leonwawa
22.02.07, 23:51
witam
tak sie ostatnio zastanawiam, czy inni tez tak mają
czasem nachodzą mnie takie mysli
po co to wszystko, a może by to rzucić i ........, no własnie?
co do tej pory osiągnałem?
po co sie starać, po co sie męczyć, do czego to prowadzi?
mam 25 lat,zyje w wawie, mieszkam ze starymi, nie mam żony ani dziewczyny i żadnego celu w zyciu(żadnych marzeń długofalowych).
Mam niezłą pracę, ale zarobki na poziomie takim że na nic poważnego nie odłożę (nie stać mnie na mieszkanie, brak zdolności), a juz na pewno nie stac by mnie było na założenie rodziny.
Pensja starcza na tyle aby jakoś wegetować(gdzies wyjść coś zjeść , troche sie pobawić, coś tam kupić, ale bez rewelacji).
Patrze na moje zycie i poprostu przelewa mi sie ono przez palce.
do tego najgorsze jest to że zawsze byłem dobrym uczniem , uczciwym pracownikiem, uczciwym człowiekiem, nigdy nie oszukiwałem,nie awanturuje się , jestem spokojnym gościem, nie łamię przepisów (nie chodzi tu o drogowe -bo tu to sie każdemu zdaży raz na jakis czas)
i wychodzi na to że mieszkam w Polsce, a nie umiem kombinować,
Jak na coś nie zarobię(pensja) to nie znajdę innego sposobu na zdobycie tego co chcę kupić .
czy jestem niedojdą życiową??
nie mam celu w zyciu, ide z prądem, rodziców nie stać na to aby mi jakkolwiek pomóc (np w zakupie mieszkanie)
a jak u was mają się te sprawy??