apoplaws
17.11.06, 23:11
nie koniecznie przez swoje zalety. Ale historia postawiła go na pozycji, na
której po 1989 roku nie stał żaden polityk opozycyjny. W konfrontacji z
brutalną antydemokratyczną partią rządzącą.
Lata 90-te i początek 2000-cznych, mimo afer i rozmaitych nieczystych zagrań -
z których znaczna część wynikała z faktu, że dokonał się przełom w ustroju
państwa, które swoje instytucja musiało budować od początku - to było święto
demokracji w Polsce. Media uzyskały ogromną wolność, panowała wolność słowa,
parlament i władza moderowała swoje zapędy przynajmniej jeżeli chodzi o
konstytucyjne instytucje demokratyczne, nie dopuszczając do monopartyjnego
dyktatu. Istniała ogromna tolerancja na różne, w tym niewygdne władzom
poglądy. Widać to doskonale z dzisiejszej perspektywy. Dziś wektor jest
przeciwnie skierowany. Partia władzy bez żenady i nieoglądając się na nic
skupia się na tej władzy umocnieniu znacznie wykraczając poza mandat
wynikający z wyniku wyborczego i woli wyborców jako takiej. Wiele jej
złowrogich cech by wymieniać.
PO jest dziś główną liczącą się partią opozycyjną. Donald Tusk jest jej
przywódcą. Według mnie, jego głównym zadaniem jest zjednoczyć siły, które nie
chcą obskuranckiej, centralnie zarządzanej, zideologizowanej i monopartyjnej
Polski gdzie największą cnotą jest przyklaskiwanie rządzącym bez baczenia na
to co robią. Gdzie istnieje jeden światopogląd, którego niewyznawanie oznacza
cywilną śmierć. Gdzie trójpodział władzy zanika, bo zbyt uwiera dyktatorskie
zapędy.
Jeśli podoła zadaniu - będzie wielki. Mam nadzieję, że podoła.