Dodaj do ulubionych

to zenujace

16.11.09, 14:45
zeby uniewzniac sluby koscielne.

W tym roku, w czerwcu, lipcu, sierpniu, wrzesniu i pazdzierniku,
slub koscielny wzielo ok. 6 moich znajmoych. Ze szkoly podst. z
liceum. Wszyscy koscielny. Patrząc na nich, z duża dozą krytycyzmu,
wiem juz teraz, że przed 30stką 2, 3 pary rozwiodą się. krOtko sie
znali, nie mieli nikogo wczesniej, pierwsze związki, chwycili byka
za rogi, no i te zareczyny, ktore teraz nagminnie wszyscy robią.
Dla mnie to byla farsa. Tacy slodko-zakochani. Tylko jedna para byla
ze soba juz od 10 lat. Reszta do 5. Zastanawiam się, skad ten nagly
tlum do olatarzy? Obnoszenie sie z piersionkaki, chec gratulowania.
Widze tych ludzi, nam teo soby i one sie 'wizualnie' kontrastują.
Ot chlopaczek, ktory nigdy nie mogl sobie.. i dziewczyna która
obraża sie za byle co..jak mala dziewczynka.

Uwazam, ze tacy ludzie powinni brac odpowiedzialnosc za sowje czyny.
I tak. np. zdrade przebaczac, alkoholizm leczyć, z agresji
wyprowadzać. A rozowdy powinny byc niedopouszczalne!!!!! Zwlaszcza
sakramentalne.
Obserwuj wątek
    • insula.incognita Re: to zenujace 16.11.09, 14:56
      Cos w tym jest, co mówisz.
    • scindapsus Re: to zenujace 16.11.09, 15:03
      marto000999 wytłumacz mi co to takiego ten rozwod sakramentalny??

      cytuję
      > A rozowdy powinny byc niedopouszczalne!!!!! Zwlaszcza
      > sakramentalne.
    • scriptus Re: to zenujace 16.11.09, 15:14
      Popieram,masz rację.
      • cleer13 Re: to zenujace 16.11.09, 15:22
        A ja tam myślę, że nie da się wyrokować i takich kategorycznych
        wyroków ogłaszać. Znam co najmniej kilka par, ktore pobrały się bo
        dziecko w drodze ( kiedyś to był powód) znali się parę miesięcy,
        czasem krócej, mieli po 20 lat- zupelnie niedojrzali do podejmowania
        takich ważnych decyzji. Mieszkali w róznych miastach, więc
        praktycznie się nie znali. A jednak.... minęło 20 parę lat i są ze
        sobą i to z przyjemnościa. A są tez pary i taklie - mieszkali ze
        sobą kilka lat w końcu zdecydowali się na ślub, dziecko - i
        rozwiedli się w kilka miesięcy poźniej. A wydawało się ze są zgrani,
        dobrani, dogadani itd. Nie ma recepty....
        A rozwody sakrametalne .... bzdura...
    • a.niech.to Re: to zenujace 16.11.09, 15:18
      Młodzi pędzą za mirażem wykreowanym przez kolorową prasę, komedie
      romantyczne i inne takie pazłocia. Życie nie da się jednak oszukać,
      więc - rozwód.
      • nangaparbat3 Re: to zenujace 16.11.09, 18:02
        a.niech.to napisała:

        > Młodzi pędzą za mirażem wykreowanym przez kolorową prasę, komedie
        > romantyczne i inne takie pazłocia.

        Tylko po jakie licho mieszac do tego Pana Boga?


        Życie nie da się jednak oszukać,
        > więc - rozwód.

        Nie, nie rozwod - stwierdzenie niewaznosci małzeństwa. Wyzsza szkola jazdy.
        najwyzsza.
        Rozwod to przy tym miniminipikusiatko.
        • krezzzz100 Re: to zenujace 16.11.09, 20:07
          >Nie, nie rozwod - stwierdzenie niewaznosci małzeństwa. Wyzsza szkola >jazdy.
          Vnajwyzsza.
          VRozwod to przy tym miniminipikusiatko.

          He, to mój konik. Zawsze mnie intrygowała zdolność katolików do aprobowania
          rozwodów i udawania czegoś przeciwnego))))) Katolik bowiem nie jest przeciw
          rozwodom, może zawrzeć i 20 małżeństw cywilnych i odbyć tyleż procedur
          rozwodowych, by później zawrzeć kolejne- tzw. sakramentalne. Bo to bowiem nie
          chodzi o rodzinę i o dzieci, tych może mieć multum i z różnych związków, byle
          nie "nabył" kolejnego sakramentu. Czyli: chodzi o ochronę sakramentu, nie zaś
          małżeństwa i rodziny.

          Przyjemna jest też instytucja "przywileju pawłowego". Małżeństwo tzw naturalne
          można rozwiązać tylko dlatego, że żona/mąż nie chce przejść na katolicyzm i
          zawrzeć kolejne- sakramentalne. Fajne, nie?

          Prawo cywilne nie tworzy gradacji związków, związek to związek, rozwód to rozwód.

          Wychodzi na to, że sakrament ważniejszy od związku. Rozwodnik sakramentalny
          lepszy od rozwodnika niesakramentalnego. itd itd.

          Żeby nie było- sama ów sakrament nabyłam. Niestety.
          • nangaparbat3 Re: to zenujace 16.11.09, 20:39
            Ja nie, choc w pewnym momencie, za sprawą niezwykle madrego ksiedza, mialam
            wielka ochotę. Ale Ex nie chciał.Dzieki niemu moge jeszcze sakramentalnie
            poslubic bogobojnego prawiczka w wieku odpowiednim - co o tym pomyślę, to czuje
            sie lepsza.

            Moj konik to prawowitosc dzieci poczetych w zwiazku, ktorego nie bylo. Bo:
            malzeństwo było niewazne, ale dzieci są jak najbardziej slubne. Mnie sie to
            nawet bardzo podoba, bo chroni dzieci. Ale logika tegoz jest dla mnie niepojeta.
            • tricolour Ja też nie rozumiem... 16.11.09, 20:46
              ... jak można nie rozumiec tak trywialnej rzeczy: wycieczki nie swoim
              samochodem są tak samo cudne i zajmujące.

              Można jechać cudzym, można swoim autem, a widok ten sam. Naprawdę tego nie
              możesz pojąć?
              • nangaparbat3 Re: Ja też nie rozumiem... 16.11.09, 21:02
                Naprawdę.
                Ale powtorze: przedkladanie dobra dziecka nad logike jak najbardziej mi odpowiada.
              • krezzzz100 Re: Ja też nie rozumiem... 16.11.09, 21:33
                Jakby co, to ja też nie mogę pojąć. Bo co jest cudzym samochodem- cywilne
                małżeństwo pierwsze czy kolejne sakramentalne. Jako żywo- nie mogę))))
                • tricolour O cywilnym w ogóle nie ma co mówić... 16.11.09, 21:47
                  ... było, nie ma. Koniec.

                  Sakrament dotyczy rodziców i jego istnienie lub nie nie ma skutków dla
                  dzieci ponieważ rodzice i dzieci, to różne podmioty.

                  Tak jak jazda samochodem (swoim, cudzym) nie wpływa na widoczki.
                  • krezzzz100 Re: O cywilnym w ogóle nie ma co mówić... 16.11.09, 21:57
                    A czymu nie ma co mówić, hę? Związek to związek, ślub to ślub- nie można
                    stwierdzać jego nieważności, chyba że byłby zawarty drogą przestępstwa, ale
                    nawet i na to istnieje określona karencja. Można co najwyżej- rozwiązać
                    małżeństwo, czyli orzec rozwód.

                    Reszta- to hipokryzja.
                    • tricolour Sakrament ma wymogi formalne... 17.11.09, 07:58
                      ... i jak najbardziej można mówić o jego nieważności w wymiarze
                      niedpołenienia tychże wymogów.
                      • krezzzz100 Re: Sakrament ma wymogi formalne... 17.11.09, 09:16
                        Ależ ja tego nie neguję. Niech kto chce ustanawia sobie sakrament nawet dla
                        akcji grabienia ogródka. Zapewne można p[otem dowodzić, że się jednak grabiło
                        niedostatecznie sakramentalnie, czyli sakrament grabienia nie zaistniał))))Można
                        wtedy akcję sakramentalnego grabienia zaliczyć po raz kolejny- znaczy kolejny
                        jako pierwszy niekolejny)))))))))))))

                        Mnie chodzi o wartościowanie. Zwłaszcza to w przestrzeni publicznej. Rozwody są
                        be. Znaczy te cywilne. Kolejne związki małżeńskie są be. A przecież wystarczy
                        "niedopełnić formalności", by zaliczyć małżeństwo bez zaliczenia sakramentu. I
                        tak można w kółko zaliczać kolejne małżeństwa. Bo nie zaistniał sakrament. Ale
                        małżeństwo zaistniało.
                        Wychodzi na to, że małżeństw można mieć kilka, byle sakrament jeden.

                        Żeby było jasne- nie mam nic przeciw wielości małżeństw. Tylko po co
                        wartościować, że powtórne związki świeckie są złe, a te zawierane po
                        unieważnieniu sakramentu są ok?
                        • tricolour Kto tak twierdzi? 17.11.09, 13:17
                          Napisz, kto twierdzi, że "powtórne związki świeckie są złe, a te zawierane
                          po unieważnieniu sakramentu są ok"?
                          • krezzzz100 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:10
                            Dam dwa przykłady. Pierwszy- z encykliki Casto Connubi (1930), która OBOWIĄZUJE,
                            drugi z praktyki przestrzeni publicznej.
                            Ad.1. CC 614 2236-2244: „ Jeżeli zachodzą wyjątki, chociaż bardzo rzadkie, w
                            odniesieniu do trwałości małżeństwa, jak np. w niektórych* małżeństwach
                            naturalnych zawartych jedynie między niewierzącymi** lub pomiędzy
                            chrześcijanami, jeśli chodzi o małżeństwa wprawdzie zawarte, ale jeszcze nie
                            dopełnione, to wyjątki te są niezależne od woli ludzi, ani też od jakiejkolwiek
                            władzy czysto ludzkiej, lecz od prawa Bożego, którego jedynym stróżem i
                            tłumaczem jest Kościół Chrystusowy”.
                            *przywilej pawłowy
                            **wszyscy ochrzczeni, bez względu na to czy czują się członkami krk czy też nie

                            Ad. 2. Odrzucenie przez Watykan kandydatury Denisa Tillinaca na ambasadora
                            Francji OFICJALNIE ze względu na to, że jest rozwodnikiem, oczywiście- cywilnym.

                            • mola1971 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:15
                              Krezzz, ale jak to się ma do pytania Tri?
                              W którym miejscu Ty tu widzisz różnicowanie przez Kościół powtórnych związków?
                              • krezzzz100 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:20
                                Łomatko, Mola. Jeżeli krk twierdzi, że władzę nad NIEROZERWALNOŚCIĄ małżeństwa
                                ma wyłącznie prawo BOSKIE (tu: kanoniczne),także w odnisieniu -zważ: małżeństwa
                                naturalnych a także tych, którzy są ochrzeczeni ale odeszli od kościoła, dalej:
                                twierdzi, że naruszanie tejże nierozerwalności to domena GRZECHU, to co z tego
                                wynika? Nie mów, że nie rozumiesz.
                                To przecież na tej zasadzie kościół WALCZYŁ przeciw PAŃSTWOWYM zapisom prawa
                                dotyczącym rozwodów.
                                • mola1971 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:30
                                  Krezzz, po pierwsze WALCZYŁ. Czas przeszły.
                                  Po drugie nie chodzi o zaprzeczenie nierozerwalności małżeństwa tylko o stwierdzenie, że nigdy nie zostało zawarte. Bo w momencie zawierania zaistniały czynniki, które "prawomocne" zawarcie uniemożliwiły.
                                  • krezzzz100 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:36
                                    Ależ nadal walczy! Tylko przegrywa)))))))

                                    Hehehe, czynniki prawomocne, powiadasz- checne to, ale nie o tym teraz. JA NIE O
                                    TYM, kurde, Mola. JA o tym, że ZA TO SAMO w odniesieniu do prawa świeckiego
                                    stosuje kategorię ZŁA, ZUUUA smile))))
                                    • mola1971 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:43
                                      Krezzz, no właśnie, że nie smile
                                      No gdzie i kiedy za TO SAMO zastosowano inne kryteria??? Bo ja nadal nie rozumiem. To, że ktoś nie mógł zostać ambasadorem bo był rozwiedziony? To konsekwencja jego wyboru tylko. Znasz przypadek gdy będąc rozwiedziony w takich samych okolicznościach mógł?

                                      I teraz to już Kościół nie walczy z rozwodami. Zrozumieli, że to Kościół jest dla ludzi a nie odwrotnie. A poza tym ktoś na tacę musi dawać wink))
                                      • krezzzz100 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:49
                                        Mola, ni mogę... wybrał, że go odrzucą jako kandydata? Wszyscy są równi wobec
                                        prawa, rozumisz? Rozwiedzieni i nierozwiedzeni. Dlatego MOGĄ być ambasadorami.
                                        Nie to kryterium decyduje.
                                        • mola1971 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 14:53
                                          No aż tak dobrze to nie ma. Wcześniej pisałaś o nierównym traktowaniu osób
                                          rozwiedzionych, teraz piszesz o czymś innym. Rozwiódł się i w ten sposób również
                                          wybrał czy raczej zdecydował, że z tego powodu mogą go spotkać pewne
                                          ograniczenia. Nie można zjeść cukierka i mieć cukierka. To dość proste akurat jest.
                                          • krezzzz100 Re: Kto tak twierdzi? 17.11.09, 15:53
                                            Powtarzam: protokół dyplomatyczny nie przewiduje tego typu przeszkód.
                                            OSOBISTYCH. To, czy się jest w stanie cywilnym wolnym czy "zajętym" oraz "który
                                            raz zajętym" nie powinno mieć nic do rzeczy.

                                            Zatem- można być RZOWODNIKIEM i AMBASADOREM.
                                            • tricolour A może to był szpieg? 17.11.09, 15:56
                                              I dlatego żona go rzuciła, bo nie mogła żyć ze szpiegiem?

                                              smile
                                              • krezzzz100 Re: A może to był szpieg? 17.11.09, 16:01
                                                A tego to ja już nie wim)))))
                                        • tricolour Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 14:56
                                          ... i to jest rzecz jak najbardziej naturalna.

                                          Nie ma żadnej dyskryminacji rozwodnika, któremu odmówiono wysokiego stołka
                                          tak samo jak nie dyskryminacji biedaka, który leży na szpitalnym
                                          korytarzu, a inni mają lepiej.
                                          • mola1971 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 15:03
                                            Tak samo jak np nie ma dyskryminacji w tym, że zamężna kobieta, choćby była
                                            najmądrzejsza i najpiękniejsza nie może zostać Miss World smile
                                            Wybierając zamążpójście SAMA siebie takiej możliwości pozbawiła. Proste jak
                                            budowa cepa.
                                            • insula.incognita Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 15:08
                                              No nieeeeeeee.
                                              Padłam normalnie smile
                                              Nie można porównywać rzeczy nieporownywalne przecież!
                                              Wobec prawa cywilnego może i nie, ale wobec Boga - owszem.
                                              • mola1971 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 15:10
                                                Logika jest ta sama.
                                                Podejmując decyzję o jednym automatycznie sami odbieramy sobie prawo do czegoś
                                                innego.
                                                • insula.incognita Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 15:17
                                                  Molka, ależ nie chodzi tu o wybór że się rzozwódł czy nie (choć wiedział, że jak
                                                  sie rozwiedzie, to nie może się starać o stanowisko - tu z Toba sie zgadzam).
                                                  Ja mówię o równym prawie krk w traktowaniu swoich czlonków - że w tamtym
                                                  przypadku - gościowi odmowiono stanowiska, bo się rozwiódł ( i to był powód),
                                                  ale dla zwykłych smiertelnikow - zawieranie ponowne małżenstw sakramentalnych
                                                  (którzy wczesniej je "uniewaznili") - to picuś glancuś smile
                                                  I tu Krez ma rację jak najbardziej, moim zdaniem. Bo tu JEST zgrzyt.
                                                  • mola1971 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 15:22
                                                    Tak w ogóle ponowne małżeństwa sakramentalne i ich sensowność czy celowość to
                                                    już kwestia indywidualna. Każdy przypadek jest inny. Dla jednych to tylko
                                                    "papierek" a dla innych wręcz sens życia.
                                                    W jednych przypadkach to farsa, w innych pomoc człowiekowi.
                                                  • insula.incognita Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 15:27
                                                    O co innego mi chodzilo, ale ok.
                                                  • krezzzz100 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 16:03
                                                  • krezzzz100 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 15:54
                                                    Insula, dzięki smile

                                                  • krezzzz100 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 16:16
                                                    Tak, o tomi chodzi też. Ale także o to, że NIE MOŻNA w stosunku do wypełniania
                                                    funkcji publicznych stawiać kryteriów zależnych od osobistych życiowych decyzji.
                                                    Czyli: funkcja ambasadora nie wymaga określania się jako rozwodnika czy też
                                                    nierozwodnika.
                                                  • tricolour Ja uważam inaczej... 17.11.09, 16:20
                                                    ... i łączę umiejętnośc podejmowania osobistych życiowych decyzji z
                                                    umiejętnościa podejmowania decyzji w sprawach publicznych.

                                                    W takim rozumieiu stan cywilny nie ma znaczenia. Ma jednak znaczenie
                                                    umiejętnośc budowania trwałych relacji w tym ZMIANY stanu cywilnego.
                                                  • krezzzz100 Re: Ja uważam inaczej... 17.11.09, 16:27
                                                    Co Ty sądzisz to jest Twoja prywatna sprawa. Znaczenie ma PRAWO, bo o tym
                                                    rozmawiamy. A to tak właśnie stanowi- że stan cywilny nie ma znaczenia NIGDZIE
                                                    jeśli chodzi o wykonywanie funkcji publicznych.

                                                    Watykan poważnie naruszył protokół dyplomatyczny. To gruba sprawa.
                                                  • tricolour A jeśli naruszył protokół dyplomatyczny... 17.11.09, 16:33
                                                    ... to czy z tego wynika, że rozwodnik jest gorszy? Może jest nawet i
                                                    lepszy tylko niechciany?
                                                  • krezzzz100 Re: Ja uważam inaczej... 17.11.09, 16:37
                                                    I wiesz czym naruszył: nie odmową jaką taką, bo do tego ma prawo w myśl
                                                    instytucji zwanej persona non grata. Jednakże w takim wypadku NIE PODAJE SIĘ
                                                    UZASADNIENIA.
                                                    Tutaj podanie tego uzasadnienia było głębokim wykroczeniem.

                                                    Watykan zdecydował się WYRAZIĆ swoje stanowisko deprecjonujące rozwody. Tylko
                                                    tym można tłumaczyć takie zachowanie. Zachowanie skandaliczne, albowiem:
                                                    1. Dyskryminuje pewną grupę ludzi w przestrzeni społecznej.
                                                    2. Instytucja krk sama udziela de facto rozwodów.

                                                    Czyli stosuje podwójne normy- zarówno względem prawa, jak i kształtowaniu
                                                    mentalności społecznej.

                                                    Co było moją tezą. Której nikt nie odparł. Dziękuję za uwagę.
                                                  • tricolour Lipa, Krez.... 17.11.09, 16:43
                                                    Teze się dowodzi, a Ty jej nie udowodniłaś nawet gdyby uznać przedmiotową
                                                    odmowę za wykroczenie, bo:

                                                    1. Z faktu odmowy jednemu ambasadorowi nie wynika dyskrymiancja większej
                                                    liczby osób czy całych grup społecznych.
                                                    2. Intytucja Kościoła nie udziela rozwodów z defincji. Twoje
                                                    intepretacja "de facto" nie ma znaczenia. Liczy się prawo kościelne.
                                                  • krezzzz100 Re: Lipa, Krez.... 17.11.09, 17:00
                                                    Żadna lipa, Tri.
                                                    Ad 1. Wynika. Ten akurat fakt jest ZNAMIENNY. Wisz co to znaczy, mam nadzieję))))
                                                    Ad.2. Udziela. Ino nie z definicji. I o tę hipokryzję mi chodziło.

                                                    Nie umiesz przegrywać. To niedobra cecha.

                                                    Już Ci podziękowałam. Nie zwykłam powtarzać argumentów w nieskończoność.
                                                  • tricolour Sama przegrałaś... 17.11.09, 17:10
                                                    ... i w momencie, w którym przegrałaś zaczynasz dziękować czyli wycofywac
                                                    się rakiem.

                                                    Ad. 1. Jestem odporny na manipulację "wiesz, co to znaczy". Twoje dowody w
                                                    rzeczywistości nic nie znaczą więc nie nabiorę się: z faktu, że coś jest
                                                    znamiennne nic konkretnego nie wynika.

                                                    Ad. 2. Nie udziela. Nie udziela rozwodów, ale stwierdza nieważnośc
                                                    małżeństwa.

                                                    Ogólnie: wierzyłaś w Boga, wzięłaś ślub kościelny. Potem sie rozwiodłaś i
                                                    stałaś ateistką. Nie zostałaś jednak na tym etapie tylko deprecjonujesz
                                                    Kościół. Moim zdaniem nie radzisz sobie ani z własną wiarą, ani z ateizmem
                                                    więc wybrałaś deprecjację tego, co Ci uwiera.

                                                    Tylko czy mniej uwiera?
                                                  • krezzzz100 Re: Sama przegrałaś... 17.11.09, 17:20
                                                    I to jest cały Tri. Deprecjacja osoby i nic więcej.

                                                    Nie podałeś żadnego argumentu, który by obalił moje. Możliwe, że nie
                                                    zrozumiałeś, o czym napisałam początkowo. Przeczytaj raz jeszcze.

                                                    Moja rada- uwagi ad personam naprawdę niedobrze świadczą o ich autorze.

                                                    Z mojej strony EOT w Twoją stronę.
                                                  • tricolour Bo Ty nie masz argumentów... 17.11.09, 17:25
                                                    ... odmowa jednemu niedoszłemu ambasadorowi nie uprawnia do ekstrapolacji,
                                                    że Kościół prześladuje "całe grupy społeczne" (Twoje słowa). Tutaj nie ma
                                                    co obalać, bo już leży.
                                                  • rybak Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 16:42
                                                    Czy ja czegoś nie zrozumiałem z tym niedoszłym ambasadorem w Watykanie?
                                                    Że go Watykan nie chciał?
                                                    A Ty, Krezzz, masz prawo wybierać gości i lokatorów w swoim własnym domu, czy
                                                    nie? Jeśli np. nie palisz, przyjmiesz pod dach na stałe lokatora palącego jak
                                                    smok? Albo jeśli jesteś czynną weganką, przyjmiesz pod dach lokatora
                                                    dokonującego cotygodniowych rytualnych rzezań małych białych jagniątek
                                                    (meeeee!!!!!)?
                                                    Już bardziej strywializować się tego zwyczaju dyplomatycznego, działającego na
                                                    zasadach WZAJEMNOŚCI między państwami nie da.
                                                    Persona grata i non grata, znaczy... Uznanie ambasadora należy do państwa
                                                    przyjmującego i to od stuleci. I są na to sztywne KANONY protokołu i takich tam,
                                                    niezależne od wiary.
                                                  • krezzzz100 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 16:55
                                                    Rybaku,
                                                    mój dom to moja sfera prywatna. To po pirsze.
                                                    A po drugie- do instytucji png już odniosłam. Ale wytłuamczę. Tej instytucji się
                                                    NIE UZASADNIA.
                                                    A już zwłaszcza tym, co tu zostało PODNIESIONE.
                                                  • rybak Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 17:50
                                                    Ależ Ja ci białych małych jagniątek rzezać w Twym domu nie zamiarujęsmile. To był
                                                    tylko taki... skrót myślowy. Więc się nie asekuruj aż tak straszniesmile))
                                                    To po pirszesmile
                                                    A po drugie:
                                                    PNG... A oni... uzasadnili.
                                                    ... Hmmm... No i co teraz TY temuż Benedyktowi XVI czy innemu takiemu w białej
                                                    piusce - za to zrobisz? Konkretnie?

                                                    Na pozauczuciową rzeczywistość nie ma się co. Krezzz, obrażać (a i na uczuciową
                                                    można najwyżej - na siebiesmile). Trzeba ją starannie przerobić w sobie, a potem:
                                                    - albo zaakceptować z całym dobrodziejstwem inwentarza,
                                                    - albo odrzucić - czyli aktywnie zmieniać ją lub siebie, poświęcając w tym celu
                                                    wszystko co mniej dla nas ważne od tej zmiany - dla tej właśnie zmiany. Nawet za
                                                    cenę wyrzeczeń osobistych i bolącej d...
                                                    – Można też ew. na znak protestu przeciw rzeczywistości wybrać żywot pustelniczy
                                                    i emigrację wewnętrzną lub ostatecznie popełnić sepukku.
                                                    Ale jak nie da się ani tego, ani nie jest się gotowym - na tamto, to oznacza, że
                                                    problem jest DLA NAS SAMYCH - WYDUMANY i nie ma co się daną sprawą przejmować
                                                    ani języka po próżnicy strzępić, ani diabłów na końcu szpilki liczyć, bo nie
                                                    jest ona wcale dla nas aż tak ważna. Dopóki rzeczywiście życiu lub dobrostanowi
                                                    populacji i naszemu nie zagrażasmile))
                                                    Rozwody takie, rozwody inne... Ambasador, zaręczyny, sakramenty i kanony...
                                                    Unieważnienia, procesy... A tak naprawdę liczy się przecież coś zupełnie innego.
                                                    Zresztą, pomyśl, jakie ma znaczenie papier, choćby z wielką pieczęcią biskupią,
                                                    czy ten albo inny ambasador, a NAWET ten czy inny paragraf - wobec - naszego
                                                    własnego życia i serca?Ja WIEM, że kiedyś spojrzę w oczy wszystkich ludzi przeze
                                                    mnie świadomie i nieświadomie skrzywdzonych. I będę w nich szukać przebaczenia.
                                                    Ale... rozmawiasz z wierzącym grzesznikiem, a to się przecież nie liczy i nie ma
                                                    ŻADNEGO znaczenia, więc się nie przejmujsmile
                                                    Na dziś ważny jest... ambasadorsmile
                                                  • krezzzz100 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 18:02

                                                    No...uzasadnił był)))). Teraz już w odnisienieu do afery z Obamą, postepują
                                                    jakby jakby delikatniej, ale i tak się im ...hm...wymyka co nieco.

                                                    No i ja się nie obrażam, ja stwierdzam smile A...i żadnych emigracji wewnętrznych
                                                    nie potrzebuję, coś Ty, za ciekawie jest an to na .

                                                    Mnie to Rybaku,zwyczajnie interesuje. Jedyne uczucia, jakie w to wkładam, to
                                                    uczucia pasjonata ))))Interesuje mnie, co z tym będzie dalej-naprawdę ciekawe
                                                    czasy smile Zwłaszcza mnie interesuje styl, w jakim to wszystko się ....kulnie smile
                                                  • rybak Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 18:14
                                                    NIC się nie kulnie. NIC a NIC! A jak się NAPRAWDĘ kulnie, to i tak tego pewnie
                                                    nie zauważysz ani Ty, ani 99,999 proc. populacji.
                                                    Ale spoko - świat będzie w ten czy inny sposób istniał, jacyś na nim ludzie czy
                                                    inne mutantysmile) też i zaręczam Ci, że głównym ich problemem nadal pozostanie
                                                    pełen brzuch dzieci i swój, dach nad głową i jako takie bezpieczeństwo. Plus
                                                    dopiero dłuuuugo potem cała reszta z górnej części Maslowa. A juź dla naprawdę
                                                    zupełnie nielicznych - Obama na ekranie tv.smile
                                                    I co mają do tego wszystkiego, poza niewinnym przekomarzaniem się na tym forum,
                                                    facet w piusce i ambasadorsmile)) A już zupełnie nie wiem, co mają do tego
                                                    wszystkiego... rozwody.big_grin

                                                  • krezzzz100 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 18:28
                                                    No wisz, Rybaku, ja TEŻ jestem ETERNALISTKĄ (przynajmniej- ostatnio), czyli: i
                                                    tak się wszyściuchno wyzerujesmile))))))
                                                    Ale dopóki żyjem, dopóty żyjem, czyli się nie zerujem.

                                                    A ze się kulnie, nie ma bata. Już się tooooczy. Świat odetchnie, jak to się jako
                                                    tako unormuje. Wtedy nawet islam nam niegroźny, prawem ich! chłe, chłe)))))

                                                    To nie tylko rozwody, Rybaku. No, ale to nie na tę dyskusję smile
                                                  • rybak Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 18:39
                                                    Eeee tam. Ja tam se zamiast o tym, no, psiakość, trudne słowo, eternicie, czy
                                                    innem zawieraniu czegosik w sobie, teraz wolę pomyśleć, co bede źreć
                                                    wieczorkiemsmile). I o inkszych przyziemnych bardzo przyjemnościach tyż! Świata nie
                                                    zbawię, a co do własnego... mam spore wątpliwoścismile aczkolwiek ratuje mnie
                                                    nieprzemijająca wiara w łaskę dla prostaczkówsmile))
                                            • tricolour Przyjrzałem się "dowodowi" Krez.... 17.11.09, 15:12
                                              ... Ad.1. CC 614 2236-2244: „ Jeżeli zachodzą wyjątki, chociaż bardzo
                                              rzadkie, w odniesieniu do trwałości małżeństwa, jak np. w niektórych*
                                              małżeństwach naturalnych zawartych jedynie między niewierzącymi** lub
                                              pomiędzy chrześcijanami, jeśli chodzi o małżeństwa wprawdzie zawarte, ale
                                              jeszcze nie dopełnione, to wyjątki te są niezależne od woli ludzi, ani też
                                              od jakiejkolwiek władzy czysto ludzkiej, lecz od prawa Bożego, którego
                                              jedynym stróżem i tłumaczem jest Kościół Chrystusowy”.

                                              Zastanawiam się gdzie tutaj ta dyskryminacja? I jedyne, co mi przychodzi
                                              do głowy, to to, że ktoś MOŻE CZUĆ się dyskryminowany tym, że sam się
                                              rozwodził. I to jeszcze w szczególnym przypadku małżeństwa niedopełnionego.
                                              • krezzzz100 Re: Przyjrzałem się "dowodowi" Krez.... 17.11.09, 16:05
                                                No nie...Naprawdę nie rozumiesz tego tekstu? Dałam tłumaczenie (wolne) z
                                                watykańskiego na nasze w którymś postów do Moli, zajrzyj.
                                            • krezzzz100 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 15:15
                                              W protokole dyplomatycznym NIE SĄ PRZEWIDZIANE przeszkody natury osobistej typu:
                                              stan cywilny, wyznanie, orientacja seksualna, czy wyznawane poglądy.
                                              W konkursie MW przeszkody są podane)))))
                                              • mola1971 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 15:18
                                                Ale to najwyżej tłumaczy to, że rozwodnik był dyskryminowany, ale nie tłumaczy w
                                                żaden sposób tego o czym pisałaś, czyli nierównego traktowania powtórnych związków.
                                                A takie dyskryminacje rozwodników zdarzały się, zdarzają i zdarzać będą. I
                                                Kościół jako taki nie ma nic do tego. Banki też dyskryminują i jakoś nikogo to
                                                nie dziwi.
                                                • krezzzz100 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 15:50
                                                  Jak to- nie tłumaczy...To kto tego gościa dyskryminował? Krk przecie. Ze względu
                                                  na to, że jest rozwodnikiem (cywilnym).
                                                • krezzzz100 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 16:21
                                                  Mola, wytłumaczę Ci inaczej. Gdyby, dajmy na to, nauczycielowi składającemu
                                                  ofertę pracy została udzielona odmowa z usadadnieniem: "bo jesteś pan
                                                  rozwodnikiem" też być nie protestowała???
                                                  • tricolour Gdyby miał nauczać w Watykanie... 17.11.09, 16:27
                                                    ... to bym nie protestował.
                                          • krezzzz100 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 15:12
                                            Jest dyskryminacją rozwodnika, jeśli się PODA OFICJALNIE ZA POWÓD ROZWÓD.
                                            • tricolour No to inaczej... 17.11.09, 15:17
                                              ... czy brak wyższego wykształcenia jest dyskryminacją jeśli odmówi się
                                              stanowiska np. prezesa, na które nie trzeba wyższego wykształcenia?

                                              Mając do wybory innch kandydatów w wyższym wykształceniem...
                                              • krezzzz100 Re: No to inaczej... 17.11.09, 16:01
                                                Nie jest, Jeśli się poda w uzasadnieniu inne wyższe kwalifikacje onych
                                                kontrkandydatów.
                                                Tutaj w uzasadnieniu podano status ROZWODNIKA.

                                                Widzisz różnicę?
                                                • tricolour Sprecyzuj... 17.11.09, 16:15
                                                  ... jeśli się w uzasadnieiu powie, że inni kontrkandydaci mieli wyższe
                                                  wykształcenia, a pan "X" nie - nie jest dyskryminacja.

                                                  Jeśli się w uzasadnieniu powie, że pan "X" nie ma wyższego wykształcenia,
                                                  to jest, tak?

                                                  W obu przypadkach zakładamy, że podczas kwalifikacji w ogóle nie było mowy
                                                  i wykształceniu. Sprawę rozwodnika na razie zostawmy. Skupmy się na
                                                  uzasadnieniu odmowy brakiem wyższego wykształcenia.
                                                  • krezzzz100 Re: Sprecyzuj... 17.11.09, 16:24
                                                    Nie musimy tej sprawy (rozwodnika) zostawiać, bo rozumiem dokąd zmierzasz wink
                                                    Otóż, z tego, że znalazłby się ewentualny kandydat NIEROZWODNIK o porównywalnych
                                                    kwalifikacjach, nie wynika, że MOŻNA PODAWAĆ W UZASADNIENIU ODNOWY STATUS
                                                    ROZWODNIKA.

                                                    W tej akurat sprawie innych kandydatów nie było, bo zawsze zgłaszana jest jedna
                                                    kandydatura.
                                                  • tricolour Uważam, że za bardzo dobry powód... 17.11.09, 16:35
                                                    ... przejaw odwagi i precyzji słowa jeśli rzeczywiście nie chcieli
                                                    rozwodnika. Nie położyli uszu po sobie i nie kręcili przy za niskim
                                                    wzroście itp.

                                                    Piszesz, że to gruba sprawa? Może i dobrze...
                                                  • krezzzz100 Re: Uważam, że za bardzo dobry powód... 17.11.09, 16:39
                                                    Prawo jest od przestrzegania albo WYPOWIEDZENIA GO. Watykan nie powinien w ogóle
                                                    w takiej sytuacji instalować ambasadorów, skoro się nie zgadza w tym względzie z
                                                    obowiązującym prawem. Powinien też jasno zadeklarować swoje kryteria, ale tego
                                                    nie uczyni z przyczyn populistycznych.

                                                    Dziękuję za rozmowę.
                                          • krezzzz100 Re: Nie są równi wobec prawa... 17.11.09, 15:16
                                            Odpowiedź w poście do Moli poniżej.
                            • tricolour Gdzie jest napisane, że "złe" lub "dobre"... 17.11.09, 14:18
                              ... no gdzie to wartościowanie? Odrzucenie kandydatury ze względu na
                              cywilny rozwód to dobrze, czy źle?
                              • krezzzz100 Re: Gdzie jest napisane, że "złe" lub "dobre"... 17.11.09, 14:21
                                Źle.
                                • insula.incognita Re: Gdzie jest napisane, że "złe" lub "dobre"... 17.11.09, 14:24
                                  Krez, może Tobie chodziło o sankcjonowanie, a nie wartościowanie? I w tym
                                  kontekście, rozumiem, że uważasz ze sankcjonowanie rozwodów kościelnych
                                  (stwierdzenie niewazności czy jak im tam) - jest złe. (?)
                                  Tak by wynikalo z tego tekstu. Tak to rozumiem znaczy. wink
                                  • krezzzz100 Re: Gdzie jest napisane, że "złe" lub "dobre"... 17.11.09, 14:29
                                    Nie uważam sankcjonowania rozwodów za złe- ani tych cywilnych ani kościelnych
                                    (bo tym de facto są). Za złe uważam stosowanie podwójnej normy moralnej, czyli
                                    hipokryzji.
                                • tricolour A ja uważam, że ani dobrze, ani źle... 17.11.09, 14:24
                                  ... facet chciał, ale mu odmówiono. I tyle.

                                  Jrden ma prawo prosić, a drugi ma prawo odmówic.
                                  • krezzzz100 Re: A ja uważam, że ani dobrze, ani źle... 17.11.09, 14:30
                                    I powiedziano DLACZEGO. Bo był ROZWODNIKIEM. To było stanowisko OFICJALNE.
                                  • insula.incognita Re: A ja uważam, że ani dobrze, ani źle... 17.11.09, 14:46
                                    A mnie to szczerze mówiąc jest kompletnie obojętne.
                                    • krezzzz100 Re: A ja uważam, że ani dobrze, ani źle... 17.11.09, 14:52
                                      Twoje dobre prawo się nie interesować.
                                      Mnie jednak interesuje przestrzeń publiczna. Chciałabym NORMALNEJ, nie
                                      schizofrenicznej. I o tym rozmawiamy.
                                      • insula.incognita Re: A ja uważam, że ani dobrze, ani źle... 17.11.09, 15:01
                                        Obojetne bylo do " że facet chciał, a mu odmówili..<...>".

                                        Natomiast temu: "**wszyscy ochrzczeni, bez względu na to czy czują się członkami
                                        krk czy też nie ", nie sposób odmówić logiki.
                                        I w tym kontekście - dziesiejsze "uniewaznianie" slubów kościelnych- jest
                                        nielogiczne. A czy złe czy dobre.... dlatego sama pozostalam tylko przy chrzcie.
                                        Bo w miarę dorastania zaczęłam się gubić wink
                                        • krezzzz100 Re: A ja uważam, że ani dobrze, ani źle... 17.11.09, 15:20
                                          Mnie to nie jest obojętne. To ma określone konsekwencje.
                                          • insula.incognita Re: A ja uważam, że ani dobrze, ani źle... 17.11.09, 15:24
                                            Dla mnie nie ma. Bo jak wspomniałam, skończylam swoja edukację religijną na
                                            poziomie chrztu.
                                            Choć w szerszym kontekście np wpływu KK na Państwo, oczywiście mnie to nurtuje.
                                            Ale to juz inny temat.
                                            • krezzzz100 Re: A ja uważam, że ani dobrze, ani źle... 17.11.09, 15:47
                                              Noo, to jest właśnie przykład wpływu krk (tu: Watykanu) na stosunki z innymi
                                              państwami.
                                              • insula.incognita Re: A ja uważam, że ani dobrze, ani źle... 17.11.09, 15:55
                                                To zapraszam Cię do dyskusji na te tematy tu:

                                                forum.gazeta.pl/forum/f,89075,Forum_ze_Dworum.html
                                                • krezzzz100 Re: A ja uważam, że ani dobrze, ani źle... 17.11.09, 16:04
                                                  Dzięki, zajrzę smile
                                        • krezzzz100 Re: A ja uważam, że ani dobrze, ani źle... 20.11.09, 10:35
                                          insula.incognita napisała:

                                          > Obojetne bylo do " że facet chciał, a mu odmówili..<...>".
                                          >
                                          > Natomiast temu: "**wszyscy ochrzczeni, bez względu na to czy czują się członkam
                                          > i
                                          > krk czy też nie ", nie sposób odmówić logiki.

                                          Masz rację, bo to jest punkt właścicielstwa systemu. Będziesz do nas przynależał
                                          na wieki wieków cynamom. Mamy parwo się do Ciebie odnosić AKTYWNIE, czyli w
                                          kategoriach Twojego GRZECHU. Nie od parady instytucja najgorzej znosi
                                          OPUSZCZENIE JEJ. Odstępca jest gorszy od najgorszego złoczyńcy.
                                          Za wszelką cenę utrzymać relację WZGLĘDEM (WOBEC) jednostki. Niezatarte znamię
                                          chrztu, którego nie można unieważnić, a że jednostka chrzczona jako noworodek
                                          czy inne niemowlę- eee tam.
                                          A przecież w demokratycznym świecie każda umowa, która nie ma możliwości
                                          wypowiedzenia (oczywiście pod określonymi warunkami), jest NIEWAŻNA.
                                          Mówiąc bardziej trywialnie- krk to druga instytucja oprócz MAFII, z której nie
                                          można się wypisać. (Apostazja długo była traktowana jako swoisty akt
                                          nieposłuszeństwa, i tak jest de facto traktowana do dziś. Inaczej nie nakładano
                                          by na apostatę kar (ekskomuniki), tylko by aprobowano jego wystąpienie).
                                          To subtelna i perfidna manipulacja.

                                          > I w tym kontekście - dziesiejsze "uniewaznianie" slubów kościelnych- jest
                                          > nielogiczne.

                                          Tak.

                                          A czy złe czy dobre.... dlatego sama pozostalam tylko przy chrzcie
                                          > .

                                          Pytanie o wartościowanie jest zwyczajnie nie na miejscu. To po prostu MOŻLIWOŚĆ
                                          WYBORU. I już.

                                          > Bo w miarę dorastania zaczęłam się gubić wink

                                          >
                                          >
                                          >
                                          >
                                          • tricolour Opuszczenie jesst najgorsze? 20.11.09, 14:26
                                            A jakież to krzywdy Ciebie spotakały za opuszczenie Kościoła? Są w
                                            ogóle jakieś konkretene czy wszytskie wyimaginowane?
            • krezzzz100 Re: to zenujace 16.11.09, 21:37
              A bo to jest logika inna niż dwuwartościowa. Logika światów nierzeczywistych, w
              których nie istnieje, to co istnieje, a istnieje, co nie istnieje. Z grubsza:
              nie istnieje małżeństwo, ale istnieje sakrament. To naprawdę wyższa szkoła jazdy.
      • cleer13 Re: to zenujace 16.11.09, 19:05
        a.niech.to napisała:

        > Młodzi pędzą za mirażem wykreowanym przez kolorową prasę, komedie
        > romantyczne i inne takie pazłocia. Życie nie da się jednak
        oszukać,
        > więc - rozwód.

        No tak - dziś seriale i takie inne badziewia. A kiedys Mniszkówna
        i jej podobne robiły ludziom wodę z mózgu. No i kiedys jeszcze była
        większa presja rodziny, dziś lans na fajną imprezę jaką jest
        przyjęcie weselne.Róznica polega tylko na tym,że 'Kiedyś"kobieta nie
        była w stanie utrzymac siebie i dzieci, więc cierpiała po cichutku,
        bo jesli w małżeństwie się nie układało tzn że nie potrafiła dmuchac
        w domowe ognisko. I dziś też zdarza się że kobieta tkwi w chorym
        układzie z bezradności, ale to znacznie rzadsze przypadki.
    • kicia031 Re: to zenujace 16.11.09, 15:20
      Tylko jedna para byla
      > ze soba juz od 10 lat. Reszta do 5.

      W dawnych czsach obowiazywal zasada, ze oswiadczyny nastepowaly po
      roku mniej wiecej ubiegania sie o wzgledy panny, a zareczyny trwaly
      rok, o ile mlodzi nie byi bardzo mlodzi, wtedy do 2 lat.

      Zwiazek 10 letni, czy nawet 5 letni jest dla mnie czyms
      zdumiewajacym - jesli mezczynza nie oswiadcza sie po gora 2 latach,
      albo nie dazy do slubu w ciagu roku od zareczyn, top mowimy NEXT i
      szukamy kandydata bardziej zdecydowanego na bycia z nami.
      • kiciabeauty Re: to zenujace 16.11.09, 21:45
        kicia, żebym ja cię posłuchała te parę lat temu... to teraz bym nie miała swoich
        problemów "po kokardkę"...
    • malina81-2 Re: to zenujace 16.11.09, 15:24
      a jak leczyć z alkoholizmu i agresji kogoś kto tego nie chce?
      Chetnie posłucham, może psycholog, który mi doradzał nie był na tyle
      kompetentny co ty. Ile zdrad można wybaczyć: 1,2,3,20?
    • mola1971 Re: to zenujace 16.11.09, 15:30
      Oj tam, czepiasz się wink
      Przecież to tak fajnie przebiec się w białej kiecce do ołtarza, poza tym wszyscy
      kumple mają już żony i bobaski wink
      A tak na poważnie to też zauważyłam ten pęd do ołtarza i jak dla mnie jest to po
      prostu taka moda. Przemysł ślubno - weselny kwitnie i kreuje tą modę. I ślub i
      małżeństwo zatraciły swoją pierwotną wartość a stały się czymś w rodzaju tylko
      kolejnej imprezy towarzyskiej. Odnoszę wrażenie, że rzadko kto zastanawia się
      nad tym co będzie potem, gdy designerski bukiet już się zeschnie a goście
      weselni wytrzeźwieją.
      • a.niech.to Re: to zenujace 16.11.09, 16:04
        W świadomości jest też dobrze zakorzenione awaryjne wyjście.
        • mola1971 Re: to zenujace 16.11.09, 16:06
          Pewnie tak.
          Tylko po co do cholery wtedy w ogóle brać ślub? Nie lepiej żyć na kocią łapę? No, ale wtedy nie byłoby tego upragnionego cyrku z białą kiecką, welonem i innymi pierdołami smile
          • a.niech.to Re: to zenujace 16.11.09, 16:13
            ...i co by ludzie powiedzieli???
            • mola1971 Re: to zenujace 16.11.09, 16:17
              No tak...
              To co powiedzą ludzie to przecież baardzo ważne, zasadnicze wręcz wink))
              • tricolour A Wy obie po kościelnym? 16.11.09, 16:31
                • a.niech.to Re: A Wy obie po kościelnym? 16.11.09, 16:40
                  Ja tak, chociaż kiedy to było...
                • mola1971 Re: A Wy obie po kościelnym? 16.11.09, 17:11
                  Oczywiście, że tak. Ino ja ślub brałam z zupełnie innych pobudek niż obecnie się
                  to robi. Nie dla białej kiecki i wesela bynajmniej. Zresztą wesela nawet nie
                  miałam bo nie chciałam.
                  • krezzzz100 Re: A Wy obie po kościelnym? 16.11.09, 21:53
                    A ja teraz nie miałam wesela, gości, obrączek, ślubnej kiecy, ino NAS)))))
    • sonia_30 Re: to zenujace 16.11.09, 15:36
      Trzeba było im powiedzieć co sądzisz...
    • tarantinka Re: to zenujace 16.11.09, 15:47
      z drugiej strony - po tych wszystkich przejściach i doświadczeniach
      człowiek może i jest odpowiedzialny ale co mu z tej
      odpowiedzialności jak zmiast poddać się od tak po prostu emocjom to
      gdyba, testuje i się blokuje na nowebig_grin Zamiast się żenułować to się
      cieszmy że ludziom się wogóle chce, przynajmniej jakiś przyrost
      naturalny bedzie. Ja tam zazdroszczę młodym tego błysku w oku i tej
      wiary, że aż do śmierci, a czy coś wyjdzie czy nie wyjdzie to tak
      subiektywne jest że nie nam oceniać.
    • tricolour Przecież nie ma unieważniania... 16.11.09, 15:48
      ... ani ślubów kościelnych ani innych sakramentów więc skąd taki lament?
      • krezzzz100 Re: Przecież nie ma unieważniania... 16.11.09, 21:51
        Tak, wiemy Tri, że istnieje stwierdzenie nieważności sakramentu. Lament (albo
        ubaw, zależy dla kogo) stąd, że ludzie stawiają sakrament wyżej niż związek-
        oczywiście dla DOBRA związku.
        • mola1971 Re: Przecież nie ma unieważniania... 16.11.09, 21:54
          Krezzz, to nie tak.
          Pewnie zdarzają się jakieś chore sytuacje, gdy ludzie dla "papierka" starają się o uznanie nieważności, ale tacy odpadają już we wstępnej selekcji.
          Ale nie chce mi się ciągnąć tematu bo już wielokrotnie był na tym forum omawiany a jak zwykle najwięcej do powiedzenia o Bogu mają ateiści wink
          • krezzzz100 Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 07:39
            Mola, nie odpadają w tej wstępnej selekcji. Wiesz, że Polacy są na drugim
            miejscu w świecie pod względem ilości składanych wniosków? Powołują się
            oczywiście w porażającej większości legendarną "niedojrzałość".
            Wierzysz, że tylu było "niedojrzałych"?

            Rozumiem, że ateiście o Bogu wypowiadać się nie wolno. A czemu? Za pewne o
            praktykach kościelnych także nie? Możesz wyjaśnić, czemu?
            • tricolour W kanonach nie ma "niedojrzałości"... 17.11.09, 08:07
              ... więc trudno się na nią powoływać. Myślę, że sugerujesz się
              dziennikarską "jakością" przedstawiania problemu.
              • krezzzz100 Re: W kanonach nie ma "niedojrzałości"... 17.11.09, 09:39
                Kan. 1095 — Niezdolni do zawarcia małżeństwa są ci, którzy:
                Są pozbawieni wystarczającego używania rozumu;
                Mają poważny brak rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków
                małżeńskich wzajemnie przekazywanych i przyjmowanych;
                Z przyczyn natury psychicznej nie są zdolni podjąć istotnych obowiązków
                małżeńskich.

                Czyli: są NIEDOJRZALI psychicznie lub intelektualnie (bądź chorzy psychicznie
                lub "na rozumie").

                Oczywiście, uważam niedojrzałość za poważny czynnik rozpadu związków. Dlaczego
                jednak miałoby to oznaczać, że związek, w którym jedna lub dwie strony są
                niedojrzałe, miałby być niesakremntalny, dalibóg nie rozumim. To bóg gardzi
                ludźmi niedojrzałymi?

                Ważniejsze jednak dla mnie, jako niekatoliczki to, że krk deprecjonuje rozwody
                świeckie orzekane z TEGO SAMEGO POWODU, czyli niedojrzałości, a nie deprecjonuje
                uznania sakramentu za niebyły? Przecież to prowadzi do tego samego- do
                możliwości zawarcia kolejnego związku.

                Wychodzi znowu na to, że to nie chodzi o to, że para nie może się rozejść z
                powodu owej niedojrzałości/choroby i zawrzeć kolejnego związku, bo jak widać,
                MOŻE. to chodzi li tylko o to, że to ma być SAKRAMENT. Czyli: niekatolicy nie
                mogą, a katolicy mogą.

                Ergo: ludzie niereligijni w tej samej sytuacji postępują źle, a katolicy- dobrze.

                • tricolour A skąd taki wniosek? 17.11.09, 13:02
                  Skoro w kanonie nie pada słowo "niedojrzali" to skąd generalizujący
                  wniosek, że cały kanon 1095 da się skupić w jednym słowie "niedojrzali"?
                  Wczoraj miałaś pretensje do cudzej generalizacji, a dzisiaj nie masz do
                  własnej?

                  I ta generalizacja dorowadziła Cię wysnucia nieprawdziwego wniosku,
                  którego - rzecz jasna - nie rozumiesz, bo nie można zrozumieć. Proszę
                  bardzo:

                  "Dlaczego jednak miałoby to oznaczać, że związek, w którym jedna lub dwie
                  strony są niedojrzałe, miałby być niesakramentalny" - nikt tak nie
                  twierdzi.

                  Twierdzi: związek jest nieważny gdy "Z przyczyn natury psychicznej nie są
                  zdolni podjąć istotnych obowiązków małżeńskich". Rozumiesz znaczenie
                  PODJĄĆ obowiązki?

                  Podobnie z dalszymi Twoimi wnioskami opartymi na niedojrzałości, o której
                  w kanonie nawet słowem nie wspomniano.
                  • krezzzz100 Re: A skąd taki wniosek? 17.11.09, 13:33
                    Ależ nigdzie nie napisałam, że treść tegoż kanonu sprowadza się wyłącznie do
                    niedojrzałości. Zauważyłeś słowo "choroba"? Jeśli nie, to podpowiadam: w
                    zwrocie: "niedojrzałość/choroba". To po pierwsze. Do tego sprowadzają się
                    wymienione w tym kanonie sytuacje, i nie jest to żadna generalizacja, ino prosty
                    wniosek))))

                    Nie obaliłeś żadnego z moich argumentów.

                    Po drugie- "Kwestia podejmowania istotnych obowiązków małżeńskich". Coś mi się
                    zdaje, że dowód materialny w postaci ISTNIEJĄCEGO związku jest tym dowodem, a
                    już najlepszym są DZIECI.

                    Słabo, Tri.
                    • tricolour O chorobie też mowy nie ma..... 17.11.09, 13:39
                      ... nie ma słowa o tym, co napisałas jako swoją interpretację.

                      "Po drugie... coś mi się zdaje..." - właśnie - zdaje Ci się. I tylko tyle.

                      "Słabo, Tri" - użycie argumentu "ad personam" to ta elementarna kultura, o
                      którą wczoraj prosiłaś?
                      • krezzzz100 Re: O chorobie też mowy nie ma..... 17.11.09, 14:16
                        To WYNIKA z zapisów tego kanonu. Owa niezdolność może być dwojakiej natury:
                        medycznej (patologia) lub niedojrzałości. Znasz inne odniesienia tego kanonu?
                        • tricolour Nie, nie wynika... 17.11.09, 14:34
                          ... jednoznacznie niedojrzałośc czy też patologia.

                          Kanon wyrażnie mówi o przyczynach psychicznych, które uniemożliwiają
                          podjęcie obowiązków małżeńskich. To znacznie więcej niż niedojrzałość czy
                          patologia w sensie WHO ponieważ można być zdrowym i dojrzałym, a nie
                          podjąć tych obowiązków.

                          "Znasz inne odniesienia tego kanonu?" Jestem w stanie sobie wyobrazić, że
                          poślubiłem jakimś sposobem dziwkę. Niczego bym z nią nie podjął... z
                          obrzydzenia.
                          • krezzzz100 Re: Nie, nie wynika... 17.11.09, 14:39
                            Zdrowy i dojrzały a nie podejmujący tej decyzji, czyli działający z PREMEDYTACJĄ
                            podpada pod inny kanon.
                            • tricolour Mylisz, się Krez... 17.11.09, 14:47
                              ... i zastanawiam czy rzeczywiście pracujesz u źródeł.

                              W procesie pod nic sie nie podpada. W procesie formułuje sie tezę
                              procesową opartą na Kodeksie Kanonicznym i sie tej tezy dowodzi.

                              Poza tym obrzydzenie jest stanem psychiki, a nie działaniem z premedytacją.
                              • krezzzz100 Re: Mylisz, się Krez... 17.11.09, 15:18
                                To się zastanawiaj))))

                                Obrzydzenie w tej materii jest defektem albo chorobowym albo wynikającym z
                                niedojrzałości psychicznej [tutaj także: upośledzające (w tym wypadku)
                                działanie traumy].
                                • tricolour To bardzo proszę... 17.11.09, 15:25
                                  ... a numer systematyczny jednostki chorobowej wg WHO, bo rozumiem, że
                                  jesteś także specjalistą medycznym.
                                  • krezzzz100 Re: To bardzo proszę... 17.11.09, 15:29
                                    Nie, nie jestem)))) Numery se sam znajdź. To nie jest trudne, a nawet bardzo
                                    proste)))
                                    • tricolour Czyli wszystko upadło... 17.11.09, 15:34
                                      ... spodziewałem się tego.

                                      Zresztą to moje nie pierwsza dyskusja, która kończy się niczym ze
                                      strony "kombinujących". Nawet jej długośc podobna do innych sporów...
                                      • krezzzz100 Re: Czyli wszystko upadło... 17.11.09, 15:41
                                        Niby czego się spodziewałeś? Mam Ci wymieniać wszystkie możliwe choroby
                                        psychiczne, które mogą skutkować obrzydzeniem do cudzego ciała, a czasem i własnego?

                                        No i znowu generalizacja, ech....
                                        • tricolour Nie wszystkie - wymień jedną jednostkę chorobową 17.11.09, 15:54
                                          ... z systematycznego wykazu chorób wg WHO (trzeba mieć jakiś formalny
                                          układ odniesienia), która objawia się wyłącznie obrzydzeniem do obcowania
                                          z dziwką. Bardzo proszę, bo uważam takie obrzydzenie za normę i objaw
                                          zdrowia.

                                          Krez - nie mówiłem o jakimś ciele tylko o konkretnym ciele, na Twoją jasną
                                          prośbę zbudowania przykładu ilustrującego "działanie" kanonu 1095. Ty
                                          twierdziłaś, że z kaknonu wynika WYŁACZNIE choroba lub niedojrzałość, ja
                                          twierdzę, że jest on znacznie szerszy: nic z niego nie wynika. Jest wręcz
                                          odwrotnie, bo relacja wynikowa jest w drugą stronę: to z określonych
                                          zachowań ludzkich wynika możliwośc zaklasyfikowania ich jako "niemożność
                                          natury psychicznej...".
                                          • krezzzz100 Re: Nie wszystkie - wymień jedną jednostkę chorob 17.11.09, 16:13
                                            Do podanych przez Ciebie przykładów się odniosłam. Działanie z premedytacją
                                            podlega pod inny kanon, a obrzydzenie do dziwki może mieć różne pochodzenie
                                            (tutaj: niedojrzałość, jeżeli facet wiedział, że wychodzi za dziwkę). Jeżeli zaś
                                            nie wiedział, to też stosuje się inny kanon (zatajenie ważnych informacji)
                                            • krezzzz100 Re: Nie wszystkie - wymień jedną jednostkę chorob 17.11.09, 16:17
                                              oczywiście- żeni się
                                              • krezzzz100 Re: Nie wszystkie - wymień jedną jednostkę chorob 17.11.09, 16:17
                                                choć można i wyjść za dziwkarza wink
                                            • tricolour Krez - naprawdę nie dostrzegasz o co mi chodzi? 17.11.09, 16:25
                                              Czy lawirujesz tracąc - moim zdaniem - pozycję w dyskusji?

                                              Mnie nie chodzi, że facet ma pretensje o zatajenie informacji, co można by
                                              podciągnąć pod inny kanon gdby facet chciał.

                                              Mnie chodzo o to, że facet czuje obrzydzenie i to obrzydzenie nie pozwala
                                              mu się zbliżyć do tejże kobiety i nawiązać jakiejkolwiek relacje. No nie
                                              mów, że obrzydzenie do dziwki jest objawem niedojrzałości.
                                              • krezzzz100 Re: Krez - naprawdę nie dostrzegasz o co mi chodz 17.11.09, 16:47
                                                No i znowu supozycje....

                                                Odpisałam już- jeżeli wiedział kto zacz, a teraz czuje obrzydzenie- jest to
                                                NIEDOJRZALOŚĆ.
                                                • tricolour A jeżeli nie wiedział? 17.11.09, 16:52
                                                  I nie ma pretensji o zatajenie tylko czuje obrzydzenie?

                                                  Facet oddziela zachowanie od uczuć i nie ma pretensji do żony, że byłą
                                                  dziwką tylko przez własne obrzydzenie nie może z nią żyć.
                      • krezzzz100 Re: O chorobie też mowy nie ma..... 17.11.09, 14:24
                        Słabe, nieskuteczne rozumowanie, Tri. Można chyba tak ocenić, prawda?
                        Nie am tu nic ad personam.
                • kasper254 Re: W kanonach nie ma "niedojrzałości"... 17.11.09, 13:04
                  1.Słuchaj, krez, tupetem osłaniasz całkowitą ignorancję w tych
                  sprawach. Czasem jedna głupia kropka decyduje o zawartości;
                  wszystko, co po niej, może być już niczym. Czytają Cię tutaj ludzie,
                  którzy mogą być porażeni Twoją "przenikliwością", logiką itd.
                  2. Z normami religijnymi jest tak, że są tworzone przez jeden
                  ośrodek centralny. Muszą uwzględniać wiele celów: racjonalność,
                  efektywność, niesienie określonych wartości, reakcję na nowe
                  problemy itd. I Kościół Katolicki zaczął się reformować, m.in.
                  znamienny jest tutaj ruch/kierunek/proces pod hasłem aggiornamento.
                  W poruszanej tutaj problematyce należało jakoś zareagować na plagę
                  rozwodów świeckich i dać podobną instytucję o charakterze
                  religijnym. Osobiście nie uważam, że jest to sprawiedliwe, ale norma
                  społeczna nie musi być sprawiedliwa. Czy sprawiedliwe jest to, że
                  górnicy, rolnicy, stoczniowcy maja inne prawodawstwo o charakterze
                  osłonowym/ socjalnym/dot. stosunków pracy? Czy w związku z tym mają
                  nie korzystać z przywilejow, które im dzisiaj daje prawo?
                  Ja nie korzystam z instytucji "rozwodu" kościelnego, mimo, że
                  moja żona jest chrześcijanką. Nie znaczy to jednak, że nie może tego
                  zrobić Tri czy inni. Możesz krytykować takie postawy, ale nikt Cię
                  nie upoważnia do drwin. Pozostaje jednak ciągle aktualna moja
                  uwaga,że nie rozumiesz, o czym piszesz.Akurat w tym poście
                  dokonujesz naiwnej wykładni językowej, która nijak się ma do
                  wykładni teleologicznej, o której wzmiankowałem powyżej, tłumacząc
                  Ci te rzeczy.
                  3. Jestem ateistą - tytułem uzupełnienia
                  • tricolour Owszem - masz rację... 17.11.09, 13:27
                    ... to jest proces dostosowawczy. Gdy rozpoda się połowa związków, to
                    można zamknąć oczy lub przyjrzeć się zjawisku, a z przyglądania wysnuć
                    wniosek.
                    • krezzzz100 Re: Owszem - masz rację... 17.11.09, 14:14
                      Z tym się zgadzam. Że proces dostosowawczy. Ino, że niesłychanie demoralizujący
                      ((((((
                  • mola1971 Re: W kanonach nie ma "niedojrzałości"... 17.11.09, 13:30
                    Kasper, jestem pod wrażeniem.
                    Widać, że naprawdę zainteresowałeś się tematem.
                    • krezzzz100 Re: W kanonach nie ma "niedojrzałości"... 17.11.09, 13:41
                      Może i zainteresował, ale nie uargumentował smile
                  • krezzzz100 Re: W kanonach nie ma "niedojrzałości"... 17.11.09, 13:40
                    Witam Ateistę)))

                    1. No, niestety, jak narazie nikt mi żadnej ignorancji nie wykazał, Kasprze. Ty
                    zaś swoim postem zwłaszcza.

                    2. O tupecie to na Twoim miejscu bym się nie wypowiadała))))

                    3. Bardzo Cię cenię za to, że nie korzystasz z tej hipokrytycznej instytucji,
                    choć jako ateista zapewne Cię ona nie dotyczy. Niemniej i tak doceniam, bo w
                    Polsce wielu katolików-ateistów z niej korzysta.

                    4. Ależ ja nie drwię, ino podnoszę kwestie. Odpowiedz mi merytorycznie- to
                    najprostsze.

                    %. Tri i inni mogą se korzystać z tych hipokrytycznych przywilejów do woli.
                    Przecież im tego nie zabraniam. w ogóle o tym nie mówiłam, Kolejny raz
                    przypominam; MÓWIĘ O WARTOŚCIOWANIU PRZEZ KRK INSTYTUCJI ROZWODU (dla tych,
                    którzy nadal nie rozumieją: NIELOGICZNYM DEPRECJONOWANIU ROZWODÓW CYWILNYCH W
                    SFERZE PUBLICZNEJ).
                    • tricolour Daj dowód tego wartościowania.... 17.11.09, 13:45
                      • krezzzz100 Re: Daj dowód tego wartościowania.... 17.11.09, 14:23
                        Dałam- patrz: niedoszły ambasador Francji przy Watykanie.
                        Zresztą teraz trochę podobna sytuacja (już nie co do rozwodów, ale innych
                        aspektów) rozgrywa się w odniesieniu do stanowiska ambasadora USA.
              • krezzzz100 Re: W kanonach nie ma "niedojrzałości"... 17.11.09, 10:14
                Jeszcze jedno. Myślenie o kimś w kategoriach "wiedzy gazetowej" daje do myślenia
                o autorze owych "przemyśleń))
                • tricolour Kto mówił o "wiedzy gazetowej"? 17.11.09, 13:12
                  Ja napisałem, że sugerujesz się dziennikarską "jakością" przedstawienia
                  problemu.

                  Jeśli Cię to razi i uważasz, że deprecjonuje, to proszę bardzo: jakie masz
                  merytoryczne podstawy, by zajmować się prawem kanonicznym? Wykształcenie,
                  wiedza, doświadczenie, osiągnięcia?
                  • krezzzz100 Re: Kto mówił o "wiedzy gazetowej"? 17.11.09, 14:12
                    Nie muszę Ci podawać danych szczegółowych, bo mnie zidentyfikujesz smile. Musi Ci
                    wystarczyć, że się tym zajmuję smile U samych "Źródeł". Poważnie.
                    • mola1971 Re: Kto mówił o "wiedzy gazetowej"? 17.11.09, 14:23
                      krezzzz100 napisała:
                      się tym zajmuję smile U samych "Źródeł". Poważnie.

                      To wiele tłumaczy smile
                      Pod latarnią najczęściej bywa najciemniej wink
                      • krezzzz100 Re: Kto mówił o "wiedzy gazetowej"? 17.11.09, 14:32
                        Coś więcej? Bo mnie Twoje słowa tłumaczą zaiste niewiele))))))))
                        • mola1971 Re: Kto mówił o "wiedzy gazetowej"? 17.11.09, 14:37
                          Tutaj to już sobie po prostu na złośliwość małą pozwoliłam wink))
                          • krezzzz100 Re: Kto mówił o "wiedzy gazetowej"? 17.11.09, 15:22
                            Widzę. Ja też))))
            • mola1971 Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 11:46
              Krezzz, ależ wolno ateiście o Bogu rozprawiać smile
              Ino ateista pewnych niuansów nie zrozumie bo je trzeba czuć a nie rozumieć. No i wierzyć trzeba.
              I dlatego ja z ateistami o Bogu rozprawiać po prostu nie lubię. I nie będę smile
              • krezzzz100 Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 12:05
                Mola, ale to, ja podniosłam jako żywo się do boga/bogów nie odnosi smile
                My tu nie o bogu rozprawiamy, tylko o nielogicznym wartościowaniu.
                • mola1971 Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 12:26
                  Krezzz, ale unieważnienia małżeństwa nie da się rozpatrywać w kwestii logiczne, nielogiczne.
                  Pewnie bywają takie przypadki, ale dla mnie osobiście to jest kwestia wewnętrznego przekonania a nie logiki. Owszem, sąd rozpatrując taki wniosek bada jego zasadność i zgodność z pewną logiką, ale komuś kto tego nie czuje trudno to wytłumaczyć. Zresztą nawet nie czuję się osobą kompetentną by to tłumaczyć bo nie jestem osobą duchowną. Sama mam jeszcze na ten temat bardzo mało wiedzy. W każdym razie dużo mniej niż bym mieć chciała.
                  • krezzzz100 Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 12:42
                    Mola, no teraz se jaja robiszsmile Przecież ja mówię o prawie (tu: kanonicznym), a
                    nie o Twoich przekonaniach. No i jeżeli masz za mało wiedzy, to nie zrzucaj tego
                    na to, że z ateistami o bogu nie będziesz rozmawiała ani na to, że nie jesteś
                    osobą duchowną. Z tym się przecież musi mierzyć (przynajmniej: powinien) KAŻDY,
                    kto zawiera związek sakramentalny.
                    • mola1971 Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 12:46
                      No i właśnie Krezzz nic a nic nie zrozumiałaś smile
                      A co Ci w tym prawie kanonicznym nie odpowiada? Czy raczej co Ci przeszkadza?
                      • krezzzz100 Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 13:25
                        A czegóż to Molu nie zrozumiałam, bo nie napisałaś smile

                        Mnie nic nie przeszkadza w prawie kanonicznym, nie o tym pisłam. Pisała o
                        WARTOŚCIOWANIU PRZEZ KOŚCIÓŁ POWTÓRNYCH ZWIĄZKÓW.
                        • mola1971 Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 13:29
                          Ale Kościół w żaden sposób nie wartościuje powtórnych związków. Skąd taki wniosek?
                          • krezzzz100 Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 14:52
                            Odpowiedź w poście do Tri.
                        • tricolour Wartościowanie przez Kościół katolicki.... 17.11.09, 13:42
                          ... cytuję:

                          "Do niesakramentalnych" - ks. Mieczysław Maliński

                          "Życie twoje nie zamyka się wyłącznie na sprawie małżeństwa zawartego
                          niezgodnie z prawem Bożym.
                          Życie twoje to są dwadzieścia cztery godziny na dobę.
                          To jest twoje ranne wstawanie, ubieranie się, śniadanie.
                          Twoja praca zawodowa, czyli osiem lub więcej godzin najlepszego czasu w
                          ciągu dnia, która stanowi szczególny obszar moralny.
                          To są twoje posiłki, twoje środowisko rodzinne, domowe, kontakty z
                          przyjaciółmi, ze znajomymi.

                          Twoje życie to mnóstwo problemów – gdzie możesz być pełen inicjatywy albo
                          bierny; możesz kłamać i oszukiwać albo być prawy i uczciwy; gdzie będziesz
                          pracował albo się lenił; będziesz pazerny, chciwy albo wielkoduszny i
                          bezinteresowny; nienawistny, mściwy albo przebaczający, darowujący;
                          kłótliwy, chamski albo opanowany, zgodliwy. Życie twoje to mnóstwo wątków,
                          spraw.
                          Owszem, jednym z nich jest twoja sprawa małżeńska, ale nie wyłącznie.
                          Ty musisz żyć w różnych powiązaniach, działaniach, które masz przed sobą
                          jako fachowiec pracujący w swoim zawodzie, jako właściciel, kierownik,
                          dyrektor, ty – jako matka, żona, babcia, jako pracownica, urzędniczka,
                          pielęgniarka, lekarz. I w tych wszystkich innych działaniach musisz być
                          człowiekiem.
                          Przecież będziesz sądzony przez Pana Boga za całe życie.
                          Nie wyłącznie za małżeństwo drugie czy trzecie, ale za to, czyś był wielki
                          albo mały, czyś był oszust albo uczciwy, czyś był pracowity albo leń, czyś
                          był człowiekiem albo nieczłowiekiem.
                          • mola1971 Re: Wartościowanie przez Kościół katolicki.... 17.11.09, 13:46
                            I albo ktoś to rozumie albo też nie...
                            Kwestia wyboru.
                            • krezzzz100 Re: Wartościowanie przez Kościół katolicki.... 17.11.09, 14:14
                              Nie wyboru, tylko rozumienia lub nie. Rozumienia się NIE WYBIERA, Mola.
                              • mola1971 Re: Wartościowanie przez Kościół katolicki.... 17.11.09, 14:21
                                Za to wybiera się CHĘĆ zrozumienia. Jeśli ktoś uparcie tkwi przy swoich poglądach, zamyka się na poglądy innych to znaczy, że nie ma CHĘCI by zrozumieć inny punkt widzenia.
                                • krezzzz100 Re: Wartościowanie przez Kościół katolicki.... 17.11.09, 14:26
                                  Mola, co mają chęci do zapisów prawa? Dyskutuj merytorycznie, ja Cię proszę
                                  (mogłabym odbić piłeczkę z tymi chęciami, ale po co?)
                                  • mola1971 Re: Wartościowanie przez Kościół katolicki.... 17.11.09, 14:32
                                    Krezzz, dyskutować będę tak jak będę chciała smile
                                    Temat jako taki wyklucza li tylko merytoryczną dyskusję bo ociera się o wiarę a wiara jako taka merytoryczna nie jest.
                                    • krezzzz100 Re: Wartościowanie przez Kościół katolicki.... 17.11.09, 14:38
                                      Prawo jest domeną merytoryczną))))))))

                                      A pewnie, że se możesz gadać po swojemu. Ale mnie zależy na rozmowie
                                      MERYTORYCZNEJ. Może mi zależeć, prawda?
                                      • mola1971 Re: Wartościowanie przez Kościół katolicki.... 17.11.09, 14:44
                                        No zależeć Ci może smile Niezbywalne prawo do tego masz smile
                                        • krezzzz100 Re: Wartościowanie przez Kościół katolicki.... 17.11.09, 15:25
                                          No to zapodaj jakiegoś argumenta (merytorycznego ma się znaczyć) smile
                                          • mola1971 Re: Wartościowanie przez Kościół katolicki.... 17.11.09, 17:28
                                            Chętnie bym zapodała ino widzę, że dyskusja w nieznanym mi kierunku zmierza i
                                            szczerze powiedziawszy to już sama nie wiem o co w niej chodzi smile
                                            • krezzzz100 Re: Wartościowanie przez Kościół katolicki.... 17.11.09, 17:46
                                              Ano w kierunku mojej osoby. No, ale to cały Tri...

                                              Do miłego, Mola smile
                                            • krezzzz100 Re: Wartościowanie przez Kościół katolicki.... 17.11.09, 18:06
                                              )))))))))) Ano w stronę mojej osoby, a kunkretnie to w stronę genezy mojego
                                              ateizmu, chłe, chłe. Tri wie o mnie, co i jak...

                                              Do miłego, Mola smile
          • rybak Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 18:28
            Oj, i co się dziwisz?smile)
            Abstrahując od... i poprzestając jedynie na języku i matematycebig_grin
            Wierzącemu wystarczy jedno słowo - wierzę.
            Niewierzący muszą słuszność i celowość swej niewiary za każdym razem dłuuuugo
            uzasadniać. >suspicious>
            • krezzzz100 Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 18:37
              Noooo, mosz racyję! Co za życie...Ale je lubię!
              • rybak Re: Przecież nie ma unieważniania... 17.11.09, 18:49
                No to ci powiym, ze ja ode jakiegosik casu - nareście znowu tyz! Hej!
    • szizumami Re: to zenujace 16.11.09, 16:14
      --też tak myśle-że |"chłopaczek który nigdy nie mógł sobie..nie
      psuje do obrażalskiej dziewczynki\
      z pnkt.widzenia psychologii zwiazków--to nie ma szans
      \zawsze można im zasugerowac--by on w końcu TO robił a ona
      przyjmowała TO z chęcią|!|indifferent)\
      bez obrazy|!
      • jarkoni Re: to zenujace 16.11.09, 17:53
        Ktoś pisał wcześniej o alkoholiźmie.
        Ależ popatrzcie na to:
        www.youtube.com/watch?v=HZXleDb8pQU&NR=1
    • nangaparbat3 Re: to zenujace 16.11.09, 18:39
      jestem zadeklarowana przeciwniczka TAK ZWANYCH rozwodow koscielnych.
      Ale Twoj post jest jakis bardzo niefajny - z gory wyrokujesz, oceniasz. Daj
      ludziom szansę - nigdy nie wiesz, jak bedzie.
      Mam nieodparte wrazenie, ze jakis resentyment tu sie czkawką odbija.
    • ona_37 Re: to zenujace 16.11.09, 20:15
      Nie ma reguły można bardzo się pomylić co do oceny czyjegoś związku.Długoletnie "chodzenie" nieraz przeradza się w przyzwyczajenie,a to nie miłość ani zakochanie,ale niezawsze tak jest.Onenic mozna po latach ...
    • mayenna Re: to zenujace 17.11.09, 13:16
      Może tę dużą dozę krytycyzmu należało by wykorzystać do przyjrzenia się sobie?
      Myślę, że żenujące jest uczestniczenie w zaręczynach i ocenianie ich jako farsy.
      W życiu nie ma pewności, że ten chłopczyk co nie mógł sobie...nie okaże się
      odpowiedzialnym, mądrym mężem a obrażająca się dziewczynka - mądrą, wyważoną
      kobietą.
      A rozwody i ich dopuszczalność to zupełnie inna kwestia.
    • knokkelmann1 Re: to zenujace 17.11.09, 18:04
      oczywiście że żenujące. Ja miałem podobną historię kiedy to panna po roku
      znajomości postawiła mnie przed wyborem zaręczyn i w perspektywie małżeństwa
      albo zakończenia znajomości. Bez mieszkania, perspektyw na nie, godnych zarobków
      itp. Bo tak trzeba, bo tak wypada, bo tak chce jej mama. Masz rację, zaręczyny
      to farsa. Kabotyna. Na pokaz.
      Odpowiedzialność? Jaka? Ja usłyszałem - że jakoś to będzie..Jak nie ze mną to z
      innym. I tak się chyba stało.
      • mayenna Re: to zenujace 17.11.09, 18:35
        Może panna widziała, że wspólnie poradzicie sobie z tymi problemami.
        Odpowiedzialność to właśnie deklaracja, że chcesz być z nią, na dobre i złe, bez
        względu na wszystko. To o czym piszesz można mieć a potem stracić i co wtedy?
        Ale jak sie patrzy z perspektywy tylko "mieć"to te ceremonie są farsą bo kto
        dziś wierzy w miłośc, w trzymanie się za rękę w wieku 80 lat? Ocenia się
        perspektywysmile
    • insula.incognita Re: to zenujace 17.11.09, 18:14
      Zerknęłam sobie juz zupełnie z ciekawości czym jest prawo kanoniczne, i tutaj w kontekście dyskusji całej jak i zacytowanego tekstu przez Krez, wg mnie ona ma rację w pierwszych dwóch punktach, ale jest też trzeci.

      A prawo kanoniczne a raczej jego źródła (za wiki) to:

      I. Prawo powszechne
      II. Prawo partykularne.


      ad I. Powszechne:

      1. Prawo boskie
      2. Prawo stanowione przez Kościół

      ad II. Partykularne

      - czyli dostosowawcze (o czym mówił Kasper)

      A z tego wynika to, że w kontekście dwóch pierwszych punktow calkowicie się zgadzam z Krez, natomiast trzeci punkt (prawo partykularne), albo akceptujemy, albo - nie.
      Bo ono de facto (na moja logikę niejako PRZECZY pierwszym dwom). Dlatego tez zwie się partykularnym. (rozumiem, że stosowane przez KK jako furtka - dla wszelkich niecnych zachowań "posłańców" Boga).





      • krezzzz100 Re: to zenujace 17.11.09, 18:24
        Ów partykularyzm nie działa indywidualnie, Insula. Znaczy się, katolik nie może
        se wybrać, co mu pasuje, a co nie.
        Jest natomiast tym, co piszesz, furtką dla krk, i o to mi chodziło. Że jest to
        głęboko degradujące dla przestrzeni publicznej (bo ta prywatna katolików mnie
        nie interesuje).
        • insula.incognita Re: to zenujace 17.11.09, 18:31
          No to już zrozumiałam do końca o co Ci chodziło.
          Ale i tez dzięki za rozmowę. Bo nigdy jakoś specjalnie tym się nie interesowałam, tylko brałam na wyczucie. Bo też , jako laik, uwazalam zawsze, że skoro wiara - to znaczy Bóg, a prawo Boskie w tym kontekście jest nadrzędne. Ale jak sie okazuje - nie jest. Czyli Koscioł to jest jak każda inna instytucja publiczna. Jak Urząd jak sekta, ze swoim schematem postepowania. Relatywizującym.
          W każdym razie, dzieki za oświecenie (pośrednie). smile
          • krezzzz100 Re: to zenujace 17.11.09, 18:36
            Nie ma za co, Insula. Ja też dziękuję smile
          • mola1971 Re: to zenujace 17.11.09, 18:43
            insula.incognita napisała:
            Czyli Koscioł to jest jak każda inna instytucja publiczna.
            > Jak Urząd jak sekta, ze swoim schematem postepowania. Relatywizującym.

            Bo tak rzeczywiście jest. I dlatego wszystko zmierza w kierunku oddzielenia
            Kościoła jako instytucji od wiary w Boga. Stąd się biorą takie cuda na kiju jak
            wierzący, niepraktykujący katolicy.
            Żeby nie była - sama takim katolikiem jestem. Kościół jako instytucja na razie
            za bardzo mnie denerwuje. Może gdy bardziej się zestarzeję to mi zacznie mniej
            przeszkadzać wink
            Na razie jak do mnie najlepiej przemawiają mądrzy świeccy i mądrzy duchowni. A
            takich jak na lekarstwo niestety.
            • insula.incognita Re: to zenujace 17.11.09, 18:48
              Stąd też rozumiem Twoje (miss world) i Tri - biedny pacjent-bogaty.

              Teraz rozumiem, ale musiałam znaleźć logiczne potwierdzenie, bo mnie to
              zaintrygowało po prostu smile
              • tricolour A co masz na mysli... 17.11.09, 19:01
                ... z tym pacjentem?
                • insula.incognita Re: A co masz na mysli... 17.11.09, 19:10
                  Gdzieś tam były wpisy,nie chce mi sie szukac, że Mola pisala o Miss World czy co
                  (w sensie, ze taki reagulamin - wiec albo się czlowiek z tym liczy albo nie), a
                  Ty - że jak jak ktos biedny - to w szpitalu na korytarzu, a jak kogoś stać - no
                  to...juz tu sobie dopowiadam kontekst - ze bedzie miał w szpitalu luksusy itp. I
                  że ja zareagowałam tym prawem Bozym. Bo autentycznie wydawalo mi się, że w KK
                  własnie TO jest najwazniejsze.I o tamten wątek mi chodziło.

                  Ale tu generalnie chodzi o zagadnienie trzyaspektowe w zasadzie (wg źródel
                  pochodzenia prawa kanonicznego),
                  Przynajmniej ja tak to teraz widzę.
                  • insula.incognita Re: A co masz na mysli... 17.11.09, 19:56
                    Sprawdziłam, o ten wątek mi chodziło:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,103058954,103112277,Nie_sa_rowni_wobec_prawa_.html

                    Oraz, przepraszam Krez, o dostosowawczym prawie mowiłaś Ty, nie Kasper:

                    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,103058954,103110070,Re_Owszem_masz_racje_.html
                    Ale Kasper poruszył ten temat choć dość ogólnie, stąd mi zapadlo to w pamięć.
                    • kasper254 Re: A co masz na mysli... 18.11.09, 06:58
                      Nieprawdopodobne, jak można nie znając się na rzeczach, o ktorych
                      się pisze, wypowiadać się z rzekomym znawstwem, posługując się
                      narzędziami "logiki" i rajonalności".
                      Jak można pisać o sferze normatywnej, nie rozumiejąc istoty,
                      rangi, aksjologii norm społecznych, form ich wyrażania, wagi żródeł,
                      sosobów kreacji itd? wam, krez, insula, wydae się, że wystarczy
                      przeczytać dany tekst, aby go rozumieć? Niuc bardziej mylnego. To
                      raczej pycha.
                      Nie ma czegoś takiego, jak praw dostosowawcze. Każdy ośrodek
                      władzy (państwowej czy religijnej) kreuje normy, w ramach określonej
                      polityki. Jest to rzecz naturalna. Z powodów, z których wychodzicie,
                      krez i insulina, należałoby drwić, szydzić, kpić (a tym nasycone są
                      Wasze posty), z procesu cywilnego czy karnego. Mógłbym podać wiele
                      przykładów, ale fachowiec rozumie mnie w tym względzie.
                      Po drugie: rodzina to szczególna więż społeczna. Stąd pochodzi
                      termin: communio personarum. Kościół, w momencie dopuszczalności
                      wprowadzenia rozbicia tej więzi zderzył się z kwadraturą koła.
                      Dzsiaj zdał sobie sprawę także z powszechności rozwodu,
                      liberalizacji postaw wobec niego itd. Nie można było przymknąć na to
                      oczu. W konsekwencji szczególny rodzaj procedury, odwoływanie się do
                      klauzul itd. Nikt jednak nie zmusza nikogo, żeby pisał się na ten
                      proces,ma on charakter prywatnoprawny, skargowy.
                      O tym,że krez w ogóle nie rozumie, o czym pisze, świadczy fakt
                      widzenia tego problemu na płaszczyżnie publicznoprawnej. To tak, jak
                      ktoś deprecjonowałby kogoś, kto ma tylko ślub cywilny.

                      • krezzzz100 Re: A co masz na mysli... 18.11.09, 08:17
                        Kasprze,

                        o kwestiach społecznych można mówić językami różnych dyscyplin, można też
                        interdyscyplinarnie. Zawsze jednak posługując się narzędziami logiki i
                        racjonalności- no, taki nasz paradygmat nauki. Jeszcze. Niemniej na forum nauki
                        nie uprawiam- daję Ci słowo)))) Co najwyżej mam pole obserwacyjne, ale wiem, że
                        to Cię strasznie drażni, więc już postaram się o tym nie wspominać))))

                        No wiesz, Tobie TEŻ się wydaje, że wystarczy przeczytać jakiś tekst, by go
                        zrozumieć. Na ten przykład nasze wpisy wink A jakbyś tak se usiadł i pomyślał, i
                        jeszcze raz pomyślał, to być wyczytał z nich, co trza.

                        A co mógłbyś wyczytać- podaję. Otóż, mógłbyś wyczytać, że nie mówimy o
                        WYODRĘBNIONYM prawie, zwanym dostosowawczym. Mówimy o POWODACH pewnych manewrów
                        prawnych, które uskutecznił krk. A to już inna rzecz, nieprawdaż?

                        I tak, truizmem jest, że prawo trzeba ciągle krytycznie obserwować pod kątem
                        tego, czy nadąża za życiem społecznym. No i oczywiście, weryfikować je. Wszystko
                        prawda. Ino, że miłościwie panujący NAM (a jak- Tobie i mnie tysz) krk, a już
                        najbardziej panujący we Włoszech i Polsce (bo Irlandii już nie-ci to mają
                        dobrze, kurka wodna) robi se z tego jaja. Strusie jaja! Albowiem uczyniwszy
                        ostatnią poprawkę – omawiany kanon jest wszak ostatnią zasadniczą (nienienie,
                        nie mylę z konstytucją)))) zmianą w tym zakresie, zmałpował instytucję cywilnego
                        rozwodu, wywracając zupełnie jej SENS. Sytuacja jest dla mnie jasna- MUSIAŁ
                        zareagować, bo mu się wierni (a do tych należą, hehehe, wszyscy ochrzczeni)
                        wykruszali, rozwodząc się cywilnie na potęgę i zawierając kolejne cywilne rzecz
                        jasna związki. Nie mogąc narzucić prawu państwowemu zakazu rozwodów (a , jak
                        wiemy, baaaaaardzo się o to starał), MUSIAŁ się przystosować. No i się
                        przystosował, hehehehe, wymyśliwszy coś takiego- powtórnych związków nie
                        unikniemy (życie życiem, ludzie aniołami nie są), no to nazwiemy powtórne
                        PIRSZYMI (znaczy- sakramentalnymi). No i mamy, co mamy (znaczy katolicy mają, bo
                        ja nie, choć i mnie chcą objąć swym łaskawą opieką, ale to inszy temat, choć też
                        zabawny), czyli pielgrzymki do biur adwokackich i nawał pozwów o stwierdzenie
                        nieważności sakramentu małżeństwa. W skutkach mamy do czynienia z de facto
                        nakazem rozwodu cywilnego, no bo jak się uzna sakrament za nieważny, to trza
                        związek rozwiązać TAKŻE cywilnie, nieprawdaż?
                        Czyli: jedne rozwody cywilne , podpadające pod materię omawianego kanonu, ale
                        „niepounieważnieniowosakramentalnie” - są złe, a te
                        „pounieważnieniowosakramentalne” - dobre. Normalnie- Kali ukraść- dobrze, Kalemu
                        ukraść- źle. I o tym mówię, Kasprze. To jest kpina, nie prawo. KARYKATURA PRAWA.

                        Można by oczywiście zapytać, dlaczego się tym zajmuję, skoro nie jestem
                        katoliczką i mnie kodeks kanoniczny nie obowiązuje. Ano dlatego, że jestem
                        beneficjentką przestrzeni publicznej, która jest psuta i degenerowana takimi
                        zabiegami. Psucie morale społecznego to nie jest coś, na co powinno się
                        przymykać oczy w ogóle, a szczególe dlatego że: 1. krk hoduje w ten sposób
                        zastępy hipokrytów, którzy tego typu myślenie przeniosą na teren publiczny; 2
                        krk rości sobie pretensje do innych sfer życia publicznego, rzecz jasna-
                        „składając” (eufemizm) propozycje podobnej jakości moralnej.

                        Jak szeroko się ów skandaliczny proceder rozwinął mówią liczby. Otóż, najwięcej
                        takich wniosków składają Włosi, następnie Polacy. Problemem nie jest tu
                        oczywiście prosta liczebność katolików w tych społecznościach,bo- jak wiemy- są
                        to społeczności większosciowokatolickie, ale stosunek ilości wniosków do tejże
                        liczebności. Wychodzi na największe w świecie zagęszczenie owych wniosków,
                        rozumiesz?

                        Czy ja im zabraniam- ależ nie. Ale mogę to podnosić, prawdaż? Co niniejszym, z
                        ukłonem po pas, czynię.

                        Teraz troszkę bardziej obiektywnie- przestrzenią publiczną zajmuje szereg nauk,
                        nie tylko prawo. Są nimi: psychologia społeczna, socjologia, politologia,
                        filozofia, literaturoznawstwo, nauki o sztuce, religioznawstwo, a nawet
                        filozofia nauki. NAPRAWDĘ są różne perspektywy.

                        WNIOSEK: Twoje oczekiwanie, by nie rozpatrywać tych zagadnień na płaszczyźnie
                        publicznoprawnej jest OD CZAPY.

                        Zwłaszcza, że wcześniej wskazujesz na społeczny wymiar rodziny. Coś tu nie gra,
                        Kasprze- rodzina ma wymiar społeczny, ale wartościowanie w przestrzeni
                        instytucji rozwodu (co krk czyni) ma wymiar prywatny? Fajna prywatność!

                        I tyla tego, Kasprze. Wyjaśniłam Ci najprzystępniej, jak tylko umiałam. Uff....
                        • tricolour Kolejny błędny wniosek... 18.11.09, 08:28
                          ... "bo jak się uzna sakrament za nieważny, to trza
                          związek rozwiązać TAKŻE cywilnie, nieprawdaż?".

                          Otóż nie trzeba. Nawet nie ma obowiązku rozwodu cywilnego do
                          rozpoczęcia procesu o nieważność małżeństwa. Nawet nie trzeba
                          obecności drugiej strony na procesie.

                          Jak zwykle płytka wiedza i "wniosek" do podparcia tezy, która leży u
                          zarania.
                          • krezzzz100 Re: Kolejny błędny wniosek... 18.11.09, 08:42
                            > Jak zwykle płytka wiedza i "wniosek" do podparcia tezy, która leży u
                            > zarania.

                            Ja Cię proszę, Tri, bardzo chciałabym już z Tobą nie rozmawiać. Właśnie ze
                            względu na stosowane przez Ciebie personalizmy.

                            Trza, trza. Katolik, który żyje w niesakramentalnym związku podpada pod
                            określone kary, o czym wiesz. A skoro uznano sakrament za nieważny, to chyba -
                            jeśli nie rozwiedzie się cywilnie, żyje w związku niesakramentalnym.
                            Uprzedzając- nie mówię z związku żyjącym w tzw. "czystości", bo to ze swej
                            istoty nie małżeństwo, co kościół sam przyznaje (ale ma oczywiście , na tę
                            okoliczność kolejne kuriozum w postaci dyspens).

                            I nic nie pisałam o tym, czy przystępując do procedury, trzeba być po rozwodzie
                            ani o obecności drugiej strony. (Choć mam w tej materii swoje zdanie. Ale go nie
                            wyjawię).
                            Stosujesz manipulację.

                            Proszę, byś się już do mnie nie zwracał, bo nie będę Ci już odpowiadała.
                            • krezzzz100 Re: Kolejny błędny wniosek... 18.11.09, 09:04
                              Jedna poprawka, żeby się kto nie czepnął)))- dyspensa powinna być w cudzysłowie.
                              Na życie "w czystości" musi być zgoda - tutaj: spowiednika. Deklaracja życia w
                              czystości oczywiście musi być obustronna.
                            • tricolour Masz prawo prosić... 18.11.09, 10:16
                              ... ja mam prawo odmówić.

                              Jak ambasadorowi.
                        • krezzzz100 Re: A co masz na mysli... 18.11.09, 08:32
                          zabrakło jednego wyrazu, pardon:

                          >rodzina ma wymiar społeczny, ale wartościowanie w przestrzeni SPOŁECZNEJ
                          instytucji rozwodu (co krk czyni) ma wymiar prywatny?
                        • kasper254 Re: A co masz na mysli... 18.11.09, 08:50
                          1. Używanie przez Ciebie zwrotów: "se","kurka wodna", "hehe" itd
                          świadczy o pewnym patrzeniu z góry na innych, lekceważeniu ich,
                          pogardzie. Myślę jedna, że jeszcze trochę i będą z Was; Ciebie i
                          insuli - ludzie;
                          2.Nie muszę czytać wiele razy i jeszcze mysleć, żeby rozumieć Ciebie
                          czy insulę. Wystarczy raz. Czasem więcej muszę pomyśleć, gdy pisze
                          nanga (kiedyś - pho), tri czy mola, bo są otwarci na innych,
                          starający się rozumieć. Inaczej jest z a.niech.to, bo tutaj przemoc
                          doprowdziła do tego,że niedługo będzie mówiła półgębkiem, sylabami,
                          wtedy, czywiście, potrzebna się okaże inna percepcja.
                          3. Działania krk nie są manewrami, lecz elementem polityki tworzenia
                          i stosowania prawa, podobnie jak to się ma do sfery
                          państwowotwórczej. Manewrami były np. działania w sprawie
                          hazardowej, medialnej td. W przypadku wprowadzenia "rozwodu"
                          kościelnego chodzi o rzecz inną: usankcjonować mniejsze zło.
                          4. Co do samej procedury: tak zazwyczaj bywa, gdy łączy się wodę z
                          ogniem; normy moralne, religijne z innymi. Tą nieróworzędność ich
                          stosowania łamie m.in. to, że nie trzeba się im podporządkowywać.
                          Wystarczy nie składać wniosku; nie ma przymusu. I nie zmałpowano
                          tutaj rozwodu cywilnego; w historii państwa i prawa pierwsze raczej
                          były normy religijne, obyczajowe i inne.
                          5. Nie rozumiesz istoty i granic sfery publicznoprawnej i
                          prywatnoprawnej. "Rozwód" kościelny nie kasuje rozwodu świeckiego.
                          To odróbne instytucje: sfera sacrum i profanum. Mamy tzw. autos
                          nomos wspólnot w ujęciu konstytucyjnym
                          6. Reasumując, nie mamy tutaj z karykaturą prawa, lecz próbą wyjścia
                          ze złamania dogmatu, usankcjonowania zła rozbicia rodziny; ratunku
                          dla jednostki, dla które przez miliony lat rodzina była punktem
                          odniesienia, budowania i innych więzi społecznych. Gdy pojawiły się
                          tysiące takich, co to chcieli zamykać jeden związek za drugim, jakby
                          to był tylko stosunek pracy czy umowa sprzedaży, trzeba było
                          reagować. Państwo nie może utrudniac rozwoów, gdyż jest to umowa
                          prywatnoprawna, ale inne religie/ związki wyznaniowe nie tylko że
                          mają prawa, ale wręcz mają obowiązki. Chodzi o powiązanie wolności z
                          odpowiedzialnoścą.
                          • krezzzz100 Re: A co masz na mysli... 18.11.09, 09:39
                            Kasprze,

                            Gdyby nie te uwagi od personam, to bym powiedziała, że zaczynasz mówić coraz
                            strawniej. A tak- ni mogę, no ni mogę((((
                            No cóż, znasz powiedzenie- styl to człowiek? Jedni mają poczucie humoru, inni
                            nie…Nie dyskutujmy o tym.

                            Co do mojego człowieczeństwa- żywię nadzieje, że DNA mam ludzkie. Ale może tym
                            jest tak, jak z sakramentem- jest sakrament, jest związek, ni ma sakramentu- ni
                            ma związku. Czy ktoś słyszał o sakramencie „ludzkości”? Jeśli tak, nie da znać,
                            bom zainteresowana))))))))) Insula i A-niech może też będą))))

                            Co do reszty- potwierdziłeś tezę wyjściową, co Ci już Insula powyżej napisała.
                            Gdybyś nie wiedział którą, to przypominam- tę o hipokryzji unieważniania
                            sakramentu w świetle rzeczonego kanonu. Cieszę się, że się w tym zgadzamy.
                            Mnie ten wymiar interesuje oczeń- wielostronnie, rzeknę. Na przykład
                            pomieszanie skuteczności i zarazem nieudolności warstwy wykładniowej (znaczy-
                            ideologicznej, heheheh) mnie interesuje. No bo, czy sprawy „mniejszego zła” (ten
                            termin też jest interesujący- i teologicznie, i pozateologicznie, ale to
                            dygresja) nie można by ująć UCZCIWIE. Tak, jak to robi prawo świeckie, i jak to
                            robią inne chrześcijańskie denominacje, np. prawosławie czy protestantyzm? Czyli
                            uznać rozwód za niepowodzenie, które nie skutkuje pogrzebaniem moralnym?
                            Powiedzieć wprost, co jest grane, a nie kombinować z tym sakramentem tak, by
                            „odzyskać dziewictwo”?

                            Ale to wymagałoby przyznania się do tego, że dotychczasowe ujmowanie ludzkiej
                            seksualności przez instytucję krk było mylne. Po prostu: mylne. A nie brnąć w
                            ślepy zaułek absurdu.

                            I to mi przyświecało. Wykazać ten absurd. Mogłabym więcej jeszcze argumentów
                            przytoczyć w celu wykazania absurdów KK w materii małżeństwa, ot choćby taką
                            instytucję , ot, choćby taką instytucję sanatio in radice (uzdrowienie w
                            korzeniu), ale już mi się nie chce.

                            Jeszcze jedno: sfera sacrum i profanum jest mieszana właśnie za sprawą krk, ale
                            to już rozważania na sążniste elaboraty, więc oszczędźmy sobie.

                            Jestem usatysfakcjonowana – teza została potwierdzona. Dziękuję.
                      • insula.incognita Re: A co masz na mysli... 18.11.09, 09:09
                        kasper254 napisał:

                        > Nieprawdopodobne, jak można nie znając się na rzeczach, o ktorych
                        > się pisze, wypowiadać się z rzekomym znawstwem, posługując się
                        > narzędziami "logiki" i rajonalności".

                        Kasper, a dla mnie jest nieprawdopodobne, jak w jednym temacie mozna zaprzeczać sobie.
                        To co powiedziałeś wcześniej:
                        "2. Z normami religijnymi jest tak, że są tworzone przez jeden
                        ośrodek centralny. Muszą uwzględniać wiele celów: racjonalność,
                        efektywność, niesienie określonych wartości, reakcję na nowe
                        problemy itd..."
                        Tri nazwał jednym słowem: " masz rację..... to jest proces dostosowawczy."
                        A kKrez potwierdziła: "Z tym się zgadzam. Że proces dostosowawczy."

                        I de facto o to sie rozchodziło w tej dyskusji.
                        To, ze ja napisalam PRAWO dosttosowawcze, a nie proces niczego tu nie zmienia. Żebyś się lepiej pocZuł powiem tak: Prawo partykularne - jako proces dostosowawczy.
                        • krezzzz100 Re: A co masz na mysli... 18.11.09, 09:46
                          Insula,
                          a bo my tu tak naprawdę wiemy o co chodzi wink Chodzi o to, że Krez nie może mieć
                          racji. A czymu? Bo jest Zzzzzuuuuułą Kobietą. A to czymu? Bo odeszła od męża.
                          Panowie zaś są mężami opuszczonymi. Wnioski litościwie pominę, bo musiałyby być
                          genderowe, a tego nie chcę bo i tak Kaspra nie dogonię: w końcu odniósł się
                          ludzkości!

                          Kasper, grabula! Rozchmurz się, na litość domniemanych bogów smile
                          • krezzzz100 Re: A co masz na mysli... 18.11.09, 09:55
                            Uczciwie uprzedzam, że mam na jutro do oddania pilną rzecz, więc mój zapał
                            polemiczny przeniosę - bo muszę- na tę robotę.

                            Czy u Was też tak jest, że jak macie do zrobienia PILNĄ-WAŻNĄ-RZECZ, to macie
                            umyte okna i podłogi (znaczy: dyskutujecie z Kasprem)? Muszę się poprawić.

                            Pozdrowienia dla wszystkich.
                          • tricolour Krez może mieć rację... 18.11.09, 10:14
                            ... tylko, że Krez kręci, by osiągnąc inny cel niż racja.

                            Gołym okiem widać z czym przyszłaś na forum. W Twoim przypadku
                            sakrament małżeństwa jest trwały chyba do śmierci, bo:
                            - masz niezamknięty związek,
                            - poczucie winy wobec męża i dzieci,
                            - mieszkasz im wręcz na głowie zamiast wynieśc się dalej.

                            I stąd intelektualne wygibasy, by jakoś pogodzić się z rozwodem i
                            jego ceną, którą przerzucasz poza siebie chętniej zajmując się
                            amasadorem, byłym mężem, Kościołem.

                            Rozwodu - poza formalnym - jeszcze nie przeżyłaś.
                      • szizumami Re: A co masz na mysli... 18.11.09, 09:31
                        -panie kasper?
                        a uswiadom mnie czy kosciół uswiadomił sobie kwadrature koła
                        celibatu|?
                        \rzekomego...
                      • insula.incognita Re: A co masz na mysli... 19.11.09, 18:19
                        Wiesz, Kasper, ja w pierwszych odruchu odpisałam Ci po przeczytaniu pierwszego akapitu, w poscie który napisałeś, ateraz przeczytałam wszystko i powiem Ci tak, że w ogóle nie rozumiem, o czym Ty do mnie rozmawiasz.
                        To znaczy rozumiem, co chcesz przekazać, ale operujesz zupelnie w inneh sferze i zupelnie w innej warstwie pojeciowej niż ja. Bowiem uczepileś się tycch norma religijnych jak rzep psiego ogona i tego się trzymasz.

                        A ja mam proste, zupelnie proste pytanie: co było pierwsze - Bóg czy Kościół ?
                        Nie wiem, jak z tym u Ciebie, ale ja będę twierdzić - że początkiem wszystkiego jest BÓG.
                        Zatem, skoro Bóg (ja tak tweirdzę) - był pierwszy, to Prawo Boże - też pierwsze.
                        Kościol powstał póxniej i to za sprawą ludzką , i niekoniecznie za wolą Boga.
                        No ale powstał, ok. Niech mu będzie. Bo, jak mówisz - jakoś pewne sprawy dot. religii trzeba normować. I tutaj też się zgadzam.
                        ALE, jeżeli Bóg jest źródłem i Prawo Boskie jest pierwotne, a Kościelne - wtorne (bo tak jest wg mojego rozumowania), to nie może byc tak, że jesli chodzi o prawo kanoniczne, że szala interpretacyjna (dostosowawcza) Prawa Kanonicznego przechyla się w stronę ludzkich slabości - przeto marginalizuje Boga i Wiarę!!!
                        No jakże tak?!
                        Możesz zostać ze swoimi karkolomnymi interpretacjami i nic mi do tego, ale zastanawiam się, równie karkołomnie zadam pytanie i retorycznie, wnioskując: czy aby sam Kościół wierzy (jeszcze) w Boga. (?)
                        • tricolour Insula, po co kombinować? 19.11.09, 20:11
                          Wiara jest wyborem. Wyborem na życie i wyborem na codzień.

                          Nie podoba się Bóg? Nie musi, bo wiara nie jest do niczego potrzeba
                          za życia. Można być ateistą i kimkolwiek jeszcze się wymyśli i
                          bedzie dobrze. Problem pojawi się w momencia śmierci, gdy już nic,
                          co ziemskie nie bedzie miało znaczenia.

                          Dlatego nie ma co kombinować tylko trwać przy swoich wybrach,
                          rozwijać je i liczyć się z konsekwencjami. Poza tym Rybak ma rację:
                          wierzącemu wystarczy jedno słowo - wierzę. Ateista musi na codzień
                          swoją niewiarę uzasadniać.
                          • insula.incognita Re: Insula, po co kombinować? 19.11.09, 20:24
                            Dziekuję, Tri.
                          • z_mazur Re: Insula, po co kombinować? 20.11.09, 07:52
                            Nie wierzący nie muszą niczego uzasadniać. Zwyczajnie, wybory
                            mniejszości są dla większości niezrozumiałe i to ta większość
                            oczekuje tych tłumaczeń, a nie mniejszość czuje jakąś specjalną
                            potrzebę tłumaczenia się.

                            No bo jak to tak, wszyscy wierzą, a ty nie? Dlaczego?

                            Odpowiedź, "bo tak", jest zwykłym impertynenctwem, więc zaczyna się
                            uzasadnianie wyboru.

                            Podobna sytuacja występuje również w przypadku innych wyborów, które
                            dotyczą mniejszości.
                            • krezzzz100 Re: Insula, po co kombinować? 20.11.09, 10:12
                              TAK smile
                            • rybak Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 10:38
                              Sobie SAMEMU nieustająco udowadniać, Mazurze, a nie komuś tam. Sobie SAMEMU - w
                              środku, w Czesiu. Nikt tu auto-da-fe od nikogo publicznego nie wymaga big_grin
                              A poza tym... Czy naprawdę jesteś przekonany, że dziś WIĘKSZOŚĆ polskiej
                              populacji to ludzie rzeczywiście WIERZĄCY?wink A nie jedynie kultywujący pewien
                              społeczny i kulturowy tudzież obrzędowy uzus?
                              A poza tym... już tak bardziej osobiście... wiesz, dla mnie ogromne znaczenie
                              przy uznaniu pozytywnej roli - dla mnie oczywiście tylko, nikogo tu do niczego
                              nie przekonuję - roli tej... wspólnoty, ma to jedno, jedyne zdanie: Idź i nie
                              grzesz więcej. Bo dla mnie ma to znaczenie o wiele prostsze, a przez to do mej
                              prostej naury trafiające - idź, skoro zastanowiłeś -aś) się już naprawdę nad
                              sobą - i nie krzywdź więcej. Nie czyń już więcej drugiemu, co tobie samemu
                              uczynione - byłoby ci niemiłe. A na dziś - ja, człowiek, twój bliźni, obojętne -
                              ksiądz czy człowiek świecki - ci wybaczam. Bo rozumiesz już, gdzieś skrzywdził
                              siebie i innych, a teraz chcesz się podnieść.
                              I co w tym złego? W tej prościutkiej i prymitywnej dla niektórych... wierze
                              człowieka w innego człowieka i w siebie - że owszem permanentnie człek na swej
                              drodze upada, ale - póki żyje - jednak może się podnieść i być lepszym dla
                              siebie i innych? Czerpiąc przy tym siłę i z siebie, i z czegoś, co ewidentnie
                              jest od NIEGO - większe? Bo przecież gdyby NIE BYŁO ewidentnie większe - to NIKT
                              na całym świecie by się nie musiał tak nieustająco męczyć i... cięgiem ino
                              podnosić i podnosićsmile))?
                              Ja tam zdecydowanie wolę takiego człowieka, niż takiego, który mówi: tylko JA
                              jestem miarą wszechrzeczy, tylko ja wyznaczam - swym rozumem i logiką - granice
                              dobra i zła. Bo idąc dalej tą logiką - ZAWSZE w końcu w efekcie JA sam(a)
                              stawiam się POZA dobrem i złem. I mogę sobie realizować siebie a nawet
                              realizować i ustawiać życie innym tudzież za tych innych - bez żadych
                              ograniczeń. Pełniąc wobec w skrajnych przypadkach rolę superarbitra i nawet
                              czasami - co dowodzi historia - kata. Ja - nadistota. A więc jak mi ktoś (ten
                              paskudny KK np.) - truje nieustająco, przypominając, co psuje mój dobrostan
                              wewnętrzny -
                              choć wcale nie chcę słuchać, że jestem nie tylko AŻ, ale także - JEDYNIE
                              człowiekiem - to wtedy udowadniam wszem i wobec, że nic mu do mnie i moich
                              własnych wyborów moralnych. Bo to JA wiem przecież lepiej, co jet dla mnie i
                              innych dobre. A w ogóle to klechy robią nam wodę z mózgu, molestują nieletnich i
                              zmieniają nam Lechistan w Klechistansmile.
                              A tymczasem mnie jakoś nigdy Nietzsche nie pociągał... Bo nie uważam, by pogarda
                              czy pycha i inne takie... wyznaczniki indywidualizmu rozumianego w ten... drugi
                              sposób... były wystarczająco efektywnym i trwałym spoiwem rozwoju cywilizacji i
                              społeczeństw. Współczucie, zrozumienie, pomniejszanie zła, powstrzymywanie się,
                              gdy mamy już tę świadomość - od zadawania cierpienia innym i sobie - tak. Walka ze
                              sobą, gdy się człek... zanadto rozpycha sam w sobie i na zewnątrz i w efekcie
                              realizuje siebie i swoje pragnienia głównie kosztem innych - tak. Pycha,
                              pogarda, odrzucanie współczucia i możliwości wybaczania innym ludziom - nie. Co
                              wcale nie oznacza bezrefleksyjnego
                              przyzwalania na zło - co to to nie!
                              Tak tylko tu sobie gawędzę, nic zobowiązującego... choć przecież większość
                              rozwodów wzięła się tu z tego właśnie... rozpychania się jednych ponad miarę
                              kosztem innych i wynikającego stąd u tych innych - braku możliwości dalszego
                              wybaczania. A czasem - nawet ze zwykłego ratowania siebie samych i swoich
                              bliskich przed osobami, które całkiem już zapomniały o tym, że - NIE SĄ SAME na
                              świecie. I NIE ONE same wyznaczają normy zachowań. I gdy z tego rozpychania
                              cudzym kosztem... na czas nie rezygnowały.
                              Przepraszam, znów się rozgadałem ponad miarę, plotąc w dodatku truizm za
                              truizmem. Ale jakoś mnie ten wątek do tego zainspirował
                              wink
                              • z_mazur Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 11:22
                                Chyba zastosowaliśmy zbyt wiele skrótów myślowych.

                                Przecież "ateista" wcale nie oznacza człowieka nie wierzącego w nic.
                                Ateista (jak sama nazwa wskazuje) nie wierzy tylko w istnienie Boga.
                                W wiele innych rzeczy (w tym w drugiego człowieka) jak najbardziej
                                może wierzyć.

                                I tylko o uzasadnianie swojej niewiary w Boga mi chodziło, tego
                                oczekuje od ateisty wielu wierzących, żeby uzasadnił swoją niewiarę
                                i nie wystarcza im samo "bo nie". O dziwo większość ateistów nie
                                oczekuje od wierzących tego, żeby oni uzasadniali podstawy swojej
                                wiary i najczęściej przyjmują do wiadomości, że oni wierzą "bo tak".

                                Jakoś nie czuję na codzień potrzeby uzasadniania sobie samemu
                                czegokolwiek w co sam wierzę lub niewierzę.
                                • rybak Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 11:34
                                  Eeee tam - ja tam nie oczekujęsmile))
                                  Sam byłem do 41 rż niewierzący i nigdy przez całe moje życie się z tego nikomu
                                  nie musiałem tłumaczyćsmile Nikt mnie też za uszy nie ciągnął przed ołtarze czy do
                                  innych konsesjonalów. I teraz też ze swej wiary - nie muszęsmile I takich
                                  wierzących, co by oczekiwali tłumaczeń od ateistów - też jakoś nie znam.
                                  No ale ja znam może... specyficznych ateistów i wierzących, więc się nie zarzekam.smile
                                  Pozdrawiam
                                  rybak
                                  • rybak Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 11:35
                                    Konfesjonałów!smile))
                                • krezzzz100 Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 12:30
                                  Znowu mówisz w moim imieniu, Mazur smile
                              • krezzzz100 Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 11:26
                                Rybak, Nietzsche nikim nei gardził, co to za stereotyp (stary typ, chłe chłe).

                                Nie do mnie wszak, do Mazura, ale i ja dopowiem, co mi tam.

                                No pewno, że większość wierząca jest mniejszością. Ino o tym nie wi! I się jej
                                zdaje, że jest aaaaaaabsolutną (i zabsolutyzowaną) większością.

                                Prawisz po jezusowemu, Ty niewdzięczniku. A instytucja to pies? ))))

                                Podnieść się, powiadasz. A może zbyt łatwo "rozgrzeszyć", hę? Nie za łatwe to?
                                Ale- każdemu wolno, oczywista (żeby nie było).
                                Ty wolisz takiego cżłowieka, a ja innego. I tyż zdecydowanie (wolę) smile.

                                Powiadam- psychologia społeczna. Perspektywiczna dziedzina.

                                O to feorum, by se ze sobą i z innymi pogadać, nie?
                                • krezzzz100 Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 11:26
                                  Po to jest forum, ....
                                  • rybak I kilka innych przykładów braku pogardy u pana N:) 20.11.09, 12:14
                                    Nie rozumiem, czemu on taki mizogin był;P

                                    A oto cytaty:

                                    Uważa się, że kobieta jest głęboka, bo nie można w niej nigdy trafić na twardy
                                    grunt.

                                    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?

                                    Człowiek staje się ateistą, gdy poczuje się lepszy od Boga.

                                    Kto z motłochu jest, jego myśli sięgają wstecz do dziada, a z dziadem i czas się
                                    kończy.

                                    Kobieta, która zrozumiała, że hamuje loty swego męża, powinna odejść. Dlaczego
                                    nie słyszy się o takich aktach miłości?

                                    Słabi i nieudani niech szczezną; pierwsza zasada naszej miłości dla ludzi.

                                    Wszystko w kobiecie jest zagadką i wszystko ma tylko jedno rozwiązanie, zwie się
                                    ono ciąża.

                                    HUHUHUHUHU!!!!big_grinD
                                    Ale i tak to z batem najlepsze, Krezzztongue_out
                                    A propos bata - psychologia społeczna jest the best - i nie ma bata we WSI
                                    >suspicious>
                                    • krezzzz100 Re: I kilka innych przykładów braku pogardy u pan 20.11.09, 12:36
                                      To prawda, tego nie mogę mu wybaczyć))) Ale reszta- naprawdę ok.
                                • rybak Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 11:37
                                  No pewnie - "Idziesz do kobiety - nie zapomnij bata!"
                                  ;P
                                  HUHUHUHUHU!!!
                                  big_grinDD
                                  • krezzzz100 Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 17:03
                                    Rybaku- no nie mów, że czytać nie umisz((((Do mizoginizmu Nietzschego się odniosłam.
                                    Uj, coś mi się wydaje, że czepnąć się chcesz. Mizoginista wyparty w Tobie
                                    działa, ueeeee(((((((
                                    • rybak Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 17:33
                                      Dobra dobra, Ty mi tu tanimi chwytami erystycznymi oczu nie zamydlaj.
                                      Argumenty ad rem poproszę, a nie ad peronamtongue_outPsmile))
                                      Że istniejeszsmile))
                                      • krezzzz100 Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 18:10
                                        No wisz, drogi Rybaku, argumentem ad personam zajechałeś Ty, zamiast ad rem,
                                        wiec nie odwracaj kota, ale przytocz przykłady mojej niekompetencji)))))Ale
                                        konkretnie.

                                        Dowód dostałeś- piszę, więc jestem! Pamiętasz (?)- styl to człowiek. A skoro
                                        mnie uwielbiasz)))))))))))))
                              • z_mazur Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 11:29
                                I jeszcze w kwestii "nadistoty", osoba świadoma o silnych
                                imperatywach moralnych jeśli nie może liczyc na "siłę wyższą"
                                wyznacza sobie sama ostre standardy i jest sama dla siebie
                                najsurowszym sędzią. A na pewno może być surowszym sędzią niż ktoś,
                                kto zawsze może liczyc na łaskawośc i miłosierdzie "siły wyższej",
                                która przecież zrozumie i wybaczy słabości, jeśli tylko okażemy
                                skruchę.
                                • rybak Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 11:40
                                  Sama skrucha to PRAWIE wszystko.
                                  Ale jednak nie do końcasmile))

                                  A poza tym z tym byciem najsurowszym sędzią dla siebie - ok, zgoda.
                                  Tylko że jedno nie wyklucza tu drugiego - czyli ateizm NIE JEST tu warunkiem
                                  koniecznym, podobnie jak wiara.
                                  Błąd logiczny czyli.smile
                                  • krezzzz100 Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 12:40
                                    Skrucha to WSZYSTKO.

                                    Nie jest warunkiem koniecznym, prawda, ale jakoś się ta składa, że to ateiści
                                    nimi są częściej niż teiści.

                                    Bóg jest tworem wygodnym. Niekiedy im zazdraszczam))
                                    • rybak Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 14:50
                                      No nie tylko skrucha:
                                      Wyznanie wszystkich grzechów, żal, postanowienie poprawy.
                                      To pierwsze i ostatnie też konieczne, podobnie jak drugie.
                                      ;P
                                      (Uwielbiam Cię, Krezzz- jak piszesz o czymś, o czym po prostu nie wiesz - ale za
                                      to z jakąż przecudowną pewnością siebiesmile))
                                      HUHUHUHU!!!smile
                                      • krezzzz100 Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 16:44
                                        Uwielbiam, Rybak, Twoją pewność orzekania o mojej niewiedzy i pewności siebie,
                                        zwłaszcza skorelowanymi ze sobą huhuuuhuhha)smile))))))

                                        Skrucha zawiera te elementy, no, ale pewnie to tysz solipsyzm, chłechłe)))))))
                                        • rybak Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 17:41
                                          Skrucha teologicznie - najkrócej: przekonanie o grzechu, żal za grzechy,
                                          przemiana wewnętrzna z tym związana.
                                          Więc jak zwykle - prawie masz racjęsmile
                                          PRAWIE
                                          Ale i tak nie istniejeszbig_grin
                                          Zdrowomyślącym ludziom nijak nie udowodnisz, że jesteś.
                                          tongue_out
                                          • krezzzz100 Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 18:13
                                            Ale mnie nie o skruchę teologiczną chodzi, tylko o tę RZECZYWISTĄ. A za tą jak
                                            najbardziej przemiana wewnętrzna idzie. Żal za grzechy nie idzie, bo grzechu ni
                                            ma))))) Jest nieudane.

                                            Zdrowomyślący ludzie wiedzą, co i jak, spokojna głowa))))))))))
                                            • rybak Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 18:23
                                              Aha, grzechu nie ma. Rozumiem.
                                              Oj!...To chyba niedobrze...sad

                                              A... co jest?
                                              (przepraszam widzów, ale nie zdzierżyłemwink)))

                                • krezzzz100 Re: Ja tam prosto to widzę:) 20.11.09, 12:34
                                  Tak.
                        • kasper254 Re: A co masz na mysli... 20.11.09, 06:08
                          Widzę, że nie gniewasz się na moje słowa, jak krez, która wysyła
                          ostrzeżenia. I słusznie. Forum umożliwia nawet ostrą krytykę, gdyż
                          granice ochrony danej osoby, występującej na płaszczyżnie pubicznej
                          (a to jedna z cech forum) są mocno przesunięte, a nie zawężone.
                          1. Dla jednych pierwszy był Bóg/bogowie, dla innych Kościół itd. I
                          nie chodzi o to, a o określenie, co jest żródłem norm: Bóg/bogowie,
                          państwo, natura człowieka, natura swiata, godność itd.
                          2. Prawa "boskie" wcale nie przychylają się w kierunku ludzkich
                          słabości, co raczej je uwzględniają i to już sprawa koniecznej
                          polityki. Podobnie w sprawach świeckich. Wyobrażasz sobie, aby i
                          dzisiaj karano za nieudaną operację ucięciem ręki, obrażenie rodzica
                          wyrwaniem języka (tak w Kodeksie Hammurabiego z 1 700 r. p.n.e.,
                          przybiciem kapelusza gwożdżiami do głowy ( Iwan Grózny) itd. Ta
                          polityka wcale nie oznacza marginalizacji Boga, lecz
                          uwspółcześnienie wiary. Bez tych zmian nie ostałby się i Kościół i
                          państwo w morzu zmian.
                          2. Pytasz, czy Kościół wierzy w Boga, a to tak, jakbyś spytała, czy
                          kamień jest moralny. Kościół to m.in.wspólnota, pozysja danego
                          człowieka itd. Uważam, że najmniej wierzą biskupi i papieże, który
                          popełniali w dalekiej historii popełniali zbrodnie, łajdactwa itd.
                          Kościół to też mój ukochany teść (ojciec pierwszej żony) i moja
                          siostra; prości, religijni ludzie, najwspanialsi, jakich poznałem. I
                          wobec nich się sytuuję, a Kościół traktuję instytucjonalnie.
                          • krezzzz100 Re: A co masz na mysli... 20.11.09, 10:26
                            kasper254 napisał:

                            > Widzę, że nie gniewasz się na moje słowa, jak krez, która wysyła
                            > ostrzeżenia.

                            Nie wysyła ostrzeżeń, ino PRACUJE. Cheba wolno??))))

                            I słusznie. Forum umożliwia nawet ostrą krytykę, gdyż
                            > granice ochrony danej osoby, występującej na płaszczyżnie pubicznej
                            > (a to jedna z cech forum) są mocno przesunięte, a nie zawężone.

                            Nie należy mylić chamstwa z otwartością, Kasprze. Za łatwe usprawiedliwienie.
                            Wypowiedzi na forum także powinny być ODPOWIEDZIALNE.

                            > 1. Dla jednych pierwszy był Bóg/bogowie, dla innych Kościół itd. I
                            > nie chodzi o to, a o określenie, co jest żródłem norm: Bóg/bogowie,
                            > państwo, natura człowieka, natura swiata, godność itd.
                            > 2. Prawa "boskie" wcale nie przychylają się w kierunku ludzkich
                            > słabości, co raczej je uwzględniają i to już sprawa koniecznej
                            > polityki. Podobnie w sprawach świeckich. Wyobrażasz sobie, aby i
                            > dzisiaj karano za nieudaną operację ucięciem ręki, obrażenie rodzica
                            > wyrwaniem języka (tak w Kodeksie Hammurabiego z 1 700 r. p.n.e.,
                            > przybiciem kapelusza gwożdżiami do głowy ( Iwan Grózny) itd. Ta
                            > polityka wcale nie oznacza marginalizacji Boga, lecz
                            > uwspółcześnienie wiary. Bez tych zmian nie ostałby się i Kościół i
                            > państwo w morzu zmian.

                            Za dalekie uogólnienie. Jest różnica między dostosowaniem a hipokryzją. Nie
                            można mieć ciastka i go zjeść. Jeśli dostosowanie wymaga zmian fundamentalnych,
                            nie można przeprowadzać zmian TYLKO kosmetycznych. A tak jest w sytuacji tzw.
                            "rozwodów kościelnych", które za wszelką cenę "trzymają" się symbolicznej
                            wykładni "stwierdzania nieważności sakramentu", a , co sam Kasprze przyznałeś,
                            zmianą MATERII wymuszoną mechanizmem dostosowawczym.
                            Dobrze wiesz, że o to MNIE chodziło. Ale, jeśli nie wiesz, to ejszcze raz
                            podkreślę. NIE WYSTĘPUJĘ PRZECIW ZMIANOM, ale przeciw zmianom kosmetycznym,
                            które są czystą hipokryzją.
                            Wystarczy zresztą poobserwować język, w jakim ta obrona jest uskuteczniana.
                            Bronienie za wszelką cenę literalnego określenia pokazuje czuły punkt problemu-
                            "nie możemy dać zgody na zmianę symboliczną", bo to oznaczałoby przyznanie się
                            do zmiany rzeczywistej.

                            > 2. Pytasz, czy Kościół wierzy w Boga, a to tak, jakbyś spytała, czy
                            > kamień jest moralny. Kościół to m.in.wspólnota, pozysja danego
                            > człowieka itd. Uważam, że najmniej wierzą biskupi i papieże, który
                            > popełniali w dalekiej historii popełniali zbrodnie, łajdactwa itd.

                            Pełna zgoda.

                            > Kościół to też mój ukochany teść (ojciec pierwszej żony) i moja
                            > siostra; prości, religijni ludzie, najwspanialsi, jakich poznałem.

                            Ja też znam takie osoby, Tylko, że oni właśnie zadają instytucji niewygodne
                            pytania.

                            > wobec nich się sytuuję, a Kościół traktuję instytucjonalnie.

                            Zważ, że instytucje wpływają na życie społeczne. Bywa, ze ten wpływ jest
                            systemowy- opresywny, a już na pewno- zakłamujący społeczne morale. Jak dla
                            mnie- problem poważny.
                            • rybak Re: A co masz na mysli... 20.11.09, 10:54
                              Krezz, a znasz ten stary dowcip:
                              Czym się różni ojciec Rydzyk od Pana Boga?
                              Pan Bóg WIE, że nie jest ojcem Rydzykiem!

                              Krezz, nie każ mi po twoich... postulatach i wywodach pytać, czym się różnisz
                              od... Pana Bogawink
                              • krezzzz100 Re: A co masz na mysli... 20.11.09, 11:18
                                Nie znałam)))
                                Dooobre.

                                Ale odpowiem: Jestem RZECZYWISTA, HUHUHU!
                                • rybak Re: A co masz na mysli... 20.11.09, 11:24
                                  NIE WIERZĘ
                                  ;D

                                  HUHUHUHU!
                                  ;P
                                  • krezzzz100 Re: A co masz na mysli... 20.11.09, 12:46
                                    No mówię Ci, sprawdziłam. Metodą szczypa. Szczypłam się i boli((((( A jestem
                                    słabo odporna ból. Nie będę więc dalej tego weryfikować, choć procedury taką
                                    weryfikację przewidują: szczyp z zakrętasem!

                                    Wymyśliłam coś na tę okoliczność. Niech się nazywa Pierwsze Prawo Krez: im
                                    człowiek ma mniejszą odporność na ból, tym jest bardziej rzeczywisty( tym
                                    bardziej istnieje)!

                                    Świat dla nadwrażliwych!
                                    • tricolour Istnienia Boga też można sprawdzić... 20.11.09, 14:17
                                      ... metodą jest śmierć. Żadnych półśrodków - jaki badany obiekt taka
                                      ranga metody.

                                      To jedyny i wystarczający warunek sprawdzalności.
                                      • rybak Re: Istnienia Boga też można sprawdzić... 20.11.09, 14:36
                                        Taaa... tylko żeby nie było tak (chociaż... dlaczego nie?smile:
                                        Widzę tunel i światło. A na końcu DODĘ!smile
                                        ;D
                                    • rybak Re: A co masz na mysli... 20.11.09, 15:28
                                      Eeee tam, zwykły solipsyzm. To że wydaje Ci się, że jesteś, nie oznacza jeszcze
                                      wcale, że jesteś... A może się sobie albo komuś tylko śnisz?
                                      O! - Mnie się kiedyś śniło, że jestem wielkim Murzynem i bolą mnie rany od bata
                                      bezwzględnego plantatora bawełny. Ale czy to od razu oznacza, że jestem Wujem Tomem?
                                      tongue_out
                                      ergo:
                                      Nadal nie wierzę, że istniejesz, Krezz. Obawiam się, że Twoje argumenty to tylko
                                      sztuczki Twoich funkcyjnych wyznawcówbig_grinDD

                                      Próbuj dalej...
                                      ;P
                                      smile)
                                      • krezzzz100 Re: A co masz na mysli... 20.11.09, 16:48
                                        A jak wydaje Ci się, że jesteś, to jednak jesteś, bo komu by się to wydawało, co?
                                        To nie działa w dwie strony, Rybaku))))))))) Znaczy- nie solipsyzmsmile)))
                                        • rybak Główne dowody na nieistnienie Krezzz:))) 20.11.09, 17:27
                                          To, że ty czytam, iż Tobie się wydaje, że istniejesz jako Krezzz, wcale nie
                                          oznacza, że ja muszę w to uwierzyćsmile)) Taka łaska może na mnie nie spłynęła - i
                                          co zrobisz?
                                          Ba - podam Ci od ręki dowody na Twoje nieistnienie:

                                          Świadczyć o tym może po pierwsze brak jakiegokolwiek odniesienia pojęcia Krezzz
                                          do danych empirycznych. Skoro ani nikt nie widział Krezzz (i nie wierzę, że ktoś
                                          widział, bo to nie ja... widziałemsmile)), a już na pewno nie każda z osób, którym
                                          wydaje się, że posługują się sensownie tym wyrażeniem, ani nikt nie spotkał się
                                          z żadnym z przymiotów jakimi definiuje się Krezzz, takich jak np. wszechwiedza,
                                          to wyrażenie "Krezzz" jest bezsensowne.

                                          Innym dowodem jest nieostrość pojęcia "Krezzz". Co do jakiejkolwiek z jej cech
                                          istnieje co najwyżej większa lub mniejsza grupa wierzących zgodna co do jej
                                          istotności w odniesieniu do Krezzz. Wiemy też wszyscy, że jest wielu ludzi,
                                          którzy włączają w pojęcie „Krezzz” wiele określeń, które tylko im się kojarzą z
                                          Krezzz. A które Krezzz w istocie nie są.

                                          A zresztą - czy nauka może bezsprzecznie dowieść istnienia Krezzz na podstawie
                                          jej wpisów na forum? Nie może!

                                          Czy słowa Krezzz na forum wywarły jakikolwiek wpływ na postrzegalną
                                          rzeczywistość poza ich napisaniem tu przez kogoś w imieniu nieistniejącej
                                          Krezzz? Ależ skąd.

                                          I mogę Ci Krezzz tych dowodów na Twoje nieistnienie przytoczyć tu dowolną ilośćsmile)))

                                          Toż mówię - solipsyzm jak byktongue_out A że Ciebie jak tu logicznie udowodniliśmy - nie
                                          ma - to przecież nie twój solipsyzm. Ino mójbig_grinDD

                                          • krezzzz100 Re: Główne dowody na nieistnienie Krezzz:))) 20.11.09, 18:19
                                            W nic nie musisz wierzyć, bo ta wiara nie jest Ci do niczego potrzebna.
                                            Wystarczy, że rozmowa ze mną jest Ci potrzebna, skoro ze mną rozmawiasz. Bo to
                                            jest istota bytu naszego spotkania forumowego. I to jest RZECZYWISTOŚĆ
                                            (forumowa). I ja w niej. I istnieję.

                                            Czynisz błąd w założeniu- chcesz udowodnić moje nieistnienie. Tymczasem to jest
                                            bezproduktywne.

                                            Oczywiście, ze forumowa Krez dla odbiorców jest sumą ich wyobrażeń na temat
                                            Krez. Takie są (z grubsza) parametry rzeczywistości forumowej.
                                            • rybak Re: Główne dowody na nieistnienie Krezzz:))) 20.11.09, 18:32
                                              A co do tego wpisu, że w nic nie muszę wierzyć...
                                              Jak miło...
                                              Właśnie na sam koniec tego wątku sama wszem i wobec udowodniłaś potrzebę i
                                              zasadność dla ludzi tudzież ISTNIENIE dla nich - Bogasmile)))
                                              Hmmm... żaden ze mnie Sokrates, ale jednak - jakoś mi fajnie terazsmile))
                                              • krezzzz100 Re: Główne dowody na nieistnienie Krezzz:))) 20.11.09, 19:43
                                                Jaką Ty logikę stosujesz, Rybak )))))Bo dwuwartościową z pewnością nie))).
                                                W nic nie musisz wierzyć oznacza, że...w nic nie musisz wierzyć. Odniesienia do
                                                Boga w tym nie ma smile))))))))))))) Sam sobie tego Boga projektujesz- ale, na zdrowie!

                                                Rzeczywiście, żaden z Ciebie Sokrates, bez urazy smile

                                                Do następnej miłej potyczki smile
                                        • rybak No niech ci będzie, dowód za twoim istnieniem:))) 20.11.09, 18:16
                                          Jak cię nie ma - wierząc w to, że jesteś, nic a nic nie tracę. Podobnie jak nie
                                          wierząc.
                                          Ale jak jesteś - wiara w Twoje istnienie zapewnia mi w zasadzie większość tego,
                                          co w związku z istnieniem Krezzz można tu na tym forum otrzymać smile))))) a
                                          niewiara - pozbawia mnie tegobig_grinDD

                                          Wiem, że stare bardzo, ale... może być?
                                          >suspicious>

                                          • krezzzz100 Re: No niech ci będzie, dowód za twoim istnieniem 20.11.09, 18:22
                                            No i o to chodzi że źle założyłeś (że nie istnieję), podczas gdy powinieneś
                                            odwrotnie (że istnieję). Chodzi Ci o moje forumowe istnienie. W ten sposób
                                            ISTNIEJĘ.

                                            Może być. smile
                                            • rybak Re: No niech ci będzie, dowód za twoim istnieniem 20.11.09, 18:29
                                              Chodziło mi W OGÓLE o Twoje istnienie - a nie jego fałszywe przejawy na forum.smile))
                                              .....
                                              No dobrze już dorze...Krezzzsmile)) Tak naprawdę nic a nic nie zakładam...big_grin Ja po
                                              prostu sobie od paru godzin z Tobą uroczo żartujębig_grinD
                                              Pozdrawiam serdecznie, jednak zachęcając DO wzięcia czasem pod uwagę zakładu
                                              Pascalawink
                                              rybaksmile
                                              • krezzzz100 Re: No niech ci będzie, dowód za twoim istnieniem 20.11.09, 19:40
                                                Moje istnienie na forum nie jest istnieniem fałszywym, jako i forum nie jest
                                                bytem fałszywym smile

                                                O moim istnieniu realnym możesz się przekonać, ale najpierw musiłbyś mnie
                                                przekonać, że warto Cię w ogóle ...przekonywać. Myślę, że oboje tego nie
                                                potrzebujemy )))))

                                                Uwierzyłambym w żartu, gdyby nie ad personam. Co nie wyklucza elementu zabawy
                                                dla obojga))))

                                                Zakład Pascala to najbardziej obskurancka intelektualnie i moralnie szmira, z
                                                jaką się w życiu spotkałam. Ale- wedle gustu.

                                                Również serdecznie smile
                                                • rybak Re: No niech ci będzie, dowód za twoim istnieniem 22.11.09, 11:38
                                                  Żadnego ad personam nie było. Ani tym bardziej zachęty do naocznego
                                                  przekonywania się... Że Krezzz istniejesmile))
                                                  Zdecydowanie więcej poczucia humoru życzęsmile))

                                                  Hmmm...
                                                  Biedny Blaise, biedny obskurant i twórca szmirybig_grinD
                                                  Oj, Krezzzz, Krezzz...
                                                  Jednak... przypomnij sobie dowcip o Bogu i Ojcu Rydzyku, wartosmile)))
                                                  • krezzzz100 Re: No niech ci będzie, dowód za twoim istnieniem 22.11.09, 11:50
                                                    Było, było, Rybak))), o tu:

                                                    (Uwielbiam Cię, Krezzz- jak piszesz o czymś, o czym po prostu nie wiesz - ale za
                                                    to z jakąż przecudowną pewnością siebiesmile))

                                                    Oj, Rybak, Rybak, jak już się odwołujesz do poczucia humoru, to weźże zastosuj
                                                    do siebie)))))))))))))))

                                                    Ja bym się jednak odwołała na Twoim miejscu raczej do poczucia...honoru. Serio,
                                                    seriosmile)))Poproszonyś został był o konkrety. Ale tych NI MA.

                                                    Kuniec, Rybak. Da swidanja.
                                                  • rybak Re: No niech ci będzie, dowód za twoim istnieniem 22.11.09, 14:36
                                                    HUHUHUUsmile))
                                                    Z Bogiem!smile))))))
                                                  • tricolour Rybak i tak byłe wyjątkowo uprzejmy... 22.11.09, 14:42
                                                    ... dla omnipotentnej Krez, traktującej rozmówców z góry.

                                                    W rzeczywistości ten wątek pokazał, że nie masz merytorycznych
                                                    podstaw, by wypowiadać się na temat procesu o nieważność małżeństwa
                                                    sakramentalnego. Pokazał, że nie mas merytorycznych podstaw, by
                                                    wypowiadać się na tematy medyczne. Pokazał, że nie umiesz dowodzić
                                                    tez, które głosisz (choć Ty twierdzisz inaczaj, ale z chciejstwa nie
                                                    wynika rzeczywistość) ponieważ podmiot z Twojego założenia jest
                                                    rózny od podmiotu tezy. Można by pokusić się o dowód indukcyjny, ale
                                                    masz za słabe założenie (umiejętości dowodzenia nabywa się na
                                                    początku liceum i Ty nie masz tej umiejętności).

                                                    Pokazał, że tracąc pozycję w dyskusji (głównie z braku wiedzy)
                                                    zaczynasz używać argumentów ad personam prosząc jednocześnie, by
                                                    inni ich nie stosowali. Mówiąc inaczej: zarzucasz innym hipokryzję
                                                    sama będąc hipokrytką - stary "numer" z kozetki psychologa:
                                                    zarzucamy innym własne niedobory.

                                                    To są konkrety.
    • dmuchawcelatawce Re: to zenujace 22.11.09, 16:25
      Litosci Marta, biedna jestes z takim podejsciem do zycia. To, ze ty
      kogos nie lubisz to nie znaczy, ze ta osoba nie ma prawa do milosci.
      Moze cie akurat zaskocza trwalosci swojego mzlaenstwa, choc nei iem
      czy akurat tego oczekujesz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka