flipflap
11.11.06, 23:13
www.racjonalista.pl/kk.php/s,2561
Polski naród w świecie uchodzi za dziwaczny. Najbardziej zdumiewającym z jego
dziwactw jest skłonność do postaw i zachowań, które można by nazwać
samobójczymi. Ściągały one na kraj wiele nieszczęść, ale nie wysnuto z tego
nauk. Mówiąc ściślej; przyczyny nieszczęść uświadamiano sobie, lecz nie
powodowało to zmian w postawach i postępowaniu.
Niepowodzenia kraju są dwojakie: zewnętrzne i wewnętrzne. Zewnętrzne miały
najczęściej źródło w tym, że przyjaciół zyskiwano sobie daleko, wrogów zaś
stwarzano blisko. Przyczyną największego nieszczęścia, utraty na przeszło sto
lat niepodległości, było także to, że rodowa elita kraju osłabiła go własnymi
rękami. Widząc w silnym państwie zagrożenie dla swego warcholstwa nie
dopuszczała do umocnienia centralnej władzy oraz wojska, z czego skwapliwie
skorzystali zaborczy sąsiedzi. Kiedy potem, w wyniku wojny między owymi
sąsiadami i korzystnej sytuacji międzynarodowej, kraj odzyskał niepodległość,
warstwa przywódcza natychmiast pogrążyła go w zgubnych swarach, które
doprowadziły do wojskowego przewrotu. Później znowu szukając sojuszników
daleko, gdy wróg był blisko, poniesiono kolejną klęskę.
Tym razem krótkotrwałą, lecz tragiczną w skutkach, bowiem jedna piąta
obywateli przypłaciła ją życiem. Odżywają też ciągoty do anarchii w imię
nieokiełznanej wolności, której władza stoi na przeszkodzie.
Skłonność do anarchii sprawia, że prawo jest w Polsce mało skuteczne. Sporo
obywateli, a także przedsiębiorstw, wkłada wiele pomysłowości w to, by łamać
je bez narażania się na represje. Przyjąwszy nawet, że część praw grzeszy
przesadą, jest to zjawisko patologiczne.
Stosunek do prawa jest odbiciem szerszego zjawiska o charakterze
irracjonalnym. Polacy nawet wówczas, gdy są przekonani o słuszności
określonego postępowania, czynią często inaczej. Najprościej byłoby przypisać
to słabości woli, ustępującej przed pokusą. Ale nie zawsze tak bywa.
Niezborność między świadomością a zachowaniem nie ma czasem żadnych uchwytnych
podniet, mimo to występuje, jakby rozum nie kontrolował czynów. Obywatele
Polski rozumieją na ogół, że bez dobrej pracy nie będzie dostatku, jednakże
bardzo wielu z nich nie kieruje się tym przy wykonywaniu swoich zadań. Nawet
wtedy, gdy wysiłek przy pracy dobrej i złej jest taki sam.
To nie koniec sprzeczności przejawiających się w Polsce. Naród ten cechuje
megalomania, przekonanie o własnej wyjątkowości i szczególnej roli w historii
oraz drażliwość na punkcie honoru. Kiedy naród ten cierpi, powinien pochylić
się nad nim z troską cały świat — i to bez względu na przyczynę niepowodzenia,
nawet zawinioną. Owa megalomania nie przeszkadza temu, że Polska jest
państwem, w którym nic się jego obywatelom nie podoba. Wszystko, prócz
krytykującego, jest złe. Źle oceniając komunizm piętnowano jednocześnie każde
odstępstwo od niego w kierunku nierówności społecznej. Gdy w przywrócono
kapitalizm, niezwłocznie podniósł się zaraz bunt przeciwko jego bezlitosnym
zasadom. Wymarzonym ustrojem byłby zatem taki, w którym obywatele mogliby się
bez ograniczeń bogacić, a jednocześnie mieć równe dochody, żeby nikt nie czuł
się pokrzywdzony.
Prawie każdy Polak wie, jak należy rządzić państwem, nawet jeśli na własnym
podwórku radzi sobie kiepsko. Powszechne są pretensje o niedocenianie i zawiść
wobec powodzenia innych. Nie ma wiary w sens trudzenia się we własnym kraju.
Natomiast za granicą każdy potrafi pracować lepiej i mniej wymagać. Umie też
zdobyć się na duży wysiłek wówczas, gdy pragnie zaćmić dochodami innych.
Wspomniałem o megalomanii Polaków. Jej dopełnieniem jest mnogość mitów. Prawdę
o dziejach kraju można znaleźć w księgach rzetelnych historyków. W powszechnym
obiegu natomiast kursują mity uformowane spontanicznie lub świadomie, zawsze
jednak tak, by uszlachetniały przeszłość narodu i krzepiły ducha. Gdy mit
utwierdzi się w umysłach, nic go już z nich nie wymaże, żaden dowód ani
autorytet. Człowiek usiłujący przeciwstawiać mitowi mniej piękną prawdę, bywa
zazwyczaj okrzyczany oszczercą.
Warto wspomnieć także o pomnikach, których w Polsce jest mnóstwo, a ciągle
jeszcze wznosi się nowe. Bywały pomniki stawiane zbyt pospiesznie, za życia
uczczonych, które potem burzono (ciekawe co się kiedyś stanie z
najświeższymi). Z racjonalnego punktu widzenia trudno zrozumieć, dlaczego ileś
tam ton metalu i betonu lepiej rzekomo służy pamięci człowieka niż wiedza o
jego dziele, której pomnik nie pomnaża.
Mity, chociaż zniekształcają historię, mogą być pożyteczne, jeśli skłaniają do
postępowania według wzorów chwalebnych. Część mitów polskich nie zalicza się
jednak do takich. Niektóre sławią wojny o celach zaborczych. Inne uwznioślają
czyny samobójcze, rodzą kult zrywów daremnych, drogo opłaconych krwią. Gorzej
jeszcze: wiodą do pogardzania postawami trzeźwymi, prowadzącymi do osiągania
małymi krokami tego, co realne. Rezultat jest taki, że gdy inne narody
pomnażały mozolną pracą swój dorobek, Polacy krwawili się w straceńczych
powstaniach lub bohaterskich bojach o cudze interesy. Pozostała z tego trwała
skłonność do porywów nasyconych emocją i gorącymi chęciami, lecz gasnących
przed dopięciem celu, gdy nie leży on w zasięgu ręki. Wszystko albo nic — to
inna odmiana niecierpliwego entuzjazmu krótkodystansowców z Polski. Przeważnie
kończy się on niczym.
Powyższego można się dowiedzieć obserwując Polaków na co dzień oraz z
rzetelnych źródeł historycznych (najlepiej zewnętrznych).