Dodaj do ulubionych

cel w życiu ????

22.02.07, 23:51
witam
tak sie ostatnio zastanawiam, czy inni tez tak mają

czasem nachodzą mnie takie mysli

po co to wszystko, a może by to rzucić i ........, no własnie?
co do tej pory osiągnałem?
po co sie starać, po co sie męczyć, do czego to prowadzi?

mam 25 lat,zyje w wawie, mieszkam ze starymi, nie mam żony ani dziewczyny i żadnego celu w zyciu(żadnych marzeń długofalowych).
Mam niezłą pracę, ale zarobki na poziomie takim że na nic poważnego nie odłożę (nie stać mnie na mieszkanie, brak zdolności), a juz na pewno nie stac by mnie było na założenie rodziny.
Pensja starcza na tyle aby jakoś wegetować(gdzies wyjść coś zjeść , troche sie pobawić, coś tam kupić, ale bez rewelacji).
Patrze na moje zycie i poprostu przelewa mi sie ono przez palce.

do tego najgorsze jest to że zawsze byłem dobrym uczniem , uczciwym pracownikiem, uczciwym człowiekiem, nigdy nie oszukiwałem,nie awanturuje się , jestem spokojnym gościem, nie łamię przepisów (nie chodzi tu o drogowe -bo tu to sie każdemu zdaży raz na jakis czas)

i wychodzi na to że mieszkam w Polsce, a nie umiem kombinować,
Jak na coś nie zarobię(pensja) to nie znajdę innego sposobu na zdobycie tego co chcę kupić .

czy jestem niedojdą życiową??

nie mam celu w zyciu, ide z prądem, rodziców nie stać na to aby mi jakkolwiek pomóc (np w zakupie mieszkanie)

a jak u was mają się te sprawy??
Obserwuj wątek
    • Gość: Lena Re: cel w życiu ???? IP: 83.136.224.* 23.02.07, 00:37
      "Jak na coś nie zarobię(pensja) to nie znajdę innego sposobu na zdobycie tego
      co chcę kupić "

      I niech tak zostanie :)
    • raveness1 Re: cel w życiu ???? 23.02.07, 08:10
      Nie dziw sie. Mieszkasz w kraju gdzie brak sklonnosci kombinatorskich jest
      uwazane powszechnie za nieudacznictwo.
    • lolek94 Re: cel w życiu ???? 23.02.07, 08:26
      Hej Leonawawa.
      Kiedys mialem podobny problem, chodzilem na dyski, podrywalem dziewczyny, i tak
      sie toczylo, szkola / impreza / niewyspany do szkoly i t d.
      Lecz kiedy siostra mnie poprosila bym porobil zdjecia na jej chrzcie - tak
      chrzcila sie jako dorosla osoba. Dlatego mnie tak musiala zachecic bo wiecie
      jak jest ze wstawaniem o 10 rano w niedziele:/ Po imprezie sie nie chce:P
      Chociaz mnie zapraszala wielokrotnie wkoncu to ucichlo wstedy myslalem <jej> :D
      Ale jak juz pojechalismy na ten chrzest to pastor - kosciola zielonoswiakowego
      dal takie slowo ze mi az zal sie zrobili. Myslalem ze mowi o mnie doslownie ,
      jak by przejzal moje uczynki i czyny a tak naprawde mowil o ludziach zyjacych w
      swiecie i by sie do nich nie upodabniac, bardzo mnie dotknelo to slowo. Teraz w
      niedziele sie budze z usmiechem na twarzy ze jest niedziela i ide do kosciola,
      tak samo modle sie z przyjemnoscia do Boga a nie yyyyy znowu trzeba sie
      pomodlic (pokuta spowiedz)
      Tak jak Jezus powiedzial w Jana 14,6 Ja jestem droga , prawda i zywot nikt nie
      przychodzi do Ojca jak przezemnie.
      Ten werset mi towarzyszy do dzisiaj. Chociaz nadal chodze na dyskoteki bo lubie
      tanczyc to nie naduzywam alkocholu i wiesz co jeszcze lepiej sie bawie :)
      Z autopsji wiem ze masz tam kosciol u siebie nawet 3, (www.kz.pl oraz
      stoleczny sienna.kz.pl )
      Bylem teraz w niedziele na siennej i bylo naprawde niesamowicie:)

      Pozdrawiam :)
    • lolek94 Re: gdy rezygnujemy 23.02.07, 08:39



      „Gdy rezygnujemy”

      Chciałbym wspólnie z Wami rozważyć Słowo Boże z Ew. Jana 21 rozdział i od 1 do
      14 wiersza.

      Jest tutaj opisana historia uczniów Pana Jezusa rozczarowanych, zniechęconych i
      zrezygnowanych z powodu Jego śmierci. Marzyli, że On wyzwoli ich ojczyznę spod
      okupacji rzymskiej. Marzyli o najwyższych stanowiskach w rządzie odnowionego
      przez Pana Jezusa Izraela. Sprzeczali się między sobą o to kto z nich ma być
      największy w tym Królestwie. (Łuk. 22,24). Matka Jana i Jakuba prosiła Pana
      Jezusa, aby jej dwaj synowie zasiadali po Jego lewicy i prawicy w Jego
      Królestwie. (Jan 20,21).

      A teraz ta haniebna śmierć Pana Jezusa. Obawa przed prześladowaniem. Czuli się
      przegranymi. Stracili nadzieje na sukces i zaszczyty u boku Mesjasza. Jeszcze
      trzy lata wcześniej, kiedy ich Pan powoływał, mówił im, że mają być rybakami
      ludzi. Natychmiast z entuzjazmem zostawili sprzęt rybacki, swoje zajęcia, swoje
      rodziny i poszli za Nim. Nie zniechęciły ich słowa Pana Jezusa, że gdy kto
      chce pójść za Nim musi zaprzeć się samego siebie, rodziny.Mat.16,24; 10,37 Trzy
      lata chodzili z Nim. Oglądali wielkie cuda: uzdrowienia, nakarmienia tysięcy
      ludzi, z martwych wskrzeszenia. Nawet sami czynili cuda. Słuchali jego nauk.
      Mówił im, że Jego królestwo nie jest z tego świata. Piotr był gotowy nawet
      życie oddać w obronie swojego Mistrza. Jemu sam Ojciec Niebiański objawił
      prawdę o Panu Jezusie.

      A teraz przygnębieni, zrezygnowani postanowili wrócić do starego życia, do
      starych zajęć. Tu sprawdziły się słowa Pana Jezusa, że jeszcze tej nocy zgorszą
      się z Niego Mt. 26,31. I Piotr najstarszy z nich, najbardziej doświadczony dał
      im zły przykład. „Idę łowić ryby” – mówił do pozostałych. A przecież miał on
      łowić ludzi, a nie ryby!. A tamci?, dlaczego nie mieli swojego zdania?.
      Dlaczego posłuchali złej rady?
      Powrót nad Morze Tyberiadzkie, aby łowić ryby nie był zgodny z ich powołaniem.
      Nie był zgodny z wolą Pana. A jednak wrócili do miejsca w którym usłyszeli „Nie
      bój się, od tej pory ludzi łowić będziesz” Łk. 5,10. To nie było w porządku.

      Pozbawieni mocy Ducha Świętego, gdyż jeszcze na nich nie zstąpił, nie mieli
      siły stawić czoła tej ciężkiej próbie. Nie potępiamy ich za tę postawę, ale
      zastanawiamy się, jak jest z nami:
      gdy jakiś chrześcijanin w Kościele powie nam złe słowo,
      kiedy zwróci nam uwagę,
      kiedy zawiedziemy się na osobie, którą darzymy zaufaniem,
      kiedy przyjdzie jakieś doświadczenie, ciężka choroba, śmierć bliskiej osoby.
      Często zachowujemy się tak samo jak uczniowie Pana. Wycofujemy się ze służby w
      zborze, przestajemy uczestniczyć w nabożeństwach, obrażamy się na innych.
      Próbujemy naszą frustrację przerzucić na innych. Czasami słuchamy rad, które
      nie są zgodne z Bożą wolą. Dlaczego?

      Jedną z wielu przyczyn są niewłaściwe motywy z powodu których decydujemy się
      iść za Panem. Ilustracją motywów pójścia za Panem jest przypowieść o 4
      rodzajach gleby. Łk. 8,11-15.
      Niektórzy stają się chrześcijanami bez głębszego przemyślenia.
      Myśleli, że ich droga za Panem będzie odbywać się w pociągu I klasy Inter
      City. Myśleli, że życie ich będzie pełne radości, bez chorób, w dobrym
      towarzystwie innych chrześcijan. Że żadne zmartwienie nie będzie ich udziałem.
      Nie obliczyli kosztów jakie będą musieli zapłacić – jak to jest w tej
      przypowieści Pana Jezusa z Łk. 14,28 o budowniczym wieży, który przed
      wybudowaniem jej powinien obliczyć czy ma środki na jej wykończenie. Nie
      pomyśleli ile wyrzeczeń, będą musieli ponieść. Nie pomyśleli, że droga za
      Panem to droga krzyża i ofiary. I wtedy, gdy przychodzą niepowodzenia, brak
      zrozumienia, ucisk, wtedy rezygnują i cofają się.

      Inni stają się chrześcijanami ponieważ liczą, że materialnie skorzystają na
      tym.
      Szczególnie miało to miejsce w Polsce w 1980 r. podczas rządów komunistów,
      kiedy była bieda w Polsce. Protestanci w Polsce otrzymywali pomoc zagraniczną,
      którą dzielili się z innymi. Wtedy wiele ludzi przychodziło do naszych
      kościołów, przyjmowało członkostwo. Ale kiedy skończyły się dary, wtedy
      odchodzili.

      Inni stają się chrześcijanami z powodu nieuleczalnej choroby i lęku przed
      śmiercią. Przychodzą do Boga z nadzieją cudownego uzdrowienia. Kiedy zostaną
      uzdrowieni, mija lęk i wtedy często odchodzą.

      Inni stają się chrześcijanami ze szczerych motywów. Szczerze zaufali Panu.
      Oddali swoje życie, świadomi ceny prawdziwego uczniostwa Jezusa, trwają przy
      Panu niezależnie od okoliczności.

      Tak więc ludzie mają różne motywy, gdy przychodzą do Boga. Gdy przyjmują
      zaproszenie, aby przyjść do Niego.

      Uczniowie także mieli motyw, żeby pójść za Panem Jezusem. Kierowali się
      kontekstem politycznym, albo jak Judasz kontekstem politycznym i finansowym.
      Pan Jezus przez te 3 lata zmieniał ich motywy. Nauczał ich o prawdziwym ich
      powołaniu. Cenie chodzenia za Nim
      Jednak w chwili tak ciężkiej próby, także ich motywy zostały poddane próbie.
      Wytrwają przy swoim powołaniu, czy nie. Będą kontynuować misję Pana, czy nie.

      Tych siedmiu zdecydowało się wrócić do swojego zawodu. Wrócili do miejsca skąd
      Pan ich powołał. Wypłynęli na morze. Całą noc pracowali. Nadaremnie. Zmarnowany
      czas. Oto rezultat pracy bez Boga. Nie ma Bożego błogosławieństwa, jeśli robimy
      coś przeciw Bożej woli. Zniechęceni do chrześcijaństwa, wracamy do starego
      życia, do starych przyzwyczajeń, Wkładamy wiele wysiłku w nasze życie,
      próbujemy po swojemu i po staremu i znów nie wychodzi.

      Utrudzeni daremnym wysiłkiem uczniowie dostrzegli człowieka. Nie poznali Go.
      Nie pytają Go o nic, gdy pyta ich: chłopcy macie coś do jedzenia?. Nie! –
      odpowiadają. Nie dyskutują jak dawniej, gdy tym doświadczonym rybakom mówi,
      żeby jeszcze raz zarzucili sieć po prawej stronie łodzi. Gdy zobaczyli sieć
      pełną ryb poznali, że to zmartwychwstały Pan. Dlaczego tutaj podana jest
      dokładna ilość ryb? Nie wiemy. Ale z jakiegoś powodu ta dokładna liczba ryb
      miała znaczenie. Mimo wielkiego połowu nie podarła się sieć. Nie było straty.

      Oto błogosławiony rezultat, kiedy robimy coś, co jest zgodne z wolą Pana, na
      Jego Słowo. Czy nie jest tak z nami?
      Kiedy wreszcie w tej rezygnacji i rozczarowaniu w miejscu, gdzie nie powinniśmy
      być, dostrzegamy Pana Jezusa. Przychodzi refleksja, że uciekamy od Niego, od
      naszego powołania.. Wychodzi po nas do miejsca, gdzie nie powinniśmy być, aby
      przypomnieć nam, że nadal nas kocha, że nadal czeka. On jednak z nas nie
      rezygnuje, jak ten garncarz opisany w Księdze Jeremiasza 18,4 „A gdy naczynie,
      które robił ręcznie z gliny nie udało się – wtedy zaczął robić inne naczynie,
      jak garncarzowi wydawało się, że powinno być zrobione” . Nasz Niebiański
      garncarz jest cierpliwy do nas. Kształtuje nas próbując uczynić z nas naczynie
      użyteczne dla Jego chwały. Jeśli nie udało się teraz, to jest nadzieja, że uda
      się później. Nie odrzuca gliny.

      Czujemy się zawstydzeni, gdy nic nie mamy, a On ma. „Ujrzeli rozniecone ognisko
      i rybę położoną na nim i chleb”. Przynieście kilka ryb, które złowiliście.
      Zaprasza do wspólnego posiłku tych, którzy poddali się. Nie krytykuje ich, że
      zawiedli Go. Daje im to co sam przygotował „A Jezus zbliżył się, wziął chleb i
      dał im, podobnie i rybę”. Przypomina im bez słów: kiedyś rozmnożone chleby i
      ryby, przypomina im udany połów, gdy ich powoływał. Przypomina im o dniu, kiedy
      zaprosił ich, aby byli rybakami ludzi.

      I nam, którzy zrezygnowanym przypomina te cuda, błogosławieństwa, wysłuchane
      modlitwy. Przypomina ten wspaniały dzień naszego spotkania z Nim. Radość
      zbawienia. Przypomina nam to co zapomnieliśmy, żebyśmy „opadłe ręce i omdlałe
      kolana znowu wyprostowali” Hb. 12,12.

      W chwili rezygnacji i wycofania, Pan nasz stwarza okoliczności, aby do nas na
      nowo przemówić. Puka do serca, szuka nas. Możemy przypomnieć sobie Boży plan
      dla
    • akondze Re: cel w życiu ???? 23.02.07, 09:19
      Na początek musisz się czymś zainteresować, np. zacznij podróżować lub robić
      zdjęcia... wtedy będzie łatwiej ;)

      Albo wymyśl coś oryginalnego, np. zacznij jeździć tramwajami i liczyć ludzi na
      kolejnych przystankach: później możesz np. analizować te dane, robić wykresy i
      udostępniać ludziom w internecie ;)

      ----------
      ...skwak?
    • Gość: Matylda Re: leonwawa IP: 85.112.196.* 23.02.07, 09:44
      Nie stać Cię na założenie rodziny? a co do tego właściwie potrzeba prócz
      miłości? Kiedyś ludzie dorabiali się od przysłowiowego krzesła. Cieszyła każda
      rzecz, którą mogli sobie kupić. Chyba było lepiej. Teraz młodzi ludzie
      chcieliby mieć wszystko od razu (najlepiej od rodziców) a co łatwo przyszło nie
      cieszy. Jedyna bariera to mieszkanie więc trzeba na nie zarobić. Dla młodych
      świat stoi otworem. Wściekam się jak widzę młodego człowieka grzebiącego w
      wyschniętej kałuży wtedy, gdy za plecami jest cały ocean. Świat jest wielki a w
      nim pieniądze. Poszukaj ich tam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka