Dodaj do ulubionych

Coś optymistycznego

06.09.06, 18:58
Na fali dzisiejszego zdarzenia, którego konsekwencje do tej pory powodują u
mnie gęsią skórkę i przyspieszone bicie serca, pragnę zapoczątkować
optymistyczny wątek o sytuacjach, w których otrzymaliście pomoc od zupełnie
obcych ludzi.
Mnie zdarzyło się to dziś. Zgubiłam kluczyki od auta i nawet tego nie
zauważyłam. Byłam w domku i do drzwi zadzwoniła zupełnie nieznana mi kobieta.
W rękach miala moje kluczyki, które znalazł jej mąż. Mieszkają na moim
osiedlu ale się nie znamy. Przeprowadzili śledztwo od którego to auta i
odnaleźli mnie aby oddać. Po prostu osunęłam się po futrynie na myśl o
konsekwencjach, które mogłyby być moim udziałem gdyby nie ta święta kobieta i
jej mąż.
W zalewie narzekań, rozczarowań myślę że podbuduje nas wszystkich garść
opowieści o tym, że zostało na świecie trochę ludzi uczciwych i pomocnych, ot
tak bo tak po prostu trzeba.
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • Gość: Kasia Re: Coś optymistycznego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.06, 19:07
      Ja też tu kiedyś pisałam o dwóch panach, którzy pomagali mi wydostać się z
      zaspy, potem znalazł się trzeci, a na końcu traktorzysta, który mnie w końcu
      wydostał. Pomoc za zwyczajne dziękuję. Całe szczęście znam dziesiątki ludzi,
      którzy pomagają ubogim, potrzebującym, smutnym (to też bardzo ważna pomoc) i
      właśnie za dziękuję, za uśmiech, za uścisk ręki.
      • chantal11 Re: Coś optymistycznego 06.09.06, 19:54
        Jest bardzo dużo ludzi dobrych, życzliowych. pomagających bezinteresownie, po
        prostu z potrzeby serca. TYlko o nich sie nie pisze. Dla gazet to zaden temat,
        lepsza jest sensacja-morderstwo, kradzieze, ten Pan tamtej Pani zrobił to i
        tamto. Na krzywdzie ludzkiej zarabia sie kasę. O dobroci słyszy się tylko na
        kazaniach w kosciele, no i nauczyciele mowią o tym w szkołach.Wierzę,ze dobrych
        ludzi jest więcej. A tych złych powinno się na zawsze eliminowac ze społeczenstwa.
    • nancy08 Re: Coś optymistycznego 06.09.06, 20:44
      Mojej mamie przytrafiła się podobna historia, jeszcze bardziej
      nieprawdopodobna:) Pewnego dnia zgubiła portfel (wtedy myślała, że jej
      buchnęli), w środku było ok. 150 zł i różne papierki - listy zakupów, wizytówki
      itd. Nie było za to dokumentów, ani żadnego adresu. porzuciła już wszelką
      nadzieję, że odzyska portfel, aż tu bęc - oddaje jej go własna dentystka.
      Okazało się, że jakaś poczciwa kobiecina znalazła zgubę i przeczytała
      karteczkę, na której dentystka zapisała mamie termin następnej wizyty - była
      tam tez pieczątka gabinetu. Dentystka zajrzała do swojego notesu i oddała
      portfel:)
      Najlepsze jest to, że ta babka najprawdopodobniej fatygowała się z drugiego
      końca miasta, bo owego dnia, kiedy portfel przepadł, mama załatwiała tam swoje
      sprawy.

      A złodziej, który w klubie ukradł mi torebkę z całą zawartością, przesłał mi
      pocztą dowód os. i legitymkę :)
      • kubek Re: Coś optymistycznego 06.09.06, 20:46
        Posłusznie melduje, że otwarto nową gospodę!

        ForumSzwejkologiczne

        Okrutnie zapraszam !

        • Gość: nikka00 Re: Coś optymistycznego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.06, 22:16
          Przypomniało mi się kolejne "cudowne" wydarzenie. Moja bratowa zaparkowała auto
          w centum miasta Poznania i spiesząc się bardzo pobiegła załatwiac swoje sprawy.
          Po jakiejś godzinie w sklepie zorientowała się ze nie ma portfela. Przerażona
          zaczęła przetrzepywać kieszenie, torebkę.. nic. W końcu pomyślała, zę może
          zostawiła w aucie.
          Okazało się, że zostawiła ale .... obok auta. Po prostu jej wypadł. Ktoś ten
          portfel podniósł i żeby go na pewno zauważyła, położył jej na przednią szybę.
          Nikt tego nie ruszył przez ponad godzinę. no i nie muszę dodawać że w portfelu
          było wszystko:)
          I jak tu nie wierzyć w ludzi???
    • ostroszyc Przydarzył mi się raz anioł :) 08.09.06, 00:40
      Mnie coś w tym stylu spotkało w czasie zimowej odwilży.
      Wsiadłam do auta na które w trakcie moich zakupów napadała śniegowa breja.
      Ruszyłam machając wycieraczkami, okazało się że śniegu jest za dużo i nie są
      skuteczne. I wtedy zobaczyłam zbliżającego się do mojego auta Pana o wyglądzie
      menela...
      Pomyślałam: no tak, ja wysiądę, on będzie chciał na wino albo co... Może być
      niemiło. I zawahałam się, mając jednak w planie nieuniknione zgarnianie brei z
      szyby.
      Wtedy ten Pan zatrzymał się obok mnie i uśmiechając się powiedział: niech pani
      nie wychodzi, ja zgarnę... I naprawdę, gołymi rękami zaczął zgarniać śnieg z
      szyby. Ja wyskoczyłam z auta - no bo jak to... Ale już było odgarnięte, a Pan
      otrzepywał już ręce.
      Nie poznałabym go dziś, pamiętam tylko bardzo niebieskie oczy. A tamten dzień
      biegł mi pod znakiem aniołów, które się czasem przydarzają :)
    • Gość: xyz777 Re: Coś optymistycznego IP: *.chello.pl 08.09.06, 01:11
      Był luty 2003r, godz. 5.20 dworzec kolejowy w Szczecinie. Koszmarny mróz.
      Przyjechałam pociągiem z W-wy. Pod kaloryferem, na styropianie skulone postaci
      kilku mężczyzn. Nagle jeden z nich podbiega do mnie i pyta czy przyjechałam
      pociągiem z W-wy? Odpowiedziałam, że tak. Spytał, czy nie została mi jakaś
      kanapka, jest strasznie głodny, nie jadł od dwóch dni. Ujął mnie swoim grzecznym
      tonem i schludnym wyglądem. Przy takiej temperaturze powinien zjeść coś
      ciepłego, nie kanapkę. Poprosiłam żeby poszedł za mną. Poszliśmy do baru
      dworcowego, a tam, niezależnie od pory dnia można dostać obiad. Wchodząc,
      dostrzegła nas bufetowa. Gruba, nieprzyjemna kobieta, o nalanej, czerwonej
      twarzy. Dzieliło nas jakieś 20 m. Zaczęła wrzeszczeć: "A ty czego! Zjeżdźaj stąd".
      Powiedziałam, żeby się zamknęła, bo ten pan jest ze mną.
      Prosiłam, żeby usiadł przy stole. Kupiłam mu jakąś zupę, duuużo chleba, kilka
      kotletów, kartofle, surówkę, herbatę. Do dziś pamiętam jego zdumione oczy, nigdy
      też nie zapomnę jego łez wzruszenia. Nie zapomnę też nigdy twarzy tej kobiety a
      właściwie wstrętnego babska, nie zasługujęcej na miano kobiety, która co chwilę
      patrzyła w naszą stronę i dzieliła się wrażeniami z koleżanką!
      Wypiłam kawę, poczekałam aż ten pan zje i ruszyłam w swoją drogę.
      Jak niewiele trzeba zrobić by komuś chociaż trochę pomóc...
      • Gość: jaija Re: Coś optymistycznego IP: *.elblag.dialog.net.pl 08.09.06, 01:31
        Jak niewiele jest osób takich jak Ty, xyz... Tym bardziej cenię to, co
        zrobiłaś :)
        • Gość: nikka00 Re: Coś optymistycznego IP: *.echostar.pl 08.09.06, 16:18
          xyz777 dawanie jest takie przyjemne prawda?

          Już cię lubię :)
          • Gość: xyz777 Re: Coś optymistycznego IP: *.chello.pl 08.09.06, 21:04
            Jesteście kochane, dziękuję.
            Pomagam ludziom, opiekuję się miedzy innymi staruszką, której los mógłby służyć
            za kanwę filmu fabularnego. Pochodzi ze Lwowa, mówi z charakterystycznym
            "zaśpiewem". Bardzo biedna, a mimo to bardzo zadbana, czyściusieńka. Trzeba było
            nie lada dyplomacji by przekonać ją, że może spokojnie przyjąć moją pomoc.
            Podczas wojny należała do AK, była łączniczką. Prześladowana za AK i polskie
            pochodzenie jak dar losu przyjęła możliwość repatriacji. Przyjechała do Polski w
            1956r. Tu, z racji "zaśpiewu" traktowana jest jak Rosjanka, jak obywatel drugiej
            kategorii. Nie miała też szczęścia w życiu prywatnym. Trafiła na nieciekawego
            człowieka, w dodatku pijaka. Stąd bieda, niedostatek, zszargane nerwy. A mimo to
            jest uśmiechnięta, pogodna, życzliwa ludziom. Przesyłam jej ubrania, paczki
            żywnościowe, pieniążki. Dzieli się mymi darami z innymi, którzy jej zdaniem są
            bardziej potrzebujący... I tak, ta więź między nami trwa już kilka lat. A
            poznałam ją w podróży, mieszka daleko ode mnie, nie mogę jej często odwiedzać, a
            bardzo mi tego brakuje.
            Moi przyjaciele też pomagają biednym i też traktują to jako rzecz oczywistą, nie
            oczekując nic w zamian. Zarówno oni, jak i ja jesteśmy bardzo, ale to bardzo
            zażenowani, gdy ktoś wyraża swoją wdzięczność, głupio się wtedy czujemy i jest
            to najgorsza rzecz, z którą przychodzi nam się zmierzyc!
            • Gość: tingavinga Re: Coś optymistycznego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.06, 21:26

              xyz777
              i ja Cie lubie. Wiecej takich ludzi jak TY, Twoi znajomi, a swiat byłby cudowny:))))
              • Gość: EWa Re: Coś optymistycznego IP: *.CNet2.Gawex.PL 08.09.06, 21:43
                Jaki fajny wątek i fajni ludzie. Ja, niestety, robię mało-tyle że "podkarmiam"
                zebranymi po całej rodzinie ubraniami, zabawkami i książkami bardzo ubogą, ale
                bardzo dzielną rodzinę. Postaram się robić więcej, ten wątek jakoś mnie tak...
              • kwiat_paproci Re: Coś optymistycznego 08.09.06, 21:50
                Ja mam takich historii mnóstwo, opiszę pierwszą z brzegu ;)
                Jakieś 3 lata temu poszłam do przychodni na bilans, czy coś w tym stylu. Byłam
                nastawiona dość negatywnie do świata, bo była zima, bo spodziewałam się kolejek,
                wrednych pań w rejestracji, itp. No więc wchodzę do tej przychodni, siadam w
                poczekalni i jedyną osobą poza mną jest jakiś...stary menel :) Na początku
                udawałam, że go nie widzę, ale było to trudne, bo wyraźnie przysuwał się w moją
                stronę. Zaczął rozmowę dość banalnie, że niby nie wie, która godzina. Ja
                oczywiście też nie wiedziałam, bo niby po co mi zegarek. No i tak jakoś od
                słowa do słowa potoczyła się rozmowa, a rozmawialiśmy o wszystkim, ale głównie o
                filozofii, sztuce i życiu ;D Okazało się, że Waldek jest mieszkańcem domu pomocy
                społecznej, opowiadał mi o tym jak mu tam jest, że ma narzeczoną, którą bardzo
                kocha, chociaż jest chora psychicznie i o milionie innych naglących spraw. A
                potem dostałam od niego lilię-origami zrobioną z jakiejś ulotki reklamowej, bo
                jak rozmawialiśmy, to on cały czas coś tam sobie miętosił w rękach, a ja nie
                zwróciłam na to nawet uwagi :) I tak godzina czekania na wizytę zmieniła się w
                pięć minut i żałowałam, że tak szybko zleciała. Lilię oczywiście trzymam do tej
                pory :D
                A parę miesięcy później szłam przez ulicę z moimi koleżankami i szedł akurat
                Waldek. Jakież były ich miny, kiedy ukłonił mi się w pas i powiedział "Jak to
                miło cię znowu spotkać" ;D
                • Gość: xyz777 Re: Coś optymistycznego IP: *.chello.pl 08.09.06, 22:40
                  To jeszcze coś dorzucę, przyrzekam ostatni raz...
                  A propos Twojego spotkania z Waldkiem, przypomniała mi się taka historia.
                  Wracałam z pracy, była zima, mróz, śnieg, ciemno. Do mojego osiedla prowadzi
                  szeroka ulica. Sprawia wrażenie wymarłej, zamknięty zakład inwalidów, kilka willi.
                  Cisza, ani żywego duha... Z naprzeciwka, po drugiej stronie ulicy zauważyłam
                  czterech dresiarzy. Zamarłam, ale szłam dziarsko dalej. Nie uszłam nawet kilku
                  metrów, gdy ci skierowali swoje kroki prosto na mnie. Otoczyli mnie.
                  Pomyslałam jak to się skończy, czy tylko zdejmą ze mnie moje ukochane norki, czy
                  jeszcze mnie pobiją. Stoimy. Dalej akcja potoczyła się jak w filmie. Jeden z
                  nich powiedział:
                  -Dobry wieczór, ja instynktownie odpowiadam
                  -Dobry wieczór panu.
                  Ten do koleżków:
                  -No widzicie, kulturalna pani, nie to co tamte wywłoki, ja im się grzecznie
                  kłaniam, a te k...y spie...ją. To chyba musiałem im przyp....ć, no nie?
                  -A skąd pani wraca?
                  -Z pracy, byłam też na lektoracie.
                  -No proszę, nie dość że kulturalna, to jeszcze zdolna.
                  -Może pani iść do domu, dobranoc pani!
                  Na te słowa tylko czekałam, nie przypuszczałam, że potrafię tak szybko
                  przebierać nogami...
                  Wszystkiego się mogłam spodziewać w życiu, ale że bandzior będzie uczyć kultury,
                  to tego nie przewidywałam nigdy...
                  • xyz777 Re: Coś optymistycznego 08.09.06, 23:02
                    Przepraszam, miało być ducha...
                    • Gość: jaija Re: Coś optymistycznego IP: *.elblag.dialog.net.pl 08.09.06, 23:49
                      Nic nie szkodzi, fajnie wyszło ;)
    • intifadaa Re: Coś optymistycznego 09.09.06, 09:33
      wiecie co... dzięki za fajny początek dnia:)
      aż ciepło się robi, dzięki ogromne!

      • kwiat_paproci Re: Coś optymistycznego 09.09.06, 21:11
        żeby wątek nie upadł, to wrzucę jeszcze jakąś moją histeryjkę. Otóż dnia pewnego
        wybrałam się do Warszawy na eliminacje do pewnego teleturnieju, bo naiwnie
        wierzyłam, że mnie tam potrzebują ;D miasta za bardzo nie lubię, pojawiam się
        tam rzadko, tylko jak mnie coś zmusi. Dotarłam rano do telewizji, oczywiście
        nikogo tam nie znałam, a każdy akurat przyszedł z kimś. Smętnie sterczałam więc
        w kolejce, w bufecie wypełniłam ankietę, no i dosiadł się do mnie pewien chłopak
        z moich stron, który też przyjechał sam, pożyczył ode mnie linijkę, no i tak
        nawiązaliśmy bardzo miłą konwersację. A potem dostadło się do nas dwóch
        braci...z Młodzieży Wszechpolskiej. Też przyjechali sami, ale gdzieś spod
        Poznania. Ku mojemu zaskoczeniu okazali się bardzo przyjaznymi ludźmi, nie
        narzucali się ze swoimi poglądami, właściwie to nawet słowo o polityce chyba nie
        padło ;D I tak trzy zupełnie różne, nieznajome osoby: nawiedzona humanistka,
        rzeczowy i dokładny, lecz przy tym bardzo sympatyczny fizyk i dwóch
        wszechpolaków, spędziły razem bardzo miło zimową, mroźną niedzielę, bo
        oczywiście po castingu musieliśmy pójść gdzieś się napić ;D Niestety, nikt z nas
        nie pomyślał o tym, żeby wymienić się numerami, adresami, czy czymkolwiek, co
        pomogłoby nam się potem skontaktować :/ Po prostu czas tak miło upływał, że nie
        było kiedy o tym porozmawiać. Ale może już tak ma być, że niektórych poznajemy
        tylko po to, żeby dotrzymywali nam towarzystwa przez jeden dzień, w którym
        akurat jesteśmy sami w obcym miejscu, w nowej sytuacji :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka