emerytka2006
18.09.06, 14:54
Rozmawiałam dzisiaj z jednym z dzialaczy alternatywnej lewicy
(zgniłozielonych) - pogaworek dotyczył spraw światopoglądowych, gadaliśmy o
obyczajach (narkotyki, wolna miłość, rownouprawnienie kobiet i mężczyzn).
Zdązyłam się dowiedzieć, że odwołują się do Marcusego, Cohn-Bendita czy Levi-
Straussa...
Nakrzyczalam na nich - przecież powołując się na nazwiska nieznane nawet
często w kregach intelektualistów (!), automatycznie traca szansę na zyskanie
głosów szerszych rzesz Polaków.
Dlaczego w walce o wolność obyczajow nie powołać się na tradycje
piłsudczykowskie?
Przecież to sanacja zalegalizowała w Polsce przerywanie ciąży (fakt, że
zatrzymała się w pół drogi - głownie pod naciskiem kościoła), dokonała
depenalizacji homoseksualizmu (jako pierwszy kraj w Europie...), a sami
politycy sanacyjni nie przejmowali się społeczną pruderią - co najmniej paru
z nich (Starzyński, Beck, Piłsudski) rozwiodło się i zmieniło wyznanie.
Mlodzian z "zielonych" rozdziawil gebę, bo myślał, że np. "skrobanki
zalegalizowała w Polsce komuna". Wyprowadziłam go z błędu i obiecałam
podrzucić dobrą lewicową literaturę. Zaprosiłam też na zurfiks, będzie
wnuczek, on już go przetrzepie ideologicznie (i nie tylko)...
Widzicie - nawet na starość nie próżnuje i aktywnie walcze o obliczę polskiej
(nowej) lewicy...