camille_pissarro
31.07.07, 22:45
IV RP odniosła sukces w dziedzinie polityki historycznej , Polakom
przywrócono dumę z ich chwalebnej przeszłości.
Dziś na zimno, każdy analizuje, poddaję krytyce dowódców Ak, którzy
zadecydowali o wybuchu powstania w Warszawie w 1944 - nie mam zamiaru
analizować wszystkich aspektów militarnych, strategicznych etc, opisali je
doskonale J.Ciechowicz, W.Bartoszewski, Wańkowicz, gen.Pełczyński czy Jan
Nowak Jeziorański - kurier z Londynu, który przybył tuż przed wybuchem
powstania z informacjami, że nie będzie żadnego wsparcia dla powstania ze
strony aliantów.
==>
Chcę skoncentrować się na jednym wymiarze stricte psychologicznmym -
mianowicie jak można było w ryzach utrzymać Polaków widzących uciekających,
zdemoralizowanych, bezwolnych Niemców ze wschodniego frontu.
Wówczas jak opisywał gen. Pełczyński wystarczyłaby jedna iskra by doszło do
wybuchu nieskordynowanych akcji.Polacy pałający chęcią odwetu na
znienawidzonym okupancie widząc jego fatalne morale aż kipieli, żeby mieć
tylko sposobność aby ten odwet ropocząć.
To dlatego zapewne wiadomość "Montera" o radzieckich czołgach na Targówku
przyspieszyła godzinę "W" , bez dokładniejszego rozpooznania , że w stronę
stolicy zmierzają doborowe jednostki pancerne i zgoła odmienne inne formacje
niz te , które były w odwrocie z frontu wschodniego.
Uważam, że lepiej zatem stało się , że dowództwo AK zdecydowało się na
koordynowanie tego powstańczego zrywu, aniżeli walki prowadzone byłyby w
pełnym chaosie.Należy jeszcze wspomnieć, co do aspektu , który poruszam, że
komunistyczne, radzieckie radiostacje perfidnie nawoływały Warszawiaków do
udziału w walce przeciw Niemcom...