Dodaj do ulubionych

msza za dziecko?.....proszę o radę

04.09.06, 15:27
Moja teściowa dała na mszę za naszą 10- letnią córkę... Problem w tym, że po
pierwsze jej syn i ja nie chodzimy do kościoła, córka nie jest ochrzczona i
nie była do komunii, natomiast choruje na przewlekłą chorobę. Kilkakrotnie
już przy okazji rocznicy ślubu teściów bywaliśmy w kościele na mszy w ich
intencji (przede wszystkim żeby teściowej było miło), i ku mojemu zaskoczeniu
również w intencji "wyzdrowienia dziecka". Czułam się z tym dość niefajnie,
ale nie chciałam robić teściowej przykrości, bo wiem że ma dobre intencje.
Ale teraz to już jest przegięcie moim zdaniem. To znaczy niech się modlą
jeśli jest im to do czegoś potrzebne, ale oni wyraźnie życzą sobie żebyśmy
też tam byli (z dzieckiem). Ja mam poczucie jakiejś grozy, ale jestem w tym
odosobniona. Mój mąż wyraźnie widzi w tym moją upierdliwość, że się czepiam i
jak zwykle jestem nietolerancyjna... Zastanawiam się czy nie olać tego i po
prostu nie pójść, a każdy niech sobie robi co uważa. No ale jestem matką, i
oczywiście zależy mi na zdrowiu mojego dziecka, jakkolwiek nie wierzę że
modły w intencji coś tu dadzą... Czy ja naprawdę robię sprawę tam gdzie jej
nie ma?
Obserwuj wątek
    • feminasapiens Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 15:40
      Uważam, że Twoja teściowa może praktykować swoją wiarę jak chce (w tym również
      poprzez opłacenie mszy w intencji Waszej córki), ale nie ma prawa wymagać od
      Ciebie uczestnictwa w tych nabożeństwach.
      • laureno Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 06.09.06, 11:35
        Zgadzam się. Według moich zasad masz prawo odmówić uczestniczenia w taki
        przedsięwzięciu, a Twoja teściowa nie ma prawa nalegać.
    • triss_merigold6 Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 15:58
      Nie poszłabym. Teściowa jest nietolerancyjna, bo na siłę chce żebyś
      uczestniczyła w praktykach religijnych.
    • dirgone Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 16:20
      Hm, czy na siłę chce, zeby uczestniczyła w praktykach religijnych? Spierałabym
      sie. To oczywiście zależy od tego, jaki teściowa ma stosunek do tego, że do
      kościoła nie idziesz. Jako osoba wierząca i kochająca wnuczkę, pragnie jej pomóc
      wszelkimi sposobami, a ten jej jest widocznie akurat najblizszy.No więc niech
      sobie na msze daje, niech chodzi, ale ciebie zmuszac na pewno nie może.
      No bo jeśli ty w ramach modłów o zdrowie dziecka urzadziłabyś tańce nago podczas
      pełni na polanie, to ona zapewne odmówiłaby uczestnictwa w czymś takim. Za to ty
      mogłabyś wierzyć, że dzięki temu twojemu dziecku wróci zdrowie.
      • dirgone Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 16:31
        Nie przeczytałam ze zrozumieniem, palę się ze wstydu.
        To sama sobie dopowiadam, ze jeśli teściowa chce, żebyście byli na tej mszy z
        dzieckiem, to odmów stanowczo. Jest to po prostu sposób na pokazanie, że ma
        głęboko gdzieś wasze przekonania, bo jej są i tak zawsze lepsze.
        A jeśli nie zrozumie, to powiedz że przyjdziesz, jeśli ona przyjdzie na modły w
        naturze, które opisałam wyżej :)
      • notting_hill Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 16:42
        Hmm, to jest taka "subtelna" forma nacisku, poza oczywistym faktem że ona
        wierzy że to pomoże. Nie mam absolutnie nic przeciwko temu, każdy wierzy w co
        chce i na co mu rozum pozwala, więc teoretycznie wszystko jest ok. Ja nie
        pójdę, mimo że wiem że będzie to źle odebrane, ale trudno. Natomiast nie wiem
        czy nie oponować żeby dziecko w tym uczestniczyło, jako ta "biedna". No i
        jeszcze matkę ma wredną, co to żadne świętości dla niej nie mają znaczenia...

        Przy okazji inna refleksja mnie naszła- jak to właściwie jest z uczestnictwem
        we mszy w intencji czyjegoś powrotu do zdrowia, pomyślności, czy nawet za duszę
        zmarłego w przypadku osób niewierzących czy niepraktykujących? Zawsze starałam
        się nie robić z tego jakiegoś problemu i uczestniczyć pro forma, bardziej
        biorąc pod uwagę uczucia osób których na tym zależało, ale gdzieś tu muszę
        wyznaczyć jakieś granice. Inaczej daję się szantażować emocjonalnie.
        • Gość: chwila Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.chello.pl 04.09.06, 18:24
          A po co Ty miałabyś iść do kościoła na mszę intencyjną na rzecz Waszego dziecka.
          Na mszę powinni chodzić osoby, które chcą w niej aktywnie uczestniczyć.
          A ty co, siedziałabys naburmuszona, zdegustowana, sztywna jak kij od szczotki?
          Lepiej zostań w domu, oszczędź bliskim i nie tylko im takiego widoku!
    • yoma Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 16:22
      Powiedz, że dziecko jest zbyt chore, żeby wytrzymać godzinę na mszy - teściowa
      będzie syta i wy całe
    • Gość: ghfh Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.06, 16:39
      Uważam, że dla dobra dziecka raczej powinnaś pójść.
      Jednak większość społeczeństwa jest wierząca i czesto chodzi do kościoła,
      nie dobrze więc jeśli dziecko, nawet jeśli nie wierzy nie będzie znało dość
      dobrze kultury w której żyje.
      • triss_merigold6 Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 17:19
        Może świetnie znać kulturę bez uczestnictwa w praktykach religijnych.
      • czwarty.wymiar Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 20:09
        Takie bzdury napisałeś, że nawet nie ma co tego komentować.
        • laureno Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 06.09.06, 11:38
          > Takie bzdury napisałeś, że nawet nie ma co tego komentować.

          Brak komentarza = brak argumentów.
          • czwarty.wymiar Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 06.09.06, 16:35
            Strasznie to mądre... Tylko czy czytałaś tekst, który tak skwitowałem?
    • Gość: chwila Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.chello.pl 04.09.06, 18:05
      A ojciec dziecka nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia? Przecież wyraził chęć
      uczestnictwa we mszy w intencji zdrowia waszego dziecka. Czy mam przez to
      rozumieć, że ignorujesz jego uczucia i jego decyzja w tej sprawie nie ma dla
      Ciebie żadnego znaczenia?


      • marysia_b Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 18:11
        Gość portalu: chwila napisał(a):

        > A ojciec dziecka nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia? Przecież wyraził chęć
        > uczestnictwa we mszy w intencji zdrowia waszego dziecka. Czy mam przez to
        > rozumieć, że ignorujesz jego uczucia i jego decyzja w tej sprawie nie ma dla
        > Ciebie żadnego znaczenia?

        Wynika z 'tego' (jak i z roznych, innych watkow), ze ojciec ma obowiazek dawac
        kase i na wszelki wypadek zamknac dziob ;)
      • notting_hill Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 18:26
        Chyba trochę pochopne wnioski wyciągacie... Ojciec dziecka zabrał dziecko i
        pojechał z nim na rzeczoną mszę. Ja nie. Nie wnikam w jego powody, miał widać
        swoje racje (których nota bene nie poznałam). Ale to są jego racje i ma do nich
        prawo, tak samo jak ja do swoich.
        Problem w tym, że chciałabym nikogo nie urazić, a jednocześnie pozostać w
        zgodzie z sobą. Może rzeczywiście to zbyt wygórowane oczekiwania...
        • news21 Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 18:45
          Szantaż moralny.
        • Gość: ghj Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.06, 21:18
          I słusznie, ty nie musiałaś byc, a dziecko było- OK.
        • laureno Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 06.09.06, 11:40
          Tak, to zbyt wygórowane oczekiwania. Człowiek istota ułomna, nie można każdemu
          dogodzić. Najważniejsze to pozostać w zgodzie ze sobą. Dyskusja z mężem, bądź
          teściową w takim przypadku jednak chyba nie zaszkodzi.
    • Gość: Matylda Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.06, 20:01
      Zapytam o coś innego...A co by było gdyby teraz, po tej mszy Twoja córeczka
      odzyskała zdrowie? Czy uznałabyś to za przypadek? czy postarałabyś się zmienić
      swoje nastawienie do Boga? a może słyszałaś powiedzenie, że wiara przenosi góry?
      Czuję się upoważniona do napisania powyższego bo jeszcze kilka lat temu
      myślałam podobnie jak Ty i robiłam podobnie jak Ty ale wiesz co? do wszystkiego
      trzeba dojrzeć. Teraz tak bardzo bym chciała, żebyś to Ty nie miała racji...dla
      dobra Twojego dziecka...
      • Gość: Echo Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.dip.t-dialin.net 04.09.06, 20:09
        Byc moze ta choroba jest kluczem do przemyslen. Zacznij moze sie zastanawiac
        czy dalabys wszystko zeby Twoje dziecko wyzdrowialo.
      • czwarty.wymiar Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 20:14
        Co za "argument"... Równie dobrze może się zaraz odezwać ktoś, kto stwierdzi, że uzdrowiono kogoś po nocnych tańcach na leśnej polanie... I co, też ma przemyśleć "A co by było gdyby teraz, po tych tańcach Twoja córeczka
        odzyskała zdrowie?"???
        Matka dziecka nie wyznaje Twojej wiary, więc postaraj się to zrozumieć i przestań wyjeżdzać z takimi przyciężkimi tekstami.
        • Gość: Matylda Re: czwarty wymiar IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.06, 20:24
          Nie do Ciebie to napisałam więc nie wysilaj się. Swoją drogą to nie takich
          mądrych i silnych jak Ty już wiedziałam...
          • czwarty.wymiar Re: czwarty wymiar 04.09.06, 22:03
            Gazeta.pl > Forum > Społeczeństwo
            Wiesz co oznacza FORUM? Daruj sobie takie teksty.
      • Gość: kaplan voodoo Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.tpnet.pl 04.09.06, 21:41
        na tej zasadzie nalezaloby odwiedzic wsystkie koscioly lacznie z kosciolem szatana - a nuz widelec ktorys pomoze, nie?
        • Gość: Matylda Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.06, 21:57
          Nie, nie wszystkie. Wystarczy te dla normalnych ludzi. Zresztą do tego każdy
          musi dojść sam. Czasami trwa to długo ale warto czekać.
          • Gość: kaplan voodoo Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.tpnet.pl 04.09.06, 22:01
            sugerujesz ze wyznawcy voodoo sa nienormalni??
            • Gość: Matylda Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.06, 22:09
              nie znam - nie wiem
              • Gość: kaplan voodoo Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.tpnet.pl 04.09.06, 22:12
                ja tez nie znam - nie wiem, ale jakbym mial isc do jakiegos kosciola na msze w intencji to czemu mialbym nie odwiedzac innych kosciolow w tym kosciola czy jak oni to nazywaja voodoo? zaszkodzic nie zaszkodzi a moze pomoze?
          • czwarty.wymiar Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 22:04
            A kto ustala, które obrządki, wyznia są dla "normalnych ludzi", a które nie? Ty?
    • Gość: Jajco nielogowane Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.tpnet.pl 04.09.06, 21:52
      Ja miałem niemal identyczną sytuację. Moje dziecko urodziło się trochę za wcześnie i istniało poważe zagrożenie jego życia. No więc teściowa najpierw chciała koniecznie je ochrzcić (nie potrafiła uzasadnić dlaczego), ale nie daliśmy jej tego zrobić. Potem co miesiąc zamawiała msze w intencji dziecka, na które wyciągała pół rodziny. Nawet moi rodzice, którzy w kościele bywają tylko z okazji ślubów i pogrzebów dali się ze 2 razy namówić, choć źle się z tym czuli.
      Ani ja ani moja żona nawet przez sekundę się nie wahaliśmy czy uczestniczyć w tych gusłach czy nie. Teściowa i pół rodziny było bardzo zniesmaczone naszą postawą. Teraz dziecko jest zdrowe i prawidłowo się rozwija. Teściowa pewnie myśli że to zasługa boga do ktorego się modliła i pośrednikom którego dała kupę kasy (po prawdzie to nie wiem ile dała ale teściowa uboga nie jest a jeśli chodzi o czarnych to ma gest, że hoho!)

      Generalnie proponuję olać. Jak raz pójdziesz to potem będą pretensje, żądania kolejnych wycieczej itd itp. Trzeba to raz a dobrze przeciąć - tak jak odcina się nogę którą toczy gangrena
      • Gość: gość1 Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.06, 22:00
        No jasne, zawsze przecież można żyć jak bydle, ono też w nic nie wierzy
        • Gość: bydle bydleta klekaja IP: *.tpnet.pl 04.09.06, 22:02
          Jak to nie wierzy??? Przeciez znana piosenka mowi o klekajacych bydletach!!!
          • Gość: gość1 Re: bydleta klekaja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.06, 22:06
            No to człowiek miałby być głupszy niż bydle?
            • Gość: nie klekam Re: bydleta klekaja IP: *.tpnet.pl 04.09.06, 22:08
              no niektorzy sa, zwlaszcza ci ktorzy sadza ze im wiecej sie kleka tym lepiej
        • czwarty.wymiar Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 22:08
          Ale z ciebie prostak...
      • notting_hill Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 23:13
        Dziękuję wszystkim za opinie. Staram się rozumieć różne punkty widzenia i
        gdzieś tam zaleźć się w tym z moim sposobem pojmowania świata.

        Generalnie nie mam absolutnie NIC przeciwko czyjejkolwiek wierze, ale tu
        poczułam się postawiona przed ścianą. Nie chodzi o to że nie zrobiłabym
        absolutnie wszystkiego dla mojego dziecka, bo zrobiłabym... Ale to przecież nie
        o to tu chodzi. Dla mnie w sumie żaden problem posiedzieć 40 min w kościele,
        pytanie tylko po co? Dla mnie to bez wielkiego znaczenia (no przepraszam jeśli
        kogoś uraziłam), bo duchem i tak mnie tam nie ma. Czy to tak trudno zrozumieć
        że osoby nie określające się jednoznacznie jako wierzące nie potrafią duchowo
        uczestniczyć w takich wydarzeniach i nie jest to bynajmniej ich zła wola bądź
        lenistwo?
        Ale i tak nikt z Was nie odniósł się do sprawy mszy w intencji np. zmarłych.
        Czy jak się nie idzie to znaczy że się nie dba o nich? Nie okazuje szacunku?
        Smutku, żalu z powodu straty?
        • renebenay Re: Podlosc 04.09.06, 23:40
          Jestem nie wierzacy i w zadnym wypadku nie wejde do swiatyni,Twoja sprawa czy
          pojdziesz i dla mnie to jest granie na Twoich sentymentach jako matki aby
          dziecko "wyzdrowialo".O zmarlych mam podobne zdanie,szybkiego powrotu do zdrowia
          Twojej corki.Pzdr.
          • Gość: Pascal Ktos kogos lancuchem spetal???Gdzie tu podlosc? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.09.06, 00:21
            A dlaczego nie wejdziesz? Boisz sie czegos? Dla ciebie budynek jak kazdy inny...
        • Gość: Beata Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.06, 17:29
          > Ale i tak nikt z Was nie odniósł się do sprawy mszy w intencji np. zmarłych.


          nie znam sie na tym jakoś specjalnie, tylko przyszło mi do głowy, że:

          dla niewierzącej osoby pobyt na mszy jest pewnym umartwieniem. więc to
          uamrtwienie mogłoby być sposobem na wyłądowanie żalu po stracie bliskiej osoby.
          a jeżeli nie jest się niewierzącym (a chyba nie jesteś? raczej agnostycyzm
          wyczytałam z Twoich wypowiedzi) owo umartwienie, tak jak każde inne, można
          ofiarować Temu, Którego my nazywamy Bogiem, a Którego inni postrzegają jako
          Siłę/Światło/Energię w jakiejś intencji.

          I jeszcze jedno słowo: z punktu widzenia wiary lub tej duszy, za ktorą odprawia
          się nabożeństwo - uczestnicto w nim osoby niewierzącej nie jest niczym
          profanującym, moze wręcz nobilitujacym (chodzi własnie o to umartwienie w
          intencji...) podobnie, jak przysięga małżeńska składana w kościele przez
          niewierzącą osobę jest ważna.

          > Czy jak się nie idzie to znaczy że się nie dba o nich? Nie okazuje szacunku?
          > Smutku, żalu z powodu straty?

          na to chyba nie trzeba odpowiadać, bo wszyscy dobrze wiemy, że tak nie jest.
    • Gość: Pascal proszę o radę- po co? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.09.06, 23:42
      A to sie tesciom trafila synowa...Jak widac przerobilas ich syna , wiec nie ma
      co, masz przebicie. Po co mialabys isc do Kosciola? Bez sensu. Dziecko nie
      powinno wiedziec nawet o tej mszy, bo po co ma sadzic, ze jest z nia gorzej niz
      jest? Zostan w domu. Nigdy nie wiadomo kogo sposrod uczestnikow mszy Bog
      wyslucha, po to wlasnie sa takie intencyjne msze. Ps. czy wiesz o tym ze
      chrzest moze uzdrowic? Nie, nie...to nie bajki
      • Gość: Chrzsielny krasnoludki IP: *.tpnet.pl 05.09.06, 09:02
        Nigdy nie wiadomo kogo sposrod uczestnikow mszy Bog
        > wyslucha, po to wlasnie sa takie intencyjne msze. Ps. czy wiesz o tym ze
        > chrzest moze uzdrowic? Nie, nie...to nie bajki

        A wiesz ze jak sie zostawi okruszki po kolacji pod stolem to przyjda krasnoludki i sie posila a przy okazji porzadek zrobia? Nie, nie...to nie bajki
      • trydzyk Re: proszę o radę- po co? 05.09.06, 12:40
        > Ps. czy wiesz o tym ze
        > chrzest moze uzdrowic? Nie, nie...to nie bajki

        To napisz cos wiecej o tym, zaciekawiles mnie naprawde :))

        F.
    • xtrin Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 04.09.06, 23:46
      Ja bym poszła, ew. wysłała męża z dzieckiem. Nie dla dziecka, ale dla teściowej.
      Zakładam, że jej intencje są szczere i chce pomóc wnuczce jak może, jeżeli ją to
      uszczęśliwi, to czym jest godzina waszego życia?
      Inaczej troche sprawa się przedstawia, jeżeli teściowa usilnie próbuje was
      nawrócić i to jest jeden ze sposobów na dokonanie tego. W takim przypadku
      powiedziałabym ostre nie.
      • Gość: Pascal Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.09.06, 23:56
        Szkoda, ze ten syn-maz nie umial powiedziec tak ostro i stanowczo jak mu baba
        przestawila wyniesione z domu wartosci. Uszczesliwiac tesciowa to ona nie
        musi , ani nie jest w stanie.
        • carton Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 07:18
          Gość portalu: Pascal napisał(a):

          > Szkoda, ze ten syn-maz nie umial powiedziec tak ostro i stanowczo jak mu baba
          [...]

          Z twoich słów należy wnioskować, że jesteś z tych prawych, moralnych,
          miłujących bliźnich... Żenada.
          • Gość: Lena Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.jachpol.net 05.09.06, 10:06
            Raczej wygląda mi na to,że część tu piszących traktuje tego męża-syna jako
            idiotę który nie ma własnego zdania i nie umie myśleć tylko albo matka albo
            żona musi mu mówić co ma mysleć i czuć.
            PS. Mój mąż ma ciotkę - wyznawczynię wiadomego ojca dyrektora wraz z jego
            radyjkiem i taż właśnie ciotka uważa, że gdybym ja nie wymusiła na moim mężu a
            jej siostrzeńcu bezwiarę w Boga (czyli w tegoż ojca dyrektora wraz z jego
            radyjem) to on by wierzył bo wierzyła w to jego matka, wierzy ciotka i "każdy
            prawdziwej wiary człowiek". Mężczyzna to bezwolna istota której baby muszą
            wmawiać wiarę lub niewiarę, sami niczego by nie wymyślili.
    • ejkuraczek Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 09:27
      Moim zdaniem tesciowa nie powinna Cie zmuszac do uczestnictwa w mszy. Jednak na
      Twoim miejscu wysłałabym tam Twojego męza z dzieckiem skoro chce isc.
      Poza tym szczerze watpie czy jestes osobą niewierzacą.osoba niewierząca chwyta
      sie w takich wypadkach wszelkich sposobó, ktore moga byc skuteczne. Ty nawet
      nei zainteresowalas się czy intencje mszalne lub modlitwy o udrowienie sa
      skuteczne ,a są w wielu przypadkach i sa to przypadki udowodnione
      medycznie,zdarzaja się nawet w szpitalach (moja rodzina pracuje w szpitalu to
      wiem).
      Mysle wiec ,ze Ty masz po prostu uprzedzenie do wiary,a moze podswiadomy strach
      przed nią- to by tłumaczylo swoje złe samopoczucie w kośiciele(niewierzacy
      nieuprzedzeni sa raczej obojetni na praktyki religijne i nie maja problemów aby
      w nich uczestniczyc nawet dla kogos lub "a nóz-widelec").
      Cóz.. Twój brak wiary moze wpłynąc na to,ze dziecku nie bedzie mozna w tej
      chwili pomoc...
      • carton Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 10:25
        "Argumenet" pt. "Poza tym szczerze watpie czy jestes osobą niewierzacą.osoba
        niewierząca chwyta sie w takich wypadkach wszelkich sposobó, ktore moga byc
        skuteczne." mnie rozłożył. Logika to zapewne obce Ci pojęcie...
      • Gość: Lena Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.jachpol.net 05.09.06, 11:01
        Twój brak wiary moze wpłynąc na to,ze dziecku nie bedzie mozna w tej
        > chwili pomoc...


        Ale brdzenie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • Gość: ... Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.06, 11:29
        "Ty nawet nei zainteresowalas się czy intencje mszalne lub modlitwy o
        udrowienie sa skuteczne ,a są w wielu przypadkach i sa to przypadki udowodnione
        medycznie,zdarzaja się nawet w szpitalach (moja rodzina pracuje w szpitalu to
        wiem)."

        takie idiotyzmu to dawno nie czytałam
        a rodzina to salowa czy szatniarz ?
        • ejkuraczek Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 12:13
          Gość portalu: ... napisał(a):

          > "Ty nawet nei zainteresowalas się czy intencje mszalne lub modlitwy o
          > udrowienie sa skuteczne ,a są w wielu przypadkach i sa to przypadki
          udowodnione
          >
          > medycznie,zdarzaja się nawet w szpitalach (moja rodzina pracuje w szpitalu to
          > wiem)."
          >
          > takie idiotyzmu to dawno nie czytałam
          > a rodzina to salowa czy szatniarz ?

          najlepiej spytac lekarzy
          masz coś do salowych czy szatniarzy ? wg Ciebie ludzie niewykształceni lub z
          gorsza pracą zasługuja na pogardę??
          ps.pisałam o znajomych niewierzacych a nie ateistach-antyklerykalach,ktorzy
          panicznie reagują na religie.Takich nie mam wsrod przyjaciól.
          • Gość: ... Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.06, 12:58
            "masz coś do salowych czy szatniarzy ? wg Ciebie ludzie niewykształceni lub z
            > gorsza pracą zasługuja na pogardę??'

            tak mam - niech nie wypowiadają sie na tematy medyczne !
          • Gość: Lena Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: 80.48.96.* 05.09.06, 13:19
            Jeśli piszesz tak jak wcześniej to gusła ci odprawiać !!!!! Z
            fusów "wieszczyć"!!!
        • Gość: Markus w nielogu Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.kredytbank.pl 05.09.06, 12:18
          Kurczaczek ma trochę racji. Juz Bolesław Prus opisywał uzdrowieńcze właściwości
          modlitwy - w noweli "Antek" ośmioletnia siostra głownego bohatera została
          położona na sosnowej desce i włożona na trzy "zdrowaśki" do rozpalonego pieca
          chlebowego - objawy chorobowe ustąpiły od razu.
          • Gość: dirgone Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.06, 14:22
            Miałam przed chwilą moment wielkiej smuty, ale po tym poście ustąpił on
            całkowicie. Dziękuję autorowi :)
        • trydzyk Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 12:38
          Wytlumacz mi, w jaki sposob mozna MEDYCZNIE udowodnic, ze to MSZA W INTENCJI
          spowodowala uzdrowienie. Wg mnie to jest logicznie sprzeczne. No, ale chetnie
          poczytam twoich wyjasnien.

          F.
          • Gość: ... Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.06, 12:56
            po prostu cud !!!!


            szczegolenie w przypadku , gdy sam chory wierzący nie jest i w zadne inetnecje
            nie wierzy ? ( wykluczamy tu autosugestię)
          • ejkuraczek Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 13:29
            trydzyk napisał:

            > Wytlumacz mi, w jaki sposob mozna MEDYCZNIE udowodnic, ze to MSZA W INTENCJI
            > spowodowala uzdrowienie. Wg mnie to jest logicznie sprzeczne. No, ale chetnie
            > poczytam twoich wyjasnien.
            >
            > F.

            Sa przypadki,że np. po mszy, egzorcyzmach, modlitwie chory nagle i trwale
            wracal do zdrowia .
            Są to przy[padki naglego uzdrowienia z raka, z paralizu, z nadcisnienia,ze
            śpiączki,z chorób psychicznych przy ktorych nie mozna postawic diagnozy, z
            chorób leczonych latami badź wrodzonych .Powtarzam: muszą być trwale, nagłe i
            medycznie potwierdzone jako wyleczenie. Sama znam kilka osob w ten sposób
            uzdrowionych np. z raka. O takich przypadakch ,które czasem zdarzja się w
            szpitalach wie każdy przecietny lekarz z –letnia praktyką. Takie przypadki
            medycyna opisuje jako niewytłumaczalne i ponadnaturalne uzdrowienia (czyli
            niezgodne z tym co powinno nastąpic naturalnie).Mozna oczywiście się spierac z
            jakich powodow pacjent (czasem male dzieci lub nieprzy-tomne osoby) wracaja do
            zdrowia. Jednak FAKTEM jest ,ze takie przypadki wystepuja. Sa one medycznie
            badane np. w Lourdes,gdzie komisja lekarska słada się w duzej częsci z lekarzy
            niewierzacych.Bylo tym kiedys program w TV,mysle jednak ,ze wiadomosci
            znajdziesz tez w internecie. Nauka nie zna jeszcze tu wytlumaczenia,wiec madry
            człowiek jest tutaj odrobine pokorny. "Wszyskowiedzący" filozofowie na forum po
            prostu nie mają przed wszytkim wiedzy.A jak nie ma wiedzy to i wnioski glupawe.
            Znam tez wielu niewierzacych ludzi, ktorzy jednak decydują sie na katy wiary w
            przypadkach krytycznych np. umierania kogos z najblizszych lub choroby
            dzieci,ale na forum wiekszosc stanowia ludzie,ktorzy wysmiewaja czegos o czym
            nie wiedzą i czego podejrzewam histerycznie się boją.
            Pozdarwaim
            • trydzyk Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 13:33
              > medycyna opisuje jako niewytłumaczalne i ponadnaturalne uzdrowienia (czyli
              > niezgodne z tym co powinno nastąpic naturalnie).Mozna oczywiście się spierac z
              > jakich powodow pacjent (czasem male dzieci lub nieprzy-tomne osoby) wracaja do
              > zdrowia. Jednak FAKTEM jest ,ze takie przypadki wystepuja.

              To, ze takie przypadki sa, to ja wiem. Tylko sama przeciez piszesz, ze nie ma
              dowodow, ze ma to zwiazek z modlitwa.
              Sa po prostu przypadki, ktorych na obecnym stanie wiedzy nie mozna medycznie
              wyjasnic. Co nie swiadczy o dzialaniu wstawiennictwa jakiegos swietego...

              F.
              • Gość: Markus w nielogu Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.kredytbank.com.pl 05.09.06, 14:00
                A stwierdzono też i wiele przypadków, że ludzie się gorliwie modlili, ale nie
                wyzdrowieli. Czyli - modlitwa im zaszkodziła?
                • Gość: Lena Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: 80.48.96.* 05.09.06, 14:12
                  Jeśli stosowali ją zamiast leczenia - co niestety jest znane - to tak.
                  W przeciwnym wypadku nauka jeszcze na ten temat nic nie wie :)
                  • ejkuraczek Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 14:38
                    Gość portalu: Lena napisał(a):

                    > Jeśli stosowali ją zamiast leczenia - co niestety jest znane - to tak.
                    > W przeciwnym wypadku nauka jeszcze na ten temat nic nie wie :)

                    Glupota byłoby się modlic za kfgos kto jednoczesnie sie nie leczy i takich
                    modlitw Kościól nie stosuje
                    Bóg dziala przede wszytkim przez czlowieka :przez lekarzy, dopiero kiedy
                    choroba przerasta mozliwosci medycyny i czlowieka robi cuda
                • ejkuraczek Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 14:36
                  Gość portalu: Markus w nielogu napisał(a):

                  > A stwierdzono też i wiele przypadków, że ludzie się gorliwie modlili, ale nie
                  > wyzdrowieli. Czyli - modlitwa im zaszkodziła?

                  Nie -wg wiary Bóg to nie przyrzad co słuzy do uzdrowien i nie nastepuje to
                  automatycznie i zawsze, pojedyncze uzdrowienia sa tylko potwierdzeniem Jego
                  mocy i panowania nad świetem i czlowiekiem
                  Pamiętasz cytat z Biblii "innych uzdrawiał a samego siebie nie moze wybawic?" -
                  to pytanie faryzeuszy do Chrystusa na krzyzu
                  Wiara,religia to nie magia
                  • Gość: Markus w nielogu Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.kredytbank.com.pl 05.09.06, 15:07
                    Chciałem Ci udowodnić, że twierdzenie, że modlitwa kogoś uleczyła jest równie
                    uzasadnione, jak twierdzenie, że modlitwa stanęła na przeszkodzie w uleczeniu.
                    Przypadki uzdrowień są, występują niezależnie od tego czy ktoś się modli czy
                    nie modli, czy płaci ofiary na taki czy inny kościół czy nie.
              • ejkuraczek Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 14:33
                trydzyk napisał:

                > > medycyna opisuje jako niewytłumaczalne i ponadnaturalne uzdrowienia (czyl
                > i
                > > niezgodne z tym co powinno nastąpic naturalnie).Mozna oczywiście się spie
                > rac z
                > > jakich powodow pacjent (czasem male dzieci lub nieprzy-tomne osoby) wraca
                > ja do
                > > zdrowia. Jednak FAKTEM jest ,ze takie przypadki wystepuja.
                >
                > To, ze takie przypadki sa, to ja wiem. Tylko sama przeciez piszesz, ze nie ma
                > dowodow, ze ma to zwiazek z modlitwa.
                > Sa po prostu przypadki, ktorych na obecnym stanie wiedzy nie mozna medycznie
                > wyjasnic. Co nie swiadczy o dzialaniu wstawiennictwa jakiegos swietego...
                >
                > F.
                Jesli takie przypadki (czasem leczone cale zycie lub przez wiele lat) zachodzą
                wlasnie po mszy w intencji..., modlitwie o uzdrowienie ,w danych miejscach np.
                Lourdes masowo to juz mamy zaleznosc.
                Oczywiscie mozna badac : wpływ wiary a uzdrowienie,ale fakt pozostaje faktem.
                Piszemy o faktach tak? Bo niektorzy chyba z braku wiedzy probują wysmiewac
                fakty....
                Pozdrawim.
                • nutka_re Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 14:45
                  No to dawaj ta masowa statystyke.
                  • ejkuraczek Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 14:47
                    nutka_re napisała:

                    > No to dawaj ta masowa statystyke.

                    A wiesz co to google?
                    Nie mam zamiaru nikogo przekonywac.
                    "Nawet jesli zmarli beda powstawac z grobu, nie uwierzą".
                    Pozdrawiam.
                    • nutka_re Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 15:00
                      Znam, korzystam i na te miliony pielgrzymujacych te kilkadzisiat "oficjalnych
                      udrowien" przez prawie 200lat zdarza sie wszedzie bez suwania na kolanach.
                      Jesli to nazywasz 'faktami' to marne te fakty.
                      • ejkuraczek Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 15:16
                        nutka_re napisała:

                        > Znam, korzystam i na te miliony pielgrzymujacych te kilkadzisiat "oficjalnych
                        > udrowien" przez prawie 200lat zdarza sie wszedzie bez suwania na kolanach.
                        > Jesli to nazywasz 'faktami' to marne te fakty.

                        radze jeszcze raz wejsc na strony poswiecone Lourdes.
            • Gość: Lena Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: 80.48.96.* 05.09.06, 13:57
              Znam te "przypadki" i tą twoją "wiedzę", znam i sporo takich którzy wierzyli,
              modlili się, odprawiali egzorcyzmy i płacili takim szarlatanom ogromne
              pieniądze za ich "pomoc" i nie żyją. Jest ich ogromna większość. Jeszcze takie
              głupie baby jak ty wmawiają bliskim,ze mieli zbyt małą wiarę.
              • ejkuraczek Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 14:42
                Gość portalu: Lena napisał(a):

                > Znam te "przypadki" i tą twoją "wiedzę", znam i sporo takich którzy wierzyli,
                > modlili się, odprawiali egzorcyzmy i płacili takim szarlatanom ogromne
                > pieniądze za ich "pomoc" i nie żyją. Jest ich ogromna większość. Jeszcze
                takie
                > głupie baby jak ty wmawiają bliskim,ze mieli zbyt małą wiarę.

                jak nie ma argumentow zawsze pozostja wyzwiska,ale piszemy o faktach-chyba tego
                nie zauwazyłas
                • Gość: Lena Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: 80.48.96.* 05.09.06, 14:46
                  O jakich faktach piszesz?
                • czwarty.wymiar Re: msza za dziecko?.....proszę o radę 05.09.06, 20:22
                  To takie same "fakty" jak spotkania niektórych ludzi z zielonymi stworkami. Są relacje, są naoczni świadkowie, więc w co tu wątpić, prawda?
    • mandaryna65 ale w czym jest problem? 05.09.06, 12:28

      Albo kulturalnie wyjasnić teściowej swoje zakłopotanie, albo udać się na mszę.
      Skoro Fidel Castro był na mszy i przeżył , to chyba wy też przetrzymacie tę
      godzinkę.... chociażby w imię zgody w rodzinie.
      • Gość: Markus w nielogu Re: ale w czym jest problem? IP: *.kredytbank.com.pl 05.09.06, 12:34
        A pan premier Zapatero nie był na mszy i też przeżył.
      • triss_merigold6 Re: ale w czym jest problem? 05.09.06, 12:38
        Można ale po co? IMO nie ma najmniejszego sensu ustępować w kwestiach
        światopoglądowych w imię zgody w rodzinie.
        • mandaryna65 Re: ale w czym jest problem? 05.09.06, 12:53
          triss_merigold6 napisała:

          > Można ale po co? IMO nie ma najmniejszego sensu ustępować w kwestiach
          > światopoglądowych w imię zgody w rodzinie.

          ale o co chodzi? Przecież wystarczy sama OBECNOŚĆ w kościele w trakcie
          uroczystości. Podczas mszy katolickiej nie ma obrzędów, które zmuszałyby
          wszystkich obecnych np. do wyznania wiary, czy jakiegokolwiek zaangażowania się
          . Tam nikt nikogo nie zmusza do zmiany światopoglądu.

          Tym bardziej śmieszne wydają mi się obawy osoby która deklaruje się jako
          "ateista-racjonalista". Rozumiem, że np. katolik może mieć uzasadnione obawy
          przed uczestnictwem w jakiś obrzędach magicznych (tam wchodzi w grę REALNY
          kontakt z jakąś duchową rzeczywistością nieprzyjazną człowiekowi). NIE chcę
          przez to powiedzieć ,że podczas mszy obecność Boga w kościele nie jest REALNA,
          ale.... tu wkraczamy w temat, który mozną pociągnać w zupełnie innym wątku....

          • triss_merigold6 Re: ale w czym jest problem? 05.09.06, 13:19
            Tylko, że osoba niewierzaca może nie mieć ochoty na uczestnictwo w
            jakichkolwiek obrzędach religijnych. Na obrzęd voodoo bym poszła popatrzeć z
            czystej ciekawości ale co do mszy to wiem jak przebiega ponieważ zdarzało mi
            się być obecną przy okazji ślubów i pogrzebów.
            Tu msza miała być w intencji dziecka autorki więc dotyczyła jej bezpośrednio i
            wlaśnie dlatego - podobnie jak autorka - bym nie poszła.

            To nie są obawy przed "zainfekowniem" czy podstępnym nawróceniem. Tak samo jak
            w mszy, nie mam ochoty uczestniczyć w zlocie skinów, manifestacji Młodzieży
            Wszechpolskiej czy zabawie kółka różańcowego.
            • Gość: Lena Re: ale w czym jest problem? IP: 80.48.96.* 05.09.06, 13:28
              Przypuszczam,że problemem nie jest sama obecnośćna mszach. Dla wielu osób tzw.
              głeboko wierzących (w moc sprawczą modlitwy w danym kosściele) gdy przymusi się
              już osobą (nie)zainteresowaną takimi modłami do obecności problemem zacznie być
              brak wiary. Ten problem - jak któraś tam głupota powyżej - ustawia się jako
              przeszkodę w uzdrowieniu.
              • triss_merigold6 Re: ale w czym jest problem? 05.09.06, 13:42
                Od uczestnictwa w mszy w imię zgody w rodzinie zaczyna się namolne nawracanie.
                Na zasadzie "dasz palec, będą chcieli rękę". Nie wolno ustępować.
                • Gość: Lena Re: ale w czym jest problem? IP: 80.48.96.* 05.09.06, 13:52
                  Ja uważam (jako osoba wierząca),że poszłabym do synagogi, dagoby, watu czy do
                  meczetu dla bliskich mi ludzi. Gdyby jescze zamówili na przykład modły za mnie,
                  za zdrowie kogoś z bliskich chorych to na pewno uczestniczyłabym w tym nawet po
                  to by wesprzeć ich w tej wierze w moc sprawczą ich obrządków. Chyba,że
                  staraliby się mnie przekonać,że źle robię gdy nie wierzę w to co oni. Wtedy
                  stanowczo odmówiłabym.
      • 0golone_jajka Re: ale w czym jest problem? 05.09.06, 13:21
        a może w imię zgody w rodzinie teściowa pójdzie sobie poleżeć krzyżem a synowej da spokój?
        • ejkuraczek Re: ale w czym jest problem? 05.09.06, 14:41
          0golone_jajka napisał:

          > a może w imię zgody w rodzinie teściowa pójdzie sobie poleżeć krzyżem a
          synowej
          > da spokój?

          zgadzam się ,do wiary nikogo nie da sie namówic siłą czy szantazem, powoduje to
          skutek odwrotny do zamierzonego co wielu tutejszych antyklerykałów pamieta z
          wlasnego dziecinstwa
          • Gość: Lena Re: ale w czym jest problem? IP: 80.48.96.* 05.09.06, 14:50
            Więc nie strasz nikogo,ze przez jego brak wiary coś się dzieje a coś nie bo
            sama grzeszysz.
            • ejkuraczek Re: ale w czym jest problem? 05.09.06, 14:52
              Gość portalu: Lena napisał(a):

              > Więc nie strasz nikogo,ze przez jego brak wiary coś się dzieje a coś nie bo
              > sama grzeszysz.

              skoro jestes osoba niewierzaca to co Cie obchodzi co się dzieki wierze dzieje a
              co nie
              zawsze zaprzeczasz sama sobie?
              cóz...tacy juz sa tutejsi "niewierzacy";)
              • Gość: Lena Re: ale w czym jest problem? IP: *.jachpol.net 05.09.06, 15:03
                Właśnie jestem osobą wierzącą i takie jak ty głupoty uważam za zabobonne i a
                nie wierzące,. To podłość co ty robisz i nic nie ma wspólnego z naszą wiarą.
              • Gość: Markus w nielogu Re: ale w czym jest problem? IP: *.kredytbank.com.pl 05.09.06, 15:05
                Przecież Lena napisała powyżej, że jest wierząca. Kuraczku, myslisz tę Lenę z
                Leną z innego forum.
    • Gość: dirgone Re: msza za dziecko?.....proszę o radę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.06, 14:46
      No tak - oczywiście mnóstwo głosów - pojdź, bo nie zaszkodzi. Ochrzcij - bo nie
      zaszkodzi. Weź ślub kościelny - nie zaszkodzi, a trudniej będzie się rozwieść.
      Eh, co kraj to obyczaj. Gdybym ja urządzała jakieś rytuały, to nie chciałabym,
      zeby uczestniczyła w nich na siłę osoba, którą to nudzi i robi to tylko dlatego,
      że ktoś bardzo na to nalegał. Co z wami ludzie? (do tych kościelnych
      nalegających) - Po co to wam? Chcecie się modlić - módlcie się, obyście mieli z
      tego zadowolenie. Ale nie rozumiem - po co zmuszać do tego ludzi, którym to
      obojętne? No ja bym nie chciała, gdyby to była jakaś tam moja religia.
      Ja nie chodzę na takie uroczystości (na ślubach z reguły wychodzę w połowie, na
      pogrzebach siedzę w ostatniej ławce, żeby w razie czego też szybko uciec), bo
      MNIE TO NUDZI. Gapię się w sufit, nie wiem, kiedy wstawać, a kiedy klękać, nie
      znam słów modlitw ani pieśni.

      Całkiem niedawno musiałam iść na mszę z okazji pierwszej komunii mojej
      chrześnicy (zostałam w chrzest wmanewrowana bardzo dawno temu, czego do dzisiaj
      żałuję).Nie chciałam jej sprawiać przykrości, więc poszłam. Okazało się, że
      ławka jej rodziny jest pierwsza od ołtarza (i przy okazji przy niej). Prosiła,
      żebym tam była, no i byłam, ale przyznam, że czułam się koszmarnie głupio.Z
      niewiadomych mi przyczyn w kościele robi mi się zawsze niedobrze (tak jak w
      autobusach i w szpitalach), więc zawsze myślę ze strachem, że zaraz zwymiotuję.
      No nie lubię i już - z reguły czekam sobie pod kościołem na koniec uroczystości,
      żeby złożyć życzenia czy kondolencje.

      Gdyby to dziecko autorki postu prosiło matkę, zeby z nim w mszy uczestniczyło,
      to powinna iść - bo to dla DZIECKA byłoby ważne. Ale jak jest wazne dla
      teściowej - to po co?
      Poza tym w celach poznawczych odwiedziłam i synagogę, i cerkiew, i nawet u
      mormonów byłam kiedyś, bo jakieś badania socjologiczne robiłam. Ale jakbym tam
      miała chodzić częściej, to bym z nudów padła. Bo DLA MNIE to takie odczucie,
      jakbym co tydzień czekała godzinę w kolejce w urzędzie albo na apelu szkolnym.

      Tak więc dziwię się osobom wierzącym, które próbują na siłę skłonić taką osobę
      jak np. ja do udziału w praktykach religijnych. Czy sprawia wam to przyjemnośc,
      że kiedy wy przeżywanie uniesienia duchowe w kościele, stoi koło was osoba,
      która ma to głęboko w d., nudzi się i modli się żarliwie do zegara, żeby
      przyspieszył? Bo ja nawet jak idę na koncert, to się wkurzam, gdy stoi koło mnie
      ktoś, komu najwyraźniej muzyka nie pasuje, a kto z niewiadomych przyczyn musi
      zostac do końca. Ktoś taki od razu psuje mi nastrój. No ale dziwny jest ten świat.
      • ejkuraczek Re: dirgone 05.09.06, 14:58
        Dirgone, niepotrzebnie kreujesz jedna tesciową jako przedstawiciela wszystkich
        wierzacych i całego Kościoła,
        Do wiary nikogo przymusic nie mozna i wywoluje to odwrotny skutek.W Kościele
        nie potrzeba ludzi letnich(zdecydowanych na letniosc, nie pisze o nieswiadomej
        niedojrzalosci), faryzeuszy itd. bo oni daja złe świadectwo
        Napisze ciekawostke ,ze tego samego zdania jest Benedykt XVI;)
        Wole wierzących ludzi we wspolnocie wierzacych:)))))))
        Co nie oznacza ,ze religia jest tabu nie mozna nikomu o niej i jej skutkach
        mówic:)
        Pozdrawiam.
        • Gość: Lena Re: dirgone IP: *.jachpol.net 05.09.06, 15:06
          Właśnie jesteś idealnym zaprzeczeniem tego co piszesz - próbujesz przymusiś
          straszą tym,że choroby dziecka przez to nie można uleczyć. Teoryjkę masz niezłą
          ale nie praktykę.
          • ejkuraczek Re: dirgone 05.09.06, 15:15
            Gość portalu: Lena napisał(a):

            > Właśnie jesteś idealnym zaprzeczeniem tego co piszesz - próbujesz przymusiś
            > straszą tym,że choroby dziecka przez to nie można uleczyć. Teoryjkę masz
            niezłą
            >
            > ale nie praktykę.

            Nie mozna uleczyc cudownie, dzieki pomocy Boga-bo jak nie ma wiary to i Bóg sie
            nie narzuca. To fakt ,a nie straszenie. Za to Ty ciagle próbujesz wbic mnie w
            poczucie winy.To przewrotnosc...
            Ludzi sie leczy przede wszytkim u lekarzy,bo Bog dziala przede wszystkim przez
            to co stworzył. Nie wiedziałas ,ze lekarze tez sa wierzacy?
            dziwne masz pojęcie o wierze....no comments
            • Gość: Lena Re: dirgone IP: 80.48.96.* 05.09.06, 15:24
              Już to pisałaś, teraz raczkiem chcesz wycofać się z twojego wbijania w poczucie
              winy. Wiem co daje mi moja wiara, wiem,że jest mi łatwiej i NIGDY nie
              zachowałabym się tak podle jak ty. Mogę wierzyć,zę wszystko co robię robię z
              pomocą Boga ale nie zrzucam na niego za wszystko odpowiedzialności. Twoja
              mentalność jest mentalnością sekciary. Idealnie nadajesz się do propagandy
              radiomaryjnej a nie do przekonywania do wiary.
              • ejkuraczek Re: dirgone 05.09.06, 16:03
                Gość portalu: Lena napisał(a):

                > Już to pisałaś, teraz raczkiem chcesz wycofać się z twojego wbijania w
                poczucie
                >
                > winy. Wiem co daje mi moja wiara, wiem,że jest mi łatwiej i NIGDY nie
                > zachowałabym się tak podle jak ty. Mogę wierzyć,zę wszystko co robię robię z
                > pomocą Boga ale nie zrzucam na niego za wszystko odpowiedzialności. Twoja
                > mentalność jest mentalnością sekciary. Idealnie nadajesz się do propagandy
                > radiomaryjnej a nie do przekonywania do wiary.

                Te wyzwiska to jakies argumenty???
                Od pierwszego postu wyzywasz mnie od ...róznych i chcesz uczyc mnie wiary?
                Nie rzucam odpowiedzilanosci za wszystko na Boga, pisze tylko,ze czlowiek i
                medycyna sa ograniczone i wierzacy tam gdzie widza te ograniczenia szukaja
                szczególnej pomocy Boga. To sie nazywa zreszta wlasnie pokora.
                Ty zas chyba szukasz przede wszystkim bicia piany, zacznij szukac lepiej prawdy.
                Zwlaszcza,ze nie mozesz się zdecydowac co do swojej wiary/nieawiary.Zdaje
                sie,ze wierzysz tylko sobie.
                pzdr
                • Gość: Lena Re: dirgone IP: 80.48.96.* 05.09.06, 16:10
                  Nie masz racji, wierzę w Boga. Nie wierzę takim "wierzącym" jak ty. Piszę tak
                  bo twoja postawa jest zaprzeczeniem wiary. Nie muszę przemysliwać majej wiary,
                  przemyśl ty swoją. Moze i wierzysz w Boga ale z ludźmi się nie liczysz. Czy to
                  wiara miła Bogu?
        • Gość: dirgone Re: dirgone IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.06, 15:38
          :)
          Ja właśnie pisałam do kościelnych przymuszających (z wiarą często ma to mało
          wspólnego).
          I taka analogia mi się przypomniała - może ktoś był na koncercie Stinga na
          Służewcu?To było przy okazji zmiany idei na oragne. Koncert był tragiczny w moim
          odczuciu i nie chodzi tu o względy techniczne. Po prostu 3/4 publiczności (a
          moze i więcej)nigdy by się na ten koncert nie wybrało, gdyby był płatny.
          Więszkość osób wokół mnie była wyjątkowo znudzona, a przy największych hitach
          mówiła "O! Znam to! Nawet fajne,ale i tak wolę...". A to, jak wszyscy zaczęli
          wychodzić zanim koncert się zakończył, to już była totalna porażka.
          Dlatego tym bardziej nie mogę pojąć zachowania takiej teściowej.
          • ejkuraczek Re: dirgone 05.09.06, 16:08
            Gość portalu: dirgone napisał(a):

            > :)
            > Ja właśnie pisałam do kościelnych przymuszających (z wiarą często ma to mało
            > wspólnego).
            > I taka analogia mi się przypomniała - może ktoś był na koncercie Stinga na
            > Służewcu?To było przy okazji zmiany idei na oragne. Koncert był tragiczny w
            moi
            > m
            > odczuciu i nie chodzi tu o względy techniczne. Po prostu 3/4 publiczności (a
            > moze i więcej)nigdy by się na ten koncert nie wybrało, gdyby był płatny.
            > Więszkość osób wokół mnie była wyjątkowo znudzona, a przy największych hitach
            > mówiła "O! Znam to! Nawet fajne,ale i tak wolę...". A to, jak wszyscy zaczęli
            > wychodzić zanim koncert się zakończył, to już była totalna porażka.
            > Dlatego tym bardziej nie mogę pojąć zachowania takiej teściowej.

            Mysle,ze ci ludzie chca dobrze,choc trzeba im uświadomiec ,ze skutki sa marne.
            I uswiadomic,ze Bog nikogo do wiary nie zmusza bo gdyby zmuszal to nie byłoby
            ateistów,wiec czlowiek tez nie powinien.
            Mysle,ze takie tesciowe zmuszaja do roznych rzeczy : do praktyk
            religijnych,ale pewnie tez i okreslonego do wychowania dzieci , ubioru, rodzaju
            potraw na imieniny, studiów wnuczków, urzadzenia nowego mieszkania itd itp.
            Tyle ,ze ludzi najbardziej bola te religijne sprawy. Moze dlatego ,ze sa one
            jednak bardzo wazne i podswidomie czlowiek to czuje? Stad taki "popyt" na watki
            religijne na forum?
            Byc moze...
            To powinno byc oczywiste ale dzieki za kulturalne wypowiedzi na forum:)))))
            Pozdr
            • Gość: dirgone Re: dirgone IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.06, 16:30
              Na wielu forach pojawiło się mnóstwo wątków religijnych i antyreligijnych odkąd
              pewni ludzie doszli do władzy. Kiedyś forum społeczeństwo wygladało zupełnie
              inaczej - czy ktos to jeszcze pamięta? Wątki religijne były, ale na pewno nie
              tyle co teraz, bo po prostu wielu to nie interesowało, były fajniejsze tematy do
              dyskusji.
              Im więcej świątyń opatrzności (czyli zachowań typu teściowa), tym więcej bluzgów
              i ścierania się dwóch (lub więcej - patrząc na dyskusję wyżej) obozów.
              Sama bez bicia przyznaje, że się zagalopowuje czasami i chociaż religia mnie ni
              zieje, ni grzębi, to nagle zaczynam się kłócić nie wiadomo o co. Kiedyś nie
              czułam potrzeby rozmawiania o czymś, czego według mnie nie ma, no bo co to za
              temat? A że ktos inny myśli (wierzy) inaczej, to jego sprawa - cześć i fajnie,
              oby mu na zdrowie poszło.
              Ale jak zaczynam być atakowana z mediów i stron wszelakich, że jestem zła,
              niemoralna, no to sama zaczynam się bronic.

              Chciałabym, żeby u nas było jak w Japonii... Pamiętam aferę z premierem, który
              pokazał się w jakiejś świątyni oficjalnie - burza była tam straszna wokół tego.
              Bo tam to, co duchowe, to intymne. A wyznań jest tyle, że nie można gloryfikować
              jednego. Można wierzyć w co się chce (choć czasami przeginają, ale z tego co
              pamiętam, to świątynię Hitlera dość szybko zlikwidowano), ale obnoszenie się z
              tym nie jest dobrze widziane.
              Dla mnie wszystko, co jest na pokaz, jest niesmaczne i z reguły sztuczne.
              • ejkuraczek Re: dirgone 05.09.06, 16:35
                Gość portalu: dirgone napisał(a):

                > Na wielu forach pojawiło się mnóstwo wątków religijnych i antyreligijnych
                odkąd
                > pewni ludzie doszli do władzy. Kiedyś forum społeczeństwo wygladało zupełnie
                > inaczej - czy ktos to jeszcze pamięta? Wątki religijne były, ale na pewno nie
                > tyle co teraz, bo po prostu wielu to nie interesowało, były fajniejsze tematy
                d
                > o
                > dyskusji.
                > Im więcej świątyń opatrzności (czyli zachowań typu teściowa), tym więcej
                bluzgó
                > w
                > i ścierania się dwóch (lub więcej - patrząc na dyskusję wyżej) obozów.
                > Sama bez bicia przyznaje, że się zagalopowuje czasami i chociaż religia mnie
                ni
                > zieje, ni grzębi, to nagle zaczynam się kłócić nie wiadomo o co. Kiedyś nie
                > czułam potrzeby rozmawiania o czymś, czego według mnie nie ma, no bo co to za
                > temat? A że ktos inny myśli (wierzy) inaczej, to jego sprawa - cześć i fajnie,
                > oby mu na zdrowie poszło.
                > Ale jak zaczynam być atakowana z mediów i stron wszelakich, że jestem zła,
                > niemoralna, no to sama zaczynam się bronic.
                >
                > Chciałabym, żeby u nas było jak w Japonii... Pamiętam aferę z premierem, który
                > pokazał się w jakiejś świątyni oficjalnie - burza była tam straszna wokół
                tego.
                > Bo tam to, co duchowe, to intymne. A wyznań jest tyle, że nie można
                gloryfikowa
                > ć
                > jednego. Można wierzyć w co się chce (choć czasami przeginają, ale z tego co
                > pamiętam, to świątynię Hitlera dość szybko zlikwidowano), ale obnoszenie się z
                > tym nie jest dobrze widziane.
                > Dla mnie wszystko, co jest na pokaz, jest niesmaczne i z reguły sztuczne.

                Prawda,tylko nie powinnismy zbyt pochopnie osadzac praktyk religijnych kogos
                (ja nie mam nic przeciwko zewnetrznym praktykom jakiejkolwiek wiary, byle te
                praktyki byly zgodne z prawem bo np. u satanistów nie są).
                Trzeba sie zastanowic czemu praktyki innych ludzi ,ktore mnie nie dotycza i w
                zaden sposób na mnie nie wplywają , mnie bola...
                A tak na marginesie :czy calująca się para na ulicy robi to z miłosci czy na
                pokaz? jestes za czy przeciw?


                • Gość: dirgone Re: dirgone IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.06, 16:52
                  Ja nie lubię, bo mnei krępuje nie to, że ktoś widzi, tylko to, że ktoś kto
                  widzi, się krępuje. Całowanie i obmacywanie się na ulicy (nie mówię o
                  cmoknięciach, trzymaniu się za rękę) tylko o takich "dogłębnych" sprawach jest
                  po prostu brakiem dobrego wychowania, bo ktoś taki myśli - "niech się wstydzi
                  ten kto widzi"
                  Ale czasami trudno się odkleić, heh, więc wtedy to z miłości. Ale jeśli na
                  szkolnym korytarzu przy koleżankach i kolegach, którzy "jeszcze nie", to na
                  pokaz na pewno.

                  A co do wątku o uzdrowieniach - myślę, że ludzie w znikomej części używają
                  swojego mózgu, więc różne rzeczy są dla nas niesamowite i niewyjaśnione.
                  Jak wielokrotnie pisałam na forum - kilka lat temu miałam poważny wypadek
                  samochodowy. Groził mi przeszczep skóry na twarzy, prawie każdy lekarz mnie tym
                  straszył (nie było wiadomo, co jest pod, że tak powiem, brzydką w kolorze
                  powypadkową skorupą na moim policzku). Każde takie słowa traktowałam jako
                  dziwactwo lekarzy, bo ja WIEDZIAŁAM, że będzie ok. W ogole nie przyjmowałam do
                  wiadomości, że bedzie jakiś przeszczep, chociaż rodzina już zaczęła pieniądze
                  zbierać w razie czego. No i okazało się, że było ok, dzisiaj w ogóle nie widac
                  po tym śladu. Zapewne głęboko wierząca osoba uznałaby, że stał się cud, a ja
                  wiem, że moje ciało dobrze się goi i tyle. I tak jak potrafię sobie wmówić
                  chorobę (nie powazna, ale jak zacznę sobie wmawiiać ból brzucha, to mnie zacznie
                  boleć), tak może potrafię się tez i leczyć?
                  Mojej mamie, jak się skaleczy (a niestety dzieje się to często), krew nie leci
                  (sprawdzone wielokrotnie - widziało to wiele osób) dopóki nie znajdzie sobie
                  chusteczki i plasterka czy co jej tam potrzebne. Może przypadek, a może dobrze
                  rozkazuje swojemu ciału :)
                • crax Re: dirgone 05.09.06, 16:58
                  "Trzeba sie zastanowic czemu praktyki innych ludzi ,ktore mnie nie dotycza i w
                  zaden sposób na mnie nie wplywają,..."


                  W zaden sposób na mnie nie wpływają? Czyżby?
                  A jak nazwiesz to? "Kłamstwami Gazety Wyborczej"?
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=47567524&a=47574201
    • crax Odradzam... 05.09.06, 16:15
      Nigdy nie chodź do kościoła "żeby komuś było miło". Nigdy. Niczego dobrego to nie przyniesie. Wiem, co mówię, bo kiedyś sam popełniłem ten błąd.
      • eon3 Re: Odradzam... 05.09.06, 21:04
        Sam się przyznajesz że postępowałeś wobec katolików fałszywie i zaraz w tym
        samym poście próbujesz ich obrazić tym głupawym "mottem".
        Jakoś nie słyszałem aby prawdziwie wierzący nazywali niewierzących kretynami.
        Ale to niewierzący oskarżają katolików o nietolerancję.
        • crax Re: Odradzam... 06.09.06, 09:10
          JA postępowałem fałszywie wobec katolików?????!!!!! Co ty bredzisz, chłopczyku??? Po prostu chodziłem do kościółka żeby sprawić przyjemność mojej byłej, tzw. "głęboko wierzącej". No i dla "świętego spokoju". Mój błąd, przyznaję.

          "Jakoś nie słyszałem aby prawdziwie wierzący nazywali niewierzących kretynami."

          A co do tego to widać, że jesteś niedawno na forum :))) Poczytaj dokładniej, koleś. Chociażby w tym wątku. Ateiści zostali porównani do bydląt ("lepiej w nic nie wierzyć i żyć jak bydlę"). I co ty na to? No, ale ty jesteś z tych, co to widzą tylko to, co chcą widzieć.
    • ejkuraczek Re:dla zainteresowanych 05.09.06, 16:31
      Adresuję dla zainteresowanych aby nie zostac znowu obrzucona blotem za mówienie
      o wierze
      Link z aktualnej strony głownej katolika :

      www.katolik.pl/index1.php?st=artykuly&id=1270
      • Gość: Lena Re:dla zainteresowanych IP: *.jachpol.net 05.09.06, 17:20
        Jeśli nie udajesz,że nie wiesz o czym ja piszę to jesteś głupsza niż myślałam.
        Ja "polemizuję" z twoim chamstwem a nie z "wiarą". Piszę bo obawiam się,ze
        poczujesz się męczennikiem za wiarę a nie za durnotę.
      • czwarty.wymiar Re:dla zainteresowanych 05.09.06, 20:35
        ejkuraczek napisała:

        > Adresuję dla zainteresowanych aby nie zostac znowu obrzucona blotem za mówienie
        >
        > o wierze

        Co ty za kit wciskasz??? Kto tu niby obrzuca cię błotem za mówienie o wierze? Uwierz, jesteśmy na tyle kumaci, że manewr "obracania kota ogonem" nie przejdzie.
        • skiadler Re:dla zainteresowanych 06.09.06, 09:33
          A np.n taki jeden wielonickowiec, co zawsze ma tekst o "dwóch drewienkach" to
          niby katolik???
          Jedzie czasem takim gnojem, że wstyd czytać...
          • carton Re:dla zainteresowanych 06.09.06, 09:52
            Jeśli o mnie chodzi, to nie zauważyłem akurat jego wypowiedzi (ani żadnych w
            jego stylu) w tym wątku.
            Temat jego osoby też nie dotyczy.
            W związku z powyższym, faktycznie odwracacie temat do góry nogami (czy jak to
            ktos wcześniej wspomniał - kota ogonem).
            • skiadler Re:dla zainteresowanych 06.09.06, 10:09
              Przeglądam to forum od dłuższego czasu [zarejestrowałam sie w zeszłym tygodniu]
              i widze po prostu, że towarzystwo momentami wręcz przerzuca sie gównem.
              I wcale sie nie dziwię agresji katolików - nikt nie jest masochistą, żeby lubił
              jak sie na niego regularnie wylewa pomyje i obrzuca fekaliami.

              katolik=alkoholik, złodziej, kłamca, nietolerancyjny homofob, wyznawca Rydzyka,
              moher... itd. Krzyż to dwa drewienka...
              Jak odpowiesz na tym samym poziomie - jestes chamem, jak milczysz - oskarżenie,
              że unikasz trudnych tematów...
              • carton Re:dla zainteresowanych 06.09.06, 10:13
                Ale tu chodzi KONKRETNIE O TEN WĄTEK, a nie o całe forum, więc pozostań przy
                problemach, których dotyczy.
                • Gość: skiadler Przykład z tego wątku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.09.06, 10:16
                  Re: msza za dziecko?.....proszę o radę
                  Autor: Gość: Lena IP: 80.48.96.*
                  Data: 05.09.06, 13:57
                  Znam te "przypadki" i tą twoją "wiedzę", znam i sporo takich którzy wierzyli,
                  modlili się, odprawiali egzorcyzmy i płacili takim szarlatanom ogromne
                  pieniądze za ich "pomoc" i nie żyją. Jest ich ogromna większość. Jeszcze takie
                  głupie baby jak ty wmawiają bliskim,ze mieli zbyt małą wiarę.

                  Jak to nie jest obrażaniem katolików, to co to jest? (zwłaszcza ostatnie zdanie)
                  Przykład tolerancji i kultury?
                  • carton Re: Przykład z tego wątku 06.09.06, 10:25
                    No fajnie, pięknie, wspaniale... tylko, że wyrwałeś to z pewnego kontekstu (z
                    całego łańcucha wypowiedzi), więc to żaden przykład.
                    • skiadler Lepiej powiedz 06.09.06, 10:31
                      że "żaden przykład", bo nie pasuje do tezy o tym, że chamowaci i debilowaci na
                      tym forum są jedynie katolicy :-)
                      PS - wybrałam przykład w miare kulturalny :-)
                      • carton Re: Lepiej... 06.09.06, 10:41
                        Też bym mógł wrzucać, tak jak Ty, wyrwane z kontekstu wypowiedzi świadczące o
                        chamowatości katolików (właśnie taką znalazłem w tym wątku). Ale tego nie
                        zrobię, bo zwyczajnie męczą mnie takie przepychanki. Chcesz, to sobie trop i
                        rozdrapuj właśnie takie skrajności (tylko pamiętaj, że dzięki temu je
                        podsycasz), zamiast trzymać się tematu...
                        • skiadler Re: Lepiej... 06.09.06, 10:44
                          Mnie przerzucanie sie gównem jakoś nie bawi :-)
                          Jak ktoś zaczyna coraz bardziej zjeżdżać w rynsztok, w pewnym momencie
                          odpuszczam - z kimś na poziomie żula nie da sie rozmawiać.
                          A większośc wątków jest tu założona w celu prowokacji i dokopywania katolikom.
                          Na onecie dawno by wyleciały :-)
                          • carton Re: Lepiej... 06.09.06, 10:50
                            Forum onetu to dopiero jest patologia (bluzgi zostają, stonowane wypowiedzi
                            znikają po czasie bez śladu - według "widzi mi się...").
                            Ale to tak na marginesie.
                            • skiadler Re: Lepiej... 06.09.06, 10:56
                              Bluzgi? Raczej wypociny nudzących sie małolatów.
                              Takie "wycieczki osobiste" jak tutaj nigdy by nie przeszły :-)
                              I to nie z racji tematyki, tylko właśnie z powodu obrażania sie nawzajem.
                              Tylko na tym forum można napisac - mam w dupie dwa drewienka - na onecie by to
                              nie przeszło: po pierwsze - słowo "dupa", po drugie - obrażanie :-)

                              PS - wcześniej pisywałam na onecie, ale moderacja powoduje, że dłuższe
                              wypowiedzi ukazują sie dopiero po paru godzinach.
                              • Gość: Lena Re: Lepiej... IP: *.jachpol.net 06.09.06, 11:23
                                To może ja się wytłumaczę.
                                Nie jestem małolatem i jestem katolikiem. Wyjątkowo wybucham i wyjątkowo bywam
                                nieprzyjemna bo jestem niespotykanie spokojnym człowiekiem. Nie potafię jednak
                                przejść do porządku dziennego na takim chamstwem jaki zaprezenatowała pani
                                mieniąca się mocno wierzącą katoliczką. Jej słowa,że bark czyjejś wiary nie
                                pozwala na wyleczenie jej dziecka jest dla mnie podłością i zachowaniem
                                sekciarskim. Jeżeli ktoś mimochodem rzuca takie oskarżenia na pewno cierpiącemu
                                już rodzicowi i często zastanawiającemu się ile w chorbie dziceka jest jego
                                winy - i do tego jeszcze nie rozumie o czym ja piszę to ... właściwie nie mam
                                słów. Jako katolik uważam,że powinnam pomodlić się za zdrowie (i modlę) dziecka
                                notting_hill a nie dorzucać jej ciężaru włąsną podłością. To co napisałam
                                wyżej - mnie nie trudno byłoby iść modlić się do świątyni innej wiary, wierzę w
                                jednego boga i dla mnie byłby on i tam obecyny. Niewierzącemu trudniej.
                                • notting_hill Re: Lepiej... 06.09.06, 14:26
                                  Dzięki Lena za zrozumienie.
                                  Wcale nie wywołałam tej dyskusji jako prowokacji i żeby się popastwić nad wiarą
                                  i jej wyznawcami. Właściwie to mnie bardziej interesuje kontekst: ja jako
                                  matka, jak dalece moje przekonania mi "przysługują" w takiej sytuacji i jak
                                  dalece inna osoba ma prawo ingerować w taki "subtelny" sposób, nawet jeśli jej
                                  intencje są jak najbardziej szlachetne. Chociaż niektórzy dyskutanci dali
                                  również wyraz przekonaniu że mniej więcej dobrze mi tak. Nie kładę tego na karb
                                  generalnej cechy wszystkich wyznawców KK, a jedynie jako pewną cechę ludzką, i
                                  już. A innym za miłe słowa i wsparcie dziękuję.
                                  • ejkuraczek Re: Lepiej... 06.09.06, 14:32
                                    notting_hill napisała:

                                    > Dzięki Lena za zrozumienie.
                                    > Wcale nie wywołałam tej dyskusji jako prowokacji i żeby się popastwić nad
                                    wiarą
                                    >
                                    > i jej wyznawcami. Właściwie to mnie bardziej interesuje kontekst: ja jako
                                    > matka, jak dalece moje przekonania mi "przysługują" w takiej sytuacji i jak
                                    > dalece inna osoba ma prawo ingerować w taki "subtelny" sposób, nawet jeśli
                                    jej
                                    > intencje są jak najbardziej szlachetne. Chociaż niektórzy dyskutanci dali
                                    > również wyraz przekonaniu że mniej więcej dobrze mi tak. Nie kładę tego na
                                    karb
                                    >
                                    > generalnej cechy wszystkich wyznawców KK, a jedynie jako pewną cechę ludzką,
                                    i
                                    > już. A innym za miłe słowa i wsparcie dziękuję.

                                    To szukałas rady czy wsparcia w tym co juz postanowiłas? Trzeba było tak od
                                    razu...
                                  • skiadler Intencje miałas szczere... 06.09.06, 14:43
                                    Tylko, że twój post stał sie kolejnym do wylewania ton jadu i pomyj na siebie
                                    nawzajem... Oraz obrażania wiary katolików...
                                    • czwarty.wymiar Re: Intencje miałas szczere... 06.09.06, 16:40
                                      skiadler napisała:

                                      > Tylko, że twój post stał sie kolejnym do wylewania ton jadu i pomyj na siebie
                                      > nawzajem... Oraz obrażania wiary katolików...
                                      >
                                      Twierdzeń niektórych katolików, że co tam niewierzący, co tam ich przekonania i zasady, nie ma co w ogóle brać ich pod uwagę, a co dopiero szanować, nie zauważyłaś zapewne?
                                • skiadler Re: Lepiej... 06.09.06, 14:45
                                  Wiesz, tyle że to, iż ktoś jeden prezentuje katolika-moherowca, to nie powód by
                                  od razu obrzucac błotem całego kk.

                                  Ja na przykład nie życze sobie być nazywana dewotką, tylko dlatego że komuś się
                                  wydaje, iż pójście na niedzielną mszę to przejaw dewocji - bo za często...
                                  A takich przemądrzałków nieraz zdarzyło się mi czytać...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka