hummer
03.03.07, 21:42
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,3957396.html
Zwijamy obóz nad Rospudą i odchodzimy w poczuciu, że tę bitwę wygraliśmy.
Bitwę o dusze i umysły Polaków
"Prawie dwa tygodnie nad Rospudą dały mi poczucie, że nad tą małą rzeczką
dzieje się historia. Bo tego starcia nie można sprowadzać wyłącznie do starcia
technokratów z miłośnikami przyrody. Dla mnie, dla wielu moich przyjaciół z
obozu nad Rospudą, biją się dwie siły.
Jedna z nich, ta, dla której ta rzeczka to tylko nic nieznaczące błoto i
żabki, reprezentuje wszystko to, czego w Polsce nienawidzę. Ta siła nie ma
barwy politycznej. Jest na każdym poziomie władzy, jest też w wielu z nas. To
brak tolerancji dla innych, to ignorancja pozwalająca sądzić, że skoro ma się
tytuł naukowy, pozycję urzędową bądź rządową, to można robić, co się rzewnie
podoba.
Przecież problem Rospudy nie wziął się z tego, że raptem mamy rządy PiS.
Problem Rospudy wziął się stąd, że jakiemuś urzędnikowi było łatwiej
poprowadzić drogę przez tereny należące do państwa, czyli w jego mniemaniu
niczyje. Decyzje tego urzędnika podżyrował jakiś profesor, jakaś organizacja
przyrodnicza, która po prostu chciała zarobić. To wszystko też zaakceptował
jakiś polityk.
Na szczęście okazało się, że po drugiej stronie stoi też bardzo wielka siła.
To siła obywateli Polski wierzących w prawo, wierzących w to, że Unia
Europejska to nie tylko sponsor, ale również strażnik wartości, prawa i
obowiązków, których musimy przestrzegać."