Dodaj do ulubionych

Dla Ave.....i...

31.10.06, 17:27

Obserwuj wątek
    • zwykly2 Re: Dla Ave.....i... 31.10.06, 17:27
      31 października 2006Prawie "Dziady"



      Zbliża się święto zmarłych więc znowu zaczynają nachodzić mnie wspomnienia domu
      moich dziadków. Ściślej mówiąc oficyny w której mieszkała moja prababka.

      W tamtych odległych niestety czasach w miasteczku nie było kwiaciarni, w
      sezonie każdy miał kwiaty w ogrodzie, ani zakładów pogrzebowych w dzisiejszym
      rozumieniu. Ludzie najczęściej umierali w domu a jeśli nawet umarli w szpitalu
      to ciała były zabierane do domu. Więc kwiaciarni nie było a trzeba było jakoś
      przygotować wiązanki w wieńce nagrobne i znicze. Wszystko trzeba było robić
      własnoręcznie. Fakt że ludzie mieli na to czas. Znicze przygotowywał dziadek z
      ojcem. Po prostu topili świece i roztopioną stearynę wlewali do foremek z
      umieszczonymi w nich knotami. Najtrwalszą ozdobą grobów były blaszane wieńce z
      blaszanych liści dębowych z blaszanymi kwiatkami. Takie wieńce były tak trwałe
      że wystarczyło je przed każdym świętem odmalować i znowu powiesić na krzyżu.
      Ale tym zajmował się dziadek i ojciec i to choć bardzo dzieci interesujące nie
      mogło konkurować z babskimi przygotowaniami. W domu mojej prababki wieczorami
      odbywały się spotkania przeważnie starszych sąsiadek czy koleżanek, znajomych
      prababci i przygotowania do święta. Zdeformowanymi przez artretyzm palcami
      staruszki wyczarowywały z krepiny (do wiadomości co młodszych - krepina to taka
      marszczona bibuła) prześliczne kolorowe kwiaty nasączane następnie stearyną,
      która wzmacniała intensywność barwy a głównie zabezpieczała kwiatki przed
      wilgocią czy deszczem. Z gałązek jedliny formowano wieńce i wiązanki a
      następnie ozdabiano przygotowanymi kwiatkami krepinowymi albo nieśmiertelnikami
      (nieśmiertelniki to w tym wypadku kwiaty a nie wojskowe blaszki
      identyfikacyjne). W trakcie tych wspólnych przygotowań oczywiście odmawiany był
      różaniec za dusze zmarłych a potem następowało to na co ukryci pod stołem
      wytrwale wyczekiwaliśmy. Opowieści o zmarłych, o duchach. Przeplatane
      modlitwami za co bardziej krnąbrne dusze. Prawdziwe mickiewiczowskie „dziady”.
      Najciekawsze było to że wspominano nie jakieś tam historie ze świata, tylko
      ludzi których wszyscy znali, historie z sąsiedniego lub innego bliskiego domu.
      Historie z mojego miasteczka. Wierzcie mi dla dzieci to były wielkie przeżycia,
      mimo że przecież nie mogliśmy znać tych ludzi, to fakt że to było w domu obok
      albo w domu do którego chodziliśmy po mleko, czy w domu kolegi, powodował że
      baliśmy się każdego mrugnięcia wielkiej lampy naftowej wiszącej nad prababcinym
      stołem. Bo przecież takie opowieści nie mogły się odbywać w świetle
      elektrycznym. Po takim seansie znajdowano nas pod stołem śpiących , wtulonych w
      siebie. Przez najbliższe dni nie było siły, która wygnała by nas z domu po
      zmroku, a w naszej sypialni przez całą noc cichutko grało radio, którego
      zielone magiczne oko rozpraszało ciemność.

      Rok w rok jak tylko zbliżają się Zaduszki wracam wspomnieniami do tamtych już
      tak dawnych obrzędów.

      Wierzcie mi w prawie sto czterdzieści lat po „Dziadach” mickiewiczowskich byłem
      świadkiem pozostałości tego obrzędu.



      P.S. Kiedy jutro, bo nie każdy będzie mógł pójść na groby w zaduszki, czy
      pojutrze, czy kiedykolwiek, będziecie na cmentarzu, zapalcie małą lampkę na
      opuszczonym grobie. Jest ich tak wiele. Niestety.
      • ave.duce Re: Dla zwyklego2..... 31.10.06, 17:30
        Nie uwierzysz - ale zawsze tak robię. Rzadko bywam na cmentarzach współczesnych,
        fakt. Częściej - na cmentarzyskach.

        :PPP

        Trzymaj się ciepło!

        P.S. Nie PiSz mojego nicka w tytule - to wątek się może ostanie!

        ;)
      • artsg 1 XI to radosne święto. 31.10.06, 21:29
        Nie popadaj w taką melancholię
      • wartburg4 Re: Dla Ave.....i... 01.11.06, 12:10
        zwykly2 napisał:

        > 31 października 2006Prawie "Dziady"
        >
        >
        >
        > Zbliża się święto zmarłych więc znowu zaczynają nachodzić mnie wspomnienia
        domu
        >
        > moich dziadków. Ściślej mówiąc oficyny w której mieszkała moja prababka.
        >
        > W tamtych odległych niestety czasach w miasteczku nie było kwiaciarni, w
        > sezonie każdy miał kwiaty w ogrodzie, ani zakładów pogrzebowych w dzisiejszym
        > rozumieniu. Ludzie najczęściej umierali w domu a jeśli nawet umarli w
        szpitalu
        > to ciała były zabierane do domu. Więc kwiaciarni nie było a trzeba było jakoś
        > przygotować wiązanki w wieńce nagrobne i znicze. Wszystko trzeba było robić
        > własnoręcznie. Fakt że ludzie mieli na to czas. Znicze przygotowywał dziadek
        z
        > ojcem. Po prostu topili świece i roztopioną stearynę wlewali do foremek z
        > umieszczonymi w nich knotami. Najtrwalszą ozdobą grobów były blaszane wieńce
        z
        > blaszanych liści dębowych z blaszanymi kwiatkami. Takie wieńce były tak
        trwałe
        > że wystarczyło je przed każdym świętem odmalować i znowu powiesić na krzyżu.
        > Ale tym zajmował się dziadek i ojciec i to choć bardzo dzieci interesujące
        nie
        > mogło konkurować z babskimi przygotowaniami. W domu mojej prababki wieczorami
        > odbywały się spotkania przeważnie starszych sąsiadek czy koleżanek, znajomych
        > prababci i przygotowania do święta. Zdeformowanymi przez artretyzm palcami
        > staruszki wyczarowywały z krepiny (do wiadomości co młodszych - krepina to
        taka
        >
        > marszczona bibuła) prześliczne kolorowe kwiaty nasączane następnie stearyną,
        > która wzmacniała intensywność barwy a głównie zabezpieczała kwiatki przed
        > wilgocią czy deszczem. Z gałązek jedliny formowano wieńce i wiązanki a
        > następnie ozdabiano przygotowanymi kwiatkami krepinowymi albo
        nieśmiertelnikami
        >
        > (nieśmiertelniki to w tym wypadku kwiaty a nie wojskowe blaszki
        > identyfikacyjne).

        świetny tekst! Aż chce się więcej!
        • ave.duce Re: Dla zwyklego.....i... 01.11.06, 12:12
          Też tak uważam!

          :)))
    • ave.duce Re: Dla Ave.....i... CO??? 31.10.06, 17:27
      zwykly2 napisał:

      >
    • zwykly2 Re: Dla Ave.....i..., tedy jeszcze... 31.10.06, 17:34
      Czas strumieniem wartkim płynie
      I odmienia twarze snów
      Nieodmienne jest do dziś jedynie
      Co przed nami było tu

      Wesołość ptasich gniazd
      Od snu ciepły las
      I świerszcza śpiew zaklęty
      W krzew znajomy
      Idący polem dzień
      I świt, kiedy cień
      Odejście nocy kryje
      W mgieł zasłony
      Bezdroża szumnych traw
      Niezmienność wśród malw
      Gdy barwą kryją ściany pobielane
      W powietrzu czystym dzwon
      I bzu biały szron
      To dom rodzinny
      To mój dom

      Czas od dawien dawna plącze
      Pajęczyny naszych dróg
      Choć niejedna droga nam się skończy
      Po nas znowu będzie tu

      Wesołość ptasich gniazd
      Od snu ciepły las
      I świerszcza śpiew zaklęty
      W krzew znajomy
      Idący polem dzień
      I świt, kiedy cień
      Odejście nocy kryje
      W mgieł zasłony
      Bezdroża szumnych traw
      Niezmienność wśród malw
      Gdy barwą kryją ściany pobielane
      W powietrzu czystym dzwon
      I bzu biały szron
      To dom rodzinny
      To mój dom

      Bezdroża szumnych traw...
      • ave.duce Re: Dla Ave.....i..., tedy jeszcze... 31.10.06, 17:42
        Niebo złote ci otworzę


        Niebo złote ci otworzę,
        w którym ciszy biała nić
        jak ogromny dźwięków orzech,
        który pęknie, aby żyć
        zielonymi listeczkami,
        śpiewem jezior, zmierzchu graniem,
        aż ukaże jądro mleczne
        ptasi świt.

        Ziemię twardą ci przemienię
        w mleczów miękkich płynny lot,
        wyprowadzę z rzeczy cienie,
        które prężą się jak kot,
        futrem iskrząc zwiną wszystko
        w barwy burz, w serduszka listków,
        w deszczów siwy splot.

        I powietrza drżące strugi
        jak z anielskiej strzechy dym
        zmienię ci w aleje długie,
        w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,
        aż zagrają jak wiolonczel
        żal - różowe światła pnącze,
        pszczelich skrzydeł hymn.

        Jeno wyjmij mi z tych oczu
        szkło bolesne - obraz dni,
        które czaszki białe toczy
        przez płonące łąki krwi.

        Jeno odmień czas kaleki,
        zakryj groby płaszczem rzeki,
        zetrzyj z włosów pył bitewny,
        tych lat gniewnych
        czarny pył.


        Krzysztof Kamil Baczynski

        ;)
        • zwykly2 Re: Dla Ave . Syzyfowe prace? Powtarzam. 31.10.06, 17:51
          Ach, kiedyż wykujem, strudzeni oracze, Lemiesze z pałaszy skrwawionych? Ach,
          kiedyż na ziemi już nikt nie zapłacze Prócz rosy łąk naszych zielonych?...»
          • ave.duce Re: Nie... why "syzyfowa"? Oto twa pieśń! (frag). 31.10.06, 18:19
            [...]

            Wola twa niech się zowie: młot, oskard i topór,
            Myśl twa niech zna li miana: pług, socha i lemiesz,
            Uczuciem twym niech będzie wieczny, twardy opór!
            [...]

            Bądź sławny, wielki, wolny! Ty, coś się urodził
            Już nieszczęśliwym, pastwą losu-kata!
            Ty, któremu czas wiosny odrodzeniem wschodził
            W listopadowe dni, kiedy niemocą
            Jesień umiera! Ty z czterech stron świata
            Otoczon wrogą, zabójczą Północą,
            Która zaciska wkoło ciebie cieśń,
            Narodzie, oto twa pieśń!

            Leopold Staff

            ;)
    • zwykly2 Re: Dla Ave.....i... 31.10.06, 18:31
      My już są Amerykany
      Mamy glany, my są pany
      Gramy rocka, rap i reagge
      Jezu, jest jak w niebie
      Każdy kuma już na wieki
      O wow, melodyjki
      Które przyszły tu ze Stanów
      Od kolegów, Amerykanów
      Tak, właśnie tak
      Wygląda moje miasto nocą
      Tak wygląda miasto nocą
      Że aż ręce mi się pocą
      Żeby złapać za instrument
      I wyrazić to co czuję
      Jak żyleta ostrym dźwiękiem
      Zmienić w Londyn Ostrołękę
      Chcę zaśpiewać jakąć cza-czę
      Żeby było tu inaczej
      Tak se myśle, mam natchnienie
      Mów mi Johny, a nie Heniek
      Bo my są już Amerykany
      Mamy glany, my są pany
      Lubię śpiewać zagranicznie
      Bo to zawsze zabrzmi ślicznie
      Jak zaryczę po angielsku
      To się czuję jak po zielsku
      To dziewuchy strasznie jara
      Śpiew angielski i gitara
      Oklaskuje mnie publika
      Piszczą Magda, Bacha, Krycha
      Ważne, żeby być przy żłobie
      Jakąś mieć ideologię
      Kumać blusa i odloty
      A pozbawisz każdą cnoty
      Nagrać płytę, szarpnąć kasę
      I z kapelą ruszyć w trasę
      Szmalec zmienić w skrzynkę wódki
      Sztangę fajek, młode ciutki
      It's my life
      It's my life
      Abalunga balunga, balunga bunga...
      • ave.duce Re: Dla zwyklego2..... nie przesadzaj... 31.10.06, 18:49
        Kocham wolność


        TAK NIEWIELE ŻĄDAM
        TAK NIEWIELE ZNACZĘ
        TAK NIEWIELE WIDZIAŁEM
        TAK NIEWIELE ZOBACZĘ

        TAK NIEWIELE MYŚLĘ
        TAK NIEWIELE ZNACZĘ
        TAK NIEWIELE SŁYSZAŁEM
        TAK NIEWIELE POTRAFIĘ

        WOLNOŚĆ KOCHAM I ROZUMIEM
        WOLNOŚCI ODDAĆ NIE UMIEM

        TAK NIEWIELE MIAŁEM
        WCIĄŻ NIEWIELE MAM
        MOGĘ ZROBIĆ WSZYSTKO
        MOGĘ ZOSTAĆ SAM


        Golden Life
        • michal00 Re: Dla zwyklego2..... nie przesadzaj... 31.10.06, 18:56
          > Golden Life

          Chlopcy Z Placu Broni
          • ave.duce Re: Dla zwyklego2..... nie przesadzaj... 31.10.06, 19:00
            michal00 napisał:

            > > Golden Life
            >
            > Chlopcy Z Placu Broni

            Masz rację, dzięki! Mam oba wykonania i tamto mi umknęło...

            :P
    • sawa.com Re: Dla Ave.....i... 31.10.06, 21:06
      Dwunastu braci wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,
      A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony.

      I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o dziewczynie,
      I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie...

      Mówili o niej: " Łka więc jest!" - i nic innego nie mówili,
      I przeżegnali cały świat - i świat zadumał się w tej chwili...

      Porwali młoty w twardą dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem!
      I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem?

      "O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze" -
      Tak, waląc w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze.

      Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił!
      Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił!

      Łamią się piersi, trzeszczy kość, próchnieją dłonie, twarze bledną...
      I wszyscy w jednym zmarli dniu i noc wieczystą mieli jedną!

      Lecz cienie zmarłych - Boże mój! - nie wypuściły młotów z dłoni!
      I tylko inny płynie czas i tylko młot inaczej dzwoni...

      I dzwoni w przód ! I dzwoni wspak! I wzwyż za każdym grzmi nawrotem!
      I nie wiedziała ślepa noc, kto tu jest cieniem, a kto młotem?

      " O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" -
      Tak, waląc w mur, dwunasty cień do jedenastu innych rzecze .

      Lecz cieniom zbrakło nagle sił, a cień się mrokom nie opiera!
      I powymarły jeszcze raz, bo nigdy dość się nie umiera...

      I nigdy dość, i nigdy tak, jak tego pragnie ów co kona!...
      I znikła treść - i zginął ślad - i powieść o nich już skończona!

      Lecz dzielne młoty - Boże mój - mdłej nie poddały się żałobie!
      I same przez się biły w mur, huczały spiżem same w sobie!

      Huczały w mrok, huczały w blask i ociekały ludzkim potem!
      I nie wiedziała ślepa noc, czym bywa młot, gdy nie jest młotem?

      " O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć dziewczynę rdzą powlecze!" -
      Ta, waląc w mur, dwunasty młot do jedenastu innych rzecze.

      I runął mur, tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny!
      Lecz poza murem - nic i nic! Ni żywej duszy ni Dziewczyny!

      Niczyich oczu, ani ust! I niczyjego w kwiatach losu!
      Bo to był głos i tylko - głos, i nic nie było, oprócz głosu!

      Nic - tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata!
      Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?

      Wobec kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów,
      Potężne młoty legły w rząd na znak spełnionych godnie trudów.

      I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
      A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?
      (B.Leśmian)
      • ave.duce Re: Dla Sawy.....i... 31.10.06, 21:52
        Deszcze


        Deszcz jak siwe łodygi, szary szum,
        a u okien smutek i konanie.
        Taki deszcz kocham, taki szelest strun,
        deszcz - życiu zmiłowanie.

        Dalekie pociągi jeszcze jadą dalej
        bez ciebie. Cóż? Bez ciebie. Cóż?
        w ogrody wód, w jeziora żalu,
        w liście, w aleje szklanych róż.

        I czekasz jeszcze? Jeszcze czekasz?
        Deszcz jest jak litość - wszystko zetrze:
        i krew z bojowisk, i człowieka,
        i skamieniałe z trwóg powietrze.

        A ty u okien jeszcze marzysz,
        nagrobku smutny. Czasu napis
        spływa po mrocznej, głuchej twarzy,
        może to deszczem, może łzami.

        I to, że miłość, a nie taka,
        i to, że nie dość cios bolesny,
        a tylko ciemny jak krzyk ptaka,
        i to, że płacz, a tak cielesny.

        I to, że winy niepowrotne,
        a jedna drugą coraz woła,
        i to, jakbyś u wrót kościoła
        widzenie miał jak sen samotne.

        I stojąc tak w szeleście szklanym,
        czuję, jak ląd odpływa w poszum.
        Odejdą wszyscy ukochani,
        po jednym wszyscy - krzyże niosąc,
        a jeszcze innych deszcz oddali,
        a jeszcze inni w mroku zginą,
        staną za szkłem, co jak ze stali,
        i nie doznani miną, miną.

        I przejdą deszcze, zetną deszcze,
        jak kosy ciche i bolesne,
        i cień pokryje, cień omyje.
        A tak kochając, walcząc, prosząc
        stanę u źródeł - studni ciemnych,
        w groźnym milczeniu ręce wznosząc,
        jak pies pod pustym biczem głosu.

        Nie pokochany, nie zabity,
        nie napełniony, niedorzeczny,
        poczuję deszcz czy płacz serdeczny,
        że wszystko Bogu nadaremno.
        Zostanę sam. Ja sam i ciemność.
        I tylko krople, deszcze, deszcze
        coraz to cichsze, bezbolesne.


        Krzysztof Kamil Baczynski

        :))) :D
        • sawa.com Re: Dla Sawy.....i... 31.10.06, 22:03
          dziekuję za przypomnienie Baczyńskiego. Jakos ten wiersz uszedł mojej uwadze. A
          jest piekny i czysty jak diament.
          • ave.duce Re: Dla Sawy.....i... 01.11.06, 12:15
            Ja nie chcę spać


            Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać,
            chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba,
            białozielone obłoki zbierać,
            nie chcę nic więcej, nie chcę nic mniej.

            Są jeszcze brzegi, na których nie byłam,
            są jeszcze śniegi, których nie wyśniłam.
            Są pocałunki, na które czekam,
            listy z daleka, drogi pod wiatr.

            Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać,
            chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba,
            białozielone obłoki zbierać,
            niczego więcej mi nie potrzeba.

            Bo chociaż nie ma tam brzegu mojego,
            śniegów i nieba, nieba zielonego,
            noc mnie nie nuży, dzień się nie dłuży,
            być wciąż w podróży, w drodze pod wiatr.


            Agnieszka Osiecka

            P.S. Znałam Kalinę... Ta piosenka w jej wykonaniu to było miSZCZostwo świata!

            :P
    • sawa.com Dla Ave, zwykłego, Michała i niezwykle zapijaczone 31.10.06, 21:24
      -go ryja
      Przepraszam, ze taki długi... ale jest to naprawdę piekny wiersz. I taki akurat
      na dziesiejszy wieczór.

      Kruk
      Edgar Allan Poe
      tłumaczenie: Barbara Beaupre

      Raz w godzinie widm północnej
      Rozważałem w ciszy nocnej
      Mądrość dawnych ksiąg przesławnych
      Zapomnianych dzisiaj już.
      W tem znużoną chyląc głowę,
      Na pożółkłe karty owe
      Słyszę oto w nocną ciszę
      Kołatanie do drzwi, tuż.
      Gość to myślę, u podwoi,
      Zapóźniony u drzwi stoi.
      Pragnie wejść choć późno już.
      Gość, lecz jaki? Któżby? Któż...?

      Grudzień to był wichrem śpiewny,
      Lampy mojej blask niepewny
      Kładł u stóp mych cienie drżące
      Jak gasnących płatki róż.
      Chciałem nim dnia wróci białość
      W starych księgach uśpić żałość,
      Za promienną, rzadką dziewą
      Gdzieś zniknioną w blaskach zórz.
      Za straconą, opłakaną
      Dziś Lenorą w Niebie zwaną
      Co w dal senną, bezimienną
      Poszła i nie wróci już.

      Słyszę smętne snując mary
      Purpurowej szum kotary.
      Fantastycznym zdjęty lękiem
      Nie wiem, co mam myśleć już.
      Tłumiąc trwożne serca bicie
      Chciałem lęk ów uśpić skrycie
      Powtarzając: "U podwoi
      Gość spóźniony jakiś stoi,
      Pragnie wejść choć późno już
      Cóż innego? Cóżby? Cóż?

      Wreszcie płonnej zbywszy trwogi
      Bez wahania szedłem w progi,
      Gdzie u wniścia, mego przyjścia
      Czeka gość wśród nocnych burz.
      - Panie! - rzekłem - czy też Pani!
      Wasze lekkie kołatanie
      Tak ostrożne, ciche, trwożne,
      Ledwie do mnie doszło już.
      Byłem senny, śniłem może,
      Raczcie wejść, wnet drzwi otworzę.
      Otworzyłem, lecz na dworze
      Nic, prócz nocnych wichrów, burz.

      Nie śmiąc wejść w te pustki ciemne
      Stałem długo... Sny tajemne...
      Marząc jakich nikt śmiertelny...
      W taką noc nie wyśni już.
      A przede mną ciemność głucha,
      Wicher tylko jeno z jękiem dmucha,
      Niosąc tylko jedno imię smętne,
      Tej, co zgasła w blaskach zórz.
      Imię to Lenora! śpiewne,
      Wyrzekł ktoś... To ja zapewne
      Sam je rzekłem w tę noc burz
      Bo któż inny? Któżby? Któż?

      Więc na miejsce wracam dawne,
      By znów badać księgi sławne
      Lecz znów słyszę, w nocną cisze
      Kołatanie, bliżej, tuż!
      Czując żar płonący w łonie
      Myślę: ... "chyba w nocnej toni
      Wicher w szyby okien dzwoni,
      Wicher co jęczy w tę noc burz.
      Okno w ciemną noc otworzę
      Wicher w szyby dzwoni może
      Cóż innego! Cóżby? Cóż?

      Otworzyłem. I wnet potem
      Szumnym, pewnym, równym lotem
      Czarnopióry kruk wspaniały
      prosto ku mnie leciał już.
      Ni się wstrzymał, ani zbaczał,
      Ku drzwi moim lot zataczał
      Gdzie u góry biust Pallady
      Jak domowy świeci stróż.
      Na Pallady posąg biały
      Wzleciał czarny kruk wspaniały
      Czarnopióry demon burz.

      Nie chcąc by gość hebanowy
      Przejrzał z marzeń mych osnowy
      Nawał mętnych myśli smętnych
      Co mój duch obległy już.
      Rzekłem siląc się na żarty:
      - Choć czub nosisz mocno zdarty,
      Wiem, żeś nie jest zwykłym kurem
      Co przy ziemi gdacze tuż.
      Tyś wędrowny kruk prastary
      Co piekielne rzucił mary
      Z Plutonowych spiesząc wzgórz
      Powiedz jak cię tam nazwano?
      Jakie nosisz wśród nich miano
      A kruk rzecze:
      - Nigdy już!

      Lęk ogarnął mnie bezradny,
      Na ten dziw tak bezprzykładny,
      Że się do mnie ten twór ptasi
      Tak od razu ozwał już.
      Bo pomyślcie tylko sami!
      Jak to dziwnie!? gdzieś nad drzwiami
      Kędy biały biust Pallady
      Jak domowy świeci stróż
      Widzieć taki twór ponury,
      Wyschły, straszny, czarnopióry
      Co się zowie:
      - Nigdy już!
      Na popiersiu cicho tkwiący
      Siedział czarny kruk milczący
      Jakby w słowie, które wyrzekł
      Całą duszę zawarł już.
      Więc ja w smętnej rzekłem mowie:
      - Jak odbiegli mnie druhowie
      Jak nadziei jasne gońce,
      W zmierzch wieczornych zgasły zórz,
      Tak nim ranny brzask zaświeci
      Gość skrzydlaty mnie odleci!
      A kruk rzecze:
      - Nigdy już!

      Słysząc znów tak trafna mowę,
      Rzekłem wznosząc trwożnie głowę,
      Gdzie nad cichą biel posągu
      Wzleciał czarny demon wróż.
      - Bez wątpienia, w słów twych treści
      Co nad biustem siedząc tuż
      Oczy we mnie wpił błyszczące,
      Jako żagwie dwie płonące,
      Paląc serce mego łona
      Jak pożarnych ogniem zórz.
      I tak w dziwnych mar osnowie
      Czoło wsparłem o wezgłowie
      Gdzie się kładły mętne blaski
      Jak opadłych płatki róż.
      Na wezgłowiu głowę kładę,
      Gdzie Lenory czoło blade
      Już nie spocznie nigdy już!

      Naraz w nocnej ciszy łonie
      Słodkie się rozeszły wonie,
      Jakby miękko, cicho ręką
      Ktoś wonności rozlał kruż,
      Chłonąc wonnych dym kadzideł,
      Usłyszałem jakby skrzydeł,
      Jakby lekkich stóp anielskich
      Cichy szelest blisko, tuż!
      - Panie! - rzekłem - Ty łask zdroje
      Przez anioły szlesz mi swoje,
      Balsamicznych lek nektarów
      Gdzieś z niebiańskich zsyłasz zórz.
      Przychyl ustom wonnej czary,
      Bym przepomniał smętnej mary
      A ból we mnie zmilknie stary
      A kruk rzecze:
      - Nigdy już!

      - Kruku! - rzekłem - Hej wróżbito!
      Czarnych potęg zły najmito!
      Powiedz czyś ty twór śmiertelny?
      Czy piekielnych poseł burz?
      Lecz na święte Niebios godło
      Co z nicości nas wywiodło
      Powiedz, błagam dziwny ptaku!
      Z Plutonowych zwiany wzgórz
      Mów! czy ból mój i tęsknota,
      Za Edeńskie spłyną wrota,
      Gdzie Lenory duch promienny
      Wśród niebiańskich gości zórz
      Czy w Edeński kraj daleki
      Wnijdę złączon z nią na wieki?
      A kruk rzecze:
      - Nigdy już!

      Więc gniew we mnie wezbrał mocny
      I krzyknąłem: ptaku nocny!
      Niech cię znów na zrąb piekielny
      Grom niezlękłych niesie burz.
      Zwiń te skrzydła co się ścielą
      Nad posągu cichą bielą.
      Zdejm mi z serca dziób twój ptasi
      Co jak ostry razi nóż.
      Niechaj kłamny byt twój zgaśnie
      jak przebrzmiałych echo baśni,
      Snem śmiertelnych cicho zaśnij!
      W bezpamietnych toni mórz.
      Precz ode mnie! W kraj daleki
      Odejdź stąd, lub zgiń na wieki
      A kruk rzecze:
      - Nigdy już!

      I wciąż siedzi cicho tkwiący
      Czarnopióry kruk milczący
      Kędy blady biust Pallady
      Jak domowy świeci stróż.
      A wzrok jego w snów pomroce
      Błyskiem dziwnych skier migoce
      Jak sennego wzrok demona,
      Co z piekielnych spłynął wzgórz,
      Lampy mojej światłość blada
      Na twór ptasi cicho pada
      Czarnopióre cienie drżące
      U stóp moich kładąc tuż.
      A z tych cieni co się włóczą
      U stóp moich marą kruczą
      Już mnie żadne moce władne
      Nie wyzwolą
      Nigdy już!
      • ave.duce Re: Dla Ave, zwykłego, Michała i niezwykle zapija 31.10.06, 21:56
        [...]

        Naraz w nocnej ciszy łonie
        Słodkie się rozeszły wonie,
        Jakby miękko, cicho ręką
        Ktoś wonności rozlał kruż

        [...]

        A z tych cieni co się włóczą
        U stóp moich marą kruczą
        Już mnie żadne moce władne
        Nie wyzwolą
        Nigdy już!


        :P

        :)
    • wartburg4 motyl 01.11.06, 12:48
      Motyl

      I

      Mam rzec, że jesteś martwy?
      Lecz żyłeś tylko
      dobę; smutne, motylku,
      są Stwórcy żarty!
      Słowo „żyć” pusto brzmi,
      gdy kilka godzin
      dzieli śmierć od narodzin,
      i trudno mi
      w jednej daty granice
      w ten dzień niedługi
      wtłoczyć jedno i drugie –
      i śmierć, i życie.

      II

      Bo dni są dla nas, żywych,
      niczym. I tyle:
      niczym. Dni nie przyszpili
      wzrok, by się żywić
      ich barwą: one mkną
      na swym tle białym
      niewidzialne, bez ciała,
      ulotne. Są
      jak ty: powiem inaczej –
      dzień, pomniejszony
      do trwania twojej agonii,
      czyż wiele znaczy?

      III

      Mam rzec, że ciebie wcale
      nie ma? Lecz barwy
      z twych skrzydeł się nie starły:
      istnieją dalej,
      jak istniały. Kto im
      wciąż podpowiada,
      jak mają się nakładać?
      A ja, ze swym
      gliniastym, ciężkim słowem,
      z mową bezbarwną,
      jak mam dorównać farbom
      palety owej?

      IV

      Na twych rozwartych skrzydłach
      rzęsy, źrenice –
      dziewice pięknolice,
      ptaki, straszydła?
      Czyja na tobie twarz
      sportretowana
      w przelocie? W cętkach, w plamach,
      jakimi trwasz
      martwymi naturami
      pośród żywiołów?
      Co w tobie tkwi: ryb połów?
      stół z owocami?

      V

      Może jesteś pejzażem?
      Może przez lupę
      dostrzegę w tobie grupę
      nimf, pląsy, plażę?
      Czy jasno tam jak w dzień?
      czy mroki nocne
      panują? Jakie słońce rozjaśni cień,
      gdy nad pejzażem wstanie?
      Jakie w nim chmury?
      I jakiej natury
      jest odwzorowaniem?

      VI

      Myślę, że jesteś zarazem
      i tym, i owym:
      gwiazdą, głębiną, głową,
      rzeczą, pejzażem.
      Jakiż to złotnik usiadł
      i, brwi nie chmurząc,
      w tobie jak w miniaturze
      wyrył ten świat,
      gdzie wszystko oszałamia,
      zwodzi i przeczy,
      gdzie tyś jest – myśl o rzeczy,
      a my – rzecz sama?

      VII

      Powiedz, czemu ten deseń
      dostał się tobie
      na jedną tylko dobę,
      skoro trwa przestrzeń
      odbita w rtęci wód
      wiecznie i wiernie?
      Tak krótki jest twój termin,
      że skrzydeł cud
      daremny jest: tak rzadko
      trzepoczesz w dłoni,
      lub umykasz pogoni
      zbieracza z siatką.

      VIII

      Nie powiesz mi niczego;
      lecz nie z przyczyny
      bojaźni albo winy
      i nie dlatego,
      żeś martwy i żeś motyl.
      Żywe czy zmarłe,
      każde stworzenie marne
      na znak wspólnoty
      głos ma od boga dla
      brzmienia, znaczenia:
      dla przedłużenia mgnienia,
      minuty, dnia

      IX

      Tobie nikt nie wypłacił
      owej zaliczki.
      Lecz po cóż na nią liczyć?
      I z jakiej racji
      masz się znaleźć w rejestrze
      dłużników nieba?
      Nie smuć się: widać trzeba,
      abyś był jeszcze niemy,
      słaby i wczesny
      (ciężar słów – męczy):
      bardziej niż czas bezdźwięczny
      i bezcielesny

      X

      Zbyt śmiertelny, by bać się,
      lekki, nieczuły,
      wzlatujesz nad kopułę
      klombu, tak właśnie,
      jakby ci uciec przyszło
      z zaduchu więzień,
      gdzie tkwią „było” i „będzie”,
      przeszłość i przyszłość;
      i kiedy lecisz w dal,
      nad kwiaty polne,
      jest tak, jak gdybyś formę dał
      powietrzu

      XI

      Tak właśnie pióro czyni,
      mknąc po otwartych
      równinach śnieżnej karty,
      nie wiedząc, czyli
      z zapisywanych stron
      sens czy nonsens powstaje –
      ono się tylko zdaje
      na mądrą dłoń,
      dłoń, w której palcach
      słowo pulsuje nieme,
      nie pył z kwiatów zdejmując,
      lecz z ramion brzemię

      XII

      Takie piękno z tak bliską
      śmiercią złączone,
      orze czoło zmęczoną
      bruzdą domysłu:
      trudno dowieść jaskrawiej,
      że – przyjacielu –
      świat jest stworzony bez celu,
      a jeśli nawet,
      to cel nie w nas jest, bracie
      Entomologu,
      ale w światła i mroku
      wiecznym kieracie

      XIII

      Pożegnać cię już, skoro
      giniesz z dniem razem?
      Są ludzie, których rozum
      pokrywa porost
      zapomnienia; lecz czy
      winni są sami?
      Wszak mają za plecami
      nie miękkich dni
      małżeńską pościel, i nie
      mrok snu bez rojeń,
      i nie przeszłość – lecz twoje
      skrzydła jedynie!

      XIX

      Tyś jest bardziej niż Niczym.
      A raczej: jesteś
      widoczniejszy i przez to
      bliższy. Lecz wliczam
      cię do Nicości krewnych.
      Twoja śmierć wczesna
      Ją właśnie ucieleśnia;
      dlatego pewnie jesteś w zamęcie dnia
      godzien choć słowa,

      ty – przejrzysta przesłona,
      co dzieli „Nic” od „Ja”.


      Josif Brodski
    • malaszaramysz Re: Dla Ave.....i... 01.11.06, 13:10
      Jarosław Marek Rymkiewicz

      "Ogród w Milanówku, sen zimowy"

      Bóg jest dopóki patrzy dopóki ma oczy
      Kawki już śpią w gałęziach i mrok już się mroczy

      Kot śpi z ogonem w pysku na kaloryferze
      Głęboko w mokrych liściach śpią półżywe jeże

      Bóg zasnął ale patrzą jego wieczne oczy
      Śni się szarym wiewiórkom im mrok już się mroczy

      Świat śpi śnią go wiewiórki chore kawki jeże
      Wiewiórki kawki Boga wiecznego żołnierze

      Kot porusza się we śnie- ogon w pysku trzyma
      Śni Boga-Bóg ma postać Dobrego Olbrzyma

      I Bogu- także jemu!-śni się ogon koci
      Ogon który tam we śnie tuż przy Bogu psoci

      Głęboko w liściach mroczność budzi się i rusza
      Jeż półmartwy w swą podróż ostatnią wyrusza

      Na jablonce tam właśnie gdzie wisi słonina
      Śpią dwie kawki i chory gawron biedaczyna

      O istnienie!o jakie to brzydkie straszydło!
      Gawron śpi- krwawi jemu ułamane skrzydło

      Jedno oko zamyka a drugie otwiera
      Patrzy Bóg i śni o nas albo też umiera

      Kiedy grudzień śnieg ciska pomiędzy gawrony
      Pomiędzy śmierć i życie- i świat jest uśpiony

      Patrzy mrok i widzialna- mroczność w mroku leży
      I w kompoście jeż chodzi wśród zgniłych obierzyn

      Patrzą na nas otwarte wielkie oczy Boga
      Jest sen- i jeśli wejdziesz- to we śnie jest droga
      • ave.duce Re: Do msm.....i... 01.11.06, 13:24
        Myszo, sękjU!

        :)))


        Mur


        Stoimy pod murem. Zdjęto nam młodość jak koszulę skazańcom.
        Czekamy. Zanim tłusta kula usiądzie na karku, mija dziesięć,
        dwadzieścia lat. Mur jest wysoki i mocny. Za murem jest drzewo
        i gwiazda. Drzewo podwędza mur korzeniami. Gwiazda nagryza
        kamień jak mysz. Za sto, dwieście lat będzie już małe okienko.


        Zbigniew Herbert

        Gwiazda jak mysz... Dzięki za OKIENKO!!!

        :P
        • meee_luzyna (*) 01.11.06, 13:33
          Być - albo nie być;
          oto jest pytanie.
          Czy dla umysłu godniej jest znosić
          strzały i razy nieprzytomne
          losu -
          czy też wystąpić czynnie przeciwko morzu nieszczęść
          i poprzez opór
          skończyć z nimi,
          zgnieść je?
          Spać.
          Spać.
          Nic więcej.
          I tylko snem ogłosić,
          że ból serca minął
          i minęły cierpienia przyrodzone ciału.
          Oto spełnienie godne pożądania:
          spać-
          umrzeć,
          zasnąć.
          Tylko śnić czasami?
          W tym cały szkopuł!
          Bo kiedy sen śmierci
          odrzuci naszą doczesną powłokę,
          jakież sny nas nawiedzą?
          To nas powstrzymuje;
          i życie nasze czyni długim pasmem
          klęsk...
          Któż bowiem zechciałby znosić drwiny i chłostę epoki,
          pogardę dla ubogich,
          krzywdy od ludzi możnych,
          ból wzgardzonej miłości,
          bezczelność urzędów,
          łamanie prawa
          i upokorzenia, których miernota nie szczędzi zasługom,
          jeśli sam mógłby zamknąć ów rachunek
          kawałkiem stali?
          Któż zechciałby dźwigać ten ciężar,
          pocąc się i stękając pod brzmieniem życia,
          gdyby obawa tego, co za grobem -
          lądów nieznanych,
          z których nikt nie wraca -
          nie osłabia naszej woli czynu?
          Ona nas pęta;
          ona każe znosić raczej już zło, które znamy,
          niż szukać innego...
          Tak więc ś w i a d o m o ś ć czyni nas tchórzami;
          myśl -
          chorobliwą bielą powleka rumieniec decyzji,
          a przedsięwzięcia,
          o wielkim znaczeniu i wadze,
          zmieniają bieg swój
          i tracą znamiona działania.
          Dość już, dość!
          ( przekład: Jerzy S. Sito )
          • sawa.com Re: (*) 01.11.06, 15:53
            "czy też wystąpić czynnie przeciwko morzu nieszczęść
            i poprzez opór
            skończyć z nimi,
            zgnieść je?"

            Oto jest pytanie!

            - Czy palić lulki i popijać wino? ...no może jeszcze tańczyć?


            A tak w ogóle to dobry jest ten Sito:)))
          • sawa.com Re: (*) 01.11.06, 15:58
            DZIADY Jest to nazwisko uroczystości obchodzonej dotąd między pospólstwem w
            wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandii, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności
            zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i
            zwała się niegdyś ucztą kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huslar,
            Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz).

            W teraźniejszych czasach, ponieważ światłe duchowieństwo i właściciele
            usiłowali wykorzenić zwyczaj połączony z zabobonnymi praktykami i zbytkiem
            częstokroć nagannym, pospólstwo więc święci Dziady tajemnie w kaplicach lub
            pustych domach niedaleko cmentarza. Zastawia się tam pospolicie uczta z
            rozmaitego jadła, trunków, owoców i wywołują się dusze nieboszczyków. Godna
            uwagi, iż zwyczaj częstowania zmarłych zdaje się być wspólny wszystkim ludom
            pogańskim, w dawnej Grecji za czasów homerycznych, w Skandynawii, na Wschodzie
            i dotąd po wyspach Nowego Świata Dziady nasze mają to szczególnie, iż obrzędy
            pogańskie pomieszane są z wyobrażeniami religii chrześcijańskiej, zwłaszcza iż
            dzień zaduszny przypada około czasu tej uroczystości. Pospólstwo rozumie, iż
            potrawami, napojem i śpiewami przynosi ulgę duszom czyscowym.

            Cel tak pobożny święta, miejsca samotne, czas nocny, obrzędy fantastyczne
            przemawiały niegdyś silnie do mojej imaginacji; słuchałem bajek, powieści i
            pieśni o nieboszczykach powracających z prośbami lub przestrogami; a we
            wszystkich zmyśleniach poczwarnych można było dostrzec pewne dążenie moralne i
            pewne nauki, gminnym sposobem zmysłowie przedstawiane.

            Poema niniejsze przedstawi obrazy w podobnym duchu, śpiewy zaś obrzędowe; gusła
            i inkantacje są po większej części wiernie, a niekiedy dosłownie z gminnej
            poezji wzięte.


            --------------------------------------------------------------------------------
          • ave.duce Re: (*) 01.11.06, 22:48
            KONRAD


            Samotność - cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi?

            Gdzie człowiek, co z mej pieśni całą myśl wysłucha,

            Obejmie okiem wszystkie promienie jej ducha?

            Nieszczęsny, kto dla ludzi głos i język trudzi:

            Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie;

            Myśl z duszy leci bystro, nim się w słowach złamie,

            A słowa myśl pochłoną i tak drżą nad myślą,

            Jak ziemia nad połkniętą, niewidzialną rzeką.

            Z drżenia ziemi czyż ludzie głąb nurtów dociek,

            Gdzie pędzi, czy się domyślą? -

            [...]


            Adam Mickiewicz "Dziady"

            ;)
    • logo.vlad Re: Dla Ave.....i... 01.11.06, 16:08
      Idę sobie zamaszyście
      i opada ze mnie życie jak jesienne liście.
      Jakie liście? - dębu, brzozy, topoli,
      ale to boli.

      No cóż? było kilka miłości
      i trwoga, i noce bezsenne,
      było dużo tkliwości i złości,
      wszystko zmienne.

      No i lecą liście, liście,
      a każde: imię.
      Powiedz je uroczyście,
      wymień.

      Ach, nie! To już nagie gałęzie
      chwytliwe.
      Kiedy serce i myśl na uwięzi,
      jak być szczęśliwym?

      I ostał się pień nagi,
      nad nim zamieci kłąb.
      Odwagi!
      To ja - dąb.

      ---
      Władysław Broniewski, "Dąb"
      • ave.duce Re: Dla wszystkich.....i... 02.11.06, 06:59
        Bardzo wszystko pięknie, ale...


        Jeszcze Polska


        [...]

        Coście s...syny uczynili z ta krainą?
        Pomieszanie katolika z manią postkomunistyczną
        Ci modlący się co rano i chodzący do kościoła
        Chętnie by zabili ciebie tylko za kształt twego nosa
        Już ruszyły wody z góry do jeziora zatrutego
        Do jeziora nienawiści, domu smoka pradawnego...

        [...]


        KULT
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka