Dodaj do ulubionych

De non existentia dei - NA SERIO!

IP: *.vic.bigpond.net.au 20.02.03, 04:55
De non existentia dei
W roku 1689, za aprobujący dopisek na traktacie pod tym tytułem, ateista
polski, Kazimierz Łyszczyński został skrócony o głowe. Dzieło Mikołaja
Kopernika “De revolutionibus orbium coelestium” (“O obrotach ciał
niebieskich”) zostało szybko uznane za sprzeczne z judeochrzescijańską Biblią
i pozostawało na indeksie aż do XIX wieku (dokładnie do roku 1835 – patrz
Wacyk “Mit polski” 1991 s. 29). Nieco wcześniej, bo w roku 1600 spłonął w
Rzymie na stosie Świętej Inkwizycji filozof i kosmolog Giordano Bruno,
zwolennik Kopernika., a po jego męczeńskiej i okrutnej śmierci owa “Święta”
Inkwizycja prześladowała najwybitniejszego uczonego włoskiego XVII wieku,
Galileusza. Podobnych przykładów, pokazujących bezwzględną, nie przebierającą
w środkach, walkę kościoła z jakimikolwiek objawami niezależnego myślenia
można mnożyć niemalże w nieskończoność, a sięgają one do tzw. ciemnych wieków
(dark ages), kiedy to tłuszcza wyznawców Jezusa, podburzona przez
chrześcijańskiego biskupa Aleksandrii, spaliła w roku 638 n.e bibliotekę w
Aleksandrii (ponad pół miliona wolumenów) wraz z bibliotekarką, która
ośmieliła się być nie tylko kobietą, ale na dodatek wykształconą.

Jednocześnie wszyscy, i to bez wyjątku chrześcijanie (nie tylko katolicy, ale
też protestanci i prawosławni) bronią z najwyższym uporem tezy, że ich Bóg
nie tylko, że istnieje, ale jest także nieskończony, w tym nieskończenie
obecny (wszechobecny), potężny (wszechmocny), mądry (wszechwiedzący) oraz, co
ich nieco różni od tak bliskich im w wierze ich “starszych braci” judaistów
(wspólny Bóg Jahwe czyli Jehowa, wspólne święte księgi czyli tzw. Stary
Testament, czt też, last but not least, liturgia chrześcijańska wzorowana na
żydowskiej), że ich (chrześcijan) Bóg jest miłościwy, że jest on samym,
wszechogarniającym i wszechpotężnym dobrem. Jednakże w tym momencie, w
odróżnieniu od judaistów czy islamistów (muzułmanów), chrześcijanie popadają
w pułapkę logiczną. Przyjżyjmy się wiec temu błedowi logicznemu, na którym
zbudowana jest praktycznie cała istotna różnica między chrześcijaństwem a
judaizmem i islamem.

Judaiści (potocznie “żydzi”, co nie jest prawidłowym terminem, jako że w
chwili obecnej znakomita większość tzw. żydów jest pochodzenia chazarskiego,
a wiec “aryjskiego”, a nie hebrajskiego, czyli semickiego), przyjmują, iż ich
jedyny Bóg, Jahwe (Jehowa, właściwie JHWH, jako iż biblijny hebrajski nie
znał w piśmie samogłosek) jest nieskończony, a dokładniej wszechobecny,
wszechmocny (wszechpotężny) i wszechwiedzący. Żaden z tych atrybutów nie jest
wewnętrznie sprzeczny, ani też sprzeczny z innymi atrybutami boskości Jahwe,
i są one zgodne z Dekalogiem (Exodus, czyli Księga Wyjścia 20:1-17). Jednakże
atrybut dobroci, który chrześcijanie przypisują swemu Bogowi , a dokładniej
tzw. Trójcy Świętej, składającej się z Boga Ojca (czyli wspomianego
żydowskiego Boga Jahwe), jego żydowskiego pochodzenia (jako iż jego matka
Maryja była żydówką) syna zwanego z grecka Jezusem (właściwie Jeszua) oraz
Ducha Świętego, jest wyraźnie niezgodny z poprzednimi atrybutami boskości.
Mówiąc krótko: atrybuty wszechmocy, wszechwiedzy i wszechdobroci nie dają się
pogodzić z istnieniem zła. Doskonale ująl tę sprzecznośc amerykański filozof
i moralista William Montague, który twierdzi, iż.istnienie Boga nie jest do
pogodzenia ze zwykłą ludzką moralnością:
“The puzzled, mounting wretchedness of a single dog lost on the streets of a
city would be enough to damn with shame any God who ever lived in heaven, if,
with omnipotence to draw upon, he had ordained it so”. (“Ślepa, wzbierająca
rozpacz psa zagubionego na ulicach miasta wystarczyłaby, by napiętnować hańbą
każdego Boga, któryby kiedykolwiek istniał w niebie, jeśli mając swą
wszechmoc do dyspozycji, tak by zrządził”) - Montague, “Philosophy as a
Vision” 1959, s. 333.
cdn
Obserwuj wątek
    • Gość: DoJerzego Argument ontologiczny IP: *.vic.bigpond.net.au 20.02.03, 04:57
      Argument ontologiczny
      Przyjrzyjmy się więc dokładniej, jakich to argumentów używają religianci, aby
      uzasadnić istnienie Boga. Zacznijmy od argumentu ontologicznego, sformułowanego
      w XI wieku przez arcybiskupa Anzelma z Canterbury. Twierdzi on, iż nieistnienie
      Boga było by absurdalne, ale dowód owego twierdzenia jest jeszcze bardziej
      absurdalny. Mianowicie, wychodzi on z założenia, iż jeśli Bóg, zdefiniowany
      jako absolutnie doskonała istota, by nie istniał, to wciąż byłoby możliwe
      wyobrazić sobie istotę posiadającą wszystkie atrybuty owego niestniejącego Boga
      plus atrybut istnienia. Tak więc, owa istota Anzelma, byłaby niejako
      potężniejsza niż Bóg, jako iż posiadałaby ona wszelakie atrybuty boskości, i na
      dodatek atrybut istnienia. Anzelm twierdzi więc, że jako iż niemożliwe jest
      istnienie istoty potężniejszej niż Bóg, to negowanie jego istnienia prowadzi do
      absurdu.

      Rzecz jasna, Anzelm popełnia w swym rozumowaniu szereg błedów. I tak, zakłada
      on milcząco, iż człowiek, istota ograniczona w czasie i przestrzeni, jest w
      stanie wyobrazić sobie, i to we wszelakich szczegółach, istotę nie tylko
      nieskończoną (w czasie i przestrzeni), ale też niejako trwającą poza owym
      czasem i przestrzenią. Co więcej, zdaniem Anzelma, człowiek niejako jest w
      stanie utworzyć w swym rozumie Boga, ze wszystkimi jego atrybutami. Tak więc
      biedny Anzelm, całkowicie nieświadomie, potwierdza tezę, iż Bóg jest produktem
      ludzkiego umysłu. Jako iż istota nieskończona nie może, z definicji, pomieścić
      się w skończonym ludzkim umyśle, to argument Anzelma wali się w gruzy, jako iż
      skończony umysł ludzki nie jest w stanie pomieścić w sobie idei bytu
      nieskończonego, i to w wielu aspektach (nie tylko rozmiaru “fizycznego”, ale
      też wiedzy czy dobra).

      Zdaniem Immanuela Kanta, twierdzenie, że coś istnieje, nie zmienia “wartości”
      tego “czegoś”, a jest tylko stwierdzeniem jakiegoś (prawdziwego bądź
      wyimaginowanego) stanu rzeczy. Tak więc ów “stniejący” Bóg Anzelma nie byłby
      wcale, zdaniem Kanta, bardziej doskonały od “nieistniejącego”, hipotetycznego
      Boga. Pewni amerykańscy filozofowie ubiegłego stulecia (Norman Malcolm i
      Charles Hartshorne) uważają, iż analiza Kanta nie odnosi się do “istnienia” (”
      existence”), ale do “koniecznego istnienia” (“necessary existence”). Według
      nich istota, która istnieje “koniecznie” jest bardziej doskonała, niż ta, która
      istnieje istnieje “bezprzymiotnikowo”. Na tej podstawie dowodzą oni, iż musi
      istnieć istota najdoskonalsza z możliwych do wyobrażenia. Stanowisko to jest na
      ogól zwalczane argumentacją, iż konieczność stosuje się tylko do idei
      (necessity applies only to concepts), podczas gdy istnienie można stwierdzić
      empirycznie (existence is tested by experience). Z kolei inni filozofowie
      używają argumentu, że człowiek jest w stanie stwierdzić metodami niempirycznymi
      (czyli tylko poprzez spekulacje myślowe) nieistnienie pewnych rzeczy czy też
      “bytów” (np. okrągłych kwadratów), więc czemu nie można by zastosować tej
      reguły myślenia do Boga?

      Argumentacja Malcolma i Hartshornea jest oparta na niesprawdzalnych
      (nieweryfikowlanych) spekulacjach, jest wiec nienaukowa, metafizyczna (por.
      Popper “In Search of a Better World”, 1992 rozdział “The Logic of the Social
      Sciences”). Zakładają oni też, iż skończony umysł ludzki jest w stanie
      wyobrazić sobie istotę nieskończoną. Co więcej, nawet jeśli przyjmiemy, iż Bóg
      jest rzeczywiście ową “istotą najdoskonalszą z możliwych do wyobrażenia”, to i
      tak nie może być to, z defincji, istota rzeczywiście doskonała, albowiem nasz
      skończony (w czasoprzestrzeni) umysł nie jest w stanie wyobrazić sobie istoty
      rzeczywiście idealnej. Jak to pisał Adam Wiśniewski-Snerg w swej “Jednolitej
      teorii czasoprzestrzeni” (rozdział “Uwagi historyczne i filozoficzne”) i we
      wcześniejszym “Robocie” (rozdział “Nadistoty”): istota niższego rzędu (np.
      pies) może nawet dzień w dzień oberwować istotę wyższego rzędu (np. człowieka,
      który jest dla psa ową “nadistotą”), i wciąż nie mieć najmniejszego pojęcia o
      istocie człowieczeństwa. Tak więc, człowiek, jako istota skończona, nie jest w
      stanie wyobrazić sobie istoty Boga, ktory dla niego (podobnie jak owca dla
      trawy, a wilk dla owcy) jest dla niego ową Snergowską “nadistotą”. Mówiąc w
      skrócie: istota nie widzi swej nadistoty, bo nie ma odpowiedniego organu
      spostrzegania (Snerg “Robot” s. 275). Roślina nie ma mózgu, mózg owcy nie jest
      w stanie pojąć motywacji wilka, a wilk (czy pies, od niego bezpośrednio
      pochodzący) ma zbty ograniczony intelekt (mózg), aby pojąć istotę
      czlowieczeństwa. Stąd też człowiek ma intelekt zbyt ograniczony aby nie tylko
      pojąć istotę swych “nadistot”, ale nawet by je zauważyć. A przecież owe
      “nadistoty” wcale nie muszą być od razu Bogami doskonałymi, mogą to być bogowie
      niedoskonali, tacy jak np. ów tajemniczy ocean z “Solaris” Lema.
      cdn
      • Gość: DoJerzego Re: Argument kosmologiczny IP: *.vic.bigpond.net.au 20.02.03, 04:58
        Argument kosmologiczny
        Jest on oparty na ideach Tomasza z Akwinu, który w XIII wieku twierdził, że
        istnienie Wszechświata wymaga jakiegoś powodu, który jest poza nim samym, a
        wiec (zdaniem Tomasza) Boga. Zdaniem Tomasza wszystko co istnieje, musi miec
        swój powód albo wyjaśnienie, oraz jako iż nie można arbitralnie wyłączyć
        Wszechświata z tej zasady rozumowania (według tzw. zasady wystarczającego
        powodu – principle of sufficient reason), ponieważ on też istnieje, to musi być
        jakiś powód istnienia Wszechświata, który znajduje się poza Wszechświatem.

        Krytycy tego stanowiska wskazują po pierwsze, iż działania cząstek
        elementarnych nie poddają się zasadzie przyczynowości (w świecie mikro
        przyczyna niekoniecznie musi poprzedzać skutek, a czas może biec w różnych
        kierunkach – patrz Coveney and Highfield “The Arrow of Time”, 1991). Po drugie,
        Tomasz popełnił tu tzw. fallacy of composition, czyli “sofizmat kompozycji”, a
        mianowicie na podstawie właściwości części, wnioskuje on o właściwości całosci.
        Albowiem z faktu, że np. zegarek czy komputer mają swych twórców, nie wynika
        bynajmniej, iż cała nas otaczająca rzeczywistość musie mieć też personalnego
        twórcę. Po trzecie, nasze sądy o przyczynowości są czysto empiryczne, oparte na
        powtarzających się oberwacjach i doświadczeniach, podczas gdy żaden człowiek
        nie zaobserwował stworzenia Wszechświata (dane, otrzymywane przez naukowców,
        odnoszą sie do Wszechświata już istniejącego, lata po tzw. Big Bangu; nawet
        modele teoretyczne siegają tylko do chwil tuż po owym Big Bangu, jako iż w
        momencie stworzenia naszego Wszechświata pojawiają sie w równaniach
        nieskończoności i tzw. singularities, czyli “osobliwości”, które uniemożliwiają
        zbliżenie się do momentu zerowego w podobnym sensie, w jakim cząstka z masą
        wiekszą od zera nie może przekroczyć bariery szybkości światła).
        cdn
        • Gość: DoJerzego Re: Argument teleologiczny i ostatni IP: *.vic.bigpond.net.au 20.02.03, 05:00
          Argument teleologiczny
          Nie należy mylić go z teologicznym (teleologia to w skrócie nauka o celowości,
          zaś teologia to w skrócie nauka, a raczej pseudonauka o Bogu). Zdaniem
          zwolenników argumentu teleologicznego we Wszechświecie można zaobserwować
          powtarzające się działania, które mają swoje wyraźne cele. I tak na przykład
          angielski teolog (a także teleolog) z XVIII wieku, William Paley argumentował,
          iż wszystko co istnieje, ma jakiś cel, któremu służy, np. zegarek istnieje po
          to, aby pokazywać czas (dokładniej aktualną godzinę, minutę czy sekundę). Tak
          więc i Wszechświat powiniem mieć swój cel, a więc, jak zegarek, musi mieć swego
          inteligentnego twórcę. Jak widać, argument ten jest podobny do kosmologicznego,
          i jest tak amo oparty na owej, uprzednio wspomnianej, fallacy of composition.

          Argument teleologiczny stracił sens po sformułowaniu i udowodnieniu, już w XIX
          wieku, przez Karola Darwina, teorii ewolucji. Teoria ta potwierdziła, iż
          funkcjonalne związki pomiędzy celem a środkami do niego wiodącymi tworzą się
          poprzez przypadkowe (stochastyczne) mutacje, i że owe mutacje są zachowywane,
          jeśli pomagają danemu organizmowi lepiej przetrwać ową darwinowską “walkę o
          byt”. Jako iż owa teoria daje się też zastosować do powstania życia z materii
          nieożywionej, to osobowy twórca wszechświata staje się bytem zbytecznym, do
          którego stosujemy tzw. brzytwę Ockhama (angielski filozof z przełomu XIII XIV
          wieku, ekskomunikowany przez papieża oraz wydalony z zakonu Franciszkanów za
          swe niezależne myślenie), a dokładniej zasadę oszczędności w wyjaśnianiu
          (principle of economy of explanation, albo tzw. The Law of Parsimony, czyli
          prawo “skąpstwa”), według której nie należy tworzyć bytów (wyjaśnień) ponad
          absolutną konieczność, oraz najprostsze wyjaśnienie jest zawyczaj najlepszym z
          możliwych.

          Co więcej, jak to zauważył szkocki filozof z XVIII wieku, David Hume, jeśli
          nawet założymy, że Wszechświat został prez kogoś stworzony, to nie ma
          racjonalnych powodów, aby sądzić, iż może być tylko jeden twórca Wszechświata,
          i że musiał on być osobowy (personal), a także wszechpotężny, wszechwiedzący i
          wszechdobry (omnipotent, omniscient and perfectly good). Wskazując na istnienie
          zła i inne niedoskonałości w działaniu, a więc też i w budowie oraz projekcie
          Wszechświata, dochodzi się więc logicznie do wniosku, iż jego twórca nie mógł
          być istotą doskonałą (był ograniczony w swej dobroci albo potędze, lub też w
          obu tych atrybutach jednocześnie), albo nawet był siłą szkodliwą, zbrodniczą
          (maleficent power), co prowadzi do tzw. herezji manichejskiej. Jest ona
          zbliżona do idei religii zorastriańskiej (albo staroperskiej) czyli inaczej
          mazdeizmu, w której mamy conajmniej dwóch Bogów: “dobrego” Ahurę Mazdę (inaczej
          Ohrmazd) i ”złego” Ahrymana (inaczej Angra Mainyu), którzy pojawili się
          jednocześnie i zarazem nieskończenie dawno temu, oraz od tego czasu toczą walkę
          “na śmierć i życie”. Nie da się ukryć, iż owa herezja manichejska była tak
          bezwzględnie zwalczana przez chrześcijaństwo, jako iż tłumaczyła ona znacznie
          lepiej niż “ortodoksyjne” chrześcijaństwo istnienie zła na tym “najlepszych z
          możliwych światów”.

          Tak więc, nawet jeśli zaakceptujemy kreacjonizm, to i tak idea Boga
          wszechpotężnego, wszechwiedzącego i wszechdobrego nie da się utrzymać, jako
          wewnętrznie sprzeczna. Stąd możemy spokojnie stwierdzić, iż Bog chrzescijan nie
          istnieje poza wyobraźnią tychże. Tak więc udowodniliśmy owe tytułowe de non
          existentia dei. Wielka szkoda tylko, iż tyle osób musiało zginąć na skutek
          fanatycznej wiary w niestniejącego, i jakże okrutnego Boga chrześcijan,
          judaistów oraz muzułmanów.

          Lech Keller, Melbourne

          Źródła (wybór):
           Coveney, Peter and Highfield, Roger “The Arrow of Time”, London:
          HarperCollins (Flamingo), 1991
           “The New Encyclopaedia Britannica”, Chicago 1974 (wydanie 15)
           Lem, Stanisław “Solaris”, Kraków: Wydawnicto Literackie, 1999
           Montague, William Pepperel “Philosophy as a Vision” (w:) “Essays in
          Philosophy”, Pocket Library, USA 1959
           “Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu” (“Biblia Tysiąclecia”); Poznań-
          Warszawa: Pallottinum, 1990
           Popper, Karl “In Search of a Better World”, London and New York: Routledge,
          1992
           Stachniuk, Jan “Człowieczeństwo i kultura”, Poznań: 1946
           Wacyk, Antoni “Mit polski – Zadruga”; Wrocław: Toporzeł, 1991
           Wiśniewski-Snerg, Adam “Jednolita teoria czasoprzestrzeni”, Warszawa: Pusty
          Obłok, 1990
           Wiśniewski-Snerg, Adam “Robot”, Kraków: Wydawnicto Literackie, 1973
          • Gość: Kagan Re: Argument teleologiczny i ostatni IP: *.vic.bigpond.net.au 20.02.03, 06:51
            I co Jerzy? Odpowiesz? I podpiszesz sie, jak ja, prawdziwym
            nazwiskiem?
            Kagan
    • Gość: Jerzy Co to jest dobro, a co to jest zło? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.03, 14:46
      Szanowny Kaganie,
      Doceniam twój wysiłek w zredagowaniu argumentów rzekomo dowodzących, że Bóg nie
      istnieje.
      Nie mam czasu aby ustosunkować się do wszystkiego, co napisałeś, ale pozwól, że
      zwrócę ci uwagę na błędne założenia, które rzucają się w oczy.

      Budujesz argument, że skoro istnieje zło, to w takim razie nie może być
      wszechmocnego i wszechdobrego Boga, bo jeśli taki by był, to nie pozwoliłby na
      zło.

      Błąd tego argumentu polega na tym, że próbujesz ocenić Boga na podstawie
      własnej definicje tego co dobre a co złe.
      Jeśli odrzucasz istnienie Boga, który jest źródłem absolutnych i obiektywnych
      wartości etycznych, pozostajesz ze swoją subiektywną oceną dobra i zła, które
      jednak traktujesz jako absoluty.
      Czyli moje pytanie do ciebie:
      Co to jest dobro i co to jest zło? Czy istnieją absolutne wartości etyczne?
      Jeśli tak, to kto jest ich źródłem?

      • Gość: Jerzy Czy rakiety stworzyły się same? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.03, 14:50
        Druga sprawa, do której się odwołujesz jako do udowodnionego faktu naukowego,
        to ewolucja. Jak zapewne wiesz, wszystkie hipotezy składające się na teorię
        ewolucji nie mają potwierdzenia w nauce, innymi słowy, nauka dowiodła, że były
        błędne. Proponujesz jednak, że suma błędów daje prawdę.

        Chciałeś rozbroić argument teleologiczny Paleya, skomplikowanymi hipotezami,
        które nie mają uzasadnienia ani w nauce ani w logice, które należy potraktowac
        brzytwą Ockhama na rzecz prostego wyjaśnienia, że każda ‘maszyna’ musi mieć
        swego projektanta i wykonawcę. Człowiek jest maszyną biologiczną, ale ni tylko;
        jest zdolny do myślenia i dokonywania wyborów. Te cechy nie mogą pochodzić od
        bezmyslnej materii.

        Upierając się przy ewolucji, postulujesz, że rakiety lecące w kosmos stworzyły
        się przez przypadek – najpierw materia samorzutnie skonstruowała inteligentnego
        człowieka, aby za jego pośrednictwem stworzyc rakietę.

        Tak się składa, że człowiek jest o wiele bardziej skomplikowany od rakiery.
        Człowiek potrafi stworzyć rakiete, ale nie potrafi stworzyć (jeszcze) żywej
        komórki, choć zapewne naukowcy pracuja nad tym (posługując się inteligencją).

        Jerzy

        • Gość: Kagan Re: Czy rakiety stworzyły się same? IP: *.vic.bigpond.net.au 21.02.03, 02:01
          Gość portalu: Jerzy napisał(a):
          Druga sprawa, do której się odwołujesz jako do udowodnionego faktu naukowego,
          to ewolucja. Jak zapewne wiesz, wszystkie hipotezy składające się na teorię
          ewolucji nie mają potwierdzenia w nauce, innymi słowy, nauka dowiodła, że były
          błędne. Proponujesz jednak, że suma błędów daje prawdę.
          K: Jaka nauka i gdzie? Na wszystkich autralijskich uniwersytetach wyklada sie
          teorie ewolucji, nawet na katolickich. Nie KLAM wiec Jerzy, bo sie naprawde
          kompromitujesz. Najlepszym dowodem na to, ze jestesmy tworami ewolucji, a nie
          jakiegos idealnego kreatora jest to, ze zyjemy krotko, szybko sie starzejemy,
          jestesmy podatni na rozne choroby i mamy szereg organow odziedziczonych po
          naszych zwierzecych przodkach, ktore nam tylko zawadzaja, jak np. resztki
          kosci ogonowej, zwierzece zatoki, przystosowane do chodzenia na 4, a nie 2
          nogach, slepa kiszke itp.

          J: Chciałeś rozbroić argument teleologiczny Paleya, skomplikowanymi hipotezami,
          które nie mają uzasadnienia ani w nauce ani w logice, które należy potraktowac
          brzytwą Ockhama na rzecz prostego wyjaśnienia, że każda ‘maszyna’ musi mieć
          swego projektanta i wykonawcę. Człowiek jest maszyną biologiczną, ale ni tylko;
          jest zdolny do myślenia i dokonywania wyborów. Te cechy nie mogą pochodzić od
          bezmyslnej materii.
          K: Moga, udowodnij mi czemu nie? Myslenie to wyzsza funkacja dosc zlozonych
          struktur bialkowych, nic wiecej, i jest juz czesciowo replikowana w tzw.
          sieciach neuronowych czy programach tzw. AI (sztucznej inteligencji).
          Komputery potrafia juz rozpoznawac reczne pismo czy glos ludzki, niedawno
          potrafili to tylko ludzie. Myslenie to nic nadzwyczajnego, malpy, psy, koty
          itp. zwierzeta tez mysla. Nie rozumiesz teorii prawdopodobienstwa, na ktorej
          oparta jest wspolczesna fizyka, a za nia reszta nauki, Jerzyku, stad wydaje
          ci sie, ze zwiazki przyczynowo skutkowe, ktore ty obserwujesz, musza byc
          takie esame wszedzie, co jest kolejnym fallacy od composition...

          J: Upierając się przy ewolucji, postulujesz, że rakiety lecące w kosmos
          stworzyły się przez przypadek – najpierw materia samorzutnie skonstruowała
          inteligentnego człowieka, aby za jego pośrednictwem stworzyc rakietę.
          K: Oczywiscie, ze tak. Tyle, ze to byl bardzo dlugi ciag wydarzen.
          Na innej planecie, byc moze, ktos wynalazl zupelnie inne srodki podrozy
          w kosmos, np. przesylajac strumien energii i informacji, ktory w miejscu
          docelowym przeksztalca sie w wysoko zorganizowana materie. Wiecej wyobrazni!

          J: Tak się składa, że człowiek jest o wiele bardziej skomplikowany od rakiery.
          Człowiek potrafi stworzyć rakiete, ale nie potrafi stworzyć (jeszcze) żywej
          komórki, choć zapewne naukowcy pracuja nad tym (posługując się inteligencją).
          K: Po co ma tworzyc w laboratorium to, co juz istnieje? Czlowiek stworzyl
          Internet, ktory obecnie juz jest bardziej zlozony niz pojedynczy czlowiek.
          Niedlugo beda inteligentne roboty. Zaloze sie, ze US Army nad tym pracuje, bo
          robot to bedzie idealny zolnierz, odporny na bron biologiczna i czesciowo
          chemiczna a nawet jadrowa, nie bedzie znal strachu i bedzie zawsze wykonywal
          rozkazy przelozonych. Taki bedzie kierunek ewolucji: czlowiek stworzy
          inteligencje "sztuczna", ktora go z czasem zastapi jako "najwyza forma zycia"
          na Ziemi... Chyba, ze przed tem Busz, z poparciem amerykanskich ewangelistow,
          rozpeta wojne nuklearna... :(
          • Gość: Jerzy Czy myslenie to tylko procesy białkowe? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.03, 08:39
            > Gość portalu: Jerzy napisał(a):
            > Druga sprawa, do której się odwołujesz jako do udowodnionego faktu naukowego,
            > to ewolucja. Jak zapewne wiesz, wszystkie hipotezy składające się na teorię
            > ewolucji nie mają potwierdzenia w nauce, innymi słowy, nauka dowiodła, że
            były
            > błędne. Proponujesz jednak, że suma błędów daje prawdę.
            > K: Jaka nauka i gdzie? Na wszystkich autralijskich uniwersytetach wyklada sie
            > teorie ewolucji, nawet na katolickich. Nie KLAM wiec Jerzy, bo sie naprawde
            > kompromitujesz. Najlepszym dowodem na to, ze jestesmy tworami ewolucji, a nie
            > jakiegos idealnego kreatora jest to, ze zyjemy krotko, szybko sie starzejemy,
            > jestesmy podatni na rozne choroby i mamy szereg organow odziedziczonych po
            > naszych zwierzecych przodkach, ktore nam tylko zawadzaja, jak np. resztki
            > kosci ogonowej, zwierzece zatoki, przystosowane do chodzenia na 4, a nie 2
            Ř nogach, slepa kiszke itp.

            Jerzy: To, że mamy podobne organy, co zwierzęta, dowodzi, że mamy tego samego
            stwórcę. TWOIM zdaniem, niektóre elementy naszego ciała są zbędne, ale to jest
            twoje zdanie. Nasz konstruktor wiedział co robi.

            To, że uniwersytety australijskie ucza teorii ewolucji nie jest dowodem na jej
            prawdziwość. W czasach średniowiecznych uniwersytety głosiły, że słońce krąży
            wokół ziemi. Przez argument teleologiczny pokazałem ci proste wyjasnienie
            powstania życia, jednakże ty wolisz skomplikowane hipotezy zabarwione
            filozofią ateistyczną, które należy potraktować brzytewką Ockhama.

            Teoria ewolucji zbudowana jest na kilku niepotwierdzonych naukowo hipotezach.
            Jedną z nich jest selekcja naturalna.
            Dla przykładu, ewolucjoniści chcieliby dowieść, że teoria w którą wierzą,
            posiada silne poparcie w sztucznej selekcji. Jednakże analogia ta jest
            całkowicie chybiona, gdyż istnieje zasadnicza różnica pomiędzy selekcją
            naturalną a sztuczną.

            Selekcja sztuczna ma na uwadze cel, naturalna jest pozbawiona celu.
            Selekcja sztuczna jest sterowana przez inteligencję z zewnątrz, naturalna to
            ślepe i przypadkowe procesy.
            Wybory w selekcji sztucznej są inteligentne, naturalnej przypadkowe.
            W sztucznej, kontroluje się ochronę przed niszczącymi siłami z zewnątrz. W
            naturalnej nie ma ochrony.
            W sztucznej zachowuje się przy życiu mutacje. W naturalnej mutacje giną.
            W sztucznej mamy przerwy w dochodzeniu do celu, w naturalnej nie ma przerw.
            W sztucznej zachowuje się korzystne krzyżówki, w naturalnej nie ma żadnego
            przetrwania.

            Widzisz więc, że selekcja naturalna, jako jedno z ogniw ewolucji, nie ma
            poparcia w selekcji sztucznej.


            >
            > J: Chciałeś rozbroić argument teleologiczny Paleya, skomplikowanymi
            hipotezami,
            >
            > które nie mają uzasadnienia ani w nauce ani w logice, które należy
            potraktowac
            > brzytwą Ockhama na rzecz prostego wyjaśnienia, że każda ‘maszyna’ m
            > usi mieć
            > swego projektanta i wykonawcę. Człowiek jest maszyną biologiczną, ale ni
            tylko;
            > jest zdolny do myślenia i dokonywania wyborów. Te cechy nie mogą pochodzić od
            > bezmyslnej materii.
            > K: Moga, udowodnij mi czemu nie? Myslenie to wyzsza funkacja dosc zlozonych
            > struktur bialkowych, nic wiecej, i jest juz czesciowo replikowana w tzw.
            > sieciach neuronowych czy programach tzw. AI (sztucznej inteligencji).
            > Komputery potrafia juz rozpoznawac reczne pismo czy glos ludzki, niedawno
            > potrafili to tylko ludzie. Myslenie to nic nadzwyczajnego, malpy, psy, koty
            > itp. zwierzeta tez mysla. Nie rozumiesz teorii prawdopodobienstwa, na ktorej
            > oparta jest wspolczesna fizyka, a za nia reszta nauki, Jerzyku, stad wydaje
            > ci sie, ze zwiazki przyczynowo skutkowe, ktore ty obserwujesz, musza byc
            > takie same wszedzie, co jest kolejnym fallacy od composition...

            Jerzy: A ta sztuczna inteligencja, to rezultat ślepych i przypadkowych
            procesów, czy inteligentnycvh działań naukowców?
            Druga sprawa, mam wrażenie, że chciałbyś zredukować człowieka i jego procesy
            myślowe do ‘wyższej funckji procesów białkowych’, inaczej, do tylko procesów
            chemicznych. W takim razie człowiek nie może byc odpowiedzialny za swoje
            zachowania – za wszystkim stoją procesy chemicznem, które u jednego przebiegaja
            tak, a u drugiego inaczej. Na jakiej podstawie mielibysmy stwierdzić, że jedne
            procesy są lepsze a drugie gorsze i skąd weźmiemy tę miarę dobra i zła. Jeśli
            nasze myślenie to tylko procesy chemiczne, to skąd się wzięła etyka?


            Jerzy
            • Gość: Jerzy Czyli wierzysz, że rakieta skonstruowała się sama! IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.03, 08:41

              > J: Upierając się przy ewolucji, postulujesz, że rakiety lecące w kosmos
              > stworzyły się przez przypadek – najpierw materia samorzutnie skonstruował
              > a
              > inteligentnego człowieka, aby za jego pośrednictwem stworzyc rakietę.
              > K: Oczywiscie, ze tak. Tyle, ze to byl bardzo dlugi ciag wydarzen.
              > Na innej planecie, byc moze, ktos wynalazl zupelnie inne srodki podrozy
              > w kosmos, np. przesylajac strumien energii i informacji, ktory w miejscu
              > docelowym przeksztalca sie w wysoko zorganizowana materie. Wiecej wyobrazni!
              >
              Jerzy: Czyli wierzysz, że rakieta skonstruowała się sama! Masz WIELKĄ wiarę. Ja
              takiej nie mam.

              > J: Tak się składa, że człowiek jest o wiele bardziej skomplikowany od
              rakiety.
              > Człowiek potrafi stworzyć rakiete, ale nie potrafi stworzyć (jeszcze) żywej
              > komórki, choć zapewne naukowcy pracuja nad tym (posługując się inteligencją).
              > K: Po co ma tworzyc w laboratorium to, co juz istnieje? Czlowiek stworzyl
              > Internet, ktory obecnie juz jest bardziej zlozony niz pojedynczy czlowiek.
              > Niedlugo beda inteligentne roboty. Zaloze sie, ze US Army nad tym pracuje, bo
              > robot to bedzie idealny zolnierz, odporny na bron biologiczna i czesciowo
              > chemiczna a nawet jadrowa, nie bedzie znal strachu i bedzie zawsze wykonywal
              > rozkazy przelozonych. Taki bedzie kierunek ewolucji: czlowiek stworzy
              > inteligencje "sztuczna", ktora go z czasem zastapi jako "najwyza forma zycia"
              > na Ziemi... Chyba, ze przed tem Busz, z poparciem amerykanskich ewangelistow,
              Ř rozpeta wojne nuklearna... :(

              Jerzy: Wątpię, aby amerykańscy ewangeliści byli za wojną, raczej modlą się o
              pokój dla świata. A z tymi inteligentnymi robotami – znowu pokazujesz, że za
              ich stworzeniem stoją inteligentni ludzie, że inteligencja tworzy inteligencję.
              Zapewne ta sztuczna inteligencja będzie umiała stworzyć tylko to, do czego
              zostanie zaprogramowana. Czy będzie umiała odróżniać dobro od zła? – Skąd będą
              roboty wiedziały, co jest dobre, a co złe? Zapewne od programisty. Czy będą
              zdolne do dokonywania własnych wyborów – posłuszeństwa lub nieposłuszeństwa
              wobec programisty?
              Budujesz analogie, które mocno pokazują, że za sztuczną inteligencją stoi inna
              inteligencja, w tym przypadku człowieka. Analogia nakazuje, że za inteligencją
              człowieka musi stać inteligtencja jego stwórcy.

              Jerzy
              • Gość: Kagan Re: Czyli wierzysz, że rakieta skonstruowała się IP: *.vic.bigpond.net.au 22.02.03, 02:19
                J: Upierając się przy ewolucji, postulujesz, że rakiety lecące w kosmos
                stworzyły się przez przypadek – najpierw materia samorzutnie skonstruowała
                inteligentnego człowieka, aby za jego pośrednictwem stworzyc rakietę.
                K: Oczywiscie, ze tak. I dobrze ze sie poprawiles, i zamiast "wierzysz",
                napisales pozniej "postulujesz"...
                Tyle, ze to byl bardzo dlugi ciag wydarzen. Na innej planecie, byc moze, ktos
                zupelnie inny, wynalazl zupelnie inne srodki podrozy w kosmos, np. przesylajac
                strumien energii i informacji, ktory w miejscu docelowym przeksztalca sie w
                wysoko zorganizowana materie. Wiecej wyobrazni!
                Jerzy: Czyli wierzysz, że rakieta skonstruowała się sama! Masz WIELKĄ wiarę. Ja
                takiej nie mam.
                K: Juz ci tlumaczylem, ze NIE wierze, ale UWAZAM na podstawie faktow,
                dostepnych nauce! Nie popelniaj fallcy of composition, nie zakladaj, ze jesli
                Jerzy wierzy w duchy, to w owe duchy wierzyc musi tex i Kagan... :(

                J: Tak się składa, że człowiek jest o wiele bardziej skomplikowany od
                rakiety. Człowiek potrafi stworzyć rakiete, ale nie potrafi stworzyć (jeszcze)
                żywej komórki, choć zapewne naukowcy pracuja nad tym (posługując się
                inteligencją).
                K: Po co ma tworzyc w laboratorium to, co juz istnieje? Czlowiek stworzyl
                Internet, ktory obecnie juz jest bardziej zlozony niz pojedynczy czlowiek.
                Niedlugo beda inteligentne roboty. Zaloze sie, ze US Army nad tym pracuje,
                bo robot to bedzie idealny zolnierz, odporny na bron biologiczna i czesciowo
                chemiczna a nawet jadrowa, nie bedzie znal strachu i bedzie zawsze wykonywal
                rozkazy przelozonych. Taki bedzie kierunek ewolucji: czlowiek stworzy
                inteligencje "sztuczna", ktora go z czasem zastapi jako "najwyza forma zycia"
                na Ziemi... Chyba, ze przed tem Busz, z poparciem amerykanskich ewangelistow,
                rozpeta wojne nuklearna... :(
                Jerzy: Wątpię, aby amerykańscy ewangeliści byli za wojną, raczej modlą się o
                pokój dla świata.
                K: Do niestniejacego Boga, czyli de facto popieraja Busza, nic nie robiac,
                aby tej wojnie zapobiec, podobnie jak papiez, ktory postepuje jak nieslawnej
                pamieci Pius XII podczas agresji Niemiec na Polske...:(

                J: A z tymi inteligentnymi robotami – znowu pokazujesz, że za
                ich stworzeniem stoją inteligentni ludzie, że inteligencja tworzy inteligencję.
                K: Ale tylko na koncu owego lancucha zdarzen, a NIE na jego poczatku!
                A to jest diametralna roznica!

                J: Zapewne ta sztuczna inteligencja będzie umiała stworzyć tylko to, do czego
                zostanie zaprogramowana. Czy będzie umiała odróżniać dobro od zła? – Skąd
                będą roboty wiedziały, co jest dobre, a co złe? Zapewne od programisty. Czy
                będą zdolne do dokonywania własnych wyborów – posłuszeństwa lub
                nieposłuszeństwa wobec programisty?
                K: Z defincji beda. Pisal o tym dawno temu Lem, obalajac tzw. prawa robotyki
                Asimova. Inteligentny robot musi byc bowiem w pelni autonomiczny, inaczej
                moze byc spralizowany niemoca np. na polu walki. Jak widzisz, inteligencja
                jest moralnie neutralna, staje sie "zla" czy "dobra" doiero w jej aktualnym
                zastosowaniu...

                J: Budujesz analogie, które mocno pokazują, że za sztuczną inteligencją stoi
                inna inteligencja, w tym przypadku człowieka. Analogia nakazuje, że za
                inteligencją człowieka musi stać inteligtencja jego stwórcy.
                K: NIE! Mylisz tu skutki z przyczynami! Inteligencja moze wytworzyc inna,
                wyzsza inteligencje, ale niekoniecznie musi byc produktem innej inteligencji.
                Jesli by istnial wszechmocny Bog, to powinien moc On tez wytworzyc innego,
                bardziej madrego, bardziej mocnego Boga, inaczej NIE bylby On wszechmocny, wiec
                NIE bylby On Bogiem. Jak widzisz, idea Boga wszechmogacego jest wewnetrznie
                sprzeczna... :(
                Kagan
            • Gość: Kagan Re: Czy myslenie to tylko procesy białkowe? IP: *.vic.bigpond.net.au 21.02.03, 09:38
              Gość portalu: Jerzy napisał(a):
              Druga sprawa, do której się odwołujesz jako do udowodnionego faktu naukowego,
              to ewolucja. Jak zapewne wiesz, wszystkie hipotezy składające się na teorię
              ewolucji nie mają potwierdzenia w nauce, innymi słowy, nauka dowiodła, że
              były błędne. Proponujesz jednak, że suma błędów daje prawdę.
              K: Jaka nauka i gdzie? Na wszystkich autralijskich uniwersytetach wyklada
              sie teorie ewolucji, nawet na katolickich. Nie KLAM wiec Jerzy, bo sie
              naprawde kompromitujesz. Najlepszym dowodem na to, ze jestesmy tworami
              ewolucji, a nie jakiegos idealnego kreatora jest to, ze zyjemy krotko, szybko
              sie starzejemy, jestesmy podatni na rozne choroby i mamy szereg organow
              odziedziczonych po naszych zwierzecych przodkach, ktore nam tylko zawadzaja,
              jak np. resztki kosci ogonowej, zwierzece zatoki, przystosowane do chodzenia na
              4, a nie 2 nogach, slepa kiszke itp.
              Jerzy: To, że mamy podobne organy, co zwierzęta, dowodzi, że mamy tego samego
              stwórcę. TWOIM zdaniem, niektóre elementy naszego ciała są zbędne, ale to jest
              twoje zdanie. Nasz konstruktor wiedział co robi.
              K: TAK? Wiedzial, ze bedziemy podatni na nowotwory, w tym zlosliwe, na choroby
              psychiczne, choroby ukladu nerwowego (popatrz na Wojtyle, podobno zastepcy
              Pana Boga na Ziemi), ze bedziemy umierac w cierpieniach na AIDS i inne
              niewyleczalne choroby (AIDSa mozna tylko zaleczyc)? Co za przyjemnosc
              sprawiaja te cierpienia ludzkie temu twojemu zboczencowi, ktorego nazywasz,
              nie wiem czemu, Bogiem Milosciwym?

              J: To, że uniwersytety australijskie ucza teorii ewolucji nie jest dowodem na
              jej prawdziwość. W czasach średniowiecznych uniwersytety głosiły, że słońce
              krąży wokół ziemi. Przez argument teleologiczny pokazałem ci proste
              wyjasnienie powstania życia, jednakże ty wolisz skomplikowane hipotezy
              zabarwione filozofią ateistyczną, które należy potraktować brzytewką Ockhama.
              K: Skomplikowane hipotezy to te, co sie odwoluja, wberew niezliczonym
              dowodom, do hipotezy istnienia tzw. Boga, o ktorym wlasciwie nic nie wiadomo,
              nawet nie wiadomo czy i gdzie on jest. Sredniowieczne uniwersytety byly zas
              tylko uniwersytetami z nazwy, bo nie bylo na nich nauk scislych (science).
              Kosciol tepil tedy nauke dosc mocno, przyklady Galileusza i Bruno przytoczylem,
              a moglbym znacznie wiecej... Odroznij nauke, oparta na doswiadczeniach i
              obserwacjach, od sredniowiecznej metafizyki, ktora wtedy opanowala tzw.
              uniwersytety...

              J: Teoria ewolucji zbudowana jest na kilku niepotwierdzonych naukowo
              hipotezach. Jedną z nich jest selekcja naturalna.
              Dla przykładu, ewolucjoniści chcieliby dowieść, że teoria w którą wierzą,
              posiada silne poparcie w sztucznej selekcji. Jednakże analogia ta jest
              całkowicie chybiona, gdyż istnieje zasadnicza różnica pomiędzy selekcją
              naturalną a sztuczną.
              K: Sztuczna selekcja tylko przyspiesza rozwoj. Mamy zas dosc dowodow
              selekcji naturalnej, chcocby fakt, ze wiele gatunkow znika z powierzchni ziemi
              na naszych oczach, ustepujac gatunkom lepiej przystosowanym...

              J: Selekcja sztuczna ma na uwadze cel, naturalna jest pozbawiona celu.
              Selekcja sztuczna jest sterowana przez inteligencję z zewnątrz, naturalna to
              ślepe i przypadkowe procesy.
              K: Slepe i przypadkowe tylko w pewnym sensie! Ewolucja dziala
              metoda prob i bledow (podobnie jak chodowcy), i rezultaem jest, ze tylko
              najlepiej przystosowane gatunki przezywaja. Ssaki byly np. lepiej
              przystosowane do zamiany klimatu niz gady, stad to saaki opanowaly ziemie,
              a nie gady.

              J: Wybory w selekcji sztucznej są inteligentne, naturalnej przypadkowe.
              W sztucznej, kontroluje się ochronę przed niszczącymi siłami z zewnątrz. W
              naturalnej nie ma ochrony.
              K: Tez jest! Wybory w selekcji sztucznej tez sa czesciowo oparte
              na przypadku, na "a co bedzie, jesli". W selekcji naturalnej
              ochronna reka wychodza zas tylko osobniki najlepiej przystosowane do
              zycia. Ingrencja w te procesy (np. ratowanie b. wczesnych wczesniakow)
              degeneruje zas gatunek ludzki, poprzez pogarszanie sredniej jakosci
              calej populacji. Tak wiec sztuczna selekcja nie zawsze jest inteligentna!

              J: W sztucznej zachowuje się przy życiu mutacje. W naturalnej mutacje giną.
              K: NIE! NIC NIE ROZUMIESZ! Gina tylko te mutacje, ktore obnizaja sprawnosc
              jednostki, a przezywaja te, ktorym te mutacje pomagaja lepiej przezyc.
              Stad np. wziely sie zyrafy, ktore na poczatku byly tylko mutacja innego gatunku
              bydla, tyle, z nieco dluzsza szyja. I ta dluzsza szyja pomagala w przetrwaniu,
              stad osobniki z dluzsza szyja mialy wiecej szansy splodzic potomstwo, i tak,
              oczywiscie w wielkim skrocie powstaly zyrafy, mutacja krotkoszyjnego bydla...

              J: W sztucznej mamy przerwy w dochodzeniu do celu, w naturalnej nie ma przerw.
              K: Tez sa! Ewolucja dziala czesto skokami, a nie zawsze w tym amym tempie.
              Zmiany klimatu, dla przykladu, przyspieszaja proces ewolucji!

              J: W sztucznej zachowuje się korzystne krzyżówki, w naturalnej nie ma żadnego
              przetrwania.
              K: NIE! Znow dowodzisz swej absolutnej ignorancji! W selekcji naturalnej
              niektore mutacje maja wieksze szanse przezycia niz osobniki nie poddane
              mutacji. Mutacje, ktore zwiekszaja np. inteligencje, sile, wytrwalosc,
              szybkosc itp. przezywaja, a inne gina. "Zycie to nie jest bajka"...

              J: Widzisz więc, że selekcja naturalna, jako jedno z ogniw ewolucji, nie ma
              poparcia w selekcji sztucznej.
              K: Co ma jedno do drugiego? Nie rozumiesz na czym polegaja mutacje, i jak
              wplywaja na szanse przetrwania jednostki zmutowanej... :(
              • Gość: Jerzy Możesz podać przykład jak na naszych oczach ... IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.03, 12:03
                K: Sztuczna selekcja tylko przyspiesza rozwoj. Mamy zas dosc dowodow
                selekcji naturalnej, chcocby fakt, ze wiele gatunkow znika z powierzchni ziemi
                na naszych oczach, ustepujac gatunkom lepiej przystosowanym...


                Jerzy: Możesz podać przykład takiego dowodu, jak to jeden gatunek na naszych
                oczach przepoczwarzył się w inny, bardziej dostosowany?

                Jerzy
                • Gość: Kagan Re: Możesz podać przykład jak na naszych oczach . IP: *.vic.bigpond.net.au 22.02.03, 02:31
                  K: Sztuczna selekcja tylko przyspiesza rozwoj. Mamy zas dosc dowodow
                  selekcji naturalnej, chcocby fakt, ze wiele gatunkow znika z powierzchni ziemi
                  na naszych oczach, ustepujac gatunkom lepiej przystosowanym...
                  Jerzy: Możesz podać przykład takiego dowodu, jak to jeden gatunek na naszych
                  oczach przepoczwarzył się w inny, bardziej dostosowany?
                  K: Ewolucja zachodzi w skali geologicznej, czyli jest mierzona NIE latami
                  czy stuleciami ani nawet milleniami, ale niemalze eonami (milardami lat),
                  powiedzmy, ze milionami lat. Stad tez nie jestesmy w stanie zaobserwowac
                  beposrednio owej przemiany gatunkow, podobnie jak nie mozemy bezposrednio
                  zaobserwowac procesow skrajnie szybkich, zachodzacych np. w skali mikro.
                  Niemniej jestesmy w stanie zaobserwoawac efekty takich ultraszybkich
                  procesow jak rozbicie jadra atomu. Z faktu, ze dany proces jest zbyt szybki
                  albo zbyt wolny do obserwacji wcale nie wynika, ze on nie zachodzi.
                  Uczeni (w tym tez Polscy) odkryli ostanio szereg planet poza naszym
                  ukladem planetarnym. NIE na podstawie bezposreniej obserwacji (mimo iz
                  sa one wielkosci Jowisza, to sa wciaz zbyt male, aby byly widzialne w nawet
                  najwiekszym teleskopie), ale na podstawie ich wplywu na ruchy innych cial
                  niebieskich (podobnie jak odkryto planety Neptun i Pluton w naszym ukladzie
                  slonecznym). Nie rozumiesz jak funkcjonuje nauka, stad zadajesz tak naiwne
                  i infantylne pytania. Widziales elektron albo kwark? NIE, i nigdy nie
                  zobaczysz. Czy z tego wynika, ze elektrony i kwarki nie istnieja?
                  Kagan
            • Gość: Kagan Re: Czy myslenie to tylko procesy białkowe? 2 IP: *.vic.bigpond.net.au 21.02.03, 09:48
              J: Chciałeś rozbroić argument teleologiczny Paleya, skomplikowanymi
              hipotezami, które nie mają uzasadnienia ani w nauce ani w logice, które należy
              potraktowac brzytwą Ockhama na rzecz prostego wyjaśnienia, że każda maszyna
              musi mieć swego projektanta i wykonawcę. Człowiek jest maszyną biologiczną,
              ale nie tylko; jest zdolny do myślenia i dokonywania wyborów. Te cechy nie mogą
              pochodzić od bezmyslnej materii.
              K: Moga, udowodnij mi czemu nie? Myslenie to wyzsza funkacja dosc zlozonych
              struktur bialkowych, nic wiecej, i jest juz czesciowo replikowana w tzw.
              sieciach neuronowych czy programach tzw. AI (sztucznej inteligencji).
              Komputery potrafia juz rozpoznawac reczne pismo czy glos ludzki, niedawno
              potrafili to tylko ludzie. Myslenie to nic nadzwyczajnego, malpy, psy, koty
              itp. zwierzeta tez mysla. Nie rozumiesz teorii prawdopodobienstwa, na ktorej
              oparta jest wspolczesna fizyka, a za nia reszta nauki, Jerzyku, stad wydaje
              ci sie, ze zwiazki przyczynowo skutkowe, ktore ty obserwujesz, musza byc
              takie same wszedzie, co jest kolejnym fallacy od composition...
              Jerzy: A ta sztuczna inteligencja, to rezultat ślepych i przypadkowych
              procesów, czy inteligentnych działań naukowców?
              K: To wynik dzialan naukowcow, ktorzy czesto pracuja metoda prob
              i bledow, np. w medycynie. A slyszales o modelowaniu metoda
              Monte Carlo? Ta nazwa oczywiscie nawiazuje do ruletki w kasynie w tym
              miescie...

              J: Druga sprawa, mam wrażenie, że chciałbyś zredukować człowieka i jego procesy
              myślowe do ‘wyższej funckji procesów białkowych’, inaczej, do tylko procesów
              chemicznych. W takim razie człowiek nie może byc odpowiedzialny za swoje
              zachowania – za wszystkim stoją procesy chemicznem, które u jednego przebiegaja
              tak, a u drugiego inaczej. Na jakiej podstawie mielibysmy stwierdzić, że jedne
              procesy są lepsze a drugie gorsze i skąd weźmiemy tę miarę dobra i zła. Jeśli
              nasze myślenie to tylko procesy chemiczne, to skąd się wzięła etyka?
              K: Nie rozumiesz, ze ilosc przechodzi w jakosc. Jak masz 1, czy 2 zl, to nic
              specjalnego sie nie dzieje. Ale milion zlotych to juz cos jakosciowo
              rozne niz 100, czy 200 a nwet i tysiac zl, bo to juz jest kapital, z ktorego
              mozna albo zyc, albo go pomnazac. W Australii jak wplacisz $100 do banku,
              to po roku masz $90, po bank ci policzy oplaty a utrzymanie konta. Ale jak
              masz milion, to juz zaczniesz zarabiac, i to niezle, dostaniesz conajmniej
              $50 tys. na reke.
              Podobnie z proceami chemicznymi (dokl. elektrochemicznymi), ktore
              "stoja" za mysleniem. Ich sama komplikacja powoduje, z zaczynaja one "zyc"
              wlasnym zyciem, ze produkuja wrazenia wolnej woli, sumienia itp.
              Poczytaj cos z psychologii, ale na uniwersyteckim poziomie...

      • Gość: Kagan Re: Co to jest dobro, a co to jest zło? IP: *.vic.bigpond.net.au 21.02.03, 02:16
        Gość portalu: Jerzy napisał(a):
        Szanowny Kaganie,
        Doceniam twój wysiłek w zredagowaniu argumentów rzekomo dowodzących, że Bóg nie
        istnieje. Nie mam czasu aby ustosunkować się do wszystkiego, co napisałeś, ale
        pozwól, że zwrócę ci uwagę na błędne założenia, które rzucają się w oczy.
        Budujesz argument, że skoro istnieje zło, to w takim razie nie może być
        wszechmocnego i wszechdobrego Boga, bo jeśli taki by był, to nie pozwoliłby na
        zło.
        K: Szanowny Jerzy! Zauwaz, ze to NIE moj argument, ja go tylko cytuje za
        amerykanskim filozofem (expertem od tzw. moral philosophy)...

        J: Błąd tego argumentu polega na tym, że próbujesz ocenić Boga na podstawie
        własnej definicje tego co dobre a co złe.
        K: To NIE jest moja definicja, ale definicja uznana przez praktycznie
        wszystkich specjalistow od moralnosci i etyki. Jesli czlowiek odczuwa cos
        jako zle, i takie samo lub podobne jest odczucie olbrzymiej wiekszosci jego
        bliznich, to to jest zlo, i juz. Niezaleznie co byc chcial mi wmowic,
        idealny kreator nie dopuscilby do az takiego panoszenia sie zla na swiecie.
        Nie dopuscilby ani do Birkenau, ani do gulagow, ani do masowych mordow tzw.
        czerwonych khmerow w Kampuczei. Chyba, ze jest on zboczncem, jak ow Jehowa, Bog
        zydow, ktoremu mily jest widok krwi ludzkiej i zwierzecej...

        J: Jeśli odrzucasz istnienie Boga, który jest źródłem absolutnych i
        obiektywnych wartości etycznych, pozostajesz ze swoją subiektywną oceną dobra i
        zła, które jednak traktujesz jako absoluty.
        K: To powiedz mi, jakie sa te "absolutne i obiektywne wartości etyczne"?
        Czy pozwlaja one na Birkenau, gulagi czy masowe mordy tzw. czerwonych khmerow w
        Kampuczei? Bo jesli nie, to czemu byly one tolerowane przez owego, rzekomo
        idealnie dobrego Boga?

        J: Czyli moje pytanie do ciebie: Co to jest dobro i co to jest zło? Czy
        istnieją absolutne wartości etyczne? Jeśli tak, to kto jest ich źródłem?
        K: Dobro to jest, co jest spostrzegane przez dane spolecznestwo i w danym
        czasie jako wartosc pozytywna, pozwalajaca temu spoleczenstwu rozwijac sie,
        a przynajmnie przetrwac w miare harmonijnie, zlo to zas negacja, zaprzeczenie
        dobra. To oczywiscie w olbrzymim skrocie. NIE ma absolutnych wartosci
        etycznych, bo sa one zmienne. ST uwaza niewolnictwo za rzecz calkiem
        naturalna, obecnie uwazmy posiadanie niewolnikow za nie tylko recz naganna,
        ale wrecz za przestepstwo kryminalne. A zrodlem moralnosci jest spoleczenstwo,
        i tak jak sie ono zmienia, tak sie tez zmienia moralnosc. Inna byla
        moralnosc w epoce niwolnictwa, inna w feudalizmie, inna jest obecnie w
        kapitalizmie. W sredniowieczu bogacenie sie bylo naganne, reformacja zas
        zrobila z bogacenia sie cnote. Panta rhei, Panie Jerzy, panta rhei...
        Pozdr.
        Kagan
        • Gość: Jerzy Absolut Kagana: NIE ma absolutnych wartosci etyczn IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.03, 09:03
          Gość portalu: Jerzy napisał(a):
          Szanowny Kaganie,
          Doceniam twój wysiłek w zredagowaniu argumentów rzekomo dowodzących, że Bóg nie
          istnieje. Nie mam czasu aby ustosunkować się do wszystkiego, co napisałeś, ale
          pozwól, że zwrócę ci uwagę na błędne założenia, które rzucają się w oczy.
          Budujesz argument, że skoro istnieje zło, to w takim razie nie może być
          wszechmocnego i wszechdobrego Boga, bo jeśli taki by był, to nie pozwoliłby na
          zło.
          K: Szanowny Jerzy! Zauwaz, ze to NIE moj argument, ja go tylko cytuje za
          amerykanskim filozofem (expertem od tzw. moral philosophy)...

          J: Błąd tego argumentu polega na tym, że próbujesz ocenić Boga na podstawie
          własnej definicje tego co dobre a co złe.
          K: To NIE jest moja definicja, ale definicja uznana przez praktycznie
          wszystkich specjalistow od moralnosci i etyki. Jesli czlowiek odczuwa cos
          jako zle, i takie samo lub podobne jest odczucie olbrzymiej wiekszosci jego
          bliznich, to to jest zlo, i juz. Niezaleznie co byc chcial mi wmowic,
          idealny kreator nie dopuscilby do az takiego panoszenia sie zla na swiecie.
          Nie dopuscilby ani do Birkenau, ani do gulagow, ani do masowych mordow tzw.
          czerwonych khmerow w Kampuczei. Chyba, ze jest on zboczncem, jak ow Jehowa, Bog
          zydow, ktoremu mily jest widok krwi ludzkiej i zwierzecej...

          J: Jeśli odrzucasz istnienie Boga, który jest źródłem absolutnych i
          obiektywnych wartości etycznych, pozostajesz ze swoją subiektywną oceną dobra i
          zła, które jednak traktujesz jako absoluty.
          K: To powiedz mi, jakie sa te "absolutne i obiektywne wartości etyczne"?
          Czy pozwlaja one na Birkenau, gulagi czy masowe mordy tzw. czerwonych khmerow w
          Kampuczei? Bo jesli nie, to czemu byly one tolerowane przez owego, rzekomo
          idealnie dobrego Boga?

          J: Czyli moje pytanie do ciebie: Co to jest dobro i co to jest zło? Czy
          istnieją absolutne wartości etyczne? Jeśli tak, to kto jest ich źródłem?
          K: Dobro to jest, co jest spostrzegane przez dane spolecznestwo i w danym
          czasie jako wartosc pozytywna, pozwalajaca temu spoleczenstwu rozwijac sie,
          a przynajmnie przetrwac w miare harmonijnie, zlo to zas negacja, zaprzeczenie
          dobra. To oczywiscie w olbrzymim skrocie. NIE ma absolutnych wartosci
          etycznych, bo sa one zmienne. ST uwaza niewolnictwo za rzecz calkiem
          naturalna, obecnie uwazmy posiadanie niewolnikow za nie tylko recz naganna,
          ale wrecz za przestepstwo kryminalne. A zrodlem moralnosci jest spoleczenstwo,
          i tak jak sie ono zmienia, tak sie tez zmienia moralnosc. Inna byla
          moralnosc w epoce niwolnictwa, inna w feudalizmie, inna jest obecnie w
          kapitalizmie. W sredniowieczu bogacenie sie bylo naganne, reformacja zas
          zrobila z bogacenia sie cnote. Panta rhei, Panie Jerzy, panta rhei...
          Pozdr.
          Kagan

          Drogi Kaganie,
          Mam trochę problem z twoją logiką. Piszesz, że
          „NIE ma absolutnych wartosci etycznych, bo sa one zmienne.”
          Czy mam to zdanie traktowac jako absolut dotyczący wartości etycznych?
          Druga sprawa, piszesz, że
          „zrodlem moralnosci jest spoleczenstwo”.
          W poprzednim poście pisałeś, że myślenie to (tylko) ‘wyższe procesy białkowe”,
          zatem za moralnością nie stoi społeczeństwo, ale procesy chemiczne. One zatem
          mają zdeterminować, co jest dobre a co złe.

          Wracając do definicji dobra i zła.
          Czy prawo i zdolnośc do podejmowania własnych wyborów odzwierciedlają dobro czy
          zło?
          Czy natychmiastowe ukaranie / wyeliminowanie ze społeczeństwa tego, który
          podejmuje ‘zły’ wybór, będzie dobre, czy złe?
          Jak długo można tolerowac kogoś, kto podejmuje złe wybory?

          Czy cierpliwość, łagodność, opanowanie to elementy dobra czy zła?

          Stworzyłeś argument który prosi się o pytanie. Piszesz o specjalistach:
          „K: To NIE jest moja definicja, ale definicja uznana przez praktycznie
          wszystkich specjalistow od moralnosci i etyki.”
          Skąd mam wiedzieć, że są to specjaliści od etyki? Bo zgadzają się z twoim
          punktem widzenia? Pokazałem ci, że etyka twego światopoglądu to przypadkowe
          reakcje chemiczne – nic dziwnego, że jest ona przypadkowa i zmienna.

          Jerzy
          • Gość: Kagan Pewnik Kagana: NIE ma abs. wartosci etycznych IP: *.vic.bigpond.net.au 21.02.03, 10:05
            Jerzy napisał(a): Szanowny Kaganie,
            Doceniam twój wysiłek w zredagowaniu argumentów rzekomo dowodzących, że Bóg nie
            istnieje. Nie mam czasu aby ustosunkować się do wszystkiego, co napisałeś, ale
            pozwól, że zwrócę ci uwagę na błędne założenia, które rzucają się w oczy.
            Budujesz argument, że skoro istnieje zło, to w takim razie nie może być
            wszechmocnego i wszechdobrego Boga, bo jeśli taki by był, to nie pozwoliłby na
            zło.
            K: Szanowny Jerzy! Zauwaz, ze to NIE moj argument, ja go tylko cytuje za
            amerykanskim filozofem (expertem od tzw. moral philosophy)...
            J: Błąd tego argumentu polega na tym, że próbujesz ocenić Boga na podstawie
            własnej definicje tego co dobre a co złe.
            K: To NIE jest moja definicja, ale definicja uznana przez praktycznie
            wszystkich specjalistow od moralnosci i etyki. Jesli czlowiek odczuwa cos
            jako zle, i takie samo lub podobne jest odczucie olbrzymiej wiekszosci jego
            bliznich, to to jest zlo, i juz. Niezaleznie co byc chcial mi wmowic,
            idealny kreator nie dopuscilby do az takiego panoszenia sie zla na swiecie.
            Nie dopuscilby ani do Birkenau, ani do gulagow, ani do masowych mordow tzw.
            czerwonych khmerow w Kampuczei. Chyba, ze jest on zboczencem, jak ow Jehowa,
            Bog zydow, ktoremu mily jest widok krwi ludzkiej i zwierzecej...
            J: Jeśli odrzucasz istnienie Boga, który jest źródłem absolutnych i
            obiektywnych wartości etycznych, pozostajesz ze swoją subiektywną oceną dobra i
            zła, które jednak traktujesz jako absoluty.
            K: NIE! To nie sa absoluty tak, jak ty je rozumiesz, bo NIE sa
            wieczne, a tylko odnoszace sie do "teraz i tutaj". Dawniej, za
            czsowbiblijnych uwazano, ze niewolnik nie cierpi, dzis uwazamy, ze
            nie tylko KAZDY czlowiek cierpi, ale tez i wyzsze zweirzeta. W Australii
            do lat 1970tych Aborygeni byli uwazani za stadium posrednie miedzy malpa a
            czlowiekiem, dzis maja wiecej praw niz nie-Aborygeni. Panta rhei...

            K: To powiedz mi, jakie sa te "absolutne i obiektywne wartości etyczne"?
            Czy pozwlaja one na Birkenau, gulagi czy masowe mordy tzw. czerwonych khmerow w
            Kampuczei? Bo jesli nie, to czemu byly one tolerowane przez owego, rzekomo
            idealnie dobrego Boga? ODPOWIESZ?

            J: Czyli moje pytanie do ciebie: Co to jest dobro i co to jest zło? Czy
            istnieją absolutne wartości etyczne? Jeśli tak, to kto jest ich źródłem?
            K: Dobro to jest, co jest spostrzegane przez dane spolecznestwo i w danym
            czasie jako wartosc pozytywna, pozwalajaca temu spoleczenstwu rozwijac sie,
            a przynajmnie przetrwac w miare harmonijnie, zlo to zas negacja, zaprzeczenie
            dobra. To oczywiscie w olbrzymim skrocie. NIE ma absolutnych wartosci
            etycznych, bo sa one zmienne. ST uwaza niewolnictwo za rzecz calkiem
            naturalna, obecnie uwazamy posiadanie niewolnikow za nie tylko rzecz
            naganna, ale wrecz za przestepstwo kryminalne. A zrodlem moralnosci jest
            spoleczenstwo, i tak jak sie ono zmienia, tak sie tez zmienia moralnosc.
            Inna byla moralnosc w epoce niewolnictwa, inna w feudalizmie, inna jest
            obecnie w kapitalizmie. W sredniowieczu bogacenie sie bylo naganne,
            reformacja zas zrobila z bogacenia sie cnote. Panta rhei, Panie Jerzy,
            panta rhei...
            J: Drogi Kaganie,
            Mam trochę problem z twoją logiką. Piszesz, że „NIE ma absolutnych wartosci
            etycznych, bo sa one zmienne.”
            Czy mam to zdanie traktowac jako absolut dotyczący wartości etycznych?
            K: Juz ci pisalem, ze to NIE jest tzw. absolut, a tylko pewnik, sluszny
            obecnie w Polsce czy Australii (krajach kultury europejskiej). Byc moze,
            jakies spoleczenstwo przyszlosci wytworzy owe absolutne, czyli niezmienne
            wartosci etyczne, ale to bedzie, jesli w ogole, w bardzo odleglej
            przyszlosci...

            J: Druga sprawa, piszesz, że „zrodlem moralnosci jest spoleczenstwo”.
            W poprzednim poście pisałeś, że myślenie to (tylko) ‘wyższe procesy białkowe”,
            zatem za moralnością nie stoi społeczeństwo, ale procesy chemiczne. One zatem
            mają zdeterminować, co jest dobre a co złe.
            K: Odroznij poszczegolne warstwy rzeczywistosci. Skladasz sie z elektronow i
            kwarkow. Czujesz kwarki? NIE! Skladasz sie, na wyzszym poziomie z komorek.
            Czujesz komorki? NIE! Czujesz dopiero poziom wyzszy, czyli narzady, i to tez
            tylko wtedy, gdy nawalaja (dowod, ze nie stworzyl ciebie jakisc idealny
            kreator). Podobnie: myslenie, to proces elektrochemiczny, ale na niskim
            poziomie, ktorego nie "czujesz". Dobra analogia to komputer. Jak mi w nim
            cos nawali, to albo poprawiawm instrukcje w programie (w j. zrodlowym np. C, a
            nie docelowym, czyli maszynowym albo jakis element z hardware'u, np. floppy
            disk drive, a nie bity w pamieci albo elektrony w hardware. Ilosc przechodzi
            w jakosc, co ci juz wyjasnialem na przykladzie roznicy miedzy 1 zl a
            tych zlotowek milionem...
            • Gość: Kagan Pewnik Kagana (2) IP: *.vic.bigpond.net.au 21.02.03, 10:14
              J: Wracając do definicji dobra i zła.
              Czy prawo i zdolnośc do podejmowania własnych wyborów odzwierciedlają dobro czy
              zło?
              K: To ani dobro, ani zlo, to sa wartosci neutralne etycznie...

              J: Czy natychmiastowe ukaranie /wyeliminowanie ze społeczeństwa tego, który
              podejmuje ‘zły’ wybór, będzie dobre, czy złe? Jak długo można tolerowac kogoś,
              kto podejmuje złe wybory?
              K: Nikogo NIE mozna arbitralnie eliminowac, mozna go/ja tylko
              odizolowac od zdrowej reszty spoleczenstwa, i to TYLKO wtedy, gdy wina zostala
              udowodniona ponad wszelka rozsadna watpliwosc! Odroznij sprawiedliwosc
              od zemsty!

              J: Czy cierpliwość, łagodność, opanowanie to elementy dobra czy zła?
              K: Raczej dobra, ale nie zawsze! Rzeczywistosc NIE jest bowiem
              czarno-biala, ma ona mnostwo odcieni szarosci...

              J: Stworzyłeś argument który prosi się o pytanie. Piszesz o specjalistach:
              „K: To NIE jest moja definicja, ale definicja uznana przez praktycznie
              wszystkich specjalistow od moralnosci i etyki.”
              Skąd mam wiedzieć, że są to specjaliści od etyki? Bo zgadzają się z twoim
              punktem widzenia? Pokazałem ci, że etyka twego światopoglądu to przypadkowe
              reakcje chemiczne – nic dziwnego, że jest ona przypadkowa i zmienna.
              K: To sa reakcje przypadkowe tylko na najnizszym poziomie i tylko na
              samym poczatku! Droga ewolucji pozostaly przy zyciu glownie tylko
              te jednostki, w ktorych owe rekacje przebiegaja wedlug pewnych wzorow,
              utrwalonych wlasnie droga selekcji naturalnej. To tak jak szczur w
              labiryncie. Na poczatku szuka drogi metoda prob i bledow, czyli przypadkowo,
              ale po pewnym czasie wie, ze nalezy unikac slepych korytarzy... Przypadek
              generuje wiec niejako celowosc, droga naturalnej selekcji...
              Pozdr.
              Kagan
            • Gość: Jerzy Jaka jest różnica pomiędzy pewnikiem a absolutem? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.03, 12:53
              Uciekasz od absolutu zastępując go pewnikiem.
              Jaka jest między nimi różnica?

              Jerzy
              • Gość: Kagan Re: Jaka jest różnica pomiędzy pewnikiem a absolu IP: *.vic.bigpond.net.au 22.02.03, 02:04
                Gość portalu: Jerzy napisał(a):
                Uciekasz od absolutu zastępując go pewnikiem.
                Jaka jest między nimi różnica?
                Jerzy
                K: Absolut jest z definicji wieczny i niezmienny.
                Pewnik jest czasowy, moze byc obalony i zamieniony na inny.
                Pewnikiem jest np. twierdzenie, ze zadna czastka o masie wiekszej niz zero
                nie moze przekroczyc szybkosci swiatla. Jest on obecnie nie do
                obalenia w naszym wszechswiecie, co nie znaczy, ze tak musi byc zawsze i
                wszedzie.
                Kagan
    • Gość: UP! (NT) De non existentia dei - NA SERIO do J.! IP: *.vic.bigpond.net.au 21.02.03, 02:46
    • Gość: Jerzy Czy prawo do podejmowania decyzji jest dobre? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.03, 12:51
      Szanowny Kaganie,
      Twój światopogląd redukuje myślenie do ‘procesów elektrochemicznych’.
      Zatem człowiek nie może być odpowiedzialny za swoje decyzje, gdyż są one tylko
      reakcjami zachodzącymi w jego mózgu.
      Jednak twój światopogląd chce dokonywać oceny moralnej, co jest dobre a co złe.
      Które zatem procesy chemiczne są dobre, a które złe?
      Jeden brzydzi się aborcją, inny jest jej zwolennikiem. Które procesy chemiczne
      są prawidłowe i jak to się dzieje, że ta sama rzecz – aborcja – wywołuje różne
      stanowiska?

      Dalej, kiedy zapytałem, czy prawo i zdolność do podejmowania decyzji są
      przejawami dobra czy zła, odpowiedziałeś, że są to wartości etycznie neutralne.
      Twoje procesy elektrochemiczne dokonały dziwnej oceny. Uznały zdolność do
      podejmowania decyzji za wartość neutralną etycznie.
      Gdybyś powiedział, że to jest złe, byłbyś zwolennikiem dyktatury.
      Ale gdybyś kogoś pozbawił prawa do podejmowania decyzji, czy byłoby to dobre,
      czy złe? Czy też byłoby to wartością etycznie neutralną?

      Gdybyś natomiast powiedział, że to dobre, to musiałbyś zaakceptować, że z
      wolnością wyborów wiąże się ryzyko wyboru tego, co złe.
      Tak więc widzisz, że w tym miejscu twój światopogląd musi uciec się do bzdury i
      powiedzieć, że prawo dokonywania wyborów jest wartością neutralną, w przeciwnym
      wypadku rozpada się w gruzy.

      Jeśli zatem obdarzenie kogoś zdolnością podejmowania decyzji jest dobre, to
      wiąże się to z ryzykiem, że ten ktoś podejmie decyzję ‘złą’, czyli nie po
      naszej myśli. Czy natychmiastowe stłumienie takiej ‘samowoli’ byłoby dobre? Czy
      byłoby rzeczywiście przejawem wolności myślenia i działania?

      Gdyby stwórca chciał pozbawić nas prawa do podejmowania decyzji to
      1.albo musiałby nas stworzyć robotami, realizującymi bezwiednie wkomponowany
      nas program.
      2. albo musiałby nas natychmiast korygować, kiedy zrobilibyśmy coś nie po jego
      myśli.

      Jeśli jednak obdarzył nas zdolnością podejmowania decyzji, to poniósł ryzyko,
      że podejmiemy decyzje niezgodne z jego życzeniami. Te właśnie decyzje wniosły
      do świata to, nad czym ubolewamy – choroby i cierpienia.

      Dla naszego ciała, nie są one dobre. Według światopoglądu ateistycznego i
      materialistycznego, cierpienia są złe.
      Z punktu widzenia teizmu, odgrywają one znaczącą rolę w rozwoju człowieka.

      Cierpienia odgrywają inną rolę w życiu niewierzących i inną w życiu wierzących.
      Z punktu widzenia Boga, cierpienie nie zawsze jest złe! Cierpienie może być
      zmarnowane, ale może wykonać ważną rolę w życiu człowieka.
      Na przykład, gdybym nigdy nie cierpiał, nigdy nie wiedziałbym co to jest ból,
      ani co to jest współczucie dla tych, którzy cierpią. Zatem widzisz, że
      (niedobre) cierpienie może ukształtować w człowieku dobrą cechę współczucia.

      Dla ateizmu, redukującego życie ludzkie do ‘tu i teraz’, taka nauka nie ma
      sensu.
      Dla chrześcijan, którzy są świadomi, że ich życie ‘tu i teraz” jest tylko
      etapem przygotowawczym do wieczności, cierpienie nabiera sensu i znaczenia.

      2 Koryntian 4,16 Dlatego nie upadamy na duchu; bo choć zewnętrzny nasz
      człowiek niszczeje, to jednak ten nasz wewnętrzny odnawia się z każdym dniem.
      4,17 Albowiem nieznaczny chwilowy ucisk przynosi nam przeogromną obfitość
      wiekuistej chwały,
      4,18 nam, którzy nie patrzymy na to, co widzialne, ale na to, co
      niewidzialne; albowiem to, co widzialne, jest doczesne, a to, co niewidzialne,
      jest wieczne.

      Jerzy
    • Gość: Marcel Re: De non existentia dei - NA SERIO! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.03, 18:50
      Taki Bóg jak w Biblii, który najpierw stwarza super skomplikowany ogromny
      piękny wszechświat a potem z nudów wybiera sobie plemię nomadów, każe mu
      wędrować przez pustynię, zbudować sobie namiot i arkę, wymyśla różne istotne i
      mniej istotne przepisy, przy okazji niszcząc ludzkość (potop), burząc miasta
      (Sodoma i Gomora), dokonując masakr (pierworodni w Egipcie)raczej nie istnieje.
      Jeśli istnieje Bóg to raczej jako jakaś bezosobowa energia.
      • Gość: Kolinkertiz Boguś energetyczny? Chyba nie. IP: *.enterpol.pl / 192.168.1.* 21.02.03, 19:22
        Energia? Marcel i inni, proponowałbym podążyć alternatywną ścieżką rozumowania.
        Bóg to bezosobowa masa. Mam tu na myśli tzw ciemną materię, od dłuższego już
        czasu obiekt ważny w wielu teoriach kosmologów. Zatem Bog to ciemna masa -
        obiekt ważny w analizach wielu amatorskich domowych socjologów. Przy czym
        (zawod. s-logom to może się bardzo nie spodobać) zawodowy socjolog nie ma
        takiej przewagi nad domowym socjologiem, jaką ma zawodowy kosmolog nad domowym
        kosmologiem.
        Jeszcze inaczej: bezosobowa energia (i oparte na związkach białka procesy -
        uczestnik Jerzy) istnieje. Energia to nasz sposób nazywania bardzo podstawowych
        przejawów rzeczywistości. Po co mieszać tu słowo "Bóg"? Marcel, obie możliwośi
        są ok, ale nie wiemy, czy był to niezobowiązująco rzucony pomysł, czy masz
        jakieś powody, by łączyć słowo bóg i termin "bezosobowa energia".
        • Gość: Marcel Re: Boguś energetyczny? Chyba nie. IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 22.02.03, 12:21
          Gość portalu: Kolinkertiz napisał(a):

          > Energia? Marcel i inni, proponowałbym podążyć alternatywną ścieżką
          rozumowania.
          >
          > Bóg to bezosobowa masa. Mam tu na myśli tzw ciemną materię, od dłuższego już
          > czasu obiekt ważny w wielu teoriach kosmologów. Zatem Bog to ciemna masa -
          > obiekt ważny w analizach wielu amatorskich domowych socjologów. Przy czym
          > (zawod. s-logom to może się bardzo nie spodobać) zawodowy socjolog nie ma
          > takiej przewagi nad domowym socjologiem, jaką ma zawodowy kosmolog nad
          domowym
          > kosmologiem.
          > Jeszcze inaczej: bezosobowa energia (i oparte na związkach białka procesy -
          > uczestnik Jerzy) istnieje. Energia to nasz sposób nazywania bardzo
          podstawowych
          >
          > przejawów rzeczywistości. Po co mieszać tu słowo "Bóg"? Marcel, obie
          możliwośi
          > są ok, ale nie wiemy, czy był to niezobowiązująco rzucony pomysł, czy masz
          > jakieś powody, by łączyć słowo bóg i termin "bezosobowa energia".
          Przyznam, ze to tak od siebie napisałem, więc jak coś pomieszałem to
          przepraszam.
          • Gość: Kagan Re: Boguś energetyczny? Chyba nie. IP: *.vic.bigpond.net.au 23.02.03, 00:52
            Gość portalu: Kolinkertiz napisał(a):
            Energia? Marcel i inni, proponowałbym podążyć alternatywną ścieżką
            rozumowania.
            Gość portalu: Marcel napisał(a):
            Bóg to bezosobowa masa. Mam tu na myśli tzw ciemną materię, od dłuższego
            już czasu obiekt ważny w wielu teoriach kosmologów. Zatem Bog to ciemna masa -
            obiekt ważny w analizach wielu amatorskich domowych socjologów. Przy czym
            (zawod. s-logom to może się bardzo nie spodobać) zawodowy socjolog nie ma
            takiej przewagi nad domowym socjologiem, jaką ma zawodowy kosmolog nad
            domowym kosmologiem.
            K: :)
            - Jeszcze inaczej: bezosobowa energia (i oparte na związkach białka procesy
            - uczestnik Jerzy) istnieje. Energia to nasz sposób nazywania bardzo
            podstawowych przejawów rzeczywistości. Po co mieszać tu słowo "Bóg"? Marcel,
            obie możliwośi są ok, ale nie wiemy, czy był to niezobowiązująco rzucony
            pomysł, czy masz jakieś powody, by łączyć słowo bóg i termin "bezosobowa
            energia".
            M: Przyznam, ze to tak od siebie napisałem, więc jak coś pomieszałem to
            przepraszam.
            K: Nie ma za co, ale rzeczywiscie te wasze wywody sa dosc niejasne... ;)
    • Gość: BOGMILOSCIWY Re: De non existentia dei - NA SERIO! IP: *.vic.bigpond.net.au 22.02.03, 00:25
      Odpowiem wkrotce!
      A teraz pytanie, czemu Bog Milosciwy pozwolil na ponizsze:
      Śmiertelne żniwo (conajmniej 100 ofiar smiertelnych) pożaru klubu w West
      Warwick, na Rhode Island (malutki stan w poblizu Bostonu) - to atak terrorystow
      czy wypadek? Niezaleznie czy pierwsze czy drugie, to jak na
      dloni widac, ze USA NIE jest przygotowane na zaden atak terrorystow czy tez
      sabotazystow na swa ludnosc cywilna. Co wiecej, rzad USA nie dba o swych
      zwyczajnych obywteli. Rzad i bogaci sa zabezpieczeni (pierwsi przez tzw.
      jednostki specjalne, drudzy przez prywatnych straznikow), reszta jest
      przeznaczona przez dzi dablju busza (dzuniora) "na odstrzal"... :(
      A jak jest w Polsce? Obawiam sie, ze jeszcze gorzej. Rzad RP idzie jak
      posluszny piesek na smyczy jankesow, nie dbajac o swych obywateli, ktorzy
      sa jeszcze bardziej narazeni na terrorystyczny atak niz obywatele USA,
      bowiem Polska zostala praktycznie rozbrojona przez Balcerowicza i ske.
      Pytam sie wiec, jakie srodki ostroznosci podjeto w Polsce, w momencie
      poparcia planowanej agresji na Irak? Na co moga liczyc Polacy, jak
      terrorysci nas zaatakuja? Ilu Polakow zginie, poniewaz rzad Polski po raz
      kolejny ugial sie przed obcym mocarstwem, tym razem rzadzonym przez
      syjonistycznych rasistow i ich pacholkow?
      Kagan

      • Gość: DoJerzego Re: De non existentia dei - NA SERIO! IP: *.vic.bigpond.net.au 22.02.03, 01:58
        Jerzy: Twój światopogląd redukuje myślenie do ‘procesów elektrochemicznych’.
        K: Juz ci pisalem, ze sprawe zbytnio upraszczasz. Te elektrochemiczne procesy
        sa na jednym z najnizszych poziomow procesu myslenia. To tak jakby analizowac
        prace komputera tylko na poziomie binarnym. Dopiero analizujac na wyzszych
        poziomach zauwazamy jak pracuje mozg. Poziomu elektrochemicznego nie zauwazamy,
        podobnie jak uzywajac komputera nie zauwazamy poziomu binarnego. Poducz sie
        nieco psychologii, a moze zrozumiesz, jaki blad popelniasz...

        J: Zatem człowiek nie może być odpowiedzialny za swoje decyzje, gdyż są one
        tylko reakcjami zachodzącymi w jego mózgu.
        K: Podobnie jest, jesli przyjmiemy istnienie wszechmocnego i wszechobecnego,
        wszechwiedzacego Boga. Czlowiek wtedy tez nie moze byc odpowiedzialny za swoje
        czyny, bo skad wiesz, moze to twoj Bog wlasnie chcial, aby np. pewien malarz
        zamordowal w zeszlym stuleciu prezydenta RP, a inny zaczal budowac komory
        gazowe i krematoria dla tzw. narodu wybranego?

        J: Jednak twój światopogląd chce dokonywać oceny moralnej, co jest dobre a co
        złe. Które zatem procesy chemiczne są dobre, a które złe? Jeden brzydzi się
        aborcją, inny jest jej zwolennikiem.
        K: KLAMIESZ! NIKT zdrow na umysle NIE jest zwolennikiem aborcji, ja jestem np.
        tylko przeciwnikiem jej kryminalizacji, podobnie jak nie widze sensu karania za
        inne, podobnie naganne czyny, jak np. prostytucje, homoseksualizm, picie wodki,
        palenie papierosow, zazywanie narkotykow, przeklinanie itp.

        J: Które procesy chemiczne są prawidłowe i jak to się dzieje, że ta sama rzecz
        – aborcja wywołuje różne stanowiska?
        K: Zapytaj sie biochemikow, neurologow i psychiatrow, jakie procesy
        biochemiczne wywoluja schorzenia psychiczne - ja nie jestem w tej dzidzinie
        dostatecznie biegly, ale wiem, ze wiele chorob psychicznych ma podloze
        organiczne.… A poniewaz kazdy z nas jest unikalna kombinacja genow matki i
        ojca, stad jestesmy jacy jestsmy, nie jestesmy w 100% jednakowi...

        J: Dalej, kiedy zapytałem, czy prawo i zdolność do podejmowania decyzji są
        przejawami dobra czy zła, odpowiedziałeś, że są to wartości etycznie neutralne.
        Twoje procesy elektrochemiczne dokonały dziwnej oceny. Uznały zdolność do
        podejmowania decyzji za wartość neutralną etycznie.
        K: Oczywiscie! To jest tylko zdolnosc naturalna, pozakulturowa, wiec etyczne
        neutralna, podobnie jak zdolnosc oddychania, wydalania itp.

        J: Gdybyś powiedział, że to jest złe, byłbyś zwolennikiem dyktatury. Ale gdybyś
        kogoś pozbawił prawa do podejmowania decyzji, czy byłoby to dobre, czy złe? Czy
        też byłoby to wartością etycznie neutralną?
        K: Kazdy ma prawo podejmowania decyzji jaka chce, tyle, ze niektore decyzje sa
        w sprzecznosci z etyka, zwyczajami czy prawem... Mylisz zdolnosc podjecia
        decyzji z podjeciem konkretnej decyzji i jej konsekwencjami, czesto
        nieantycypowanymi!

        J: Gdybyś natomiast powiedział, że to dobre, to musiałbyś zaakceptować, że z
        wolnością wyborów wiąże się ryzyko wyboru tego, co złe.
        K: Skad wiesz, ze dana decyzja jest zla czy dobra? Moze byc ona dobra dla
        jednostki, a zla dla spoleczenstwa lub odwrotnie. Dobro i zlo to sa wartosci
        wzgledne, Jerzyku!

        J: Tak więc widzisz, że w tym miejscu twój światopogląd musi uciec się do
        bzdury i powiedzieć, że prawo dokonywania wyborów jest wartością neutralną, w
        przeciwnym wypadku rozpada się w gruzy.
        K: Wcale NIE! Nie ma zadnego "prawa" dokonywania wyborow, to jest tylko
        pochodna zdolnosci myslenia. Samo dokonanie wyboru jeszcze nic nie znaczy,
        wazne jest wprowadzenie danej decyzji w zycie i jej konsekwencje! I czemu
        uwazasz, ze moj poglad iz zdolnosc (NIE "prawo") dokonywania wyborow jest
        wartoscia neutralna etycznie jest bzdurny?

        J: Jeśli zatem obdarzenie kogoś zdolnością podejmowania decyzji jest dobre, to
        wiąże się to z ryzykiem, że ten ktoś podejmie decyzję ‘złą’, czyli nie po
        naszej myśli.
        K: Ja tego NIE powiedzialem! Wkladasz mi w usta swoje slowa! To jest
        NIEuczciwe, Jerzyku!

        J: Czy natychmiastowe stłumienie takiej ‘samowoli’ byłoby dobre? Czy byłoby
        rzeczywiście przejawem wolności myślenia i działania?
        K: Juz ci pisalem, ze jesli by istnial ow wszechdobry a wszechmocny Bog, to nie
        mogl by On dopuscic do decyzji skrajnie zlych, np. do decyzji rozpetania II
        Wojny Swiatowej, w ktorej zginelo tyle milionow luddzi, wielu w strasznych
        meczarniach. Istnienie zla, i to na tak ogromna skale NIE da sie po prostu
        pogodzic z istniem wszchodobrego i wszechmocnego Boga!

        J: Gdyby stwórca chciał pozbawić nas prawa do podejmowania decyzji to
        1.albo musiałby nas stworzyć robotami, realizującymi bezwiednie wkomponowany w
        nas program.
        K: Tu NIE chodzi o odjecie zdolnosci do podejmowania kazdej decyzji, a tylko o
        veto wobec decyzji skrajnie zlych (podobnie, jak Senat i prezydent kontroluje
        Sejm).

        J: 2. Albo musiałby nas natychmiast korygować, kiedy zrobilibyśmy coś nie po
        jego myśli.
        K: NIE zawsze, tylko wtedy, gdybysmy mieli np. kogos zabic albo powaznie
        okaleczyc (fizycznie badz psychicznie). NIE myl dykatury z demokracja: w
        demokracji tez sie stosuje przymus, ale tylko w przypadkach rzeczywiscie
        koniecznych….

        J: Jeśli jednak [Bog] obdarzył nas zdolnością podejmowania decyzji, to poniósł
        ryzyko, że podejmiemy decyzje niezgodne z jego życzeniami. Te właśnie decyzje
        wniosły do świata to, nad czym ubolewamy – choroby i cierpienia.
        K: Juz ci pisalem, ze podobnie jak w demokracji tez sie nie toleruje mordercow,
        ale toleruje dysydentow politycznych, to ow Bog winien nie dopuszczac tylko do
        podejmowania decyzji skrajnie zlych, powinien dzialac jak owa poduszka
        powietrzna czy system ABS, ktore sie aktywuja tylko w sytuacjach skrajnie
        niebezpiecznych. Ale na codzien NIE przeszkadzaja nam w doprowadzeniu samochodu
        tam, dokad chcemy dojechac...

        J: Dla naszego ciała, nie są one dobre. Według światopoglądu ateistycznego i
        materialistycznego, cierpienia są złe.
        K: Wedlug religianckiego zas, sa dobre, bo prowadza blizej do tzw. Boga. Jak
        widac, wasz Bog musi byc z definicji sadystycznym zboczencem...

        J: Z punktu widzenia teizmu, [cierpienia] odgrywają znaczącą rolę w rozwoju
        człowieka. Cierpienia odgrywają inną rolę w życiu niewierzących i inną w życiu
        wierzących. Z punktu widzenia Boga, cierpienie nie zawsze jest złe!
        K: Oczywiscie, bowiem, jako zboczencowi, sa mu one mile! Pan lubi widok
        rozlanej krwi ludzkiej, cieszy go zapach cial ludzkich palonych na stosie
        Swietej Inkwizycji badz w krematoriach Auschwitz. Cieszylo Go, gdy wiezniowie
        gulagow zdychali z glodu, mrozu i chorob...
        cdn
      • Gość: Kagan Re: De non existentia dei - NA SERIO! (2) IP: *.vic.bigpond.net.au 22.02.03, 01:59
        (Czesc II)
        J: Cierpienie może być zmarnowane, ale może wykonać ważną rolę w życiu
        człowieka. Na przykład, gdybym nigdy nie cierpiał, nigdy nie wiedziałbym co to
        jest ból, ani co to jest współczucie dla tych, którzy cierpią. Zatem widzisz,
        że (niedobre) cierpienie może ukształtować w człowieku dobrą cechę współczucia.
        K: Jestes desperatem Jerzy. Chcesz za wszelaka cene udowodnic, ze zlo jest
        dobre. Po co nam ta wiedza o bolu, jesli ow bol moglby byc bez wysilku
        zniesiony przez twego, rzekomo wszechdobrego a wszechmocnego Boga? Widzisz, bol
        to wynik tego, ze poniewaz stworzyla nas slepa ewolucja, to jestesmy podatni na
        choroby. Bol to zas po prostu sygnal, ze cos zlego sie dzieje w naszym
        organizmie. Gdyby nasze organizmy byly idelane, niepsujace sie, to bol bylby
        zbedny, obcy nam, tak jak jest obcy elektronom czy kwarkom, ktore sa
        niezniszczalne i niezawodne. Cecha wspolczucia to zas wynik wlasnie owej naszej
        niedoskonalosci: poniwaz sami dobrze wiemy jak zle jest nam, jak nas cos boli,
        to rozumiemy tez i cudzy bol. Ale owe wspolczucie to tylko wlasnie wynik naszej
        niedoskonalosci, ktora z kolei dowodzi, ze jestesmy produktem slepej,
        przypadkowej ewolucji, a nie jakiegos idealnego kreatora, zdolnego do
        stworzenia istot idealnych, niepodatnych na zadne choroby… Tak wiec twoj Bog
        moze byc albo wszechdobry, ALBO
        wszechmocny, ale NIGDY wszechdobry ORAZ wszechmocny…

