doc.na
01.02.09, 09:44
Otóż jeżeli w systemie demokratycznym pojawia się partia wodzowska, której
wewnętrzna konstytucja, statut, ma cechy totalitarne, to taka partia z tego
tylko powodu jest zagrożeniem dla systemu demokratycznego.
Takie zagrożenie zniszczyło w latach 30 kilka demokracji i takim zagrożeniem
były przez lata wpływowe partie komunistyczne we Francji czy we Włoszech.
PiS jest czymś w rodzaju "bolszewików" III RP. Ze względu na wewnętrzną
organizację jest to partia totalitarna. Określenie "wodzowska", często
używane, ukrywa istotę rzeczy.
Na 26 stronach statutu zwrot "Prezes PiS" występuje 57 razy, w większości przy
definiowaniu uprawnień szefa partii.
Dla porównania na 35 stronach statutu Platformy Obywatelskiej "przewodniczący
Platformy" występuje 13 razy i znalazłem tylko dwa uprawnienia zastrzeżone
wyłącznie dla niego; kierowanie Radą Krajową i zwoływanie pierwszego zebrania
klubu parlamentarnego."
(...)
Jarosław Kaczyński kieruje jednoosobowo, lub poprzez wybranych przez siebie
ludzi, wszystkimi władzami PiS; zarządem głównym, klubem parlamentarnym, radą
polityczną i komitetem politycznym (art.37 ust.1 p.2-4). Ma przez monopol
składania wniosków głos decydujący w ustalaniu składu tych władz, nawet gdy
chodzi o PiS-owską młodzieżówkę. On też określa kompetencje osób, których do
władz dobiera. Do niego należy prawo uzupełniania składu rady politycznej i
zarządu głównego przez kooptację, ma więc możność panowania nad tymi
instancjami także w sprawach rozstrzyganych głosowaniem. Może, mając nawet
mniejszościowy wpływ na radę polityczną, nie zwołać kongresu, jak długo
zechce, i nie ponosi za to konsekwencji (art.34 ust.5). Jako szef zarządu
głównego ma decydujący głos w zawieszaniu i rozwiązywaniu organizacji
regionalnych, które czymś podpadły. I rozwiązuje niektóre zarządy, dzięki
czemu, jak czytamy w bardzo ważnym liście Ludwika Dorna do kongresu, "wieloma
innymi rządzi strach przed zawieszeniem lub rozwiązaniem". Strach jako metoda
rządzenia to esencja totalitaryzmu.
Bez zgody Kaczyńskiego nikt nie może być do partii przyjęty, natomiast na jego
żądanie każdy może być zawieszony w prawach członka lub pozbawiony prawa
zajmowania miejsca we władzach PiS, a zapewne też i wyrzucony.
(...)
Takich uprawnień nie miał pod koniec PRL nawet I sekretarz PZPR, no, może na
początku lat 50. Bolesław Bierut.
wyborcza.pl/1,88975,6218219,_Bolszewicy__III_Rzeczpospolitej.html