dirgone
11.02.07, 18:10
"Co mnie wkurza
Ameryka według Mariusza Maxa Kolonko | Arab z budki z zupą jest terrorystą,
ale nie dlatego, że jest z Al-Kaidy...
Kiedy jadę do mojego małego miasteczka na zakupy, zawsze zaglądam do Boba. Bob
(wybaczcie, nie znam nazwiska) ma chyba ze sto lat. Jest ślepy na jedno oko i
prowadzi sklep typu hardware, czyli po naszemu: przemysłowy.
Lubię tam zaglądać, bo Bob w wytartej flanelowej koszuli jest jak dawna dobra
Ameryka lat 50. Zawsze wie, czego mi trzeba i zawsze pamięta moje imię, choć
pewnie mu się z kimś mylę, bo stale pozdrawia moją żonę...
Po drugiej stronie rzeki Hudson, na Manhattanie, znajdziecie państwo Amerykę
dzisiejszą. Reprezentuje ją Al Yeganeh, zwany terrorystą. Al sprzedaje zupę w
budzie na rogu 55 Ulicy i 8 Ave. Nazywają go terrorystą nie z racji jakiejś
tam Al-Kaidy, ale dlatego, że terroryzuje klientów i jest cholernie
nieuprzejmy. Na przykład poprosisz o chleb, a on na to: "Dawaj trzy dolary!".
Jak powiesz: "Trzy dolary za kromkę chleba?" - odpowie ci: "Nie ma zupy dla
ciebie!". Sęk w tym, że sprzedaje dobrą zupę i to pozwala mu zawsze mieć
klientów. Otóż człowiek ten uwieczniony został w głośnym cyklu telewizyjnym
Seinfeld jako "zupny nazista", a koncepcja traktowania klienta z grubej rury
jest dziś niezmiernie popularna w tzw. nowych stanach, jak Nowy Jork,
Kalifornia czy Floryda, gdzie imigranci, nacierający tu głównie z krajów
Trzeciego Świata, przynieśli ze sobą do dzisiejszej Ameryki rodzime zwyczaje.
To mnie w Ameryce wkurza.
A tak w ogóle to w Ameryce wkurzają mnie po kolei:
Nr 9: - Nielegalni Azjaci w cadillacach escalade.
Nr 8: - Hillary Clinton, która przypomina mi buldoga mojej sąsiadki - jak
złapie, puści za 4 lata.
Nr 7: - Nowa Miss USA, której nogi przypominają mi otwarte drzwi na moim byłym
uniwerku.
Nr 6: - 35 dolarów kary za spóźnioną opłatę na karcie Visa.
Nr 5: - Happy Holidays zamiast Merry Christmas.
Nr 4: - Hotelowi boye, którzy czekają na tipa zanim kiwną małym palcem.
Nr 3: - Ludzie, którzy trzymają w kościele ręce w kieszeni i co trzy minuty
wychodzą w czasie Ojcze Nasz do kościelnej toalety na siku.
Nr 2: - Benzyna, która zawsze, jak zaczyna się sezon na podróże, drożeje, i
szefowie korporacji benzynowych, którzy nie mogą tego wyjaśnić, bo akurat
grają w golfa.
I wreszcie cholernie wkurza mnie w Ameryce korporacyjna buta.
Jeszcze do niedawna istniała w Ameryce kompania telefoniczna ATT. Jej ojcem
chrzestnym był wynalazca telefonu, Aleksander Bell. Ponad sto lat temu
połączyła ona Nowy Jork i Chicago drutem przywieszanym do drzew. Od niej
wywodzi się cała telefonia Ameryki. Firma miała monopol i tłukła kasę, aż
gdzieś w tym telefonicznym zgiełku, parę lat temu, zgubiono człowieka. Kiedy
dzwoniłem do obsługi klienta, słyszałem informację z automatu: twój czas
oczekiwania na rozmowę z naszym przedstawicielem wynosi... (minutę, dwie,
kwadrans itd.). Więc kiedy maszyna poinformowała mnie, że mój czas oczekiwania
na agenta firmy jest... "za długi, by opłacało ci się czekać, do widzenia!",
zrozumiałem, że z firmą, która zatrudniała kiedyś milion ludzi, jest źle, a i
z samą Ameryką również.
Firma rzeczywiście się rozpadła, powstała zaś korporacyjna arogancja na
niespotykaną wcześniej w Ameryce skalę, której uosobieniem stał się inny
gigant, tym razem energetyczny, Enron. Firma naciągała Kowalskich na zakup
akcji. Gdy te skakały do prawie stu dolarów - szefowie sprzedawali swoje, a
twoje 100 dolarów stawało się warte 30 centów! Największe bankructwo w historii...
Inny korporacyjny cwaniak o swojsko brzmiącym nazwisku: Kozlowski - szef Tyco,
ukradł firmie 400 milionów dolarów i kiedy akcjonariusze liczyli straty,
Kozlowski balował na Sardynii na firmowym przyjęciu dla swej żony za 2 miliony
dolarów, z lodową rzeźbą Dawida sikającą wódką stoliczna.
Tak. Zdecydowanie. Korporacyjna arogancja w Ameryce mnie wkurza.
Wkurza mnie też, kiedy słyszę, jak ktoś robi jakiś przekręt i mówi: co się
dziwisz, tu jest Ameryka! Jakby Ameryka była przepustką do robienia szwindli.
Wkurza mnie, kiedy naziści zupni albo kelnerowi, albo korporacyjni wchodzą w
moje życie i przypominają mi, na jakim świecie żyję.
Wkurza mnie, że przez takich ludzi jak Miss USA, która ponoć zaliczyła po
zwycięskiej nocy więcej facetów i kobiet niż w Ameryce jest stanów, któraś z
pięknych Pań w Polsce może przypuszczać, ze życie partyjne jest cool.
Wkurza mnie też, kiedy ktoś w Polsce ma obraz Ameryki jako kraju oszołomów z
prezydentem, który trzyma rękę na rakietnicy i zastanawia się, co by tu
jeszcze wysadzić w powietrze.
Wkurza mnie, bo potem jakiś Abdul uzbrojony w modlitwę owija się semteksem i
detonuje w tłumie niewiernych, o których prawdziwym życiu niewiele wie.
Mój przyjaciel ze sklepu w moim miasteczku - Bob, od którego zacząłem tę
opowieść, mówi, że Ameryka to nie wolna amerykanka. Nie jest już dziś wcale
wolna i wcale nie amerykańska. I ta prawda wkurza mnie też. "
Może mi ktoś wytłumaczy, o co mu chodzi, bo ja najwidoczniej tępa jestem i nie
zrozumiałam :)