Kocia łapa?

25.09.09, 12:02
Skąd do cholery wzięła się ta kocia łapa?
Mieszkam z chłopakiem od półtora roku, jesteśmy razem od 4,5, kochamy się, dobrze nam ze sobą, nic nam więcej nie potrzeba do szczęścia. Ale rodzina i znajomi ciągle mówią, że my na "kocią łapę" żyjemy. A my nawet kota nie mamy, psa chcemy sobie kupić. Co ten biedny kot im zrobił, albo jego łapa, że używają go jako obelgi?
    • arletka.c Lepiej 25.09.09, 12:14
      gerdzia napisała:

      > Skąd do cholery wzięła się ta kocia łapa?

      Lepiej żyć na kocią łapę, niż psim swędem ;)

      A tak naprawdę, to weźcie ślub, taki jaki chcecie - to jest fajne i zaświadczy o waszej szczerości w odniesieniu do siebie samych :)
    • matylda1001 Re: Kocia łapa? 25.09.09, 12:45
      Na kocią łapę"... To nawet miłe, kot to przyjemne zwierzątko:)
      Wolałabyś być konkubiną, albo jeszcze lepiej, kochanką?
      • Gość: lolek Re: Kocia łapa? IP: 171.23.129.* 25.09.09, 13:38
        Zgadzam sie z Gerdzia!
        A do jej komentatorek mam pytanie: slub ma zaswiadczac o szczerosci?
        Niby w jaki sposob?
        Chyba duzo bardziej szczere jest wybieranie zycia z dana osoba
        kazdego dnia od nowa, a nie dlatego, ze sie dwoje ludzi zwiazalo
        jakas umowa dozywotnia.
        Jesli ludzie mowia sobie, ze sie kochaja, ale sie nie oswiadczaja,
        to znaczy, ze mamy podstawy nie wierzyc w szczerosc uczucia?

        Po drugie, zycie razem bez slubu nie jest absolutnie tozsame z
        byciem kochankami. Slowo "konkubinat" brzmi ciezkostrawnie, ale
        glownie dlatego, ze w Polsce zwyklo sie konkubinat wartosciowac
        negatywnie.

        No i skad to namawianie do slubu? Ten, kto ma taka potrzebe, niech
        slub bierze - nie mam absolutnie nic przeciwko i sama z checia ryzem
        bede sypac. Ale ten, kto takiej potrzeby duchowej nie ma, niech nie
        bedzie zmuszany! Dwoje ludzi powinno sie pobierac dla siebie, a nie
        dlatego, ze rodzina czy spoleczenstwo wywieraja na nich presje.

        Malo tego, uwazam, ze zwiazki bez slubu, ktore trwaja dluuuugie
        lata, to najlepsza gwarancja szczerosci - budza duzo wiecej podziwu
        niz wieloletnie malzenstwa, ktore juz moze nie raz rozwazaly
        rozstanie, ale na rozwod nie starczylo im odwagi, sil czy pieniedzy.
        • Gość: Kingston Re: Kocia łapa? IP: *.opera-mini.net 25.09.09, 18:39
          Slub to raczej rodzaj polisy ubezpieczeniowej, glownie dla kobiety. Z tym codziennym wyborem pozostania ze soba to bym nie przesadzal. Jak sie kupi dom, samochod i mebloscianke, obrosnie wspolnymi znajomymi, o dzieciach juz nie wspominajac, to ten wybor-deklaracja ma pewnie takie same zakotwiczenie, co malzenstwo.
          • hypatia69 Re: Kocia łapa? 26.09.09, 18:34
            Wspólny kredyt wiąże nawet bardziej, niż wspólne dzieci.
            A kwit? No owszem, przysługuje renta po mężu. I prawo spadkowe. Ale jak
            są dzieci, to dzieciom i tak przysługuje;]
          • kot_behemot8 Re: Kocia łapa? 26.09.09, 21:25
            > Slub to raczej rodzaj polisy ubezpieczeniowej, glownie dla
            kobiety.


            A dlaczego "zwłaszcza dla kobiety"? To takiego gwarantuje papier z
            usc kobiecie czego nie gwarantuje mężczyźnie?
            • Gość: Kingston Re: Kocia łapa? IP: *.opera-mini.net 26.09.09, 22:49
              Biorac pod uwage fakt, ze kobiety spora czesc czasu, ktory mezczyzni przeznaczaja na rozwoj kariery zawodowej, poswiecaja opiece nad dziecmi jest to rodzaj zabezpieczenia finansowego. Papier usc daje prawo do polowy majatku zebranego w czasie trwania malzenstwa. Prawo wprawdzie oczywiste, ale bez papieru nieegzekwowalne, zgodzi sie pani ?
        • matylda1001 Re: Kocia łapa? 26.09.09, 02:15
          Gość portalu: lolek napisał(a):

          >slub ma zaswiadczac o szczerosci? Niby w jaki sposob?<

          Wprawdzie to pytanie nie do mnie, ale skoro ja też mniej więcej tak
          uważam, to odpowiem. Jeżeli sie kogoś kocha, jeżeli chce się z nim
          spędzić życie, jeżeli się jest o tym przekonanym, to dlaczego nie
          przypieczętować tego ślubem? Tak chyba myśli większość tych, którzy
          zawierają związek małżeński. Jeżeli tego ślubu nie biorą to dlatego
          (chyba), że zostawiają sobie "wyjście awaryjne". Może nie są pewni
          swoich uczuć, może nie chcą "popaść w niewolę", za jaka małżeństwo
          często, ale niesłusznie, jest uważane? Tak czy inaczej nie dają
          siebie do końca, a to może budzić pewne obawy co do szczerości
          intencji. Oczywiście są sytuacje skomplikowane. "Kobiety z
          przeszłością i mężczyżni po przejściach" - jak śpiewał Pietrzak, nie
          zawsze maja odwagę kolejny raz zaufać, ich można zrozumieć. Dlaczego
          jednak wiele młodych par, ludzi wolnych, bez zobowiązań wybiera taki
          model życia? Moda taka? a może przekora?

          >Po drugie, zycie razem bez slubu nie jest absolutnie tozsame z
          byciem kochankami. Slowo "konkubinat" brzmi ciezkostrawnie, ale
          glownie dlatego, ze w Polsce zwyklo sie konkubinat wartosciowac
          negatywnie.<

          Wszystko to wynika z obyczajowości. Kochanka/kochanek to nie jest
          tylko ta trzecia osoba w związku, ale w ogole osoba, z ktorą
          utrzymuje sie intymne kontakty nie przypieczętowane ślubem. Co do
          konkubinatu... okropne słowo, właśnie dlatego, że kojarzy się z
          patologią. Dlaczego? chyba dlatego, że jeszcze nie tak dawno w
          związkach konkubenckich pozostawali prawie wyłącznie ludzie z
          marginesu społecznego. Ludzie, ktorym nie zależało na opinii
          społecznej. Konkubinat to był ciężki wstyd. Każda konkubina o swoim
          konkubencie, gdzie tylko się dało mówiła "mąż". Dopiero od niedawna
          funkcjonują takie określenia jak "partner", czy
          żartobliwie "niemąż":)

          >Dwoje ludzi powinno sie pobierac dla siebie, a nie dlatego, ze
          rodzina czy spoleczenstwo wywieraja na nich presje.<

          Jestem za.

          >Malo tego, uwazam, ze zwiazki bez slubu, ktore trwaja dluuuugie
          lata, to najlepsza gwarancja szczerosci <

          Ja tak nie uważam. Gdyby wzieli ślub, to też byliby razem. Po prostu
          są dla siebie stworzeni. Gdyby mieli się rozstać, to i ślub niczego
          by nie zmienił.

          >budza duzo wiecej podziwu niz wieloletnie malzenstwa, ktore juz
          moze nie raz rozwazaly rozstanie, ale na rozwod nie starczylo im
          odwagi, sil czy pieniedzy.<

          Pominąwszy przypadki skrajne wcale tak nie jest. Poza tym znam pary
          żyjące od wielu lat w nieformalnych związkach, pary zupełnie
          niedobrane, i dziwię sie dlaczego właściwie są nadal razem. I
          znajduję odpowiedz... dzieci, wspólny majatek, wspólnota interesów,
          przyzwyczajenie, wygoda... Gdy chodzi tylko o dzieci to niestety pół
          biedy, można się dogadać, ale mając na przyklad duży dom, czy
          wspólną firmę? Jak to podzielić żeby nie stracić? oto jest pytanie!
          Takie sprawy przede wszystkim wiążą, a nie ślub, czy jego brak.
          • hypatia69 Re: Kocia łapa? 26.09.09, 19:05
            "Jeżeli tego ślubu nie biorą to dlatego (chyba), że zostawiają sobie
            "wyjście awaryjne". Może nie są pewni swoich uczuć, może nie chcą
            "popaść w niewolę", za jaka małżeństwo często, ale niesłusznie, jest
            uważane?"
            A nie. Jeśli ludzie chcą ze sobą być, to im w tym brak kwitu nie
            zawadzi. Jeśli nie chcą, to obrządki wszelkich wyznań nie pomogą.
            Ja raczej jestem skłonna twierdzić, że jest jakieś paranoiczne parcie
            na ślub, bo to nie uchodzi tak bez. Ja żyję bez od dwóch blisko dekad
            i żyję. I mam ambitny plan się zestarzeć w tym układzie. Może kiedyś
            zalegalizujemy? Ale na razie nie odczuwam potrzeby.
            A znam i przypadki, że bez kwitu żyło się znakomicie, a kwit
            spowodował papiloty o poranku i zasłanianie się płachtą gazety oraz
            porozrzucane skarpetki i wszystko diabli brali.
            "Tak czy inaczej nie dają siebie do końca"
            Nonsens. My żyjemy zgodnie, a znam od cholery panów [i pań] z kwitem
            na współmałżonka, którzy się łajdaczą i skaczą sobie do gardeł. Jeśli
            zatem kwit ma być gwarancja czegokolwiek, to chyba prawa do spadku.
            • matylda1001 Re: Kocia łapa? 26.09.09, 20:13
              hypatia69 napisała:

              >Jeśli ludzie chcą ze sobą być, to im w tym brak kwitu nie
              zawadzi. Jeśli nie chcą, to obrządki wszelkich wyznań nie pomogą.<

              Racja. Ty wiesz, ja się domyślam, ale nie wiem, czy dobrze. Dlaczego
              właściwie ludzie, ktorzy się kochają nie chcą ślubu? W czym on
              przeszkadza? Te papiloty i gazeta nie sa chyba konsekwencją kwitu,
              ale smutną oznaką znudzenia w związku. Tak może być i w małżeństwie
              i w nieformalnym związku. Czy naprawdę "niemąż" nigdy nie puszcza
              bąków, a jego "nieżona" przed pójściem do łóżka poprawia makijaż?
              Mój ślubny nie rozrzuca skarpet, a ja staram się zawsze być
              atrakcyjną. Bez kwitka bylibyśmy przecież tacy sami, nie da się grać
              przez całe życie kogoś innego. Z takiego, który ileś tam lat żyje
              szczęśliwie w wolnym związku też chyba po ślubie nie wyłażą
              najgorsze instynkty? :)

              >My żyjemy zgodnie, a znam od cholery panów [i pań] z kwitem
              na współmałżonka, którzy się łajdaczą i skaczą sobie do gardeł.
              Jeśli zatem kwit ma być gwarancja czegokolwiek, to chyba prawa do
              spadku.<

              To też racja, ale ja znam 2 pary żyjące w wolnych związkach, które
              postępują tak właśnie jak napisalaś. O nich to wlaśnie myslałam
              pisząc, że nie wiem dlaczego jeszcze są ze sobą.

              >Ja raczej jestem skłonna twierdzić, że jest jakieś paranoiczne
              parcie na ślub, bo to nie uchodzi tak bez.<

              Ja widzę to inaczej. Paranoiczne parcie na ślub to już przeżytek.
              Wychowałam sie nie gdzieś na zabitej dechami wsi, ale w stolicy,
              gdzie człowiek siłą rzeczy zawsze był mniej widoczny. Moje
              środowisko nie zajmowało się plotkami, a jednak jeszcze teraz
              mogłabym wymienić pary z okolicznych kamienic, ktore wówczas zyły w
              wolnych związkach:) To się po prostu wiedziało, i było dla wielu
              ważne. Wtedy właśnie było paranoiczne parcie na ślub. A już jak
              dziewczyna zaszła w ciążę, to ślub musiał być koniecznie. Teraz jest
              inaczej, ludzie żyją jak chcą. Czasami jakaś babcia, albo wiekowa
              ciotka kręci nosem, ale nikt się tym nie przejmuje. Opinii
              publicznej jest wszystko jedno kto jest małżeństwem, a kto nie. I
              tak jest dobrze.
    • bysiu.dominator kociełapki hehe [n/t wręcz prywata] 25.09.09, 20:47
      Jesteście tutaj słodziutkie? Miau!?
      • gamaja Re: kociełapki hehe [n/t wręcz prywata] 26.09.09, 13:27
        Wolisz: na kartę rowerową?
    • deodyma Re: Kocia łapa? 26.09.09, 20:34
      nie musi sie to nazywac wcale kocia lapa.
      rownie dobrze-konkubinat:D
    • arek103 Kocia lapa i psi ogon 26.09.09, 23:43
      gerdzia napisała:

      > Skąd do cholery wzięła się ta kocia łapa?
      > Mieszkam z chłopakiem od półtora roku, jesteśmy razem od 4,5, kochamy się, dobr
      > ze nam ze sobą, nic nam więcej nie potrzeba do szczęścia. Ale rodzina i znajomi
      > ciągle mówią, że my na "kocią łapę" żyjemy. A my nawet kota nie mamy, psa chce
      > my sobie kupić. Co ten biedny kot im zrobił, albo jego łapa, że używają go jako
      > obelgi?

      Moi znajomi mowia, ze wola mieszkac na kocia lape niz na psi ogon (czyli w
      malzenstwie :)
Pełna wersja