        J: Dla ateizmu, redukującego życie ludzkie do ‘tu i teraz’, taka nauka nie ma
        sensu. Dla chrześcijan, którzy są świadomi, że ich życie ‘tu i teraz” jest
        tylko etapem przygotowawczym do wieczności, cierpienie nabiera sensu i
        znaczenia.
        K: A jaki masz dowod, ze bedzisz zyc wiecznie? Nie zdajesz sobie sprawy, ze juz
        po glupim tysiacu lat bylbys kim zupelnie innym, nawet jesli twoje IQ byloby
        bez zamian, albo nawet wzrastalo (wtedy zreszta bys byl na pewno kims zupelnie
        innym). Po prostu po tysiacu lat nie bylbys w stanie pamietac tego, co bylo
        setki lat temu, wiec twa osobowosc by sie zmienila. Mozesz mi odpowiedziec, ze
        przy Bogu bedziesz mial pamiec bez ograniczen. Ale wowczas stanisz sie kims
        zupelnie innym od Jerzego z Bielska, ktory teraz ze mna dyskutuje na forum GW.
        Czyli, ze wszelakie doswiadczenia z zycia “tu i teraz” NIE maja zadnego
        znaczenia w porownaniu do przyszlego zycia wiecznego. I czemu cierpienie ma byc
        konieczne dla przygotowania sie do przyszlego zycia wiecznego? Przeciez twoja
        dusza w bezsposredniej obecnosci Boga musi ulec radykalnym zmianom! Po co
        wszechwiedzacemu Bogu znajomosc twych cierpien? Przeciez On i tak wie najlepiej
        wszystko i to z gory!? Jak widzisz, wpadasz w pulapke logiczna! Albo jest Bog
        wszechmogacy i wszechwiedzacy, a wtedy nie jest mu potrzebne nasze cierpienie,
        bo i do czego, albo go NIE ma, i wtedy cierpimy, poniewaz stworzyla nas
        bezrozumna ewolucja tak jak mogla najlepiej, czyli w sposob daleki od idealu…

        J: Nie będzie mnie kilka dni, zostawiam ten temat do przemyslenia, zanim znowu
        zaczniesz postulować, że dobro może istnieć tylko bez Boga.
        K: Czyzbys uciekal znow przed prawda Jerzy? I zauwaz, ze ja wcale NIE
        powiedzialem, ze “dobro może istnieć tylko bez Boga”, a tylko, ze jesli
        zalozymy istnienie wszechmogacego Boga, to od niego tez musi pochodzic zlo, a
        wiec NIE moze byc On jednoczesnie wszechmocny i wszechdobry…
        Kagan
        • Gość: Kagan De non existentia dei - Do Jerzego! IP: *.vic.bigpond.net.au 26.02.03, 03:36
          Czemu nie odpowiadasz? Zabraklo argumentow?
          • Gość: Kagan Re: De non existentia dei - Do Jerzego! IP: *.vic.bigpond.net.au 27.02.03, 09:43
            Gość portalu: Kagan napisał(a):
            Czemu nie odpowiadasz? Zabraklo argumentow?
            K: A moze nie rozumiesz mych argumentow?
            Nie wstydz sie! Napisz, a wyloze ci je w prosty
            sposob, jak przedszkolakowi...
            • Gość: Kagan Re: De non existentia dei - Do Jerzego! IP: *.dsl.vicnet.net.au 28.02.03, 04:20
              Gość portalu: Kagan napisał(a):

              > Gość portalu: Kagan napisał(a):
              > Czemu nie odpowiadasz? Zabraklo argumentow?
              > K: A moze nie rozumiesz mych argumentow?
              > Nie wstydz sie! Napisz, a wyloze ci je w prosty
              > sposob, jak przedszkolakowi...
              • Gość: Kagan Re: De non existentia dei - Do Jerzego! IP: *.vic.bigpond.net.au 28.02.03, 13:39
                Gość portalu: Kagan napisał(a):

                > Gość portalu: Kagan napisał(a):
                >
                > > Gość portalu: Kagan napisał(a):
                > > Czemu nie odpowiadasz? Zabraklo argumentow?
                > > K: A moze nie rozumiesz mych argumentow?
                > > Nie wstydz sie! Napisz, a wyloze ci je w prosty
                > > sposob, jak przedszkolakowi...
          • Gość: Jerzy Re: De non existentia dei - Do Jerzego! IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.03, 14:11
            Gość portalu: Kagan napisał(a):

            > Czemu nie odpowiadasz? Zabraklo argumentow?

            Jerzy: nie zabrakło argumentów, lecz czasu.

            Odpowiem, jak przeczytam, co napisałeś, ale nie spodziewam sie sensownych
            odpowiedzi.
            Jerzy
            • Gość: Kagan Re: De non existentia dei - Do Jerzego! IP: *.vic.bigpond.net.au 28.02.03, 14:29
              Gość portalu: Kagan napisał(a):
              Czemu nie odpowiadasz? Zabraklo argumentow?
              Jerzy: nie zabrakło argumentów, lecz czasu.
              Odpowiem, jak przeczytam, co napisałeś, ale nie spodziewam sie sensownych
              odpowiedzi.
              K: NIE KLAM! Miales czas na sazniste wypociny na innych watkach,
              i na tworzenie szeregu innych... :(
              • Gość: Jerzy Kaganie, co to jest kłamstwo? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.03, 14:42
                Gość portalu: Kagan napisał(a):

                > Gość portalu: Kagan napisał(a):
                > Czemu nie odpowiadasz? Zabraklo argumentow?
                > Jerzy: nie zabrakło argumentów, lecz czasu.
                > Odpowiem, jak przeczytam, co napisałeś, ale nie spodziewam sie sensownych
                > odpowiedzi.
                > K: NIE KLAM! Miales czas na sazniste wypociny na innych watkach,
                > i na tworzenie szeregu innych... :(

                Jerzy: Nie da się odpowiadać na wszystko na raz. Cierpliwości mocium panie.
                Widzę że w swoim stylu, chcesz stale zarzucasz adwersarzom kłamstwo.
                Co to jest kłamstwo, drogi kolego?
                • Gość: Kagan Re: Kaganie, co to jest kłamstwo? IP: *.vic.bigpond.net.au 28.02.03, 14:47
                  Gość portalu: Kagan napisał(a):
                  Czemu nie odpowiadasz? Zabraklo argumentow?
                  Jerzy: nie zabrakło argumentów, lecz czasu.
                  Odpowiem, jak przeczytam, co napisałeś, ale nie spodziewam sie sensownych
                  odpowiedzi.
                  K: NIE KLAM! Miales czas na sazniste wypociny na innych watkach,
                  i na tworzenie szeregu innych... :(
                  Jerzy: Nie da się odpowiadać na wszystko na raz. Cierpliwości mocium panie.
                  K: To trzeba bylo odpowiedziec na moje stare pytania z tego watku,
                  a nie uciekac na inne watki!
                  J: Widzę że w swoim stylu, chcesz stale zarzucasz adwersarzom kłamstwo.
                  Co to jest kłamstwo, drogi kolego?
                  K: Sam wiesz najlepiej, bo sie nim wciaz poslugujesz, oklamujac naiwnych
                  swymi zydowskimi bajeczkami o Jeszui... :(
                  • Gość: Jerzy Re: Kaganie, a co to jest prawda? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 01.03.03, 16:23
                    Gość portalu: Kagan napisał(a):

                    > Gość portalu: Kagan napisał(a):
                    > Czemu nie odpowiadasz? Zabraklo argumentow?
                    > Jerzy: nie zabrakło argumentów, lecz czasu.
                    > Odpowiem, jak przeczytam, co napisałeś, ale nie spodziewam sie sensownych
                    > odpowiedzi.
                    > K: NIE KLAM! Miales czas na sazniste wypociny na innych watkach,
                    > i na tworzenie szeregu innych... :(
                    > Jerzy: Nie da się odpowiadać na wszystko na raz. Cierpliwości mocium panie.
                    > K: To trzeba bylo odpowiedziec na moje stare pytania z tego watku,
                    > a nie uciekac na inne watki!
                    > J: Widzę że w swoim stylu, chcesz stale zarzucasz adwersarzom kłamstwo.
                    > Co to jest kłamstwo, drogi kolego?
                    > K: Sam wiesz najlepiej, bo sie nim wciaz poslugujesz, oklamujac naiwnych
                    > swymi zydowskimi bajeczkami o Jeszui... :(

                    Znowu zarzucasz mi kłamstwo, jakobym posługiwłą się zydowskimi bajeczkami. Tak
                    się akurat składa, że twoja wersja pochodzenia Jezusa, jakoby był on nieslubnym
                    synem rzymskiego oficera i Marii, jest również pochodzenia żydowskiego.
                    Dlaczego zatem odrzucasz materiał dowodowy przedstawiony w Nowym Testamencie na
                    rzecz wymysłów żydowskich przeciwników Jezusa?

                    Po drugie, uciekasz od odpowiedzi co to jest kłamstwo. Gdybyś na nie
                    odpowiedział, musiałbyś też odpowiedzieć na pytanie, co to jest prawda. Tak się
                    składa, że twój swiatopogląd odrzuca istnienie prawdy / absolutu, ale chętnie
                    zarzuca 'religiantom' antytezę prawdy, czyli kłamstwo.
                    Jak zwykle jestes niekonsekwentny. Dla ciebie, jako relatywisty, nie ma ani
                    prawdy, ani kłamstwa, co najwyżej różne / inne wersje poglądów czy wydarzeń,
                    inaczej zarejestrowanych przez procesy elektrochemiczne w naszych głowach.

                    Jerzy
                    • Gość: Kagan Re: Kaganie, a co to jest prawda? IP: *.vic.bigpond.net.au 02.03.03, 06:28
                      Gość portalu: Kagan napisał(a):
                      Czemu nie odpowiadasz? Zabraklo argumentow?
                      Jerzy: nie zabrakło argumentów, lecz czasu.
                      Odpowiem, jak przeczytam, co napisałeś, ale nie spodziewam sie sensownych
                      odpowiedzi.
                      K: NIE KLAM! Miales czas na sazniste wypociny na innych watkach,
                      i na tworzenie szeregu innych... :(
                      Jerzy: Nie da się odpowiadać na wszystko na raz. Cierpliwości mocium panie.
                      K: To trzeba bylo odpowiedziec na moje stare pytania z tego watku,
                      a nie uciekac na inne watki!
                      J: Widzę że w swoim stylu, chcesz stale zarzucasz adwersarzom kłamstwo.
                      Co to jest kłamstwo, drogi kolego?
                      K: Sam wiesz najlepiej, bo sie nim wciaz poslugujesz, oklamujac naiwnych
                      swymi zydowskimi bajeczkami o Jeszui... :(
                      J: Znowu zarzucasz mi kłamstwo, jakobym posługiwłą się zydowskimi bajeczkami.
                      Tak się akurat składa, że twoja wersja pochodzenia Jezusa, jakoby był on
                      nieslubnym synem rzymskiego oficera i Marii, jest również pochodzenia
                      żydowskiego.
                      K: Tak, ale ortodoksyjnego, a twoja jest z punktu widzenia
                      judaizmu apokryficzna...
                      J: Dlaczego zatem odrzucasz materiał dowodowy przedstawiony w Nowym Testamencie
                      na rzecz wymysłów żydowskich przeciwników Jezusa?
                      K: Bowiem to zydzi najlepiej znaja Biblie, a nie chrzescijanie.
                      Wybieram wiec zdanie eskpertow, tych co znaja Biblie w oryginale,
                      i latwiej odroznia oryginal od apokryfu!

                      J: Po drugie, uciekasz od odpowiedzi co to jest kłamstwo. Gdybyś na nie
                      odpowiedział, musiałbyś też odpowiedzieć na pytanie, co to jest prawda. Tak się
                      składa, że twój swiatopogląd odrzuca istnienie prawdy / absolutu, ale chętnie
                      zarzuca 'religiantom' antytezę prawdy, czyli kłamstwo.
                      K: Nie ma absolutnej prawdy czy absolutnego klamstwa. Wyjasnie ci to na
                      przykladzie: w ekonomii mamy pojecie tzw. uzytecznosci (utility), ktora nie
                      jest bezposrednio mierzalna, jako iz nie mozna powiedziec, ze dobro
                      (w znaczeniu ekonomii, nie etyki) A ma uzytecznosc X jednostek, a B ma Y
                      jednostek. Wartosc jednostki, wzgl. ktorej mierzymy cos, np. temperature, jest
                      czasem owym absolutem (np. zero absolutne). Jednakze mozna mierzyc inaczej,
                      nie "kardynalnie", jak mierzymy temperature (w stopniach Kelvina wzgl. zera
                      absolutnego), ale "porzadkowo", czyli mozemy powiedziec, ze dobro A ma dla
                      danego uzytkownika uzytecznosc wieksza lub mniejsza wzgl. dobra B.
                      Do tego wcale nie potrzebujuemy zadnej skali mierzacej "kardynalnie"
                      uzytecznosc. To tyle, ale watpie, czy to dotrze do Jerzego, bo on jest slaby w
                      matematyce i w ekonomii (nawet nie wie, ile zarabia i sklad sie biora
                      jego dochody)...
                      J: Jak zwykle jestes niekonsekwentny. Dla ciebie, jako relatywisty, nie ma ani
                      prawdy, ani kłamstwa, co najwyżej różne / inne wersje poglądów czy wydarzeń,
                      inaczej zarejestrowanych przez procesy elektrochemiczne w naszych głowach.
                      K: Patrz wyjasnienie powyzej!
    • Gość: Marcel Drzewo poznania dobra i zła IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.02.03, 20:18
      Po co Bóg posadził w Edenie drzewo poznania dobra i złego skoro nie pozwalał z
      niego jeść? Sam przecież nie musiał z niego jeść. Anioły też nie, tak samo
      diabły. Chyba tylko po to by sprowokować Adama i Ewę.
      No ale to trochę bez sensu - jak nie chciał by z niego jedli to trzeba było nie
      sadzić i już. Mamy kolejny biblijny bezsens.

      • Gość: Kagan Re: Drzewo poznania dobra i zła IP: *.vic.bigpond.net.au 27.02.03, 09:46
        Gość portalu: Marcel napisał(a):
        Po co Bóg posadził w Edenie drzewo poznania dobra i złego skoro nie pozwalał z
        niego jeść? Sam przecież nie musiał z niego jeść. Anioły też nie, tak samo
        diabły. Chyba tylko po to by sprowokować Adama i Ewę.
        K: Dokladnie tak. Sadzac to drzewo wiedzial dobrze, jakie beda tego
        konsekwencje, bo zydowski Jehowa to bozek zlosliwy a chytry... :(

        - No ale to trochę bez sensu - jak nie chciał by z niego jedli to trzeba było
        nie sadzić i już. Mamy kolejny biblijny bezsens.
        K: Niby tak. Ale jak zalozymy, ze Jehowa=Achryman-Szatan,
        to wszystko sie wtedy zgadza!
        Kagan

      • Gość: Kagan Re: Drzewo poznania dobra i zła IP: *.vic.bigpond.net.au 27.02.03, 09:47
        Mialo byc Jehowa=Achryman=Szatan, ale
        Diabel mi zamienil = na -
        • Gość: Marcel Re: Drzewo poznania dobra i zła IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.03, 21:20
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > Mialo byc Jehowa=Achryman=Szatan, ale
          > Diabel mi zamienil = na -
          Co to jest ten Achryman?
          • Gość: Kagan Re: Drzewo poznania dobra i zła IP: *.vic.bigpond.net.au 28.02.03, 06:10
            Gość portalu: Kagan napisał(a):
            Mialo byc Jehowa=Achryman=Szatan, ale
            Diabel mi zamienil = na -
            Gość portalu: Marcel napisał(a):
            Co to jest ten Achryman?
            K: "Zly" Bog w/g Mazdeizmu (staroperska religia).
            "Dobrym" Bogiem jest tam Mazda (wl. Achura Mazda).
            Zauwaz tez, ze luksusowe Hondy sprzedaja w USA jako
            "Akura"...
    • Gość: Marcel Bóg, dobro i zło IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.03, 21:37
      Nie wiem czy o tym już ktoś pisał, ale udowodnianie istnienia Boga na
      podstawie, że gdyby nie było Boga to nie byłoby dobra i zła czy moralnosci jest
      nielogiczne.
      W założeniu: uważa się, że gdyby Bóg nie istniał nie byłoby pojęcia dobra i
      zła. Jeśli istnieje różnica między dobrem i złem to powstaje pytanie czy ta
      różnica powstała z rozkazu Boga. Jeśli tak, tzn., że dla samego Boga nie ma
      różnicy między dobrem i złem - no bo skoro została stworzona nie jest wieczna
      tak jak Bóg - gdyby istniała dla Niego taka różnica nie musiałby jej stwarzać.
      Wiec nie ma sensu twierdzenie, ze Bóg jest dobry.
      Jeśli Bóg jest dobry to znaczy, że dobro i zło mają znaczenie niezależnie od
      woli Boga, bo postanowienia Boga są dobre, a nie złe, bez względu na sam fakt,
      ze zostały pzrez niego wydane. Wynika z tego więc, że dobro i zło nie istnieją
      dzięki Bogu, ale poprzedzają Boga.
      Z tego wynika, że w ten sposób nie da się udowodnić istnienia Boga.
      • Gość: Kagan Re: Bóg, dobro i zło IP: *.vic.bigpond.net.au 28.02.03, 06:06
        Gość portalu: Marcel napisał(a): Nie wiem czy o tym już ktoś pisał, ale
        udowodnianie istnienia Boga na podstawie, że gdyby nie było Boga to nie byłoby
        dobra i zła czy moralnosci jest nielogiczne.
        K: Oczywiscie. Moralnosc jest zmienna (np. Biblia pochwala wrecz niewolnictwo),
        stad moralnosc nie potrzebuje jakiejs metafizycznej sankcji.

        M: W założeniu: uważa się, że gdyby Bóg nie istniał nie byłoby pojęcia dobra i
        zła. Jeśli istnieje różnica między dobrem i złem to powstaje pytanie czy ta
        różnica powstała z rozkazu Boga. Jeśli tak, tzn., że dla samego Boga nie ma
        różnicy między dobrem i złem - no bo skoro została stworzona nie jest wieczna
        tak jak Bóg - gdyby istniała dla Niego taka różnica nie musiałby jej stwarzać.
        Wiec nie ma sensu twierdzenie, ze Bóg jest dobry.
        K: To jest wrecz bluznierstwo, bowiem zaklada, ze Bog podlega jakiemus
        prawu i jakims sadom, np. etycznym, a on jest z def. ponad prawem , ponad
        byciem dobrym czy zlym!

        M: Jeśli Bóg jest dobry to znaczy, że dobro i zło mają znaczenie niezależnie od
        woli Boga, bo postanowienia Boga są dobre, a nie złe, bez względu na sam fakt,
        ze zostały pzrez niego wydane. Wynika z tego więc, że dobro i zło nie istnieją
        dzięki Bogu, ale poprzedzają Boga.
        Z tego wynika, że w ten sposób nie da się udowodnić istnienia Boga.
        K: Oczywiscie. Bo wtedy Bog bylby zalezny od jakichs odwiecznych
        praw, i innych bytow, wiec nie bylby Bogiem...
        • Gość: Kagan Re: Bóg, dobro i zło IP: *.vic.bigpond.net.au 28.02.03, 14:59
          Gość portalu: Jerzy napisał(a):
          Dosyć obszernie omówiłem temat zbawienia w wątku
          Dlaczego Pan Jezus przyszedł na ziemię
          K: Czemu znow klamiesz? Jesli Jeszua byl Bogiem,
          to byl wszedzie, a wiec tez i na ziemi.
          Nie mogl wiec przyjsc tam, gdzie zawsze byl!
          I jako Bog byl wszedzie w "tej samej", czyli
          nieskonczonej ilosci, wiec nie porownuj Go,
          bluznierco, do czlowieka, ktory jak jest w jednym
          miejscu, to nie moze byc w innym!
          Widzisz Jerzy, ze twoja wiara jest absurdalna,
          bo prowadzi logicznie do bluznierstwa, do sprowadzania
          Boga do poziomu czlowieka... :(
          Kagan
    • _agnostyk Drzewo madrosci 28.02.03, 15:25
      Marcel napisal: Po co Bóg posadził w Edenie drzewo poznania dobra i złego skoro
      nie pozwalał z
      niego jeść? Sam przecież nie musiał z niego jeść. Anioły też nie, tak samo
      diabły. Chyba tylko po to by sprowokować Adama i Ewę.
      No ale to trochę bez sensu - jak nie chciał by z niego jedli to trzeba było nie
      sadzić i już. Mamy kolejny biblijny bezsens.

      Biblia nie ma sensu jezeli traktuje sie jako "prawda objawiona" w sensie w
      jakim traktuje ja Jerzy. Zaczyna jednak byc ciekawym dokumentem jezeli czyta
      sie ja jak Trybune Ludu, czyli propagandowke sadystycznego Jehowy. Musze
      przyznac, ze w porownaniu do Trybuny biblia jest bez porownania bardziej
      krytyczna wobec sponsora.

      Zaczac musimy od tego, ze my ludzie jestesmy produktem NATURY i jej ewolucji a
      nie jakiegos megalomaniackiego supermana Jehowy. Ale bez powrazania moich
      poprzednich argumentow biblia daje wystarczajaco duzo informacji by nie
      odrzucic od razu istnienia Jehowy, vel Allaha, vel Zeusa, vel "boga".

      Drzewo madrosci nalezy traktowac jako symboliczne zrodlo wiedzy ktora ludzkosc
      zapragnela posiasc. Megalomaniak Jehowa widzial w wiedzy zagrozenie dla swych
      ambicji kontroli nad naszym wszechswiatem. Dlatego chcial zamknac ludzkosc w
      zlotej klatce "raju" dla imbecylow. Ale inne stworzenia nadprzyrodzone
      (Lucyfer, Prometeusz) pokrzyzowaly zamiary Jehowy oferujac ludzkosci wiedze no
      i tak w skrocie mozna wyjasnic sens Ksiegi Rodzaju w biblii.


    • Gość: ABACAB Takie dyskusje nie mają sensu bo... IP: *.pekao.com.pl 28.02.03, 17:05
      dyskutant A posługuje się bezkrytycznie rozumem, dyskutant B - bezkrytycznie
      wiarą. Dlatego rozmawiają jak przysłowiowa gęś z prosięciem.
      • Gość: Karoli-NaMen UWAGA NO TO SIUP IP: *.enterpol.pl / 192.168.1.* 28.02.03, 17:52
        Ten głos nie ma sensu, bo sformułowanie, że "ktoś się posługuje bezkrytycznie
        rozumem" jest wewnętrznie sprzeczne, gdyż rozum nie jest niczym innym - jak
        zdolnością krytycznego (w szczególnym przypadku samokrytycznego) myślenia,
        poznawania i podejmowania decyzji.
        • Gość: BÓG przykro mi Kagan ale jednak istnieję IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.03, 19:16
          Przykro mi Kagan ale jednak istnieję co nie jest dla
          Ciebie najlepsza nowiną. Zamiast klepać te bzdety w
          komputer lepiej zrób cos pożytecznego bo zegar tyka i
          czas odmierza.
          • Gość: Karoli-NaMen Siup i HOPS DO SIERODEŃKA IP: *.enterpol.pl / 192.168.1.* 28.02.03, 19:55
            BÓGmałysz wkładaj nartki i

            hops do tabernakulum


            BÓG?

            no co ty nie obrażaj się
            żartowałem, nie ma się co kwasić
            ty, sory, ze się wtrącam w twoją rozmowę z Kaganem, ale z jakiej religii się
            urwałeś,
            jesteś Trójca czy pojedynak,
            a jak pojedynak, to czy masz cos wspólnego z Jezusem i czy dobrze tu o nim
            mówią jako "Jeszua"

            no na ra - też ateusz
          • Gość: Jehowa Re: przykro mi Kagan ale jednak istnieję IP: *.vic.bigpond.net.au 01.03.03, 06:46
            Gość portalu: BÓG napisał(a):
            Przykro mi Kagan ale jednak istnieję co nie jest dla
            Ciebie najlepsza nowiną. Zamiast klepać te bzdety w
            komputer lepiej zrób cos pożytecznego bo zegar tyka i
            czas odmierza.
            K: Od razu widac, ze zaden z ciebie Bog, bowiem ja, Jehowa,
            Bog zydowski jestem z tego znany ze istnieje poza czasem
            i przestrzenia...;)
      • Gość: Kagan Re: Takie dyskusje nie mają sensu bo... IP: *.vic.bigpond.net.au 01.03.03, 06:48
        Gość portalu: ABACAB napisał(a):
        dyskutant A posługuje się bezkrytycznie rozumem, dyskutant B - bezkrytycznie
        wiarą. Dlatego rozmawiają jak przysłowiowa gęś z prosięciem.
        K: Nie mozna sie bezkrytycznie poslugiwac rozumem, bowiem jak ktos sie
        posluguje rozumem, to jest wobec wszystkiego, a wiec i wlasnego rozumu
        krytyczny, w odroznieniu od bezkrytycznych i bezrozumnych religiantow...
    • Gość: Marcel Kolejna poszlaka za nieistnieniem Boga IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.03.03, 19:11
      Poszlaka, bo jak na dowód to przyznam trochę za słabe.
      Mówi się, że Bóg jest wszechwiedzący, wszechwidzący, wszechsłyszący itd. Ale
      to czy ktoś jest dobry, inteligentny, słyszy lub widzi związane jest z ludźmi
      posiadającymi ciała, w powiązaniu z nimi zostały wprowadzone do jezyka. Co gdy
      zastosujemy je do czystego umysłu? Zwierzę lub człowiek słyszy bo ma uszy
      (słyszenie polega przecież na odbiorze fal dżwiękowych przez narząd słuchu),
      analogicznie z widzeniem itp. Mamy mózg i narządy zmysłów.
      Bóg jako istota duchowa nie ma ich. Jak może kogoś widzieć nie mając oczu,
      słyszeć nie mając uszu, wiedzieć nie mając mózgu...
      Jak czysty umysł moze w ogóle stworzyć świat? Do tego potrzeba było pewnej
      energii w sensie fizycznym, Bóg jako istota duchowa jej nie ma.
      Mógł ją stworzyć, ale wtedy by znów potrzebował energii w sensie fizycznym by
      stworzyć tą energię itd. itp.
      • Gość: Marcel Re: Kolejna poszlaka za nieistnieniem Boga IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.03.03, 19:17
        Jak czysty umysł może oddziaływaź na materię?
        • Gość: Kagan Re: Kolejna poszlaka za nieistnieniem Boga IP: *.vic.bigpond.net.au 02.03.03, 06:17
          Gość portalu: Marcel napisał(a):
          Jak czysty umysł może oddziaływaź na materię?
          K: Nie moze, i On materii do niczego nie potrzebuje, bo jest bytem i
          "samym sobie" i "samym dla siebie"...
      • Gość: Kagan Re: Kolejna poszlaka za nieistnieniem Boga IP: *.vic.bigpond.net.au 02.03.03, 06:21
        Gość portalu: Marcel napisał(a):
        Poszlaka, bo jak na dowód to przyznam trochę za słabe.
        Mówi się, że Bóg jest wszechwiedzący, wszechwidzący, wszechsłyszący itd. Ale
        to czy ktoś jest dobry, inteligentny, słyszy lub widzi związane jest z ludźmi
        posiadającymi ciała, w powiązaniu z nimi zostały wprowadzone do jezyka. Co gdy
        zastosujemy je do czystego umysłu? Zwierzę lub człowiek słyszy bo ma uszy
        (słyszenie polega przecież na odbiorze fal dżwiękowych przez narząd słuchu),
        analogicznie z widzeniem itp. Mamy mózg i narządy zmysłów.
        Bóg jako istota duchowa nie ma ich. Jak może kogoś widzieć nie mając oczu,
        słyszeć nie mając uszu, wiedzieć nie mając mózgu...
        Jak czysty umysł moze w ogóle stworzyć świat? Do tego potrzeba było pewnej
        energii w sensie fizycznym, Bóg jako istota duchowa jej nie ma.
        Mógł ją stworzyć, ale wtedy by znów potrzebował energii w sensie fizycznym by
        stworzyć tą energię itd. itp.
        K: Calkiem ciekawy wywod. Idea nie jest w stanie nic zmienic w swiecie
        materialnym bez tzw. efektorow. A efektory sa, z zalozenia materialne.
        Wiec wynioka z tego, ze Bog jest tez istota o dwoistej: duchowej i materialnej
        strukturze, a wiec NIE jest czystym duchem, jak to go przedstawia
        zydowskochrzescijanska teologia...
      • _agnostyk Re: Kolejna poszlaka za nieistnieniem Boga 02.03.03, 08:17
        Marcel: Bóg jako istota duchowa nie ma ich. Jak może kogoś widzieć nie mając
        oczu, słyszeć nie mając uszu, wiedzieć nie mając mózgu...
        Jak czysty umysł moze w ogóle stworzyć świat? Do tego potrzeba było pewnej
        energii w sensie fizycznym, Bóg jako istota duchowa jej nie ma.
        Mógł ją stworzyć, ale wtedy by znów potrzebował energii w sensie fizycznym by
        stworzyć tą energię itd. itp.

        Agnostyk: Wpadasz w pulapke w jaka czesto wpadaja religianci. Zakladasz,
        ze "bog" uwielbiany przez chrzescijan, zydow czy machometan jest stworzycielem
        naszego wszechswiata i stad nie jest czescia natury. Zaloz, ze Jehowa jest
        produktem ewolucji jak czlowiek i Twoje sprzecznosci sie wyjasnia. 70% materii
        jaka nas otacza jest kompletnie nie rozpracowana. Dlaczego zakladasz, ze DUSZA
        nie jest tworem natury? Sadze, ze Jehowa tak jak Lucyfer i inni "bogowie" sa
        produktem wysoko zaawansowanej ewolucji. Nasz wszechswiat istnieje 14 miliardow
        lat a cywilizacja ludzka okolo 10 tysiecy. Czy za milion lat nie bedziemy
        tez "bogami"?

        • Gość: Kagan Re: Kolejna poszlaka za nieistnieniem Boga IP: *.dsl.vicnet.net.au 03.03.03, 04:23
          Tez dobre...
          A gdzie sie podzial Jerzy?
    • Gość: Jerzy! Re: De non existentia dei - NA SERIO! IP: *.vic.bigpond.net.au 05.03.03, 06:27
      Odpowiedz!
      • Gość: Kagan Re: De non existentia dei - NA SERIO! IP: *.vic.bigpond.net.au 06.03.03, 04:30
        Jerzy! Odpowiedz!
        • Gość: Kagan Re: De non existentia dei - NA SERIO! IP: *.vic.bigpond.net.au 08.03.03, 07:40
          Gość portalu: Kagan napisał(a):
          Jerzy! Odpowiedz!
          • Gość: DoJerzego! Re: De non existentia dei - NA SERIO! IP: *.vic.bigpond.net.au 09.03.03, 04:48
            Czemu cie ten watek wygonil z Forum GW?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka