Dodaj do ulubionych

to zenujace

16.11.09, 14:45
zeby uniewzniac sluby koscielne.

W tym roku, w czerwcu, lipcu, sierpniu, wrzesniu i pazdzierniku,
slub koscielny wzielo ok. 6 moich znajmoych. Ze szkoly podst. z
liceum. Wszyscy koscielny. Patrząc na nich, z duża dozą krytycyzmu,
wiem juz teraz, że przed 30stką 2, 3 pary rozwiodą się. krOtko sie
znali, nie mieli nikogo wczesniej, pierwsze związki, chwycili byka
za rogi, no i te zareczyny, ktore teraz nagminnie wszyscy robią.
Dla mnie to byla farsa. Tacy slodko-zakochani. Tylko jedna para byla
ze soba juz od 10 lat. Reszta do 5. Zastanawiam się, skad ten nagly
tlum do olatarzy? Obnoszenie sie z piersionkaki, chec gratulowania.
Widze tych ludzi, nam teo soby i one sie 'wizualnie' kontrastują.
Ot chlopaczek, ktory nigdy nie mogl sobie.. i dziewczyna która
obraża sie za byle co..jak mala dziewczynka.

Uwazam, ze tacy ludzie powinni brac odpowiedzialnosc za sowje czyny.
I tak. np. zdrade przebaczac, alkoholizm leczyć, z agresji
wyprowadzać. A rozowdy powinny byc niedopouszczalne!!!!! Zwlaszcza
sakramentalne.
Obserwuj wątek
      • cleer13 Re: to zenujace 16.11.09, 15:22
        A ja tam myślę, że nie da się wyrokować i takich kategorycznych
        wyroków ogłaszać. Znam co najmniej kilka par, ktore pobrały się bo
        dziecko w drodze ( kiedyś to był powód) znali się parę miesięcy,
        czasem krócej, mieli po 20 lat- zupelnie niedojrzali do podejmowania
        takich ważnych decyzji. Mieszkali w róznych miastach, więc
        praktycznie się nie znali. A jednak.... minęło 20 parę lat i są ze
        sobą i to z przyjemnościa. A są tez pary i taklie - mieszkali ze
        sobą kilka lat w końcu zdecydowali się na ślub, dziecko - i
        rozwiedli się w kilka miesięcy poźniej. A wydawało się ze są zgrani,
        dobrani, dogadani itd. Nie ma recepty....
        A rozwody sakrametalne .... bzdura...
    • a.niech.to Re: to zenujace 16.11.09, 15:18
      Młodzi pędzą za mirażem wykreowanym przez kolorową prasę, komedie
      romantyczne i inne takie pazłocia. Życie nie da się jednak oszukać,
      więc - rozwód.
      • nangaparbat3 Re: to zenujace 16.11.09, 18:02
        a.niech.to napisała:

        > Młodzi pędzą za mirażem wykreowanym przez kolorową prasę, komedie
        > romantyczne i inne takie pazłocia.

        Tylko po jakie licho mieszac do tego Pana Boga?


        Życie nie da się jednak oszukać,
        > więc - rozwód.

        Nie, nie rozwod - stwierdzenie niewaznosci małzeństwa. Wyzsza szkola jazdy.
        najwyzsza.
        Rozwod to przy tym miniminipikusiatko.

        --
        "Mrówki są tak liczne, że swoją wagą dorównują wadze całej populacji ludzi."
        • krezzzz100 Re: to zenujace 16.11.09, 20:07
          >Nie, nie rozwod - stwierdzenie niewaznosci małzeństwa. Wyzsza szkola >jazdy.
          Vnajwyzsza.
          VRozwod to przy tym miniminipikusiatko.

          He, to mój konik. Zawsze mnie intrygowała zdolność katolików do aprobowania
          rozwodów i udawania czegoś przeciwnego))))) Katolik bowiem nie jest przeciw
          rozwodom, może zawrzeć i 20 małżeństw cywilnych i odbyć tyleż procedur
          rozwodowych, by później zawrzeć kolejne- tzw. sakramentalne. Bo to bowiem nie
          chodzi o rodzinę i o dzieci, tych może mieć multum i z różnych związków, byle
          nie "nabył" kolejnego sakramentu. Czyli: chodzi o ochronę sakramentu, nie zaś
          małżeństwa i rodziny.

          Przyjemna jest też instytucja "przywileju pawłowego". Małżeństwo tzw naturalne
          można rozwiązać tylko dlatego, że żona/mąż nie chce przejść na katolicyzm i
          zawrzeć kolejne- sakramentalne. Fajne, nie?

          Prawo cywilne nie tworzy gradacji związków, związek to związek, rozwód to rozwód.

          Wychodzi na to, że sakrament ważniejszy od związku. Rozwodnik sakramentalny
          lepszy od rozwodnika niesakramentalnego. itd itd.

          Żeby nie było- sama ów sakrament nabyłam. Niestety.
          • nangaparbat3 Re: to zenujace 16.11.09, 20:39
            Ja nie, choc w pewnym momencie, za sprawą niezwykle madrego ksiedza, mialam
            wielka ochotę. Ale Ex nie chciał.Dzieki niemu moge jeszcze sakramentalnie
            poslubic bogobojnego prawiczka w wieku odpowiednim - co o tym pomyślę, to czuje
            sie lepsza.

            Moj konik to prawowitosc dzieci poczetych w zwiazku, ktorego nie bylo. Bo:
            malzeństwo było niewazne, ale dzieci są jak najbardziej slubne. Mnie sie to
            nawet bardzo podoba, bo chroni dzieci. Ale logika tegoz jest dla mnie niepojeta.
            --
            "Mrówki są tak liczne, że swoją wagą dorównują wadze całej populacji ludzi."
            • tricolour Ja też nie rozumiem... 16.11.09, 20:46
              ... jak można nie rozumiec tak trywialnej rzeczy: wycieczki nie swoim
              samochodem są tak samo cudne i zajmujące.

              Można jechać cudzym, można swoim autem, a widok ten sam. Naprawdę tego nie
              możesz pojąć?
                  • krezzzz100 Re: O cywilnym w ogóle nie ma co mówić... 16.11.09, 21:57
                    A czymu nie ma co mówić, hę? Związek to związek, ślub to ślub- nie można
                    stwierdzać jego nieważności, chyba że byłby zawarty drogą przestępstwa, ale
                    nawet i na to istnieje określona karencja. Można co najwyżej- rozwiązać
                    małżeństwo, czyli orzec rozwód.

                    Reszta- to hipokryzja.
                      • krezzzz100 Re: Sakrament ma wymogi formalne... 17.11.09, 09:16
                        Ależ ja tego nie neguję. Niech kto chce ustanawia sobie sakrament nawet dla
                        akcji grabienia ogródka. Zapewne można p[otem dowodzić, że się jednak grabiło
                        niedostatecznie sakramentalnie, czyli sakrament grabienia nie zaistniał))))Można
                        wtedy akcję sakramentalnego grabienia zaliczyć po raz kolejny- znaczy kolejny
                        jako pierwszy niekolejny)))))))))))))

                        Mnie chodzi o wartościowanie. Zwłaszcza to w przestrzeni publicznej. Rozwody są
                        be. Znaczy te cywilne. Kolejne związki małżeńskie są be. A przecież wystarczy
                        "niedopełnić formalności", by zaliczyć małżeństwo bez zaliczenia sakramentu. I
                        tak można w kółko zaliczać kolejne małżeństwa. Bo nie zaistniał sakrament. Ale
                        małżeństwo zaistniało.
                        Wychodzi na to, że małżeństw można mieć kilka, byle sakrament jeden.

                        Żeby było jasne- nie mam nic przeciw wielości małżeństw. Tylko po co
                        wartościować, że powtórne związki świeckie są złe, a te zawierane po
                        unieważnieniu sakramentu są ok?
                          • krezzzz100 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:10
                            Dam dwa przykłady. Pierwszy- z encykliki Casto Connubi (1930), która OBOWIĄZUJE,
                            drugi z praktyki przestrzeni publicznej.
                            Ad.1. CC 614 2236-2244: „ Jeżeli zachodzą wyjątki, chociaż bardzo rzadkie, w
                            odniesieniu do trwałości małżeństwa, jak np. w niektórych* małżeństwach
                            naturalnych zawartych jedynie między niewierzącymi** lub pomiędzy
                            chrześcijanami, jeśli chodzi o małżeństwa wprawdzie zawarte, ale jeszcze nie
                            dopełnione, to wyjątki te są niezależne od woli ludzi, ani też od jakiejkolwiek
                            władzy czysto ludzkiej, lecz od prawa Bożego, którego jedynym stróżem i
                            tłumaczem jest Kościół Chrystusowy”.
                            *przywilej pawłowy
                            **wszyscy ochrzczeni, bez względu na to czy czują się członkami krk czy też nie

                            Ad. 2. Odrzucenie przez Watykan kandydatury Denisa Tillinaca na ambasadora
                            Francji OFICJALNIE ze względu na to, że jest rozwodnikiem, oczywiście- cywilnym.

                              • krezzzz100 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:20
                                Łomatko, Mola. Jeżeli krk twierdzi, że władzę nad NIEROZERWALNOŚCIĄ małżeństwa
                                ma wyłącznie prawo BOSKIE (tu: kanoniczne),także w odnisieniu -zważ: małżeństwa
                                naturalnych a także tych, którzy są ochrzeczeni ale odeszli od kościoła, dalej:
                                twierdzi, że naruszanie tejże nierozerwalności to domena GRZECHU, to co z tego
                                wynika? Nie mów, że nie rozumiesz.
                                To przecież na tej zasadzie kościół WALCZYŁ przeciw PAŃSTWOWYM zapisom prawa
                                dotyczącym rozwodów.
                                • mola1971 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:30
                                  Krezzz, po pierwsze WALCZYŁ. Czas przeszły.
                                  Po drugie nie chodzi o zaprzeczenie nierozerwalności małżeństwa tylko o stwierdzenie, że nigdy nie zostało zawarte. Bo w momencie zawierania zaistniały czynniki, które "prawomocne" zawarcie uniemożliwiły.
                                  --
                                  internetbezchamstwa.pl
                                  • krezzzz100 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:36
                                    Ależ nadal walczy! Tylko przegrywa)))))))

                                    Hehehe, czynniki prawomocne, powiadasz- checne to, ale nie o tym teraz. JA NIE O
                                    TYM, kurde, Mola. JA o tym, że ZA TO SAMO w odniesieniu do prawa świeckiego
                                    stosuje kategorię ZŁA, ZUUUA smile))))
                                    • mola1971 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:43
                                      Krezzz, no właśnie, że nie smile
                                      No gdzie i kiedy za TO SAMO zastosowano inne kryteria??? Bo ja nadal nie rozumiem. To, że ktoś nie mógł zostać ambasadorem bo był rozwiedziony? To konsekwencja jego wyboru tylko. Znasz przypadek gdy będąc rozwiedziony w takich samych okolicznościach mógł?

                                      I teraz to już Kościół nie walczy z rozwodami. Zrozumieli, że to Kościół jest dla ludzi a nie odwrotnie. A poza tym ktoś na tacę musi dawać wink))
                                      --
                                      internetbezchamstwa.pl
                                      • krezzzz100 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:49
                                        Mola, ni mogę... wybrał, że go odrzucą jako kandydata? Wszyscy są równi wobec
                                        prawa, rozumisz? Rozwiedzieni i nierozwiedzeni. Dlatego MOGĄ być ambasadorami.
                                        Nie to kryterium decyduje.
                                        • mola1971 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:53
                                          No aż tak dobrze to nie ma. Wcześniej pisałaś o nierównym traktowaniu osób
                                          rozwiedzionych, teraz piszesz o czymś innym. Rozwiódł się i w ten sposób również
                                          wybrał czy raczej zdecydował, że z tego powodu mogą go spotkać pewne
                                          ograniczenia. Nie można zjeść cukierka i mieć cukierka. To dość proste akurat jest.
                                          --
                                          internetbezchamstwa.pl
                                        • tricolour Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 14:56
                                          ... i to jest rzecz jak najbardziej naturalna.

                                          Nie ma żadnej dyskryminacji rozwodnika, któremu odmówiono wysokiego stołka
                                          tak samo jak nie dyskryminacji biedaka, który leży na szpitalnym
                                          korytarzu, a inni mają lepiej.
                                            • insula.incognita Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 15:08
                                              No nieeeeeeee.
                                              Padłam normalnie smile
                                              Nie można porównywać rzeczy nieporownywalne przecież!
                                              Wobec prawa cywilnego może i nie, ale wobec Boga - owszem.

                                              --
                                              "Ja jestem afro-polką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży
                                              masońskiej."
                                              (by Szymon Majewski Show).
                                                • insula.incognita Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 15:17
                                                  Molka, ależ nie chodzi tu o wybór że się rzozwódł czy nie (choć wiedział, że jak
                                                  sie rozwiedzie, to nie może się starać o stanowisko - tu z Toba sie zgadzam).
                                                  Ja mówię o równym prawie krk w traktowaniu swoich czlonków - że w tamtym
                                                  przypadku - gościowi odmowiono stanowiska, bo się rozwiódł ( i to był powód),
                                                  ale dla zwykłych smiertelnikow - zawieranie ponowne małżenstw sakramentalnych
                                                  (którzy wczesniej je "uniewaznili") - to picuś glancuś smile
                                                  I tu Krez ma rację jak najbardziej, moim zdaniem. Bo tu JEST zgrzyt.



                                                  --
                                                  "Ja jestem afro-polką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży
                                                  masońskiej."
                                                  (by Szymon Majewski Show).
                                                  • krezzzz100 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 16:16
                                                    Tak, o tomi chodzi też. Ale także o to, że NIE MOŻNA w stosunku do wypełniania
                                                    funkcji publicznych stawiać kryteriów zależnych od osobistych życiowych decyzji.
                                                    Czyli: funkcja ambasadora nie wymaga określania się jako rozwodnika czy też
                                                    nierozwodnika.
                                                  • tricolour Ja uważam inaczej... 17.11.09, 16:20
                                                    ... i łączę umiejętnośc podejmowania osobistych życiowych decyzji z
                                                    umiejętnościa podejmowania decyzji w sprawach publicznych.

                                                    W takim rozumieiu stan cywilny nie ma znaczenia. Ma jednak znaczenie
                                                    umiejętnośc budowania trwałych relacji w tym ZMIANY stanu cywilnego.
                                                  • krezzzz100 Re: Ja uważam inaczej... 17.11.09, 16:27
                                                    Co Ty sądzisz to jest Twoja prywatna sprawa. Znaczenie ma PRAWO, bo o tym
                                                    rozmawiamy. A to tak właśnie stanowi- że stan cywilny nie ma znaczenia NIGDZIE
                                                    jeśli chodzi o wykonywanie funkcji publicznych.

                                                    Watykan poważnie naruszył protokół dyplomatyczny. To gruba sprawa.
                                                  • krezzzz100 Re: Ja uważam inaczej... 17.11.09, 16:37
                                                    I wiesz czym naruszył: nie odmową jaką taką, bo do tego ma prawo w myśl
                                                    instytucji zwanej persona non grata. Jednakże w takim wypadku NIE PODAJE SIĘ
                                                    UZASADNIENIA.
                                                    Tutaj podanie tego uzasadnienia było głębokim wykroczeniem.

                                                    Watykan zdecydował się WYRAZIĆ swoje stanowisko deprecjonujące rozwody. Tylko
                                                    tym można tłumaczyć takie zachowanie. Zachowanie skandaliczne, albowiem:
                                                    1. Dyskryminuje pewną grupę ludzi w przestrzeni społecznej.
                                                    2. Instytucja krk sama udziela de facto rozwodów.

                                                    Czyli stosuje podwójne normy- zarówno względem prawa, jak i kształtowaniu
                                                    mentalności społecznej.

                                                    Co było moją tezą. Której nikt nie odparł. Dziękuję za uwagę.
                                                  • tricolour Lipa, Krez.... 17.11.09, 16:43
                                                    Teze się dowodzi, a Ty jej nie udowodniłaś nawet gdyby uznać przedmiotową
                                                    odmowę za wykroczenie, bo:

                                                    1. Z faktu odmowy jednemu ambasadorowi nie wynika dyskrymiancja większej
                                                    liczby osób czy całych grup społecznych.
                                                    2. Intytucja Kościoła nie udziela rozwodów z defincji. Twoje
                                                    intepretacja "de facto" nie ma znaczenia. Liczy się prawo kościelne.
                                                  • krezzzz100 Re: Lipa, Krez.... 17.11.09, 17:00
                                                    Żadna lipa, Tri.
                                                    Ad 1. Wynika. Ten akurat fakt jest ZNAMIENNY. Wisz co to znaczy, mam nadzieję))))
                                                    Ad.2. Udziela. Ino nie z definicji. I o tę hipokryzję mi chodziło.

                                                    Nie umiesz przegrywać. To niedobra cecha.

                                                    Już Ci podziękowałam. Nie zwykłam powtarzać argumentów w nieskończoność.
                                                  • tricolour Sama przegrałaś... 17.11.09, 17:10
                                                    ... i w momencie, w którym przegrałaś zaczynasz dziękować czyli wycofywac
                                                    się rakiem.

                                                    Ad. 1. Jestem odporny na manipulację "wiesz, co to znaczy". Twoje dowody w
                                                    rzeczywistości nic nie znaczą więc nie nabiorę się: z faktu, że coś jest
                                                    znamiennne nic konkretnego nie wynika.

                                                    Ad. 2. Nie udziela. Nie udziela rozwodów, ale stwierdza nieważnośc
                                                    małżeństwa.

                                                    Ogólnie: wierzyłaś w Boga, wzięłaś ślub kościelny. Potem sie rozwiodłaś i
                                                    stałaś ateistką. Nie zostałaś jednak na tym etapie tylko deprecjonujesz
                                                    Kościół. Moim zdaniem nie radzisz sobie ani z własną wiarą, ani z ateizmem
                                                    więc wybrałaś deprecjację tego, co Ci uwiera.

                                                    Tylko czy mniej uwiera?
                                                  • krezzzz100 Re: Sama przegrałaś... 17.11.09, 17:20
                                                    I to jest cały Tri. Deprecjacja osoby i nic więcej.

                                                    Nie podałeś żadnego argumentu, który by obalił moje. Możliwe, że nie
                                                    zrozumiałeś, o czym napisałam początkowo. Przeczytaj raz jeszcze.

                                                    Moja rada- uwagi ad personam naprawdę niedobrze świadczą o ich autorze.

                                                    Z mojej strony EOT w Twoją stronę.
                                                  • rybak Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 16:42
                                                    Czy ja czegoś nie zrozumiałem z tym niedoszłym ambasadorem w Watykanie?
                                                    Że go Watykan nie chciał?
                                                    A Ty, Krezzz, masz prawo wybierać gości i lokatorów w swoim własnym domu, czy
                                                    nie? Jeśli np. nie palisz, przyjmiesz pod dach na stałe lokatora palącego jak
                                                    smok? Albo jeśli jesteś czynną weganką, przyjmiesz pod dach lokatora
                                                    dokonującego cotygodniowych rytualnych rzezań małych białych jagniątek
                                                    (meeeee!!!!!)?
                                                    Już bardziej strywializować się tego zwyczaju dyplomatycznego, działającego na
                                                    zasadach WZAJEMNOŚCI między państwami nie da.
                                                    Persona grata i non grata, znaczy... Uznanie ambasadora należy do państwa
                                                    przyjmującego i to od stuleci. I są na to sztywne KANONY protokołu i takich tam,
                                                    niezależne od wiary.
                                                  • rybak Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 17:50
                                                    Ależ Ja ci białych małych jagniątek rzezać w Twym domu nie zamiarujęsmile. To był
                                                    tylko taki... skrót myślowy. Więc się nie asekuruj aż tak straszniesmile))
                                                    To po pirszesmile
                                                    A po drugie:
                                                    PNG... A oni... uzasadnili.
                                                    ... Hmmm... No i co teraz TY temuż Benedyktowi XVI czy innemu takiemu w białej
                                                    piusce - za to zrobisz? Konkretnie?

                                                    Na pozauczuciową rzeczywistość nie ma się co. Krezzz, obrażać (a i na uczuciową
                                                    można najwyżej - na siebiesmile). Trzeba ją starannie przerobić w sobie, a potem:
                                                    - albo zaakceptować z całym dobrodziejstwem inwentarza,
                                                    - albo odrzucić - czyli aktywnie zmieniać ją lub siebie, poświęcając w tym celu
                                                    wszystko co mniej dla nas ważne od tej zmiany - dla tej właśnie zmiany. Nawet za
                                                    cenę wyrzeczeń osobistych i bolącej d...
                                                    – Można też ew. na znak protestu przeciw rzeczywistości wybrać żywot pustelniczy
                                                    i emigrację wewnętrzną lub ostatecznie popełnić sepukku.
                                                    Ale jak nie da się ani tego, ani nie jest się gotowym - na tamto, to oznacza, że
                                                    problem jest DLA NAS SAMYCH - WYDUMANY i nie ma co się daną sprawą przejmować
                                                    ani języka po próżnicy strzępić, ani diabłów na końcu szpilki liczyć, bo nie
                                                    jest ona wcale dla nas aż tak ważna. Dopóki rzeczywiście życiu lub dobrostanowi
                                                    populacji i naszemu nie zagrażasmile))
                                                    Rozwody takie, rozwody inne... Ambasador, zaręczyny, sakramenty i kanony...
                                                    Unieważnienia, procesy... A tak naprawdę liczy się przecież coś zupełnie innego.
                                                    Zresztą, pomyśl, jakie ma znaczenie papier, choćby z wielką pieczęcią biskupią,
                                                    czy ten albo inny ambasador, a NAWET ten czy inny paragraf - wobec - naszego
                                                    własnego życia i serca?Ja WIEM, że kiedyś spojrzę w oczy wszystkich ludzi przeze
                                                    mnie świadomie i nieświadomie skrzywdzonych. I będę w nich szukać przebaczenia.
                                                    Ale... rozmawiasz z wierzącym grzesznikiem, a to się przecież nie liczy i nie ma
                                                    ŻADNEGO znaczenia, więc się nie przejmujsmile
                                                    Na dziś ważny jest... ambasadorsmile
                                                  • krezzzz100 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 18:02

                                                    No...uzasadnił był)))). Teraz już w odnisienieu do afery z Obamą, postepują
                                                    jakby jakby delikatniej, ale i tak się im ...hm...wymyka co nieco.

                                                    No i ja się nie obrażam, ja stwierdzam smile A...i żadnych emigracji wewnętrznych
                                                    nie potrzebuję, coś Ty, za ciekawie jest an to na .

                                                    Mnie to Rybaku,zwyczajnie interesuje. Jedyne uczucia, jakie w to wkładam, to
                                                    uczucia pasjonata ))))Interesuje mnie, co z tym będzie dalej-naprawdę ciekawe
                                                    czasy smile Zwłaszcza mnie interesuje styl, w jakim to wszystko się ....kulnie smile
                                                  • rybak Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 18:14
                                                    NIC się nie kulnie. NIC a NIC! A jak się NAPRAWDĘ kulnie, to i tak tego pewnie
                                                    nie zauważysz ani Ty, ani 99,999 proc. populacji.
                                                    Ale spoko - świat będzie w ten czy inny sposób istniał, jacyś na nim ludzie czy
                                                    inne mutantysmile) też i zaręczam Ci, że głównym ich problemem nadal pozostanie
                                                    pełen brzuch dzieci i swój, dach nad głową i jako takie bezpieczeństwo. Plus
                                                    dopiero dłuuuugo potem cała reszta z górnej części Maslowa. A juź dla naprawdę
                                                    zupełnie nielicznych - Obama na ekranie tv.smile
                                                    I co mają do tego wszystkiego, poza niewinnym przekomarzaniem się na tym forum,
                                                    facet w piusce i ambasadorsmile)) A już zupełnie nie wiem, co mają do tego
                                                    wszystkiego... rozwody.big_grin

                                                  • krezzzz100 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 18:28
                                                    No wisz, Rybaku, ja TEŻ jestem ETERNALISTKĄ (przynajmniej- ostatnio), czyli: i
                                                    tak się wszyściuchno wyzerujesmile))))))
                                                    Ale dopóki żyjem, dopóty żyjem, czyli się nie zerujem.

                                                    A ze się kulnie, nie ma bata. Już się tooooczy. Świat odetchnie, jak to się jako
                                                    tako unormuje. Wtedy nawet islam nam niegroźny, prawem ich! chłe, chłe)))))

                                                    To nie tylko rozwody, Rybaku. No, ale to nie na tę dyskusję smile
                                                  • rybak Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 18:39
                                                    Eeee tam. Ja tam se zamiast o tym, no, psiakość, trudne słowo, eternicie, czy
                                                    innem zawieraniu czegosik w sobie, teraz wolę pomyśleć, co bede źreć
                                                    wieczorkiemsmile). I o inkszych przyziemnych bardzo przyjemnościach tyż! Świata nie
                                                    zbawię, a co do własnego... mam spore wątpliwoścismile aczkolwiek ratuje mnie
                                                    nieprzemijająca wiara w łaskę dla prostaczkówsmile))
                                            • tricolour Przyjrzałem się "dowodowi" Krez.... 17.11.09, 15:12
                                              ... Ad.1. CC 614 2236-2244: „ Jeżeli zachodzą wyjątki, chociaż bardzo
                                              rzadkie, w odniesieniu do trwałości małżeństwa, jak np. w niektórych*
                                              małżeństwach naturalnych zawartych jedynie między niewierzącymi** lub
                                              pomiędzy chrześcijanami, jeśli chodzi o małżeństwa wprawdzie zawarte, ale
                                              jeszcze nie dopełnione, to wyjątki te są niezależne od woli ludzi, ani też
                                              od jakiejkolwiek władzy czysto ludzkiej, lecz od prawa Bożego, którego
                                              jedynym stróżem i tłumaczem jest Kościół Chrystusowy”.

                                              Zastanawiam się gdzie tutaj ta dyskryminacja? I jedyne, co mi przychodzi
                                              do głowy, to to, że ktoś MOŻE CZUĆ się dyskryminowany tym, że sam się
                                              rozwodził. I to jeszcze w szczególnym przypadku małżeństwa niedopełnionego.
                                            • tricolour No to inaczej... 17.11.09, 15:17
                                              ... czy brak wyższego wykształcenia jest dyskryminacją jeśli odmówi się
                                              stanowiska np. prezesa, na które nie trzeba wyższego wykształcenia?

                                              Mając do wybory innch kandydatów w wyższym wykształceniem...
                                                • tricolour Sprecyzuj... 17.11.09, 16:15
                                                  ... jeśli się w uzasadnieiu powie, że inni kontrkandydaci mieli wyższe
                                                  wykształcenia, a pan "X" nie - nie jest dyskryminacja.

                                                  Jeśli się w uzasadnieniu powie, że pan "X" nie ma wyższego wykształcenia,
                                                  to jest, tak?

                                                  W obu przypadkach zakładamy, że podczas kwalifikacji w ogóle nie było mowy
                                                  i wykształceniu. Sprawę rozwodnika na razie zostawmy. Skupmy się na
                                                  uzasadnieniu odmowy brakiem wyższego wykształcenia.
                                                  • krezzzz100 Re: Sprecyzuj... 17.11.09, 16:24
                                                    Nie musimy tej sprawy (rozwodnika) zostawiać, bo rozumiem dokąd zmierzasz wink
                                                    Otóż, z tego, że znalazłby się ewentualny kandydat NIEROZWODNIK o porównywalnych
                                                    kwalifikacjach, nie wynika, że MOŻNA PODAWAĆ W UZASADNIENIU ODNOWY STATUS
                                                    ROZWODNIKA.

                                                    W tej akurat sprawie innych kandydatów nie było, bo zawsze zgłaszana jest jedna
                                                    kandydatura.
                                                  • krezzzz100 Re: Uważam, że za bardzo dobry powód... 17.11.09, 16:39
                                                    Prawo jest od przestrzegania albo WYPOWIEDZENIA GO. Watykan nie powinien w ogóle
                                                    w takiej sytuacji instalować ambasadorów, skoro się nie zgadza w tym względzie z
                                                    obowiązującym prawem. Powinien też jasno zadeklarować swoje kryteria, ale tego
                                                    nie uczyni z przyczyn populistycznych.

                                                    Dziękuję za rozmowę.
            • krezzzz100 Re: to zenujace 16.11.09, 21:37
              A bo to jest logika inna niż dwuwartościowa. Logika światów nierzeczywistych, w
              których nie istnieje, to co istnieje, a istnieje, co nie istnieje. Z grubsza:
              nie istnieje małżeństwo, ale istnieje sakrament. To naprawdę wyższa szkoła jazdy.
      • cleer13 Re: to zenujace 16.11.09, 19:05
        a.niech.to napisała:

        > Młodzi pędzą za mirażem wykreowanym przez kolorową prasę, komedie
        > romantyczne i inne takie pazłocia. Życie nie da się jednak
        oszukać,
        > więc - rozwód.

        No tak - dziś seriale i takie inne badziewia. A kiedys Mniszkówna
        i jej podobne robiły ludziom wodę z mózgu. No i kiedys jeszcze była
        większa presja rodziny, dziś lans na fajną imprezę jaką jest
        przyjęcie weselne.Róznica polega tylko na tym,że 'Kiedyś"kobieta nie
        była w stanie utrzymac siebie i dzieci, więc cierpiała po cichutku,
        bo jesli w małżeństwie się nie układało tzn że nie potrafiła dmuchac
        w domowe ognisko. I dziś też zdarza się że kobieta tkwi w chorym
        układzie z bezradności, ale to znacznie rzadsze przypadki.
    • kicia031 Re: to zenujace 16.11.09, 15:20
      Tylko jedna para byla
      > ze soba juz od 10 lat. Reszta do 5.

      W dawnych czsach obowiazywal zasada, ze oswiadczyny nastepowaly po
      roku mniej wiecej ubiegania sie o wzgledy panny, a zareczyny trwaly
      rok, o ile mlodzi nie byi bardzo mlodzi, wtedy do 2 lat.

      Zwiazek 10 letni, czy nawet 5 letni jest dla mnie czyms
      zdumiewajacym - jesli mezczynza nie oswiadcza sie po gora 2 latach,
      albo nie dazy do slubu w ciagu roku od zareczyn, top mowimy NEXT i
      szukamy kandydata bardziej zdecydowanego na bycia z nami.
      --
      Powiedziałabym "Rób jak uważasz, kochanie" z miną "tylko
      qrwa spróbuj".
      by tris
      Wiedzmowo
    • malina81-2 Re: to zenujace 16.11.09, 15:24
      a jak leczyć z alkoholizmu i agresji kogoś kto tego nie chce?
      Chetnie posłucham, może psycholog, który mi doradzał nie był na tyle
      kompetentny co ty. Ile zdrad można wybaczyć: 1,2,3,20?
    • mola1971 Re: to zenujace 16.11.09, 15:30
      Oj tam, czepiasz się wink
      Przecież to tak fajnie przebiec się w białej kiecce do ołtarza, poza tym wszyscy
      kumple mają już żony i bobaski wink
      A tak na poważnie to też zauważyłam ten pęd do ołtarza i jak dla mnie jest to po
      prostu taka moda. Przemysł ślubno - weselny kwitnie i kreuje tą modę. I ślub i
      małżeństwo zatraciły swoją pierwotną wartość a stały się czymś w rodzaju tylko
      kolejnej imprezy towarzyskiej. Odnoszę wrażenie, że rzadko kto zastanawia się
      nad tym co będzie potem, gdy designerski bukiet już się zeschnie a goście
      weselni wytrzeźwieją.
      --
      internetbezchamstwa.pl
    • sonia_30 Re: to zenujace 16.11.09, 15:36
      Trzeba było im powiedzieć co sądzisz...

      --
      Panooowie! Zejdźcie na ziemię. Żaden facet nie jest w stanie mieć
      pełnej kontroli nad swoją kobietą, tak samo jak barometr nie ma
      kontroli nad pogodą.
    • tarantinka Re: to zenujace 16.11.09, 15:47
      z drugiej strony - po tych wszystkich przejściach i doświadczeniach
      człowiek może i jest odpowiedzialny ale co mu z tej
      odpowiedzialności jak zmiast poddać się od tak po prostu emocjom to
      gdyba, testuje i się blokuje na nowebig_grin Zamiast się żenułować to się
      cieszmy że ludziom się wogóle chce, przynajmniej jakiś przyrost
      naturalny bedzie. Ja tam zazdroszczę młodym tego błysku w oku i tej
      wiary, że aż do śmierci, a czy coś wyjdzie czy nie wyjdzie to tak
      subiektywne jest że nie nam oceniać.
          • krezzzz100 Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 07:39
            Mola, nie odpadają w tej wstępnej selekcji. Wiesz, że Polacy są na drugim
            miejscu w świecie pod względem ilości składanych wniosków? Powołują się
            oczywiście w porażającej większości legendarną "niedojrzałość".
            Wierzysz, że tylu było "niedojrzałych"?

            Rozumiem, że ateiście o Bogu wypowiadać się nie wolno. A czemu? Za pewne o
            praktykach kościelnych także nie? Możesz wyjaśnić, czemu?
              • krezzzz100 Re: W kanonach nie ma "niedojrzałości"... 17.11.09, 09:39
                Kan. 1095 — Niezdolni do zawarcia małżeństwa są ci, którzy:
                Są pozbawieni wystarczającego używania rozumu;
                Mają poważny brak rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków
                małżeńskich wzajemnie przekazywanych i przyjmowanych;
                Z przyczyn natury psychicznej nie są zdolni podjąć istotnych obowiązków
                małżeńskich.

                Czyli: są NIEDOJRZALI psychicznie lub intelektualnie (bądź chorzy psychicznie
                lub "na rozumie").

                Oczywiście, uważam niedojrzałość za poważny czynnik rozpadu związków. Dlaczego
                jednak miałoby to oznaczać, że związek, w którym jedna lub dwie strony są
                niedojrzałe, miałby być niesakremntalny, dalibóg nie rozumim. To bóg gardzi
                ludźmi niedojrzałymi?

                Ważniejsze jednak dla mnie, jako niekatoliczki to, że krk deprecjonuje rozwody
                świeckie orzekane z TEGO SAMEGO POWODU, czyli niedojrzałości, a nie deprecjonuje
                uznania sakramentu za niebyły? Przecież to prowadzi do tego samego- do
                możliwości zawarcia kolejnego związku.

                Wychodzi znowu na to, że to nie chodzi o to, że para nie może się rozejść z
                powodu owej niedojrzałości/choroby i zawrzeć kolejnego związku, bo jak widać,
                MOŻE. to chodzi li tylko o to, że to ma być SAKRAMENT. Czyli: niekatolicy nie
                mogą, a katolicy mogą.

                Ergo: ludzie niereligijni w tej samej sytuacji postępują źle, a katolicy- dobrze.

                • tricolour A skąd taki wniosek? 17.11.09, 13:02
                  Skoro w kanonie nie pada słowo "niedojrzali" to skąd generalizujący
                  wniosek, że cały kanon 1095 da się skupić w jednym słowie "niedojrzali"?
                  Wczoraj miałaś pretensje do cudzej generalizacji, a dzisiaj nie masz do
                  własnej?

                  I ta generalizacja dorowadziła Cię wysnucia nieprawdziwego wniosku,
                  którego - rzecz jasna - nie rozumiesz, bo nie można zrozumieć. Proszę
                  bardzo:

                  "Dlaczego jednak miałoby to oznaczać, że związek, w którym jedna lub dwie
                  strony są niedojrzałe, miałby być niesakramentalny" - nikt tak nie
                  twierdzi.

                  Twierdzi: związek jest nieważny gdy "Z przyczyn natury psychicznej nie są
                  zdolni podjąć istotnych obowiązków małżeńskich". Rozumiesz znaczenie
                  PODJĄĆ obowiązki?

                  Podobnie z dalszymi Twoimi wnioskami opartymi na niedojrzałości, o której
                  w kanonie nawet słowem nie wspomniano.
                  • krezzzz100 Re: A skąd taki wniosek? 17.11.09, 13:33
                    Ależ nigdzie nie napisałam, że treść tegoż kanonu sprowadza się wyłącznie do
                    niedojrzałości. Zauważyłeś słowo "choroba"? Jeśli nie, to podpowiadam: w
                    zwrocie: "niedojrzałość/choroba". To po pierwsze. Do tego sprowadzają się
                    wymienione w tym kanonie sytuacje, i nie jest to żadna generalizacja, ino prosty
                    wniosek))))

                    Nie obaliłeś żadnego z moich argumentów.

                    Po drugie- "Kwestia podejmowania istotnych obowiązków małżeńskich". Coś mi się
                    zdaje, że dowód materialny w postaci ISTNIEJĄCEGO związku jest tym dowodem, a
                    już najlepszym są DZIECI.

                    Słabo, Tri.
                • kasper254 Re: W kanonach nie ma "niedojrzałości"... 17.11.09, 13:04
                  1.Słuchaj, krez, tupetem osłaniasz całkowitą ignorancję w tych
                  sprawach. Czasem jedna głupia kropka decyduje o zawartości;
                  wszystko, co po niej, może być już niczym. Czytają Cię tutaj ludzie,
                  którzy mogą być porażeni Twoją "przenikliwością", logiką itd.
                  2. Z normami religijnymi jest tak, że są tworzone przez jeden
                  ośrodek centralny. Muszą uwzględniać wiele celów: racjonalność,
                  efektywność, niesienie określonych wartości, reakcję na nowe
                  problemy itd. I Kościół Katolicki zaczął się reformować, m.in.
                  znamienny jest tutaj ruch/kierunek/proces pod hasłem aggiornamento.
                  W poruszanej tutaj problematyce należało jakoś zareagować na plagę
                  rozwodów świeckich i dać podobną instytucję o charakterze
                  religijnym. Osobiście nie uważam, że jest to sprawiedliwe, ale norma
                  społeczna nie musi być sprawiedliwa. Czy sprawiedliwe jest to, że
                  górnicy, rolnicy, stoczniowcy maja inne prawodawstwo o charakterze
                  osłonowym/ socjalnym/dot. stosunków pracy? Czy w związku z tym mają
                  nie korzystać z przywilejow, które im dzisiaj daje prawo?
                  Ja nie korzystam z instytucji "rozwodu" kościelnego, mimo, że
                  moja żona jest chrześcijanką. Nie znaczy to jednak, że nie może tego
                  zrobić Tri czy inni. Możesz krytykować takie postawy, ale nikt Cię
                  nie upoważnia do drwin. Pozostaje jednak ciągle aktualna moja
                  uwaga,że nie rozumiesz, o czym piszesz.Akurat w tym poście
                  dokonujesz naiwnej wykładni językowej, która nijak się ma do
                  wykładni teleologicznej, o której wzmiankowałem powyżej, tłumacząc
                  Ci te rzeczy.
                  3. Jestem ateistą - tytułem uzupełnienia
                • mola1971 Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 12:26
                  Krezzz, ale unieważnienia małżeństwa nie da się rozpatrywać w kwestii logiczne, nielogiczne.
                  Pewnie bywają takie przypadki, ale dla mnie osobiście to jest kwestia wewnętrznego przekonania a nie logiki. Owszem, sąd rozpatrując taki wniosek bada jego zasadność i zgodność z pewną logiką, ale komuś kto tego nie czuje trudno to wytłumaczyć. Zresztą nawet nie czuję się osobą kompetentną by to tłumaczyć bo nie jestem osobą duchowną. Sama mam jeszcze na ten temat bardzo mało wiedzy. W każdym razie dużo mniej niż bym mieć chciała.
                  --
                  internetbezchamstwa.pl
                  • krezzzz100 Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 12:42
                    Mola, no teraz se jaja robiszsmile Przecież ja mówię o prawie (tu: kanonicznym), a
                    nie o Twoich przekonaniach. No i jeżeli masz za mało wiedzy, to nie zrzucaj tego
                    na to, że z ateistami o bogu nie będziesz rozmawiała ani na to, że nie jesteś
                    osobą duchowną. Z tym się przecież musi mierzyć (przynajmniej: powinien) KAŻDY,
                    kto zawiera związek sakramentalny.
                        • tricolour Wartościowanie przez Kościół katolicki.... 17.11.09, 13:42
                          ... cytuję:

                          "Do niesakramentalnych" - ks. Mieczysław Maliński

                          "Życie twoje nie zamyka się wyłącznie na sprawie małżeństwa zawartego
                          niezgodnie z prawem Bożym.
                          Życie twoje to są dwadzieścia cztery godziny na dobę.
                          To jest twoje ranne wstawanie, ubieranie się, śniadanie.
                          Twoja praca zawodowa, czyli osiem lub więcej godzin najlepszego czasu w
                          ciągu dnia, która stanowi szczególny obszar moralny.
                          To są twoje posiłki, twoje środowisko rodzinne, domowe, kontakty z
                          przyjaciółmi, ze znajomymi.

                          Twoje życie to mnóstwo problemów – gdzie możesz być pełen inicjatywy albo
                          bierny; możesz kłamać i oszukiwać albo być prawy i uczciwy; gdzie będziesz
                          pracował albo się lenił; będziesz pazerny, chciwy albo wielkoduszny i
                          bezinteresowny; nienawistny, mściwy albo przebaczający, darowujący;
                          kłótliwy, chamski albo opanowany, zgodliwy. Życie twoje to mnóstwo wątków,
                          spraw.
                          Owszem, jednym z nich jest twoja sprawa małżeńska, ale nie wyłącznie.
                          Ty musisz żyć w różnych powiązaniach, działaniach, które masz przed sobą
                          jako fachowiec pracujący w swoim zawodzie, jako właściciel, kierownik,
                          dyrektor, ty – jako matka, żona, babcia, jako pracownica, urzędniczka,
                          pielęgniarka, lekarz. I w tych wszystkich innych działaniach musisz być
                          człowiekiem.
                          Przecież będziesz sądzony przez Pana Boga za całe życie.
                          Nie wyłącznie za małżeństwo drugie czy trzecie, ale za to, czyś był wielki
                          albo mały, czyś był oszust albo uczciwy, czyś był pracowity albo leń, czyś
                          był człowiekiem albo nieczłowiekiem.