Dodaj do ulubionych

Wielokulturowe dzieci Angeliny Jolie

31.12.04, 15:10
Rozmawialiśmy na łamach forum o adpocji ciemnoskórych dzieci. Zgodzilismy się,
że znakomitą rolę pełnią artyści adpotujący afrykańskie, azjatyckie dzieci.
Na pożegnnie tego roku ciepła informacja o A. Jolie i jej planach adopcyjnych.

"A. Jolie: Dzieci różnych wyznań
30.12.2004
Angelina Jolie ("Sky Kapitan i świat jutra"), która dwa lata temu adoptowała
rocznego kambodżańskiego chłopca, zapowiada, że ma zamiar przysposobić kolejne
dzieci. Piękna aktorka chce, by do buddyjskiego Maddoxa dołączyły dzieci
innych wyznań.
Angelina Jolie wyznała niedawno, że pragnie, by Maddox miał rodzeństwo.
Gwiazda chce adoptować jeszcze co najmniej dwójkę dzieci.
I zależy jej, by były one różnych wyznań.
"Chciałabym, aby jedno było muzułmaninem, a drugie chrześcijaninem" -
powiedziała Angelina Jolie.
"Byłoby to wspaniałe dopełnienie dla buddyjskiego Maddoxa" - wyjaśniła piękna
aktorka.
A. Jolie: Dziecko z Afryki
Nie tak dawno informowaliśmy, że Angelina Jolie pragnie, by nowy członek jej
rodziny pochodził z jednego z afrykańskich krajów.
Wcześniej media obiegły informacje, że aktorka adoptowała rosyjskiego chłopca,
a nawet że kupiła gruzińskiego noworodka.
Doniesienia te zostały jednak zdementowane."

źródło: INTERIA.PL
Obserwuj wątek
    • czarek1 Kolorowe dzieci 31.12.04, 16:33
      -Czytajac ten post przypomnial mi sie incydent sprzed wielu lat, z czasow
      moich poczatkow w USA. Pzrytocze Wam malenki fragment ze swojej ksiazki, ktora
      byla niegdys drukowana w odcinkach w. Oto on, skopiowany z komputera:
      (slowo"Murzynek" bylo wowczas pzreze mnei uzywane bez jakichkolwiek zlych
      skojarzen).

      Któregoś dnia Dorotka przyniosła ze szkoły słownik angielsko-polski z małą
      karteczką. Był to podarunek od rodziców jej koleżanki Barbary, która w domu
      powtórzyła o dziewczynce przybyłej z Polski i słabo jeszcze mówiącej po
      angielsku. Wzruszający gest zmusił mnie do napisania krótkiego podziękowania.
      Ludzi tych poznałem w tydzień później, na wywiadówce. Zaprosili nas do swojego
      domu. Była to, jak na warunki amerykańskie, rodzina dość niezwykła. Mieli dwoje
      własnych dzieci: Barbarę i Johna, ale oprócz nich, jeszcze pięcioro
      adoptowanych: maleńkiego Murzynka, dziewczynkę ze Sri Lanka, małego
      Wietnamczyka, chłopczyka z Kambodży i Mulata. Wszyscy kochali się, jak
      najprawdziwsza rodzina. Barbara i John nie byli w niczym wyróżniani, ale też
      nie wykazywali jakiejkolwiek zazdrości o adoptowane rodzeństwo. Przeciwnie,
      spieszyli im na każdym kroku z pomocą. Dzieci wychowywały się w domu bez
      telewizora, bo rodzice uważali, że amerykańska telewizja to strata czasu i ma
      zły wpływ wychowawczy. Mimo to, dzieci nie czuły się pokrzywdzone. Dużo
      czytały. Oczywiście te, które już czytać umiały. Ponadto, rodzice urządzali im
      gry i zabawy.
      Nasza wizyta w ich domu przypadła akurat na wieczór Halloween. Rodzice Barbary
      zrobili przyjęcie dla dzieci i dla nas i potraktowali nas z wyjątkową
      serdecznością. Bob - ojciec Barbary - opowiadał nam o prapoczątkach Halloween,
      które możnaby przyrównać do czegoś w rodzaju mickiewiczowskich “Dziadów”.
      Ludzie wierzyli, że w ten wieczór (poprzedzający Dzień Wszystkich Świętych)
      wstają z grobów wszelkie duchy, proszą o strawę i należy je jakoś
      usatysfakcjonować. Tak było w zamierzchłych czasach. Przez lata tradycja się
      wypaczyła, skomercjalizowała i dziś pozostali już tylko weseli przebierańcy i
      dzieci chodzące od domu do domu z torbą na słodycze. Wśród nich są makabryczne
      trupy, broczące krwią (ze szminki), śmierć z kosą, ale są też rycerze,
      księżniczki, myszki Mickey, pieski, kotki i znane postacie z hollywoodskich
      filmów. Pukając do każdego domu przebierańcy wołają: “Trick or treat ”. Tego
      dnia nawet kasjerki w okienkach banków poprzebierane są w fantastyczne stroje i
      nikogo to nie dziwi. W każdym domu ludzie szykują wielkie zapasy słodyczy, żeby
      wszystkim starczyło. Bonnie - matka Barbary - troszczyła się o to, żeby każde
      dziecko przystroić w oryginalny sposób, żeby żadne z nich nie poczuło się
      pokrzywdzone i żeby starsze opiekowały się młodszymi podczas chodzenia po
      domach sąsiednich ulic. Bonnie opowiadała nam też o niektórych tradycyjnych
      grach i zabawach związanych z Halloween, jak łapanie jabłek pływających w
      wiadrze z wodą, samymi ustami, bez pomocy rąk. Wypytywali o Polskę, o
      Solidarność. Interesowali się też polskimi tradycjami. Tacy też bywają
      Amerykanie.
      -
      Homo sum et humani nihil a me alienum esse puto
      • jofin Re: Kolorowe dzieci 31.12.04, 16:53
        W przypadku Twoich znajomych Czarku, widac, ze adopcja dzieci odmiennych
        kulturowo i rozniacych sie od siebie znacznie kolorem skory byla przemyslanym
        wyborem calej rodziny. W przypadku przytoczonym przez Ijaw, mam odczucie, ze
        pomysl aktorki jest raczej podyktowany reklama jej osoby /aktorki oczywiscie/.
        Rozne tricki w tej chwili sa dozwolone, wiec czemu nie wybrac tego wlasnie.
        Mam duze watpliwosci, czy ona sama wychowuje swojego "buddyjskiego" chlopca,
        czy tez to robia za nia nianie. Poza tym po co jest jej potrzebny caly ten
        zlepek religi. Czy dzieci zdaja sobie sprawe z tego w co i dlaczego wierza. Jak
        ona chce pogodzic, jezeli naprawde chce ze soba pogodzic wychowanie w wierze
        przynaleznej tym dzieciom i w milosci braterskiej.
        Dla mnie jest to czysty marketing i nie widze powodu do radosci. A powiem
        jeszcze, ze szkoda mi tych dzieci. Choc pewnie beda mialy wiecej kasy i jako
        takie warunki bytowe. Ale czy to wystarczy.
        Jeszcze pytanie, czy w ktoryms momencie to "wychowywanie" jej sie nie znudzi.
        • czarek1 Re: Kolorowe dzieci 31.12.04, 17:46
          Mozliwe, ze masz duzo racji w tym, co napisalas. My tego nie wiemy. Ale tez
          trzeba spojrzec na niekwestionowany pozytyw: ona prawdopodobnei uratowala te
          dzeici od nedzy. Nasza przyjaciolka - Polka z Montrealu regularnie placi na
          zywienie i ksztalcenie jakiegos chloczyka mieszkajacego w ktoryms z krajow
          Ameryki Srodkowej. On mieszka ze swoimi rodzicami w ponoc strasznej nedzy.
          Basia wysyla pieniadze przez jakas organizacje charytatywna, dostaje od dziecka
          zdjecia i informacje o postepach w nauce.
          • jofin Re: Kolorowe dzieci 31.12.04, 17:51
            Ten pomysl duzo bardziej mi sie podoba
            • ijaw Re: Kolorowe dzieci 01.01.05, 15:25
              jofin napisała:

              > Ten pomysl duzo bardziej mi sie podoba

              Każdy sposób warto popierać. Byle stworzyć szansę zycia i rozwoju dzieciom z
              obszarów nędzy.
          • ijaw Re: Kolorowe dzieci 01.01.05, 15:19
            Czarku podobna akcja istnieje w Polsce, pisałam w dyskusji o adopotowanych
            dzieciach afroamerykańskich. Akcją tą objęte są dzieci z rejonów Rwandy.
          • ijaw Dzieci zaadoptowały dzieci 04.01.05, 15:48
            W dyskusji o adopcji dzieci afroamerykańskich mówiłam o finansowaniu nauki,
            bytu, dzieciom rwandyjskim przez uczniów polskich szkół. Akcją objęte było
            kilkanaścioro dzieci. Dziś w interii.pl znalazłam krótką wiadomość o podobnej
            akcji. Bardzo mnie to cieszy, bo świadczy o głębokiej wrażliwości naszej
            młodzieży. Dodaję brawa, i wyrażam nadzieje, że w ślad pójdą dorośli i
            istytucje. Może będziemy taką akcję propagować i przyłączymy się do niej?

            "Dzieci zaadoptowały dzieci
            04.01.2005
            Uczniowie liceum ogólnokształcącego we Wschowie w Lubuskiem zbierają co miesiąc
            pieniądze na utrzymanie rodzeństwa z Ruandy. Każdy wpłaca co miesiąc 50 groszy.
            Dwoje 13-latków z Ruandy straciło rodziców podczas wojny domowej w tym kraju w
            połowie lat 90. Za pieniądze od polskich dzieci dostają leki, ubrania i przybory
            szkolne.
            Na miesięczne utrzymanie ruandyjskich dzieci potrzeba zaledwie 15 dolarów. Z
            dyrektorem i uczniami lubuskiej szkoły rozmawiał reporter RMF Michał Szpak"
        • ijaw Re: Kolorowe dzieci 01.01.05, 15:17
          Nawet jeśli jest autoreklamą ma dobre aspekty, bowiem zwraca uwagę ludzi na
          problemy dzieci afrykańskich i azjatyckich. Działa jako dobry przykład.
          Pewnie masz rację, że wychowaniem zajmą się opiekunki, co miałoby miejsce w
          przypadku jej własnych dzieci.
          Ale co jest gorsze Jofin, nędza, poniżenia, dziecięca prostytucja, czy dostatnie
          życie, możliwości zrealizowania się, przy boku mamy gwiazdy?
          • czarek1 Re: Kolorowe dzieci 01.01.05, 16:41
            Przypominam, ze niegdys - jeszcze pzred wojna - ciemnoskora gwiazda estrady
            Josephine Baker adoptowala 9 - cioro dzieci, sierot z roznych krajow i
            stworzyla im nowe, inne (dobre) zycie
    • ijaw Drugie adoptowane dziecko Angeliny Jolie 26.07.05, 13:28
      Chora etiopska dziewczynka dzięki Angelinie ma szansę na życie. Niech mi ktoś
      powie, że nie warto, że bez sensu, albo coś tam..

      "Sześciomiesięczna Zahara miała szczęście. Gdyby nie zapał Angeliny w
      naprawianiu świata, czekałaby ją pewna śmierć w etiopskim sierocińcu. Właśnie
      tam aktorka znalazła ją wycieńczoną zatruciem salmonellą. Dzięki szybkiej
      interwencji lekarzy z nowojorskiego szpitala dziewczynka wróciła do zdrowia.
      Wprawdzie teraz pojawiły się informacje, że jest zarażona wirusem HIV, ale nawet
      jeśli okażą się prawdą, to i tak w USA czeka ją lepsze i dłuższe życie niż w
      Etiopii."
      serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,2836975.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka