Dodaj do ulubionych

idę trudną drogą wybaczania i...

07.07.08, 14:28
..i zastanawiam sie, czy nie byłoby mi łatwiej, gdyby jednak nie podjął
decyzji o powrocie do nas (ja + 2 dzieci).
Jest to chyba najtrudniejsza rzecz, którą dotychczas przyszło mi zrobić.
W tej całej sytuacji - próbie odbudowania związku - nie jestem kobietą z
klasą. Wpadam niechcący na wspomnienia, np. oglądam zdjęcia, na których jestem
sama z dziećmi, bo on w tym czasie...
patrzę na niego, mówiącego "jesteście dla mnie najważniejsze", gdy jeszcze 2
miesiące temu ten sam człowiek, tymi samymi ustami mówił "ona jest miłością
mojego życia" [kochanka] i :
- krzyczę
- rzucam wyzwiskami, nie przypuszczałam że potrafię tak przeklinać
- trzęsę się cała ze złości, z emocji,
- wycofuję się z tej próby odbudowy, setny raz wnoszę sprawę o rozwód.
Po co to robię? Dlaczego nie potrafię wytrwać w danym sobie i jemu
postanowieniu? Dlaczego czas mija a ja zamiast zapominać odkrywam jakieś nowe
aspekty tej zdrady. Potrafię ni z gruszki ni z pietruszki przy całej rodzinie
nagle zadać mu pytanie: "co kieruje żonatym facetem, który zaczyna sypiać z
inną? Dlaczego robi plany z następną, mając żonę i dzieci?
Po co ja mu takie pytania zadaję? Daje mi to chwilową satysfakcję, jakbym
uderzyła, ale na dłuższą metę wykańczam tym siebie i jego.
On mi oczywiście na te zaczepki nie odpowiada, przytula do siebie i mówi, że
będziemy szczęśliwi, że jak minie czas to wszystko będzie dobrze.

Proszę o jakieś słowo wsparcia od kobiet, które wybaczanie mają już za sobą.

ps. zdania nie zmienię, więc nie ma co mnie nawracać, że "po co chcę być z
takim dupkiem?" Dlaczego? A, choćby dlatego, że swoją winę też w minimalnym
stopniu też widzę.
Obserwuj wątek
    • aga240973 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 07.07.08, 15:15
      Też próbuję odbudować swoje małżeństwo, zajrzyj na wątek "jak żyć po zdradzie z
      konsekwencjami?", twoje zachowania są bardzo podobne do moich, ja też miewam
      momenty zwątpienia,reaguję emocjonalnie,przywołuję niepotrzebne wspomnienia, i
      choć wiem,że to w niczym nie pomaga,wręcz przeciwnie, to silniejsze ode mnie...
      Ból straszny choć minęły 3 lata,ale nie możemy się poddać,rozwód to najprostsze
      wyjście,to nie dla mnie. Pozdrawiam.
      • varien Re: idę trudną drogą wybaczania i... 07.07.08, 19:48
        Dla mnie rozwód też nie jest rozwiązaniem. Chociaż pozew złożyłam. Tak rzadko
        jednak słyszę o tym, że komuś się udało. Większość ludzi jednak się rozwodzi,
        tak wynika z moich obserwacji.
        • zuza145 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 07.07.08, 22:14
          a krochmalcie czu inni się rozwodzą- podjęłyście decyzję- moim
          zdaniem jest sytuacja jest trudna podczas naprawiania- a wy się
          zdecydowałyście- i chwała wam za to.
          TeŻ bym chciała dostać szansę i spróbować napiawić co rozwalono.
          Póki co- dajcie sobie trochę czasu.
          Podobno naprawia się co najmnej tyle czasu ile się psuło.
          Nooooo- teraz wam wracają złe wspomnienia- ale już macie plusa- bo
          potraficie to nazwać- a wiedza- to dokonały początek.
          Ja mam wiarę- że się uda- i że niestety więcej chyba zależy ( no
          może inaczej) od strony skrzywdzponej.
          Ale co by nie wyszło- wybaczyć lda właśnego dobra trzeba- ja nie
          umiem opisać dokładnie etapu na jakim jestem- odnośnie wybaczania.
          Jak mi się ułoży- to wam opiszę.
          Pozdrawiam was serdecznie i cieszę się- że macie taką sznasę.
          Nie dajcie sterowa ć sobą złości, żalowi i wspominkom.
          Dajcie sobie trochę czasu.
          • aga240973 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 07.07.08, 23:07
            nie możemy ulegać stereotypowi,że większość ludzi się rozwodzi. Tym bardziej
            pokażmy,że można inną drogą,że nawet takiego człowieka, który zawiódł na całej
            linii,nie trzeba od razu skreślać,ale dać mu szansę...
            • wielma Re: idę trudną drogą wybaczania i... 08.07.08, 11:24
              Nam sie udalo i naprawdę warto. Złosci we mnie juz po latach nie
              ma,ani takiego bólu, ale wciąż mnie czasem korci, by podrążyc temat,
              jeszcze raz przegadac, maż to znosi spokojnie i cierpliwie, choc nie
              jest mu łatwo powtarzac - "popelnilem bład", "byłem glupi".
              Takie rozmowy sa dla mnie forma terapii, trzeba tylko bardzo uważac
              by nie ranic - bo rany zostają w obu osobach i tej zdradzonej i
              zdradzającej. A dla facetów świadomośc, że sie nie sprawdzili bywa
              bardzo bolesna
              Pozdrawiam
    • sbelatka Re: idę trudną drogą wybaczania i... 08.07.08, 11:53
      cóz, ja nie mialam okazji do wybaczenia... Zastanawiasz sie czy nie
      byloby ci łatwiej gdyby nie podjąl decyzji o powrocie..
      Wiesz, ja dzisiaj - po 2 latach od jego uczuciowego odejcia a rok po
      rozwodzie - wiem, ze jest mi łatwiej.. I że nie potrafiłabym
      zapomniec słow - ciebie juz nie kocham, kocham inna... WTEDY robiłam
      wiele by go zatrzymac...
      Nie udalo mi sie - i cóz... załuję, ze moje małżeństwo sie rozpadło.
      Bo ja zawsze czułam sie w nim dobrze.
      Ale kiedy mysle o tym jak mielibysmy życ dalej razem - to nie wiem...
      Niektórym udaje sie powrócić. Możliwe nawet, ze czuja sie
      szczęsliwi, bliżsi sobie.. jestem pewna, ze tak może byc.
      Czy tak będzie u Ciebie - nie wiem.
      Życzę Ci tego.. ale kurcze ta cholerna pamięc...

      Mysle, ze mogę Ci napisac jedno - warto SPROBOWAC.. Albo sie uda - i
      bedziesz z tego potem zadowolona. Albo nie - i będziesz zadowolona,
      ze dałas Wam szanse.
      I to jest wszystko co moge w tej sprawie napsac.
      I moge tylko życzyc Ci siły.. I sugerowac żebyscie szukali pomocy
      jako małżeństwo, zebys sama dla siebie szukala pomocy.. I żebyś
      zadbała o dzieci.
      Wieć zdecydowanie zniechęcam Cie do robienia scen pzry dzieciach,
      wywlekania, drążenia... One żyją w ciągłym zagrożeniu. Oprócz sowich
      uczuc poranionych musisz zadbac o poranione uczucia swoich mlodych.
      I o ich zburzona poczucie bezpieczenstwa...
      powodzenia
    • naemi Re: idę trudną drogą wybaczania i... 08.07.08, 14:43
      jak zdecydowałaś się na wybaczanie, to musisz powstrzymac się od
      publicznego upokarzania go.
      Wiem , ze to boli i jest to trudne, ale mija.
      • joanna290178 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 08.07.08, 21:43
        dziewczyny, a co to znaczy dla was wybaczyć?

        • zuza145 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 08.07.08, 21:59
          mieć zaufanie, nie musieć uważać ( czyli spodziewać się czegoś złego)
          oddychać swobodnie, nie zatajać prawdy przy, umieć pomilczeć
          bezmyślnie razem, odczytywać teksty wprost bez doszukiwania się
          treści ukrytych.Mówić wprost bez potrzeby "specjalnego" dobierania
          wyrażeń użytych.

          Nie posiadać zakopanego głęboko żalu, brać pod uwagę przy
          podejmowaniu decyzji.
          Czuć się bezpiecznie przy- czyli normalnie .

          Hm- odleciałam?
          Hm- dążę do doskonałości powtórnej tylko.
          • joanna290178 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 09.07.08, 00:03
            No właśnie, tylko przecież wybaczyć to nie znaczy zapomnieć.. a czy
            da się zrealizować (kiedyś) to co ty "zuza" napisałaś, pamiętając i
            to tak jak w moim przypadku "wszystkie szczegóły".

            Nigdy nie będzie już tak samo!! Bo w tym przypadku wybaczyć to
            znaczy wrócić do tego co było kiedyś, nie wiem.... Czasem mam
            wrażenie, że używa sie słowa "wybaczyć", a tak naprawdę nikt nie wie
            jak to zrobić.
            Mówią "musisz wybaczyć", ok tylko co to znaczy????

            pozdr
            A.

            • varien Re: idę trudną drogą wybaczania i... 09.07.08, 10:20
              wybaczyć to:
              - nie mieć już tego bolesnego trzepotu serca na samo wspomnienie o...
              - znaleźć jakieś wytłumaczenie, jakieś okoliczności łagodzące (ja tego
              potrzebuję, jako osoba uwielbiająca definicje),
              - pogodzić się z tym, uznać że czasem tak bywa i iść dalej, nie patrzeć za siebie,
              - wybaczać to jest wejść w trend spadkowy negatywnych uczuć,
              - uznać, że człowiek się myli,
              - wbić sobie w końcu do głowy, że nie potrafią wybaczać tylko ludzie
              perfekcyjni, którzy o sobie myślą jak o ludziach-bez-skazy. A z takimi ciężko żyć.
              • zuza145 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 09.07.08, 18:55
                hm- nie mieć trzepotu serca, nie wspominać ( a nie chodzi mi o
                wspominki jak to fajowsko było- to co było to się zmyło) tylko
                ogólnie- co prawda ja akurat ma tak że nie wspominam raczej- tak mi
                się zrobiło zaraz po- wiem, wypieram.
                Więc jak już mi organizm wprzestanie wymazywać- to będzie z
                pewnością oznaka ozdrowienia.
                Wybaczyć- znowu oddychać pełną piersią.

                Ale muszę przemyśleć co napisałyście.
                Aha- - tolerować obecnośc koło siebie.
                Ja nie mogę- źle się czuję koło męża.
                Fizycznie.
                Hm- a może to też ma związek?
                Ale jedno wiem- a za chińskiego zmuszać się nie będę- jak przyjdzie
                pora- to mi ulży( wybaczę). Muszę być gotowa. Do wybaczenia


                Lał- przeczytałam się- coś kręcę i mieszam.
                To pozdrawiam- idę myśleć.
                • joanna290178 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 10.07.08, 12:31
                  Może to rzeczywiście przychodzi samo, nagle, bez myślenia, wysiłku
                  czujesz, że "możesz oddychać".

                  Nie wiem, na razie ciężko jakoś w to uwierzyć

                  pozdr
                  A.
                  • bar.bar.a Re: idę trudną drogą wybaczania i... 11.07.08, 13:29
                    myślę że to pewnego rodzaju żałoba - po zwiazku, złudzeniach,
                    naiwności... I pewnie z rok trzeba ja przezyć, żeby dojść do siebie -
                    tradycyjne 4 pory roku. Wcześniej nie przejdzie, nie ma szans!
                    • mysz106 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 12.07.08, 13:23
                      witam, ja walcze juz 9 miesiecy, walcze z soba, walcze, zeby kazdego
                      dnia o tym nie myslec. Raz mi sie udaje lepir a raz gorzej. Ale
                      ciagle mam nadzieje, ze wreszcie mi sie uda. czytajac wasze
                      wypowiedzi szukam odpowiedzi na pytanie, ile to ma trwac. i tak
                      strasznie chcialabym, chociaz wiem, ze to nie mozliwe, zeby ktos mi
                      powiedzial to jeszcze potrwa tyle a tyle czasu. ale wydaje mi si,ze
                      niestety jednej odpowiedzi nie ma. A może jest? pozdrawiam
                      • joanna290178 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 12.07.08, 15:22
                        Ja walczę już rok, nie wiem ile to jeszcze będzie trwało. Raz jest
                        cudownie i nawet jestem szczęśliwa, a nagle te "głupie myśli" i
                        wyobraźnia, yyy.
                        Czasami mam wrażenie, że to nie minie. Chyba nie ma recepty.

                        pozdr
                        A.
                        • gorn73 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 09.06.09, 13:39
                          u mnie trwało ok. 4-4,5 roku. Z powyższymi symptomami :) teraz już
                          jest chyba ok...
    • grasie1 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 19.07.08, 16:03
      Varien, czy Ty opisałaś mój przypadek? Boże! też miotam się tak jak
      TY.Nie potrafię sobie pomóc, nie daję rady, ale trwam z nim, bo
      podobnie jak Twój tak też i mój mąż tuli mnie kiedy płaczę i mówi:
      nie płacz, zrobię wszystko żebyś dłużej nie cierpiała. Wiem,że
      żałuje tego co zrobił.Ale czy to nie za późno??
      Boli, tak bardzo boli dusza, ciało,że chyba oszaleję.Wiem, że nie
      mogę ciągle do tego wracać, bo to psuje to co powoli odbudowujemy,
      ale na razie nie potrafię inaczej. Męczę się już 1,5 roku. Jak długo
      jeszcze??? Mam tyle pytań,na które nie znajduję odpowiedzi.
      Większość powie, żeby odejść.Nie umiem.Jestem słaba.Czuję się takim
      zerem.
      • neko.li Re: idę trudną drogą wybaczania i... 20.07.08, 00:18
        Nie jest za pózno, jeżeli tylko Twój Varien mąż i Twój Grasia żałują, to nie
        jest za pózno. Najważniejsze, że czujecie wsparcie z ich strony, że potrafią
        przyjąć na siebie tę odpowiedzialność za Wasze huśtawki emocjonalne, że Was
        wspierają... to naprawdę dużo znaczy... Mi tego brakowało, wybaczałam, bo
        kochałam i chyba zbyt szybko chciałam powrotu normalności. Sama ze sobą męczyłam
        się ze swoimi "dołkami", ból był i jest czasem do tej pory - fizyczny prawie,
        ściskanie w gardle i mdłości. Po kilku latach zrobiłam głupią rzecz - odpłaciłam
        tym samym. Tamten ból wcale nie odchodzi w zapomnienie, mimo, że sama postąpiłam
        tak samo. Teraz znowu próbujemy odbudować nasz <związek?>.
        Wierzę, że Wam się uda, trzymam za to kciuki z całego serca.
        Grasie, nie jesteś zerem!! jesteś silna, bo tylko taka osoba podejmuję próbę
        wybaczenia.
        • varien Re: idę trudną drogą wybaczania i... 22.07.08, 10:18
          Grasie, Ty piszesz o ważnej rzeczy, o honorze. Jakbym odeszła to byłoby to w
          pewnym sensie łatwiejsze. Ocaliłabym honor. Pokazałabym, że nie można w żaden
          sposób zaakceptować tego, że nas zostawił.
          Ciężko by mi było samej z dziećmi, wiem, ale w pewnym sensie łatwiej.
          Boże, dzisiaj znowu mam jeden z tych ciężkich dni.
          Muszę zająć czymś myśli, wracam do pracy.
          Oszaleję.
          • cirri1974 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 13.08.08, 10:28
            To się wydarzyło w listopadzie. Dowiedziałam się. Został ze mną.
            Potem w grudniu znalazłam znowu smsy. Mówił, że to trudne tak z dnia
            na dzień. Ona jest młoda, natarczywa. Potem w kwietniu przyznał się,
            że ona go szantażuje. Albo jej wynajmie mieszkanie na rok, albo ja
            się dowiem o wszystkim. O czym jeszcze mogłam się dowiedzieć?
            Mamy 3,5 letnią córkę. Jestem w 4 miesiącu ciąży.

            Znów dopadła mnie deprasja. Wczoraj i dzisiaj. To koszmar. On chyba
            przestał to rozumieć. Albo był zmęczony i nie miał siły rozmawiać...
            jest mi tak ciężko. On deklaruje - kocham, on jest mi obojętna...

            Trochę sama zaczęłam tę grę. Od dawna podglądam ja na naszej klasie.
            Ona nas też. Wyścig na zdjęcia. Jest 9 lat ode mnie młodsza... jak
            dla mnie pojebana emocjonalnie. Histeryczna. Ale z fantazją
            i 'energią' której mi było czasem brak.

            Zaczęłam podglądać ją jako Cichy Wielbiciel - wiecie, widziała, że
            ją podglądam. Napisała maila do Cichego Wielbiciela. Dobrze bawiłam
            się widząc jak się wkręca. Podała mi swój numer telefonu, maila,
            Wiem, gdzie pracuje, co lubi jeść. Wszystko napisała nieznajomemu MM.
            Te maile trwały parę tygodni. Dodam, że ona cały czas mieszka ze
            swoim kolesiem. Jak było mi go szkoda.... i siebie.
            Najśmieszniejsze jest to, że ona wcale tego flirtu nie uznaje za
            zdradę a ja wiem, że gdybym chciała, natychmiast poszłaby ze mną do
            łóżka. Ździra. O tej całej korespondencji wiedział mój mąż. Też się
            dobrze bawił. Chyba mu pokazałam, że to ździra.
            A tu po paru tygodniach od tej zabawy, znów dopada mnie depresja. Że
            jestem gorsza... choć wiem, że nie.

            Tka trudno jest nie wchodzić na nk i nie oglądać jej zdjęć. To
            masochizm?

            Dlaczego nie skupiam się na moim drugim dziecku.. dlaczego nie
            doceniam jego czułych gestów, prezentów, kwiatów. Wiecie, on mnie
            wprawiają w zakłopotanie.... dlaczego tak trudno się wszystkim
            cieszyć.
    • justyna.pie Re: idę trudną drogą wybaczania i... 19.08.08, 23:25
      U mnie dopiero minął miesiąc...Boli jak cholera.Trwało to ok.8
      miesięcy.Kiedy zaczęli się spotykać byłam w 6 miesiącu
      ciąży.Najwspanialszy okres w moim życiu zmienił się w
      koszmar,myślałam,że gorzej być nie może.Ale jak to można się
      pomylić...Starałam się być spokojna ze względu na
      dziecko.Myślałam,ze coś się zmieni po jego urodzeniu.Przyszedł na
      świat nasz synek,zdrowy i śliczny.Świeżo upieczony tatuś szalał z
      radości...i nadal spotykał się ze swoją kochanką.Wtedy już przestał
      się ukrywać,kombinować.Znikał u niej na noce i weekendy.Zrobił się
      chamski,arogancki,agresywny.Mnie traktował jak
      przysłowiowe "przynieś,wynieś,pozamiataj".Zostałam sama z malutkim
      dzieckiem,po CC, rodzice daleko,nie miał mi kto pomóc.Wtedy
      postawiłam ultimatum-musi się zdecydować.Wybrał mnie,choć oczywiście
      z nią spotykał się na boku.Będąc czujna,wychwyciłam to
      kombinatorstwo w miarę szybko.I znów postawiłam ten sam warunek.
      Teraz dopiero widzę jakieś efekty.Mąż zmienił się o 180 stopni na
      plus oczywiście.Z nią rzekomo zerwał wszystkie kontakty.I niby
      wszystko zmierza ku lepszemu,ale...jest tyle rzeczy,które tak
      przeszkadzają...
      Po pierwsze,to,że nie spotyka się z kochanką,to wersja mojego męża.A
      może tylko dobrze się teraz z tym kryje ? Może nadal się
      spotykają...Na razie dewiaguję,ale myślę,że dla własnego spokoju
      będę musiała to kilka razy sprawdzić dla spokoju własnej
      duszy.Pocieszające jest to,że generalnie swój wolny czas poświęca
      mnie i małemu,przebywa w domu itd.
      Po drugie-mój mąż uważa,że skoro on zakończył tamten etap,to ja
      powinnam wspaniałomyślnie mu wybaczyć i zapomnieć o wszystkim,zaufać
      i we wszystko wierzyć.Tylko jak to zrobić,przecież nie jestem
      robotem bez uczuć.Mam straszny żal o to wszystko,co się działo,kiedy
      byłam w ciąży a on mnie zdradzał,kiedy mały się urodził a on myślami
      był przy tamtej,kiedy leżałam z dzieckiem w szpitalu a on spędzał z
      nią noce...Dużo mam tych żali, może częściowo dlatego,ze pewne
      tematy sama "wydrążyłam" podsłuchując kilka jego rozmów.Czasami może
      nieświadomość jest lepsza...ale ja niestety mam taki paskudny
      charakterek,który każe mi pewne sprawy "drążyć". Kiedy próbuję
      czasami o tym mówić,słysze tekścik o tym,że wywołuję w niego
      poczucie winy-standard.Bo przecież ja sama zapracowałam na to,żeby
      mnie zdradził.Czyli wina jest generalnie moja-i po co ja się odzywam?
      Czasami udaje mi się nie myśleć o tym,co się stało.Wymazuję ten etap
      na chwilę i jest nieźle.Jesteśmy we trójkę i nie ma tych "złych"
      miesięcy.Ale czasami to wszystko wraca,czasami w zupełnie
      nieoczekiwanych sytuacjach.Generalnie robię dobrą minę do złej
      gry,uśmiecham się,mimo,że wszystko w środku płacze.Pocieszam się,że
      kiedyś powinno być lepiej,no chyba,że zbraknie mi siły na to
      wszystko.
      No i po trzecie-ten koszmarny bark zaufania...Ja mu nie ufam,nie
      wierzę.Tysiąc razy kłamał patrząc mi prosto w oczy,przysięgał...Na
      razie nie potrafię mu zaufać,ale czy tak będzie nadal?Nie wiem...
      NA razie próbuję się pozbierać,w dzień usmiecham się,w nocy
      popłakuję w poduszkę.Nikt nie powiedział,że będzie lekko,ale nie
      myślałam,że aż tak ciężko :-(
    • kika64 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 22.08.08, 09:29
      Nie wiem czy jeszcze zdążyłam, ale myślę, że mogłabym Ci pomóc! Jestem tą osobą,
      ktora wygrała! WYGRAŁAM dziewczyny! Uwierzcie ,było ciężko ale sama sobie
      pomogłam i mogę się tym podzielić z innymi. Jest jeden warunek: musicie go kochać!
      • marlena_mill Re: idę trudną drogą wybaczania i... 22.08.08, 09:55
        i własnie z tym jest problem, ja chyba już nie potafię! po tym
        wszystkim co przeszłam... coś się we mnie wypaliło, coś się
        skończyło. Zdaję sobie sprawę, ze jeżeli moje małżeństwo w ogóle
        przetrwa to juz nigdy nie będzie tak jak przedtem.
        • kika64 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 22.08.08, 11:03
          Może to co napiszę podniesie Cie na duchu. Pamiętaj puki człowiek żyje może
          walczyć i sie nie poddawać. Ja byłam w tak beznadziejnej sytuacji, że na 99
          procent to był koniec mojego małżeństwa. A jednak zatrzymałam ten pedzący pociąg
          i dziś jestem szcześliwa jak nigdy. 7lat po! Pamiętaj tylko sama możesz sobie
          pomóc ale bedzie bolało.
          Dziewczyny bądżcie dzielne nie dajcie się jakimś złodziejkom, które niby nic nie
          chcą ale kradną Wasz spokój, Wasze życie!rujnują Wasze szczęście i szczęście
          Waszych dzieci!
          • aalwica Re: idę trudną drogą wybaczania i... 22.08.08, 18:18
            A ja się chyba poddałam, chociaż sama nie wiem jak to nazwać. Moje małżeństwo
            nadal trwa, mój mąż nadal się nie przyznaje, chociaż on wie że ja wiem, no i
            dobrze, to jego wybór. Niby jest miło i kulturalnie, ja kocham męża, rozmawiamy
            ze sobą, raczej służbowo i to byłoby na tyle. Postanowiłam być twarda, nie
            proszę, nie daję kolejnych szans, nie ma już czułości, ja nie robię wymówek, nie
            jestem uszczypliwa (od dwóch dni), chcę żyć swoim życiem, a mąż niech żyje
            swoim. Zdaję sobie sprawę, że to małżeństwo nie ma dalszych szans, ale to jest
            wybór mojego męża, to on chce je sztucznie podtrzymywać. Grunt, że ja mam dla
            kogo żyć. O dziwo, cała ta sytuacja sprawiła, że nabrałam większej pewności
            siebie, a kiedyś może będę się z tego śmiać...
            • kika64 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 22.08.08, 19:51
              Masz rację, będziesz sie kiedyś śmiać! Ale długa droga dziewczyno przed Tobą.
              Trzymam kciuki za Ciebie i Inne.Któraś z dziewczyn pytała jak długo to boli?
              Sama wiem, że nie przejdzie szybko , u mnie potrzebne były 2 lata.Minęło już 7
              te pięć to najpiękniejsze lata w moim życiu.
              Wiem jedno na 100 procent nie wyobrażajcie sobie ich w łóżku. Może być coś np.
              śmiesznego. Ja wyobrażałam ich sobie na spacerku, ona w czerwonym płaszczyku,
              włos rozwiany, obcasiki a on o głowę niższy.Nie nadążał za panienką.No i jak tu
              się nie śmiać, jak teraz po latach tylko to pamiętam. Tej panienki, łup, łup i
              truchcik obok.
            • marlena_mill Re: idę trudną drogą wybaczania i... 25.08.08, 11:01
              każdy przypadek jest inny... mój sie przyznał i był szczery aż do
              bólu, co sprawiło że konsekwencją tego jest to, ze raczej go
              nienawidze niż kocham. mam poczucie osoby odrzuconej, gorszej i
              niekochanej. Postanowiłam to wszystko przetrwać ale coś nie widze w
              tym głebszego sensu, męczę się z nim. On pomimo tych wszystkich
              strasznych rzeczy, jakie mi powiedzial nie chce słyszec o rozwodzie,
              dziwi mnie to. jeśli kocha sie kogoś innego to dlaczego nie pozwala
              się odejść komuś na kim ci nie zależy ? może robi to dla dzieci ?
              może z innych powodów, w kazym razie nie rozmawiamy o tym, a kiedy
              pytam odpowiedzi brak.
              Czasami wydaje mi się, ze ludzie po prostu sami nie wiedzą czego
              chcą. Chcę miec ciastko i zjeśc ciastko. Chca mieć wszystko nie
              licząc się z nikim i niczym.Taki egoizmi i niedojrzałość emocjonalno-
              uczuciowa. może kryzys wieku średniego?

    • igmorek Re: idę trudną drogą wybaczania i... 25.08.08, 15:45
      W większości tych wypowiedzi odnajduję swój ból. Wciąż retoryczne, naiwne
      pytanie DLACZEGO? Dlaczego zrobił to mój mąż, dlaczego zrobiła to z nim znana
      przez nas oboje młodsza od niego o 11 lat dziewczyna. Spotykali się przez 1,5
      roku, on urywał sie z domu na spotkania z kolegami po których do niej jeździł po
      odebraniu sms-a. Podobno tylko wtedy jak był pijany. Druga zdrada była z
      koleżanką z firmy na spotkaniu integracyjnym. Podobno tylko raz i byli też
      pijani.Przez cały okres naszego małżeństwa mówił, że zdrada jest ostatnią rzeczą
      jaką by mi zrobił, m.in. dlatego ze jest nieśmiały.Powiedzial mi o tym wszystkim
      wczoraj. JAK TERAZ dalej żyć????
      • alimac33 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 25.08.08, 16:24
        Jestem po świeżo odkrytej czwartej zdradzie, związek nasz trwa
        cztery lata, ironia prawda jedna panienka dodatkowo na rok, mój
        partner co teraz wiem nałogowo przeszukuje wszystkie portale
        randkowe i tam szuka towarzyszki, nie wiem sama dlaczego na początku
        mu wybaczałam...
        Ja niedawno usłyszałam,że zrobił to dla nas aby mi uświadomić jak
        bardzo jesteśmy dla siebie ważni...
        • marlena_mill Re: idę trudną drogą wybaczania i... 29.08.08, 08:28
          Czwarta zdrada ? to jakiś horror !!!
          Nie chce być złą wyrocznią ale to nie rokuje żadnych nadziei moim
          zdaniem. Ja nie moge uporac sie z pierwszą po kilkunastu latach
          małzeństwa. Jeżeli dowiedziałbym się o kolejnej to nie wytrzymałabym
          z facetem ani dnia dłużej. Może i tak będzie... ale moje zdrowie
          psychiczne i mój spokój wewnętrzny byłby dla mnie najważniejsze.
          Dziewczyny pomyślcie o sobie, może będac dalej w takim związku gdzie
          ktoś nas cały czas krzywdzi zamykamy sobie nowa droge życia bo
          przeciez możemy spotkac kogoś naprawdę wartościowego. A tak to
          dajemy ciągle takie ciche przyzwolenie zdrajcom, ty zdradzasz a ja
          ciągle z toba jestem... czyli możesz robić wszystko ja i tak
          to "akceptuję" wybaczając i wybaczajac w nieskończoność...
          • dagi80 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 26.09.08, 09:54
            A ja myślałam że tylko ja tak przezywam, że pewnie inni jakoś radzą sobie i jak postanawiają zostać to nie ma wypominania tylko żyje się dalej z bólem w sercu ale spokojem ducha męża. ktoś mi powiedział, że jak będe dalej to drążyć to ja rozwale to małżeństwo, ale czy jest jeszcze co rozwalić? Czy to znaczy że mam się zamknąc, dać mu przyzwolenie bo juz nie boli już nie cierpie rób dalej bo to spłynie po mnie jak po kaczce. Nie umiem, nie potrafie. On się wścieka że wciąz wracam do przeszłości, że zadaje pytania które do niej nawiązują typu: a na pewno nie masz innego konta pocztowego wtedy miałeś itp. Chciałby życ dalej nie wspominając a jeśli ja cierpie mam robić to tak żeby nie burzyc jego spokoju. Boli jak cholera, najgorszy jest ten brak zaufania i wiary w jego słowa i czyny, bo niby dlaczego mam wierzyć że teraz mnie kocha skoro wtedy też mówił a był z nią. Wiem mam wierzyć bo inaczej się wykończe zadręczając ale cięzko jest zagłuszyć te głosy zwątpienia i stachu w głowie.
            • dagi80 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 26.09.08, 12:16
              mam dól dochodze do granic obłedu. Boje się odezwać bo myśle że wtedy on żałuje że został, że z nią byłby szczęsliwszy a jak nie wytrzymuje już napięcia i coś powiem, głownie są to drobiazgi typu a ja chciałam żebyś mi powiedział to a nie tamto, albo dlaczego nie odpisujesz dokładnie na smsa to on się wścieka że mam wymagania itd. Czy jest sens w to brnąc? może jednak to skońcone a my ratujemy trupa?
              • marlena_mill Re: idę trudną drogą wybaczania i... 26.09.08, 15:37
                i chyba własnie dlatego to jest ta najtrudniejsza droga, bo
                chciałabyś to drążyć, drążyć aż wszystko wydrąszysz do dna. Ale tak
                sie nie da. Jeśli juz jestes na tej drodze to musisz potrafić
                przemilczec to do konca...nie powarać do tematu,tak mi sie wydaje...
                choć ja mam tak samo jak ty !!!!
    • storczykova podziwiam 26.09.08, 12:06
      rozumiem, że masz dzieci i dla nich potrzebni sa oboje : mama i tata.
      ja osobiście bym go walnęła, tak, żeby zobaczył gwiazdy a potem bym
      przytuliła i rzekłabym : nie martw się, bedziemy szczęśliwi, jak
      minie czas, to wszystko będzie dobrze. I tak kilka razy, żeby
      chodził z połamanymi żebrami albo czym innym.
      • martusss1 Re: Do Kika! 10.11.08, 11:10

        Jak Ci sie udało??? Smiejesz sie z tego i jestes szczesliwa???
        Jak??? U mnie tak jak u wszystkich,masakra!
    • mmilky11 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 10.11.08, 19:07
      dzieci- to jest odpowiedz...
      • martusss1 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 10.11.08, 21:34

        Mam dziecko,male dziecko i dlatego jestem z nim,ale to nie znaczy,ze
        jest o.k! Nie wybaczylam,nie jest mi z tym dobrze,nie radze
        sobie,jest ciezko....Dziecko,a gdzie ja w tym wszystkim???
        • alessia27 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 25.11.08, 22:11
          Wybaczyc mozna wszystko trudniej zapomniec.


          ♥ Macius 10.05.2002
    • squaw33 Re: idę trudną drogą wybaczania i... 27.11.08, 13:18
      nie myśl o tym!
      Jesli on szczerze żałuje i szczerze chce sie poprawic daj mu szansę!
      Jeśli to oszust i znowu zacznie Cię zdradzać rzuć go.

      Ja byłam w każdej sytuacji, wybaczyłam zdradę, nigdy się tym nie dręczyłam.
      Ale jak sama zaczęłam zdradzać, to był koniec. Odeszłam.
      On nie udźwignął tego, były kurwy i szmaty i rękoczyny po nocy. To był gwóżdź do trumny. Wtedy marzyłam wyrwać się najszybciej jak się da, bo i tak go nie kocham.
      A teraz jestem szczęśliwa i sama, i żaden facet i strach czy mnie nie zdradza, nie zaburzy mojego samopoczucia na dłużej niż dzień, no może dwa.
    • zamszowa Re: idę trudną drogą wybaczania i... 10.12.08, 18:14
      polecam pomoc profesjonalną, to znaczy u psychologa. wybaczanie to długi proces
      i to co przezywasz jest zupełnie normalne. rozmowa z kims kompletnie z zewnątrz,
      kto cie nie ocenia może być bardzo pomocna.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka