ikcort
05.09.11, 09:39
Janusz Zajdel, fizyk i pisarz SF, w połowie lat 70. napisał drobne opowiadanko pt. "Dokąd jedzie ten tramwaj?", które to opowiadanko przeczytałem sobie dzisiaj rano, w tramwaju zresztą. W niewielkim tym utworze (raptem kilka stroniczek) nakreślił Zajdel ponurą wizję społeczeństwa, w którym większość ludzi może się poszczycić dyplomem wyższej uczelni, a "kilka dni temu ostatni pełnoletni obywatel (...) uzupełnił średnie wykształcenie", co jeden z bohaterów ochrzcił mianem "wielkiego sukcesu społecznego". Wszyscy odczuwają olbrzymią presję dalszego kształcenia: utworzono "wieczorowe studia doktoranckie", ulice zamiatają "inżynierowie sanitarni", w kioskach gazety sprzedają magistrowie (tu biednemu Zajdlowi wydawało się chyba, że pisze coś szokującego, nieszczęsny!); pracowników komunikacji miejskiej obowiązują co najmniej doktoraty, na przykład na temat "optymalizacji kształtu i wymiarów dziurek w biletach", praca pisana w Instytucie Biletologii. I tak dalej.
Ktoś mógłby zadać pytanie: ale co w takim razie się podziało w takim społeczeństwie z rasowymi uczonymi? Tu Zajdel ma pewien pomysł: odsyłam do opowiadania (krąży zdaje się PDF gdzieś w odmętach Sieci). Polecam oburącz!