Dodaj do ulubionych

Kontrola urodzeń a la Chiny:(

14.10.05, 16:49
Nie mogłam się oprzeć skopiowaniu tego artykułu. W s t r z ą s a j ą c y dowód
chińskiej przemocy i bezprawia. Przypomiała mi się kobieta poddawana
eksperymentom medycznym w obozie Mathausen. Alboż te praktyki nie są
porównywalne?

"Zbyt dużo ludzi
Chińscy komuniści od lat zabijają, torturują, głodzą, usiłują zmniejszyć
liczbę swych współobywateli. Za wszelką cenę
Siedmiu lub ośmiu funkcjonariuszy brygady interwencyjnej BPU miasta Yonghe
zatrzymało Chen Li May, wtargnąwszy do domu jej rodziców. Została zabrana pod
eskortą do Miejskiego Centrum Sztucznie Wywołanego Porodu Biura Planowania
Urodzeń w Jinjiang.
Chen bezskutecznie szarpała się, płakała i błagała o litość. Przywiązano ją do
stołu operacyjnego jak zarzynaną świnię. Jej nowo narodzone dziecko,
chłopczyk, ruszało kończynami, a jego wargi rozchylały się, jakby chciało ssać
mleko matki. Chen żałośnie błagała personel medyczny o uratowanie dziecka,
przysięgając, że przyjmie każdą nałożoną na nią karę. Lekarze i pielęgniarki
wstrzyknęli truciznę do główki dziecka. Drgnęło ono w konwulsji, a płacz
raptownie ustał. Chwilę później przestało oddychać. Matka straciła przytomność.
Chen Li May urodziła się w 1977 roku. Mieszkała we wsi Gucuo w prowincji
Fujan. Była wesołą dziewczyną. Zakochała się w Zhang Zi Quing i w 1996 roku
zaszła w ciążę, mimo że z ukochanym nie mieli zezwolenia na zawarcie
małżeństwa. Tym samym jej ciąża również była nielegalna. By uchronić się przed
grzywnami, przymusową aborcją i innymi karami, matka, wtedy już w trzecim
miesiącu ciąży, postanowiła się ukrywać. Kiedy była w dziewiątym miesiącu,
ktoś złożył na nią doniesienie. Zespół interwencyjny Biura Planowania Urodzeń
miasta Yonghe natychmiast rozpoczął jej poszukiwania. Nie mogąc jej ująć,
funkcjonariusze biura zburzyli dom rodzinny jej męża i zagrozili zburzeniem
domu jej rodziców. Mimo to Chen i jej mąż byli zdecydowani uratować swoje
dziecko. Przez dłuższy czas z powodzeniem udawało im się uniknąć zatrzymania i
ukarania przez władze. Ciąg dalszy znamy. Od tamtego dnia Chen Li May jest jak
odmieniona. W jej spuchniętych oczach nie ma już łez, wszystkie zostały
wylane. Teraz pociera je często lub powtarza na głos: „Jak to dobrze, że moje
dziecko jeszcze żyje”. W listopadzie 1997 roku wystawiłam im wstecz
postanowienie o zawarciu małżeństwa i przyznałam zezwolenie na urodzenie dziecka.
Jednakże wszyscy odwiedzani przez nią lekarze stwierdzają jednogłośnie, że
Chen już nigdy nie będzie mogła zostać matką.

Fragment relacji byłej funkcjonariuszki chińskiego Biura Planowania Urodzeń
Gao Xiao Duan złożonych 10 czerwca 1998 r. przed Podzespołem Spraw
Międzynarodowych i Praw Człowieka Komisji Spraw Międzynarodowych Kongresu
Stanów Zjednoczonych.
7września br. w Pekinie porwano niewidomego działacza społecznego, 34-letniego
Chena Guang Chenga. Zdołał jeszcze zadzwonić przez komórkę, której mu nie
odebrano, do Radia Wolna Azja. W ostatniej chwili powiedział, że uprowadziły
go władze chińskie, gdyż ujawnił zagranicznym dziennikarzom szczegóły
prowadzonej w tym kraju polityki kontroli urodzin.
W Radiu Wolna Azja, nadającym z USA, pracuje Chinka Ma Dong Fang, która
odczuła na sobie skutki tej polityki. Kiedy w 1991 r. zaszła po raz drugi w
ciążę, została poddana przymusowej aborcji. Po zabiegu lekarze bez jej wiedzy
i zgody wprowadzili do jej organizmu wkładkę wewnątrzmaciczną. Ciało kobiety
nie było jednak w stanie przyjąć tego środka wczesnoporonnego. Rozpoczęły się
potworne bóle, krwawienia, bezsenność, anemia. Trwało to całymi miesiącami,
gdyż prawo zakazywało lekarzom usunięcia wkładki. Dopiero po długiej
procedurze odwoławczej udało się przekonać władze do zmiany decyzji. Wkładkę
usunięto, ale zamiast niej wszczepiono kobiecie pod skórę norplant. Organizm
znów zareagował odrzuceniem. Ten środek powodował podrażnienia skóry, nagłe
uderzenia gorąca, kobieta wpadła w depresję. Lekarze znów odmówili pomocy, a
władze odrzuciły możliwość odwołania. Jedynym ratunkiem był więc wyjazd za
granicę.
Ma Dong Fang przybyła do USA w 1998 r. – po siedmiu latach cierpień. Od razu
po przyjeździe amerykański lekarz usunął jej norplant, a kobieta wróciła do
zdrowia. Dziś Ma Dong Fang śledzi pilnie sprawę innej Chinki – Mao Heng Feng,
na rzecz uwolnienia której rozpoczęła kampanię międzynarodowa organizacja
Amnesty International. Mao Hengfeng jest matką trojga dzieci. Zmuszono ją do
przymusowej aborcji oraz wyrzucono z pracy, gdy znów zaszła w ciążę. Ponieważ
kobieta zaczęła walczyć o swoje prawa, spotkały ją surowe represje. Była
wielokrotnie aresztowana i zamykana w zakładach psychiatrycznych, gdzie
poddawano ją terapii wstrząsowej. W zeszłym roku za składanie petycji do władz
skazano ją na karę 18 miesięcy „reedukacji przez pracę” w obozie, gdzie
przebywa do dziś. Była tam torturowana, m.in. wiązano jej ręce i nogi i
rozciągano ciało. Strażnicy chcieli, by obiecała, że przestanie kwestionować
chińską politykę planowania rodziny.
Władzom w Pekinie zależy, aby Zachód wiedział jak najmniej o tego typu
praktykach. Porwany Chen Guang Cheng naraził się tym, że nagłośnił przypadki
przymusowych aborcji w prowincji Shandong. Nagrał m.in. relację 36-letniej
Feng Zhong Xia ze wsi Maxiagou. W marcu br. była w siódmym miesiącu ciąży, gdy
urzędnicy z wydziału planowania rodziny z miasta Linyi przyjechali, by zmusić
ją do usunięcia dziecka. Zdołała się ukryć, ale funkcjonariusze wzięli jako
zakładników całą jej rodzinę. Krewnych torturowali i głodzili. Ogłosili, że
wszyscy zginą, jeśli Feng nie ujawni się. Kiedy kobieta wyszła z ukrycia,
zawieziono ją do szpitala. Na izbie porodowej lekarz wstrzyknął jej truciznę w
macicę i wywołał przedwczesny poród. Siedmiomiesięcznego noworodka utopiono w
wiadrze z zimną wodą.
Miliony zwykłych historii
Miliony chińskich kobiet mogą opowiedzieć równie straszne historie. Zhou Shiu
Yon do dziś pamięta ten wieczór, gdy przerażona chowała się pod łóżkiem, a
pięciu mężczyzn wyważało drzwi jej mieszkania. Wyciągnęli ją siłą i skutą
kajdankami zawieźli do szpitala. Godzinami przetrzymywano ją w małej,
zamkniętej izolatce. Przez ten czas przyszli tylko raz – żeby wcisnąć jej do
ust tabletkę. Powiedzieli, że przyjdą wkrótce zrobić zastrzyk.
Zhou Shiu Yon miała wtedy 19 lat. Jej jedynym przestępstwem było to, że zaszła
w ciążę bez specjalnego „zezwolenia na urodzenie dziecka”. Na szczęście
narzeczony dziewczyny Chen Jian Lin dowiedział się o jej zatrzymaniu.
Przekupił pielęgniarkę, która otworzyła okno w szpitalu. Zhou wyskoczyła na
zewnątrz i uciekła z czekającym na nią w samochodzie Chenem. Pojechali do
Guangzhou, gdzie za 5 tys. juanów dziewczynie udało się nielegalnie
zaokrętować na statek płynący do USA.
Ucieczka w obronie dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Miesiąc później w
szpitalu w San Diego Zhou Shiu Yon poroniła. W 1998 r., składając zeznania
przed Komisją Spraw Międzynarodowych Kongresu USA, opowiadała: „W moim
rodzinnym miasteczku w Chinach widziałam wiele ciężarnych kobiet szukających
nocą kryjówek. Niektóre z nich były już w dziewiątym miesiącu, a mimo to
poddawano je przymusowym aborcjom. Działo się tak tylko dlatego, że nie miały
oficjalnych pozwoleń na urodzenie dziecka. Władze burzyły też ich domy,
czyniąc je w ten sposób bezdomnymi. (…) W moim miasteczku wiele kobiet chowa
się na noc, bo właśnie wtedy władze najczęściej urządzają polowania na ciężarne”.
Dochodzenie Kongresu Stanów Zjednoczonych przeprowadzone w 1998 r. wykazało
zbrodniczy charakter chińskiej polityki antynatalistycznej. Jej początki
sięgają 1979 r. Wówczas to władze w Pekinie uznały, że dalszy przyrost demo-
graficzny zagraża dobrobytowi Chin, gdyż zasoby naturalne kraju są zbyt
ograniczone w stosunku do liczby ludności. Argumentowano, że przeludnienie
wpłynie negatywnie na ogólny standard życia Chińczyków.
Zdaniem najsłynniejszego dysydenta chińskiego Harry&#
Obserwuj wątek
    • ijaw Re: Kontrola urodzeń a la Chiny:( cd 14.10.05, 16:52
      Zdaniem najsłynniejszego dysydenta chińskiego Harry’ego Wu władze chciały w ten
      sposób wmówić ludziom, że główną przyczyną zacofania państwa jest przeludnienie,
      a nie panujący ustrój komunistyczny. Że jest inaczej, widać na przykładzie
      Japonii, która ma jeszcze bardziej ograniczone zasoby naturalne i olbrzymią
      liczbę ludności na stosunkowo małym terenie, a mimo to jest krajem dobrobytu.
      Program kontroli urodzin zaplanowano na szczeblu Komitetu Centralnego Chińskiej
      Partii Komunistycznej oraz Rady Państwa i określony mianem „podstawowej polityki
      narodowej”. Jest wdrażany w życie przez organy administracji wszystkich
      szczebli. Jego zasady brzmią następująco: „późne małżeństwo, późne
      rodzicielstwo” i „jedna para, jedno dziecko”, choć „w regionach rolniczych, po
      uzyskaniu stosownej zgody, parom można pozwolić na posiadanie drugiego dziecka”.
      Do realizacji tej polityki władze powołały specjalną instytucję – Państwową
      Komisję Planowania Rodziny – zatrudniającą ponad pół miliona pracowników. W
      każdym mieście powstały lokalne Biura Planowania Urodzeń. Wprowadziły nadzór nad
      wszystkimi młodymi kobietami powyżej 16. roku życia i mężczyznami powyżej 18
      lat. Kobiety, które ożeniły się zbyt wcześnie, za szybko zaszły w ciążę albo już
      urodziły dzieci, muszą zapłacić grzywnę i poddać się przymusowej aborcji i
      sterylizacji. Po urodzeniu pierwszego „legalnego” dziecka wszystkie kobiety są
      zmuszone do wprowadzenia wkładki wewnątrzmacicznej i co trzy miesiące muszą
      chodzić na kontrolę do ginekologa. Jeśli nie stawią się na zabieg zamontowania
      wkładki cztery miesiące po porodzie lub opuszczą co najmniej dwie kolejne wizyty
      u lekarza – są poddawane przymusowej sterylizacji. Kobiety po urodzinach
      drugiego dziecka są zazwyczaj sterylizowane już miesiąc po porodzie.
      Żeby ta polityka była skuteczna, Biuro Planowania Urodzeń zostało wyposażone w
      nadzwyczajne uprawnienia. Gao Xiao Duan, która przez 14 lat była
      funkcjonariuszką BPU w mieście Yonghe, opowiada, że jej instytucja posiadała
      wielką bazę komputerową ze szczegółowymi informacjami na temat wszystkich kobiet
      w wieku rozrodczym zamieszkałych na tym terenie. Jeżeli jakiemuś małżeństwu
      urodziło się jedno dziecko, wysyłano mu „postanowienie zakazujące rodzenia”.
      Postanowienie takie wywieszane jest w miejscach publicznych, aby każdy, kto się
      dowie, że małżonkowie łamią zakaz, mógł donieść o tym władzom. Nagroda za
      wskazanie „nielegalnej” ciąży wynosi 400 juanów.
      System nagród i kar obowiązuje też wśród pracowników BPU. Muszą oni wywiązać się
      z określonych limitów aborcji czy sterylizacji. Za każde zbyt wcześnie zawarte
      małżeństwo
      odkryte na podległym mu terenie funkcjonariusz płaci 200 juanów kary. To
      powoduje, że urzędnicy biura często są bardzo gorliwi w wykonywaniu swych
      obowiązków.
      Okólnik władz w prowincji Fujian wymienia aż 28 różnych urzędów zaangażowanych
      w utrudnianie życia ludziom łamiącym przepisy o planowaniu urodzeń. Osobom takim
      wydziały drogowe nie wydają prawa jazdy lub zawieszają już wydane, wydziały
      gospodarcze nie dają zgody na prowadzenie działalności ekonomicznej lub cofają
      zezwolenia dane wcześniej, wydziały rolnicze nie przyznają zapomóg lub nawozów,
      banki nie udzielają kredytów itd. Wszystkie te działania mają zniechęcić ludzi
      do posiadania dzieci.
      Lotne brygady aborcyjne
      BPU tworzy też lotne brygady, organizujące nocne „naloty” na wybrane domostwa,
      gdzie istnieje podejrzenie, że kobieta może być w ciąży. Jeżeli poszukiwanej nie
      ma w domu, regułą jest aresztowanie całej jej rodziny. Gao Xiao Duan wspomina,
      że w siedzibie BPU w Yonghe znajdowały się dwie cele mogące pomieścić po 30
      kobiet i mężczyzn. Żeby kogoś zatrzymać, niepotrzebna jest żadna decyzja sądu.
      Nie obowiązują też żadne ramy czasowe aresztu. Członków rodziny traktuje się
      jako zakładników, by zmusić kobietę do ujawnienia się. Jeżeli to nie pomaga,
      burzy się ich domy.
      Wspomniana już Gao Xiao Duan opowiada, że przez długi czas prowadziła podwójne
      życie. Z jednej strony pracowała jako funkcjonariuszka BPU, z drugiej zaś łamała
      prawo, gdyż wraz z mężem adoptowała chłopca. W Chinach bowiem – jak mówią
      przepisy – „przypadki nielegalnych adopcji winny być traktowane jak ponadplanowe
      urodziny”. Za każdym razem, gdy przeprowadzane były rutynowe kontrole (a Gao
      Xiao Duan wiedziała, kiedy to nastąpi), dziecko było ukrywane. Często przebywało
      też w domu znajomych.
      Kobieta wspomina: „Za dnia byłam chodzącym potworem, krzywdzącym ludzi poprzez
      barbarzyńską politykę planowych urodzeń Chińskiej Republiki Ludowej; wieczorami
      jednak stawałam się taka jak inne kobiety i matki, cieszyłam się życiem z moimi
      dziećmi. Nie mogłam już znieść takiego podwójnego życia”. W 1998 r. Gao Xiao
      Duan wyjechała do USA. Wywiozła ze sobą wiele wewnętrznych dokumentów chińskiej
      administracji. Na podstawie jej relacji oraz wywiezionych przez nią aktów
      amerykańskim działaczom obrony praw człowieka udało się opisać w szczegółach
      chiński system polityki antynatalistycznej.
      „Wiele osób zostało kalekami na całe życie, wiele padło też ofiarą chorób
      psychicznych wywołanych przymusowymi aborcjami. Rozbito i zniszczono wiele
      rodzin” – mówi dziś skruszona niegdysiejsza funkcjonariuszka BPU.
      Polityka kontroli urodzeń przynosi jeszcze jeden efekt, którego nie przewidywały
      chińskie władze – dramatyczny spadek liczby kobiet w społeczeństwie. Stosunek
      liczby noworodków męskich do żeńskich wynosi 124:100, a w niektórych
      miejscowościach nawet 225:100. W Chinach nie istnieje bowiem ani system
      emerytalny, ani ubezpieczeń społecznych. Najlepszą gwarancją zabezpieczenia
      sobie starości jest więc posiadanie potomka płci męskiej. Mając możliwość
      posiadania tylko jednego dziecka, małżonkowie decydują się więc częściej na
      syna. Dziewczynki zabija się albo w czasie aborcji, albo nawet po urodzeniu.
      Demografowie alarmują, że tak znacząca dysproporcja między liczbą kobiet a
      mężczyzn może w niedalekiej przyszłości doprowadzić do poważnych napięć
      wewnętrznych. W Chinach pojawiają się już pierwsze głosy o konieczności
      dokonania korekt dotychczasowej polityki. 20 września br. prasa chińska
      doniosła, że urzędnicy odpowiedzialni za dokonywanie sterylizacji i aborcji w
      prowincji Shandong zostali aresztowani lub zwolnieni z pracy za przekraczanie
      uprawnień. To pierwszy tego typu przypadek w tym kraju. Czy będzie on zwiastunem
      zmian w chińskiej polityce?"
      wiadomosci.onet.pl/1251072,2678,1,1,kioskart.html
      • ijaw Oenzetowska skrobanka 19.10.05, 14:48
        Brutalność postępowania w stosunku do ciężarnych kobiet, obrzydliwe praktyki
        aborcyjne, o ile chińską odmianę tego można jeszcze nazwać aborcją, wołają o
        pomstę do nieba. Niestety, ONZ mająca bronić słabszych, wspomaga te praktyki.

        "Politycy wstrzymali oddech, gdy siedem lat temu przed podkomisją do spraw praw
        człowieka amerykańskiej Izby Reprezentantów stanęła Chinka Gao Xiao Duan.
        Pierwszy raz mogli wysłuchać szczegółowych relacji wysoko postawionego
        urzędnika, biorącego udział w chińskiej kampanii kontroli urodzin. Do USA Gao
        zbiegła dzięki pomocy dysydenta Harry’ego Wu.
        Wcześniej przez 14 lat była kierowniczką ośrodka do spraw kontroli poczęć w
        jednym z miast w prowincji Fujan. Relacjom Gao towarzyszył przemycony zza
        chińskiego muru film wideo z jednego z ośrodków. Kongresmani na własne oczy
        ujrzeli wstrząsające obrazy, znane dotąd z niewielu relacji: stoły operacyjne do
        przeprowadzania aborcji, cele dla niepokornych kobiet i ośrodek zbierający
        komputerowe dane na temat okresów płodności i dat założenia kobietom spirali.(...)

        (...)Tylko pozornie rozmowy o reformie krytykowanej ze wszystkich stron
        Organizacji Narodów Zjednoczonych i dramat chińskich rodzin nie mają ze sobą nic
        wspólnego. Nie chodzi tu jedynie o oczekiwanie na to, że międzynarodowa
        społeczność częściej będzie piętnować brutalną politykę chińskiego rządu łamiącą
        prawa człowieka. Chodzi o coś znacznie poważniejszego. Dowody winy
        odpowiedzialnego za kwestie populacji na świecie Funduszu Ludnościowego ONZ
        (UNFPA) wydają się niezbite. A mimo amerykańskiej presji i ograniczenia środków
        finansowych ma on nadal możliwość wspierania chińskiej polityki.
        Kiedy pod koniec lat 70. Chiny i UNFPA porozumiały się co do wsparcia kampanii
        „jednego dziecka” ze środków społeczności międzynarodowej, dotychczasowe wyniki
        chińskiej polityki kontroli urodzin były marne. Pekin tłumaczył to brakiem
        środków i infrastruktury. Oenzetowskie fundusze miały być przeznaczone właśnie
        na ten cel. Za te pieniądze miał powstać instytut demograficzny pomagający
        określić m.in., w jakich rejonach kraju należy ograniczyć płodność, ile środków
        antykoncepcyjnych należy przyznać i jakie ustalić limity aborcji dla
        poszczególnych regionów Chin oraz gdzie kobiety uchylają się od stosowania
        przepisów dotyczących planowania rodziny.(...)"

        Artykuł w całości (dlugi) w linku
        media.wp.pl/kat,38212,wid,7998973,wiadomosc.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka