Dodaj do ulubionych

Te, które uwodzą żonatych...

18.08.08, 00:48
Czytałam tutaj wypowiedzi kobiet zdradzanych przez mężów. Ja także uważam, że
mam moralne prawo nazywać kobietę, z którą zdradzał mnie mąż: pieprzoną suką,
tanią zdzirą, ew. tanią cichodajką, przejebaną przez wszystkich kurwą. Nazywam
ją też Kaczyńską - z racji urody - starą szmatą - ma 47 lat i jest starsza
ode mnie i męża - lub starszym modelem. Oczywiście te eufemizmy używane są
tylko w gronie zaufanych osób ewentualnie w rozmowach z eksem. Jest to forma
słownej agresji, zastępująca ewentualne czyny karalne wobec ww.tj zasadzenie
kopa, oplucie, darcie kudłów i innych. Kobiety: użyjcie sobie napiszcie, jak
nazywacie tę następną kobietę życia waszego męża. Dodam, że jestem po rozwodzie.
Obserwuj wątek
    • lucinda Re: Te, które uwodzą żonatych... 18.08.08, 10:18
      sorry alba, usmialam sie. bynajmniej nie dlatego ze cos takiego cie spotkalo.
      naprawde ci ulzy jak sobie poklniesz na basko?:) faktycznie moze to lepiej niz
      opluc czy skopac .... kazdy ma swoje sposoby prawda?
      moja mama nazywala ja zdzira. nie mysle zeby to jej pomoglo w "terapii".
    • asdaa Re: Te, które uwodzą żonatych... 21.08.08, 13:18
      ...bredzicie jak potłuczone zakładając, że zdrady ukochanych
      mężusiów winne są "te trzecie"... bywa i tak, ale w większości
      przypadków to wasi faceci szukają szczęścia/pocieszenia ( właściwe
      podkreślić) w ramionach kochanek. Niejedna z was zdziwiłaby się,
      gdyby to do niej wreszcie dotarło. I jeszcze jedno: wiem o czym
      piszę, bo byłam "po obu stronach barykady": i jako zdradzana żona i
      jako kochanka żonatego, ponoć szczęśliwego w małżeństwie... i to nie
      ja zabiegałam o jego względy.
      Otwórzcie więc oczy, miłe panie, na to robią wasi ukochani..
    • zielonooka_blond Re: Te, które uwodzą żonatych... 21.08.08, 18:01
      Ciekawe,że duża część osób logująca się na popularnych portalach randkowych,a
      nawet erotycznych to żonaci mężczyźni.
      Na pewno czują oni wewnętrzny i trudny do opanowania przymus logowania się do
      tych serwisów,a następnie umawiania się z innymi kobietami.
      To te suki ich przymuszają do tego.
    • dyderko Re: Te, które uwodzą żonatych... 26.08.08, 09:59
      Ja wiem, że facet tak ma że jak mu baba wlezie do łóżka to musi
      skorzystać. Ja wiem, że facet tak ma że jak go zdzira zaprasza na
      piwo to iść musi. Ja wiem, że każdy facet do którego uśmiecha się
      jakaś obca kobieta musi się do niej „oduśmiechnąć” i zagadać. Ale
      jakoś nie mieści mi się w głowie że nie mając na to ochoty stawia
      obcej babie drinki, kupuje kwiaty albo rozwodzi się z żoną kochając
      ją i będąc z nią szczęśliwym.
      Tak, zdzira która potrafi tak zawładnąć umysłem tego biednego żuczka
      jest warta by na nią najgorszym słowem bluzgać. Tak ten paskudny
      babsztyl, brzydki i stary pewnie tylko czarami przyciągnął do siebie
      mężusia młodszej, ładniejszej, fajniejszej… Szkoda że nikt już nie
      topi czarownic…

      --
      Każdemu należy się przydziałowa miseczka szczęścia!
        • iberia.pl Re: Te, które uwodzą żonatych...? 28.08.08, 20:29
          anais_6 napisała:

          > iberia.pl napisała:
          >
          > > Czy maz jest ubezwlasnowlniony? Nie potrafi a moze NIE CHCE sie
          > oprzec innej, co ?
          >
          > Oczywiście, że nie chce, ale te zdradzane biedaczki tego nie są w
          > stanie pojąć....


          Mnie zawsze zastanawia zrzucanie winy na kochanke, a mezulek to
          swiety jest,a i sobie taka zdradzona tez nie ma nic do zarzucenia,
          ciekawe...

          --
          Forum dla Egiptomaniaków, bez cenzury
          www.fauna.rsl.pl/
          • anais_6 Re: Te, które uwodzą żonatych...? 28.08.08, 20:34
            iberia.pl napisała:

            >
            > Mnie zawsze zastanawia zrzucanie winy na kochanke, a mezulek to
            swiety jest,a i sobie taka zdradzona tez nie ma nic do zarzucenia,
            ciekawe...
            >
            Zdradzane żony usprawiedliwają mężów... Chcą wierzyć (o naiwne!), że
            zostali zmuszeni do zdrady, szantażowani :D Obrażają kochanki, jakby
            co najmniej wiązały tych biednych mężów i gwałciły :D
    • aannonimka Zdradzona... 28.08.08, 09:29
      Hmmm... a co powiecie na taka sytuacje? kto jest bardziej winny: on,
      ona a moze ja???? a moze po prostu ja jestem taka glupia?
      On erotoman-seksoholik: ogladanie pornosow, golych bab w necie,
      pisanie swinstewek na GG,czatach itp itd. Zlapalam go kilka razy
      razem - robilam awantury, ale wszyscy mi tlumaczyli, ze faceci tak
      maja... No dobrze - niektore rzeczy bylam wstanie zaakceptowac, ale
      gadania z kims przez net NIE! Pilnowal sie. Potem zaczely sie dziwne
      sms-y ponoc tylko z kolezankami? Znowu awantury i tlumaczenie.
      Przebaczylam. Bylo jeszcze kilka przypadkow dzwinych zachowan, nie
      odbierania telefonow, klamstw a w konsekwencji tego moje podejzenia
      i mniejsze-wieksze awantury.
      Przyszedl dzien - zdobylam jego haslo do GG. Czytam fragment tekstu
      od niej, ktorego nie zdazyl skasowac:
      "jesli bedziemy razem, to moja .... bedzie zawsze gotowa na
      twojego... jak nie bedziech chcial zostawic X (czyli mnie) z
      jakichkolwiek powodow, to mi o tym powiedz.... boje sie ze to nigdy
      nie nastapi..."
      Kim jest ona? To moja bardzo dobra kolezanka - sasiadka z bloku, w
      ktorym mieszkalismy przez dwa lata (od miesiaca tam nie mieszkamy).
      I co? po dwudniowej mega-awanturze, wyzwiskach, grosbach, placzu,
      nerwach, nadal mieszkamy razem. Czy wybaczylam? A co to jest
      wybaczenie???
      Mam zal do siebie, ze nie potrafilam odejsc kiedy byl jeszcze czas;
      zal do niego, ze nie zasluzylam na to, aby mnie tak od samego
      poczatku naszego zwiazku oszukiwac i najwiekszy zal do niej, bo
      ufalam jej, pomagalysmy sobie, zajmowala sie czasami moim dzieckiem -
      prawie jak przyjaciolka... jedyna osoba, z ktora moglam o wszystkim
      porozmawiac, zwierzyc sie...
      I tego chyba nie jestem wstanie zrozumiec: kim trzeba byc, zeby sie
      pieprzyc z facetem przyjaciolki!!!
      Rozmawialam z nia, ale nie podalam swojego zrodla informacji...
      wyparla sie wszystkiego. Powiedziala: walcz o ten zwiazek. On was
      nie zostawi (mnie i naszego dziecka). Ale po co? zeby za jakis czas
      miala wieksza satysfakcje, jak ktoregos dnia wroce do domu a jego
      rzeczy juz nie bedzie???
      Narazie nadal mieszkamy razem, ale to juz nie jest zwiazek... tu juz
      nic nie ma... tylko nasze dziecko, wspolnie kupione mieszkanie i
      kredyty, ktore musimy wspolnie splacac...
      • anais_6 Re: Zdradzona... 28.08.08, 19:00
        Nie wiem, czy można mówić o Twojej winie, nie znam Ciebie/Was... Ale
        wygląda na to, że Twoje przebaczanie na nic się zdało i trafiłaś
        zarówno na kiepski egzemplarz męża, jak i
        znajomej/koleżanki/przyjaciłóki. Takich rzeczy się nie robi, to
        najbardziej podła rzecz z jej strony, jaką mogła zrobić :(
    • takjakmam Re: Te, które uwodzą żonatych... 28.08.08, 12:09
      Chore jest to co piszesz. wierność nie polega na odizolowaniu.
      Wierność bo nie ma pokus... to zadna wierność. Wierność bo są
      pokusy, ale umie udmówić, nie korzysta - to jest wierność.
      Więc cały ten ród "zdzir" jak je poetycko nazywasz, nie ma nic do
      rzeczy... bo tak naprawdę nie ta to inna... jeśli twój mężulek
      szukał kogos to prędzej czy później by znalazł.
      ehhh zaslepienie....
      • kasztanowapanna Nie wierzę w świat idealny 30.08.08, 10:46
        W świat ludzi bez słabości, w świat składający się wyłącznie z
        lojalnych mężczyzn i honorowych kobiet. I oczywiście wiem, że w
        zdradzie główny ciężar winy ponosi zdrajca.
        Ale jednocześnie dziwię się osobom, które domagają się, byśmy my,
        zdradzeni, rozgrzeszali kochanki.
        Spójrzcie proszę, na początek typowego romansu.
        To nie jest żadna wielka miłość. Żadna świadomość, że
        spotykamy "tego jedynego". Na początku jest tylko interesujący
        facet, jest przeskakująca iskra. Wzmożona nią świadomość własnej
        atrakcyjności. Podniecenie. "Skoro mnie rwie, jestem lepsza od jego
        żony. Jestem super!"
        I to kochance wystarczy, żeby plunąć na uczucia żony, na uczucia
        ewentualnych dzieci.
        Niewiele jej było potrzeba, prawda?

        A ze strony zdradzacza? U niego faktycznie na ogół jest świadomość
        jakiegoś niedostatku w małżeństwie. Może żona nieosiągalna
        seksualnie, może jakieś spory, może, jak pewnie najczęściej, rutyna.
        Facet w tej sytuacji czuje cisnienie żeby uciec od tego, co mu
        doskwiera. A że jest tchórzem niezdolnym do uczciwego spojrzenia w
        twarz najpierw sobie samemu, a potem żonie, niezdolnym do podjęcia
        decyzji o naprawie związku ani o jego zerwaniu - to ćwiczy swój
        męski charme na otaczających go kobietach. Potem jest
        iskra,świadomość własnej atrakcyjności itd.

        I tak się zaczyna romans.

        Więc w moim przypadku, choć do męża mam pretensje największe, jego
        ekhm, panią, uważam za zdzirę. Własnie dlatego, że w momencie, kiedy
        cała sprawa nie ważyła dla niej wiele, plunęła na moje interesy, na
        moje uczucia, na spokój moich małych dzieci.

        Z mężem zapewne się rozwiodę.
        A pani.... Cóż, jeżeli kiedyś skrzyżują się nasze drogi nastręczając
        mi pożądaną okazję - byc może odpłacę jej czynem rownie okrutnym. Bo
        o ile uznaję własny wkład w budowanie sytuacji, która skłopniła
        mojego męża do kicnięcia na boczek (a uznanie własnej winy w pewien
        sposób skłania mnie do wybaczenie jakiejść części jego winy) to nie
        mam dla kochanki mojego męża - młodej, atrakcyjnej, pracującej,
        dziewczyny - żadnych usprawiedliwnień.
    • a.nancy Re: Te, które uwodzą żonatych... 30.08.08, 12:39
      > tylko w gronie zaufanych osób ewentualnie w rozmowach z eksem.

      z eksem, czyli tym, co zdradzil?
      no to dajesz mu satysfakcje i przekonujesz, ze dobrze zrobil, ze uciekl od
      wrednej i wulgarnej baby.
      jezeli do tego "nowa" gra w popularna gre "jak mi przykro ze zniszczylam twoje
      malzenstwo i skrzywdzilam twoja zone, a to taka mila kobieta", to ty masz w
      plecy, a ona dodatkowe punkty.

      --
      "hankrearden" natym blogu ponizej twierdzi, ze powolaniem kobiety jest uzywanie
      swojego mozgu i to on decyduje na co kobieta ma ochote. Mysle, ze normalny facet
      nie chce miec z taka kobieta nic wspolnego. (z forum)
    • b.ebe Re: Te, które uwodzą żonatych... 04.09.08, 08:39
      alba

      a bierzesz pod uwage jeszcze sytuacje w ktorej to zonaci mezczyzni
      uwodza? I np. nie mowia o swoim stanie cywilnym? Hmm? Wowczas taka
      kobiete ktora dala sie na to nabrac tez nazwiesz zdzira?
      Nie wiem skad permementne usprawiedliwianie w tym facetow? Co mozgu
      nie maja? Nie potrafia powiedziec "nie, mam zone?"
    • mariolka32 Re: Te, które uwodzą żonatych... 04.09.08, 18:36
      a ja zostalam z mezem, czasami zaluje czasami nie mysle, pani z
      ktora to zrobil wyszla za maz, na zdjeciach wyglada na szczesliwa (
      kolezanka mojej szwgierki) nie miala wyrzutow sumienia, moj maz tez
      nie, stalo sie bo mnie z nim nie bylo,ona mnie znala, on zagranica
      ja w Polsce- i czy to znaczy ze ja jestem winna? jak niektore osoby
      wypowiadaja sie tutaj ze winna jest rowniez zona?

      ja przed wszystkim winie meza, bo on mial rodzine, ale rozumiem
      rozgoryczenie innych kobiet, ktore winia "zdziry" czasami tak
      latwiej niz winnic jego, bo to znaczy ze nie wyszlysmy za ideal
      ktorym mial byc, teraz juz wiem ze idealow nie ma, a wiernosc jest
      cnota ktora sie zdewaluowala.

      Kiedy rana byla swieza, w klotniach nazywalam ta pania imieniem
      ktorego sie w moich oczach dorobila, z czasaem maz przyznal mi racje
      ale nie poczulam sie z tym lepiej, wrecz odwrotnie najpierw z nia
      zdradzil a teraz o niej mowi......itp, typowy facet

      mialam depresje, dalej mam, on oczywiscie denerwuje sie na
      jakiekolwiek aluzje do tego co bylo...
      ja....zaluje ze nie odeszlam.....
      wilk nie zmienia usposobienia, takze to tylko kwestia czasu, czasami
      chcialabym zeby to zrobil bo moglabym odejsc z wielkim hukiem i on
      bylby tym zlym.....chyba juz wiadomo ze go nie kocham, jestm bo mamy
      dziecko.
      gdybym miala okazje to go zdradze, jedno wiem nie bedzie to facet
      zonaty,

      moja tesciowa o owej pani mowi "niunia" zeby wnuki sie nie
      domyslily, ale oni sa juz po rozwodzie byli 33 lata malzenstwem,
      zanim jedna pani sie na niego zasadzila, i powiedziala mojej
      tesciowej ze wejdzie mu do lozka, bo tesciowa probowala ukrecic leb
      chydrze - wiec gdzie jej wina?
      a ja po cichutku zycze pani mojego meze zeby jej maz ja zdradzil i
      to z kolezanka i wiem ze sie doczekam bo takie zycie,
      jesli ktos powie ..nie zycz drugiemy co tobie nie mile....to bedzie
      to o duzo zapozno, zycze jej tego z calego serca,

      dodam ze ja swojej "zdzirze" dalalm po pysku, mezulkowi tez
      przynajmniej tak rozladowalam negatywna energie

      z czasem przestaje bolec

      do pan krytykujacych zony......nie kraczcie bo same mozecie znalez
      sie w tej sytuacji ....a moze juz jestescie....wtedy poglad na
      zdrade radykalnie sie zmienia
      • asdaa Re: Te, które uwodzą żonatych... 06.09.08, 10:22
        >on zagranica
        > ja w Polsce- i czy to znaczy ze ja jestem winna? jak niektore
        osoby
        > wypowiadaja sie tutaj ze winna jest rowniez zona?
        oczywiście, że tak, małżonkowie nie powinni rozstawać się na
        dłużej. Znam mnóstwo związków na odległość - niewiele z nich
        wytrzymało próbę czasu... I nie przemawiają do mnie żadne argumenty,
        ani finansowe ani inne.

        > do pan krytykujacych zony......nie kraczcie bo same mozecie znalez
        > sie w tej sytuacji ....a moze juz jestescie....wtedy poglad na
        > zdrade radykalnie sie zmienia


        krakanie nic tu nie ma do rzeczy, w związku obie strony muszą się
        nieustannie starać, by go podtrzymywać.
        Znam problem z obu stron, więc wiem co piszę.
        Ńiefajnie (to łagodne określenie) czułam się jako zdradzana żona,
        nie czuję się też dobrze w związku z żonatym mężczyzną. wielokrotnie
        próbowałam zakończyć ten romans, ale on mi na to nie pozwala.
        Jak ktoś się upiera, może nazywać mnie "Zdzirą", akurat to mnie nie
        rusza. Życie nie jest czarno-białe, ma wiele odcieni pośrednich i
        tylko prostacy widzą, że żona - cacy, kochanka -be. A bywa też
        odwrotnie...

        --
        każde marzenie
        dane jest nam wraz z mocą potrzebną do jego spełnienia
        • mariolka32 Re: Te, które uwodzą żonatych... 07.09.08, 19:25
          wiesz asda to moze powinnam winic panstwo i ustroj bo nie pozwolilo
          na to aby moj malzonek mogl tyle zarobic zebysmy zyli w godnych
          warunkach, i jakies 20 mln ludzi ma ten sam problem w Pl oczywiscie,
          najwidoczeniej za malo cie bolalo zskoro polazlas z drugiej strony,
          twoje bledy niczego cie nie nauczyly najwidoczniej, alemoze ty bylas
          zla zona, stad te uwagi ale jestes za to swietna kochanka a twoj
          mily ma zona potwora??


          nie czuję się też dobrze w związku z żonatym mężczyzną. wielokrotnie
          > próbowałam zakończyć ten romans, ale on mi na to nie pozwala

          zalosne, najwidoczniej jest ci tam dobrze skoro niekonczysz, bo
          chyba nie masz ani rak ani nog zwiazanych zeby odejsc? a moze
          mscisz sie na bogu ducha winnej kobiecie bo tobie jakas zdzira
          nabruzdzila??
          chyba terapia by sie tu przydala
          ale to ladnie poczytac jak to kobiety ucza sie na bledach, bo
          przeciez zona bylas, zdradzit wiec twoja winna, a nie doszlo do
          ciebie ze ile ludzi tyle historii i moze nie wszystkie jestesmy
          winne? skoro ty sie do winny przyznajesz tak musialo byc, sama wiesz
          najlepiej, ja nie zrobilam nic zlego, siedzialm w Pl i bylam wierna
          i jesli uwazasz ze to moja winna to powinnas poszukac pomocy
          specjalisty.

          zycie jet czarno-biale ale po to czlowiek ma rozum zeby z niego
          korzystal w podejmowaniu decyzji, a nie skakal na pierwszego
          zonatego, nie bylo juz wolnych facetow dla ciebie?
          Jak do ciebie nie przemawiaja zadne argumenty to odczep sie od
          zonatego niech ratuje rodzine i blaga o wybaczenie kobiete ktorej
          przysiegal.

          To ze bylas z 2 stron nie upwaznia cie do tego zeby zrzucac winne na
          wszystkie zdradzone kobiety, nie ja jedna nie poczuwam sie do winy,
          czy kazda zgwalcona kobieta ponosi za to wine ze byla sama w parku?
          bardzo krotkowzroczny twoj osad jest, ale widac to po tym ze wlazlas
          z buciorami ( i nie tylko) w cudze malzenstwo i cio chcesz tu
          zrozumienia zdradzonych zon? ze jest ok rozbijac innym?
          cos z twoim osadem i sumieniem nie tak, ale najwidoczniej nie masz
          sumienia..
          • asdaa Re: Te, które uwodzą żonatych... 08.09.08, 09:41
            > wiesz asda to moze powinnam winic panstwo i ustroj bo nie pozwolilo
            > na to aby moj malzonek mogl tyle zarobic zebysmy zyli w godnych
            > warunkach, i jakies 20 mln ludzi ma ten sam problem w Pl oczywiscie,

            wiem, też miałam taki problem, mąż miał propozycję wyjazdu, ale nie skorzystaliśmy z tej opcji woląc RAZEM klepać biedę niż rozstać się mając pełną kabzę

            > zalosne, najwidoczniej jest ci tam dobrze skoro niekonczysz

            i dobrze i źle zarazem, ale widocznie nie jesteś w stanie tego zrozumieć...

            moze
            > mscisz sie na bogu ducha winnej kobiecie bo tobie jakas zdzira
            > nabruzdzila??

            na nikim się nie mszczę, nic mi bogu ducha winna kobieta nie zrobiła, to też trudne do zrozumienia....

            > chyba terapia by sie tu przydala

            terapia przydałaby się 90% społeczeństwa...

            nie doszlo do
            > ciebie ze ile ludzi tyle historii i moze nie wszystkie jestesmy
            > winne? skoro ty sie do winny przyznajesz tak musialo byc, sama wiesz
            > najlepiej, ja nie zrobilam nic zlego, siedzialm w Pl i bylam wierna
            >
            > To ze bylas z 2 stron nie upwaznia cie do tego zeby zrzucac winne na
            > wszystkie zdradzone kobiety, nie ja jedna nie poczuwam sie do winy,

            nigdzie nie pisałam, że jak facet zdradza żonę, to jest to jej wina. Wina, moim zdaniem, rozkłada się na oboje małżonków i nikt nie przekona mnie, że jest inaczej.
            Może powinnaś przeanalizować swoje postępowanie, nie żebym coś sugerowała...

            > czy kazda zgwalcona kobieta ponosi za to wine ze byla sama w parku?

            nie, ale jest coś takiego jak syndrom ofiary, psychologia to dokładnie definiuje, wklep w wyszukiwarkę i poczytaj

            > bardzo krotkowzroczny twoj osad jest, ale widac to po tym ze wlazlas
            > z buciorami ( i nie tylko) w cudze malzenstwo i cio chcesz tu
            > zrozumienia zdradzonych zon? ze jest ok rozbijac innym?

            nie wlazłam z buciorami, choć może z twojego punktu widzenia to tak wygląda; nie oczekuję niczyjego zrozumienia

            --
            każde marzenie
            dane jest nam wraz z mocą potrzebną do jego spełnienia
    • irmin1 Re: Te, które uwodzą żonatych... 04.09.08, 20:27
      jestem jedna z tych co to uwiodła zonatego faceta na początku była hepy ze tak
      dowalilam zonie, znalam ja , taka wielka dama,miała wszystko czego mi brakowało
      więc śmiałam sie gdy męzulek zlapał się na wędkę i ja zdradzał, potem zobaczyła
      smutek na twarzach dzieci,ja miałam to co chciałam robił to co chciałam, zona
      próbowała skleić to co sie rozsypało ale było za pozno,ich małzeństwo się
      rozpadło z hukiem,z tego co wiem zostały długi a ja dowiedziałam się ze w
      międzyczasie on miał inne kobiety... i tu szokskńczyłam znajomośc a on dalej
      szajeje i mówi że to moja wina...jaka moja?
      • bi_chetny Re: Te, które uwodzą żonatych... 05.09.08, 13:32
        jak to jest, że ci zdradzani prawie nigdy nie myślą, że może trochę jest w tym
        ich winy ?
        Podziwiam moją żonę, że zrozumiała [oczywiście przy pomocy terapeuty], że
        większość winy była po jej stronie. Bo to rzadkość, kiedy umiemy wznieść się
        ponad własne rozbuchane ego.

        --
        bi...
        • xentia23 Re: Te, które uwodzą żonatych... 05.09.08, 14:10
          jak to jest, że ci zdradzani prawie nigdy nie myślą, że może trochę
          jest w tym
          > ich winy ?
          Ja się z tym nie zgadzam - wydaje się, że myslą, przynajmniej ja tak
          myslę, ale uważam też, że tak nie rozwiązuje się problemów...
          A zwalić wine na kochankę też miło, a co tam trzeba gdzieś dać upust
          emocjom - w końcu to ona taka niewinna nie jest, jak wie, że facet
          ma rodzinę....
          • piekielna_owca Re: Te, które uwodzą żonatych... 06.09.08, 20:27
            he he troche mnei rozsmeiszył bunt co poniektórych wobec tego że autorka wątku
            miała ochote sobie wpowyzywać ;) po pierwsze zawsze kurwiszcza puszczajace sie
            z zonatymi facetami kochanki i te trzecie uzywają jednego argumentu ze kochający
            mężus jest świety a wszystko spada na nei no wiec tak nei jest ale kochającemu
            męzusiowi jestem w stanie wybaczyc bo go kocham a głupiej puszczalskiej suce nie
            musze wybaczać nie chce wybaczac chce zeby byla nieszczesliwa i ogromna radoche
            sprawia mi mozliwość posdkreslania słownie swojej neicheci do puszczalskich
            szmat sypiajacych swiadomie z zajetymi i zonatymi :)
            --
            Moje prace ;)
            Szczeście nasze malutkie
            Księżniczka [*]25.02.2008
      • nawrocona5 Re: Te, które uwodzą żonatych... 05.10.08, 13:44
        Internet jest jak publiczny sracz: każdy może wejść i napaskudzić.
        Dobrze że jest i że takie kobiety jak alba mogą wylać trochę żółci.
        To właściwe miejsce do takich wynurzeń, bo gdyby w tzw realu wypowiadała swoje
        poglądy to nikt by nie chciał słuchać takiego słowotoku chamstwa i prostactwa
        (ciekawe co ci jadowita babo zawiniła Kaczyńska, która niezależnie od braku
        urody może byc kobietą na poziomie, czego i tobie życzę)
        Doskonale rozumiem dlaczego tak piszesz - prawdopodobnie twoja rywalka
        przewyższa cię pod każdym względem, dlatego facet zostawił młodszą dla starszej.
        Trudno się z tym pogodzić więc trzeba sięgnąć do rynsztoka po argumenty.
        Jeśli ci ulżyło, to na zdrowie. Widocznie nie stać cię na inne podsumowanie
        tego, co cię spotkało.
        • korona.1 Re: Te, które uwodzą żonatych... 05.10.08, 16:27
          Wlasnie! Na ogol zdradzone zony usprawiedliwiaja swoich
          zdradzajacych mezow "polecial na mlodszy du...". Jak zdesperowany
          musial byc maz w malzenstwie, jak musial miec zony dosc, ze zakochal
          sie w starsze kobiecie? Tu nie mozna juz powiedzeic, ze go mloda
          panienka oczarowala. Jak zdrowo musiala mu wejsc ta zona za skore to
          mozemy sobie wyobrazic, czytajac jej chamskie wypowiedzi. I jego mi
          zal, nie jej.
          --
          milosc, jest jak podroz do krainy czarow. Trzeba miec odwage
          zostawic wszystko za soba, nie wiedzac, co nas czeka.
          • fam.me Re: Te, które uwodzą żonatych... 06.10.08, 14:10
            Prawda w oczy kole, a rzecz trzeba nazwać po imieniu.
            To, ze społeczeństwo określa kochanki takimi słowami, to znaczy ze
            potępia takie kobiety i to co robią.
            Same prezentują poziom dna i szamba , a domagają się szacunku.
            Jak mozna szanować kobiete , ktora sama się nie szanuje i nie
            szanują jej faceci, którzy uzywają wielu nazw na tego typu babony.
            To mężczyźni pierwsi wymuslili okreslenia np.:
            - lachociąg
            - dupodajka
            - qrwiszcze
            - blachara
            - tipsiara
    • argo40 Re: Te, które uwodzą żonatych... 06.10.08, 11:55
      Śmietnik w ustach kobiet - to straszne ale tak właściwie jak mamy nazywać
      kobiety, które wepchnęły nas - zdradzone w depresję. "Kochanka" mojego męża uczy
      podobno religii!!!! Pogratulować wiary i stosowania przykazań bożych.
      • nawrocona5 Re: Te, które uwodzą żonatych... 06.10.08, 14:10
        argo40 napisała:
        jak mamy nazywać
        > kobiety, które wepchnęły nas - zdradzone w depresję.

        Widzisz problem w tym, że zarówno ty jak i wszystkie podobnie myślące zdradzone
        kobiety powinnyście zwrócić się do psychologa zamiast wypisywać głupoty w
        internecie. A przynajmniej coś mądrego poczytać na temat takich sytuacji - aby
        wrócić do równowagi i nauczyć się właściwie ocenić to, co was spotkało.
        Bo jeżeli małe dziecko nabije sobie sobie guza to krzyczy "niedobre krzesło be!"
        a dorośli ochoczo pokrzykują na pocieszenie "niedobre krzesło uderzyło Wojtusia"
        Ale człowiek kiedys dorasta (przynajmniej powinien) i zwalanie winy na krzesło
        za to, że znalazło się na drodze jest i głupie i żałosne.

        Nie miałam na mysli tego, że każda porzucona czy zdradzona kobieta jest winna.
        Ale nigdy nie nalezy mylić przyczyn ze skutkami i nie należy się oszukiwac -
        wtedy można iść dalej zamiast pieścić swoje depresje, swoją nienawiść i nie
        wiadomo co jeszcze.
          • nawrocona5 argo40 08.10.08, 11:34
            Zyczenia spóźnione, bo ja tez byłam zdradzaną żoną - byłam młoda, dziecko było
            małe, rodzina była dla mnie najważniejsza więc ciężko to przezyłam. I to nie
            tylko jeden raz.
            Byłam na tyle przytomna, żeby wściekać się na męża.
            Osoba kochanki mnie nie interesowała zupełnie.
            Oczywiście nie było mowy o odejściu męża, to były romanse które konczyły sie w
            momencie kiedy się wydało. Ale nikt nie musi mi tłumaczyć co czuje kobieta w
            takiej chwili.
    • marlena_mill Re: Te, które uwodzą żonatych... 08.10.08, 16:17
      asdaa, jesteś żałosna, on (kochnek) nie pozwoli ci odejść..
      myślałm, ze taka kobieta jak ty, która wie wszystko i potrafi
      wszystkich ocenić "subiektywnie" sama decyduje o swoim zyciu?
      A ty oczywiście chcesz dalej babrac sie w tym gó....bo co tam
      dzieci, rodzina, zaufanie, miłość...
      Nie jesteś przekonywująca bo sam masz nieczyste sumienie i nie masz
      żadnego kręgosłupa moralnego oraz żadnych zasad. Mąż zdradzał to ty
      też, widac zupełnie cię to nie ruszyło. Widać masz jakiś niedostatek
      w małżeństwie, mąż cię zlewa, ze szukasz potwierdzenie własnej
      wartości u innego.I tyle pustaku!

      • asdaa Re: Te, które uwodzą żonatych... 09.10.08, 09:27
        Fakt, sama decyduję o swoim życiu. I masz trochę racji: ja chyba też nie chcę z
        nim zerwać, chociaż byłabym szczęśliwa, gdyby on podjął taką decyzję i wrócił na
        łono rodziny.. Dla jasności: zdradzał mnie mój partner z którym spędziłam 7 lat
        życia. Z tego powodu w ostatniej chwili odwołałam ślub. Jakiś czas potem wyszłam
        za mąż za innego wspaniałego mężczyznę. Niestety, zmarł 1,5 roku później. Od 15
        lat jestem wdową.
        PS. Używanie epitetów i wyzwisk jest dla mnie brakiem merytorycznych argumentów.
        Znam swoją wartość i wyzwiska od osób wirtualnych tego nie zmienią.
        --
        każde marzenie
        dane jest nam wraz z mocą potrzebną do jego spełnienia
        • marlena_mill Re: Te, które uwodzą żonatych... 09.10.08, 11:38
          Wszyscy mogą przeczytać twoje "merytoryczne argumenty" , które
          zamieściłaś powyzej. Dlaczego nie znajdziesz sobie kobieto faceta, z
          którym stworzysz prawdziwy związek, jak jest twoja przyszłość jako
          kochanki ? Myślałaś kiedyś o tym ? Mysłałaś że tkwisz w martwym
          punkcie bez przyszłości, że kogoś krzywdzisz ?
          Nie mówię tu o nim, tylko o tobie samej!!!
          Jemu tak wygodnie, a tobie ?
          • asdaa Re: Te, które uwodzą żonatych... 09.10.08, 13:33
            marlena_mill napisała:
            Dlaczego nie znajdziesz sobie kobieto faceta, z
            > którym stworzysz prawdziwy związek, jak jest twoja przyszłość jako
            > kochanki ? Myślałaś kiedyś o tym ?
            Nie wiem jaka jest moja przyszłość, nie wiem jaka jest przyszłość mojego faceta,
            wiem tylko, że żaden inny go nie zastąpi. On mówi podobnie.
            Mysłałaś że tkwisz w martwym
            > punkcie bez przyszłości, że kogoś krzywdzisz ?
            > Nie mówię tu o nim, tylko o tobie samej!!!
            Zdaję sobie sprawę, że nie ma dla nas przyszłości, chyba, że...
            > Jemu tak wygodnie, a tobie ?
            Ani mnie ani jemu nie jest z tym wygodnie. Wiem to na pewno.


            --
            każde marzenie
            dane jest nam wraz z mocą potrzebną do jego spełnienia
    • maja1213 Re: Te, które uwodzą żonatych... 08.10.08, 19:22
      Witam czytam te wypowiedzi i jedna mysl mi się nasówa,uważam że
      kazdy w zyciu albo ma swoje zasady i się nimi kieruje,albo ich niema
      poprostu.Mąż mnie zdradził jego kochanka miała mega wielką
      satysfakcję z tego,że wybrał ja nie mnie.Dodam że sama uznała,że ja
      jestem ładniejsza,madrzejsza i zaradniejsza.Oczywiscie przezyłam
      koszmar,ale winą obarczyłam ich oboje po równo.On mnie skrzywdził
      ona swojego męża i dziecko,ponieważ jest osobą
      zakompleksiona,niedowartościowaną gdy mój mąż po zaliczeniu jej ją
      olał,niemogła się z tym pogodzic,całą złość skierowała na mnie.Ja
      się nie dałam załatwiłam sprawę dosłownie:)Powiem tak nikt nigdy nie
      zbuduje swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu,kara ją dość szybko
      spotkała.Mąż ją zostawił,złożył pismo o rozwód,zabrał syna a ona
      skończyła sama w szpitalu psychiatrycznym z załamaniem nerwowym.Czy
      jej żałuje nie sama rozbiła swoją rodzinę weszła z butami w moją i
      czas pokazał,że ją to przerosło.Chyba sprawiedliwość jest na tym
      świecie pozdrawiam:)
      • malwa200 Re: Te, które uwodzą żonatych... 27.10.08, 17:56
        Tak, aja mam trochę inne zdanie: otóż wiele osób buduje własne
        szczęście na nieszczęściu innych i udaje im się to wspaniale. mam
        wiele przykładów z otoczernia a także z autopsji. mój pieprzony eks
        zbudował swoje szczęście 8 lat temu z jakaś podstarzałą suką i są
        szczęśliwi do tej pory. co na to powiesz? ponadto: znajoma mojej
        mamy została olana przez swego meża który stwierdził, ze po dwqóch
        porodacj ma rozlazłe ciało i9 związał się notabene z jej
        przyjaciółką. oboje są szczęśliwi juz kupe lat, chyba ze 20 a
        zostawiona beidula nadal nie moze nikogo znaleźc bo kto by zachciał
        podstarzałą juz kobiecinę (choc wspaniałą, madrą, wesołą itp. itd.
        etc)? jest sama pomimo ze to bardziej ona niz ona zasługuje na
        lepsze zycie
    • zamszowa Re: Te, które uwodzą żonatych... 28.10.08, 09:31
      a ty naprawdę żadnej godnosci nie masz auorko wątku. zostawił cię, odszedł,
      widocznie ten potwór , którego opisujesz dał mu coś czego ty nie miałaś.moze
      jednak nie jestes taka piękna i dobra jak ci się wydaje.(po twoich inwektywach
      pod adresem tej pani wnioskuję, ze kulturalna na pewno nie jesteś). zamknij ten
      rozdział, nie poniżaj kogos, bo to swiadczy tylko o Tobie./ Jesli twoj mąż się
      zakochał to daj mu swięty spokój. naprawdę nie widzisz jak uzywanie takich słów
      robi z ciebie chamke i buraka? przyzwoici ludzie nie mówią tak o nikim, nawet w
      gronie znajomych. nigdy nie pojmę dlaczego baby uwieszają się na tej drugiej. a
      twoj ex mąż biedny miś co? nie umiał ptaka w spodniach trzymac? jesli ktos jest
      palantem to własnie on. i żeby była jasnosc - jestem, zdradzoną żoną. pani, z
      którą zdradził mnie mąż komletnie mnie nie obchodzi (skąd ty własciwie wiesz ile
      ona ma lat i jak wygląda? poniżyłaś się do sledzenia?). Jestem dorosła, mam
      poczucie własnej wartości, mąż zawiódł moje zaufanie i sie rozstaliśmy jak
      dojrzali ludzie. Nie dociekam przyczyn - z pewnością nie poszedłby na bok gdybym
      była idealna, ale idealna nie jestem i nawet do tego nie dążę. ot, wypadek
      zyciowy. są większe tragedie, naprawdę. jestem teraz w szczęśliwym związku i nie
      użalam się nad sobą wieszając psy na jakiejś obcej pannie. życie i tyle.dorośnij
      kobieto.
      • malwa200 Re: Te, które uwodzą żonatych... 29.10.08, 20:18
        POPIERAM ALBO tWOJĄ WYPOWIEDX. JEŚLI MOŻESZ I CHCESZ, ZAJRZYJ,
        PROSZĘ NA FORUM "ROZWÓD I CO DALEJ" POCZYTAJ CO BABY TAM PISZĄ, NIE
        ZNAJĄC FAKTÓW I NIE WIDZĄC CO I JAK. OBWINIAJĄ ZAWSZE TĘ TRZECIA
        NAWET, JEŚLI JEST ONA BOGU DUCHA WINNA. NIE ZWSZE TA TRZECIA WIE, ZE
        FACET JEST ŻONATY. POZDRAWIAM CIE SERDECZNIE
    • monnaami Re: Te, które uwodzą żonatych... 28.10.08, 23:23
      Ja uważam inaczej. Według mnie jesli facet zdradza to jest to wina
      jego i...jego zony. Czego szukał u kochanki? Jeśli kobieta jest jego
      całym śiatem, fascynuje go, jest na nią cały czas nakręcony nie
      szuka przygód - blond lala z cyckami jak kokosy może sie prężyć a on
      i tak nie zdradzi zony. Gdy facet zdradza, nie ma w tym winy
      kochanki - nie ta, bedzie inna- to tylko kwestia problemów w
      związku. Takie moje zdanie. Gdy mąż mnie zdradzi popatrze na siebie
      a nie będe wyzywac jakiejś laski która go uwiodla. Swoją drogą będe
      jej wdziczna, że dzieki niej poznałam jego prawdziwe oblicze i juz
      nie trace czasu na kogoś kto mnie zdradza.
      • asdaa Re: Te, które uwodzą żonatych... 29.10.08, 20:58
        monnaami napisała:

        > Ja uważam inaczej. Według mnie jesli facet zdradza to jest to wina
        > jego i...jego zony.

        To samo pisałam wcześniej, ale niewiele osób mnie tu popiera.
        Przeważnie plują jadem na tą trzecią :)


        --
        każde marzenie
        dane jest nam wraz z mocą potrzebną do jego spełnienia
    • maja1213 Re: Te, które uwodzą żonatych... 31.10.08, 06:31
      A ja nie czuję się winna,tego ze mąż mnie zdradził.Pisanie że wina
      leży pośrodku jest w mojej ocenie błędem,uzasadnie to tak nikt z nas
      idealny nie jest,każdy ma wady i zalety wiążąc się z 2 osobą jest
      się tego świadomym i powinno się akceptować partnera w pełni jaki
      jest.Gdy ktoś naprawdę kocha drugą osobę to jej nigdy nie
      zdaradzi,ze względu na szacunek i uczucie jaki daży siebie i
      ją,natomiast gdy coś zaczyna się psuć lub doskwierać to
      odpowiedzialny człowiek nie ucieka do innej osoby tylko rozmawia
      komunikuje swój problem przez rozmowę.Prawdziwe życie i związek to
      nie bajka,nietylko miłe i dobre rzeczy,ale wiele różnych prób na
      które los nas wystawił i albo się je przejdzie,albo się ucieka i
      idzie na łatwiznę jak mój mąż.W pewnym sensie też jeste wdzięczna
      kochance męża,uświadomiła mi jaki to pustak i dzieciak.Ktoś kto
      zdradza żonę,tylko dla tego że jest chora i akurat niemoże jest
      zerem,co z tego że to było raz z przelotnie poznaną dziewczyną,dla
      mnie on jest osoba,która pojęcia niema co to znaczy prawdziwie
      kochać.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka