Dodaj do ulubionych

Wychowywanie mlodego pokolenia

14.04.03, 20:56
Gdy bylam mala, wydawalo mi sie, ze wychowuja mnie wszyscy - rodzice,
sasiedzi, nauczyciele, przechodnie, pasazerowie w tramwajach i autobusach,
panie w sklepie, wszyscy mozliwi dorosli. Wcale mi sie to nie podobalo ale
poddawalam sie temu wychowywaniu, bo bylo takie zbiorowe i takie konsekwentne
z kazdej strony - "nie smiec", "ustap miejsca starszej osobie", "pomoz kalece
przejsc przez jezdnie", "ponies torbe z zakupami pani w ciazy", "odpowiadaj
grzecznie na pytania", "nie depcz trawnikow", "baw sie ladnie z dziecmi" itd.
Od jakiegos czasu mam poczucie, ze my - dorosli - nie stanowimy juz takiego
wspolnego frontu w wychowywaniu mlodziezy. Widze w autobusach i tramwajach,
ze wielu ludzi nie zwraca uwagi na zle zachowanie, ze wielu rodzicow wrecz
popiera zle zachowanie Ich dzieci na zasadzie: "moj syn placi za bilet tak
samo jak ta staruszka, wiec czemu ma jej ustapic miejsca?" czy cos w tym
rodzaju, czesto nakazy czy zakazy jakie serwujemy mlodym ludziom sa sprzeczne
wewnetrznie - mowimy "nie depcz trawnikow" i sami pedzimy na skroty do
autobusu itd.
Czy myslicie, ze jako dorosli powinnismy miec jakies zbiorowe poczucie
odpowiedzialnosci za wychowywanie mlodego pokolenia? Czy moze my sami
jestesmy zbyt leniwi i moze bardziej egoistyczni niz nasi rodzice,
dziadkowie, by poczuwac sie do takiej odpowiedzialnosci?
Ja widze miejsce te odpowiedzialnosc w wielu sferach zycia - nie tylko
w codziennym zachowaniu ale rowniez w poslugiwaniu sie poprawna polszczyzna,
w przestrzeganiu zasad higieny, w nauce patriotyzmu, szacunku dla drugiego
czlowieka, szacunku dla zwierzecia, tolerancji itd, itp.
Coraz czesciej mam wrazenie, ze jestem takim "wolajacym na puszczy" i ze my -
dorosli - "olalismy" kwestie wychowywania "z gory na dol".
Czy tez Wam sie tak zdaje?
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka