rolnik.z.wierciszowa
27.04.11, 11:13
Jednej rzeczy nie rozumiem w całym tym waszym wegetarianizmie. Twierdzicie, że nie jecie mięsa, bo zwierzęta trzeba zabijać, zanim się je zje. Niektórzy idą jeszcze dalej i sprzeciwiają się nawet dojeniu zwierząt, strzyżeniu ich albo podkradaniu im jajek. OK, to jest zrozumiałe. Tylko w takim razie jeżeli zabijanie zwierząt jest dla was kwintesencją zła, to dlaczego nie sprzeciwiacie się uprawie roli albo wycinaniu drzew w lesie? Widzę tutaj dużą niekonsekwencję, bo wskutek uprawy roli giną milionami nie tylko owady i różne inne zwierzęta niższe, lecz również kręgowce. Zabija się w ten sposób gryzonie (myszy, nornice itd.), krety, ropuchy, żaby trawne, rzekotki, młode zające, niszczy gniazda wielu gatunków ptaków, a przede wszystkim niszczy się siedliska tych zwierząt. Uprawa roli metodami „ekologicznymi” nie jest żadnym rozwiązaniem, ponieważ w rolnictwie ekologicznym również stosuje się orkę, zbiera plony, a nawet stosuje się niektóre pestycydy. Dla zwierząt takie rolnictwo jest może mniej śmiercionośne, ale jednak jest, zwierzęta giną, a w skali całego globu giną ich miliardy. Jak to więc z wami jest: przeszkadza wam zabijanie zwierząt w celu ich zjedzenia, a nie przeszkadza wam ich zabijanie przy okazji uprawy roślin?
Na te wątpliwości żaden vege nie dał mi nigdy sensownej odpowiedzi i wy tutaj też nic mi nie odpowiecie, bo nie da się na to odpowiedzieć. Moim zdaniem jest to argument obalający wegetarianizm i właśnie dlatego uważam wegetarian za zwolenników quasi-religijnego zabobonu. Ludzie muszą w coś wierzyć, a różnica polega jedynie tylko na tym, w co się wierzy. Jedni wierzą w zmartwychwstanie Chrystusa, inni wciąż czekają na mesjasza, a wy wierzycie w wegetarianizm. Daltego żadne racjonalne argumenty nigdy do was nie trafią i żadne sprzeczności w waszej "doktrynie" nie zmuszą was do jej porzucenia.