stefan4
25.06.07, 14:24
W czasach wielkości Solidarności, kiedy Solidarność stoczniowa strajkowała, to
komunistyczny rząd wszczynał negocjacje płacowe z reżimowym związkiem
zawodowym stoczniowców należącym do OPZZ. Jeśli strajk Solidarności rozwijał
się i trzeba było w końcu ustąpić strajkującym, to rząd zgadzał się na
podwyżki ,,wynegocjowane'' przez związek reżimowy. Jeśli strajk Solidarności
przygasał, to o negocjacjach ze związkiem reżimowym robiło się cicho. Nie
chodziło o to, żeby strajkującym nie dać, tylko żeby nie negocjować z
Solidarnością. Bo przecież w czasie jej demonstracji miało miejsce oburzające
złamanie prawa polegające na brutalnym zdeptaniu trawnika przez jednego
stoczniowca.
The times, they are a-changin', jak twierdzi Dylan; jednak dorobek rządów
późnego PRL-u nie poszedł w zapomnienie. Rząd stanął tam, gdzie kiedyś stało
ZOMO, Solidarność stanęła obok i teraz to z nią toczą się negocjacje w sprawie
demonstracji zorganizowanej przez kogoś innego. Kogoś zresztą całkiem
nielegalnego, jako że popełnił bestialskie przestępstwo zużycia zbyt wielkiej
ilości ciepłej wody w kancelarii Pierwszego Sekrepremiera.
- Stefan
www.ipipan.gda.pl/~stefan/oswiadczenie_antylustracyjne.html