Dodaj do ulubionych

jak siebie samego

08.12.12, 22:16
Z jednej piaskownicy dwa plemiona. Porozumiewające się tym samym a jednocześnie wzajemnie kompletnie niezrozumiałym dialektem.
Deklarują się, jako żarliwi katolicy.
Trzeba zatem przyjąć, że co jak co ale podstawową zasadę „miłości bliźniego swego” traktują bardzo poważnie.
Hm… Jak bardzo trzeba nienawidzić samego siebie…
Obserwuj wątek
    • voxave Re: jak siebie samego 09.12.12, 05:09
      Jak sie z pośpiechu potrąciło cenna wazę---trzeba znaleźć winnego i na niego swój żal przelać.
    • kalllka Re: jak siebie samego 09.12.12, 14:16
      czekej czekej,
      chodzi ci o tzw antagonizmy miedzy polskimi partiami narodowymi?
      czy o ich publicznych reprezentantow- geby, bojowkarzy, ktorym na prawach kaduka, dostala sie tuba -nieograniczone srodki propagandowe?


      • mjot1 Re: jak siebie samego 09.12.12, 17:44
        Członek (partii czy innego TWA) to też człowiek. niestety
    • Gość: inkwizytor Kochaj bliźniego swego... IP: *.warszawa.vectranet.pl 09.12.12, 19:05
      Wiele wątków, wiele wypowiedzi cytuje maksymę, a raczej przykazanie: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego". I każdy, który owo przykazanie cytuje, no, prawie każdy, oczekuje, ze katolicy w imię tegoż przykazania powinni darować krzywdy im wyrządzane, nie reagować na ewidentne zaczepki, przebaczać każdy przejaw chamstwa ze strony nie-katolików.
      Może się mylę, ale mam kompletnie inną wykładnię tegoż przykazania. Nie jestem katolikiem, ale to nie ma tu istotnego znaczenia. Każdy człowiek, jeśli chce być szanowany, musi szanować samego siebie. To podstawa. Bazując na niej, powinien szanować innych ale też domagać się szacunku dla siebie. Szacunek jest elementem składowym miłości. Zatem, jeśli "miłuję siebie", to nie pozwolę sobie wyrządzić krzywdy, nie pozwolę chociażby na obrażanie mnie. I każdego wroga, powinienem unieszkodliwić w najprostszy sposób, bez zbytniego trudu, bez szafowania swoim zdrowiem, jednym słowem w try miga. W imię miłości do samego siebie. Bez tej miłości niemożliwa jest przecież miłość do bliźniego. Jeśli mam rację, to proszę nie oczekiwać od kogokolwiek przyzwolenia na atak i chamstwo.
      Jeśli nie mam, proszę mi wskazać, na czym polega mój błąd w rozumowaniu. Explicite, rzecz jasna.
      • mjot1 Re: Kochaj bliźniego swego... 09.12.12, 21:11
        Że niby „bliźni” w przykazaniu tym zbędny jest?
        Hm… Sens jednak zmieniłby się chyba troszkę…
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka