Gość: Miron
IP: 209.234.166.*
22.10.03, 11:41
Wielu z Polakow z pewnoscia nie ma ochoty przyjmowania
w swoich domach ksiezy chodzacych z koleda. Nie ma tez
narazac sie na nieprzyjemne starcie w drzwiach
wlasnego mieszkania z nieproszonym gosciem. Co
pozostaje osobie, ktora nie chce u siebie tzw. wizyty
duszpasterskiej, pod warunkiem, ze w ogole wie ze
wizytowanyjest dom w ktorym mieszka ? Osoba musi
udawac nieobecna, najlepiej przy zgaszonym swietle lub
wybyc z wlasnego mieszkania na czas wizyty. Pukajacemu
do drzwi ksiedzu towarzysza czesto ciekawscy sasiedzi
udzielajacy w dodatku informacji o delikwencie. Jezeli
delikwent ma nieszczescie mieszkac w zdewocialym
srodowisku naraza sie jego niemile komentarze i
sasiedzkie potepienie. Dla swietego spokoju wiec
wpuszcza,musi odpowiadac na ksieze pytania, a czasem
nawet zezwalac na gloszenie przez ksiedza nauk,
ktorych nie ma zamiaru wysluchiwac.Za to wszystko
starym polskim zwyczajem w dodatku placi. Nieproszona
wizyta jest wiec podwojnie nieprzyjemna.
Mysle, ze w wolnym panstwie te sprawy powinny byc
jakos uregulowane, a wizyty duszpasterskie odbywac sie
na wyrazne zyczenie zainteresowanych np. wg zapisow w
parafiach.