eres2
19.01.08, 15:15
prawdami różnymi?
Rzecz osobliwa: napastliwe komentarze, kontrowersje wokół wydanej
ostatnio pracy Grossa - „Strach”, mogą sprawiać wrażenie, że zawarte
w tej książce fakty są dla wielu całkowitym zaskoczeniem. Pomyśleć
by można, że opisy zbrodni dokonanych na Żydach przez Polaków były
dotąd przemilczane. A przecież można je znaleźć w wielu
wcześniejszych publikacjach. Znaczną część spośród dramatycznych
faktów, tych samych, bądź podobnych do zawartych w książce Grossa,
czytelnik może znaleźć np. w wydanej w roku 2000 książce Marka Jana
Chodakiewicza „Żydzi i Polacy 1918-1955”. Ba, myślę, że przykładów
prześladowań Żydów jest w tej książce więcej niż w „Strachu”. Pisze
o nich także Marek Wierzbicki w książce „Polacy i Żydzi w zaborze
sowieckim” (wydana w r. 2001). Czyżby więc i obaj ci historycy
uczestniczyli w spisku pod hasłem „65 mld USD”?
Od lat śledzę wątki traktujące o sprawach naszych mniejszości
narodowych, a zwłaszcza dot. stosunków polsko-żydowskich, ale w
polemikach najczęściej to ja powoływałem się na prace owych polskich
historyków.
A może zdaniem niektórych o prześladowaniach Żydów przez ich nie-
żydowskich współobywateli nie powinni pisać historycy narodowości
żydowskiej, bo ten obszar najnowszej historii powinien być wyłącznie
w gestii historyków polskich?
Czy wobec tego np. o martyrologii polskich zesłańców także nie
powinni pisać polscy historycy, a wyłącznie radzieccy i rosyjscy?
Czyż nie powinno dziwić, że te same, bądź podobne fakty do tych z
książki „Strach” podane przez historyka polskiego, nie wywołały
najmniejszej polemiki, choćby na forach GW? Nie pamiętam też, żeby
którykolwiek z dyżurnych radiomaryjnych żydożerców wypowiadał się
krytycznie o książkach owych polskich historyków.
Aby nie być gołosłownym posłużę się dla przykładu kilkoma cytatami z
owych książek.
U Grossa: „Obszerny opis wymordowania Żydów w Szczebrzeszynie
zostawił autor jednego z najważniejszych dzienników okresu okupacji,
[...], doktor Zygmunt Klukowski. [...] W Szczebrzeszynie
wymordowanie Żydów zajęło z przerwami bez mała pięć miesięcy, od
maja do października 1942 roku. I cały czas odbywało się na widoku
miejscowej ludności, a często z jej udziałem. [...] (23 X) Tymczasem
w Szczebrzeszynie działało gestapo przy pomocy miejscowych
żandarmów, granatowych policjantów i przy czynnym udziale niektórych
obywateli miasta. Popisywał się też młody policjant z Sułowa,
Matysiak. Woźny Skórzak, nie mając karabinu ani rewolweru, siekierą
rąbał głowy wyciąganych z kryjówek Żydów. Inni cywile z amatorstwa
też gorliwie pomagali, wyszukiwali Żydów, pędzili ich do magistratu
lub na posterunek, bili, kopali itp..”
U Chodakiewicza: „Dnia 26 listopada 1942 roku doktor Zygmunt
Klukowski, działacz Stronnictwa Narodowego ze Szczebrzeszyna, z
przerażeniem zanotował w swoim pamiętniku: >>Wśród „bandytów” jest
sporo Żydów. Chłopi w obawie prze represjami wyłapują Żydów po
wsiach i przywożą do miasta, albo nieraz wprost na miejscu zabijają.
W ogóle w stosunku do Żydów zapanowało jakieś dziwne zezwierzęcenie.
Jakaś psychoza opanowała ludzi, którzy za przykładem Niemców często
nie widzą w Żydzie człowieka, lecz uważają go za jakieś szkodliwe
zwierzę, które należy tępić wszelkimi sposobami, podobnie, jak
wściekłe psy, szczury i tak dalej.<<”
U Grossa: Relacje Karolci Sepetowej, byłej służącej żydowskiej
rodziny Hochheiserów, która uratowała od zagłady dwoje dzieci tej
rodziny: „Ciężkie było to życie, trzeba wierzyć, że tylko cud te
dzieci uratował. Z początku dzieci wychodziły poza chałupę, ale gdy
stosunki się pogorszyły, musiałam ukrywać je w domu. Ale i to nie
pomagało. Ludność nasza wiedziała, że ukrywam dzieci żydowskie, i
rozpoczęły się szykany i groźby ze wszystkich stron, żeby dzieci
wydać gestapo, bo przecież to grozi spaleniem całej wsi,
wymordowaniem itd.. [...]Bardziej natarczywych i agresywnych
uspokajałam jakimś upominkiem, względnie przekupywałam. [...] SS-
mani ciągle węszyli i znowu zaczęły się awantury, aż pewnego dnia
mieszkańcy oświadczyli, że musimy dzieci usunąć ze świata, i ułożyli
plan, aby dzieci zaprowadzić do stodoły i tam we śnie główki
siekierą odrąbać. Chodziłam jak opętana. [...] Co tu robić? Co
robić? Biedne, nieszczęśliwe dzieci wiedziały o wszystkim i przed
udaniem się do snumówiły do nas ‘Karolciu, jeszcze nas dzisiaj nie
zabijajcie. Jeszcze nie dziś”. Czułam, żedrętwieję, i postanowiłam,
że dzieci nie wydam za żadną cenę. Wsadziłam dzieci na wóz i
powiedziałam wszystkim, że wiozę je poza wieś, by je utopić.
Przejechałam całą wieś i i wszyscy widzieli i uwierzyli, i gdy
nadeszła noc, przyjechałam z dziećmi z powrotem. [...]”.
U Chodakiewicza: „W październiku 1942 roku Krystyna Sulowska,
mieszkanka Zakrzówka, przyjęła od Chaima Gliksztejna jego córeczkę i
obiecała przechować ją za sowitą opłatą. Niestety, Sulowska
natychmiast wydała niemowlaka żandarmom, aby nie mieć kłopotów.”
„[...] W Batorzu niejaki Z.W., przedwojenny komunista, dostarczał
żywność Żydom ukrywającym się w lesie o nazwie ‘Przepaście’.
Dostarczał im tę żywność do tego czasu, dokąd mieli go czym sowicie
opłacać. Gdy Żydom zabrakło opłaty, zawiadomił Niemców. Żandarmeria
niemiecka wywlokła z ‘Przepaści’ 83 Żydów, głównie kobiety i dzieci,
i rozstrzelała ich opodal cmentarza grzebalnego, obok ‘Sowiej Góry’.”
„[...] 12 lipca 1942 roku podczas akcji deportacyjnej w Józefowie,
powiat Biłgoraj, Polacy pomagali żandarmerii niemieckiej wyciągać
Żydów z ich mieszkań oraz wskazywali żydowskie kryjówki w
ziemiankach w ogrodach i w skrytkach w domach. Nawet po zaprzestaniu
przez Niemcówposzukiwań Polacy dalej przyprowadzali pojedynczych
Żydów na rynek przez całe popołudnie. Wchodzili do żydowskich domówi
zaczynali je grabić natychmiast po tym, jak zabierano Żydów na
rozstrzelanie; okradali trupy żydowskie tuż po zakończeniu
rozstrzeliwania.”