leje-sie
03.10.06, 16:51
Nie podobają mi się manifestacje poparcia - ani ta w Stoczni, ani ta 7.X.
Nie podoba mi się język insynuacji i pomówień. Brzydko, gdy posługują się nimi
ponure półegzystencje na różnych forach dyskusyjnych - włączając FK. Gdy
jednak podejrzenie (niczym zresztą nie uzasadnione) staje się dowodem w ustach
oficjalnych przedstawicieli państwa, to włosy jeżą się na głowie.
Nie podoba mi się dzielenie społeczeństwa i wykluczanie zwolenników jakiejś
opcji światopoglądowej czy politycznej. Nawet, gdyby reprezentowali poglądy
skrajne, to można z nimi dyskutować, a nie odrzucać.
Nie podoba mi się psucie państwa i rozgrzewanie opinii publicznej przez
zaniechanie działań koniecznych rządu (podatki, drogi, infrastruktura,
wykorzystanie funduszy unijnych, walka z korupcją przez zmiany instytucjonalne
i prawne, stosunki zagraniczne) działaniami pozornymi i mało istotnymi.
Nie podoba mi się szczucie i zarzucanie przeciwnikom politycznym niecnych i
ukrytych intencji. Niegodziwością jest potwarz gazetowa, jeszcze gorszą
niegodziwością jest potwarz rzucana przez najwyższe władze.
Nie podoba mi się, gdy premier i prezydent dają wyraz swojej nieumiejętności
sprawowania władzy i zrzucanie przez nich winy za własną nieudolność na
mityczny i nieokreślony układ. Nigdy jeszcze w historii Polski władza nie była
tak skupiona w ręku jednomyślnych braci/bliźniaków i żaden z
prezydentów/premierów nie okazywał tak wyraźnie poczucia niemożnosci, wręcz
przegranej. Ile władzy potrzebują więc, by poczuć komfort i zadowolenie?