Gość: mesco
IP: *.dip.t-dialin.net
13.06.01, 18:40
Sebastian Fikus mieszka na stale w Niemczech, w Zaglebiu Rury i jest wolnym
wspólpracownikiem rózych stacji telewizyjnych w Niemczech, dla których nakreca
filmy o "niemieckosci" Slaska.
----------
Związek widmo
Pół roku temu Sąd Okręgowy w Opolu zarejestrował Niezależny Samorządny Związek
Zawodowy "Pomost". Założony przez działaczy mniejszości niemieckiej, miał
skupić kilkadziesiąt tysięcy członków - głównie pracujących w Niemczech
dwupaszportowców. W połowie października jego nowo wybrane władze przyznały, że
w związku jest około trzydziestu osób.
Pomysł założenia związku, który reprezentowałby interesy pracujących w
państwach Unii Europejskiej Ślązaków, przedstawiono na jubileuszowym zebraniu
Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim. Kilka tygodni
później do sądu trafił wniosek o zarejestrowanie NSZZ Mniejszości Niemieckiej.
Zgodnie z pierwotnym statutem związek miał działać na terenie Polski i państw
Unii Europejskiej, reprezentując tam interesy swoich członków. Ponieważ sąd
miał zastrzeżenia, w nowym statucie nazwę zmieniono na NSZZ "Pomost", a teren
działania ograniczono do Polski. Jednocześnie osoby związane z mniejszością
niemiecką założyły w Berlinie bliźniaczy związek IDAS, którego prezesem został
znany z pracy w niemieckojęzycznych mediach na Śląsku Sebastian Fikus.
Jak przyznała przewodnicząca "Pomostu" Sonia Macha, jego twórcy liczyli, że
wstąpi do niego znaczna część z 70-tysięcznej grupy dwupaszportowców
pracujących głównie w Niemczech. - Wiemy, że ludzie ci mają poważne problemy z
pracodawcami. Co z tego, że mają niemiecki paszport, skoro często przed
podjęciem pracy zmusza się ich do rezygnacji z prawa do urlopów, a czasem nawet
oszukuje przy pensji. Chcieliśmy przy współpracy z IDAS zapewnić im fachową
pomoc. Na początku ludzie brali deklaracje, ale nikt nie oddał wypełnionego
druku. Niestety po raz kolejny okazało się, że Ślązacy nie lubią gdziekolwiek
należeć, a już na pewno płacić składek, ubolewa Sonia Macha. Nie wszystkich
Ślązaków jednak do wypełnienia deklaracji związkowej zniechęca wynosząca pół
procent pensji brutto składka. - Mam drugi paszport i często pracuję w Reichu.
Miałem już nie jeden raz kłopoty, a kiedyś wróciłem nawet bez zapłaty, ale czy
jakiś związek mi pomoże? Do konkretnej sprawy lepiej wynająć adwokata, niż
płacić na kolejne etaty - uważa Edmund z podopolskich Budkowic. Przewodnicząca
Macha nadal wierzy, że jej organizacja będzie kiedyś liczyła nawet kilka
tysięcy członków. Na razie jednak coraz częściej słychać o firmie założonej
przez byłych działaczy mniejszości, która oferuje pomoc pracującym za granicą
polskim obywatelom na komercyjnych zasadach.
Marek Szczepanik