Gość: andrzeja
IP: *.icpnet.pl
30.05.01, 18:14
Zaplanowana tragedia
Zagłada większej części ludności Jedwabnego, w tym całego społeczeństwa
żydowskiego, robi wstrząsające wrażenie. Nie ma wątpliwości, kiedy i gdzie ci
ludzie zostali wymordowani. Przerażająca wizja ich śmierci została
przedstawiona w książce i filmie. Autora „Sąsiadów” ceniłem wysoko już za
poprzednie publikacje. Mimo to, nie mogę teraz akceptować ogólnego obrazu i
wniosków.
Chodzi o to, że znam realia okupacji, nie wyłączając jej brudnych stron,
żyłem w tych czasach i widziałem je. Jestem także autorem książki, wprawdzie
tylko powieści, ale opartej na faktach. Zresztą, niech mówi sama za siebie,
oprócz wydania książkowego, jest też obecnie ogólnie dostępna w internecie:
Andrzej Anonimus, „Przecież to jeszcze szczeniak”,
www.psy.pl/AndrzejAnonimus, www.icpnet.pl/~andrzeja i in.
Jednak te obrazy absolutnie się nie zgadzają. Musiałem to jakoś wyjaśnić -
samemu sobie. Po prostu zdarzenia nie mogły mieć takiego przebiegu, jak
opisany Przecież taka zbrodnia nie zgadza się nawet z cechami polskich
przestępców, zupełnie inny modus operandi. Nigdy nie zdarzyło się, żeby palili
oni stodołę pełną ludzi - natomiast to jakby wizytówka SS. Po przemyśleniu,
doszedłem do wniosku, że w materiale p. Grossa, zachodzą istotne luki, w
przedstawieniu tła i okoliczności.
Błąd, moim zdaniem, wynika z traktowania zbrodni w Jedwabnym jako izolowanego
zdarzenia. W rzeczywistości jest to fragment wielu podobnych, jakie zdarzyły
się wtedy, na Litwie, Łotwie, Białorusi i nawet Estonii, a wkrótce w Rosji i na
Ukrainie, dokładniej - na ówczesnych ziemiach poradzieckich. Uderzająco
zbliżony scenariusz i można powiedzieć, reżyseria. Czy można uważać to za
przypadkowy zbieg okoliczności?
Moim zdaniem, byłby to dowód ignorancji albo ślepoty, lub może świadomego
zamykania oczu. Dla ludzi, którzy widzieli te czasy i jednak przeżyli, nigdy
nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że to jeden ciąg, jedno pasmo zbrodni
seryjnych. I być może dlatego, sprawa powraca jeszcze raz obecnie, gdy ludzie z
tamtych czasów przeważnie nie żyją, albo już nie wiele pamiętają.
Zacznijmy od miejsca i czasu tamtej zbrodni. Dolina Biebrzy, północny
kraniec Mazowsza, tuż przebiegała granica lub granice, raz z jednej, a raz
drugiej strony, najpierw prusko-rosyjska, a blisko także wewnętrzna celna
między Krajem Nadwiślańskim i resztą Cesarstwa (Łomża przez pewien czas
stanowiła gubernię „istinno ruską”), potem z Prusami Wschodnimi.
Tradycyjny okręg przemytniczy. Nie uważam przemytników za przestępców, ale
tutejsi Mazurzy mieli opinię ludzi twardych i pamiętliwych, żyli z konieczności
biednie i prymitywnie, nie mieli dostępu do oświaty. Jednak wychowani surowo,
bezwzględnie przestrzegali wpojonych zasad i pracowali ciężko. Z ludnością
żydowską żyli w dobrych stosunkach, a że byli sami gnębieni przez carat,
pogromy nie miały tu szans, solidarność wobec władz.
Także wspólnota interesów, bo gdy te władze postanowiły uderzyć w podstawy
ekonomiczne Kraju Nadwiślańskiego i rozwój Łodzi, Żydzi zorientowali się
pierwsi i zainicjowali przenoszenie przemysłu tuż za granicę celną. Dało to
impuls rozwoju Białegostoku, a pośrednio i chałupnictwa w dolinie Biebrzy.
Pewne zadrażnienia istniały raczej z mieszkającymi w pobliżu
prawosławnymi. W okresie II Rzeczpospolitej to się nie zmieniło. Chociaż
to baza Endecji, nie ma zatargów z Żydami. Przemyt z i do Prus Wschodnich
pozostał nadal jednym ze źródeł utrzymania, Mazurzy stanowią przy tym raczej
siłę roboczą, a Żydzi zaplecze finansowe i org.
Wreszcie w okresie II Wojny Świat. teren znalazł się najpierw pod okupacją
radziecką, potem krótko na obszarze administracyjnym tzw. terenów poradzieckich
(zwanym potocznie OO. – od Ober-Ost) i wkrótce w III Rzeszy, w Prusach
Wschodnich. Nie miał żadnej łączności z GG, jakby rezerwatem dla Polaków -
oddzielony granicą od reszty ziem Polskich. To istotna okoliczność, gdyż
struktury Polskiego Państwa Podziemnego tu nie sięgały, w każdym razie z
początku.
Lipiec 1941 zaś, to czas przełomowy nie tylko dlatego, że Hitler skoczył do
gardła dotychczasowego sojusznika. Także dlatego, że po rozpoczęciu wojny i
pierwszych sukcesach zezwolił na uruchomienie od dawna planowanej operacji
wymordowania Żydów (charakterystyczne, bo także i pierwsza masowa akcja
eksterminacji Polaków, tzw. AB, rozpoczęła się dopiero, kiedy na froncie
francuskim zarysowało się powodzenie). Holocaust rozpoczął się właśnie w świeżo
zdobytym okręgu północno wschodnim i obszarze przybałtyckim, od strony Prus.
Na początek, Żydzi zostali faktycznie wyjęci z pod prawa, wg zasad
średniowiecza: każdy mógł ich zabić, ograbić, zrobić cokolwiek zdołał, nie
ponosząc odpowiedzialności. Wyjętemu z pod prawa nie wolno było udzielić żadnej
pomocy, kiedyś nazywało się to, ognia ni wody, pod groźbą, że kto to zrobi, sam
poniesie podobne konsekwencje.
W każdym społeczeństwie istnieje pewna liczba kryminalistów i zbrodniarzy,
nawet w normalnych warunkach wyrządzają oni dość zła. Wyobraźmy sobie, że w
jakimkolwiek kraju, abstrahując, niech to będą np. nawet USA - wielonarodowe
społeczeństwo ulega jakiejś katastrofie i rozpadowi, może po klęsce z
silniejszym wrogiem i część tego społeczeństwa, powiedzmy nawet - wiodąca dotąd
grupa białych protestantów pochodzenia anglosaskiego, zostaje wyjęta spod
prawa. Co by się stało, czy nie doprowadziłoby to automatycznie do zbrodni i
rabunków? Nawet bez dodatkowej prowokacji?
Jednak doszedłem do wniosku, że również takie założenie niczego nie
wyjaśnia w przypadku Jedwabnego. Mogę sobie wyobrazić zbrodnię z tych powodów,
jednak w takim wypadku jej przebieg byłby inny. Moje doświadczenie, moja
znajomość realiów wojny i okupacji mówi mi, że taki scenariusz jest też
niemożliwy, wręcz absurdalny.
Pan Gross pisze, ze badał tą sprawę, gdyż podejrzenie udziału okupanta było
oczywiste, lecz w archiwach nie znalazł żadnego śladu, a gdyby ta zbrodnia
rzeczywiście była dziełem Niemiec, to musiałaby figurować przynajmniej w aktach
RSHA. Tu nasuwa się pierwsza wątpliwość. Przecież, gdyby Pan Gross
przeprowadził badania w dowolnych archiwach, czy w ogóle mordowanie Żydów miało
jakikolwiek związek z Hitlerem, to też by tam niczego nie znalazł. Nikomu się
to dotąd nie udało, a gdyby ktoś tego dokonał, okryłby się sławą, to byłaby
sensacja stulecia. Czy na tej podstawie można wyprowadzić wniosek, że Holocaust
to była samorzutna akcja funkcjonariuszy i urzędników, którzy przekroczyli
swoje kompetencje, a Hitler nie miał z tym nic do czynienia? Trzeba stosować
zdrowy rozsądek, bez tego dojdziemy do absurdu.
Nie trzeba długich badań ani poszukiwań w archiwach, wystarczy skorzystać z
biblioteki Proponuję przejrzeć niemieckie gazety z lipca 1941r, wszystko jedno,
centralne czy lokalne. Wszędzie, obok komunikatów o zwycięstwach, opisy,
fotografie, korespondenci znajdują piwnice pełne zwłok, masowe groby, stosy
ciał ze śladami tortur, niesłychany terror. Trwa szczucie Żydów – patrzcie, to
ich dzieło.
Ciekawe, czy w RSHA znajdują się jakiekolwiek dokumenty o mordowaniu Żydów w
Kownie, Dyneburgu, Rydze, Mitawie i dziesiątkach innych miejsc. Tak na przykład
3 sierpnia korespondent Voelkicher Beobachter wspomina, że przy poparciu
niemieckich władz (właściwie Behoerden), w dalekiej Rydze Łotysze utworzyli
umundurowane oddziały łotewskiej milicji (używając terminu partyzanci!!!);
Żydów i bolszewików, którzy nie uciekli w porę, albo pozostali w złych
zamiarach, wyciągnięto z ich kryjówek i wymierzono zasłużoną karę. Czyli -
Żydzi sami ponoszą winę i to jest sprawiedliwość.