Dodaj do ulubionych

Obrona celibatu!

20.12.02, 08:56
Ostatnimi czasy coraz częściej z różnych stron słyszy się wypowiedzi
dotyczące celibatu obowiązującego w kościele rzymskokatolickim.
Pomijając tu głosy samego kościoła, który z oczywistych powodów argumentuje
za utrzymaniem obecnego stanu rzeczy, wszystkie wypowiedzi pozostałe mają
wydźwięk jednoznacznie negatywny i domagają się zniesienia bezżeństwa.
Argumentów za zniesieniem celibatu nie będę tu powtarzał, są wszak
powszechnie wiadome a jest ich wachlarz cały.

Ja natomiast kierując się starymi prawdami typu „każdy kij ma dwa końce” czy
też „szukania dziury w całym” zacząłem na problem spoglądać tak troszeczkę z
boku i... mam poważne wątpliwości, co do zasadności wprowadzenia
dobrowolności w kwestii małżeństwa wśród kapłanów.

Wątpliwość pierwsza. Natury ekonomicznej.
Założyć należy, że każdy dobrodziej będąc w zgodzie z głoszonym oficjalnie
modelem rodziny „2+3” będzie miał średnio troje potomków (przynajmniej).
Będzie, więc: „dobrodziej”, „dobrodziejowa” i średnio trzy „dobrodziejątka”.
Utrzymanie takiej rodziny to średnio licząc pięciokrotność kwot łożonych
obecnie na doczesne potrzeby życiowe stanu duchownego.
Założyć również należy, że poziom życia księżej rodziny musi być przynajmniej
więcej niż średni. Wiąże się to z powiększeniem znacznym metrażu obecnej
plebani (przynajmniej kilka sypialni musi przybyć), czyli inwestycje. Dom
musi być na odpowiednim poziomie i w myśl starej słowiańskiej zasady musi on
być gościnny będzie to wszak dom elity lokalnej społeczności, czyli dalsze
znaczące koszta. „Dobrodziejątka” powinny przecież zdobyć możliwie najlepsze
wykształcenie, wchodzić tu mogą w rachubę jedynie szkoły elitarne, czyli
następne znaczne kwoty.
Spodziewane ewentualne oszczędności wynikające z faktu likwidacji etatu
gospodyni spisać trzeba niestety na straty. Trzeba przecież przyjąć do
wiadomości fakt, że małżonka księdza nie może być kuchtą domową i parać się
byle „robotą”. Jako osoba światła i wspierająca swego małżonka w trudnej
codziennej pracy duszpasterskiej będzie prowadzić przy parafii dla dziatek
jakieś kółko zainteresowań o tematyce jedynie słusznej, jakiś chórek czy inną
równie cenną działalność charytatywną oczywiście w czynie społecznym. Po tak
czasochłonnym i wyczerpującym dniu będzie musiała pełnić honory Pani Domu na
licznych wieczornych przyjęciach i bankietach. Wszak prowadzenie szeroko
pojętego „życia towarzyskiego” jest nieodzownym elementem trudnego procesu
kształtowania umysłów i właściwych postaw. Tak więc Pani „dobrodziejowa” nie
będzie miała czasu na prowadzenie gospodarstwa domowego w związku z tym
posada gospodyni pozostanie. A ze względu na ilość osób do obsłużenia posada
ta być może rozbudowaną będzie nawet do dwóch etatów.
Sumując powyższe przyjąć należy, że utrzymanie średniej księżej rodziny
wyniesie minimum dziesięciokrotność kwoty obecnie przeznaczanej na utrzymanie
jednego duszpasterza.

Wątpliwość druga. Natury społeczno moralnej.
Obserwując poczynania „dobrodziejów” stwierdzić należy, że ta „klasa
społeczna” raczej nie wyróżnia się cechami powszechnie głoszonymi przez
siebie, czyli: ubóstwem, ofiarnością, bezinteresownością, dobrocią,
otwartością, prawdomównością itd. itd., czyli owym „dobrodziejstwem”. A wręcz
przeciwnie widząc powszechne zakłamanie, zaślepienie, zadufanie, zachłanność,
prostactwo w końcu, przypuścić należy, że powołania dostępują jednostki (z
lekka nazywając) nie spod najjaśniejszej gwiazdy! Efektem takiego „doboru
naturalnego” i prawa dziedziczenia genów będzie potomstwo przesiąknięte
cechami negatywnymi. Dodając do tego fakt, że wzrastać ono będzie w poczuciu
własnej wyższości, realizując się na koszt społeczny przeważnie za ów
przysłowiowy „wdowi grosz” zbierany na tacę lekką rączką bez żadnych
skrupułów (przecież się należy), przewidzieć nie trudno, że z latorośli tej
wyrosną jednostki aspołeczne, samolubne, aroganckie często zdegenerowane
wręcz i chore!

Konsekwencje?
Taca stanie się głęboką michą! Drastycznie wzrosną opłaty za wszelakie
posługi kapłańskie! Nachalność i „krwiopijstwo” sięgać zacznie zenitu! W
walce o „byt” przewodnicy dusz zmuszeni zostaną do stosowania chwytów
wszelakich a istniejące jeszcze, jakie takie hamulce przestaną
obowiązywać! „Złoty cielec” jednoznacznie zajmie czołowe miejsce w
panteonie „wszystkich świętych”! Zwykli szarzy ludzie w tej bezprzykładnej
pogoni za szmalem zagubią się zupełnie
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka