Gość: Informator
IP: 209.234.157.*
25.10.03, 16:36
Rozwody bez sądu!
Fragmenty artykułu
Polskie sądy, i tak przecież przeciążone, zawalone
są sprawami rozwodowymi. Sędziowie i ławnicy
dociekają, czy rzeczywiście nastąpił rozkład pożycia i
domagają się intymnych szczegółów. Czy nie dałoby się
tego przykrego widowiska w wielu przypadkach uniknąć,
rozwodzić się – zamiast w sądzie – w urzędzie stanu
cywilnego.
ANDRZEJ GOSZCZYŃSKI
Rozwód to wydarzenie dramatyczne i bolesne. Dodatkowo
stresujący jest sam tryb uzyskiwania orzeczenia. Nawet
wówczas, gdy dwoje dorosłych ludzi zgodnie składa
wniosek o rozwiązanie małżeństwa, sąd nie traktuje
tego oświadczenia do końca poważnie, musi go na swój
sposób zweryfikować.
W efekcie rozwieść się w Polsce nie jest łatwo, a
kulturalnie i spokojnie – prawie nie sposób. Państwo
broni trwałości małżeństwa, powołując się do znudzenia
na bliżej niezdefiniowane zasady współżycia
społecznego w kodeksie rodzinnym. Gdzieś w cieniu
pozostaje fakt, że gdy związek nie rokuje żadnych
nadziei na przyszłość, jedynym rozwiązaniem jest
rozwód. Mogłoby się przy tym wydawać, że wszyscy
zainteresowani wybierać będą taką jego formę, która
jest najmniej kłopotliwa, a zarazem w minimalnym
stopniu ingeruje w ich prywatność. Okazuje się jednak,
że rozwody, o które zgodnie występują oboje
małżonkowie odstępując od orzekania o winie, wcale nie
są regułą.
Polską normą są rozwody, podczas których przed sądem
wywlekane są najbardziej intymne strony
dotychczasowego pożycia i powoływani liczni świadkowie
mający dowieść wiarołomności drugiej strony. Zdaniem
adwokatów tylko w nielicznych przypadkach tłem takiej
strategii są względy finansowe, jako że małżonek
uznany za winnego rozpadu związku może zostać
zobowiązany do alimentowania dotychczasowego partnera,
o ile ten wskutek rozwodu znalazłby się w trudnej
sytuacji materialnej. Przede wszystkim chodzi o emocje
i chęć odwetu. Dla wielu osób, zwłaszcza kobiet,
sądowe uznanie winy partnera stanowi namiastkę
rekompensaty za poniesioną klęskę i daje poczucie
satysfakcji.
Uczciwość niewskazana
Jednak nawet wówczas, gdy oboje małżonkowie chcą prze
prowadzić rzecz pokojowo i możliwie bezboleśnie,
sprawa nie jest prosta. Najmniej rozsądne, co mogą
zrobić, to uczciwie zeznać przed sądem, że już się nie
kochają, nie rozumieją i chcą żyć oddzielnie. Taka
strategia prowadzi donikąd. Sąd z mocy prawa
zobowiązany jest zbadać, czy związek rzeczywiście
uległ rozpadowi i to w trzech wymiarach: duchowym,
materialnym i fizycznym.
– Postanowiliśmy z żoną wziąć rozwód. Mimo to cały
czas lubiliśmy się i szanowali. Mieszkaliśmy razem, bo
nie było innej możliwości. Przedstawiliśmy to
rzetelnie sądowi i okazało się, że z rozwodu nici, bo
w obliczu prawa istniała między nami więź. Udało się
dopiero, gdy wraz z adwokatem przygotowaliśmy wersję,
która nadawała się do przedstawienia w sądzie – mówi
Jan K., którego zmagania rozwodowe trwały trzy lata.
Jest publiczną tajemnicą, że przy takich rozwodach
rola adwokata polega w głównej mierze na przygotowaniu
wersji zdarzeń, która będzie przekonująca dla sądu.
Zarazem jednak z obawy, że sąd uzna, iż nie nastąpił
rozkład pożycia, adwokaci namawiają klientów, by
oskarżali się wzajemnie o alkoholizm czy zdrady.