dana-56
30.08.05, 10:49
...Moją koleżanke spotkało wielkie nieszczęście...jej córka, jedynaczka
zresztą, postanowiła iść do zakonu. Decyzję podjęła jeszcze przed maturą.
Złożyła papiery na jedną z uczelni w Polsce i dostała się...jednakże to stało
sie nieważne...powołanie przesłoniło wszystko.
Rozpacz rodziców jest ogromna i sama dziewczyna jest u kresu wytrzytmałości
ponieważ całą swoja energię zużywa na walkę z rodziną. Nie jest to jakaś
podstrzelona mastolatka...zawsze była bradzo ułożona, kulturalna, bardzo
skromna i pobożna, z Kościołem związana jest od zawsze....więc nie mowy o
kaprysie, jej decyzja jest dokladnie przemyślana i nie odwołalna.
Zastanawiam się nad tą sytuacją bo jak to pogodzić...plany rodziców legły w
guzach...wiem, wiem, dziewczyna jest pełnoletnia i ma prawo decydować o
własnym zyciu...i wiem, że rodzice są po to aby nie przeszkadzać a pomagać...
ale skąd wiadomo, że droga ich córki jest wlaściwa?
Czy jest sposób, oprócz czasu oczywiscie, aby obie strony potrafiły sie
dogadac i potrafiły sie wysłuchać?
Czy mimo wszystko odradzac dziewczynie ten wybór i spowodować, jeżeli to sie
uda, aby zaczęła zwyczjne zycie ...np. studiując?
Tyle złego słyszy sie dzisiaj o zakonnicach...jak to sie ma do
rzeczywistości...?
A tak po prawdzie, do jakiego momentu moga posunąc się rodzice, aby nie
stracić dziecka...i czy tylko rodzice maja obowiazki w stosunku do
dziecka....a dziecko nie musi sie z nimi liczyć...?
Co robić, aby nie doszło do tragedii...czas nagli....pomóżcie!!!!