leszek.sopot
17.02.07, 17:29
Posłom PiS spieszę z pomocą. Mogą oni bowiem nie wiedzieć co znaczy
słowo "dureń". W Słowniku Języka Polskiego jest taka oto krótka definicja:
"dureń
1. pot. «głupiec»
2. «rodzaj gry w karty»"
Wałęsa oczywiście użył słowa "dureń" w pierwszym znaczeniu a nie na nazwanie
gry w karty. Trudno wymagać od kogoś kto skończył zawodówkę by posługiwał się
językiem literackim równym obecnej głowie państwa (pomijam tu takie
wypowiedzi prezydenta jak "spieprzaj dziadu" i "małpa w czerwonym"), który
ukończył studia wyższe. Czyli Wałęsa powiedział w przetłumaczeniu z języka
potocznego na język literacki, że Kaczyński to głupiec.
Czy słowo "głupiec" jest obraźliwym epitetem czy dozwolonym osądem?
Oczywiście, że jest dopuszczalne i jest powszechnie stosowanym słowem na
nazwanie kogoś, kto w opinii wypowiadającego postępuje niemądrze. Gdyby
każdego pozywac do sądu za używanie słowa głupiec/dureń to codziennie
musiałoby lądować na biurkach sędziów kilka milionów wniosków o wszczęcie
postępowania.
Powiedzenie o kimś, że postępuje głupio nie jest uprzejmością. Taki ktoś na
pewno nie reprezentuje poprawności politycznej. Powinien byłby powiedzieć, że
np. ten ktoś postąpił pochopnie, zbłądził czy myli się. Ale taki język jest
właściwy wykształciuchom krytykowanym przez PiS. Posłowie powinni więc
docenić Wałęsę, że nie wpisuje się w chór łże elit ale mówi ich językiem.
Posłowie PiS mogą wytoczyć proces Wałęsie w imię walki o polityczną
poprawność. Ta poprawność opiera się na zasadzie: "my jesteśmy tu gdzie
jesteśmy, oni tam gdzie stało zomo". Czyli: my możemy mówić cokolwiek i jak
chcemy, o nas nie ma prawa nikt nic złego powiedzieć.