...zamiast studiów...zakon.

30.08.05, 10:49
...Moją koleżanke spotkało wielkie nieszczęście...jej córka, jedynaczka
zresztą, postanowiła iść do zakonu. Decyzję podjęła jeszcze przed maturą.
Złożyła papiery na jedną z uczelni w Polsce i dostała się...jednakże to stało
sie nieważne...powołanie przesłoniło wszystko.
Rozpacz rodziców jest ogromna i sama dziewczyna jest u kresu wytrzytmałości
ponieważ całą swoja energię zużywa na walkę z rodziną. Nie jest to jakaś
podstrzelona mastolatka...zawsze była bradzo ułożona, kulturalna, bardzo
skromna i pobożna, z Kościołem związana jest od zawsze....więc nie mowy o
kaprysie, jej decyzja jest dokladnie przemyślana i nie odwołalna.
Zastanawiam się nad tą sytuacją bo jak to pogodzić...plany rodziców legły w
guzach...wiem, wiem, dziewczyna jest pełnoletnia i ma prawo decydować o
własnym zyciu...i wiem, że rodzice są po to aby nie przeszkadzać a pomagać...
ale skąd wiadomo, że droga ich córki jest wlaściwa?
Czy jest sposób, oprócz czasu oczywiscie, aby obie strony potrafiły sie
dogadac i potrafiły sie wysłuchać?
Czy mimo wszystko odradzac dziewczynie ten wybór i spowodować, jeżeli to sie
uda, aby zaczęła zwyczjne zycie ...np. studiując?
Tyle złego słyszy sie dzisiaj o zakonnicach...jak to sie ma do
rzeczywistości...?
A tak po prawdzie, do jakiego momentu moga posunąc się rodzice, aby nie
stracić dziecka...i czy tylko rodzice maja obowiazki w stosunku do
dziecka....a dziecko nie musi sie z nimi liczyć...?
Co robić, aby nie doszło do tragedii...czas nagli....pomóżcie!!!!
    • lpr_rasta Re: ...zamiast studiów...zakon. 30.08.05, 10:54
      HE HE WYŚLIJ MI DO NIEJ MAILA ALBO NR TEL. NA PRIV. COŚ WYMYŚLĘ. Po prostu
      przekonam ją że boga należy mieć w sercu, i nie trzeba iść do żadnego zakonu.
    • nancyboy Re: ...zamiast studiów...zakon. 30.08.05, 10:58
      > czy tylko rodzice maja obowiazki w stosunku do dziecka....a dziecko nie
      > musi sie z nimi liczyć...?
      Rodzice mają obowiązki (alimenty) do czasu, gdy dziecko się usamodzielni
      (skończy naukę).
      Dziecko po osiągnięciu pełnoletności nie musi się liczyć ze zdaniem rodziców.
    • Gość: Liadan Cerridwyn Re: ...zamiast studiów...zakon. IP: *.net.pl / 80.51.253.* 30.08.05, 11:12
      To w końcu decyzja tej dziewczyny. A rodzice mogą tylko rozmawiać z nią. Jeżeli
      ona będzie szczęśliwa... Dziecko nie jest rzeczą, która ma uszczęśliwiać
      rodziców, spełniać ich marzenia.
    • inezz_a Re: ...zamiast studiów...zakon. 30.08.05, 11:34
      Dziecko musi liczyć się ze zdniem rodziców, jak najbardziej, ale jeżeli
      podporządkowanie się rodzicom ma przekreślić jej szczęście to trzeba wziąć pod
      uwagę wszystko. Z twojego opisu widać że dziewcyna sprawdzała czy jej wybór
      jest dobry, wybrała studia, zdała egzamin, dostała się... Gdyby jej powołanie
      było za słabe, nie poszłaby do zakonu. Uwierz mi, sama to przeszłam. Też byłam
      na rozdrożu, zakon i studia - zdałam egzaminy, dostałam się na uczelnię ale
      ciągle miałam w głowie, że może jednak zakon. Moje powołanie jednak nie było na
      tyle mocne żeby zostać zakonnicą. Teraz jestem szczęśliwa z tym jak żyje i co
      robię. Moja przyjaciółka natomiast nie ogła doczekać się kiedy zda maturę i
      wstąpi do zakonu. Jest teraz siostrą zakonną, minęło już 6 lat a ona jest
      szczęśliwa. Jej rodzice pogodzii się z jej decyzją, hoć było im trudno. Teraz
      jeżdżą do niej, odwiedzają ją a ona przyjeżdża do domu na urlop.
    • inezz_a jeszcze coś 30.08.05, 11:37
      Zaczęłaś dana swojego posta od słów "Moją koleżankę spotkało wielkie
      nieszczęście..." Przecież to nie jest nieszczęście. Ta dziewczyna byłaby teraz
      jedną z najszczęśliwszych istot na świecie gdyby rodzice zaaprobowali jej wybór
      i dali błogosławieństwo.
      • antidotumm Re: jeszcze coś 30.08.05, 12:01
        Poza tym - wiekszosc mlodych ludzi odchodzi w trakcie nowicjatu. Wiec mozi i ona?
    • po_godzinach Re: ...zamiast studiów...zakon. 30.08.05, 12:03
      "A tak po prawdzie, do jakiego momentu moga posunąc się rodzice, aby nie
      stracić dziecka...i czy tylko rodzice maja obowiazki w stosunku do
      dziecka....a dziecko nie musi sie z nimi liczyć...?"

      1. Aby nie stracić dziecka można tylko zaakceptować jego decyzję.

      2. Rodzice swój obowiązek już wykonali - ich dziecko jest dobrze wychowane i
      opuszcza gniazdo.

      3. "a dziecko nie musi sie z nimi liczyć...?" - chcesz spytać, czy dziecko ma
      zyc zgodnie z wolą rodziców, a nie własną? Nie, ma życ tak, jak samo uważa za
      słuszne. A rodzice są od tego, aby swoje dziecko kochać. Z wzajemnością.

    • ell.a Re: ...zamiast studiów...zakon. 30.08.05, 12:25
      dana-56 napisała:

      > ...Moją koleżanke spotkało wielkie nieszczęście...jej córka, jedynaczka
      > zresztą, postanowiła iść do zakonu.

      Taa.. rzeczywiście wielkie nieszczęście, wręcz tragedia... Najwidoczniej jest
      szczęściarą, której wielkie nieszczęście do tej pory nie spotkało (i życzę
      szczerze aby nie spotkało).

      Decyzję podjęła jeszcze przed maturą.
      > Złożyła papiery na jedną z uczelni w Polsce i dostała się...jednakże to stało
      > sie nieważne...powołanie przesłoniło wszystko.
      > Rozpacz rodziców jest ogromna i sama dziewczyna jest u kresu wytrzytmałości
      > ponieważ całą swoja energię zużywa na walkę z rodziną. Nie jest to jakaś
      > podstrzelona mastolatka...zawsze była bradzo ułożona, kulturalna, bardzo
      > skromna i pobożna, z Kościołem związana jest od zawsze....więc nie mowy o
      > kaprysie, jej decyzja jest dokladnie przemyślana i nie odwołalna.
      > Zastanawiam się nad tą sytuacją bo jak to pogodzić...plany rodziców legły w
      > guzach...

      Pewnie z góry mieli ułożone i zaplanowane życie jedynego (po co więcej)
      dziecka. Co za podłość ze strony dziewczyny, że chce zyć własnym życiem...

      wiem, wiem, dziewczyna jest pełnoletnia i ma prawo decydować o
      > własnym zyciu...i wiem, że rodzice są po to aby nie przeszkadzać a pomagać...
      > ale skąd wiadomo, że droga ich córki jest wlaściwa?

      To się okaże. Nawet jak wstapi do zakonu to nie jest powiedziane, że w nim
      zostanie. Znam przypadki mężczyzn i kobiet, którzy wstąpili do zakonu i po
      różnym czasie wystąpili. Te lamenty są co najmniej przedwczesne.

      > Czy jest sposób, oprócz czasu oczywiscie, aby obie strony potrafiły sie
      > dogadac i potrafiły sie wysłuchać?
      > Czy mimo wszystko odradzac dziewczynie ten wybór i spowodować, jeżeli to sie
      > uda, aby zaczęła zwyczjne zycie ...np. studiując?

      Takie rady dziewczyny często dostają w zakonie. To nie łapanka na akord.

      > Tyle złego słyszy sie dzisiaj o zakonnicach...jak to sie ma do
      > rzeczywistości...?

      Najprościej porozmawiać z różnymi zakonnicami.

      > A tak po prawdzie, do jakiego momentu moga posunąc się rodzice, aby nie
      > stracić dziecka...i czy tylko rodzice maja obowiazki w stosunku do
      > dziecka....a dziecko nie musi sie z nimi liczyć...?
      > Co robić, aby nie doszło do tragedii...czas nagli....pomóżcie!!!!

      Niech się wyprowadzą do Arabii Saudyjskiej (córkę przewiozą w luku bagażowym)
      gdzie chrześcijaństwo jest represjonowane a kobiety ubezwłasnowolnione.
      pzdr
    • facet123 Re: ...zamiast studiów...zakon. 30.08.05, 12:35
      Myślę, że rodzice tej dziewczyny powinni przede wszystkim nie traktowac jej
      wyboru jako coś z gruntu złego (nawet jeśli tak naprawdę uważają). Takie
      podejście uniemośliwia dalszą rozmowę i jak sama piszesz - dziewczyna zamiast
      się zastanawiać nad swoją decyzją wykorzystuje całą energię do walki z rodziną
      utwierdzając się przez to tylko jeszcze bardziej w swojej dycyzji.

      Kiedy już rodzice przestaną wzdragać się na samo słowo "zakon" powinni
      spróbować ją przekonac żeby poczekała jeszcze z tą decyzją (poczekała,
      nie 'zrezygnowała') do końca studiów. Niech jej powiedzą, że po studiach będzie
      mogła lepiej służyć bogu, a do zakonu można przecież wstąpić w każdym wieku. Te
      kilka lat studiów może być bardzo ważne bo w wieku maturalnym człowiek nie jest
      jeszcze gotowy do podejmowania decyzji wpływających na całe życie. Całkiem
      możliwe, że te kilka lat studiów połączone ze zmniejszoną presją rodziny
      spowodują zmianę jej decyzji. Natomiast jeżeli mimo tego będzie chciała wstąpić
      do zakonu, to znaczy to że jest to jej prawdziwie dojrzała decyzja i mimo iż
      uważam takie zachowanie za ucieczkę od świata spowodowaną pewnym
      nieprzystosowaniem do życia w społeczeństwie, to paradoksalnie najlepszym
      rozwiązaniem dla takiej nieprzystosowanej osoby może być właśnie zakon (a nie
      przymusowe więzienie w nieakceptującym jej świecie).

      Jest jeszcze taka sprawa, że często chcęć wstąpienia do zakonu jest spowodowana
      tym, że dziwczyna nie obserwuje u siebie takich samych etapów rozwoju jak u
      swoich rówieśników - chodzi mi np. o zainteresowanie płcią przeciwną którą
      napewno zdradzają jej koleżanki. Może dziewczyna z jakichś powodów jest
      aseksualna, seksualizm pojawi się u niej później, może z jakichś powodów hamuje
      i wypiera u siebie tego typu ciągoty, a może (choć to raczej mało
      prawdopodobne) jest homoseksualna.
      Tak czy inaczej powoduje to u niej uczucie obcości i nieprzystosowania, które
      często jest brane za powołanie - zwłaszcza w przypadku osób
      spokojnych "ułozonych" i religijnych. Również w tym przypadku kilka lat studiów
      może spowodować rozwianie się tych wątpliwości. Jeżeli jest to osoba, jak
      piszesz, spokojna i dojrzała, to sama powinna (racjonalnie rozumując) zgodzić
      się na odczekanie przez czas studiów, bo przecież nic nie traci - może
      postudiować filozofię, historię lub cokolwiek ją zainteresuje. Grunt to nie
      odrzucać z góry jej decyzji jako niedopuszczalnej.
    • wdeszczurosne Re: ...zamiast studiów...zakon. 30.08.05, 12:40
      Zawsze moze rzucic zakon i wrocic na studia. Wiem co mowie :)
    • Gość: witch-witch Re: ...zamiast studiów...zakon. IP: *.telia.com 30.08.05, 12:45
      Nic nie mozna zrobic jedynie zrozumiec jej wybor i uszanowac.A swoja droga jaka
      pruderia tak to biegaja z dzieckiem do kosciola i na religie, biezmowanie
      itd.Ale jak mowa o zakonie to zaraz dla nich tragedia.Typowy polski
      prowincjat...
      • mika74 Re: ...zamiast studiów...zakon. 30.08.05, 13:26
        Rodzice zawsze panikuja przy usamodzielnianiu się dzieci. Pewnie jakby
        oglosiła, ze wychodzi za mąz panikowaliby podobnie. Muszą do pewnych rzeczy się
        przyzwyczaić, a jak córka bedzie szczęsliwa to i oni będą w czasie.
        Dziewczyna ma na zastanawianie sie 8 lat -tyle ma lat do przyjęcia święceń,
        więc to sporo czasu.
        ps. A takj na marginesie wkurzaja mnie głupawe przypuszczenia (b w ramach
        gloszonej nawet tu ideologi),że do zakonu ida ludzie nieprzystosowani( taką
        selekcję psychologiczna jaka jest w zakonach i tak uważam za przesadzoną),
        uciekający od swiata( w rzeczywistości zycie w zakonie jest sporo trudniejsze
        od zycia w "świecie"), i aseksualni( co to ma wspolnego z zyciem caly dzień
        modlitewnym, poswięceniem się Bogu, posluszeństwie przełozonym itd.czyzby
        ludzie aseksulani nie mogli zyc po prostuw swiecie?nie rozumiem)
        Ludzie maja prawo do szczęscia obojetnie czy my je rozumiemy czy nie...
        mika
    • feminasapiens Re: ...zamiast studiów...zakon. 30.08.05, 14:08
      Osobiście znam osobę, która spędziła 10 lat w zakonie, potem wystąpiła i
      urodziła 3 dzieci - ma szczęśliwą rodzinę i jest ok.
      Tyle, że 10 lat wycięte z życiorysu (w większości zakonów kontakt ze światem
      zewn. jest mocno ograniczony, siostra przełożona decyduje nawet o tym czy
      możesz iść do lekarza jak jesteś chora).
      • antidotumm Re: ...zamiast studiów...zakon. 30.08.05, 14:11
        Znalam zakonnice, opowiadala straszne rzeczy o tym miejscu, o plotkach,
        intrygach, ponizeniach itp.
        • mika74 Re: ...zamiast studiów...zakon. 30.08.05, 14:34
          Anti,
          to chyba opowiadała o mojej pracy:(
          • dana-56 Re: ...zamiast studiów...zakon. 30.08.05, 14:48
            Witam....a Ty możesz nam poopowiadać coś na ten temat? Dana
          • antidotumm Re: ...zamiast studiów...zakon. 31.08.05, 12:23
            Ale Ty w pracy jestes 40-50 godzin w tygodniu, a potem masz odskocznie.


            mika74 napisała:

            > Anti,
            > to chyba opowiadała o mojej pracy:(
            • mika74 Re: ...zamiast studiów...zakon. 31.08.05, 13:19
              antidotumm napisała:

              > Ale Ty w pracy jestes 40-50 godzin w tygodniu, a potem masz odskocznie.
              >
              >
              A skąd wiesz,że po pracy nie jest jeszcze gorzej?...
              Ludzie wszedzie są tacy sami, dziela się tylko na tych, którzy wiedza o swojej
              słabości i tych ,ktorzy o tym nie wiedza i nic z tym nie robią..
    • joanna.d.arc Re: ...zamiast studiów...zakon. 30.08.05, 15:15
      Też bym bardzo tego nie chciała dla swojego dziecka. Zakon, sekta..brrrrrr
    • Gość: - Re: ...zamiast studiów...zakon. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.05, 15:18
      Z zewnątrz zycie w zakonach żeńskich wygląda jak niekończące się szorowanie
      okien, podłóg, mebli i wszystkiego co sie da umyć. Na pewno też w środku sie
      nieźle kotłuje i nic dziwnego tyle bab na raz to nie jest zdrowa sytuacja.
      Intrygują, plotkują, jedne znęcają się nad innymi i uważają że tak otwierają im
      droge do nieba. Wiem to z lektur (Faustyna, Tereska z Lisiuex), bo żadna
      zakonnica ci tego nie powie wprost. Trzeba mieć prawdziwe powołanie a nawet
      dziejową misję jak Faustyna, żeby tam być na swoim miejscu. Im bardziej rodzice
      będą wywierać nacisk, tym bardziej ona będzie się upierała, żeby pójść. Niech
      idzie i sie przekona, czy to jest dla niej. Jeśli nie, to ją wydalą po jakimś
      czasie. Znam jedną taką, odesłały ją zakonnice do cywila, trafiła w całkowitą
      próżnię. I w podobnej sytuacji studia byłyby jak znalazł, ona ich niestety nie
      miała. Jednak sobie poradziła, opalała się nago i złapała męża. Jak to sie
      ludzkie losy śmiesznie plotą. W każdym razie jeśli dziewczyna ma 19 lat i
      pomysł na życie, to przeciwności ją w nim utwierdzą. Ale studiów szkoda.
    • bulbulina Re: ...zamiast studiów...zakon. 30.08.05, 15:23
      moja kuzynka skonczyla prawo i poszla po studiach do zakonu. i to zamknietego,
      gdzie najblizsi rozmawiaja z nia przez krate.Rodzice sa bardzo wazni w zyciu
      dziecka i wazna jest ich akceptacja.mysle ze swoim zachowaniem postepuja bardzo
      egoistycznie bo to ICH PLANY legły w gruzach.moze warto zastonowic sie co jest
      wazne dla tej dziewczyny?a zakon nie musi byc do konca zycia.jezeli bedzie jej
      tam zle to zrezygnuje.zawsze jest takie wyjscie.a co do mojej juzynki to dawno
      nie widzialam nikogo tak szczesliwego jak Kasia(mialam te sposobnosc ze bylam
      przy jej pierwszych slubach)pozdrawiam
      • antidotumm Re: ...zamiast studiów...zakon. 31.08.05, 12:30
        W zamknietych sa najczesciej sluby milczenia. Wiec nie intryguja....

        bulbulina napisała:

        > moja kuzynka skonczyla prawo i poszla po studiach do zakonu. i to zamknietego,
        > gdzie najblizsi rozmawiaja z nia przez krate.Rodzice sa bardzo wazni w zyciu
        > dziecka i wazna jest ich akceptacja.mysle ze swoim zachowaniem postepuja bardzo
        >
        > egoistycznie bo to ICH PLANY legły w gruzach.moze warto zastonowic sie co jest
        > wazne dla tej dziewczyny?a zakon nie musi byc do konca zycia.jezeli bedzie jej
        > tam zle to zrezygnuje.zawsze jest takie wyjscie.a co do mojej juzynki to dawno
        > nie widzialam nikogo tak szczesliwego jak Kasia(mialam te sposobnosc ze bylam
        > przy jej pierwszych slubach)pozdrawiam
    • Gość: arta Jedyne Rozwiązanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.05, 16:26
      Rodzice nie powinni stawiać sprawy na ostrzu noża, to zaostrza sytuację.
      Niech powiedzą córce, że są zmartwieni tą decyzją, ale nie będą się sprzeciwiać.
      Jednak metodą łagodnej perswazji niech spróbują przekonać ją, aby do zakonu
      wstąpiła po studiach, ponieważ w zakonach potrzebni są wykształceni ludzie.
      Ponadto (tego argumentu ujawniać nie muszą, ale wiem, że same zakonnice tak
      radzą)w wypadku gdy powiedzmy po kilku latach w zakonie, dojdzie do wniosku, że
      to nie jej droga - nie zostanie na lodzie, bez zawodu i perspektyw, a wiem, że
      wielu ludzi przeżyło taki dramat.
      Jeśli studia (5 lat) to dla córki okres oczekiwania zbyt długi - niech wybierze
      jakąś szkołę dwuletnią (najlepiej związaną z medycyną, np. studium
      farmaceutyczne, fizjoterapii - tu można ją przekonać, że takie kierunki służące
      ludziom są w zakonie b. przydatne).
      Po ukończeniu nauki - niech robi co chce a rodzice niech to zaakceptują.
      Jeśli będzie szczęśliwa w tym zakonie - to tam zostanie. Jeśli nie - rodzice
      nie będą musieli się gryźć, że jest osobą bez wykształcenia, która straciła
      kilka lat swego życia.
      • Gość: Echo Re: Jedyne Rozwiązanie IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 30.08.05, 20:35
        No wiec wyobrazcie sobie ze moja kolezanke spotkalo "wielkie szczescie"
        Jej 19-letnia corka sprzegla sie z 45-letnim zonatym facetem, ojcem szesciorga
        dzieci. Rodzina niby katolicka, ale matka zeby "nie stracic dziecka" naciska
        na zone tego faceta zeby jak najszybciej dala mu rozwod.

        Skoro pojscie do zakonu to "nieszczescie" wiec tutaj mamy model "szczescia"

        Szczesc Boze!!!
        • po_godzinach Re: Jedyne Rozwiązanie 30.08.05, 20:39
          Dziwne masz koleżanki, Echo.

          I nie udawaj, że nie rozumiesz. Zwykle rodzice wyobrażają sobie siebie w roli
          dziadków a wiadomość, że mogą nigdy ich nie mieć z powodu wstapienia córki do
          zakonu i jej w nim zamknięcia powoduje stres - "tracą" nie tylko dziecko, ale i
          wyobrażoną rodzinę tegoż. Szczególnie, gdy dziecko jest jedynaczką. Każdy to
          chyba może zrozumieć. Ty nie?
          • Gość: Echo Re: Jedyne Rozwiązanie IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 30.08.05, 20:55

            > Dziwne masz koleżanki, Echo.
            Po tylu latach nie wiem co jest wazniejsze. Znam dziewczyny co skonczyly studia
            i trudnia sie prostytucja twierdzac ze nie moga znalezc pracy. Zreszta gdzies na
            tym forum tez szedl temat utrzymanek. Wstapienie do zakonu wcale nie oznacza
            rezygnacji ze studiow. Zaraz po nowicjacie wiekszosc siostr studiuje. A co do
            dzieci? Moj Boze! KK przez stulecia sublimowal macierzynskie instynkty zakonnic
            do sluzenia w sierocincach, szkolach i przedszkolach. Skad Ty wiesz ze
            "nowoczesne" kobiety po studiach chca dzieci. Caly czas pisze o sytuacji
            demograficznej w Europie i tutaj wcale nie chodzi o jakis zakon czy wyzsze cele.
            Chodzi o konsumpcje i wygodnictwo. Podziwiam dziewczyne!!!!


            > I nie udawaj, że nie rozumiesz. Zwykle rodzice wyobrażają sobie siebie w roli
            > dziadków a wiadomość, że mogą nigdy ich nie mieć z powodu wstapienia córki do
            > zakonu i jej w nim zamknięcia powoduje stres - "tracą" nie tylko dziecko, ale i
            >
            > wyobrażoną rodzinę tegoż. Szczególnie, gdy dziecko jest jedynaczką. Każdy to
            > chyba może zrozumieć. Ty nie?
            • po_godzinach Re: Jedyne Rozwiązanie 30.08.05, 20:59
              Ja tylko piszę, że można zrozumiec rozpacz rodziców, którzy mając jedyne
              dziecko dowiadują się, że idzie ono do zakonu. O niczym więcej.
        • 0golone_jajka to musiał być katolik 30.08.05, 21:05
          Ej, Echo, ale skoro gość miał aż szóstkę dzieci to MUSIAŁ BYĆ KATOLIKIEM i uprawiał zapewne seks bez obrzydliwej prezerwatywy przez kościół zakazanej!
          No a wydać córkę za katolika, który brzydzi się antykoncepcją to chyba wielkie szczęście, nieprawdaż?
          • Gość: Echo Re: to musiał być katolik IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 30.08.05, 21:58
            > Ej, Echo, ale skoro gość miał aż szóstkę dzieci to MUSIAŁ BYĆ KATOLIKIEM i upra
            > wiał zapewne seks bez obrzydliwej prezerwatywy przez kościół zakazanej!

            Wiem ze zona jest katoliczka a facet byl nominalnym katolikiem ktory przeszedl
            na ateizm (pewnie dlatego ze KK mu nie da rozwodu, facet sie odgryzl).
            • Gość: Antychryst Re: to musiał być katolik IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.08.05, 00:24
              A tam przeszedł na ateizm! Nadal jest niedzielnym katolikiem - po prostu wybrał sobie z tej religii to co mu wygodne, a niewygodne odrzucił. Tak jak 90% polskich katolików.
              • Gość: Echo Re: to musiał być katolik IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 31.08.05, 00:44
                Przeciez wiem ze nie tylko przeszedl na ateizm ale jeszcze "nawrocil" te
                19-latke ktora niedawno oglosila wszem i wobec ze Boga wymyslili ksieza i ze
                przestaje chodzic do kosciola. To jest material do jakiejs partyi
                postympu,nieprawda?

                > A tam przeszedł na ateizm! Nadal jest niedzielnym katolikiem - po prostu wybrał
                > sobie z tej religii to co mu wygodne, a niewygodne odrzucił. Tak jak 90% polsk
                > ich katolików.
    • Gość: anka22 ...zamiast studiów, Hare Kriszna.. IP: *.pleco.pl / *.pleco.pl 31.08.05, 00:20
      Przeczytałam wszystkie wypowiedzi z wielką ciekawością, gdyż mam podobny
      problem, który jednak nie dotyczy dzieci znajomej koleżanki lecz mnie
      bezpośrednio. Otóż moja młodsza siostra (20 lat) poczuła powołanie do służenia
      Krisznie.. Z ruchem zetknełyśmy się jakieś 3 lata temu podczas wakacji nad
      morzem. Siostra odrazu wpadła w zachwyt, poszłyśmy na festiwal Indii, który
      Ruch Hare Kriszna organizował, przebrałyśmy się nawet w ich stroje i tak
      łaziłyśmy po Międzyzdrojach, miałam z tego kupe śmiechu, bo ludzie reagowali na
      nas przeroznie, ale to mial byc zart. Ale chyba tylko ja tak do tego
      podchodzilam. Siostra odrazu zakupila na festiwalu książkę o reinkarnacji.
      Oczywiście wraz z książką otrzymala kilka numerow komorek z sugestia zeby po
      przeczytaniu podzielila sie wrazaniami. I ta fascynacja trwala po powrocxie do
      domu az do dzis. W koncu w tym roku pojechala z nimi najpierw na Woodstock,
      potem byl szereg festiwali na polskim wybrzezu, wrocila do domu po miesiacu
      (dwa dni temu). Odmieniona. Nie twierdze ze na gorsze ale zmienila sie, to juz
      nie ta sama osoba, chociaz moze wyolbrzymiam, tak malo czasu minelo od jej
      powrotu. uspokoila sie, przeszkadza jej jak ktos w jej towarzystwie klnie,
      czasami mowi takie dziwne rzeczy, ze az mnie zatyka. To byla zawsze zywiolowa
      szalona dziewczyna. A teraz wie ze chce swoja przyszlosc zwiazac z kriszna, nie
      chce jej sie dalej studiowac (jest po I roku), najchetniej na stale
      wyprowadzila by sie do swiatyni, ale szkoda jej rodzicow, bo widzi jak sie z
      tym truja. Wprawdzie poszla na studia bo oni chceili, a ona wolala wtedy
      wyjechac dio stanow z Au Pair, ale im ulegla. I teraz tez widze ze nie
      realizuje sie jedynie ze wzgledu na rodzicow. mowila nawet przy mnie ze wybrala
      juz sobie góru, u ktorego chcialaby sie uczyc czy cos. narazie nie jest
      oficjalna czlonkinią, a proces rekrytacji po wybraniu goru trwa podobno
      najkrocej dwa lata. Nie wiem nmjuz co o tym myslec, na pocvzatku przerazala
      mnie mysl ze to przeciez sekta. ale widze ze nie przekonam siostry. duzo mowi
      co sie tam dzialo, przestalam sie juz bac ze to cos zlego, ze zrobia jej tam
      krzywde. zapowiedziala kategorycznie ze za rok zabiera na festiwal mnie i
      rodzicow, bo chce zebysmy sie sami przekonali ze to nic zlego.
      • Gość: Antychryst Re: ...zamiast studiów, Hare Kriszna.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.08.05, 00:27
        Jeśli ma być szczęśliwa, to niech służy Krisznie. W końcu jest dorosła. Tylko studia radziłbym dokończyć, bo fascynacja Kriszną minie, a wykształcenia nia będzie.
      • Gość: Echo Re: ...zamiast studiów, Hare Kriszna.. IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 31.08.05, 00:54
        Jak pisalam, chrzescijanstwo to religia LOGOS (rozumu) jak pisal Ratzinger.
        Nie martwie sie ta dziewczyna co poszla do zakonu. Mam kolezanke z dziecinstwa.
        Nie byla nadzwyczajna uczennica. Wstapila do zakonu w szkole sredniej. Teraz
        jest po doktoracie i wyklada prawo kanoniczne. Gdyby wstapila do Hare Kriszny to
        nie wiem czy chcialaby tak budowac swoje zycie. Kazda religia ma swoja logike.
        Sprawdz ilu czlonkow kriszny chce sie edukowac. Ale to ze siostra chce rzucic
        studia nie wrozy dobrze. Przekonaj ja chociaz zeby najpierw skonczyla to co
        robi. Za dwa lata czekania moze zobaczy cos wiecej. Ten ruch byl popularny w USA
        w latach 60tych. Zalapywalo sie troche bogatej mlodziezy ktora jezdzila potem do
        Azji (niestety czesto po opium ktore bylo sila napedowa kontkultury hippiesow).
        • Gość: anka22 Re: ...zamiast studiów, Hare Kriszna.. IP: *.pleco.pl / *.pleco.pl 31.08.05, 01:18
          To znaczy, ona nie planuje rzucenia studiów (chyba). W ogóle to była niechętna
          studiom od początku, i to nie z pobudek takich jak teraz. Ona zawsze chciała
          zwiedzać świat, poznawać ludzi, robić coś ciekawego, zajmującego, co się lubi.
          W ogóle chciała studiować, ale mieszkamy w niewielkim mieście gdzie wybór
          kierunków jest nie duży, a na wymarzony kierunek w wielkim mieście i mieszkanie
          po prostu rodziców nie stac jak i na wiele innych rzeczy. Więc musiala sie
          zadowolic tym co jest u nas, rodzice doradzili jakis praktyczny kierunek, ale
          siostra nie jest z niego za bardzo zadowolona chociaz idzie jej dobrze. Wiem ze
          ksztalci sie dla rodzicow i raczej nie rzuci tego kierunku zeby ich nie
          zawiesc. Ale on ajest taka zywa osoba, odwazna, chce zwiedzac świat,zjezdzila
          sopem cala Polske, jest bardzo zaradna, bez problemu poradzilaby sobie i bez
          studiow. Juz jako licealistka cioagle lapala jakas dorywcza prace. Potrafi o
          siebie zadbac. I wlasnie w hare Kriszna podobal jej sie ten podzial obowiazkow,
          kazdy tam musi na siebie zapracowac, kazdy cos robi. Przy czym nie trzeba do
          tego wyzszego wyksztalcenia. Najcgetniej zamieszkalaby z nimi na zawsze, nie
          musiala by sie w ogole uczyc. Tutaj w domu byla bardzo rozgoryczona, znudzona,
          rozdrazniona z powodu wszechogarniającej nudy, monotonii, a tam z nimi cala
          Polske i nie tylko zjechala. Bardzo odzyla, po powrocie do domu dalo sie to
          wyraznie zauwazyc, choc jakby troche spokojniejsza, madrzejsza (?), taka
          wywazona, ale szybko posmutniala znowu, bo jej sie nudzi, poza tym rodzice ja
          od czasu do czasu pognebiaja dyskretnie. Widze ze ona widzi w tym sens i to
          raczej na stale juz, ale rodzicom trudno sie pogodzic z jej decyzją, bo dla
          nich to sekta i tyle. Nie docieraja argumenty. Juz nie wiem kogo zalowac.
          • Gość: Echo Re: ...zamiast studiów, Hare Kriszna.. IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 31.08.05, 01:31
            >Najcgetniej zamieszkalaby z nimi na zawsze, nie
            >musiala by sie w ogole uczyc.

            To jest dla mnie najbardziej alarmujace. Gdy ja bylam licealistka, wyjazd
            do Europy Zachodniej byl tylko dla dzieci wysokopostawionych. Jednak zwiedzilam
            prawie caly swiat wlasnie dzieki edukacji. Mozliwe ze kierunek jej nie odpowiada
            (mnie tez nie odpowiadal), ale studia to przede wszystkim umiejetnosc zdobywania
            nowej wiedzy bez ktorej jest sie pariasem we wlasnym kraju. Dzisiaj wcale nie
            pracuje zgodnie z kierunkiem moich studiow ale wiem ze nie moglabym robic tego
            co robie bez studiow i mam zamiar to robic do poznego wieku. Boje sie ze dla
            Twojej siostry to proba ucieczki: od rodzicow, studiow, nudy... czegokolwiek.
            To nie wyglada na wybor zyciowy. Rodzice maja wlasciwa intuicje ale kazdy ma
            prawo popelniac bledy zyciowe na wlasny rachunek. Nie wiem czy Twoja rodzina ma
            silne poczucie wartosci czy tylko tradycyjny model mechanicznego katolicyzmu.
            Ale to juz oddzielna sprawa na ktora nie masz wplywu. Jeszcze raz podkreslam ze
            w USA to przeszlosc ale dla malomiasteczkowej Polski Hare Kriszna to moze byc
            awangarda.
            • Gość: anka22 Re: ...zamiast studiów, Hare Kriszna.. IP: *.pleco.pl / *.pleco.pl 31.08.05, 13:15
              Moja rodzina nie jest szczególnie wierząca, po prostu rodzice martwią się, czy
              aby siostra nie pakuje się w coś złego. Studia najprawdopodobniej siostra
              skończy, chociaż jak pisałam już wcześniej nie jest zadowolona z kierunku. Ale
              to jej niezadowolenie nie jest spowodowane tym, że chciała by po prostu uciec
              do HK. Twierdzi, że nudzi ją praca biurowa czy jakakolwiek praca myślowa, ona
              zawsze chciała robić coś nietypowego, ciekawego, mówi, ze nie wytrzymała by
              pracując w jednym miejscu. A jej znajome z HK, te o ktorych mowila, sa po dwoch
              kierunkach studiow. Ponadto siostra, posiada juz prawo jazdy kat B, zapisala
              sie na kurs parwa jazdy kat C. jej marzeniem jest jezdzenie tirem po swiecie,
              taka jest jej wymarzona praca. I jestem pewna ze nawet po skomczeniu studiow
              ona bedzie robic cos rownie nietypowego, bo to ja fascynuje.
        • antidotumm Re: ...zamiast studiów, Hare Kriszna.. 31.08.05, 13:07
          W Tygodniku Powszechnym byl artykul (jakies pol roku temu) o zyciu zakonnic,
          pisali ze adeptki nie powinny miec zadnych ambicji, planow itp, bo ich rezygnuja
          z zycia dla siebie i w pelni oddaja sie Bogu i zgromadzeniu.
          Opisywany w tym artykule los zakonnic byl tragicznie smutny.
    • Gość: ja-czyli-nie-ty Re: ...zamiast studiów...zakon. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 31.08.05, 01:56
      ludzie !!!!!
      w tej chwili wiele zakonnic studiuje!!! Tak można być w zakonie i studiowac,
      zaocznie lub dziennie!!!
      A co do jej wyboru to jej życie!!! Zakon to nie sekta!!! Tam sie nie dzieje nic
      złego.
      A kto powiedział że zostanie tam na stałe??? nie spodoba się to wyjdzie. Sama
      do tego dojrzeje. Rodzice nie powinni kierować życiem swojego dziecka. Życie
      jest jedno i kazdy ma prawo popeniac błędy, bładzić.
      • Gość: Echo Re: ...zamiast studiów...zakon. IP: 64.163.151.* 31.08.05, 05:52
        Alez nikt nie neguje ze KK zacheca edukacje (nie wiem czy Hare Kriszna tez).
        W koncu KK zbudowal fundamenty edukacji i nauki europejskiej.
        Wszyscy wiedza o Koperniku czy Galileuszu.

        Ale kto wie ze ojcem geologii byl ksiadz Nicolas Steno (nawrocony z luteranizmu).
        Ze ojcem egiptologii byl Anastasius Kircher (jezuita). Ze pierwsza osoba ktora
        zmierzyla wartosc przyciagania ziemskiego byl ksiadz Giambattista Riccioli. Ze
        zanim Dalton mowil o atomach, ksiadz Roger Boscovitch byl uznany za ojca
        nowoczesnej teorii atomu. Ze ks. Mendel jest ojcem genetyki a K. Lamaitre
        pierwszy opisal teorie prawybuchu wszechswiata (big bang). Sejsmologia byla tak
        zdominowana przez jezuitow ze jest znana jako jezuicka nauka. Ze jakies 35
        kraterow na ksiezycu nosi imiona jezuickich naukowcow. Od poczatku sredniowiecza
        do oswiecenia (6 wiekow) Kosciol wydal wiecej funduszy na studia astronomiczne
        niz wszystkie inne instytucje do kupy (wlaczajac w to fundowanie Tycho de Brache
        przez krola Danii).
      • Gość: Echo Re: ...zamiast studiów...zakon. IP: 64.163.151.* 31.08.05, 05:52
        Alez nikt nie neguje ze KK zacheca edukacje (nie wiem czy Hare Kriszna tez).
        W koncu KK zbudowal fundamenty edukacji i nauki europejskiej.
        Wszyscy wiedza o Koperniku czy Galileuszu.

        Ale kto wie ze ojcem geologii byl ksiadz Nicolas Steno (nawrocony z luteranizmu).
        Ze ojcem egiptologii byl Anastasius Kircher (jezuita). Ze pierwsza osoba ktora
        zmierzyla wartosc przyciagania ziemskiego byl ksiadz Giambattista Riccioli. Ze
        zanim Dalton mowil o atomach, ksiadz Roger Boscovitch byl uznany za ojca
        nowoczesnej teorii atomu. Ze ks. Mendel jest ojcem genetyki a K. Lamaitre
        pierwszy opisal teorie prawybuchu wszechswiata (big bang). Sejsmologia byla tak
        zdominowana przez jezuitow ze jest znana jako jezuicka nauka. Ze jakies 35
        kraterow na ksiezycu nosi imiona jezuickich naukowcow. Od poczatku sredniowiecza
        do oswiecenia (6 wiekow) Kosciol wydal wiecej funduszy na studia astronomiczne
        niz wszystkie inne instytucje do kupy (wlaczajac w to fundowanie Tycho de Brache
        przez krola Danii).
    • inezz_a Re: ...zamiast studiów...zakon. 31.08.05, 11:09
      Witam, przeczytałm sobie wszystkie wypowiedzi i chciałabym jeszcze coś dodać.
      Moja przyjaciółka o której pisałam wcześniej, jest w zakonie 6 rok. od dwóch
      lat jest wychowawczynią w gimnazjum przyklasztornym dla trudnych dziewcząt a w
      tym roku idzie na studia. Jest szczęśliwa. Piszecie, że można iść do zakonu po
      skonconych studiach, oczywiście jak najbardziej. Ale jeżeli dziewczyna czuje że
      chce zostać siostrą zakonną to te 5 lat studiów będzie dla niej katorgą i
      męczarnią. Oczywiście, napiszecie jest DA (Duszpasterstwo Akademickie),
      kościoły, msze akademickie, wyjazdy, rekolekcje. Można żyć po katolicku będąc
      studentem. I na pewno ona zdaje sobie z tego sprawę. Wydaje mi się że
      przemyślała tę decyzję nie raz i dogłębnie. Trzeba rozmawiać, ale dana, nie
      zmuszjcie ej do niczego, bo zamknie się w sobie i będzie cierpieć. Pójdzie na
      studia, pewnie nawet je skończy, żeby rodzicom nie było przykro, ale po co ma
      robić to wbrew sobie? W zakonie najpierw jest postulat (z reguły ok. 1 roku),
      potem nowicjat (2-3 lata w zależności od zakonu). Potem kolejne śluby - co rok
      odnawiane. Aż po ok 8-10 latach od wstąpienia śluby wieczyste. Pomyślcie ile
      czasu jest na zastanowienie się? Na pewno więcej niż w niejednym
      narzeczeństwem/małżeństwie. Dlatego niech rodzice spróbuja ją zrozumieć i
      wesprzeć... Na pewno sa katolicką rodziną, chodzili z córką do kościoła,
      wysyłali na rekolekcje, a teraz robią tragedię z jej wyboru?
      • Gość: M Re: ...zamiast studiów...zakon. IP: *.elk.mm.pl 31.08.05, 11:24
        Jeżeli pragnienie wstąpienia do zakonu nazywa się tragedią, to już nie wiem, co nią jest naprawdę.Najgorsze co można zrobić, to postawić sprawę na ostrzu noża:dziewczyna ulegnie rodzinie,ale będzie nieszczęśliwa albo pójdzie do zakonu,wiedząc,że rodzice są przeciw.
        Ktoś poruszał tu problem zakonnic,jak to niby strasznie,jakie są skłócone itp.może są i takie wsppólnoty,ale ja niedawno poznałam karmelitanki: zobaczyłam szczęśliwe, spełnione kobiety (tym, co mnie zaskoczyło było ich wykształcenie:skończone,np. prawo lub architektura na bardzo dobrych uczelniach).Pozdrawiam.
        • mika74 Re: ...zamiast studiów...zakon. 31.08.05, 13:26
          Bo to tak juz jest ,że najwiecej o życiu zakonnic wiedzą ci, którzy nie mieli
          nigdy z nimi kontaktu, żadnej zakonicy nie znają itd.
          Może spytajcie lepiej kogos kto je zna, spotyka się z nimi, bywa w klasztorach
          w odwiedziny np. moją skromna osobe ;)
          Bo to co tu piszecie przypomina mi stereotypy w stylu: "wszyscy anglicy to
          flegmatycy" lub coś jeszcze bardziej beznadziejnego
        • antidotumm Re: ...zamiast studiów...zakon. 31.08.05, 13:27
          Z artykulu w Tygodniku Powszechnym:

          tygodnik.onet.pl/1544,8377,1214589,tematy.html
          Siostrze Alicji skonfiskowano zeszyt z notatkami i telefonami. Usłyszała, że
          prowadzenie pamiętnika jest zabronione. Jakoś to przebolała, ale bardziej
          uciążliwa była kwestia dezodorantu: pozwolenie na jego używanie otrzymywały
          siostry, których nadmierna potliwość została zatwierdzona przez mistrzynię
          nowicjatu.

          - To drobiazgi, ale one najbardziej uprzykrzają życie - mówi zakonnica. - Nikt
          nie zmuszał mnie do stania boso na śniegu ani do łykania oleju. Co z tego?
          Stokroć gorsze wydawało mi się, że nie mogę wyjść poza ogród, chyba że do sklepu
          po sprawunki dla klasztoru. Spacer? Zwyczajny, bez celu, a co gorsza samotny?
          Niedozwolony, uchodził za niebezpieczną fanaberię.
          • antidotumm Nastepny cytat z TP 31.08.05, 13:31
            "Nie tak dawno z nowicjatu wyrzucono dziewczynę właśnie za “niedoskonałość” -
            opowiada duszpasterz i rekolekcjonista zakonnic. - Gdy była w szpitalu, dostała
            20 złotych od rodziców i nie powiedziała o tym przełożonej. Siostry swoją
            decyzję opatrzyły komentarzem: “Skoro teraz tak postępuje, to co dopiero, gdy
            będzie profeską”.

            I niestety, z moich rozmow z zakonnicami wynika ze tak jest
            • antidotumm Inny artykul z TP "Tylko Marta.." 31.08.05, 13:35
              Słyszałam kiedyś, że w klasztorach wydziela się coś w rodzaju kieszonkowego -
              mówi s. Alicja, należąca do zgromadzenia czynnego o długich tradycjach. - U nas
              nie ma go wcale. Musiałam rozliczać się z mydła: kostka miała starczyć na
              określony czas. Jeśli chciałam nowe rajstopy, musiałam pokazać dziury na starych.

              Szatańska pokora

              Czasem siostry dostawały paczki z domu. Alicja cieszyła się swoją bardzo krótko.
              Nie dostała z niej nic, bo nawet majtki siostra przełożona postanowiła przekazać
              innym siostrom. Gdy zakonnica zobaczyła leżące na środku podłogi puste pudełko,
              poczuła, że ewangeliczne pragnienie “rozdania wszystkiego, co ma” kurczy się w
              niej, zostawiając po sobie szyderczy śmiech. Najchętniej zdarłaby wtedy ze
              współsióstr swoje rzeczy, krzycząc: “moje!”. Buty dostała z przydziału, używane,
              o pół numeru za małe.

              Siostra B. dostrzega ścisłe powiązanie ślubu ubóstwa ze ślubem posłuszeństwa,
              nigdy jednak proszenie przełożonej o cokolwiek nie było dla niej upokarzające. -
              Nauczyłam się przyjmować. Ale i przyjmować odmowę. Kiedy podoba mi się jakiś
              sweter i słyszę: “zastanów się, czy na pewno go potrzebujesz?”, nie traktuję
              tego jako skąpstwa czy złośliwości. Osoba odpowiedzialna za pieniądze nie może
              wszystkich traktować równo - musi kierować się rzeczywistymi potrzebami.

              Zgromadzenia, które kładą nacisk na nieposiadanie żadnych pieniędzy, w których
              po wszystkie rzeczy materialne trzeba zwracać się do przełożonych, mogą wpaść w
              pewną pułapkę. - Przecież przełożeni, jeśli nie mówimy tu o przypadkach
              skrajnych, dają to, o co się prosi - mówi s. Maria Krystyna Rottenberg,
              franciszkanka z Lasek. - Wystarczy, że rozsądnie uargumentuję swoje potrzeby i w
              ten sposób nic nie mając, opływam we wszystko. Kieszonkowe, choćby najmniejsze,
              daje okazję do realnego ubóstwa. Muszę wtedy sama decydować, jak te pieniądze
              rozsądnie wydać.

              Ubóstwo sprowadzone do trzymanej pod kluczem sakiewki może zrodzić pokusę czy
              wręcz utajone przyzwolenie na kombinatorstwo. Ks. Jerzy Hajduk, jezuita i
              spowiednik zakonnic, dawał przykłady takich sytuacji podczas wykładu na
              sympozjum Konferencji Przełożonych Wyższych: “jak sobie załatwisz od rodziny,
              możesz kupić lekarstwa”; albo “jak znajdziesz sobie sponsora, możesz wyjechać na
              pielgrzymkę”.

              Siostrze M. ze zgromadzenia pasterek ubóstwo kazano odczuć w specyficzny sposób:
              nie je już masła, chociaż choruje na oczy. W ramach oszczędności do chleba jest
              margaryna. Na tym się nie skończyło: zakonnica usiłowała pomóc swojej bardzo źle
              sytuowanej rodzinie. Ile mogła, odkładała ze swojego, także jedzenie. Wszystko
              skonfiskowała przełożona, mówiąc że nie wolno gromadzić. Siostra M. na całe
              wakacje dostała 200 złotych.
              • mika74 Re: Inny artykul z TP "Tylko Marta.." 31.08.05, 14:26
                Anti, Twoje wnioski sa takie:
                Skoro w gazecie X napisano ,że w Berlinie ojciec pobił córke to znaczy:
                wszyscy Niemcy sa agresywni
                nie kochają rodzin
                bija córki
                sa sadystami
                trzeba ich pozamykac w więzieniach
                W zakonach zdarzaja się różne "cuda" jak to między ludźmi ,ale tak na ogol i na
                codzien nie jest.Gdyby tak bylo zakony świeciłyby pustkami. Nikt przeciez nie
                chce dla siebie zła.
                Wychyl się troche ieco poza internet i media, które opisują rzadkie sensacje a
                nie nudną codziennośc.
                I jeszcze szczegól: artykuł zawiera nieco błedów,co czyni go malo kompetentnym.
                Wymieniony jezuita ma na imie Tadeusz,a nie Jerzy, osobiście mi znany,wspaniały
                i strasznie wesoły człowiek:)
    • Gość: jacek Re: ...zamiast studiów...zakon. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.05, 01:42
      "Moje życie niewolnicy w klasztorze - obozie".
      Wspomnienia Magdalenki

      Dzisiaj ma 70 lat: "Mówiłam już o tym wiele razy. Nigdy mi nie wierzono.
      Straciłam godność i tożsamość: wierzę w Boga, nie w Kościół."

      "Proszę na mnie spojrzeć: to nie duch, to prawdziwa Maria Magdalena. Jestem
      jedną z tych, o których opowiada nagrodzony w Wenecji film Petera Mullana.
      Jedną z niewolnic skazanych na gnicie w należących do Kościoła katolickiego
      klasztorach Sióstr Miłosierdzia. Praca miała zmazać moje grzechy. Pracowałam 9
      godzin dziennie, 7 dni w tygodniu, w niedziele i święta. Nie byłam dziwką, nie
      byłam wariatką, nie byłam nawet sierotą.

      Owszem, raz byłam nieposłuszna. Mój grzech? Wyjście do kina bez pozwolenia. My,
      Magdalenki, istniejemy naprawdę. Pozmieniali nam imiona. Ja nazywam się Mary.
      Mam 70 lat i w 1985 roku zaczęłam mówić pierwsza. Wydzwaniałam po gazetach,
      stacjach radiowych - nikt nie chciał mi uwierzyć. Mówić źle o zakonnicach? Nie
      w katolickiej Irlandii, gdzie żyło 30 tysięcy Magdalenek. Wielu wolało udawać,
      że nic się nie działo, nawet w 1996 roku, w którym zamknięto ostatni klasztor,
      kiedy ujawniono dokumenty, kiedy śpiewano już o tym piosenki. Trochę jak w
      faszystowskich Niemczech, kiedy porządni ludzie twierdzili, że nie wiedzą, co
      się dzieje - i robili wszystko, aby się nie dowiedzieć. Jest wiele takich jak
      ja, ale one milczą. Wstydzą się, chcą zapomnieć. Biedne Magdalenki, nie pisną
      słowa, choćby je mordowano. Zresztą wymordowano prawie wszystkie: resztę
      załatwił ból, cierpienie, szaleństwo. Część z nich to obecnie dożywające swoich
      dni w zakładach opieki zdziecinniałe staruszki. Ale teraz mówi się o czym
      innym: to Islam jest zły, muzułmanie są źli. Tak, ojcze - zawsze powtarzała
      moja matka. Proboszczowi się nie odmawiało".

      Mary Norris mieszka na wsi. Urodziła się w 1932 roku w Sneem (w hrabstwie
      Kerry) jako jedno z ośmiorga dzieci Daniela i Bridgid Cronin, właścicieli
      niedużego gospodarstwa. Mary była najstarszą córką. Jej ojciec zmarł na raka,
      gdy Mary miała jedenaście lat, zaś najmłodsze dziecko sześć miesięcy.

      "Po śmierci ojca naszą matkę zaczął odwiedzać pewien człowiek, znajomy, który
      mieszkał w okolicy. Często zatrzymywał się u nas na noc. W trakcie wizyt
      zachowywał się normalnie, nie działo się nic nieprzyzwoitego. Przynosił nam
      słodycze - a mama wydawała nam się trochę szczęśliwsza. Któregoś ranka przed
      wyjściem do szkoły zobaczyłam samochód. Policjant zapytał mnie o matkę. Jak się
      wydaje, szukali przyjaciela mamy. Zabrali nas, dzieci, i kazali maszerować do
      budynku sądu. Na oczach wszystkich. Wszystko z woli proboszcza, który uznał
      mamę za kobietę grzeszną. Oddzielono nas od braci i my, siostry, znalazłyśmy
      się w sierocińcu w Killarney. A przecież miałyśmy matkę! Chodziło o to, by
      uratować nasze dusze. Wyjaśniła mi to pewna zakonnica, okropna, bezwzględna.
      Już nie żyje, nazwijmy ją więc, na przykład, siostrą Laurencją.
      Powiedziała: 'Twoja matka mogła Cię zatrzymać, ale to zła kobieta. To diabeł i
      mam nadzieję, że nigdy nie będziesz taka jak ona'. Biła mnie i dlatego moczyłam
      się w nocy. Za karę musiałam maszerować z mokrym materacem nad głową przed
      szeregiem dzieci - a one się ze mnie śmiały. Miałam dopiero 11 lat nigdy
      przedtem nie zdarzało mi się zrobić siusiu do łóżka. Biła mnie nagą pasem,
      zawsze tak, żeby nie zostawić widocznych śladów. Później zrozumiałam, że
      sprawianie moje cierpienie sprawiało jej przyjemność. Do jej ulubionych zwrotów
      należało pytanie: 'Wiesz, że rozmawiasz z oblubienicą Chrystusa?' Mamie
      zabroniono nas odwiedzać. Na Boże Narodzenie dostawałyśmy po białej kiełbasce,
      na Wielkanoc po gotowanym jajku. Przez resztę roku nie widziałyśmy nic oprócz
      chleba, margaryny i owsianki, którą karmiono również świnie. Z kuchni, gdzie
      przygotowywano potrawy dla Sióstr dochodził wspaniały zapach smażonego mięsa."

      Mary, ile razy?

      "Ile razy myślałam, że to ja się mylę? Wiele. Pojechałam raz do Londynu
      odwiedzić przyjaciółkę, też Magdalenkę. Jej syn zaczął płakać a ona ze spokojem
      zaczęła go bić. 'Co ty robisz?' - krzyknęłam. 'Przecież nas też bili i
      działało" - odpowiedziała.
      W tym wszystkim nie chodzi zatem o przemoc fizyczną. To, co zostaje do końca
      życia, to spaczona psychika.

      Ciągle mi powtarzali: skończysz jak Twoja matka. A ja myślałam: Boże, może
      naprawdę jest we mnie coś, czego nie jestem w stanie sama zobaczyć. I tak, gdy
      miałam 16 lat, postanowiłam zostać zakonnicą. Prowadzono wtedy nabór do
      Australii, do misji, których zadaniem było nawracać Aborygenów. Nie miała
      pojęcia, kto to Aborygen, ale podniosłam rękę. Zaczęli mnie przygotowywać do
      wyjazdu. Te nauki nie bardzo mi się podobały. Pewnego dnia jeden z księży
      powiedział: 'Moje dziecko, im bliżej Boga jesteś, tym bardziej diabeł czyha na
      Twą duszę'.
      Odpowiedziałam mu, że diabeł nie ma tu nic do rzeczy, a ja już nie chcę zostać
      zakonnicą. Znaleźli mi więc pracę u pewnej rodziny w Trale. Za 12 centów doiłam
      krowy, gotowałam i sprzątałam. Moja jedyna przyjemność to było kino raz w
      tygodniu. Zawsze pytałam o zgodę na kino - i zawsze słyszałam, że mogę iść.
      Któregoś razu mi nie pozwolili. I tak poszłam. Następnego dnia przyjechał po
      mnie ten sam człowiek, który odebrał nas matce i zamknął mnie na klucz w
      Killarney. Następnego dnia zabrali mnie na badania. Pamiętam zdziwienie
      lekarza: 'O co chodzi? Przecież ta dziewczyna jest nietknięta.' Zupełnie nie
      wiedziałam, co ma na myśli. Moje rodzeństwo wylądowało u jakiegoś wieśniaka,
      który moich braci i siostrę wykorzystywał seksualnie. Mama nadal nie miała
      pojęcia, gdzie jesteśmy."

      Mary przestała istnieć w roku 1950. "Umieścili mnie w Good Shepard w Corku. Nie
      miałam nawet szansy pożegnać się z moimi siostrami. Tak zostałam niewolnicą w
      pralni Magdalenek. Zmienili mi imię i zabronili komukolwiek mówić o przyczynie,
      dla której się tu znalazłam. Przecież sama tego nie wiem - powiedziałam.
      Straciłam tam wszystko: godność, tożsamość, imię. Nie mogłam rozmawiać,
      otwierać usta mogłam tylko do modlitwy. Dozwolona była tylko praca i całowanie
      po stopach figur świętych. Była nas setka, żadna z nas nigdy nie zrobiła nic
      złego. Matkom zabierano dzieci i wysyłano do adopcji przez rodziny
      amerykańskie. Któregoś dnia spotkałam Helenę, przyjaciółkę z dawnych lat. Teraz
      nazywała się Regina.
      Praca była bardzo ciężka: pralnia musiała działać jak należy. Gołymi rękami
      prałyśmy szpitalną, zakrwawioną odzież. Zakonnice zbijały majątek - my nie
      zobaczyłyśmy nigdy ani grosza. Spędziłam tam dwa lata. Uratowała mnie ciotka,
      która mieszkała w Ameryce i uparcie mnie szukała. Moi bracia jednak wpadli w
      alkoholizm. Nie żyją: jeden spalił się we własnym łóżku paląc papierosa, drugi
      zginął w pijackiej bijatyce. Nie twierdzę, że to wyłącznie wina Kościoła, z
      pewnością jednak to, przez co przeszli, nie ułatwiło im życiowej drogi".

      Czy można przestać być Magdalenką?

      "To trudne. Wyjechałam do Anglii, wyszłam za mąż, ale potem wszystko zaczęło
      się psuć. Wpadłam w depresję i musiałam się leczyć. Nie potrafiłam wyzwolić się
      ze wspomnień. Przeszłość rządziła moim życiem. Wiele zmieniło się, kiedy
      poznałam mojego obecnego męża i urodziłam córkę. Kiedyś wydawało mi się, że
      nigdy nie uda mi się pobyć uczucia nienawiści, jakie żywiłam wobec zakonnic.
      Jednak udało mi się. W innym przypadku to one wygrałyby. A przecież były wśród
      nich, co powtarzałam i zawsze będę powtarzać, osoby dobre i religijne.

      Ludziom powtarzam: Nie wstydźcie się gniewu. Macie do niego prawo. Nie
      pozwólcie, aby zżarła Was gorycz. Wiele z nas do dziś wstydzi się miejsca, w
      którym wyrosło. Ja jednak twierdzę, że wstydzić powinien się wyłącznie Kościół
      katolicki - to on przygotował i ponosi odpowiedzialność za całą tę historię.
      Teraz Kościół mówi: Jeżeli wyrządziliśmy krzywdy, prosimy o wybaczenie. Co to
      za pytanie: jeżeli? My, Magdalenki, niczego nie zmyśliłyśmy. Waty
      • Gość: jacek Re: ...zamiast studiów...zakon. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.05, 01:46
        Watykan naprawdę wierzy, że film opowiada przesadzoną historię? Wolę stanowisko
        biskupa Willy'ego Welsha, którego zdaniem Kościół powinien dogłębnie
        zanalizować i przemyśleć to, co się stało.

        Walczyłam o to, aby każda z Magdalenek zmarłych w klasztorze miała prawo do
        grobu i własnego na nim imienia. Chowano je we wspólnym grobie, anonimowo,
        podczas gdy zakonnice miały marmurowe pomniki?"

        Mary, niech Pani nie płacze. Proszę mówić.

        "Co mam mówić. Już nigdy nie pójdę na mszę. Ani ja, ani moje siostry. Ciągle
        wierzę w Boga, a nie w Kościół. Nie życzę sobie katolickiego pogrzebu. Nie
        chciałam ślubu kościelnego. Jestem chrześcijanką, nie katoliczką. Potrzebuję
        wiary. W to, że ten, kto ukradł Ci życie, nigdy nie trafi do raju."

        Emanuela Audisio, La Repubblica, 13.09.2002r.


        • Gość: Echo Najwiekszym szczesciem jest przejscie na ateizm IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 02.09.05, 07:42
          Tak przynajmniej wynika z wypowiedzi tych ktorzy atakuja
          wybory innych chcacych isc do zakonu.
          • facet123 Re: Najwiekszym szczesciem jest przejscie na atei 02.09.05, 09:34
            Może nie największym szczęściem (chociaż odnalezienie swojej drogi życia
            powinno być szcześciem niezależnie od tego czy jest to zakon czy ateizm), ale z
            pewnością jest to mniejsza i mniej gwałtowna zmiana niż wstąpienie do zakonu.
            Ktoś kto przeszedł na ateizm ciągle może normalnie pracować, mieć rodzinę i
            mieszkać z nią i nie odróżniać się od reszty członków swojej rodziny. Tak
            naprawdę, to moja rodzina nawet niezauważyła, że jestem ateistą. Trudno by im
            było natomiast nie zauważyć, że wstąpiłem do zakanu.
            Wstąpienie do zakonu wiąże się z odseparowaniem od społeczeństwa (odpócz
            wydzielanych urlopów), wyrzeczeniem się chęci zakładania rodziny i ogólnie z
            poświęceniem się bogu. Dlatego nic dziwnego, że rodzice traktują taką decyzję
            nie przychylnie - nie chcą tracić dziecka.
            • mika74 Re: Najwiekszym szczesciem jest 02.09.05, 12:29
              facet123 napisał:

              > Może nie największym szczęściem (chociaż odnalezienie swojej drogi życia
              > powinno być szcześciem niezależnie od tego czy jest to zakon czy ateizm), ale
              z
              >
              > pewnością jest to mniejsza i mniej gwałtowna zmiana niż wstąpienie do zakonu.
              > Ktoś kto przeszedł na ateizm ciągle może normalnie pracować, mieć rodzinę i
              > mieszkać z nią i nie odróżniać się od reszty członków swojej rodziny. Tak
              > naprawdę, to moja rodzina nawet niezauważyła, że jestem ateistą. Trudno by im
              > było natomiast nie zauważyć, że wstąpiłem do zakanu.
              > Wstąpienie do zakonu wiąże się z odseparowaniem od społeczeństwa (odpócz
              > wydzielanych urlopów), wyrzeczeniem się chęci zakładania rodziny i ogólnie z
              > poświęceniem się bogu. Dlatego nic dziwnego, że rodzice traktują taką decyzję
              > nie przychylnie - nie chcą tracić dziecka.

              Raczej rzadko wiaże się z odseperowaniem od społeczeństwa. Nawet wprost
              przeciwnie.
              Sa rózne typy zakonów, z bardzo róznymi struskturami i zsadami: sa
              kontemplacyjne karmelitanki i te faktycznie siedza w klasztorach;ale sa np.
              Male Siostry od Jezusa, które obok mnie wynajmuja mieszkanie w bloku i
              mieszkaja tam w kilka, chodza do "swieckiej" pracy do zakładów, fabryk; sa tez
              siostry bezhabitowe, które mają sluby i mieszkaja razem ale żyja jak świeccy,
              pracuja itd.; sa siostry prowadzace rózne zaklady opieki czy udzielające się w
              świcie,czasem nawet mieszkaja pojedynczo ( u nas w mieście jest taka
              siostra,porowadzi zakład dla bezdomnych, mieszka bez wspolnoty siostr i ciagle
              coś załatwia w urzędach itd) .
              Często niektóre małzeństwa z dziecmi sa bardziej "bierne" w swiecie,zamkniete
              na społeczenstrwo, niz niektóre zakony...
              A a propos przechodzenia na ateizm to raczej wilką rzadkością jest
              przechodzenie człowieka głęboko wierzacego, praktykujacego na ateizm,
              najczęsciej na ateizm przechodzi młodziez, kóra w domu miała kiepskie,albo
              prawie zadne wychowanie religijne i tak im zostaje, czyli nigdy de facto nie
              byli prawdziwie wierzący...
              Pozdro:)
              • facet123 Re: Najwiekszym szczesciem jest 02.09.05, 13:37
                > Sa rózne typy zakonów, z bardzo róznymi struskturami i zsadami

                Właśnie - są wśród nich też takie gdzie siostry są zupełnie odseparowane od
                społeczeństwa, o wszystko muszą potać o pozwolenie siostry przełożonej i
                spędzają całe życie w swojej celi. Dlaczego podajesz tylko przykłady bardzo
                liberalnych zakonów?

                > A a propos przechodzenia na ateizm to raczej wilką rzadkością jest
                > przechodzenie człowieka głęboko wierzacego, praktykujacego na ateizm,
                > najczęsciej na ateizm przechodzi młodziez, kóra w domu miała kiepskie,albo
                > prawie zadne wychowanie religijne i tak im zostaje,

                Masz rację, jest to tylko dowód na to, że ateizm jest wrodzoną cechą ludzkiego
                umysłu i jedynie indoktrynacja przez rodziców w wieku dziecięcym może zrobić z
                człowieka osobę głęboko religijną.
                Kiedyś może było inaczej - ludzie nie potrafili wytłumaczyć otaczającego ich
                świata, szkoła i edukacja nie był powszechnie dostępne, toteż nawet bez
                indoktrynacji ludzie tworzyli bóstwa, nadawali imiona i charaktery siłom
                przyrody oraz modlili się o deszcz. Jednak w dzisiejszym świeie jest tak jak
                piszesz - młodzi ludzie sami z siebie nie wpadną na pomysł wierzenia w coś -
                wiedza jaką nabywają wystarczy im do tego aby posiadać spójny obraz świata -
                tylko idnoktrynacja od najmłodszych lat może wywołać u nich potrzebę głębokiej
                wiary (piszę o głeboko wierze, bo płytkie, tradycjonalistyczne podejście do
                religii panuje chyba w polsce dość powszechnie i nie zależy specjalnie od
                wychowania).
                • mika74 Re: Najwiekszym szczesciem jest 02.09.05, 14:17
                  facet123 napisał:

                  > > Sa rózne typy zakonów, z bardzo róznymi struskturami i zsadami
                  >
                  > Właśnie - są wśród nich też takie gdzie siostry są zupełnie odseparowane od
                  > społeczeństwa, o wszystko muszą potać o pozwolenie siostry przełożonej i
                  > spędzają całe życie w swojej celi. Dlaczego podajesz tylko przykłady bardzo
                  > liberalnych zakonów?

                  Nie ma czegos takiego jak "liberalne" zakony. Zakony sa rózne jak różni sa
                  ludzie i ich zaiteresowania, plany zyciowe itd. kazdy wybiera coś innego. Są
                  bardzo różne zakony, a te kontemplacyjne sa tylko ich częścia( może 1/4 - 1/3
                  zakonów). To zalezy od powołania i pragnień człowieka. A powolania nie zrozumie
                  czlowiek niewierzący, bo on ma "skarlałe" lub "skrzywione" zycie duchowe , wiec
                  za bardzo nie liczę tu na zrozumienie.
                  Dośc często chodzę do karmelitanek(to najbardziej "zamkniety" klasztor)-to
                  bardzo otwarte, "hojne" dla ludzi osoby. Zycze świeckim takiego otwarcia,
                  harmoni zycia, pogody ducha itd.

                  >
                  > > A a propos przechodzenia na ateizm to raczej wilką rzadkością jest
                  > > przechodzenie człowieka głęboko wierzacego, praktykujacego na ateizm,
                  > > najczęsciej na ateizm przechodzi młodziez, kóra w domu miała kiepskie,alb
                  > o
                  > > prawie zadne wychowanie religijne i tak im zostaje,
                  >
                  > Masz rację, jest to tylko dowód na to, że ateizm jest wrodzoną cechą
                  ludzkiego
                  > umysłu i jedynie indoktrynacja przez rodziców w wieku dziecięcym może zrobić
                  z
                  > człowieka osobę głęboko religijną.
                  > Kiedyś może było inaczej - ludzie nie potrafili wytłumaczyć otaczającego ich
                  > świata, szkoła i edukacja nie był powszechnie dostępne, toteż nawet bez
                  > indoktrynacji ludzie tworzyli bóstwa, nadawali imiona i charaktery siłom
                  > przyrody oraz modlili się o deszcz. Jednak w dzisiejszym świeie jest tak jak
                  > piszesz - młodzi ludzie sami z siebie nie wpadną na pomysł wierzenia w coś -
                  > wiedza jaką nabywają wystarczy im do tego aby posiadać spójny obraz świata -
                  > tylko idnoktrynacja od najmłodszych lat może wywołać u nich potrzebę
                  głębokiej
                  > wiary (piszę o głeboko wierze, bo płytkie, tradycjonalistyczne podejście do
                  > religii panuje chyba w polsce dość powszechnie i nie zależy specjalnie od
                  > wychowania).

                  jest wprost przeciwnie. Natura czlowieka jest religijnośc, czlowiek jest z
                  natury religijny.naturalnie interesuje się religia,zyciem duchowym ,co często
                  widac u małych dzieci. male dzieci zazwyczaj sa religijne. Dopiero rózne
                  zranienia w zyciu człowieka, indokrynalnie, pod presją podana wiara przez
                  rodziców, obłuda religijna w domu powoduje bunt mlodego czlowieka i odejscie.
                  Ale pragnienie duchowe nie zamiara, stąd duże wzięcie mają wrózki, horoskopy,
                  zaiteresowania duchowością wschodu czy wreszcie religijnośc
                  wyrażana ...ciagłymi wojnami, przepychankami z wierzącymi. Widac to chociazby
                  na tym forum. Tu religijnośc deklarujących się tu ateisów az bucha ze strony
                  forum...
                  Druga sprawa,że tego w sobie nie widza(czytaj nie chca widziec)
                  Pozdrawiam.
                  • mika74 Re: Najwiekszym szczesciem jest 02.09.05, 14:21
                    Dodam,że nawróciłam sie w wieku lat 17, a rodzice za bardzo nie byli religijni.
                    I znam wielu,wielu ,którzy nawrócili się w wieku dorosłym. Wychowanie dziecka
                    w wierze raczej nie gwarantuje ,że czlowiek pójdzie tą droga,ale może pomóc,
                    jesli rodzice sa faktycznie wierzący i tak zyją..
                    • facet123 Re: Najwiekszym szczesciem jest 02.09.05, 14:52
                      > A powolania nie zrozumie czlowiek niewierzący, bo on ma "skarlałe"
                      > lub "skrzywione" zycie duchowe , wiec za bardzo nie liczę tu na zrozumienie.

                      Obrażasz mnie tym sformułowaniem. Po pierwsze doskonale rozumiem "powołanie" -
                      jest to dla mnie poprostu pasja połączona z predyspozycjami która sprawia, że
                      człowiek chce się spełniać robiąc coś co lubi. Uważam, że każdy (a przynajmniej
                      wiekszośc, po wykluczeniu pewnych patologii) ma jakieś powołanie.

                      A co do życia duchowego, to jest to termin trudny do zdefiniowania. Jeżeli
                      stawiasz znak równości między duchowością, a religijnością, to faktycznie nie
                      mam życia duchowego. Ale ja tak samo mogłbym stwierdzić, że ty nie masz rozumu
                      skoro wierzysz. Jednak nie uważam tak wcale. Tak samo jak wierzący posiadają
                      rozum, tak samo ateiści posiadają życie duchowe - zainteresowanie światem,
                      filozofią, szukanie odpowiedzi na nurtujące ich pytania dotyczące świata,
                      rozwijanie własnych zainteresować, poprostu konteplowanie świata.
                      • facet123 Re: Najwiekszym szczesciem jest 02.09.05, 14:56
                        Dodam jeszcze, że nie wiem skąd bierze się u ciebie przekonanie, że małe dzieci
                        są religijne.
                        Do póki dorośli nie powiedzą im, że jest coś takiego jak bóg, i trzeba się do
                        niego modlić, dzieci same tego nie wiedzą i nie wymyslą. Oczywiście potem,
                        kiedy już dziecko wie, że bozia się cieszy z jego modlitw i czasem spełnia
                        złozone w nich prośby, dziecko będzie modlić się i udzielać religijnie bardzo
                        chętnie.
                        Jednak zanim dziecku przedstawimy pojęcie religii to jest ono w tej tematyce
                        jak tabula rasa.
                        • mika74 Re: Najwiekszym szczesciem jest 02.09.05, 15:06
                          facet123 napisał:

                          > Dodam jeszcze, że nie wiem skąd bierze się u ciebie przekonanie, że małe
                          dzieci
                          >
                          > są religijne.
                          > Do póki dorośli nie powiedzą im, że jest coś takiego jak bóg, i trzeba się do
                          > niego modlić, dzieci same tego nie wiedzą i nie wymyslą. Oczywiście potem,
                          > kiedy już dziecko wie, że bozia się cieszy z jego modlitw i czasem spełnia
                          > złozone w nich prośby, dziecko będzie modlić się i udzielać religijnie bardzo
                          > chętnie.
                          > Jednak zanim dziecku przedstawimy pojęcie religii to jest ono w tej tematyce
                          > jak tabula rasa.

                          Niekoniecznie, bo często dzieci z rodzin malo praktykujaaych, albo wrecz wcale,
                          nie mówiące o Bogu ze zdumieniem odkrywają ,że własnego dziecka nie mozna
                          wyrwac z Koscioła. 3-letnie dziecko moich malo religijnych znajomych, którzy z
                          dzieckiem nie rozmawiali o Bogu miało nawet sny bardzo religijne, gdzie
                          miało "wizje" wprost zywcem wyjete z Apokalipsy sw. Jana(dokladne opisy
                          stamtąd), zresztą bardzo prawdziwe teologicznie.
                          Zrzesztą z własnego dzieciństwa pamiętam tez takie rzeczy mimo,że rodzice nie
                          praktykowali a wychowanie religijne zamkneło się w ramach nauki "Ojcze nasz".
                      • mika74 Re: Najwiekszym szczesciem jest 02.09.05, 15:01
                        facet123 napisał:

                        > > A powolania nie zrozumie czlowiek niewierzący, bo on ma "skarlałe"
                        > > lub "skrzywione" zycie duchowe , wiec za bardzo nie liczę tu na zrozumien
                        > ie.
                        >
                        > Obrażasz mnie tym sformułowaniem. Po pierwsze doskonale rozumiem "powołanie" -

                        > jest to dla mnie poprostu pasja połączona z predyspozycjami która sprawia, że
                        > człowiek chce się spełniać robiąc coś co lubi. Uważam, że każdy (a
                        przynajmniej
                        >
                        > wiekszośc, po wykluczeniu pewnych patologii) ma jakieś powołanie.

                        Powołanie to dużo więcej, bo powołanie pochodzi od Boga i czasem jest "wbrew"
                        pasji połączonej z predyspozycjami. Widac to chociazby po powolaniu Mojżesza
                        czy proroka jeremiasza ,a nawet samego św. Piotra na przywpdcę Kościoła( wogole
                        się nie nadawał nauralnie)w Biblii i pow iwleu powolaniach np. do zakonu kogos
                        kto natriualnie byłby wspanialym ojcem, mężem itd, czasem taki czlowiek
                        wczesniej planuje malzeństwo.Dlatego niewierzący nie zrozumie powolania",
                        zrozumie "predyspozycje, talenty, plany człowieka" a to nie to samo.
                        >
                        > A co do życia duchowego, to jest to termin trudny do zdefiniowania. Jeżeli
                        > stawiasz znak równości między duchowością, a religijnością, to faktycznie nie
                        > mam życia duchowego. Ale ja tak samo mogłbym stwierdzić, że ty nie masz
                        rozumu
                        > skoro wierzysz. Jednak nie uważam tak wcale. Tak samo jak wierzący posiadają
                        > rozum, tak samo ateiści posiadają życie duchowe - zainteresowanie światem,
                        > filozofią, szukanie odpowiedzi na nurtujące ich pytania dotyczące świata,
                        > rozwijanie własnych zainteresować, poprostu konteplowanie świata.

                        no widzisz a więc jestes osobą religijną czyli masz duchowośc,szukasz w tym
                        kierunku. Tyle ,że niekórzy duchowość znajduja na pewnej drodze religijnej tzn.
                        w ramach pewnej religii, inni dopiero szukają, zastanawiają się , pytają o
                        sens,cel zycia, szczęscie itd...
                        • facet123 Re: Najwiekszym szczesciem jest 02.09.05, 15:32
                          > Powołanie to dużo więcej, bo powołanie pochodzi od Boga i czasem jest "wbrew"
                          > pasji połączonej z predyspozycjami.

                          To czy pochodzi od boga, czy z wnętrza człowieka to sprawa tylko i wyłącznie
                          wiary, bo jest to nie do sprawdzenia. A to, że powołanie bywa wbrew
                          predyspozycjom, to sprzecznośc, bo jeżeli ktoś czuje powołanie do czegoś innego
                          niż ma predyspozycje to oznacza to, że do tego czegoś innego tez ma
                          predyspozycje (bo jak miałby się spełniać). Mojżesz ostatecznie dobrze się
                          sprawił w tej swojej alternatywnej predyspozycji.


                          > Dlatego niewierzący nie zrozumie powolania",
                          > zrozumie "predyspozycje, talenty, plany człowieka" a to nie to samo.

                          Powołanie i predyspozycje+pasja to jest dokłądnie to samo, tylko inaczej
                          nazwane i przyprawione nieco metafizyką. Zauważ, że praktycznie, oba te pojęcia
                          oznaczają to samo - różnica jest tylko w metafizycznych źródłach. A skoro coś
                          jest praktycznie równe, to po co budować sztuczne granice?

                          > no widzisz a więc jestes osobą religijną czyli masz duchowośc,szukasz w tym
                          > kierunku.

                          Jeżeli tak to ujmujesz to tak - jestem religijny. Ale zwykle religijność łączy
                          się z wiarą w boga, a nie ogólnie pojętym poszukiwaniem prawdy. Myslę, że
                          większość wierzących, teologów, księży nie zgodziłoby się nazwać mnie, ateisty,
                          osobą religijną, tylko dlatego, że kontempluję i szukam prawdy.
                          Wg mnie religijny jest ten kto szuka tej prawdy w bogu, oddaje mu cześć i
                          uczestniczy w obrzędach związanych z tą czcią.

                          > w ramach pewnej religii, inni dopiero szukają, zastanawiają się , pytają o
                          > sens,cel zycia, szczęscie itd...

                          Jak słyszę sformułowanie "sens i cel życia", to nie mogę się nie uśmiechnąć.
                          Czy nie rozumiesz, że pojęcie sensu i celu, to pojęcia stworzone przez
                          człowieka, a dokładniej przez jego zdolność myślenia abstrakcyjnego? Że
                          wszechświat i cała reszta z natury żadnego sensu i celu nie mają, bo
                          nie "wiedzą" co to sens?
                          Jeżeli taki punkt widzenia jest dla ciebie nie do zaakceptowania, to zauważ
                          przynajmniej, że zastosowanie pojęcia "sensu" i "celu" do obiektu takiego jak
                          wszechświat, tak naprawdę niczego nie zmienia. Tak samo jak był on
                          niezrozumiały, tak samo jest nadal, bo co za różnica, czy wiemy,
                          że "wszechświat nie ma celu", czy wiemy, że "cel wszechświata definiuje bóg"? W
                          obu przypadkach wiemy tak samo mało.



                  • Gość: po_godzinach Re: Najwiekszym szczesciem jest IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.05, 14:23
                    "Natura czlowieka jest religijnośc, czlowiek jest z
                    natury religijny.naturalnie interesuje się religia,zyciem duchowym ,co często
                    widac u małych dzieci. male dzieci zazwyczaj sa religijne."

                    Ciekawy byłby taki ekseryment - dzieci odseparowane od dorosłych - czy
                    wierzyłyby w Boga i czy byłby to Bóg katolicki

                    • mika74 Re: Najwiekszym szczesciem jest 02.09.05, 15:31
                      Gość portalu: po_godzinach napisał(a):

                      > "Natura czlowieka jest religijnośc, czlowiek jest z
                      > natury religijny.naturalnie interesuje się religia,zyciem duchowym ,co często
                      > widac u małych dzieci. male dzieci zazwyczaj sa religijne."
                      >
                      > Ciekawy byłby taki ekseryment - dzieci odseparowane od dorosłych - czy
                      > wierzyłyby w Boga i czy byłby to Bóg katolicki

                      Nie ma Boga katolickiego, jeden jest wszystkich ludzi. Inne sa tylko jego
                      wizje, co tez oznacza,że człowiek naturalnie szuka Boga i ma potrzebę zycia
                      duchowego.
                      A to ,że religijnośc jest naturą człowieka mozna porównac do mowienia-naturą
                      człowieka jest mowa, ale uczy się je od innych , widząc mówiących.
                      • facet123 Re: Najwiekszym szczesciem jest 02.09.05, 15:48
                        > A to ,że religijnośc jest naturą człowieka mozna porównac do mowienia-naturą
                        > człowieka jest mowa, ale uczy się je od innych , widząc mówiących.

                        Interesujące porównanie, skłaniające do zastanowienia. Ja naprzykład
                        zastanawiam się co znaczy że coś jest "naturą człowieka", że coś
                        jest "naturalne". Jeżeli rozumiemy przez to zgodne z naturą (ziemskim
                        ekosystemem, fauną i florą), to mowa nie jest naturalna - zwierzęta nie mówią,
                        co najwyżej nawoują się prostymi okrzykami w
                        stylu "jedzenie!", "drapieżnik!", "chcę kopulować!". Tak samo uważam, że
                        cywilizacja, nauka, religija nie jest naturalna - wszystko to wytwory rozumu, a
                        rozum nawet nie jest naturalny, bo zwierzęta nie posiadają go w takim stopniu
                        jak my.
                        Zamiast mieszać w to naturę, lepiej poszukać rzeczywistych źródeł religii. Wg
                        mnie źródłem religii (kiedyś) była brak wiedzy o świecie (boskość żywiołów
                        itp), natomiast obecnie głównym żródłem religii jest wpajanie jej dzieciom oraz
                        błądzenie w dywagacjach metafizycznych na temat celu i sensu świata.
                      • po_godzinach Re: Najwiekszym szczesciem jest 02.09.05, 16:03
                        "A to ,że religijnośc jest naturą człowieka mozna porównac do mowienia-naturą
                        człowieka jest mowa, ale uczy się je od innych , widząc mówiących. "

                        Nie, nie mozna.
                        Religijność pojmowana jako wiara w Boga nie jest naturą człowieka. Duchowość -
                        tak. Ale duchowość może przejawiiać się równie dobrze poprzez pojmowanie i
                        przezywanie świata poprzez Boga, jak i bez niego.
                        Mam wrażenie, że jako osoba wierząca nie jestes w stanie pojąć ludzi, którzy
                        rozumieją świat inaczej, niż Ty.
                      • Gość: Echo Re: Najwiekszym szczesciem jest IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 02.09.05, 16:03
                        Musze powiedziec ze wsrod karmelitanek wielkim podziwem darze Edyte Stein
                        ktora byla wielkim umyslem. Ludzie czesto sie izoluja zeby miec czas na
                        kontemplacje w izolacji od chaosu codziennosci. Mam nawet cytat po angielsku
                        ktory pokazuje jak osoby o sklonnosciach intelektualnych czesto izoluja sie od
                        swiata zeby miec czas na przemyslenia. Bez tego nie mielibysmy np. Sw. Tomasza,
                        ktorego bracia przyciagneli mu do celi zakonnej kobiete lekkich obyczajow zeby
                        mu pokazac cos ludzie plytcy nazwaliby wlasciwym sposobem uzywania zycia. Gdyby
                        plycizny moralne wziely gore nie mielibysmy ruchow monastycznch w Europie ktore
                        zbudowaly szkolnictwo i uniwersytety. Nikt nie neguje ze zakony wymagaja
                        odciecia sie od chaosu co niektorzy uwazaja za nieszczescie ale ludzie o glebi
                        intelektualnej widza ze takie poswiecenie jednostek uratowalo miliony sierot
                        przed degradacja a chorych i zebrakow przed smiercia. Bez szkol przyklasztornych
                        nie byloby edukacji (do dzis te tradycje sa kontynuowane od USA przez Afryke do
                        Indii). Bez monastycyzmu nie byloby cywilizacji europejskiej. Benedyktyni uczyli
                        barbarzyncow rzemiosla, nowych metod uprawy roli, rozprowadzali nowe rasy bydla
                        i pokazywali metody krzyzowania dla ulepszania cech, przepisywali ksiegi.
                        Podobnie Augustynianie. Nic dziwnego zatem ze to mnich klasztorny, Grzegorz
                        Mendel, poswiecil siedem lat na krzyzowanie groszku. Zaden uczony o zdrowych
                        zmyslach nie zdobyl sie na takie poswiecenie. Dlatego genetyka musiala sie
                        narodzic z daleka od szybkiego tempa zycia, za murami klasztoru.

                        "God is there in these moments of rest and can give us
                        in a single instant exactly what we need. Then the
                        rest of the day can take its course, under the same
                        effort and strain, perhaps, but in peace. And when
                        night comes, and you look back over the day and see
                        how fragmentary everything has been, and how much you
                        planned that has gone undone, and all the rasons you
                        have to be embarrassed and ashamed: just take
                        everything exactly as it is, put it in God�s hands and
                        leave it with Him. Then you will be able to rest in
                        Him
                        • Gość: Echo Acha i dlatego papiez... IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 02.09.05, 16:06
                          przyjal imie Benedykta. Doszedl do wniosku ze pograzona w chaosie moralnym
                          Europa znow potrzebuje benedyktynskiej pracy od podstaw zeby uratowac
                          sie od obecnej dekadencji...
                          • Gość: Echo Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 02.09.05, 16:12
                            Powinno byc: dla poglebienia studiow... zakon.
                            • Gość: Echo Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: 64.175.21.* 02.09.05, 18:29
                              Kazde zdrowe spoleczenstwo potrzebuje tego typu ludzi, ktorym nalezy sie szacunek
                              a nie agresja i posmiewisko fundowane gratis przez forumowych ateistow.
                              • Gość: jaija Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: *.elblag.dialog.net.pl 03.09.05, 00:42
                                Ciekawe, że założycielka wątku napisała, że jej znajomych spotkało wielkie
                                nieszczęście. Ci znajomi to zapewne praktykujący katolicy, ale jak przyjdzie co
                                do córki w zakonie, to "nieszczęście". Co za obłuda...
                                • Gość: jacek Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.05, 15:13
                                  Nie mam nic przeciw zakonom byle oblubienice Chrystusa były naprawde do niego
                                  podobne a nie do tych nieludzkich potworów które zniszczyły 30 000 kobiecych
                                  istnień. Pamiętam film dokumentalny (nie mówię o tym fabularnym), w jednym z
                                  klasztorów był ksiądz który przed ładniejszymi dziewczynami się onanizował.
                                  Oglądanie go było karą za mało gorliwą pracę. Takiej religii sobie nie życze i
                                  w takiego boga nie wierze i uwierze
                                  • Gość: Echo Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: 64.163.149.* 04.09.05, 01:11
                                    Zapewne sie onanizowal przed kamera ktora ty filmowales. Dobre!
                                    Jest duzo filmow pornograficzynych gdzie mezczyzni ubieraja sie w sutanny
                                    a kobiety w habity. Niektorych to hecuje. Najwyrazniej ciebie tez.

                                    >Pamiętam film dokumentalny (nie mówię o tym fabularnym), w jednym z
                                    > klasztorów był ksiądz który przed ładniejszymi dziewczynami się onanizował.
                                    > Oglądanie go było karą za mało gorliwą pracę. Takiej religii sobie nie życze i
                                    > w takiego boga nie wierze i uwierze

                                    To mi wyglada na jakas bardzo nowoczesna religie, ze tak sie wyraze, swiecka...
                                    Codziennie ateisci domagaja sie pozwolenia papieza zeby mogli nosic kondomy,
                                    podwiazywac sie etc. I caly czas nie rozumiem po co im do tego papiez.
                                  • Gość: Echo Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: 64.163.149.* 04.09.05, 01:11
                                    Zapewne sie onanizowal przed kamera ktora ty filmowales. Dobre!
                                    Jest duzo filmow pornograficzynych gdzie mezczyzni ubieraja sie w sutanny
                                    a kobiety w habity. Niektorych to hecuje. Najwyrazniej ciebie tez.

                                    >Pamiętam film dokumentalny (nie mówię o tym fabularnym), w jednym z
                                    > klasztorów był ksiądz który przed ładniejszymi dziewczynami się onanizował.
                                    > Oglądanie go było karą za mało gorliwą pracę. Takiej religii sobie nie życze i
                                    > w takiego boga nie wierze i uwierze

                                    To mi wyglada na jakas bardzo nowoczesna religie, ze tak sie wyraze, swiecka...
                                  • Gość: Echo Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: 64.163.149.* 04.09.05, 01:11
                                    Zapewne sie onanizowal przed kamera ktora ty filmowales. Dobre!
                                    Jest duzo filmow pornograficzynych gdzie mezczyzni ubieraja sie w sutanny
                                    a kobiety w habity. Niektorych to hecuje. Najwyrazniej ciebie tez.

                                    >Pamiętam film dokumentalny (nie mówię o tym fabularnym), w jednym z
                                    > klasztorów był ksiądz który przed ładniejszymi dziewczynami się onanizował.
                                    > Oglądanie go było karą za mało gorliwą pracę. Takiej religii sobie nie życze i
                                    > w takiego boga nie wierze i uwierze
                                    • Gość: jacek Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 15:19
                                      Film składał się z wywiadów z nielicznymi ofiarami irlandzkich zakonnic, które
                                      przezyły i opowiadały o piekle które przeszły jako dzieci i młode dziewczyny
                                      tylko za to, że ich matki nie były mężatkami albo miały konkubentów.
                                      Dziewczynki były odbierane matkom i umieszczane u sióstr magdalenek gdzie
                                      musiały katorżniczo pracować przez 7 dni w tygodniu. Wyżej możesz przeczytać
                                      jak traktowały je zakonnice. Kapelanem jednego z klasztorów był pewien ksiądz.
                                      Kiedy jakaś dziewczyna się buntowała, była do niego wysyłana na rozmowę. Jedna
                                      z tych obecnie staruszek opowiedziała, jak ksiądz ją ukarał. Po raz pierwszy w
                                      życiu widziała wtedy nagiego mężczyznę, który w dodatku robił cos takiego.
                                      Dziewczyny były tam zamykane tez bez powodu, jedna dowiedziała się przyczyny
                                      swojego uwięzienia: była zbyt ładna. Większość zmarła z wycieńczenia pracą i
                                      niedożywienia w klasztorach gdzie zostały pochowane w bezimiennym grobie. Było
                                      ich około 30 000.
                                      Filmy pornograficzne to może ty kręcisz.
                                • Gość: arta Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.05, 15:21
                                  och, naprawdę nie rozumiesz, co czują rodzice, choćby i praktykujący katolicy?
                                  Kościół Katolicki to obszar bardzo rozległy i każdy może znaleźć tam swoje
                                  miejsce. Są różne stopnie zaangażowania, ścierają się różne poglądy.
                                  Zakon to pewnego rodzaju ekstrema w obrębie tego obszaru - nawet wierzący i
                                  praktykujący katolik może czuć się zaszokowany i nie feruj wyroków w
                                  stylu "obłudny", bo wcale tak być nie musi.
                                  • Gość: jaija Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: *.elblag.dialog.net.pl 04.09.05, 00:24
                                    Jako praktykujący katolicy powinni choćby przewidzieć taką ewentualność. I
                                    pogodzić się z nią, zamiast lamentować, że nie będzie studiów, wnuków, itp. A
                                    propos - widziałam na swojej uczelni zaoczne studentki - zakonnice.
                                    • Gość: E Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: 64.163.149.* 04.09.05, 01:52
                                      jaija, im nie chodzi zeby powiedziec cokolwiek obiektywnego na ten temat. A
                                      szczegolnie wierze ze sie "troszcza" o katolikow. Zaczynaja halucynowac filmy
                                      "dokumentalne" gdzie ksiadz sie onanizuje przed zakonnicami. Czy widzisz w tym
                                      cokolwiek poza tepa, bezmozgowa nienawiscia???

                                      > Jako praktykujący katolicy powinni choćby przewidzieć taką ewentualność. I
                                      > pogodzić się z nią, zamiast lamentować, że nie będzie studiów, wnuków, itp. A
                                      > propos - widziałam na swojej uczelni zaoczne studentki - zakonnice.
                                      • Gość: arta Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 14:18
                                        to chyba nie mnie chciałaś odpowiedzieć....
                                      • Gość: jacek Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 15:27
                                        Niechlubna karta z życia Kościoła katolickiego. Historia Magdalenek.

                                        Film "Siostry Magdalenki" Petera Mullana został nakręcony w oparciu o szokującą
                                        historię tysięcy odrzuconych przez swoje rodziny i zdanych na łaskę Kościoła
                                        katolickiego kobiet. Okrzyknięte "kobietami upadłymi" były zamykane w
                                        odosobnieniu. Częstokroć ich jedyną zbrodnią była bieda i sieroctwo. Wiele z
                                        nich padło ofiarami gwałtu, wiele było samotnymi matkami lub zostało uznanych
                                        przez otoczenie za "zagrożenie moralne".
                                        Przytułki Magdalenek powstały w dziewiętnastowiecznej Irlandii oraz Szkocji
                                        jako miejsce przeznaczone dla prostytutek i kobiet upadłych. Domy nazwano
                                        imieniem biblijnej Marii Magdaleny, która ukorzyła się przed Chrystusem i
                                        dostąpiła łaski umycia mu stóp. Na początku dwudziestego wieku przytułki
                                        przejął Kościół katolicki, który wprowadził w nich bardzo ostry reżim.
                                        Prowadzące zakłady Siostry Miłosierdzia zmuszały kobiety do darmowej pracy
                                        przez 8 - 10 godzin dziennie siedem dni w tygodniu. Dziewczęta pracowały w
                                        pralniach należących do hoteli, uniwersytetów i innych instytucji. Dla uznanych
                                        za niezdolne do normalnego życia - a nawet niebezpiecznych - dziewcząt ta
                                        mordercza praca miała stanowić pokutę za grzechy.

                                        Na przełomie XIX i XX wieku w Irlandii panowała straszliwa bieda. Pomoc
                                        społeczna nie była w stanie zaspokoić potrzeb ludzi ubogich. Pod presją
                                        wszechwładnego Kościoła dzieci, które według kryterium katolickiego przynosiły
                                        wstyd rodzicom były przez nich umieszczane w zakładach lub oddawane w ręce
                                        miejscowych księży. Kościół zachęcał również do przetrzymywania kobiet w
                                        zakładach Magdalenek. Kościół katolicki, kierując się surowymi zasadami żelazną
                                        ręką rządził społeczeństwem Irlandii, pozwalając by zakłady istniały aż do
                                        późnych lat siedemdziesiątych XX wieku. W przytułkach Magdalenek życie płynęło
                                        bez nadziei na odmianę. Nawet za najdrobniejsze przewinienie stosowano surowe
                                        kary. Nad podopiecznymi znęcano się psychicznie i fizycznie.

                                        Dziewczętom zabierano ubrania i wszystkie rzeczy osobiste, golono im głowy,
                                        imiona zamieniano na imiona katolickich świętych. Narzucano surowy reżim; doba
                                        wypełniona była pracą, modlitwą i krótkim snem. Kontakt ze światem zewnętrznym,
                                        rodziną, czytanie książek, prasy - były zabronione. Byłe Magdalenki opisują
                                        swój pobyt w przytułku jako gorszy od pobytu w więzieniu - tam przysługują
                                        przynajmniej jakieś prawa. Trzymane w zamknięciu wbrew swojej woli, kobiety te
                                        całe życie spędzały za murami. Zakonnice nie przygotowywały ich do życie na
                                        wolności. Te, które opuszczały zakłady Magdalenek nie umiały odnaleźć się w
                                        codziennym życiu poza murami. Piętno pobytu w przytułku było tak ogromne, że
                                        kobiety do końca życia nie chciały mówić o swoim uwiezieniu. By zapomnieć o
                                        koszmarze, niektóre z nich na zawsze opuszczały Irlandię.

                                        Nieślubne dzieci siłą zabierano matkom i oddawano do adopcji. Matki zmuszano do
                                        wyrzeczenia się ich na zawsze. Wiara oraz przekonania kazały zakonnicom
                                        wierzyć, że młode kobiety stanowią moralne zagrożenie dla kościoła i rodziny.
                                        Ich uwięzienie było rzekomo działaniem dla ich dobra. Wstyd, który przypadł w
                                        udziale ich rodzinom sprawiał, że wyklęte kobiety otaczała zmowa milczenia. Na
                                        zawsze. Pozbawiano je domu i rodziny, do których mogłyby wrócić. Nieślubną
                                        ciążę traktowano jako odejście od Chrystusa, a dzieci poczęte bez sakramentu
                                        małżeńskiego uważano za zagrożone "upadkiem moralnym" aż do siódmego pokolenia.
                                        Umieszczano je w sierocińcach, a po ukończeniu 17 lat - w zakładach Magdalenek.

                                        W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych złe traktowanie, wykorzystywanie,
                                        niedożywienie oraz kary cielesne w szkockich domach Magdalenek doprowadziły do
                                        buntów. Wiele dziewcząt podjęło próby ucieczki.

                                        W 1973 roku Irlandia wstąpiła do Unii Europejskiej (Wspólnoty Krajów
                                        Europejskich).

                                        W Irlandii lat siedemdziesiątych na skutek osłabienia wpływów Kościoła zaczęto
                                        likwidować przytułki. Niewątpliwie wzrost konsumpcyjnego stylu życia, rozwój
                                        przemysłu - jak również pojawienie się pralek - zmniejszyło zainteresowanie
                                        usługami świadczonymi przez Magdalenki. Ostatni ich dom zamknięto w 1996 roku.
                                        Mieszkało w nim wtedy około 40 - 50 kobiet, które poza murem przytułku nie
                                        umiały już żyć. Kościół katolicki nigdy formalnie nie przeprosił za wyrządzone
                                        moralne i fizyczne szkody. Magdalenkom nie wypłacił odszkodowań. Po odzyskaniu
                                        wolności wiele z nich opuściło Irlandię Szacuje się, że w "Pralniach
                                        Magdalenek" żyło i umarło około 30 000 kobiet i dziewcząt.

                                        Historia opowiedziana w filmie jest szokująca, ale prawdziwa. "Mam nadzieje, że
                                        film zainteresuje szeroką publiczność, zwłaszcza zaś młode kobiety" - mówi
                                        producentka Frances Higson. "Myślę, że poruszany w nim temat staje się aktualny
                                        w dzisiejszych czasach, po upadku reżimu afgańskich talibów i ujawnieniu
                                        przemocy, jaka w tym kraju dotykała kobiety. Wiem, że film wzbudzi
                                        kontrowersje, jednak Kościół katolicki powinien odpowiedzieć za swoje czyny".
                                        Mullan spodziewa się, że film zainteresuje widzów między 16 a 90 rokiem życia.

                                        "Chciałbym wierzyć, że Kościół zdobędzie się na odwagę, przyzna do swoich
                                        błędów i wypłaci odszkodowania ofiarom oraz że zapewni, że nigdy więcej nic
                                        podobnego się już nie powtórzy" - mówi Mullan. Pytany, czy uważa film za
                                        kontrowersyjny, odpowiada: "Nie zakładałem, że taki będzie. Ale boję się, że
                                        Kościół nie zauważy filmu, jeśli ludzie nie pójdą go obejrzeć."

                                        Film "Siostry Magdalenki" to świadectwo siły przetrwania - nawet w nieludzkich
                                        warunkach. Rzuca światło na przestarzały system społeczny, który przetrwał aż
                                        do XX wieku. Zmusza widzów do myślenia, niesie przestrogę i ostrzeżenie.
                                        • Gość: E Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: 64.175.21.* 04.09.05, 18:01
                                          "Przytułki Magdalenek powstały w dziewiętnastowiecznej Irlandii oraz Szkocji
                                          jako miejsce przeznaczone dla prostytutek i kobiet upadłych."

                                          Oczywiscie film jest oparty na wyznaniach tych kobiet, ktore po prostytucji,
                                          widzialy po raz pierwszy nagiego mezczyzne w postaci ksiedza. Bardzo wiarygodne!!!
                                          • Gość: E Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: 64.175.21.* 04.09.05, 18:06
                                            Oczywiscie zapomniales dodac ze zaklad rehabilitacji prostytutek to to samo co
                                            zakon.
                                          • po_godzinach Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... 04.09.05, 19:34
                                            "Nieślubną
                                            ciążę traktowano jako odejście od Chrystusa, a dzieci poczęte bez sakramentu
                                            małżeńskiego uważano za zagrożone "upadkiem moralnym" aż do siódmego pokolenia.
                                            Umieszczano je w sierocińcach, a po ukończeniu 17 lat - w zakładach
                                            Magdalenek. "

                                            Chyba nie zrozumiałaś.
                                            Albo nie chcesz rozumieć.
                                            • Gość: E Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: 64.175.21.* 05.09.05, 00:04
                                              > "Nieślubną
                                              > ciążę traktowano jako odejście od Chrystusa, a dzieci poczęte bez sakramentu
                                              > małżeńskiego uważano za zagrożone "upadkiem moralnym" aż do siódmego pokolenia.
                                              >
                                              > Umieszczano je w sierocińcach, a po ukończeniu 17 lat - w zakładach
                                              > Magdalenek. "

                                              Oczywiscie ze to bzdura o tych 7 pokoleniach (pokaz mi doktryne katolicka
                                              z ktorej to wynika). Faktem pozostaje ze spolecznosci bronily sie przed
                                              rozpadem rodzin choc to dzisiaj wyglada wrecz okrutnie...
                                              • Gość: Subject Co pisze Guardian IP: 64.163.149.* 05.09.05, 06:23
                                                "Actor-director Mullan, known as a straight-talker and a left-wing political
                                                activist, was inspired to make The Magdalene Sisters by the Channel 4
                                                documentary Love in a Cold Climate."


                                                Aktor-rezyser Mullan, znany jako "straight-talker" i lewicowy dzialacz polityczny...

                                                Zapewne ten "dokument" musi byc obietktywny
                                              • Gość: Subject Co pisze Guardian IP: 64.163.149.* 05.09.05, 06:23
                                                "Actor-director Mullan, known as a straight-talker and a left-wing political
                                                activist, was inspired to make The Magdalene Sisters by the Channel 4
                                                documentary Love in a Cold Climate."


                                                Aktor-rezyser Mullan, znany jako "straight-talker" i lewicowy dzialacz polityczny...

                                                Zapewne ten "dokument" musi byc obiektywny
                                              • Gość: Subject Co pisze Guardian IP: 64.163.149.* 05.09.05, 06:23
                                                "Actor-director Mullan, known as a straight-talker and a left-wing political
                                                activist, was inspired to make The Magdalene Sisters by the Channel 4
                                                documentary Love in a Cold Climate."


                                                Aktor-rezyser Mullan, znany jako "prostolinijny mowca" i lewicowy dzialacz
                                                polityczny...

                                                Zapewne ten "dokument" musi byc obiektywny
                                                • po_godzinach Re: Co pisze Guardian 05.09.05, 10:51
                                                  brak obiektywizmu zarzucają zwykle ci, dla których dokument nie jest wygodny

                                                  nie ty pierwsza, nie ty ostatnia = to powszechna praktyka
                                              • po_godzinach Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... 05.09.05, 10:49
                                                Oczywiście, że istota sprawy nie jest w "7 pokoleniach".

                                                Pokazuję tylko na to, że z tekstu wynika, iż u Magdalenek były również
                                                dziewczynki.
                                                Byłoby miło, gdybys nie wyłapywała w tekście słów tylko tych, które sa dla
                                                ciebie wygodne.
                                                • Gość: Echo Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net 06.09.05, 06:42
                                                  > Pokazuję tylko na to, że z tekstu wynika, iż u Magdalenek były również
                                                  > dziewczynki.

                                                  Problem w tym ze nie znalazlam zadnego niezaleznego potwierdzenia tekstow
                                                  tego "dzialacza lewicowego" (czytaj agresywnego komucha).
                                                  • po_godzinach Re: Tytul tego watku to falszywa alernatywa... 06.09.05, 09:50
                                                    "Problem w tym ze nie znalazlam zadnego niezaleznego potwierdzenia tekstow
                                                    tego "dzialacza lewicowego" (czytaj agresywnego komucha)."

                                                    A znalazłaś potwierdzenie przeciwnej tezy jakiegoś "działacza prawicowego"
                                                    (czytaj agresywnego oszołoma-fanatyka) ?
    • pooh5 Re: ...zamiast studiów...zakon. 04.09.05, 18:20
      W zakonach jest najpierw nowicjat, potem śluby czasowe, i na końcu dopiero
      wieczyste. Dziewczyna będzie mieć jeszcze czas, by wszystko przemyśleć, i w
      razie czego zawrócić z tej drogi.
      Tyle się złego słyszy o zakonnicach? Głównie chodzi o zakonnice, które się nimi
      stały pod wpływem "ambitnych" rodziców, dawniej to był spory problem, dziś już
      dużo mniejszy. Czasem do zakonu idą osoby zaburzone psychicznie czy
      niedojrzałe, licząc, że tam znajdą ukojenie, tymczasem właśnie tam wszystkie
      problemy wyłażą, tacy uciekają jeszcze szybciej niż przyszli. I tacy też
      później opowiadają, jak strasznie jest w klasztorach...
      Do klasztoru nadają sie wyłącznie osoby dojrzałe i stabilne psychicznie.
Pełna wersja