dignity
27.08.05, 15:24
Jeszcze pamiętam czasy, kiedy w zdewociałym społeczeństwie wszelka mowa o
seksie lub jakiekolwiek wyzywające zachowanie było komentowane "na ulicy"
wieloma ochami i achami i wszyscy, chociaż trochę odstający od norm poprawnej
politycznie szarości obywatele zostawali natychmiast wytykani palcami. Wiem -
było to ograniczanie wolności, ale nie twierdze, że to, co mamy teraz jest mi
bliższe. To, co kiedyś wydawało mi się złe, bo ograniczało wolność, było
objawem zwycięstwa nietolerancji teraz, gdy sytuacja z dnia na dzień odwraca
się to wydaje się, że społeczeństwo, któremu dano wolność popada z jednaj
skrajności w drugą.
Seks, który był tematem tabu smakował lepiej, gdy był "ukryty" a ten
dzisiejszy obnażony staje się sportem, chwilowym tarciem dwóch ciał w celu
osiągnięcia celu, jakim jest przyjemność szczytowania. Stosunek staje się
obowiązkiem dla samego obowiązku, dla mody, jest wyznacznikiem nas samych w
oczach innych. Seks staje się zwyczajną mechaniką, kilka ruchów, kalkulacją
osiągnięcia szczytu. Seks przypomina dziś w dobie konsumpcji towar, który
musimy mieć codziennie, aby przeżyć jak posiłek. Szybko zapomnianym
obowiązkiem.
Wiem, że jesteśmy tylko ludźmi a człowiek musi się czasem poocierać, aby
zaspokoić swoje potrzeby, bo inaczej nie byłby człowiekiem, ale czy naprawdę
musimy to mieć za wszelką cenę. Jakość smakuje lepiej od ilości.
Moim skromnym zdaniem wolność i nieskrępowane mówienie o seksie oraz
obnoszenie się z czynami seksualnymi na ekranie telewizorów i na ulicach
sprawia, że "zakazany owoc" nie smakuje tak jak smakował. Jedynie zaspokaja a
to jest różnica. Może się mylę i tylko ja tak to odczuwam? W stosunku bez
intymności nie widzę sensu.