varien
07.07.08, 14:28
..i zastanawiam sie, czy nie byłoby mi łatwiej, gdyby jednak nie podjął
decyzji o powrocie do nas (ja + 2 dzieci).
Jest to chyba najtrudniejsza rzecz, którą dotychczas przyszło mi zrobić.
W tej całej sytuacji - próbie odbudowania związku - nie jestem kobietą z
klasą. Wpadam niechcący na wspomnienia, np. oglądam zdjęcia, na których jestem
sama z dziećmi, bo on w tym czasie...
patrzę na niego, mówiącego "jesteście dla mnie najważniejsze", gdy jeszcze 2
miesiące temu ten sam człowiek, tymi samymi ustami mówił "ona jest miłością
mojego życia" [kochanka] i :
- krzyczę
- rzucam wyzwiskami, nie przypuszczałam że potrafię tak przeklinać
- trzęsę się cała ze złości, z emocji,
- wycofuję się z tej próby odbudowy, setny raz wnoszę sprawę o rozwód.
Po co to robię? Dlaczego nie potrafię wytrwać w danym sobie i jemu
postanowieniu? Dlaczego czas mija a ja zamiast zapominać odkrywam jakieś nowe
aspekty tej zdrady. Potrafię ni z gruszki ni z pietruszki przy całej rodzinie
nagle zadać mu pytanie: "co kieruje żonatym facetem, który zaczyna sypiać z
inną? Dlaczego robi plany z następną, mając żonę i dzieci?
Po co ja mu takie pytania zadaję? Daje mi to chwilową satysfakcję, jakbym
uderzyła, ale na dłuższą metę wykańczam tym siebie i jego.
On mi oczywiście na te zaczepki nie odpowiada, przytula do siebie i mówi, że
będziemy szczęśliwi, że jak minie czas to wszystko będzie dobrze.
Proszę o jakieś słowo wsparcia od kobiet, które wybaczanie mają już za sobą.
ps. zdania nie zmienię, więc nie ma co mnie nawracać, że "po co chcę być z
takim dupkiem?" Dlaczego? A, choćby dlatego, że swoją winę też w minimalnym
stopniu też widzę.