Dodaj do ulubionych

wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę?

27.12.06, 01:22
czy wyjazd za granicę po szkole bez próby zdobycia dobrej pracy w Polsce to
jest pójście na łatwiznę? Np moi znajomi którzy po studiach w Krakowie
przenieścli się do Warszawy mają teraz 3-4 letnie doświadczenie i zarabiają w
okolicach 5000-6000 zł. Zostali w kraju i to im się opłaciło. Co o tym
sądzicie?
Obserwuj wątek
    • Gość: cccp Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: 81.19.200.* 27.12.06, 08:46
      myslimy, ze nie kazdy moze wyjechac do Warszawy.
      • Gość: jan Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.06, 09:20
        łatwiej wyjechac do Warszawy niz np do Londynu czy Irlandii, mieszkając za
        granicą ciężko jest sięe ustabilizować, a w Warszawie przy minimalnie niższych
        zarobkach jest to możliwe.
        • des4 Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? 27.12.06, 11:58
          Są dwie strony medalu. Faktem jest, że wielu absulwentom trudno znaleźć pracę.
          Z drugiej strony trudno się temu dziwić skoro namnożyło nam się co
          niemiara "specjalistów" od "marketingu i zarządzania", bo taki kierunek oferuje
          każda "wyższa" szkółka w Pierdziszewie Dolnym. Wiadomo, że takie wykształcenie
          sobie, a faktyrzne umiejętności sobie, no ale każdy taki podnosi płacz i krzyk,
          że dla niego po studiach nie ma pracy, a jak jest to za śmieszne pieniądze.

          Póki co dla ludzi ktorzy skończyli niezle szkoły i przemyslanej a nie "modnej"
          specjalności, pracy u nas nie brakuje. I to takiej za całkiem rozsądne
          pieniądze...
          • jo.jo1 Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? 27.12.06, 12:27
            w pełnni się z tym zgadzam, u mnie w firmie produkcyjnej 100 km od Warszawy w
            działach związanych z logistyką pensje wynoszą w granicy 4000-6000 zł i sa duże
            możliwości rozwoju zawodowego
            • koszalek_opalek1 Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? 27.12.06, 19:26
              Wyjazd za granicę wymaga więcej odwagi na początku. Ale jeśli ktoś jest naprawdę
              wartościowy, to będzie bogaty bez względu na to czy tu czy tam. Jak dla mnie to
              mocniejszymi powodami do emigracji są kwestie światopoglądowe niż finansowe.
              • Gość: megasceptyk Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.crowley.pl 28.12.06, 07:18
                Otóż to. Ciasnomoheroberetkowo jest męczące.
                • Gość: fpv @des4 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.06, 07:49
                  "Póki co dla ludzi ktorzy skończyli niezle szkoły i przemyslanej a nie "modnej"
                  specjalności, pracy u nas nie brakuje. I to takiej za całkiem rozsądne
                  pieniądze..."

                  Otóż to! Mój przykład: skończyłem farmację, mam dobrą pracę, rozwijam się, zarabiam 3 razy więcej niż moja mama (ponad 20lat stażu pracy), nigdzie nie muszę wyjeżdżać :)
                  • Gość: fpv i jeszcze jedno... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.06, 07:52
                    Mój szef usilnie poszukuje magistra farmacji do pracy, ale za cholerę nie może znaleźć chętnego... bezrobocie jest przereklamowane!
                  • megasceptyk Re: @des4 28.12.06, 09:28
                    Ja jestem inżynierem a w Polsce nie ma NASA. Najwyżej kapsle możemy tłuc. Taki jest poziom techniczny w Polsce. W Polsce nie istnieje zarządzanie. Ludki sobie prowadzą firmy i myślą, że bez wykształcenia kierunkowego i doświadczenia sobie poradzą. Potem się dziwą że im nie wychodzi a firma leży i kwiczy jak finanse publiczne. Na własne oczy widziałem jak się realizuje wojskowe zamówienia. To cud, że jeszcze ktoś nie zginął. Bajzel na kółkach. W takich firmach to ja nie mam zamiaru pracować a na swoją własną jeszcze za wcześnie. Ja muszę wyjechać żeby się rozwijać, taką mam specjalizację wąską. Teraz jeszcze pracuję w Polsce ale w firmie zupełnie nie polskiej.
                    • Gość: ludek Re: @des4 IP: 217.158.219.* 28.12.06, 10:53
                      Popieram Cie w 100%. Jestem w podobnej sytuacji, ale juz wyjechalem i pracuje
                      jako ksiegowy zarzadczy w duzej firmie w Londynie. W Polsce nie ma szans na
                      rozwoj i podnoszenie kwalifikacji poniewaz firmy interesuje bardziej unikanie
                      opodatkowania i dziadowskie oszczednosci niz rozwoj. Robie kwalifikacje
                      (odpowiednik bieglego rewidenta w Polsce) i zamierzam startowac na stanowisko
                      kontrolera finansowego. Krotka uwaga do pana farmaceuty - gdyby zniesli
                      przymus posiadania magistra do sprzedawania w aptece to niestety praca bylaby o
                      wiele mniej oplacalna, podobnie jak i notariuszy itp. to rynek powinien
                      decydowac o popycie na prace a nie panstwo stanowic sztuczne bariery dostepu do
                      rynku pracy.
                      • Gość: misia Re: @des4 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.06, 11:40
                        Do sprzedawania za lada w aptece wystarcza tytul technika farmacji.
                        • Gość: ludek Re: @des4 IP: 217.158.219.* 28.12.06, 14:10
                          Dzieki za info i przepraszam za pomylke. Chodzilo mi o to, ze im wiecej nakazow
                          i zakazow na rynku pracy tym wieksze bezrobocie i nieuczciwe, bo niezalezace od
                          efektow pracy, rozdysponowanie rzadkich zasobow.
                  • Gość: andrew Re: @des4 IP: *.adsl.inetia.pl 28.12.06, 14:16
                    Urwie ci się koryto jak pisiorstwo wprowadzi swoje projekty ustaw dotyczące
                    farmacji!!
              • fifi-5 Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? 03.01.07, 00:26
                Ja siedzę od niecałych dwóch miesięcy w Irlandii i nie narzekam, choć kokosów
                też nie mam, jak to mówią. Ale tylko dlatego, że mam na arzie pracę nie bna
                pełny etatm. W Polsce skończyłąm Akademie Ekonomiczną, potem pracowałam jako
                sekretarka Prezesa, ale w małej miejscowości. W większych miastach są większe
                możliwości, większe zarobki. U nas pare większtch firm na krzyż. Nawet jak
                wrócę do Polski to też myślę o wyjechaniu do większego miasta, ale jeszcze nie
                wiem gdzie. W Iralndii podoba mi się, mam tu świetny humor, problemy wydają się
                mniejsze i wogóle, mimo że mam pracę nie na pełny etat to nieźle jest. Stać
                mnie na utzrymanie, na kupienie sobie wielu rzeczy i jeszcze cos można odłożyć.
                Musze tylko znaleźć inną pracę, podszlifować angielski, zrobić sobie certyfikat
                i 2 latach wrócę. Nie wyjechałam za pieniędzmi, ale bardziej za przygodą, żeby
                zwiedzić świat, nauczyć się języka. Nie żałuje
          • Gość: hack robolo-magister z UK IP: *.range217-44.btcentralplus.com 27.12.06, 18:33
            sam jestem po "modnym" kierunku i aktualnie siedze w UK pracujac jako fizolbez
            stresu i odpowiedzialnosci zarabiam tyle co dyrektor oddzialu banku w srednim
            miescie, prawda jest taka ze majac 19/20 lat czlowiek nie moze odpowiedzialnie
            podjac decyzji, wiekszosc ludzi po studiach technicznych teraz zaciera rece bo
            ma idealna sytuacje na rynku pracy, ale ilu z nich poszlo na ta politechnike
            wiedzac jak bedzie wygladal rynek pracy za 5 lat (z moich znajomych to moze 10%
            reszta bo nie wiezyla, ze sie dostanie na uniwerek na "modny" kierunek, a
            polibuda przyjmowala bez egzaminow); a co do mnie to angielski z miesiaca na
            miesiac coraz lepszy, dyplom z Polski w kieszeni a studia podyplomowe w UK nie
            takie drogie jeszcze sie odbije - pozdrawiam
            • gonzor Re: robolo-magister z UK 30.12.06, 00:51
              rok szukałem 3 pracowników do pracy w przedstawicielstwie czołowego belgijskiego
              producenta maszyn. Nie było łatwo, ale są i to chętni do pracy i nauki, nie
              płacimy mało, powyżej oczekiwań tych chłopaków jak na pierwszą pracę, plus
              oczywiście dobre kombi, tel., itd. Trudno wyrwać kogoś z interdyscyplinarnym
              doświadczeniem z innej pracy. Ludzie po studiach nie wiedzieli podstawowych
              zagadnień z elektrotechniki czy mechaniki, czasem zupełne dno.
              POLITECHNIKA to teraz dobry wybór ale trzeba coś z niej też wynieść a nie tylko
              osiągnięcia w postaci ilości wypitego browca.
              • Gość: wojtek Re: robolo-magister z UK IP: *.89-161.tel.tkb.net.pl 31.12.06, 18:21
                G...dzie to wasza sprawa jak przygotujecie pracownika do pracy. To wasz z...y
                obowiązek przygotować pracownika. Jak tego nie potrafisz sam idż sprzątać
                ulicę.
        • Gość: anka Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.ipt.aol.com 27.12.06, 19:26
          bzdura. ustabilizowalam sie i to niezle, zostawilam wszystko i zaryzykowalam.
          Teraz, po roku moge powiedziec jedno-dobrze zrobilam :D Nie bylo latwo, bo mam
          dziecko, ale swego dopielam i niczego mi nie brakuje.
        • Gość: Alekr Lepiej chyba wyjechać na co najmniej kilka lat IP: *.zgora.dialog.net.pl 29.12.06, 16:15
          W innych krajach szczęśliwiej się żyje. Więcej imprez.
    • Gość: rybka Nemo Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.w90-26.abo.wanadoo.fr 27.12.06, 14:00
      Zależy.
      Kończąc studia przygotowujące np. do podjęcia pracy w Służbie Zdrowia masz
      gwarancję, że nie zarobisz więcej niż 1200 złotych (jeden etat, bez
      łapówkarstwa). Nie istotne w jakim mieście w Polsce. Dla tych osób jest to w
      zasadzie jedyne logiczne wyjście.
      Dla innych ... wolny wybór.
    • seth.destructor Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? 27.12.06, 14:09
      A wyjazd z Krakowa do Warsazawy to nie jest pojscie na latwizne?
    • embea czasem trudniej zdecydować się na wewnętrzną ... 27.12.06, 18:12
      ... emigrację.
      teraz w Polsce można zarobić sporą kasę, ale pracując poza wielkimi centrami, np
      gdzieś w firmach międzynarodowych rozsianych po prowincji. Mąż ma 13,5 tys
      brutto pracując w totalnej pipidówie (i wizytując 2 inne spółki-córki), no ale
      ma do domu 170km, więc niedługo opuszczamy zaciszny pierdzidołek naszego
      rodzinnego miasta i jedziemy tam z rodzinką. Dostał tę pracę jednak po prawie 4
      latach pracy w innej spółce za granicą - ale w zawodzie. Więc może warto jednak
      poszukać pracy za granicą, ale w zawodzie?
      • embea dodam jeszcze 27.12.06, 18:16
        ... że do tego wózek służbowy i premia roczna. Można tak zarabiać w Polsce, ale
        po ogromnej determinacji, wsparciu małżonka -ki i wysłąniu co najmniej
        profesjonalnych 50 CV. Ja zarabiam 3 razy mniej, ale i tak satysfakcja jest
        ogromna, bo wołają mnie do pracy pomimo małych dzieci. Można sobie w Polsce
        poradzić, takie jestmoje zdanie!
        • Gość: blue Re: dodam jeszcze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.06, 19:10
          a możesz zdradzić czym się zajmujesz? sporo ludzi wypisuje, że są rozchwytywani,
          że są specjalistami itd ale konkretnie - co Ty robisz?
          • embea Re: dodam jeszcze 27.12.06, 21:38
            Nie chciałam się chwalić, że nie wiadomo jak sobie radzę, bo są i chude
            miesiące. Jestem tłumaczem i nauczycielem akademickim oraz mamą w kupkach i
            pieluchach;-)
        • Gość: latwizna Re: dodam jeszcze IP: *.cable.ubr03.camd.blueyonder.co.uk 29.12.06, 15:35
          embea napisała:

          > ... że do tego wózek służbowy i premia roczna


          gratuluje. tylko ze przy odpowiednim wysilku mozna sie urzadzic wszedzie, a za
          granica szybciej niz w polsce.

          przepraszam, ale zarabiam duzo wiecej niz ty i twoj maz wspolnie nie pracujac w
          pipdowie tylko w porzadnym miescie, w porzadnym kraju. nie czuje sie z tego
          powodu lepszy, nie musze detalicznie opisywac na forum jak mam sie dobrze. tu
          gdzie mieszkam tak wlasnie placi sie z reguly ludziom za solidna prace.

        • Gość: git_brit Re: dodam jeszcze IP: *.cable.ubr03.camd.blueyonder.co.uk 29.12.06, 23:12
          a ja siedze w londynie, po pol roku pobytu tutaj zarabiam 2.5 tysiaca funtow
          netto. moj maz drugie tyle. do pracy mam 10 minut. prace mam fajna, lubia mnie i
          robie to samo co w polsce. nie musze dojezdac do zadnej pipidowy i szpanowac
          mezem na forum. nie musialam sie nawet wyslilc zeby znalezc taka prace. wszystko
          jest lekkie, latwe i przyjemne. wiec prosze nie rozsmieszaj mnie opowiesciami z
          polski, nie ma porownania. w polsce nie da sie zyc tak jak w anglii, bo to jest
          inny swiat. i jeszcze zostanie przez 20 lat. powodzenia.
          • gonzor Re: dodam jeszcze 30.12.06, 00:40
            ojej ojej ojej ale się dziewczę nadęło, nie wracaj proszę do Polski. a i jeszcze
            jak bedziesz tu nas odwiedzać to nie jedź ciągle środkowym pasem w Niemczech tą
            zdezelowaną sierrą...
          • Gość: haha Re: dodam jeszcze IP: *.dsl.in-addr.zen.co.uk 30.12.06, 23:55
            Masz racje, nie da sie zyc w Polsce tak jak w Anglii (ja mowie Wielkiej Brytani,
            ale tu cytuje akurat). I jest to inny swiat: upadajace imperium, stare ciasne
            domy, czesto substandardowe, sypiace sie londynskie metro. Zyc nie umierac po
            prostu ;)

            I nie jestem sfrustrowana osoba pracujaca fizycznie za grosze, po prostu
            dostrzegam rzeczywistosc, a nie jakis pseudo raj, o ktorym pisza inni. Kraj taki
            sam jak kazdy inny, z wadami i zaletami.

            Co do samej kwesti wyjazdu, to czy jest to latwizna dla kogos czy nie, zalezy od
            jego planow zyciowych, jego zawodu itp. Dla niektorych wyjazd jest jedyna opcja
            rozwoju zawodowego, bo w Polsce nie ma wiecej mozliwosci.
      • Gość: Laura Re: czasem trudniej zdecydować się na wewnętrzną IP: *.red-213-37-58.user.auna.net 27.12.06, 18:19
        Zgadzam sie z toba calkowicie. Pracuje od 2 lat w Hiszpanii w zawodzie i juz
        teraz firmy polskie skladaja mi BARDZO ciekawe propozycje wspolpracy jesli
        zgodze sie na powrot, a firmy hiszpankie staraja sie JESZCZE BARDZIEJ, zebym do
        Polski nie wrocila. Zaryzykowalam, wyjechalam i teraz ja panuje nad sytuacja...
        • embea życzę wytrwałości 27.12.06, 19:09
          Podziwiam takie osoby jak Ty, bo one wiedzą najlepiej, że za darmo nikt nic
          nikomu nie da. Najłatwiej w Polsce łkać jak to jest źle lub narzekać, że faceci
          mają lepiej. Ja swego czasu myłam gary we Francji i gotowałam, czyli zupełnie
          nie pracowałam w zawodzie ;-), no ale potem okazało się, że tłumaczenie rozmów w
          firmie, nawet biznesowych, to super sprawa i daję sobie radę. Ludzi, którym się
          powiodło, nalezy podziwiać i naśladować,a nie tylko im "po polsku" zazdrościć.
          Zyczę powodzenia :-)
      • Gość: MS Moze i masz racje ale ja widze inny poziom zycia IP: 81.171.165.* 27.12.06, 20:20
        za granica - nie zarobkow ale ZYCIA. Sklada sie na to np pewnosc przepisow
        prawnych (w Polsce jak nie nadaze za zmianami to urzedy mnie zruinuja), o niebo
        wieksza uprzejmosc ludzi (moze nie kazdy to lubi, sa "twardziele" co bez
        wrzasku nie wyobrazaja sobie zycia). W Polsce o ile wiem zarabiaja tylko
        tzw "swoi" ludzie - a jezeli Twoj maz nie jest tym "swoim" to znaczy, ze
        dostaje teraz duze zarobki za sluzenie jako koziol ofiarny jakiegos
        przekretu.Ja tez zarabialem duzo jak na polskie warunki, okazalo sie, ze
        zbankrutowal moj glowny kontrahent i moje zarobki tez diabli wzieli. A w Polsce
        nie ma zadnych instytucjonalnych dzialan dla chwilowej pomocy ludziom majacym
        problemy (czy z wlasnej czy nie z wlasnej winy). Potrzebny mi byl tylko realny
        czas na naprawe sytuacji. Jest to oczywiscie bledem bo tutaj jestem cenionym
        fachowce gdy w Polsce bylem pomiotlem urzedasow nie potrafiacych zarobic na
        swoje utrzymanie bez pasozytowania.
        • embea to wszystko prawda... 27.12.06, 21:45
          ... myślisz, że ja mam pewność, że taki wspaniały i nie do zastąpienia jest mój
          mąż (w pracy oczywiście;-)? W żadnej firmie nie ma ludzi niezastąpionych. Teraz
          jest gwiazdą, prezesa zaufanym, ale jak firma nie przyniesie zysków, jak źle
          obliczą plany, to do widzenia, kopa w ... i tyle. Przeżyliśmy już trudne chwile,
          kiedy to właśnie zaufany człowiek prezesa poprzedniej firmy tak zmanipulował
          rzeczy, że prawie wydawało się, że to mąż odpowiada za spore straty na jednym z
          rynków, a wręcz jest oszustem; mało nie zwariowaliśmy wtedy. W firmie wszystkie
          jest kwestią podejścia. Chciałabym tylko powiedzieć, że determinacją i
          niezałamywaniem się można sobie w Polsce poradzić, nie trzeba szukać koniecznie
          sukcesu za granicą.
          A nawiasem mówiąc, cudów też nie ma. Są i gwiazdy w firmach, są i szarzy ludzie,
          którzy przynoszą do domu 800zł. To nas uczy pokory.
    • Gość: ...... Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.06, 18:42
      moim zdaniem, poniekad tak; a poniekad tylko dlatego, ze z tym pozornie dobrym
      rozwiazaniem wlasnej sytuacji w Polsce wiaze sie duzo problemow z wlasna
      sytuacja za granica
      wiele tez zalezy od po co wyjezdza sie za te granice? czy zeby zdobyc
      zatrudnienie i doswiadczenie w zawodzie? jesli tak, to wyjazd bez proby zdobycia
      satysfakcjonujacego zatrudnienia w Polsce jest przejawem hipokryzji i
      niedociagnieciem myslenia
      jesli wyjezdza sie zeby podszkolic jezyk i rozszerzyc horyzonty wtedy wyjazd bez
      wczesniejszego zatrudnienia w Polsce zdaje sie byc zupelnie na miejscu

      poza tym mysle, ze warto i o Polsce i o zagranicy pomyslec i sprobowac
      zastanowic sie czy naprawde chce sie zyc w INNYM kraju, ze wszystkimi tego
      konsekwencjami
      • Gość: PROFES79 Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: 81.144.141.* 27.12.06, 19:20
        Coz - wiesz czym sie dla mnie rozni wyjazd do Birmingham od wyjazdu do np.
        Gdanska? Z Birmingham do swojego rodzinnego miasta mam w sumie ok 5 godzin
        podrozy. Z Gdanska dzieki uprzejmosci PKP 6 godzin. Dziwisz sie ze wybralem
        emigracje zewnetrzna a nie wewnetrzna?
      • sajjitarius Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? 28.12.06, 14:54
        Nie rozumiem tej wypowiedzi. Wyjazd w celu zdobycia zatrudnienia i
        doswiadczenia w zawodzie bez proby zdobycia zatrudnienia w Polsce jest
        przejawem hipokryzji ? (A co to jest niedociagniecie myslenia ? Co znaczy
        dociagac myslenie ?). Za to wyjazd by rozrzerzyc horyzonty jest na miejscu,
        nawet bez proby znalezienia zatrudnienia w Polsce, tak ? A co zrobic z faktem,
        ze zdobycie zatrudnienia i doswiaczenia za granica jest rownoczesnie
        poszerzaniem horyzontow ? To po pierwsze. Po drugie nie bardzo rozumiem
        dlaczego proba zdobywania zatrudnienia w Polsce to jest jakis
        moralny/patriotyczny/religijny obowiazek ? Obywatel Polski jest obywatelem Unii
        i jego rynek pracy to nie tylko zasciankowo nad Wisla. Nie widze powodu dla
        ktorego ktokolwiek kto wyjezdza do Londynu, Dublina czy do Hiszpanii, mialby
        czuc sie winien, hipokryta, obludnikiem tylko dlatego, ze wpierw nie wylal z
        siebie wszystkich potow by znalezc cos w Polsce. Powtorze jeszcze raz, jesli na
        serio myslimy o Polsce jako o kraju wolnym, o Polakach jak o wolnych
        obywatelach (nie tylko Polski ale i Unii), to przyjmijmy do wiadomosci, ze
        jednym z podstawowych atrybutow tej wolnosci jest swoboda poruszania sie i
        wyboru miejsca do pracy i zycia. Ci co usiluja nam wmowic, tak jak autor
        powyzszego postu, ze wyjazd z Polski jest hipokryzja sami sa w gruncie rzeczy
        niewolnikami o bardzo slabym pojeciu co do istoty ich wlasnych praw i praw
        innych. Ironia polega na tym, ze w moim doswiadczeniu takich niewolnikow w
        karaju nad Wisla jest znakomita wiekszosc i tworzy ona niestety te wszystkie
        konsekwencje dla standardow zycia w Polsce z ktorymi tez trzeba sie liczyc (na
        powaznie) przy podejmowaniu decyzji co do wyjazdu.
        • soska Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? 29.12.06, 16:06
          Jest przejawem hipokryzji twierdzenie, że wyjechało się z Polski z powodu braku
          szans i przyzwoitej pracy, jeśli wcześniej nie podjęło się próby znalezienia
          takiego zatrudnienia.
          Oczywiście, że zdobywanie doświadczenia jest jednocześnie poszerzaniem
          horyzontów. Chodziło mi jedynie o rozdzielenie sytuacji podejmowania pracy w
          zawodzie od podejmowania jakiejkolwiek pracy. Bo o ile obydwie sytuacje
          poszerzają horyzonty, to, jeśli komuś zależy na kierunkowej karierze wyjazd do
          roboty na budowie czy w barze niekoniecznie przyniesie pożądane doświadczenie.
          Co do „moralnego/patriotycznego/religijnego obowiązku” podejmowania zatrudnienia
          w Polsce. Po pierwsze nic na ten temat nie napisałam, ani słowa. Zatem Pana/Pani
          nawiązanie do niczego nie nawiązuje. Nie ma takiego obowiązku, ale jest coś
          takiego jak patriotyzm. Nikt nikomu tego nie nakaże. Wszystko to sprawa naszego
          rozumienia powinności. Zrozumiem, jeśli ktoś powie, że w tym kraju się urodził,
          wychował, za darmo odebrał edukację i czuje, że teraz, zamiast narzekać,
          chciałby i powinien zacząć ten kraj budować.
          Nikt nie powinien się czuć winny, że wyjeżdża. Nikomu nie usiłuję niczego
          wmówić, wyrażam tylko swoje zdanie, to chyba też jeden z przywilejów wolności,
          czy nie? A tez nie określił mój przedmówca niewolnikiem, czego lub, kogo
          miałabym być, swoich poglądów czy swojego kraju czy może czegoś/kogoś jeszcze.
          Jestem niewolnikiem, bo mam takie a nie inne poglądy, czyli sama się czynię
          niewolnikiem? A co do ironii, to niestety sama demokracja jest taka ironiczna.
          Absolutnie, jesteśmy woli i to jest super, że możemy jeździć i zatrudniać się za
          granicą. Nie To jest tylko ciężki kawałek chleba i trzeba się dobrze zastanowić
          ile można zyskać, a ile stracić. I postępować tak, by nie być niewolnikiem wygód
          czy kasy.
    • allerune Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? 27.12.06, 19:10
      dużo stresu, dużo zachodu i wielkie zmiany w życiu, to nie jest łatwizna. To że
      życie potem jest lżejsze to inna sprawa, ale przecież naturalne jest dążenie do
      wygody i spokojnego życia. Jeśli w Polsce się to nie udaje...
    • Gość: ja to NIE jest łatwizna, ale... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.06, 19:37
      nieto nie jest pójście na łatwiznę. musisz pamiętać, że każdy ma inne powody
      wyjazdu za granicę. pewnie znajdzie się kilka osób, które na taką "łatwiznę"
      liczyły, ale myślę że to wyjątki.

      ja po studiach wyjeżdżam. powodem ie jest praca, ale Polska sama w sobie, w
      której nie chce mieszkać.

      jeżeli powodem wyjazdu za granicę jest jednak praca, to myślę, że nie można
      móiwć o łatwiźie, ale raczej o szukaniu normalności... bo to, co się dzieje w
      naszym kraju jest nie do zniesienia. i nie chodzi mi tylko o to, jak pracodawcy
      traktują pracowników, ale także o to, jak traktujemy sami siebie...

      eh... no nie ważne. ja uważam, że w tym kraju nie da się normalie żyć, no chyba
      że jesteś bardzo odporny i małowrażliwy i z dużym dystansem potrafisz podejść
      do tego co się dzieje. ja nie potrafię... już nie. jescze niedawno myślałam, że
      nie jest tu tak źle, ale po co mam żyuć w kraju, w którym nie podoba mi się
      TYLE rzeczy. od polityków i kościoła poczynając....
    • radiomarian Nie dosc, ze latwizna to jeszcze bez przyszlosci 27.12.06, 19:40
      jaka prace moze dostac mlody Polak zaraz po studiach za granica? budowa,
      zmywanie naczyn ewentulanie fabryka...czyli cos czego w zadnym stopniu nie
      mozna wykorzystac, zeby sie rozwijac i posuwac do przodu...a te mity o
      Polakach, ktorzy zaraz po studiach zostaja na zachodzie dyrektorami zostawiam
      tym, co jeszcze nie byli na zachodzie i wierza w te bajki...
      • radiomarian Re: Nie dosc, ze latwizna to jeszcze bez przyszlo 27.12.06, 19:48
        generalnie mozna powiedziec, ze nie ma znaczenia czy zyjesz w kraju, czy za
        granica...wszedzie mozna sie dobrze ustawic, cos osiagnac i ciekawie
        zyc...trzeba tylko chciec sie rozwijac i ciezko pracowac...niestety wielu
        Polakom, ktorzy nigdzie wczesniej nie byli wydaje sie, ze na zachodzie jest raj
        i forsa rosnie na drzewach - a w rzeczywistosci jest tam trudniej niz w Polsce,
        bo tam nie wystarczy miec papierek z uczelni - trzeba jeszcze cos umiec
        • Gość: loszko Re: Nie dosc, ze latwizna to jeszcze bez przyszlo IP: *.proxy.aol.com 27.12.06, 20:05
          Napisales "niestety wielu Polakom, ktorzy nigdzie wczesniej nie byli wydaje
          sie, ze na zachodzie jest raj i forsa rosnie na drzewach - a w rzeczywistosci
          jest tam trudniej niz w Polsce, bo tam nie wystarczy miec papierek z uczelni -
          trzeba jeszcze cos umiec", wlasnie dlatego jest tu latwiej (mieszkam i pracuje
          w Anglii). To dlatego wyjechalem z Polski, bo wlasnie w Polsce papierek
          wystarczy plus ciocia, wojek, stryjenka. Pracowalem przez 5 lat "na Poczcie".
          Przeszedlem wszystko poczynajac od listonosza konczac na sprzedazy uslug
          finansowych, doradztwie finansowym i ubezpieczeniowym. Zarabialem niemalo - i
          co. By moc rozwijac sie dalej zabraklo mi rodzinki. A tu po 6 miesiacach bardzo
          lekkiej pracy fizycznej zaczalem prace w kawiarni. Od roku jestem menadzerem
          dwoch. Zarabiam teraz tyle co moj byly dyrektor "na Poczcie".Nie liczylo sie to
          jaki mam papier ale to co potrawie. W tym raju jak to powiadasz kazdy ma szanse
          pokazac sie z tej dobrej strony, pokazac co tak naprawde potrafi. W Polsce
          wielu, wiekszosc tej szansy nigdy nie dostanie. Dostanie ja kto inny (znajomy).

          • emmy_lou Re: Nie dosc, ze latwizna to jeszcze bez przyszlo 28.12.06, 15:25
            W zupełności się z Tobą zgadzam, my także z mężem jesteśmy zmęczeni tym krajem i
            brakiem rozwoju. Jest nam przykro opuszczać rodzinny kraj, ale chcemy żeby w
            końcu ktoś docenił to co umiemy i że chcemy pracować i coś osiągnąć. W Polsce
            nie opłaca się być uczciwie pracującym człowiekiem. Żadne z nas wcale nie liczy
            na "Eldorado" za granicą.
        • Gość: loszko Re: Nie dosc, ze latwizna to jeszcze bez przyszlo IP: *.proxy.aol.com 27.12.06, 20:21
          Apropos dyrektorow zagranica. Ludzie czy wy naprawde tylko po forach wklejacie
          posty. Przejzyjcie kilka angielskich portali posredniczacych miedzy pracodawca
          a pracownikiem. W szczegolnosci ci z papierkami a juz obowiazkowo ci po
          polibudzie. Np. znajoma (mieszka dwie ulice dalej) przyjechala 6 miesiecy temu,
          papier polibudy. Od 2 miesiecy pracuje w firmie architektonicznej, dlaczego bo
          umie obslugiwac AUTOCAD'a. Zarabia ile, cuz moze nie jak jakis tam dyrektor,
          skromne 35 tysiecy funtow rocznie plus bonusy premie dodatki pelen socjal.

          I na ostatek ci co koncza polibude a znaja UMTS i inne te bajki, jesli juz
          dostaniecie ta swoja wymazona prace w zawodzie ( co nie jest az tak trudne jak
          w Polsce) zarobki wachaja sie w widelkach 50 do 100 tysiecy funtow rocznie +
          cala tam reszta bonusow i premi i innych takich. Nie sa to pensje dyrektorskie
          przyznaje. Ot tak tu skromniutko co niektorzy POLACY sobie zyja.

          Pozdrawiam
          • Gość: MS No to wlasnie tu z tymi 100 tys funtow tworzysz IP: 81.171.165.* 27.12.06, 20:24
            bajke. Twoj post sugeruje, ze to sa zarobki osoby tuz po studiach. Rzeczywiscie
            przejrzyj strony ogloszen o prace.
            • Gość: loszko Re: No to wlasnie tu z tymi 100 tys funtow tworzy IP: *.proxy.aol.com 27.12.06, 22:09
              bajke powiadasz, zaraz po studiach to ile w Polsce zarobisz.

              A tu taka mala bajka o zarobkach www.itjobswatch.co.uk/default.aspx?
              q=umts
            • sajjitarius Re: No to wlasnie tu z tymi 100 tys funtow tworzy 28.12.06, 15:11
              Gość portalu: MS napisał(a):

              > bajke. Twoj post sugeruje, ze to sa zarobki osoby tuz po studiach.
              Rzeczywiscie
              >
              > przejrzyj strony ogloszen o prace.

              Moj byly student, po roku stazu dostal prace w City, na stanowisku junior, 90
              tysiecy funtow rocznie, plus do 50% premii uznaniowej na koniec roku. Od trzech
              lat co roku dostawal 50% premii. Czyli dostaje 135 tysiecy funtow rocznie, plus
              oczywiscie benefity, plan emerytalny itd itp. Niemozliwe ?
          • Gość: CAD engineer Re: Nie dosc, ze latwizna to jeszcze bez przyszlo IP: *.xdsl.murphx.net 03.01.07, 22:47
            jestem w sytuacji twojej znajomej,tak jak i paru moich kolegow.znam ten rynek
            pracy bardzo dobrze.Zarobki podane przez ciebie sa grubo przesadzone,albo to
            znajomoa lubi sie chwalic.Zajrzyj na strone hays.com,sa tam podane zarobki dla
            architektow,inzynierow,ludzi od cada.Te sumu 50k-100k tez sa wyssane z palca.
            pozdrawiam
        • sajjitarius Re: Nie dosc, ze latwizna to jeszcze bez przyszlo 28.12.06, 15:07
          radiomarian napisał:

          > generalnie mozna powiedziec, ze nie ma znaczenia czy zyjesz w kraju, czy za
          > granica...wszedzie mozna sie dobrze ustawic, cos osiagnac i ciekawie
          > zyc...trzeba tylko chciec sie rozwijac i ciezko pracowac...niestety wielu
          > Polakom, ktorzy nigdzie wczesniej nie byli wydaje sie, ze na zachodzie jest
          raj
          >
          > i forsa rosnie na drzewach - a w rzeczywistosci jest tam trudniej niz w
          Polsce,
          >
          > bo tam nie wystarczy miec papierek z uczelni - trzeba jeszcze cos umiec

          No i wlasnie dlatego, ze w Anglii czy Irlandii trzeba cos umiec (i w gruncie
          rzeczy wystarczy cos umiec) by stanac na nogi i zostac nawet dyrektorem
          korporacji, w przeciwienstwie do Polski, gdzie wystarczy papierek a to czy cos
          sie umie czy nie, nie ma wiekszego znaczenia, wlasnie dlatego ludzie beda
          wyjezdzac z Polski, nawet jesli, i wbrew temu, ze byc moze poczatkowo beda
          pracowac ponizej swoich kwalifikacji. Ale krapolskiej logice moge tylko
          pogratulowac.
      • sajjitarius Re: Nie dosc, ze latwizna to jeszcze bez przyszlo 28.12.06, 15:01
        radiomarian napisał:

        > jaka prace moze dostac mlody Polak zaraz po studiach za granica? budowa,
        > zmywanie naczyn ewentulanie fabryka...czyli cos czego w zadnym stopniu nie
        > mozna wykorzystac, zeby sie rozwijac i posuwac do przodu...a te mity o
        > Polakach, ktorzy zaraz po studiach zostaja na zachodzie dyrektorami zostawiam
        > tym, co jeszcze nie byli na zachodzie i wierza w te bajki...

        Na zachodzie nawet tutejsi absolwenci studiow rzadko kiedy od reki zostaja
        dyrektorami. Ale moze wlasnie dlatego, ze tyle osob wierzy w takie mity, jesli
        istotnie tak jest, to mlodzi ludzie powinni z Polski wyjezdzac. By mogli
        zobaczyc, ze w Anglii, w Irlandii nawet Polak moze zostac dyrektorem, ale musi
        najpierw przejsc przez wiele szczebli w danej korporacji i pokazac ze cos umie.
        W przeciwienstwie do Polski, gdzie dyrektorem mozna zostac od reki, bez zadnych
        studiow, bez kwalifikacji, na podstawie znajomosci, plecow i nadania
        politycznego. To nie jest mit. I to jest wlasnie tragedia.
      • Gość: free man Re: Nie dosc, ze latwizna to jeszcze bez przyszlo IP: *.dsl.mcleodusa.net 28.12.06, 16:58
        Jestem po studiach (inzynieria budowlana) i dostalem prace w zawodzie
        inzyniera, zadnych fabryk czy garow. Po prostu trzeba sie uprzec i dlugo szukac
        ale sie oplaca.
    • Gość: ona Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.range86-129.btcentralplus.com 27.12.06, 20:02
      wsciekam sie na tych ludzi ktorzy uwazaja pojsciem na latwizne decyzje o
      wyjezdzie...czesto to niestety zazdrosc ze komus moze tam wiedzie sie
      lepiej...ludzie!! nikt nikogo w polsce nie trzyma!!przyjezdzajcie i zobaczcie
      jaka to przez pierwszy rok (conajmniej) jest latwizna!! czy wyscie
      powariowali?? granice otwarte!! ale nie kazdy ma odwage, prawda??
    • Gość: ketaeh Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.u.pppool.de 27.12.06, 20:13
      ja rok temu wyjechalem do niemiec i z całą powagą moge powiedziec, ze nie było
      to pojscie na łatwizne. Po otrzymaniu statusu imigranta, musialem isc na kurs
      jezykowy-półroczny. Nauczylem sie w zasadzie tyle, zeby moc sie dogadac. Od
      listopada mam prace i dopiero teraz moge powiedziec, ze wiedzie mi sie dobrze.
      Bo pracując jako kelner stac mnie na utrzymanie rodziny, samochodu, odkładanie
      na wakacje i ksiązeczke.
      Ale dopiero teraz widze ile mnie to pracy kosztowało; Niemcy są zupelnie inni
      niz Polacy, mają inną kulture, charaktery. Jest tu wielu Turkow, ktorzy tworzą
      małą Turcje w Niemczech i tak naprawde nikt za nimi nie przepada. Poza tym jest
      wiele stresu, wszystko nowe-ludzie, sytuacje, prawa itp.
      I choc czesto myslałem, ze nie dam rady, to teraz po tych wszystkich
      przejsciach ciesze sie, ze sie nie poddałe. Bo tak naprawde praca, ktora nie
      przynosi pieniedzy, obojetnie w jakim kraju. bardzo deprymuje. Dlatego popieram
      ludzi, ktorzy są gotowi wyjechac za granice, by poprawic swoje warunki zycia.
      Zresztą, po jakims czasie, kiedy sie człowiek oswoi z inną kulturą, to zdaje
      sobie sprawe, ile-Polska-musi jeszcze nadrobic, by dogonic inne kraje. I to nie
      tylko w kwestii ekonomicznej.
      • renebenay Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? 27.12.06, 20:47
        Wyjechalem a wlasciwie ucieklem z Polski 33 lata temu,mieszkalem 22 lata we
        Francji a teraz w Niemczech i w przyszlym roku odchodze na emeryture i wramcam
        do siebie do Francji.Nie szedlem nigdy na zadna latwizne bo nie balem sie
        pracowac i ani zyc,nauczylem sie wiele poza Krajem i moge poradzic mlodzierzy w
        Polsce aby mimo wszystko zdobyli sie na odwage i pojechali na pare miesiecy za
        granice aby poznac innych ludzi i ich zwyczaje a takze skonfrontowac polska
        mentalnosc z zachodnia-podroze ksztalca a czasem nawet i wiecej jak anizeli szkola.
        • olek_01 Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? 28.12.06, 08:53
          Tak jest - prawda - ja pracuję w Czechach w Pilźnie w Panasonicu i teraz ( po
          prawie 2 miesiącach) umiem złozyć duzy plazmowy telewizor z serii Viera - wiem
          jak robić żeby dobrze złozyc - poznałem innych ludzi powoli wrastam w
          społeczność Pilzna - słowem bardzo piekne miasto i piękny kraj - ale przede
          wszystkim - NORMALNY . pozdrawiam.
        • Gość: Gość portalu Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.acn.waw.pl 30.12.06, 18:10
          Czesc,
          Ja mam 33 lata i jednak sie boje wyjechac. Mam kredyt na mieszkanie i dobra prace (informatyk). Ale ciagnie mnie jak cholera za granice!!! Nie wiem czy sie zdecyzuję.

          Pozdr.
    • Gość: virek Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.aster.pl 27.12.06, 20:54
      po co sie przeniesli do Wawy, aby nam zabrac prace, nam rodowitym warszawiakom,
      a siedziec w Krakowie!!
      • Gość: ola Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.acn.waw.pl 27.12.06, 21:56
        W 1997 roku wyjechalam do Anglii, zaraz po studiach. Pobyt był w pelni legalny,
        znałam chm... średnio dobrze angielski. Szukałam pracy ok. 1 miesiąca, znalazłam
        w biurze, pierwsze zarobki może nie rewelacyjne, jak na angielskie warunki, ale
        bardzo źle sie nie żyło.
        W 2001 powrót do Polski, do Warszawy (pochodzę z Łodzi) - miałam wtedy 4 letnie
        doswiadczenie w biurach finansowych w Londynie, bardzo dobry angielski i pełną
        nadzieję, iż w Polsce jest ok. Po 10 miesiacach poszukiwania pracy i wysłaniu
        400 ofert trzeba było odgrzebać ciotki z którymi nie miałam kontaktu przez
        naście lat i dopiero wtedy udało się znaleść pracę. Dziś już mam pracę wyłącznie
        dzięki sobie i może jest trochę lepiej, ale ogólnie to Polską sie strasznie
        rozczarowałam. Czy wyjazd jest pójściem na łatwiznę? A po co utrudniać sobie
        zycie mieszkajac w Warszawie?
        P.S. Mieszkam w Warszawie wyłacznie z powodu pracy męża, gdyby nie on juz dawno
        wróciłabym do Londynu.
      • Gość: Ja Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.plus.com 28.12.06, 13:49
        Kazdy krakowiak przenoszacy sie do Warszawy moze i zabiera miejsce pracy w
        stolicy, ale za to zwalnia w Krakowie. Spojrz na to z tej strony, i rozwaz
        przeniesienie sie na prowincje :)
    • Gość: chinche zalezy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.06, 21:54
      warszawa nie jest rajem - ja przenioslam sie do warszawy z wroclawia tylko i
      wylacznie z powodu narzeczonego
      on nie chcial do wrocka bo tu nie mialby szansy na prace w swoim ukochanym zawodzie
      tylko jak sie przeniesiesz do wawy to nie marudz na ceny mieszkan

      ja gdyby nie on juz dawno bylabym w ameryce lacinskiej bo dla mnie tam sa
      ciekawsze perspektywy niz garkuchnia w uk
    • Gość: ania Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.cable.ubr05.edin.blueyonder.co.uk 27.12.06, 22:24
      zdolne osoby poradza sobie wszedzie. jak ktos jest w stanie w Polsce zarobic
      powyzej sredniej krajowej to i w UK nie wyladuje w garkuchni. ja tam mialam
      srednie zarobki w Polsce i mam srednie jak na Szkocje. roznica taka ze prace
      moge sobie zmienic kiedy chce bez wlazenia nikomu w d... i nie musze dopraszac
      sie o swoja wyplate tak jak w ostatniej pracy w Polsce. nie spotyka sie tez
      jakiejs dyskryminacji wobec Polakow - dostalam kredyt hipoteczny po 2.5 roku
      pobytu w kraju. a do Polski juz nie wroce bo nie mam charakteru "Silaczki" i
      nie chce skonczyc jak ona :))))
    • mary_an Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? 27.12.06, 22:24
      Moja kolezanka po studiach wyjechala za granice, ma kilkuletnie doswiadczenie i
      zarabia 3000-4000 Euro. Wole 4 tys euro niz 5000tys zl
      • Gość: Martin Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.06, 22:56
        Z własnego doświadczenia wiem, że emigracja zewnętrzna to krozpoczęcie życia
        praktycznie od nowa. Prawdą jest, że jak ktoś jest obrotny to poradzi sobie
        wszędzie, ale nie zawsze każdy ma tą szansę, by uczciwie wystartować na
        poziomie równym swemu wykształceniu. A propos wypowiedzi na temat "modnych" i
        nieprzemyślanych kierunków. Ilu jest takich osób, które skończywszy takie
        kierunki jak prawo nie umiało znaleźć pracy?
        Nie chciałbym nikogo krytykować, ale jeśli jest się na uprzywilejowanej pozycji
        majątkowej, to wypada patrzeć z własnej perspektywy. Gdyby państwo polskie
        dawało możliwości rozwoju dla licznej rzeszy wykształconych i stwarzało warunki
        łatwiejszego zakładania firm, sporo osób by zostało.
        Jednym ze sposobów rozwiązania problemów nie do rozwiązania jest pójście na
        łatwiznę, tak, wyjechanie za granicę.

        A kiedy widzę te całe zamieszanie o emigrację do GB, no cóż, zawsze nowości
        budzą emocje.

        MfG
      • Gość: skorias Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.54-82-r.retail.telecomitalia.it 30.12.06, 10:31
        Ciekawe jako kto???
        • mary_an Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? 03.01.07, 10:58
          Skonczyla dwa fakultety: prawo i ekonomie pracje w zawodzie, wcale nie trzeba
          po studiach wyjezdzac i pracowac z McDonald's
    • Gość: Nelly Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.server.ntli.net 27.12.06, 22:52
      Kolejny jakże prowokacyjny temat z cyklu: czy emigranci to geniusze czy
      nieudacznicy.I kolejna wojna między tymi, którzy uważają, że w PL można sobie
      doskonale poradzić a tymi, którzy uważają, że można, tylko po co.
      • Gość: loszko Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.proxy.aol.com 27.12.06, 22:58
        Swieta racja. Sa ci ktorzy zycie sobie lubia ulatwiac i ci co ulatwiac go sobie
        nie chca.
        • Gość: ania Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.cable.ubr05.edin.blueyonder.co.uk 27.12.06, 23:14
          nieudacznikiem jest ten kto nie wykorzysta swojej szansy, gdziekolwiek sie ona
          nie pojawi.
    • Gość: l Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.06, 23:22
      a po co chcesz oceniać? każdy ma swoje życie
      żyj i daj żyć innym
    • Gość: emigrant Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.sol2.cable.ntl.com 27.12.06, 23:50
      nie bujcie sie wyjechac spie..jcie z tego po..ego kraju tu wam kazdy
      polak pomoze ten sam ktury w polsce by wam noge podstawil a 6000 tys zl to
      smiech najnizsza pensja gwarantowana to ok4000 tys zl
    • Gość: Ewa Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: 70.89.181.* 27.12.06, 23:56
      Czasem gdzies sie jedzie dlatego ze cos trzeba w zyciu zmenic,
      poexperymentowac... Przelicznik zlotowek na Euro czy na dolary nie odzwierciedla
      jakosci zycia. Jest jeszce rodzina, przyjaciele, znajomi, wspolpracownicy....
      No i sprawy bardziej subtelne, jak sposob myslenia, jakosc zycia. Jesli
      zarobisz duzo, ale zycie jest okropne, co z tego? Ja mieszkam od 12 lat w USA.
      Wyjechalam impulsywnie, zycie mi sie w Polsce ukladalo dosc dobrze pod wzgledem
      profesjonalnym, are reszta byla w dolku. Wybralam sie do USA, i zycie mi sie
      zmienilo, przewrocilo sie do gory nogami... Bardzo mi bylo ciezko na poczatku,
      ale tez bardzo ciekawie. Teraz mysle o USA jak o swoim domu, z plusami I
      minusami. Zarabiam srednio, pracuje ciezko, zycie jest drogie, Amerykanska
      ekonomia w dolku, no i dol polityczny... Jednego mialam dyrektora nad soba ktory
      mnie dyskryminowal, musialam walczyc. No ale w dalszym ciagu jest ciekawie. Na
      "stare lata" ucze sie grac na pianie i chodze na lekcje baletu. Nikt mnie od
      grzesznic nie wyzywa jak sie w kosciele nie pojawie w niedziele. Nikt mnie
      palcami nie wytyka jako "stara panne" (a wytykali, wytykali 12 lat temu). To
      taka wymiana – duzo wolnosci osobistej, ale miniej rodzinnej bliskosci. Ja
      zawsze bylam za woloscia. Nie pasowalo mi zostac Matka Polka. No, ale czasem
      tesknie za Polska, mysle o tym jak by mi sie zycie ulozylo gdybym nie wyjechala.
      Moze bym I wiecej zarobila, rozwinela sie profesjonalnie lepiej…? A moze nie?.
      Uczylabym sie grac na pianinie, czy wychowywalabym dzieci? Jak przyjade z
      wizyta, spytaj mi sie jak mi sie tu zyje, nie tylko ile zarabiam. :)
    • Gość: eol Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? IP: *.brhm.adsl.virgin.net 28.12.06, 01:26
      kim trzeba być w Polsce, by zarabiać 6000 zł. Ile z tego podatku? W UK to
      pensja sprzątaczki. Jeśli masz dyplom, znasz język i jesteś ambitny, będziesz
      tu pracował w swoim wymarzonym zawodzie za normalne pieniądze. Osiągniesz to
      łatwiej, niż w Warszawie. Jeśli to nazywasz łatwizną, proszę bardzo. Zostań w
      kraju na wieki wieków amen (ja się nie zarzekam, że nie wrócę), tylko nie
      narzekaj, że padasz na pysk za tak niewiele. Owszem, w Polsce to są pieniądze,
      ale kiedyś będziesz chciał pojechać na wakacje trochę dalej, niż do Ustki.
      Zostaną tanie pensjonaty po sezonie.
    • Gość: leo coś dla 40-latków. IP: *.brhm.adsl.virgin.net 28.12.06, 01:56
      Mamy parę doświadczeń z radzeniem sobie ze skutkami tzw. transformacji
      ustrojowej, słowem: tworzymy odrębny gatunek, który przetrwał wszystko i nie
      musi nikomu nic udowadniać. Teraz w UK opiekuję się staruszkami. Dla wielu to
      nie jest bardzo ambitne zajęcie, zwłaszcza, że przed wyjazdem z kraju
      kierowałem małym działem marketingu, i to bez ciotki w zarządzie. Ani myślę
      zmieniać pracę, utrzymam z tego rodzinę bez zabijania się po godzinach
      (wszystkiego 40-50 godz/tyg), praca spokojna i satysfakcjonująca, spotykam
      ciekawych, mądrych ludzi, którym jestem potrzebny. Rozwój, proszę bardzo,
      pracodawca zapłaci za każdy kurs związany z pracą, bylebyś parę lat został.
      Rozpychanie się łokciami na ścieżce awansu nie leży w mojej naturze. Wolę
      fotografię, na którą mam duużo czasu po godzinach.
    • olek_01 Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? 28.12.06, 08:49
      Ja sądzę że mieli duuużo szczęścia ,normalnie to nie ma szans żeby zarabiać choć
      1 700 złotych :/
    • truten.zenobi ładna mi łatwizna.. 28.12.06, 09:26
      wyjazd to nie tylko duza kasa ba wręcz przeciwnie kasa jest większa tylko wtedy
      gdy sie uda dla wielu pewnie pewnie nie.

      a do tego dużo większe wymagania, więcej pracy trzeba włozyć, zaczynać od zera,
      i ryzyko duze...

      i Ty to nazywasz łatwizną?

      ps. a wpolsce rzeczywiście mozna zarobic całkiem nieźle jesli jest sie
      poszukiwanym (a nie wysokiej klasy ) fachowcem lub ma się "plecy"
      ci twoi znajomi to który przypadek?
    • wahwah Re: wyjazd za granicę -pójście na łatwiznę? 28.12.06, 11:06
    • Gość: a. co ja na to? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.12.06, 11:19
      Ja zapewnie nie jestem typowym emigrantem – wyjeżdżałem bowiem kilka razy, aż w
      końcu wróciłem do Polski i mam zamiar zostać tu do końca życia.

      A historia była prosta. Najpierw po maturze Anglia (przedłużone wakacje – 5
      miesięcy), powrót na studia, potem Szkocja, Francja, USA. Zawsze wyjazd na
      wakacje, a potem powrót do Polski na uczelnię. Wiele widziałem, wiele się
      nauczyłem – ale tzw. życia, nie zawodu i tym podobnych, bo prace jakie tam
      wykonywałem były proste – zbiór winogron, truskawek, szparagów, praca w
      fabryce, w ekipie remontowej, itd. Widziałem Polaków, którym się powiodło i
      takim, którym się nie powiodło. Wiem, jak się żyje tam i tu. Dostrzegam wady
      Polski i zalety państw zachodu.

      Po tym wszystkim jednak zdecydowałem się w końcu na pozostanie w kraju.

      Dlaczego?

      Po pierwsze dlatego że go kocham. Duże słowo, ale tak jest. Pod koniec każdego
      z tych wyjazdów dostawałem świra – wszystko mnie w takiej Anglii, Szkocji czy
      innych wkurzało, nie mogłem doczekać się powrotu do mojej Warszawy.

      Jedni to mają, inni nie – ale jest to dla mnie bardzo ważne.

      Po drugie wróciłem dla rodziny. Mam tutaj Mamę, Tatę, Brata, ciocie, wujków,
      itd. (nie pisze o Narzeczonej, bo z nią mógłbym pojechać przecież i na koniec
      świata). Rodziny zaś w innym miejscu na ziemi bym ich nie miał – a zamiast tego
      wokół mnie byłoby mnóstwo obcokrajowców, z którymi (choć są bardzo mili i
      pomocni) nie jestem w stanie dogadywać się tak dobrze jak z rodakami. Poza tym
      co to za życie bez imienin u mojej Mamy, bez wpadania do domu rodziców – ot
      tak, po prostu, bez planowania i wykupywania miejsca w samolocie na pół roku
      wcześniej.

      Po trzecie mam tu przyjaciół. Dobrze mi z nimi i nie chce mi się szukać nowych.

      Po czwarte – chcę być prawnikiem (skończyłem już w RP nauki polityczne, a za
      pół roku skończę prawo) i mogę nim zostać tylko tutaj. Bariera językowa,
      narodowościowa i kulturowa jest bowiem za duża do pokonania przeze mnie. Nawet
      jeśli poznałbym angielski na tyle dobrze, aby brylować na sali sądowej w UK to
      szczerze wątpię, iż założone przeze mnie prywatna praktyka odniosłaby tam
      sukces.

      Prawnicy to bowiem nie informatycy – ci są bardziej „przywiązani” do miejsca
      swego urodzenia.

      To są moje powody dlaczego zostać. Szanuję jednak i rozumiem tych, którzy
      zadecydowali inaczej niż ja i moja Narzeczona. Podziwiam ich za odwagę i
      doceniam poświęcenie – bo wiem, że w głębi każdej z poznanych przeze mnie na
      obczyźnie dusz istnieje miejsce dla Polski, rodziny i przyjaciół. I że każdy z
      nich za czymś w kraju tęskni.

      A dyskusja o problemie emigracji jest moim zdaniem jałowa. Jedni odniosą sukces
      w Polsce, inni w Anglii. Niektórzy poniosą porażkę w Dundee, inni we Wrocławiu.
      Jedni tęskni za krajem, innych to nie obchodzi. Niektórym jest łatwiej tu,
      innym tam.

      Znam jednak ludzi, którzy w Polsce mają pałace jakie swego czasu miał Saddam i
      wiem, że doszli do nich ciężką pracą własnej głowy (bo na własnych mięśniach to
      nikt nigdzie się nie dorobił) i gorąco wierzę, iż będę jednym z nich. Tego
      samego życzę tym, którzy zdecydowali się nażycie poza Polską jednocześnie
      apeluję – nie zapominajcie skąd jesteście i nie zapominajcie o waszej
      Ojczyźnie. Do końca życia będziecie bowiem Polakami – ambasadorami naszego
      kraju.

      Mówienie za granicą o Polsce źle nie przyniesie wam honoru (a wiem, że część
      osób tak niestety mówi – i zawsze przykro mi się tego słuchało; zwłaszcza w
      obecności autochtona – który słuchał tego z niemniejszym niż ja zażenowaniem…)

      Na koniec wszystkich czytających pozdrawiam i życzę wielu sukcesów w roku 2007!

      a.

      PS. Nie zarabiam tu kokosów – pracuje w kancelarii i dostaję 2.000 na rękę
      (3.000 brutto). Narzeczona podobnie – więc generalnie nie jest źle (w końcu
      jesteśmy młodzi), ale też nie jest rewelacyjnie. Wierzę jednak, że za chwilę
      skończę prawo i dostanę się na aplikację radcowską (dam sobie radę, dobrze się
      uczę;) – a potem już będzie lepiej.

      W międzyczasie dorabiam sobie pisząc pozwy, opinie, udzielając porad prawnych.
      Z kolegami rozkręcamy własną działalność gospodarczą.

      Moim planem zaś jest być tak samo (a nawet więcej) warty w wieku lat 60 jak w
      35. praca fizyczna którą wykonywałem za granicą takiej gwarancji mi nie dawała.
      • Gość: zbynio Re: co ja na to? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.12.06, 15:05
        generalnie podpisuję się obiema rękami pod tekstem, że ta dyskusja zaczyna
        przypominać tę o wyższości Bożego narodzenia nad świętami wielkiej nocy...

        cała ta gadka bierze się z lęku i niepewności - tych co wyjechali (bo nie
        wiedzą czy dobrze zrobili, bo źle się czują w nowym miejscu, bo czują że coś
        tracą, bo rodzina na święta coś tam pobąkuje o gasarbaiterach myjących kilbe,
        itd.)

        i tych co zostali (bo "obcokrajowcy" w czasie krótkich epizodów w Polsce na
        wakacjach opowiadają jakich to kokosów tam nie koszą, jacy to głupi są ci co
        zostali, itd.)

        a prawda leży po środku: każdy jest kowalem swego losu i to, co w życiu
        dostaniemy jest zależne od nas samych. zwalanie swego "nieudacznictwa" na kraj
        w którym przyszło żyć jest moim zdaniem niemęskie i tyle.

        popieram też tekst o niesr... we własne gniazdo. jak twoja Matka była Polką, a
        ojciec polakiem to ty też będziesz Polakiem do końca życia - i żaden paszport
        tego nie zmieni. gadając na Polskę, gadasz na siebie...

        pozdr
        • sajjitarius Re: co ja na to? 28.12.06, 16:01
          "jak twoja Matka była Polką, a
          ojciec polakiem to ty też będziesz Polakiem do końca życia"

          Skoro moja matka byla Polka a ojciec Polakiem, i z tego tytulu ja do konca
          zycia tez bede Polakiem, to czy moje dzieci, majac ojca Polaka tez do konca
          zycia beda Polakami...nawet nie bedac nigdy w zyciu w Polsce ? I nie mowiac po
          polsku ? Skad w mieszkancach nad Wisla tyle plemiennej megalomanii...moim
          zdaniem rzeczywistosc jest znacznie prostsza....to ze urodzilismy sie w tej
          samej krainie nad Wisla i mowimy tym samym jezykiem ojczystym jest w duzej
          mierze po prostu czystym kosmicznym przypadkiem. To ze dzisiaj mnie nad Wisla
          nie ma, a Ty dalej tam siedzisz przypadkiem juz nie jest.
          • Gość: zbynio Re: co ja na to? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.12.06, 16:22
            a kim niby jesteś? obywatelem świata? "europejczykiem"? dziś polakiem, jutro
            anglikiem, bo w UK zmywasz tam gary, czy jesteś dyrektorem od 5 czy 10 lat?

            jakoś tak to już na tym świecie jest, że Tatarzy - obywatele polski - są
            Tatarami, mimo że ich potomkowie przybyli na te tereny wiele setek lat temu, a
            część z naszych emigrantów chce się pozbyć "polskości" już na lotnisku na
            Okęciu.

            albo probelm jest inny i Ty po prostu nie potrafisz zorzumieć subtelnej różnicy
            pomiędzy obywatelstwem a narodowością...

            dlatego reasumując: zostańmy każdy przy swoim - powiem ci jednak jako
            ciekawostkę, iż w systemach prawnych państw Europy istnieje coś takiego
            jak "ius sanguinis" (poczytaj trochę) i swej polskości nie zmażesz, choć pewnie
            bardzo byś chciał(a). a w państwach gdzie jest ius soli o takiej subtelności
            jak narodowość także się nie zapomina...

            off topic:

            ponawiam apel - "zły to ptak, co w swoje gniazdo..."

            mądry zrozumie, głupi będzie polemizował...

            ps. polska megalomania? nie bądź smieszny (smieszna) - to raczej z ciebie
            przemawia jakiś kompleks...
            • sajjitarius Re: co ja na to? 28.12.06, 16:29
              Gość portalu: zbynio napisał(a):

              > a kim niby jesteś? obywatelem świata? "europejczykiem"? dziś polakiem, jutro
              > anglikiem, bo w UK zmywasz tam gary, czy jesteś dyrektorem od 5 czy 10 lat?
              >
              > jakoś tak to już na tym świecie jest, że Tatarzy - obywatele polski - są
              > Tatarami, mimo że ich potomkowie przybyli na te tereny wiele setek lat temu,
              a
              > część z naszych emigrantów chce się pozbyć "polskości" już na lotnisku na
              > Okęciu.
              >
              > albo probelm jest inny i Ty po prostu nie potrafisz zorzumieć subtelnej
              różnicy
              >
              > pomiędzy obywatelstwem a narodowością...
              >
              > dlatego reasumując: zostańmy każdy przy swoim - powiem ci jednak jako
              > ciekawostkę, iż w systemach prawnych państw Europy istnieje coś takiego
              > jak "ius sanguinis" (poczytaj trochę) i swej polskości nie zmażesz, choć
              pewnie
              >
              > bardzo byś chciał(a). a w państwach gdzie jest ius soli o takiej subtelności
              > jak narodowość także się nie zapomina...
              >
              > off topic:
              >
              > ponawiam apel - "zły to ptak, co w swoje gniazdo..."
              >
              > mądry zrozumie, głupi będzie polemizował...
              >
              > ps. polska megalomania? nie bądź smieszny (smieszna) - to raczej z ciebie
              > przemawia jakiś kompleks...

              Dla Twojej informacji jestem Kanadyjczykiem. Swojej Polskosci nie usiluje
              zmazac, nie mam takiej potrzeby. A polemika z tym co napisales nie jest taka
              bezpodstawna, ale po prostu ja zbyles milczeniem. Powtarzam jeszcze raz, jesli
              ja urodzilem sie i wychowalem w Polsce, moja matka i ojciec byli Polakami, i
              jesli wedlug Twej zasady w zwiazku z tym ja tez na zawsze pozostane Polakiem,
              to czy wobec tego moje dzieci majace rodzicow Polakow (wedlug Twojej
              definicji), dzieci ktore nigdy w Polsce nie byly, urodzily sie i wychowaly w
              Kanadzie, po polsku nie mowia i w Polsce nigdy nie byly, to te dzieci tez na
              zawsze beda Polakami. Podlug 'zasady' przez Ciebie wypowiedzianej, tak sa
              Polakami i tej polskosci nigdy nie wymarza...mam pomysl, powiedz im to
              osobiscie...gwarantuje Ci ze Cie wraz z Twoimi subtelnosciami wysmieja...
              • lhasa Re: co ja na to? 28.12.06, 16:40
                Hmmm...jesli urodziles sie w Polsce, twoi rodzice sa Polakami to z której strony
                jestes Kanadyjczykiem? Powiedzialabym raczej,ze Polakiem mieszkajacym w Kanadzie...
                • sajjitarius Re: co ja na to? 28.12.06, 16:53
                  lhasa napisała:

                  > Hmmm...jesli urodziles sie w Polsce, twoi rodzice sa Polakami to z której
                  stron
                  > y
                  > jestes Kanadyjczykiem? Powiedzialabym raczej,ze Polakiem mieszkajacym w
                  Kanadzi
                  > e...

                  Tak jestem Kanadyjczykiem. Z mocy prawa mojego kraju, Kanady. Niezaleznie od
                  tego co niewolnicy w Krapolandii se mysla nad butelka z piwem, w oparach
                  alkoholu. A nawiasem mowiac, ilekroc mam do czynienia z wszelkiej masci
                  urzedami kanadyjskimi, czy brytyjskimi to na pytania o narodowosc (nationality)
                  zawsze odpowiadam 'Canadian', i ewentualnie pokazuje paszport kanadyjski. Nikt
                  nigdy tego ani nie kwestionuje, ani tez nie kaze mi sie spowiadac z ktorej
                  strony jestem kanadyjczykiem, i cz na pewno tym prawdziwym. Nikomu nie
                  przychodzi do glowy sprawdzac czy przypadkiem nie mialem zyciowego pecha
                  urodzic sie w Krapolandii i na tej podstawie kwestionowac prawdziwosc mojej
                  Kanadyjskosci...wbrew zakleciom Krapoli w Najciemniejszej, ktorym to sie w
                  glowach nie miesci...
                  • Gość: zbynio Re: co ja na to? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.12.06, 17:00
                    cofam miły ton z poprzedniego postu. jesteś zakompleksiony na maksa.

                    żegnam ozięble
                    • sajjitarius Mily ton ? 28.12.06, 17:45
                      Na przyklad taki:

                      "a kim niby jesteś? obywatelem świata? "europejczykiem"? dziś polakiem, jutro
                      anglikiem, bo w UK zmywasz tam gary, czy jesteś dyrektorem od 5 czy 10 lat?"

                      ?
                    • Gość: loszko Re: co ja na to? IP: *.proxy.aol.com 28.12.06, 19:55
                      Popieram w 100 % sajjitarius. Z bardzo prostej przyczyny. Idac dalej tropem
                      zbynio to jesli moj ojciec byl polakiem i jego tez byl polakiem i pra pra pra
                      dziadek byl polakiem i ja dlatego tez jestem polakiem to ja sobie tak mysle, ze
                      my wszyscy jestesmy malpami, chyba ze ktos wierzy w kreacjonizm.
                  • iwka901 Re: co ja na to? 31.12.06, 00:28
                    Jesteś Polakiem mieszkającym w Kanadzie, a nie żaden "Canadian" i Twój paszport
                    nic nie zmienia i Ty o tym wiesz. Dlatego odwiedzasz polskie fora jak np. to i w
                    dodatku aktywnie uczestniczysz w dyskusji pisząc po polsku. Politowanie budzi
                    polaczek wmawiający sobie i innym, że jest innej narodowości i teraz jest
                    lepszy, a inni gorsi. To żałosne i prymitywne.
              • Gość: zbynio Re: co ja na to? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.12.06, 16:58
                tak niestety dla Ciebie jest. ściślej rzecz ujmując: twoje dzieci będą
                obywatelami Kanady narodowości polskiej (jeśli twoja żona też jest polką, bo
                jeśli nie to sprawa się komplikuje).

                a co te dzieci sobie o mnie pomyślą mnie nie obchodzi:) poradź im żeby przeszły
                się do waszego urzędu emigracyjnego i tam porozmawiały z paniami z okienka -
                nie powiedzą nic ponad to, co ja powiedziałem.

                a teraz obrazowo:

                tacy np. Żydzi, choć przez 2500 lat nie mieli własnego państwa nie przestali
                być Żydami (narodowość) i dziś np. ci co mieszkają w NY też nimi są - mimo, że
                nie muszą mieć obywatelstwa państwa Izrael.

                co więcej ich dzieci swoją "żydowskość" pielęgnują - czego sobie, Tobie i twoim
                dziecią życzę...

                pozdrawiam

                ps. jak napisał z ktoś obok - nie jesteś kanadyjczykiem, tylko obywatelem
                Kanady narodowości polskiej (swoja drogą byłem - ładny kraj:)

                • sajjitarius Re: co ja na to? 28.12.06, 17:21
                  Gość portalu: zbynio napisał(a):

                  > tak niestety dla Ciebie jest. ściślej rzecz ujmując: twoje dzieci będą
                  > obywatelami Kanady narodowości polskiej (jeśli twoja żona też jest polką, bo
                  > jeśli nie to sprawa się komplikuje).
                  >
                  > a co te dzieci sobie o mnie pomyślą mnie nie obchodzi:) poradź im żeby
                  przeszły
                  >
                  > się do waszego urzędu emigracyjnego i tam porozmawiały z paniami z okienka -
                  > nie powiedzą nic ponad to, co ja powiedziałem.
                  >
                  > a teraz obrazowo:
                  >
                  > tacy np. Żydzi, choć przez 2500 lat nie mieli własnego państwa nie przestali
                  > być Żydami (narodowość) i dziś np. ci co mieszkają w NY też nimi są - mimo,
                  że
                  > nie muszą mieć obywatelstwa państwa Izrael.
                  >
                  > co więcej ich dzieci swoją "żydowskość" pielęgnują - czego sobie, Tobie i
                  twoim
                  >
                  > dziecią życzę...
                  >
                  > pozdrawiam
                  >
                  > ps. jak napisał z ktoś obok - nie jesteś kanadyjczykiem, tylko obywatelem
                  > Kanady narodowości polskiej (swoja drogą byłem - ładny kraj:)


                  Dziwne. Nikt, ani w Kanadzie, ani w UK nie kewstionuje mojej kanadyjskosci, ani
                  nie docieka czy ona prawdziwa, czy taka sztuczna. Moj paszport wystarcza. Tylko
                  Krapolanie maja upierdliwa sklonnosc do wmawiania innym kim sa i kim czuc sie
                  powinni. Dla Twojej informacji, prawo kanadyjskie nie rozroznia
                  pojec 'obywatelstwo' i 'narodowosc' kanadyjska. Pojecia 'citizenshhip'
                  i 'nationality' sa uzywane zamiennie.
                • sajjitarius Re: co ja na to? 28.12.06, 17:31
                  Nie bardzo rozumiem co masz na mysli piszac:

                  "poradź im żeby przeszły się do waszego urzędu emigracyjnego i tam porozmawiały
                  z paniami z okienka nie powiedzą nic ponad to, co ja powiedziałem."

                  Waszego urzedu emigracyjnego ? To znaczy jakiego ? Kanadyjskiego ? W tym
                  urzedzie powiedza im dokladnie tyle, ze skoro urodzily sie w Kanadzie to sa
                  narodowosci (nationality) kanadyjskiej. I zapewniam Cie ze zadnemu urzednikowi
                  w urzedzie kanadyjskim nie przyjdzie do glowy sprawdzac czy rodzice przypadkiem
                  nie urodzili sie w raju nad Wisla by w jakikolwiek sposob jakos ich narodowosc
                  kanadyjska kwalifikowac. A jesli masz na mysli konsulat Polski, to po co niby
                  mialyby tam isc ? Nie czuja sie Polakami, nie maja zwiazkow z Polska, a to ze
                  jakis urzedas w Polsce z uporem maniaka twierdzi ze sa narodowosci polskiej to
                  tylko swiadczy o anachronicznym mysleniu urzednikow w Polsce. I nie tylko
                  urzednikow.


                  • lhasa Re: co ja na to? 28.12.06, 17:52
                    Czyli totalnie odcinasz sie od swojej polskosci ?
                    • Gość: R. Re: co ja na to? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.06, 18:59
                      Szkoda rozmów na ten głupi temat. Podniecacie się tą emigracją jak nie wiadomo
                      czym. Chcielibyście wiedzieć, to połowa Śląska jest jedną nogą za granicą i
                      jakoś każdy się obył z myślą, że jeśli nie ma szans rozwoju to z patriotyzmu i
                      bycia hardym krajowcem rodziny nie wyżywi.
                      Wyjechanie na granicę to nie pójście na łatwiznę, ale doraźny środek na
                      stagnację w jakiej znajduje się Polska.
                      To, że udało się jednej osoby, a 10 innym nie, chyba o czymś świadczy!
            • Gość: Adamo Anachronizmy IP: *.cinci.res.rr.com 28.12.06, 16:36
              Gość portalu: zbynio napisał(a):
              >... albo probelm jest inny i Ty po prostu nie potrafisz zorzumieć subtelnej
              różnicy > pomiędzy obywatelstwem a narodowością...
              ----------------
              Kazdy ma jakies pochodzenie ale to nie zmienia statusu prawnego obywatela.
              Rozwazanie o narodowosci to takie ogladanie zdjec z albumow babuni. Oczywiscie
              mozna byc z tych zdjec dumnym ale to jest to glownie zajecie w dlugie wieczoru
              przy kominku i to wszystko.
              Sledzac dyskusje na temat "emigracji" do Europy wydaje mnie sie ze glownym
              problemem jest swoboda poslugiwania sie jezykiem danego kraju. Jesli ta
              miejetnosc jest w pelni opanowana to problemy spoleczne nie sa inne niz przy
              przeprowadzce w Polsce z jednego miejsca do drugiego
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka