ijaw
30.12.04, 22:14
Wiele było i jest konfliktów zbrojnych zwłaszcza na terenie Afryki i często w
ramach porachunków plemiennych, bądź religijnych. Jakie są różnice między
ludźmi, tej samej zresztą rasy i pochodzącym z tego samego kraju, by
usprawiedliwiały ludobójstwo? Czy świat cywilizowany kiedykolwiek wytłumaczy
te zjawiska? O sytuacji w Sudanie, Darfurze, dziś, choć zbrodnie popełniane są
tam od dwoch lat.
Tu wiadomość z gazety.pl:
"Darfur czeka na śmierć - korespondencja z Sudanu
Wojciech Jagielski, el Faszer, Darfur, Sudan 29-12-2004
Dziś zobaczyłam obozy uchodźców w Darfurze - mówi mi szefowa PAH Janina
Ochojska. - Widziałam biedę w Czeczenii i wydawało mi się, że bardziej
przerażającej sytuacji niż w obozach czeczeńskich uchodźców być nie może. Ale
większość ludzi tu, w Darfurze, byłaby szczęśliwa, gdyby mogła zamienić swoją
nędzę na nędzę obozów czeczeńskich
Sytuację w Darfurze porównuje się do ruandyjskiego ludobójstwa sprzed
dziesięciu lat, kiedy zginęło prawie milion ludzi. W środę do Darfuru z
pierwszą misją w Afryce przybyła delegacja Polskiej Akcji Humanitarnej.
Pogromy czarnej ludności w Darfurze zaczęły się dwa lata temu. Po trwającej
prawie pół wieku wojnie z chrześcijańskim i animistycznym południem
zdominowane przez Arabów władze w Chartumie zdecydowały się ustąpić. Wtedy
Darfurczycy postanowili upomnieć się o swoje i zaczęli partyzancką walkę z
rządem. W odpowiedzi Chartum wezwał na pomoc arabskich koczowników i zwykłych
rabusiów grasujących na drogach zachodniego Sudanu i Czadu. Rozbójników
nazwano dżandżawidami.
- Dotąd byli zwykłymi bandytami, teraz rząd wziął ich na służbę, mogli więc
rabować w majestacie prawa - opowiada mi doktor Abbas Zyali. W ciągu dwóch lat
w pogromach ludności afrykańskiej zginęło już prawie sto tysięcy ludzi.
Półtora miliona stało się uchodźcami we własnym kraju lub w sąsiednim Czadzie.
W środę dżandżawidzi napadli na wieś Sarafija i obóz uchodźców Bir, tuż pod
samym el Faszer. Zazwyczaj napadają na wsie w dni targowe, gdy na rynku zbiera
się dużo ludzi i są w dodatku obładowani przeróżnymi towarami. Nawet gdyby
rząd w Chartumie chciał ich rozbroić - a nie chce - nie wiadomo, czy dałby radę.
Arabskie bojówki sprawują niepodzielną władzę w ogromnym, równym obszarem
Francji i niemal całkowicie pozbawionym dróg Darfurze. Nikt naprawdę nie wie,
co się dzieje poza większym miastami. Drogi są nieprzejezdne z powodu
grasujących band, a poza strzeżone przez wojsko rogatki miast można wyjeżdżać
tylko, mając specjalną przepustkę.
Wcieleni do wojska i policji bojówkarze pilnują zresztą samych obozów uchodźców.
Obóz w Zam-Zam
Odkąd przybyła z mężem i dziećmi do Zam-Zam, Fatima Arun nie opuszcza obozu,
boi się. Na targ do el Faszer wysyła starsze dzieci. Niosą do miasta chrust na
opał, słomę na dachy domostw i trzcinę na płoty obejść. Za zarobione pieniądze
kupują cukier, herbatę, mięso.
Fatima Arun nie chodzi do miasta, bo boi się arabskich bojówek. - Jesteśmy tu
już od maja i wszystkie drewno na opał z okolicy zostało wyzbierane. Teraz
żeby coś znaleźć, trzeba oddalić się od obozu nawet parę kilometrów - opowiada
Fatima. - W buszu kręcą się bojówki Arabów i polują na kobiety. Wiele kobiet z
Zam-Zam zostało zgwałconych.
Masowe gwałty kobiet są zresztą nie igraszką bojówkarzy, lecz skrupulatnie
opracowaną taktyką wojenną.
- W całym kraju trwają powolne rzezie. Nikt tego nie widzi, nikt nie wie. O
tragediach dowiadujemy się dopiero wtedy, gdy ocalałym nieszczęśnikom uda się
dotrzeć do jakiegoś miasta i o wszystkim opowiedzieć - mówi doktor Abbas. - My
wszyscy, mieszkańcy Darfuru, jesteśmy jak zakładnicy i czekamy w kolejce na
śmierć.
Obóz uchodźców Zam-Zam leży na kompletnym bezludziu przy drodze do Nyali, 20
km od el Faszer, stolicy północnego Darfuru. W brezentowych namiotach i w
chatach skleconych z gliny i słomy gnieździ się tu prawie 20 tys. osób,
głównie wieśniacy z ludu Fur zamieszkującego okolice el Faszer. Zanim został
wybrany na naczelnika obozu, przypominający olbrzyma Ali Iszak Hamid pędził
spokojne życie rolnika w wiosce Tawila odległej o 70 km od el Faszer. To życie
przerwał mu samolot, jaki na początku maja pojawił się na czystym, błękitnym
niebie nad jego wsią.
Arabowie nas mordują
- Wiedzieliśmy już, że wojsko i pozostające na usługach rządu milicje Arabów
najeżdżają wioski Afrykanów. Nigdy jednak nie przypuszczaliśmy, że z nami
będzie tak samo. Samolot rzucił kilka bomb na zatłoczony w południe rynek.
Ledwie pozbierano trupy i rannych, a nad wieś nadleciały dwa śmigłowce.
Leciały nisko, prawie nad dachami domów, i strzelały na oślep. Ludzie
pierzchali w popłochu, ale nie było ucieczki. Kule z wielokalibrowych działek
pokładowych burzyły chatę za chatą - opowiada Ali Iszak Hamid przed swoim
namiotem w Zam-Zam.
W powłóczystej, białej galabii i z zafrasowaną, surową twarzą przypomina
pobożnego szejka. Pod wieczór pod wsią zauważono zbrojnych jeźdźców na koniach
i wielbłądach. Ziemia jest tu płaska, pustynna, pozbawiona drzew, więc było
ich widać z daleka, jak pędzą, strzelając w powietrze. Wieśniacy rzucili się
do ucieczki. Kto zdążył, zabierał dobytek, kobiety domowe sprzęty, mężczyźni
stada. Ali Iszak Hamid nie zdążył zabrać ani kóz, ani krów, ani nawet osłów.
Nie narzeka jednak, bo udało mu się uratować całą rodzinę, dwie żony i
siedmioro dzieci. Pieszo, bezdrożami, przez ponad tydzień błąkali się, zanim
dotarli do el Faszer. Rozbili obóz na pustyni, w miejscu, gdzie znaleźli
źródło wody. - Chciałbym wrócić do mojej wioski, ale nie wierzę, by został tam
jeszcze kamień na kamieniu - mówi Ali Iszak Hamid. - Arabowie mordują nas i
wypędzają z wiosek, żeby zabrać dla siebie całą naszą ziemię.
Latem Kongres USA nazwał rzezie w Darfurze ludobójstwem, a międzynarodowe
organizacje humanitarne biły na alarm, że w Sudanie dokonuje się zbrodnia na
skalę ruandyjskiej z 1994 r.
ONZ i Unia Afrykańska wezwały Sudan, by położył kres przemocy i rozbroił
bojówki dżandżawidów; wyznaczono konkretne i nieprzekraczalne terminy. - Nie
zmieniło się nic a nic - mówi mi doktor Abbas. - Bojówki działają całkowicie
bezkarnie i poza wszelką kontrolą.
• Polska Akcja Humanitarna, która organizuje pomoc dla Darfuru, przywiozła
namioty, koce i sprzęt medyczny warte 200 tys. zł.
Konto PAH nr 13 1060 0076 0000 3310 0002 5026"