Dodaj do ulubionych

Ta okropna nazwa - KONKUBINAT!

27.01.06, 14:28
Wczoraj, z racji możliwości otrzymania od firmy dofinansowania do wczasów,
talonów na balony, dodatków i sratków świątecznych także dla osoby
pozostającej we wspólnym gospodarstwie domowym, Panie z Kadr poprosiły mnie o
złożenie oświadczenia o życiu w KONKUBINACIE. Nie cierpię tego słowa -
uważam, że jest obrzydliwe! Kojarzy mi się z notkami w kronikach
policyjnych: "Wczoraj w późnych godzinach wieczornych, na melinie przy ulicy
Gwarnej, pijany do nieprzytomności Marian G. zadźgał siekierą swoją konkubinę
Genowefę J. zadając jej 14 ciosów w głowę".

Może by wymyślić jakiś przyjemniejszy dla ucha zastępnik i podjąć inicjatywę
ludową, w celu zmiany konkubinatu na.... No właśnie, na co? Ma ktoś jakiś
pomysł? :)
Obserwuj wątek
    • Gość: P.S.J. Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.itpp.pl 27.01.06, 14:30
      Można przetlumaczyć dosłownie: WSPÓŁNAŁOŻNICTWO, odpowiednio współnałożnik,
      współnałożnica.
      • Gość: Bogna Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.cable.casema.nl 03.02.06, 17:32
        czy partnerstwo nie oddaje tego samego a brzmi lepiej!!
        narka
        • xs550 Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 04.02.06, 12:54
          Partnerstwo odnosi sie nie tylko do dwojga ludzi zyjacych razem. Natomiast konkubinat to juz bardziej precyzyjne okreslenie. Nota bene ten ostatni, krytykowany tutaj wyraz wywodzi sie z laciny i calkiem mi sie podoba. :)
          • drabiniasty Okropna nazwa - KONKUBINAT ale ciekawa historia 08.02.06, 06:07
            Pochodzi z laciny, bo instytucja konkubinatu byla jedna z wspaniale
            opracowanych instytucji Prawa Rzymskiego z czasow Augusta. Byla to tez jedna z
            pierwszych instytucji dajacych kobiecie duze prawa. Patrycjusze rzymscy nie
            mieli prawa zenic sie z osobami z nizszych grup spolecznych. Dzieki jednak
            konkubinatowi mieli mozliwosci legalnego pozostawania w zwiazku z osoba
            ukochana, nawet wyzwolona niewolnica. Malo tego taki niskiego pochodzenia
            konkubent mial bardzo duze prawa w tym spadkowe. Konkubinat obok adopcji naleza
            do "cudow" inteligencji ludzkiej zamknietej w scislych ramach prawnych.
            To tyle historii.

            A tobie obywatelu, co przeszkadza zawrzec zwiazek malzenski? Wyzsze pochodzenie
            czy lenistwo?
        • p.s.j Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 05.02.06, 20:50
          Czyli "spółka partnerska" z Kodeksu spółek handlowych to nieformalny związek
          dwojga ludzi, którzy spółkują? :)
      • Gość: anonim Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 20:39
        Albo pokrywana z pokrywaczem.
    • chevaliere_de_la_barre Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 27.01.06, 14:40
      A nie lepiej wyjsc za maz? ;) A moze tez sie zle kojarzy???? ;)
      • trini Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 27.01.06, 14:42
        Zaniedługo za mąż wyjdę, ale do tego czasu nie chcę, żeby mnie nazywano
        KONKUBINĄ! ;) Już chyba wolę status KOCHANKI ;-)
        • chevaliere_de_la_barre Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 27.01.06, 14:46
          trini napisała:

          > Zaniedługo za mąż wyjdę, ale do tego czasu nie chcę, żeby mnie nazywano
          > KONKUBINĄ! ;) Już chyba wolę status KOCHANKI ;-)

          To wez na wstrzymanie. (pomysl o statusie KOCHANICY; zawsze moze byc gorzej) ;)
          Moja babcia mowila "Przyjaciolka" i wszyscy wiedzieli o co chodzi.
          • Gość: ferment Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: 87.207.204.* 27.01.06, 17:49
            chevaliere_de_la_barre napisała:

            > trini napisała:
            >
            > To wez na wstrzymanie. (pomysl o statusie KOCHANICY; zawsze moze byc gorzej) ;)
            > Moja babcia mowila "Przyjaciolka" i wszyscy wiedzieli o co chodzi.
            moja babcia nie była taka delikatna, a nawet była bardzo niedelikatna
            nie napiszęco mówiłą, bo to było bardzo niedelikatane określenie
            • chevaliere_de_la_barre Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 27.01.06, 18:11
              Gość portalu: ferment napisał(a):

              > moja babcia nie była taka delikatna, a nawet była bardzo niedelikatna
              > nie napiszęco mówiłą, bo to było bardzo niedelikatane określenie

              Moja babcia byla delikatna; *rozwodka*, mowila szeptem i na ucho, o wdowach
              zas, nawet tych wesolych, mlodych i za maz wyjsc gotowych wypowiadala sie
              glosno i raczej pozytywnie. O tempora, o mores! ;)
              • Gość: fredo Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zycia! IP: 213.17.152.* 03.02.06, 07:19
                Konkubinat Ci sie dobrze kojarzy...czyli okropnie:> Bo to nie tylko w sensie
                slow tak brzmi ale w sensie zyciowym to tez tak wyglada czyli nie najlepiej!!!
                Ja bym bardziej wstydzilbym sie przyznac do takiego stanu zycia anizeli do
                uzywania niezbyt ladnie brzmiacego slowa....
                • Gość: ktkasik Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: 217.11.130.* 03.02.06, 08:29
                  A ty skąd się wziąłeś?? Z Moherowa Dolnego?? Co to oznacza, że wygląda nie
                  najlepiej? A ja na twoim miejscu wstydziłabym się kiepskiej znajomości gramatyki
                  ojczystego języka.
                  • Gość: fredo Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: 213.17.152.* 03.02.06, 09:49
                    A gdzie to pisze,ze jestem Polakiem???
                    • Gość: af Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 09:52
                      nie piszę, tylko jest napsiane...
                      • Gość: mother Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 10:17
                        akurat tu jako polonista sie nie zgodzę, kochana, bo obie formy są poprawne, heheheh
                        • aners Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy 03.02.06, 11:06
                          apolonistyka gdzie ukończona? w Moskwie na uczelni wiadomej???
                        • Gość: olki Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.lubin.dialog.net.pl 03.02.06, 12:36
                          nie będąc polonistką powiem Ci że ta forma nadal jest błęda w jezyku pisanym,
                          innymi słowy można powiedzieć że "coś pisze" ale nie można tego napisac:)
                      • Gość: gosc Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:36
                        Nieomylna w pisowni to Pani też nie jest.... osobiście wolę już piszę niż jak
                        to Pani ujęła "napsiane". Nawiasem mówiąc obecnie w polskim słowniku
                        dopuszczalna jest forma "piszę".
                        • Gość: af Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 20:47
                          dopuszczona jest równiez forma "se" zamiast "sobie"... ja tez jestem polonistką
                          i podobnie jak dobry dietetyk nie polece hamburgera z KFC!
                          • Gość: cristie Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 20:53
                            No to sobie pogadaliście o konkubinacie.....Swoja drogą też bym się wstydziła
                            takiego życia, a nie nazwy.A jestem z bardzo dużego
                            miasta ,wykształcona ,moherowy mam tylko sweterek,mam też poczucie humoru, dużo
                            luzu,imprezuję, jestem nowoczesna,ale konkubinat-nie.Bo znam dekalog.
                            • p.s.j Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy 09.02.06, 20:58
                              > luzu,imprezuję, jestem nowoczesna,ale konkubinat-nie.Bo znam dekalog.

                              A jak kto nie wierzy w dekalog? :)
                              • Gość: crisitie Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 21:23
                                No to niech sam sobie radzi i z nazwą i z życiem w konkubinacie.A propos
                                dekalogu-chcesz czy nie chcesz cała moralność ludzkości na nim się opiera,nie
                                kradnij, nie zabijaj ,nie cudzołóż itd.Nie trzeba w niego
                                specjalnie "wierzyć",aby korzystac z mądrości ,jaką proponuje.
                                • p.s.j Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy 09.02.06, 21:30
                                  > kradnij, nie zabijaj ,nie cudzołóż itd.

                                  Niekoniecznie, niekoniecznie "cała moralność ludzkości". Ja np kieruję się tymi
                                  zasadami, ale np. starożytna Sparta - kradzież była dozwolona a nawet promowana
                                  w procesie paidei, czyli wychowania młodzieńców (mieli być samodzielni i radzić
                                  sobie na własną rękę); "nie cudzołóż" ma się nijak do kultur czy społeczności,
                                  gdize albo funkcjonuje poligamia, lbo poliandria, albo w ogóle brak "stałych"
                                  związków, tylko wspólnota plemienna, także pod tym względem, co pan wisz, a ja
                                  rozumiem.

                                  Na marginesie - ja nie mam nic do nazwy "konkubinat" i mnie ona wcale nie
                                  przeszkadza, a wątpliwości autorki uważam za przesadzone :)
                                  • Gość: cristie Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 21:38
                                    To,co piszesz ,jest prawdą.Były i są jakieś archaiczne społeczności.Ja mam na
                                    myśli raczej cywilizację współczesną np europejską czy amerykańską,bo z taką
                                    się identyfikuję.A ty nie?
                                    • p.s.j Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy 09.02.06, 21:47
                                      > To,co piszesz ,jest prawdą.Były i są jakieś archaiczne społeczności

                                      To nie sprzeczność? Ze społeczność archaiczna i jest dzisiaj? :)

                                      > Ja mam na
                                      > myśli raczej cywilizację współczesną np europejską czy amerykańską

                                      Z tego wynika, że np. kultury Indii, Chin, Japonii, Bliskiego Wschodu - w
                                      zasadzie nie istnieją, bo nie są ani archaiczne, ani europejskie czy amerykańskie :)

                                      > A ty nie?

                                      Ja się identyfikuję z europejską, ale to nie ma nic do rzeczy; pisałaś, że
                                      dekalog ucieleśnia "ogólne zasady moralne ludzkości", co jest w oczywisty sposób
                                      nieprawdą, bo istnieją społeczności czy kultury, które kierują się innymi
                                      zasadami moralnymi. (w zasadzie tylko "nie zabijaj" jest zasadą powszechnie
                                      obowiązującą, co jednak rozumie samo przez się, co stwierdził już Kant... :))
                                      • Gość: cristie Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 22:06
                                        Jeśli pisałeś o wspólnocie plemiennej,to dla mnie oczywistym jest,że jest to
                                        archaiczne,nawet, jeśli zdarza się we wspólczesności.Ja chciałabym przedstawic
                                        raczej swój pogląd na temat konkubinatu.Spróbowałam to uzasadnić.Nie ukrywam,
                                        że życie zgodne z dekalogiem jest dla mnie czymś bezcennym ,a nawet
                                        atrakcyjnym.Toteż dyskusja na temat brzmienia słowa "konkubinat" jest dla mnie
                                        co najmniej niepoważna.Aż dziwię się ,że dałam sie w nią wciągnać.Może
                                        dlatego,że nikt wulgarny ani prymitywny nie podjął ze mną dyskusji.Pozdrowienia.
                    • Gość: Ojciec jesteś Talibem ? IP: *.171.rev.vline.pl 03.02.06, 10:53
                  • Gość: af Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 09:52
                    chociaż jedna rozsądna kobita. Zyję w konkubinacie, mam odpowiedzialną, poważną
                    pracę, planuję kupno domu, kocham mojego faceta i nie wstydze się naszego
                    związku. Wstydze sie za tych, którzy potrafią iść jedną, z góry określoną przez
                    społeczeństwo drogą, na łatwiznę, boprezenty z wesela będą duże - tak myśłała
                    moja kumpela. Tak długo, jak mohery będą miały takie zdania, tak długo Polska
                    będzie zapiździejewem Europy. Przykro mi. Wstyd mi za Was. A samo słow... No
                    cóż, do najsympatyczniejszych nie należy. Czyż nie ma osób, które wolałyby inną
                    nazwę chożby na "rzeźnik"
                    • Gość: Anka Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: 81.219.231.* 03.02.06, 12:23
                      Ja równiez mam odpowiedzialną, poważną pracę, co nie oznacza, ze musze żyć "na
                      kocią Łapę", od 7lat jestem żoną, mam dwóch synów, i absolutnie nie uważam,
                      żebym była"zasciankiem" Europy, poprostu każdy ma własny sposób na życie,
                      własne zasady i hierarchię wartości, ot co. pozdrawiam
                      • Gość: af Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.06, 14:39
                        tyle tylko, że twój sposób jest powszechnie aprobowany, a mój nie, bo... no
                        własnie, dlaczego...
                    • Gość: krzysiu Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:43
                      Obawiam się, droga Pani, że ścieżką wytyczoną przez społeczeństwo podąża
                      właśnie Pani. To co Pani nazywa zapsijdołkiem (tak?) należy już - moim zdaniem
                      niestety - do przeszłości. Szkoda...
                    • Gość: Alinoe Żałosne przymusowe małżeństwa IP: *.sylwex.pl / *.sylwex.pl 03.02.06, 14:48
                      Jestem 26 letnią,odpowiedzialną,wykształconą kobietą,wiedząca czego chce w
                      zyciu.Od 4 lat jestem w poważnym związku ze wspaniałym męzczyzną.Od 3 lat
                      mieszkamy razem.Czyli żyjemy w konkubinacie.Podjęliśmy decyzję o slubie-chyba
                      najbardziej świadoma decyzja w naszym życiu.Mamy ogromne doświadczenie w
                      kwestii bycia razem.Jest to decyzja przemyślana,świadoma i bardzo poważna.Nie
                      mamy zamiaru pomyślić sie w kwestii ślubu-który według nas bierze się raz w
                      życiu.Mieszkam w małej mieścinie i mam głęboko w nosie kto co o mnie myśli!!!!
                      Najważniejsze że bedziemy wspaniałym małżeństwem.A nie jak wiekszość kursantów
                      nauk przedmałżeńskich z przymusu:)Trzeba brac slub a potem to sie jakoś
                      ułoży.To jest dopiero żałosne.
                    • Gość: Big K Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: 65.246.138.* 03.02.06, 19:22
                      Mohery raczej zawsze beda mialy takie zdanie, ale to nie znaczy ze mamy byc
                      zapizdziejewem, czy jak tam to ladnie nazwalas. Chodzi o to, zeby zastepy
                      moherow sie zmniejszaly... na to jednak trzeba duzo czasu i rozwoju - przede
                      wszystkim intelektualnego, bo tego moherom brakuje.
                    • Gość: do AF Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.w86-205.abo.wanadoo.fr 03.02.06, 19:34
                      ZAPIZDZIEJEWO......wywrocilam sie ze smiechu;)
                    • Gość: normalna Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: 80.50.167.* 04.02.06, 13:34
                      Ależ jesteś wulgarna, mam nadzieję nie zetknąć się z tobą osobiscie. Nie
                      utrzymuję bowiem kontaktów z osobami, które tak się wyrażają.
                      Konkubinat no, cóż...Jeśli ci pasuje, to bądż konkubiną. Nie wstydzisz się
                      waszego zwiazku, to dobrze. A on sie wstydzi ? Skoro nie chce cię za żone, to
                      może czeka na lepszą ? Jemu konkubinat nie przeszkadza, jemu jest nieżle, ma
                      stół i łoże , bez zobowiązań :))
                      On sie nie wstydzi, natomiast na prezentację w jego rodzinnym domu jest zbyt
                      wcześnie (? ) Nie zasłużyłaś na słowa (? ): kochani rodzice, to jest kobieta,
                      któą kocham i będę z nią do końca życia. Taka deklaracja, w stosunku do żony
                      oznacza także opiekę prawną, w tym dziedziczenie i opiekę prawną dla dzieci z
                      takiego związku. Jesteś dumna, to bądź. I radź sobie sama.
                      Skoro planujesz kupno domu, to sobie kup.
                      Jak widzisz, różnica między mną, a tobą, jest taka,że ty planujesz, a ja
                      planuję razem z mężem. I to co nabyliśmu i nabędziemy jest i będzie nasze.
                      Jak chcesz to kup dla siebie ( nie piszesz ,że planujecie ! ), jak chcesz to
                      kup dla was, jak się rozstaniecie to spłacisz jego część i będzisz mogla
                      zamieszkać w swoim domu :)
                      Ślubu nie bierze się dla prezentów z wesela, chyba że tak robią "twoje
                      kumpele". Normalni ludzie pobierają się z miłości i dlatego, ze chcą być razem
                      na dobre i na złe. Jesteś taka zachwycona swoją życiową rolą ? dla przeciętnego
                      obywatela w tym kraju twoja sytuacja, zwłaszcza po kilku latach konkubinatu ,
                      oznacza, on się nie żeni, bo nie warto.
                      Słowo "rzeźnik" jest już używane, na "rzeźnikową" też trzeba zasłużyć - trzeba
                      po prostu, być tak atrakcyjną, by rzeźnik chciał cię za żonę.
                      • Gość: af do normalnej(?) Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.06, 14:59
                        już sam fakt, że podpisujesz się "normalna" jest jednoznaczny - ja chyba nie
                        jestem, smutne :( nie wiem z kim przystajesz, skoro kilka słów bez k.., ch..
                        jest dla ciebie wulgarnością.
                        nie masz pojęcia czy mój facet nie chce mnie za żonę. zakładasz, być może ze
                        swoich doświadczeń, ze to facet nie chce ślubu, że chce życia bez zobowiązań.
                        nic bardziej mylnego, większym wyzwaniem jest życie razem, kiedy nie zobowiązuje
                        papierek, uwierz.
                        I nie trzeba brać ślubu, żeby być przedstawionym przed rodziną, jako kobieta
                        życia. i dla twojej wiadomości przedstawiliśmy siebie nawzajem i nasze rodziny,
                        na szczęście nie moherowe, rozumieją tą, bo wiedza, że jesteśmy szczęśliwi. A
                        samą opiekę prawną mogę równie dobrze zapewnić sobie wspólnotą majątkową - takie
                        są suche fakty.
                        Piszę: ja planuję, bo nie podpisałam się "af" i "tk", tylko "af". I jeśli
                        uważasz, że ślub gwarantuje, że nie będzie się domu spłacać samemu to się mylisz.
                        Normalni ludzie się kochają - przede wszystkim kochają. Nie zaś biorą ślub, jak
                        sugerujesz. I proszę pozbądź się stereotypu, że to zawsze facet nie chce ślubu,
                        bo się niestety mylisz. A przeciętny obywatel, którego cytujesz, to właśnie dla
                        mnie "moher", członek szlachetnego "zapiździejewa", uwierz, że to nie cała Polska...
                        A intencji rzeźnika to już nie zrozumiałaś kompletnie. Wolą do końca swych dni
                        żyć bez ślubu, niż być panią rzeźnikową. To właśnie ta różnica. Ja nie potrafię
                        sobie wytłumaczyć, że "rzeźnik" to piękne słowo. Ty już to zrobiłaś. nagięłaś
                        swój umysł do moherowej rzeczywistości. wszystkiego najlepszego
                      • surtout Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy 06.02.06, 01:51
                        Ale bzdury! Większych nie czytałam. I nie odnosi się to tylko do TEGO listu,
                        ale i kilku poprzednich i pewnie następnych, ale już nie mam siły ich czytać.
                        Konkubinat jest wstrętnym określeniem dla pięknego stanu rzeczy. Dlatego jest
                        niesprawiedliwe. Sama żyłam w KONKUBINACIE przez prawie pięć lat i w dniu,
                        kiedy nasz syn kończył dwa i pół roku wzięliśmy najpiękniejszy ślub w naszym
                        życiu. Świadomy, wyczekany (bo ciągle było nie po drodze) i w obecności osoby,
                        którą oboje kochamy najbardziej na świecie - naszego dziecka.
                        Im bardziej wszyscy OCZEKIWALI od nas ślubu, im bardziej molestowali,
                        naciskali, grozili, tym mniej go chcieliśmy. Kiedy wreszcie wszyscy się od nas
                        odczepili i uznali istniejący stan rzeczy - pobraliśmy się.
                        I nie jesteśmy parą alkoholików, ani kryminalistów, ani bezbożników, tylko
                        wykształconymi, ciężko, ale i ciekawie pracującymi ludźmi, którzy CHOLERNIE się
                        kochają.
                        Pozdrawiam serdecznie wszystkie konkubiny. Dziewczyny, trzymajcie się! Jest
                        dobrze.

                        PS
                        Ja na mojego ukochanego mówiłam NIEMĄŻ, ale to się raczej urzędowo nie
                        przyjmie, chociaż jest dosyć sympatyczne. I muszę Wam powiedzieć, że na
                        oddziale położniczym - kiedy rodził się nasz syn - był najbardziej troskliwym,
                        kochającym i zaangażowanym tatusiem i partnerem ze wszystkich.
                        A słowa ŻONA i MĄŻ do tej pory z trudem przechodzą mi przez gardło. Są takie
                        diabelnie mało romantyczne...
                      • Gość: Alu Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: 149.156.184.* 06.02.06, 13:18
                        A skąd Ty wiesz czy prezentacja u rodziców (wzajemna) się nie odbyła?

                        Skąd wiesz że nie chce jej za żonę? (może się nie mogą pobrać).

                        Skąd wiesz że brak decyzji o małżeństwie świadczy o braku szacunku?

                        Skąd wiesz że ludzie pobierają się tylko z miłości?

                        Skąd wiesz że ludzie żyjący w konkubinacie nie chronią siebie wzajemnie prawnie
                        i nie są ze sobą z miłości?

                        Podaj mi proszę definicję "normalnego człowieka"

                        Czy decyzje o małżeństwie podejmuje tylko mężczyzna?

                        A dlaczego od razu podejrzenie że to mężczyzna nie chce kobiety za żonę jeżeli
                        żyją w konkubinacie? Równie dobrze to kobieta mogłaby nie chciać takiego
                        mężczyzny za męża. Kobieta ma czekać aż ją ktoś zechce/nie zechce i nie ma
                        prawa wyboru? Odnośnie stołu i łoża to również to można odwrócić!

                        Według Ciebie prezentacja też odbywa się u rodziców mężczyzny a u rodziców
                        kobiety nie (albo jest na tyle nieistotna że nie warto o niej wspominać i pytać
                        czy kobieta przedstawiła swojego partnera rodzicom).

                        Nie wiem czy robiłaś jakieś badania socjologiczne na ten temat?

                        Alu
                      • Gość: do normalnej Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.ny325.east.verizon.net 06.02.06, 18:59
                        o rany!kobieto-jak ty wytrzymujesz sama ze soba?
                      • apriliaa Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy 06.02.06, 23:11
                        Co Ty wypisujesz za brednie??!! Jesteś chyba z tych kobiet o uległej naturze,
                        "
                      • Gość: cristie Re: do normalnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.06, 21:04
                        Rzadko czytam tak trafne i mądre uwagi.Słowa uznania.Podpisuję sie pod każdym
                        zdaniem.Serdecznie pozdrawiam.
                    • gobi03 Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy 05.02.06, 12:40
                      wstydź się za siebie - my nie mamy sobie nic do zarzucenia: żyjemy uczciwie i
                      przyzwoicie, podejmujemy przemyślane decyzje i za nie odpowiadamy
                    • oooo Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy 07.02.06, 22:47
                      najwieksza obłuda dla mnie to ślub kościelny ludzi, ktorzy do kościola
                      chodza "od święta" ( lub co gorsza biorą komunię, żeby mieć ten piękny bajkowy
                      ślub), bo suknia, bo ołtarz, bo costam... jak tak mozna???!!
                  • alasme Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy 04.02.06, 00:53
                    Moherowo Dolne - kupuję!!! :)
                    A kiedyś w jednym z kabaretów był tekst "De Mono, The Beatles, The Rydzyk's"
                • Gość: nowy Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: 81.26.13.* 03.02.06, 10:01
                  hehehe mądrala się znalazł
                • Gość: Tomy Tom Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:23
                  A co w tym wstydliwego, zeby sie kochac nie trzeba brac slubu. Qrde jestem w
                  szoku. Pewnie w seksie panuja ( u fredo) tak samo klasyczne podejscie do życia
                • Gość: asianj Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.europe.hp.net 03.02.06, 14:58
                  oj, chłopcze, tylko Ci współczuć...sama nie wiem czego na początek -
                  skostniałych poglądów, ograniczonych horyzontów, języka i stylu... ciekawe
                  kiedy posuniesz się do postulatów delegalizacji związków nie zawartych w
                  obliczu kapłana i matki kościoła. nie mam generalnie nic przeciwko, sama w
                  końcu wezmę ślub i, w gruncie rzeczy, bardzo tego pragnę, ale tak naprawdę, to
                  co sie zmienia? dla mnie stan faktyczny pozostanie ten sam...
                • Gość: Hipot a z którego ciemnogrodu piszesz? IP: *.aster.pl 03.02.06, 17:04
                  Eh. A niby czego tu się wstydzić?
                • Gość: beeeeeeeeeee Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy IP: *.sidnet.biz / *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 17:43
                  ale trąci zaściankiem!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                • Gość: Magoo partner życiowy IP: *.chello.pl 04.02.06, 13:20
                  partner życiowy/ partnerka życiowa...
                • oooo Re: Bardziej wstydzilbym sie do takiego stanu zy 07.02.06, 22:45
                  a ja wręcz przeciwnie - mam chłopaka z którym wiem, że chcę spędzić resztę
                  życia, ale wcale nie muszę tego przed nikim deklarować ( choć pewnie do tego
                  dojdzie, bo wiadomo..rodzina...bo te wszystkie prawne kruczki... tak czy owak
                  małżeństwo uważam jedynie za formalnosc - zeby pani z okienka wiedziala, ze
                  tworze zkims rodzine - mnie to nie jest do niczego potrzebne, mojemu
                  mezczyznie rowniez, nie musimy se wzajemnei przekonywac o wlasnych uczuciach
              • Gość: nika Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 15:16
                nie rozumie was to ludzie ktorzy sa po rozwodzie nie maja prawa do normalnego
                zycia sama jestem z mezczyzna ktory jest po rozwodzie i ma wspaniała córke jest
                nam razem dobrze w przyszłosci chcemy załozyć rodzine narazie sie docieramy a
                nazwa KONKUBINAT jest naprawde okropna
          • Gość: odk07@plearn Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: 212.209.42.* 03.02.06, 10:25
            A mój tata mówi "substytutka" :)
            C.
            • Gość: Tomy Tom Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:30
              Jesli chodzi o nazwe to faktycznie KONKUBINA nie jest jakim słownym odjazdem,
              ale niestety w wielu dziedzinach brakuje nam "ładnych słów". Jesli zaś chodzi o
              krytykowanie stanu rzeczy jakim jest "konkubinat" czy tez pozycja KOCHANKI to
              warta sie zastanowić kto ma tu ważniejszą pozycje, a to dla tego ze od czegoś
              te słowa powstały , jak przypyszczam KOCHANKA od Kochania a ŻONA od ... brak
              pomyslu. Wiec zdrowie wszystkicj konkubin (czyt. KOCHANEK)
              • Gość: Letycja Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 14:19
                Panie Tomy Tomie, jest zasadnicza różnica między kochanką i konkubiną.
                Mianowicie kochanka na ogół nie mieszka z facetem, który jest jej kochankiem
                (sam może być żonaty, wdowcem, kawalerem, rozwodnikiem). Kochanka spotyka się z
                kochankiem w hotelu, motelu, wolnej chacie, w kawiarni, restauracji, itp. Czyli
                oboje są wolnymi strzelcami. Natomiast konkubina mieszka z facetem (patrz jak
                wyżej), gotuje, sprząta, itd., a więc pełni obowiązki żony. Tylko niestety
                żadnych praw nie ma.
            • Gość: wlodek Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.06, 23:59
              super, tak zacznę nazywac moją końkubinę, juz nie nie będę konkubenciem tylko
              SUBSTYTUTEM!
        • Gość: Malgorzata DO TRINI IP: 213.88.232.* 02.02.06, 21:35
          Zgadzam sie z Toba calkowicie, tez niecierpie tego slowa (jestem sama mezatka)
          w/g mnie nie pasuje ono do wspolczesnego zycia. A nie widze powodu aby
          wychodzic za maz, tylko dlatego zeby moc uniknac tego slowa (tak jak ktos na
          pocztku proponuje).
          W Szwecji np stosuje sie nazwe "wspolmieszkajacy" ze soba, a ja osobiscie
          preferuje nazwe "zwiazek partnerski". Brzmi o wiele przyjemniej !!!!!
          • lagardere Re: DO TRINI 02.02.06, 22:03
            Gość portalu: Malgorzata napisał(a):

            > Zgadzam sie z Toba calkowicie, tez niecierpie tego slowa (jestem sama mezatka)
            > w/g mnie nie pasuje ono do wspolczesnego zycia. A nie widze powodu aby
            > wychodzic za maz, tylko dlatego zeby moc uniknac tego slowa (tak jak ktos na
            > pocztku proponuje).
            > W Szwecji np stosuje sie nazwe "wspolmieszkajacy" ze soba, a ja osobiscie
            > preferuje nazwe "zwiazek partnerski". Brzmi o wiele przyjemniej !!!!!

            Ach Filipie, ach Filipie, trzeba znac sie na dowcipie ;)
            W tej Szwecji, to jakies nordyckie poczucie humoru i dlatego tyle samobojstw a
            my tu narod slowianski, pogodny i beztroski! My tez *preferujemy* zwiazki
            partnerskie, choc nie wykluczamy partnerstwa w zwiazkach *kanonicznych* ;)))
            • Gość: zbig. co do samobójstw IP: *.acn.waw.pl 03.02.06, 12:12
              coś mnie się wydaje, że w Polsce stopa samobójstw wyższa niż w Szwecji.
          • Gość: gp Re: DO TRINI IP: *.nyc.res.rr.com 03.02.06, 01:19
            Ta, niektorzy lubia rosporek a poniewaz wyrzut im kaze inaczej to chca te nazwe
            konkubinat zastapic czyms milszym dla ucha... alez prosze po prostu mozna
            rzec: "zwiazek ku..ki, damsko - meski")))) Pieknie brzmi dobitnie, oddaje
            istote zwiazku i podkresla jego charakter ktory sie kreci wokol dupy obojga
            zainteresowanych.
            I czyz to nie jest mile dla ucha?))))))
            Zyczac milego lozkowania - dobranoc!)))
            • bun01 Czyli związek między ludźmi 03.02.06, 11:21
              kręci sie wokól tyłka a po slubie już nie, tak? Cóż za prostacki sposób
              myślenia.
            • Gość: Tomy Tom Re: DO TRINI IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:33
              Napisze w tym samym stylu. GP ty PROSTAKU
            • Gość: Bea Re: DO TRINI IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 18:45
              W takim razie na malzenstwo powinienes stosowac podobne okreslenie, bo oni nie
              tylko wspolnie mieszkaja, ale zwykle rowniez uprawiaja seks! O zgrozo! A
              powaznie, to mysle ze nie masz prawa wypowiadac sie o czyms o czym nie masz
              zielonego pojecia. Ja nie moge... O ile piekniejszy bylby swiat moheroza nie
              przeslaniala niektorym wzroku.
            • jolunia01 Re: DO TRINI 05.02.06, 23:16
              Gość portalu: gp napisał(a):

              > Ta, niektorzy lubia rosporek a poniewaz wyrzut im kaze inaczej to chca te
              nazwe konkubinat zastapic czyms milszym dla ucha... alez prosze po prostu mozna
              > rzec: "zwiazek ku..ki, damsko - meski")))) Pieknie brzmi dobitnie, oddaje
              > istote zwiazku i podkresla jego charakter ktory sie kreci wokol dupy obojga
              > zainteresowanych.
              > I czyz to nie jest mile dla ucha?))))))
              > Zyczac milego lozkowania - dobranoc!)))

              Życzę ci, przygłupie, żebyś spać nie mógł. Co to jest "rosporek"? I dlaczego,
              oprócz tego, że jesteś nieukiem, jesteś chamem?
              A swoją drogą ciekawa jestem wokół czego kręci się twój związek.
          • Gość: etylkapl Re: DO TRINI IP: 213.77.42.* 03.02.06, 07:51
            W Szwecji np stosuje sie nazwe "wspolmieszkajacy" ze soba, a ja osobiscie
            > preferuje nazwe "zwiazek partnerski". Brzmi o wiele przyjemniej !!!!!
            w końcu każdą dewiację można ubrać w piękne słówka
          • Gość: Behemot Re: DO TRINI IP: 84.216.51.* 03.02.06, 11:02
            > W Szwecji np stosuje sie nazwe "wspolmieszkajacy" ze soba, a ja osobiscie
            > preferuje nazwe "zwiazek partnerski". Brzmi o wiele przyjemniej !!!!!
            Po szwedzku to jest 'sambo'. To slowo zawsze mnie troche smieszylo, chociaz
            krotkie i poreczne ;)
            Ale oni maja jeszcze 'särbo', czyli pozostajacy w zwiazku, ale mieszkajacy
            oddzielnie. Ot nowoczesnosc!
            • xs550 Re: DO TRINI 04.02.06, 12:56
              Gość portalu: Behemot napisał(a):

              > Ale oni maja jeszcze 'särbo', czyli pozostajacy w zwiazku, ale mieszkajacy
              > oddzielnie. Ot nowoczesnosc!

              Tjaaa... Bo kiedys to sie nie zdarzalo...
          • Gość: Radvaletnijn Partnerstwo IP: 80.54.200.* 03.02.06, 13:15
            czytam i czytam i ciezko sie doszukac, przeciez tak proste jest to skojarzenie:
            partnerstwo, nie konkubent, nie konkubina tylko partner. Po co sie doszukiwac.
            pozdro!
            oczywiscie partnerskie
            0d 3 i pol roku
          • Gość: henpoc@gazeta. pl Re: DO TRINI +do wszystkch obecnych: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 17:50
            Żona lub Mąż czasami są słabo mobilizujące do dobrego współżycia!
            Partnerswo dobre jest dla Żony lub Męża dochodzącego!
            Konkubinat-konkubina czy konkubent są rzeczywiście brzydkie [ nazwa ]!
            Może więc wice-Żona??? ; wice-Mąż???
            • oliwka117 Re: DO TRINI +do wszystkch obecnych: 06.02.06, 12:05
              łojojoj!!! jakie wielkie dyskusje na temat jakiegoś określenia! Na pewno
              określenie dzidziuś bękart jest lepsze... Jak autorka tematu chce zmienić
              status, bo ją razi to niech wyjdzie sobie za mąż a nie wymaga żeby jej zmienić
              nazwę. Niech weźmie ślub cywilny jak jej wygodnie, bez płacenia głupich składek
              na nauki itp. Tak na marginesie to nauki prowadzą ludzie, którzy poświęcają temu
              swój czas i też nie chcą zdychać z głodu robiąc to zupełnie charytatywnie. A 25
              zł za kurs przedmałżeński to nie jest chyba dużo? Za ślub wcale nie trzeba
              płacić księdzu-jest to dobrowolne a ksiądz nie ma prawa tego wymagać. A jak ktoś
              twierdzi, że nie potrzebuje papierka, bo kocha to jego sprawa. Nie zgadzam się,
              że nie-małżonkowie bardziej się mobilizują do starań o własne względy, chyba
              tylko na początku.
        • Gość: Kryztyna z gazowni a wyjdziesz za mąż? IP: 195.116.245.* 03.02.06, 08:30
          a wyjdziesz za mąż? Może nadal będziesz konkubiną, współnałożnicą itd...
          przecież to takie przyjemne
          • Gość: pasqda1 Re: a wyjdziesz za mąż? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 10:18
            Tak,jasne, wyjdę, jak nie będzie się to wiązało z dawaniem "co łaska" na: nauki
            przedmałżeńskie, organistę, wystrój kościoła, ślub sam, "licencję" na możliwość
            zawarcia związku w innej parafii itp. oraz jeżeli nasze wspaniałe moherowe
            państwo przestanie mi rzucać kłody pod nogi, odbierając mi większość dochodów
            na becikowe dla meneli i zasiłki dla nierobów. JAK RÓWNIEŻ KIEDY PRZESTANIE
            OBOWIĄZYWAĆ PRZEPIS, ŻE WSZELKIE PŁATNOŚCI NA RZECZ OSOBY LUB FIRMY
            WSPÓŁMAŁŻONKA NIE MOGĄ BYĆ KOSZTEM FIRMY. Nie mam zamiaru wyjść za mąż i
            zbankrutować, wolę zarabiać na życie (moje i konkubenta) niż zdychać z głodu,
            ale za to być piękną i czystą "współmałżonką". A na marginesie: Niemcy mają
            ładny zwrot "towarzysz życia" i nie robią z tego żadnej niemoralności. Ale mogę
            być konkubiną - mam to w nosie. Lepsza kochana konkubina niż maltretowana żona.
            • dziadypl Co za stek bzdur i nienawiści! Żałosna palantka. 03.02.06, 10:43
              • pantarejka Re: Co za stek bzdur i nienawiści! Żałosna palant 03.02.06, 12:13
                Ale jaka zorientowana w procedurze ślubno - weselnej... Musiała jednak
                szukać...
                Ja wolę się czuć kochaną żoną, niż kochaną konkubiną.
                • Gość: pasqda1 Re: Co za stek bzdur i nienawiści! Żałosna palant IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 13:07
                  Pewnie, że szukałam, nie mam zwyczaju wyrażać opinii bez poznania faktów, a
                  tylko na podstawie swojej "nienawiści". Czuj się kochaną żoną, skoro możesz
                  sobie na to pozwolić, ale przyjmij do wiadomości, że właśnie nie każdy może -
                  dzięki "wspieraniu przedsiębiorczości" w tym chorym państwie.
                  • pantarejka Re: Co za stek bzdur i nienawiści! Żałosna palant 03.02.06, 14:04
                    Nie bądź zła...
                    Pomimo, że mam wykształcenie ekonomiczne, staram się nie podchodzić do życia
                    uwzględniając tylko zyski i straty (np. co da się wliczyć w koszty, a co nie.)
                    Jestem idealistką (choć bardziej wolę określenie "racjonalna idealistka" :)
                    Śmierć moich ideałów byłaby dla mnie równie przykra, jak nędza. Dla mnie
                    małżeństwo ma również wymiar duchowy, którego mi żaden konkubinat nie da. Dla
                    mnie Twoja postawa byłaby asekuracją, strachem przed "skokiem na głęboką wodę"
                    i brakiem ufności.
                    • orys100 Re: Co za stek bzdur i nienawiści! Żałosna palant 03.02.06, 14:58
                      wymiar duchowy aktu zawarcia małżeństwa z USC??? .. mnie, chociaż legitymuję
                      się takowym, wydawało się zawsze że wymiar duchowy nadaje uczucie między
                      partnerami (czy to formalnymi czy mniej)
                      pozdr.
                      • pantarejka Re: Co za stek bzdur i nienawiści! Żałosna palant 03.02.06, 18:46
                        KK nie USC
                • surtout Re: Co za stek bzdur i nienawiści! Żałosna palant 06.02.06, 01:57
                  Twój wybór... kochana.
              • Gość: pasqda1 Re: Co za stek bzdur i nienawiści! Żałosna palant IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 13:04
                Bzdur????
                To które z moch twierdzeń jest bzdurą?
                koszty - wzięte z życia
                przepisy prawne - również
                Ach tak, chyba że nasze prawo nazywasz bzdurą... Ale masz szanse to zmienić,
                moherku...
          • delfina77 Re: a wyjdziesz za mąż? 03.02.06, 18:53
            Co się tak burzycie na to, że ktoś żyje inaczej niż wy? Jesteście ciemnymi,
            zakłamanymi ludźmi. Z kościołem jestem raczej na bakier, ale są 2 powiedzenia,
            które mi zapadły w pamięc i staram się o nich zawsze pamiętac. Polecam
            wszystkim, zwłaszcza "moherkom". Oto one:
            1. "Widzisz źdźbło w oku bliźniego, a belki we własnym nie dostrzegasz"?
            2. "Miłuj bliźniego swego jak siebie samego".
            Tylko i aż tyle, o ileż milej by się żyło gdyby każdy zajął się własną d..pą
            zamiast umoralniac innych. Powodzenia dla małżeństw i związków partnerskich,
            nieważne w którym z nich jesteście, liczy się miłośc
        • ton Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 03.02.06, 09:06
          To nie słowo jest okropne, tylko takie się stało, a dlaczego?
          Dlatego, że kojarzy się tak, jak napisałaś - z marginesem.
          Ale po co wymyślać nową nazwę, jeśli z nią stanie się dokładnie to samo?
          Przecież margines tak właśnie żyje - "na kocią łąpę", w "wolnym związku" - są te określenia i jest kilka innych, a to jedno o którym piszesz jest urzędowe i dlatego musisz go użyć, i dlatego też pojawia się w notatkach policyjnych...

          Jeśli nie chcesz żyć jak margines, zawrzyj związek małżeński - czy to problem? Przecież jeśli nie jesteście pewni czy chcecie być ze sobą na dłużej, to zawsze są rozwody, w dzisiejszych czasach to proste, dla ułatwienia możecie jakąś intercyzę przed ślubem podpisać... (:
          Oczywiście piszę tu o małżeństwie w sensie prawnym, bo katolickie rozumienie małżeństwa wyklucza rozwód - ale skoro żyjesz w "wolnym związku", to zakładam, że małżeństwo katolickie Cię nie interesuje...
          • pozara Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 03.02.06, 09:42
            matkooo, z przerażeniem czytam wypowiedzi ludzi, co to zatrzymali swój rozwój w
            czasach średniopwiecza.
            żyje w konkubinacie, wyjde niedługo za mąż - ale dojrzerwałam do tej decyzji po
            pierwsze z powodów finansowych, po drugie musiałam miec pewność.
            otóż drogie moherowe berety lepiej żyć w konkubinacie i się przekonać aniżeli
            potem cierpiec do konca zycia - bo przeciez nie wypada sie rozwieść!!!
            KONKUBINAT - OCHYDNA NAZWA TO FAKT, czasem na poczcie jak odbieram listy
            polecone pani w okienku sie pyta a ten Pan dla Pani to kto - jakoś słowo
            konkubent mi nie przechodzi przez gardło i mówie albo mąż (albo współlokator -
            >tez nieładnie)
            uważam po pierwsze ze konkubinat powinien byc ustanowiony prawnie, po drugie
            powinien nosic jakąs ludzka przyjemna nazwę. ludzie yjacy wq konkubinacie chca
            byc ze soba , małżonkowie często muszą -> więc która miłość często jest wieksza
            tu moze troche przesadziłam , ale chce napisac tym dziwnym ludkom o jeszcze
            dziwniejszych pogladach ze konkubinat jest czyms pieknym emocjonalnie
            • Gość: Tomy Tom Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:39
              pozara, dziękuje bo juz myślałem ze moja babcia sie ma 200 klonów i opanowała
              to forum i próbuje zmusić do swoich pogladow z XVIII wieku
            • Gość: Mimbla, Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 14:38
            • Gość: Mimbla Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 14:41
              Kochana, NIGDY nie będziesz mieć pewności. To jest dopiero mitologia, jeśli po
              pary latach życia razem myśli się, że teraz już na pewno się sprawdziliśmy.
              NiGDY NIE MA PEWNOŚCI. A po kiego Ci ten ślub???? Trochę to porządkuje życie,
              fakt, ale ....
              Życzę pewności i szczęścia, pozdrawiam z optymizmem....
            • Gość: katolik Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.elsat.net.pl 03.02.06, 16:33
              tak, można prawnie usankcjonować związek kobiety i mężczyzny - nazywa się to
              małżeństwo, gdydyby policzyć liczbę małżeńst i liczbę konkubinatów stodunek
              byłby ok 10:1, zatem konkubinat to margine statystyczny jak i rownież społeczny
              • Gość: pi_es ty jestes marginesem umyslowym IP: *.homechoice.co.uk 03.02.06, 19:08
                masz niedorozwiniety mozg hahaha
              • jolunia01 Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 05.02.06, 23:23
                Gość portalu: katolik napisał(a):

                > tak, można prawnie usankcjonować związek kobiety i mężczyzny - nazywa się to
                > małżeństwo, gdydyby policzyć liczbę małżeńst i liczbę konkubinatów stodunek
                > byłby ok 10:1, zatem konkubinat to margine statystyczny jak i rownież
                społeczny


                A co? liczyłeś? To ty i tobie podobni są marginesem - intelektualnym.
                Współczuję.
                A swoja drogą zgadzam się z jednym z wcześniejszych wpisów: wolę byc kochana
                konkubiną niż maltretowaną żoną - zwłaszcza w "porządnym" katolickim
                małżeństwie, gdzie byle palant może w imie nierozerwalnosci związku zamęczyć
                kobietę na śmierć.
            • Gość: do pozara Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: 80.50.167.* 04.02.06, 13:56
              Przyjema nazwa: może pączusie, albo misiaczki, może słoneczka, może bąbelki ?
              Nie znasz prawa ?
              Konkubinat istnieje w prepisach prawnych.
              OZNACZA WSPÓLNOTĘ MAJĄTKOWĄ, tych którzy się nie pobierają, bo nie chcą.
              Oznacza, że pan X np.zarabiający fortunę, z przyczyn majątkowych zapisał w
              urzędzie, że żyje z panią Y w konkubinacie ( ale sie nie żeni, bo nie ma
              ochoty. To oznacza tyle i tylko tyle ).
              Bo jakby pan X chciał ją za żonę, to by się ożenił. Ale nie chce. Ptrzebna mu
              jest jako wyposażenie domu i do rozliczeń finansowych, na ogół po to żeby
              płacił mniejsze podatki.
              Nie ma takiej sytuacji prawnej" małżonkowie, sa ze sobą bo muszą" jak ty to
              rozumiesz ? Małżeństwo to nie kajdany zaspawane na rekach ofiar slubu. Ślub
              nikogo do niczego nie zmusza. Małżęństwo, to nie jest zakład zamknięty dla
              psychicznie chorych, z tego typu związku można wyjść, nikt nikogo do niczego
              nie zmusza, ludzie po ślubie nie są pozbawiani wolnej woli.
          • Gość: pasqda1 Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 10:23
            Tak problem - dla mnie np. finansowy. I nie zarzucaj mi przyziemności, bo nie
            uwierzę, że żyjesz powietrzem, mieszkasz w celi i nosisz włosiennicę...
          • Gość: ktkasik Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: 217.11.130.* 03.02.06, 10:56
            margines żyje na kocią łapę? jesteś pewna? jakoś widzę wiele małżeństw, gdzie
            wóda leje się litrami, dzieci chodzą brudne, źródłem utrzymania jest zasiłek i
            sprzedaż pokryw ulicznychstudzienek a żony wybiegają nocą na klatkę schodową
            krzycząc; ratunku, on mnie zaraz zabije...
            • Gość: qwww Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 23:39
              > margines żyje na kocią łapę? jesteś pewna? jakoś widzę wiele małżeństw, gdzie
              > wóda leje się litrami, dzieci chodzą brudne, źródłem utrzymania jest zasiłek i
              > sprzedaż pokryw ulicznychstudzienek a żony wybiegają nocą na klatkę schodową
              > krzycząc; ratunku, on mnie zaraz zabije...


              ciekawe gdzie mieszkasz ... fajnych masz sąsiadów ...
            • xs550 Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 04.02.06, 13:02
              Dokladnie. Tak sie akurat sklada, ze najwiekszy "margines" jaki znam to tez malzenstwo zawarte formalnie. Ludzie zyjacy w konkubinacie to zazwyczaj racjonalnie myslace i swiadome swoich wyborow osoby nie dajace sie wepchnac w roznego rodzaju idiotyzmy tylko dlatego, ze narzuca to na nie spoleczenstwo i tradycja. Zazwyczaj im wyzsze wyksztalcenie tym mniejsza potrzeba formalizacji zwiazku. Bo tak naprawde to po co ta cala szopka ze slubem?
          • Gość: ja Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.06, 11:58
            czyli tak, mam 27lat moja dziewczyna 25 za 2miesiace zamieszkamy razem,to nasz statu zmieni sie z "chłopak, dziewczyna"na konkubinat i co za tym idzie tak wywnoioskowałem z TWojej wypowiedzi zblizymy sie do "marginesu" tylko dla tego ze zamieszkamy razem bez slubu...(co nazywac sie bedzie konkubinatem)?!
          • xs550 Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 04.02.06, 12:58
            ton napisał:

            > Jeśli nie chcesz żyć jak margines, zawrzyj związek małżeński

            Zawsze ogarnia mnie zdumienie, ze jeszcze sa ludzie tak myslacy... Po prostu tragedia.
        • Gość: xon KOHABITACJA!!!! czyli współzamieszkiwanie... IP: 81.247.161.* 03.02.06, 20:38
          lepiej? no pewnie
      • Gość: slejzi22 Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.waldex.3s.pl 02.02.06, 23:52
        a co tam, ta nazwa jest swietna.Ona wlasnie podkresla zwiazek.Jak narazie nie
        ma lepszej na okreslenie takiego zwiazku.Jest doskonal choc troche
        marginesowa...
        • Gość: Martek. Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.acnielsen.pl 03.02.06, 11:14
          a kochabitant ? ;}
          zawiera w obie wszystkie niezbedne informacje, ze mieszkaja ze soba i że łączy
          ich uczucie.
          My z moim kochabitantem co prawda mówimy o sobie - konkubent i "konkubentka",
          ale to tylko z wrodzonej przekory.
      • Gość: Asmodeusz Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 02:49
        a lepiej?jjak ktos chce to tak..a jak nie?to wcale NIE epiej..niby czemu?
      • Gość: GOŚĆ Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.aster.pl 03.02.06, 14:54
        Francuzi nazywają to koabitacja. To chyba lepsza nazwa
      • Gość: aron Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.pl / *.lublin.enterpol.pl 06.02.06, 08:12
        a co to w ogóle jest konkubinat? Czy jak jak byłem z dziewczyną na wakacjach 3
        tygodnie a poza wakacjami nie mieszkaliśmy razem to był to konkubinat czy nie?
        • sylwia183 Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 08.02.06, 00:36
          konkubinat jest to związek dwóch osób, które nie zawarły związku małżeńskiego,
          prowadzących wspólnie gospodarstwo domowe oraz wspólnie wychowujących dzieci.
          A tak naprawdę choć sama jestem mężatką, to ta forma życia aboslutnie mi nie
          przeszkadza, co więcej jestem za tym aby takie związki miały prawo do
          legalizacji pod względem prawnym i formalnym swoich związków. A ta nazwa
          naprawdę źle się kojarzy. Może coś od pary nie wiem partenerstwo, związek
          partnerski. Nich ktoś kto zna łacinę znajdzie jakiś miły odnoścnik do tych i
          podobnych słów.
    • volga_jasnowidzaca Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 27.01.06, 14:44
      "Wczoraj w późnych godzinach wieczornych, na melinie przy ulicy
      > Gwarnej, pijany do nieprzytomności Marian G. zadźgał siekierą swoją konkubinę
      > Genowefę J. zadając jej 14 ciosów w głowę".


      Jeszcze zawsze piszą :" W trakcie libacji, która trwała od trzech dni. Za
      ściana spało dziecko Genowefy J."...:-)

      Myslę, że związek partnerski i tyle. A tym co wszytko kojazy się z łóżkiem -
      pewnie w małżeństwie z łóżka się nie korzysta?
      • Gość: Śtyngiel Tajemnicze zniknięcie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 20:18
        Wczoraj w godzinach rannych moja konkubina Zofia Wypych wyszla po "dykte" do
        meliny, w celu przedłużenia libacji alkocholowej, która trwała nieprzerwanie
        cztery dni. Na zakup tegoż trunku zabrała z naszych wspólnych zasobów
        finansowych 5zł; Mineły cztery dni i do tamtej pory nie powróciła, upewniwszy
        się ze nie przebywa u Ryśka Z. psełdonim "Żbik". Wszczołem poszukiwania
        zaginionej. Jeżeli ktokolwiek, kiedykolwiek i jakkolwiek widział zaginioną
        proszę o kontakt (nie chodzi o nia lecz o te 5zł; które zabrała). Zygmunt B.
        psełdonim "Śtyngiel". Suków-Babie 45.
      • viking2 Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 03.02.06, 02:38
        > "Wczoraj w późnych godzinach wieczornych, na melinie przy ulicy
        > > Gwarnej, pijany do nieprzytomności Marian G. zadźgał siekierą swoją konku
        > binę
        > > Genowefę J. zadając jej 14 ciosów w głowę".

        No zaraz, jak siekiera, to nie "zadzgal", tylko "zarabal". Dzga sie nozem albo
        srubokretem. Poza tym pisza "zaatakowal", potem jakies ble ble ble, a potem "ze
        skutkiem smiertelnym" albo "zaatakowana poniosla smierc na miejscu".
        I prosze nie krzyczec, wiem, ze nie na temat, ale nie moglem sobie odmowic. A na
        temat, to poprzednik volga_jasnowidzaca, niejaki gp, pisze idiotyzmy:

        >Ta, niektorzy lubia rosporek a poniewaz wyrzut im kaze inaczej to chca te nazwe
        >konkubinat zastapic czyms milszym dla ucha... alez prosze po prostu mozna
        >rzec: "zwiazek ku..ki, damsko - meski")))) Pieknie brzmi dobitnie, oddaje
        >istote zwiazku i podkresla jego charakter ktory sie kreci wokol dupy obojga
        >zainteresowanych.
        >I czyz to nie jest mile dla ucha?))))))
        >Zyczac milego lozkowania - dobranoc!)))

        Po pierwsze, to roZporek, nie zgadzam sie miec roSporka w spodniach (a nosze na
        codzien bo jestem facetem), a po drugie to "zwiazek ku..ki" nie ma nic wspolnego
        ani z konkubinatem, ani z malzenstwem, a tylko ze swoim wlasnym charakterem i
        zachodzi wtedy, kiedy jedno z partnerow (albo i oboje) nie dochowuje wiernosci.
        Pomijajac juz powszechnie znana prawde, ze "ku..a" to akurat charakter, a nie
        czesc zwiazku (jakiego badz, partnerskiego, malzenskiego, Radzieckiego... a,
        nie, cholera, tu juz za daleko ide...).
        Po drugie, jaki znow wyrzut? Na skorze? Bylo tyle malin nie jesc...
        A po trzecie, to istota jakiegokolwiek sensownego zwiazku nie jest "ku.." - bo
        to tak, jakbys powiedzial, ze istota np. posiadania konta w banku jest
        parkowanie samochodu tylem - tylko wzajemna lojalnosc, przywiazanie, pozadanie,
        seks i milosc wzajemna tych dwojga ludzi.
        I ch... komu do tego, a od oceniania kto, z kim i jak to lepiej sie jednak
        powstrzymac.
        • Gość: etylkpl Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: 213.77.42.* 03.02.06, 08:04
          viking2 napisał: I ch... komu do tego, a od oceniania kto, z kim i jak to
          lepiej sie jednak
          > powstrzymac.
          ********************************
          A WYDAWAŁOBY SIĘ, ŻE CZŁOWIEK PISATY I CZYTATY, a ma pretensje do garbatego, że
          ma dzieci proste, pyta konkubina, to ludzie udzielają odpowiedzi zgodnie ze
          swoimi poglądami, a że niektórzy nie przebierają w słowach, to już
          ryzyko "pytaka"
          • Gość: teszu Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: 213.199.197.* 03.02.06, 09:17
            Twoim zdaniem wymyślanie od ku..w w odpowiedzi na pytanie o zamienniki słowa
            konkubinat jest na temat???
          • Gość: ania Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.crowley.pl 03.02.06, 15:19
            ale dziewczyna pyta tylko jak zastąpić to dość nieładne słowo jakimś innym a
            nie co ludzie sądzą na temat jej związku. Co komu do tego jak kto żyje? Niech
            każdy lepiej spojrzy na siebie czy jest taki kryształowy.
      • feema-to-ja Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 03.02.06, 08:21
        glodnemu chleb na mysli;) Niezaspokojenie popedow rodzi agresje, czego mamy tu
        piekny przyklad:) no ,mowiac krotko: zal dupe sciska.
        • Gość: pi_es hahaha racja IP: *.homechoice.co.uk 03.02.06, 19:13
    • Gość: kobieta Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.06, 14:52
      Nie, konkubina brzmi w moich uszach lepiej niż kochanka. Kochanka to ktoś, kto
      wdarł się do cudzego domu, rozwalił rodzinę, odebrał dzieciom ojca. Konkubina
      ma swojego faceta na stałe, tworzą wspólny dom, żyją jak małżeństwo tylko
      ulegli dzisiejszej modzie na związki partnerskie. Nic na to nie poradzisz, że
      półświatek lubi związki partnerskie. Oni tak żyją bezmyślnie. Ty wyjdz za
      swojego konkubenta i będzie po kłopocie. I mama się ucieszy...
      • nancyboy Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 27.01.06, 14:58
        > ulegli dzisiejszej modzie na związki partnerskie
        A może nie ulegli wczorajszej modzie na małżeństwo?
        • Gość: kobieta Re:nancyboy IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.06, 15:17
          Daj spokój! Przecież to tylko moda i to na dodatek szkodliwa dla kobiety.
          Małżeństwo daje kobiecie poczucie stabilizacji, daje jej prawa, których nie
          mają konkubiny. Męzowi nie jest tak łatwo uwolnić się od odpowiedzialności za
          rodzinę jak konkubentowi. Oczywiście biorę pod uwagę ludzi tzw. normalnych i
          nie myślę o względach etycznych bo to sprawa z innej bajki. Małżeństwo to nie
          moda, ani dzisiejsza ani wczorajsza. Małżeństwo to instytucja na której
          budowały się całe pokolenia. To tradycja, która trwa tysiące lat.
          • p.s.j Re:nancyboy 27.01.06, 15:18
            Odpowiednio skonstruowana umowa cywilno-prawna da Tobie takie same
            zabezpieczenia finansowe, co małżeństwo, albo i lepsiejsze.
            • Gość: kobieta Re:nancyboy IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.06, 15:23
              Pewnie że tak. Ale w takim razie dlaczego nie małżeństwo? żeby mieć "furtkę"?
              Para, która ma w nosie ślub może równie łatwo zdecydować się na rozwód. A
              spróbować warto.
              • p.s.j Re:nancyboy 27.01.06, 15:25
                Bo nie trzeba podpisując umowę iść do USC/księdza? Albo kupować drooogiej sukni?
          • Gość: kasiulla Re:nancyboy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.06, 08:47
            Kobieto, co Ty mówisz?
            Konkubinat szkodliwy dla kobiety? Ekhem... Pod jakim względem? Ja sobie bardzo
            chwalę i śmiem twierdzić, że mogłoby mi być gorzej, gdyby mój konkubent był
            moim mężem. Jakoś tak wszędzie naokoło wśród znajomych obserwujemy, że po
            ślubie dotychczas doskonałe związki zaczynają sie rozpadać... A my trwamy juz 7
            lat, mamy dziecko i zamierzamy przeżyć ze sobą resztę życia w tym... tfu!
            bezbożnym konkubinacie.

            > Małżeństwo daje kobiecie poczucie stabilizacji, daje jej prawa, których nie
            > mają konkubiny. Męzowi nie jest tak łatwo uwolnić się od odpowiedzialności za
            > rodzinę jak konkubentowi. Oczywiście biorę pod uwagę ludzi tzw. normalnych i

            O jakiej stabilizacji mówisz? O tym, że mąż z obrączką na palcu nie będzie miał
            kochanki? Oczywiście może mieć, tylko później trudniej takiego drania rzucić,
            bo za dużo papierków, dzielenie majątku itp.

            Jakie prawa? Prawo do rozwodu? Bo do alimentów ma każda kobieta od ojca swego
            dziecka. Jesli chodzi Ci o prawo do trwania przy mężu, informacji od lekarza,
            gdy mąż jest ciężko chory, to fakt... Żony mają lepiej, bo ja według prawa
            jestem osobą obcą dla mojego konkubenta/kochanka/patnera - jak zwał, tak zwał.

            Ludzi normalnych? Czy za normalnych uznasz ludzi, którzy tworzą kochającą się
            rodzinę, są dobrymi rodzicami, nie są patologiczni, nie kłócą się, nie biją,
            nie piją, snują wspólne plany i marzenia, pracują w uznanych zawodach, a
            jedynym ich "grzechem" jest brak aktu stwierdzającego zawarcie związku? Twoim
            zdaniem sam konkubinat to już pewnie patologia, co?

            Wracając do tematu wątku - konkubinat rzeczywiście się "kojarzy". To chyba
            jednak nie moja wina, że w półświatku nikt sobie nie zawraca głowy papierami,
            bo "miłości" często zmieniają swe oblicze. A w "wyższych sferach" taki mafiozo
            może przepisać majątek na konkubinę i nikt mu nic nie zrobi.

            Przyznaję, że w codziennym życiu szybciej i prościej jest powiedzieć "mąż" i
            takim słowem się posługuję, nie wnikając w szczegóły. Jednak w sferach stku
            życia z prawem, przepisami itp. zazwyczaj mówię "konkubent" albo "partner
            życiowy". "Kohabitat" byłby paskudną kalką z francuskiego, choć pewnie
            niekojarzącą się aż tak z patologiami.

            "Związek partnerski" to fajne określenie, ale chyba za długie, by móc się nim
            na codzień posługiwać.

            Ale co ja mogę wiedzieć? Zdaniem Kobiety z postu powyżej chyba jestem
            nienormalna, bo nie spieszymi się do ślubnego kobierca. Może dlatego, że to ja
            miałabym zbyt wiele do stracenia? Kto wie? A może jednak jestem patologiczna,
            skoro nie marzy mi się obrączka? I nie marzy mi się obarczanie swoją osobą
            mojego partnera?
            • Gość: kobieta Re:kasiulla IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.01.06, 13:51
              Dlaczego w Tobie tyle kompleksów? Bronisz się tak, jakby ktoś tu na Ciebie
              napadał. To w jakim związku żyjesz to Twoja i Twojego (?) sprawa. Ja w każdym
              razie życzę Wam szczęścia. Czy ktoś Ci nadokuczał, że mnie posądzasz o jakieś
              niezdrowe emocje w związku z "bezbożnością" Twojego życia? Wcale nie uważam, że
              konkubinat jest bezbożny. Zresztą dla mnie religia jest ostatnim argumentem (i
              to tylko dla wierzących) przemawiającym za ślubem. Sama piszesz, że w
              codziennym życiu nazywasz swojego (?) mężem, że masz trudności w przypadku gdy
              wchodzi w grę prawo o ochronie danych osobowych. Czeka Cię jeszcze
              wytłumaczenie dziecku dlaczego mamusia inaczej nazywa się niż ono i tatuś ale
              to dopiero jak pójdzie do szkoły i zaczną pytać rówieśnicy. Mężowi trudniej
              odejść od rodziny niż konkubentowi, to prawda i bardzo ważne. Wtedy gdy
              wszystko się wali ślub jest przeszkodą w rozstaniu bo rozwód kosztuje i kupę
              czasu i pieniędzy. Czasami ludzie wiedząc, że "muszą" być ze sobą rzeczywiście
              godzą się i starają się wszystko zmienić. Nie uważam też (jak sugerujesz), żeby
              konkubinat sam w sobie był już patologią. Ludzie z półświatka nie żenią się "z
              lenistwa" a inteligentni "z przekory". Coś jeszcze Ci powiem ale nie bierz tego
              koniecznie do siebie. Mogę się założyć, że 3/4 tych nowoczesnych konkubin,
              które z takim lekceważeniem mówią o małżeństwie, posiusiałoby się z radości
              gdyby ukochany poprosił je o rękę. W skrytości ducha marzą i o tej obrączce i o
              białej sukni, o kiczowatym weselisku "do białego rana", o tym, żeby dla
              środowiska przestały być panną z dzieckiem albo kochanką. Żeby wreszcie stanąć
              mocno na stabilnym gruncie i wić swoje szczęśliwe gniazdko. Żadna się do tego
              nie przyzna chociaż taka właśnie jest natura kobiety. Nie martw się, nie jesteś
              patologiczna. Jednego tylko nie rozumiem. "Nie marzy mi się obarczanie swoją
              osobą mojego partnera" - napisałaś. Jak mam to rozumieć? To mnie dopiero
              przeraziło! bo to sugeruje, że Twój partner świeci jak słońce a Ty masz prawo
              krążyć wokół tego słońca jak planeta ale nie zbliżać się zbytnio. Jak się
              zbliżysz to się spalisz. Każda żona przygasiłaby takie słoneczko ale konkubina
              nie może bo słoneczko zacznie ogrzewać inne planety. Przemyśl to, proszę.
              • Gość: ferment Re:kasiulla IP: *.chello.pl 28.01.06, 15:50
                Gość: kasiulla :
                Kobieto, co Ty mówisz?
                Konkubinat szkodliwy dla kobiety? Ekhem... Pod jakim względem? Ja sobie bardzo
                chwalę

                !!!,??? nie wierzę

                i śmiem twierdzić, że mogłoby mi być gorzej, gdyby mój konkubent był
                moim mężem.

                ???, !!! to stwierzdenie mnie zaniepokoiło, bardzo

                Jakoś tak wszędzie naokoło wśród znajomych obserwujemy, że po
                ślubie dotychczas doskonałe związki zaczynają sie rozpadać...

                takie były doskonałe do ślubu, nie ma tu nadinterpretacji z Twojej strony?
                obserwujecie też związki, które się nie rozpadają, czy tylko te, kórym się nie
                udało?

                A my trwamy juz 7
                lat, mamy dziecko i zamierzamy przeżyć ze sobą resztę życia w tym...

                my trwamy juz 25 lat i zamierzamy trwać dalej,( dwoje dzieci)

                tfu!
                bezbożnym konkubinacie.

                kiedyś też był bezbożny, choć po kontrakcie cywilnym, od kilkunastu lat pobożny

                a salej wyręcza mnie >kobieta<, dzięki jej za wysiłek napisania postu, pos kórym
                mogę się podpisać, szczególnie pod tymi stwierdzeniami:

                Gość portalu: kobieta napisał(a):

                > Dlaczego w Tobie tyle kompleksów? Bronisz się tak, jakby ktoś tu na Ciebie
                > napadał. To w jakim związku żyjesz to Twoja i Twojego (?) sprawa.
                >
                > Sama piszesz, że w
                > codziennym życiu nazywasz swojego (?) mężem, że masz trudności w przypadku gdy
                > wchodzi w grę prawo o ochronie danych osobowych.

                >Coś jeszcze Ci powiem ale nie bierz tego koniecznie do siebie.

                Mogę się założyć, że 3/4 tych nowoczesnych konkubin,
                > które z takim lekceważeniem mówią o małżeństwie, posiusiałoby się z radości
                > gdyby ukochany poprosił je o rękę. W skrytości ducha marzą i o tej obrączce i
                > białej sukni, o kiczowatym weselisku "do białego rana", o tym, żeby dla
                > środowiska przestały być panną z dzieckiem albo kochanką. Żeby wreszcie stanąć
                > mocno na stabilnym gruncie i wić swoje szczęśliwe gniazdko. Żadna się do tego
                > nie przyzna chociaż taka właśnie jest natura kobiety. Nie martw się, nie jesteś
                > patologiczna.



                Jednego tylko nie rozumiem. "Nie marzy mi się obarczanie swoją
                > osobą mojego partnera" - napisałaś.

                ?fermenta też poruszyły powyższe słowa?

                Jak mam to rozumieć? To mnie dopiero
                > przeraziło! bo to sugeruje, że Twój partner świeci jak słońce a Ty masz prawo
                > krążyć wokół tego słońca jak planeta ale nie zbliżać się zbytnio. Jak się
                > zbliżysz to się spalisz. Każda żona przygasiłaby takie słoneczko ale konkubina
                > nie może bo słoneczko zacznie ogrzewać inne planety. Przemyśl to, proszę.

                dopisuję się do tego apelu, przeczytaj jeszcze swój post, nie jeden raz i nie
                dwa razy - przeczytaj z uwagą, przemyśl

                serdecznie pozdrawiam kasiullę i kobietę
                • Gość: kasiulla Re:kasiulla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.06, 21:08
                  OK. Zasiałam trochę zamętu, więc może kilka wyjaśnień:
                  1. Nie twierdzę, że nie wierzę w małżeństwo, ale w MOIM (podkreślam)
                  subiektywnym mniemaniu i w mojej sytuacji rozwiązaniem lepszym dla mnie jest
                  konkubinat. Być może dlatego, że oboje z partnerem (prowadziliśmy na ten temat
                  wiele dyskusji) rzeczywiście boimy się, że coś się popsuje. To może
                  niedorzeczne, ale jeśli na przestrzeni tych 7 lat widzimy naszych znajomych,
                  którzy po zawarciu związku małżeńskiego nagle przestają być dla siebie
                  partnerami, miewają poważne kryzysy, niektórzy się rozwodzą, to naprawdę
                  odechciewa nam się "papierkowej zabawy". Oczywiście mamy przykłady (niestety
                  nieliczne) udanych małżeństw, ale statystycznie jest ich znacznie mniej. Nie
                  wiem, może to przypadłość "karierowiczów" i artystów, których wielu się wokół
                  nas obraca?

                  2. Nie marzę o ślubnym kobiercu. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nigdy nie
                  marzyłam, bo chyba każdej nastoletniej panience marzy się piękny ślub i cała ta
                  otoczka. Ale kiedyś marzyłam też, żeby zostać archeologiem... Nie chcemy ślubu
                  kościelnego, a ślub cywilny chyba zanadto przypomina nam urzędową formalność,
                  by rzeczywiście było o co kruszyć kopie.

                  3. Zastanawiacie się, dlaczego uważam, że nie chcę obarczać swoją osobą
                  partnera. Rzeczywiście, nie wyraziłam się wystarczająco jasno. Nie należę do
                  kobiet, których marzeniem jest wicie gniazdka, chowanie dzieci, pranie,
                  sprzątanie, gotowanie itp. Czułabym się bardzo źle, każąc się utrzymywać
                  mężowi. Nie jestem wojującą feministką, ale jeżeli mamy żyć w związku
                  partnerskim, to mamy równe prawa i równe obowiązki. Przez kilka lat to mój
                  partner zarabiał więcej i utrzymywał nas oboje - ja wtedy studiowałam. Gdy
                  pojawiło się dziecko i zaczęło często chorować, to on zostawił pracę, by
                  zaopiekowac się synem, dając mi tym samym możliwość dokończenia studiów
                  (dziennych). Ja wówczas przejęłam obowiązki "żywiciela rodziny". Teraz
                  pracujemy razem w domu (partner pomaga mi prowadzić firmę), razem opiekujemy
                  się dzieckiem, nie mamy jakiegoś szczególnie konkretnego podziału obowiązków -
                  każdy robi to, co w danej chwili jest konieczne.

                  Być może również z tego wynika niechęć do tradycyjnego modelu rodziny, w której
                  ślub to podstawa.

                  Ktoś zarzucił mi, że nazywam "do ludzi" swojego partnera mężem, choć nie
                  wyobrażam sobie zawarcia formalnego związku. Tak, bo tak jest krócej - tam,
                  gdzie rozróżnienie pomiędzy konkubinatem a małżeństwem jest konieczne - sąd,
                  przedszkole syna, urzędy wszelkie - tam nie mam oporów przed nazywaniem rzeczy
                  po imieniu. Słowo "partner" niestety brzmi pretensjonalnie (spróbujcie
                  powiedzieć ekspedientce, że "po resztę zakupów przyjdzie mój partner"),
                  a "konkubent" nie tylko się kojarzy (i to bardzo wielu ludziom), ale przez
                  wielu niestety bywa nierozumiane (niestety część naszego społeczeństwa ma
                  bardzo ubogi słownik). Juz widzę wybałuszone oczy pani ze sklepu obok, gdy
                  pyta, czemu przychodzę po zakupy bez syna - "syn został w domu z
                  konkubentem..." ;-)))) Stąd ten "mąż".

                  Napadliście, jakbym zrobiła coś złego. Kobieta wypowiedziała się bardzo
                  kategorycznie o konkubinacie, więc równie kategorycznie przedstawiłam jej swoją
                  opinię, która - tak się składa - jest przeciwna. Przeczytajcie może najpierw
                  jej post, w którym pisze, że konkubinat może być szkodliwy dla kobiety.

                  Na koniec dodam, że niestety kilka moich koleżanek na małżeństwie nie tylko
                  się "przejechało", ale straciło też sporo pieniędzy. W moim zawodzie zarabia
                  się nieźle (a nawet bardzo dobrze) i tu niestety są regułą panowie, którzy
                  przy rozwodzie zabierają połowę nie przez siebie zgormadzonego majątku. Być
                  może więc w pewnej, choć nie główne, mierze kieruje mną także wyrachowanie.
                  Dopóki jestesmy razem, razem też dzielimy wszystkie pożytki i może tak być do
                  końca życia. Gdyby jednak - czego się nie da przewidzieć - przyszło nam się
                  kiedykolwiek rozstać, to wiem, że nie zostanę z synem na bruku, bo nie stracę
                  dorobku swojego życia.

                  Chłodna kalkulacja, wyrachowanie? Może tak, ale przynajmniej zasady są czyste i
                  wiem, że jesteśmy razem, bo chcemy, a nie dlatego, że mamy papier, że rozwód
                  jest ciężki i bolesny, i że ktoś na tym straci.

                  Kobieta uważa, że mam kompleksy, a mnie się wydaje, że kompleksy mają te
                  kobiety, które w zawarciu związku małżeńskiego upatrują swego celu w życiu i
                  istoty własnego istnienia, nie mając żadnych innych celów, planów i perspektyw.
                  Ale być może mam po prostu inny światopogląd.
                  • Gość: kasiulla Re:kasiulla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.06, 21:14
                    Aha, względem zmiany nazwiska: zaistniałam w swojej branży pod swoim
                    nazwiskiem, jest ono rozpoznawalne, więc tym bardziej nie spieszy mi się do
                    zmiany nazwiska i informowania wszystkich, zmiany pieczątek, wizytówek, nawet
                    dokumentów rejestrowych firmy.

                    Podchodzę do tej kwestii bardzo trzeźwo i raczej bez romantycznej otoczki.
                    Można spokojnie stwierdzić, że jestem damską szowinistyczną ś... ;-)))
                    • Gość: ferment Re:kasiulla IP: *.chello.pl 28.01.06, 21:39
                      Gość portalu: kasiulla napisał(a):

                      > Aha, względem zmiany nazwiska: zaistniałam w swojej branży pod swoim
                      > nazwiskiem, jest ono rozpoznawalne, więc tym bardziej nie spieszy mi się do
                      > zmiany nazwiska i informowania wszystkich, zmiany pieczątek, wizytówek, nawet
                      > dokumentów rejestrowych firmy.

                      o ile wiem, to można zostać przybswoim nazwisku, to nie problem
                      >
                      > Podchodzę do tej kwestii bardzo trzeźwo i raczej bez romantycznej otoczki.
                      > Można spokojnie stwierdzić, że jestem damską szowinistyczną ś... ;-)))

                      niewątpliwie nią jesteś, to nie przytyk, ale uczciwie podchodzisz do sprawy,
                      przynajmniej siebie nie okłamujesz
                      dzieli za odpowiedź, powodzenia w realizacji planów życiowych
                    • Gość: kobieta Re: KASIULLA!!! NIE TAK OSTRO!!! IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.01.06, 21:52
                      Jeżeli czymś Cię uraziłam to przepraszam. Widzisz, gdybyśmy znały się osobiście
                      to obu byłoby łatwiej o właściwe wnioski. Żyjesz jak chcesz i jeżeli Tobie z
                      tym dobrze to mnie też. Rozumiem oczywiście to co piszesz. Taki stan rzeczy i
                      sposób myślenia jest jednak zbyt "nowoczesny" jak na moją czterdziesto+ letnią
                      głowę. Moja córka prędzej by Cię zrozumiała. Każde pokolenie preferuje inne
                      wartości i ja się z tym zgadzam. Dla mnie ważne jest zaufanie między partnerami
                      (wszystko jedno czy po ślubie czy nie). Twoje pokolenie potrafi twardo stać na
                      nogach, ja przed ślubem nie myślałam o tym co będzie gdyby narzeczony okazał
                      się draniem. Po prostu kochałam. Całe szczęście, że dobrze trafiłam! Ty możesz
                      przed ślubem podpisać intercyzę, potem zaprowadzić rozdzielność majątkową. W
                      mojej młodości się tego nie praktykowało teraz nikogo nie dziwi i dobrze. A co
                      do mojej oceny Ciebie? no cóż, jesteś osobą bardzo trzeżwo myślącą
                      (wyrachowaną?) ale tego co napisałaś na końcu nie można "spokojnie stwierdzić".
                      Takie sugestie to albo obrona poprzez atak albo niska samoocena.
                      Ps. Zrób kiedyś eksperyment z tą sprzedawczynią i konkubentem ale w jakimś
                      bardziej oddalonym sklepie i napisz nam jaka była reakcja, pośmiejemy się
                      razem. Serdecznie pozdrawiam całą Twoją rodzinę i życzę Wam szczęścia.
                    • Gość: konkubent PARTNERIAT... IP: *.chello.pl 03.02.06, 09:37
                      żyję w kontrmoheriacie
                      żyję w bezbecikowiacie
                      żyję w bezkajdanacie
                      żyję w amoranacie
                      zyję w obopólniaku
                      ...
                      a swoją drogą słowo małżeństwo mi brzmi jak małżowe maleństwo, małżonka jak
                      mała żonka, albo małżowe łonka, tylko jest częściej używane poza kronikami
                      kryminalnymi
                      może jednak powinienem żyć w małżonacie
                      • Gość: Małgo Re: PARTNERIAT... IP: *.chello.pl 04.02.06, 13:38
                        mój wujek mówił o cioci pieszczotliwie "moja małżowinka " ;) A o siebie dodam,
                        że też chyba jestem nienormalna, bo nie śpieszy mi się na ten ślubny kobierzec,
                        a szczególnie przeraża mnie ta otoczka typu suknia za ciężkie pieniądze na
                        raz... WQyjść za mąż po cichu i powiedziec rodzinie... byłaby obraza
                        majestetu... A skoro papier nic nie zmienia, też wolę żyć w konkubinacie:)
                  • iwona8 Re:kasiulla 02.02.06, 21:12

                    nnych). Ja wówczas przejęłam obowiązki "żywiciela rodziny". Teraz
                    > pracujemy razem w domu (partner pomaga mi prowadzić firmę), razem opiekujemy
                    > się dzieckiem, nie mamy jakiegoś szczególnie konkretnego podziału obowiązków -
                    > każdy robi to, co w danej chwili jest konieczne.
                    >
                    > Być może również z tego wynika niechęć do tradycyjnego modelu rodziny, w której
                    >
                    >
                  • tigrissimo Re:kasiulla 02.02.06, 21:28
                    >widzimy naszych znajomych,
                    > którzy po zawarciu związku małżeńskiego nagle przestają być dla siebie
                    > partnerami, miewają poważne kryzysy, niektórzy się rozwodzą

                    Ale skąd sie bierze to przekonanie, że ślub miał wpływ na rozpad tych
                    małżeństw?? Być może gdyby pozostali w konkubinacie/związku partnerskim ich
                    drogi też by się rozeszły?? Dlaczego od razu zwalać na ślub?

                    >Być może również z tego wynika niechęć do tradycyjnego modelu rodziny, w której
                    > ślub to podstawa.

                    Czy uważasz, że w małżeństwie nie ma miejsca na partnerstwo??? Na takie roszady
                    na stanowisku żywiciela rodziny?? Obawiam się, że tu pies pogrzebany. Żyjemy
                    cały czas wyobrażeniem, że w małżeństwie to kobieta zajmuje się garami i
                    dziećmi, a mąż zarabia pieniądze. W dzisiejszych czasach model rodziny też
                    musiał ulec ewolucji. Wymusza to między innymi zmiana stylu zycia, standardów,
                    mody, a także możliwości finansowych, charakteru pracy itd. Za czasu naszych
                    babć i mam życie nieco inaczej wyglądało. Model rodziny funkcjonującej wtedy i
                    teraz ZNACZNIE się od siebie różni. Nie można zatem słowu Małżeństwo przypisywać
                    tego dawnego modelu rodziny. Czasy się zmieniły. Podejście takie:
                    Konkubinat=relacje partnerskie a małżeństwo=model niezmienny od lat, gdzie kazdy
                    wykonuje z góry określone zadania; jest NIEPOROZUMIENIEM. Wg mnie partnerstwo
                    jest modelem obowiązującym czy w rodzinie czy w związku nieformanym.

                    Może głos w tej kwestii zabiorą mężowie i żony. Jak wygląda ich małżeństwo. Co
                    obecnie jest "tradycyjnym modelem rodziny"? Pozdrawiam
                    • Gość: kasiulla Re:kasiulla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 00:49
                      Tigrissimo, bardzo łatwo przychodzi Ci wyciaganie pojedynczych zdań z kontekstu
                      i naginanie ich do własnych potrzeb.

                      > Ale skąd sie bierze to przekonanie, że ślub miał wpływ na rozpad tych
                      > małżeństw?? Być może gdyby pozostali w konkubinacie/związku partnerskim ich
                      > drogi też by się rozeszły?? Dlaczego od razu zwalać na ślub?

                      Przeczytałaś, co napisałam powyżej i poniżej tego fragmentu? Powyżej pisałam,
                      że obserwujemy, jak długoletnie związki zaczynają się psuć właśnie po ślubie.
                      Nie wnikam, jaki jest powód - rozleniwienie, pewność, że nie trzeba się starać,
                      bo papier zapewni bycie razem do grobowej deski? Nie wiem. Poniżej tego
                      fragmentu pisałam z kolei, że być może jest to przypadłośc pewnego grona ludzi,
                      nie całej populacji. Nie zwykłam obserwować odsetka rozwodów wśród np. emerytów
                      lub młodych małżeństw z miejscowosci poniżej 10 tys. mieszkańców, bo po prostu
                      nie mam na codzien dostepu do tych światów. Czy teraz rozumiesz, czy znów
                      wyjmiesz zdanie z kontekstu?

                      > Czy uważasz, że w małżeństwie nie ma miejsca na partnerstwo??? Na takie
                      roszady
                      > na stanowisku żywiciela rodziny?? Obawiam się, że tu pies pogrzebany. Żyjemy
                      > cały czas wyobrażeniem, że w małżeństwie to kobieta zajmuje się garami i
                      [...]

                      A Ty umiesz czytac ze zrozumieniem? To była odpowiedź na pytanie: "Nie
                      rozumiem, dlaczego piszesz, że nie chcesz swoją osobą obarczać męża". Nie było
                      tam nic o tym, że jak małżeństwo, to zawsze tradycyjne i że to źle.

                      Szkoda, że nic nie wniosłaś do dyskusji poza biciem piany. Odpowiadanie
                      argumentem z innej beczki i przypisywanie mi intencji, których nie wyraziłam to
                      nie rozmowa.

                      Nikt tu chyba nie neguje prawa małżeństw i konkubinatów do posiadania
                      partnerskiej relacji między sobą. Moją intencją - podkreślam: MOJĄ - było
                      wskazanie, że konkubinat niekoniecznie jest patologiczny, choć niestety kojarzy
                      się z kroniką policyjną, bo w codziennym użyciu zwykle pojawia się w takim
                      kontekście.

                      I w całym wątku chodzi właśnie o konotację (znasz takie słowo?)
                      słowa "konkubinat", nieco niewygodną, mimo że konkubinat jako forma związku
                      dwojga ludzi od dłuższego czasu nie jest związany wyłącznie z półświatkiem i
                      nie oznacza automatycznie przynależności do konkretnej grupy społecznej.
                      • tigrissimo DO KASIULLI 03.02.06, 16:40
                        DO KASIULLI

                        Być może ty także nie do końca zrozumiałaś moje intencje. Cóż to jest niestety
                        wada pisania a nie kontaktu twarzą w twarz (a moze to efekt nszej kobiecej i
                        jakze pokretnej logiki :-) ). Czytałam kilkakrotnie Twój tekst i z żalem muszę
                        napisać, że niestety niezależnie na jakie pytanie odpowiadasz piszesz, że ślub
                        miał wpływ na rozpad związków, które masz przyjemność znać.. Ja w
                        przeciwieństwie do ciebie znam wiele małżeństw i z małych i dużych
                        miast/miejscowości, których ślub jeszcze bardziej umocnił oraz związków
                        partnerskich, które nie wytrzymały próby czasu. To wcale nie znaczy, że twoje
                        czy moje spostrzeżenia są błędne. Niczego takiego nie napisałam. Zapewne masz
                        rację, że to wpływ tego, w jakim towarzystwie się obracamy. Nad faktami trudno
                        roztaczać dyskusję. Wcale nie mam zamiaru cię atakować i trochę mi przykro, że
                        ta dyskusja ma taki ostry wydźwięk.
                        Nie miałam najmniejszego zamiaru wyrywać zdań z kontekstu i naginać do własnych
                        potrzeb. Poza tym przyjrzyj się uważnie moim zdaniom, które zacytowałaś. Ja tam
                        wyraźnie zaakcentowałam, że są to pytania. Miałam nadzieję, że zostanie to
                        potraktowane jako problem do zastanowienia, niestety moje intencje ty również
                        źle odczytałaś. Nie winię cię, bo pewnie rzeczywiście nie do końca dobrze się
                        wyraziłam Może zrobiłam zbyt duży skrót myślowy.

                        Co do drugiego fragmentu to nie będę go już wyrywać z kontekstu tylko zacytuję w
                        całości:
                        >>> kasiulla napisała:
                        >„Rzeczywiście, nie wyraziłam się wystarczająco jasno. Nie należę do
                        >kobiet, których marzeniem jest wicie gniazdka, chowanie dzieci, pranie,
                        >sprzątanie, gotowanie itp. Czułabym się bardzo źle, każąc się utrzymywać
                        >mężowi. Nie jestem wojującą feministką, ale jeżeli mamy żyć w związku
                        >partnerskim, to mamy równe prawa i równe obowiązki. Przez kilka lat to mój
                        >partner zarabiał więcej i utrzymywał nas oboje - ja wtedy studiowałam. Gdy
                        >pojawiło się dziecko i zaczęło często chorować, to on zostawił pracę, by
                        >zaopiekowac się synem, dając mi tym samym możliwość dokończenia studiów
                        >(dziennych). Ja wówczas przejęłam obowiązki "żywiciela rodziny". Teraz
                        >pracujemy razem w domu (partner pomaga mi prowadzić firmę), razem opiekujemy
                        >się dzieckiem, nie mamy jakiegoś szczególnie konkretnego podziału obowiązków -
                        >każdy robi to, co w danej chwili jest konieczne.
                        >
                        >Być może również z tego wynika niechęć do tradycyjnego modelu rodziny, w której
                        >ślub to podstawa.”


                        Niestety po przeczytaniu tego akapitu, który podsumowałaś jednym zdaniem
                        dotyczącym tradycyjnego modelu rodziny wywnioskowałam, że TRADYCYJNY MODEL
                        RODZINY to kobieta – gospodyni domowa wychowująca dzieci i mężczyzna – żywiciel
                        rodziny.
                        Być może nie takie były twe intencje. Zatem proszę o wyjaśnienie. Zadałam też
                        pytanie otwarte, z prośbą o zdefiniowanie „tradycyjnego modelu rodziny”. Bo
                        termin ten jest tak samo wyświechtany i używany w różnych kontekstach jak
                        chociażby słowa: ojczyzna, patriotyzm, miłość, przyjaźń… itd.

                        Niestety nasz spór słowny wyszedł zupełnie poza temat tego forum. Na koniec chcę
                        dodać, że w żaden sposób nie oceniam ciebie i miałam nadzieję na wymianę
                        spostrzeżeń a nie walkę słowną  Pozdrawiam Cię serdecznie Kasiullo i życzę
                        wszystkiego najlepszego.

                        A co do „konkubinatu” który jest tematem forum to może dobrze byłoby odświeżyć
                        określenie LUBY/LUBA albo użyć bardziej popularne PRZYJACIEL/PRZYJACIÓŁKA;-)
                        Pozdrawiam
                        • Gość: kasiulla Re: DO KASIULLI IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 23:40
                          OK, Tigrissimo, rozumiem i już sie nie oburzam.

                          Odniosę się więc do "tradycyjnego modelu rodziny":
                          > >Być może również z tego wynika niechęć do tradycyjnego modelu rodziny, w k
                          > tórej
                          > >ślub to podstawa.”

                          Logicznie więc mówię, że: "tradycyjny model rodziny równa się ślub". Nie mówię
                          jednak, że "ślub równa się tradycyjny model rodziny". Zależność jest taka, jak
                          pomiędzy kwadratem a prostokątem (każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy
                          prostokąt jest kwadratem).

                          W związku z tym, że tradycyjny model rodziny niesie ze sobą "tradycyjne" role
                          kobiety i mężczyzny, ja pozwalam się mu sprzeciwić (modelowi). Nie potepiam w
                          czambuł małżeństwa, nie agituję też za konkubinatem - toż to sprawa każdego z
                          osobna! Pienię się jednak nieco, jeśli ktoś w konkubinacie widzi źródło zła,
                          patologii i uważa, że "bez ślubu to nie rodzina". Komu pasuje "tradycyjny model
                          rodziny" - proszę bardzo, niech korzysta z jego uroków.

                          Poza tym napisałam, że kojarzę fakt rozpadania się długotrwałych związków z
                          zawarciem formalnego małżeństwa, ale że nie jest to aksjomat, niepodważalna
                          prawda. Nie raz zastanawiałam się, czy można rzeczywiście mówić o czymś takim,
                          jak wpływ papierka na stosunki pomiędzy dwojgiem ludzi. Jesli jednak ludzie
                          mieszkają ze sobą, żyją razem wiele lat i jest im dobrze, a po ślubie nagle
                          zaczyna im się wszystko walić, przestają się rozumieć, zaczynają na siebie
                          patrzyć spode łba? W obserwowanych przeze mnie przypadkach nie można mówić o
                          regule kryzysu w 4-5 roku związku, bo związki te były znacznie dłuższe. Nie
                          można mówić o rozczarowaniu się sobą, bo dobrze się znają, mieszkali ze sobą
                          przed ślubem itp. No więc o co chodzi? O zmianę atmosfery w mieszkaniu? O
                          puwierający ich blask obrączek? Nie wiem. Jedyne, z czym kojarzę te zjawiska,
                          to zawarcie ślubu. Może się mylę, jednak jest to zastanawiające.

                          Postuluje jednak o nieodsądzanie od czci i wiary (to akurat nie do Ciebie,
                          Tigrissimo) konkubentów i konkubin, bo wielu z nich to naprawdę niezwykłe
                          związki. Pary, które są świadome, że nie dany im będzie rozwód i w każdej
                          chwili mogą się rozejść, co powoduje, że starają sie jeszcze bardziej.

                          Tyle ode mnie, ale to rzeczywiście nie temat wątku.
                  • Gość: ktkasik Re:kasiulla IP: 217.11.130.* 03.02.06, 10:38
                    popieram w 100% :)
                  • Gość: dlugi26 on - przyjaciel domu, ona - naloznica IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 16:16
                  • mala_obludnica Re:kasiulla 04.02.06, 00:08
                    podpisuje sie pod Twoja wypowiedzia wszystkimi konczynami :)
                    Rowniez zyje w konkubinacie i swiatopogladowo absolutnie sie
                    zgadzam ,aczkolwiek mam sytuacje troszeczke inna, a to z dwoch wzgledow :
                    1) zyje w Belgii
                    2) smarkata jeszcze jestem stosunkowo, dopiero co po studiach.

                    ad1) na pewno czlowiekowi zyjacemu w konkubinacie, czy tutejszym
                    Samenwonen/cohabiting jest latwiej. Spoleczenstwo otrzaskane z takimi rzeczami,
                    nikogo to nie gorszy, prawa i obowiazki : takie same jak w malzenstwie,
                    rozliczenia podatkowe - rowniez. Chwilowo mamy podpisany kontrakt konkubinatowy
                    taki na skroty - czyli wspolnota majatkowa - a to dlatego ze poki co oboje nie
                    smierdzimy groszem. Zalozylismy ze kiedys tam wybierzemy sie do notariusza i
                    ustalimy warunki, ale na razie nie ma sobie czym glowy zaprzatac.
                    Co do nazwy - w istocie ta polska jest paskudna i kojarzy sie ze zwyrodnieniem
                    moralnym li i jedynie. Mysle ze gdybym to miala na codzien, meczyloby mnie to i
                    szukalabym godniejszych synonimow. Jako ze bywam w ojczyznie od swieta,
                    bardziej nabijam sie ze swojego konkubinatu, traktujac to troche jak
                    prowokacje :)Jezeli chodzi o nazewnictwo partnera, to konkubent - z wyjatkiem
                    owych zartow - nie przechodzi mi przez usta. Dlatego, nawet przed zareczynami,
                    mowilam w Polsce "narzeczony". Co od razu , przyznaje, zmienialo postac rzeczy.
                    A juz informujac uczelnie albo zalatwiajac papiery zwiazane ze zmiana kraju...Z
                    tym ze jade " do chlopaka" wyglupilam sie raz, i od razu poczestowano mnie
                    pelnym politowania i zgorszenia spojrzeniem : naiwne dziewcze, pewnie dla
                    jakiegos poludniowca wszystko rzuca i jedzie nie wiadomo gdzie, albo jeszcze
                    lepiej : bogatego bauera sobie znalazla...

                    Dopiero od pol roku moge przy tym narzeczonym nie wyzywac sie w myslach od
                    klamczuch :)
                    Zdarzaja mi sie pytania - czemu w takim razie nie wezme w Belgii slubu
                    cywilnego, co mi wlasciwie stoi na przeszkodzie:.... ( ciekawostka : tutaj zona
                    nie przyjmuje nazwiska po mezu, jakbym chciala to zrobic to bym musiala
                    wystosowac prosbe i w ogole sie nachodzic... ale nie zamierzam, bo moje
                    nazwisko ladniejsze :P Zabawne sytuacje sie zdarzaja, np podczas pewnej rozmowy
                    kwalifikacyjnej facet przegladajac dokumenty trafil na dane moich rodzicow i
                    spytal sie jak to mozliwe ze maja tak samo na nazwisko :) )
                    I tutaj dochodzimy do punktu drugiego :
                    ad2) pominawszy moje obawy co do instytucji malzenstwa, na pewno kiedys bede
                    chciala je zawrzec ( na razie planujemy dluzsze narzeczenstwo) , i chcialabym
                    zeby bylo to wydarzenie doniosle, wzruszajace i piekne. Ale nie teraz. Za
                    wczesnie! Niech sie naciesze i przyzwyczaje do slowa narzeczona, niech jeszcze
                    pochodze bez obraczki na palcu, niech pomieszkam z Moim pare lat i upewnie sie
                    ze rzeczywiscie jest najcudowniejszym czlowiekiem pod sloncem, niech popracuje
                    pare lat i zobacze jak sie odnajduje w roli careerwoman i gdzie w tym wszystkim
                    jest moj zwiazek... itp itd..
                    dlugo by tlumaczyc, dlatego wszystkim pytajacym mowie zatem, ze slub bedzie za
                    lat 5, bo zapowiedzialam ze nie wyjde za Mojego, dopoki nie nauczy sie
                    porzadnie polskiego... Chodzi na kurs juz od 7 miesiecy ;)


                    Pozdrawiam
                    • Gość: qwww Re:kasiulla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.06, 01:14
                      > nikogo to nie gorszy, prawa i obowiazki : takie same jak w malzenstwie,

                      więc gdzie tkwi sens
                      ale czegóż wymagać od lewactwa
              • Gość: oleandra Re:kasiulla IP: *.attu.pl 28.01.06, 17:10
                Gość portalu: kobieta napisał(a):
                >Czeka Cię jeszcze
                >wytłumaczenie dziecku dlaczego mamusia inaczej nazywa się niż ono i tatuś ale
                >to dopiero jak pójdzie do szkoły i zaczną pytać rówieśnicy."

                co to za argument??? nawet jak wyjde za maz, to i tak nazwiska w zyciu nie
                zmienie, bo PO CO??? ja to jestem ja, a nie zadna zona swojego meza;
                • Gość: ferment Re:kasiulla IP: *.chello.pl 28.01.06, 20:35
                  Gość portalu: oleandra napisał(a):

                  > Gość portalu: kobieta napisał(a):
                  >
                  nawet jak wyjde za maz, to i tak nazwiska w zyciu nie
                  > zmienie,
                  bo PO CO???
                  ja to jestem ja,
                  a nie zadna zona swojego meza;

                  jak wyjdziesz za mąż bęziesz nadal przede wszystkim sobą, ale jednocześnie żoną
                  swojego męża
                  jeżeli nie chcesz nią być - żoną męża - lepiej za mąż nie wychodź - nie będzie
                  problemu ze zmiana nazwiska
                  mam nadzieję, że piszę do osoby bardzo młodej, której wypowiedź była
                  spontaniczna, a nie wynikiem przemyśleń
                  radziłbym nie spieszyć sie z wypowiadaniem przytaczanej opinii kandydatowi na
                  ewentualnego męża, mężczyźni często są konserwatywni, możesz zrazić go do siebie

                  • Gość: MiT Re:kasiulla IP: *.paisley.ac.uk 02.02.06, 21:18
                    > (...)mężczyźni często są konserwatywni, możesz zrazić go do siebi
                    > e
                    i tych konserwatywnych unikaj;)
                  • andorinha Re:kasiulla 02.02.06, 22:49
                    > jak wyjdziesz za mąż bęziesz nadal przede wszystkim sobą, ale jednocześnie żoną
                    > swojego męża

                    a maz bedzie mezem swojej zony :) czy tez powinien zmienic nazwisko? a moze imie?

                    > mężczyźni często są konserwatywni, możesz zrazić go do siebie

                    o tym ze skonczylas studia lepiej tez nie wspomniaj. mezczyzni wola glupsze ;-)
                    • Gość: Tomek Re:kasiulla IP: *.dsV.agh.edu.pl 03.02.06, 01:19
                      Taaaa... niektórym przydałyby się lekcje czytania ze zrozumieniem, innym wiecej
                      spokoju.
                      A jeszcze niektórym pomyśleć przed napisaniem.

                      A więc wypowiem się tak. Tematem tej dyskusji miało być jakiego zaminnika używać
                      za konkubent. Jak dla mnie najlepsze byłyby: "Partner" i Partnerka", jeśli
                      rozmowa się wydłuży można powiedzieć partner życiowy. Kochanek(ka) jest złym
                      określeniem bo kojarzy się raczej z czyms chwilowym, krótkotrwałym.

                      A co do rzucania się niektórych na osobę, która o ile w pierwszym poście
                      wyraziła się chwilami trochę niejasno, to w drugim wyjaśniła wszelkie
                      niejasności. Pomyślcie ludzie i przeczytajcie co jest napisane, a nie to co
                      chcecie przeczytać. Ona jest konkubiną i dobrze jej z tym... Chcecie jej na siłę
                      udowodnić że ma kompleksy, jest niedowartościowana. Kiedy zaczniecie jej
                      wmawiać, że jest po prostu głupia. Nie pojmujecie że ktoś może mieć inne
                      spojrzenie na świat niż wy.
                      Zresztą jesli wziąść za przykąłd normalnego małżeństwa nauczania większości
                      księży, to kobieta powinna wytrwać przy mężu nawet gdy ją bije. Tylko jedno
                      nieśmiałe pytanie mogłoby zadać dziecko: "Czy ty tatusiu też nie przysięgałeś
                      szanować mamy przy ołtarzu". (Wiem że to perfidny zabieg, ale czyż dzieci nie
                      cierpią wtedy najwięcej?)
                      Niech stosunki między osobami wychowującymi dziecko będą zdrowe i partnerskie,
                      to będzie dobrze. A czy mają papierek czy nie. To nic nie zmieni jak będą mieli
                      się rozejść. A jeżeli jesteś z kimś tylko dlatego że nie chce ci się z
                      papierkami bawić przy rozwodzie... To to jest życie obok siebie i parodia
                      małżeństwa, doskonałe miejsce dla wychowania dziecka. Te ciągłe kłótnie i
                      pretensje...

                      A wszystkim osobom żyjących w udanych związkach(usankcjonowanych i
                      nieusankcjonowancyh) życzę, by trwało ono nadal.
                  • Gość: ewa Re:kasiulla IP: *.netit.se 03.02.06, 12:22
                    mąz tez moze przyjac nazwisko zony..no chyba ze w 4RP to zniosa...
              • Gość: ala Re:kasiulla IP: *.kromera.osiedla.net 03.02.06, 09:20
                Ktoś napisał że konkubina posiusiała by się z radości gdyby jej partner
                poprosił ją o rękę - najlepszym przykładem jest moja siostra, 3 razy jej facet
                zaciągną ją do USC a ona takiej histerii dostawała i tak beczała że nie udało
                mu się jej poślubić, żyją razem 11 lat, mają córkę i są szczęśliwi, nawet moi
                rodzice przyznali jej racje kiedy wytłumaczyła dlaczego nie chce ślubu,
                pozdrawiam wszystkie szczęśliwe konkubiny którym większość nieszczęśliwych
                mężatek na tym forum zazdrości
                • kiniox Re:kasiulla 05.02.06, 19:55
                  A ja się dołączam do Twoich pozdrowień i jeszcze pozdrawiam wszystkie szczęśliwe
                  mężatki, którym z kolei zazdroszczą wszystkie nieszczęśliwe konkubiny. Co za
                  dziecinna retoryka Alu :-)
              • Gość: ktkasik Re:kasiulla IP: 217.11.130.* 03.02.06, 10:36
                Żyję w związku partnerskim i na pewno nie czekam na "krok" ze strony partnera i
                nie zamierzam sikać po oświadczynach. Otwarcie rozmawiamy na temat przyszłości i
                na pewno szopki z klękaniem przy całej rodzince i robienie scen nie jest naszym
                marzeniem. Obecna sytuacja nam odpowiada a jeśli kiedyś zdecydujemy się na ślub
                (wspólnie zdecydujemy) to weźmieny go dla siebie, nie dla prezentów, tandetnego
                wesela itp. A nazwisko zachowam panieńskie i nie uważam, że to będzie problem
                dla naszych dzieci. Raczej nie będą się przejmować jak jakiś moherowy beret
                dostanie palpitacji serca...
            • Gość: paniusa Re:nancyboy IP: *.hsd1.il.comcast.net 02.02.06, 22:13
              tak drapieznie wypowiadaja sie konkubiny , ktore juz dawno stracily nadzieje na
              slub i trwaja w uzaleznieniu od czlowieka ,ktory jest... bo mu wygodnie.
              Odejdzie kiedy zwiedniesz lub zaczna sie problemy.
              • Gość: ktkasik Re:nancyboy IP: 217.11.130.* 03.02.06, 10:52
                hehe, a męża kto zmusi do tego, żeby został?? papierek? wątpię. A może dobrym
                rozwiązaniem jest kochanka? Wszystko zostaje "po bożemu".
              • Gość: ewa Re:nancyboy IP: *.netit.se 03.02.06, 12:25
                a obarczka go od tego powtsrzyma i bedzie trwal z zacisnietymi zebami... o nie,
                dziekuje...;/
            • Gość: normalna Re:nancyboy IP: 80.50.167.* 04.02.06, 14:15
              Napisałaś, że do alimentów ma prawo każda kobieta mająca dzieci z jakimś
              męzczyzną. Napisałaś każda kobieta, otóz nie. Do alimentów ma prawo dziecko
              tego męzczyzny, i to zarówno od męzą matki, jak i jej konkubenta.
              Tu właśnie sie pomyliłaś. Kobieta moze domagać się alimentów na siebie , jesli
              jest ŻONĄ.
              1) Jeśli zostawił ją męzczyzna,a rozwód jest z jego winy, to dostanie alimenty,
              na siebie.
              2).Jesli małżeństwo rozstało się bez orzekania o winie, a była zona zbiedniała
              bardzo, np. totalny brak pracy, to też dostanie alimenty :)
              3).jeśli była żona zachoruje poważnie i nie będzie mogła się utrzmywać, to też
              dostanie alimenty :) Nawet bez orzekania o winie. Obowiązek alimentacji ze
              strony bylego małżonka jest w swietle prawa pierwszy, niż alimentacji od
              rodziców , lub rodzeństwa.
              Konkubina może wnioskować o alimenty dla dziecka. Ona jest prawnie nikim dla
              swojego prtnera.
              Gratuluję zwiazku, w którym trwasz i nie wiazesz się z mężczyzną, bo masz za
              duzo do stracenia. Po co więc z nim jesteś ? Warto ?
          • Gość: ktkasik Re:nancyboy IP: 217.11.130.* 03.02.06, 08:37
            tak, tak.... poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji, terefere. Miesiąc temu
            przyjaciółkę opuścił mąż. Z dnia na dzień, nie było wczesniejszych sygnałów, że
            coś jest nie tak - szczęśliwe małżeństwo, dziecko.... Teraz wciąż mąż i ojciec
            wymiguje się od swoich obowiązków (finansowych) względem rodziny. Zanosi się na
            przykre szarpanie się w sądach. I nie widzę tu żadnej różnicy w stosunku do
            "konkubinatu" bo konkubenta też można pozwać o alimenty. A przynajmniej sprawy
            rozwodowej, która wiąże się z wieloma nieprzyjemnościami, kosztami itd. się unika.
          • Gość: Tomy Tom Re:nancyboy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:42
            Daj spokój! Przecież to tylko moda i to na dodatek szkodliwa dla kobiety.
            > Małżeństwo daje kobiecie poczucie stabilizacji, daje jej prawa, których nie
            > mają konkubiny. Męzowi nie jest tak łatwo uwolnić się od odpowiedzialności za
            > rodzinę jak konkubentowi. Oczywiście biorę pod uwagę ludzi tzw. normalnych i
            > nie myślę o względach etycznych bo to sprawa z innej bajki. Małżeństwo to nie
            > moda, ani dzisiejsza ani wczorajsza. Małżeństwo to instytucja na której
            > budowały się całe pokolenia. To tradycja, która trwa tysiące lat.



            Nie wierze, wolisz mieć pewność przez podpisy czy zyć z człowiekiem, któremu
            ufasz, bez względu czy to partner czy mąż. Kto chce niech bierze ślub kto nie,
            niech żyje tak jak chce, ale prawa powinny być takie same.
          • Gość: dziewczyna Re:nancyboy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 13:56
            Właśnie w tym dla mnie tkwi jeden z największych minusów małzeństwa- jak to
            zostało napisane- "nie jest tak łatwo się uwolnić". Skoro kogoś zadowala
            związek w którym druga strona nie chce być, a pozostaje tylko dlatego że trudno
            się z nieg uwolnić, to życzę powodzenia w zakłamanym życiu. Co to za radość z
            trzymania kogoś przy sobie na siłę, bez żadnych więzi tylko żeby udawać na
            zewnątrz że to dalej trwa.
            Kwestie finansowo-prawne i jakieś zabezpieczenie można bez problemu uregulować
            bez brania ślubu.
            Małżeństwo daje tylko złudne wrażenie że jest się bezpiecznym i często niestety
            powoduje zmniejszenie starań z obu stron.
            • Gość: chłopiec Re:nancyboy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 14:08
              brawo dziewczyna :-). Dokładnie tak jest, jezeli kocham swoja dziewczyne a ona
              mnie to po co sie nawzajem malzenstwem kaleczyc? Mąż i Żona i wsio wspolne, i
              teraz tak niech taki maz i zona w POLSCE idzie cos zalatwic, chociazby prosta
              rzecz kredyt na mieszkanie, nie ma szans (no chyba ze ona i on po co najmniej
              5K zarabiaja) a kazde z osobna? Ja zalatwilem dla nas kredyt na mieszkanie bo
              wychodzi mi 8k netto miesiecznie, moja ma tylko 1.5k. Proste. Ulgi dla
              malzenstw, to jedna wielka porazka i mydlenie oczu...
          • Gość: ania Re:nancyboy IP: *.crowley.pl 03.02.06, 15:37
            <Męzowi nie jest tak łatwo uwolnić się od odpowiedzialności za
            rodzinę jak konkubentowi>
            Odpowiedzialność to cecha charakteru niezależna od papierka "Akt Małżeństwa".
            Znam wielu "mężów" którzy mimo ślubu mają w głębokim poważaniu swoje żony i
            dzieci. Z małżeństwa poprostu trudniej się wyplątać (np. sprawa rozwodowa -
            ciągnie się i trochę kosztuje), no a faceci zazwyczaj są wygodni i jak do
            chodzi do tego, że żona mu przestaje odpowiadać to idą na łatwiznę: żona i
            tzw. "wada postawy żonatego mężczyzny" czyli dupa na boku.
            I wszyscy są szczęśliwi :) no może poza kochanką, ale to też zależy....
          • Gość: smeg Re:nancyboy IP: *.chello.pl 04.02.06, 13:30
            to śmieszne... dlaczego sytuacja niekorzystna dla kobiety..?! A co jeśli
            kobieta w tym związku więcej zarabia i mieszkanie, w którym mieszka z
            konkubentem należy właśnie do niej? przyjmijmy teoretyczną sytuację
            rozstania...
      • volga_jasnowidzaca Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 27.01.06, 15:21
        > Nie, konkubina brzmi w moich uszach lepiej niż kochanka. Kochanka to ktoś,
        kto
        > wdarł się do cudzego domu, rozwalił rodzinę, odebrał dzieciom ojca

        Nie da się wedrzeć i odbrać kogoś wbrew woli zinteresowanego. K
      • volga_jasnowidzaca Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 27.01.06, 15:22
        > Nie, konkubina brzmi w moich uszach lepiej niż kochanka. Kochanka to ktoś,
        kto
        > wdarł się do cudzego domu, rozwalił rodzinę, odebrał dzieciom ojca

        Nie da się wedrzeć i odbrać kogoś wbrew woli zinteresowanego. Facet to nie
        pacynka, ani nie bezwolne zwierze podelagące jedynie popędom. Sam zdecydował o
        opuszczeniu rodziny. Kochanka nie ma tu nic do rzeczy.
        • Gość: kobieta Re: Volga IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.06, 15:31
          A to już zależy od tego kiedy się poznali. Jeżeli po odejściu to zgoda. Ja
          piszę o przypadku kiedy kobieta wie, że facet ma żonę, dzieci a mimo
          to "wymusza na trzeciego". Zainteresowany nie wykazuje często własnej woli i to
          nie prawda, że kochanka nie ma tu nic do rzeczy. Gdyby w jej oczach żonaty
          facet nie miał płci to nie interesowałaby się nim i nie miałby do kogo
          odchodzić.
          • Gość: Echo Czasowe malzenstwo? IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 27.01.06, 15:38
            W islamie to sie nazywa "czasowe malzenstwo" ktore mozna zawrzec na okreslony
            czas: np. 20 minut, kilka dni etc.
            • Gość: Tomy Tom Co dla Was sie liczy? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:47
              Związek czy Związek Małżeński? Rozumiem, że w większości osoby opowiadające sie
              za legalizacją związku przed ołtarzem to katolicy. Czy uważacie,że bez slubu
              robicie coś złego??? Jesli sie kochacie a nie rzucacie w siebie ślubną zastawą
              to chyba nawet w opini Boga trudno coś zarzucić takiemu "wolnemu" związkowi
              (KONKUBINATOWI)
          • volga_jasnowidzaca Re: Kobieta 27.01.06, 15:44

            Ale gdyby on miał kręgosłup moralny, albo chociaz kochał tę rodzinę to by nie
            odszedł. "Do tanga trzeba dwojga". Nie wierzę w romanse "wbrew jemu":-DDDDD.
            Facet to nie dziecko, jest odpowiedzialny za swoje czyny i basta. Sami się
            uganiają za kobietami, bo żonka w domu bawi dzieci i jest "taka udmowiona".
            Słynny żart "nizła z Ciebie dupa, tylko żebyś Ty obca była".

            Kobieta nie jest winna. Ona jest wolna i ma prawo flirtować i kokietować. Facet
            jest dorosły i ma obowiązek byc odpowiedzialny za podjete decyzje (założenie
            rodziny itp).

            To samo dotyczy "uwiedzionych" żon opuszczających mężów.
            • Gość: kobieta Re: volga IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.06, 15:55
              Pewnie, że do tanga trzeba dwojga. Właśnie, DWOJGA. Pan Bóg stworzył mężczyznę
              jako prototyp człowieka, potem poprawił i z tego wyszła kobieta. Czyli co? nie
              powinna być mądrzejsza? A mądrość ta powinna podpowiedzieć jej jeszcze i to że
              skoro taki facet nie potrafi wytrwać przy rodzinie, nie jest odpowiedzialny to
              nagle się ma zmienić i z nią będzie superfacetem? Nic bardziej mylnego, jak się
              trafi okazja zrobi to kolejny raz. Jest tylu facetów wolnych,
              nieprzetestowanych, po co się rzucać na ochłapy i zbierać okruchy co to spadły
              z czyjegoś stołu? Kobieta ma prawo i flirtować i kokietować ale nie ma prawa
              zagryzać ani kogoś ani siebie. Oczywiście, że to także dotyczy
              tych "uwiedzionych" żon o których piszesz.
              • kiniox Re: volga 05.02.06, 20:16
                Nie. Nie POWINNA być mądrzejsza, chociaż MOŻE taka być. Jest to
                usprawiedliwianie mężczyzn, które w gruncie rzeczy jest dla nich obraźliwe,
                chociaż niektórym jest może na rękę. Oboje są odpowiedzialni, a ten, kto przy
                okazji krzywdzi WŁASNĄ rodzinę, jest odpowiedzialny bardziej. Bez względu na to,
                czy to kobieta, czy mężczyzna.
      • drinkit Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 27.01.06, 16:57
        Gość portalu: kobieta napisał(a):
        Kochanka to ktoś, kto
        > wdarł się do cudzego domu, rozwalił rodzinę, odebrał dzieciom ojca

        No rzeczywiście, "odebrał dzieciom ojca". Biedny, bezwolny pan dał sie omotać
        wrednej pani. Jak zwykle wina wyłączna kochanki...
      • Gość: etylkapl Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: 213.77.42.* 03.02.06, 08:08
        Gość portalu: kobieta napisał(a):

        > Nie, konkubina brzmi w moich uszach lepiej niż kochanka. Kochanka to ktoś,
        kto
        > wdarł się do cudzego domu, rozwalił rodzinę, odebrał dzieciom ojca. Konkubina
        > ma swojego faceta na stałe, tworzą wspólny dom, żyją jak małżeństwo tylko
        > ulegli dzisiejszej modzie na związki partnerskie. Nic na to nie poradzisz, że
        > półświatek lubi związki partnerskie. Oni tak żyją bezmyślnie. Ty wyjdz za
        > swojego konkubenta i będzie po kłopocie. I mama się ucieszy...
        problem w tym, że w 90% to właśnie są osoby, które mają na sumieniu rozbite
        rodziny (o ile takie mają sumienie)
      • ton Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 03.02.06, 09:24
        No cóż, akurat kochanka brzmi gorzej, ale znaczenie powinno być dużo lepsze! Kochanka to dawniej osoba kochana, choć obecnie nacisk tej "miłości" położony jest bardziej na "miłość fizyczną"...
        Więc kochanka to zarówno przygodna miłość, konkubina, "skok w bok", jak i żona. (:
    • uasiczka Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 27.01.06, 15:58
      a może kohabitat - – para żyjąca bez formalnoprawnego uregulowania związku
      (małżeństwa).
      • november11 Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 27.01.06, 16:21
        i jeszcze niech się pisze przez "ch", żeby było wiadomo, jakie uczucie ich
        łączy ;)

        uasiczka napisała
        > a może kohabitat - – para żyjąca bez formalnoprawnego uregulowania związk
        > u
        > (małżeństwa).
      • Gość: P.S.J. Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.06, 20:28
        A może konkubinat
    • Gość: sklepowa Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze. IP: *.cybernet.ch 27.01.06, 17:20
      Wszystko brzmi okropnie !

      Malzenstwo jest tez okropne:
      przypomina Malze, czy tam inne oslizle Ostrygi i Mieczaki !

      brrr...
      • chevaliere_de_la_barre Re: Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze 27.01.06, 18:01
        Gość portalu: sklepowa napisał(a):

        > Wszystko brzmi okropnie !
        >
        > Malzenstwo jest tez okropne:
        > przypomina Malze, czy tam inne oslizle Ostrygi i Mieczaki !
        >
        > brrr...

        Rozwodka?
        • Gość: sklepowa Re: Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze IP: *.cybernet.ch 27.01.06, 18:08
          Ja nie Slazaczka:

          nie roz wodka - tylko raz wodka
          • chevaliere_de_la_barre Re: Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze 27.01.06, 18:12
            Gość portalu: sklepowa napisał(a):

            > Ja nie Slazaczka:
            >
            > nie roz wodka - tylko raz wodka

            Z nocnego skladu?
            • Gość: sklepowa Re: Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze IP: *.cybernet.ch 27.01.06, 18:35
              z nocnego roz-kladu
              • chevaliere_de_la_barre Re: Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze 27.01.06, 18:38
                Gość portalu: sklepowa napisał(a):

                > z nocnego roz-kladu

                To sie kupuje lozka *Pirelli*, nie potrzeba rozkladac i wietrzy sie jak trzeba.
                • Gość: sklepowa Re: Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze IP: *.cybernet.ch 27.01.06, 19:19
                  a moze chodzilo ci o nocny sklep ?!

                  kiedys slyszalam,ze gdzies w Polsce sie mowni "sklad" na "sklep".

                  W kazdym razie "sklep" po czesku to "piwnica"...

                  "Sklepowa" to "Piwniczna" ?!

                  Ale "piwniczna" z kolei, znaczy po ukrainsku "polnocna"...

                  Nie wiem, jak sie ten wieczor skonczy...
                  • chevaliere_de_la_barre Re: Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze 27.01.06, 19:28
                    Gość portalu: sklepowa napisał(a):

                    > a moze chodzilo ci o nocny sklep ?!

                    Nocny sklad to sie nazywa melina;)


                    > kiedys slyszalam,ze gdzies w Polsce sie mowni "sklad" na "sklep".

                    Mowi sie, mowi..., dobrze slyszalas.
                    >
                    > W kazdym razie "sklep" po czesku to "piwnica"...

                    Pivnica (nie maja dabljuu) ;), to pijalnia piwa.



                    > "Sklepowa" to "Piwniczna" ?

                    Piwniczna to jest izba.


                    > Ale "piwniczna" z kolei, znaczy po ukrainsku "polnocna"...

                    Po ukrainsku to ni w zab.

                    > Nie wiem, jak sie ten wieczor skonczy...

                    Pewnie w jakims bistro :)
                    • Gość: sklepowa Re: Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze IP: *.cybernet.ch 27.01.06, 19:33
                      Melina i wszystko jasne !

                      Wyobraz sobie miec na imie Melina !

                      Jak Melina Mercouri !

                      • chevaliere_de_la_barre Re: Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze 27.01.06, 19:56
                        Gość portalu: sklepowa napisał(a):

                        > Melina i wszystko jasne !
                        >
                        > Wyobraz sobie miec na imie Melina !
                        >
                        > Jak Melina Mercouri !
                        >
                        To ja juz wole Freddy! A ty?
                        • Gość: sklepowa Re: Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze IP: *.cybernet.ch 27.01.06, 20:06
                          Queen

                          A jakby Her Majesty The Queen miala na imie Melina ?!

                          Wyglada jak sklepowa !

                          P. S.
                          Zamiast konczyc prace - tylko glupoty w glowie...
                          • chevaliere_de_la_barre Re: Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze 27.01.06, 20:19
                            Gość portalu: sklepowa napisał(a):

                            > Queen
                            >
                            > A jakby Her Majesty The Queen miala na imie Melina ?!
                            >
                            > Wyglada jak sklepowa !

                            Kapelusze ma niegustowne. Moze lepiej wygladalaby z koszem owocow ze skladu...

                            > P. S.
                            > Zamiast konczyc prace - tylko glupoty w glowie...

                            Jaki kram, taki pan ;) Trza by zamknac boutique!
                            • Gość: sklepowa Re: Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze IP: *.cybernet.ch 27.01.06, 20:25
                              Do domu musze jeszcze trafic i sie troche odswiezyc...

                              O 22:30 umowilam sie ze znajomymi na miescie.
                              • chevaliere_de_la_barre Re: Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze 27.01.06, 20:34
                                Gość portalu: sklepowa napisał(a):

                                > Do domu musze jeszcze trafic i sie troche odswiezyc...
                                >
                                > O 22:30 umowilam sie ze znajomymi na miescie.

                                Pamietasz, gdzie zaparkowalas, czy ci sie urwalo? A co sie bedziesz odswiezac,
                                co ty futro z lisow jestes? Mowilam, ze wieczor skonczy sie bystro w bistro...:)
                                To ten szpan cie tak doluje! ;)
              • Gość: Dorulka Re: Malzenstwo jest tez okropne: przypomina Malze IP: *.zeksa.koszalin.pl 03.02.06, 14:08
                he he...świetna konwersacja..Gratuluję.
                Alke przystaję, że żeby kochać, nie trzeba mieć świstka..papierku
    • kamajkore Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 27.01.06, 17:29
      Dziwne - po co podpisywałaś coś takiego? Co to kogo obchodzi z kim się mieszka, śpi i je? Nie rozumiem... :)
      Ja nie deklaruję żadnego 'konkubinatu', po prostu żyję tak, jak mi pasuje w danym momencie - a okazało się, że życie z przyjacielem pod jednym dachem jest o wiele przyjemniejsze niż samemu. Gdybyśmy mieli większe mieszkanie to może ktoś mieszkałby jeszcze z nami - kto wie :) Nie wiem dlaczego pracodawcę miałoby to obchodzić.
      • Gość: ferment Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: 87.207.204.* 27.01.06, 17:55
        • Ta okropna nazwa - KONKUBINAT!
        trini 27.01.06, 14:28 + odpowiedz

        Wczoraj, z racji możliwości otrzymania od firmy dofinansowania do wczasów,
        talonów na balony, dodatków i sratków świątecznych także dla osoby
        pozostającej we wspólnym gospodarstwie domowym, Panie z Kadr poprosiły mnie o
        złożenie oświadczenia o życiu w KONKUBINACIE. Nie cierpię tego słowa -
        uważam, że jest obrzydliwe! Kojarzy mi się z notkami w kronikach...
        • kamajkore Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 27.01.06, 17:58
          To znaczy, że jak złożę oświadczenie o życiu w 20-osobowej komunie to dofinansowanie 'wczasów rodzinnych' powinno być 20 razy większe! :)))

          • Gość: o_O Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.06, 00:07
            lol :D
    • Gość: Jorge To faktycznie okropny termin IP: *.adsl.inetia.pl 27.01.06, 18:26
      Ale nie mam pomysłu na substytut. Jednakże ludzi, którzy pozostają w takiej
      relacji powinno nazywać się: kochanek/kochanka, a nie konkubent/konkubina.
    • autenty Wspolmieszkanie. Partnerstwo. 27.01.06, 18:37
      • hurted Re: Wspolmieszkanie. Partnerstwo. 02.02.06, 21:24
        Praktyka.Teoria.
    • bitch.with.a.brain Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 27.01.06, 21:09
      Jeszcze nikt mnei nie orkeslił mianem komkubiny: wole okreslenie dziewczyna lub
      partnerka
      • Gość: jaija Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.elblag.dialog.net.pl 27.01.06, 23:43
        Właśnie, partner/ka życiowy/a to chyba najlepsze wyjście. Konkubina i konkubent
        (a nawet "konkubin", jak to mawiała Kora o swoim Kamilu Sipowiczu - "mój
        konkubin" - zgroza) to rzeczywiście słowa ohydnie brzmiące i nie najlepiej się
        kojarzące, zazwyczaj z kronikami policyjnymi i "pijanym szałem" tychże
        konkubentów.
        • Gość: m Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.06, 09:29
          Dziwne,że ludzie nie chcą nazywać spraw po imieniu. A na nazwanie spraw po
          imieniu (ktore wg nich sa oczywiscie wspaniałe) się oburzaja.
          To jak-konkubinat jest super czy ohyda?
          • Gość: Echo Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.dsl.snfc21.sbcglobal.net 28.01.06, 12:35
            > Dziwne,że ludzie nie chcą nazywać spraw po imieniu. A na nazwanie spraw po
            > imieniu (ktore wg nich sa oczywiscie wspaniałe) się oburzaja.
            > To jak-konkubinat jest super czy ohyda?

            Na tym polega polityczna poprawnosc i ZAKLAMANIE!!!
          • volga_jasnowidzaca Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 28.01.06, 13:08
            To nie ma nic do rzeczy z nazywaniem rzeczy po imieniu. Konotacja tego wyrazu
            jest taka, a nie inna. A chyba nie chcesz powiedziec że każdy konkubent dźga
            nożem konkubine w trakcie libacji?:-DDD

            Gdyby nie negatywna konotacja, nikt nie miałby nic przeciwko słowu konkubinat.
            Koniec, kropka.
            • Gość: Jorge Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.adsl.inetia.pl 28.01.06, 13:13
              Czy słowo kochanek/kochanka ma konotację mniej korzystną od konkubent/konkubina?
              Czy używanie tych słów nie było dopiero nazywaniem rzeczy po imieniu?
              • Gość: mułła Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.malbork.mm.pl 28.01.06, 18:13
                Tak, najlepiej mówmy po imieniu: że spółkujemy, a nie że się kochamy, to może
                Echo będzie zadowolona.
      • zlotoslanos Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 04.02.06, 10:08
        Z wiekiem się to zmieni :-) Zaręczam BWAB.
    • teofilka Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 28.01.06, 21:41
      ZWIĄZEK PARTNERSKI
      • Gość: van_berg Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.0507.adsl.tele2.no 03.02.06, 09:48
        Zwiazek partnerski- w Norwegii to okreslenie na udokumentowany zwiazek miedzy 2
        kobietami lub 2 mezczyznami,
      • Gość: van_berg Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.0507.adsl.tele2.no 03.02.06, 10:15
        Zwiazek partnerski - partnerskap, w Norwegii to okreslenie na udokumentowany
        zwiazek zawarty miedzy 2 kobietami lub 2 mezczyznami.
        Zwiazek malzenski - ekteskap, ekte=prawdziwy, å ekte-zenic sie/wychodzic za maz
        Konkubin/konkubina - samboer - zamieszkujacy razem
    • renebenay Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 29.01.06, 10:09
      Ja bym dal-kohabitat=( konkubinat).
    • renebenay Re: KOHABITAT 29.01.06, 10:10
    • miszi PACS 02.02.06, 20:06
      We Francji istnieje ukochany przez rzesze ludzi PACS czyli Pacte Civil de
      Solidarité, umozliwia on dwom osobom, ktore nie chca lub nie moga wziac slubu
      prowadzenie wspolnego gospodarstwa domowego: wspolne konta, rozliczanie z US,
      renta posmiertna, ubezpieczenie etc. Niestety, obawiam sie, ze w Polsce by to
      nie przeszlo...
      • lagardere Re: PACS 02.02.06, 20:10
        miszi napisała:

        > We Francji istnieje ukochany przez rzesze ludzi PACS czyli Pacte Civil de
        > Solidarité, umozliwia on dwom osobom, ktore nie chca lub nie moga wziac slubu
        > prowadzenie wspolnego gospodarstwa domowego: wspolne konta, rozliczanie z US,
        > renta posmiertna, ubezpieczenie etc. Niestety, obawiam sie, ze w Polsce by to
        > nie przeszlo...

        Matko Boska jak ja slysze Pak, to mi od razu Politique agricole commune
        przychodzi do glowy i mam dreszcze....;)
        • Gość: gp Re: PACS IP: *.nyc.res.rr.com 03.02.06, 01:21
          HAHAHAHAHA)))))
          W samo sendo trafiasz))))
          Strasznie mi sie to podoba bo oddaje rzeczywistosc.
          Gratki!
      • Gość: grzybek Re: PACS IP: *.man.bydgoszcz.pl 02.02.06, 20:12
        dobry pomysł, miło by było, ale w obecnym stanie naszego kraju, zapomnijmy o
        zrównaniu zwiazków partnerskich do małżeńskich, prędzej nastapi regres :(
        • joula Przyjaciolka dla wielu kojarzy sie tylko z jednym. 02.02.06, 20:22
          Kiedys mialam bardzo nieprzyjemna sytuacje w zwiazku z zastosowaniem
          "dwuznacznego" slowa "przyjaciolka". Razem ze znajomymi ze szkoly jezykowej
          postanowilismy spotkac sie w knajpie. Przyjaciele ze szkoly jezykowej, ze
          wszystkich stron swiata. Kazdy wydzwanial do znajomych, ktorych mial namiary. Mi
          przyszlo zadzwonic do kolegi z Kuby. Jego zona Szwajcarka, jak pozniej
          uslyszalam byla slynna z atakow zazdrosci o swojego czarnoskorego meza.
          Zadzwonilam do niego i akurat jego zona odebrala. Powiedzialam jej, ze planujemy
          spotkanie klasowe i chcialabym porozmawiac z jej mezem. Spytala sie mnie kim
          jestem, a ja odpowiedzialam po angielsku, ze przyjaciolka Cezara (jej meza).
          Kobieta dostala szalu i krzyknela, abym nie wazyla sie wiecej do niego zwonic.
    • Gość: styngiel Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 20:21
      Wczoraj w godzinach rannych moja konkubina Zofia Wypych wyszla po "dykte" do
      meliny, w celu przedłużenia libacji alkocholowej, która trwała nieprzerwanie
      cztery dni. Na zakup tegoż trunku zabrała z naszych wspólnych zasobów
      finansowych 5zł; Mineły cztery dni i do tamtej pory nie powróciła, upewniwszy
      się ze nie przebywa u Ryśka Z. psełdonim "Żbik". Wszczołem poszukiwania
      zaginionej. Jeżeli ktokolwiek, kiedykolwiek i jakkolwiek widział zaginioną
      proszę o kontakt (nie chodzi o nia lecz o te 5zł; które zabrała). Zygmunt B.
      psełdonim "Śtyngiel". Suków-Babie 45.
    • Gość: ewa Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.gizycko.mm.pl 02.02.06, 20:41
      dobra nazwa dla stanu w jakim żyje mój były juz mąż z kochanką teraz według
      prawa konkubiną
    • Gość: Waldi Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.acn.waw.pl 02.02.06, 20:59
      Dla męźczyzny proponuję waginek, a dla kobiety - peniska. Słodko, prawda ?
    • Gość: ewa Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 21:01
      oj kobieto.Okropne to jest to,że nie przeszkadza ci fakt bycia kochanką. O
      tempora o mores- baby to już nawet wstydu nie mają. Byle portki, byle łóżko,
      moralność to temat tabu. To jak taką nazwać? Konkubina to bardzo delikatne
      słowo. Inne jest mocniejsze też na k.....
      • Gość: szadoka Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: 212.160.172.* 03.02.06, 09:03
        o bardzo Cie przepraszam. Ja mieszkam z moim niemezem juz od 6 lat,a mam
        nadzieje, ze jez na zawsze, w tym czasie nie mialam nawet jednego spotkanaia
        sam na sam z innym mezczyzna. Czy to , ze nie mamy slubu (ale prowadzimy
        wspolny dom) kwalifikuje mnie do miana tego drugiego na "k"???? Wypraszam
        sobie.
        I zgadzam sie, konkubinat brzmi okropnie. Tak samo jak partner/partnerka. I nie
        wiem czy do osob po trzydziestce jeszcze pasuje chlopak/dziewczyna.
        Ja o moim niemezu mowie "mezczyzna mojego zycia".
    • Gość: Peter Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 21:13
      Szukanie eufemizmów dla słowa konkubinat jest próbą przyzwyczajenia
      społeczeństwa, że jest to norma. Zdrabniamy jak nikt. To może jeszcze znajdziemy
      jakieś inne słowo na pojęcie morderstwo, gwałt, kradzież, pedofilia? Nie jestem
      przeciwnikiem konkubinatu, czy też jak kto woli związku partnerskiemu, sam w
      takim pewnie będę uczestniczył, ale na Boga, nie wpadajmy w manię kształtowania
      w umysłach młodych ludzi, że takie zachowania są moralnie czy też kulturowo
      normalne. Bo do tego sie to sprowadza. Chętnie popolemizuję, ale nie tutaj.
      pan-kreatywny.o2.pl
      • pezetpeer Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 02.02.06, 21:21
        pomijajac kwestie czy konkubinat jest OK czy nie...czy nazwa brzmi OK czy
        nie...to moze nalezy uszanowac tradycje od czasow rzymskich tak ow zwiazek
        nazywającą...no chyba ze wstapicie do PZPR, bo to awangarda ludu miast i wsi -
        kc-pzpr.webpark.pl
        • Gość: K? Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 21:30
          Jestem po rozwodzie. Związałam się z kimś, ale doświadczenie życiowe powoduje,
          że staram sie być ostrożna. Chce poznać, potrzebuję czasu. Czy żyjąc ze swoim
          Mężczyzną jestem Twoim zdaniem k..?
          • Gość: K? Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 21:32
            To było do eva
      • Gość: irena_ochodzka Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 02.02.06, 21:33
        Tak zwana "szkodliwość społeczna" konkubinatu w porównaniu do morderstwa czy
        gwałtu jest chyba zasadnicza...więc przykład przytoczony przez poprzednika jest
        daleko idącym nieporozumieniem...
        • stara_lampucera Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 02.02.06, 21:39
          jak mówię o lubym "niemąż" lub "współspacz" - wszyscy wiedzą o kogo chodzi.
          Obawiam się jednak, ze formalne i oficjalne długo jeszcze nie będzie możliwości
          oprawienia w jakieś ładniejsze ramki tego strasznego słowa na k....pozdrawiam,
          • Gość: toksol Re: proponuję Bin i Bina! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 22:46
            Słowo to tylko dźwięk. Brzydko brzmi bo sie brzydko kojarzy. Ale tu jest także
            problem w jego długości. Proponuje zdrobnienie tego słowa (konku)Bina i (konku)
            Bin. To moja bina a to mój bin.
            Co wy na to?
            • Gość: soldek Re: proponuję Bin i Bina! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 22:50
              To niezłe. W binie jest coś podwójnego, więc dobre dla określenia kogoś
              żyjącego w parze. System binarny???
        • Gość: yola Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 21:40
          Ludzie przecież to tylko nazewnictwo! O co tyle szumu? Czemu nie mówicie o
          miłości, dawaniu sobie szczęścia? Tej która zakładała ten wątek nie chodziło o
          moralizowanie tylko o słowo. Żyjemy tak, bo jesteśmy szczęśliwi w takich
          związkach. Nie krytykujcie nas. Nie robimy Wam niczego złego. Chcemy się tylko
          w świetle prawa ładnie nazywać:)
          • irena_ochodzka Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 02.02.06, 21:57
            podobno znaczny odsetek naszego społeczeństwa ma problemy z rozumieniem słowa
            pisanego....
            a przecie każda okazja jest dobra, żeby popluć żółcią i jadem...
      • Gość: FRN Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.koszalin.sdi.tpnet.pl 02.02.06, 22:17
        > takim pewnie będę uczestniczył, ale na Boga, nie wpadajmy w manię kształtowania
        > w umysłach młodych ludzi, że takie zachowania są moralnie czy też kulturowo
        > normalne. B

        A to nie sa normalne?
        Dotychczas slyszalem ze homoseksualizm nie jest normalny :) A tu ze konkubinat
        tez nie. Co jutro bedzie nienormalne jeszcze?
    • Gość: konkubina Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: 82.160.8.* 02.02.06, 21:41
      A wiecie co ja mysle?
      Ze lepszy dobry konkubent niz byle jaki maz.Ot i wszystko.

      Jestem szczesliwa KONKUBINA i wszystkim zona i meza zycze chociaz polowe tego
      szczescia w malzenskim stadle.

      Pzdrawiam cieplutko.
      • Gość: Yola Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 21:44
        Masz rację! A może ta krytyka to zazdrość? Niejeden z nich teżby tak chcial,
        ale jest za późno?
        • kiniox Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 05.02.06, 20:44
          Konkubinie dziękuję za życzenia. Sama byłam niedawno konkubiną, panicznie
          przerażoną na myśl o małżeństwie. Teraz jednak, w wyniku różnych wydarzeń, o
          których nie mam zamiaru się rozpisywać, jestem żoną. Dziękuję za życzenia, bo
          były skierowane do wszystkich żon i mężów. Ze swojej strony jednak mogłabym Ci
          życzyć tego samego, droga konkubino. Nie masz pojęcia o tym, jak bardzo jestem
          szczęśliwa w moim małżeństwie. Być może połowa Twojego szczęścia byłaby tylko
          jedną czwartą mojego. Więc dziękuję za życzenia, ale ich nie chcę.
          Zakładanie, że małżeństwo = brak szczęścia i miłości, to nieporozumienie. Sama
          kiedyś tak myślałam. W rzeczywistości są tylko złe i dobre związki, i jest ich
          mniej wiecej po tyle samo wśród konkubinatów i małżeństw. Tylko złe związki,
          zwłaszcza małżeństwa, są bardziej widoczne. Po prostu zły konkubinat rozpadnie
          się szybciej niż złe małżeństwo. Jest to plus dla konkubinatu u tych osób, dla
          których najbardziej liczy się miłość. Minus u tych, które bardziej cenią sobie
          inne wartości. Mówi się, że ludzie szczęśliwi nie mają historii. To dlatego mało
          się słyszy o szczęśliwych małżeństwach i w ogóle o szczęśliwych ludziach. Ale to
          nie znaczy, że takie związki i osoby nie istnieją.
          A co do tematu wątku - według mnie sami tworzymy rzeczywistość. Mój konkubinat
          był cudowny, więc miałam w nosie, jak się innym kojarzy to słowo. Fakt był
          faktem. Byłam konkubiną i byłam z tym bardzo szczęśliwa.
      • Gość: KONKUBINA TEZ Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: 82.160.8.* 02.02.06, 21:50
        Ludzie, ja nie namawiam, ale wierzcie mi macie nam czego zazdroscic.

        :))))))))))
        • lilith_18 BĘKARTY.... 02.02.06, 22:23
          Zgadzam się że słowo "konkubinat" kojarzy się z kronikami. Zawsze się śmiałam z
          rodziców, że w kronikach mogliby napisać np "Kazimierz K. wpadł do mieszkania
          swojej konkubiny Jolanty W. pobił ją po czym rzucił jej dzieckiem o ścianę"

          Swoją drogą zawsze podobał mi się też mój status, "dziecka z nieprawego łoża"
          czy też "bękarta". KOBKUBINA wam się nie podoba?? A Bękart to niby lepiej?

          Od razu piszę, że ja nigdy nie byłam za tym żeby moi rodzice się pobrali, są w
          swoim związku już ponad dwadzieścia lat (ja mam 19, a mój brat 15)i w oczach
          większości ludzi są małżeństwem. Wszyscy dziwią się niepomiernie ,gdy mówię że
          to konkubinat, nikt nie wierzy.
          Można mówić że małżeństwo pomaga przetrwać w kryzysie, ale moi rodzice kłócili
          się już wielokrotnie i gdyby byli małżeństwem pewnie wzieliby rozwód. Nie
          wzieli, bo nie mogą, nie są małżeństwem ;) Nie piszę tego jako niedojrzała
          dziewczyna, która nie zna się na życiu. Znam moich rodziców i wiem jacy są.

          Ostatecznie powiem tak, od dziewiętnastu lat jestem członkiem wspaniałej
          rodziny. Rodziny, choć wielu chciałoby nam odebrać takie miano. Ostatnio mama
          zastanawia się czy nie wyjść za ojca. Nagle zrobiła się romantyczna? Nie, ja
          jestem pełnoletnia więc mama straci jakieś tam ulgi podatkowe, bycie "samotną
          matką" przestanie się opłacać, a jeśli zostanie żoną mojego ojca, to w razie
          jego śmierci będzie miała prawo do jego wysokiej emerytury. Szkoda byłoby jednak
          po tylu latach stracić możwość do oglądania wyrazu twarzy "moherowych beretów"
          gdy wspominam o moich rodzicach.
          Mówicie że to nie szokuje? Przytoczę więc na koniec wypowiedź pewnego księdza,
          który był na kolędzie 18 lat temu u mojej mamy, a tata był akurat w pracy wtedy:
          "Może pani zostawi dla dobra dziecka tego mężczyznę i zostanie samotną matką,
          żeby nie żyć w grzechu.. dla dobra dziecka"
          Matka postąpiła więc "dla mojego dobra"- wykopała księdza z domu mówiąc
          niewybrednie by się więcej nie pokazywał.

          • Gość: P.S.J. Re: BĘKARTY.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 22:45
            E, nie trzeba zaraz "bękarty", jest ładne słowo na takie dzieci - "bastardzi".

            Mi tam konkubinat bardziej kojarzy się z antykiem rzymskim, niż z kronikami
            policyjnymi. Ładne słowo, i od razu wiadomo, o co chodzi, wymawianie "kohabitat"
            jest znacznie mniej wygodne i ...brzydsze. W języku polskim.
            • lilith_18 Re: BĘKARTY.... 02.02.06, 23:04
              Bastardzi... ślicznie... może powiem rodzicom że od dzisiaj jestem Bastardem...
              będzie jak znalazł na następną wizytę u rodziny pod znakiej ojca dyrektora
              • Gość: qwsz Re: BĘKARTY.... IP: *.aster.pl 03.02.06, 00:07
                Bastard to osoba poczęta przez kogoś z arystokracji z osobą z gminu. Np.
                dziecko poczęte ze związku Pana z pokojówką
                • Gość: P.S.J. Re: BĘKARTY.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 08:57
                  Bullshit, "bękart" to po prostu bardziej "słowiańska" wersja romańskiego
                  "bastarda". Dziecko z nieprawego łoża, po prostu. A że w "gminie" prawość
                  pochodzenia przy nikłym majątku własnym (brak ziemi) nie miała takiego
                  znaczenia, to inna sprawa.
          • Gość: Tomek Re: BĘKARTY.... IP: *.dsV.agh.edu.pl 03.02.06, 01:32
            Tylko dlaczego tego samego ksiądz nie mówi katoliczkom, których dzieci są bite i
            z tego powodu mają nerwice, problemy zdrowotne i nieszczęśliwe życie. Ale to
            przecież pełna rodzina! Mąż, żona i dzieci! To prawdziwie katolicka rodzina!
            Tylko czy mąż zapomniał, że przysięgął dbać o żonę, a nie ją bić?

            Mam ponad 20 lat, kończę studia i gdyby matka tej cholery mojego ojca z domu nie
            przegnałą stałbym pod budką z piwem ukończywszy pewnie zawodówkę. To jest polska
            moralność, katolicka moralność... Mąż żone może bić, ale w niedzielę do kościoła
            razem pójść muszą... bo mąż przeprosił, po raz który? Ale na szczęście powoli
            zaczyna się to zmieniać w psychice niektórych. A wiele osób już myśli inaczej.
            nie dajmy się schematom, tak było i tak ma być. Czasami nowe jest lepsze.
          • kiniox Re: BĘKARTY.... 05.02.06, 20:56
            Bardzo piękna historia. Opowiem Ci też inną. Moi rodzice pobrali się prędzej,
            niż udało im się wypowiedzieć "abra-kadabra". Dzisiaj są już ze sobą ponad
            trzydzieści lat. Jeszcze ze dwa lata temu nakryłam ich, jak się całowali gdzieś
            w kącie za szafą. Nie mieszkam już z nimi, ale moje wspomnienia z domu, to
            rodzice biegający dookoła stołu i bawiący się w berka. Mama trenująca na tacie
            ciosy karate z okrzykami wojowniczych żółwi ninja i tata, który łaskocze mamę
            tak, że ona aż dusi się ze śmiechu. Czy małżeństwo musi wykluczać miłość,
            radość, pozytywne emocje, wzajemne zainteresowanie? Bałam się małżeństwa, bo
            bałam się, że nie uda mi się stworzyć takiego związku. Związku opartego na
            miłości, czyli jedynego, o jaki według mnie warto walczyć. To chyba trudniej
            osiągnąć w małżeństwie, ale jeśli się uda - co za sukces! Dlatego ja z kolei
            uwielbiam miny niedowiarków i tych bardzo ostrożnych, kiedy mówię im o miłości w
            małżeństwie, która trwa od ponad 30 lat.
    • Gość: Ksantypa Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 22:14
      Ja natomiast lubię to określenie za jego dosadność i nieowijanie w bawełnę.
      Przez wiele lat nak nazywałam swojego partnera. Raz nawet wprawiłam w
      osłupienie panią listonoszkę która przyniosła list polecony. Przesyłkę
      odebrałam i podpisałam swoim nazwiskiem i na pytanie "Kim pani jest dla tego
      pana?" powiedziałam "konkubiną". Pani długopis zamarł w powietrzu i
      odparła "Eee, nooo, no tak". Ale list dała. Po ślubie nazwiska zostały różne i
      dalej muszę tłumaczyć kim jestem dla tego pana, ale nie jest to już tak
      spektakularne. Pozdrawiam.
    • Gość: Obserwator Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: 193.29.207.* 02.02.06, 22:36
      Po prostu żyj normalnie jak od pokoleń żyją ludziei nie szukaj zamienników dla
      znaczeń. Małżeństwo to małżeństwo, konkubinat to konkubinat, a pedał to pedał.
      • Gość: mela-blonda Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 00:58
        A głupek to głupek.
        Fakt.
    • Gość: m Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 22:39
      można stosować też wolny związek - choć dla mnie to sprzeczność, bo albo związek
      albo brak zobowiązań :)
      • lagardere Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 02.02.06, 22:45
        Gość portalu: m napisał(a):

        > można stosować też wolny związek - choć dla mnie to sprzeczność, bo albo
        związe
        > k
        > albo brak zobowiązań :)

        Masz racje! Zwiazek moze byc luzny badz niezalezny ale nie wolny, bo jak
        zwiazane zeby uwolnic, wiadomo, trzeba rozwiazac ;) Na 'chlopski' rozum ;)
        • lilith_18 Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 02.02.06, 22:55
          pedał to pedał, rower to rower a bękart to bękart? Przezabawne.....

          Przodownicy pracy, moher nadchodzi!!
        • lagardere poprawka 02.02.06, 23:09
          lagardere napisała:

          > Gość portalu: m napisał(a):
          >
          > > można stosować też wolny związek - choć dla mnie to sprzeczność, bo albo
          > związe
          > > k
          > > albo brak zobowiązań :)
          >
          > Masz racje! Zwiazek moze byc luzny badz niezalezny ale nie wolny, bo jak
          > zwiazane zeby uwolnic, wiadomo, trzeba rozwiazac ;) Na 'chlopski' rozum ;)

          Zapomnialabym: 'niebezpieczny', tez moze byc! ;)
      • praptak Re: Ta okropna nazwa - KONKUBINAT! 03.02.06, 09:50
        > można stosować też wolny związek - choć dla mnie to sprzeczność, bo albo związe
        > k
        > albo brak zobowiązań :)

        Ale przecież wolny związek to co innego niż konkubinat. Wolny związek oznacza,
        że ludzie czują się jakoś związani, ale uzgodnili że mogą sypiać z innymi
        osobami. Nawiasem mówiąc, nie wyklucza to bycia małżeństwem ;-)
        Konkubinat oznacza tylko bycie ze sobą bez ślubu i może, ale nie musi oznaczać
        wolnego związku - podobnie zresztą jak małżeństwo.
    • Gość: lil ZWIAZEK PARTNERSKI! IP: 128.61.146.* 02.02.06, 23:04
      Ja mam dokladnie te same skojarzenia i tez bardzo tego nie lubie. A przeciez to
      po prostu PARTNER i ZWIAZEK PARTNERSKI. Pozdrawiam i podzielam inicjatywe. Tez
      chce zmiany! :)
      (a za maz wyjde jak bede chciala)
      • Gość: m Re: ZWIAZEK PARTNERSKI! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 12:07
        ale związek partnerski to pojęcie niejednoznaczne.

        to małżeństwo nie jest związkiem partnerskim?

        a w ogóle, jeżeli mówić o kimś partner czy partnerka - to nie wiadomo czy chodzi
        o partnera np. do gry w tenisa czy partnera życiowego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka