namenonames
30.05.07, 11:04
Dzień dobry,
Rzadko się tu wypowiadam, ale dziś czuję tego nieodpartą potrzebę. Chodzi o
podwyżki dla "nauczycieli".
Do wczoraj w pełni rozumiałem (i popierałem) żądania podwyżek płac dla
pedagogów. Sam jestem jednym z nich.
Kiedy jednak dziś rano dowiedziałem się z radia, że moje "koleżanki i koledzy
po fachu" podtrzymują swoje postulaty, zatkało mnie. To już jest bezczelność!
Co się takiego stało, że przez noc tak radykalnie zmieniłem zdanie w tej
kwestii? Nietrudno się chyba domyślić, że chodzi mi o beznadziejne, wręcz
kompromitujące wyniki egzaminów dla gimnazjalistów.
Proszę koleżanek i kolegów, najpierw trzeba dobrze wykonywać swój zawód, a
dopiero później można domagać się podwyżek. Wyniki uzyskane przez uczniów
równają się wynikom Waszej pracy, do której większość z Was (pardon, nas) się
nie nadaje.
Żeby uczyć trzeba najpierw znać doskonale i rozumieć dany przedmiot. Kolejną
sprawą jest odpowiednie przygotowanie pedagogiczne. Last but not least,
przydałoby się - jeśli nie powołanie -, to przynajmniej talent do
przekazywania wiedzy i późniejszego jej utrwalania i weryfikacji.
Mówiąc krótko, pracownicy z takimi wynikami kwalifikują się do "wyrzucenia na
zbitą mordę". No, ale żeby jeszcze kłapać jadaczką i żądać podwyżki, to już
jest zwykła bezczelność i/lub poczucie bezkarności.
Z poważaniem,
namenonames
nauczyciel