mandaryna65
11.11.06, 11:47
załóżmy, że w trakcie przeprowadzonych badań statysycznych, otrzymano
następujące wyniki:
-80% społeczeństwa używa ołówków do pisania
-10% pisze ołówkami ale przy okazji lubi dłubać sobie nimi w uchu
-pozostałe 10% uzywa ołówków wyłącznie jako wygodnych narzędzi do czyszczenia
zewnętrznych kanałów słuchowych.
Wyobraźmy sobie dalej: na podstawie tych badań, specjalna komisja ogłasza
"naukową" tezę, że ołówek to nie tylko narzędzie do pisania, ale również
przyrząd higieniczny.
Idźmy dalej:
- zmieniana jest definicja słowa "ołówek" w oficjalnych słownikach językowych,
- wchodzi w życie prawo, które zobowiązuje wszystkich producentów i
handlowców, którzy chcą sprzedawać towar pod nazwą "ołówek" do uzyskania
specjalnych atestów od zakładów higieny
- organizuje się kampanie na rzecz tolerancji dla osób, które publicznie
dłubią ołówkami w uchu. etc..etc...
podsumowując: jaka jest wartość poznawcza "naukowych" tez, które po prostu
konstatują fakt, że częśc społeczeństwa używa pewnych "rzeczy" niezgodnie z
intencją ich "projektanta" i podnoszą to twierdzenie do rangi "prawa natury"???
czy z faktu , ze kij bejsbolowy kojarzy nam się najpierw z przemocą a dopiero
poźniej ze sportem, można wysnuć "naukową" tezę, że bandyta, który używa go do
bicia i demolowania wykorzystuje ten przedmiot "zgodnie z jego naturą"???
paranoja?? owszem.