ijaw
07.05.05, 17:03
Przed obchodami 60 rocznicy zakończenia II WŚ huczy w mediach. Jedni politycy
próbują wyprostować historię, inni protestują przeciwko tym zabiegom.
Próby dotyczą "szczegółów", że tak powiem, choć okupacja krajów nadbałtyckich
szczegółem na pewno nie była, ale... Dziś przeczytałam wiadomość, punkt
widzenia gazety monachijskiej odnośnie wojny. Cóż o tym myśleć?
"Szokujące twierdzenia niemieckiej gazety
IAR
Monachijski dziennik "Sueddeutsche Zeitung" stwierdza w komentarzu, że na
uroczystościach w Moskwie Władimir Putin i Gerhard Schroeder będą
reprezentować dwa narody, które najbardziej ucierpiały podczas wojny.
Przypomina 20 mln ofiar rosyjskich, ale nie wspomina o 6 mln zamordowanych
Polaków. Gazeta zauważa jednocześnie, że Niemcy nie mają prawa żądać wybaczenia.
Komentator Werner Kilz przyznaje, że Niemcy po 8 maja 1945 r. nie pielęgnowali
pamięci o tym, co się stało, choć teraz to się zmienia. Autor podkreśla, że
choć było wiele niemieckich ofiar, nie da się zaprzeczyć, iż w 1945 r. Europę
wyzwolono od morderczego niemieckiego jarzma nazizmu.
W tym samym numerz, "Sueddeutsche Zeitung" zamieszcza artykuł Gerharda
Schroedera, w którym kanclerz przypomina, że większość Niemców nie odczuwała
zakończenia wojny jako wyzwolenia od zbrodniczego reżimu. Kanclerz określił
narodowy socjalizm jako hańbę narodu niemieckiego i zapewnił, że Niemcy
wyciągnęli naukę z przeszłości.
Według Schroedera każdy naród może mieć rozmaite punkty odniesienia wobec
tamtych czasów. Dla Rosji najstotniejsza jest Wielka Wojna Ojczyźniana, dla
Polaków - Powstanie Warszawskie, a dla Francuzów - lądowanie aliantów w
Normandii. (jask)"
źródło: wp.pl