zwykly2 Re: Dla Ave.....i... 31.10.06, 17:27 31 października 2006Prawie "Dziady" Zbliża się święto zmarłych więc znowu zaczynają nachodzić mnie wspomnienia domu moich dziadków. Ściślej mówiąc oficyny w której mieszkała moja prababka. W tamtych odległych niestety czasach w miasteczku nie było kwiaciarni, w sezonie każdy miał kwiaty w ogrodzie, ani zakładów pogrzebowych w dzisiejszym rozumieniu. Ludzie najczęściej umierali w domu a jeśli nawet umarli w szpitalu to ciała były zabierane do domu. Więc kwiaciarni nie było a trzeba było jakoś przygotować wiązanki w wieńce nagrobne i znicze. Wszystko trzeba było robić własnoręcznie. Fakt że ludzie mieli na to czas. Znicze przygotowywał dziadek z ojcem. Po prostu topili świece i roztopioną stearynę wlewali do foremek z umieszczonymi w nich knotami. Najtrwalszą ozdobą grobów były blaszane wieńce z blaszanych liści dębowych z blaszanymi kwiatkami. Takie wieńce były tak trwałe że wystarczyło je przed każdym świętem odmalować i znowu powiesić na krzyżu. Ale tym zajmował się dziadek i ojciec i to choć bardzo dzieci interesujące nie mogło konkurować z babskimi przygotowaniami. W domu mojej prababki wieczorami odbywały się spotkania przeważnie starszych sąsiadek czy koleżanek, znajomych prababci i przygotowania do święta. Zdeformowanymi przez artretyzm palcami staruszki wyczarowywały z krepiny (do wiadomości co młodszych - krepina to taka marszczona bibuła) prześliczne kolorowe kwiaty nasączane następnie stearyną, która wzmacniała intensywność barwy a głównie zabezpieczała kwiatki przed wilgocią czy deszczem. Z gałązek jedliny formowano wieńce i wiązanki a następnie ozdabiano przygotowanymi kwiatkami krepinowymi albo nieśmiertelnikami (nieśmiertelniki to w tym wypadku kwiaty a nie wojskowe blaszki identyfikacyjne). W trakcie tych wspólnych przygotowań oczywiście odmawiany był różaniec za dusze zmarłych a potem następowało to na co ukryci pod stołem wytrwale wyczekiwaliśmy. Opowieści o zmarłych, o duchach. Przeplatane modlitwami za co bardziej krnąbrne dusze. Prawdziwe mickiewiczowskie „dziady”. Najciekawsze było to że wspominano nie jakieś tam historie ze świata, tylko ludzi których wszyscy znali, historie z sąsiedniego lub innego bliskiego domu. Historie z mojego miasteczka. Wierzcie mi dla dzieci to były wielkie przeżycia, mimo że przecież nie mogliśmy znać tych ludzi, to fakt że to było w domu obok albo w domu do którego chodziliśmy po mleko, czy w domu kolegi, powodował że baliśmy się każdego mrugnięcia wielkiej lampy naftowej wiszącej nad prababcinym stołem. Bo przecież takie opowieści nie mogły się odbywać w świetle elektrycznym. Po takim seansie znajdowano nas pod stołem śpiących , wtulonych w siebie. Przez najbliższe dni nie było siły, która wygnała by nas z domu po zmroku, a w naszej sypialni przez całą noc cichutko grało radio, którego zielone magiczne oko rozpraszało ciemność. Rok w rok jak tylko zbliżają się Zaduszki wracam wspomnieniami do tamtych już tak dawnych obrzędów. Wierzcie mi w prawie sto czterdzieści lat po „Dziadach” mickiewiczowskich byłem świadkiem pozostałości tego obrzędu. P.S. Kiedy jutro, bo nie każdy będzie mógł pójść na groby w zaduszki, czy pojutrze, czy kiedykolwiek, będziecie na cmentarzu, zapalcie małą lampkę na opuszczonym grobie. Jest ich tak wiele. Niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
ave.duce Re: Dla zwyklego2..... 31.10.06, 17:30 Nie uwierzysz - ale zawsze tak robię. Rzadko bywam na cmentarzach współczesnych, fakt. Częściej - na cmentarzyskach. :PPP Trzymaj się ciepło! P.S. Nie PiSz mojego nicka w tytule - to wątek się może ostanie! ;) Odpowiedz Link Zgłoś
wartburg4 Re: Dla Ave.....i... 01.11.06, 12:10 zwykly2 napisał: > 31 października 2006Prawie "Dziady" > > > > Zbliża się święto zmarłych więc znowu zaczynają nachodzić mnie wspomnienia domu > > moich dziadków. Ściślej mówiąc oficyny w której mieszkała moja prababka. > > W tamtych odległych niestety czasach w miasteczku nie było kwiaciarni, w > sezonie każdy miał kwiaty w ogrodzie, ani zakładów pogrzebowych w dzisiejszym > rozumieniu. Ludzie najczęściej umierali w domu a jeśli nawet umarli w szpitalu > to ciała były zabierane do domu. Więc kwiaciarni nie było a trzeba było jakoś > przygotować wiązanki w wieńce nagrobne i znicze. Wszystko trzeba było robić > własnoręcznie. Fakt że ludzie mieli na to czas. Znicze przygotowywał dziadek z > ojcem. Po prostu topili świece i roztopioną stearynę wlewali do foremek z > umieszczonymi w nich knotami. Najtrwalszą ozdobą grobów były blaszane wieńce z > blaszanych liści dębowych z blaszanymi kwiatkami. Takie wieńce były tak trwałe > że wystarczyło je przed każdym świętem odmalować i znowu powiesić na krzyżu. > Ale tym zajmował się dziadek i ojciec i to choć bardzo dzieci interesujące nie > mogło konkurować z babskimi przygotowaniami. W domu mojej prababki wieczorami > odbywały się spotkania przeważnie starszych sąsiadek czy koleżanek, znajomych > prababci i przygotowania do święta. Zdeformowanymi przez artretyzm palcami > staruszki wyczarowywały z krepiny (do wiadomości co młodszych - krepina to taka > > marszczona bibuła) prześliczne kolorowe kwiaty nasączane następnie stearyną, > która wzmacniała intensywność barwy a głównie zabezpieczała kwiatki przed > wilgocią czy deszczem. Z gałązek jedliny formowano wieńce i wiązanki a > następnie ozdabiano przygotowanymi kwiatkami krepinowymi albo nieśmiertelnikami > > (nieśmiertelniki to w tym wypadku kwiaty a nie wojskowe blaszki > identyfikacyjne). świetny tekst! Aż chce się więcej! Odpowiedz Link Zgłoś
zwykly2 Re: Dla Ave.....i..., tedy jeszcze... 31.10.06, 17:34 Czas strumieniem wartkim płynie I odmienia twarze snów Nieodmienne jest do dziś jedynie Co przed nami było tu Wesołość ptasich gniazd Od snu ciepły las I świerszcza śpiew zaklęty W krzew znajomy Idący polem dzień I świt, kiedy cień Odejście nocy kryje W mgieł zasłony Bezdroża szumnych traw Niezmienność wśród malw Gdy barwą kryją ściany pobielane W powietrzu czystym dzwon I bzu biały szron To dom rodzinny To mój dom Czas od dawien dawna plącze Pajęczyny naszych dróg Choć niejedna droga nam się skończy Po nas znowu będzie tu Wesołość ptasich gniazd Od snu ciepły las I świerszcza śpiew zaklęty W krzew znajomy Idący polem dzień I świt, kiedy cień Odejście nocy kryje W mgieł zasłony Bezdroża szumnych traw Niezmienność wśród malw Gdy barwą kryją ściany pobielane W powietrzu czystym dzwon I bzu biały szron To dom rodzinny To mój dom Bezdroża szumnych traw... Odpowiedz Link Zgłoś
ave.duce Re: Dla Ave.....i..., tedy jeszcze... 31.10.06, 17:42 Niebo złote ci otworzę Niebo złote ci otworzę, w którym ciszy biała nić jak ogromny dźwięków orzech, który pęknie, aby żyć zielonymi listeczkami, śpiewem jezior, zmierzchu graniem, aż ukaże jądro mleczne ptasi świt. Ziemię twardą ci przemienię w mleczów miękkich płynny lot, wyprowadzę z rzeczy cienie, które prężą się jak kot, futrem iskrząc zwiną wszystko w barwy burz, w serduszka listków, w deszczów siwy splot. I powietrza drżące strugi jak z anielskiej strzechy dym zmienię ci w aleje długie, w brzóz przejrzystych śpiewny płyn, aż zagrają jak wiolonczel żal - różowe światła pnącze, pszczelich skrzydeł hymn. Jeno wyjmij mi z tych oczu szkło bolesne - obraz dni, które czaszki białe toczy przez płonące łąki krwi. Jeno odmień czas kaleki, zakryj groby płaszczem rzeki, zetrzyj z włosów pył bitewny, tych lat gniewnych czarny pył. Krzysztof Kamil Baczynski ;) Odpowiedz Link Zgłoś
zwykly2 Re: Dla Ave . Syzyfowe prace? Powtarzam. 31.10.06, 17:51 Ach, kiedyż wykujem, strudzeni oracze, Lemiesze z pałaszy skrwawionych? Ach, kiedyż na ziemi już nikt nie zapłacze Prócz rosy łąk naszych zielonych?...» Odpowiedz Link Zgłoś
ave.duce Re: Nie... why "syzyfowa"? Oto twa pieśń! (frag). 31.10.06, 18:19 [...] Wola twa niech się zowie: młot, oskard i topór, Myśl twa niech zna li miana: pług, socha i lemiesz, Uczuciem twym niech będzie wieczny, twardy opór! [...] Bądź sławny, wielki, wolny! Ty, coś się urodził Już nieszczęśliwym, pastwą losu-kata! Ty, któremu czas wiosny odrodzeniem wschodził W listopadowe dni, kiedy niemocą Jesień umiera! Ty z czterech stron świata Otoczon wrogą, zabójczą Północą, Która zaciska wkoło ciebie cieśń, Narodzie, oto twa pieśń! Leopold Staff ;) Odpowiedz Link Zgłoś
zwykly2 Re: Dla Ave.....i... 31.10.06, 18:31 My już są Amerykany Mamy glany, my są pany Gramy rocka, rap i reagge Jezu, jest jak w niebie Każdy kuma już na wieki O wow, melodyjki Które przyszły tu ze Stanów Od kolegów, Amerykanów Tak, właśnie tak Wygląda moje miasto nocą Tak wygląda miasto nocą Że aż ręce mi się pocą Żeby złapać za instrument I wyrazić to co czuję Jak żyleta ostrym dźwiękiem Zmienić w Londyn Ostrołękę Chcę zaśpiewać jakąć cza-czę Żeby było tu inaczej Tak se myśle, mam natchnienie Mów mi Johny, a nie Heniek Bo my są już Amerykany Mamy glany, my są pany Lubię śpiewać zagranicznie Bo to zawsze zabrzmi ślicznie Jak zaryczę po angielsku To się czuję jak po zielsku To dziewuchy strasznie jara Śpiew angielski i gitara Oklaskuje mnie publika Piszczą Magda, Bacha, Krycha Ważne, żeby być przy żłobie Jakąś mieć ideologię Kumać blusa i odloty A pozbawisz każdą cnoty Nagrać płytę, szarpnąć kasę I z kapelą ruszyć w trasę Szmalec zmienić w skrzynkę wódki Sztangę fajek, młode ciutki It's my life It's my life Abalunga balunga, balunga bunga... Odpowiedz Link Zgłoś
ave.duce Re: Dla zwyklego2..... nie przesadzaj... 31.10.06, 18:49 Kocham wolność TAK NIEWIELE ŻĄDAM TAK NIEWIELE ZNACZĘ TAK NIEWIELE WIDZIAŁEM TAK NIEWIELE ZOBACZĘ TAK NIEWIELE MYŚLĘ TAK NIEWIELE ZNACZĘ TAK NIEWIELE SŁYSZAŁEM TAK NIEWIELE POTRAFIĘ WOLNOŚĆ KOCHAM I ROZUMIEM WOLNOŚCI ODDAĆ NIE UMIEM TAK NIEWIELE MIAŁEM WCIĄŻ NIEWIELE MAM MOGĘ ZROBIĆ WSZYSTKO MOGĘ ZOSTAĆ SAM Golden Life Odpowiedz Link Zgłoś
michal00 Re: Dla zwyklego2..... nie przesadzaj... 31.10.06, 18:56 > Golden Life Chlopcy Z Placu Broni Odpowiedz Link Zgłoś
ave.duce Re: Dla zwyklego2..... nie przesadzaj... 31.10.06, 19:00 michal00 napisał: > > Golden Life > > Chlopcy Z Placu Broni Masz rację, dzięki! Mam oba wykonania i tamto mi umknęło... :P Odpowiedz Link Zgłoś
sawa.com Re: Dla Ave.....i... 31.10.06, 21:06 Dwunastu braci wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony, A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony. I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o dziewczynie, I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie... Mówili o niej: " Łka więc jest!" - i nic innego nie mówili, I przeżegnali cały świat - i świat zadumał się w tej chwili... Porwali młoty w twardą dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem! I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem? "O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze" - Tak, waląc w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze. Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił! Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił! Łamią się piersi, trzeszczy kość, próchnieją dłonie, twarze bledną... I wszyscy w jednym zmarli dniu i noc wieczystą mieli jedną! Lecz cienie zmarłych - Boże mój! - nie wypuściły młotów z dłoni! I tylko inny płynie czas i tylko młot inaczej dzwoni... I dzwoni w przód ! I dzwoni wspak! I wzwyż za każdym grzmi nawrotem! I nie wiedziała ślepa noc, kto tu jest cieniem, a kto młotem? " O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" - Tak, waląc w mur, dwunasty cień do jedenastu innych rzecze . Lecz cieniom zbrakło nagle sił, a cień się mrokom nie opiera! I powymarły jeszcze raz, bo nigdy dość się nie umiera... I nigdy dość, i nigdy tak, jak tego pragnie ów co kona!... I znikła treść - i zginął ślad - i powieść o nich już skończona! Lecz dzielne młoty - Boże mój - mdłej nie poddały się żałobie! I same przez się biły w mur, huczały spiżem same w sobie! Huczały w mrok, huczały w blask i ociekały ludzkim potem! I nie wiedziała ślepa noc, czym bywa młot, gdy nie jest młotem? " O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć dziewczynę rdzą powlecze!" - Ta, waląc w mur, dwunasty młot do jedenastu innych rzecze. I runął mur, tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny! Lecz poza murem - nic i nic! Ni żywej duszy ni Dziewczyny! Niczyich oczu, ani ust! I niczyjego w kwiatach losu! Bo to był głos i tylko - głos, i nic nie było, oprócz głosu! Nic - tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata! Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata? Wobec kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów, Potężne młoty legły w rząd na znak spełnionych godnie trudów. I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie! A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? (B.Leśmian) Odpowiedz Link Zgłoś
ave.duce Re: Dla Sawy.....i... 31.10.06, 21:52 Deszcze Deszcz jak siwe łodygi, szary szum, a u okien smutek i konanie. Taki deszcz kocham, taki szelest strun, deszcz - życiu zmiłowanie. Dalekie pociągi jeszcze jadą dalej bez ciebie. Cóż? Bez ciebie. Cóż? w ogrody wód, w jeziora żalu, w liście, w aleje szklanych róż. I czekasz jeszcze? Jeszcze czekasz? Deszcz jest jak litość - wszystko zetrze: i krew z bojowisk, i człowieka, i skamieniałe z trwóg powietrze. A ty u okien jeszcze marzysz, nagrobku smutny. Czasu napis spływa po mrocznej, głuchej twarzy, może to deszczem, może łzami. I to, że miłość, a nie taka, i to, że nie dość cios bolesny, a tylko ciemny jak krzyk ptaka, i to, że płacz, a tak cielesny. I to, że winy niepowrotne, a jedna drugą coraz woła, i to, jakbyś u wrót kościoła widzenie miał jak sen samotne. I stojąc tak w szeleście szklanym, czuję, jak ląd odpływa w poszum. Odejdą wszyscy ukochani, po jednym wszyscy - krzyże niosąc, a jeszcze innych deszcz oddali, a jeszcze inni w mroku zginą, staną za szkłem, co jak ze stali, i nie doznani miną, miną. I przejdą deszcze, zetną deszcze, jak kosy ciche i bolesne, i cień pokryje, cień omyje. A tak kochając, walcząc, prosząc stanę u źródeł - studni ciemnych, w groźnym milczeniu ręce wznosząc, jak pies pod pustym biczem głosu. Nie pokochany, nie zabity, nie napełniony, niedorzeczny, poczuję deszcz czy płacz serdeczny, że wszystko Bogu nadaremno. Zostanę sam. Ja sam i ciemność. I tylko krople, deszcze, deszcze coraz to cichsze, bezbolesne. Krzysztof Kamil Baczynski :))) :D Odpowiedz Link Zgłoś
sawa.com Re: Dla Sawy.....i... 31.10.06, 22:03 dziekuję za przypomnienie Baczyńskiego. Jakos ten wiersz uszedł mojej uwadze. A jest piekny i czysty jak diament. Odpowiedz Link Zgłoś
ave.duce Re: Dla Sawy.....i... 01.11.06, 12:15 Ja nie chcę spać Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać, chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba, białozielone obłoki zbierać, nie chcę nic więcej, nie chcę nic mniej. Są jeszcze brzegi, na których nie byłam, są jeszcze śniegi, których nie wyśniłam. Są pocałunki, na które czekam, listy z daleka, drogi pod wiatr. Ja nie chcę spać, ja nie chcę umierać, chcę tylko wędrować po pastwiskach nieba, białozielone obłoki zbierać, niczego więcej mi nie potrzeba. Bo chociaż nie ma tam brzegu mojego, śniegów i nieba, nieba zielonego, noc mnie nie nuży, dzień się nie dłuży, być wciąż w podróży, w drodze pod wiatr. Agnieszka Osiecka P.S. Znałam Kalinę... Ta piosenka w jej wykonaniu to było miSZCZostwo świata! :P Odpowiedz Link Zgłoś
sawa.com Dla Ave, zwykłego, Michała i niezwykle zapijaczone 31.10.06, 21:24 -go ryja Przepraszam, ze taki długi... ale jest to naprawdę piekny wiersz. I taki akurat na dziesiejszy wieczór. Kruk Edgar Allan Poe tłumaczenie: Barbara Beaupre Raz w godzinie widm północnej Rozważałem w ciszy nocnej Mądrość dawnych ksiąg przesławnych Zapomnianych dzisiaj już. W tem znużoną chyląc głowę, Na pożółkłe karty owe Słyszę oto w nocną ciszę Kołatanie do drzwi, tuż. Gość to myślę, u podwoi, Zapóźniony u drzwi stoi. Pragnie wejść choć późno już. Gość, lecz jaki? Któżby? Któż...? Grudzień to był wichrem śpiewny, Lampy mojej blask niepewny Kładł u stóp mych cienie drżące Jak gasnących płatki róż. Chciałem nim dnia wróci białość W starych księgach uśpić żałość, Za promienną, rzadką dziewą Gdzieś zniknioną w blaskach zórz. Za straconą, opłakaną Dziś Lenorą w Niebie zwaną Co w dal senną, bezimienną Poszła i nie wróci już. Słyszę smętne snując mary Purpurowej szum kotary. Fantastycznym zdjęty lękiem Nie wiem, co mam myśleć już. Tłumiąc trwożne serca bicie Chciałem lęk ów uśpić skrycie Powtarzając: "U podwoi Gość spóźniony jakiś stoi, Pragnie wejść choć późno już Cóż innego? Cóżby? Cóż? Wreszcie płonnej zbywszy trwogi Bez wahania szedłem w progi, Gdzie u wniścia, mego przyjścia Czeka gość wśród nocnych burz. - Panie! - rzekłem - czy też Pani! Wasze lekkie kołatanie Tak ostrożne, ciche, trwożne, Ledwie do mnie doszło już. Byłem senny, śniłem może, Raczcie wejść, wnet drzwi otworzę. Otworzyłem, lecz na dworze Nic, prócz nocnych wichrów, burz. Nie śmiąc wejść w te pustki ciemne Stałem długo... Sny tajemne... Marząc jakich nikt śmiertelny... W taką noc nie wyśni już. A przede mną ciemność głucha, Wicher tylko jeno z jękiem dmucha, Niosąc tylko jedno imię smętne, Tej, co zgasła w blaskach zórz. Imię to Lenora! śpiewne, Wyrzekł ktoś... To ja zapewne Sam je rzekłem w tę noc burz Bo któż inny? Któżby? Któż? Więc na miejsce wracam dawne, By znów badać księgi sławne Lecz znów słyszę, w nocną cisze Kołatanie, bliżej, tuż! Czując żar płonący w łonie Myślę: ... "chyba w nocnej toni Wicher w szyby okien dzwoni, Wicher co jęczy w tę noc burz. Okno w ciemną noc otworzę Wicher w szyby dzwoni może Cóż innego! Cóżby? Cóż? Otworzyłem. I wnet potem Szumnym, pewnym, równym lotem Czarnopióry kruk wspaniały prosto ku mnie leciał już. Ni się wstrzymał, ani zbaczał, Ku drzwi moim lot zataczał Gdzie u góry biust Pallady Jak domowy świeci stróż. Na Pallady posąg biały Wzleciał czarny kruk wspaniały Czarnopióry demon burz. Nie chcąc by gość hebanowy Przejrzał z marzeń mych osnowy Nawał mętnych myśli smętnych Co mój duch obległy już. Rzekłem siląc się na żarty: - Choć czub nosisz mocno zdarty, Wiem, żeś nie jest zwykłym kurem Co przy ziemi gdacze tuż. Tyś wędrowny kruk prastary Co piekielne rzucił mary Z Plutonowych spiesząc wzgórz Powiedz jak cię tam nazwano? Jakie nosisz wśród nich miano A kruk rzecze: - Nigdy już! Lęk ogarnął mnie bezradny, Na ten dziw tak bezprzykładny, Że się do mnie ten twór ptasi Tak od razu ozwał już. Bo pomyślcie tylko sami! Jak to dziwnie!? gdzieś nad drzwiami Kędy biały biust Pallady Jak domowy świeci stróż Widzieć taki twór ponury, Wyschły, straszny, czarnopióry Co się zowie: - Nigdy już! Na popiersiu cicho tkwiący Siedział czarny kruk milczący Jakby w słowie, które wyrzekł Całą duszę zawarł już. Więc ja w smętnej rzekłem mowie: - Jak odbiegli mnie druhowie Jak nadziei jasne gońce, W zmierzch wieczornych zgasły zórz, Tak nim ranny brzask zaświeci Gość skrzydlaty mnie odleci! A kruk rzecze: - Nigdy już! Słysząc znów tak trafna mowę, Rzekłem wznosząc trwożnie głowę, Gdzie nad cichą biel posągu Wzleciał czarny demon wróż. - Bez wątpienia, w słów twych treści Co nad biustem siedząc tuż Oczy we mnie wpił błyszczące, Jako żagwie dwie płonące, Paląc serce mego łona Jak pożarnych ogniem zórz. I tak w dziwnych mar osnowie Czoło wsparłem o wezgłowie Gdzie się kładły mętne blaski Jak opadłych płatki róż. Na wezgłowiu głowę kładę, Gdzie Lenory czoło blade Już nie spocznie nigdy już! Naraz w nocnej ciszy łonie Słodkie się rozeszły wonie, Jakby miękko, cicho ręką Ktoś wonności rozlał kruż, Chłonąc wonnych dym kadzideł, Usłyszałem jakby skrzydeł, Jakby lekkich stóp anielskich Cichy szelest blisko, tuż! - Panie! - rzekłem - Ty łask zdroje Przez anioły szlesz mi swoje, Balsamicznych lek nektarów Gdzieś z niebiańskich zsyłasz zórz. Przychyl ustom wonnej czary, Bym przepomniał smętnej mary A ból we mnie zmilknie stary A kruk rzecze: - Nigdy już! - Kruku! - rzekłem - Hej wróżbito! Czarnych potęg zły najmito! Powiedz czyś ty twór śmiertelny? Czy piekielnych poseł burz? Lecz na święte Niebios godło Co z nicości nas wywiodło Powiedz, błagam dziwny ptaku! Z Plutonowych zwiany wzgórz Mów! czy ból mój i tęsknota, Za Edeńskie spłyną wrota, Gdzie Lenory duch promienny Wśród niebiańskich gości zórz Czy w Edeński kraj daleki Wnijdę złączon z nią na wieki? A kruk rzecze: - Nigdy już! Więc gniew we mnie wezbrał mocny I krzyknąłem: ptaku nocny! Niech cię znów na zrąb piekielny Grom niezlękłych niesie burz. Zwiń te skrzydła co się ścielą Nad posągu cichą bielą. Zdejm mi z serca dziób twój ptasi Co jak ostry razi nóż. Niechaj kłamny byt twój zgaśnie jak przebrzmiałych echo baśni, Snem śmiertelnych cicho zaśnij! W bezpamietnych toni mórz. Precz ode mnie! W kraj daleki Odejdź stąd, lub zgiń na wieki A kruk rzecze: - Nigdy już! I wciąż siedzi cicho tkwiący Czarnopióry kruk milczący Kędy blady biust Pallady Jak domowy świeci stróż. A wzrok jego w snów pomroce Błyskiem dziwnych skier migoce Jak sennego wzrok demona, Co z piekielnych spłynął wzgórz, Lampy mojej światłość blada Na twór ptasi cicho pada Czarnopióre cienie drżące U stóp moich kładąc tuż. A z tych cieni co się włóczą U stóp moich marą kruczą Już mnie żadne moce władne Nie wyzwolą Nigdy już! Odpowiedz Link Zgłoś
ave.duce Re: Dla Ave, zwykłego, Michała i niezwykle zapija 31.10.06, 21:56 [...] Naraz w nocnej ciszy łonie Słodkie się rozeszły wonie, Jakby miękko, cicho ręką Ktoś wonności rozlał kruż [...] A z tych cieni co się włóczą U stóp moich marą kruczą Już mnie żadne moce władne Nie wyzwolą Nigdy już! :P :) Odpowiedz Link Zgłoś
wartburg4 motyl 01.11.06, 12:48 Motyl I Mam rzec, że jesteś martwy? Lecz żyłeś tylko dobę; smutne, motylku, są Stwórcy żarty! Słowo „żyć” pusto brzmi, gdy kilka godzin dzieli śmierć od narodzin, i trudno mi w jednej daty granice w ten dzień niedługi wtłoczyć jedno i drugie – i śmierć, i życie. II Bo dni są dla nas, żywych, niczym. I tyle: niczym. Dni nie przyszpili wzrok, by się żywić ich barwą: one mkną na swym tle białym niewidzialne, bez ciała, ulotne. Są jak ty: powiem inaczej – dzień, pomniejszony do trwania twojej agonii, czyż wiele znaczy? III Mam rzec, że ciebie wcale nie ma? Lecz barwy z twych skrzydeł się nie starły: istnieją dalej, jak istniały. Kto im wciąż podpowiada, jak mają się nakładać? A ja, ze swym gliniastym, ciężkim słowem, z mową bezbarwną, jak mam dorównać farbom palety owej? IV Na twych rozwartych skrzydłach rzęsy, źrenice – dziewice pięknolice, ptaki, straszydła? Czyja na tobie twarz sportretowana w przelocie? W cętkach, w plamach, jakimi trwasz martwymi naturami pośród żywiołów? Co w tobie tkwi: ryb połów? stół z owocami? V Może jesteś pejzażem? Może przez lupę dostrzegę w tobie grupę nimf, pląsy, plażę? Czy jasno tam jak w dzień? czy mroki nocne panują? Jakie słońce rozjaśni cień, gdy nad pejzażem wstanie? Jakie w nim chmury? I jakiej natury jest odwzorowaniem? VI Myślę, że jesteś zarazem i tym, i owym: gwiazdą, głębiną, głową, rzeczą, pejzażem. Jakiż to złotnik usiadł i, brwi nie chmurząc, w tobie jak w miniaturze wyrył ten świat, gdzie wszystko oszałamia, zwodzi i przeczy, gdzie tyś jest – myśl o rzeczy, a my – rzecz sama? VII Powiedz, czemu ten deseń dostał się tobie na jedną tylko dobę, skoro trwa przestrzeń odbita w rtęci wód wiecznie i wiernie? Tak krótki jest twój termin, że skrzydeł cud daremny jest: tak rzadko trzepoczesz w dłoni, lub umykasz pogoni zbieracza z siatką. VIII Nie powiesz mi niczego; lecz nie z przyczyny bojaźni albo winy i nie dlatego, żeś martwy i żeś motyl. Żywe czy zmarłe, każde stworzenie marne na znak wspólnoty głos ma od boga dla brzmienia, znaczenia: dla przedłużenia mgnienia, minuty, dnia IX Tobie nikt nie wypłacił owej zaliczki. Lecz po cóż na nią liczyć? I z jakiej racji masz się znaleźć w rejestrze dłużników nieba? Nie smuć się: widać trzeba, abyś był jeszcze niemy, słaby i wczesny (ciężar słów – męczy): bardziej niż czas bezdźwięczny i bezcielesny X Zbyt śmiertelny, by bać się, lekki, nieczuły, wzlatujesz nad kopułę klombu, tak właśnie, jakby ci uciec przyszło z zaduchu więzień, gdzie tkwią „było” i „będzie”, przeszłość i przyszłość; i kiedy lecisz w dal, nad kwiaty polne, jest tak, jak gdybyś formę dał powietrzu XI Tak właśnie pióro czyni, mknąc po otwartych równinach śnieżnej karty, nie wiedząc, czyli z zapisywanych stron sens czy nonsens powstaje – ono się tylko zdaje na mądrą dłoń, dłoń, w której palcach słowo pulsuje nieme, nie pył z kwiatów zdejmując, lecz z ramion brzemię XII Takie piękno z tak bliską śmiercią złączone, orze czoło zmęczoną bruzdą domysłu: trudno dowieść jaskrawiej, że – przyjacielu – świat jest stworzony bez celu, a jeśli nawet, to cel nie w nas jest, bracie Entomologu, ale w światła i mroku wiecznym kieracie XIII Pożegnać cię już, skoro giniesz z dniem razem? Są ludzie, których rozum pokrywa porost zapomnienia; lecz czy winni są sami? Wszak mają za plecami nie miękkich dni małżeńską pościel, i nie mrok snu bez rojeń, i nie przeszłość – lecz twoje skrzydła jedynie! XIX Tyś jest bardziej niż Niczym. A raczej: jesteś widoczniejszy i przez to bliższy. Lecz wliczam cię do Nicości krewnych. Twoja śmierć wczesna Ją właśnie ucieleśnia; dlatego pewnie jesteś w zamęcie dnia godzien choć słowa, ty – przejrzysta przesłona, co dzieli „Nic” od „Ja”. Josif Brodski Odpowiedz Link Zgłoś
malaszaramysz Re: Dla Ave.....i... 01.11.06, 13:10 Jarosław Marek Rymkiewicz "Ogród w Milanówku, sen zimowy" Bóg jest dopóki patrzy dopóki ma oczy Kawki już śpią w gałęziach i mrok już się mroczy Kot śpi z ogonem w pysku na kaloryferze Głęboko w mokrych liściach śpią półżywe jeże Bóg zasnął ale patrzą jego wieczne oczy Śni się szarym wiewiórkom im mrok już się mroczy Świat śpi śnią go wiewiórki chore kawki jeże Wiewiórki kawki Boga wiecznego żołnierze Kot porusza się we śnie- ogon w pysku trzyma Śni Boga-Bóg ma postać Dobrego Olbrzyma I Bogu- także jemu!-śni się ogon koci Ogon który tam we śnie tuż przy Bogu psoci Głęboko w liściach mroczność budzi się i rusza Jeż półmartwy w swą podróż ostatnią wyrusza Na jablonce tam właśnie gdzie wisi słonina Śpią dwie kawki i chory gawron biedaczyna O istnienie!o jakie to brzydkie straszydło! Gawron śpi- krwawi jemu ułamane skrzydło Jedno oko zamyka a drugie otwiera Patrzy Bóg i śni o nas albo też umiera Kiedy grudzień śnieg ciska pomiędzy gawrony Pomiędzy śmierć i życie- i świat jest uśpiony Patrzy mrok i widzialna- mroczność w mroku leży I w kompoście jeż chodzi wśród zgniłych obierzyn Patrzą na nas otwarte wielkie oczy Boga Jest sen- i jeśli wejdziesz- to we śnie jest droga Odpowiedz Link Zgłoś
ave.duce Re: Do msm.....i... 01.11.06, 13:24 Myszo, sękjU! :))) Mur Stoimy pod murem. Zdjęto nam młodość jak koszulę skazańcom. Czekamy. Zanim tłusta kula usiądzie na karku, mija dziesięć, dwadzieścia lat. Mur jest wysoki i mocny. Za murem jest drzewo i gwiazda. Drzewo podwędza mur korzeniami. Gwiazda nagryza kamień jak mysz. Za sto, dwieście lat będzie już małe okienko. Zbigniew Herbert Gwiazda jak mysz... Dzięki za OKIENKO!!! :P Odpowiedz Link Zgłoś
meee_luzyna (*) 01.11.06, 13:33 Być - albo nie być; oto jest pytanie. Czy dla umysłu godniej jest znosić strzały i razy nieprzytomne losu - czy też wystąpić czynnie przeciwko morzu nieszczęść i poprzez opór skończyć z nimi, zgnieść je? Spać. Spać. Nic więcej. I tylko snem ogłosić, że ból serca minął i minęły cierpienia przyrodzone ciału. Oto spełnienie godne pożądania: spać- umrzeć, zasnąć. Tylko śnić czasami? W tym cały szkopuł! Bo kiedy sen śmierci odrzuci naszą doczesną powłokę, jakież sny nas nawiedzą? To nas powstrzymuje; i życie nasze czyni długim pasmem klęsk... Któż bowiem zechciałby znosić drwiny i chłostę epoki, pogardę dla ubogich, krzywdy od ludzi możnych, ból wzgardzonej miłości, bezczelność urzędów, łamanie prawa i upokorzenia, których miernota nie szczędzi zasługom, jeśli sam mógłby zamknąć ów rachunek kawałkiem stali? Któż zechciałby dźwigać ten ciężar, pocąc się i stękając pod brzmieniem życia, gdyby obawa tego, co za grobem - lądów nieznanych, z których nikt nie wraca - nie osłabia naszej woli czynu? Ona nas pęta; ona każe znosić raczej już zło, które znamy, niż szukać innego... Tak więc ś w i a d o m o ś ć czyni nas tchórzami; myśl - chorobliwą bielą powleka rumieniec decyzji, a przedsięwzięcia, o wielkim znaczeniu i wadze, zmieniają bieg swój i tracą znamiona działania. Dość już, dość! ( przekład: Jerzy S. Sito ) Odpowiedz Link Zgłoś
sawa.com Re: (*) 01.11.06, 15:53 "czy też wystąpić czynnie przeciwko morzu nieszczęść i poprzez opór skończyć z nimi, zgnieść je?" Oto jest pytanie! - Czy palić lulki i popijać wino? ...no może jeszcze tańczyć? A tak w ogóle to dobry jest ten Sito:))) Odpowiedz Link Zgłoś
sawa.com Re: (*) 01.11.06, 15:58 DZIADY Jest to nazwisko uroczystości obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandii, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huslar, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz). W teraźniejszych czasach, ponieważ światłe duchowieństwo i właściciele usiłowali wykorzenić zwyczaj połączony z zabobonnymi praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospólstwo więc święci Dziady tajemnie w kaplicach lub pustych domach niedaleko cmentarza. Zastawia się tam pospolicie uczta z rozmaitego jadła, trunków, owoców i wywołują się dusze nieboszczyków. Godna uwagi, iż zwyczaj częstowania zmarłych zdaje się być wspólny wszystkim ludom pogańskim, w dawnej Grecji za czasów homerycznych, w Skandynawii, na Wschodzie i dotąd po wyspach Nowego Świata Dziady nasze mają to szczególnie, iż obrzędy pogańskie pomieszane są z wyobrażeniami religii chrześcijańskiej, zwłaszcza iż dzień zaduszny przypada około czasu tej uroczystości. Pospólstwo rozumie, iż potrawami, napojem i śpiewami przynosi ulgę duszom czyscowym. Cel tak pobożny święta, miejsca samotne, czas nocny, obrzędy fantastyczne przemawiały niegdyś silnie do mojej imaginacji; słuchałem bajek, powieści i pieśni o nieboszczykach powracających z prośbami lub przestrogami; a we wszystkich zmyśleniach poczwarnych można było dostrzec pewne dążenie moralne i pewne nauki, gminnym sposobem zmysłowie przedstawiane. Poema niniejsze przedstawi obrazy w podobnym duchu, śpiewy zaś obrzędowe; gusła i inkantacje są po większej części wiernie, a niekiedy dosłownie z gminnej poezji wzięte. -------------------------------------------------------------------------------- Odpowiedz Link Zgłoś
ave.duce Re: (*) 01.11.06, 22:48 KONRAD Samotność - cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi? Gdzie człowiek, co z mej pieśni całą myśl wysłucha, Obejmie okiem wszystkie promienie jej ducha? Nieszczęsny, kto dla ludzi głos i język trudzi: Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie; Myśl z duszy leci bystro, nim się w słowach złamie, A słowa myśl pochłoną i tak drżą nad myślą, Jak ziemia nad połkniętą, niewidzialną rzeką. Z drżenia ziemi czyż ludzie głąb nurtów dociek, Gdzie pędzi, czy się domyślą? - [...] Adam Mickiewicz "Dziady" ;) Odpowiedz Link Zgłoś
logo.vlad Re: Dla Ave.....i... 01.11.06, 16:08 Idę sobie zamaszyście i opada ze mnie życie jak jesienne liście. Jakie liście? - dębu, brzozy, topoli, ale to boli. No cóż? było kilka miłości i trwoga, i noce bezsenne, było dużo tkliwości i złości, wszystko zmienne. No i lecą liście, liście, a każde: imię. Powiedz je uroczyście, wymień. Ach, nie! To już nagie gałęzie chwytliwe. Kiedy serce i myśl na uwięzi, jak być szczęśliwym? I ostał się pień nagi, nad nim zamieci kłąb. Odwagi! To ja - dąb. --- Władysław Broniewski, "Dąb" Odpowiedz Link Zgłoś
ave.duce Re: Dla wszystkich.....i... 02.11.06, 06:59 Bardzo wszystko pięknie, ale... Jeszcze Polska [...] Coście s...syny uczynili z ta krainą? Pomieszanie katolika z manią postkomunistyczną Ci modlący się co rano i chodzący do kościoła Chętnie by zabili ciebie tylko za kształt twego nosa Już ruszyły wody z góry do jeziora zatrutego Do jeziora nienawiści, domu smoka pradawnego... [...] KULT Odpowiedz Link Zgłoś