titus_flavius
18.07.03, 22:45
Ave,
poniżej przedruk z Rzepy. Zważcie, że AWS-owcy byli zdemoralizowani u góry,
zaś SLD u dołu (u góry się lepiej maskują?). Nie wiem co jest gorsze.
T.
Czy rząd Leszka Millera jest lepszy w aferach od gabinetu Jerzego Buzka
Sezon na afery
PIOTR ŚMIŁOWICZ
Rząd Leszka Millera pobił swoisty rekord. Już po niespełna dwóch latach
urzędowania dorównuje pod względem liczby i wielkości afer rządzącej przez
cztery lata ekipie Jerzego Buzka. W przypadku Millera poważne afery pojawiły
się jednak znacznie wcześniej niż w czasach poprzedników.
Ujawniona przez "Rz" afera starachowicka od kilku dni nie schodzi z łamów
prasy oraz czołówek dzienników radiowych i telewizyjnych. Jak w soczewce
skupia się w niej większość zjawisk, które opinia publiczna zwykła uznawać za
charakterystyczne elementy afer. Jest więc wykorzystywanie stanowisk do
prywatnych celów, są niejasne powiązania polityki i świata przestępczego,
jest nieudolność struktur politycznych w rozwiązywaniu problemu. Aferę
starachowicką można więc uznać za zwieńczenie tegorocznego "sezonu afer",
rozpoczętego przez sprawę Rywina.
Gabinet Leszka Millera dochodził do władzy pod hasłem odcinania się
od "aferalnego" dorobku ekipy Jerzego Buzka. Dziś już nie przypomina błędów i
afer poprzedników - sam dorobił się wielu swoich, zapełniając konto w tempie
jeszcze szybszym niż poprzednicy.
Wszystkie afery i dziś, i dawniej, miały podobne podłoże. Polegały na
bezprawnym lub ocierającym się o granice prawa czerpaniu prywatnych lub
politycznych korzyści z dostępu do sfery publicznej. Zdaniem Grażyny
Kopińskiej, szefowej programu Przeciw Korupcji w Fundacji im. Stefana
Batorego, zarówno w przypadku Buzka, jak i Millera największe afery, takie
jak PZU czy związane z działalnością resortu zdrowia, polegały na
sprzeniewierzeniu dużych pieniędzy publicznych.
- Mam jednak wrażenie, że jeśli chodzi o skalę, afera PZU jest ciągle
niepobita - przyznaje Kopińska.
Z kolei socjolog Paweł Śpiewak uważa, że rząd Millera po prostu twórczo
rozwinął patologiczne mechanizmy, które miały swój początek w czasach Buzka,
a nawet wcześniej. Te mechanizmy to komercjalizacja majątku państwowego,
umożliwiająca transfer zysków państwowych w ręce prywatne i polityczno-
prywatne. - To jest jeden z najważniejszych czynników korupcji układu władzy -
twierdzi Śpiewak.
Podtopieni w żelatynie
Jeśli chodzi o dorobek aferalny, przez pierwszy okres rządzenia obie ekipy
szły "łeb w łeb" - Buzek był nawet trochę lepszy. Pierwsze jego poważne
kłopoty zaczęły się po 3 - 4 miesiącach od początku urzędowania.
Aferalne problemy rządu Buzka zaczęły się od sprawy, która przez wiele dni
nie schodziła z łamów gazet - tzw. afery żelatynowej. Na początku lutego 1998
roku "Gazeta Wyborcza" ujawniła, iż rząd w grudniu podjął decyzje celne
korzystne dla jedynego producenta żelatyny - Kazimierza Grabka. Okazało się,
że Grabek u kilku rządów skutecznie egzekwował swoje interesy, a rząd Buzka
był jego kolejną "ofiarą". Przez wiele dni prasa badała, z czyjej inicjatywy
przepis został wprowadzony, opublikowany został nawet stenogram z feralnego
posiedzenia rządu. Okazało się, że związków ze sprawą nie mógł się wyprzeć
bardzo wówczas wpływowy wicepremier i szef MSWiA Janusz Tomaszewski, który z
kolei oskarżał swojego głównego adwersarza - szefa Kancelarii Premiera
Wiesława Walendziaka - o to, że nie zapobiegł przeciekowi stenogramu do prasy.
W analogicznym okresie urzędowania gabinet Millera nie miał na koncie aż tak
poważnej afery. W lutym 2002 r. prasa ujawniła jedynie, że Miller posiada
kredyt mieszkaniowy w banku kontrolowanym przez wpływowego biznesmena
Aleksandra Gudzowatego.
W maju 1998 roku "Gazeta Wyborcza" doniosła o nieprawidłowościach, jakich
miał się dopuścić ówczesny minister rolnictwa Jacek Janiszewski w czasach,
gdy zarządzał szczecińskim Oddziałem Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa.
Janiszewski uznał zarzuty za nieprawdziwe i skierował sprawę na drogę sądową.
W maju 2002 roku wystartowała kampania przedreferendalna "Unia bez tajemnic".
Wkrótce potem "Życie" ujawniło, że przetarg na produkcję kampanijnych filmów
wygrała Agencja Z&T, powiązana z SLD, której współwłaścicielem był wcześniej
rzecznik rządu Michał Tober.
Kłopoty z terenem
W lipcu 2002 r. miała swój początek sławna afera Rywina, o której jednak
opinia publiczna dowiedziała się dopiero pod koniec grudnia tego samego roku.
Zwiększyła ona wyczulenie opinii publicznej na korupcję - od jej ujawnienia
podejrzenia o korupcję nie opuszczały gabinetu Millera, wzmacniane przez
coraz to nowe afery.
A tych było z każdym tygodniem więcej. Szczególnie dużo pojawiło się afer
związanych z działalnością struktur terenowych SLD.
Zaczęło się jeszcze w styczniu 2002 roku. Wtedy do aresztu trafił członek
zarządu SLD w Stargardzie Szczecińskim. Bydgoska prokuratura zarzuciła mu
wyłudzenie 91 tys. zł. Sprawa dotyczyła plastikowych krzeseł zamówionych dla
miejskiego stadionu. Ich producent nie otrzymał zapłaty, mimo że pieniądze
wypłynęły z kasy starostwa.
Prokuratura w Opolu do dziś prowadzi śledztwo przeciwko nieprawidłowościom w
zarządzaniu mieniem komunalnym. Niewykluczony jest zarzut o korupcję. W
związku z tą sprawą wiosną 2003 roku ze stanowisk zrezygnowali wojewoda
opolski i marszałek województwa - oboje z SLD.
Prokuratura w Przemyślu wyjaśnia z kolei, czy firma Sów-Pol z Dynowa, której
współwłaścicielem jest szef rzeszowskiej rady powiatowej SLD, wyłudziła od
ZUS pieniądze, zatrudniając na bardzo atrakcyjnych warunkach finansowych
kobiety w ciąży, które po miesiącu pracy szły na zwolnienia lekarskie.
Były burmistrz Lubawy z SLD i obecny burmistrz Iławy są natomiast oskarżeni o
wyłudzenie od wojewody olsztyńskiego dotacji na inwestycję, która powstała
tylko na papierze.
CBŚ bada także podejrzane transakcje byłego wojewody wrocławskiego z SLD,
którego obciążają zeznania Grzegorza Wieczerzaka, byłego prezesa PZU Życie,
zresztą jednego z głównych aferzystów czasów Buzka.
Niedawno funkcjonariusze ABW zatrzymali też byłego wicewojewodę łódzkiego
Mirosława Marcisza, któremu zarzucono kierowanie grupą przestępczą. To tylko
niektóre przykłady.
Ekipa AWS miała znacznie mniejszy dorobek, jeśli chodzi o afery terenowe.
Naprawdę poważna afera została ujawniona w grudniu 2000 roku
przez "Rzeczpospolitą". Napisaliśmy, że pracownicy śląskiego urzędu
wojewódzkiego wykorzystywali stanowiska do prywatnego użytku, a rynek
nieruchomości oraz lokalnych kontraktów zdominował m.in. doradzający
wojewodzie w sprawach gospodarczych Aleksander Ćwik. Wojewoda śląski Marek
Kempski, który wcześniej uchodził za urzędnika walczącego z korupcją, podał
się do dymisji.
- Nie było aż tak wielu afer z udziałem lokalnych polityków AWS, jak w
przypadku lokalnych polityków SLD - przyznaje Grażyna Kopińska. - Ma się więc
wrażenie, że to cała partia ma problem z korupcją, a w przypadku AWS
podejrzenia kierowały się przede wszystkim na kierownictwo.
- Rząd Buzka był rządem koalicyjnym, koalicją była też sama AWS, a to
wzmacniało wzajemną kontrolę poszczególnych podmiotów i zmniejszało liczbę
afer - dodaje Śpiewak.
Feralna wiosna 2003
Po półtora roku rządzenia Millera spotkał "zalew afer", Buzek mógł się pod
tym względem poszczycić skromnym kontem. W pierwszych miesiącach 1999 roku,
znacząca była tylko sprawa wiceministra zdrowia Jacka Wutzowa, który miał
podpisywać zawyżone kontrakty z anestezjologami. Buzkowi nie brakowało
oczywiście kłopotów o charakterze politycznym - a to konfliktów koalicyjnych,
a to kłopotów wewnątrz AWS, a to problemów lustracyjnych wicepremiera
Tomaszewskiego.
Nie było jednak afer o wydźwięku korupcyjnym takich, jak choćby opisane
wiosną 2003 roku przez "Rz" afery w resorcie zdrowia.
Najpierw ujawniliśmy, że Waldemar Deszczyński, szef gabinetu polityczn