semperignotus
21.06.08, 10:37
Krucjata za nasze pieniądze
Wzywamy polityków do zbadania działalności IPN
Instytut Pamięci Narodowej pełni od kilku lat szkodliwą i złowrogą rolę w
życiu publicznym Polski. Za potężne pieniądze publiczne firma kierowana dziś
przez Janusza Kurtykę uprawia polityczne gangsterstwo. Czaru goryczy dopełniła
ostatnia nagonka na Lecha Wałęsę.
Lista grzechów, a raczej win IPN jest długa. Powołany do życia w 1999 r., miał
służyć jako instytucja badająca najnowszą historię Polski i w uzasadnionych
przypadkach zajmująca się ściganiem zbrodni przeciwko narodowi polskiemu.
Bardzo szybko przekształcił się jednak w rodzaj policji
polityczno-ideologicznej nacjonalistycznej prawicy i służy głównie zwalczaniu
jej przeciwników politycznych. Taką rolę IPN pełni zwłaszcza od 2006 r., czyli
od chwili, gdy z nadania braci Kaczyńskich funkcję jego prezesa objął Janusz
Kurtyka.
Ponura sława IPN objawiła się po raz pierwszy jeszcze za prezesury profesora
Leona Kieresa, kiedy to Bronisław Wildstein wyniósł z gmachu przy ulicy
Towarowej listę nazwisk znajdujących się w zasobach archiwalnych tej
instytucji. Lista zyskała niechlubną sławę jako tzw. lista Wildsteina.
Wywołało to falę dramatycznych emocji społecznych i reakcji osób, których
nazwiska znalazły się na tej liście, a które nie miały możliwości wyjaśnienia
i ewentualnej obrony swoich racji.
Od tego czasu IPN stał się źródłem nieustających „przecieków” i tzw. dzikiej
lustracji. W trudnej sytuacji, bez możliwości szybkiej obrony znalazło się
m.in. spore grono znanych publicznie osób, których dobre imię zostało
wystawione na szwank i które – na domiar złego – pozbawione były szybkiej
możliwości ewentualnego oczyszczenia się. Wśród takich osób znalazł się m.in.
słynny językoznawca, profesor Jan Miodek, którego sąd oczyścił z zarzutów
wysuniętych przez publicystę Grzegorza Brauna, fanatycznego lustratora
posługującego się zasobami archiwum IPN. Ofiarą lustracji padło także szereg
osób zmarłych, w tym przedstawicieli świata kultury, których „zlustrowano” na
łamach prawicowych gazet i tygodników, a także w telewizji publicznej, m.in. w
ramach programu „Errata do biografii”. Część tych osób napiętnowano trwale nie
tylko dlatego, że one już nie żyją, ale także dlatego, że nie żyje nikt, kto
mógłby w ich imieniu upomnieć się o ich dobre imię.
Swoją złowrogą rolę IPN objawił w sposób szczególny w ubiegłym roku, przy
okazji próby dokonania lustracji objętych ustawą grup zawodowych. Perfidia tej
ustawy, przygotowanej przez PiS, polegała przede wszystkim na tym, że
obowiązek złożenia oświadczenia lustracyjnego w IPN, za pośrednictwem zakładu
pracy, nie był połączony z prawem do informacji, czy ewentualne dokumenty
dotyczące danej osoby znajdują się w zasobach tej instytucji. Oznaczało to
obowiązek składania oświadczenia w ciemno, z ryzykiem nawet mimowolnego
„kłamstwa lustracyjnego”. Trybunał Konstytucyjny zakwestionował wiele zapisów
tej ustawy w maju 2007 r.
Instytut Pamięci Narodowej jest potężną, „bizantyjską” instytucją o
rozgałęzionej strukturze, bardzo licznej kadrze, dysponującą ogromnym
budżetem, a w związku z tym także komfortowymi warunkami pracy, wysokimi
wynagrodzeniami, głównie dla historyków i prokuratorów. Imponuje też
rozmiarami swoich gmachów rozsianych po całym kraju, z 12-piętrowym wieżowcem
przy ulicy Towarowej oraz dwoma piętrami wieżowca Warsaw Trade Tower przy
ulicy Chłodnej – w centrum Warszawy – na czele. W samej tylko stolicy IPN
dysponuje siedmioma gmachami. Posiada też 10 oddziałów w całym kraju, w
miastach będących siedzibami prokuratur apelacyjnych. W kolejnych siedmiu
miastach istnieją delegatury oddziałów IPN. Bez przesady można więc
powiedzieć, że cała Polska opleciona jest siecią, pajęczyną IPN. Osobnym
fenomen jest kadra Instytutu. Rekrutuje się ona w dużej części z młodych
historyków o radykalnych, skrajnie prawicowych, fanatycznych, wrogich
wszelkiej lewicy poglądach. W doborze IPN-owskiej kadry nawet nie próbowano
pozorować zachowywania jakiejkolwiek neutralności ideologicznej lub
przynajmniej proporcji między historykami reprezentującymi różne sympatie i
tradycje ideowe. Składa się ona w przeważającej części z ludzi pokroju Jana
Żaryna czy Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza, osób o skrajnych
poglądach politycznych, które za wysokie wynagrodzenia z budżetu państwa sieją
nienawiść i uprawiają polityczne lincze za pomocą grania teczkami.
Najwyższy czas, aby odpowiedzialni politycy poważnie rozważyli powołanie
specjalnej parlamentarnej komisji śledczej do zbadania działalności Instytutu
Pamięci Narodowej, instytucji dotąd bezkarnej, bezdusznej, bogatej i
bezczelnej, a do tego uprawiającej szkodnictwo za publiczne pieniądze, w
interesie jednej tylko opcji politycznej.
(*)KRZYSZTOF LUBCZYŃSKI
<<powrót