Gość: Dzik
IP: *.*.*.*
29.01.02, 10:01
Podejrzewam, że jestem
"solidaruchem".
Jeśli określić
tak:
* Tych, którzy w 1980 zakładali NSZZ i potem w nim
działali.
Przyznaję
się.
Zakładałem i
działałem.
* Tych, którzy w stanie wojennym drukowali, składali
i kolportowali niezależne książki (Miłosz,
Konwicki, Herbert, Nowakowski, Zagajewski, Kultura,
itd)
oraz prasę np. Robotnik, Tygodnik Mazowsze, Głos.
Przyznaję się.
* Tych, którzy udzielali schronienia ukrywającym się
działaczom.
Udostępniali mieszkanie redakcji podziemnego
tygodnika i przez cały stan wojenny od 1982 do 1989
prowadzili skrzynkę
kontaktową.
Przyznaję
się.
Udzielałem, udostępniałem,
prowadziłem.
* Tych, którzy wielokrotnie ryzykowali utratę pracy,
wolności, zdrowia a nigdy nie było dość pewności czy
nie utratę życia.
Przyznaję się.
Trochę ryzykowałem.
Moi koledzy trafiali do więzienia i aresztu. Jeden
został ciężko pobity i wyrzucony w lesie przez
nieznanych sprawców napadu na Prymasowski Komitet
Pomocy dla Uwięzionych i ich Rodzin.
Grożono mu śmiercią.
Mnie się udało. Nie byłem aresztowany, nikt mnie nie
pobił.
Zapłaciłem jedynie utratą odrobiny zdrowia i spokoju
rodziny.
Brakiem możliwości kariery w PRL.
* Tych, którzy w 1989 byli za pokojowymi rozmowami z
komuną i aksamitną
rewolucją.
Byłem choć, obserwując dziś drugą stronę okrągłego
stołu, myślę, że był to
błąd.
Że trzeba było poczekać aż padną na
kolana.
I wtedy odebrać im wszelką władzę, przede wszystkim
nie pozwolić na utrzymanie władzy ekonomicznej i
medialnej, na budowę finansowych imperiów i
pajęczyn.
I rozliczyć zbrodnie i zdradę. Przedstawić wszystkim
całą prawdę o realnym socjalizmie i 'sile
przewodniej'.
Nie pozwolić na likwidację dowodów przestępstw, która
sama w sobie była przestępstwem. Jednocześnie,
paradoksalnie, przyznaniem się.
........
* Tych wreszcie, którzy przestali rozumieć dawnych
kolegów, gdy ci dorwali się do władzy. Gdy 'wszystko
zapomnieli'.
Zapomnieli o co chodziło w 1980-81 i wcześniej. W
1956, 68, 70-tym.
Zapomnieli, że nie chodziło o szmal oraz władzę lecz
o sprawiedliwość, prawdę, praworządność i SOLIDARNOŚĆ
przede wszystkim ze słabszymi bo silni nie potrzebują
solidarności.
Przyznaje się.
Jestem "solidaruchem" i choć często wstyd mi za dawnych
kolegów nie
żałuję.
Mogłem nic nie robić.
Mogłem wyjechać z kraju.
Mogłem też zapisać się do komunistycznego związku
młodzieży a potem wstąpić do PZPR. Spokojnie robić
karierę zawodową, społeczną lub polityczną.
Jak Jaskiernia czy Kwaśniewski.
Wyjeżdzać 'na zachód' na stypendia lub w charakterze
współpracownika wywiadu PRL.
Klaskać kłamcom, łobuzom i
mordercom.
Jak kolega, który po studiach został cenzorem a w III
RP sędzią Trybunału
Stanu.
Lub inny, który działał w partii, aktywnie poparł stan
wojenny a potem jeszcze w PRL został działaczem
samorządowym i dziś ma hurtownię, dom oraz kupę
szmalu.
Mogłem na przełomie lat 89-90 przelewać ile się da z
kasy państwowej na konto własnego przedsiębiorstwa
własnej partii, wreszcie na konto osobiste.
Mieć dziś na koncie kilka milionów złotych, dom,
luksusowe auta, akcje.
Mogłem.
Ale jestem dumny z tego że tego wszystkiego nie
zrobiłem.
Że jestem "solidaruchem".
I nie zmienią tego żadne głupie, podłe, nikczemne,
chamskie i napastliwe teksty w tygodniku NIE czy na
FORUM GW.
"Solidaruchy" łączmy się.
Mamy demokratyczną, niekomunistyczną Polskę, nie ma
cenzury, w Polsce nie ma ruskich wojsk itd. itd.
Ledwie kilkanaście lat temu mogliśmy o tym jedynie
marzyć.
Jest ciężko i biednie ale jest szansa by było lepiej.
Spójrzmy na Europę zachodnią. Tam jest jednak lepiej.
Nawet biednym i bezrobotnym.
A w PRL też była bieda i nie było szansy.
Da Bóg i sprawiedliwość w RP w końcu się znajdzie.