Dodaj do ulubionych

POLACY - MORDERCY w FILMIE

IP: *.nas.one.net.au 25.05.01, 20:12
Świadkowie
Obejrzałem w telewizji film Agnieszki Arnold pt. "Sąsiedzi". Wstrząsający.
Ale - wyznam - wstrząsnąłby mną bardziej, gdybym nie odnajdywał w nim co chwila
jawnej manipulacji.

Pierwszą manipulacją jest to, iż we wstępnej rozmowie autorka określiła go jako
film "o pamięci". Jeżeli miałby być to film o pamięci, musiałoby w nim znaleźć
się to, co rozmówca zapamiętał - i co uważa za ważne. Nie to, co za ważne uważa
pani Arnold - a właśnie on, bo to jego pamięć, a nie pamięć reżysera jest
ważna.
A faktycznie jest to film o Polakach-mordercach, takich, jakich pani Arnold
odnalazła i chciałaby możliwie ostro wyeksponować. Nie licząc się z tym, że
widz nie umie skojarzyć, czy ten rów z ludzkimi kośćmi leży pod Jedwabnem,
Radziłowem czy Wąsoszą? Kto stoi za mordercami i jaki jest rzeczywisty powód
tego potwornego zabójstwa? Mordowali Polacy i tylko Polacy, niech to widzom
wystarczy, niech z taką wiedzą wyjdą po obejrzeniu tego, co miała do
zaoferowania.
A ma naprawdę zaledwie kilku świadków mówiących o zdarzeniach mających miejsce
w trzech spornych miejscowościach. Jakby innych nie było. A są. Spotkał się z
nią w siedzibie IPN Stefan Boczkowski, także świadek. I to świadek niezwykle
ważny, gdyż taki, który widział podpalenie stodoły w Jedwabnem, a właściwie na
skraju miasteczka. Twierdzi, iż widział podpalających ją Niemców. A więc nie
jest świadkiem "właściwym". Cóż więc czyni pani Arnold? Proponuje mu, aby jej
opowiedział o stosunkach polsko-żydowskich przed wojną, kiedy był chłopcem - za
młodym, aby ówczesną sytuację ocenić, ba, zrozumieć. Ale jako świadek, jeden z
nielicznych - jej nie obchodzi: ma inteligencką twarz, podobnie jak owi Żydzi z
Jedwabnego. Może mógłby coś "po żydowsku" zaśpiewać, tak jak jeden z nich
śpiewa po polsku, może byłby partnerem reżysera? Ale potrzebni są albo
świadkowie polskiej zbrodni, albo jeszcze lepiej - zbrodniarze.
Pokazano nam fragment opowieści Genowefy Malczyńskiej, zresztą bez podania
nazwiska. Opowiada o tym, jak ją wraz z matką i rodzeństwem wywożono w głąb
ZSRR. Mówi, że do mieszkania weszło dwóch enkawudystów, a dwóch miejscowych
Żydów pozostało w ogrodzie, na zewnątrz. A potem - już jedynie jazda wozem do
miejsca, w którym czekać na nich będą wagony kolejowe. Tymczasem pani
Malczyńska nie to ma do przekazania, nie to najlepiej zapamiętała - i na pewno
opowiedziała, tak jak opowiedziała mnie i co najmniej kilku jeszcze osobom.
Zacytuję fragment tej złożonej mi relacji. "Rodzeństwo wybuchnęło płaczem.
Żołnierz (NKWD - "TS") był łagodnie usposobiony i powiedział do matki: - Wy,
chaziajka nie płaczcie. Matka zaczęła rozmowę z żołnierzem, zapytała, skąd
jest, odpowiedział, że z Moskwy. Spytała: - To skąd wiecie kogo macie
aresztować? Na to żołnierz odpowiedział: - My s saboj sabak nie priwiezli - to
waszy jewreji".
Ale już ta prawda i ten element pamięci pani Genowefy nie zainteresował jej
interlokutorki, to zostało wycięte, wyeliminowane. Po prostu nie pasowało do
ideowego zamysłu, wybiegało poza treści zakwalifikowane do wyemitowania.
Podobnie jest w rozmowie z Laudańskimi. Kiedy, bodaj Kazimierz, mówi, że
aresztowano ich ojca, następuje natychmiast cięcie. A sądzę, że w tym właśnie
punkcie rozmówca miał dość dużo do powiedzenia, że wiele zapamiętał i wiele
chciał przekazać pani reżyser. Ojca jego aresztowano już w październiku 1939
jako jednego z pierwszych. Przesiedział w więzieniu w Łomży niemal dwa lata.
Wyszedł z niego na pół ślepy i ze "słabością" w nogach, ledwie chodził. Już 22
czerwca "wyzwolili" go Niemcy, a napotkany chłop z jednej okolicznych wsi
odwiózł furmanką do domu. To właśnie owa słabość nóg i niemalże ślepota były
najbardziej przemawiającym, tak dla prokuratora, jak i dla sądu, argumentem, że
nie mógł wziąć czynnego udziału w mordzie na swych sąsiadach. Został
uniewinniony, podczas gdy obaj jego synowie otrzymali długoletnie wyroki. Może
więc syn najstarszy chciałby coś o nim powiedzieć, "coś zapamiętał". Ale
autorkę filmu o ludzkiej pamięci zupełnie nie interesowała taka pamięć,
ważniejsze były jakieś mało zrozumiałe opowieści o stosunkach przed wojną, tak
cięte, że, dalipan, trudno było coś wyrozumieć.
A ksiądz Edward Orłowski i sprawa księdza Kemblińskiego, który tylko "stał w
bramie kościoła"? Musiał wszak ks. Orłowski opowiedzieć pani reżyser o tym, co
jemu z kolei opowiadał ówczesny wikary i administrator parafii, a po wojnie
proboszcz przez te trzy lata, w których ks. Edward pełnił w Jedwabnem funkcję
wikarego. Otóż ks. Józef Kembliński nie "stał", ale poszedł na posterunek
żandarmerii w Jedwabnem. Poszedł, aby interweniować wobec tego, co się
zaczynało dziać w miasteczku. Ale na tym posterunku rządził już od pewnego
czasu nie znany oficer żandarmerii, a jakiś inny, obcy. Na interwencję
wikarego, który dobrze znał język niemiecki, ryknął na niego dziko i zagroził
nie czym innym, a śmiercią. Cóż pozostało księdzu?
Oczywiście, mógł spłonąć razem ze swymi sąsiadami, ale takie "mógł" wypowiada
się najłatwiej, pijąc ranną kawusię, a nie gdy śmierć zagląda w oczy. Więc
tylko stanął w drzwiach, gdy z rynku wychodzili w ulicę Cmentarną - i może
błogosławił, może płakał... Tego się już nie dowiemy i tego nam nie powiedzą
odszukani w mieście świadkowie.
Natomiast film ma pewien niespodziewany walor. Otóż potwierdza, że późniejszy
Szmul Wasersztajn to przedwojenny i wojenny Stanisław Całko. Odpowiada
rysopisowi, który przedstawił pan Karwowski i parę innych osób, które zresztą
stykały się z nim także po wojnie, kiedy nosił to nowe nazwisko: pociągła
twarz, wielkie uszy, dość wysoki.
Tak więc owe manipulacje przeszkadzały mi w odbiorze filmu, przecież ważnego,
zupełnie niezależnie od tego, jakie zamiary miała autorka.
Drugą część oglądało się już bez większych oporów. Nie miała niczego "wykazać",
była bardziej humanitarna, spokojniejsza. Mówiła o ludziach uratowanych i
ludziach ratujących. Ładnie mówiła.
Ta część była nie mniej ważna - i jakaś inna. Trudno mi właściwie określić -
dlaczego?
I jestem ogromnie ciekaw, jak film ten przyjęli mieszkańcy Jedwabnego, w tym
także ci, którzy występowali przed kamerą. Oni najlepiej mogliby go ocenić.


TOMASZ STRZEMBOSZ

Obserwuj wątek
    • Gość: Wan Re: POLACY - MORDERCY w FILMIE IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.05.01, 22:38
      Kto stoi za mordercami i jaki jest rzeczywisty powód
      tego potwornego zabójstwa? - Pyta prof. Strzębosz.

      Samo pytanie sugeruje, że był powód dla którego można było
      wymordować całą społeczność i tego i innych miast i miasteczek
      Białostocczyzny.
      Jaki powód? Mówiąc w uproszczeniu - kilku Żydów (bynajmniej nie te
      kobiety i dzieci) spowodowało wywózkę kilkudziesięciu ludzi tego
      miasteczka.
      Panie profesorze, czy zdaje Pan sobie sprawę, że takie tezy są wyjątkowo
      niebezpieczne, uzasadniają bowiem dowolną zbrodnię na na dowolnej społeczności
      a nawet narodzie, również zbrodnie wobec milionów.
      Nie ma tłumaczenia i nie ma żadnego "ale". Oby nikt i nigdy, mający władzę
      gdzieś w krajach sąsiadujących, myślący tak jak ci ludzie i posługujący się
      takimi argumentami jak Pan (a nie ma nic wiecznego na tym świecie), nie
      przypomniał sobie, że Polacy gdzieś, może na Ukrainie, może w Rosji, może w
      Niemczech doprowadzili do śmierci albo wysiedlenia jakichś ludzi
      • Gość: Opty Re: POLACY - MORDERCY w FILMIE/ IP: 206.112.104.* 26.05.01, 00:31
        Gość portalu: Wan napisał(a):
        ///////////////////////////////
        Szanowny(a) Pani(e) Wan
        Jestem przecietnym zjadaczem chleba , na tej ziemi.
        Wnioskojac z powyzszej wypowiedzi, mam do czynienia z osoba uwazajaca sie za
        znawce zagadnienia "Mordecy w Jedwabnem" i nie tylko.
        Zostalo postawione pytanie wyjete z kontekstu;
        > Kto stoi za mordercami i jaki jest rzeczywisty powód
        > tego potwornego zabójstwa? - Pyta prof. Strzębosz.
        A oto analiza i stwierdzenie w formie odpowiedzi , na powyzsze pytanie;
        >
        > Samo pytanie sugeruje, że był powód dla którego można było
        > wymordować całą społeczność i tego i innych miast i miasteczek
        > Białostocczyzny.
        > Jaki powód? Mówiąc w uproszczeniu - kilku Żydów (bynajmniej nie te
        > kobiety i dzieci) spowodowało wywózkę kilkudziesięciu ludzi tego
        > miasteczka.
        > Panie profesorze, czy zdaje Pan sobie sprawę, że takie tezy są wyjątkowo
        > niebezpieczne, uzasadniają bowiem dowolną zbrodnię na na dowolnej społeczności
        > a nawet narodzie, również zbrodnie wobec milionów.
        > Nie ma tłumaczenia i nie ma żadnego "ale". Oby nikt i nigdy, mający władzę
        > gdzieś w krajach sąsiadujących, myślący tak jak ci ludzie i posługujący się
        > takimi argumentami jak Pan (a nie ma nic wiecznego na tym świecie), nie
        > przypomniał sobie, że Polacy gdzieś, może na Ukrainie, może w Rosji, może w
        > Niemczech doprowadzili do śmierci albo wysiedlenia jakichś ludzi


        ...............................
        Ja osobiscie mam rowniez pytani.
        Jaki byl powod, i kto stal za Mordercami, w mordowaniu bezbronnych ludzi?

        To tez sa fakty, spisane w ksiazce(ale innej).

        Czy jest na to jakas odpowiedz, czy akurat ten przypadek kwalifikoje sie pod
        inny mord, gdyz zostal wykonany REKOMA PRZEDSTAWICIELI INNEJ GRUPY
        NARODOWOSCIOWEJ??

        Nastepne pytanie;
        Jaka jest roznica , pomiedzy ksiazka J.T.Grossa"Swiadkowie" a ksiazka
        J.Sack'a"Oko za Oko??
        Czyzby w jednej, opisane byly faky mordowania bezbronnych ludzi.
        A w drugiej, odstrzal zwiezyny lownej.
        Czemu jedna ksiazka, rozprowadzana jest masowo w kazde dostepne miejsce na ziemi.
        A ta nastepna, przemilczana i blokowana w kolportacji.
        Czyzbyby, prawda historyczna zawarta byla tylko w tej pierwszejksiazce, aw tej
        drugiej, pomowienia i bluznierstwa przeciwko porzadnym ludziom(ale ani wladze
        Polski ani USA , nie umiescily tej ksiazki na liscie ANTY??????).
        Jesli nie zna Pan(i) tresci tej drugiej ksiazki(ja znam obydwie), to polecam
        uwadze.
        Przepraszam za klopotliwe pytania, ale, albo szukamy Prawdy, albo Manipulojemy
        Historia.
        Z wyrazami szacunku, Optymista
        Podaje informacje ponizej

        John Sack
        Oko za oko - przemilczana historia Żydów, którzy w 1945 r. mścili się na
        Niemcach
        wydawnictwo: Apus, 1995

        ISBN: 83-903689-5-1
        liczba stron: 390
        wymiary: 150 x 210 mm
        --------------------------------------------------------------------------------

        Jest to wstrząsająca relacja o wypadkach mających miejsce po zakończeniu drugiej
        wojny światowej na Śląsku. Autor opisuje historię życia Loli, Żydówki-więźniarki
        obozu w Oświęcimiu, która po wyzwoleniu zostaje komendantem więzienia w
        Gliwicach, Pinka-jej towarzysza dzieciństwa, który zostaje naczelnikiem UB na
        obszar Śląska, oraz Szlomo-komendanta obozu dla Niemców w Świętochłowicach.

        --------------------------------------------------------------------------------
      • Gość: kruk Re: POLACY - MORDERCY w FILMIE IP: *.nas.one.net.au 26.05.01, 09:33
        Gość portalu: Wan napisał(a):

        > Kto stoi za mordercami i jaki jest rzeczywisty powód
        > tego potwornego zabójstwa? - Pyta prof. Strzębosz.
        >
        > Samo pytanie sugeruje, że był powód dla którego można było
        > wymordować całą społeczność i tego i innych miast i miasteczek
        > Białostocczyzny.

        Sugeruje PAn, ze nie bylo powodu ? Nieslyszalem jeszcz o czyms podobnym.
        Kazde dzialanie ma jakas przyczyne, do cholery !
        I na tym forum wiele osob chcialoby wiedziec jaka byla przyczyna tej tragedii.

        > Jaki powód? Mówiąc w uproszczeniu - kilku Żydów (bynajmniej nie te
        > kobiety i dzieci) spowodowało wywózkę kilkudziesięciu ludzi tego
        > miasteczka.

        Czyli jednak byl powod, a ze haniebny, to trzeba nazywac rzeczy po imieniu.
        Zemsta na niewinnych ludziach. Bardzo prawdopodobne. I bardzo haniebne.
        Ale o tym ze BYLI Zydzi wspolpracujacy z NKWD tez trzeba jasno powiedziec.
        Chyba ze czyta sie tylko Grossa.

        > Panie profesorze, czy zdaje Pan sobie sprawę, że takie tezy są wyjątkowo
        > niebezpieczne, uzasadniają bowiem dowolną zbrodnię na na dowolnej społeczności
        > a nawet narodzie, również zbrodnie wobec milionów.

        Nonsens. Zadna teza Strzembosza nie uzasadnia zbrodni !!!!!
        CZy PAn oszalal ???? Mozemy chyba dociekac co spowodowalo, ze jedni ludzie
        zabili drugich ??? POnadto, kto za tym stal to chyba jasne , ze Niemcy to
        umozliwili, a na ile brali w tym bezposredni udzial ??? sa sprzeczne zeznania
        swiadkow.
        I nie ma powodu by wierzyc TYLKO jednej stronie. Lub robic filmy propagandowe.
        Film jako narzedzie propagandy - to juz sowieci i hitlerowcy podniesli do wyzyn.
        Jesli sie robi film pokazujacy tylko jedna strone medalu to jest to manipulacja
        i Strzembosz ma w tej sprawie racje. Latwo znalezc w internecie zeznania
        swiadkow potwierdzajacych inspiracje Niemcow i ich mniejsza lub wieksza obecniosc
        podczas zbrodni w Jedwabnem. Oczywiscie,sprzecznosc zeznan swiadkow moze sie
        przyczynic, ze nigdy nie poznamy tzw.prawdy. POzdrawiam

        > Nie ma tłumaczenia i nie ma żadnego "ale". Oby nikt i nigdy, mający władzę
        > gdzieś w krajach sąsiadujących, myślący tak jak ci ludzie i posługujący się
        > takimi argumentami jak Pan (a nie ma nic wiecznego na tym świecie), nie
        > przypomniał sobie, że Polacy gdzieś, może na Ukrainie, może w Rosji, może w
        > Niemczech doprowadzili do śmierci albo wysiedlenia jakichś ludzi

        • Gość: Wan Re: POLACY - MORDERCY w FILMIE IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.05.01, 02:00
          Myśli powinny być formułowane tak, by wszyscy rozumieli je jednoznacznie.
          Ja treść Pana wypowiedzi rozumiem tak, jak znaczna część (choć nie wszyscy)
          uczestnicy dyskusji na tym forum. Została ona zbudowana według schematu:
          była zbrodnia, była i kara. Co prawda, kara była niewspółmierna do zbrodni,
          ale istnienie zbrodni stanowiło znakomitą okoliczność łagodzącą. W każdym
          razie zaś obie strony mają głębokie powody do wstydu. Wywód mający
          to uzasadnić, w moim przekonaniu, jest przejrzysty - zawiera tezę i dowód.
          Teza została postawiona w pytaniu cytowanym w moim pierwszym poście na
          początku. Dowód zmierza do pokazania, że:
          1) świadkowie oskarżenia nie koniecznie są wiarygodni,
          2) liczba ofiar może być mniejsza,
          3) w nie należytym stopniu brane są pod uwagę zeznania świadków obrony,
          4) oskarżeni działali "w afekcie",
          5) oskarżeni byli inspirowani przez kogoś z zewnątrz,
          6) oskarżający działają w złej wierze - przyświecają im inne intencje, niż tylko
          chęć odkrycia prawdy.
          Czy nie mam racji?
          Pański problem polega na tym, że Pan (a może nie Pan, tylko Pańscy apologeci)
          rozciąga niewątpliwą prawdziwość niektórych z tych punktów (być może: 1,2,5)
          na wszystkie, i zakłada, że wynika z nich teza - a nie wynika.
          Nie wynika, bo nawet gdyby wszystkie te punkty były prawdziwe, to, jak
          powiedzial ktoś na tym forum, mord na niewinnych jest mordem, i nic nie może
          go usprawiedliwić, podobnie jak zastosowanie odpowiedzialności wobec całej
          społeczności
          za przewinienia jednostek. Jednak jeżeli teza miałaby być dowiedziona, to
          zachowanie uczciwości badawczej, każe powiedzieć również to, co sprawiło, że
          wśród Żydów (również wśród Żydów!!!) znaleźli się tacy, którzy wydali swoich
          (niektórych) sąsiadów Polaków. Sam Pan przecież stwierdził, że "Każde działanie
          ma jakąś przyczynę". W końcu przyczyny tego mordu z pewnością były bardziej
          złożone i sięgały głęboko w przeszłość. Podobnie jak pogrom kielecki to nie
          tylko reakcja na jedną plotkę (byłoby to samo w sobie przerażające).

          Wracając do filmu to z Pana relacji wnioskuję (nie oglądałem go), że film
          dotyczył jedynie samego mordu i nie próbował wyjaśniać niezwykle złożonego
          kontekstu sprawy. Jest to chyba konwencja do przyjęcia.

          Na koniec jeszcze dwie rzeczy:
          1)Dyskusja w tym wątku jest pewnym dowodem na to, jak są odbierane Pańskie
          argumenty. Ludzie interpretują to tak: nic nie jest pewne, nie jest pewne,
          że to tylko Polacy, że to w ogóle Polacy, że to wielu z nich (może to mała
          grupa). W ogóle nic nie jest pewne. Dodam tu, że pewne jest jednak, że ponad
          tysiąc ludzi zostało wymordowanych - przynajmniej tego się nie kwestionuje.
          Jest to oczywsita reakcja obronna. A przecież nie o to chodzi. Nikt nie
          zarzuca Polakom (jako całej zbiorowości) czynnego współudziału w Holocauscie.
          Oczywiście zarzuca się bierność, ale tylko tyle. Było wielu takich, którzy
          ratowali, choć byli też tacy, którzy mordowali - Jedwabne jest tego przykładem.
          2)Słowa "CZy PAn oszalal ????" składam na karb Pana chwilowej niedyspozycji.
          Nie prowadzę dyskusji na takim poziomie.
          • Gość: kruk Re: POLACY - MORDERCY w FILMIE IP: *.nas.one.net.au 27.05.01, 07:33
            Gość portalu: Wan napisał(a):

            > Myśli powinny być formułowane tak, by wszyscy rozumieli je jednoznacznie.
            > Ja treść Pana wypowiedzi rozumiem tak, jak znaczna część (choć nie wszyscy)
            > uczestnicy dyskusji na tym forum. Została ona zbudowana według schematu:
            > była zbrodnia, była i kara. Co prawda, kara była niewspółmierna do zbrodni,
            > ale istnienie zbrodni stanowiło znakomitą okoliczność łagodzącą. W każdym
            > razie zaś obie strony mają głębokie powody do wstydu. Wywód mający
            > to uzasadnić, w moim przekonaniu, jest przejrzysty - zawiera tezę i dowód.
            > Teza została postawiona w pytaniu cytowanym w moim pierwszym poście na
            > początku. Dowód zmierza do pokazania, że:
            > 1) świadkowie oskarżenia nie koniecznie są wiarygodni,
            > 2) liczba ofiar może być mniejsza,
            > 3) w nie należytym stopniu brane są pod uwagę zeznania świadków obrony,
            > 4) oskarżeni działali "w afekcie",
            > 5) oskarżeni byli inspirowani przez kogoś z zewnątrz,
            > 6) oskarżający działają w złej wierze - przyświecają im inne intencje, niż tylk
            > o
            > chęć odkrycia prawdy.
            > Czy nie mam racji?

            Po pierwsze zacytowalem tekst Tomasza Strzembosza bez wlasnego komentarza
            oczekujac,ze wywola on jakas dyskusje jako punkt wyjsciowy. Po drugie
            dla mnie ten tekst dotyczy manipulacji w filmie, a nie udowadniania czy tez
            usprawiedliwiania zbrodni w Jedwabnem. Stad nieporozumienie. Jezeli robi sie film
            dokumentalny o zbrodni to nie musi byc chyba jednostronny. Jezeli w filmie
            nie ma nic o tym co zapisal Pan w podpunktach to jest to chyba manipulacja ?

            > Pański problem polega na tym, że Pan (a może nie Pan, tylko Pańscy apologeci)
            > rozciąga niewątpliwą prawdziwość niektórych z tych punktów (być może: 1,2,5)
            > na wszystkie, i zakłada, że wynika z nich teza - a nie wynika.
            > Nie wynika, bo nawet gdyby wszystkie te punkty były prawdziwe, to, jak
            > powiedzial ktoś na tym forum, mord na niewinnych jest mordem, i nic nie może
            > go usprawiedliwić, podobnie jak zastosowanie odpowiedzialności wobec całej
            > społeczności
            > za przewinienia jednostek.

            Alez oczywiscie, ze mord jest zawsze mordem i nic go nie moze usprawiedliwic.
            Prosze mi jasno napisac gdzie i kto usprawiedliwia ten mord ?
            Tutaj pojawia sie PAnski blad - krytyke manipulacji filmu dokumentalnego
            uznaje pan za probe usprawiedliwienia mordercow. Prosze PAna mordercow nic
            nigdy nie usprawiedliwi, nawet jak ktos nakreci film pokazujacy tylko swiadkow
            ktorzy widzieli tam Niemcow kierujacych zbrodnia i bioracych w niej udzial.


            Jednak jeżeli teza miałaby być dowiedziona, to
            > zachowanie uczciwości badawczej, każe powiedzieć również to, co sprawiło, że
            > wśród Żydów (również wśród Żydów!!!) znaleźli się tacy, którzy wydali swoich
            > (niektórych) sąsiadów Polaków. Sam Pan przecież stwierdził, że "Każde działanie
            >
            > ma jakąś przyczynę". W końcu przyczyny tego mordu z pewnością były bardziej
            > złożone i sięgały głęboko w przeszłość. Podobnie jak pogrom kielecki to nie
            > tylko reakcja na jedną plotkę (byłoby to samo w sobie przerażające).
            >
            > Wracając do filmu to z Pana relacji wnioskuję (nie oglądałem go), że film
            > dotyczył jedynie samego mordu i nie próbował wyjaśniać niezwykle złożonego
            > kontekstu sprawy. Jest to chyba konwencja do przyjęcia.

            Niezupelnie. JAk sie kreci film dokumentalny o zbrodni to powinno sie posiadac
            zdolnosc do dotarcia do roznych swiadkow. Ale tutaj poszukiwano tylko swiadkow
            majacych udowodnic z gory zalozona teze.
            >
            > Na koniec jeszcze dwie rzeczy:
            > 1)Dyskusja w tym wątku jest pewnym dowodem na to, jak są odbierane Pańskie
            > argumenty. Ludzie interpretują to tak: nic nie jest pewne, nie jest pewne,
            > że to tylko Polacy, że to w ogóle Polacy, że to wielu z nich (może to mała
            > grupa). W ogóle nic nie jest pewne. Dodam tu, że pewne jest jednak, że ponad
            > tysiąc ludzi zostało wymordowanych - przynajmniej tego się nie kwestionuje.

            Prosze PAna jezeli PAn ma pewnosc jak to naprawde wygladalo wobec sprzecznych ze
            soba zeznan swiadkow to jest to godne podziwu. Nigdzie nie podwazalem ze Polacy
            nie brali udzialu w zbrodni. Nie zajmuje sie tez licytacja czy zrobilo to
            20% mieszkancow czy 95%. Tym ilu ludzi zostalo wymordowanych tez sie nie zajmuje
            w przeciwienstwie do Pana.

            > Jest to oczywsita reakcja obronna.

            Nie czuje sie zaatakowany. Staram sie miec do tego stosunek neutralny, dlatego to
            nie pasuje ekstremistom z obu stron. Obydwie strony uwazaja ze swiadkowie strony
            przeciwnej klamia i tylko ich swiadkowie mowia prawde. Dlaczego mam stac po
            jednej z tych stron ?

            A przecież nie o to chodzi. Nikt nie
            > zarzuca Polakom (jako całej zbiorowości) czynnego współudziału w Holocauscie.
            > Oczywiście zarzuca się bierność, ale tylko tyle. Było wielu takich, którzy
            > ratowali, choć byli też tacy, którzy mordowali - Jedwabne jest tego przykładem.
            > 2)Słowa "CZy PAn oszalal ????" składam na karb Pana chwilowej niedyspozycji.
            > Nie prowadzę dyskusji na takim poziomie.

      • Gość: Wojtek Re: POLACY - MORDERCY w FILMIE IP: 195.129.35.* 26.05.01, 14:12
        Ma Pan racje, ze o takich sprawach nalezy pisac z rozwaga. Ale w jeszcze gorszy
        sposob pisze "swiadkowie" mordu w Jedwabnem. Poza tym idac sladem Panskiego
        myslenia, mozna by sie zaczac interesowac konstelacja liter. Zaczac je czytac
        od konca na ukos, i w koncu moze daloby sie znalezc cos jeszcze gorszego.

        Rozwaga w osadzaniu powinna obowiazywac dwie strony.

        Prosze mi napisac, jak by Pan zareagowal, gdybym pana widzial w poblizu miejsca
        kradziezy a pozniej mowil ze widzialem Pana jak Pan kradl. Nastepnie zaczal bym
        zbierac dowody. Moze rzeczywiscie byl Pan tym zlodziejem a moze Pan tylko
        przechodzil. Jednak oskarzenie utkwilo przed rozpoczeciem zbierania dowodow.

        Nie sadzi Pan, ze najpierw powinienem zebrac dowody a pozniej zaczac oskarzac?
        Ze nie majac dowodow mozna sie mylic? A gdy ktos oskarza ale sie myli - to
        nawet gdy pozniej przeprosi to to juz nie jest to samo? Ze takie oskarzenia
        wywoluja najpierw nienawisc obu stron, ktora pozniej jest coraz gorzej zaleczyc?

        Tak naprawde to na tragedii tych wszystkich ludzi w trakcie II Wojny Swiatowej,
        teraz robi sie pieniadze. Nie liczy sie wyjawienie prawdy - liczy sie ile mozna
        za to wyciagnac.
    • Gość: Artysta Re: POLACY - MORDERCY w FILMIE IP: *.chello.pl 26.05.01, 14:42
      W liście kruka jest między innymi fragment :

      Świadkowie
      Obejrzałem w telewizji film Agnieszki Arnold pt. "Sąsiedzi". Wstrząsający.
      Ale - wyznam - wstrząsnąłby mną bardziej, gdybym nie odnajdywał w nim co chwila
      jawnej manipulacji.

      Pierwszą manipulacją jest to, iż we wstępnej rozmowie autorka określiła go jako
      film "o pamięci". Jeżeli miałby być to film o pamięci, musiałoby w nim znaleźć
      się to, co rozmówca zapamiętał - i co uważa za ważne. Nie to, co za ważne uważa
      pani Arnold - a właśnie on, bo to jego pamięć, a nie pamięć reżysera jest
      ważna.
      A faktycznie jest to film o Polakach-mordercach, takich, jakich pani Arnold
      odnalazła i chciałaby możliwie ostro wyeksponować. Nie licząc się z tym, że
      widz nie umie skojarzyć, czy ten rów z ludzkimi kośćmi leży pod Jedwabnem,
      Radziłowem czy Wąsoszą? Kto stoi za mordercami i jaki jest rzeczywisty powód
      tego potwornego zabójstwa? Mordowali Polacy i tylko Polacy, niech to widzom
      wystarczy, niech z taką wiedzą wyjdą po obejrzeniu tego, co miała do
      zaoferowania.
      A ma naprawdę zaledwie kilku świadków mówiących o zdarzeniach mających miejsce
      w trzech spornych miejscowościach. Jakby innych nie było. A są. Spotkał się z
      nią w siedzibie IPN Stefan Boczkowski, także świadek. I to świadek niezwykle
      ważny, gdyż taki, który widział podpalenie stodoły w Jedwabnem, a właściwie na
      skraju miasteczka. Twierdzi, iż widział podpalających ją Niemców. A więc nie
      jest świadkiem "właściwym". Cóż więc czyni pani Arnold? Proponuje mu, aby jej
      opowiedział o stosunkach polsko-żydowskich przed wojną, kiedy był chłopcem - za
      młodym, aby ówczesną sytuację ocenić, ba, zrozumieć. Ale jako świadek, jeden z
      nielicznych - jej nie obchodzi: ma inteligencką twarz, podobnie jak owi Żydzi z
      Jedwabnego.
      itd.

      Ja dostrzegłem te i jeszcze inne manipulacje pani Arnold. Miał to być film
      dokumentalny. Tak zostały zaszufladkowane w TV wydane pieniądze. Co
      otrzymaliśmy w zamian? Niestrawną, tendencyjną papkę na miarę satyrycznych
      papek różnych artystów kabaretowych. Jedwabne to jednak nie kabaret. Trochę
      więcej szacunku dla tych którzy tam cierpieli. Agitka pani Arnold nie pokazuje
      tegoż szacunku. Dla niej jest to "kabaret", kpiny z tragedii ludzkiej. Jest to
      jednocześnie podsycanie ognia antyżydowskiego (antysemityzm to jednak szersze
      pojęcie).
      Może ktoś mi wyjaśni, o co ONYM chodzi?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka