notting_hill
04.09.06, 15:27
Moja teściowa dała na mszę za naszą 10- letnią córkę... Problem w tym, że po
pierwsze jej syn i ja nie chodzimy do kościoła, córka nie jest ochrzczona i
nie była do komunii, natomiast choruje na przewlekłą chorobę. Kilkakrotnie
już przy okazji rocznicy ślubu teściów bywaliśmy w kościele na mszy w ich
intencji (przede wszystkim żeby teściowej było miło), i ku mojemu zaskoczeniu
również w intencji "wyzdrowienia dziecka". Czułam się z tym dość niefajnie,
ale nie chciałam robić teściowej przykrości, bo wiem że ma dobre intencje.
Ale teraz to już jest przegięcie moim zdaniem. To znaczy niech się modlą
jeśli jest im to do czegoś potrzebne, ale oni wyraźnie życzą sobie żebyśmy
też tam byli (z dzieckiem). Ja mam poczucie jakiejś grozy, ale jestem w tym
odosobniona. Mój mąż wyraźnie widzi w tym moją upierdliwość, że się czepiam i
jak zwykle jestem nietolerancyjna... Zastanawiam się czy nie olać tego i po
prostu nie pójść, a każdy niech sobie robi co uważa. No ale jestem matką, i
oczywiście zależy mi na zdrowiu mojego dziecka, jakkolwiek nie wierzę że
modły w intencji coś tu dadzą... Czy ja naprawdę robię sprawę tam gdzie jej
nie ma?