc jednak okazuje się, że Kaczyńscy, Olszewski i inni
                            rzekomi 'aferomaniacy' mieli rację? Czy chodzi jednak tylko o to, żeby
                            ujawnienie sprawy Rywina przestraszyło PRZEDE WSZYSTKIM TYCH, KTÓRZY OŚMIELAJĄ
                            SIĘ RZĄDAĆ ŁAPÓWEK OD 'Wybiórczej'?!

                            O Łuczywo wypowiada się także Maria Janion: 'Dla mnie była wspaniałą postacią,
                            kobietą rycerzem, która wiele poświęciła dla kraju'.
                            A za chwilę dowiadujemy się, że: 'Łuczywo i Rapaczyńska (...) stały się
                            prawdziwymi magnatkami - każda ma akce warte ponad 30 milionów dolarów'.
                            To się nazywa 'cierpieć za miliony'!

                          • Gość: PRZEKRÓJ/MOr Słowa i myśli 'Pięknej' Helenki Łuczywo IP: 193.0.117.* 13.10.03, 20:07
                            Słowa i myśli 'Pięknej' Helenki Łuczywo

                            Na okładce najnowszego 'Przekroju' 'Piękna' Helenka Łuczywo stara się być 'kul'
                            i 'trendy' - ze skutkiem raczej żałosnym. W środku możemy się zapoznać z
                            kilkoma (niezbyt) wzniosłymi myślami i wypowiedziami:
                            'Mój ojciec był komunistą, pracował w aparacie partyjnym. To był taki
                            szczególny typ wychowania, który miał swoje wady i zalety'
                            Dowiadujemy się dosyć ciekawych rzeczy: - wychowanie 'komunistyczne'
                            miało 'swoje wady i zalety'
                            , rozumiemy, że był to pewien rodzaj MISJI, KOŚCIOŁA, WIARY; bo jak wiadomo
                            z 'Wybiórczej', 'komunizm miał także swoje dobre strony' (ciekawe, czemu w
                            takim razie nie piszą, że 'faszyzm i narodowy socjalizm miały też swoje dobre
                            strony, np. budowa autostrad?) - widać tu silną potrzebę obrony tatusia;
                            - jakoś tak się dziwnie stało, że większość decydentów UD/UW i 'Wybiórczej' to
                            właśnie dzieci PZPR-owców - czyli są to swego rodzaju
                            inicjatywy 'środowiskowe'?

                            'Chiałabym, żeby ujawnienie sprawy Rywina przestraszyło tych, którzy żądają
                            łapówek. Żeby przestraszyło te kolesiowate układy, które rządzą całą Polską na
                            wszystkich możliwych szczeblach'
                            Aferomaniaczka z 'GW'? Więc jednak okazuje się, że Kaczyńscy, Olszewski i inni
                            rzekomi 'aferomaniacy' mieli rację? Czy chodzi jednak tylko o to, żeby
                            ujawnienie sprawy Rywina przestraszyło PRZEDE WSZYSTKIM TYCH, KTÓRZY OŚMIELAJĄ
                            SIĘ RZĄDAĆ ŁAPÓWEK OD 'Wybiórczej'?!

                            O Łuczywo wypowiada się także Maria Janion: 'Dla mnie była wspaniałą postacią,
                            kobietą rycerzem, która wiele poświęciła dla kraju'.
                            A za chwilę dowiadujemy się, że: 'Łuczywo i Rapaczyńska (...) stały się
                            prawdziwymi magnatkami - każda ma akce warte ponad 30 milionów dolarów'.
                            To się nazywa 'cierpieć za miliony'!

                            • Gość: www.rp.pl Kwiatkowski pisze do Nałęcza IP: 193.0.117.* 14.10.03, 20:51
                              'Rzeczpospolita' - 'Z ostatniej chwili'
                              Kwiatkowski pisze do Nałęcza
                              Prezes TVP Robert Kwiatkowski zwrócił się do Tomasza Nałęcza, szefa komisji
                              śledczej badającej aferę Rywina, z wnioskiem o wyjaśnienie prawdziwości zeznań
                              prezes Agory Wandy Rapaczyńskiej i ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego
                              dotyczących okoliczności organizacji spotkania w ministerstwie z nadawcami 11
                              lipca 2002 roku. Kwiatkowski powołuje się na dokument opublikowany w "Trybunie"
                              9 października (fax z Agory do sekretariatu Dąbrowskiego), z którego - według
                              prezesa TVP - wynika, że Agora ustalała listę gości na to spotkanie. Prezes TVP
                              przypomniał zeznania Rapaczyńskiej, w których zaprzeczyła, jakoby uczestniczyła
                              w układaniu listy gości na spotkanie 11 lipca. Kwiatkowski przytoczył także
                              zeznania Dąbrowskiego, który kategorycznie zaprzeczył, jakoby lista była z
                              kimkolwiek konsultowana.
                              • Gość: PRZEKRÓJ www.przekroj.pl IP: 193.0.117.* 21.10.03, 17:01
                                'Przekrój'

                                MAŁY MIŚ ZARYCZAŁ

                                Szef największego polskiego radia to wariat.
                                Rozpoczął wojnę z własnym państwem. Jeśli wygra, to z wariata przemieni się w
                                rewolucjonistę. I stanie się koszmarnym snem urzędników. Ze STANISŁAWEM
                                TYCZYŃSKIM rozmawia Piotr Najsztub

                                Co takiego pańskiemu radiu zrobiło państwo polskie, że chcecie od niego
                                wielomilionowych odszkodowań? Żywo mnie to interesuje, bo te ewentualne
                                odszkodowania nasze państwo wypłaci między innymi z moich podatków.
                                - Jeżeli wywalenie z pracy 200 osób, pracowników naszych oddziałów lokalnych,
                                uważa pan za nic, to "nic" nam nie zrobiło.
                                Nasze państwo zwolniło już setki tysięcy ludzi, więc...
                                - Zdaję sobie z tego sprawę, ale tu chodzi jeszcze o coś innego - to rządzone
                                przez czerwonych państwo zakpiło sobie z prawa i nielegalnie pozbawiło nas
                                możliwości rozwoju. Musieliśmy zamknąć oddziały regionalne, bo KRRiTV cofnęła
                                nam taką koncesję. Udowodniliśmy nielegalność tych decyzji w NSA, teraz
                                nadszedł czas zapłaty.
                                I co nasze państwo, jeśli wygracie, ma zrobić? Przeprosić i co jeszcze?
                                - Oddać ciężkie pieniądze, dziesiątki milionów złotych.
                                Jaka kwota wymieniona jest w pozwie?
                                - Kilkadziesiąt milionów, straty z jednego tylko roku.
                                Wpłaciliście do sądu wymagane wadium?
                                - Zapłaciliśmy na wezwanie sądu, bo taka jest procedura.
                                Czy państwo jest waszym wrogiem?
                                - To państwo - Millera, Czarzastego - na pewno.
                                Oskarżacie państwo Millera, ale proces potrwa kilka lat i płacić i przepraszać
                                może państwo Rokity albo Kaczyńskiego.
                                - No, to mam nadzieję, że to nowe państwo osądzi winnych i wreszcie ktoś z
                                kręgów władzy pomaszeruje do kryminału. Może nawet i sam Miller. Niech wreszcie
                                stanie się to, co się nie stało w Ő89 roku.
                                To dziwny sposób na dekomunizację.
                                - Ale przynajmniej jakiś. Po 13 latach przyznaję, że nie trzeba było im wtedy
                                popuszczać, to między innymi mój grzech.
                                A może to nie jest wina Millera, wina Czarzastego, może u nas tak po prostu
                                jest, że prawo nie jest bogiem? Może niepotrzebnie wiąże to pan z orientacją
                                polityczną?
                                - Muszę to wiązać z orientacją polityczną, bo to ci politycy powiedzieli mi, że
                                mam się zwijać.
                                Składając ten pozew, daje pan do zrozumienia, że członkowie KRRiTV popełnili
                                przestępstwo. Jednak nadal pan z nimi paktuje, bo musi, bo jest uzależniony od
                                tego ciała jako nadawca.
                                - Od dwóch lat tam nie byłem.
                                A pańscy prawnicy?
                                - Jeżdżą tam, ale nic tam nie mają do powiedzenia.
                                Rozmawiają z przestępcami?
                                - A jakie mam inne możliwości odwołania się. Obrazić się i wyjechać na Malediwy?
                                Może mógłby pan mieć gdzieś Krajową Radę Radiofonii i Telewizji?
                                - Nie mogę mieć gdzieś Krajowej Rady, bo musimy się rozwijać i od nich
                                potrzebujemy licencji.
                                Rozwijać, czyli mieć więcej słuchaczy?
                                - Nie, więcej słuchaczy już się nie da mieć, niż my mamy, mamy największą
                                liczbę słuchaczy na tym kontynencie.
                                To co to znaczy "rozwijać się".
                                - Po prostu musimy się legalnie przekształcać i niech pan pamięta, że RMF jest
                                jedynym prywatnym medium elektronicznym bez zagranicznego kapitału. Rozumiem,
                                że czerwonej bandzie to się strasznie nie podoba.
                                A to taka przyjemność żyć bez tego kapitału zagranicznego?
                                - Do ciężkiej cholery, nie możemy stać się narodem pariasów na nasze tylko
                                życzenie. I wie pan znakomicie, że nie mówię tego z nacjonalistycznych pobudek.
                                Ta długość i szerokość geograficzna, gdyż tylko w takich kategoriach pojmuję
                                Państwo, musi w końcu coś produkować. Wydawałoby się, że w medium jest to
                                najprostsze.
                                Z tego, co wiem, Polsat również jest polski. Ale w ogóle co to za argument "bez
                                kapitału zagranicznego"? Chciałby pan za to medal dostać?
                                - Nie chcę żadnego medalu! Tylko jeżeli można coś w tym kraju samodzielnie
                                stworzyć, to wszyscy powinni się z tego cieszyć. Oczywiście możemy dążyć do
                                tego, żeby cały nasz kraj stał się wielkim supermarketem z zagranicznymi
                                towarami. Rozmawiamy o państwie, gdzie 25 procent obywateli produkuje 2,5 PKB!
                                To jest wyłącznie supermarket! Jeżeli nasze media mogą być naszą wartością
                                dodaną, to dlaczego mam tego nie bronić? Tak, jestem dumny, że obcego kapitału
                                u nas nie ma.
                                Mówi pan jak polityk. Pańskie niepokoje, zastrzeżenia, oskarżenia są sensu
                                stricto polityczne. Niech pan zdejmie pelerynkę RMF-u i zostanie politykiem!
                                - Ale ja nie chcę być politykiem!
                                Tak czy inaczej, ze swoim temperamentem i niewyparzoną gębą już pan nim jest!
                                - Ale daj pan spokój! Jestem małym misiem o małym rozumku, który przyjechał do
                                tego kraju, mając pięć tysięcy dolarów w kieszeni, dwa macintoshe, i zrobił
                                stację radiową.
                                I to pana już nudzi.
                                - Nie, mnie to nie nudzi. Tylko teraz, żeby ochronić tę stację, muszę ten
                                malusieńki geszeft spod Krakowa rozwinąć w coś większego, bo nawałnicy obcego
                                kapitału nie wytrzymamy. I w tym momencie, kiedy próbujemy to robić, Miller,
                                Czarzasty "kradną nam z kasy" pieniądze.
                                Umówmy się, nie ukradli, tylko uniemożliwili wam zarobienie tych pieniędzy.
                                - Przekazali swoim te możliwości. A precyzyjnie rzecz biorąc, przekazali Agorze
                                i Zjednoczonym Przedsiębiorstwom Rozrywkowym prezesa Benbenka.
                                Trudno uznać, że dla premiera i sekretarza KRRiTV Agora to swoi.
                                - Jednak to między innymi ich stacje zarobiły na naszym zniknięciu z
                                reklamowych rynków lokalnych.
                                Próbował pan o tym rozmawiać z Agorą?
                                - A o czym mam z nimi rozmawiać, przecież Agora ma zawsze rację.
                                Pan też należy do tych, którzy zawsze mają rację - taki charakter. Mówi pan:
                                Miller, Czarzasty... Czy pan kiedykolwiek spotkał Leszka Millera?
                                - Oczywiście. On decydował o tej próbie zniszczenia nas, nawet nie Czarzasty.
                                Skąd pan to wie?
                                - Bo byłem przy tej rozmowie.
                                I jak ona przebiegała?
                                - To był kwiecień 2001 roku, spotkałem się w restauracji teatru Buffo z posłem
                                SLD Andrzejem Urbańczykiem, skądinąd chyba jedynym porządnym facetem w tej
                                bandzie. Usłyszałem od niego: "Niestety, jest już postanowione, nie dostaniecie
                                możliwości rozszczepienia programu". Odprowadziłem go po rozmowie przez park do
                                siedziby SLD na ulicy Rozbrat. Nadzialiśmy się na Millera i Czarzastego. Miller
                                krótko mi wytłumaczył, że nam tego nie dadzą. Czarzasty nie odezwał się wtedy
                                ani słowem.
                                Znał sprawę?
                                - Fantastycznie znał sprawę. Zapowiedziałem nasze kroki prawne i teraz po
                                prostu je wykonujemy.
                                Ale mówiąc to panu, usprawiedliwiał się jakoś, mówił dlaczego?
                                - Nie, po prostu zakomunikował, że nie widzi dla nas takiej możliwości.
                                Nie próbował pan z nim dyskutować?
                                - A po co? Zresztą nasze spotkanie trwało bardzo krótko.
                                Czy potem kiedykolwiek spotkał pan Millera?
                                - Nie.
                                A gdyby pan go spotkał, to co by mu powiedział?
                                - Zaskoczył mnie pan tym pytaniem... Nie wiem.
                                Jesteś pan porywczy, może by chciał go pan stuknąć?
                                - Nie biję małych ludzi. Tutaj chodzi o elementarną przyzwoitość. Wróciliśmy do
                                punktu wyjścia tylko dlatego, że w 1989 roku daliśmy się wszyscy urzec
                                pieprzonemu humanizmowi "grubej kreski".
                                Popełnia pan błąd merytoryczny, łącząc to wszystko z "grubą kreską". Myśmy się
                                wcześniej z radością zgodzili na Okrągły Stół, a tam to się przesądziło. Z
                                radością, której potrzebowaliśmy, i byliśmy gotowi wiele za nią zapłacić. I
                                teraz po prostu płacimy.
                                - Tak, ale przyzna pan, że z perspektywy 13 lat jest to straszliwy błąd.
                                Tak, ale byliśmy gotowi dla tamtej radości wiele poświęcić. I poświęciliśmy.
                                Koniec, kropka.
                                - A ja właśnie ten błąd próbuję naprawić i niech mi pan tego prawa nie odmawia.
                                To może powinien pan sięgnąć po bardziej totalne formy protestu. Wszyscy już:
                                publicyści, politycy, zwykli ludzie z ulicy, krytykują ten rząd - to już nudne.
                                Może pana byłoby stać na jakieś szaleństwo?
                                - Usiłuję się mimo wszystko zachować racjonalnie, nie można codziennie
                                udowadniać słuchaczom, że tego państwa nie ma. Choć rzeczywiście nie wiem,
                                jakim cudem jeżdżą pociągi, jest tutaj prąd, coś jeszcze działa, mimo że
                                państwo robi na każdym kroku wszystko, żeby temu przeszkodzić.
                                Pan jest stworzony do bycia rewolucjonistą, bo nawet kiedy pan a
                                • Gość: PRZEKRÓJ www.przekroj.pl - cz. 2 IP: 193.0.117.* 21.10.03, 17:05
                                  MAŁY MIŚ ZARYCZAŁ - cz. 2

                                  To może powinien pan sięgnąć po bardziej totalne formy protestu. Wszyscy już:
                                  publicyści, politycy, zwykli ludzie z ulicy, krytykują ten rząd - to już nudne.
                                  Może pana byłoby stać na jakieś szaleństwo?
                                  - Usiłuję się mimo wszystko zachować racjonalnie, nie można codziennie
                                  udowadniać słuchaczom, że tego państwa nie ma. Choć rzeczywiście nie wiem,
                                  jakim cudem jeżdżą pociągi, jest tutaj prąd, coś jeszcze działa, mimo że
                                  państwo robi na każdym kroku wszystko, żeby temu przeszkodzić.
                                  Pan jest stworzony do bycia rewolucjonistą, bo nawet kiedy pan argumentuje, to
                                  używa demagogii! Dlaczego pan nie sięgnie po metody rewolucyjne? Na dodatek
                                  jest pan właścicielem największego radia na tym kontynencie!
                                  - Człowiek, który codziennie rano słucha tej stacji, musi normalnie wstać,
                                  normalnie pójść do pracy, normalnie z niej wrócić. Nie może być codziennie
                                  atakowany naszą katastrofą, upiornym wizerunkiem państwa. Chce normalności, by
                                  żyć.
                                  Ale może trzeba poświęcić takie radio i uderzyć we władzę całą siłą? Pan jako
                                  właściciel, posiadacz dużego majątku, mógłby sobie na to pozwolić. Jest taki
                                  trend światowy: właściciele mediów biorą władzę we własne ręce.
                                  - Przecenia pan naszą rolę. Ja mogę tylko jeszcze bardziej pochylić łeb.
                                  Czasami czuję się najbardziej osamotnionym człowiekiem w tym państwie.
                                  Jeśli ktoś składa pozew przeciwko państwu, to nie może mówić o sobie, że jest
                                  tylko małym misiem. Zaczął pan grę, w której już nie może być małym misiem.
                                  - Nie mam niedźwiedzich ambicji. Chcę tylko sprawdzić, czy to państwo jest
                                  rzeczywiście bezkarne.
                                  Nie o honor tylko pan się sądzi, także o pieniądze.
                                  - Muszą oddać to, co zabrali.
                                  Nie zabrali, tylko nie pozwolili zarobić. Uczestniczy pan w tworzeniu nowej
                                  ustawy o mediach elektronicznych?
                                  - Nie, bo z zasady nie uczestniczę w czymś, na co nie mam wpływu. Nie chcę
                                  być "dziadkiem" do już rozdanych kart.
                                  A może byłby pan na tyle silny, żeby wymóc taki kształt ustawy...
                                  - Ależ oczywiście, że nie! Jeżeli "wielcy tego świata" nie potrafili przez 12
                                  miesięcy tego zrobić - co pokazują przesłuchania komisji śledczej w sprawie
                                  Rywina - to czym się łudzić!
                                  Ma pan swój pogląd na to, kto stał za korupcyjną propozycją Rywina?
                                  - Odpowiem nie wprost. Trzy tygodnie temu nasi dziennikarze pytali o to
                                  słuchaczy w porannym paśmie. Przyszło w krótkim czasie trzydzieści parę tysięcy
                                  SMS-ów i głosów na stronie internetowej. 97 procent słuchaczy wskazywało na
                                  premiera.
                                  Panu się to wydaje prawdopodobne?
                                  - ...
                                  Jesteście liderem rynku radiowego. Jak pan się z tym czuje? Odpowiedzialność,
                                  duma...
                                  - Nam nie jest łatwo, geografia wymusza na nas n-krotnie więcej pracy, niż
                                  gdybyśmy byli w Warszawie. Jesteśmy tu wyspą, sami w sobie w Krakowie, bez
                                  żadnego zaplecza. Dzisiaj dopiero rozumiem, dlaczego duże stacje radiowe czy
                                  telewizyjne są zmuszone do nadawania z centrum.
                                  Na czym polega główny problem tego oddalenia?
                                  - Człowiek tworzący informacje na Kopcu nie wpada na róg Marszałkowskiej i
                                  Jerozolimskich i nie wymienia swoich poglądów, może niesłusznie, z kolegą z
                                  redakcji "Przekroju", "Trybuny Ludu" czy BBC, nie jest w tym tyglu ucierania
                                  się informacji i opinii. Chociaż z drugiej strony nasza "wyspa" pozwala nam
                                  spojrzeć na najważniejsze sprawy z dużego dystansu. Nasze oddziały regionalne
                                  były ogromną siłą tej stacji polegającą na bliskości ze słuchaczem. W tym
                                  byliśmy odmienni, że byliśmy równocześnie szczecińscy, poznańscy, krakowscy
                                  itd.
                                  To dlatego tak pana boli zakaz rozszczepienia, bo z natury byliście po prostu...
                                  - ...stacją prowincji, szeroko rozumianej.
                                  Teraz tego nie macie i pewnie przez wiele lat jeszcze mieć nie będziecie. Jak
                                  zamierza pan rozwijać RMF FM?
                                  - Samo radio w takiej jak obecnie postaci nadmiernie już się nie rozwinie, zaś
                                  pozostałe media? Cóż, w lutym wystąpiliśmy do KRRiTV o kanały telewizji
                                  naziemnej. Cisza. Jak pan sądzi - dostaniemy?
                                  Zdziwiłbym się. Czyli pozostaje "tylko" walka o utrzymanie pierwszego miejsca?
                                  - Na razie tylko tyle, a może aż tyle. Jak nas wcześniej nie wykończą.

                                  ROZMAWIAŁ PIOTR NAJSZTUB
                                  KRAKÓW, 8 PAŹDZIERNIKA 2003 R.

                                  • Gość: MOr 'legenda' Michnika się sypie IP: 193.0.117.* 23.10.03, 19:35
                                    No i starannie przygotowana 'legenda' Gadasia o wspólnej walce Michnika i
                                    Millera z GTW Czarzastego i Kwiatkowskiego bardzo pięknie się sypie i pruje aż
                                    miło - cóż, otworzył Gadaś puszkę Pandory, to teraz sam ma. A tak pięknie być
                                    miało: 'obrońca demokracji' Adam MICHTRIX i przywołane do porządku SLD na
                                    pasku...
                                    Tylko że przy okazji wyszło, że Agora i rząd kręcą na boku lody, dogadując w
                                    cztery oczy 'właściwe' ustawy. Demokracja to to na pewno nie jest, raczej sitwa
                                    i kolesiostwo.
                                    Cała sprawa tak już śmierdzi na kilometr, że chyba niedługo Gadaś sam
                                    odejdzie 'na własną prośbę'
                                    Pozdrowienia
                                    • Gość: www.rp.pl Wildstein IP: 193.0.117.* 24.10.03, 20:38


                                      24.10.03 Nr 249


                                      A może warto przesłać ten tekst Państwa znajomym?

                                      Adres odbiorcy (do):

                                      Adres nadawcy (od):



                                      'Rzeczpospolita' - 24.10.03
                                      AD VOCEM
                                      'Fakty i hipotezy
                                      Piotr Stasiński wezwał mnie ("GW", 23.10) przed komisję śledczą, abym tam
                                      wytłumaczył mu, co powiedziałem w komentarzu dla TVN 24. Wprawdzie marzę o
                                      spotkaniu oko w oko z paniami BB, ale z drugiej strony przeraża mnie
                                      dociekliwość posła Rydzonia, więc na wszelki wypadek zawczasu zinterpretuję, co
                                      powiedziałem. Tak, żeby każdy zrozumiał. Może mnie wtedy Piotr Stasiński
                                      oszczędzi.
                                      Hipoteza, że Adam Michnik używał nagrania Rywina jako elementu presji, nie
                                      oznacza, że nagrania nie było. Ba, znaczy coś wręcz przeciwnego. Hipoteza ta
                                      zakłada, że Rywin przyszedł do Michnika z określoną propozycją, a Michnik ją
                                      nagrał i potraktował jako element nacisku na "grupę trzymającą władzę", aby
                                      nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji została przeprowadzona zgodnie z
                                      interesem Agory. Publiczne opowiadanie wszem i wobec o posiadaniu nagrania
                                      również było elementem tej samej presji. Gdyby rzecz działa się w USA czy RFN,
                                      sprawę podchwyciłyby inne media. Michnik znał jednak dobrze rynek mediów w
                                      Polsce, współtworzył go przecież, wiedział więc, że jeśli znana dziennikarka
                                      zapyta o tę sprawę premiera, wystarczy interwencja redaktora "GW", aby pytanie
                                      usunąć z łamów jednego z głównych tygodników naszego kraju.
                                      Kiedy okazało się, że projekt ostatecznie zakończył żywot, Michnikowi nie
                                      pozostawało nic innego niż sprawę opublikować. Nikt, kto ma zielone pojęcie o
                                      śledztwie dziennikarskim, nie uwierzy, że redaktor naczelny prowadził je w
                                      sposób, o którym mówi. Każdy wie, że musiałoby się ono zaczynać od analizy
                                      kariery Rywina, genezy jego interesów, środowiska, w którym funkcjonował, itd.
                                      Każdy, kto ma zielone pojęcie o standardach dziennikarstwa światowego, wie, że
                                      żadna poważna gazeta nie napisałaby, iż prowadziła śledztwo, ale... jej nie
                                      wyszło. Każda opisałaby je, zasugerowałaby choćby hipotezy (hipotezy, kolego
                                      Stasiński), pokazała tło wydarzeń itd. Tłumaczenie zwłoki "śledztwem
                                      dziennikarskim" jest bajką dla nierozgarniętych dzieci.
                                      Publikacja tekstu o Rywinie zaskoczyła wszystkich zainteresowanych - członków
                                      rządu, prezydenta, samego Rywina wreszcie. Ich brak przygotowania do ujawnienia
                                      sprawy, świadczy, że nie wierzyli w tę możliwość.
                                      Piotrowi Stasińskiemu wszystko się kojarzy. Jeśli ktoś powątpiewa choćby w
                                      część wyjaśnień jego szefa, oznacza to, że jest wspólnikiem Rywina, należy
                                      do "grupy trzymającej władzę" i jest na żołdzie "Trybuny". Niestety, świat jest
                                      znacznie bardziej skomplikowany, kolego Stasiński.
                                      Bronisław Wildstein
                                      • Gość: GoniącyPielęgniarz Re: Wildstein IP: *.gratka.pl 25.10.03, 11:41
                                        Gdzie jest ten tekst Stasińskiego?
                                        • Gość: 'Wybiórcza'/MOr !!!??? IP: 212.160.235.* 25.10.03, 22:46
                                          - Mamy jeszcze wiele niespodzianek, ale obrady komisji uważnie obserwują
                                          również ludzie z grupy trzymającej władzę, więc nic więcej nie powiem -
                                          powiedział Nałęcz.
                                          !!!???
                                          • Gość: Michalkiewicz Re: !!!??? IP: 193.0.117.* 28.10.03, 19:53
                                            mazowsze.k-raj.com.pl/106693717268189.shtml
                                            • Gość: www.rp.pl Grupa Trzymająca Millera?! ;) IP: 193.0.117.* 28.10.03, 20:32
                                              Grupa Trzymająca Millera?! ;)

                                              'Rzeczpospolita' - Z ostatniej chwili
                                              28.10.2003, godz. 16:10 (Warszawa)

                                              Proksa wprowadził, Wagner wycofał autopoprawkę z posiedzenia rządu 16 lipca
                                              2002
                                              Szef Kancelarii Premiera minister Marek Wagner poinformował, że sporny projekt
                                              autopoprawki do projektu zmian w ustawie o mediach wprowadził do porządku
                                              posiedzenia rządu 16 lipca 2002 r. sekretarz Rady Ministrów Aleksander Proksa
                                              na polecenie Aleksandry Jakubowskiej. Natomiast sam wagner wycofał ten punkt.
                                              Według Wagnera, Jakubowska powołała się na ustalenia z premierem, wnosząc o
                                              uwzględnienie autopoprawki w porządku obrad rządu. Wagner jednak rozmawiał z
                                              szefem rządu o wycofaniu projektu, bo - jak wyjaśniał - było ustalone, że Rada
                                              Ministrów zajmie się nim na pismny wniosek nowego ministra kultury (Waldemar
                                              Dąbrowski pełnił ten urząd od 6 lipca 2002 r.), a takigo wniosku nie było.
                                              Raport w tej sprawie trafił dziś do sejmowej komisji śledczej. (PAP)
                                              • Gość: wyborcza.pl/MOr Misja Rywina była misją listonosza IP: 193.0.117.* 23.11.03, 16:31
                                                www1.gazeta.pl/kraj/1,34308,1790409.html
                                                'Cztery kręgi - rozmowa z Janem Rokitą (PO), członkiem komisji śledczej'

                                                - Choćby to paradoksalnie zabrzmiało, Rywin nie jest głównym bohaterem afery
                                                Rywina. Misja Rywina była misją listonosza. Miał złożyć propozycję, wybadać,
                                                czy może zostać przyjęta, a potem tak łapówkę wyczyścić, by mogła być
                                                wykorzystana. O resztę mieli się martwić ci, co mieli wpływ na ustawę - mogli z
                                                nią zrobić, co chcieli - w rządzie, parlamencie, w KRRiTV.

                                                www1.gazeta.pl/kraj/1,34308,1790409.html
                                                • Gość: www.rp.pl Parandowska - 'III RP to moje państwo' IP: 193.0.117.* 24.11.03, 15:09
                                                  W artykuliku nt rozpaczliwych prób reanimowania Mumii Nudności w
                                                  dzisiejszej 'Rzeczpospolitej' znalazł się jeden cudny wprost fragmencik dot.
                                                  Janiny 'Wściekłej' Parandowskiej:

                                                  'Paradowska skrytykowała pomysł budowania IV RP. - III Rzeczpospolita to moje
                                                  państwo. Jego instytucje działają dobrze, tylko nieraz zawodzą ludzie - mówiła.
                                                  Na tym tle doszło do spięcia. - Przed chwilą pani Paradowska powiedziała mi, że
                                                  afera starachowicka to mit medialny - ujawnił Wnuk-Lipiński. Przez salę
                                                  przetoczył się pomruk zdziwienia. - Powiedziałam coś panu po cichu, a pan
                                                  profesor to upublicznił - zareagowała Janina Paradowska. Dodała, że w ten
                                                  sposób nawiązała do jego tezy o "kryminalnym styku polityki i świata
                                                  przestępczego". - A to nie jest taki przykład? - dziwił się Wnuk-Lipiński. -
                                                  Nie jest, bo tam chyba żadnego gangu nie było - odparowała Paradowska. I
                                                  twierdziła, że Starachowice to prowincjonalna, banalna sprawa. Prędzej dla
                                                  posterunkowego, a nie Centralnego Biura Śledczego. Afera, która została
                                                  rozdmuchana z niewiadomych powodów. - Ależ to, co pani mówi, tylko potwierdza,
                                                  że mamy do czynienia z potężnym kryzysem państwa - włączył się Ireneusz
                                                  Krzemiński. - Bo jeśli nawet przyjmiemy pani optykę, to w takim razie policja,
                                                  wymiar sprawiedliwości, media zostały wciągnięte w jakąś potężną intrygę -
                                                  dodał.'
                                                  • Gość: Koliber.org to co lubimy... IP: 193.0.117.* 25.11.03, 18:02
                                                    www.koliber.org/dane/news/file/212_miller.mp3
                                    • Gość: jan Re: 'legenda' Michnika się sypie IP: *.multicon.pl 13.12.03, 18:17
                                      Przez to słynne "śledztwo dziennikarskie" i zeznania Adasia Dział Sprzedaży i
                                      Marketingu GW zatanawia się być moze czy nie dawać do każdego egz. plyty DVD +
                                      coś tam jeszcze...:)
                                      • Gość: MOr Re: 'legenda' Michnika się sypie IP: 195.116.92.* 15.12.03, 22:30
                                        'Legenda' Gadasia MICHTRIXa od samego poczatku darla sie jak stare kalesony,
                                        tylko co niektorzy z dziennikarzy i politykow nadal udaja, ze wszystko jest
                                        OK, 'no bo przeciez nie mozna jednoczesnie atakowac SLD i Agory' !!!??? :-0
                                        A najlepiej dla 'Wybiorczej' i Agory byloby sie jak najszybciej pozbyc
                                        Michnika, dac mu pokoik i tytul 'Honorewego Naczelnego'. Tyle tylko, ze raczej
                                        jest to niemoliwe, bo Michnik ma 'odpowiedni' kontrakt z Agora i tylko on sam
                                        moze sie zdymisjonowac.
                                        Tak czy owak to ich problem! Ja tam czytam 'Rzeczpospolita' ;)
                                        • Gość: www.zw.com.pl Telefoniczna mafia i Jakubowska IP: 193.0.117.* 02.01.04, 17:31
                                          'Telefoniczna mafia':
                                          www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_ListNews1&news_cat_id=9&news_id=29050
                                          • Gość: www.nowe-panstwo.p Oni robią to dla naszego dobra... IP: 193.0.117.* 07.01.04, 18:34
                                            PAP
                                            'Paweł Smoleński pytany przez obrońców Lwa Rywina przyznał przed sądem, że
                                            przytaczając fragmenty nagranej rozmowy Rywina z Michnikiem, dokonał zmian w
                                            jej treści, by była bardziej zrozumiała dla czytelników.'
                                            • Gość: MOr 'My nigdy nie byliśmy antykomunistami IP: 193.0.117.* 09.01.04, 20:38
                                              Szanowni Forumowicze i Fomemki - informuję, że pozwoliłem sobie wkleić
                                              www.nowe-panstwo.pl/forum/viewtopic.php?t=135
                                              pełny tekst wywiadu, który czas jakiś temu raczył udzielić 'Wybiórczej'
                                              Władek 'Barbarian' Frasyniuk

                                              Z historycznego wywiadu za najważnieszy fragment uważam wypowiedź
                                              Władka 'Barbiego':
                                              'My nigdy nie byliśmy antykomunistami. Stworzyliśmy przestrzeń dla działania
                                              dla dawnej formacji komunistycznej. '
                                              Sądzę, że wart jest on zapamiętania, rozpowszechniania, a w szeczególności
                                              przytaczania we wszystkich dyskusjach nt 'Czy to dobrze, że nie ma Unii
                                              Wolności?'
                                              Pozdrawiam
                                              • Gość: T'S' Zielinski na pożarcie IP: 193.0.117.* 14.01.04, 19:11
                                                www.tygodniksolidarnosc.com/2004/3/9_zie.htm
                                                • Gość: www.rp.pl Michnik - 'Kiszczak to człowiek honoru' IP: 193.0.117.* 21.01.04, 19:02
                                                  'Rzeczpospolita' - 21.01.04 Nr 17

                                                  RZECZOWY PRZEGLĄD PRASY

                                                  "Pożegnanie z bronią"

                                                  - Czy gen. Kiszczak jest dla pana człowiekiem honoru?

                                                  Michnik: Tak. Jest człowiekiem honoru. Gen. Kiszczak dotrzymał wszystkich
                                                  zobowiązań, jakie podjął przy Okrągłym Stole. To były najważniejsze dni w jego
                                                  życiu. Szef bezpieki negocjował ze swoimi więźniami. Przyjął zobowiązania i
                                                  dotrzymał słowa aż do bólu. Po 1989 r. nigdy nie zawiódł zaufania.

                                                  - Gen. Jaruzelski też?

                                                  Michnik: Też.

                                                  (Z gen. Czesławem Kiszczakiem i Adamem Michnikiem rozmawiają Agnieszka Kublik i
                                                  Monika Olejnik, "Gazeta Wyborcza" z 3 - 4.02.2001 r.)

                                                  * * *

                                                  Jeżeli można mówić o mataczeniu w tej sprawie, to mamy z tym do czynienia
                                                  dopiero po 1989 r.

                                                  (Gen. Czesław Kiszczak, były szef MSW, o śmierci Grzegorza Przemyka, "Gazeta
                                                  Wyborcza" z 20.01.2004 r.)

                                                  "Tępe narzędzie"

                                                  W 1984 r. minister spraw wewnętrznych przyznał nagrody pieniężne
                                                  funkcjonariuszom MO i SB. Za co? Za to, że dzięki nim PRL-owski sąd uniewinnił
                                                  kilku milicjantów od zarzutu zabicia Grzegorza Przemyka. Ale nie tylko za to.
                                                  Także za to, że sąd ten skazał "rzeczywistych sprawców" jego śmierci. (...)
                                                  Przemyk miałby dziś 39 lat. Sekcja wykazała, że zginął na skutek urazów
                                                  spowodowanych "tępym narzędziem". Tępym, dobrze opłacanym i niepoczuwającym się
                                                  do winy.

                                                  (Ewa Milewicz, "GW" z 20.01.2004 r.)
                                                  • Gość: 'WYBIÓRCZA' URBAN: RYWIN MÓWŁ, ŻE WYSŁAŁ GO KWIATKOWSKI IP: 217.97.133.* 22.01.04, 16:34
                                                    www.wyborcza.pl

                                                    Urban: Rywin mówił, że wysłał go Kwiatkowski
                                                    PAP, d 22-01-2004, ostatnia aktualizacja 22-01-2004 14:13

                                                    Żadne wspólnictwo między Leszkiem Millerem i Lwem Rywinem nie zachodziło -
                                                    uważa redaktor naczelny "Nie" Jerzy Urban, kolejny świadek w procesie Rywina.
                                                    Rywin przyznał się Urbanowi, że wysłał go Kwiatkowski. Z zeznań b. członka
                                                    KRRiT Adama Halbera wynika, że jeszcze dwa miesiące po konfrontacji Rywina z
                                                    premierem Rywin był przekonany, że jego oferta jest aktualna.
                                                    Gdyby Leszek Miller chciał przedstawić jakąkolwiek propozycję Michnikowi, to
                                                    miał do tego łatwiejszą drogę niż pośrednik typu Lwa Rywina - argumentował w
                                                    czwartek Urban przed Sądem Okręgowym w Warszawie.

                                                    Urban powiedział wcześniej, że dowiedział się o korupcyjnej propozycji Rywina
                                                    wobec Agory 23 lipca 2002 r. od redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" Adama
                                                    Michnika.

                                                    Urban: Rywin mówił, że wysłał go Kwiatkowski

                                                    Latem 2002 r. Lew Rywin mówił mi, że do Agory wysłał go prezes TVP Robert
                                                    Kwiatkowski - zeznał w czwartek przed sądem Urban.

                                                    Urban powiedział, że podczas spotkania z Rywinem wypytywał go, kto go wysłał do
                                                    Agory. " »Przecież powiedziałem « - oświadczył mi Rywin" - zeznał świadek. Gdy
                                                    Urban spytał go, czy był to Kwiatkowski, Rywin odpowiedział: "No, tak". Na
                                                    pytanie sądu, czy Rywin wymienił też wtedy inne nazwiska, Urban odpowiedział,
                                                    że nie zapamiętał nazwiska Andrzeja Zarębskiego.

                                                    Urban: Rywin mówił, że pierwszy Millera nie zaatakuje

                                                    "Ja pierwszy Leszka Millera nie zaatakuję" - tak w listopadzie 2002 r. Lew
                                                    Rywin mówił Jerzemu Urbanowi. "Odebrałem te słowa jako sygnał, który mam
                                                    przekazać" - zeznał redaktor naczelny "Nie".

                                                    Urban powiedział, że tych słów Rywina nie przekazał jednak wtedy
                                                    premierowi. "Nie drążyłem tego, być może nie chcąc być pośrednikiem w tej
                                                    sprawie" - powiedział świadek.

                                                    Oświadczył też, że w sierpniu 2002 r. rozmawiał o sprawie z prezydentem
                                                    Aleksandrem Kwaśniewskim, który pokazał mu notatkę Rywina. - Moim zdaniem, to
                                                    są krętactw+ - powiedziałem prezydentowi, zwracając uwagę, że nie było tam np.
                                                    wzmianki o konfrontacji u premiera - zeznał Urban. Gdy sąd okazał mu tę
                                                    notatkę, świadek oświadczył, że ją źle zapamiętał, bo jednak jest w niej mowa o
                                                    konfrontacji Rywina i Adama Michnika u premiera.

                                                    Halber: we wrześniu 2002 r. to było dla Rywina "świetne rozwiązanie dla
                                                    wszystkich"

                                                    26 września 2002, już po pierwszych informacjach prasowych o aferzem Lew Rywin
                                                    przekonywał mnie, że kupno Polsatu przez Agorę jest bardzo dobrym rozwiązaniem
                                                    dla wszystkich - zeznał były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Adam
                                                    Halber.

                                                    Świadek powiedział, że o samej korupcyjnej propozycji Rywina ma wiedzę
                                                    szczątkową, m.in. na podstawie notatki z "Wprost". Dominic Lessage z władz
                                                    Canal+ miał mu powiedzieć, że Rywin zachował się nielojalnie, bo oni nic nie
                                                    wiedzieli o jego planie przejścia do Polsatu. Halber zeznał, że 26 września
                                                    2002 r. spotkał się z Rywinem na jubileuszu jednego z miesięczników i
                                                    zaatakował go tam za tę "nielojalność". Rywin miał mu odpowiedzieć, że kupno
                                                    Polsatu przez Agorę jest bardzo dobrym rozwiązaniem dla wszystkich, bo Agora
                                                    będzie miała telewizję, prezes Polsatu Zygmunt Solorz - pieniądze i pozbędzie
                                                    się problemu, zaś formacja polityczna z którą Halber się utożsamia - spokój,
                                                    polegający na tym, że Polsat zarządzany przez Rywina, nie będzie atakował
                                                    rządzących.

                                                    Nie wiadomo, dlaczego Rywin żywił przekonanie, że dwa miesiące po konfrontacji
                                                    u premiera jego oferta złożona Agorze jest wciąż aktualna. Halbera nikt o to w
                                                    sądzie nie zapytał.

                                                    Solorz: mogliśmy sprzedać tylko 49 proc. Polsatu

                                                    Mogliśmy sprzedać tylko 49 proc. udziałów Polsatu, a Agora była zainteresowana
                                                    kupnem większościowego pakietu - zeznał właściciel Polsatu Zygmunt Solorz.

                                                    "Oni przyjęli to do wiadomości i weszli w ten proces" - tak odpowiedział
                                                    świadek na pytanie Sądu Okręgowego w Warszawie, czy mimo wszystko Agora była
                                                    zainteresowana kupnem 49 proc. udziałów. Dodał, że na zakup ponad 50 proc.
                                                    udziałów, w obowiązującym nadal stanie prawnym, musiałaby się zgodzić KRRiT.
                                                    Solorz tłumaczył, że memorandum Polsatu dotyczące ewentualnej sprzedaży części
                                                    udziałów miało na celu doinwestowanie spółki przed jej planowanym wejściem na
                                                    giełdę. Wyjaśnił, że Polsat chciał zorientować się, czy będzie zainteresowanie
                                                    tą ofertą.
    • Gość: WWW.REMUSZKO.PL CENZURA '2003 IP: 193.0.117.* 10.12.03, 18:57
      Cenzura '2003

      Przed stołecznym Sądem Okręgowym rusza seria bezprecedensowych procesów, które
      Stanisław Remuszko - niezależny warszawski publicysta - wytoczył ośmiu czołowym
      tytułom prasowym (m.in. “Gazecie Polskiej”, “Rzeczpospolitej” i “Wprost”).
      Decyzją sądu, pierwsze rozprawy odbędą się przeciwko “Naszemu Dziennikowi”
      (środa 10 grudnia, godzina 12.00, sala 4006), “Metropolowi” (piątek 12 grudnia,
      godzina 13.30, sala 476), “Polityce” (czwartek 18 grudnia, godzina 10.00, sala
      335), “Gazecie Polskiej” (czwartek 15 stycznia 2004, godzina 14.00, sala 484)
      oraz “Rzeczpospolitej” (wtorek 27 stycznia 2004, godzina 12.40, sala 391).
      Remuszko, który w 1989 roku pracę w powstającej “Gazecie Wyborczej” rozpoczął
      na osobiste zaproszenie Adama Michnika, wkrótce odszedł z redakcji, nie mogąc
      pogodzić się z ideowo-polityczną ewolucją pisma oraz przekształceniami
      własnościowymi w spółce “Agora”. Dziesięć lat później wydał książkę opisującą
      nie znane dotąd opinii publicznej aspekty i szczegóły narodzin tego
      największego dziś w Polsce koncernu medialnego. Książka stała się bestsellerem,
      a 10 000 egzemplarzy rozeszło się w trzy miesiące. Wiosną 2003 roku ukazało się
      drugie jej wydanie, ale wówczas różne pisma - od prawicowego “Naszego
      Dziennika” po lewicową “Politykę” - gremialnie i bez podania przyczyn odmówiły
      druku płatnej reklamy tego tomiku.
      Uznając to za wyrazisty przejaw cenzury, która jest w Polsce konstytucyjnie
      zakazana, Remuszko zażądał ośmiu sądowych nakazów publikacji reklamowego
      ogłoszenia, uiścił wyznaczone przez sąd opłaty procesowe i czeka teraz na
      wyznaczenie pozostałych terminów rozpraw. Jednocześnie wystąpił do
      macierzystego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich z wnioskiem o wykluczenie z
      jego szeregów Macieja Łukasiewicza z “Rzeczpospolitej” i Jerzego Baczyńskiego
      z “Polityki” za łamanie statutu i kodeksu etycznego SDP (redaktorzy naczelni
      pozostałych sześciu pism nie należą do żadnej żurnalistycznej korporacji).
      Kierowany przez Adama Michnika najpopularniejszy polski dziennik będzie w
      przyszłym roku obchodził piętnastą rocznicę istnienia. Mimo to “Gazeta
      Wyborcza. Początki i okolice” autorstwa Remuszki wciąż pozostaje – w Polsce,
      Europie i na świecie – jedyną książką na temat genezy i historii tego
      medialnego fenomenu.
      Pełna dokumentacja sprawy znajduje się pod adresem www.remuszko.pl
      • Gość: prawica.net Re: CENZURA '2003 IP: 195.116.92.* 12.12.03, 22:35
        prawica.net/modules.php?name=News&file=article&sid=164
        • Gość: nowe-panstwo.pl Rapaczyńska mówi co innego IP: 195.116.92.* 12.12.03, 22:39
          skrzypek



          Wysłany: Pią Gru 12, 2003 0:17 Temat wpisu: Rapaczyńska mówi co innego
          sądowi niż komisji śledczej

          -------------------------------------------------------------------------------
          -

          www.radiozet.pl/rozmowy_gosc.html?wid=1684637

          Posłuchajcie 3 częsci "7 dnia tygodnia" w radiu zet. Rapaczyńska przed sądem
          zeznaje, że autorem propozycji łapówki był Miller, czego nigdy nie mówiła
          komisji śledczej. (Czyżby nagłe olśnienie, podobnie jak w przypadku Michnika?)
          Michtrix bardzo długo chronił Millera, równocześniej starając kasować jego
          otoczenie (m.in Jakubowska, Ordynacka z Czarzastym, Kwiatkowskim et
          consortes). Z reguły robi się to po to by mieć u władzy osobę słabą, (na którą
          ponadto jest hak) przez co dyspozycyjną wobec siebie (niejasnych protektorów).
          We Francji np. prezydentem nigdy nie może stać się osoba uczciwa, bo tak mogła
          by się zabrać, ża różne układziki i prawdziwe czyszczenie państwa z różnych
          grup nacisku.
          Ciekawe dlaczego teraz Michtrix zmienił front. Może chodzić o twardą obronę
          Nicei przez Milera, co nie jest na rękę Michtrixowi oraz o fakt, że to Miller
          będzie przydzielał koryto (rozdawał posadki) w Brukselii.
          Wydaje się, żę Agora sama jest poważnie zamieszana w całą aferę. Przez te
          osławione "śledztwo dziennikarskie" cały czas mogły trwać negocjacje w sprawie
          ustawy, by Michtrix mógł kupić Polsat. Gdy okazało się, że z nacisków wynikła
          lipa, rozpoczęła się afera rywina.
          Jak to ktoś tu już fajnie ujął: Złodziej najgłośniej krzyczy "Łapaj
          złodzieja!".
    • Gość: www.rp.pl Rapaczyńska - Lewciu jak będziesz prezesem Polsatu IP: 193.0.117.* 27.01.04, 20:44

      Proces Rywina: zeznaje świadek P.
      - Lewciu, jak będziesz prezesem Polsatu, to będziesz sobie robił, co będziesz
      chciał - takie słowa prezes Agory, Wandy Rapaczyńskiej, skierowane do Lwa
      Rywina miał usłyszeć Czesław P., wiceszef firmy Rywina, Heritage Films. P.
      zeznał tak w procesie Rywina, podkreślając, że przyjął to wtedy jako żart.
      Rywin miał też mówić Czesławowi P., że "Wanda Rapaczyńska wykorzystuje moją
      słabość", gdy tygodnik "Wprost" zamieścił wzmiankę o korupcyjnej propozycji
      Rywina wobec Agory. Świadek P. dodał, że po publikacji "Wprost" Rywin mówił mu
      o swojej "głupocie i naiwności", i że "będą go teraz szarpać".
      • Gość: www.rp.pl KGB pazdrawlajet tawariszcia Michnika! ;) IP: *.sprintserwis.pl 09.02.04, 01:38
        'Rzeczpospolita' - 07.02.04

        www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040207/plus_minus_a_3.html
        'Dlatego najpóźniej z początkiem 1988 r. Rosjanie zaczęli szukać kontaktów z
        różnymi środowiskami polskiej opozycji, postrzegając w nich potencjalnych
        partnerów do przyszłych rozmów o nowym układzie sił nad Wisłą. Szczegóły tych
        rozmów kryją kremlowskie archiwa oraz pamięć tych działaczy opozycji, z którymi
        nawiązano wówczas pośrednie lub bezpośrednie kontakty. Z zachowanych
        szyfrogramów Grupy Operacyjnej "Wisła" (placówka polskiego kontrwywiadu
        pracująca w Moskwie na podstawie porozumienia z KGB) wynika na przykład, że
        władze radzieckie jeszcze w kwietniu 1988 r. zamierzały zaprosić do Moskwy Adama
        Michnika. Zrezygnowały z tego dopiero wskutek wyraźnego sprzeciwu ze strony
        kierownictwa PRL. Jednak w 1988 r. przynajmniej część kierownictwa PZPR
        podejrzewała, że Rosjanie nawiązali kontakt z niektórymi osobami z kręgów
        umiarkowanej opozycji.'

        www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040207/plus_minus_a_3.html
        • Gość: www.rp.pl Tawariszć Michnik pozdrawlajet KGB! :) IP: *.sprintserwis.pl 09.02.04, 01:42
          'Rzeczpospolita' - 07.02.04

          www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040207/plus_minus_a_4.html
          'Rz' - Przeciwnicy lustracji podnosili argument, że akta służb specjalnych nie
          są wiarygodne, gdyż mogły zostać sfałszowane.

          EM - Jest to jeden z propagandowych mitów, typowy przykład polityki
          dezinformacji, przez ostatnie lata realizowanej z wielkim zapałem w Polsce,
          m.in. przez 'Gazetę Wyborczą'. Otóż żaden z poważnych badaczy w Niemczech nie
          podaje w wątpliwość wiarygodności akt. Argument, że dokumenty operacyjne,
          zaznaczam - operacyjne, mogły zostać sfałszowane w celu skompromitowania kogoś,
          jest całkowicie absurdalny. Co innego tzw. fałszywki, czyli puszczane przez
          służby w obieg fałszywe informacje. W takim wypadku w aktach musiał istnieć
          dokładny plan operacyjny akcji, której celem było rozpowszechnienie o kimś
          fałszywej informacji. Żadne służby specjalne na świecie nie fałszują swoich akt
          operacyjnych, nie mogłyby bowiem skutecznie działać. Te dwie rzeczy zostały
          świadomie pomieszane.

          www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040207/plus_minus_a_4.html
          • Gość: www.rp.pl Michnik rękę mordercy podaje IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 16.02.04, 16:14
            'Rzeczpospolita' - 16.02.04

            www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040216/publicystyka/publicystyka_a_6
            .html


            'Pamiętam, jak w "Wiadomościach" nie ukazały się zdjęcia, na których podczas
            procesu generała Kiszczaka górnicy z Wujka mówili do zeznającego jako świadek
            obrony Adama Michnika: "myśmy w pana tak wierzyli, pan był dla nas idolem, a
            teraz pan mordercy rękę podaje".'
            • Gość: www.wyborcza.pl Re: Michnik rękę mordercy podaje IP: 193.0.117.* 24.02.04, 19:15
              'Po konfrontacji Miller siedzi w fotelu, Michnik krąży po gabinecie, klnie,
              zapowiada wyświetlenie sprawy.'

              serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,1923287.html
            • Gość: www.wyborcza.pl Michnik krąży po gabinecie, klnie, zapowiada... IP: 193.0.117.* 24.02.04, 19:16
              serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,1923287.html
              'Po konfrontacji Miller siedzi w fotelu, Michnik krąży po gabinecie, klnie,
              zapowiada wyświetlenie sprawy.'

              serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,1923287.html
              • Gość: www.rp.pl Nałęcz: podam nazwiska grupy trzymającej władzę IP: 193.0.117.* 26.02.04, 16:23

                'Rzeczpospolita' - 26.02.04 Nr 48

                Tomasz Nałęcz: podam nazwiska grupy trzymającej władzę
                Jakubowska i Czarzasty żartują z sądu

                Prokuratura broni tezy, że Lew Rywin był sam, a więc w gruncie rzeczy występuje
                jako obrońca grupy trzymającej władzę - ocenił wczoraj szef sejmowej komisji
                śledczej Tomasz Nałęcz. Wtorkowe zeznania świadków nazwał "żartami z sądu".
                - Jak słucham pytań pani prokurator Kwiatkowskiej, to często uśmiecham się
                przez łzy, bo pani Kwiatkowska występuje jako obrońca tezy, że Lew Rywin był
                sam, a więc w gruncie rzeczy jako obrońca grupy trzymającej władzę. Jej sprawia
                satysfakcję udowadnianie przed sądem, że grupy trzymającej władzę nie było -
                twierdził Nałęcz wczoraj rano w Radiu Zet.
                Skomentował też wtorkowe zeznania Aleksandry Jakubowskiej i Włodzimierza
                Czarzastego przed sądem. Oboje, pytani przez sąd, gdzie jest grupa trzymająca
                władzę, wskazali na media; Czarzasty sprecyzował nawet, że - według niego -
                chodzi o szefów "Gazety Wyborczej" i Agory.
                - Stwierdzenie, że dziennikarze są grupą trzymającą władzę, bo mają wpływ na
                sprawy publiczne, jest żartem z sądu - ocenił szef komisji.
                Nałęcz zapowiedział, że w swojej wersji sprawozdania zawrze dowody, iż Rywin
                nie działał sam i wymieni po nazwisku członków grupy trzymającej władzę.
                Zapowiedział, że pierwsza wersja raportu pojawi się na początku marca, "parę
                dni przed konwencją SLD, co pewnie niektórzy uznają za pewnego rodzaju
                manipulację". - Ale nie będę tu kombinował, bo nie wolno kombinować. Jak tekst
                będzie gotowy, to oddam go kolegom, nie zważając na to, że za trzy, cztery dni
                będzie konwencja SLD - powiedział.
                LPR postawiła wczoraj warunek: albo komisja śledcza przedstawi raport do końca
                lutego (jak obiecywał Nałęcz), albo niech Nałęcz zrezygnuje z funkcji
                wicemarszałka. LUZ
                • Gość: www.rp.pl 'Poufne porozumienie' - czyli kaseta, kaseta... IP: 193.0.117.* 02.03.04, 16:40
                  'RZECZPOSPOLITA' - 02.03.04

                  Poufne porozumienie

                  Tuż po zdemaskowaniu Lwa Rywina, SLD zawarł z Agorą poufne porozumienie o
                  korupcyjnym charakterze. Jego celem był korzystny dla wydawcy "Gazety
                  Wyborczej" układ sił na rynku medialnym - takie płyną wnioski z raportu o
                  aferze Rywina przygotowanego przez Jana Rokitę.

                  Poseł PO jest przekonany - Rywin nie działał sam i w całej sprawie pełnił
                  jedynie rolę posłańca. Do Agory wysłały go osoby blisko związane z SLD i mające
                  wpływ na kształt przepisów medialnych. Rokita nie pisze wprost, ale z jego
                  analizy wydarzeń z lipca 2002 r. wynika jasno, o kogo chodzi. To prezes TVP
                  Robert Kwiatkowski, sekretarz KRRiTV Włodzimierz Czarzasty i ówczesna
                  wiceminister kultury Aleksandra Jakubowska.
                  Rokita analizuje też poczynania Leszka Millera. Zaznacza, że działania
                  Jakubowskiej cały czas cieszyły się jego poparciem, na dodatek już po
                  ujawnieniu afery Rywina to ona właśnie została szefową gabinetu premiera.
                  Poseł PO zwraca uwagę, że Agora ani razu nie dała do zrozumienia Rywinowi ani
                  jego mocodawcom, że odrzuca tę ofertę. A to dało mocodawcom Rywina pewność, że
                  ich oferta jest poważnie traktowana. Dlatego też - jego zdaniem - dopiero po
                  tym pojawiły się po raz pierwszy przepisy, jakich Agora oczekiwała. Wtedy też
                  rząd zaczął rozmawiać tylko z Agorą.
                  Rokita podkreśla nieformalny tryb tych rozmów oraz "towarzyszącą temu aurę
                  serdeczności i prywatności", np. przekazywanie dokumentów z ręki do ręki bez
                  wymaganych procedur. Wszystko to - zdaniem Rokity - naruszało nie tylko
                  konstytucyjne zasady równości wobec prawa, ale spełniało przesłanki procesu
                  korupcyjnego.
                  To, co zdarzyło się 22 lipca 2002 r. wieczorem w Kancelarii Premiera, już po
                  zdemaskowaniu Rywina, lider Platformy określa jeszcze mocniejszymi słowami.
                  Agora otrzymała wtedy najnowszą wersję projektowanych zapisów. Zdaniem Rokity,
                  był to efekt "nieformalnego i poufnego porozumienia między przedstawicielami
                  SLD i przedstawicielami Agory, dotyczącego co najmniej kształtu przepisów
                  antykoncentracyjnych". Istotą tego porozumienia miał być nowy, korzystny dla
                  Agory układ sił na rynku mediów elektronicznych, zagwarantowany przez
                  najważniejszą w SLD osobę, bo Leszka Millera. "Nie ma dowodów, które
                  wskazywałyby, iż elementem tego porozumienia było nielegalne świadczenie
                  pieniężne" - pisze Rokita. Jego zdaniem, można więc przypuszczać, że w skutek
                  nagrania korupcyjnej oferty na taśmę, SLD zobowiązało się wypełnić propozycję
                  Rywina za darmo.
                  Rokita nie chciał rozmawiać z nami o swoim raporcie. Powiedział tylko: - Ten
                  raport wymaga jeszcze sprecyzowania przesłanek do karnej i konstytucyjnej
                  odpowiedzialności następujących osób: Leszka Millera, Roberta Kwiatkowskiego,
                  Włodzimierza Czarzastego, Aleksandry Jakubowskiej oraz Lwa Rywina.
                  W najbliższych dniach złlorzę taki wniosek.
                  Luiza Zalewska

                  PEŁNY RAPORT ROKITY:
                  www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040302/kraj/kraj_a_14.html
                  • Gość: www.rp.pl RYWIN - JAKUBOWSKA - MILLER IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.04, 18:57
                    RAPORT ROKITY

                    www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040302/kraj/kraj_a_14.html
                    IV Zmiany w agendzie rządu

                    Tego dnia sprawa rozpatrzenia projektu ustawy o RTV (tzw. autopoprawki) nie
                    figuruje w rozesłanym 11 lipca porządku obrad Rady Ministrów na dzień 16 lipca.
                    Jednak przed godziną 13 sekretarz Aleksander Proksa podpisuje i rozsyła
                    komunikat o uzupełnieniu porządku obrad rządu o ten punkt. Aleksander Proksa
                    zeznał, że musiał tak zrobić na wniosek Aleksandry Jakubowskiej, która
                    prawdopodobnie powołała się w tej sprawie na wolę premiera. Fakt takiego
                    powołania się uwiarygodniają w pełni liczne inne okoliczności dotyczące ustawy
                    o RTV, w których Aleksandra Jakubowska powołuje się wobec osób mających podjąć
                    jakąś decyzję w tej sprawie na wolę premiera.
                    Aleksandra Jakubowska wykorzystuje ten argument m.in. wobec Andrzeja
                    Celińskiego w grudniu 2001 r., aby uzyskać kompetencje do zajmowania się ustawą
                    o RTV; 15 stycznia 2002 r. - podczas spotkania premiera z KRRiTV, aby
                    wyeliminować Juliusza Brauna z prowadzenia uzgodnień międzyresortowych; 5 lipca
                    2002 r. - w piśmie do sekretarza rządu Aleksandra Proksy, aby uzyskać decyzję o
                    przedłożeniu pierwszej wersji autopoprawki pod obrady Rady Ministrów 9 lipca
                    2002 r. (co ostatecznie nie nastąpiło z powodu zmiany na stanowisku Ministra
                    Kultury 6 lipca 2002 r.), a także w korespondencji kierowanej 19 lipca 2002 do
                    Adama Michnika dla przekonania go, iż przesyła ostateczną dla rządu wersję
                    autopoprawki.
                    Okoliczności zdarzenia z 15 stycznia 2002 pozwalają przyjąć, że Leszek Miller
                    co najmniej biernie akceptował fakt powoływania się na jego wolę przez
                    Aleksandrę Jakubowską w sprawie ustawy o RTV. Nie jest znany żaden przypadek
                    zdezawuowania tych powołań przez Leszka Millera, także po ujawnieniu
                    szczegółowych okoliczności afery Rywina przed komisją śledczą. Przeciwnie, po
                    publikacji przez "GW" 27 grudnia 2002 r. treści oferty korupcyjnej Lwa Rywina,
                    tuż przed powołaniem przez Sejm komisji śledczej, Leszek Miller 7 stycznia 2003
                    powołał Aleksandrę Jakubowską na szefa swojego gabinetu politycznego, okazując
                    jej tym samym maksymalne polityczne zaufanie. Wiarygodne także wydają się
                    opinie wygłaszane przez Aleksandrę Jakubowską w toku zeznań, iż wprowadzanie
                    przez nią w błąd premiera Leszka Millera nie jest możliwe. W związku z tym
                    należy przyjąć, że Aleksandra Jakubowska zawnioskowała o wprowadzenie nowego
                    punktu na porządek obrad rządu w dniu następnym - tj. 16 lipca 2003, znając w
                    tej sprawie wolę premiera i postępując zgodnie z tą wolą.
                    Tym bardziej że zgodnie z regulaminem pracy Rady Ministrów ustalanie porządku
                    dziennego jest właśnie kompetencją premiera. Teza ta pozostaje w pełnej zgodzie
                    z ustaleniami tak zwanego Raportu Rydlewskiego, który przyjmuje uzyskanie w
                    godzinach przedpołudniowych przez Aleksandrę Jakubowską zgody Leszka Millera na
                    rozszerzenie agendy posiedzenia rządu w trakcie rozmowy telefonicznej. Z
                    billingów wynika, że powinna to być rozmowa z godz. 11.08.
                    Nie ma przesłanek, aby twierdzić, że przed godziną 13.00 Leszek Miller albo
                    Aleksandra Jakubowska znali przebieg rozmowy Lwa Rywina z Wandą Rapaczyńską z
                    godzin przedpołudniowych. Aleksandra Jakubowska poznała go zapewne między godz.
                    13.09 a 13.18. Niemożność uzyskania billingów i kalendarza Leszka Millera nie
                    pozwala stwierdzić, kto i kiedy mógł go zapoznać tego dnia z tymi faktami.
                    Pierwsze wykazane billingami połączenie telefoniczne numerów Aleksandry
                    Jakubowskiej i Leszka Millera po godz. 13.18 (a więc po jej dłuższej rozmowie z
                    Robertem Kwiatkowskim) odbywa się o godz. 20.29. Należy zatem podejrzewać, że
                    przesłankami decyzji o rozszerzeniu porządku obrad rządu następnego dnia były:
                    negatywnie - brak wiedzy co najmniej o reakcji Wandy Rapaczyńskiej na ofertę
                    Rywina, zaś pozytywnie - wiedza i świadomość, że Rywin spotkał się z Wandą
                    Rapaczyńską w celu przekazania oferty, oraz chęć wymuszenia jak najszybszej
                    reakcji.
    • oszolom.z.radia.maryja MŁOTEM NA MICHTRIX`a JEST TERAZ ROKITA 03.03.04, 21:32
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=11105641
      • Gość: www.rp.pl Całuski. Ola IP: 217.97.133.* 05.03.04, 15:54
        Tymczasem odzyskane informacje pokazują, że Jakubowska na bieżąco informowała
        Nikolskiego o swych pracach przy autopoprawce. W jednym z listów pisze na
        przykład, iż właśnie spotyka się w tej sprawie z Czarzastym i przedstawicielami
        Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta. W innym, że powstaje "wersja
        ministerialno-uokikowsko-czarzasta, nad którą jeszcze Włodek pracuje".

        Wierny cytat z tego e-maila Jakubowskiej do Nikolskiego podały
        wczorajsze "Fakty" TVN: "Przesyłam ci wersję ostateczną zapisu o zakazie
        koncentracji w wykonaniu Agory i wersją ministerialno-uokikowsko-czarzastą, nad
        którą jeszcze Włodek pracuje, co byś był zorientowany przed jutrzejszym
        spotkaniem. Całuski. Ola". List został wysłany 18 lipca 2002 r., trzy dni po
        zaoferowaniu przez Rywina swoich usług Agorze.

        Tymczasem w październiku ub.r. Jakubowska zapewniała komisję śledczą: - Nie
        dopuszczam możliwości, żeby ktokolwiek inny poza Radą Ministrów miał wpływ na
        zmiany w dokumencie przeze mnie przygotowywanym.

        • oszolom.z.radia.maryja Re: Całuski. Ola 05.03.04, 17:42
          Ola olała komisję śledczą ot co!
          • Gość: www.rp.pl 'Wybiórcza' w dół IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.04, 19:31
            'Rzeczpospolita'
            Rynek dzienników: najlepiej sprzedaje się Faktogra
            Z 545,4 tys. egz. średniej sprzedaży dziennik "Fakt" utrzymał w styczniu
            pozycję największej gazety w Polsce - wynika z danych Związku Kontroli
            Dystrubucji Prasy. "Fakt", wspierany drugą edycją swej Faktogry, zwiększył
            styczniową sprzedaż o 1,7 proc. w porównaniu z grudniem. Druga co do
            wielkości "Gazeta Wyborcza" sprzedała w styczniu 398,6 tys. egz., o 8,7 proc.
            mniej niż rok wcześniej. Podobny (8,6 proc.) spadek sprzedaży - do 256,4 tys.
            egz. - zanotował w styczniu "Super Express". O 1 proc., do 181,2 tys. egz.,
            zmniejszyła się też (w porównaniu ze styczniem 2003 r.) średnia
            sprzedaż "Rzeczpospolitej". Wśród dzienników ogólnopolskich największy wzrost
            sprzedaży w porównaniu z podobnym okresem ub. r. zanotowały w styczniu tytuły
            specjalistyczne - o ponad 34 proc. (do prawie 11 tys. egz.) zwiększyła się
            średnia sprzedaż "Gazety Giełdy Parkiet". Sprzedaż "Gazety Prawnej" wyniosła
            98,4 tys. egz., czyli prawie o 19 proc. więcej niż rok wcześniej. 3,6-proc.
            wzrost zanotował też "Puls Biznesu" - do 22,8 tys. egz. Natomiast największy (o
            13,7 proc.) spadek średniej sprzedaży zanotowała w styczniu "Trybuna" - do 25,8
            tys. egz.
    • Gość: www.rp.pl 'Bohaterowie' poza wszelkim podejrzeniem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.04, 19:41
      'Rzeczpospolita' - 09.03.04 Nr 58

      Agora przyjęła dla obrony swoich interesów metodę typową dla uczestnika układu -
      nieoficjalne negocjacje i próby prywatnych nacisków

      'Bohaterowie poza wszelkim podejrzeniem'

      Można było przewidzieć reakcje, jakie wywołał raport Rokity. Od razu głos
      zabrała zawsze gotowa i wzniosła moralnie Unia Wolności. 5 marca opublikowany
      został w "GW" list przywódców tej partii z protestem przeciw tezom polityka PO.
      Dzień wcześniej w "Rzeczpospolitej" ukazał się również piętnujący go list
      Henryka Wujca. Ze sporą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że podobny ton
      dominować będzie w polskich mediach.

      Agora a sprawa Rywina

      Wypowiedzi liderów UW i Wujca pokazują metodę, która służyła będzie do
      zdezawuowania Rokity. "... w majestacie autorytetu sejmowej komisji śledczej
      próbuje się zrównać przestępców i ich ofiary. Oznacza to również próbę
      dyskredytacji ludzi, którzy mieli odwagę przeciwstawić się korupcji i ujawnić
      przestępstwo natychmiast po otrzymaniu propozycji" - czytamy w liście UW.

      Spróbujmy zanalizować te sformułowania.

      1. Raport Rokity w żadnym wypadku nie zrównuje dwóch stron afery Rywina.
      Pokazuje natomiast, co jest oczywiste dla każdego, kto chce widzieć, że Agora i
      Michnik osobiście zaangażowani byli od początku w bardzo dwuznaczną grę przy
      nowelizacji ustawy o mediach. Niezwykle dwuznaczne było wykorzystywanie swoich
      układów z członkami rządu i osobiście premierem dla nieoficjalnego nacisku na
      tworzenie prawa. Uzgadnianie norm prawnych na prywatnych spotkaniach między
      premierem i członkami rządu a podmiotem, którego działanie prawo to będzie
      regulowało, jest zaprzeczeniem zasad państwa prawa.

      2. Nikt Agory nie upoważniał do reprezentowania innych prywatnych nadawców. Jej
      przedstawiciele powtarzali, że interesuje ich "lex Agora", ten fragment ustawy,
      który rzeczywiście wymierzony był w ich firmę, gdyż uniemożliwiał jej zakup
      ogólnopolskiej telewizji. Dostęp do rządzących dawał Agorze uprzywilejowaną
      pozycję. Jej przedstawiciele kwestionują taką interpretację, stwierdzając, że
      przecież konkretny zapis wymierzony był w ich interes właśnie. To prawda, tylko
      że inne zapisy wymierzone były we wszystkich prywatnych nadawców, którzy nie
      mogli osobiście odwoływać się do premiera, aby po znajomości zmienił projekt
      prawa. SLD, a zwłaszcza rozgrywająca sprawę mediów grupa Czarzastego,
      postanowiła Agorę jej uprzywilejowanej pozycji pozbawić. Metoda, którą Agora
      przyjęła dla obrony swojej pozycji, była typowa dla uczestnika układu. Były to
      nieoficjalne negocjacje i próby prywatnych nacisków.

      3. Nie jest prawdą, że szefowie Agory "ujawnili przestępstwo natychmiast po
      otrzymaniu propozycji". Zwlekali z tym pięć i pół miesiąca. Przez ten czas
      prowadzili rokowania z mocodawcami Rywina. To, że mocodawcy Rywina nie
      przyznają się do swojej roli, nie zmienia niczego, gdyż sprawa była jasna od
      początku. Michnik nie potrafi podać jakiegokolwiek uzasadnionego powodu prawie
      półrocznej zwłoki. Opowieści o śledztwie dziennikarskim, po którym nie został
      żaden ślad, nie mogą zamydlić oczu nawet studentom tej profesji. Działanie
      takie winno zacząć się od zbadania kariery Rywina, jego układów i powiązań,
      które mogłyby rzucić światło na odgrywaną przez niego rolę. Nic takiego ani
      innego nie zostało przez "GW" zrobione.

      4. Michnik i przedstawiciele "GW" uznają, że rozpuszczanie przez nich, wśród
      swoich znajomych, informacji o propozycji Rywina dowodzi, że nie mogli jej
      traktować jako element gry z władzami. Naturalnie, w kraju demokracji
      funkcjonującej w pełnym wymiarze i normalnie działających mediów, taka sprawa
      wraz ze wszystkimi jej konsekwencjami zostałaby ujawniona przez innych. Tylko,
      że Polska w momencie złożenia oferty przez Rywina krajem takim nie była.
      Ogromna rola "GW" i jej redaktora naczelnego umożliwiała mu blokowanie innych
      mediów. Wiadomość o propozycji Rywina pojawiła się wyłącznie w humorystycznej
      rubryce tygodnika "Wprost" i w jednym pytaniu Moniki Olejnik i nie została
      przez nikogo rozwinięta. Osobista interwencja Michnika doprowadziła do wycięcia
      pytania na ten temat w wywiadzie, który z premierem dla tygodnika "Polityka"
      przeprowadziła dziennikarka tego pisma Janina Paradowska.

      Towarzyskie rozpuszczanie informacji na temat propozycji Rywina przy
      jednoczesnym ukrywaniu jej przed szerszą opinią publiczną wydaje się być raczej
      elementem gry, która polegała na wywieraniu presji na grupę trzymającą władzę,
      a więc premiera i jego otoczenie. Nagranie mogło być elementem nacisku w celu
      uzyskania korzystnych dla siebie zapisów. Rzecz została opublikowana dopiero w
      ostatnim momencie przed przyjęciem szkodliwej dla Agory nowelizacji. W
      efekcie "sprawy Rywina" ustawa została utrącona, co uznać można za fakt
      niezwykle pozytywny nie tylko dla Agory, ale dla mediów w Polsce i dla kształtu
      demokracji w naszym kraju. Nie mitologizujmy jednak intencji Michnika. Już po
      ujawnieniu sprawy nadal kontynuował on swoją grę wskazując jako winnych
      jednych, a odciążając innych z rządzącego obozu, wyraźnie pragnąc zachować
      swoją szczególną wewnątrz niego rolę, rolę par exellence polityczną, która z
      natury kłóci się z funkcją mediów.

      5. Czynienie z Michnika czempiona walki z korupcją jest kolejnym mitem.
      Redaktor "GW" zauważył ją w momencie, kiedy dotknęła go osobiście. Wcześniej
      nie tylko jej nie dostrzegał, ale osoby, które z nią walczyły (on i jego
      środowisko) zwykle oskarżał o populizm. To środowisko "GW" ukuło
      określenie "aferomania" na poglądy ludzi, którzy już w pierwszej połowie lat
      dziewięćdziesiątych wskazywali na rodzącą się w Polsce na wielką skalę plagę
      korupcji oraz układy ją generujące. Gdyby Michnik nie zauważał korupcji w
      Polsce przed wizytą Rywina, bardzo źle świadczyłoby to o jego redaktorskich
      kompetencjach. Uznać raczej należy, że wcześniej po prostu go ona nie
      interesowała. Przyjęcie ujawnienia afery Rywina za "milowy kamień walki z
      korupcją w Polsce" (list UW) jest nie tylko przesadą, ale jest obraźliwe dla
      legionu ludzi, którzy usiłowali z nią walczyć w Polsce już od dawna.

      Patriotyczny depozyt

      "... powiedzieć o nich (liderach Agory), iż zawarli Čpoufne porozumienie o
      korupcyjnym charakterzeÇ, to jakby napluć im w twarz, a także - tak to czuję -
      napluć w twarz nam wszystkim z ČRobotnikaÇ i KOR-owskiej opozycji. Na esbeckich
      przesłuchaniach takie zarzuty padały bez przerwy... " - pisze Henryk Wujec. Z
      emocjami trudno dyskutować, ale można zapytać: skąd się one wzięły?
      Rozumowanie, że skoro przez komunistyczną władzę byliśmy oskarżani fałszywie o
      przestępstwa pospolite, to teraz, w nowym systemie i nowej epoce, każde
      oskarżenie przeciw nam degraduje oskarżającego do esbeckiego poziomu, jest
      zdumiewające. Znaczy ono, że po obaleniu komunizmu przedstawiciele opozycji
      winni zostać wyłączeni z normalnych procedur prawnych i jakiegokolwiek osądu.

      Przypominam, że to środowisko "GW" i Michnik osobiście dużo energii
      zaangażowali w walkę z "kombatanctwem", jak nazywali próbę osądzenia najnowszej
      historii i przywrócenia jej właściwej miary, to znaczy jednoznacznego
      rozróżnienia patriotyzmu od kolaboracji i zdrady. To Michnik przyznawał
      tytuły "ludzi honoru" postaciom takim jak Kiszczak czy Jaruzelski. Okazuje się
      jednak, nie pierwszy zresztą raz, że to ci, którzy z "kombatanctwem" walczą,
      mają prawo odwoływać się do niego, kiedy uznają to za stosowne. Oni mają nań
      monopol. W liście Henryka Wujca (nie podejrzewam go o złe intencje, ale
      szokująca jest naiwność jego tez) liderzy Agory w sposób mistyczny uosabiają
      cały antykomunistyczny ruch oporu. Próba ich krytyki ma być więc opluwaniem
      polskiego patriotyzmu. I to jest właśnie niewłaściwe i niesmaczne odwoływanie
      się do przeszłych zasług, które tym razem autentycznie nadużywane same się
      deprecjonują. Jest to niepokojący szantaż moralny.

      Czy trzeba powtarzać oczywisto
      • Gość: www.rp.pl 'Bohaterowie' poza wszelkim podejrzeniem - cz 2 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.04, 19:45
        'Bohaterowie' poza wszelkim podejrzeniem - cz 2

        Patriotyczny depozyt

        "... powiedzieć o nich (liderach Agory), iż zawarli Čpoufne porozumienie o
        korupcyjnym charakterzeÇ, to jakby napluć im w twarz, a także - tak to czuję -
        napluć w twarz nam wszystkim z ČRobotnikaÇ i KOR-owskiej opozycji. Na esbeckich
        przesłuchaniach takie zarzuty padały bez przerwy... " - pisze Henryk Wujec. Z
        emocjami trudno dyskutować, ale można zapytać: skąd się one wzięły?
        Rozumowanie, że skoro przez komunistyczną władzę byliśmy oskarżani fałszywie o
        przestępstwa pospolite, to teraz, w nowym systemie i nowej epoce, każde
        oskarżenie przeciw nam degraduje oskarżającego do esbeckiego poziomu, jest
        zdumiewające. Znaczy ono, że po obaleniu komunizmu przedstawiciele opozycji
        winni zostać wyłączeni z normalnych procedur prawnych i jakiegokolwiek osądu.

        Przypominam, że to środowisko "GW" i Michnik osobiście dużo energii
        zaangażowali w walkę z "kombatanctwem", jak nazywali próbę osądzenia najnowszej
        historii i przywrócenia jej właściwej miary, to znaczy jednoznacznego
        rozróżnienia patriotyzmu od kolaboracji i zdrady. To Michnik przyznawał
        tytuły "ludzi honoru" postaciom takim jak Kiszczak czy Jaruzelski. Okazuje się
        jednak, nie pierwszy zresztą raz, że to ci, którzy z "kombatanctwem" walczą,
        mają prawo odwoływać się do niego, kiedy uznają to za stosowne. Oni mają nań
        monopol. W liście Henryka Wujca (nie podejrzewam go o złe intencje, ale
        szokująca jest naiwność jego tez) liderzy Agory w sposób mistyczny uosabiają
        cały antykomunistyczny ruch oporu. Próba ich krytyki ma być więc opluwaniem
        polskiego patriotyzmu. I to jest właśnie niewłaściwe i niesmaczne odwoływanie
        się do przeszłych zasług, które tym razem autentycznie nadużywane same się
        deprecjonują. Jest to niepokojący szantaż moralny.

        Czy trzeba powtarzać oczywistości na temat tylekroć odnotowywanych zmian postaw
        ludzi w zmienionych okolicznościach? Czy trzeba przytaczać znane z historii
        przykłady? Czy trzeba wreszcie cytować Adama Michnika, który pytał, czy byli
        bojownicy "Solidarności" będą w stanie udźwignąć władzę?

        Ukryte korzyści

        W liście UW pojawia się twierdzenie, że kształt raportu Rokity motywowany
        jest "doraźną korzyścią polityczną". Jakie są to korzyści, autorzy nie piszą.
        Trudno byłoby je znaleźć. Nawet przeciwnicy Rokity doceniają jego inteligencję.
        Raportem tym naraża się niezwykle wpływowemu, również w swojej partii
        środowisku Agory, która ciągle dominuje polskie ośrodki opiniotwórcze; ściąga
        na siebie gniew najpotężniejszej gazety, która funkcjonuje w doskonałych
        układach z innymi silnymi mediami. Co ryzykuje tym raportem, widać wyraźnie,
        nie sposób natomiast dojść, co w zamian zyskuje. A może powoduje nim prosta
        uczciwość, która każe pomimo konsekwencji wyciągnąć wnioski z zebranych
        materiałów? Wnioski, nad którymi można, rzecz jasna, dyskutować. Problem w tym,
        że obrońcy Agory takiej dyskusji odmawiają. -

        BRONISŁAW WILDSTEIN

        • Gość: T'S' Trójkąt bermudzki IP: 193.0.117.* 10.03.04, 19:35
          'Tygodnik Solidarność

          'Trójkąt bermudzki' - Teresa Kuczyńska

          SLD i Agora chciały uczynić Rywina w tym procesie jedynym winnym. Nie udało
          się. Opublikowane wstępne raporty trzech posłów, uczestniczących w sejmowej
          komisji śledczej, są zgodne co do tego, że był on tylko posłańcem propozycji
          korupcyjnych. Gra toczyła się między SLD i Agorą, wydawcą Gazety Wyborczej. Co
          Tygodnik Solidarność sugerował już na początku prac komisji.
          Jan Rokita w swoim raporcie stwierdza jednoznacznie, że podczas poufnego
          spotkania późnym wieczorem 22 lipca 2002 roku premiera Millera, ministrów
          Jakubowskiej, Nikolskiego i Dąbrowskiego z Michnikiem i Łuczywo doszło do
          nieformalnego i tajnego porozumienia między SLD i Agorą. Przedmiotem tego
          porozumienia było sfinalizowanie najkorzystniejszego dla tego koncernu kształtu
          ustawy medialnej. Dowodzi tego m.in. pytanie premiera Millera, skierowane do
          wiceprezes Agory Łuczywo: "Czy to jest to, o co wam chodzi, czy was to
          zadowala?".
          Przebieg tego spotkania i inne ujawnione przez komisję fakty pozwoliły Rokicie
          na konkluzję, że porozumienie między SLD a Agorą "naruszyło normy
          konstytucyjne, na przykład zasadę równości podmiotów gospodarczych i jawności.
          Nie ulega wątpliwości, że co najmniej część uczestników spotkania dopuściła się
          czynów ściganych prawem karnym"; "Leszek Miller i minister Aleksandra
          Jakubowska byli zainteresowani grą negocjacyjną z jedną tylko spółką działającą
          na rynku mediów", choć ustawa dotyczyła wszystkich mediów w Polsce.
          Wiemy więc już, że Agora uczestniczyła świadomie w grze korupcyjnej, która
          miała jej dać wymierne korzyści w postaci umożliwienia zakupu telewizji
          ogólnokrajowej i tym samym podzielenia się rynkiem medialnym między SLD i
          Agorą. Dla uważnego obserwatora przesłuchań komisji śledczej w sprawie Rywina
          to było już jasne dużo wcześniej. Tak przecież potraktowaliśmy w komentarzach
          Tygodnika Solidarność tę aferę już po pierwszych przesłuchaniach
          uczestniczących w niej świadków. Pisaliśmy, że nie jest to afera Rywina, ale
          Rywina i Michnika. Gazeta Wyborcza skwitowała to wówczas jadowitym komentarzem.
          Dziś jednak widać, że akurat Rywin jest w tej aferze najmniej ważnym elementem.
          Był tylko posłańcem między stronami gry korupcyjnej. Najważniejsze są jednak
          wnioski, jakie płyną z tej afery, o stanie demokracji w Polsce. Że jest fikcją,
          ułudą. Zamiast demokracji mamy splot interesów biznesu, władzy i mediów. W
          efekcie widzimy, jak padła ostatnia instytucja zaufania publicznego, jaką
          stanowiły w Polsce media. Wespół z władzą i biznesem załatwiają one - jak
          dowodzi ta afera - na obiadkach, przy grillu, imieninowych popijawach pożądany
          kształt ustaw. Podobnie powstawały inne ustawy, ostatnio ustawa o jednorękich
          bandytach.
          Dla mnie jednak, jako publicysty, nie to jest największym szokiem, bo wiadome
          już było wcześniej, ale zachowania poważnych publicystów - byłych
          opozycjonistów. Uczestniczących w tej grze korupcyjnej. Najpierw Michnika,
          który złożywszy przysięgę przed sejmową komisją, że będzie mówił prawdę, złamał
          ją. Nie pamiętał, że spotkał się z prezydentem, choć jechał do niego nad morze
          kilkaset kilometrów. Potem zapewniał solennie, że dziennikarze Gazety, w tym on
          sam, nie zajmują się absolutnie sprawami koncernu Agora, gazetę od niego
          oddziela "mur chiński", tymczasem zabiegał u władzy o uzyskanie dla Agory
          takiego kształtu ustawy, by - jak dowodzi Rokita - dała ona możliwość ekspansji
          biznesowej koncernu na telewizję.
          Szokujące było dla mnie zaangażowanie Ewy Milewicz w obronę słuszności
          postępowania Gazety Wyborczej w całej tej aferze, a przede wszystkim półrocznej
          zwłoki w opublikowaniu propozycji korupcyjnej Rywina i niepowiadomienia o niej
          prokuratury. Mrowiło mnie z zażenowania, gdy słuchałam jej racji, wygłaszanych
          w dyskusji w Telewizji Puls. Przypominałam sobie, jak w najostrzejszym okresie
          stanu wojennego wspólnie narażałyśmy się, organizując wywiady Michnika i Wałęsy
          z miejsc odosobnienia, które przewoziłam do Niemiec dla opublikowania w wolnym
          świecie. Jak to się ma do dzisiejszego zaangażowania w te brudne interesy...
          Dobiły mnie komentarze publiczne Heleny Łuczywo, zastępcy redaktora
          naczelnego "GW", jakimi zareagowała na fragmenty raportu Rokity o roli Agory w
          tej aferze. Przyrównała go do Leppera, że tak jak on powodowany jest w swoich
          oskarżeniach tylko żądzą sławy i popularności. To jest poziom kompromitujący
          autorów takich argumentów.
          Najgorsze jest jednak to, że skompromitowała się ostatnia instytucja zaufania
          publicznego, jaką stanowiły media. Zawiodły, bo uwikłały się w interesy z
          władzą, którą powinny kontrolować.

          www.tygodniksolidarnosc.com/2004/11/2d_tro.htm
          • Gość: www.rp.pl Kaseta, kaseta... IP: 193.0.117.* 10.03.04, 20:50
            Kaseta, kaseta...

            'Rzeczpospolita' - 03.03.04

            Helena Łuczywo, wiceprezes Agory

            'Tekst przygotowany przez pana Rokitę jest tak absurdalny jak twierdzenie, że
            ja jestem królową perską. Z informacjami o sprawie Rywina pchaliśmy się
            wszędzie, a tego się nie robi, jeśli ma się jakiś tajny układ.
            /.../
            Naszym błędem było zbyt długie zwlekanie z publikacją nagrania rozmowy Michnika
            z Rywinem. Zachowaliśmy się niemądrze, bo uważaliśmy, że sami coś wykryjemy.
            Nie udało się. Liczy się jednak to, że w końcu wszystko ujawniliśmy.'
            • Gość: www.rp.pl Ziobro, Ziobro... IP: 193.0.117.* 11.03.04, 19:42
              'Rzeczpospolita' - 11.03.04 Nr 60

              Zbigniew Ziobro przygotował kolejny fragment sprawozdania komisji śledczej
              'Miller winny łamania prawa'

              "Rz" dotarła do napisanej przez Zbigniewa Ziobro części projektu raportu
              komisji śledczej. Poseł PiS dowodzi, że to premier Leszek Miller odpowiada za
              łamanie prawa podczas prac nad ustawą o radiofonii i telewizji.

              Zbigniew Ziobro już raz proponował sformułowanie wniosku o postawienie Leszka
              Millera przed Trybunałem Stanu, w związku ze sprawą Rywina. Chodziło o
              niezawiadomienie prokuratury o propozycji producenta filmowego. Czy wystąpi z
              takim wnioskiem także z powodu zarzutu łamania prawa przy pracy nad ustawą o
              radiofonii i telewizji? - Analiza zebranych materiałów wskazuje na
              odpowiedzialność Leszka Millera. Wymaga to wyciągnięcia daleko idących
              konsekwencji - mówi jedynie poseł PiS.
              W uzyskanym przez "Rz" projekcie raportu (część ta dotyczy tylko badania
              zgodności z prawem prac nad ustawą o RTV) Ziobro, podobnie jak wcześniej Tomasz
              Nałęcz, zwraca m.in. uwagę, iż Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podjęła
              pracę nad ustawą o RTV, mimo braku ustawowego upoważnienia. Przypomina, że w
              myśl konstytucji tylko rząd ma prawo do podejmowania takiej inicjatywy.
              Pisze: "Wiosną 2001 r. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podjęła decyzję o
              przygotowaniu projektu nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji (dowód:
              zeznania Juliusza Brauna z 8 marca 2003 r., s. 4). (...) Ani konstytucja, ani
              ustawa o RTV nie przewidują dla KRRiTV roli kreowania polityki audiowizualnej w
              Polsce. Polityka audiowizualna jako część działu administracji rządowej
              Çkultura i ochrona dziedzictwa narodowegoČ należy do domeny Rady Ministrów.
              (...) Ani art. 213 konstytucji, ani art. 6 ust. 2 ustawy o radiofonii i
              telewizji nie stanowią uprawnienia dla KRRiTV, nawet w porozumieniu z prezesem
              Rady Ministrów, do kształtowania polityki w zakresie radiofonii i telewizji".
              Poseł PiS wykazuje jednocześnie, że premier Miller tolerował fakt
              przygotowywania ustawy o RTV przez Krajową Radę. Tym samym akceptował łamanie
              prawa - dowodzi. "Na uwagę zasługuje to, że prezes Rady Ministrów Leszek
              Miller, wiedząc o konstytucyjnych i ustawowych zadaniach KRRiTV, oczekiwał z
              niecierpliwością na dokument opracowany przez KRRiTV. (dowód: zeznania J.
              Brauna z 15 marca 2003 r., s. 83 - 84)" - pisze.
              Podobnie jak Jan Rokita i Tomasz Nałęcz w swoich raportach, Ziobro wskazuje
              Włodzimierza Czarzastego, Roberta Kwiatkowskiego i Aleksandrę Jakubowską jako
              głównych autorów projektu, w tym najbardziej kontrowersyjnych przepisów
              (dotyczących wzmocnienia Krajowej Rady, przepisów antykoncentracyjnych,
              utworzenia Polskiej Telewizji Regionalnej).
              "Poczynione przez komisję śledczą ustalenia faktyczne wskazują, że
              rzeczywistymi autorami projektu od początku były wymienione wyżej osoby. Udało
              im się w znacznym stopniu przeforsować swoje pomysły w KRRiTV, a stałe
              zainteresowanie i niecierpliwość premiera w oczekiwaniu na ten projekt
              świadczy, że prezes Rady Ministrów wiedział i akceptował powyższy, sprzeczny z
              konstytucją, sposób kreowania polityki audiowizualnej w Polsce" - argumentuje.
              Ziobro konkluduje też, iż uchwalenie ustawy miało służyć "realizacji partyjnych
              interesów SLD, przez ugruntowanie wpływów tego ugrupowania w mediach
              publicznych oraz rozpoczęcie procesu podporządkowania sobie mediów prywatnych".
              Poseł PiS przywołuje zresztą zeznania Millera przed komisją śledczą, w których
              przyznał on, iż rząd "przejął projekt" Krajowej Rady.
              "Zachowanie premiera jest wewnętrznie sprzeczne, z jednej strony bowiem Rada
              Ministrów zobowiązała ministra kultury do opracowania projektu ustawy, a z
              drugiej premier za pośrednictwem ministra Nikolskiego, wbrew temu zobowiązaniu,
              kontaktował się z KRRiTV, by to właśnie ona opracowała projekt ustawy. Wyjaśnić
              tę sprzeczność można tylko w jeden sposób: premier Miller od początku działał
              wspólnie i w porozumieniu z Robertem Kwiatkowskim, Włodzimierzem Czarzasty i
              Aleksandrą Jakubowską, forsując przygotowywany, w ramach KRRiTV, projekt zgodny
              z politycznymi interesami tych osób" - pisze Ziobro.
              Piotr Śmiłowicz


              • Gość: J(M)R Rokita, Rokita... IP: 212.160.235.* 17.03.04, 02:00
                Jan Rokita nt 'Sprawy Rywina' w swojej najnowszej książce 'Alfabt Rokity' (str.
                21):
                'Spotkał się Miller z Michnikiem, czyli premier z redaktorem trzymającym w ręku
                kasetę kompromitującą szefa rządu i jego partię. A ich przestępczy pośrednik -
                czyli Rywin - potwierdził, że było przestępstow i są mocodawcy. Stało się więc
                to, że Rywin potwierdził wobec szefa rządu fakt zorganizowanej korupcji w SLD.
                Na tym polega znaczenie tego spotkania. Ci dwaj panowie mieli do wyboru:
                zawrzeć porozumienie albo próbować pociągnąć przestępczego pośrednika do
                odpowiedzialności. Wybrali to pierwsze.'
                • Gość: www.przekroj.pl ŚWIŃSTWO ŚWIŃSTWO ŚWIŃSTWO! IP: 212.160.235.* 17.03.04, 02:05
                  ŚWIŃSTWO ŚWIŃSTWO ŚWIŃSTWO!

                  Rokita oskarżył Agorę o wzięcie udziału w grze korupcyjnej i szantażowanie
                  premiera nagraniem Rywina. Czy Agora nas wszystkich oszukała? - Piotr Najsztub
                  pyta HELENĘ ŁUCZYWO, osobę, która rządzi "Gazetą Wyborczą"

                  Czy rozważacie proces cywilny z posłem Rokitą w obronie dobrego imienia Agory?
                  - Nie mam w sobie duszy polskiego pieniacza. Jeśli można coś załatwić,
                  wypowiadając się na stronach "Gazety" i innych mediów, to ja to zdecydowanie
                  wolę od ciągnących się latami procesów, które przeciążają tylko sądy i nasze
                  kieszenie.
                  I Rokita, i Nałęcz - choć Rokita posuwa się dalej - mówią o uprzywilejowanej
                  pozycji Agory i o tym, że ten status ujawnił się między innymi w pani
                  nieformalnym wieczornym spotkaniu z premierem Millerem i Aleksandrą Jakubowską.
                  - Żeby uwierzyć, że byliśmy uprzywilejowani, trzeba by uwierzyć w parę rzeczy.
                  Po pierwsze, że przywilejem jest pójście wieczorem do kancelarii premiera. Nic
                  w tym przyjemnego nie było, raczej wiązało się ze stresem, bo trzeba pamiętać,
                  że myśmy mieli poczucie walki o wolność polskich mediów. I jeśli jakieś uczucia
                  tam miałam, to tylko uczucie upokorzenia. Chcę przypomnieć, że przecież ustawa,
                  o której zmianę zabiegaliśmy, była ochrzczona przez wszystkie media "Agora-
                  lex", bo była ustawą skierowaną przeciwko nam. To władza atakowała największą
                  polską niezależną gazetę. Nie mogliśmy się poddać, bo jak władza w ciebie wali
                  i wygrywa, to potem jest już tylko coraz gorzej.
                  W jakim sensie?
                  - Równolegle toczyła się, z inicjatywy władzy, sprawa z "Rzeczpospolitą",
                  ciąganie jej zarządu po prokuraturach, zabieranie im paszportów. To się zaczęło
                  zaraz po objęciu władzy przez SLD. Było też wiele innych oznak walki z mediami,
                  chociażby historia z "kablarzami", właścicielami telewizji kablowych.
                  Przypomnijmy sobie wizytę Włodzimierza Czarzastego, sekretarza KRRiT, na
                  zjeździe "kablarzy", gdzie on zupełnie jasno powiedział, że jeśli oni nie
                  wybiorą takich władz, jakie on im każe wybrać, to "dostaną" bardzo złą ustawę.
                  I powiedział też jasno dlaczego: bo lokalne "kable" przydają się w wyborach.
                  Wybrali inne władze i rzeczywiście dostali od władzy ustawę, która prawie
                  doprowadziła ich do bankructwa. I nasza walka toczyła się właśnie w takim
                  kontekście, więc mówienie o przywilejach jest śmieszne.
                  Czy pani zdaniem Rokita wierzy w to, co napisał o roli Agory, czy raczej - jak
                  chcą niektórzy publicyści - atak na was ma przedłużyć życie afery Rywina, bo
                  jego dotychczasowe "czarne charaktery", czyli Miller, Jakubowska, Czarzasty,
                  Kwiatkowski, wywiną się od odpowiedzialności, którą im przypisywał? Dzięki
                  atakowi na was ta sprawa może trwać jeszcze przez kilka miesięcy. On będzie was
                  oskarżał, wy będziecie się bronić, będzie głośno, może nawet aż do samych
                  wyborów parlamentarnych? Rokita może na tym tylko zyskać.
                  - Poseł Rokita od lat słynie jako twórca ciekawych hipotez. I te hipotezy
                  często polegają na tym, że on bardzo lubi pooskarżać, wskazać palcem. On dobrze
                  w tej roli wypada, o czym świadczą sondaże. A jeśli sprawa Rywina "umrze", to
                  będzie musiał publicznie zajmować się innymi problemami, naprawą finansów,
                  gospodarki, podatkami, a nie widać, by miał tu coś istotnego do zaproponowania.
                  Wiele wskazuje na to, że Platforma będzie co najmniej współtworzyła przyszły
                  rząd. Chciałaby pani mieć takiego premiera jak poseł Rokita?
                  - Oczywiście wolałabym mieć premiera, który bardziej patrzy na rzeczywistość
                  niż na to, co mu się lęgnie w głowie. Wolałabym mieć premiera, który zna się na
                  gospodarce, bo już nas nie stać na to, żeby znowu uczył się jej przez dwa lata,
                  tak jak Miller.
                  Rozmawiała pani z Rokitą po opublikowaniu jego raportu, próbowała mu coś
                  tłumaczyć?
                  - Nie, nie wydaje mi się, żeby tłumaczenie mu czegokolwiek miało jakikolwiek
                  sens. Bo jeśli w jego hipotezie oskarżonym o to, że mediował z Rywinem, jest
                  nasz kolega, zastępca naczelnego "Gazety" Piotr Pacewicz, który nigdy w życiu z
                  Rywinem nie rozmawiał, to jakie argumenty mogą do niego trafić?
                  Spodziewała się pani, że "Gazeta" stanie się współoskarżoną w aferze Rywina?
                  - "Gazeta" była współoskarżoną od samego początku! Oskarżenie "Gazety" było
                  rozwijane w "Trybunie" jako linia polityczna. Po drugie, były prezes
                  Kwiatkowski też mówił, że to "Agora przyszła do Rywina, a nie Rywin do Agory".
                  Że w ten SLD-owski nurt oskarżeń włączy się prawicowo-konserwatywny krakus Jan
                  Rokita, też się spodziewałam, bo on ćwiczył tę swoją hipotezę, wychodząc z
                  założenia, że jak sto razy coś powtórzy i kogoś obsmaruje, to błoto się w końcu
                  do nas przyklei.
                  Jest duże prawdopodobieństwo, że w końcowym raporcie komisji tego rodzaju
                  oskarżenie wobec "Gazety" się znajdzie. Co wtedy zrobicie?
                  - To będzie wielka niesprawiedliwość. Bolesna dla mnie jako redaktora "Gazety
                  Wyborczej" i dla mnie jako członka zarządu Agory, i dla mnie jako dla
                  człowieka, który nie zasłużył sobie nigdy na takie oskarżenia. Nic w moim życiu
                  takich oskarżeń nie uzasadnia. Poza wszystkim nie chciałabym, żeby efekt tej
                  afery był taki, żeby każdy, do którego przyjdą z żądaniem łapówki, myślał: jak
                  ja o tym opowiem, to na końcu i tak nikt nie będzie wiedział, czy to ja
                  ukradłem, czy mnie próbowali okraść, więc trzeba milczeć. Tego się boję, to
                  jest najbardziej bolesne.
                  To jest bolesne, ale z raportem w kształcie, o którym mówię, coś trzeba będzie
                  zrobić.
                  - Możemy tylko powtarzać fakty, co robiliśmy wielokrotnie i na komisji
                  śledczej, i w różnych mediach! Jesteśmy w głupiej sytuacji człowieka
                  niesprawiedliwie o coś oskarżonego. On może tylko powtarzać, powtarzać,
                  powtarzać: nie jestem królową perską, nie jestem wielbłądem, a to jest
                  niewdzięczne, nudne i nie zawsze skuteczne.
                  Ma pani w ręku wielką siłę, "Gazetę Wyborczą", zbliżają się wybory
                  prezydenckie, wybory parlamentarne. Może trzeba pogrozić politykom i
                  powiedzieć: słuchajcie, albo będziemy rozmawiać jak dorośli bez teorii
                  spiskowych, albo "Gazeta" w wyborach zachowa się tak, że niestety wypadniecie z
                  tej gry.
                  - To jest kompletnie niedopuszczalne rozumowanie, "Gazeta" nie może w ten
                  sposób czegokolwiek załatwiać. "Gazeta" ma informować i przekazywać opinie.
                  Ale dla "Gazety" polityk, który uporczywie powtarza kłamstwa na jej temat, jest
                  niewiarygodny i może takim go powinna wyborcom przedstawiać?
                  - I to piszemy, natomiast szantaż jest niedopuszczalny. Myśmy sami byli, w
                  sprawie Rywina, przedmiotem szantażu! Szantażu nienawidzę i uważam, że
                  szantażem się nie wolno posługiwać! Ale oczywiście dla mnie jako człowieka,
                  dziennikarza i redaktora to, co robi Jan Rokita z raportem, jest silnym
                  argumentem na jego niekorzyść, podobnie jak parę innych rzeczy, które zrobił.
                  W swoim raporcie poseł Rokita oskarżył was między innymi o szantaż, którego
                  dopuścił się - jego zdaniem - Adam Michnik i Agora po nagraniu Rywina. Rokita
                  twierdzi, że ujawniając fakt nagrania Millerowi, Michnik dał mu do zrozumienia,
                  że może premiera skompromitować, po to by ten zgodził się na taką zmianę
                  ustawy, jakiej chciała Agora. Czy gdyby pani nie była zastępcą redaktora
                  naczelnego "Gazety Wyborczej", członkiem zarządu Agory, to uznałaby taką
                  konstrukcję myślową za prawdopodobną?
                  - Ona jest mniej więcej tak samo prawdopodobna jak posądzanie pana, że jest
                  słynnym pedofilem-mordercą z Belgii! Przypuśćmy, że akurat był pan kilka razy
                  na delegacji w Belgii, akurat wtedy, kiedy te dzieci były mordowane, i jakaś
                  gazeta bulwarowa na tej podstawie pana oskarża. I teraz niech się pan broni,
                  pokazuje rachunki, że był pan akurat w restauracji, kiedy ten pedofil porywał
                  dzieciaka i go torturował!
                  Nie, to nie są rzeczy aż tak dalece odległe. Sprowadźmy to bardziej na ziemię.
                  Załóżmy, że czyta pani tekst raportu Rokity jako redaktor innej gazety,
                  nie "Wyborczej". Czy nie przekonałaby pani jego konstrukcja myślowa?
                  - Konstrukcja myślowa jest tylko konstrukcją myślową. Problem zaczyna się
                  wtedy, kiedy R
                  • Gość: www.przekroj.pl ŚWIŃSTWO ŚWIŃSTWO ŚWIŃSTWO! cz. 2 IP: 212.160.235.* 17.03.04, 02:09
                    'ŚWIŃSTWO!' X 3 - cz.2

                    - Ona jest mniej więcej tak samo prawdopodobna jak posądzanie pana, że jest
                    słynnym pedofilem-mordercą z Belgii! Przypuśćmy, że akurat był pan kilka razy
                    na delegacji w Belgii, akurat wtedy, kiedy te dzieci były mordowane, i jakaś
                    gazeta bulwarowa na tej podstawie pana oskarża. I teraz niech się pan broni,
                    pokazuje rachunki, że był pan akurat w restauracji, kiedy ten pedofil porywał
                    dzieciaka i go torturował!
                    Nie, to nie są rzeczy aż tak dalece odległe. Sprowadźmy to bardziej na ziemię.
                    Załóżmy, że czyta pani tekst raportu Rokity jako redaktor innej gazety,
                    nie "Wyborczej". Czy nie przekonałaby pani jego konstrukcja myślowa?
                    - Konstrukcja myślowa jest tylko konstrukcją myślową. Problem zaczyna się
                    wtedy, kiedy Rokita wymyśla sobie intencje Adama Michnika, moje intencje. I po
                    tym zmyśleniu interpretuje fakty, a niektóre wymyśla. Wszystko można wymyślić,
                    każde zachowanie można zinterpretować ze złą wolą. W jego konstrukcji jest
                    ocean złej woli. Dlaczego? Czy dlatego, że Rokita chce "obsmarować" "Gazetę",
                    niezależny dziennik, bo tak politykowi jest wygodniej, bo niezależne media
                    zawsze będą ujawniać różne grzeszki polityków? Czy on to robi po to, żeby
                    błysnąć?
                    Masę różnych zachowań można ze złą wolą interpretować i wyjdzie z tego jedno
                    wielkie świństwo. I to my wszyscy jako dziennikarze doskonale wiemy. Dobry
                    dziennikarz stara się chociażby - jako minimum - wziąć pod uwagę opinię osoby
                    oskarżanej. A w przypadku Piotra Pacewicza Rokita go oczernia i o nic go nie
                    pyta, nie wzywa przed komisję. Za to się dziennikarza z pracy wyrzuca! I w
                    każdym zawodzie, gdzie obowiązuje jakieś minimum standardów, karze się za takie
                    rzeczy! Polityk jest, niestety, bezkarny. Gdybym ja chciała się teraz zachować
                    tak jak Rokita, to powiedziałabym: Jan Rokita się mści na Pacewiczu za to, że
                    sam zajął dalekie miejsce w teście inteligencji organizowanym przez TVN, w
                    teście, w którym Pacewicz zajął pierwsze miejsce. I teraz niech się Rokita
                    broni.
                    Czy ta złośliwość naprawdę była potrzebna?
                    - Ona jest tylko bardzo drobnym grzeszkiem przy tym, co zrobił Rokita,
                    obsmarowując Pacewicza i czyniąc z niego człowieka skorumpowanego i
                    uczestniczącego w układzie korupcyjnym.
                    Jeszcze też trzeba wiedzieć, że Rokita mnie zna, i kiedy z nim rozmawiałam
                    podczas tej komisji, i on zaczął te swoje oskarżenia "nadawać", to zapytałam
                    go: "Czy ty uważasz, że ja kłamię?". Odpowiedział "nie", bo on wie, że ja nie
                    kłamię. On doskonale wie, że Michnik nie szantażował Millera w sprawie ustawy,
                    że to jest śmieszne, absurdalne i niezgodne z tym, co on o nas wie! Nie wierzę
                    w to, że on sam wierzy w to, co napisał!
                    Czyli gra?
                    - Czasem myślę, że on ma schizofrenię, bo jest w nim też dużo z porządnego i
                    fajnego człowieka.
                    I rozumnego na dodatek.
                    - Ależ oczywiście, że tak! Mimo że przegrał ten test na inteligencję.
                    A jakby to było, gdyby do pani przyszedł dziennikarz i przyniósł tekst o tym,
                    jak to jakiś wielki przedsiębiorca spotyka się wieczorem z Leszkiem Millerem w
                    sprawie jakiejś ustawy, która mu szkodzi? Chce jakoś zablokować tę ustawę, bo
                    ona następnego dnia ma trafić pod obrady rządu. Puszcza pani ten tekst
                    w "Gazecie" i go komentuje. Jak brzmiałby ten komentarz?
                    - Przypominam, że jak wykazała komisja, to była ustawa przeciw Agorze. Poza tym
                    zależy, o jaką ustawę by chodziło, jakiego przedsiębiorcę, jakie były
                    okoliczności, czy była łapówka, układy. Czy ten przedsiębiorca coś oferował w
                    zamian za to albo jemu coś oferowano... Uważam, że wszyscy ludzie, każdy
                    obywatel, przedsiębiorca, mają prawo walczyć o swoje prawa. Walczyć sposobami
                    zgodnymi z prawem, a tu nic niezgodnego z prawem nie było.
                    Od kilkudziesięciu lat zajmuje się pani sprawami publicznymi, polityką, od 15
                    lat obserwuje Polskę z "Gazety Wyborczej". Czy coś panią zaskoczyło w samej
                    aferze Rywina, w jej rozwoju?
                    - Zupełnie czym innym jest opisywanie afer, a czym innym bycie bohaterem takiej
                    historii. A czy mnie to zaskoczyło? Zaskoczyło mnie samo to, że Rywin ośmielił
                    się do nas przyjść z taką propozycją. To, co się zdarzyło potem, mogłam sobie
                    wyobrazić. Dokładnie pamiętam, jak na spotkaniu, na którym zaczęliśmy mówić o
                    publikacji, o śledztwie, powiedziałam: trzeba to opublikować, ale to na pewno
                    skończy się tak, że "albo jemu kradli ten rower, albo on ukradł", że sprawa
                    zostanie zabełtana. Myśmy dość dobrze wiedzieli, że dostaniemy po karku,
                    chociaż muszę powiedzieć, że nie spodziewałam się aż takich ataków na nas.
                    A czego się pani nauczyła jako bohaterka tych wydarzeń?
                    - O ludziach bardzo dużo się nauczyłam. Zobaczyłam, kogo interesują fakty, a
                    kogo interesuje to, żeby przywalić. Bardzo ciekawe doświadczenie. Teraz wiem,
                    że Rokitę na pewno interesuje to drugie. Natomiast chyba pierwszy raz w życiu
                    tak blisko spotkałam się, obserwując komisję śledczą, z takimi kreaturami jak
                    ten Czarzasty, Kwiatkowski, już nie mówiąc o Rywinie. Widać miałam dotąd dużo
                    szczęścia.
                    Rozczarowała panią postawa premiera w tej sprawie.
                    - Premier jest politykiem i w jakimś sensie...
                    Zaraz, zaraz, to nie może być tak, że jak ktoś jest politykiem...
                    - Muszę powiedzieć, że najbardziej wstrząsnęło mną to, co się wysypało w
                    mediach i w prokuraturach po ujawnieniu sprawy Rywina. Te afery, za które
                    Leszek Miller - jako premier i jako przywódca SLD - jest odpowiedzialny, były
                    dla mnie największym szokiem! Ja to niby wiedziałam, ale poraziła mnie skala.
                    Te Starachowice, historie związane z MSZ, zalew układów z prowincji, Jaskiernia
                    i te gry losowe... Tutaj, jak mawiał niezapomniany Marks, ilość przeszła w
                    jakość.
                    Premier po ujawnieniu afery Rywina zadeklarował, że zrobi wszystko, aby tę
                    sprawę wyjaśnić. Zrobił?
                    - Nie. Mógłby na przykład nie awansować pani Aleksandry Jakubowskiej, czyli jej
                    nie kryć. I to posunięcie i trzymanie jej na tym stanowisku, i tym samym
                    firmowanie jej akcji, świadczy o premierze jak najgorzej. Mógłby skłonić,
                    zmusić różne osoby ze swojego otoczenia, żeby trochę więcej prawdy wlały w
                    swoje zeznania. Powstaje ciekawe pytanie, dlaczego tego nie zrobił?
                    Dlaczego?
                    - Mogę się tylko domyślać, a nie będę upubliczniała domysłów.
                    Kilkunastomiesięczne już śledztwo w sprawie Rywina stało się też w jakiejś
                    mierze takim obdzieraniem ze skóry Adama Michnika.
                    - Łagodnie mówiąc.
                    Wiwisekcją jego kontaktów osobistych, jego nieformalnego wpływu na polską
                    politykę, jego życia towarzyskiego. Spodziewała się pani takiego rozwoju
                    wydarzeń?
                    - Że Adama tak obnażą?
                    Tak. Może inaczej: czy bała się pani takiego rozwoju wydarzeń?
                    - Zadziałał tu prosty mechanizm. Adam Michnik w tej sprawie dwie rzeczy zrobił
                    wspaniale, bo nie wszystko zrobił wspaniale: nagrał Rywina i wspaniałe zeznawał
                    przed komisją. Dzięki temu stał się taką "celebrity", jak z pisemka "People"
                    popularnego w Ameryce. Na dodatek ma bardzo dużo wrogów, bo jest wyrazisty,
                    niekonwencjonalny i odważny. To się złożyło na szczegółowe opisy jego postaci.
                    Ale przy okazji pojawiły się też głosy, że jak na redaktora naczelnego to Adam
                    Michnik ma niepotrzebnie przyjacielskie stosunki z niektórymi politykami,
                    szczególnie politykami lewicy.
                    - "Przyjacielskie" to chyba za dużo powiedziane, ma, miał kontakty towarzyskie.
                    Są dwie szkoły: redaktorzy, którzy mają kontakty z ważnymi postaciami życia
                    publicznego, po to żeby wiedzieć, co się dzieje, z pierwszej ręki, i tacy,
                    którzy wolą się tego dowiadywać od swoich dziennikarzy. Adam zawsze, jeszcze
                    przed Solidarnością, był człowiekiem strasznie ciekawym ludzi, również ludzi,
                    którzy byli jego wrogami. I lubił słuchać, lubił rozmawiać. Czy on się w tym za
                    daleko posunął, rozumiem, że to jest pańskie pytanie?
                    Był nazywany nawet mentorem polityków lewicy, premiera Millera, prezydenta
                    Kwaśniewskiego.
                    - Ocenianie Adama to trochę niezręczna dla mnie rola, ale myślę, że jeśli
                    rzeczywiście można mówić, że Adam wywarł jakiś wpływ na różnych polityków, to
                    był to wpły
                    • Gość: www.przekroj.pl ŚWIŃSTWO ŚWIŃSTWO ŚWIŃSTWO! cz. 3 IP: 212.160.235.* 17.03.04, 02:11
                      ŚWIŃSTWO ŚWIŃSTWO ŚWIŃSTWO! - cz. 3

                      - Ocenianie Adama to trochę niezręczna dla mnie rola, ale myślę, że jeśli
                      rzeczywiście można mówić, że Adam wywarł jakiś wpływ na różnych polityków, to
                      był to wpływ dobry. I taki wpływ również wywiera "Gazeta". Dokładnie pamiętam
                      początki prezydentury Kwaśniewskiego, jego skandaliczną wizytę na Białorusi i
                      jego ówczesny stosunek do opozycji białoruskiej. Czy wizytę w Chinach i
                      uczestnictwo w pokazie zespołu składającego się z więźniów. Myśmy wtedy
                      Kwaśniewskiego za to krytykowali w "Gazecie", ale można również takie rzeczy
                      mówić podczas spotkań osobistych.
                      Część publicystów uważała, opisując przebieg prac komisji, że taka postawa
                      Adama Michnika zaszkodziła wizerunkowi "Gazety Wyborczej".
                      - Każdy człowiek jest taki, jaki jest. Albo go takim bierzesz, albo go nie
                      bierz wcale. To nie jest dobra odpowiedź...
                      Nie jest.
                      - Ale prawdziwa.
                      Czy nie była pani wściekła, kiedy podczas drugiego dnia swojego przesłuchania
                      przed komisją Jerzy Urban z lubością opowiadał o wieczorze, jaki spędził
                      poprzedniego dnia z Adamem Michnikiem?
                      - Nie mogłam być wściekła, bo sama Adama poprosiłam, żeby dowiedział się od
                      tego Urbana wszystkiego, co on wie. Mogłam być wściekła na samą siebie. I byłam.
                      Pojawiły się głosy, że Adam Michnik jest już bardziej balastem dla "Gazety" niż
                      wartością. Jak pani na to reaguje?
                      - Bez żartów! Zresztą każdy człowiek jest wartością i balastem, a im większą
                      jest wartością, tym większym jest balastem. Ja sama jestem i wartością, i
                      balastem, chociaż nie jestem "celebrity".
                      A może pani wyobrazić sobie "Gazetę" bez Adama Michnika, bez siebie?
                      - Absolutnie mogę sobie wyobrażać "Gazetę" bez jej założycieli, gdyby było
                      inaczej, okazałabym się człowiekiem bez wyobraźni. Na pewno nikt z nas nie ma
                      planów dożywotniego prowadzenia "Gazety". Chociażby dlatego, że to by ją
                      zabiło. A także dlatego, że jesteśmy spółką giełdową i za takie stwierdzenia
                      mogłabym iść do więzienia. Jako członek zarządu spółki giełdowej mam psi
                      obowiązek dbać o interesy spółki, o to, żeby wartość jej przyrastała, jestem za
                      to odpowiedzialna przed właścicielami, czyli akcjonariuszami. Wszyscy mamy
                      obowiązek zadbać o to, żeby ta gazeta przeszła w dobre ręce.
                      A dlaczego nie uznacie, że wy jesteście tymi "dobrymi rękoma" i możecie to
                      dożywotnio robić?
                      - Nie wyobrażam sobie nas jako zgredziałych starców prowadzących kolegia
                      redakcyjne. W podziemiu najbardziej się bałam, że to będzie trwać latami, że
                      będziemy chodzić, rozglądając się nerwowo, czy policja nas nie śledzi, i kłapać
                      sztucznymi szczękami. Każdy człowiek powinien znać swój czas. Trzeba wpuścić
                      młodych.
                      Kiedy wasi następcy powinni przejąć "Gazetę"?
                      - Myślę, że powinno się odejść wtedy, kiedy człowiek czuje, że te nowe czasy to
                      już nie są jego czasy.
                      Te czasy to jeszcze pani czasy?
                      - Czasem czuję, że tak, czasem, że już nie są moje.
                      Kiedy nie są pani czasami?
                      - Kiedy różnych rzeczy nie rozumiem. W tym sensie sprawa Rywina jakoś mi, może
                      też Adamowi, unaoczniła, że może tutaj dzieją się jakieś rzeczy, których my nie
                      rozumiemy, że jest bardzo dużo oskarżeń, których my nie rozumiemy... Widać, że
                      już ta sytuacja nas trochę przerosła, a być może będą jeszcze trudniejsze
                      momenty i nasi następcy będą sobie lepiej umieli z nimi radzić. Chociaż w
                      podstawowych kwestiach zachowaliśmy się tak, jak należy.
                      Jacy powinni być wasi następcy?
                      - Młodsi.
                      To mało.
                      - Ale ważne. Uczciwi, przyzwoici, z wizją. Umiejący zrobić dobrą gazetę, której
                      czytelnicy są ciekawi i która coś dobrego wniesie do publicznego życia Polski.
                      Może bardziej bezwzględni gospodarczo?
                      - A to raczej z redakcją nie ma nic wspólnego. Redakcja się nie zajmuje
                      biznesem.
                      Ale przynosi spore profity. Jak się pani czuje jako milionerka?
                      - W ogóle się nie czuję milionerką.
                      Ale nią pani jest. Co to zmienia w pani życiu?
                      - Czy koniecznie musimy na ten temat rozmawiać?
                      Tak, bo to jest ciekawe, że pani - moim zdaniem socjalistka - nagle stała się
                      obrzydliwie bogatą socjalistką.
                      - Ale nie pierwszą bogatą socjalistką, że przypomnę tylko Fryderyka Engelsa...
                      Jednak to musi być dziwne doświadczenie osobiste, a na dodatek to, żeście się
                      tak wzbogacili, zbudowało też tę niechęć do "Gazety".
                      - Nie tylko my, również mnóstwo naszych pracowników.
                      Tak, ale to na założycielach "Gazety" koncentruje się ta niechęć, bo to wy
                      trafiliście na listę stu najbogatszych tygodnika "Wprost".
                      - Zbudowaliśmy pewną wartość i wchodząc na giełdę, przydzieliliśmy - według
                      bardzo ściśle określonego klucza związanego ze stażem pracy, z zarobkami i ze
                      stanowiskami - część tych akcji. I stworzyliśmy grupę właścicieli.
                      No więc jak się czuje socjalistka z takim napęczniałym kontem?
                      - Nie kontem, tylko portfelem akcji. No, mogę trochę prywatnie popraktykować
                      różne pomysły socjalistyczne.
                      Jakie?
                      - A to już moja sprawa.
                      Przestraszyła się pani, kiedy w "Newsweeku" zobaczyła "ranking najbardziej
                      znienawidzonych", a w nim Wandę Rapaczyńską, Piotra Niemczyckiego?
                      - Wściekłam się! I Piotr Niemczycki też, jego na dodatek to bardzo zabolało, bo
                      niczym na taką manipulację nie zasłużył! To bardzo zmanipulowane badanie,
                      tendencyjnie zrobione przez marny ośrodek badawczy, sondaż na 200 mieszkańcach
                      Warszawy - po prostu skandaliczny. Wynik był założony w tezach pytań, nikt nie
                      mógł wypaść inaczej niż źle.
                      A jeśli chodzi o inne przykrości, to jak pani przeżyła dzień, w którym po raz
                      pierwszy "Gazeta" sprzedała mniej egzemplarzy niż inny dziennik?
                      - Okropnie.
                      Ale jak to było?
                      - Już nie pamiętam, kto mi to powiedział... Okropnie, bo to jest okropne, żeby
                      na polskim rynku najwięcej sprzedawała gazeta taka jak "Fakt", kopia
                      niemieckiego "Bilda", który mi się kojarzy z dawnych czasów, z lektury
                      książki "Utracona cześć Katarzyny Blum". Świetna książka i pamiętam, co w niej
                      było opisane: w jaki sposób tego typu brukowiec potrafi kogoś zaszczuć. Tak oni
                      zaszczuli tę tytułową Katarzynę Blum i ona w końcu zamordowała ich
                      dziennikarza. Czytałam to w latach 70., jako młoda dziewczyna. Nie mogę o tym
                      zapomnieć... "Fakt" to jest na polskie warunki skrojona wersja "Bilda" i to
                      bardzo źle robi polskiemu rynkowi gazet. Tak jak Lepper źle robi scenie
                      politycznej. To jest dla mnie okropne, że taka gazeta...
                      A może to normalne, że "Fakt" was wyprzedził? Takie gazety w normalnym kraju
                      zawsze najwięcej sprzedają.
                      - Ale ja nie chcę, żeby takie "normalne" było normalne. Wychowałam się
                      w "normalnej" Polsce peerelowskiej, wszyscy mówili, że to jest normalne, a mnie
                      się to nigdy nie podobało i zawsze dawałam temu wyraz. Normalnie człowiek jest
                      grzeszny, ale to nie znaczy, że grzech powinien mi się podobać, z grzechem
                      trzeba walczyć.
                      Czy "Gazeta" w związku z wejściem "Faktu" i taką jego sprzedażą powinna się
                      zmienić?
                      - "Gazeta" w ogóle się musi zmieniać. Na pewno nikt nie dopuści do tego,
                      żeby "poszła" w stronę "Faktu". Na pewno nie chcę, żeby "Gazeta" konkurowała
                      z "Faktem" wtedy, kiedy ta springerowska gazeta mówi do Hausnera: "Utnij sobie
                      sam", bo to jest głupie, ordynarne i sprzeczne z interesami Polski. Na pewno
                      nie będę urządzać nagonki na Niemcy podczas szczytu brukselskiego tylko po to,
                      żeby pokazywać, że nie jestem gazetą niemiecką.
                      No to co chcecie zrobić, żeby sprzedawać więcej?
                      - Robimy takie rzeczy, które zawsze robiliśmy, które uważamy za przyzwoite,
                      sensowne i potrzebne czytelnikom.
                      Czyli nie jest potrzebna żadna rewolucja? A nie uważa pani, że "Gazeta" za
                      często jest przemądrzała, to od niej odpycha.
                      - To jest czasem naszym strasznym błędem.
                      Jest gazetą mądrych publicystów i nijak o godzinie 18 w dniu, w którym rano ją
                      pani kupiła, nie chce stać się makulaturą, a taka musi być gazeta codzienna,
                      żeby następnego dnia kupić następny numer.
                      - Coś w tym jest. Ale nie mamy jeszcze recepty, jak to zmienić.
                      Nie boi się pani, że kiedy już założyciele oddadzą "Gazetę" swoim następcom, to
                      oni uznają, że nie ma innej drogi - trzeb
                      • Gość: www.przekroj.pl ŚWIŃSTWO ŚWIŃSTWO ŚWIŃSTWO! cz. 4 IP: 212.160.235.* 17.03.04, 02:13
                        ŚWIŃSTWO ŚWIŃSTWO ŚWIŃSTWO! - cz. 4

                        - Coś w tym jest. Ale nie mamy jeszcze recepty, jak to zmienić.
                        Nie boi się pani, że kiedy już założyciele oddadzą "Gazetę" swoim następcom, to
                        oni uznają, że nie ma innej drogi - trzeba się ścigać z "Faktem"?
                        - Będę stawać na głowie, żeby moi następcy byli inni.
                        Ale może akcjonariusze przyklasną takim działaniom, bo wynik finansowy będzie
                        pozytywny?
                        - Na całym świecie są akcjonariusze i są gazety, są brukowce i są gazety
                        poważne. Jedne i drugie mają swoich czytelników, mają swoich akcjonariuszy i
                        jakoś się ze sobą ścigają, ale to nie znaczy, że gazety poważne, takie
                        jak "Gazeta Wyborcza", mają się stawać brukowcami, bo to nie miałoby żadnego
                        sensu ani dla czytelnika, ani dla akcjonariuszy.

                        ROZMAWIAŁ PIOTR NAJSZTUB
                        WARSZAWA, 4 MARCA 2004 R.

                        • Gość: MOr Polsza eta ja! IP: 212.160.235.* 17.03.04, 02:18
                          A mi się najbardziej podobało, kiedy Adaś MICHTRIX ostatnio zarzucił
                          przesłuchującym mu sędziom, że 'są nielojalni'.
                          Adaś głęboko wierzy, że Państwo III RP to on...
                          • Gość: www.rp.pl Pukanie od dołu IP: *.netcafe.waw.pl 23.03.04, 01:02
                            'Rzeczpospolita' - 20.03.04 Nr 68

                            JESTEM, WIĘC PISZĘ
                            'Pukanie od dołu'

                            No to się doczekałem. Wzięło się za mnie osobiście samo sumienie dziennikarstwa polskiego. W piątkowej audycji porannej Radia Tok FM Jacek Żakowski wziął
                            przede mną w obronę biednego, prześladowanego Bohdana Cywińskiego, z którym ośmieliłem się polemizować w sprawie terrorystów arabskich. Nie mógł
                            ścierpieć, że "po raz pierwszy antykomunistyczny opozycjonista stał się przedmiotem kpin". Otóż opozycjonizm, także antykomunistyczny nie stanowi immunitetu
                            przeciw kpinom. Kpić należy ze wszystkich, którzy piszą i mówią dziś głupstwa.
                            Dalej sumienie powiedziało o mnie, że jestem "peerelowskim pismakiem, który nie wiadomo dlaczego stał się bohaterem dzisiejszych mediów". Skoro się nie ma
                            żadnych rzeczowych argumentów w obronie własnej lub Cywińskiego, pozostają tylko argumenty ad personam. Nie mam zamiaru się tłumaczyć ze swego
                            życiorysu, zwłaszcza wobec Żakowskiego, ale jeśli uważa, że uprawiałem propagandę PRL na łamach "Kontaktu", "Kultury" paryskiej, "Dziennika Polskiego i
                            Dziennika Żołnierza", "Orła Białego" i na falach BBC to gratuluję samopoczucia. Ja przynajmniej, jeśli nawet propagowałem PRL na łamach "ITD" wśród studentów,
                            choć nieudolnie, bo PRL trzy razy zakazywała mi pisania, to przynajmniej nie deprawowałem, jak Żakowski, zuchów i harcerzy na łamach organu czerwonego
                            harcerstwa "Na przełaj".
                            Maciej Rybiński
                            • Gość: www.wyborcza.pl Pukanie od dołu Bugaja IP: *.netcafe.waw.pl 23.03.04, 01:09
                              Cóz, jak zwykle nieoceniona Wybiórcza przeszła samą siebie w obrzydliwosci:
                              'Od Solidarności do zawiści'
                              Ryszard Bugaj
                              Sylwetkę polityczną Ryszarda Bugaja przedstawiają Witold Bereś i Jerzy Skoczylas

                              serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,1978147.html
                              • Gość: www.rp.pl Bugaj o Agorze IP: *.netcafe.waw.pl 24.03.04, 03:19
                                kasstor26.webpark.pl/narodziny%20oligarchii.htm
                                • Gość: Wieniu Wejdź do MICHTRIXa! IP: 193.0.117.* 24.03.04, 19:22
                                  serwisy.gazeta.pl/film/1347949,44745,1467534.html
                                  rzuccie okiem gdzie sie wraca po zazyciu niebieskiej tabletki
                                  ("wracam do Matrixa") ;)
                                  • Gość: MOr Wszystkie Ryśki to fajne chłopaki! IP: 193.0.117.* 28.03.04, 17:11
                                    No i MICHTRIX swoim niedawnym głupawym atakiem na Bugaja obudził w nim
                                    wojownika - zob. weekendowe wydanie 'Życia' i 'Rzeczpospolitej':
                                    www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040327/plus_minus_a_6.html
                                    • Gość: 'Życie' Re: Wszystkie Ryśki to fajne chłopaki! IP: 193.0.117.* 28.03.04, 17:28
                                      www.zycie.com.pl/forum.php?id_tekst=32709
                                      • Gość: www.rp.pl Większość Polaków nie wierzy MICHTRIXowi! :) IP: 193.0.117.* 31.03.04, 15:41
                                        'Rzeczpospolita' - 31.03.04 Nr 77

                                        Afera Rywina - Sondaż OBOP
                                        Komisja śledcza pomogła walczyć z korupcją

                                        Wielu Polaków nie wierzy "Gazecie Wyborczej", że opóźniła ujawnienie afery
                                        Rywina ze względu na interes państwa i prowadzone śledztwo dziennikarskie.
                                        Podobnie Leszkowi Millerowi, który mówi, że z Lwem Rywinem nie miał nic
                                        wspólnego, a grupa trzymająca władzę nie istnieje - taki wynik przynosi sondaż
                                        OBOP przeprowadzony dla tygodnika "Polityka".

                                        Pytanie:
                                        ''Gazeta Wyborcza' opóźniła opisanie afery Rywina ze względu na':
                                        Odpowiedzi:
                                        - 'prowadzoną przez siebie grę z rządem w celu wymuszenia korzystnych dla
                                        siebie zapisów ustrawy' - 41 proc. ankietowanych;
                                        - 'prowadzone śledztwo dziennikarskie' - 24 proc.;
                                        - 'interes państwa' - 12 proc.;
                                        - 'trudno powiedzieć' - 23 proc.

                                        Z badań wynika, że chociaż do dziś nie ma końcowego sprawozdania komisji
                                        śledczej, a jej członków dzieli ocena wydarzeń z lipca 2002 r., większość
                                        respondentów ma zdecydowany pogląd w sprawie Rywina. Są oni zresztą wdzięczni
                                        komisji, że przyczyniła się do walki z korupcją (36 proc. wskazań).
                                        Jednocześnie przyznają, że komisja posłużyła poszczególnym politykom do
                                        wypromowania siebie (29 proc. wskazań). Wyniki sondażu nie pozostawiają
                                        wątpliwości, że według opinii publicznej na aferze Rywina najbardziej
                                        skorzystał lider Platformy Obywatelskiej Jan Rokita.
                                        /luz/
                                        • Gość: www.rp.pl MICHTRIX się sypie! :) IP: 193.0.117.* 02.04.04, 20:09
                                          'Rzeczpospolita' - 02.04.04 Nr 79

                                          Część działaczy UW zerka w stronę PO, Frasyniuk w kierunku partii Borowskiego
                                          Unia w rozkroku
                                          Zawrzało w Unii Wolności po tym jak ujawniliśmy, że część znanych jej działaczy
                                          myśli o przejściu do Platformy Obywatelskiej. Lider Unii Władysław Frasyniuk
                                          nie wyklucza rozmów z Socjaldemokracją Polską.
                                          To nie był primaaprilisowy żart. Napisaliśmy wczoraj, że Jerzy Wierchowicz,
                                          były szef Klubu UW, Gwidon Wójcik, szefowie regionalnych struktur Marek
                                          Zieliński i Krzysztof Pusz oraz Karol Działoszyński prowadzili rozmowy o
                                          przejściu do PO.
                                          - Potwierdzam, że miały miejsce ustalenia w sprawie przyjścia działaczy UW do
                                          PO. Rozmowy sondażowe z Janem Rokitą prowadził Gwidon Wójcik. Odbyło się
                                          nieoficjalne spotkanie kilkudziesięciu działaczy Unii. Było kilkunastu
                                          wicewojewodów, lokalnych liderów i kilku byłych parlamentarzystów - mówi
                                          Krzysztof Pusz, lider pomorskiej UW. - Zgodziliśmy się, że w obecnej sytuacji
                                          politycznej, skoro nadal chcemy działać, powinniśmy poszukać większych
                                          możliwości. Do kogo jest nam najbliżej? Do PO. Wtedy utworzyła się nieformalna
                                          grupa do rozmów z PO. Teraz czekamy na odpowiedź.
                                          Jerzy Wierchowicz określił informację, że już teraz przechodzi do PO, mianem
                                          primaaprilisowego żartu. Potwierdził jednak, że były takie rozmowy. Z kolei
                                          lider UW Władysław Frasyniuk przyznał PAP, że w Unii "jest paru kolegów, którzy
                                          przebierają nogami, ale ich nazwiska stały się popularne dzięki UW".
                                          Nawiązując do ewentualnej współpracy z PO, szef UW krytycznie wypowiada się o
                                          stylu uprawiania polityki przez Jana Rokitę. Nie wyklucza za to zwrotu w lewą
                                          stronę i wspólnego udziału w wyborach z SdPl Marka Borowskiego. Nie wszyscy tak
                                          jednak uważają. - Jeśli niektórzy koledzy z UW zastanawiają się nad połączeniem
                                          z partią Borowskiego, ja dziękuję za taką Unię - mówi Pusz.
                                          Zdaniem byłego posła UW Andrzeja Potockiego dla Unii najważniejsze są teraz
                                          wybory europejskie, a nie dyskusje o odchodzeniu z partii. - Na takim
                                          rozgardiaszu najbardziej zależy Platformie - dodaje.
                                          - Liczyliśmy, że sprawa przejścia wyjaśni się przed kampanią do europarlamentu.
                                          Na razie się nie wyjaśniła. W tej sytuacji bierzemy udział w wyborach - mówi
                                          Pusz.
                                          /F.G., PAD/
                                          • Gość: TVP Miller w TVP IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.04.04, 15:07
                                            'Codziennie w wielu naszych domach, miastach, wsiach, zdarzają się pozytywne i
                                            dobre fakty'
                                            • Gość: RYWIN RYWIN IP: 195.116.92.* 06.04.04, 20:50
                                              juniorfoto.blog.pl/komentarze/index.php?nid=6577583
    • Gość: RYWIN - foto RYWIN - foto IP: 195.116.92.* 06.04.04, 20:52
      RYWIN POZDRAWIA

      juniorfoto.blog.pl/komentarze/index.php?nid=6577583
      • Gość: www.rp.pl KŁOPOTOWSKI - 'Obywatel M.' IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.04.04, 20:33
        SZKIC DO SCENARIUSZA
        Obywatel M.

        KRZYSZTOF KŁOPOTOWSKI

        Jak najlepiej pokazać wychodzenie Polski z komunizmu? Takim obrazem mógłby być
        film fabularny oparty na wątkach życiorysu Adama M.

        W postaci M. skupia się sens naszej transformacji. O tak głębokiej przemianie
        bohatera marzy każdy scenarzysta. Były wyznawca komunizmu wprowadza kapitalizm.
        Inteligent ateista wybija się z pomocą katolickich robotników. Czy wcześniej im
        służył, czy się tylko nimi posłużył w bardzo ryzykownej grze o wielkość, kiedy
        działał w KOR? Czy robotników w końcu zdradza, czy tylko na nich się obraża -
        za to, że woleli od niego Wałęsę?

        Dziś były buntownik jest jednym z głównych graczy w oficjalnej polityce
        państwa. O co gra? Marksista staje się ojcem duchowym spółki akcyjnej wartej
        prawie miliard dolarów. Jaką naprawdę ma ideologię? Film musi na to spróbować
        odpowiedzieć, by publiczność pojęła, co się z nami stało w ciągu 15 lat
        transformacji.

        Romantyczna mgła młodzieńczego, bohaterskiego okresu M. skrywa dzisiejszą
        twardą walkę o władzę tu i teraz. Cele tej walki nie są całkiem jasne. Chodzi o
        pomyślność Polski? Zapewne, lecz warto pokazać, jak owa pomyślność różnie
        rozkłada się w różnych grupach społecznych i towarzyskich. Kto wygrał, kto
        przegrał, kto tu rządzi?

        www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040410/plus_minus_a_5.html
        www.nowe-panstwo.pl/forum/viewtopic.php?t=153&start=90
        • Gość: www.rp.pl SEMKA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.04.04, 20:37
          'Rzeczpospolita' - 09.04.04

          Zwalczanie dżumy cholerą - PITR SEMKA

          /.../
          SLD nie chce Watergate
          Sejmowa komisja śledcza kompromituje się przyjęciem tez posłanki Błochowiak.
          Ale zachowanie członków komisji z SLD zawsze zmierzało do chronienia Leszka
          Millera i jego partii przed odpowiedzialnością za aferę. To za ich przyczyną
          odrzucono wniosek Zbigniewa Ziobry o sprawdzenie billingów premiera, utrącono
          wezwanie przed komisję prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, wreszcie uparcie
          sprowadzano całą aferę do banalnej propozycji korupcyjnej. Nie powtórzył się
          amerykański fenomen z komisji Watergate sprzed 30 lat, polegający na wspólnym
          uznaniu przez polityków obu amerykańskich partii, że trzeba sprawę wyjaśnić w
          imię jakości amerykańskiej demokracji. Egzamin dojrzałości zdali wówczas
          republikanie, którzy przyjęli gorzką prawdę o łamaniu prawa przez ich
          prezydenta.
          Dlatego istotne są reakcje na raporty Rokity i Ziobry w obozach, do których
          należeli główni aktorzy afery. SLD skłoniła swoich reprezentantów do
          zbanalizowania sensu afery. W obozie postkomunistów sprawa Rywina nie posłużyła
          szerszej refleksji nad stylem polityki i jej zasadami. Nawet uznawany w SLD za
          obrazoburczy manifest Marka Borowskiego "Dość złudzeń" określił aferę niezwykle
          ogólnikowo, jedynie jako "przykład instrumentalnego traktowania ładu
          medialnego". Nawet Tomasz Nałęcz - dziś w odnowionym SdPl - pisząc swój raport,
          pominął odpowiedzialność w tej sprawie prezydenta i premiera.
          Skandal z posłanką Błochowiak dostrzegają wszyscy. Mniej rzucała się w oczy
          recepcja przez Unię Wolności raportu Rokity o medialnej ugodzie SLD z Agorą.
          Raport Rokity z racji faktograficznej dokładności i trudnej do podważenia
          logiki wydaje się niełatwy do zakwestionowania. "Gazeta Wyborcza" nie
          zareagowała żadnym opracowaniem odnoszącym się punkt po punkcie do tez raportu.
          Zamiast tego sformułowała ogólnikowe oskarżenie o zniesławienie i tezę, że
          Rokita za wszelką cenę chce zwrócić na siebie uwagę mediów. W opinii Heleny
          Łuczywo Rokita skłania pośrednio Polaków do nieujawniania afer. Jest dokładnie
          na odwrót. Raport Rokity to ostrzeżenie, że niereagowanie na ofertę korupcyjną
          natychmiast po jej złożeniu może kusić chęcią podjęcia ryzykownej gry z
          szantażystą. Gry, która wciąga w otchłanie korupcyjnego układu także jej
          początkową ofiarę.
          Rokita nie jest łatwym obiektem ataków. Trudno mu zarzucić jakąś obsesyjną
          niechęć do środowiska korowskiego. Trudno też utrzymywać, że zadarcie lidera PO
          z jedną z największych gazet w Polsce było wynikiem konformizmu. Tymczasem w
          obronie Adama Michnika i Agory wystąpiło środowisko Unii Wolności, które uznało
          raport Rokity za "próbę dyskredytacji ludzi, którzy mieli odwagę przeciwstawić
          się korupcji". Polityk UW sugeruje, że ktoś, kto wspaniale sprawdził się w
          opozycji 28 lat temu, posiada dożywotnią licencję na bycie autorytetem
          moralnym. Wyobraźmy sobie działacza partii republikańskiej, który w trakcie
          afery Watergate wspominałby bohaterską postawę Nixona w czasie wojny i głosił,
          że oskarżanie go 28 lat potem to plucie w twarz weteranom.
          Nic lepszego niż wybory
          Zamiast głębszej refleksji jesteśmy świadkami przyrównywania Rokity do Leppera.
          Przecieram oczy, gdy Piotr Najsztub w wywiadzie w "Przekroju" sugeruje, że
          Rokita zaatakował Agorę, aby przypodobać się elektoratowi antyinteligenckiemu.
          Kłamliwa jest teza, że gdzie sieje Rokita, tam zbiera Lepper. Jest na odwrót:
          tam, gdzie brak odwagi elitom do rozliczania swych grzechów, zyskuje chłopski
          watażka. Niczego nie zmienia w tej mierze fakt, że sam Rokita wycofuje się dziś
          nieco ze swojej dociekliwości i gotów jest uznać połowiczny raport Nałęcza.
          Polska potrzebuje dziś sojuszu przeciw Samoobronie, ale obóz ten nie powstanie,
          gdy każdy z demokratycznych graczy będzie bronił jakichś nienormalnych układów
          psujących demokrację, ale dla niego akurat całkiem wygodnych. Nie powstanie,
          gdy równorzędnym celem części przeciwników Leppera jest dyskredytacja Rokity,
          lęk przed PiS i odsuwanie wyborów, jak długo się da. Marcin Król słusznie wzywa
          do moralnego stanu wyjątkowego w obliczu nadchodzenia barbarzyńców. Ale
          lepperowscy barbarzyńcy są silni także zakłamaniem w obozie polskiej demokracji.
          Lepper jest jak demon, który czerpie siły z każdego przejawu skorumpowania
          partii establishmentu. W układzie, gdzie wszyscy mają coś na sumieniu, Lepper
          może wskazywać, że wszyscy są ubrudzeni oprócz niego.

          • Gość: WWW.PRZEKROJ.PL STANISZKIS - 'STRACH ICH ZABIJA' IP: 193.0.117.* 13.04.04, 18:36
            'PRZEKÓJ' 15/2004

            STRACH ICH ZABIJA

            Przeczytajcie ten wywiad, ale potem szybko go zapomnijcie. Bo lepiej nie
            wiedzieć, kto i co ma władzę nad naszymi politykami. Profesor JADWIGA
            STANISZKIS otwiera nam oczy

            /.../
            'P - Powiedziała pani wcześniej, że Rokita nie odkrył istoty afery Rywina, że
            się cofnął przed prawdą. A jaka ona jest pani zdaniem?
            JS - Sprawa Rywina, opieram się tu na intuicji, a nie na informacjach, zaczęła
            się od jakichś długofalowych interesów, niedotyczących mediów, interesów, w
            których uczestniczyła Agora, a o które otarł się Rywin lub jego otoczenie i
            inni ludzie, których nazwisk nie chcę wymieniać. To tam doszło do oszukania
            Agory i tam pojawił się pomysł zemsty na Rywinie. Potem dopiero pojawiła się
            gra wokół ustawy o mediach i ludzie nią kręcący - Czarzasty, Jakubowska i
            Kwiatkowski. Każdy z nich chciał swoje małe interesy przeprowadzić, ale musieli
            w tych sprawach układać się z Agorą. Rywin rzeczywiście mógł z nimi uzgodnić,
            że pójdzie w tej sprawie do Wandy Rapaczyńskiej, ale równocześnie, do pewnego
            stopnia, wierzę w tę jego notatkę, w której mówi, że to Rapaczyńska wysłała go
            do Michnika. Nie po to, żeby po prostu Michnik zgodził się na tę sumę, ale
            chciała stworzyć pewien instrument nacisku na Millera. Po to, żeby przyśpieszyć
            coś, co wcześniej wymuszali tylko za pomocą kapitału politycznego Michnika. To
            nie wystarczało, więc trzeba było stworzyć coś, co premiera zdopinguje, a z
            drugiej strony pozwoli zemścić się na Rywinie.
            'P' - Za co Wanda Rapaczyńska miałaby się zemścić na Rywinie? To jakaś zawiła
            kombinacja.
            JS - Za to, że w jakiejś fazie wspólnych interesów została przez niego lub
            osobę mu bliską oszukana. Adam Michnik moim zdaniem nie zdawał sobie sprawy z
            tego, że jest przez nią manipulowany. W tym słynnym nagraniu są różne cegiełki
            pokazujące możliwość istnienia tych różnych płaszczyzn. Michnik źle
            zinterpretował te kluczowe słowa Rywina - "On [Miller] nie jest sam". To nie
            znaczyło, że Miller jest z kimś innym w grupie, tylko znaczyło, że są jeszcze
            inni ważni gracze, niezależni od premiera.
            'P' - Gdyby pani koncepcja była słuszna, to co przeszkadza na przykład
            Jakubowskiej odwinąć się i ujawnić, że padła ofiarą zawirowań wokół jakiegoś
            większego interesu?
            JS - Wśród tych, którzy rządzą, panuje taki strach, że oni się nie potrafią
            odkręcić i obronić, nie mogą powiedzieć prawdy we własnej obronie, wiedzą, że
            zemsta układu byłaby większa niż dzisiejsza anatema. Ten sam strach zobaczyłam
            niedawno w Polskiej Radzie Biznesu, wyczuwało się po prostu, że ci ludzie,
            wydawałoby się potężni, boją się. Zależą nawzajem od siebie, od pajęczyny
            władzy, bo wszystkie te ich operacje są ponad stan, wszystko wisi na włosku.
            Ten system opiera się na strachu i na emocjach.
            'P' - Jak powinien teraz postąpić pani zdaniem Adam Michnik?
            JS - Chyba powinien zrobić to, co chce zrobić, czyli odejść z "Gazety" i zacząć
            pisać książki. To robi najlepiej. I wielu młodych ludzi wciąż go podziwia.
            Myślę, że był manipulowany i wie o tym. Powinien się od tej sprawy
            zdystansować. On przeżywa świat, jak sądzę, dużo mniej emocjonalnie niż to, z
            czym się zetknął w sprawie, i to go w jakimś sensie też przeraża. Bo mamy tu
            nagie emocje: zemsta, intryga, takie dopadanie sobie do gardła i czerpanie z
            tego satysfakcji. I produkowanie wokół siebie strachu, a to jedna z gorszych
            rzeczy, jaką można robić wobec innych ludzi.
            ROZMAWIAŁ PIOTR NAJSZTUB
            WARSZAWA, 2 KWIETNIA 2004 R.
            • Gość: www.wyborcza.pl 'Obywatel M.' - dyskusja IP: 193.0.117.* 14.04.04, 19:53
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=11932963
              • Gość: www.wyborcza.pl CZY MICHTRIX NIE MA WSTYDU?! IP: 193.0.117.* 14.04.04, 20:17
                CZY MICHTRIX NIE MA WSTYDU?!

                'Wybiórcza'
                'Odszedł Jacek - Adam Michnik o Jacku Kaczmarskim'
                Adam Michnik 13-04-2004, ostatnia aktualizacja 13-04-2004 01:41

                W wielką Sobotę zmarł po długiej strasznej chorobie w wieku 47 lat poeta i
                pieśniarz Jacek Kaczmarski

                Był to lipiec 1983, dzień ciepły i radosny dla więźniów Mokotowa. Ogłoszono
                amnestię. Choć należałem do tych licznych, których amnestia nie objęła,
                cieszyłem się ze wszystkimi. Zza okratowanego okna dobiegł mnie śpiew
                dziewczyny wnet pochwycony przez innych: "Wyrwij murom zęby krat...". Te słowa
                ballady Jacka Kaczmarskiego były dla nas, więźniów politycznych Mokotowa,
                deklaracją niezgody na zniewolenie i znakiem radości. Czuliśmy, że zerwiemy
                kajdany i połamiemy bat; wierzyliśmy, że mury runą.
                Jacek Kaczmarski był poetą i bardem, który stał się głosem może najważniejszym
                z pokolenia opozycji demokratycznej. Jego ballady śpiewano w podziemiu,
                więzieniu, na wygnaniu. Jacek był też emblematem podziemnej "Solidarności" w
                jej najbardziej szlachetnym, demokratycznym, humanistycznym i tolerancyjnym
                wcieleniu. Znajomość ballad Jacka była rodzajem tajemnego kodu
                porozumiewawczego dla dziewczyn i chłopców z podziemia, była też źródłem siły i
                nadziei.
                Poznałem Jacka w epoce KOR-u, widywałem w epoce "solidarnościowego" karnawału,
                czytałem i słuchałem z kaset w epoce stanu wojennego. Potem widywaliśmy się
                nieczęsto, ale zawsze były to rozmowy intensywne, szczere.
                Zapamiętałem dobrze Jego wiersz o karierze Nikodema Dyzmy z jesieni 1990 r. -
                ten wiersz ilustrował stosunek Jacka do dylematów i wyzwań nowych czasów. Był
                to wiersz gorzki i proroczy.
                Na łamach "Gazety" opublikował Jacek pasjonujący esej o rosyjskich poetach-
                bardach protestu: Okudżawie, Galiczu, Wysockim.
                Miał w sobie Jacek coś z Włodzimierza Wysockiego - z jego niezwykłości, pasji
                życia, żarliwości. Dość przeczytać słynną "Obławę", by rozpoznać te
                powinowactwa z wyboru.

                Ostatni raz rozmawialiśmy dłużej, gdy wybuchła sprawa Rywina i rozpoczęły się
                jadowite ataki na "Gazetę". Jacek, bardzo już chory, zatelefonował i
                powiedział: "Adam, pamiętajcie, że jestem z wami i po waszej stronie. Gdyby
                trzeba było - dysponuj moim nazwiskiem". I jeszcze powtórzył: - Pamiętaj.

                Będziemy zawsze o tym pamiętali, Jacku.

                Jacek był przyjacielem "Gazety Wyborczej". Zaszczycał nas obecnością na naszych
                kolejnych rocznicach. To strasznie gorzkie, że nie będzie go z nami w czasie
                naszego 15-lecia.
                • Gość: www.rp.pl Inteligenckie zadufanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.04.04, 17:53
                  'Rzeczpospolita' - 17.04.04 Nr 91

                  FELIETON NA ZAPROSZENIE
                  Inteligenckie zadufanie

                  TOMASZ WRÓBLEWSKI

                  Pamiętacie państwo braci Śniadeckich, co to zamiast uwolnić chłopów,
                  kazali "chama" wyedukować. Dopiero jak będzie gotowy i wykształcony na
                  inteligencką modłę, dostanie prawo głosu. Żeby nie nadużywał nie od Boga, ale
                  od Panów danej wolności.
                  Po Śniadeckich zostało kilka ulic w Polsce i to dziwne inteligenckie zadufanie
                  w sobie, które czasem widzę choćby w "Gazecie Wyborczej". Głębokie przekonanie,
                  że są elity i są wybrani redaktorzy, z prawem do określania ram dyskusji o
                  problemach naszej rzeczywistości. Gdzie kończy się i zaczyna troska społeczna,
                  a gdzie można kogoś nazwać antysemitą. Kogo można, a kogo nie można rozliczać
                  za krzywdy PRL. Kto był zbrodniarzem i donosicielem, a komu należy wybaczyć.
                  Kto docieka sprawiedliwości historycznej, a kto jest oszołomem. Kiedy całować
                  się z Millerem, a kiedy pić wódkę z Urbanem jest dobrze widziane, a kiedy nie.
                  Czy wyrażanie obaw przed beznamiętną masą obojętnych na nasze problemy
                  brukselskich urzędników jest dopuszczalne, czy to już dowód skrajnej
                  nieodpowiedzialności? Czy i jak mamy rozmawiać o prywatyzacji? Kiedy obcy
                  kapitał jest dobry, a krytycy są populistami, którzy godzą w interesy państwa,
                  a kiedy ta krytyka jest pożyteczna, bo chroni interesy elitarnych wydawców?
                  Populizm w Polsce istnieje, Lepper kwitnie, ale ludowa demagogia nie ogranicza
                  się do Polski. Spętała pół Europy. I nie da się jej wyłącznie zrzucić na
                  barki "polskiego prymitywa" odziedziczonego po PRL, a może jeszcze z czasów XIX-
                  wiecznych misji braci Śniadeckich. Frustracje społeczne, nieważne jak prostacko
                  wyrażane, mają głębokie korzenie w rzeczywistości - w administracyjnej
                  nieporadności, arogancji polityków i intelektualnej jałowości elit,
                  zapatrzonych w swoje osiągnięcia sprzed 15 lat i wciąż przykładających tę samą
                  miarę do podziałów społecznych - kto z nami, kto przeciwko nam.
                  Zamiast porządkować swoje problemy i analizować zakłamanie własnych postaw
                  moralnych, ekskatedra oznajmiają "światu", co jest poprawne, a co fałsz. Jakby
                  nie widzieli, że innym też nie jest wszystko jedno.
                  /Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika "Newsweek-Polska"/
                  • Gość: www.rp.pl KACZMARSKI O MICHTRIXie? ;) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.04.04, 17:55
                    KACZMARSKI O MICHTTRIXie? ;)


                    Z WIERSZY OSTATNICH
                    Jacek Kaczmarski

                    'Starość Tezeusza'


                    W młodości byłem Tezeuszem,
                    A dzisiaj jestem Minotaurem.

                    Po mrocznym labiryncie kluczę
                    Nie mogąc liczyć na Ariadnę.

                    Głowa mi coraz bardziej ciąży
                    Gdy żądam światła niby boga;

                    A ostrzegali ludzie mądrzy,
                    Że wszelka żądza to choroba.

                    Kiedyś walczyłem z potworami -
                    Dziś przeistaczam się w potwora.

                    Na ścianach cień mój, niby pamięć
                    Tego, kim byłem ledwie wczoraj.

                    Z pochodnią u łba ścigam siebie
                    Geometriami korytarzy,

                    A świat się boi mnie, bo nie wie,
                    Że winien przejrzeć się w mej twarzy.

                    W młodości byłem bohaterem,
                    Dziś jestem więźniem ciemnej sławy;

                    Miejsca w pułapce tej niewiele
                    Na więcej coś, niż życia nawyk.

                    Robię co mogę mimo kaźni,
                    Małe starczają mi radości:

                    Mgliste obrazy wyobraźni,
                    I gorzka sytość dorosłości.

                    Nocą mnie prześladują zjawy
                    Ludzi złożonych mi w ofierze;

                    To ów obrządek krwawy sprawił
                    Żem pół-mężczyzna i pół-zwierzę.

                    Więc odkupienia dla mnie nie ma
                    W niezawinionej poniewierce;

                    Skrobiąc na murze ten poemat
                    Pokornie czekam na mordercę...

                    /Osowa, 15.09.2003/
                    • Gość: homo Re: KACZMARSKI O MICHTRIXie? ;) IP: *.gdynia.mm.pl 19.04.04, 18:46
                      No nie wiem, czy podobnie pojmuję MichTRixa ale Kaczmarski raczej chyba zeby
                      drugie imie MichTRIXA brzmiało Cancer
                      • Gość: MOr Re: KACZMARSKI O MICHTRIXie? ;) IP: 193.0.117.* 19.04.04, 20:44
                        A może wiersz powinien się po prostu nazywać 'Michnotaur'? ;)
                        Pozdrawiam
                        • Gość: www.judasz.prv.pl 'FL' O MICHTRIXie? ;) IP: 193.0.117.* 19.04.04, 20:47
                          www.judasz.prv.pl/
                          • Gość: www.rp.pl POJEDYNEK GIGANTÓW IP: 193.0.117.* 21.04.04, 18:31
                            'Rzeczpospolita' - 20.04.04 Nr 93

                            Konflikt Agory i Axel Springer ciągnie się od kilku miesięcy
                            Pojedynek gigantów - LUIZA ZALEWSKA

                            Rzadko w świecie mediów wybuchają tak ostre spory. Dwa wielkie koncerny toczą
                            właśnie na łamach swych tytułów niezwykłą wojnę. I sięgają po arcymocne środki.
                            Padają porównania do faszyzmu i oskarżenia o antysemityzm.

                            Chodzi o niemiecki koncern Axel Springer Polska, który wydaje m.in. największy
                            w Polsce tygodnik "Newsweek" oraz najpopularniejszy dziennik, czyli "Fakt" i o
                            Agorę z "Gazetą Wyborczą", która przez lata zajmowała pierwsze miejsce na rynku
                            dzienników, zanim "Fakt" ją zdetronizował.

                            Nielubiani biznesmeni

                            Wydaje się, że pierwszy zaczął "Newsweek". Na początku lutego tego roku
                            tygodnik w krótkiej notce zapowiedział nowy magazyn Agory. Mowa o "Avanti",
                            przewodniku po sklepach i modzie. Ale "Newsweek" przypomniał, że taki sam tytuł
                            nosiło jedno z włoskich pism, którym kierował twórca włoskiego faszyzmu Benito
                            Mussolini. "Mussolini (też - red.) starał się wytyczać nowe kierunki. Chociaż
                            nie w modzie" - napisał tygodnik.

                            Miesiąc później, znowu w "Newsweeku", kolejny strzał. Tym razem pod
                            tytułem "Bogacze na stos". Obok publicystycznego materiału o bardzo krytycznym
                            stosunku Polaków do ludzi zamożnych - wyniki bardzo kontrowersyjnego
                            sondażu "Czarna dziesiątka znienawidzonych", nieznanego szerzej ośrodka badań
                            Sesta (krytykowanego potem ze względu na metodologię badania). W pierwszej
                            dziesiątce dwoje szefów Agory - Wanda Rapaczyńska i Piotr Niemczycki.
                            Rapaczyńska na czwartym miejscu ("postrzegana jako Çmedialna manipulantkaČ ze
                            skłonnościami do korupcji"), Niemczycki na szóstym.

                            Po dwóch tygodniach "Gazeta Wyborcza" zareagowała ("Biznesmeni są oburzeni").
                            Zacytowała jednego z dziesięciu - Zbigniewa Niemczyckiego: "To twierdzenia
                            krzywdzące i obraźliwe" - powiedział. Dodała, że redaktor naczelny tygodnika
                            pośrednio przeprosił Rapaczyńską i Niemczyckiego.

                            Na początku kwietnia "Newsweek" zamieścił wstrząsający artykuł o Polakach,
                            którzy boją się restytucji żydowskiego mienia pt. "Żydzi odbierają swoje".
                            Opisał losy jednej z żydowskich kamienic w Łomży, którą miasto oddało
                            żydowskiej gminie wraz z lokatorami. Zacytował oburzonych lokatorów, którym
                            nowy właściciel podniósł czynsz: "Czy to zemsta Żydów za Jedwabne?". W tekście
                            znalazły się jeszcze ostrzejsze wypowiedzi, ale też komentarze m.in. Piotra
                            Pazińskiego, redaktora naczelnego miesięcznika "Midrasz". Artykuł firmuje
                            kontrowersyjna okładka - na palcach dłoni wiszą oryginalne klucze znalezione w
                            Jedwabnem.

                            Opisywanie czy kreacja rzeczywistości

                            Tydzień później "Gazeta" poświęca publikacji "Newsweeka" całą kolumnę, gdzie
                            drukuje listy oburzonych. "Restytucja nienawiści" napisało troje autorów m.in.
                            Jarosław Makowski z "Tygodnika Powszechnego" i Sławomir Sierakowski z "Krytyki
                            politycznej". Przypominają, że polski "Newsweek" wydaje niemiecki koncern i
                            zarzucają artykułowi antysemicką retorykę. "Czy ČNewsweekÇ na stałe zrezygnował
                            już z opisywania rzeczywistości na rzecz jej kreowania, jak to coraz częściej
                            mu się zdarza" - pytają autorzy i przypominają artykuł o znienawidzonych
                            biznesmenach.

                            Kolejny list - członkowie Komitetu Helsińskiego zarzucili "Newsweekowi"
                            podsycanie emocji i "szukanie sukcesu komercyjnego w walce konkurencyjnej za
                            cenę dobra społecznego". Na tej samej stronie jeszcze list otwarty do
                            prokuratora generalnego RP. "Prosimy o zainteresowanie się tą szkodliwą i
                            groźną publikacją. Wierzymy, że nie pozostanie ona bezkarna" - piszą autorzy.

                            Dwa dni później "Gazeta" drukuje list Małgorzaty Szpakowskiej, Andrzeja
                            Mecwella i Rocha Sulimy. Ich zdaniem tygodnik przekroczył normy przyzwoitości,
                            więc wycofują się z jury konkursu Podporiusz (to konkurs na najlepszą książkę z
                            literatury faktu, który organizuje "Newsweek"). Mijają dwa dni i w "Gazecie"
                            następny listy "Quo vadis ČNewsweekÇ?" - Marcel Łoziński twierdzi, że
                            tygodnik "dzielnie nawołuje do nienawiści, do antysemityzmu i kroczy ku
                            brukowemu populizmowi". Oznajmia, że i on wycofuje się z jury. W tym samym
                            numerze jeszcze list Barbary Toruńczyk, naczelnej wydawanych przez
                            Agorę "Zeszytów Literackich". Donosi o odejściu z jury. Podobnie czyni Janina
                            Ochojska.

                            Na kim czapka gore

                            Mija osiem dni aż "Gazeta" publikuje list redaktora naczelnego "Newsweeka"
                            Tomasza Wróblewskiego. "Mielibyśmy nie pisać, żeby nie budzić upiorów?
                            Mielibyśmy udawać, że problemu nie ma?" - pyta i zwraca uwagę, że to na
                            łamach "Gazety" ("wojującej z ksenofobią i nacjonalizmem") wytyka
                            się "Newsweekowi" niemiecki kapitał. Wróblewski przeprasza tych, którzy mogli
                            poczuć się urażeni. "Odmawiam jednak dialogu z tymi osobami, które insynuują
                            nam antysemityzm" - zaznacza.

                            Jego list jeszcze w tym samym numerze komentują m.in. Makowski i
                            Sierakowski. "Na złodzieju czapka gore" - piszą, dodając, że jeśli Wróblewski
                            przeprasza, to dlatego, że dobrze wie, co zrobił. -

                            Wiesław Podkański, prezes Axel Springer Polska:



                            (c) BARTŁOMIEJ ZBOROWSKI

                            Jakbym nazwał nasze stosunki z Agorą? Trudne pytanie. Sytuacja jest dziwna i
                            nie do końca dla nas zrozumiała. Po artykule o problemie restytucji żydowskiego
                            mienia otrzymaliśmy też sporo pozytywnych sygnałów m.in. ze strony środowisk
                            żydowskich. Nasza publikacja nie ma z antysemityzmem absolutnie nic wspólnego.
                            W "Newsweeku" zamieściliśmy bardzo wiele opinii na temat tego problemu, ale w
                            âGazecie" zamieszczono tylko słowa mieszkańców niezadowolonych z restytucji
                            żydowskiego mienia. Zresztą każdy, kto miał możliwość zapoznania się z
                            oryginalnym artykułem w "Newsweeku", wyrobi sobie zdanie na ten temat. Czy to
                            odpowiedź na publikację naszej "Czarnej listy" polskich biznesmenów? Nie
                            chciałbym tego tak postrzegać. Z oficjalnych wypowiedzi Agory i "Gazety"
                            wynika, że nie ma żadnych związków między wydawcą a dziennikiem, jeżeli chodzi
                            o treść artykułów. Aczkolwiek ta sytuacja jest mocno zastanawiająca. Oskarżenie
                            o antysemityzm to bardzo ciężki zarzut, ale nie sądzę, by mogło to wpłynąć na
                            sytuację tygodnika i np. stosunek reklamodawców do "Newsweeka". Pogłoski o
                            planach zmiany w kierownictwie redakcji nie są prawdziwe. Redaktor naczelny
                            Tomasz Wróblewski cieszy się absolutnym zaufaniem całego wydawnictwa i w
                            związku z tą sytuacją nie są planowane żadne zmiany na tym stanowisku.

                            Wanda Rapaczyńska, prezes Agory:




                            (c) MICHAŁ SADŁOWSKI

                            Publikacją "Newsweeka" zirytowałam się w zasadzie tylko raz - gdy zamieszczono
                            artykuł "Bogacze na stos". Ten pełen hipokryzji artykuł był tylko opakowaniem
                            dla rankingu, który zrobiono w skandaliczny sposób. "Newsweek" przedstawił
                            respondentom trzydzieści nazwisk; z nich mieli wybrać osoby, które rozpoznają.
                            Było więc z góry oczywiste, kto zostanie wybrany, bo wszyscy szefowie mediów z
                            powodu afery wokół ustawy medialnej stali się silnie rozpoznawalni, a już
                            szczególnie Piotr Niemczycki i ja. Potem respondent miał wybrać, czy uważa, że
                            każdy z nas zdobył pieniądze w wyniku: a. kontaktów ze światem przestępczym, b.
                            układów, c. protekcji, d. przekrętów albo odziedziczył majątek. I nie to, że
                            moja osoba się tam znalazła zdenerwowało mnie najbardziej, ale to,
                            że "Newsweek" poszedł w stronę jawnego populizmu. Jeszcze wcześniej
                            przeczytałam w "Newsweeku", iż wydając magazyn shoppingowy dla kobiet,
                            nawiązujemy do faszystowskich tradycji. No i kto tu pod kim dołki kopie? Jaki
                            miałby być cel tych publikacji? To oczywiste. Jest tylko jeden worek wpływów
                            reklamowych na rynku i wszyscy ze sobą w jakimś sensie konkurują. Więc walczy
                            się z nami nawet na łamach pisma. Czy to, co dzieje się teraz na
                            łamach "Gazety", nie jest odwetem za "Czarną listę"? Nie powiedziałabym tak. Po
                            prostu drukujemy listy od osób, które wycofują się z konkursu Podporiusz,
                            bo "Newsweek" opublikował ohydnie antysemicki, ksenofobiczny artykuł i tyle.
                            • Gość: www.przekroj.pl STANISZKIS IP: 193.0.117.* 24.04.04, 19:16
                              'SLD zależy na rozbiciu Platformy Obywatelskiej - to wiemy na pewno. I ta sama
                              władza sygnalizuje, że możliwe jest rozwiązanie, które utrudni bycie
                              równocześnie wydawcą dziennika ogólnopolskiego i dzienników lokalnych. W takiej
                              sytuacji jest na przykład wydawca "Rzeczpospolitej". A w tej właśnie gazecie
                              ukazuje się materiał atakujący pośrednio Zytę Gilowską, czołowego polityka PO,
                              bo powtarzający jakieś plotki lustracyjne. Daleka jestem od stwierdzenia, że w
                              tej sprawie zawarto jakiś układ, wydaje mi się natomiast, że żyjemy w świecie,
                              w którym uczestnicy gry rozumieją się już bez słów. Delikatne drgnięcia
                              wywołują reakcję.'
                              'PRZEKRÓJ'- 15/2004
                              • Gość: www.rp.pl 100 procent naszych IP: 193.0.117.* 24.04.04, 19:40
                                'RZECZPOSPOLITA' - 24.04.04 Nr 17
                                'WSI, CZYLI PAŃSTWO W PAŃSTWIE - Niedotykalni' - MAŁGORZATA SUBOTIĆ, RADOSŁAW
                                GIL
                                www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040424/plus_minus_a_3.html
                                /.../
                                Niebezpieczny kompromis
                                Wojskowe Służby Informacyjne są bezpośrednią kontynuacją służb wojskowych
                                okresu PRL. Ciągłość działania jest cechą podstawową. Nie ma żadnego innego
                                organu polskiego państwa, który po 1989 roku nie przeszedł weryfikacji. WSI
                                zachowały swoje aktywa: powiązania, kontakty, kontrolę nad archiwami. Związani
                                ze służbami ludzie są solidarni i hermetyczni. Udało im się wytworzyć wokół
                                siebie nimb tajemniczości.
                                Gdy w pierwszych latach po przełomie stare służby cywilne ulegały
                                rozmontowaniu, "wojskowi" umacniali swoją pozycję. - Są wszędzie - przekonują
                                nasi rozmówcy. W ministerstwach, przy politykach, w firmach prywatnych i
                                państwowych, na zagranicznych placówkach.
                                Gdy doszło do zmiany ustroju, solidarnościowi politycy skupili się na zmianach
                                w Służbie Bezpieczeństwa. Jako opozycjoniści czasów PRL dobrze znali metody
                                działalności SB. Byli przez esbeków przesłuchiwani, zatrzymywani, rewidowani.
                                Zło PRL kojarzyło się z ponurym gmachem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przy
                                ul. Rakowieckiej.
                                Do demontażu SB próbowali wykorzystać pomoc "wojskowych". Zawarto więc
                                kompromis. Tylko że jedna ze stron miała ogromną wiedzę, gromadzoną przez lata,
                                a politycy solidarnościowi nie bardzo wiedzieli, jak się w gąszczu tajnych
                                służb poruszać. Ważny był również fakt, że główne osoby w państwie schyłku PRL,
                                czyli generał Jaruzelski i generał Kiszczak, to ludzie wojska. I wiedzieli, że
                                SB obronić się nie da, trzeba więc walczyć o to, co jest możliwe do uratowania.
                                Według Tadeusza Mazowieckiego, pierwszego niekomunistycznego premiera, brak
                                weryfikacji w służbach wojskowych to m.in. efekt jego uzgodnień z ówczesnym
                                szefem Ministerstwa Obrony Narodowej generałem Florianem Siwickim. - Przecież
                                nie mogliśmy robić wszystkiego naraz - tłumaczy były premier. Problem jednak w
                                tym, że następne rządy, mimo początkowych zapowiedzi zajęcia się
                                tą "skamienieliną", żadnej wewnętrznej weryfikacji nie przeprowadziły.
                                /.../
                                STO PROCENT NASZYCH
                                Klimat, jaki wokół tajnych służb panował w czasach przełomu, przybliża rozmowa
                                między generałem Jaruzelskim, wówczas prezydentem Polski, a przywódcą ZSRR
                                Michaiłem Gorbaczowem, do jakiej doszło 13 kwietnia 1990 roku w Moskwie:
                                Jaruzelski: Były próby byłej opozycji rozwalić ją (armię). W tych celach
                                szukali kontaktów z wojskowymi. Ale w zdecydowanej większości okazały się one
                                bezowocne. Specjalnie to śledzę.
                                Gorbaczow: - Jednak po powrocie Mazowieckiego z USA sprawa idzie ku temu, aby
                                przerwać kontakty z KGB.
                                Jaruzelski - Co wy mówicie! To prawda?
                                Na koniec jednak uspokajał Gorbaczowa: - Teraz 100 procent naszych generałów i
                                pułkowników to ci, którzy kończyli radzieckie akademie wojskowe. To zabezpiecza
                                nam rezerwę doświadczonych, normalnie wykształconych ludzi na lata naprzód.
                                (Zapis rozmowy z Archiwum Gorbaczowa publikujemy dzięki uprzejmości prof.
                                Andrzeja Paczkowskiego)
                                /.../
                                'Kilkadziesiąt osób, które są kadrowymi oficerami WSI, zajmuje wysokie
                                stanowiska w państwie - twierdzi Rusak. - W tym kilkanaście z nich znajduje się
                                w otoczeniu premiera i prezydenta. Są to zarówno stanowiska podlegające
                                lustracji, jak z niej wyłączone.'
                                • Gość: www.rp.pl 'Gęba' pod płaszczykiem IP: 193.0.117.* 26.04.04, 20:12
                                  No i już dolepiają 'gębę' red. Kłopotowskiemu:

                                  'Rzeczpospolita' - 24.04.04 Nr 17
                                  POLEMIKA - "OBYWATEL M."
                                  Antysemityzm pod płaszczykiem - BRONISŁAW ŚWIDERSKI

                                  www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040424/plus_minus_a_8.html
                                  • homosovieticus Re: 'Gęba' pod płaszczykiem 26.04.04, 20:20
                                    Jak to była u Gogola"?
                                    że jednak prawde powiedziawszy to on też swinia ?
                                    • Gość: www.rp.pl MICHTRIX flekuje Rokitę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.05.04, 22:55
                                      MICHTRIX flekuje Rokitę

                                      -----------------------------------------------------------

                                      'Milewicz ma obsesję? Rokity?'

                                      "Alfabet Rokity" wg Ewy Milewicz (29-04-2004)
                                      O wywiadzie - rzece z Janem Rokitą pisze Ewa Milewicz

                                      m.in. 'Rokita ma obsesję. Michnika.'

                                      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,2049464.html

                                      -------------------------------------------------------------------------
                                      • Gość: www.wyborcza.pl MICHTRIX ma 'pogodną sklerozę'? IP: *.netcafe.waw.pl 04.05.04, 01:39
                                        'MICHTRIX ma 'pogodną sklerozę'?'

                                        'Gadzina Wyrodna' - 30.04-03.05.04
                                        (nawet flaga przy tytule zmieniła się z czerwonej na niebieską! ;)
                                        'Dzień radości' - Adam Michnik
                                        serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1715307,0.html?skan=http%3A%2F%2Fbi.gazeta.pl%
                                        2Fim%2F2050%2Fm2050435.jpg

                                        'Radość nie oznacza pogodnej sklerozy. Musimy wciąż przypominać, czym był
                                        nazizm i stalinizm.'

                                        Więc komunizm był OK, i tylko 'stalinizm' BE?
                                        Komuś na stare lata zupełnie się popierdzieliło we łbie... :0

                                        KONSTYTUCJA RP
                                        Art. 13.
                                        Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących
                                        się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu,
                                        faszyzmu i KOMUNIZMU, a także tych, których program lub działalność zakłada lub
                                        dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu
                                        zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie
                                        struktur lub członkostwa.

                                        www.sejm.gov.pl/prawo/konstytucja/kon1.htm
                                        • Gość: Wybiórcza/MOr Re: MICHTRIX ma 'pogodną sklerozę'? IP: *.netcafe.waw.pl 06.05.04, 02:42
                                          "Wybiórcza':
                                          serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2058555.html

                                          'Rokita /.../ wydał swój "Alfabet" [wywiad z nim o jego życiu - red.], który
                                          był szeroko - i niezbyt przychylnie - komentowany'

                                          Cudne zaiste - najpierw sami nas...li Rokicie na łeb, a potem piszą, że
                                          był 'niezbyt przychylnie komentowany'! :0
    • Gość: FRONDA IV RZESZA w RPRL IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.05.04, 20:33
      www.fronda.pl/archiwum/01/100%20-%200001.htm
      • Gość: FRONDA Re: IV RZESZA w RPRL IP: 195.116.92.* 10.05.04, 21:53
        www.fronda.pl/archiwum.html
        Pismo Poświęcone Fronda nr 1 wiosna-lato 1994
        ->SPIS TREŚCI -> ROBERT P.TALBOTT 'Czwarta Rzesza' (str. 6)
        • Gość: MOr Kutz - rezonator IP: 193.0.117.* 14.05.04, 19:43
          W najnowszym 'Przekroju' jest tekścik-curiosum autorstwa K. Kutza: otóż Kutz,
          pisząc o książce 'Alfabet Rokity', zamiast cytować wzmiankowaną książkę,
          posługuje się... cytatami OPINII nt 'Alfabetu Rokity' z artykułu w 'GW' E.
          Milewicz, gdzie oczywiście totalnie zjechany został Rokita.
          W słownictwie dezinformacji i manipulacji się nazywa się to klasyczny
          REZONATOR :0
          • Gość: www.wyborcza.pl Kołek - kowski IP: 193.0.117.* 16.05.04, 19:57
            Leszek Kołakowski na 15-lecie "Gazety" - 15-05-2004
            Istnieje w Polsce, jak wiemy, znaczna populacja, której światopogląd streszcza
            się w następującej doktrynie: Michnik jest potworem. Z tej doktryny łatwo już
            wszystkie szczegółowe składniki tego światopoglądu wyprowadzić
            Mówiąc, że jest to partia Zielonych, nie mam na myśli żadnych jej założeń
            dotyczących ekologii czy obrony środowiska. Jest to Partia Zielonych z Zawiści
            (PZzZ).
            Michnik jest w rzeczy samej potworem z różnych powodów. Wymieńmy niektóre. Jest
            liberałem, to znaczy: nie ma żadnych zasad, ale twierdzi, że wszystko wolno. Po
            wtóre, jest bolszewikiem, a więc ma bardzo twarde i stanowcze zasady, których
            treść jest taka, że trzeba zniszczyć Polskę i Kościół. Po trzecie, jest
            liberałem-bolszewikiem (jeśli kto sądzi, że to niemożliwe, niech pamięta, że w
            Partii Zielonych nie ma dna głupoty). Po czwarte, nie mając grosza w kieszeni,
            założył bardzo skuteczny wielonakładowy dziennik, który przyczynił się ogromnie
            do formowania polskiej rzeczywistości przez ostatnie 15 lat. Po piąte, spłynęły
            nań w rezultacie duże pieniądze. Po szóste, Michnik nie wziął tych pieniędzy.
            Po siódme, nie podarował tych pieniędzy różnym ludziom, którzy też chcieli mieć
            pieniądze. Po ósme, jest człowiekiem znanym i szanowanym w licznych stolicach
            świata, a tego już doprawdy nie można wybaczyć, tego już Zieloni nie wybaczą mu
            nigdy.
            Partia Zielonych jest liczna. Przyłączył się do niej ostatnimi czasy pewien
            poseł bardzo poważny i pewien dziennik bardzo poważny. Inny poseł, też z
            Zielonych, którego nazwiska nie pamiętam, mówił o aferze "Michnik - Rywin".
            Jest to dość dokładne powtórzenie sławnego powiedzenia: "On ukradł czy jemu
            ukradli, ale coś tam było nie tak". Kiedy temu Zielonemu posłowi ukradną
            samochód, należy mówić: "Poseł był zamieszany w kradzież samochodu".
            Zielony oburzy się na ten wywód i powie: "A więc nie wolno krytykować Michnika?
            A więc Michnik żadnych błędów nie popełnił?". Ależ nie, wolno krytykować
            Michnika, i to jak! Ależ tak, Michnik mnóstwo błędów popełnił! Chodzi o to, że
            Zielonemu wcale nie chodzi o wytykanie Michnikowi błędów, ale o nieodwołalne i
            ostateczne potępienie tegoż Michnika za to, czym on jest - nieodwołalnie i
            ostatecznie.
            Można być pewnym, że Zieloni z Zawiści o różne rzeczy są na całym świecie, ale
            sądzę, że nigdzie ta partia nie jest tak potężna jak w Polsce. Zielony myśli,
            że nikt nie wie o tym, że on jest Zielony, ale naprawdę każdy wie.
            Leszek Kołakowski
            • homosovieticus Re: Kołek jakiś podszył się.Pewnie Michnik 16.05.04, 20:00
              To nie jest tekst Profesora!
              Idę o zakład.
              • Gość: www.zycie.com.pl Siemiątkowski: Rywin nie działał sam IP: 193.0.117.* 21.05.04, 18:34
                www.zycie.com.pl
                Siemiątkowski: Rywin nie działał sam
                Lew Rywin nie działał sam, musiał mieć jakieś zaplecze. Na pewno nie jest
                wariatem, który sam obmyślił całą intrygę - powiedział były szef Agencji
                Wywiadu Zbigniew Siemiątkowski w programie TVN24.
                - To gwóźdź do trumny sprawozdania Anity Błochowiak przyjętego w komisji
                głosami SLD przy współudziale Samoobrony - powiedział "Życiu" Bogdan
                Lewandowski z SDPL. Jego zdaniem Zbigniew Siemiątkowski powinien podzielić się
                informacjami, które posiada na temat afery Rywina jeszcze wtedy, gdy działała
                komisja śledcza. - Nie można tych słów "puścić mimo uszu". Nie wypowiedział ich
                przecież zwykły człowiek z ulicy, lecz były szef Agencji Wywiadu. Szkoda, że
                nie ujawnił, iż posiada informacje na temat afery Rywina wcześniej, bo
                moglibyśmy wtedy wezwać go na świadka i przesłuchać przed komisją - powiedział
                Lewandowski. Jego zdaniem najlepszym wyjściem z tej sytuacji byłoby odesłanie
                przez Sejm raportu z powrotem do komisji śledczej. - Tak byłoby najlepiej, ale
                nie wiem, czy jest to zgodne z regulaminem Sejmu - dodał Lewandowski.
                - Jeśli pan Siemiątkowski posiada jakieś informacje, to byłoby dobrze, gdyby
                się nimi podzielił z członkami komisji - powiedział Zbigniew Ziobro z PiS. Jego
                zdaniem takie wnioski można wyciągnąć z ogólnodostępnych informacji, więc nie
                dziwi go wypowiedź byłego ministra.
                Tomasz Nałęcz, szef sejmowej komisji do zbadania afery Rywina stwierdził, iż
                słowa byłego szefa Agencji Wywiadu są tylko potwierdzeniem opinii Polaków. -
                Przeprowadzone badania opinii społecznej pokazują, że 80 procent obywateli nie
                wierzy w ustalenia zawarte w raporcie Anity Błochowiak. Pan Siemiątkowski z
                pewnością też tak uważa - powiedział nam wicemarszałek Nałęcz. Jego zdaniem
                były minister publicznie nie powiedziałby nic, czego dowiedziałby się dzięki
                zajmowanemu stanowisku. - Znam Zbigniewa Siemiątkowskiego od wielu lat i mogę
                ręczyć, iż jego słowa nie wzięły się z "tajnej wiedzy" jaką posiada. Z
                pewnością powiedział tylko to, co myśli - dodał Nałęcz.
                MACIEJ KAMIŃSKI
                • Gość: www.przekroj.pl Kutz -'rezonator'? IP: 193.0.117.* 22.05.04, 18:35
                  'Przekrój' 20-2004
                  K. Kutz - 'APOSTOLSKI CHARME'

                  Kiedyś kult jednostki miał charakter urzędowy i przyszedł do nas z końcem
                  wojny, wraz z jałtańskim podziałem Europy. Służył chwale boskich przymiotów
                  Włodzimierza Lenina, Józefa Stalina i jego lokalnych władców. Nasz nazywał się
                  Bolesław Bierut. To były trzy adresy - u nas oczywiście - z których artyści
                  wybierali jeden i musieli coś machnąć na ich cześć; poemat literacki bądź
                  symfoniczny, suitę, powieść, film lub jakiś bohomaz. Bez tego nie było co
                  wyciągać ręki do Państwa, a ono potrafiło być hojne. Zabawę tę nazwano
                  ukąszeniem czerwonego pająka, choć rękę wyciągano z własnej woli; ze strachu,
                  wyrachowania albo braku charakteru. Gdyby dziś zebrać wszystkie dzieła spod
                  tego hasła, byłby to zabawny festiwal sztuki, choć pewnie znalazłoby się w tym
                  zbiorze wiele rzeczy wybitnych. Bo zdarzało się (oczywiście w ZSRR), że artyści
                  pod kultowym tytułem przemycali swoje niecenzuralne dzieła.
                  I tak żył w tejże Rosji popularny bajkopisarz, który podjął się trudnego zdania
                  opisania dzieciństwa W.I. Lenina. Był to zbiór uroczych przypowieści o młodym
                  geniuszu rewolucji, przepojonych jego zdumiewającą mądrością i dobrocią.
                  Książeczka stała się bestsellerem warszawskich salonów opozycyjnych. Z Januszem
                  Minkiewiczem podczytywaliśmy ją nawet do obiadu w SPATiF-ie i nieraz czytałem
                  ją także na głos u Stasia Dygata, przy ulicy Curie-Skłodowskiej w Warszawie.
                  Prozę tę trzeba było czytać na głos, tak jak się czyta dzieciom bajkę, bo wtedy
                  wyzwalał się z niej demon komizmu i ozdrowieńcza radość zasłuchanej
                  zbiorowości. Był to humor najwyższego asortymentu, ale partia rychło połapała
                  się we właściwościach tej książeczki dla maluchów i te urocze opowiastki o
                  geniuszu rewolucji radzieckiej wycofano z księgarń.
                  Myślałem, że już nigdy nie zetknę się z podobnym mechanizmem oddziaływania
                  słowa pisanego. A jednak dożyłem onegdaj takiego dnia, ponieważ zabrano się do
                  preparowania kultu jednostki J.M. Rokity. On sam się zabrał. I raz jeszcze
                  usłyszałem melodie leninowskiego czaru sprzed pół wieku.
                  Czytam w recenzji jego książki: "Rokita nie byłby sobą, gdyby nie opowiedział
                  anegdoty, jak to kiedyś na dworcu do niego i Michnika podszedł młody człowiek,
                  prosząc o pożyczkę na bilet, bo go okradziono. Michnik natychmiast zniknął. A
                  chłopak okazał się uczciwy. Jego rodzice odesłali Rokicie pieniądze i gorąco
                  podziękowali". Wystarczy w miejsce Adama Michnika podstawić sobie Judasza i
                  otrzymujemy opowieść o świętym Janie (Marii Rokicie) apostole. W taki prosty
                  sposób preparuje swoją świętość, jak zwykle na koszt swojego ulubionego
                  grzesznika Adama Michnika. Idąc za jego profetycznym głosem, czytam: "Jego
                  twarz, pokazywaną często razem z żoną i córką, można znaleźć na okładkach
                  kolorowych czasopism. Jest to świadomy wybór Rokity. Bo przez lata spędzone na
                  scenie politycznej jednego nauczył się na pewno. - Sztuka sprawowania dobrego
                  przywództwa polega na byciu z własnym ludem... Gdy na pytanie o Chopina
                  odpowiada banalnie, że będąc Polakiem, nie można się nim nie wzruszać, ale też
                  gdy chwali Pawła Kukiza, a nawet Kubę Wojewódzkiego i Michała Wiśniewskiego,
                  rozumiemy, że chyba na tym polega to bycie z ludem. Sobą zdaje się być wtedy,
                  gdy mówi o starożytnych Grekach, Bachu i duecie Armstrong - Fitzgerald".
                  O ile pamięć mnie nie myli, to "bycie z ludem" u dawnych przywódców ludu nigdy
                  nie miało charakteru działania na pokaz. Raczej związane było z działaniem w
                  obszarach ludzkiej biedy, poniżenia i w ogóle niesprawiedliwości społecznej.
                  Tak było, począwszy od apostołów, Joanny dŐArc, poprzez Gandhiego, Martina
                  Luthera Kinga, Wałęsę, a na Lepperze kończąc. Tak, niestety, Lepper potrafi
                  być "z ludem". Więc jeśli do apostolskich arsenałów działań publicznych Rokity
                  będą służyć jego portrety z rodziną w kolorowych pismach i fałszywe
                  podlizywanie się medialnym idolom, to naprawdę życzę mu - jak PO chce - nowych
                  wyborów do parlamentu w sierpniu. Wtedy będzie już po żniwach, na polach jeno
                  rżyska, zaś kartofle dopiero w dojrzewaniu i lud będzie miał czas, by pójść do
                  urn za swoim przywódcą. Wtedy okaże się, jakie będzie miał imię i jakie
                  nazwisko.
                  Choć jakaś szansa Rokity "pójścia z ludem" do urn jeszcze się rysuje, wszak
                  dzięki kupowaniu ze znawstwem kaczek i indyków "...przekupki z Kleparza mają mu
                  coś do zawdzięczenia. - Użyłem swoich wpływów politycznych w magistracie i
                  doprowadziłem do postawienia daszków nad straganami - mówi z radością. Bo on
                  zawsze chce tryumfować" - dodaje autor recenzji o książce "Alfabet Rokity". Ano
                  właśnie!
                  Na razie jeden wniosek ciśnie się na usta - głośne czytanie książek raz jeszcze
                  odżyć może na warszawskich salonach. Byłby to niespodziewany renesans
                  piśmiennictwa kultowego.
                  • Gość: WWW.RP.PL KŁOPOTOWSKI IP: 193.0.117.* 22.05.04, 18:40
                    'RZECZPOSPOLITA' - 22.05.04 Nr 21

                    OBYWATEL M. RAZ JESZCZE - Naruszone tabu?

                    Zdenerwowanie i histeria. Taka jest publiczna reakcja na mój szkic do
                    scenariusza "Obywatel M". Jednak prywatnie otrzymałem wiele gratulacji. Czyli w
                    Polsce panuje nieformalna cenzura. Odnoszę wrażenieâ że zabrałem głos w imieniu
                    milczącej większości. A co mówi reszta?

                    Zdenerwowanie i histeria. Taka jest publiczna reakcja na mój szkic do
                    scenariusza "Obywatel M". Jednak prywatnie otrzymałem wiele gratulacji. Czyli w
                    Polsce panuje nieformalna cenzura. Odnoszę wrażenieâ że zabrałem głos w imieniu
                    milczącej większości. A co mówi reszta?
                    Bronisław Świderski gani mój artykuł z powodu "niebezpiecznego zbliżenia do
                    antysemityzmu". W tekście zastanawiam sięâ dlaczego bohater opozycji
                    antykomunistycznej Adam Michnik stał się współtwórcą i obrońcą postkomunizmu.
                    Był także dla mnie bohaterem tak ważnymâ że spotkanie z nimâ uścisk dłoni i
                    zdawkową wymianę zdań sprzed prawie 20 lat pamiętam do dziś ze wzruszeniem.
                    Właśnie wyszedł z więzieniaâ gdzie siedziałâ żebym żył w wolnym kraju...
                    Czemu więc wkrótce wziął udział w tworzeniu systemuâ który niszczy dziś
                    państwo? Nie przewidział skutków nobilitacji byłych komunistów mimo swej
                    inteligencji i wrażliwości moralnej? Te pytania stawia sobie każdy jego
                    rozczarowany wielbiciel.
                    Moim zdaniem paradoks Michnika w dużej mierze wyjaśniają jego korzenie -
                    rodzina polskich komunistów pochodzenia żydowskiego. Po 1989 roku wybrał
                    postkomunizm z lęku przed nacjonalizmem polskiej prawicy oraz z sentymentu do
                    środowiskaâ w którym dorastał. Czy te konstatacje oznaczają używanie argumentu
                    antysemickiegoâ jak twierdzi Świderski? Uważam to oskarżenie za uwłaczające i
                    stanowczo je odrzucam. Przecież napisałem o Żydach, że mają wybitne skłonności
                    przywódczeâ organizacyjne i dynamikę umysłu. Nie chodzi o podsycanie wobec nich
                    zawiści, ale o stawianie za wzór szacunek dla wiedzyâ ambicjeâ wytrwałośćâ
                    wnikliwość psychologiczną i zdolność adaptacji.
                    Mój podziw dla Żydów nie jest gołosłowny. Kilka miesięcy temu opublikowałem
                    w "Plusie Minusie" artykuł "Program dla P." w cyklu "Pytania o Polskę". Radzę
                    tam przenieść na polski grunt zachowania i postawyâ które zauważyłem u Żydów
                    amerykańskich przez kilkanaście lat pobytu w Nowym Jorku. To zapewnia dziś
                    sukces w świecie globalnym. A więc domagam się pewnej judaizacji polskiej
                    mentalnościâ choć nie nazwałem tego po imieniu. Czy taka postawa świadczy o
                    antysemityzmie?
                    Jedna z moich tez wydaje się "szczególnie kłamliwa" pani Agnieszce
                    Grudzińskiejâ mianowicie, że Adam Michnik dąży do władzy nad umysłami w Polsce.
                    Ale parę zdań dalej stwierdzaâ że "teza ta prawdopodobnie zawiera wiele
                    prawdy". Albo jednoâ albo drugie; albo ja kłamięâ albo on dąży.
                    Zresztą wcale nie robię Michnikowi zarzutu z tego tytułuâ że pragnie rządu
                    dusz. To wolno każdemu, a zwłaszcza jednostce tak wybitnej. Ale każdy też ma
                    prawo pytać o to, jak wykorzystuje ona tę władzę. Niepokoi mnie tylkoâ do czego
                    jeszcze użyje swego wpływu. Po roku 1989 użył źle i w rezultacie pomógł w
                    ukształtowaniu postkomunizmu. Wcale też nie twierdzęâ że naroduâ któremu chce
                    duchowo przewodzićâ "w ogóle nie zna". Jasneâ że zna - jest przecież wybitnym
                    Polakiemâ choć ma inne troski niż przeciętni ludzie. Jednak swego narodu się
                    obawia - przesadnie, jak sądzę.
                    Cóż w tym złegoâ że kierując wolnościowym ruchem studenckim w 1968 roku, moim
                    zdaniem, zerkał na pomnik Mickiewicza, pragnąc w jakiś sposób dorównać
                    wieszczowi? Po to stawia się pomnikiâ by dawały przykład. Kiedy wystawimy
                    pomnik z napisem "Adamowi Michnikowi 1946 - 1989"â będzie on natchnieniemâ jak
                    się buntować wbrew zdrowemu rozsądkowi i postawić na swoim.
                    Nie sugerujęâ że jako działacz opozycji antykomunistycznej miał w perspektywie
                    przejęcie władzy redaktora naczelnego największego polskiego dziennika.
                    Napisałemâ że chyba nie przewidział aż takiego sukcesu. Redakcja wykreśliła -
                    za moją zgodą - wyjaśnienie zbyt psychologizujące w tekście publicystycznym.
                    Mianowicieâ że ludzie często stawiają sobie cele nieświadomie, a "nieświadomość
                    jest mądrzejsza niż umysł racjonalny". Michnik jako człowiek bardzo
                    inteligentnyâ oczytanyâ znający od dziecka wewnętrzny mechanizm komunizmu, mógł
                    przeczuwać kryzys systemu. Dzięki temu sam działał na przekór zdrowemu
                    rozsądkowi. Po tym właśnie poznaje się wybitnych ludziâ że przeczuwają więcej
                    od ludzi pospolitych.
                    Owszemâ był prześladowany przez dziesiątki lat. Otrzymał za to później od losu
                    sowitą zapłatę w postaci fortunyâ którą odrzucił, i władzyâ którą sobie
                    zatrzymał. Inni nie mieli takiego szczęściaâ jak wymordowani przez komunistów
                    przywódcy Polski podziemnej i pokolenie AK. Na ich miejsce weszła dzisiejsza
                    elita. Nawet jej zasłużone dla wolności kręgi nie przeszły takiej męki w
                    więzieniachâ na torturachâ w trakcie mordów sądowych jak prawowita klasa
                    przywódcza narodu. Proponuję więc moim oponentom zachowanie poczucia proporcji!
                    Właśnie o tym pisał Zbigniew Herbert: "i nie przebaczaj zaiste nie w twojej
                    mocy/ przebaczać w imieniu tych, których zdradzono o świcie".
                    Jednak Grudzińska ani słowem nie wspomina o tragicznym losie AKâ za to zarzuca
                    mi próbę "wymazania ze społecznej pamięci okresu walki z władzami PRL". Na
                    koniec zaś stawia mnie obok ubekówâ którzy grożąc M. w więzieniu, "też się
                    dziwiliâ że parszywy Żyd, a tak się angażuje". To nie jest ani treśćâ ani styl
                    mojego myślenia. Mogę Pani tylko radzić więcej waleriany.
                    Również zdaniem Jacka Wierzchowskiego oskarżam Michnika o niskie pobudki,
                    sądzącâ że w marcu 1968 roku "zerkał na cokół dla wieszcza"â bo przecież jako
                    syn działaczy KPP miał znacznie prostszą drogę do kariery. Zarzut mojego
                    polemisty jest nonsensem. Nie ma niczego nagannego w ambicji przewodzenia.
                    Ponadto M. miał do wyboru albo zakłamaną karierę partyjnąâ albo sięgnięcie po
                    prawdziwe przywództwo duchowe. Wybrał wyższą wartość. Gdzie tu pomówienie z
                    mojej strony o niskie pobudki?
                    Moja analiza postaci Michnika korzysta z pojęć psychologii C. G. Jungaâ którą
                    Bogumił Luft myli z psychoanalizą Freuda; obaj zaś czerpali od Nietzschego. Ci
                    trzej myśliciele są nader inspirujący dla twórców kultury. Przywołuję ich, aby
                    przekonać polskich reżyserów i publicznośćâ że przy takim podejściu współczesny
                    polityk jest postacią fascynującą. Chodzi przecież o stworzenie filmu
                    fabularnego - obrazu naszej transformacji.
                    Artykuł Lufta rozbraja naiwnością. Za stan kraju wini wszystkichâ tylko nie
                    naszego bohatera. A przecież jest on wybitnym współtwórcą III RPâ więc wybitnie
                    odpowiada za jej stan. Piszeâ że Michnik, zaszokowany propozycją Lwa Rywina,
                    przecenił swe możliwości śledcze i niezbyt udolnie próbował wyręczyć
                    prokuraturęâ która okazała się równie nieudolna. Ale czemu śledztwo "Gazety
                    Wyborczej" było tak samo nieudolne jak prokuratury? Może powód był również taki
                    sam - niechęć do jego prowadzenia?
                    Wśród celów nagrania rozmowy z Rywinem polemista odrzuca moją interpretacjęâ że
                    chodziło o uzyskanie korzystnej ustawy bez łapówkiâ obalenie premieraâ rozbicie
                    SLDâ założenie nowej partii lewicowej wokół prezydenta i danie impulsu do
                    reformy państwa. Zauważmy jednakâ że trzy pierwsze sytuacje już zaszły, a
                    następne dwie (nowa partiaâ reforma) stają się coraz bardziej realne. Mówićâ że
                    Michnik nie brał tego pod uwagę, to twierdzićâ że nie zna się na polityce. Mnie
                    to nie przekonuje. Trafnie też przewidziałâ że on i jego gazeta zapłacą za
                    publikację zapisu rozmowy. Coś trzeba poświęcićâ żeby zyskać coś.
                    W żadnym razie nie odmawiam Adamowi Michnikowi szlachetnych pobudek. Chcę
                    jednak, byśmy poznali jego wszystkie motywyâ nie tylko teâ którymi łatwo się
                    chwalić. Od tego zależy jakość naszego życia publicznego - jest on przecież
                    jedną z najważniejszych osób w kraju.
                    "Gazeta Wyborcza"â jako wielki dziennik, popularny i intelektualny zarazem,
                    stanowi niezwykłe zjawisko w Europie
                    • Gość: WWW.RP.PL Re: KŁOPOTOWSKI - CZ. 2 IP: 193.0.117.* 22.05.04, 18:43
                      'RZECZPOSPOLITA' - 22.05.04 Nr 21

                      OBYWATEL M. RAZ JESZCZE
                      Naruszone tabu? - CZ. 2


                      "Gazeta Wyborcza"â jako wielki dziennik, popularny i intelektualny zarazem,
                      stanowi niezwykłe zjawisko w Europie i świecie. Zastanówmy sięâ dlaczego nie ma
                      filmu dokumentalnego na jej temat? Dlaczego nie powstają prace doktorskie ani
                      monografie? Mój artykuł naruszył jakieś tabu. Jakie? Niestetyâ większą część
                      dyskusji zajęła sprawa pochodzenia obywatela M.â choć jest to kwestia wtórna
                      wobec jego sympatii postkomunistycznych. Pomówienia mojego tekstu o rzekomy
                      antysemityzm mogą, zapewne nieświadomie, posłużyć ochronie układu
                      postkomunistycznegoâ który M. współtworzył. Dlatego zrobiono ze mnie kamrata
                      nazistów (Świderski)â ubeków (Grudzińska)â paszkwilanta (Gross)â zawistnika
                      (Wierzchowski i Kołakowski), a wreszcie kiepskiego publicystę (Luft).
                      Polemistom dziękuję za udział w debacie. Teraz opinia publiczna oceni jakość
                      naszych argumentów. Coś się święciâ coś wisi w powietrzu. Byłażby to wolność
                      opinii i kultury w Polsce?
                      Na tym kończymy dyskusję wywołaną artykułem Krzysztofa Kłopotowskiego "Obywatel
                      M." zamieszczonym w "Plusie Minusie" z 10 - 12 kwietnia
                      KRZYSZTOF KŁOPOTOWSKI
                      • Gość: TD MICHNIKI IP: 193.0.117.* 26.05.04, 20:28
                        tajnedokumenty.com/michniki/
                        • Gość: www.zycie.com.pl MIller do Leppera: Andrzej, proszę Cię! IP: 193.0.117.* 29.05.04, 17:32
                          'Życie': 'Gdy po kolejnej przerwie ogłoszonej na wniosek Sojuszu doszło do
                          głosowania, niespodziewanie wygrał wniosek posła PiS. W tym momencie, były
                          premier Leszek Miller z przerażeniem na twarzy podbiegł do szefa Samoobory
                          Andrzeja Leppera krzycząc: Andrzej, proszę Cię!'
                        • Gość: www.wybiórcza.pl SAME SE SLD... IP: 193.0.117.* 29.05.04, 17:33
                          SAME SE SLD... :)

                          www.wybiórcza.pl

                          Zwycięstwo raportu posła Ziobry - 29-05-2004,
                          Prezydent Kwaśniewski i premier Miller powinni stanąć przed Trybunałem Stanu za
                          sprawę Rywina - zagłosował Sejm. Żądał tego Zbigniew Ziobro (PiS), a właśnie
                          jego raport uzyskał wiekszość głosów.
                          /.../
                          W kolejnych turach głosowań odpadały te raporty, które dostawały najmniej
                          głosów. O wyniku decydował SLD, umiejętnie wspierając raporty skrajne i
                          wycinając niewygodne dla Sojuszu.
                          Już w II turze głosowań SLD taktycznie się podzielił: posłowie z parzystymi
                          numerami miejsc zagłosowali za raportem Łącznego z Samoobrony, a "nieparzyści" -
                          za Ziobro. W ten sposób wycięto wszystkie raporty oprócz Łącznego i Ziobro.
                          Między nimi doszło do ostatniego starcia. Poszła wieść, że Samoobrona przerzuci
                          głosy na Ziobro. Szef SLD Krzysztof Janik zażądał przerwy i pobiegł na
                          rokowania do Leppera. Bez skutku.
                          190 głosów dostał raport Ziobro, 142 Łącznego. Bezwzględna większość wynosiła
                          188 głosów.


                          Prawda SLD - komentarz Ewy Milewicz 28-05-2004
                          SLD mówił przez cały dzień wiele o prawdzie. Że prawda jest jedna, że nad
                          prawdą się nie głosuje.
                          By dać prawdzie szansę, posłowie SLD się podzielili: ci siedzący na miejscach
                          parzystych głosowali na jeden raport, ci z nieparzystych na drugi. W ten sposób
                          pod koniec dnia okazało się, że SLD znalazło metodę dojścia do prawdy, tej
                          jedynej. Prawdę się losuje. Ale w losowaniu trzeba mieć szczęście.

                          Ponura farsa SLD - Piotr Stasiński 28-05-2004,
                          Posłowie SLD urządzili ponurą farsę. W głosowaniach, w których nic się już dla
                          nich nie liczyło poza tym, by zafałszować aferę Rywina, przepadł raport
                          Nałęcza - najbliższy ustaleniom komisji śledczej, umiarkowanie wyważający
                          odpowiedzialność. I przez to najprawdziwszy - taką prawdą, jaką można osiągnąć
                          w tym trawionym zgnilizną parlamencie.
                          Wygrał raport Ziobro - radykalny, rzucający ciężkie oskarżenia na SLD i
                          najważniejsze osoby w państwie, stawiający Millera na równi z rywinową "grupą
                          trzymającą władzę". Posłowie SLD mają, na co zasłużyli. Chcieli ograć
                          wszystkich, ale - najpierw upierając się przy kłamstwie, a potem nawet ten upór
                          ośmieszając - ograli samych siebie. Sami sobie przebili pierś osinowym kołkiem
                          Millera. ;)
                          • Gość: MOr CZAS ROZKOSZY... ;) IP: 193.0.117.* 31.05.04, 17:51
                            Czas Rozkoszy... ;)

                            'Sejm odmówił zaufania innym, konstytucyjnym organom władzy. Bezpośrednio
                            prezydentowi Rzeczpospolitej, byłemu premierowi, a także kandydatowi na nowego
                            prezesa Rady Ministrów. Wreszcie, w sposób pośredni, władzy sądowniczej
                            przedstawiając inną, niż sąd opinię w sprawie Lwa Rywina. W miniony piątek
                            przyjął większością głosów sprawozdanie z działania komisji śledczej dotyczące
                            tej afery. Przyjął raport posła Ziobro, w którym są jasno sprecyzowane wnioski.
                            Trzeba pamiętać, że opinie Sejmu są dyrektywami tylko w sprawach politycznej
                            odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Konsekwencją piątkowych zdarzeń
                            winien więc być przewód przed Trybunałem Stanu zarówno wobec Aleksandra
                            Kwaśniewskiego, Leszka Millera, jak i Grzegorza Kurczuka. Stworzona sytuacja
                            polityczna może wpłynąć na trzecią próbę powołania nowego rządu prof. Marka
                            Belki. W konsekwencji doprowadzić do sytuacji, w której dojdzie do
                            wcześniejszych wyborów parlamentarnych i być może skrócenia kadencji
                            prezydenta.' - prof. JADWIGA STANISZKIS ('Życie' - 31 maja 2004)

                            'z logicznego punktu widzenia, opozycja ma rację...'
                            'Raport Ziobry jest bowiem dla najwyższych urzędników państwowych bezlitosny -
                            zgodnie z jego konkluzjami przed Trybunałem Stanu powinni stanąć: prezydent
                            Aleksander Kwaśniewski, ówczesny premier Leszek Miller, ówczesny minister
                            sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk (ponieważ nie powiadomili o przestępstwie
                            Rywina organów ścigania). Z raportu wynika też, że prokuratura powinna zająć
                            się Aleksandrą Jakubowską i Markiem Wagnerem, ponieważ łamali oni prawo i
                            regulaminy w czasie pisania ustawy medialnej. Ziobro zdefiniował również grupę
                            trzymającą władzę i z tego powodu odpowiedzialność mieliby ponieść jej
                            członkowie: Miller, Jakubowska, były prezes TVP Robert Kwiatkowski, sekretarz
                            KRRiTV Włodzimierz Czarzasty oraz były minister w rządzie Millera Lech
                            Nikolski.'
                            /.../
                            '(Oleksy) Dodał też, że z logicznego punktu widzenia, opozycja ma rację - jeśli
                            dany wniosek uzyskał już raz bezwzględną większość, to nie ma powodu, by
                            głosować go raz jeszcze, tym bardziej że taki wniosek musiałby zdobyć tylko
                            zwykłą większość.' - 'Rzeczpospolita' 31.05.04

                            PANIKA NA POKŁADZIE!!!

                            'Stało się źle. :0 Głosowanie nad raportem komisji śledczej w sprawie Rywina
                            skompromitowało Sejm. :)
                            Wynik głosowania nie wyraża przecież przekonania większości posłów 8-0, którą
                            wersję raportu poprzeć by należało 8-0 . Większość wie ;) , że była to wersja
                            Nałęcza - najbardziej zapewne zbliżona do prawdy, najmniej rozpolitykowana we
                            wnioskach. O głosowaniu decydowały jednak wielopiętrowe polityczne
                            machinacje.' - Dawid Warszawski, 'Gadzina Wyrodna' 31-05-04
                            • Gość: Adam MICHTRIX Jam jest ta siła fatalna... IP: 193.0.117.* 31.05.04, 17:52
                              Jam jest ta siła fatalna, co chcąc zło czynić - stale czyni dobro ;)
                              • Gość: Amdam MICHTRIX Re: Jam jest ta siła fatalna... IP: 193.0.117.* 31.05.04, 18:44
                                'The Beast of MICHTRIX':
                                'Jam jest ta siła fatalna, co chcąc zło czynić - stale czyni Ziobro...'
                                • Gość: MOr MICHTRIX - DEZAKTYWACJA ??? IP: 193.0.117.* 31.05.04, 19:30
                                  'MICHTRIX - DEZKTYWACJA'???

                                  A tak troszkę bardziej serio - no i tak właśnie sam Adaś Michnik przyczynił się
                                  do wysadzenia w powietrze całego swojego 'układu' i 'histerycznego kompromisu'
                                  z komunistami. Swoim mataczeniem, ściemnianiem, rozgrywkami kasetą,
                                  szantażykiem Millera, SLD i wszystkich dookoła, a następnie absurdalną,
                                  histeryczną obroną Millera, 'wódeczkami' z Urbanem i Jaruzelskim, 'miśkami' z
                                  Kwachem i Kiszczakiem. I to właśnie przez niego i jego mącenie - zamiast
                                  pierwszego dnia polecieć z nagraniem Rywina do Prokuratury albo po prostu jak
                                  najszybciej opublikować tekst nagrania - jego własni kumple i towarzysze Kwachu
                                  i Miller mogą dziś stanąć przed Trybunałem Stanu. a (nie)Wielkiemu Redaktorowi
                                  Naczelnemu pozostanie mały pokoik na zapleczu redakcji 'Wybiórczej' z
                                  napisem 'HONOROWY REDAKTOR NACZELNY' i wspomnienia o dawnej chwale. Oraz
                                  straszliwa myśl, że być może to wszystko było rozgrywką Rapaczyńskiej.
                                  Rapaczyńskiego. Czy jak mu tam...
                                  Dziękujemy, Adaś... :)
                                  • Gość: MOr Czas Rozkoszy... - CD ;) IP: 193.0.117.* 01.06.04, 20:13
                                    Czas Rozkoszy... - CD ;)

                                    www.rzeczpospolita.pl
                                    'Andrzej, proszę. Andrzej, błagam :) - te słowa Millera usłyszała nawet
                                    opozycja. Miller przyznał: - Sądzę, że rzeczywiście takie słowa
                                    wypowiedziałem.'

                                    !!!POŻAR W BURDELU!!!
                                    www.wybiórcza.pl'
                                    Komentarze:
                                    'Im później, tym lepiej' - komentarz Adama Michnika
                                    'Kto chce jesienią zobaczyć Sejm zaludniony koleżankami i kolegami Leppera,
                                    których tak wielka część pozostaje w intymnym kontakcie z prokuraturą i sądami,
                                    niechaj domaga się natychmiastowych wyborów do Sejmu.'
                                    'Im prędzej, tym lepiej' - komentarz Piotra Pacewicza
                                    'Są trzy powody, by Sejm tej kadencji zakończył jak najszybciej swój niechlubny
                                    żywot /.../ Ten Sejm już nic dobrego nie zrobi, będzie tylko ośmieszał
                                    demokrację. Im dłużej, tym bardziej.'

                                    ???KWACHU POWINIEN SAM PODAĆ DO TRYBUNAŁU STANU MILLERA I
                                    INNYCH 'PRZEDSTAWICIELI WŁADZY'??? ;)
                                    www.wybiórcza.pl
                                    'Prezydent zapewnił, że nie ma nic wspólnego z aferą Rywina. Powiedział, że
                                    został poinformowany o przestępstwie przez Adama Michnika, ale to
                                    przedstawiciele rządu zapewniali go, że podejmą stosowne czynności.' :)
                                    • Gość: WWW.WYBIÓRCZA.PL 'Wszystkie zwierzęta są równe, ale... IP: 193.0.117.* 03.06.04, 20:19
                                      www.wybiórcza.pl
                                      'Polityką rządzi spektakl' - rozmowa z J. Raciborskim, pro. socjologii UW
                                      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2106302.html

                                      JR - 'Zwycięstwo PiS było pyrrusowe - pomysł z Kwaśniewskim może się obrócić
                                      przeciwko partii braci Kaczyńskich, bo rozmija się z odczuciami opinii
                                      publicznej. Słowem mieliśmy w piątek spektakl irracjonalnych zachowań.'

                                      Słowem PiS bynajmniej nie bronił swojej opini, wartości, itp., a wyłacznie
                                      powinien brać pod uwagę 'opinię publiczną', bo wtedy jest to 'racjonalne'. To
                                      się chyba nazywa OPORTUNIZM? :0

                                      JR - 'Alternatywą są sierpniowe wybory. A sierpień to fatalny termin dla PO,
                                      SLD, SdPl i UW. Znaczna część ich wyborców jest wtedy na wakacjach.
                                      Na wakacje wyjeżdżają więc ludzie, którzy dokonują najbardziej racjonalnych
                                      wyborów.'
                                      No więc teraz przynajmnie wiadomo już, kto to jest 'człowiek racjonalny' - to
                                      ktoś głosujący na PO, SLD, SDPL i UW. Reszta to nieracjonalne, tępe bydło. Jak
                                      to było? 'Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze'...
                                      • Gość: MOr Czas Rozkoszy - jak kończy 'prawdziwy mężczyzna' IP: 193.0.117.* 05.06.04, 19:34
                                        Czas Rozkoszy - czyli jak kończy 'prawdziwy mężczyzna' ;)

                                        Andrzej, proszę!
                                        Andrzej, wyjdź!
                                        Andzej, błagam!
                                        Andrzej, boli...
                                        Andrzej, kochasz mnie?
                                        Andrzej, zadzwonisz?
                                        Andrzej, skończyłeś już?!
                                        Andrzej... śpisz?
                                        Andrzej, ty mnie po prostu WYDYMAŁEŚ! :0
                                        • Gość: onet MICHTRIX w Moskwie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.04, 23:49
                                          www.tygodniksolidarnosc.com/2004/25/2d_szy.htm
                                          kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1169906&KAT=1292
                                          O czym u schyłku PRL rozmawiali z komunistami radzieckimi Michnik i jego
                                          współpracownicy
                                          'Szyfrogramy z Moskwy' - Łukasz Perzyna

                                          Przedstawiciele umiarkowanej opozycji, z Adamem Michnikiem, zaangażowali się w
                                          latach 1988-89 w niejawne rozmowy z radziecką partią komunistyczną, której
                                          celem było utrzymanie Polski w radzieckiej strefie wpływów. Być może to w
                                          Moskwie, a nie Magdalence zdecydowano o przyszłym kształcie Polski.

                                          Władze radzieckiej partii komunistycznej już wiosną 1988 r. były gotowe do
                                          dialogu z "konstruktywną opozycją" w Polsce, który w ciągu kilku czy kilkunastu
                                          miesięcy stał się faktem. Taki wniosek płynie z szyfrogramów dawnego
                                          kontrwywiadu PRL. Konstanty Miodowicz uznaje te rozmowy za bulwersujące. Nawet
                                          weterani opozycji antykomunistycznej, którzy na polityce zjedli zęby,
                                          przyznają, że szyfrogramy to porażająca lektura. Niektórzy porównują ją do
                                          zapisu rozmowy Michnika z Lwem Rywinem.

                                          kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1169906&KAT=1292
                                          www.tygodniksolidarnosc.com/2004/25/2d_szy.htm
                                          • Gość: www.zycie.com.pl Towarzysze Lwa IP: 193.0.117.* 24.06.04, 17:21

                                            www.zycie.com.pl/forum.php?id_tekst=36090
                                            Towarzysze Lwa

                                            www.zycie.com.pl/forum.php?id_tekst=36090
                                            • Gość: www.rp.pl TV'P' a histerie 'Wybiórczej' IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.06.04, 16:45
                                              'RZECZPOSPOLITA' - 26.06.04 Nr 26

                                              'FILMOWE BIAŁE PLAMY - Dramat polskiego dokumentu'

                                              www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040626/plus_minus_a_8.html

                                              Na początku wolności wypełnialiśmy białe plamy w historii, ale ponieważ byliśmy
                                              zajęci przeszłością, powstało mnóstwo białych plam dotyczących współczesności -
                                              mówią polscy dokumentaliści.

                                              Po krakowskim festiwalu filmów krótkich Krzysztof Kłopotowski rozmawia z
                                              reżyserami Pawłem Kędzierskim i Jerzym Zalewskim.

                                              /.../

                                              KłOPOTOWSKI: No właśnie, bo przecież demaskatorskie dokumenty o oligarchach w
                                              Polsce i ich związkach z elitą władzy miałyby ogromną oglądalność.

                                              ZALEWSKI: Jak ładnie powiedział kiedyś Rafał Ziemkiewicz, na Woronicza nie
                                              potrzeba cenzury ani władzy generałów, bo każdy redaktor dokładnie wie, co
                                              powiedzą zwierzchnicy, i jak się pod nich ustawić. Telewizja publiczna była
                                              przez moment w rękach tak zwanej prawicy - mimo histerii "Gazety Wyborczej" i
                                              innych ważnych ośrodków. Ale "pampersi" to był tylko wierzchołek góry lodowej.
                                              Poza tym cała struktura telewizji pozostała taka sama, choć powinna być
                                              zmieniona już w 1989 roku, za prezesa Drawicza. Ci ludzie, najpierw przerażeni
                                              upadkiem komuny, szybko zrozumieli, że nikt ich nie ruszy.

                                              KęDZIERSKI: Telewizja na Woronicza jest ta sama od prezesury Jerzego Urbana,
                                              jeszcze przed Drawiczem. Jest jak jądro w środku ziemi, które się jakoś
                                              przetwarza, następują tam jakieś perturbacje, gnicia, ale cały czas jest to
                                              samo. Od dziesięcioleci spotykamy tam tych samych ludzi, którzy się trochę
                                              przekształcili.

                                              www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040626/plus_minus_a_8.html
                                              • Gość: www.rp.pl MICHTRIX a wolny rynek - ten prawdziwy... ;) IP: 193.0.117.* 29.06.04, 17:59

                                                'RZECZPOSPOLITA' - Z OSTATNIEJ CHWILI

                                                Agora zamyka "City Magazine"

                                                Trwały brak rentowności "City Magazine" to główny powód decyzji Agory o
                                                zamknięciu tego bezpłatnego miesięcznika. Jego ostatni numer ukaże się 30
                                                czerwca. W swym komunikacie Agora wyjaśnia, że zamknięcie pisma jest "częścią
                                                programu optymalizacji portfela czasopism". Większość z ok. 20 pracowników "CM"
                                                straci pracę. Według Jarosława Matuszewskiego, dyrektora marketingu pionu
                                                czasopism Agory, "City Magazine" przynosił od 05 do 1 mln zł straty rocznie.
                                                Stał się trwale nierentowny po utracie reklam wyrobów tytoniowych w 2002 r.,
                                                które dawały mu 1/3 wpływów. Nie pomogła restrukturyzacja i cięcia kosztów.
                                                Istniejący od od 1998 "City Magazine", skierowany do młodych ludzi
                                                korzystających z miejskich rozrywek, zadebiutował w Warszawie, a niedługo potem
                                                zaczął się ukazywać w kolejnych dużych miastach. Agora wykupiła wydawcę "CM" w
                                                2001 (za 1,8 mln zł), rozszerzając jego zasięg. Obecnie miesięcznik ukazuje się
                                                w 7 dużych miastach w łącznym nakładzie 150 tys. egz.

                                                • Gość: WWW.RP.PL Królowie pogrzebu IP: 193.0.117.* 29.06.04, 18:02
                                                  'RZECZPOSPOLITA' - 28.06.04 Nr 149

                                                  JESTEM, WIĘC PISZĘ

                                                  Królowie pogrzebu

                                                  MACIEJ RYBIŃSKI

                                                  Nie wszystko jest rzeczą moralności. Nie wszystko jest kwestią sumienia czy
                                                  wstydu. Jest jeszcze problem dobrego smaku. W starej anegdocie o Franciszku
                                                  Fiszerze sławny metafizyk, na pogrzebie aktora Mieczysława Frenkla, całując w
                                                  czarną rękawiczkę aktorkę ubraną we wspaniałą toaletę żałobną,
                                                  powiedział: "Pani niewątpliwie była dziś królową pogrzebu".
                                                  Na pogrzebie Jacka Kuronia pierwsze rzędy loży honorowej upchane były całą
                                                  dynastią. Królami pogrzebu i królami życia. Stawili się in corpore wszyscy,
                                                  którzy tydzień wcześniej nie przyszli na pogrzeb pułkownika Kuklińskiego. W
                                                  blasku trumny, w cieple dobroci i przyzwoitości, które odprowadzano z tą trumną
                                                  do grobu, grzali się zwolennicy przyznania specjalnych rent i emerytur
                                                  weteranom Służby Bezpieczeństwa, bojownikom o wolność i demokrację,
                                                  niestrudzenie walczącym ze Zmarłym. Żegnali Jacka Kuronia z demonstracyjnym
                                                  żalem protektorzy i członkowie Stowarzyszenia "Ordynacka", zrzeszającego także
                                                  członków bojówki, która wtargnęła kiedyś w ramach walki ideologicznej do Jego
                                                  mieszkania, bijąc Jego samego i Jego sędziwego ojca. Możliwe, że w dalszych
                                                  rzędach, za plecami generała Jaruzelskiego, stali także sami bojówkarze. Może
                                                  na krzesłach zasiadali śledczy i klawisze. Niewykluczone, że na tym polega
                                                  właśnie pojednanie narodowe, którego orędownikiem był Zmarły i Jego najbliżsi
                                                  przyjaciele. Być może, że na tym właśnie polega sukces życiowej drogi Kuronia,
                                                  choć bardziej wyglądało to na triumf królów Jego pogrzebu. Ładnie jest oddać
                                                  hołd cnocie, ale wątpliwa jest wartość takiego hołdu, gdy cnota już
                                                  zatriumfowała.
                                                  Leopold Tyrmand napisał we wstępie do "Dziennika 1954": "Łobuzów i głupców nie
                                                  trzyma za nogi sumienie ani myśl. Lecz teraz wiem, że nie to najsmutniejsze, iż
                                                  udręka jest nagminnym udziałem tych, co nie chcą być nikczemni i starają się
                                                  nie być głupi. Ponure i bolesne jest to, że po latach łajdacy i durnie dochodzą
                                                  do przyzwoitości i rozsądku, nie walcząc o nic i nie poświęcając niczego -
                                                  jedynie wymykając się konfrontacjom ze złem aż do czasu, gdy słuszność i
                                                  uczciwość zwycieżą same, przy pomocy historii lub tylko mody".
                                                  Wszystko można wytłumaczyć racjonalnie, nad każdym pochylić się rzewnie i
                                                  ckliwie, z franciszkańską dobrocią. Ale pozostaje jeszcze kwestia dobrego
                                                  smaku. -
                                                  • Gość: www.rp.pl Telewizja w konserwie IP: 195.116.92.* 01.07.04, 20:44
                                                    www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040701/publicystyka/publicystyka_a_1
                                                    2.html

                                                    Czy konkurs na szefa Jedynki doprowadzi do przesilenia w zarządzie TVP i
                                                    zapoczątkuje realne zmiany?
                                                    Telewizja w konserwie
                                                    RADOSŁAW GIL
                                                    Na Woronicza od kilku miesięcy pat. Zapowiadanych zmian ciągle nie widać. Teraz
                                                    wszyscy czekają na nowego szefa Jedynki.

                                                    www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040701/publicystyka/publicystyka_a_12.html
                                                  • Gość: www.wybiórcza.pl 'Faszyści' z 'FAKTU'! 8-0 IP: 193.0.117.* 26.07.04, 15:15
                                                    MICHTRNIXowy politruk Sergiusz Kowalski rozprawia się z kolejnym 'zagrożeniem' -
                                                    tym razem jest to 'faszyzująco-Samoobronowy' 8-0 'FAKT'!

                                                    'Czar prasy bulwarowej' - Sergiusz Kowalski 23-07-2004

                                                    serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,2196059.html
    • Gość: www.zycie.com.pl Człowiek prlu - cz. 2 IP: 195.116.92.* 08.08.04, 21:01
      www.zycie.com.pl/forum.php?id_tekst=37940
      'Życie' - 8 sierpnia 2004

      Człowiek peerelu - cz. 2

      ***
      "Polska Ludowa dokonała nieodwracalnych zmian w świadomości społecznej",
      chwalili się przy różnych oficjalnych okazjach pezetpeerowscy bonzowie. Nie bez
      racji. Rzeczywiście, udało im się dokonać na naszym narodzie operacji nie
      mającej w jego tysiącletnich dziejach precedensu. Nie wierzę, by jej skutki
      były aż nieodwracalne - ale w każdym razie odwrócić je i powrócić do
      normalności będzie szalenie trudno.
      Najczęściej ujmuje się tę operację słowami "awans społeczny". Ba, ów "awans"
      komuna przedstawia jako wielkie dobrodziejstwo i swą zasługę. Do dziś jest to
      jedno z haseł, na które najchętniej powołują się różni starzy ubecy
      i "utrwalacze" w swych apologiach peerelu. Z ich punktu widzenia to bardzo
      rozsądne; nic nie mobilizuje ich społecznego zaplecza lepiej, niż przypomnienie
      mu, skąd się wzięło. Z ich punktu widzenia dobrze jest znacznej części
      polskich "elit" przypominać, że są elitami zastępczymi, nieprawdziwymi. Że
      zawdzięczającą swą pozycję nie swoim talentom, wiedzy i kwalifikacjom fachowym,
      tylko Stalinowi i Hitlerowi, którzy prawdziwe elity wymordowali, oraz
      łasce "władzy ludowej", która zapełniła swoimi kadrami powstałą pustkę.
      W istocie "awans społeczny" był dla Polski nieszczęściem nie mniejszym, niż
      wojenna orgia morderstw i wypychanie młodych, zdolnych ludzi na
      emigrację. "Opierać się na biedniaku, neutralizować średniaka, niszczyć
      kułaka" - brzmiała "leninowska trójzasada polityki rolnej", którą wbijano w
      głowy pokoleniu mojego ojca (właśnie tego typu mądrości stanowiły "bezpłatną
      edukację", za którą zdaniem piewców komuny winniśmy być peerelowi wdzięczni).
      Podobną "trójzasadę" zastosowano w odniesieniu do całego narodu: opierać się na
      prymitywach i prostakach, neutralizować poczciwych przeciętniaków, tępić
      wybitnych.
      Komunizm stawiał sprawę jasno: trzeba wychować nowego człowieka. Pracował nad
      tym na wiele sposobów - naganem i knutem, rozdawaniem talonów na deficytowe
      dobra, ustawianiem zasad polityki kadrowej. Wyszło mu nie całkiem to, co wyjść
      miało, ale coś tam wyszło: człowiek, przejawiający odruchy i nawyki zupełnie
      odmienne od człowieka normalnego, wychowanego w normalnym kraju, normalnych
      rodzinach i systemach wartości. W cywilizowanym świecie ludzie uczeni są, żeby
      nie robić rzeczy złych, żeby wstydzić się złych skłonności i tępić je w sobie -
      w socjalizmie było na odwrót. Wiadomo było, że uczciwy zawsze traci, że
      oszczędnością i pracą dorobić się można najwyżej garba i domiaru, że kto nie
      kradnie, ten frajer, a żeby żyć, trzeba kombinować.
      I po dziesięcioleciach takiej tresury wykoślawione nią społeczeństwo obdarowano
      nagle demokracją i powiedziano mu: rządźcie się sami. Bez żadnej próby zmiany
      jego nawyków, choćby przez uwłaszczenie na zabranym przez komunistów majątku
      państwa. Bez potępienia zła socjalizmu i rozliczenia go. Bez jakiegokolwiek
      oczyszczenia. Bez próby nowego rozdania kart, pozostawiając w rękach szulerów
      wszystkie atuty, które sobie, korzystając z uprzywilejowanej sytuacji,
      przywłaszczyli. Nawet bez próby nagłośnienia, że oto dokonuje się jakiś
      przełom, że coś się skończyło, a coś nowego się zaczyna: przeciwnie, cichcem,
      ukradkiem, wręcz tłumiąc w społeczeństwie emocje, aby przypadkiem nie popadł
      ktoś w nadmierny entuzjazm. Dogadaliśmy się, światła część opozycji ze światłą
      częścią władzy, jesteśmy znowu w swoim własnym domu, a wy tutaj możecie sobie
      wybrać władzę. Oczywiście, rozumną, światłą i odpowiedzialną, czyli, krótko
      mówiąc - naszą.
      /Książka Rafała A. Ziemkiewicza "Polactwo" (wyd. Fabryka słów, Lublin) pojawi
      się w księgarniach w przyszłym tygodniu./
      www.zycie.com.pl/forum.php?id_tekst=37940
      • Gość: www.rp.pl Niezgoda na amnezję IP: 195.116.92.* 08.08.04, 21:06
        www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040807/plus_minus_a_7.html
        Niezgoda na amnezję - DARIUSZ KARŁOWICZ

        /.../
        Druga przyczyna widocznych dzisiaj zmian kryje się w wyczerpywaniu się
        okrągłostołowego modelu tożsamości, a ściślej - pewnego projektu pojednania
        narodowego. Ważnym powodem niechęci wobec tradycji niepodległościowej był przez
        ostatnie lata problem z jej jawnie antykomunistyczną wymową. Jak pogodzić
        szacunek do generała Jaruzelskiego i uosabianej przez niego tradycji z
        szacunkiem wobec powstańców warszawskich, nie mówiąc już o żołnierzach
        wyklętych? Skoro zaś tak trudno za "człowieka honoru" uznać jednocześnie
        generała Kiszczaka i tych, którzy walczyli o niepodległość Polski,
        najrozsądniejsza wydaje się strategia relatywizacji i amnezji.
        Ukazywanie "ciemnych stron" powstania czy klimat ostentacyjnego lekceważenia
        wobec publicznych wyrazów szacunku dla bohaterów naszej wolności ("zabiegi
        wokół Frankensteina") doskonale odpowiadał logice tego projektu. Dziesiątki
        tysięcy ludzi, które wyszły na ulice Warszawy, tysiące, które nawet mimo
        deszczu czekają w kolejce do muzeum, to dowód na pękanie fundamentów tych
        założeń. I chodzi tu nie tylko o sentyment czy wdzięczność, ale o niezgodę na
        projekt schizofrenicznej tożsamości, którą proponowali twórcy III RP.
        Manifestująca się z taką siłą potrzeba oddania sprawiedliwości bohaterom
        pokazuje, że projekt pojednania przez zamazanie nie wytrzymuje próby czasu, że
        publicznego forum nie daje się zbudować w izolacji od prawdy i sprawiedliwości.
        Poza tym - co niezwykle ważne - że wbrew rozpowszechnionym obawom ta zbiorowa
        afirmacja uosabianych przez powstańców wartości nikogo nie przekreśla i nikogo
        nie wyklucza - stając się rzeczywistym fundamentem możliwego pojednania.
        /.../
        www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040807/plus_minus_a_7.html
        • Gość: www.rp.pl Tu i teraz, tam i wtedy IP: 195.116.92.* 08.08.04, 21:10
          www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ksiazki_040807/ksiazki_a_4.html
          'Tu i teraz, tam i wtedy' - Krzysztof Masłoń

          /.../
          '20 czerwca 2001 roku autorka użala się, że niektórzy przyjaciele i znajomi, po
          przeczytaniu jej reportaży w "GW", zauważają, że z racji pochodzenia jest ona
          nieobiektywna. A przecież - broni się Bikont - nie widzą oni
          nic "nieobiektywnego" w tym, że sprawę polskiej winy badają Polacy "bez
          niestosownej domieszki krwi, jak Kieres czy Ignatiew".
          Podejrzewa, że śledztwo prowadzone przez białostocki oddział IPN-u
          jest "monitorowane przez «czynniki polityczne»". Dlaczego? Ponieważ "pierwszą
          decyzją Witolda Kuleszy, szefa pionu śledczego IPN, gdy tylko otrzymał
          nominację z rąk premiera Jerzego Buzka, była zapowiedź, że wystąpi z wnioskiem
          o ekstradycję ze Szwecji Stefana Michnika, sędziego w sfingowanych
          stalinowskich procesach, w których zapadały wyroki śmierci". Pomyśleć można, że
          autorka pisze tak z powodu swojego naczelnego, redaktora "Gazety Wyborczej", o
          brata którego chodzi - gdyby tak było, rzecz można by zrozumieć. Podobnie jak
          jestem w stanie zaakceptować wyznanie autorki, która po przeczytaniu
          w "Rzeczpospolitej" artykułu prof. Tomasza Strzembosza oświadcza, że do tego,
          co on pisze, czuje "żywiołową nieufność". W końcu nie inne bywają moje uczucia
          wobec tego, co czytam w "GW".
          /.../
          www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ksiazki_040807/ksiazki_a_4.html
          • Gość: www.rp.pl ADAM MICHTRIX JEST PO PROSTU CHORY... :-0 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.04, 18:32
            'RZECZPOSPOLITA' - 'PLUS-MINUS' 02.10.04 Nr 40
            "KETMAN", "MONIKA" I INNI
            Pamięć i jej wrogowie - BRONISŁAW WILDSTEIN
            www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_041002/plus_minus_a_5.html

            'Nad trumną Czesława Miłosza redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik
            zacytował zmarłego: 'Xiążę, dziekanie, zwykle błądzi/ choć za nim racja jest i
            siła./ Prztyczek ze sławy go wytrąci/ i w piekło kartoteki zsyła'. Doprawdy -
            wyczułeś bezbłędnie, Czesławie, czym jest piekło kartoteki. To piekło, które
            pochłonęło miliony istnień ludzkich, do dzisiaj zaraża swoim jadem
            trucicielskim zastępy chorych na podejrzliwość miłośników ubeckich raportów -
            tej osobliwej pornografii naszej epoki...".'

            ADAM MICHTRIX JEST PO PROSTU CHORY... :-0
    • nowy.oszolom.z.radia.maryja Re: MŁOT NA MICHTRIX`a-to chyba będzie odp kaliber 03.10.04, 21:20
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=16358636
      • Gość: MOr Re: MŁOT NA MICHTRIX`a-to chyba będzie odp kalibe IP: 193.0.117.* 06.10.04, 19:28
        Bardzo ładne! :) To tłumnaczyłoby psychotyczne zachowania Adama MICHTRIXA przed
        Sejmową Komisją Rywingate oraz coraz bardziej nagminne użwywanie przez niego w
        doraźnej walce politycznej 'Trupów Bojowych' - Małacha, Kuronia czy Miłosza -
        zob. cytowane wcześniej wystąpienie MICHTRIXa nad trumną Miłosza.
        Adam MICHTRIX jest po prostu chory...
        Pozdrawiam i polecam:
        www.nowe-panstwo.pl/forum/viewtopic.php?t=976
        • Gość: MOr 'MICHTRIX - REWOLUCJE'? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.11.04, 21:09
          Czyżby 'MICHTRIX - REWOLUCJE'? ;)

          W weekendowej 'Wybiórczej' z jednej strony MICHTRIXowy komisarz polityczny Ewa
          Milewicz broni komisji Orlenu:
          'To, że komisja ma odzwierciedlać reprezentację klubów i kół, można rozumieć
          inaczej - kluby i koła muszą mieć prawo posiadania swoich przedstawicieli w
          komisji. Nie można im tego zabrać ani ograniczyć. Gdy sami rezygnują,
          pozbawiają się dobrowolnie swoich praw. W skład tych praw nie wchodzi jednak
          prawo do paraliżowania pracy Sejmu.'
          ('Orlen - myśliwi i obrońcy zwierząt', 05-11-2004)
          serwisy.gazeta.pl/kraj/1,58300,2378927.html
          Z drugiej strony (na tej samej stronie i w 'typowym dla siebie insynuacyjnym
          stylu' ;) gromi komisję Orlenu wiceszef 'Wybiórczej' Piotr Pacewicz:
          'Mają rację biznesmeni domagając się od komisji ds. Orlenu przestrzegania prawa
          i dobrych obyczajów i niepokojąc się przedwczesnym ferowaniem wyroków.
          Biznesmenów to niepokoi także dlatego, że - niezależnie od ewentualnych win
          Kulczyka - część komisji odwołuje się do prymitywnie plebejskich stereotypów,
          zgodnie z którymi bogaci to po prostu złodzieje, a w celu 'oczyszczenia
          państwa' można posłużyć się dowolnie brudnym chwytem.
          Biznesmenom odpowiada Jarosław Kaczyński w typowym dla siebie insynuacyjnym
          stylu, to nie dziwi. Wciąż zdumiewa jednak fakt, że rewolcyjny ferwor udziela
          się też Janowi Rokicie. Lider partii, która miała w Polsce wzmacniać klasę
          średnią i kulturę polityczną, nonszalancko ucisza biznesmenów.
          Polska polityka, też na styku z biznesem, jest chora, to fakt. Ale strzeż nas
          Boże od takich lekarzy'
          ('Przedsiębiorcy zaniepokojeni komisją' 05-11-2004)
          serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2379006.html
          Czyżby nawet w 'Wybiórczej' też zaczęła się rewolucja?
          • Gość: www.rp.pl MICHTRIXowi ZOSTAŁO TYLKO PISANIE WSPOMNIEŃ...? ;) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.04, 22:23
            'RZECZPOSPOLITA' - 27.12.04 Nr 303
            Po dwóch latach od łapówkarskiej propozycji przedstawiamy losy głównych
            bohaterów afery Rywina
            'Grupa bez władzy'
            www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041227/kraj/kraj_a_2.html
            (...)
            'Redaktor pisze esej
            Nie zmieniło się prawo medialne, ale zmieniła się sytuacja w samej Agorze.
            Poważnie zachorował redaktor naczelny 'Gazety Wyborczej' Adam Michnik. Jak
            mówią jego współpracownicy, przebywa głównie na południu Europy, gdzie jest
            cieplejszy klimat. Lekarze zalecają mu spokój i unikanie stresu. Nie obsługuje
            Internetu, więc raczej nie śledzi na bieżąco wydarzeń w kraju. Pisze esej o
            dziewiętnastowiecznym pisarzu francuskim Stendhalu, wraz z kilkoma
            dziennikarzami 'Gazety' przysposabia się do spisania swych wspomnień.
            - Gdy tylko lekarze pozwolą, wróci do pracy - zapewnia Rapaczyńska, choć
            jeszcze przed jego chorobą w mediach pojawiały się spekulacje o coraz słabszej
            pozycji redaktora naczelnego i jego konfliktach z władzami spółki, m.in. z
            powodu afery Rywina. Spory miały dotyczyć celowości zwlekania z
            publikacją 'Ustawy za łapówkę' oraz nieformalnych kontaktów Michnika z
            ówczesnym premierem Leszkiem Millerem w sprawie prawa medialnego, które
            wychodziły na jaw podczas prac komisji śledczej.
            Zmieniła się sytuacja także w zarządzie spółki. Na półroczny urlop
            nieoczekiwanie przeszedł Piotr Niemczycki, wiceprezes spółki. Nieco wcześniej
            Helena Łuczywo, która dotąd łączyła funkcje członka zarządu z zastępcą
            redaktora naczelnego 'GW', postanowiła zrezygnować z pracy w zarządzie. Dziś
            (biorąc pod uwagę nieobecność Niemczyckiego) we władzach spółki nie ma nikogo z
            ekipy zakładającej przed piętnastoma laty 'Gazetę'.'

            MICHTRIXowi ZOSTAŁO TYLKO PISANIE WSPOMNIEŃ...? ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka