Dodaj do ulubionych

O rzadach PiSiakow w Warszawie

IP: 168.143.113.* 04.11.03, 17:19
Obserwuj wątek
    • Gość: Informator Tekst IP: 130.94.107.* 04.11.03, 17:20
      Rok Kaczki

      Myślicie, że SLD rządzi Polską tak, że gorzej się nie
      da? To popatrzcie, jak PiS rządzi Warszawą.

      Obchodzimy właśnie pierwszą rocznicę panowania
      prezydenta Kaczyńskiego w syrenim grodzie. 27
      października 2002 r. lud Warszawy poszedł do urn, a
      ustawa warszawska weszła w życie. To już 1/4
      prezydentury, a żadna z czterech głównych obietnic
      wyborczych nie została zrealizowana. Były to,
      przypomnijmy: zerwanie umowy z Waparkiem (firmy
      inkasującej za parkowanie), poprawa funkcjonowania
      urzędów i rozliczenie niekompetentnych, ale za to –
      Kaczym zdaniem – skorumpowanych urzędników magistratu, a
      przede wszystkim zwiększenie poczucia bezpieczeństwa.

      Do tego dodać można mniejsze obietnice: poprawę stanu
      dróg, czystości ulic, transparentności przetargów.

      Ha, ha.

      Kadry mają swoje kadry

      Swoje urzędowanie w ratuszu Kaczyńscy rozpoczęli od
      wprowadzenia zaufanych ludzi. Najbardziej zaufani
      spośród zaufanych zostali prezydenckimi zastępcami.
      Grono imponujące.

      Za sprawy gospodarcze odpowiada Sławomir Skrzypek. Ten
      sam, który z nadania oskarżonego Wieczerzaka
      reprezentował PZU Życie w upadającym Narodowym Funduszu
      Inwestycyjnym im. Kwiatkowskiego, a potem starał się
      nadzorować nieruchomości PKP.

      Ster spraw kultury, oświaty itp. spoczął w rękach
      doświadczonego propagandzisty Andrzeja Urbańskiego.
      Znają się z Kaczyńskimi od lat. Jeszcze z
      czasów "Telegrafu".

      Priorytetową dla PiS działkę bezpieczeństwa powierzono
      facetowi z NIK, niejakiemu Stasiakowi. Obdarzony czułym
      pseudonimem Zombi Stasiak niczym się nie wyróżnia.

      Rodzynkiem w tym gronie jest żona szefa Trybunału
      Konstytucyjnego Dorota Safjan. Skoro Trybunał orzekł
      najpierw zgodność ustawy warszawskiej (a więc i rządów
      Kaczyńskich) z konstytucją, a potem pozwolił na
      pobieranie opłat z niekonstytucyjnie wprowadzonego
      płatnego parkowania, Safjanowa spokojnie może pełnić swą
      ciężką misję odpowiadając m.in. za sprawy opłat za
      parkowanie. W wolnych chwilach także za szpitale, pomoc
      społeczną, drogi.

      Każdy z zastępców przywlókł za sobą mniejsze lub większe
      grono własnych zaufanych. Na przykład w
      biurze "cudownego dziecka" ratusza Agnieszki Bolesty,
      która kieruje Biurem Ochrony Środowiska, można znaleźć
      syna radnego PiS Andrzeja Szyszki czy córkę
      wiceburmistrza Śródmieścia, przy okazji bratanicę
      szefowej stołecznego klubu PiS, Dominikę Nieduszyńską.
      To dzieci Skrzypka. Podobnie jak szefowa kadr Barbara
      Sosińska.

      Wśród innych – szczególnie cennych nabytków stołecznego
      ratusza – warto wymienić szefową kultury Małgorzatę
      Naimską (osobistą żonę szefa UOP za Olszewskiego) i
      byłego posła Piłkę, odpowiadającego za sport.

      Za drogi odpowiada Janusz Fota. Facet z Lublina, nie
      odróżnia więc Marszałkowskiej od Królewskiej. Pewnie
      dlatego jedynym jego sukcesem jest otrzymanie od
      Kaczyńskiego specjalnej premii w wysokości ponad 10 tys.
      zł oraz rozbicie służbowego samochodu. Jeżdżenie po
      warszawskich drogach to, przyznajemy, niełatwa sprawa.

      Praktycznie o każdym z blisko setki powołanych przez
      Kaczyńskich na kierownicze stanowiska w ratuszu i
      podległych mu jednostkach "fachowców" można by
      opowiedzieć coś zabawnego. I bez trudu można by
      wskazywać kolejnych działaczy PiS znajdujących
      zatrudnienie w strukturach miasta. Od dwóch Ann
      Kamińskich (obie są żonami dwóch różnych posłów PiS)
      począwszy, a na pociotkach szeregowych radnych dzielnic
      skończywszy. Całe to towarzystwo – pod bieżącym nadzorem
      szefa zespołu doradców Wojciecha Arkuszewskiego – stara
      się zrealizować wyborcze obietnice. Efekt jednak dość
      marny.

      Wapark

      Przez rok prezydentury nie tylko nie udało się zerwać
      umowy, ale nawet nie nastąpiła jej renegocjacja. Choć
      jeszcze w grudniu zeszłego roku najbardziej medialny z
      Kaczyńskich wicków Andrzej Urbański publicznie
      zapowiadał, że zmiana umowy jest "kwestią najbliższych
      tygodni", to nic się w tej kwestii nie zmieniło. Jeśli
      nie liczyć przygotowanego w ratuszu projektu aneksu do
      umowy, który zakładał, iż Wapark dostanie de facto
      więcej kasy za mniej roboty. Ale nawet tego nie umiano
      do końca przeprowadzić.

      W lutym Kaczyńscy publicznie ogłosili, że "umowa z
      WAPARKiem jest nieważna". Ale chwilę później
      dodali: "ale za postój trzeba płacić".

      Nie wiadomo, co się wydarzy w listopadzie, gdy zacznie
      obowiązywać postanowienie Trybunału Konstytucyjnego de
      facto delegalizujące dotychczasowe zasady pobierania
      opłat. Sędziowie dali ponadpółroczny okres przejściowy,
      by miasta, które wprowadziły płatne parkowanie, miały
      czas na przygotowanie nowych rozwiązań. W Warszawie Rada
      Miasta do dziś nie dostała nawet szkicu projektu
      stosownej uchwały.

      Wielkie boooom...

      Obiecywana przez Kaczyńskich poprawa funkcjonowania
      urzędów na razie skutkuje głównie wstrzymaniem dochodów
      budżetu. Dziwnym zbiegiem okoliczności nie udają się
      kolejne przetargi na najem lokali użytkowych, na wiele
      miesięcy praktycznie stanęła sprzedaż mieszkań. Od dnia
      objęcia urzędów przez PiS miasto nie rozpoczęło ani
      jednej zyskownej inwestycji.

      Nie udało się nawet uruchomić – tak reklamowanych przez
      Kaczyńskich w kampanii – Biur Obsługi Mieszkańca. BOM-y,
      stanowiące lekarstwo na niekompetencje i łapówkarstwo –
      zapowiedział prezydent elekt w przeddzień
      zaprzysiężenia – ruszą "natychmiast po objęciu urzędu".
      Potem datę ich oficjalnego otwarcia we wszystkich
      dzialnicach wyznaczono na 1 września 2003 r., a potem –
      po cichu – odłożono na bliżej nie określoną przyszłość.
      Urzędy pracują więc po staremu, tyle że w zmniejszonych
      składach i pod nowymi kierownictwami.

      Bywa, że składy zostały tak ograniczone, że choroba
      pracownika (jedynego!) powodowała zaprzestanie
      wykonywania wszelkich czynności. Kolejki po prawa jazdy,
      dowody rejestracyjne czy odpisy aktów urodzenia
      zwiększyły się kilkakrotnie. Nie dość bowiem, że
      urzędników jest mniej, to w dodatku spora część trafiła
      do urzędów w ostatnich miesiącach. Z przedszkoli,
      sklepów warzywnych czy zasiłku dla bezrobotnych. W
      kolejce po zasiłek zastąpili ich dotychczasowi
      pracownicy magistratu.

      Kozak

      Choć co pewien czas media obiega relacja z kolejnej
      konferencji prasowej, w czasie której PiSuary opowiadają
      o kolejnym odkrytym "przekręcie stulecia" – nie
      słyszeliśmy, by choć jedna z ogłaszanych rewelacji
      zakończyła się skierowaniem sprawy do prokuratora.

      Opowiadający o korupcyjnej sitwie w stolicy, czyli
      o "układzie warszawskim", Kaczyńscy najspokojniej w
      świecie współpracują z większością facetów, którzy ich
      zdaniem są przyczyną korupcji toczącej Warszawę. Czego
      oczy nie widzą, tego wyborcom nie żal, PiSuary potrafią
      więc tego samego dnia oskarżyć byłego prezydenta
      Warszawy Wojciecha Kozaka o milionowe przekręty i
      wspólnie z nim planować dla stolicy świetlaną
      przyszłość.

      Drogie drogi

      W czasie prezydentury PiSiaków nie rozpoczęto budowy ani
      metra ulicy, a remonty są źródłem wielu radości dla
      mieszkańców. Kolejne próby zgodnego z prawem
      przeprowadzenia przetargu, np. na planowany od zeszłego
      roku remont alei Jana Pawła II, kończyły się fiaskiem. I
      jest już dziś pewne, że remont rozpocznie się
      najwcześniej w przyszłym roku. W tym czasie, gdy
      zamknięta będzie ul. Słowackiego, a u wylotu Jana Pawła
      ruszy największe centrum handlowo-rozrywkowe w Europie.
      Pandemonium na Woli i Żoliborzu łatwo sobie wyobrazi
      każdy, kto nie pochodzi – jak prezydent stolicy – z
      Sopotu. Podobne losy spotkały także dokończenie
      newralgicznej dla wschodniej części Warszawy przebudowy
      ul. Górczewskiej. Kilka tygodni opóźnienia (na razie) ma
      remont ul. Wołoskiej. Itd., itp.

      Większość inwestycji wzięła w łeb, Kaczyńskim fachowcom
      nie udało się bowiem odpowiednio przygotować
      dokumentacji przetargowej.

      Wstręt do przetargów

      Procedura pr
      • Gość: Informator cd IP: 168.143.113.* 04.11.03, 17:25
        Wstręt do przetargów

        Procedura przetargowa generalnie przekracza możliwości
        Kaczych urzędników. Blisko pół roku zajęło niejakiemu
        doktorowi Kaperze – szefowi biura odpowiedzialnego za
        spinacze i sprzątaczki – skuteczne przeprowadzenie
        przetargu na zakup papieru maszynowego. Przez ten czas
        papier kupowano w detalu, bez przetargu, korzystając z
        sytuacji wyjątkowej i nie dającej się przewidzieć.

        Nie udało się Kaczyńskim przewidzieć także faktu, iż w
        lipcu i sierpniu są wakacje, a więc czas remontów szkół.
        Umowy na wykonanie robót podpisywano w połowie sierpnia.
        Wykonawcy weszli do placówek oświatowych mniej więcej
        równo z wracającą z wakacji dziatwą.

        Czasami przetargów nie robi się w ogóle. Kaczyńscy
        zapragnęli nowego gabinetu. W Pałacu Branickich (objętym
        zresztą roszczeniami spadkobierców). Mąż lubi, gdy
        gabinet ma zaplecze. A tu jest tylko taka mała toaletka –
        skrytykowała gabinet w ratuszu prezydentowa. Daremnie
        jednak szukać śladów przetargu na tę inwestycję.
        Wykonują ją podobno pracownicy ratusza, a materiały
        budowlane "kupowane są w większej ilości" przy okazji
        innych inwestycji. Tak w każdym razie stwierdzili
        Kaczyńscy, a jeden z nich opatrzył to podpisem.

        Mieszkańcy Warszawy z rosnącym przestrachem patrzą w
        przyszłość. O ile bowiem jeszcze rok temu mogli mieć
        nadzieję, że Lech K. porzuci ratusz dla Pałacu
        Prezydenckiego, o tyle dziś nikt już nie ma wątpliwości:
        prezydentura Warszawy to koniec jego politycznej
        kariery. Niestety, dla stolicy koniec bolesny i długi.

        Złote myśli prezydenta Lecha Kaczyńskiego

        - po stwierdzeniu konieczności unieważnienia kolejnego
        przetargu na dokończenie Górczewskiej:
        To koterie torpedują ważne przedsięwzięcia. Nawet jeśli
        każdy przetarg będzie przez to zatrzymany, nie wycofamy
        się z polityki.
        ("Życie Warszawy", 17 września 2003 r.)

        - o kształtowaniu repertuaru muzycznego stolicy:
        Nie znam się na muzyce, czego bardzo żałuję (...) ale
        jesteśmy otwarci na różne projekty, które zwrócą naszą
        uwagę wartością artystyczną.
        ("Życie Warszawy", 9 września 2003 r.)

        - o woli i korupcji:
        Korupcja była istotnym zjawiskiem do tej pory w stolicy,
        ponieważ nie było dostatecznej woli politycznej, żeby z
        nią walczyć. Teraz taka wola jest.
        ("Życie Warszawy", 20 sierpnia 2003 r.)

        - o dawaniu premii dyrektorom:
        Dawałem i będę dawał. I wcale nie za to, że ktoś jest
        dobry, ale dlatego, że mu się to zwyczajnie należy.
        ("Gazeta Stołeczna", 19 lipca 2003 r.)

        - o powodach nieprzyjmowania ambasadorów:
        Spotkania z ambasadorami są o niczym. Mam w tym mieście
        ważniejsze sprawy. Na takie spotkania po prostu nie mam
        czasu.

        - o (swoim) dostępie do informacji:
        Zapewniano mnie, że wszystko się uda. Długo mnie nie
        informowano o istotnych faktach, zapewne ze strachu.
        ("Gazeta Stołeczna", 17–18 maja 2003 r.)

        - o sposobach dochodzenia do wiedzy:
        Złożyłem doniesienie do prokuratury po otrzymaniu
        pisemnego oświadczenia jednego z mieszkańców, którego
        wiarygodność, niestety, nie jest dla mnie wysoka. Ten
        człowiek podpisał jednak nazwiskiem oświadczenie, w
        którym stwierdził, że miał propozycję korupcyjną.
        Wcześniej twierdził, że ma dowód potwierdzający to
        zdarzenie, ale go nie przedstawił, twierdząc, że został
        on przypadkowo zniszczony.
        ("Życie Warszawy", 5 sierpnia 2003 r.)

        - o rozumieniu prawa i sprawiedliwości:
        Mieliśmy biernie czekać na wyrok sądu? Jestem pewien, że
        prawo jest po naszej stronie.
        ("Gazeta Stołeczna", 15–16 lutego 2003 r.)

        - o znajomości Warszawy:
        Dobrym kandydatem na patrona mostu Siekierkowskiego
        byłby prezydent II Rzeczypospolitej Stanisław
        Wojciechowski. (...) Nie znam nawet kilkunastometrowej
        uliczki jego imienia!
        ("Życie Warszawy", 16 stycznia 2003 r.)
        (Ulica o tej nazwie jest jedną z głównych ulic dzielnicy
        Warszawy – Ursusa)

        - o powodach katastrofy budowlanej:
        Skoro się zawaliło, to na pewno ktoś zawinił.
        ("Gazeta Stołeczna", 15 stycznia 2003 r.)

        - o swojej pensji (ok. 12 tys. zł):
        Z niepokojem patrzę na wysokość swojego wynagrodzenia,
        jako jedyny żywiciel rodziny.
        ("Życie Warszawy", 5 grudnia 2002 r.)

        - o doborze kadr:
        Jak kogoś nie lubię, to mi się z nim fatalnie
        współpracuje.
        ("Newsweek", 10 listopada 2002 r.)

        Autor : Marcin Narwid
        • indris O Annie Kamińskiej 04.11.03, 17:33
          Żona jednego z posłów PiS-u Anna Kamińska została przyjęta na nieźle płatne
          stanowisko w zaawansowanej ciąży. Wynikało z tego, że wkrótce się wybierze,
          albo już wybrała na właściwy urlop, macierzyński a potem wychowawczy.
          • Gość: Informator Przysluga kolezenska za panstwowe pieniadze ? IP: 168.143.123.* 04.11.03, 17:38
            Niech zyje Prawo i Sprawiedliwosc !
      • douglasmclloyd Re: Tekst 04.11.03, 17:25
        Gdzie afery na miarę SLD?

        P.S.
        "W czasie prezydentury PiSiaków nie rozpoczęto budowy ani metra ulicy." Przykład
        idzie z góry. Zapatrzyli się na Pola.
        • Gość: Informator Re: Tekst IP: 168.143.123.* 04.11.03, 17:33
          Na wszystko przyjdzie czas. Na wielkie afery tez.
          • Gość: Touluse~Lautrec Re: Tekst IP: *.chello.pl 21.11.03, 08:03
            Gość portalu: Informator napisał(a):

            > Na wszystko przyjdzie czas. Na wielkie afery tez.
            Już są. PiS / PC w końcu wyrósł na NFOZZ i Telegrafie ...
        • Gość: regen Re: Tekst IP: *.btk.net.pl / *.btk.net.pl 21.11.03, 08:15
          douglasmclloyd napisał:

          "W czasie prezydentury PiSiaków nie rozpoczęto budowy ani metra ulicy."
          Przykład idzie z góry. Zapatrzyli się na Pola.

          Wobec tego pogratulować im wzorców! Tylko po co wycierać sobie gębę sloganami o
          prawie i sprawiedliwości - wystarczy proste i krótkie: T K M !!!
          • murphy.lee PiSiaki pokazują "klasę" ! 21.11.03, 12:00
            Syf, malaria i hucpa to jedyne co PiS zaoferował Stolicy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka