Dodaj do ulubionych

Zaplanowana tragedia

IP: *.icpnet.pl 30.05.01, 18:14
Zaplanowana tragedia
Zagłada większej części ludności Jedwabnego, w tym całego społeczeństwa
żydowskiego, robi wstrząsające wrażenie. Nie ma wątpliwości, kiedy i gdzie ci
ludzie zostali wymordowani. Przerażająca wizja ich śmierci została
przedstawiona w książce i filmie. Autora „Sąsiadów” ceniłem wysoko już za
poprzednie publikacje. Mimo to, nie mogę teraz akceptować ogólnego obrazu i
wniosków.
Chodzi o to, że znam realia okupacji, nie wyłączając jej brudnych stron,
żyłem w tych czasach i widziałem je. Jestem także autorem książki, wprawdzie
tylko powieści, ale opartej na faktach. Zresztą, niech mówi sama za siebie,
oprócz wydania książkowego, jest też obecnie ogólnie dostępna w internecie:
Andrzej Anonimus, „Przecież to jeszcze szczeniak”,
www.psy.pl/AndrzejAnonimus, www.icpnet.pl/~andrzeja i in.
Jednak te obrazy absolutnie się nie zgadzają. Musiałem to jakoś wyjaśnić -
samemu sobie. Po prostu zdarzenia nie mogły mieć takiego przebiegu, jak
opisany Przecież taka zbrodnia nie zgadza się nawet z cechami polskich
przestępców, zupełnie inny modus operandi. Nigdy nie zdarzyło się, żeby palili
oni stodołę pełną ludzi - natomiast to jakby wizytówka SS. Po przemyśleniu,
doszedłem do wniosku, że w materiale p. Grossa, zachodzą istotne luki, w
przedstawieniu tła i okoliczności.
Błąd, moim zdaniem, wynika z traktowania zbrodni w Jedwabnym jako izolowanego
zdarzenia. W rzeczywistości jest to fragment wielu podobnych, jakie zdarzyły
się wtedy, na Litwie, Łotwie, Białorusi i nawet Estonii, a wkrótce w Rosji i na
Ukrainie, dokładniej - na ówczesnych ziemiach poradzieckich. Uderzająco
zbliżony scenariusz i można powiedzieć, reżyseria. Czy można uważać to za
przypadkowy zbieg okoliczności?
Moim zdaniem, byłby to dowód ignorancji albo ślepoty, lub może świadomego
zamykania oczu. Dla ludzi, którzy widzieli te czasy i jednak przeżyli, nigdy
nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że to jeden ciąg, jedno pasmo zbrodni
seryjnych. I być może dlatego, sprawa powraca jeszcze raz obecnie, gdy ludzie z
tamtych czasów przeważnie nie żyją, albo już nie wiele pamiętają.
Zacznijmy od miejsca i czasu tamtej zbrodni. Dolina Biebrzy, północny
kraniec Mazowsza, tuż przebiegała granica lub granice, raz z jednej, a raz
drugiej strony, najpierw prusko-rosyjska, a blisko także wewnętrzna celna
między Krajem Nadwiślańskim i resztą Cesarstwa (Łomża przez pewien czas
stanowiła gubernię „istinno ruską”), potem z Prusami Wschodnimi.
Tradycyjny okręg przemytniczy. Nie uważam przemytników za przestępców, ale
tutejsi Mazurzy mieli opinię ludzi twardych i pamiętliwych, żyli z konieczności
biednie i prymitywnie, nie mieli dostępu do oświaty. Jednak wychowani surowo,
bezwzględnie przestrzegali wpojonych zasad i pracowali ciężko. Z ludnością
żydowską żyli w dobrych stosunkach, a że byli sami gnębieni przez carat,
pogromy nie miały tu szans, solidarność wobec władz.
Także wspólnota interesów, bo gdy te władze postanowiły uderzyć w podstawy
ekonomiczne Kraju Nadwiślańskiego i rozwój Łodzi, Żydzi zorientowali się
pierwsi i zainicjowali przenoszenie przemysłu tuż za granicę celną. Dało to
impuls rozwoju Białegostoku, a pośrednio i chałupnictwa w dolinie Biebrzy.
Pewne zadrażnienia istniały raczej z mieszkającymi w pobliżu
prawosławnymi. W okresie II Rzeczpospolitej to się nie zmieniło. Chociaż
to baza Endecji, nie ma zatargów z Żydami. Przemyt z i do Prus Wschodnich
pozostał nadal jednym ze źródeł utrzymania, Mazurzy stanowią przy tym raczej
siłę roboczą, a Żydzi zaplecze finansowe i org.
Wreszcie w okresie II Wojny Świat. teren znalazł się najpierw pod okupacją
radziecką, potem krótko na obszarze administracyjnym tzw. terenów poradzieckich
(zwanym potocznie OO. – od Ober-Ost) i wkrótce w III Rzeszy, w Prusach
Wschodnich. Nie miał żadnej łączności z GG, jakby rezerwatem dla Polaków -
oddzielony granicą od reszty ziem Polskich. To istotna okoliczność, gdyż
struktury Polskiego Państwa Podziemnego tu nie sięgały, w każdym razie z
początku.
Lipiec 1941 zaś, to czas przełomowy nie tylko dlatego, że Hitler skoczył do
gardła dotychczasowego sojusznika. Także dlatego, że po rozpoczęciu wojny i
pierwszych sukcesach zezwolił na uruchomienie od dawna planowanej operacji
wymordowania Żydów (charakterystyczne, bo także i pierwsza masowa akcja
eksterminacji Polaków, tzw. AB, rozpoczęła się dopiero, kiedy na froncie
francuskim zarysowało się powodzenie). Holocaust rozpoczął się właśnie w świeżo
zdobytym okręgu północno wschodnim i obszarze przybałtyckim, od strony Prus.
Na początek, Żydzi zostali faktycznie wyjęci z pod prawa, wg zasad
średniowiecza: każdy mógł ich zabić, ograbić, zrobić cokolwiek zdołał, nie
ponosząc odpowiedzialności. Wyjętemu z pod prawa nie wolno było udzielić żadnej
pomocy, kiedyś nazywało się to, ognia ni wody, pod groźbą, że kto to zrobi, sam
poniesie podobne konsekwencje.
W każdym społeczeństwie istnieje pewna liczba kryminalistów i zbrodniarzy,
nawet w normalnych warunkach wyrządzają oni dość zła. Wyobraźmy sobie, że w
jakimkolwiek kraju, abstrahując, niech to będą np. nawet USA - wielonarodowe
społeczeństwo ulega jakiejś katastrofie i rozpadowi, może po klęsce z
silniejszym wrogiem i część tego społeczeństwa, powiedzmy nawet - wiodąca dotąd
grupa białych protestantów pochodzenia anglosaskiego, zostaje wyjęta spod
prawa. Co by się stało, czy nie doprowadziłoby to automatycznie do zbrodni i
rabunków? Nawet bez dodatkowej prowokacji?
Jednak doszedłem do wniosku, że również takie założenie niczego nie
wyjaśnia w przypadku Jedwabnego. Mogę sobie wyobrazić zbrodnię z tych powodów,
jednak w takim wypadku jej przebieg byłby inny. Moje doświadczenie, moja
znajomość realiów wojny i okupacji mówi mi, że taki scenariusz jest też
niemożliwy, wręcz absurdalny.
Pan Gross pisze, ze badał tą sprawę, gdyż podejrzenie udziału okupanta było
oczywiste, lecz w archiwach nie znalazł żadnego śladu, a gdyby ta zbrodnia
rzeczywiście była dziełem Niemiec, to musiałaby figurować przynajmniej w aktach
RSHA. Tu nasuwa się pierwsza wątpliwość. Przecież, gdyby Pan Gross
przeprowadził badania w dowolnych archiwach, czy w ogóle mordowanie Żydów miało
jakikolwiek związek z Hitlerem, to też by tam niczego nie znalazł. Nikomu się
to dotąd nie udało, a gdyby ktoś tego dokonał, okryłby się sławą, to byłaby
sensacja stulecia. Czy na tej podstawie można wyprowadzić wniosek, że Holocaust
to była samorzutna akcja funkcjonariuszy i urzędników, którzy przekroczyli
swoje kompetencje, a Hitler nie miał z tym nic do czynienia? Trzeba stosować
zdrowy rozsądek, bez tego dojdziemy do absurdu.
Nie trzeba długich badań ani poszukiwań w archiwach, wystarczy skorzystać z
biblioteki Proponuję przejrzeć niemieckie gazety z lipca 1941r, wszystko jedno,
centralne czy lokalne. Wszędzie, obok komunikatów o zwycięstwach, opisy,
fotografie, korespondenci znajdują piwnice pełne zwłok, masowe groby, stosy
ciał ze śladami tortur, niesłychany terror. Trwa szczucie Żydów – patrzcie, to
ich dzieło.
Ciekawe, czy w RSHA znajdują się jakiekolwiek dokumenty o mordowaniu Żydów w
Kownie, Dyneburgu, Rydze, Mitawie i dziesiątkach innych miejsc. Tak na przykład
3 sierpnia korespondent Voelkicher Beobachter wspomina, że przy poparciu
niemieckich władz (właściwie Behoerden), w dalekiej Rydze Łotysze utworzyli
umundurowane oddziały łotewskiej milicji (używając terminu partyzanci!!!);
Żydów i bolszewików, którzy nie uciekli w porę, albo pozostali w złych
zamiarach, wyciągnięto z ich kryjówek i wymierzono zasłużoną karę. Czyli -
Żydzi sami ponoszą winę i to jest sprawiedliwość.
Obserwuj wątek
    • Gość: andrzeja Re: Zaplanowana tragedia cz II IP: *.icpnet.pl 30.05.01, 18:18
      A już 4 lipca ukazał się komunikat OKW, że w rejonie Mińska poddało się
      20000 żołnierzy AC (i następnego dnia więcej), rozstrzelawszy przedtem swoich
      (żydowskich) komisarzy. Wątpię, czy w archiwach RSHA da się znaleść materiał
      opisujący prawdę. To co, mamy też wierzyć, że również i komisarzy zaczęli
      mordować ich podwładni spontanicznie, a Hitler tylko wydał rozkaz z 6 czerwca,
      aby im oszczędzić fatygi, i dlatego sformowano Einsatzkomanda? Taka sama
      prawda, jak to, że w 1939 polscy bandyci napadli na radiostację w Gliwicach i
      wywołali wojnę? Czy ktoś pamięta jeszcze hitlerowską kampanie prasową,
      o „płonącej granicy” z sierpnia 1939 (gdy „polscy chłopi” palili zabudowania
      niemieckich kolonistów) ?
      Oczywiste, postarano się, aby „wyzwolona” ludność dokonała „samorzutnie”
      samosądów na Żydach, wykorzystując fakt, że aparat ucisku – NKWD- w dużej
      mierze obsadzony był przez Żydów. Nie ważne, że z ZSRR a nie miejscowych.
      Jeżeli ktoś jeszcze nie rozumie, to właśnie był początek Holocaustu. Gdy
      zdarzenia i daty zaznaczyć na mapie, widoczny staje się jakby wachlarz,
      wychodzący z Prus Wschodnich, który następnie zakręca na południe do Ukrainy,
      omijając ówczesny rezerwat dla Polaków GG. Na terenie GG aż do końca 1941 nie
      rozpoczęto mordowania Żydów. Na tym etapie to było jeszcze ostrożne otwarcie,
      eksperyment, w razie niepowodzenia lub zmiany planów zawsze jeszcze można było
      przerwać zbrodnie, przypisać je brakowi dozoru i organizacji po świeżym
      przejściu frontu. III Rzesza formalnie nie była jeszcze zaangażowana, być może
      oczekiwano na reakcje świata i efekt tuby propagandowej. Dopiero 31 lipca
      zapadła oficjalna decyzja o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”, choć
      faza doświadczalna trwała już od przeszło miesiąca. Wtedy efekt wielkiego
      kłamstwa, mający pokazać „powszechną wolę ludu”, został już osiągnięty i
      dalszą akcje przejęły regularne bataliony policyjne i Einzatzkomanda SS.
      W jaki sposób mogło jednak dojść do tak okropnych zbrodni? Jedyną konsekwentną
      odpowiedź głosiła współczesna propaganda niemiecka, przedstawiając sprawę w ten
      sposób, że w ciągu niecałych dwóch lat okupacji sowieckiej, w wyniku
      kolaboracji Żydów z tym wyjątkowo nieludzkim terrorem, a właściwie jeszcze
      więcej, rządów żydowskich, bo cały system ZSRR przedstawiano jako żydowski
      twór, system niewolniczy mającym zapewnić panowanie Żydów nad innymi narodami i
      w przyszłości, całym światem – cała zniewolona ludność znienawidziła Żydów.
      Jednym słowem, kompletna paranoja. Dlatego rzekomo, wszystkie narodowości na
      wschodzie, wraz z Polakami - witały z wdzięcznością swoich oswobodzicieli, a
      na Żydach dokonywały samosądów. Oczywiste kłamstwo, ale bezustannie powtarzane,
      jednak przeniknęło do podświadomości. Propaganda goebelsowska zwracała się
      głównie do własnego narodu, ale również i do możliwie dużej części świata,
      mając na celu przygotowanie i usprawiedliwienie rozpoczynającej się zbrodni
      eksterminacji całego narodu. Morderca z reguły stara się zohydzić swoją ofiarę,
      szlakować ją, aby wzbudzić wrażenie, że działa słusznie albo przynajmniej w
      stanie wyższej konieczności. Twierdzi, że ofiara zasługuje na swój los, jest
      sobie sama winna. Tak było zawsze, a ostatnio modna stała się tak zwana nauka
      viktymologii, usiłująca wyjaśnić, dlaczego właśnie te, a nie inne ofiary stały
      się ofiarami. Krótko mówiąc, szukająca zła nie w umyśle zbrodniarza, a jego
      ofiar.
      Dyktatorzy, tyrani – z reguły usprawiedliwiali najnikczemniejsze poczynania,
      powszechnym koncensusem, zgodą i aprobatą. Także hitlerowcom, ogromnie zależało
      na wywołaniu wrażenia, że spełniają tylko gorące pragnienia miejscowej ludności
      i to samo wmawiali Niemcom. Obecnie mogą zanotować nieoczekiwany sukces.
      Zdumiewa i przeraża fakt, że fałsz szerzony przez hitlerowców zdołał po latach
      tak zatruć umysły, że faktycznie stał się postawą rozumowania obu stron sporu.
      Przecież nie kwestionuje go, lecz faktycznie opiera na tym swoje wnioski
      również Pan Gross i Pani Arnold. To jakiś koszmar, obłęd, że tak wielu ludzi ex
      post mogło ulec jednak tej propagandzie, którą bezustannie narzucał okupant.
      Zapewne nieświadomie, ale wracają przecież do tezy, wmawianej przez gebelsowską
      tubę, że to dzieło miejscowej ludności. Inny morał końcowy, ale te same
      założenia. A przecież implikacje, wynikające z takiego rozumowania, są
      wyjątkowo paskudne i ani Żydzi, ani ludność miejscowa na to nie zasłużyli.
      Nie ma bezpośrednich dowodów na piśmie, czy udział okupanta w tych
      zbrodniach ograniczał się do kierowania i reżyserii, czy chodzi o bezpośrednie
      wykonawstwo. Nie mogę więc twierdzić, czy nigdzie nie dokonano samosądów na
      Żydach, ale w wypadku Jedwabnego przedstawiam dowody pośrednie, oparte na
      logicznym rozumowaniu i analogii. Oto one:
      Po pierwsze, tamtejsze społeczeństwo polskie nie winiło Żydów za zbrodnie i
      okrucieństwa, popełnione przez władze sowieckie. To jest fałsz, rzucony ex post
      przez hitlerowską propagandę. Stosunki, panujące na tamtym terenie,
      przedstawiłem w mojej książce, Tom I, Rozdział 6, Kapsuła „Żydzi na terenie
      okupacji ZSRR” i strony poprzednie (napisanej przed kilkunastu, a wydanej przed
      kilkoma laty, kiedy jeszcze nie mówiono o Jedwabnym) i nie ma potrzeby nic
      dodać. Znam je z wiarygodnych źródeł, między innymi od własnego ojca, który
      ocalał dzięki ostrzeżeniu otrzymanym od miejscowych Żydów. Uciekł w porę przez
      zielona granice do GG z pobliskiego Podlasia.
      Polscy Żydzi, przeważnie zachowywali się przyzwoicie, a często sami padli
      ofiarą radzieckiego okupanta, nie było żadnej taryfy ulgowej. Oczywiście,
      zdarzali się zdrajcy, ale wśród Polaków też. Wprawdzie w aparacie terroru
      NKWD, dużą część stanowili Żydzi, ale pochodzący z ZSRR. Zdrajcy miejscowi,
      bez względu na narodowość, raczej nie dochodzili do ważnych funkcji.
      A więc rzekomy motyw zbrodni, okazuje się późniejszym hitlerowskim
      fałszerstwem. A potężna maszyna propagandowa, powtarzała kłamstwa tak długo, aż
      wszyscy w nie uwierzyli.
      Te znane dawniej fakty, są już obce teraźniejszym pokoleniom. Jednym słowem,
      błędy wynikają z ignorancji. Ale co ważniejsze, zupełnie nie zdają sobie także
      one sprawy, jak wyglądał mechanizm prowokacji. Ja miałem okazję przestudiować
      to z bliska w lipcu i sierpniu 1939 i następnie wstecz zapoznać się z maszyną
      propagandową. Np. w wydawnictwie Auswaertiges Amt 1939, Reichsdrukerei Berlin
      1939 Dokumente zur Vorgeschichte des Krieges Nr 2, druga część tzw białej
      księgi, wymienione są dziesiątki podpaleń zabudowań kolonistów niemieckich
      przez, rzekome „bandy polskich chłopów”. Nie pada przy tym tak wiele trupów,
      raczej wymienia się pojedyńczo zabitych i rannych, gdyż w końcu te prowokacje
      dokonywane były przez Niemców na samych Niemcach. Ale owszem, opisane są się
      też takie wypadki, że np. „zdziczały Polak” wyrywa matce dziecko z rąk i zabija
      je.
      Na tej podstawie, niemieckie służby dyplomatyczne co kilka dni przekazują
      długie zestawienia i protesty, przeznaczone głównie dla prasy, światowej i
      zwłaszcza swojej. Kiedy zaś polskie władze usiłowały wyjaśniać, że przecież są
      to prowokacje (tzw. wówczas piątej kolumny), Hitler nawiązał do tego w mowie 1
      września, cytuję - „nie wiem, na czym polegają prowokacje kobiet i dzieci,
      które porywa się i maltretuje, ani prowokacje tych, których torturuje się w
      sadystyczny, zwierzęcy sposób i ostatecznie morduje... Ostatniej nocy zdarzyło
      się 21 takich wypadków, bieżącej, dotąd zameldowano o 14, w tym 3 ciężkie.
      Jestem zdecydowany...zatroszczyć się... reagując siła... po to, aby w
      przyszłości zapewnić ...pokojowe współżycie Niemców i Polaków (sic!)...”.
      • Gość: andrzeja Re: Zaplanowana tragedia cz III IP: *.icpnet.pl 30.05.01, 18:21
        (Te trzy ciężkie wypadki to rzekomy atak oddziału polskich powstańców na
        radiostację w Gliwicach, przejściowo zajętą i odbitą przez „oddział
        dyspozycyjny SS”, oraz dwa napady polskich żołnierzy w rejonie Liegnitz, przy
        czy zabici zostali funkcjonariusze niemieccy, po jednym celniku w Phalzdorf,
        Kreis Gruenberg i Roersdorf, Kreis Fraustadt.). I dalej: „Od tej chwili, trwa
        dalsza walka, wojska niemieckie odpowiadają ogniem... itd.”
        Gdyby nie proces Norymberski oraz odnalezienie konkretnych dowodów (ale
        jednak nie przez Polaków, lecz wywiady alianckie) i szczegółowym
        udokumentowaniu mechanizmu prowokacji, zapewne teraz tłumaczylibyśmy się także
        z wywołania II Wojny Światowej, historycy daremnie szukali po niemieckich
        archiwach, a my pełni wątpliwość, składali przeproszenia.
        Czy wymienione wypadki niczego nie przypominają?
        Te grupy operacyjne, organizowane częściowo w Rzeszy, a częściowo już na
        ziemiach polskich, dokonywały następnie zbrodni w taki sposób, żeby obciążyć
        nimi Polaków. Na początku zdarzały się jeszcze kompromitujące wypadki przy
        pracy, znany jest np. jeden z grupą w Wielkopolsce, która zwróciła na siebie
        uwagę, gdyż instruktor był perfekcjonistą i zbyt długo ćwiczyli śpiewanie Roty
        (którą z reguły kończono występy przy płonących zabudowaniach niemieckich
        osadników). Ale ćwiczenie czyni mistrza, takie potknięcia wyeliminowano i
        ulepszono technikę.
        W dwa lata później, dokonano masowo i na wielką skalę, na zdobytych terenach
        poradzieckich, wielu podobnie zmontowanych prowokacji, jednak ponieważ
        ofiarami mieli paść Żydzi a nie Niemcy, więc nie szczędzono trupów. Na ziemiach
        zamieszkałych przez Polaków, zdarzyło się to tylko marginesowo, na
        przygranicznym skrawku. Ale nas szczególnie obchodzi jedna z nich, gdyż to
        perfekcyjnie przygotowana prowokacja. Mimo, że stanowiła zaledwie drobny ułamek
        tego, co w tym samym czasie działo się na innych terenach poradzieckich,
        zostawiła paskudną plamę. Jedyny ewidentny błąd, to spalenie ofiar w stodole,
        przecież polscy złoczyńcy nigdy nie stosowali takiej metody, mieli zupełnie
        inny modus operandi.
        To właśnie najbardziej przekonywujący dowód. Te spalone zwłoki. Widziałem w
        czasie wojny spalone wsie, razem z ludźmi i od razu nikt nie miał wątpliwości,
        to była wizytówka SS. Przedtem, w czasie kampanii wrześniowej, też najłatwiej
        można było zorientować się o przebiegu linii frontu po dymach. I nie tylko w
        Polsce i wtedy. Pisze o tym w pamiętnikach, m. in. gen. Maczek. Niemcy,
        zwłaszcza z SS, byli specjalnie szkoleni w tym kierunku, ogień zalecano jako
        najtańszą i zawsze dostępną, a skuteczną broń. A o „płonącej granicy”,
        stanowiącej ostateczny wstęp do wojny, nie zapomnę.
        Natomiast Polacy przeciwnie, prawie nigdy nie posługiwali się ogniem. Mówię
        prawie, bo na Zamojszczyźnie, gdy walka doszła do poziomu zoologicznego na
        wyniszczenie, również i Polacy zaczęli stosować podpalenia, głównie
        wysiedlonych wsi. Może jeszcze gdzieś na kresach, został narzucony - ale
        zdecydowanie nie był to polski zwyczaj. Gdyby ofiary w Jedwabnym zostały
        wymordowane siekierami, kłonicami, nożami czy nawet motykami, może miał bym
        wątpliwości, zresztą niektóre tak właśnie zginęły i co do tych mam, ale
        większość jednak od ognia i to od razu wskazuje prawdziwego mordercę.
        Przedstawiłem pośrednie, ale logiczne i uzasadnione dowody, że to, co stało
        się w Jedwabnym, nie stanowi zbrodni kainowej, ani wewnętrznej, zamieszkałej
        tam ludności. Reasumująć: pierwszym i najważniejszym dowodem jest fakt, że nie
        jest to zbrodnia izolowana, ale jedna z łańcucha wielu zbrodni seryjnych, które
        w lipcu 1941 zdarzyły się na ziemiach posowieckich i tylko na nich.
        Najwyraźniej zorganizowane i kierowane z jednego ośrodka. Ten argument jest
        właściwie niepodważalny i w żaden sposób nie da się pominąć. Jednak ponadto
        twierdzę, że ludność polska nie miała żadnego motywu, gdyż rzekoma wina Żydów
        za zbrodnie i prześladowania ZSRR w stosunku do Polaków jest fałszem,
        dorobionym później przez propagandę hitlerowską. Wtedy zaś nikt nie myślał o
        nienawiści i żadnej karze. Żydzi żyli na tych ziemiach od wieków w dobrych
        stosunkach z Polakami, a od czasów carskich można powiedzieć pod parasolem
        ochronnym, osłaniającym ich od pogromów i „czarnej sotni” Absurdem jest
        przypuszczenie, że te stosunki nagle tak się popsuły, aż ludność polska wpadła
        w jakiś dziki amok. Wreszcie, nawet gdyby coś takiego się zdarzyło, to Żydzi
        stanowili większość i mogli by skutecznie się bronić. Przecież dysponowali
        przewagą sił nawet, gdyby wszystkich Polaków naraz ogarnął atak wścieklizny.
        Tymczasem z dokumentów wynika, że przestępców polskich było kilkunastu. Teoria
        spiskowa, zbiorowe sprzysiężenie całej ludności, omerta? To czysta bzdura w
        tych warunkach.
        Wreszcie sposób popełnienia zbrodni, absolutnie nieprawdopodobny, jaki nigdy
        dotąd nie zdarzył się na ziemiach polskich i w wypadku Polaków, wyraźnie
        wskazuje, że to - „inni szatani byli tam czynni”.
        Przechodzę od ogólnych stwierdzeń, do mniej znanych informacji z tego
        konkretnego terenu. Należy bowiem wyjaśnić, dlaczego z wielu prowokacji i prób
        wbicia klina między Polaków i Żydów, wszystkie uprzednie od października 1939
        kończyły się niepowodzeniem, a tylko te w dolinie Biebrzy odniosły sukces,
        można powiedzieć – triumf zła.
        Oczywiście nie znam wszystkich szczegółów, lecz posługuję się, w ogólnych
        zarysach analogią do mechanizmu prowokacji z 1939r. zapewne, są różnice. W
        1941 trudności były mniejsze, niż w 1939r. na przykład nie były potrzebne
        mundury Polskiego Wojska, lub np. Związku Powstańców itp. Wystarczały
        chłopskie kurtki. Także przekraczanie granicy, nie stanowiło problemu, gdyż
        panowano nad całym terenem. Niewątpliwie, cały teren prowokacji pozostawiono
        celowo pusty, za wyjątkiem małych posterunków. Zupełny ich brak zwracałby
        przecież uwagę, a poza tym mogły być potrzebne, choćby do utrzymania łączności.
        Natomiast obecność małej ekipy dokumentalistów, łatwo wytłumaczyć czystym
        przypadkiem, w końcu chodziło przecież o materiały propagandowe.
        Można przypuszczać, że większy odpowiednik „oddziału dyspozycyjnego SS” z
        Gliwic, wg terminologii z 1939r, albo już Einsatzkomando, a może po prostu
        Wolfpack – jak prywatnie lubił mawiać „Wódz”, został sformowany na terenie Prus
        Wschodnich. Po krótkim, lecz intensywnym szkoleniu, przekroczył czasowo
        opróżnioną granicę Rzeszy i wzdłuż dawnych szlaków przemytniczych, prowadzony
        przez przewodników z lokalnej agentury, przesunął się w dolinę Biebrzy. Ten
        oddział musiał liczyć co najmniej kilkuset zbójów, gdyż w samym Jedwabnym
        mieszkało ponad 1600 Żydów, w tym zapewne ok. 400 mężczyzn. Zrezygnowano z
        transporty motorowego, choć Niemcy nie przywykli do dłuższych marszów. Ale
        przecież chodzi o odległość, którą przemytnicy przebywali w ciągu jednej nocy,
        a poza tym mordercy posługiwali się też wozami konnymi (tak wynika z opisów, a
        przecież prawdziwi chłopi bardziej niż własne życie chroniliby i chowali konie,
        nigdy nie ryzykując jazdy wozem w strefie przyfrontowej gdzie zaprząg w każdej
        chwili mógł zostać zarekwirowany dla potrzeb wojska i to wraz z woźnicą).
        Zapewne część tej ekipy brała bezpośredni udział w zbrodni, reszta otaczała i
        ubezpieczała teren, na wypadek gdyby mazurscy chłopi próbowali okazać
        solidarność z Żydami, jak za carskich czasów. Jednak prawdopodobieństwo było
        małe, gdyż świeżo po przejściu frontu, obowiązywały przepisy prawa wojennego,
        to znaczy zakazane były wszelkie zgromadzenia ludności. Jak wiadomo, wojsko
        niemieckie miało prawo bez ostrzeżenia, otwierać ogień do każdej grupy liczącej
        ponad 3 osoby.
        • Gość: andrzeja Re: Zaplanowana tragedia cz IV IP: *.icpnet.pl 30.05.01, 18:28
          Dla powodzenia prowokacji, decydujące znaczenia miały: znajomość terenu,
          oraz mianowanie na stanowisko burmistrza Jedwabnego Karolaka. Wszystko
          wskazuje, że to od dawna kadrowy pracownik, może lokalny rezydent Abwehr’y.
          Polskie Władze Podziemne wydały wyrok śmierci na Karolaka na tej podstawie, że
          dopuścił się zdrady i od dawna był niemieckim agentem (zapewne przed wojną).
          Może uda się odszukać sentencję tego wyroku. Wiadomo, że wyroku nie zdołano
          wykonać, a Karolak przez pewien czas pełnił jakieś funkcje urzędowe w Prusach
          Wschodnich, uznany tam za Reichsdeutscha. Potem tajemniczo zniknął, być może
          został wycofany, a w ten sposób wywiady opiekują się kadrowymi pracownikami.
          Karolak wypełnił swoje zadanie, wybierając najgorsze szumowiny i zajął się
          przyozdobieniem przybyłej ekipy esesowskich zbójów, polskimi przestępcami. Ilu
          Polaków zdołał zmobilizować do współpracy w Jedwabnym? Trudno ustalić, ale
          chyba nie wiele więcej, niż wymieniono w śledztwie i akcie oskarżenia, około
          dwudziestu. Może jeszcze kilku posłuchało go, a następnie postarało się ukryć.
          Szacunkowo, w Jedwabnym mogło być około 225 polskich mężczyzn, 22 odpowiadałoby
          w przybliżeniu 10% ludzi złych, zbliżone do przeciętnej średniej. Absurdem jest
          przypuszczenie, że taka liczba zdołałaby dokonać egzekucji 1600 osób, w tym
          około 400 mężczyzn. I to bez broni, bo przecież kije i miotły miały obie
          strony, a baty i nawet siekiery też były równo dostępne. Więcej zbrodniarzy nie
          znaleziono, mimo że mieszkańcy znali się nawzajem i trudno przypuścić, by
          któryś mógł nie zostać dostrzeżony.
          Wątpię, żeby Karolak pełnił funkcje dowódcze, na pewno nie jak były agent
          Abwehr’y w środowisku SS. Dowodził ktoś inny, być może zakamuflowany na
          posterunku żandarmerii, gdzie miał dobry dostęp do łączności, albo w ekipie
          sprawozdawców i fotografów. Tym nie mniej, uważam, ze należy dokładnie zbadać
          wszystkie ślady po Karolaku. A także, poprosić o prawo dostępu do zachowanych
          dokumentów placówki w Ełku, ew. kopii pozostałych w centralach Abwehr’y.
          Wprawdzie Abwehra na pewno nie brała udziału w zbrodniach, ani w dolinie
          Biebrzy ani podobnych, ale nie mogła odmówić wykonania rozkazów i usług.
          Sądzę, że polskie władze otrzymają zgodę, mimo, że sprawa jest dla wszystkich
          nieprzyjemna. W tej chwili to jedyny ślad, jakim dysponujemy. Poszukiwania w
          archiwach, nie wiedząc dokładnie czego się szuka, to strata czasu, jak np. z
          RSHA. Lepiej już przejrzeć porządnie prasę hitlerowską – zawsze może trafić się
          łut szczęścia.
          Przedstawiam najpełniejszą, logiczną i pasującą do wszystkich znanych faktów
          teorię. Warto ją sprawdzić. Prywatnie byłbym skłonny postawić głowę, gdyby ktoś
          przyjął taką stawkę. Ale serio, jestem gotów podjąć dyskusję z każdym, kto
          sądzi, że dostrzegł jakiś błąd w tej analizie.
          PS. Pozwalam sobie wspomnieć jeszcze jeden fakt, o którym obecnie też prawie
          nikt nie wie, w każdym razie nie wspomina. Dużo później, doszło do rozpaczliwej
          próby powstania w Getcie Białostockim, którą można uważać za pierwowzór, dla
          lepiej przygotowanego powstania w Getcie Warszawskim. Działał tam ŻZW,
          współpracujący blisko z AK. Jednak także AK, nie była w stanie udzielić więcej
          niż symbolicznej pomocy, zaledwie zdołała sama odbudowywać wciąż rwącą się sieć
          organizacyjną i utrzymać podstawową drogę komunikacyjną na wschód, do Wilna. To
          kosztowało mnóstwo krwi i ofiar, wtedy już Białystok wraz z Podlasiem, doliną
          Biebrzy itd. przyłączony do III Rzeszy, stanowił bardzo trudny teren. No i dwie
          granice.
          Jeszcze pozwolę sobie przytoczyć fragment, zamieszczonego w Rozdziale 4
          cytatu Menachema Kirschbauma:
          Kapsuła Psychologia przetrwania, unikania konfrontacji, nadzieja, że mnie/nas
          zostawią w spokoju.
          - ...można z całą pewnością przyjąć, że .... w sercu Europy Niemcy
          nie zdobędą się na takie postępowanie. Nie igrajmy z ogniem. Pamiętajmy o
          odpowiedzialności zbiorowej getta. Nie sprowadzajmy sami na siebie
          nieszczęścia. – etc. etc.
          No cóż, wtedy nie rozumiałem dobrze, do czego ta wypowiedź się odnosi. Pisałem
          tylko o barierze psychologicznej, która początkowo paraliżowała zarówno
          Polaków, jak i Żydów. Barierze zastraszenia, nie pozwalającej na podjęcie
          walki. Polacy otrząsnęli się pierwsi, Żydzi za późno, żeby ocaleć – ale dosyć,
          żeby pozostawić zaszczytną pamięć. Ale w 1941r bariera ta jeszcze działała i
          Żydzi w Jedwabnym nie bronili się wcale. Przed Niemcami – bo niewątpliwie
          bronili by się, gdyby chodziło o Polaków.
          To już oddzielny temat i teraz nie miejsce go rozwijać, ale Żydzi przyjęli inną
          taktykę wobec Niemców, od początku podporządkowania się i nie stawiania oporu,
          w nadziei na ocalenie chociaż części populacji. Wydawało się, że aż do połowy
          1941 ta taktyka przynosi zamierzony skutek (w GG nawet do 1942). Potem się to
          nagle zmieniło. Wobec zaangażowania sił na froncie wschodnim i przy rosnącym
          oporze zbrojnym Polaków, po prostu Niemcy nie mogli wydzielić dość sił do ich
          eksterminacji i przestawili ich na drugie miejsce. Na pierwsze przesunęli
          Żydów, gdyż po prostu ci byli łatwiejszym celem i nie wymagali tak dużego
          zaangażowania. Przecież w roku 1941 na ziemiach poradzieckich, Niemcy
          wymordowali łącznie około póltora miliona Żydów, angażując w to kilkanaście
          tysięcy ludzi (nie licząc sił pomocniczych). W tym okresie była to jeszcze
          ręczna robota (wg prymitywnych wzorów NKWD), przemysłowe metody zabijania
          wprowadzono dopiero w rok później. Żydzi nie zdążyli przestawić się
          psychologicznie w nowej sytuacji, gdy dawne metody postępowania okazało się
          zgubne.
          Z tej samej książki, rozdziału i kapsuły, jeszcze cytat dr Henryka Szypera:
          - Samoobrona jest równoznaczna z zagłada całego getta. Wierzę, że
          uda się zachować podstawową część getta. Jest wojna, każdy naród musi
          ponosić ofiary, żeby zachować istotną część narodu. Gdybym był przekonany,
          że nie zdołamy zachować tej podstawowej części, wyciągnąłbym inne wnioski. -
          I wyjątek ze wstępu, 1 str. mojej książki – „Sądzisz, że zbój, bandyta czy
          terrorysta zawstydzą się i może poprawią, jeżeli ludzie pozwolą się zabijać...
          Ależ przeciwnie, poczują się wspaniali, wielcy, potężni, na skrzydłach sukcesu
          i zachęci ich to.... Już nie wspominam o typach patologicznych, którym
          zabijanie albo wydawanie rozkazów zabijania sprawia głęboką satysfakcję...”
          Nie ulega wątpliwości, że w tej sytuacji Żydzi z Jedwabna nie mieli żadnych
          szans na przeżycie, cokolwiek byśmy zrobili. Tak czy owak musieli zginąć.
          Zwłaszcza, że „oczyszczony” teren, włączono wkrótce potem do Rzeszy. Ale to nie
          zmienia faktu, że każde życie jest jednakowo cenne.
          Chciałbym dowiedzieć się więcej o księdzu z Radziłowa, bo o ile wiem, ten z
          Jedwabnego nie czuł się godny zostać męczennikiem. A wypadało. Bardzo przydałby
          się święty, dający dobry przykład w takich sprawach.

          Nie mogę powstrzymać uwagi, że dobrze byłoby, gdyby ludzie zabierający głos
          wiedzieli o czym mówią. Może przeczytali cokolwiek na temat – choćby tylko
          powieść przygodową, jak moja. Żeby potrafili wyobrazić sobie okupację.
          Na tematy współczesne jest dużo inteligentnych, wręcz błyskotliwych wypowiedzi.
          Jak to pogodzić z taką ignorancją?
    • Gość: wstramsk Re: Zaplanowana tragedia IP: *.icpnet.pl 01.06.01, 10:35
      Jestem prawie na pol przekonany. Pierwszy raz spotykam ten temat potraktowany
      merytorycznie w sposob naukowy. W innych postach klotnia, duzo osobistych uwag
      i obrazowych slow a poza tym nic nowego. Tutaj duzo nowego materialu
      historycznego, narazie nie moge ocenic bo trudnosci z dotarciem do niemieckiej
      prasy wojennej trzeba zamawiac.
      Mam pytania: 1) Czy takie miasta jak Slonim, Sluck, jeszcze inne napisze
      pozniej- lezaly przed wojna w Polsce, czy zagranica? Podobno tam tez doszlo w
      tych samych dniach do masakry ludy Zydowskich.
      2) Czytalem, ze wzietych do niewoli komisarzy i Zydow, zabilaly Einzetzkomando.
      Pierwszy raz slysze, ze wsrod jencow Armi Czerwonej tez zdazyly sie przedtem
      takje prowokacje. zy moge prosic o wiecej szczegolow.
      I jeszcze, zgaduje z kontekstu ze samosady nalezy rozumiec jako "multiple
      linchings" (without trial), to nie ma nic wspolnego z Sasiady czy tak?
      • Gość: CCC re IP: 213.77.91.* 01.06.01, 16:49
        Gość portalu: wstramsk napisał(a):

        > Jestem prawie na pol przekonany. Pierwszy raz spotykam ten temat potraktowany
        > merytorycznie w sposob naukowy. W innych postach klotnia, duzo osobistych uwag
        >
        > i obrazowych slow a poza tym nic nowego. Tutaj duzo nowego materialu
        > historycznego, narazie nie moge ocenic bo trudnosci z dotarciem do niemieckiej
        > prasy wojennej trzeba zamawiac.
        > Mam pytania: 1) Czy takie miasta jak Slonim, Sluck, jeszcze inne napisze
        > pozniej- lezaly przed wojna w Polsce, czy zagranica? Podobno tam tez doszlo w
        > tych samych dniach do masakry ludy Zydowskich.
        > 2) Czytalem, ze wzietych do niewoli komisarzy i Zydow, zabilaly Einzetzkomando.
        >
        > Pierwszy raz slysze, ze wsrod jencow Armi Czerwonej tez zdazyly sie przedtem
        > takje prowokacje. zy moge prosic o wiecej szczegolow.
        > I jeszcze, zgaduje z kontekstu ze samosady nalezy rozumiec jako "multiple
        > linchings" (without trial), to nie ma nic wspolnego z Sasiady czy tak?

      • Gość: CCC Re: Zaplanowana tragedia IP: 213.77.91.* 01.06.01, 17:03
        Gość portalu: wstramsk napisał(a):

        ɭ) Czy takie miasta jak Slonim, Sluck, jeszcze inne napisze
        > pozniej- lezaly przed wojna w Polsce, czy zagranica? Podobno tam tez doszlo w
        > tych samych dniach do masakry ludy Zydowskich.
        Zapewne chodzi o Słonin i Słuck. Niestety nie dysponuję mapą z przedwojennymi
        gramicami polski ale może ktoś pomoże.
        > I jeszcze, zgaduje z kontekstu ze samosady nalezy rozumiec jako "multiple
        > linchings" (without trial), to nie ma nic wspolnego z Sasiady czy tak?
        Tu mogę pomóc. Wyrazy "sąsiedzi" i "samosądy" znaczą w polskim języku zupełnie
        coś innego. Samosąd to kara wymierzona podejrzanemu bez procesu a sąsiad to osoba
        która mieszka blisko.

        Pozdrowienia i powodzenia w szukaniu prawdy CCC
      • Gość: klaopek Re: Zaplanowana tragedia IP: *.*.*.* 01.06.01, 17:34
        Gość portalu: wstramsk napisał(a):

        > Jestem prawie na pol przekonany. Pierwszy raz spotykam ten temat potraktowany
        > merytorycznie w sposob naukowy.

        Tak tak naukowy ...
        Dalszy Henryk Pajak no horyzoncie.

        klapek
    • Gość: klapek Re: Zaplanowana tragedia IP: *.*.*.* 01.06.01, 17:20
      Jedwabne to zadne mazowsze to kurpiowszczyzna czyli zadni mazurzy ale kurpie.
      W wiekszosci anbalfabeci podjudzani przez ND i kler. Ludzie ktorzy po
      vyzwoleniu najezdzali pruskie (mazurskie) tereny i szabrowali.
      Przywozili ze soba zloto w garnkach i sztabkach.
      Skad ci biedni niewyksztalconi rolnicy to mieli ??

      Jest nie wazne jakie byly powody tej zbrodni Oni ich
      po prostu zabili i okradli.

      klapek z Piszu




      • Gość: Soltys Zaplanowane, metodyczne bluznierstwo... IP: *.200.152.54.cm-upc.chello.se 01.06.01, 19:09
        Klapku!
        Badz mi Bratem!
        Slowa proste roznia sie czasem bardzo od prostackich
        wywodow "merytorycznych".

        Jest taki "historyk"-chalupnik: David Irving. Przegral w
        sadzie, gdy udowodniono mu klamstwo (genialnie
        skonstruowane) na temat obozow koncentracyjnych. Niby
        nikt gazu nie uzywal wedle jego badan...
        Potwierdzil to klamstwo ale zastrzegl sobie prawo nowego
        klamania, az mu ktos te nowe klamstwa udowodni.
        Moze on w ten sposob zmusza opinie do rzetelnych dowodow
        badan?
        Po tej rozprawie (ktora sam wytoczyl amerykanskiej
        profesorce) nagle przestano mu placic ogromne sumy za
        jego "genialna tworczosc"...

        I potem mow cos o chucpie...
        • Gość: klapek Re: Zaplanowane, metodyczne bluznierstwo... IP: *.*.*.* 04.06.01, 12:54
          znam historie Irvinga bardzo sprytnie
          robi to co robi.

          klapek
      • Gość: klopek Re: Zaplanowana tragedia IP: *.acn.waw.pl 02.06.01, 00:29
        Ale dlaczego zaplanowana akurat przez kler oraz ND? Czy marzec 68 roku to tez
        robota kleru oraz ND?
        • Gość: klapek Re: Zaplanowana tragedia IP: *.*.*.* 04.06.01, 13:11
          A czy ja pisze, ze zaplanowana ???
          czytac czytac czytac.

          klapek
      • Gość: CCC Re: Zaplanowana tragedia IP: 213.77.91.* 04.06.01, 19:04
        Gość portalu: klapek napisał(a):

        > Ludzie ktorzy po
        > vyzwoleniu najezdzali pruskie (mazurskie) tereny i szabrowali.
        > Przywozili ze soba zloto w garnkach i sztabkach.
        > Skad ci biedni niewyksztalconi rolnicy to mieli ??
        Mówisz o tak zwanym szabrownictwie. Ale (zawsze jest jakieś ale) przecież nie
        tylko Polacy z kurpiowszczyzny (i nie tylko Polacy) się tym zajmowali. A poza tym
        co ma szabrownictwo do Jedwabnego. Może gdybyś powiedział "szmalcownictwo" ???

        > Jest nie wazne jakie byly powody tej zbrodni Oni ich
        > po prostu zabili i okradli.
        Tu możesz mieć rację.
        Nic nie usprawiedliwia złodziei i morderców.
        Ale jeżeli mieszkańcy tamtych terenów byli tacy źli to dlaczego nie zabili i nie
        okradli swoich żydowskich sąsiadów przed II WS ?? Przecież było tam wtedy więcej
        kleru (żył proboszcz) i więcej ND'cji (żyli lokalni działacze).
        A może do tego wielokrotnego morderstwa należy podejść tak jak podchodzimy do
        morderstw i kradzieży w czasach współczesnych. To znaczy należy przeprowadzić
        śledztwo. Jest jeszcze wiele spraw które trzeba wyjaśnić.
        W tej chwili trwa śledztwo IPN. Może jestem naiwny ale wierzę w to ,że uda się
        ustalić prawdę.

        Ps Hipoteza przedstawiona w tym wątku brzmi niepoważnie i najprawdopodobniej jest
        nieprawdziwa.

        Pozdrowienia CCC
    • Gość: olek Re: Zaplanowana tragedia/ nie klep klepak IP: *.POOL.ESR.SJO.wwc.com 05.06.01, 08:59
      Klepiesz bracie jak Klepak, a tak naprawde sam nie wiesz o co Ci chodzi.
    • Gość: andrzeja Re: Zaplanowana tragedia IP: *.icpnet.pl 05.06.01, 09:13
      Do Pana wstramsk
      Proszę bardzo, cytuje treść oryginalnego dokumentu:
      Aus den Fuehrerhauptquartier, 6 Juli 1941.
      Das Oberkommando der Wehrmacht gibt bekannt:
      .....................
      Vor den in Minsk eingeschlossenen Sowjetverbaenden sind am 4 Juli
      - wie schon Sondermeldung bekanntgegeben – 20 000 Man uebergelaufen, nachdem
      sie ihre Kommissare erschossen hatten. ...........
      Ja zapamiętałem ten komunikat z Krakauerzeitung, a tym razem odnalazłem go
      w Voelkischer Beobachter, ale to oczywiście nie ma znaczenia, treść komunikatów
      wojennych była jednakowa w całej prasie, centralnej i lokalnej.
      Następny numer VB rozpoczyna się wielkim nagłówkiem: Minsk weitere 52 000
      Ueberlaufer.
      Niewątpliwie zainscenizowanie takiego widowiska, tak, aby mogło się wydać
      wiarygodne nawet tylko własnemu narodowi i armii, było bez porównania
      trudniejszą rzeczą, niż zaplanowanie prowokacji w Jedwabnym, które nie
      przyciągało wtedy oczu całego świata, leżało na uboczu, szczerze mówiąc było
      taką sobie prowincjonalną dziurą, dogodnie położoną na peryferiach Prus
      Wschodnich. Podobnych prowokacji dokonano w lipcu dziesiątki; ale takiej jak w
      Mińsku tylko jednej.
      Proszę zwrócić uwagę, że stałym elementem hitlerowskiej taktyki postępowania
      było rozpoczynanie fali przemocy od „spontanicznych wystąpień ludności”. Nie
      tylko w roku 1939, ale już co najmniej od Kristallnacht. Wiadomo przecież, że
      to nie „oburzona ludność niemiecka” rzuciła się na Żydów, ale skierowano do
      tego liczne bojówki partyjne i dopiero potem udało się pociągnąć najpierw
      najgorsze elementy kryminalne i w końcu nieobliczalny tłum, zachęcony wolnym
      rabunkiem. Dopiero później, do akcji wkroczyły władze, niby przywracając
      porządek, ale faktycznie dalej kontynuując niszczenie Żydów. Nie fizycznie, bo
      w warunkach pokoju na to było jeszcze za wcześnie, ale wprowadzając „nowy ład
      prawny”, uzasadniany w prasie właśnie powszechną wolą ludności, która
      doprowadziła aż do zaburzeń.
      No, ale ten komentarz doprowadził nas za daleko. Natomiast faktem, który na
      życzenie pytającego bliżej przedstawiam, są wypadki w Mińsku, gdzie według
      przytoczonego komunikatu dowództwa niemieckiego to żołnierze Armii Czerwonej,
      przed złożeniem broni, samorzutnie wymordowali swoich (żydowskich) komisarzy.
      Tak oto, nawet rozkaz Hitlera o natychmiastowym zabijaniu komisarzy i tworzeniu
      do tego celu Eisatzkommand, okazał się aktem opatrznościowym, uprzedzającym
      powszechne pragnienia, w tym wypadku przyszłych jeńców. Taki był stały sposób
      postępowania Hitlera i od tego nigdy nie odstępował.
      Natomiast w odniesieniu do jeńców, nie powtarzano tego więcej, gdyż taka
      inscenizacja okazała się zbyt skomplikowana. Zapewne nie można było pozostawić
      przy życiu ani jednego świadka.
      Andrzej-Anonimus.
    • Gość: andrzeja Re: Zaplanowana tragedia IP: *.icpnet.pl 09.06.01, 10:06
      Odp. dla P wstramsk. Wyjaśnienia językowe już przysłał P. CCC, nic dodać, nic
      ująć. Wątpliwości w sprawie Mińska też wyjaśniłem czy raczej udokumentowałem.
      Pozostał Słonim i Słuck, niestety, do dokumentów narazie nie dotarłem. Oba te
      miasta leżą obecnie na tereni Białorusi (i dlatego te trudności), przed wojną
      Słonim znajdował się w Polsce. W obu tych miastach doszło do masowych mordów
      Żydów w 1941, podobnie jak w wielu innych miejscach, jeżeli jeszcze uda mi się
      zdobyć dane, napiszę. Takich miejsc w tych dniach było wiele, ale, jeżeli to
      Pana interesuje, najkrwawsze masakry miały miejsce w Kownie i Rydze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka