Dodaj do ulubionych

Rozwód a wina

IP: 217.97.168.* 28.09.04, 11:38
jestesmy małżeństwem z 15-letnim stażem.Dwa lata temu dowiedziałam się, że
mój mąż miał przez pół roku kobietę. Nie ukrywam, że ta wiadomość była dla
mnie wstrząsem i chciałam się koniecznie odegrać. Nie miałam kłopotu ze
znalezieniem "pocieszyciela". Okazało się jednak, że nowy związek ukazał mi
lepsze strony pożycia we dwoje. Zaangażowałam się. W międzyczasie próbowałam
naprawiac swoje małżeństwo, ale po długim czasie doszłam do wniosku, że
gdybym nie wiedziała nic o zdradzie męża, lub gdyby była ona pojedynczym
wyskokiem, to może nie tkwiłoby to we mnie tak głęboko. Chciałam byc fair-
odejść. Błagał na kolanach, bym została. Zostałam dla dzieci. Jednak sytuacja
mnie przerosła. Mąż, kiedy zorientował się, że nie ma szans na odbudowanie
czegokolwiek zaczął stosować groźby. teraz, kiedy złozyłam pozew o rozwód
zmienił taktykę-nie rozmawia ze mną, przed ludźmi zrobił ze mnie potwora,
k...ę, przemilczając oczywiście swoje malutkie wiarołomstwo. Powiedział, że
nie da mi rozwodu. Czy muszę kłamać przed sądem, że nie jestem z nikim
związana żeby dostać rozwód? Proszę o radę a nie o moralizowanie i złośliwe
komentarze.
Obserwuj wątek
    • Gość: jacek Re: Rozwód a wina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 12:09
      Powinien wypowiedzieć się ktoś z doświadczaeniem w tej kwestii (ja takie
      sytuacje znam z teorii) Przede wszystkim sąd orzeknie czas separacji (bodajże 2
      lata) Dopiero po upływie tego czasu dojdzie do rozprawy rozwodowej. Sama
      kwestia winy jest istotna przy orzekaniu np. świadzczeń alimentacyjnych dla
      byłego współmałżonka. Prawdopodobnie Twój mąż
      > zmienił taktykę-nie rozmawia ze mną, przed ludźmi zrobił ze mnie potwora,
      > k...ę, przemilczając oczywiście swoje malutkie wiarołomstwo
      zrobił to dlatego, aby mieć ewentualnych świadków Twojej niezaprzeczalnej winy.
      Więc kłamstwa przed sądem na nic się zdadzą, jeśli Twój obecny mąż przedstawi
      świadków na Twoją niekorzyść. Poza tym, przed sądem nie wolno kłamać.
      >Okazało się jednak, że nowy związek ukazał mi
      > lepsze strony pożycia we dwoje
      A czy nie takie właśnie były początki waswzego wspólnego życia. Ups,
      przepraszam, miało być bez moralizowania.
      Współczuję sytuacji, życzę polubownego rozstania bez orzekania winy.
      Może "podłożysz" mu jakąś kobietkę, aby mieć i jego "wkład winy" w rozpad
      małżeństwa. Wtedy sąd orzeka rozwód bez orzekania winy.
      • Gość: Clio Re: Rozwód a wina IP: 217.97.168.* 28.09.04, 13:02
        Chodzi mi o to, czy sąd weźmie pod uwagę, że to on zaczął tę piramidkę
        wiarołomstw. Wiem, że to głupie tłumaczenie, że "to nie ja byłam ta
        pierwsza"be"". Czy on, utrzymując dziś oficjalnie, że z nikim nie jest, że
        jest "zresocjalizowany"(tu mój sarkastyczny uśmiech) będzie potraktowany jako
        strona niewinna? Skądinąd wiem, że z "tamtą" panią odnowił przyjacielskie
        stosunki w tzw. międzyczasie, ale nie mam na to dowodów, do sledzenie go zza
        węgła się nie zniżę, a na detektywa nie mam środków. Optuję za polubownum
        załatwieniem sprawy, ale urażona męska ambicja to cos, czego nie życzę żadnej z
        odchodzących żon. Zmienia rozsądnego (do czasu, jak się okazuje) człowieka w
        kogoś, komu zależy tylko na Twoim cierpieniu i żalu, że z nim byłaś...
      • Gość: magda.gdansk Re: Rozwód a wina IP: *.coe.int / *.coe.int 26.11.04, 18:45
        Gość portalu: jacek napisał(a):

        > Powinien wypowiedzieć się ktoś z doświadczaeniem w tej kwestii (ja takie
        > sytuacje znam z teorii) Przede wszystkim sąd orzeknie czas separacji (bodajże
        2
        >
        > lata) Dopiero po upływie tego czasu dojdzie do rozprawy rozwodowej.

        Nie pisz byle czego. Macisz ludziom w glowach. NIe ma zadnej obowiazkowej
        dwuletniej separacji w prawie polskim, ktora by sad musial orzec zanim zacznie
        rozpoznawac pozew o rozwod. Jedyna przeslanka rozwodowa jest zupelny i trwaly
        rozklad pozycia, czyli trwale i calkowite ustanie wiezi seksualnej,
        gospodarczej i uczuciowej miedzy malzonkami. Tylko tego sie dowodzi w
        postepowaniu o rozwod.
    • Gość: Ala Smutny efekt zdrad malzenskich IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 29.09.04, 00:16
      Clio twoj maz o ciebie walczy w ten sposob.On cie musi bardzo kochac. To
      naprawde niewazne kto pierwszy , kto drugi itd. Jedno jest pewne musieliscie
      byc daleko od siebie zanim maz cie zdradzil. Nie chce go usprawiedliwiac , ale
      ty musialas rowniez miec swoj udzial w tym, ze poczul sie przez ciebie
      niekochany, niedoceniany, ze szukal milosci u kogos innego. A sam fakt ze
      odegralas sie tak a nie inaczej swiadczy takze ze wina rowniez lezy po twojej
      stronie( i po jego tez). Zasmakowalas w owocu zakazanym i to co dla niego bylo
      tylko chwilowa odskocznia, dla ciebie okazalo sie slepa uliczka. Jestem
      przekonana ze robisz blad. Mysle, ze mielibyscie szanse z mezem na odbudowe
      waszego zwiazku. Moglibyscie byc ze soba jeszcze bardzo szczesliwi.Pozdrawiam i
      zycze ci abys nie zalowala swojej decyzji, aby kiedys rowniez twoje dzieci nie
      mialy do ciebie pretensji.One sa tu tylko niewinnymi ofiarami waszych
      rozgrywek. Po prostu musza wziac taki los jaki im zgotujecie. Ich zdanie sie
      nie liczy , chociaz to jest ich cale zycie i cala przyszlosc.
      • Gość: el diablo Re: Smutny efekt zdrad malzenskich IP: 217.97.168.* 01.10.04, 08:41
        Czy uważasz, że ona ma zostać w związku, który ją uwiera i na odbudowanie
        którego nie ma szans? A skąd wiesz, czy te dzieci nie będą się czuły lepiej
        kiedy ich matka będzie szczęśliwa i uśmiechnięta?Lepiej dla tzw."dobra dzieci"
        męczyć sie przez resztę zycia z człowiekiem, do którego sie nic nie czuje a
        pote, gdy dzieci pojdą w świat nie mieć o czym z nim rozmawiać? Dlaczego to
        kobieta ma ponosić konsekwencje zdrady męża? Przecież napisała, że próbowała
        sobie z tm poradzić. Skoro nie wyszło-trudno. A swoją drogą trzeba miec sporo
        odwagi, by odejść.
        • zuta Jesli sie odgrywasz, to skutki sa opłakane. 03.10.04, 10:16
          Tak mi sie wydaje. Nie wiem, czy jeszcze coś można w takiej sytuacji odbudować.
          Czy w ogóle dobre jest rozwiązanie, żeby się odgrywać na mężu za zdradę i też
          zdradzać? To jest jak wet za wet. Jeśli żadna ze stron nie ma w sobie poczucia
          kompromisu i chęci dogadania się, to dzieje się wojna i często przez długi czas.
          Zobaczcie na konflikt Palestyna-Izrael. Tyle nienawiści.
          Jeśli jednak się stwierdzi że normalne współżycie jest niemożliwe, lepiej się
          rozstać, choć jest to ostatecznością.

          Uważam, że najgorsze na co mogą patrzeć dzieci to wypaczone relacje
          międzyludzkie - bez uczuć, ciepła, odrobiny czułości i z udawaniem że jest OK.
          Takie wspomnienia zostawiają przykry ślad - na zawsze.
      • Gość: czarnycharakter BRAWO ALA !!! IP: *.arcor-ip.net 01.10.04, 22:06
        tylko tyle.
        czch
        • Gość: Clio Re: BRAWO ALA !!! IP: 217.97.168.* 05.10.04, 09:11
          Nie prosiłam o seans psychoterapeutyczny ani o ostracyzm. Myślę, że w podobnej
          do mojej sytuacji jest wiele ludzi. Nie przeczę, że kierowały mna niskie
          pobudki, ale nie jestem kobieta, która wskakuje do łóżka z pierwszym lepszym.
          Oczywiście, Ala ma poniekąd rację-dzieci muszą wziąć taki, a nie inny los.
          Staram się wobec tego ze wszystkich sił, żeby to nowe życie było dla nich
          korzystne. Mogą rozwijać swoje talenty i zainteresowania. W poprzednim miejscu
          zamieszkania nie miały takich mozliwości. A ja stanę na głowie, żeby było mnie
          na to stać nie tylko dziś. Nie utrudniam im kontaktów z ojcem, a wręcz
          przeciwnie. Nie powiedziałam i nie powiem na niego złego słowa. One nie powinny
          doznać żadnego uszczerbku z tego powodu. Wiedzą, że oboje je kochamy, tylko
          teraz każde z nas oddzielnie. Nieszczęśliwa matka to niekoniecznie dobre
          wspomnienie dzieciństwa.
          A swoją drogą postów o tematyce "rozwodowej" coraz więcej, nasuwają się wobec
          tego niezbyt optymistyczne refleksje...
          • lahliq Re: BRAWO ALA !!! 05.10.04, 11:18
            Faktycznie, prosiłaś o radę a dostałaś moralitety. :)
            Niestety wszystko zależy od sędziego. Mam kilka koleżanek z tej branży, wiem,
            że każda nieco innemu osądowi poddaje takie sprawy. Dla niektórych dowodem jest
            dopiero naoczny świadek zdrady lub zdjęcia, dla innych wystarczą zeznania
            znajomych, że widywali Cię w uściskach z tym drugim trzymając się za rączkę itp.
            Najlepiej byś i Ty przygotowała sobie świadków, że mąż Ciebie zdradzał i to on
            pierwszy doprowadził do rozpadu związku.
            • Gość: Clio ---> Lahliq IP: 217.97.168.* 05.10.04, 13:41
              Nie będę biegać po jego znajomych. Choć wiem, do kogo mogłabym się udać.
              Przypuszczam jednak, że w sądzie powiedziałby, że "nic nie widział, nic nie
              słyszał". A ponadto...jakoś tak nie potrafię. To nie mój poziom. Mam tylko
              nadzieję, że, jeśli sąd nie udzieli mi tego rozwodu (jest takie
              prawdopodobieństwo-nie mam świadków na jego zdradę a sama nie będę zaprzeczać
              temu, że z kims jestem), to w analogicznej sytuacji za rok lub dwa-skłoni się
              do oczekiwanego przeze mnie orzeczenia. Nie zawsze brak zgody współmałżonka na
              rozwód oznacza chęć odbudowywania czegokolwiek. W moim (a raczej mego męża)
              przypadku składa się na to wiele czynników-urażona ambicja, opinia publiczna,
              jego "doradcy" rodzinni. Nie widzę tam miejsca dla mnie. Zrobiło się zbyt
              tłoczno, ciasno...
              • Gość: zły misio Nie miało być moralizmu , ale ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.11.04, 21:14
                wydaje mi sie, ze najwiecej szkody robia filmy w stylu "Nigdy w zyciu" czy
                ksiazki lub artrykoly "rozwod to nie koniec swiata". Bzdura. Rozwiedziesz sie
                bo wydaje Ci sie, ze bedziesz szczesliwa. Bzdura. Rozwiedziesz sie ale po
                jakims czasie stwierdzisz, ze nowy uklad to tez nie to. Znowu obejrzysz "Nigdy
                w zyciu" poplaczesz nad soba jak jestes nieszczesliwa, znowu znajdziesz
                pocieszyciela, kolejny rozwod itd. To juz przyjdzie latwo. A tak naprwde masz w
                d... swoje dzieci. Zawsze dziecko bardziej woli swojego ojca niz obcego. I
                zawze dziecko Cierpi najwiecej bo nowy tatus nie zastapi prawdziwego choc mama
                bardzo bedzie sie starala. Wg Ciebie liczysz sie TY i tylko TY. Po kilku
                rozwodach stwierdzisz, ze jestes zwykla k...ą i nie bedziesz mogla na siebie
                patrzec w lustrze. Znam taka osobe.
                Moze zdrada Twojego meza zostala przez Ciebie wrecz sprowokowana. Moze on
                Ciebie potrzebowal nie tylko sexualnie a slyszal Ciagle: jestem zmeczona, mam
                okres wiec daj mis spokoj, mam plodne dni daj mi spokoj, boli mnie glowa.
                Spotkal dziewczyne, ktora dawala mu to czego u Ciebie nie mial. Ale Ty
                oczywiscie nie czujesz sie winna. Twoje dziecko patrzy i kiedys Ci to przypomni.
                Twoj maz wie, ze nie ma szans ale probuje walczyc O CIEBIE mimo, ze Ci sie
                zdaje, ze tak nie jest. Mozliwe, ze odnowil znajomosc. A co Ty sobie
                wyobrazasz. On ma swiadomosc, ze w tym czasie ktos Cie bzyka. Co ma zrobic
                jesli nie moze liczyc na cieple slowo od Ciebie. Agresja rodzi agresje ale ona
                narasta, stad te zle slowa. Mysle, ze on zaluje wiele z nich.
                Moze sprobuj jeszcze, Chcij przede wszystkim i nie ogladaj tych bzdur w
                telewizji. Znam ludzi po rozwodach i wiem, ze jesli maz Cie nie bił (katował)
                to nie masz powodu. Kazdy jest tylko czlowiekiem, nie tylko Ty.
                SPROBUJ, CHCIJ a zobaczysz , ze sie uda. Ale z tresci posta widze, ze nie
                chcesz a Twoje wywody maja Cie tylko usprawiedliwic.
      • Gość: Ula Re: Smutny efekt zdrad malzenskich IP: *.ig.pwr.wroc.pl 29.11.04, 11:21
        Ala zastanów się co ty mówisz. To, że mąż zdradza jest oznaką niekochania przez
        żonę??? To nienormalne. Zdradziło on i to się liczy. Wina jest tylko i
        wyłącznie po jego stronie. Nie idzie się na boczek z jakąś kobitką tylko
        dlatego, że mu się coś nie podoba. W prawdziwym związku czegoś takiego nie ma.
        Jeśli miał problem powinien porozmawiać ze swoją żoną a nie spotykać się i
        sypiać z inną przez pół roku. Oszukiwał i kłamał. Czy gdyby Ciebie to spotkało
        też uważałabyś, że to twoja wina bo nie kochałaś męża. A tak naprawde to
        kochałaś go nad życie. Twoja teoria jest bzdurna. Oczywiście nie uspawiedliwiam
        odwetu ale to jest reakcja na zachowanie partnera. A ty zanim zaczniesz
        wypisywać te swoje niedorzeczności ugryź się najpierw w język.
    • Gość: Clio Rozwód... IP: 217.97.168.* 22.11.04, 13:11
      No i mamy happy end. Jestem po rozwodzie. Nie uwierzycie, ale kilka dni po
      ogłoszeniu decyzji sądu okazało się, że mój małżonek ma kogoś na poważnie. Jest
      to pani po podobnych przejściach. Nie znam. Nie mam zamiaru zasięgać
      informacji.
      Cieszę się natomiast, że znalazłam w sobie dość siły na ten cały teatr. Bo to
      był teatr moi mili. Ja-wiarołomna. On-bez skazy. Mężczyźni to czasem tacy
      żałośni efekciarze...Dobrze, że nie wszyscy.
      • kcbp Re: Rozwód... 22.11.04, 15:03
        Clio gratuluję!!! jestem pełna podziwu dla Ciebie,bo ja miałam odwagę i siłę
        zostawić mojego meża po zdradzie,a mój kolega miał podobną jak my sytuację , ale
        był mocny tylko w gębie , a nadal nie układa mu się i niech nawet nie żali sie
        do mnie.

        Jeszcze raz gratuluję!!!!
        • Gość: bac Re: Rozwód... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.04, 17:48
          wexcie sie lepiej do roboty - najlepsze lekarstwo na wszystkich drani
      • jarkoni Re: Rozwód... 26.11.04, 17:55
        Gość portalu: Clio napisał(a):

        > No i mamy happy end. Jestem po rozwodzie. Nie uwierzycie, ale kilka dni po
        > ogłoszeniu decyzji sądu okazało się, że mój małżonek ma kogoś na poważnie.
        Jest
        >
        > to pani po podobnych przejściach. Nie znam. Nie mam zamiaru zasięgać
        > informacji.
        > Cieszę się natomiast, że znalazłam w sobie dość siły na ten cały teatr. Bo to
        > był teatr moi mili. Ja-wiarołomna. On-bez skazy. Mężczyźni to czasem tacy
        > żałośni efekciarze...Dobrze, że nie wszyscy.

        clio pogadaj ze mną..Albo znajdź moje forum na prywatnych/społeczeństwo..Rozwód
        i co dalej..Po drugiej stronie barykady jestem...Chętnie porozmawiam..Pozdrawiam
    • Gość: Kitka Rozwód a wina IP: *.krosno-odrzanskie.sdi.tpnet.pl 24.11.04, 13:27
      Byłam w podobnej sytuacji, choć byłam tą "trzecią". Nadmieniam, że nie rozbiłam
      tego związku (byli w trakcie rozwodu). Było tak, że mój (już obecny) mąż także
      nie przyznawał sie do tego, że jest z kimś (ze mną)związany i radziłabym zrobić
      to samo. Po co komplikować sobie życie, tym bardziej, że może sie okazać to
      zgubne i orzeczenie rozwodu będzie z Twojej winy. A po co? Żeby potem wisiała
      nad Tobą groźba wniesienia przez byłego męża pozwu o alimenty? I płacić potem
      na takiego? Szczerze odradzam przyznanie się. A najlepiej bez orzekania o winie
      itp. Sąd może ogłosić separację jeśli są małoletnie dzieci. A sąd rozwód kiedyś
      i tak da, i tak. Nawet jeśli mąż się nie zgadza. Pozdr.
      • Gość: Clio Rozwód... IP: 217.97.168.* 24.11.04, 14:03
        Osobną kwestią do rozważań jest tzw "rozbijanie związku". Wiele małżeństw
        funkcjonuje wg znanych praw fizyki; najczęściej napędzane są tzw siłą rozpędu.
        Ja i mój obecny partner byliśmy w związkach uznawanych przez nasze otoczenia za
        bardzo udane, modelowe wręcz. Wywierano i na mnie i na niego różnego rodzaju
        naciski. Nie uważam jednak, że on rozbił moje małżeństwo, ani- ja jego. Oba
        były napędzane taką właśnie siła rozpędu, przyzwyczajeniem. Pewnie, gdybyśmy
        się nie spotkali-dalej w nich bylibyśmy...
        Jednak nie to chciałam napisać a to, że warto rozstać się po przyjacielsku, bez
        kalumni, obrzucania błotem, wywoływania w kimś wyrzutów sumienia prowadzących
        niemal do depresji. Nikt z nas nie wie jakie czeka go jutro, więc nie warto
        dramatyzowac, życie czasem "pociesza" nas w trybie przyspieszonym. Doświadczył
        tego mój ex-małżonek, który dziś być może żałuje tego, co mi "na odchodne"
        wyszykował. Mozna było inaczej, jak kulturalni ludzie, tym bardziej, że mamy
        dzieci, o których przyszłości będziemy razem decydować. Myslałam, że stereotyp
        polskiego rozwodu mnie nie dotknie. Przeliczyłam się. Chce uzmysłowić tylko tym
        osobom, które często ze złości oraz dbając o swoją urażoną ambicję oraz
        właścicielskie zapędy względem partnera, utrudniają rozwód-nie wiadomo, co
        przyniesie jutro, nie niszczmy dobrych wspomnien, bo nie wszystko było złe.
    • Gość: Julka Re: do Clio IP: 195.94.215.* 26.11.04, 08:18
      Do: Clio. Przeczytałam cały post i jestem pełna podziwu. Mam tylko jedno
      pytanie na wstępie wspomniałaś o fakcie szukania "pocieszyciela" i że o takiego
      nie trudno. Ciekawa jestem gdzie się takich szuka. Możesz odpowiedzieć? Julka
      • Gość: Rozwiedziona Re: do Clio IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.11.04, 13:43
        każdy rozwód jest inny, należy przede wszystkim szukać kompromisu, "szanujmy
        wspomnienia" i siebie nawzajem
      • Gość: Clio Re: Julka IP: 217.97.168.* 26.11.04, 15:36
        Jestem Wam winna przeprosiny. To naprawdę nie wyglądało tak, że kiedy
        dowiedziałam się o tym, że mój małżonekz kimś jest-załozyłam mini i wyruszyłam
        na łowy. Ten człowiek był moim przyjacielem od dłuzszego czasu, ale nie
        bralismy pod uwagę opcji bycia razem właśnie w przeświadczeniu, że "rodzina to
        podstawowa komórka społeczna" itepe. Jednak nie zawsze jestesmy w stanie
        przewidzieć jak sytuacja się rozwinie. Tak właśnie było w moim przypadku.
        Ten "pocieszyciel" to faktycznie niezbyt fortunny skrót myślowy. Nigdy nie
        traktowałam tego człowieka tak przedmiotowo. Wtedy jednak myślałam, że nie
        mogę, nie powinnam burzyć czegoś, co budowałam kilkanaście lat. Takie typowe
        poczucie winy. Teraz cieszę się, że zdobyłam się na ten krok. Jestesmy razem. W
        naszym srodowisku sensacją przestaniemy byc dopiero za jakiś czas. Ale uważam,
        że warto było. Kocham go. Był ze mną, kiedy było mi ciężko i jest ze mną
        teraz. Teraz ja muszę mu pomóc. Myślę, że jego rozwód będzie o wiele trudniejszy
        (jesli w ogóle to nastapi). Takich ludzi się nie szuka, nie znajduje; pojawiają
        się w najmniej oczekiwanym momencie w naszym życiu.
        • jarkoni Re: odezwij się 26.11.04, 18:04
          Clio, przeczytałem ostatni Twój post i porozmawiajmy proszę...niekoniecznie na
          moim forum, ale może mail..Ale zobacz co jest u mnie, podobna sytuacja
          trochę..Tylko ja piszę głównie o tym, że moja partnerka dla której się rozwodzę
          właśnie odchodzi, nie pisałem o zonie, nie była tematem...I wolę rozwód, który
          się właśnie zaczyna, bez kłótni,stresu i wywlekania brudów..Pozdrawiam
          • Gość: Viking Re: odezwij się IP: *.elisa-laajakaista.fi 28.11.04, 13:46
            W takich sprawach nie wolno oglądać się za siebie. Nowy związek to nowy etap.
            Jeżeli są dzieci, należy zrobić wszystko aby rodzice pozostali dla nich mamą i
            tatą nawet po rozwodzie, choć w zupełnie nowej sytuacji. trudne, to fakt, ale
            do zrobienia. mnie się "chyba" udało...
    • Gość: P.M Re: Rozwód a wina IP: *.p-s-inter.net 27.11.04, 08:54
      Nie musi Pani kłamać przed sądem. Jest to wręcz niewskazane, bowiem sąd
      wziąwszy pod uwagę powiedziane raz kłamstwo (co do zdrady) nie da wiary
      pozostałym Pani oświadczeniom.
      Koniecznie należy zatrudnić dobrego pełnomocnika, który wykaże, że pożycie
      ustało już w okresie, gdy dowiedziała się Pani o zdradzie męża. Wówczas kwestia
      winy za rozkład pożycia zostanie przypisana obu stronom. Aby to wykazać musi
      Pani powołać wszystkie możliwe dowody co do tego, że mąż Panią faktycznie
      zdradził/POwodzenia
    • Gość: Sąd Re: Rozwód a wina IP: *.76.classcom.pl 27.11.04, 11:42
      Wierz mi ,wiem co mówię, Sąd nie wchodzi w niuanse, jeśli Ty aktualnie kogoś
      masz, to wina jest twoja.Jeśli on przyjmie taktykę ,że popełnił błąd , miał
      krótkotrwały związek ale zrozumiał ,że cię kocha na życie i chce byc z tobą ,
      jest odpowiedzialny i nie chce rozbijać rodziny i porzucać dzieci to sprawa
      jest dla niego wygrana.ON PRZECIEŻ CHCE POJEDNIANIA ! A ty nie....Sąd nie
      wychodzi przed orkiestrę, jeśli ktoś chce orzeczenia winy to orzeka , jeśli nie
      to nie...Tylko niektórym sędziom chce się mediować i doprowadzać do ugody...W
      waszym wypadku dla dobra dzieci byłoby najlepiej rozstać się kulturalnie ,
      bez orzekania o winie i cześć.... Pozdrawiam.Mam w tym względzie duże
      doświadczenia zawodowe.
    • Gość: Arek Rozwód a wina IP: 80.72.196.* 27.11.04, 17:30
      jESLI CHODZI O SADY :
      Po 1 najlepiej by bylo gdybys doszla z mezem do porozumienia i gdybyscie wzieli
      rozwod bez orzekania o winie - ale skoro on sie na to nie zgadza to TY nie
      powinnas wnosic o orzekanie o jego winie...obowiazek udowodnienia winny ciazy
      na tym kto wnosi ...
      Po 2 sad ma gdzies twoje zezniania i zeznania twojego meza...orzeknie o winie
      badz nie...niezaleznie od waszych wnioskow - to tylko zalezy od samopoczucia
      sedziego i tego czy mu sie spodoba twoja twarz czy meza - to nie zart sam sie o
      tym przekonalem na wlasnej skorze,wnosilem o uzanie bezsprzecznej winy zony,
      mialem swiadkow,zona nie stawiala sie na wszystkie rozprawy, nie potrafila
      nawet podac logicznych powodow rozstania ("bo tak chce!") a mimo tego sedzia
      zadnej winny sie w jej postepowaniu nie dopatrzyl !!!
      Co wiecej...jak moja byla malzonka zauwazyla takie postepowanie sedziego to
      sama wniosla o uznanie mojej winy...istny cyrk...!!!Skonczylo sie na tym ze po
      3 prawie latach i kilku rozprawach zgodzilem sie na rozwod bez orzekania o
      winie (co sad sugerowal przy kazdej rozprawie !!!).Jak tylko wyrazilismy na to
      wspolnie zgode to sad orzekl o rozwodzie w ciagu 10 min...!!!...na koniec
      sedzia powiedzial:"i tak o pieniadze bedziecie sie sadzili w innym sadzie"

      PS.
      Po tym wszystkim przez co przeszedlem nawet mi sie nie chcialo wytaczac jej
      sprawy majatkowej...bo i tak by sie nie stawila...
    • Gość: Klaudyna Re: Rozwód a wina IP: *.laczpol.net.pl 27.11.04, 19:19
      Nie kłam przed sądem, najlepiej powiedzieć prawdę. Będziesz czuła sie lepiej.
    • Gość: żonatyjeszcze [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.04, 19:31
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: nick Re: Rozwód a wina IP: *.w82-120.abo.wanadoo.fr 27.11.04, 23:25
      Clio, bede pisac o sobie - rozeszlam sie z mezem bez orzekania o winie, to
      on "zaczal" jak w Twoim przypadku, scenariusz mialam podobny, chcialam
      sie "odgryzc", potem stwierdzilam, ze czeka mnie lepsze/inne zycie z nowym
      partnerem. Minelo 20 lat. Zaluje bardzo mojej decyzji, chociaz zrobilam
      wszystko co bylo w mojej mocy, by dziecko ucierpialo najmniej, moj byly maz
      jest dla mnie dzisiaj pierwszy, ktory niesie mi pomoc. On zalozyl nowa rodzine,
      ja nie. Jezeli, Twoj maz dzisiaj probuje nawiazac z Toba porozumienie, daj Mu
      te szance, Jemu i Sobie, przemysl......Serdecznie pozdrawiam.
    • Gość: Vortex Co ma sąd ze sprwiedliwoscią? IP: *.proxy.astra-net.com 28.11.04, 09:15
      Niewiele. Sorry za ten wisielczy nastrój, lecz w sądach jest pewna zasada, która w większości przypadków się sprawdza. Jeżeli chodzi o dzieci, pozostaną z mamą. Cokolwiek tata by nie zrobił, zazwyczaj nie ma szans. Twój mąż mówił o dzieciach - ciekawe czy zastanawiał się nad tym idąc do łóżka z tamtą kochanką. Jeżeli chodzi o winę, może być różnie. Zazwyczaj zależy to od kwoty jaką "pobierze" adwokat. Tak naprawdę, w tej sytuacji, sądzę za za 5 tys można uzyskać dowolny wyrok, w zależności od życzenia. Tego typu sprawa jest "dojną krową". Można wycisnąć z was sporo kasy. Oboje jesteście winni, to on zaczął, lecz ty oddałaś "pięknym za nadobne". Tak więc macie po jednym. Winę można orzec w zależności od sposobu, w jaki przedstawi się prawdę, i wydaje się że twój mąż o tym doskonale wie. Powodzenia
      • Gość: bac Re: Co ma sąd ze sprwiedliwoscią? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.04, 17:51
        to jeszcze lepiej potwierdza teorię, że lepiej pracowac na siebie niż na sądy
    • Gość: ktostam analogia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.04, 11:20
      Rozumiem Cie (przepraszam za brak polskich liter) poniewaz od 4 lat z przerwami
      moja zona wracala do tego samego kochanka.Jestesmy 15(!)lat po slubie.Caly czas
      zapewnia ,ze mnie kocha.Mamy male dzieci.Od 2 lat mam "pocieszycielke"-wolna
      mlodsza kilka lat kobiete,ktora mnie uwielbia.Nie moge odejsc od zony.Kocham ja
      i nienawidze rownoczesnie.Chcialbym zeby sie ulozylo i nie moge jej darowac
      szukajac zrozumienia w innych ramionach.Rozumiem co mialas na mysli,ze robisz
      wszystko zeby odbudowac legalny zwiazek choc bedac w tym czasie z kochankiem
      brzmi to paradoksalnie.
    • tricolour Do Clio 28.11.04, 16:02
      Zadnej sensownej rady nie dostaniesz... bo liczysz chyba tylko na pochwale
      tego, co robisz. Krytyke (nawet kontruktywna) odrzucasz w calosci.
      Clio, sam jestem po rozwodzie... i zaluje tego. Staram sie odbudowac to, co nas
      wczesniej laczylo... ale to trudna rzecz.
      Pamietaj - to zycie kiedys sie skonczy... i co dalej? Pokazesz wtedy Bogu
      nierzetelne oczy?
      Pozdrawiam.
      • Gość: vi Re: Do Clio IP: *.chello.pl 28.11.04, 19:00
        Clio, przeszlam podobna historie do Twojej.
        skonczylo sie rozwodem.
        nie żaluje. czuje wielka ulge. nie da sie zapomniec zdrady. po prostu zaufanie
        to nie jest cos co mozna sobie mechanicznie wstawic od nowa. po prostu trulabym
        go dzien w dzien nienawiscia, niepotrzebnie. a tak kazdy ma szanse zapomniec.

        co do samej rozprawy - to najlepiej mowic po prostu cala prawde. nic wiecej i
        nic mniej. nie bedziesz potem czula do siebie niesmaku jesli przedstawisz
        sytuacje zgodnie z faktami.

        przed zlozeniem pozwu zastanow sie tylko czy napewno tego rozwodu chcesz. bo to
        jest jedna z tych rzeczy ktore sie juz "nie odstaną".

        pozdrawiam cieplo.
        vi

    • Gość: x Re: Rozwód a wina IP: *.geod.agh.edu.pl 28.11.04, 19:10
      Clio,
      przeczytaj sobie ponizszy tekst. Tu nie chodzi o umoralnianie, a o pewien
      poglad na sprawe, takze na Twoj problem.
      Autorem tekstu jest bardzo znana postac. Moze Go znasz osobiscie (ale nie
      chodzi na bialo), jesli nie - latwo na niego trafisz.
      Ale wpierw bez uprzedzen sprobuj przeczytac ten tekst:

      - "[...] Bo cudzołóstwo jest wynikiem czegoś, co zostało zaniedbane,
      niedopatrzone. Jakieś staranie zostało pominięte. Jakaś praca nad sobą została
      odłożona.

      - Z tego wynika, że trzeba by inaczej sformułować [...] szóste przykazanie.

      - Słuszna uwaga.

      - Jak ono będzie wtedy brzmiało?

      - Wtedy będzie ono brzmiało: "Kochaj swojego męża. Kochaj swoją żonę".

      - Co to znaczy kochaj? To słowo jest tak często nadużywane, że potrzebuje
      uściśleń, dodatkowych określeń.

      - Po pierwsze, małżonkowie powinni stanowić jedność osobową. To nie może być
      dwoje ludzi związanych określonymi obowiązkami - dla przykładu: "Ty starasz się
      o to, żeby był porządek w domu, żeby było co zjeść, na czym spać, a ja się
      staram o pieniądze". Aby zbudować jedność, potrzeba serdecznego współodczuwania
      siebie nawzajem: "To nie są moje interesy, moje osobiste sprawy, ale twoje też,
      czyli nasze. My nie stanowimy dwóch zamkniętych obiektów - jak obwarowane
      twierdze - tylko stanowimy jedną twierdzę, która się nazywa: my. I to, co się
      dzieje w tobie, ja odczuwam natychmiast jak sejsmograf. To, co się dzieje we
      mnie, ty również odczuwasz. I chcę ci pomóc, chcę się cieszyć tym, czym ty się
      cieszysz, chcę się martwić tym, czym ty się martwisz, bo to są nasze wspólne
      sprawy".

      - Dobrze. Miłość to budowanie jedności. A inna cecha miłości małżeńskiej?

      - To przyjaźń. On spotkał interesującą dziewczynę. Ona spotkała interesującego
      mężczyznę. Interesującego! My jesteśmy bardziej intelektualni, niż nam się
      zdaje, bardziej ciekawi, niż się tego spodziewaliśmy, rozbudowani umysłowo, niż
      nam przychodzi do głowy. Szukamy ludzi ciekawych, interesujących, z bogatym
      wnętrzem, którzy mają coś do powiedzenia, jakieś prawdy do przekazania, jakieś
      wartości, które realizują w swoim życiu.

      - To druga cecha prawdziwej miłości: przyjaźń. A trzecia?

      - Wierność. Polega na tym, że wpatrujemy się w pozytywy człowieka, którego
      kochamy. Nie damy sobie odebrać obrazu, który uzyskaliśmy wtedy, kiedy go
      pokochaliśmy po raz pierwszy. Kiedy się tak nim zachwyciliśmy, że chodziliśmy
      jak oczarowani. I on jest taki w dalszym ciągu! A nawet dzieje się coś więcej:
      odkrywamy ze zdumieniem, że ta cecha, która nas tak zauroczyła, jest głębsza,
      niż nam się wydawało, że ma drugie i trzecie dno. A przy tym rzutuje na całość
      jego osobowości. Stąd też tęsknię za nim. Lubię na niego patrzeć, lubię go
      słuchać. Lubię przebywać w jego towarzystwie. Lubię z nim rozmawiać. Wtedy jego
      chwasty - bo przecież każdy człowiek jakieś wady posiada - nie zagłuszą tej
      piękności. Jego wady nie przykryją jego wartości. Na tym polega umiejętność
      wierności.

      - To wszystko?

      - Niech będzie na razie tyle. Choć jeszcze coś należy dodać. Takie nastawienie,
      patrzenie na ukochanego człowieka rzutuje na nas samych. Nie tylko ja chcę
      widzieć w nim - moim człowieku - wartości, których nie stracił, ale chcę swoje
      wartości, dla których on mnie pokochał, uwyraźnić swoim życiem.

      - To jest taka gra?

      - Nie. To nie jest aktorstwo. To nie udawanie, ale to wydobywanie z siebie
      tego, co najpiękniejsze, abym był kochany.

      - A gdy się tego nie realizuje?

      - Jeżeli tego nie ma, to wtedy się nie trzeba dziwić, że dochodzi do katastrof -
      rozejść, rozwodów. Jego nawet drobne wady w moich oczach puchną, olbrzymieją.
      Widzę tylko zakłamanie. Tylko małość mojego człowieka. I wewnętrznie odchodzę.
      Bo mi obrzydł. Jego głupota mnie razi, denerwuje mnie, doprowadza mnie do
      pasji. Uciekam z domu, uciekam od niego, od jego towarzystwa. I czuję, że to
      samo dzieje się w moim człowieku: on ucieka ode mnie. Nie chce mnie widzieć.
      Nie chce mnie słyszeć. Nie chce mnie słuchać. Ma mnie dość!

      I tutaj jest katastrofa. Nie dopiero w cudzołóstwie - w akcie fizycznym."


      Sprobuj znalezc w swojej sytuacji cos co Cie zbuduje, odmieni, wzmocni i
      poglebi, co rozszerzy swiadomy zakres Twojego zycia. To Ci nie przyniesie
      szczescia, a mimo to bedziesz szczesliwsza.
      Tekst pochodzi z "Dziennika Polskiego" z 19.11 br.
      Powodzenia!

      • Gość: zly miosio dzieki za te slowa.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.11.04, 21:25
        sami mamy problem ale dzieki jestem pewien , ze kocham moja zone.
    • Gość: Stanley Re: Rozwód a wina IP: *.159.234.127.Dial1.Chicago1.Level3.net 29.11.04, 05:48
      wy kobiety chcecie miec meszczyzne, ale nie wiecie jak go utrzymac, jak o to
      zadbac aby nie poszedl za inna-moja rada to nie mozna byc klockiem w lozku, jak
      chcesz milosci, daj ja od siebie, zachec go,kup sobie sexsowna bielizne a nie
      ubieraj stare szmaty, jak cie nie stac na nie, to lepiej poloz sie gola.
      Nigdynie uzywaj brzydkich slow, bez wyskokow nerw i bloznierstw. Nie dopuszczac
      aby milosc zamienila sie w nienawisc. Dobre slowo tworzy cuda. Jestem wdowcem
      od dwoch lat ale wcale nie mysle sie zenic znow, bo nie wierze zadnej kobiecie
      ze moze byc aniolem. Nie chcem slyszec wiecej rob tak, rob to, nie choc tam,nie
      pij, nie pal. Bedac samym czuje sie lepiej, wiecej waze i jestem sobie panem i
      ani mi sie nie sni zeby sie znow zenic.
    • Gość: margie Re: Rozwód a wina IP: *.kcp.pl / 213.241.45.* 29.11.04, 09:43
      Clio, z mojego wlasnego doswiadczenia: Mozesz wystapic o rozwod albo bez
      orzekania o winie, albo z orzekaniem. Jesli z orzekaniem, wtedy prania brudow w
      sadzie nie unikniesz. Ale jest tez to jedyny sposob, aby rozwod dostac. Jesli
      maz sie na rozwod nie godzi, to rozwodu bez ozrekania o winie nie dostaniesz.
      Ja zastosowalam inna metode ( u mnie sytuacja wygladala podobnie, acz bylo to
      znacznie bardziej rozciagniete w czasie i bardziej skoplikowane i chyba glownym
      powodem oporu meza byly pieniadze). Wyprowadzilam sie i tyle.Po trzech latach
      emecje opadly, maz ulozyl sobie zycie z inna akobiete i jakos poszlo.... Tak
      czy inaczej proponuje mimo wszytskowiztyte u adwokata, jesli jestes w Warszawy,
      moge ci dac namiar wlasnego, niedrogi a dobry. Pisz ma mail: margie@gazeta.pl
      • Gość: Clio refleksje porozwodowe. IP: 217.97.168.* 29.11.04, 12:12
        Przede wszystkim chcę podziękować Margie. Bezinteresowna pomoc to w
        dzisiejszych czasach rzadkość, doprawdy :-) JA sądzie nie kłamałam, ponieważ
        nie zależało mi na nieskazitelnej opinii a na rozwodzie. Ktoś z Was napisał w
        swojej wypowiedzi, że książki Grocholi nie są dobrą "podkładką". Oczywiście, że
        nie. Może czyjaś żona, naczytawszy się "Nigdy w zyciu" i "Bridget" dostała
        lekkiej kołowacizny. A jesli biedaczka doprawiła sobie "S@motnością" no i była
        zawsze podatna na wpływy (a przy tym szanowny małżonek miał zawsze w głębokim
        poważaniu jej potrzeby), to mogła sobie "pójść w siną dal". W pierwszej
        wypowiedzi podkresliłam, że nie proszę o moralitety, a o obiektywną radę. I tu
        dzięki tym, którzy jej udzielili. Jesli ktokolwiek odniósł wrażenie, że jestem
        wywzoloną feministka, która szukała wrażeń w ramionach obcego faceta a w necie
        szuka usprawiedliwienia-nic na to nie poradzę, jego sprawa.
        Prolog dodałam celem zakończenia wątku. Chciałam tez podzielić się swoimi
        spostrzeżeniami,bo wiem, jak bardzo destruktywną rzeczą są takie przeżycia.
        Dlaczego mam nie pomóc komuś, nawet anonimowemu? Mnie też parę osób tu pomogło.
        Pozdrawiam Wszystkich.
    • Gość: skarpeta Re: Rozwód a wina IP: *.chello.pl 29.11.04, 11:58
      takie rzeczy nigdy nie są łatwe,najgorzej jak z partnera bydlę wyłazi,trzymaj
      się,jestem z Tobą sałym sercem
    • figurka_z_porcelany Re: Rozwód a wina 29.11.04, 12:18
      Spóźnione rady, clio jest już PO rozwodzie, jej post z 22 listopada.
      :-)
      • zbyszek07 Re: Rozwód a wina 29.11.04, 13:23
        Takie problemy sa nie tylko problemem Clio,
        dobre rady przydadza sie wiec nie tylko jej...
        Mam dlugi staz malzenski,
        a zone mialem...
        kilka lat...
        czy jeszcze jestem zonaty...
        czy to juz od dawna jest fikcja?
        :-)
    • Gość: Clio po też jest atrakcyjnie IP: 217.97.168.* 29.11.04, 13:17
      Jestem PO, fakt. Ale przede mną teraz inne atrakcje. Osobną kwestią jest na
      przykład-Jak nie stracić resztek szacunku dla ex-partnera (w kontekście jego
      kontaktów z dziecmi). TE sprawy (rozstania i układanie dalszego zycia) nigdy
      nie były, nie są i nie będą łatwe, niestety. Mają one wiele aspektów, nie tylko
      ambicjonalny, moralny, psychologiczny. Zdaję sobie sprawę, że jeszcze co
      najmniej kilku nie poznałam.
      • zbyszek07 Re: po też jest atrakcyjnie 01.12.04, 13:39
        Powodzenia!
        :-)
        • Gość: Clio Trzeba czasu IP: 217.97.168.* 01.12.04, 15:23
          Mnie. Dzieciom. Ex-owi. Mojemu obecnemu partnerowi (on tez liże swoje rany).
          Wiem że to wszystko MUSI znormalnieć. Jeszcze trochę a przestaniemy być
          sensacją ostatnich dni; znudzimy się ludziom. Teraz powinnismy uważać, żeby nie
          powtarzać starych błędów i nie ranić niepotrzebnie. Mnie. Dzieci.Ex-a. Mojego
          obecnego...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka