joannabarska
27.11.06, 13:46
Pięciolatek terroryzuje warszawskie przedszkole. Pogryzione do krwi
nauczycielki robią obdukcje, dyrekcja zakłada monitoring, a rodzice boją się
o swoje dzieci. Igor Szewczyk ogląda ślady po pobiciu na ciele swojego synka.
Ma już dość agresji, której ofiarą pada m.in. jego dziecko.Tego chłopca
pozbywało się już kilka stołecznych przedszkoli. Kolejna placówka, która go
przyjęła, przeżywa horror. Tomek potrafi uderzyć z główki, gryźć, kopać,
gdzie popadnie, skakać po stołach, rzucać zabawkami w kolegów. Kładzie się
też na koleżanki i symuluje stosunek płciowy, używając słów, których
powstydziłby się niejeden dorosły. Czasem onanizuje się przy przedszkolankach
i rówieśnikach. - Jesteśmy bezsilne - mówi pani Anna, dyrektorka placówki. -
Kiedy bronimy dzieci, same jesteśmy atakowane - dodaje, pokazując na rękach
ślady po pogryzieniach przez chłopca. Podobne pamiątki na ciele mają inne
pracownice. Na zalecenie dyrekcji robiły nawet obdukcje lekarskie. - Jesteśmy
zaszczute przez matkę chłopca, po każdych zajęciach płaczemy. Gdy zwracamy
dziecku uwagę, że tak nie można robić, mówi nam: - Powiem mamie, że mnie
biłaś, szmato - zwierzają się przedszkolanki.>>> Nie jest to wesołe!