Głos lekarza

18.01.08, 12:53
Ludzie w rózny sposób znoszą żałobę. Jedni ubierają się na czarno,
pogrążają w rozpaczy, inni ( i tu mam bliski przykład mojego męża)
nie noszą żałobnych ubrań, starają się żyć normalnie, pamiętając o
Zmarłych, wspominając dobre przezyte z nimi chwile, odwiedzając grób
itd.
Ludzie w rózny sposób raguja na wiadomość o śmierci majbliższych
lub/i ich nieuleczalnej chorobie. I... niestety wielu z nich obarcza
winą lekarza, który jest posłańcem złych wiadomości.
Jak to się dzieje? Różnie, mało przyjemnie, często z krzykami,
awanturami, straszeniem ( ja wam pokażę, uruchomioe swoje znajomości
itd). Bywa, w skrajnych przypadkach, rzucanie sie z pięściami na
lekarza, czasem na ziemię, ataki rozpaczy itd.
Staramy się zrozumieć ludzi, nie rozmawiamy o trudnych sprawach na
korytarzu, proponujemy szklanke wody, tabletke na uspokojenie,
proponujemy, aby zaczekał w szpitalu na przyjazd kogos z krewnych.
Piszemy na kartce numer pokoju, gdzie załatwiane są formalności i...
na tym nasza rola sie kończy. Wracamy do chorych, do domu, wieczorem
idziemy do teatru. Nie rozpamiętujemy, bo sami byśmy zwariowali. To
zdarza się czasem bardzo młodym lekarzom.
Pamietam sytuację z 1993 roku. Byłam świezo po stażu podyplomowym,
zaczynałam pracę na chirurgii od trzymania haków. Późnym wieczorem
karetka pogotowia przywizła 74 letniego pana L. Stan ogólny bardzo
ciężki. Szefem dyzuru jest dr P. Chirurg z kilkunastoletnim stażem.
Podejrzewa zator krezki i dzwoni po szefa. Badania potwierdzaja
przypuszczenie starszego kolegi. Szef zjawia się po kwadransie. Nie
ma watpliwości - zator. Operowac zy nie? Przychodzi bardzo
doświadczony anestezjolog, odradza. Pacjent ma ponadto chorobe
wieńcową i nieco podwyższone parametry nerkowe. Szef się zastanawia.
Pacjent został przywieziony dośc późno. Kilkanaście godzin od
wystąpienia pierwszych objawów ( rodzina była przekonana, że
gwałtowne bóle brzucha sa następstwem błędu dietetycznego). Kolega
postanawia podjąć sie operacji. Wszyscy jesteśmy świadomi, że
zaniechanie to 100% śmierć, a operacja daje mu 2 może 5% szansy.
Po raz pierwszy w życiu widzę takiego chorego. Prosimy do pokoju
żonę, syna i córkę. Mówimy, że stan jest ciężki a rokowanie złe. Ale
dajemy bardzo niewielka szansę. Zapada decyzja - operować.
Anestezjolog jeszcze ma wątpliwości, szef, kolega i drugi bardzo
doświadczony chirurg z Izby ida na blok. Ja ściagam jeszcze jednego
kolegę, który robił juz kiedys z sukcesem takie operacje. Ma się
domyć gdy dojedzie. Jest noc. Szef i kolega są w szpitalu
ponadplanowo. Nie dostaną za to nawet 10 groszy. Rozmawiam jeszcze
z rodziną i idę na blok. Rodzina robi wrażenie normalnej, po cichu
chyba sie modli. Myję sie do operacji, ale wiem, ze na tym etapie
mojej wiedzy nie pozwola mi nawet trzymac hakow. Za ciężki stan.
Koledzy walczą o pacjenta, niestety. Walka przegrana. Było to do
przewidzenia. Pan L podzielił los 95-98% innych ludzi z ta chorobą.
Szef, dr P, dr W ledwo sie trzymaja na nogach. Nie wychodzimy do
rodziny. Szef zapala papierosa, my pijemy kolejną kawę. Po 20
minutach juz nieco podobni do ludzi wychodzimy z bloku. Mamy
spuszczone głowy i świadomość przegranej. Przegranej z chorobą!
Rodzina łapie nas za rekawy. Prosimy do pokoju, tłumaczymy. Ja
proponuje cos do picia, biegnę do punktu pielęgniarek po dyżunre
Relanium. Doświadczona siostra patrzy na mnie ze
współczuciem. "Jeszcze pani tego pozałuje, pani doktor" - mówi.
Wracam do pokoju. Córka i syn wymyslaja szefowi, grożą, obu kolegom,
mnie też się dostaje.
Epitety :"mordercy" , "zabójcy", "konowały", "łachudry" + najgorsze
życzenia pod adresem naszym i naszych rodzin, słychac na całym
korytarzu. Za oknem brzask. Szef i kolega ( ten nie dyżurny) jadą do
domu. Chca sie umyc i ogolić. Ja dzwonię do męża. Ten ( ma o 5 lat
więcej doświadczenia zawodowego niż ja) przewiduje kłopoty.
Wyjątkowo dokładnie wypełniamy Historię Choroby i dokumentację.
To mój (?) pierwszy zgon na stole. Opowiadam o tym rodzicom ( sa
lekarzami), dziadkom ( sa lekarzami)...
Mija jakiś czas. Dostajemy powiastkę do sądu ( szef, koledzy i ja),
w którym oskarża się nas o spowodowanie śmierci chorego.
Na pierwszej rozprawie sąd udowadnia krok po kroku absurdalność
oskarżenia. Wychodzimy czyści, ale zestresowani. Przez pół roku żona
kolegi ( w ciąży zresztą, ale o tym nikt nie musiał wiedzieć)
dostaje telefony z pogróżkami.Szef miał wiele podobnych w treści
karteczek za wycieraczką samochodu). Dlaczego o tym piszę, ano
dlatego, że jest to forum o śmierci, żałobie, ciężkich
nieuleczalnych chorobach. Są takie. Trzeba się z nimi pogodzic i
podejść do nich....godnie.Czasem z pokorą.
Jak widzicie zapamiętałam ten dzień ze szczególami. Pamietam pogode
za oknem, nazwisko chorego, jego wiek, a nawet wygląd.
Od tego czasu upłynęło wiele lat. Szef odszedł na emeryturę, jeden z
kolegów przejął po nim klinikę, anestezjolog i drugi z kolegów są
daleko od Polski, mnie przybyło siwych włosów, zrobiłam
specjalizację I i II stopnia z chirurgii. I jestem ostrożniejsza w
kontakcie z pacjentami. W tzw. "międzyczasie" zostałam wpisana na
listę biegłych sądowych, często bywam w sądzie. Nie zawsze i nie
wszędzie koledzy sa bez winy, jednak znaczna część oskarżeń nie ma
jakiejkolwiek merytorycznej podstawy.
Przeczytajcie ten tekst i przemyście go. Może nasuna Wam się
reflesje.
Chirurg, kobieta, od 17 lat przy stole, dziś po 1 operacji usunięcia
pęcherzyka żółciowego, czekająca ( z braku anestezjologów) na
kolejny zabieg.
    • magdam456 Re: Głos lekarza 18.01.08, 13:43
      Zmień forum. Najwyraźniej Ci się nudzi w pracy.
      • aneri59 Re: Głos lekarza 18.01.08, 15:05
        protozoa
        To forum nazywa się Żałoba, strata, osierocenie , a drugie podobne Mama - wdowa i wpisują się tutaj osoby, które przeżywają stratę kogoś bliskiego i potrzebują wsparcia, ukojenia w bólu i takie tematy są tutaj poruszane więc jeszcze raz proszę zmień forum, uszanuj naszą żałobę, tu nie miejsce na takie wpisy,
        wróć jak zrozumiesz swój błąd, bo bardzo to przykre, że lekarz
        tak się zachowuje na forum.
        Proponuję obecnym na forum pomijać milczeniem wpisy protozoa.
        • melon4444 Glos debilki a nie lekarza.. 18.01.08, 15:54
          PO PROSTU JUZ ZAMILCZ .DOSC!!!!!!!!!!!!!!!!! WYNOCHA Z TEGO FORUM.NIE ROZUMIESZ
          JEGO ISTOTY??IDZ SIE PROMOWAC GDZIE INDZIEJ.
          ps.przepraszam wszystkich pozostalych............juz nie
          krzycze...milecze..wybaczcie.
          • protozoa Re: Glos debilki a nie lekarza.. 18.01.08, 16:52
            Nerwy poniosły? Dzieki Bogu, że to tylko forum, bo pewnie rzuciłabyś
            sie na mnie z pięściami.
            No cóż, jeteś typowym przykładem osoby opisanej w moim poście-
            niezrównoważonej, rzucającej inwektywami. W sumie biednej i godnej
            współczucia. Chyba większego z powodu labilności emocjonalnej i
            braku osobistej godności. Bo tylko człowiek bardzo, bardzo biedny
            posuwa się do tego typu zachowań.
            Forum jest otwarte, każdy może się wypowiadac nie łamiąc etykiety. A
            jest nią uzywanie inwektyw typu "debilka". Ja tego, w
            przeciwieństwie do Ciebie, nie robię.
            W sumie lepiej, że wyżywasz się na forum i tu dajesz uspust nerwom,
            bo w realu mogłabys byc groźna i niebezpieczna.
            Może na Twój temat wypowiedziałby sie obecny na forum psycholog?
            Pozdrawiam i życze więcej równowagi i spokoju.
            • gaba2002 Re: Glos debilki a nie lekarza.. 18.01.08, 17:41
              Protozoa- jesteś żałosna kobieto
    • nico72 Re: Głos lekarza 18.01.08, 17:56
      Protozoa, daj spokój bo się tylko zdenerwujesz. Na ludzi nie działają argumenty.
      Te wyrażenia: debile, konowały. To dlatego zmieniłem kraj a nie z powodu
      pieniędzy. Pozdrawiam.
      • gaja2856 Re: Głos lekarza 18.01.08, 20:53
        Witam Cie Protozoo
        Przeczytałam to co pizesz bardzo uważnie
        Pozwól że podziele sie z toba moimi przemysleniami
        Moja mama miała raka niestey przegrała z nia walkę
        Wiedziałam i wiem co to za choroba chyba każda rodzina w której
        zdarzyło sie zachorowanie na tę chorobe wie duzo na jej temat
        Ja bynajmniej bardzo sie wyedukowałam, chciałam wiedziec jak
        najwięcej żeby choc troche pomóc, choc trochę...
        Przez cały czas choroby mamy otaczali mnie lekarze
        i ci z powołania i ci "z przypadku" nie wiem jak ich nazwać gdyx tak
        jak w każdym zawodzie można byc lekarzem prezez duże L a można
        być ...
        Miałam cudowna panią doktor która była z nami od początku do końca
        choroby, która nami kierowała, pomagała nam była na każde wręcz
        wezwanie
        Nigdy nie odebrała nam nadziej i wiary w cud wierzyła razem z nami
        (chyba nawet wtedy kiedy my już przestalismy)
        Była też druga "lekarka" specjalista sława nie miała podejścia do
        pacjentów, była zimna wręcz oschła (ja wiem że gdyby się wszystkim
        przejmowała nie mogła by pracowac w zawodzie i normalnie
        funkcjonować wiem to) pacjenci wychodzili od niej zapłakani,
        zniesmaczeni, podłamani na duchu...
        Ona jurz na pierwszej wizycie powiedziała mojej mamie żeby nie
        wierzyła że sie będzi dobrze że nie ma po co sie leczyć *kiedy
        leczenie dało nam jeszcze 3 lata zycia może to nie duzo ale dla nas
        to były dodoatkowe trzy lata)
        Ona kiedy poszłam do niej po pomoc po ratunek po radę zapytała mnie
        czy wiem że to iz choruje moja mama jest moja winą (te słowa brzmia
        mi w uszach do dzisiaj)
        Ja nie oskarżam nikogo o smierć mojej mamy ja czuję wielki żal o to
        iż owa lekarka próbowała niszczyć to co według mnie próbuje się
        wpoić każdemu choremu chęć i siłę do walki z chorobą
        • sonja12 Re: Głos lekarza 18.01.08, 21:15
          No właśnie , pani dochtór sie nudzi w szpitalu, tak pracuja lekarze,
          zamiast zająć się pacjentem, bawi się na komputerze. A potem będzie
          strajkowac , i mówic jak ciężko my pracujemy. ŁAPÓWKARA
    • aisha_25 Re: Głos lekarza 18.01.08, 22:46
      A ja stanę w obronie pani doktor, lekarze to też ludzie...i niestety można ich
      podzielić na tych z powołania i na tych co się z nim całkowicie minęli. Moja
      mama chorowała na raka prawie 7 lat, spotkałam się wieloma lekarzami w ciągu jej
      choroby, byli lekarze którzy potrafili podnieść pacjenta na duchu, dać mu
      nadzieję i ci których los chorego nie odchodził wogóle, chociaż na szczęście
      niewielu takich było...Niestety moja mama przegrała walkę z chorobą zmarła
      prawie pół roku temu, ale nie obwiniam lekarzy za to co się stało, tak po prostu
      miało być...Lekarz który stwierdził zgon mojej mamy był też jej odejściem
      poruszony, a wcale to nie jest przyjaciel rodziny czy znajomy. Są lekarze którzy
      nie są obojętni na chorych, i kiedy stracą pacjenta to na pewno kierują nimi
      emocje. Nie oceniajmy ich taką samą miarą, zresztą nikt nam nie dał prawa do
      oceniania ich i wogóle kogokolwiek i pani doktor która chciała wyrazić swoje
      myśli, ma ona do tego pełne prawo. Pani doktor tez styka się ze śmiercią, może
      nie bliskich ale ludzi którzy oddając się w jej ręce mają nadzieję że im pomoże.
      To nie jest forum dla osób które stracą tylko bliskich, dlaczego lekarz który po
      stracie pacjenta nie może wyrazić swojej opinii, dać upust emocjom? Dziś moja
      mama obchodziłaby 55 urodziny, nie ma jej ze mną i jest mi z tym źle bo tęsknię
      za nią okropnie ale nie przemawia przeze mnie żal i nie obwiniam wszystkich
      innych dookoła. Oczywiście nie bronię tutaj wszystkich lekarzy, tylko tych co
      mają powołanie aby służyć ludziom,ale też nie będę nikogo oceniać. Moja mama
      odeszła bo tak po prostu musiało być...
      • melon4444 Aisho... 18.01.08, 23:03
        Wspolczuje.
        Zanim jednak staniesz w obronie Pani doktor ....przeczytaj wszystkie jej posty
        na kilku watkach.Bo tak naprwde nie wiesz chyba czego bronisz.Pozdrawiam.
        • aisha_25 Re: Aisho... 18.01.08, 23:31
          ok,poczytałam parę wątków i ogarnął mnie mały szok, pani doktor w swoich
          wypowiedziach czasami faktycznie przesadza i chwilami zastanawiam się czy tak
          może piszę osoba wykształcona ale nie mi oceniać...stanęłam w obronie lekarzy z
          powołania, tych których jak wspomniałam obchodzi los pacjentów czy nasza pani
          doktor taka jest...tego nie wiem. I jak wspomniałam nie będę oceniać, ale nie
          taktowne jest pisanie osobie pogrążonej w żałobie "...Stuknij sie w
          głowe dobra kobieto"...osobie na poziomie tak nie wypada pisać...
          • protozoa Re: Aisho... 19.01.08, 10:07
            Może się zagalopowałam twierdzeniem "stuknij sie w głowe dobra
            kobieto", ale jest to nic w porównaniu z retoryką sonji12 czy
            melona4444.
            Dziekuję za zrozumienie, za słowa, że lekarz tez jest człowiekiem.
            Bo zdaniem sonji 12 24 godziny na dobe powinniśmy zajmowac się
            chorymi, i nie dla ns komputer.
            • kct.kct Re: Aisho... 19.01.08, 14:39
              Po smierci moje taty mama zapytala co sie dokladnie stalo,czy serce
              przestalo bic i dlaczego,lezal na oiomie po probie samobojczej.a ona
              rzucila oschle 'lepiej dla was,ze umarl'.zycze jej zeby ktos
              niedlugo jej rodzinie tak powiedzial.lekarze to biala smierc,nie
              zrobili nic dla taty tylko postawili na nim krzyzyk.boze chron mnie
              przed lekarzami
              • protozoa Re: Aisho... 21.01.08, 06:56
                Na OIOIM-ach kłdzie sie pacjentów w ciężkim stanie. Tam i tylko tam
                jest aparatura podtrzymująca zycie. I ci przedstawiciele "białej
                śmierci", o których wyrażasz się w tak pogardliwy sposób (
                chocby "ona", a nie lekarka, pani doktor) robili wszystko, aby
                Twojego tate utrzymac przy zyciu.
                Inaczej nie połozyliby pacjenta na OIOIM-ie tylko....pozwolili
                umrzeć. O kosztach jednej doby na OIOM-ie nie wspominam, choc w
                dzisiejszej sytuacji może by było warto.
                W każdym razie prowadzili nierówna walke i przegrali.
                Próby samobójstwa są rózne - zazycie leków, powieszenie, skoki z
                wysokości, samouszkodzenie itd. W większości przypadków dochodzi do
                uszkodzenia CUN ze wszystkimi tego skutkami. I pewnie to miała na
                mysli lekarka ( moze nie "ona") mówiąc "lepiej dla was, że umarł".
                Trudno generalizowac, każda rodzina jest inna. ale lekarze pracujący
                na OIOM-ach wiedzą co za miesiąc, dwa, trzy dzieje sie najczęściej,
                z ludźmi z ciężkimi uszkodzeniami CUN. I.... jaka postawe przyjmuja
                rodziny.
                Najwpierw jest rozpacz i szok, a potem.... coraz mniejsze
                zainteresowanie, corza rzdsze odwiedziny, a jesli juz to z
                roszczeniami.
                Zgadzam sie, powiedziała malo taktowanie, ale na OIOM-ie umiera co
                drugi pacjent ( taka specyfika oddziału), a pracujący tam lekarze po
                pierwsze maja świadomośc porazki z naturą, a po drugie stałe
                kontakty z rodzinami. A co rodzina potrafi - jasno widac na tym
                forum. W realu bywa podobnie.
                W przypadku samobójstw rodziny często - ZUPEŁNIE NIEPOTRZEBNIE-
                siebie obwiniaja za to co się stało. A poniewaz jest im ciężko, więc
                wyładowuja się na.... lekarzach.
    • binka19 Re: do protozoa 19.01.08, 22:00
      1.dlaczego chcesz sie wybielić?
      2.dlaczego jesteś na forum żałoby skoro jesteś chirurgiem,może lepszym miejscem
      byłoby dla ciebie forum chirurdzy
      3. to forum wymaga wsparcia psychologa a nie chirurga
      4.piszesz posty z domu czy z gabinetu?
      5.piszesz o innych jak o zwierzętach typu stuknij sie ,chamka itd.nie wyglądasz
      na osobę inteligentna
      a na koniec powiem ,ze miałam do czynienia z lekarzami o różnej specjalności i
      nadal mam... 99% niestety brało łapówki i bierze,pozatym wiele jest lekarzy
      nieludzkich czego doświadczyłam na własnej skórze i mogłabym tu wiele napisać
      ale nie chce już wracać do tego co było i mam nadzieję ,ze już na swojej drodze
      spotkam tylko ludzkich
      • protozoa Re: do protozoa 20.01.08, 09:24
        Z czego mam się wybielać?????
        Jako lekarz stykający się ze śmiercią mam także swoje przemyślenia i
        punkt widzenia.
        Być moze jest to forum, które wymaga wsparcia psychologa, ale
        nigdzie nie jest napisane, a jesli przegapiłam to wskaż mi , bardzo
        serdecznie proszę, ze jest to forum wywnętrzania sie, obrażania,
        rzucania oskarżeń na lekarzy!!!!!
        Posty pisze i z domu i z pracy. Tak się sklada, ze przy braku
        anestezjologów długie godziny siedzę czekając na swoją kolejke na
        bloku. I jest to mój prywatny czas ( za godziny, w których operuje
        później, gdy zwolni sie anestezjolog, nie dostaje ani grosza) i moge
        z nim robic to co chcę. Także siedziec przy komputerze. No, chyba,
        ze lepszym rozwiązaniem ( dla mnie w 100% czy dla pacjentow nie
        wiem), byłoby gdybym wychodziła z pracy o 14.35 bez względu na to
        czy operacja doszła do skutku czy nie.
        Chamka okresliłam osobe, która pozwoliła sobie na bardzo
        niewyszukane określenia , nawet żałoba i skrajna rozpacz tego nie
        usprawiedliwiają.
        Wy piszecie o lekarzach, ja o rodzinach i pacjentach. Tez są dobrzy.
        Żeby X wziął łapówke, Y musi ja dac. Innej rady nie ma.
        Ja łapówek nigdy nie brałam, choc kilka razy w tygodniu miałam i mam
        takie propozycje. Dotąd mówiłam "proszę zabrać pieniądze, to jest
        państwowy szpital", ale widząc nastawienie do nas, oskarżenia, od
        jutra zacznę stosowac zgoła inna taktyke. Otworzę drzwi i wrzasnę "
        wynocha z gabinetu z tymi pieniędzmi, czy mam zawiadomić policje,
        że jest próba korupcji?" Do tego doprowadzają wypowiedzi niektórych
        osób.
    • annmaria Re: Głos lekarza 20.01.08, 07:52
      Droga Pani!
      Bez wzgledu na to ile ma Pani racji i czy w ogole ja Pani ma dlaczego uparla sie
      Pani zeby pisac na tym forum. Jako lekarz powinna Pani wiedziec ze tu ludzie
      szukaja wsparcia zrozumienia albo po prostu chca sie wypisac bo i to czasem
      troche pomaga. A z jakiego powodu tu sa? Ano dlatego ze doswiadczyli najbardziej
      bolesnej najbardziej stresujacej sytuacji w zyciu czyli smierci kogos
      najblizszegpo. To tez powinna Pani wiedziec z racji swojej profesji. Pani zas
      pisze posty oczywiscie kazdy ma do tego prawo mocno kontrowersyjne ktore
      zwyczajnie ludzi zloszcza. Na ogol smierc naszych bliskich okupiona jest
      miesiacami czy latami choroby a co sie z tym wiaze notorycznym kontaktem ze
      sluzba zdrowia ktora jaka jest kazdy widzi. Bez wzgledu na przyczyny tej
      niemocy. Po co wiec ? Sa fora a jesli nie ma mozna zalozyc i dyskutowac na temat
      ktory z takim uporem Pani porusza. Wywnetrzanie sie tutaj jest zwyczajnie
      nietaktem. My tu szukamy spokoju i ukojenia bolu ktory przenika nas od stop do
      glow i z ktorym nie wiemy co zrobic i jak sobie z nim poradziec. Ten bol to
      niezwykle niezwykle delikatna sprawa. To tez powinna Pani rozumiec jako lekarz.
      Wspolczuje Pani przykrych doswiadczen zawodowych i tego ze rodziny dowiadujace
      sie o smierci zachowuja sie irracjonalnie i bywaja niesprawiedliwe dla lekarzy.
      Ale znow powinna Pani wiedziec bo pewnie uczyli tego ze to zupelnie normalne bo
      tym ktorzy poniesli strate niebo zawalilo sie wlasnie na glowe. Prosze wiec
      znalezc miejsce gdzie piszacy zainteresowani sa tematyka wazna dla Pani bo to z
      cala pewnoscia jest nieodpowiednie. Powinna to Pani wyczuc swoja wrazliwoscia bo
      przecoez kazdy lekarz powinien ja miec. Pozdrawiam i zycze milej niedzieli. Anka
      • protozoa Re: Głos lekarza 20.01.08, 09:14
        I to jest post, który rozumiem. Nie ma w nim inwektyw, oskarżeń,
        pomówień itd.
        Poruszyłam istotny temat stosunek pacjent( rodzina) - lekarz. Jest
        on takze bardzo wazny w obliczu smierci, cierpienia, osierocenia. I
        pewnie dlatego poruszylam go między innymi na tym forum.
        Lekarze często dyskutją, opowiadają ile przykrych słów,
        niesprawiedliwości, niegodziwości, przykrości doznali ze strony
        pacjentów lub ich rodzin w trudnych, ekstremalnych sytuacjach.
        Nazywanie nas "białą smiercią", łapówkarzami, mordercami itd ( vide
        inwektywy kierowane bezpośrednio do mnie) niczego dobrego nie da.
        Wiem, że czasem trzeba sie wypłakac, wyżalic, ale czy powywnętrzac
        na lekarzach?
        Czy obrzucanie błotem tych, którzy robili wszystko, aby pomóc,
        ulżyc, uratowac jest godziwe?
        Co daje innego niż bunt tych, którzy przeczytali obelgi pod adresem
        całej swojej grupy zawodowej?
        Ile padło niesprawiedliwych oskarżeń?
        Czy lekarz ma skóre hipopotama?
        Czy w końcu po wywodach sonji czy melona ma z usmiechem odnosic się
        do pacjentów ( majac świadomość, że siedzi przed nim osoba źle do
        niego nastawiona)?
        A może własnie czas po śmierci bliskich, czas refleksji jest czasem
        także i takich przemysleń?
        Pozdrawiam.
        • melon4444 Pytanie???????? 20.01.08, 14:46
          Hmm tak sie zastanawiam czy drecznie Nas na tym forum to objaw choroby
          psychicznej..czy psychopatii.Zapewniama Pania Pani doktor , ze moge doprowadzic
          Pania do furii i wscieklosci bez uzywania inwektyw , cichym tonem i na
          spokojnie.Moze chce Pani sprobować? ( ale proponuje opuscic to forum i nie
          dowrtosciowywac sie kosztem innych).......Wybor nalezy do Pani.
          • protozoa Re: Pytanie???????? 20.01.08, 17:04
            Do furii? Mnie???? Po 17 latach obcowania z pacjentami??? Proszę nie
            być śmieszną.
            Nie jestem psychopatką. Jestem dość odporna na róznego rodzaju
            zachowania pacjentów i ich rodzin, bo w ciągu 17 lat pracy miałam
            całkiem sporo doświadczeń. I z ludźmi kulturalnymi, i z psycholami i
            z chamami.
            Każdy może wypowiadać się na forum.
            Ja podniosłam trudny temat kontaktów pacjent( rodzina)- lekarz.
            Tylko pozornie odległy od założeń forum.
            I nikogo nie dręczę, bo nie mam takiej intencji. Usiłuję ukazać
            drugą stronę szpitalnego życia, w którym są nie tylko źli lekarze i
            biedne osierocone rodziny, ale także ciężko pracujący lekarze i
            rodziny pacjentów ( czasem zmarłych) zachowujące się w sposób
            karygodny, chamski, pozbawiony godności. Też tak jest.
            Pytanie czy chcemy ze sobą walczyć? Melon 4444 pewnie tak, bo
            proponuje doprowadzenie mnie do furii i wściekłości. Ja - nie mam
            krwiożerczych instynktów.
            Pytanie kto w tej walce poniesie zwycięztwo a kto odniesie klęskę???
            Mnie bardzo trudno doprowadzić do furii. Rzadko tracę głowę i rzadko
            przestaję panować nad nerwami. Ale może to przeczytać młodszy kolega
            i postanowić walczyć. I to on będzie "górą". ( cudzysów
            nieprzypadkowy).
            To rodzina zmarłego będzie musiała chodzić do lekarza rodzinnego po
            leki na uspokojenie ( lekarz w szpitalu nie musi ich wypisywać).
            To rodzina zmarłego będzie dluga, czasem bardzo długo czekac na
            papiery. Lekarz się wytłumaczy - żywi mają priorytet. I żadna skarga
            nie da rezultatu. Można pisać na forum.
            Ale może być inaczej. Mozna spojrzeć na lekarza jak na człowieka -
            zapewniam, że 99% z nas odpowie tym samym.
            I przyznam, że nie rozumiem ostatniej sugestii, że usiłuję
            dowartościować się kosztem innych.
            Dowartościowuję się każdego dnia na sali operacyjnej. Inaczej nie
            muszę.
            • melon4444 Dno i beton.. 20.01.08, 19:32
              Beton i dno.To wszytko w tym temacie.
              • protozoa Re: Dno i beton.. 20.01.08, 19:39
                Proszę o konkrety. Miało byc spokojnie i bez inwektwy.
                • melon4444 Re: Dno i beton.. 20.01.08, 20:25
                  protozoa napisała:

                  > Proszę o konkrety. Miało byc spokojnie i bez inwektwy.
                  Konkrety????????? potrzebujesz wody na młyn.Chciałabys.....nie??
                  ps............Zawiedziona???????//wybacz ..ze nie dam Ci okazji poszczekac...Po
                  prostu ..koncz Wasc i wstydu oszczedź.
                  ZEGNAM...
                  • protozoa Re: Dno i beton.. 21.01.08, 06:42
                    A miało być bez inwektyw i konstruktywnie.
                    ie potrzebuję wody na młyn. Rozpoczęłam potrzebną wymianę poglądów o
                    stosunkach lekarz- pacjent( rodzina) w ekstremalnych przypadkach.
                    No i wyszło czarno na białym who is who.
                    To nie lekarz obrzuca inwektywami.
                    To nie lekarz lekarz chce doprowadzic do "furii i wściekłości".
                    To nie lekarzowi brakuje argumentów.
                    To nie lekarz chce wojny.
                    W końcu to lekarz chce wyjasnić dlaczego dochodzi do nieporozumień.
                    To lekarz chce dyskutować.
                    To lekarz próbuje znaleźć konsensus.
                    Przemysl. Kontaktów z lekarzami nie unikniesz, a przy takim
                    nastawieniu tylko sobie zaszkodzisz. Wszak juz pisałam akcja budzi
                    reakcję.
                    • sonja12 Re: Dno i beton.. 21.01.08, 16:48
                      Nie strasz, marna lekarzyno. Co ty tu jeszcze robisz, widać wciągnął
                      cię ten wątek. Dla mnie i tak jesteś dnem, białą smiercią, i koniec
                      kropka. Wynocha z naszego forum. Myslisz ,ze ty jedna przepisujesz
                      recepty. Takich jak ty są tysiące.To ty przemyśl, żebyś nie
                      skonczyła jak szanowna pani sędzina , której "klient" wylał coś
                      żrącego na oczy, ale koledzy cię uratują, ZAPOMNIAŁAM.
                      • binka19 forum żałoba ,strata,osierecenie 21.01.08, 17:12
                        to jest forum żałoby ,a nie forum o chorobach...nie zapominajmy tego i pani
                        doktor niech o tym pamięta!!!!
                      • aisha_25 bez komentarza 21.01.08, 21:24
                        wasze wypowiedzi i tę dziecinną kłótnię pozostawiam bez komentarza ale przeraża
                        mnie fakt ze w ludziach jest tyle goryczy i jadu... dokąd ten świat zmierza?
                        poczytajcie wasze wypowiedzi i zastanówcie się nad sobą...to forum jest dla
                        ludzi którzy szukają pocieszenia i wsparcia a nie wrażeń w jakiejś bezsensownej
                        pyskówce...trochę powagi ludzie!!!
                      • protozoa Re: Dno i beton.. 22.01.08, 07:33
                        Rtlko tyle? A może jeszcze cos Troche więcej inwencji, bo
                        powtarzasz to co było juz na forum .Oto pacjenta portret własny.
                        Mam tylko prosbę, gdy sie spotkamy, albo staniesz twarz twarz z kims
                        z moich kolegów powiedz im to prosto w oczy stjąc w gabinecie. No,
                        odwagi!!! Jestes przciez i dzielna, i kulturalna i racja po Twojej
                        stronie.
                        Życze miłego dnia.
                        • binka19 Forum żałoby 22.01.08, 15:37
                          jeszcze raz powtarzam to jest forum żałoby,straty i osierocenia,temat jaki
                          został poruszony na tym forum odbiega od tego jaki ma cel to forum,jesli ktos
                          zamierza pisać inne rzeczy to niech sobie znajdzie inne forum albo załozy
                          własne!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                          Na tym forum jest potrzebny tylko i wyłacznie psycholog i osoby ,które przezyły
                          smierc osób bliskich ,pozostałe wypowiedzi są tutaj zbyteczne.Prosze uszanowac
                          to!!!!!!!!!!
                          • protozoa Re: Forum żałoby 22.01.08, 16:19
                            Prosze bardzo. Mogę uszanować to. Ten argument w jakis sposób do
                            mnie trafia. Natomiast nie trafiaja agresywne zachowania melona czy
                            sonji.
                            I wbrew pozorom to o czym piszę nie jest oddalone o milę od tematu
                            forum. Wskazuje czarno na białym jak reagują ludzie, którym zmarł
                            ktoś bliski, kogo oskarzają ( w 99% niesłusznie) , na kim wyładowują
                            negatywne emocje.
                            Śmierc prędzej czy później dopadnie każdego z nas. Pojawi się w
                            każdej rodzinie i każdy będzie musiał stanąć twarz w twarz z
                            lekarzem. Choćby po to, aby otrzymac stosowne papiery. I jesli rzuci
                            sie na lekarza, zacznie sie awanturować, wymyślac, obrażać nic
                            dobrego nie będzie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja