Dodaj do ulubionych

Malzenstwo a pieniadze

01.12.08, 22:31
Mam zagwozdke. Jestesmy malzenstwem od kilku miesiecy i powoli probuje
wprowadzic zasady w kolejne sfery zycia. Kolejke zmywania i gotowania mamy juz
ustalona. Ze sprzataniem lazienki zaczynaja sie schody, bo maz czasem sie
poczuje, a czasem nie - no, musi miec humor. Dodam tylko, ze on jest ode mnie
troche starszy i ma trudny charakterek. Sila rzeczy doszlismy do kwestii
finansow - inaczej byc nie moglo. Ja zarabiam jednolicie: jedna kwota, jedna
wplata w miesiacu - prosta sprawa. Maz - hmmmm... co miesiac inna historia.
Niby ma ustalona place zasadnicza, ale rowniez co miesiac dostaje rozne
dodatki w roznych wysokosciach. Te dodatki znaczaco wplywaja na wysokosc
calego dochodu w miesiacu, w zwiazku z czym zamiast dostac tyle ile sie
spodziewa dostaje jeszcze dodatki w wysokosci np. 50% czy 70% pensji
zasadniczej, czyli sporo. Nie mam zadnej kontroli nad tym.
Problem tkwi w tym, ze ilekroc probuje z nim ustalic jakies zasady w
finansach, on to traktuje jak zamach na swoja wolnosc i niezaleznosc. Jak na
razie tylko raz pokazal mi wyciag ze swojego konta, ale bardzo szybko
skasowal. Na pytanie "Ile wlasciwie zarabiasz?" podaje mi kwote wynagrodzenia
zasadniczego. Z tego placi nasze rachunki, zostaje mu niewiele, a ewentualne
dodatki traktuje jak pieniadze na wlasne wydatki. Kiedy zapytalam ile dostaje
razem z dodatkami zrobil mi awanture, ze przeciez ich wysokosc co miesiac jest
inna, niekiedy sa bardzo niskie. Efekt jest taki, ze po oplaceniu rachunkow
calkiem spora kasa ucieka gdzies bokiem na kino z popcornem (2x tyg), ksiazki
i filmy z Empiku(~100 zl tygodniowo), obiady w knajpach, alkohol na imprezy z
kolegami, ciuchy z firmowych sklepow itd.

Generalnie ja jestem z natury oszczedna (chyba jak wiekszosc kobiet), on z
kolei nie patrzy na ceny. Jak mu sie cos podoba, to kupuje. Uwazam, ze ok.
Zarabia, wiec ma prawo kupic sobie kurtke za 400. Z drugiej strony nie mamy
gdzie mieszkac i zbieramy na mieszkanie. Wiadomo, jak bedziemy odkladac po
500zl, to zycia nam nie starczy. Dlatego tak bardzo zalezy mi na odkladaniu co
miesiac jak najwiekszych kwot. Wole teraz zacisnac pasa i wiecej odlozyc, niz
brac kredyt na calosc mieszkania i oddac drugie tyle bankowi.

Zdaje sobie sprawe, ze problem dotyczy nie tylko braku pomyslu na dobre
rozliczenie, ale rowniez roznicy w charakterach. Dodam jeszcze, ze ostatnie
kilka lat maz zyl samotnie po rozwodzie i nie zalowal sobie na przyjemnosci. Z
pierwsza zona nie mieli wspolnego konta, kazdy mial swoje i na wspolne cele
dawal wedle uznania.

Moze ktos podsunie jakis pomysl.
Obserwuj wątek
    • arek103 Jedyne rozsadne rozwiazanie... 01.12.08, 22:50
      nobodyswife napisała:

      ...
      > rozliczenie, ale rowniez roznicy w charakterach. Dodam jeszcze, ze ostatnie
      > kilka lat maz zyl samotnie po rozwodzie i nie zalowal sobie na przyjemnosci. Z
      > pierwsza zona nie mieli wspolnego konta, kazdy mial swoje i na wspolne cele
      > dawal wedle uznania.
      >
      > Moze ktos podsunie jakis pomysl.

      Jedyne rozsadne rozwiazanie w tej sytuacji to:
      1. calkiem osobne konta
      2. niewtracanie sie do swoich wlasnych spraw finansowych
      3. danie sobie troche wolnosci, wyluzuj sie z twoja checia kontrolowania i
      trzymania lapy na wszystkim jak jakis kapo
      4. ustalcie jaka kwote kazde z was bedzie odkladalo co miesiac na wspolny cel
      jakim jest wlasne mieszkanie i tego sie trzymajcie, mozecie to zmieniac np. raz
      na rok.
      5. ustalcie ile kazde daje na wspolne biezace wydatki

      Przypuscmy, ze maz zarabia dwa razy wiecej - wcale nie jest oczywiste, ze
      powinien dawac 2 razy wiecej niz ty na przyszle wspolne mieszkanie. Dlaczego nie
      po rowno?
      Wazniejsze moga byc przyjemnosci i oddanie bankowi wiecej tytulem wiekszego
      kredytu, niz zycie jak pustelnik, ale za to z wiekszym kontem.
      A tak w ogole nigdy niezrozumiem po jak mozna brc slub nie majac tych rzeczy
      ustalonych wczesniej. Trzeba bylo najpierw pomieszkac pare lat bez slubu.
      • zz09 Po kilku miesiącach małżeństwa??!! 03.12.08, 23:32
        Dżizas, Ty takie rzeczy piszesz po kilku miesiącach małżeństwa??
        Ciekawi mnie, ile byliście razem przed ślubem. Lojalność i uczciwość
        w takich sprawach to rzecz dość elementarna. Nie poznaliście się w
        ogóle? Nie chcę być złym prorokiem, ale coś mi to źle wygląda: po
        kilku miesiącach małżeństwa jedno z małżonków nie chce powiedzieć
        drugiemu, ile zarabia i na co wydaje... Baw się dobrze.
        • brzezozka Re: Po kilku miesiącach małżeństwa??!! 03.12.08, 23:47
          będzie jeszcze gorzej
          • sikorka68 Re: Po kilku miesiącach małżeństwa??!! 04.12.08, 00:05
            brzezozka napisał:

            > będzie jeszcze gorzej

            No, i jaki wniosek. Po co się kłócić. Sposobem przekonać, sposobem. Lepiej niech
            sam poczuje, że jest mu to koniecznie do życia potrzebne.
            I tu dalej nie ma recepty. Ludzie są różni i różne rzeczy (argumenty) mogą
            przekonać: może zrobić tak, żeby poczuł ciasno w domu, może super urządzone
            mieszkanko u kogoś itd. Jak poczuje, sam zacznie kombinować, jak zrobić, żeby
            jak najszybciej pieniądze się znalazły. I wspólne życie będzie lepiej wyglądać.
            Ty będziesz miała wolną głowę.
            • Gość: Elle Re: Po kilku miesiącach małżeństwa??!! IP: 194.156.48.* 11.12.08, 19:51
              W sumie to bardziej ważne jest ile facet zarabia niż wydaje :-) Z
              oszczędzania pieniądze się nie biorą tylko z zarabiania.
              A tak wogóle to trzeba rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać.
              Ja też jestem bardziej "inwestycyjna" niż mój mąż. Po jakimś czasie
              wypracowaliśmy kompromis, ja sie nauczyłam bardziej z zycia
              korzystać (nie powiem całkiem to przyjemne) a on dbac o przyszłość.
              U was myśle jednak , ze problem jest inny. Czy bardziej
              przeszkadzają Ci jego wydatki, czy raczej brak współnej kasy. Myśle
              też , ze nie jest Fair jak jedna strona wiecej wydaje na swoje
              przyjemności niż druga. Mam nadzieję, ze chociaż prezenty Ci robi.
              Pytanie tez o zaufanie. Nie wiem, ale może mąż przewiduje, ze wasze
              małżeństwo tez sie moze rozpaść, wiec nie warto inwestowac we
              wspólne dobra zwłaszcza, że mogłyby przypaść Tobie. Albo Ty tak
              odbierasz jego zachowanie. Moze warto odkryć to drugie dno i
              przedyskutować. W sumie jak on ma zakodowane osobne kasy, a Tobie to
              nie odpowiada, to wrórzę kłopoty, ale trzeba było o tym myśleć
              wczesniej.
        • Gość: aga Re: Po kilku miesiącach małżeństwa??!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.08, 09:18
          To po co wyscie sie pobierali w ogole? Ze tak czasami po latach
          komus odbije to juz mniej sie dziwie ale na poczatku malzenstwa miec
          przed soba tajemnice w elemantarnych sprawach...? Toz to absurd. Na
          czym wy chcecie przyszlosc budowac? Bo chyba wiekszosc ludzi stara
          sie na zaufaniu (albo sie myle, wiec niech ktos mnie poprawi). Nie
          zazdroszcze ;(
    • matylda1001 Re: Malzenstwo a pieniadze 02.12.08, 00:44
      Poradzę Ci po babsku. Tylko wspólne konto. Inaczej mąż będzie
      kręcił, albo Ty będziesz podejrzewała, że kręci. Będą problemy. W
      małżeństwie nie ma moje i twoje, jest nasze. Jednak skoro już teraz
      masz problemy to wątpię, żeby mąż łatwo przystał na taką propozycje.
      To, co proponuje Arek to najgorszy pomysł z możliwych. Składac sie
      na wspólne wydatki mogą mieszkancy pokoju w akademiku a nie
      małżeństwo. To jakis absurd.
      .................................................................
      1. Nie zdejmujemy butów wchodząc do cudzego domu
      2. Nie podajemy gościom kapci
      • nobodyswife Re: Malzenstwo a pieniadze 02.12.08, 08:36
        Mamy 3 konta. Kazdy swoje i jedno wspolne.
        • Gość: mrowa Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.ghnet.pl 03.12.08, 14:18
          to ja proponuje odwrócić sytuację:
          3 konta ale:
          1wsze wspólne - na które przychodzą wypłaty
          • Gość: mrowa Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.ghnet.pl 03.12.08, 14:22
            coś pomieszałem więc jeszcze raz :)
            to ja proponuje zmienić sytuację:
            3 konta ale:
            1wsze wspólne - na które przychodzą wypłaty
            2gie wspólne - tu rośnie kasa na mieszkanko
            3cie wspólne - tu rośnie kasa na przyszłą emeryturę

            wszelkie rozdzielanie na twoje i moje to porażka
            • Gość: eeel Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 18:41
              > wszelkie rozdzielanie na twoje i moje to porażka

              akurat w tym punkcie się nie zgadzam, mamy z mężem osobne konta i od lat jest
              ok. Coś chcemy to kupujemy jak mamy za co każde z nas ma rachunki do opłacania ,
              czynsz telefony, przedszkole, szkoła itp

              nie wyobrażam sobie "wspólnego" konta i zastanawianie się nad tym kto rządzi i
              czy mogę sobie coś kupić ..
              • dorsai68 Daczego ktokolwiek ma "rządzić"? 03.12.08, 19:47
                Wspólne konto to wspólne decyzje. Nikt niczym nie musi rządzić. Chyba, że wasze małżeństwo to wieczna walka o to, "kto w domu nosi spodnie".
                Tyle, że w takiej sytuacji, gdy stoicie na stanowisku, że każde z was musi mieć "swoje" pieniądze, należy spisać intercyzę i nie zawracać ludziom dupy.
                • Gość: XXL Re: Daczego ktokolwiek ma "rządzić"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 19:57
                  "wspólne decyzje"
                  - o kremie za 500zł
                  - o obiektywie za 5000zł
                  tak tylko rzucam - i teraz wiem skąd biorą się faceci co kupują jakiś sprzęt i
                  rozliczają go tak 1000zł teraz ze "wspólnych" + 1000 zł jutro z zaskórniaków -
                  to owoce wspólnych "decyzji" - a znam kilku którzy tak kupują
                  • dorsai68 Re: Daczego ktokolwiek ma "rządzić"? 03.12.08, 20:04
                    dokładnie tak. Ja kupiłem obiektyw a ona laptopa.
                    Zadziwiajace, że się w tym względzie porozumieliśmy nieprawdaż?
                    • Gość: XXL Re: Daczego ktokolwiek ma "rządzić"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 20:12
                      a kupiłem obiektyw a ona laptopa.

                      nie mówię ze tak się nie da zastanawia mnie tylko klucz do "ustalania" czyli jak
                      ty coś - ja coś - podobnej wartości czy jak? pewnie da się z tym żyć i jeszcze
                      mieć z tego radość:) ja jednak spontan cenie ponda wszystko - taki typ, tu na
                      forum pisał gość co największą radochę ma z tabelek w exelu
                      Najważniejsze żeby obojgu pasowało:) no chyba że ktoś ma jeszcze kochankę to
                      musi 3gu pasować

                      problem jest gdy w związku są różne zdania na ten temat bo to że tu na forum są
                      rózne to całt fan
                      • dorsai68 Re: Daczego ktokolwiek ma "rządzić"? 03.12.08, 20:34
                        Nie, żadnych kluczy. Takich zakupów jak obiektyw czy laptop nie czyni się przecież codziennie i nie robi się ich w sklepie "na rogu". W końcu to nie parówki. Zakupy po prostu są przemyślane i wcześniej uzgodnione.
                        W globalnym rozliczeniu i tak się "wyrówna" (jeśli mowa o kluczach), bo ja na ten przykład mam kilka par butów, a żona no cóż... powiedzmy, że moim hobby jest fotografia, a Jej kolekcjonowanie obuwia ;-)
                        • Gość: XXL Re: Daczego ktokolwiek ma "rządzić"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 20:42
                          no właśnie ja kupiłem szkło za 4800+ przesyłka w chwilę - czyli w sklepie na
                          rogu internetowym i o tak mnie naszło i pewnie z tego powodu miałem taką
                          przyjemność, żona idzie po szalik a wraca z kozakami, torebką i płaszczem za
                          kosmiczne pieniądze (czyli cały miesięczny dochód) i tez ma z tego radość ... my
                          tak lubimy kupować "coś" jak parówki ot takie zboczenie (choć szarpie to
                          budżetami oj szarpie) o samochodzie nie wspomnę bo to lekkie przegięcie (jechała
                          obok salonu i kolor jej się spodobał - właśnie kończymy spłacać raty)
                    • Gość: kate Re: Daczego ktokolwiek ma "rządzić"? IP: *.dsl.bell.ca 03.12.08, 21:41
                      NIektorzy nie sa wystarczajaco dorosli do malzenstwa. Mamy osobne
                      konta z mezem, bo tak wyszlo, nie mamy czasu wybrac sie do bankow
                      zeby "naprawic"syt. A w sumie nie ma to znaczenie.Dziwne ze ostatnio
                      maz wpadl na pomysl ze moze sobie wymieni body do aparatu i
                      przyszedl do mnie podzielic sie ta nowina i celem podjecia owej
                      decyzji razem.No i o dziwo doszlismy do wniosku ze poczekamy do
                      nowego roku bo pewnikiem albo bedzie taniej, a jak nie to nie bedzie
                      tak strasznie z wydatkami przedswiatecznymi.Nie rozumiem ze skoro
                      jest malzenstwo to MUSI byc wspolne konto w banku.NAjwazniejsze zeby
                      byly podejmowane wspolne decyzje a z ktorego konta to idzie to jest
                      najmniej wazne.Nie ma wystarczajacych funduszy na tym to pobieramy z
                      drugiego.
                      • Gość: XXL Re: Daczego ktokolwiek ma "rządzić"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 21:45
                        czyli wszystko przez tę fotografie albo szkło albo body:)

                        PS jakie body mu chodzi po głowie
                        bo mi Canon 5D Mark II:)
                        • Gość: kate do XXL IP: *.dsl.bell.ca 04.12.08, 02:42
                          Canon ten najnowszy.Jaki to numerek to nie mam pojecia:)
                          Pewnie bedzie tutaj mi marudzil ze on chce aparat a w drodze
                          przekupywania kupi mi psa bo ja marudze od jakiegos czasu ze chce
                          siersciucha.I wszyscy beda szczesliwi.
              • Gość: mrowa Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.08, 19:48
                I właśnie w tym rzecz by nie zastanawiać się kto rządzi. W moim układzie nie ma
                tego problemu - ktoś ma potrzebę to kupuje i tyle. Nie jesteśmy przecież dziećmi
                i z żoną ufamy w swój rozum po prostu - nie musimy weryfikować pomysłów drugiej
                strony.
                Uważam, że układ, który Ty masz ma mniejsze prawdopodobieństwo przetrwania niż
                mój - wiem z doświadczenia znajomych dalszych i bliższych ,że takie układy źle
                się kończyły.
                • Gość: XXL Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 19:54
                  u mnie taki dział idealnie od wielu lat, kłótnie były ale NIGDY o pieniądze może
                  dlatego że u nas pieniądze nie są najważniejsze są albo ich nie ma ale nigdy nie
                  są przedmiotem debat czy badań

                  a poza tym jest bardzo przyjemnie oświadczyć rodzinie że jedziemy na tydzień do
                  spa (wykupione za swoje zaoszczędzone pieniądze) ot taka miła niespodzianka
                • Gość: eeel Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 19:59
                  > Uważam, że układ, który Ty masz ma mniejsze prawdopodobieństwo przetrwania niż
                  > mój - wiem z doświadczenia znajomych dalszych i bliższych ,że takie układy źle
                  > się kończyły.

                  11 lat małżeństwa + 3 narzeczeństwa a Wy?
              • iberka ? 04.12.08, 15:55
                i tak płacicie osobno za wszystko? a dziecko w tym przedszkolu, za
                kóre płacicie jest wspólne czy tez sie nim dzielicie?
                nie rozumiem takich ustaleń

                Iza


            • nobodyswife Sukces! 11.12.08, 20:26
              > 1wsze wspólne - na które przychodzą wypłaty

              To rozwiaze problem. Maz tak naprawde wkurza sie o kontrole wydatkow, a nie wplat.

              Dzieki! Warto bylo zalozyc watek. :)

              • Gość: LOLO Re: Sukces! IP: *.c152.petrotel.pl 12.12.08, 07:40
                Jak zgodzi się na rozwiązanie typu wpływy na jedno konto to mu
                współpczuję - zacznie się - na co tyle pieniędzy idzie ???, po co ci
                to ???, itd, itd.

                Zdrowe podejście to - czego oczy nie widzą tego duszy nie żal.
      • Gość: ania Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 21:14
        matylda1001 napisała:

        > Poradzę Ci po babsku. Tylko wspólne konto. Inaczej mąż będzie
        > kręcił, albo Ty będziesz podejrzewała, że kręci. Będą problemy. W
        > małżeństwie nie ma moje i twoje, jest nasze. Jednak skoro już teraz
        > masz problemy to wątpię, żeby mąż łatwo przystał na taką propozycje.
        > To, co proponuje Arek to najgorszy pomysł z możliwych. Składac sie
        > na wspólne wydatki mogą mieszkancy pokoju w akademiku a nie
        > małżeństwo. To jakis absurd.

        Guzik prawda. Niektorzy pomimo bycia w zwiazku maja potrzebe niezaleznosci, to
        sie nie wyklucza. Za optymalne rozwiazanie uwazam jedno konto wspolne na
        codzienne wydatki, rachunki i cos do odlozenia i konta osobne na co kto chce i
        nikomu nic do tego. To nie tylko kwestia zaufania, ale minimalnego marginesu
        swobody, zeby w kolko nie tlumaczyc sie, "a na co to poszlo, a czemu tyle itd.
        itp". Zwiazek to nie tylko "my"-chyba, ze ktos uwaza, ze wiazac sie z kims
        przestaje istniec jako jednostka, ale to juz problem takiej osoby.
        • matylda1001 Re: Malzenstwo a pieniadze 04.12.08, 01:07
          >Guzik prawda. Niektorzy pomimo bycia w zwiazku maja potrzebe
          niezaleznosci, to sie nie wyklucza.<

          Ja chyba jednak czegoś nie rozumiem... Jaka to niezależność dają
          osobne konta? Przeciez jeśli pieniędzy jest mało, to i tak wszystko
          idzie na potrzeby domowe, czyli wspólne. Nikt normalny nie kupi
          sobie drogiej kurtki wiedząc, że nie starczy na rachunek za prąd.
          Jeśli pieniędzy jest dużo, to chyba nikt nikomu w zęby nie zagląda i
          nie patrzy pazernie, co to drugie sobie kupiło. Dlaczego małabym nie
          kupić sobie kremu, spodni czy książki skoro są mi potrzebne,
          dlaczego mąż miałby nie kupić tego, co jemu jest potrzebne? U mnie
          przez wszystkie lata małżeństwa było raz lepiej, raz gorzej, jak
          wszędzie, ale nigdy nie musialam się tłumaczyc na co wydałam
          pieniądze, ani nie wymagałam tego od męża. "Na co poszło i dlaczego
          tyle" to pytania w naszym domu nieznane. Skoro poszło, to znaczy, że
          trzeba zarobić następne.
          ----------------------------------------------------------
          Nie cierpię wegetarian bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
          • Gość: kibuc Re: Malzenstwo a pieniadze IP: 80.68.236.* 04.12.08, 11:04
            > >Guzik prawda. Niektorzy pomimo bycia w zwiazku maja potrzebe
            > niezaleznosci, to sie nie wyklucza.<
            >
            > Ja chyba jednak czegoś nie rozumiem... Jaka to niezależność dają
            > osobne konta? Przeciez jeśli pieniędzy jest mało, to i tak wszystko
            > idzie na potrzeby domowe, czyli wspólne. Nikt normalny nie kupi
            > sobie drogiej kurtki wiedząc, że nie starczy na rachunek za prąd.
            > Jeśli pieniędzy jest dużo, to chyba nikt nikomu w zęby nie zagląda i
            > nie patrzy pazernie, co to drugie sobie kupiło. Dlaczego małabym nie
            > kupić sobie kremu, spodni czy książki skoro są mi potrzebne,
            > dlaczego mąż miałby nie kupić tego, co jemu jest potrzebne? U mnie
            > przez wszystkie lata małżeństwa było raz lepiej, raz gorzej, jak
            > wszędzie, ale nigdy nie musialam się tłumaczyc na co wydałam
            > pieniądze, ani nie wymagałam tego od męża. "Na co poszło i dlaczego
            > tyle" to pytania w naszym domu nieznane. Skoro poszło, to znaczy, że
            > trzeba zarobić następne.
            > ----------------------------------------------------------
            > Nie cierpię wegetarian bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!

            Ta niezależność niekoniecznie określana jest poprzez kupowanie rzeczy drogich
            lub takich, na które nas nie stać. Mój przykład:

            Mamy z żoną wspólne konto, na które wpłacamy nasze zarobki pomniejszone o x. X
            zostaje każdemu z nas na własne wydatki, z których nie rozliczamy się z nikim.
            Dzięki temu mogę np. wstąpić w drodze z pracy do Maca, kupić sobie Football
            Managera czy odłożyć na supermegawypasionego laptopa/komórkę/bógwieco. Żona nie
            akceptuje fastfoodów, nie trawi samej koncepcji geir komputerowych a co do
            gadżetów to traktuje je jak zabawki dla dzieci. A dla mnie ważne jest
            pielęgnowanie wewnętrznego dziecka :) i cieszę się, że gdy mam ochotę i
            pieniądze, mogę to zrobić. Żona z kolei namiętnie kupuje ciuchy na lumpach -
            proszę bardzo, niech kupuje. Pieniędzy które zostawiamy dla siebie nigdy nie
            uwzględniamy w domowym budżecie, nawet jako potencjalnych zaskórniaków, dlatego
            takie zakupy nie dają poczucia, że robimy to kosztem czegoś ważniejszego
            (rachunki, meble, odłożenie na przyszłość). Na nowy rok zaplanowaliśmy
            zmiejszenie X w związku z planowanym wzrostem wydatków domowych, ale ważne, że
            nadal on będzie.
            • Gość: xella Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.91.174.89.cable.satra.pl 11.12.08, 20:02
              Wow - Ty kupujesz "supermegawypasionego laptopa/komórkę/bógwieco", a
              żona "ciuchy na lumpach"... no comment
          • Gość: koko a ko m i podpowie IP: 91.199.30.* 12.12.08, 10:51
            pieniedzy nie braknie, ale denerwuje mnie jak zona zamiast zaplacic
            za to samo taniej placi drozej np. 20-30%, po prostu nie zastanawia
            sie, np, paliwo po 8 zl. dziwne
      • Gość: gosc Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.globalconnect.pl 03.12.08, 22:45
        a ja poradzę Ci po męsku, chcesz mieć kase faceta
        zastań prostytutką, wykonyjesz prace dostajesz ustaloną
        kwote.

        Nie rozumiem jak można rządać czyjejś kasy. Zarabiam
        miesiecznie tyle co zona przez rok, jak chcesz to
        dzielic, pol na poł? niby dlaczego???
        Najłatwiej dzielić się tym, którzy nic nie mają, bo
        wszystko biorą, nic nie dając.
        • matylda1001 Re: Malzenstwo a pieniadze 04.12.08, 01:17
          >Nie rozumiem jak można rządać czyjejś kasy<

          Jak to CZYJEJŚ? Nieważne co które zarobi, pieniądze są wspólne,
          małżeńskie.

          >jak chcesz to dzielic, pol na poł? niby dlaczego???<

          Dlaczego pół na pół? Raz jedno ma większe potrzeby, raz drugie.
          No dobrze, powiedzmy, że zona wkłada w dom swoją wypłatę, Ty dajesz
          równowartość. Co robisz z resztą pieniędzy? Odpowiedz, proszę, bo
          bardzo jestem ciekawa.
          ----------------------------------------------------------
          Nie cierpię wegetarian bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
          • Gość: ja Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.adsl.inetia.pl 04.12.08, 02:31
            > Jak to CZYJEJŚ? Nieważne co które zarobi, pieniądze są wspólne,
            > małżeńskie.

            Ty ciągle mówisz, że wspólnota, wszystko wspólne itp. brednie. A nie zauważyłaś,
            że kolej zmywania nie jest wspólna tylko albo jego albo jej?
            Jakby mi kobieta chciała ustalać kiedy ja mam zmywać a kiedy ona i kiedy ja
            gotuję a kiedy ona to bym z nią szybko ustalił kiedy ja płace rachunki a kiedy ona.
            Troszkę konsekwencji drogie panie.
            Rozumiem jakby miała dziecko musiała siedzieć w domu i się nim opiekować ale
            skoro nie ma dziecka i może normalnie pracować i zarabiać a obowiązki domowe
            dzielą po równo to i koszty prowadzenia domu tez powinny być podzielone po równo
            a nie jakimiś tam %.
            Nie żebym bronił faceta bo jestem wręcz pewny, że to jakiś fajfus co z resztą
            potwierdza sam fakt, ze się z nią ożenił:)
            • matylda1001 Re: Malzenstwo a pieniadze 04.12.08, 21:34
              >A nie zauważyłaś, że kolej zmywania nie jest wspólna tylko albo
              jego albo jej?<

              To zmywanie to rzeczywiście jakas paranoja. Ciekawe dlaczego część
              kobiet uważa, że zmywanie przez faceta to oznaka związku
              partnerskiego. Mój tam nie zmywał chyba nigdy w życiu i wcale mi na
              tym nie zalezy. W ogóle nie zajmuje sie pracami domowymi, chyba że
              trzeba cos zreperować, przykręcić, przybić. Dywany trzepie chłopak
              sąsiadów. Niech każdy zajmuje sie tym, co mu lepiej wychodzi. Ja
              lubie dom a mąz lubi zarabiać. Obojgu odpowiada taki układ.
              Sprzątam, zmywam i gotuje nie tylko dla siebie więc i mąż nie
              zarabia tylko dla siebie. Po prostu to nasz wspólny dom.
              .................................................................
              1. Nie zdejmujemy butów wchodząc do cudzego domu
              2. Nie podajemy gościom kapci
        • Gość: taki sobie facio Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.adsl.inetia.pl 11.12.08, 17:39
          Święte słowa dobry człowieku, święte słowa.
          Ja mam podobną sytuację, zarabiam miesięczne tyle co żona na rok (no
          w pół roku) i nie uważam, że z tego tytułu to ja mam płacić za
          wszystko. Moja żona uważa oczywiście inaczej. Raz nawet wywaliła
          mnie z domu (na jedyne półtora roku) bo nie dawałem jej kasy. Finał
          jest taki, że mam swoje mieszkanie 5 minut drogo od niej, mieszkam
          raczej u siebie niż u niej. Daję jej 1000 zł na dziecko i nie
          pozwalam wtrącać się w moje sprawy. Ona jeździ do pracy autobusem,
          ja swoim samochodem. Ona pożycza kasę po znajomych, a ja nie biorę
          nic na kreskę. Fajnie? Po co mnie wyrzucała? Myślała, że metodami
          siłowymi coś osiągnie?
          • nobodyswife Re: Malzenstwo a pieniadze 11.12.08, 20:57
            Powinna Ci dac dziecko na wychowanie.
          • Gość: dario rzeczywiscie warto sie poznac przed slubem IP: *.access.telenet.be 11.12.08, 21:07
            wydajesz forse na przyjemnosci w sytuacji, gdy twoja zona i dziecko musza
            pozyczac na swoje potrzeby? rzeczywiscie warto sie poznac przed slubem, potem
            moze sie okazac ze trafil sie taki s..syn.
    • dritte_dame Jedyne rozsądne rozwiązanie to ... 02.12.08, 01:58
      Jedyne rozsądne rozwiązanie to jak najszybszy rozwód.

      Dopóki jeszcze nie ma dzieci.


      Z tego wszystkiego co napisałaś poniżej jasno wynika że Wasz związek
      nie ma najmniejszych szans na szczęśliwe trwanie latami.

      Mówię to jako "praktykantka" z 20+ letnim stażem.

      Przyczyną podstawową jest całkowity obustronny brak zaufania,
      z Twojej strony dążenie do dość małostkowego kontrolowania życia
      drugiego człowieka a z Jego strony udowodniona przeszłością
      niezdolność do wejścia w związek taki, w którym oboje małżonkowie z
      radością ofiarują tej drugiej osobie swoje własne życie w prezencie.

      Małżeństwo przecież to jest: "czuwanie nad czyjąś samotnością.."



      nobodyswife napisała:

      > Jestesmy malzenstwem od kilku miesiecy i powoli probuje
      > wprowadzic zasady w kolejne sfery zycia.
      [...]

      > on [...] ma trudny charakterek.
      [...]

      > Maz [...] Niby ma ustalona place zasadnicza, ale [...] Nie mam
      zadnej kontroli nad tym.
      [...]

      > Problem tkwi w tym, ze [...] on to traktuje jak zamach na swoja
      wolnosc i niezaleznosc.
      [...]

      > Jak na razie tylko raz pokazal mi wyciag ze swojego konta, ale
      bardzo szybko skasowal.
      [...]

      > Kiedy zapytalam ile dostaje razem z dodatkami zrobil mi awanture
      [...]

      > po oplaceniu rachunkow calkiem spora kasa ucieka [...] na imprezy z
      > kolegami, ciuchy z firmowych sklepow itd.
      >
      > Z drugiej strony nie mamy
      > gdzie mieszkac
      [...]

      > Zdaje sobie sprawe, ze problem dotyczy [...] roznicy w
      charakterach.
      [...]

      > Dodam jeszcze, ze ostatnie kilka lat maz zyl samotnie po rozwodzie
      [...]

      > Z
      > pierwsza zona nie mieli wspolnego konta, kazdy mial swoje i na
      wspolne cele
      > dawal wedle uznania.



      > Moze ktos podsunie jakis pomysl.

      Sprawa jest zupełnie beznadziejna.
      Rozwód, tylko rozwód i jeszcze raz rozwód.
      • kot_behemot8 Re: Jedyne rozsądne rozwiązanie to ... 02.12.08, 08:53
        Staż małżeński mam krótszy, ale uważam dokładnie tak samo jak ty.
        Rozwód, im prędzej tym lepiej. I nie wmawiaj sobie, że wszystkie
        małżeństwa tak mają bo to nieprawda. Mieszkanie to najważniejsza
        rzecz dla związku a jeśli on tego nie rozumie mimo, ze jak
        zrozumiałam, młodzieniaszkiem już nie jest, to znaczy że waszego
        związku nie traktuje poważnie (choć może sam sobie nie zdaje z tego
        sprawy)
        Oczywiście wiem, ze rady odnośnie rozwodu nie posłuchasz (zwracam
        się do autorki wątku ofkors), więc widzę tylko jedno rozwiązanie.
        Wziąć byka za rogi i jednak zdecydować się na ten kredyt. Wtedy mąż
        po prostu będzie musiał się na coś zdecydować: albo się zaprze i na
        kredyt nie zgodzi (a wtedy ty będziesz już miała zupełną jasność co
        do jego intencji), albo kredyt weźmiecie i on nauczy się kontrolować
        wydatki (bo nie będzie miał innego wyjścia), albo wpadniecie w
        finansowe tarapaty i wtedy się okaże co wasz związek jest wart.
        Lepsze to niż szarpanie się przez całe lata i rosnący worek z
        wzajemnymi pretensjami.
        • Gość: markl75 Re: Jedyne rozsądne rozwiązanie to ... IP: *.bellona.pl 03.12.08, 17:01
          naprawde wiecie.... jak nie powiesz ile zarabiasz i nie bedziewspolne
          to rozwod, a przeciez mowicie nie dla pieniedzy jestescie z nami,
          takie niezalezne:) fe wsytd,, troche traci hipokryzja. No tak
          zapomnialem u kobiet milosc bez pieniedzy nie istnieje, to nazywacie
          zaufanie:):) ale sie obsmialem
          • baba67 Re: Jedyne rozsądne rozwiązanie to ... 05.12.08, 09:20
            Mozesz sie posmiac, smiech wszak to zdrowie, ale to nie zmienia faktu ze nic nie
            rozumiesz.
        • baba67 kot behemot tak madrze gadasz ze 04.12.08, 15:03
          chyba Bulhakowa znowu poczytam :-) Dokladnie to samo sobie pomyslalam. Maz
          dziewczyny to Piotrus Pan, I jesli cokolwiek jest w stanie go otrzezwic to
          wlasnie wspolna duza decyzja kredytowa.
      • paranormalny Re: Jedyne rozsądne rozwiązanie to ... 03.12.08, 12:30
        Absolutnie się z Tobą zgadzam!!! To rzadki przypadek abym się
        zgadzał z kobietą poza łóżkiem:/
        Taka żona jak nobodyswife to zakała małżeństwa, durna dzierżymorda!
      • Gość: anka My mamy wspolne konto IP: *.ac.tuniv.szczecin.pl 03.12.08, 14:48
        wspolne konto:
        najpierw rachunki,zarło, potem czesc na oszczednosci a reszte
        wydajemy jak chcemy kazde osobno. raz wiecej ja , raz maz
      • sikorka68 Re: Jedyne rozsądne rozwiązanie to ... 04.12.08, 00:13
        dritte_dame napisała:

        "> > Moze ktos podsunie jakis pomysl.
        > Sprawa jest zupełnie beznadziejna.
        > Rozwód, tylko rozwód i jeszcze raz rozwód."

        A jeśli to tylko docieranie??????????
        Dwie osoby z różnymi poglądami muszą stworzyć coś swojego, wspólnego- albo się
        uda, albo nie...
    • Gość: patriota [...] IP: *.chello.pl 02.12.08, 02:29
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • nobodyswife Re: gdyby nie to że to obraz "prawdziwego małżeńs 02.12.08, 08:34

        > przecież to jest jakiś kosmos normalnie

        Nooo! Tez tak uwazam. Jednak nikt nigdy mi nie gwarantowal, ze zycie bedzie
        latwe i ulozy sie wg moich planow.


        > nawet jeśli to jest prowokacja bo tak wygląda to tak właśnie wyglądają związki
        > w Polsce w 20 - 30 %!

        To nie jest prowokacja. A procent spokojnie mozesz zwiekszyc.
      • Gość: x Re: gdyby nie to że to obraz "prawdziwego małżeńs IP: 151.92.176.* 03.12.08, 13:09
        W tym kraju katolickim małżeństwo jest tylko na pokaz, dla ludzi. O wiele lepiej
        wypadają w oczach innych osoby po ślubie a następnie po rozwodzie niż osoby,
        które w ogóle nie chcą się żenić. A przecież wiadomo, że najważniejsza jest
        opinia otoczenia a nie własne zdanie.

        Do autorki postu: wzięłaś ślub, zrobiłaś więc duży krok w kierunku społeczeństwa
        i za to będziesz miała uznanie. A że masz już problemy w związku to twoja sprawa
        i twój problem. Może czasami dostaniesz fizycznie w dziób albo będziesz gnębiona
        psychicznie, to też twój problem. Jedynym rozwiązaniem jest udawanie przed
        innymi, że wszystko jest w porządku, bo tego się powszechnie oczekuje, w
        czterech ścianach możecie się nawet pozabijać, nikogo to nie będzie interesować.
        No i w niedzielę ładnie za rączkę marsz do kościoła na mszę, koniecznie tak aby
        się pokazać. Możesz ewentualnie wziąć rozwód, to znacznie lepsze niż brak ślubu,
        ale wymyśl lepiej jakiś powód, w który wszyscy uwierzą, wtedy ktoś ci na pewno
        współczuje.

        A teraz nie zamęczaj dalej innych twoimi problemami. Nie miałaś własnego zdania
        w życiu, ludzie myśleli za ciebie, to męcz się dalej.
        • seattle92 Re: gdyby nie to że to obraz "prawdziwego małżeńs 04.12.08, 01:42
          X, you have damn right!
    • Gość: ronaldbuzdygan Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.12.08, 08:14
      Oboje nie dorośliście do małżeństwa z tym że on wcale nie dorósł. facet
      potrzebuje tylko stałej waginy od czasu do czasu. Ja bym go już dawno kopnął w
      kuper. Piszę to jako facet z 35 letnim stażem.
      • nobodyswife Re: Malzenstwo a pieniadze 02.12.08, 08:39
        > Oboje nie dorośliście do małżeństwa z tym że on wcale nie dorósł.

        Tak, to prawda. Ma 40 lat i jest emocjonalnie niedojrzaly (czyt. emocjonalny
        15-latek). Poki co jeszcze nie wiem czy to uleczalne.
        • Gość: ronaldbuzdygan Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.12.08, 08:47
          To jest nie uleczalne. Problem rozwiąże tylko rozwód. Dziwi mnie to że wyszłaś
          za rozwodnika. Co prawda nie wszyscy rozwodnicy są tacy jak Twój ale zawsze
          należy się zastanowić co było powodem rozwodu. Zazwyczaj małżeństwa bez powodu
          się nie rozchodzą. Podejrzewam że właśnie jego pierwsza żona rozwiodła się z nim
          bo on jest samolubem i mamin cyckiem i nie potrafi dzielić się tym co ma (ku...
          wszystko jest moje nic tej cipie nie dam) takie jest jego podejście do małżeństwa.
          • Gość: MK Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 23:41
            Wygląda na to, ze nie zasięgnęło się opinii poprzedniej
            użytkowniczki.Albo została zignorowana.
        • Gość: mrowa Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.ghnet.pl 03.12.08, 14:26
          chcesz zmienić nawyki 40 latka ?!?!?!?! taaa powodzenia - współczuję i gratuluję
          wiary w swoje możliwości - prędzej wygrasz w totka co rozwiąże twoje problemy bo
          wtedy pewnie on będzie chciał mieć dostęp do twojej kaski :)
          • Gość: misio Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 18:53
            lala bierze faceta bez nogi i potem zastanawia się jak zrobić by biegał w maratonie
            Najlepsza jest świadomość że to 40 latek a emocjonalnie 15 lat:)
        • Gość: olo Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 18:51
          Ma 40 lat...

          no tak jak się bierze "starego kawalera" to się ma co się wzięło, mój kolega w
          podobnym wieku też się ożenił i ma poważniejszy problem - chce się rozwieść bo:
          1. żona nie wkłada płyt do pudełek
          2. przesuwa głośniki czasem nawet o 2 cm
          3. nie może zrozumieć potrzeby spłacania kredytu za wzmacniacz lampowy
    • tuskmenistan Re: Malzenstwo a pieniadze 02.12.08, 08:44
      Musisz być stanowcza. Powiedz mu, że jego to mogą być ewentualnie
      gacie, które ma na dupsku. A pieniądze, które przynosi do domu są
      WASZE. Małżeństwo to wspólnota.
      • Gość: kibuc Re: Malzenstwo a pieniadze IP: 80.68.236.* 04.12.08, 11:13
        > Musisz być stanowcza. Powiedz mu, że jego to mogą być ewentualnie
        > gacie, które ma na dupsku. A pieniądze, które przynosi do domu są
        > WASZE. Małżeństwo to wspólnota.

        Przestanie przynosić do domu (przynajmniej do swojego), wyda po drodze.
    • wiu Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 11:45
      Arek103 proponuje całkiem oddzielne konta - a może by tak spróbowac
      rozwiązania pośredniego? Tzn. Pensje wpływają wam na wasze osobne
      konta, ale macie jeszcze trzecie, wspólne, z przeznaczeniem na
      comiesięczne wydatki "na życie", w tym opłaty, jedzenie,
      comiesięczne oszczędności? Wydaje mi się, że JAKIŚ element wspólnoty
      finansowej powinien jednak mieć miejsce, żeby atmosfera była
      zdrowsza. Arek103 daje rozsądne wskazówki co do ustaleni
      acomiesięcznie oddawanej na wspólny cel kwoty i rzeczowego ustalenia
      swoich wydatków. Ja dodaję radę, żeby odbyło się to w sposó
      maksymalnei spokojny, otwarty, nie "agresywny". Być może to ty
      będziesz musiałą grac rolę "tej mądrzejszej" i moderowac
      wasze "negocjacje".

      Arek103 ma rację co do "dania sobie trochę więcej wolności".
      Kontrola?? - nie tędy droga. "To" powinno samo "wychodzić z ludzi"a
      nie być wymuszane...

      Popieram Arka103 równiez w kwestii tego, że skoro mąz zarabia 2 x
      więcej, to automatycznie ma "oddawać" dwa razy więcej. Poczuje
      się "ukarany za dobrobyt", podczas gdy powinien mieć możliwośc
      skorzystania z "owoców swoich starań" w pracy.

      Wygląda na to, Arek103, że się wyjątkow zgadzamy - ja tez uważam, że
      przyjemnosci w życiu TEŻ SĄ WAŻNE, a nie tylko odkładanie,
      odkładanie, odkładanie... trzeba sobie po prostu przemyśleć, co
      chcemy żeby tworzyło nasze życie, podjąć "męską decyzję" a potem nie
      żałować każdej sumki wydanej na rozrywkę czy hobby. Wydając kasę na
      przyjemności też się coś zyskuje..

      Ale, Arku103, większośc par NIE MA USTALONYCH tych rzeczy przed
      ślubem...słyszałeś chyba o czymś takim jak "różowe okulary"...? No i
      nie spsoób podchodzić do małżeńśtwa w 100% jak do kontraktu...

      Nobodyswife, Matylda1001 radzi ci większe zacieśnienie kontroli,
      podsyca twój niepokój. Matylda1001 po prostu nie zna innego modelu
      małżęńśtwa niż "nie ma moje, twoje, jest nasze", a niekoniecznie
      jest to jedyny słuszny wzorzec. Matylda1001 nie zdaje sobie sprawy,
      że świat może byc różnorodniejszy od tego, z czym się spotkała.
      A "skłądający się na wspólne wydatki mieszkańcy akademika" tez moga
      być udanym i szczęśliwym małżeństwem, w niczym nie gorszym
      od "związanych jednym kontem" staromodnych małżonków"...

      Uważam wręcz, że pewna autonomai finansowa dobrze wpływa na
      kształćenie odpowiedzialnej postawy każdego z małżonków. Mniej
      zarabiam? Mniej wydaję, a nie przysysam się beztrosko do tego
      zasobniejszego portfela. Wystarczy świadomośc, że w razie kłopotów
      finansowych (np. sprawy zdrowotne itd.) ten zasobniejszy portfel na
      pewno się otworzy...

      Nie słuchaj Dritte Dame - zbyt powierzchownei zna ona sytuację, żeby
      już radzić rozwód. Pośpiech jest zdecydowa nie niewskazany, jeśli
      zalezy ci na tym związku. Nie jest powiedziane, ż enie ma między
      wami takich rzeczy jak zaufanie, dawanie sobie wolności... Dodatkowo
      rozwód na koncie nie przesądza automatycznei o "dalszje
      nieprzydatności kandydata".

      Kot Behemot pisze, że mieszkanei to najważniejsza rzecz dla
      związku...czy aby na pewno??? To nie jest jakis aksjomat! Nie
      zapisano tego nigdzie w jakichś księgach objawionych... Mozna mieć
      inny pogląd na zycie, inny model życia, wcale nie jest powiedziane,
      że gorszy..! Ludzi eróżnie sobie ustalaja priorytety. Nie mozna
      oceniac ludzi wedle prawdiła: nie chce kupic mieszkania = nie
      traktuje związku na poważnie... I dobrze, że rady dot. rozwodu (po
      kilku m-cach związku???) danej na anonimowym forum, od przygodnych
      znajomych nie posuchasz..!Poza tym, skąd Behemot wie, że twój
      partner nie potrafi kontrolować wydatków...? I skąd wiadomo, że twój
      poziom kontroli nie jest ...przesadzony?

      Patrioto, o podział obowiązkó i sprayw finansowe tez sie pyta w
      małżeństwie. Kwestia tylko - JAK.

      Ronaldbuzdygan jest oblesny, można go zignorować...

      NNobodyswife, a powiez mi, co wyznacza obowiązkowy poziom
      dojrzałości? I kto powiedział, że mamy żyć wedle jakiegoś jednego
      wzorca? COś jednak w swoim partnerze widziałaś, skoro się
      pobraliście. Zadaj sobie pytanie, czy przypadkiem ta jego
      niefrasobliwośc cię do niego nie przyciągnęła... moze już sama
      gdzies przeczuwasz, że twoje dążenie do kontroli niszczy ciebie
      samą...

      Ronaldbuzdygan zapewne zaoferuje ci wszechstronne wsparcie w razi
      erozwodu, skoro tak rześko go zaleca...

      Tuskmenistan, ale nie róbmy z małżeństwa jakiejś totalitarnej
      komuny, no co ty..!

      Nobodyswife, na koniec zyczę si dużo cierpliwości i samozaparcia,
      ale przede wszystkim uczciwego i spokojnego podejścia do sprawy.
      Trzymam za was kciuki, w przeciwieństwie do niektórych "pochopców"
      tutaj. Każdy związek przechodzi fazę dotarcia się, ludzie stopniowo
      dojrzewają do siebie. Ale OBIE STRONY a nie tylko "on, ten zły".
      Życzę wam wszystkiego najlepszego
      • matylda1001 Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 12:27
        > Matylda1001 radzi ci większe zacieśnienie kontroli,
        podsyca twój niepokój. Matylda1001 po prostu nie zna innego modelu
        małżęńśtwa niż "nie ma moje, twoje, jest nasze", a niekoniecznie
        jest to jedyny słuszny wzorzec. Matylda1001 nie zdaje sobie sprawy,
        że świat może byc różnorodniejszy od tego, z czym się spotkała.
        A "skłądający się na wspólne wydatki mieszkańcy akademika" tez moga
        być udanym i szczęśliwym małżeństwem, w niczym nie gorszym
        od "związanych jednym kontem" staromodnych małżonków"...<

        1.Mylisz się, matylda zna model małżeństwa składkowego, obserwowała
        małżeństwo znajomych, które już się rozpadło. Osobne konta nie były
        bezpośrednią przyczyną rozpadu ale były pierwszą oznaką wzajemnego
        braku zaufania. To był pierwszy sygnał, że będą razem, ale osobno.
        2."Nie ma moje, Twoje, jest nasze" to jedyny logiczny wzorzec,
        sprawdzony przez wieki. Małżeństwo, to wspólnota. Nie wystarczy
        nawet iść przez życie w tym samym kierunku, ważne, żeby iść razem.
        3. Matylda zna różnorodne światy, nie wychowała się u mamusi pod
        spódnicą.
        4.Mieszkańcy wspólnego pokoju w akademiku, to ludzie obcy. Mogą, a
        nawet powinni się składać, jeśli razem jedzą. Małżeństwa to nie
        dotyczy. Matylda też mieszkała przez rok z mężem w akademiku, ale
        mąż przynosił Matyldzie wszystko, co udało mu sie zarobić. Matylda
        też swoich pieniędzy nie trzymała w osobnej skarpecie. Taki model
        pozostał do dziś. Sprawdził się, więc Matylda go poleca.
        5. Czasami lepiej kultywowac "staromodne obyczaje", niż być
        niebezpiecznie nowoczesnym. Nie zajdzie taka okoliczność, że jedno
        będzie miało na kolację kanapkę z szynką, a drugie z dżemem, bo mu
        się pieniądze na koncie skończyły. Jak dżem to z wyboru.

        Jest jeszcze jeden aspekt, może mniej piękny, ale niestety ważny. Są
        ludzie, ktorzy nigdy nie dorastają, ktorym bardzo mało potrzeba do
        szczęścia, tacy żyją dniem dzisiejszym, nie patrząc w przyszłość.
        Tak już jest w życiu, że jednak coś trzeba mieć, przynajmniej to
        mieszkanie. Czasami trzeba takiego lekkoducha utemperowac. Ktoś
        przecież musi byc przytomny, żeby oboje mieli co jeść.
        ---------------------------------------------------------------
        "Kości zostały rzucone" - powiedział mąż, rzuciwszy chudą żonę.
        • gringo68 Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 12:48
          od 10 lat jeśteśmy z moja żoną w szcześliwym związku, ale jak ktoś
          wyżej napisał, takich kombinacji i układów jakie ma autorka wątku,
          nie mogę pojac...faktycznie to jakiś kosmos...

          sami mamy osobne konta, ja 2, zona nawet 3 bo prowadzi wlasną firmę,
          więc wspólne konto byłoby raczej w naszym wypadku niewygodne, ale
          nie mamy problemu z planowaniem wydatków...z moich pieniędzy idzie
          bieżące utrzymanie, rachunki, spłaty rat, jakieś okazjonalne
          przyjemności i wyjścia itp...z żony kasy dokładamy na jakieś wieksze
          zakupy, oszczędzamy, jedziemy na wakacje itd...w każydym razie znamy
          swoje numery kont, piny do kart i internetu, mamy wzajemne
          upoważnienia...nia ma pieniądze moivh i twoich, są nasze, a
          małżeństwo to przede wzstkim wzajemne zaufanie, a także umiejętność
          wspólnego zarzadzania pieniędzmi...



          Ludzie dzielą się na ludzi, ludziska i kwakwarakwa...
          • Gość: franek Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 23:03
            Chyba jasne że nie chodzi tu o ilość kont bankowych. Ważne czy
            pieniadze są wspólne, czy mamy równy do nich dostęp. Ważne byśmy
            wydatki wieksze uzgadniali ze sobą. Oczywiście jest absurdem prosic
            o każdy grosz drugą połowę, ale wspólnota małżeńska obowiązuje. Są
            okresy gdy moja żona zarabiała wiecej ode mnie, ale większość czasu
            naszego małżństwa ja zarabiałem wiecej bowiem przy kilku dzieciach
            ona wiecej czasu spedzła w domu a ja musiałem wiecej chałturzyć. I
            co? Miałem wtedy powiedzieć żonie że jej zajęcia są mało ważne bo
            nie przynoszą pieniędzy?? Przeciwnie bbyłem jej wdzięczny że bierze
            na siebie wiecej obowiązków przy dzieciach, a ja więcej szleję
            zawodowo. Pieniądze mieliśmy na kilku kontach , na ogół z dostepem
            każdego z nas i każdy brał ile potrzebował w zakresie swoich
            obowiązków.(oczywiście gdy było cos na koncie). Wieksze wydatki były
            długo omawiane i nie wydawaliśmy na nic większego, jeśli to nie
            uzyskało obopólnej zgody. Tak przeżyliśmy wspólnie 40 lat bez
            problemów co do wydawania pieniedzy, więc polecam ten system.
        • brum.pl1 Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 13:08
          matylda1001 napisała:

          > 2."Nie ma moje, Twoje, jest nasze" to jedyny logiczny wzorzec,
          > sprawdzony przez wieki. Małżeństwo, to wspólnota. Nie wystarczy
          > nawet iść przez życie w tym samym kierunku, ważne, żeby iść razem.

          Pięknie powiedziane.
          tez jestem zdania, ze skoro małżeństwo ma wspólne łóżko, wspólny stół to i kasę
          powinno mieć wspólną. Ale nie wyobrażam sobie sytuacji, gdybym miał żonie
          oddawać swoje dochody co do grosza. Owszem jakąś ustaloną sumę, ale nie całość.
          Czułbym sie jak palant, gdybym podszedł do mojej pięknej i poprosił: słuchaj
          kochanie, daj mi 500 zł, bo zbliżają się twoje imieniny i muszę ci kupić
          prezent:) Obciach totalny. Reasumując, jestem zdania, że kasa ma być wspólna,
          ale każdy z małżonków powinien dysponować pewną kwotą na swoje osobiste wydatki.
          Jasne, że kobiety większą. Kosmetyki, fryzjer, ciuchy, i tysiące innych
          kobiecych potrzeb wymagają większych nakładów finansowych.
          • Gość: hemp Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.ip-point.pl 03.12.08, 13:18
            brum.pl1 napisał:

            > Jasne, że kobiety większą. Kosmetyki, fryzjer, ciuchy, i tysiące innych
            > kobiecych potrzeb wymagają większych nakładów finansowych.

            wez mnie nie rozwalaj. A facet nie moze miec juz zadnego hobby? Do fryzjera, na
            silownie chodzic i kupowac ciuchow nie moze? Tez mam kilka swoich pasji, a moja
            druga polowka wcale nie wydaje wiecej.

            Co to za dziwne rownouprawnienie, kiedy mniej zarabiajacy wydaje wiecej. To
            swiadczy tylko o niegospodarnosci.
            • brum.pl1 Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 14:41
              Gość portalu: hemp napisał(a):

              > > Jasne, że kobiety większą. Kosmetyki, fryzjer, ciuchy, i tysiące innych
              > > kobiecych potrzeb wymagają większych nakładów finansowych.
              >
              > wez mnie nie rozwalaj. A facet nie moze miec juz zadnego hobby? Do fryzjera, n
              > a
              > silownie chodzic i kupowac ciuchow nie moze?

              Oczywiście, że facet ma też swoje potrzeby. Dlatego też pisałem, że nie widzę
              sensu oddawania żonie dochodu co do grosza. Tym niemniej większość kobiet wydaje
              na swoje cele więcej iż mężczyźni.

              Tez mam kilka swoich pasji, a moja
              > druga polowka wcale nie wydaje wiecej.

              To sie ciesz, że masz mało kosztowną żonę:)
              >
              > Co to za dziwne rownouprawnienie, kiedy mniej zarabiajacy wydaje wiecej.

              Masz na myśli żonę? Żałujesz własnej żonie pieniędzy na jej potrzeby i od czasu
              do czasu na kaprysy? To sknera z ciebie.
          • Gość: Lucek Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.cust.uk.viatel.net 03.12.08, 13:24
            brum.pl1 napisał:


            > Jasne, że kobiety większą. Kosmetyki, fryzjer, ciuchy, i tysiące
            innych
            > kobiecych potrzeb wymagają większych nakładów finansowych.


            Dlatego nigdy sie nie ozenie :-) Hahaha
            • sammanta Re: Malzenstwo a pieniadze 05.12.08, 12:28
              > > Jasne, że kobiety większą. Kosmetyki, fryzjer, ciuchy, i tysiące
              > innych
              > > kobiecych potrzeb wymagają większych nakładów finansowych.
              >
              >
              > Dlatego nigdy sie nie ozenie :-) Hahaha


              Jak skończysz 15 lat to może zmienisz zdanie.
              Wydatki na kobiece hobby typu jakieś tam szminki, ciuch od czasu do
              czasu to jest NIC w porównaniu z tym ile kosztują typowe hobby
              facetów - motory, samochody terenowe, fotografia, sporty ekstremalne
              i tak dalej.
        • seattle92 A co by było gdyby żona dwa razy więcej zarabiała? 04.12.08, 01:57
          Wtedy, wg. toku waszego myślenia, to ona powinna dwa razy więcej bulić na
          wydatki i mieszkanie, żeby "ukarać" ja za dobrobyt??? Już widzę jak się głosy
          niewiast podnoszą, że jakie to niesprawiedliwe, że powinno być fifty fifty!
          Ale jak facet więcej zarabia, to zaraz żona-sępica patrzyłaby mu wydrzeć co
          może. I wtedy to jest w porządku? Ciekawe wg. jakiego porządku, chyba
          katolickiego! :/
          Owszem, małżeństwo jest wspólnota, ale ludzie sa różni i zawsze się bedą różnić
          w poglądach. Tego nie da się zmienić. To, jak ktoś to ładnie określi, że
          małżeństwo jest wspólnotą, nie oznacza, że małżonek, który to co zarobi ma
          oddawać żonie. Równie dobrze zona powinna oddawać kasę małżonkowi. To nie jest
          średniowiecze, tylko XXI gdzie mężczyzna i kobieta pracują na równi i powinni
          mieć taki sam wkład w budowanie wspólnej przyszłości. Już dawno skończyły się
          czasy liczenia na królewicza na białym koni, który wszystko da i załatwi i o
          wszystkim pomyśli.
      • dritte_dame Pieniądze nie są tu źródłem problemu 03.12.08, 15:40
        Pieniądze nie są tu źródłem problemu lecz jedynie odległym echem problemów
        naprawdę istotnych, którymi są: brak wzajemnego szacunku i "walka o władzę":


        nobodyswife napisała:

        > probuje wprowadzic zasady w kolejne sfery zycia.
        [...]

        > on [...] ma trudny charakterek.
        [...]

        > Nie mam zadnej kontroli nad tym.
        [...]

        > zrobil mi awanture
        [...]

        > Zdaje sobie sprawe, ze problem dotyczy [...] roznicy w
        charakterach.
        [...]



        Manipulowanie kontami (moje, twoje, jedno, dwa, trzy, pięć, osobne, wspólne,
        itd..) zupełnie nic tu nie pomoże.
        • brum.pl1 Re: Pieniądze nie są tu źródłem problemu 03.12.08, 16:38
          Już przestań bawić się w Kasandrę.
          To młode małżeństwo, zaledwie kilkumiesięczne. Są w fazie docierania się,
          dopracowywania kształtu swojego małżeństwa. Rozwód to żadne rozwiązanie. Sztuką
          jest wypracowanie płaszczyzny porozumienia, niezbędnych kompromisów i
          przekształcenia związku w szczęśliwe, długotrwałe pożycie. A ty snujesz tu
          katastroficzne przepowiednie.
          • dritte_dame Re: Pieniądze nie są tu źródłem problemu 03.12.08, 19:42
            brum.pl1 napisał:

            > To młode małżeństwo, zaledwie kilkumiesięczne.

            Ależ przecież nie znają się chyba od tylko kilku miesięcy?


            > Są w fazie docierania się,

            Na to powinno się przeznaczyć minimum cały rok *przed* ślubem.


            > dopracowywania kształtu swojego małżeństwa.

            Kształt małżeństwa musi być dobrze dopracowany jeszcze w czasie znajomości
            przedślubnej. Wedy na koniec decydujemy: Wszystko pasuje? Będzie wspaniale jeśli
            tylko wszystko potrwa dalej mniej więcej tak jak jest teraz?
            Jeśli tak - no to wtedy ślub :)

            A decydując się, trzeba najbardziej pamiętać o tym że:

            "Kobieta wychodzi za mąż mając nadzieję że jej wybrany się zmieni..
            ale on się nie zmienia.
            Mężczyzna żeni się mając nadzieję że jego wybranka się nie zmieni..
            ale ona się zmienia!
            "
            ;)


            I od ślubu trzeba co dzień pracować nad tym żeby było tylko coraz lepiej :)


            > Rozwód to żadne rozwiązanie.

            Niestety.
            Życzę Im (tak jak wszystkim parom) jak najlepiej ale "stawiam dolary przeciw
            orzechom .." że szybki rozwód to prawdopodobnie najlepsze tu dla obojga możlwe
            rozwiązanie.

            Po co mają wzajemnie nabijać sobie latami guzy aż starość ich złączy zpiekłym
            nienawistnym przyzwyczajeniem skoro jest teraz jeszcze czas na znalezienie sobie
            odpowiedniejszego partnera?

            Pragnąca "kontroli" dama powinna poszukać sobie na męża młodszego brata starszej
            dominującej siostry (a najlepiej, najmłodszego brata kilku sióstr ;)).

            Pragnący "niezależności" dżentelmen niech próbuje wziąć za żonę najmłodszą
            siostrę starszych braci..

            Choć z tym konkretnym dżentelmenem jest jeszcze jeden problem:
            Wygląda mi na to, że on albo w ogóle nie potrafi przyjąć roli męskiej - roli
            silnego opiekuna i dostarczyciela środków utrzymania, albo przyjęcie tej roli
            rezerwuje sobie na przyszłość - wobec *następnej* (formalnej lub nie) partnerki.

            Wzbranianie partnerowi dostępu do swoich środków jest niezrozumiałe jeśli się
            chce w relacji przyjąć rolę dominującą ponieważ to właśnie *dzielenie się* tymi
            środkami z własnej inicjatywy jest demonstracją własnej dominującej pozycji!

            Występuje to nierzadko wśród różnych zwierząt żyjących społecznie:
            Osobniki dominujące ofiarują część zdobytego przez siebie pożywienia nie tylko
            swoim samicom/samcom oraz własnym dzieciom ale także słabszym konkurentom w
            stadzie demonstrując tm: "spójrz, jestem tak sily i sprawny że stać mnie na to
            aby bez szkody dla mnie oddać ci część mojego pożywienia".
            Gdy w takim stadzie osobnik podporządkowany zaryzykuje ofiarowanie swojego
            pożywienia dominującemu, to jest natychmiast przez tego ostatniego goniony wraz
            ze swoim żarciem precz, i to z wielkim krzykiem! :)


            > Sztuką jest wypracowanie płaszczyzny porozumienia, niezbędnych kompromisów

            Masz pełną rację.
            Ale ringiem do ćwiczenia tej sztuki nie powinien być dom rodzinny małych dzieci.


            > A ty snujesz tu katastroficzne przepowiednie.

            Byłabym naprawdę rada gdyby się nie sprawdziły ale póki co, myślę że są niestety
            bardziej realistyczne niż katastroficzne.
    • Gość: mła Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.08, 13:13
      Zawsze się takim związkom dziwiłem.
      Jak można być małżeństwem i dzielić się wydatkami. Ty na życie ja na tamto, ja
      na pampersy ty na edukację dzieci. A reszta jest osobna i możemy robić co
      chcemy. Może jeszcze żona ma pożyczyć mężowi (albo mąż żonie) kasę bo akurat z
      bieżącej pensji brakło na chleb. To nie jest normalne.
      Kwestia techniczna z czyjego konta coś idzie jest tu akurat mało znacząca. Ważne
      aby decyzje, w tym finansowe, podejmować razem.

      PS. Jeżeli facet nie chce pokazać ile zarabia to po to żeby nigdy nie musieć się
      tłumaczyć z dziwnych wydatków. NP. na kochanki albo na dziwki.
    • jurek.powiatowy Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 13:17
      No jest pewien problem. Ale wiesz w czym? W tym, że to dopiero początek Waszego
      małżeństwa a Ty już kombinujesz jak zmanipulować męża. Facet jest bardzo
      nieodpowiedzialny. Zachowuje się jak nastolatek w krótkich spodenkach. Jesteście
      dopiero na dorobku, początku drogi życiowej i już takie hece. Postaw mu
      ultimatum. Ustalcie po prostu jakąś konkretną sumę, którą razem będziecie
      odkładać z Waszych pensji. Może to być np. 25% Waszych zarobków. Ale szczerze
      mówiąc - nie podoba mi się to.
      • evvik Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 13:30
        jestem po ślubie 22 lat i kiedyś sprawa była jasna- jest slub, jest wspólne łoże i kasa.Po to ludzie się zenią/no, wg mnie/.Nie chcą wspólnej kasy(lub łoza)-żyją sami, czy na kocią łapę.Ciągle się dziwię, ze można brać ślub i mieć osobne pieniądze.To po co ten ślub,?
        Pomijam fakt gorszego połozenia kobiety w wypadku ciąży i urodzenia dzieci- bo to ona jednak z przyczyn fizjologicznych narażona jest na przerwę w pracy zawodowej i brak dochodów- to co, "mąż" może ją utrzymywać , ale nie musi?Bo ma osobne konto?Dziwne to wszystko dla mnie.
        • kasia-26 Re: Malzenstwo a pieniadze 03.03.09, 20:02
          w zupelnosci sie zgadzam.Po to wlasnie ludzie wstepuja w
          zwiazek aby wspolnie razem cieszyc sie wszystkim,takze
          wspolnymi dochodami oraz ich wydawaniem


          pozdrawiam
      • dritte_dame Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 15:33
        jurek.powiatowy napisał:

        > Jesteście [...] na [...], początku drogi życiowej

        > Postaw mu ultimatum.

        Noo.. rada wręcz znakomita na dalszą drogę życia :(
        • jurek.powiatowy Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 20:02
          No tak, bo trzeba zasady jak najszybciej wprowadzać. Jeżeli teraz postawi mu
          ultimatum to jest szansa, że jeszcze facet się zmieni. Grunt to zrobić to jasno
          i jak najszybciej.
          • Gość: kibuc Re: Malzenstwo a pieniadze IP: 80.68.236.* 04.12.08, 11:21
            Moja rada jest inna: niech autorka tematu weźmie rozbieg i przypiździ śliczną
            główką z jej ślicznymi pomysłami w ścianką działową. Jest szansa, ze się jej
            odmieni.

            Dlaczego "w imię ratowania małżeństwa" to facet ma się zmienić? Z opisu nie
            wynika, by kiedykolwiek ukrywał jaki jest, to raczej autorka zakochała się i
            wyszła nie za niego, tylko za swoje wyobrażenie o nim po ślubie. I on teraz ma z
            tego powodu cierpieć i się dostosowywać?
    • juriusz_huszkedres Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 13:28
      >Kolejke zmywania i gotowania mamy juz
      > ustalona. Ze sprzataniem lazienki zaczynaja sie schody, bo maz czasem sie
      > poczuje, a czasem nie - no, musi miec humor.

      "Kolejka zmywania i gotowania" kojarzy mi się ze starym radzieckim filmem, w
      którym chłopakowi plan dnia wyznaczał komputer. Podział obowiązków można
      załatwić inaczej. Zresztą - nie wyobrażam sobie takiego układu. Trochę mi to
      pachnie przymusem - wiem, wiem, trzeba jakoś te obowiązki podzielić, ale żeby od
      razu tak? U nas to np. ja zawsze zmywam - lubię mieć czysto w kuchni, gotować
      też od czasu do czasu lubię i nie robię z tego problemu. Z myciem łazienki to
      niestety sporo facetów tak ma - większość ma o wiele większą tolerancję na brud
      w łazience niż kobiety.

      > Nie mam zadnej kontroli nad tym.

      I nie musisz mieć. Powinnaś wiedzieć, ile on zarabia - z mojego punktu widzenia
      facet zachowuje się niedojrzale - ale teksty o "kontroli" doprowadzają mnie do
      białej gorączki. Postaw się w jego sytuacji - gdyby on chciał kontrolować Twoje
      finanse w całości, nie zareagowałabyś trochę podobnie? Historia z wyciągiem z
      konta jest po prostu śmieszna i pokazuje, że gość jest niedojrzały i nie do
      końca Ci ufa.

      Ale jednocześnie piszesz, że facet opłaca wszystkie wasze rachunki i zostaje mu
      niewiele. Moim zdaniem jeżeli nie dokładasz się do rachunków, nie masz prawa mu
      wyrzucać, że wydaje pieniądze na kino, książki (w moim przypadku podstawowa
      potrzeba życiowa), obiady, alkohol, ciuchy, etc.). Opłacając wasze WSPÓLNE
      rachunki ma do tego skromne prawo - może nie w takiej skali, jak opisujesz, ale
      zrozum, że może bez tego kina i książki będzie mu bardzo ciężko.

      > on z kolei nie patrzy na ceny. Jak mu sie cos podoba, to kupuje. Uwazam, ze ok.
      > Zarabia, wiec ma prawo kupic sobie kurtke za 400

      No, i tu uważam, że jest problem. Jeżeli chcecie kupić mieszkanie (a chcecie?
      może tylko Ty chcesz, a on nie uważa tego za priorytet - porozmawiaj z nim, bo
      może się okazać, że tak właśnie jest i wtedy dopiero będziesz miała klops).
      Wolisz zacisnąć pasa? Słusznie, ale przyjmij do wiadomości, że po kilku latach
      życia "kawalera z odzysku" trudno go będzie do tego przekonać. Jeżeli nie
      pomyślałaś o tym przed zamążpójściem, to teraz może być już za późno.

      Moim zdaniem wspólne konto jest zbędne. "Każdy miał swoje i dawał na wspólne
      cele według uznania" - oprócz tego "według uznania" wszystko jest OK. Siądźcie,
      porozmawiajcie szczerze i ustalcie jakieś zasady - nie wychodź z pozycji "chcę
      mieć nad nim kontrolę", tylko ze szczerej rozmowy.

      Powodzenia :)
    • estta1 Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 13:37
      jak to przeczytałam to pomyślałam że głównym motywem małżeństwa była
      kasa. Jakbym mojemy M zrobiła awanture ze całej kasy mi nie przynosi
      to by chyba mnie wysłał na księżyc. Tak się zastanawiam skąd u
      ciebie taka silna potrzeba kontroli wszystkiego: a już kolejka do
      zmywania no na prawde trochę to smieszne. Nie wydaje mi się zeby
      sprawiedliwie znaczyło po równo. I pomyśl ilu facetów narzeka ze sie
      ożeniło własnie dalatego ze trafiają na taką kobitę co to próbuje
      zrobic znich pluszowych misiaków którzy przyniosą pieniązki,
      przytuluą na dobranoc i jeszcze granki umyją. Nie mówię że Twój
      facet robi dobrze wydając kasę jak mu się podoba i czasami
      nieracjonalnie ale to jego sprawa, zarabia więcej od ciebie - macie
      też wsppólne konto na wspólne wydatki. Jesli cię razi ze wydaje kase
      na spodnie za 400 zł czy imprezy z kumplami to pogódź się ze tego
      nie zmienisz - ma taki styl zycia i mogłas się temu przyjrzec przed
      slubem. tyle ze wtedy ci to pewnie imponowało- bogaty facet ma gest
      bedzie mi z nim bezpiecznie. Tylko do głowy ci nie wpadło ze z tego
      gestu nie bedziesz korzystac ty tylko on. sorry jesli go kochasz a
      nie jego kasę to pogódź się z tym ze ma nieco bardziej ekstrentyczne
      wydatki. a z tym oszczedzaniem moze on jest z tych co wolą zarobic
      wiecej niz odkładac odmawiajac sobie przyjemnosci. to też jest
      metoda. Więcej luzu i zaufania, takie ci do szczesia potrzebne
      wiedziec ile gosciu zarabia, kazdy lubi miec jakas kase tylko dla
      siebie a z tego popcornu i empiku tez przeciez korzystasz.
      • Gość: karaffka Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.acn.waw.pl 04.12.08, 00:40
        Tu nie chodzi o to, żeby KTOS KOMUŚ pieniadze przynosił, to troche
        nie ta epoka. Chodzi o to, żeby ludzie, którzy są w związku i razem
        żyją, wiedzieli, ile każde z nich zarabia i uzgadniali wydatki,
        również te na swoje osobiste przyjemności. Nie ma powodu, żeby np.
        kobieta siedząca z malutkim dzieckiem w domu miała na swoje osobiste
        wydatki 200 zł, a facet 5000, bo zarabia, więcej od niej.

        Ja niestety z tych, co to zaufały i się wyluzowały. Mąż prowadzi
        firmę, więc nie zadawałam "niewygodnych" pytań, ile zarabia, bo i
        tak miałam odpowiedź: 2000 brutto (tyle formalnie pensji sobie
        wypłacał). Aż przyszedł piękny dzionek, kiedy to odkryłam, że na
        wszystkich swoich kontach ma maksymalny debet, a w ciągu roku wydał
        na swoje przyjemności równowartość połowy naszego kredytu na
        mieszkanie, podczas gdy skąpił nam na podstawowe nasze potrzeby. Mam
        na to namacalne dowody. Zaufanie to dobra rzecz, tyle, że trzeba
        miec do niego podstawy. Autorka wątku ma niedojrzałego partnera - i
        musi działać, i to szybko, bo inaczej obudzi sie z ręką w nocniku,
        jak ja.
        Dodam, że też pracuję, mam stałe dochody, których wysokość mąż zna.
    • Gość: rozbitek Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.toya.net.pl 03.12.08, 13:43
      Pomysł jest oczywisty - rozwód póki nie macie wspólnych zobowiązań.

      Dziwię się doświadczonemu facetowi, jak mógł się dać złapać no Twoje
      sztuczki.
      Szczególnie ciekawe jest to, że po zawarciu małżeństwa "próbujesz
      wprawadzać zasady" - nie było czasu omówić i przećwiczyć tego
      wcześniej? Niestety, trafił dość typowo - kobieta starała się,
      żeby "złapać męża" (dlaczego rozwodnika..? bo był ustawiony?) a po
      ślubie zwrot o 180 stopni i grafik mycia podłóg.
      Imponowało Ci, że "nie żałował sobie przyjemności", pewnie przy
      okazji Tobie też je fundował, prawda? "Nie mam żadnej kontroli nad
      tym" - piszesz. I nie będziesz miała - wybij to sobie z głowy jak
      najprędzej. On już ma jeden rozwód za sobą, drugi to będzie czysta
      formalność.

      Zawsze czytając posty o konfliktach na różnych płaszczyznach próbuję
      sobie wyobrażać, jak opisałaby sytuację druga strona. W tym
      przypadku jest to aż do bólu oczywiste.
      Nie dogadacie się, Wasz czas już minął i trzeba to zakończyć z
      godnością.

      pozdrawiam
    • Gość: aaa Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.08, 13:45
      U nas jest tak: Ja mam swoje konto i kasę, mąż ma swoje konto i kasę.
      Ja kupuje jedzenie za swoje on płaci rachunki za swoje. Swoją droga
      kiepsko na tym jedzeniu wychodzę ;).
      A jak braknie mi kasy to idę do męża i mówię daj ;).

      Da się tak żyć bez problemu, za chwilę będziemy spłacać kredyt i się
      to ukruci, ale tylko trochę, bo zamiast oszczędności przelewać na
      moje dodatkowe konto, będę je przelewała na kredytowe, tak samo mój
      mąż.

      Ogólnie ja nawet nie wiem ile mój mąż zarabia, i mnie to nie
      interesuje, jestem wstanie żyć za swoją pensjję i żyje.
      • des4 Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 13:50
        Gość portalu: aaa napisał(a):

        >
        > Ogólnie ja nawet nie wiem ile mój mąż zarabia, i mnie to nie
        > interesuje, jestem wstanie żyć za swoją pensjję i żyje.

        a co cię interesuje??? a zresztą trzumajcie tak dalej, on swoje, ty
        swoje, zadne się drugim nie interesuje, każde żyje za
        swoje...powodzenia w malzeństwie, to takie nowoczesne, hehe...
        • juriusz_huszkedres Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 14:02
          Żal Ci, że żyją inaczej niż Ty i dobrze im się wiedzie? Skoro jej nie interesuje
          i jest z tym szczęśliwa, to zaraz musisz jej dosr...? Zazdrościsz, prawda, no
          przyznaj się... :)
      • Gość: arogantish Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.chello.pl 03.12.08, 14:08
        A u nas teraz tylko ja zarabiam (zona niedawno urodzila i jest na
        wychowawczym). Jeszcze zanim sie pobralismy wyrobilem jej karte
        bankomatowa do mojego konta. Po slubie to konto stalo sie wspolne i
        dostala jeszcze karte kredytowa. Nie kontroluje jej wydatkow. Wydaje
        ile chce i na co chce (oczywiscie w granicach rozsadku). Swoje
        panienskie konto zachowala i pieniadze jakie tam wplywaja sa tylko
        do jej dyspozycji. Ma tez upowaznienia do wszystkich pozostalych
        moich kont oraz rachunku inwestycyjnego (chociaz nie ma o tym
        pojecia, ale jest to na wypadek jakby cos mi sie stalo). Wieksze
        wydatki (dom, samochod, wakacje) ja planuje, bo zona nie ma do tego
        glowy :)
        • Gość: gonia Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.08, 15:54
          Pozazdrościć!!! Tzn. dla mnie to rzecz normalna, mam już swoje lata
          i bliko ćwierć wieku w małżeństwie za sobą i wiem, że taki model nie
          jest dziś popularny. U mnie wszystko trafia do wspólnego wora, co
          powoduje czsem sytuacje komiczne bo np. do męża na komórkę
          przychodzi zawiadomienie o dokonanej płatności kartą, a był to
          prezent dla niego!!! Nauczona (niespodziankę szlag trafil) prezenty
          kupuję za gotówkę!!!
          Nie kontroluję dokładnie wszystkich zarobków męża ani on moich,
          potrzeby poza codziennymi ustalamy wspolnie i kolejność wydatków
          też. Chwilowo jeszcze priorytetem są dzieci - dla nich musi
          starczyć, my na nowe ciuchy możemy poczekać.
          Też był czas, gdy tylko mąż zarabiał, ale zawsze staraliśmy się o
          jakieś dodatkowe pieniądze na ekstra wydatki. Często z konkretnym
          przeznaczeniem - biore te robote, bo musimy kupic np. komplet nowych
          opon do auta. Nadmienię, że nie przelewało nam się, długo byliśmy na
          tzw. dorobku i nauczyliśmy się wspolnego gospodarowania kasą.
        • Gość: taktamrocznik64 Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.08, 16:10
          No nie do końca jest zabezpieczona - w przypadku twojej śmierci wszystkie
          pełnomocnictwa tracą ważność i np wypłacenie środków z konta gdy pełnomocnictwo
          ustało jest kradzieżą. Co innego gdyby była współwłaścicielem konta.
    • Gość: kajtek Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.wwg.pl 03.12.08, 13:55
      400zł za kurtke? takie rzeczy to chyba tylko w tesco
    • giulianov Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 14:00
      fatalna sytuacja ale prosisz o radę a nie komentarz: możecie sobie założyć konta
      w tym samym banku i upoważnić siebie nawzajem do tych kont. w ten sposób za
      każdym razem logując się na swoje konto widzisz też jego konto i możesz
      dokonywać wszelkich operacji na jego koncie(chyba). ale jednocześnie możecie się
      umówić że nie będziesz tego robić i że to będzie na zasadzie że masz tylko wgląd
      w jego finanse. może z czasem się oswoi z tą sytuacją i założycie trzeci
      rachunek do wspólnego oszczędzania. ja i mój partner po dwóch latach związku i
      wciąż bez ślubu(ani planów ślubnych fuj) mamy właśnie wzajemne upoważnienia do
      swoich kont ale traktujemy te rachunki i ich zawartość jako wspólne. tak samo
      karta kredytowa która jest oficjalnie moja a on ma duplikat i regularnie z niej
      korzysta a ja ze swojej tylko do transakcji on-line.
    • Gość: mrowa Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.ghnet.pl 03.12.08, 14:03
      Az trudno uwierzyć , że są małżeństwa z takim podejściem - kolejka sprzątania
      (obowiązki powinny być dzielone po równo i powinno to wynikać samo z siebie a
      nie z przymusu - chyba że twój maż popiera tradycyjne małżeństwa - tzn kobieta
      dba o dom , a on pracuje na niego - z tym, ze zapomina o tym, że ty tez
      pracujesz - ot taki drobiazg...), osobne konta...
      Co za problem mieć wspólne konto, 2 karty do niego ? Co to za wyliczanie z
      wydatków ekstra? Przecież będąc razem można wyliczyć ile w danym miesiącu chcemy
      odłożyć, ile pójdzie na życie, i ile przeznaczamy na wydatki ekstra. Mając tą
      świadomość prowadzić kontrole wydatków i starać się zmieścić s tych kwotach
      pamiętając o tym by jednak sprawiedliwość panowała. i te wydatki bilansowały się
      po równo.
      (jeżeli chcesz odkładać to takie notowanie wydatków strasznie pomaga w
      oszczędzaniu i utrzymani dyscypliny bo kasa ma to do siebie , że niekontrolowana
      strasznie szybko sama znika)
      Tajemnice i problemy w tak podstawowej kwestii jak finanse źle wróżą twojemu
      małżeństwu...
    • Gość: luk Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 14:20
      A ja współczuję Twojemu mężowi, ale to jego wina.
      Współczuję mu dlatego, że wydaje mi się, że mamy zbliżone charaktery. Ja też
      muszę mieć TYLKO SWOJE pieniądze na swoje wydatki. Chcę kupić nową płytę CD,
      czasami jak mam chęć kilka w miesiącu, nowy sprzęt do domu, gdzieś wyjechać,
      wydać czasami sporą sumę na swoje hobby, na samochód, to po prostu jeśli mnie
      tylko stać, mam gotówkę i chęć to wydaję. Życie jest zbyt krótkie żeby latami na
      coś tam odkładać, żyć tylko marzeniami. Dlatego nie wyobrażam sobie, żebym z
      każdego wydatku musiał się tłumaczyć, prosić o pozwolenie, ustalać gdzie co i za
      ile, słuchać wymówek i zrzędzenia, w kółko iść na jakieś kompromisy.
      Dlatego współczuję Twojemu mężowi, bo podejrzewam w jakie sytuacji się znajduje.
      Ale to jego wina, że ożenił się. I to drugi raz. Wiedząc jaki styl życia
      preferuje nie powinien się żenić.
      Ty jesteś teraz w bardzo złej sytuacji. Charakteru 40-letniego faceta nie
      zmienisz, to na pewno. On będzie coraz więcej wydawał na siebie - kryzys wieku
      średniego, Ty będziesz coraz bardziej pogrążać się w beznadziei.
      Dlatego trzeba być świadomym swoich decyzji życiowych, życie singla nie jest złe:)
    • obrotowy podsuniemy :) 03.12.08, 14:22
      taki mianowicie - ze to on bedzie rzadzil rodzinna kasa :)
    • zbukov Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 14:22
      dżizas, co za idiota się hajtnął z taką babą? powiem szczerze - jeśli już
      dzielicie się obowiązkami po równo, to kasy do wspólnego kosza wrzucacie tyle
      samo - czyli twój facet tyle ile ty zarabiasz. reszta jego. jeśli on jest jak to
      feministki mówią 'prawdziwym facetem' i zarabia więcej od ciebie i chcesz od
      niego wyciągać więcej niż sama zarabiasz, to jak to w układzie patriarchalnym,
      domem zajmujesz się ty. nie można mieć wszystkiego.
      • Gość: arogantish Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.chello.pl 03.12.08, 14:35
        Jakbym wrzucal do wspolnego wora tyle samo co zarabiala zona, to by
        nam na rachunki nie starczylo :)
        • zbukov Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 14:45
          no właśnie - przeczytaj mój post i sprawa prosta. nie mówię, że w tym jest coś
          złego, złe jest to, że kobiety nie potrafią często na siebie zarobić, a od
          zapracowanego męża oczekują jeszcze zmywania, prania o bóg wie czego jeszcze.
          świat nie jest sprawiedliwy? cóż, ja jego zasad nie ustalałem, ale na pewno nie
          jest sprawiedliwe oczekiwanie, że zarabiając (i często pracując) nierówno,
          dzielimy się pozostałymi obowiązkami po równo.
          • Gość: arogantish Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.chello.pl 03.12.08, 14:53
            Pracuje teraz ok.180 h w miesiacu (kiedys norma bylo 300), a mimo to
            sobote poswiecam na sprzatnie domu (w tygodniu nie ma kiedy).
            Zmywanie zalatwia zmywarka :) Uwazam, ze opieka nad bardzo malym
            dzieckiem (ktore nie placze tylko wtedy gdy jest noszone) jest duzo
            ciezsza od mojej pracy i zonie to sie po prostu nalezy.
            • zbukov Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 15:04
              ok, ja też mam dziecko, dopóki żona była w domu i się zajmowała dzieckiem,
              obowiązywały inne zasady. wiadomo, że kobieta wówczas na siebie nie zarobi, małe
              dziecko zajmuje non stop. szanuję twoją postawę, ale mówimy tutaj o zupełnie
              innej sytuacji. tu babka ledwo co się hajtnęła, już manipuluje facetem, chce
              jego kasy i kontroli nad nią, a chłopa do garów. zwróć uwagę, że nie pisze o
              kwotach jakie zarabiają, tylko jakieś procenciki podaje. dla mnie jest jasne, że
              żeruje na nim jak pchła. i jeszcze jedno - z tego co piszesz, twoje decyzje
              wynikają z twoich przekonań, miłości do żony, dbania o rodzinę. autorka wątku
              tymczasem ma postawę roszczeniową i pyta jak by tu jeszcze wzmóc kontrolę nad
              nowym mężem.
              • Gość: karaffka Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.acn.waw.pl 04.12.08, 02:40
                Ale człowieku, zastanów się: jaką postawę roszczeniową, że chce
                kupic mieszkanie? Że chce znać przychody męża? Ona napisała gdzies,
                że chce jego kasy dla siebie? Chce z nim ustalić jakies zasady,
                którymi bedą sie kierować w finanasach, do tego potrzebna IM OBOJGU
                wiedza o swoich zarobkach. Co można bez tego zaplanować? a jak mozna
                mieć cokolwiek w zyciu, nie planując? Obecny kryzys nie daje ci do
                myslenia? Ona chce dla nich mieszkania (swoja drogą facet w wieku
                lat 40 bez mieszkania to rzecz co najmniej dziwna) - nie kieruje się
                miłością i odpowiedzialnością? Zapewniam cię, że wyrachowana baba
                nie poleciałaby na 40-letniego rozwodnika bez mieszkania i z
                niejasnymi dochodami, nie omówiwszy dokładnie przed slubem kwestii
                finansowych. Ona ewidentnie miała na oczach różowe okulary - teraz
                jej spadły, i ma kłopot. A facet ma nawyki starokawalerskie, znaczy:
                ja i tylko ja.
                • zbukov Re: Malzenstwo a pieniadze 04.12.08, 08:50
                  ona chce. gdzie jest napisane, że on ma chcieć tego samego? poza tym ona chce
                  jak najwięcej odłożyć przed wzięciem kredytu. sama napisała, że facet zarabia
                  różnie. mogę założyć, że jeśli zobowiąże się dokładać co misiąca daną kwotę i
                  wypadnie miesiąc kiedy taki założony dodatek wypracuje, nie będzie miał kasy na
                  swoje potrzeby. oczywiście one są nieistotne, w przeciwieństwie do kremów,
                  podkładów, pudrów itp. to są produkty pierwszej potrzeby, kurtka dla męża zawsze
                  moża zaczekać i nie musi być taka jakiej on potrzebuje, tylko taka, na jaką
                  zgodzi się szanowna małżonka. facet bez mieszkania to dziwne? po pierwsze nie
                  każdy ma mentalność mieszczucha, są ludzie, którzy wolą wydawać kasę na podróże,
                  poznawanie świata na przykład. po drugie, facet jest po rozwodzie, tu już
                  możliwości jest masa.
                  a co do samej kobiety. och, jaka ona romantyczna, dopiero parę miesięcy po
                  ślubie zainteresowała się portfelem małżonka. miód malina.
          • nobodyswife Re: Malzenstwo a pieniadze 04.12.08, 22:46
            zbukov napisał:

            > no właśnie - przeczytaj mój post i sprawa prosta. nie mówię, że w tym jest coś
            > złego, złe jest to, że kobiety nie potrafią często na siebie zarobić, a od
            > zapracowanego męża oczekują jeszcze zmywania, prania o bóg wie czego jeszcze.
            > świat nie jest sprawiedliwy? cóż, ja jego zasad nie ustalałem, ale na pewno nie
            > jest sprawiedliwe oczekiwanie, że zarabiając (i często pracując) nierówno,
            > dzielimy się pozostałymi obowiązkami po równo.

            No to sie malzonek nie ucieszy z bycia kura domowa... zarabiam sporo wiecej od
            niego. NO I CO? Łyso?

            • zbukov Re: Malzenstwo a pieniadze 05.12.08, 01:13
              łyso? hahaha. w końcu wychodzi szydło z worka - zarabiasz więcej, ale to swojemu
              facetowi każesz opłacać rachunki, wyliczasz ile wydał na ciuchy. znasz jego
              podstawę wynagrodzenia i zmienną prowizję, więc wiesz tyle, co trzeba. w dodatku
              nie wiadomo w końcu czy on też chce kupna mieszkania. wiadomo, że ty chcesz,
              więc nie rozumiem twojego problemu. zakładam, że nie chcesz rozwodu, więc
              podpisz intercyzę i odkładaj sobie na takie czy inne mieszkanie, żeby cię nie
              złupił z twojej własności w razie rozwodu. aczkolwiek jego wkładem w
              oszczędności są też opłacane rachunki, a te kwoty chyba nie są dla ciebie tajemnicą.
              zatem podtrzymuję swoją tezę, że nie jesteś uczciwa w ocenie własnego i
              mężowskiego wkładu finansowego. wniosek? albo się dogadacie (przy czym uważam,
              że powinnaś uczciwie spojrzeć najpierw na siebie), albo jakoś tam, w bólu
              dotrzecie, albo zostaje wam rozwód i zgadzam się z innymi - im szybciej tym
              lepiej, a na pewno przed pojawieniem się na świecie dziecka.
      • pancwynar ...wreszcie... 03.12.08, 14:49
        kilkadziesiąt odp. i nareszcie ktoś napisał czarno na białym to co
        powinno być wytłuszczone w KAŻDEJ odpowiedzi na pierwszy post...
    • trzy_krzyzyki Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 14:31
      Sfera finansów w związków wbrew pozorom nie jest taka błaha i
      trywialna jakby się zdawało. Ustalenie wspólnych zasad jest
      koneiczne. Jeśli mąż nei chce się dogadać w tej sferze, oznacza, że
      nie chce wspołtworzyć związku i jest nad czym się zastanwiać.
      • zbukov Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 14:40
        zgadza się, jakiekolwiek te zasady będą, choćby najbardziej kosmiczne, to obie
        strony powinny się na nie zgadzać. tymczasem problem autorki wątku widzę tak -
        "mam w domu nowe zwierzątko, nazywa się mężczyzna i nie bardzo daje się ułożyć.
        nauczyłam go kilku prostych sztuczek, umie już aportować patyki, stawać na
        tylnych łapkach, ale jak znalazł kość w ogródku i chciałam, żeby mi ją oddał, to
        zaczął warczeć. droga 'przyjaciółko' poradź mi jak nauczyć mojego mężczyznę
        posłuszeństwa, i chodzenia przy nodze, również bez smyczy. czy będę musiała
        zastosować przemoc, a może szantaż (zabrać mu ulubioną zabawkę), czy może
        mężczyzna nadaje się do uśpienia?" żałosne.
        • Gość: osa Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.08, 15:13
          10/10! lepiej tego nie da sie podsumowac.
          pozdrawiam
        • trzy_krzyzyki Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 16:47
          O czym Ty mówisz??? Takie rzeczy na pewno ustala się wcześniej, o jezeli
          wcześniej nie było mowy o intercyzie to dochody są wspólne i obowiązki są
          wspólne. Wiesz czym jest ustrojowa wspólnota majątkowa?? Małżeństwo to nie kpina
          i pole bitwy, ale bardzo powazne zobowiazanie. Autorka wątku może mieć powazne
          problemy bo może z czasem się okazać, że mąż nie tylko ukrywa dochody, ale
          również długi.
        • Gość: karaffka Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.acn.waw.pl 04.12.08, 02:57
          Szlag mnie trafia na takie poglądy. Ona TEŻ pracuje, nie jest
          powiedziane, ze zarabia mniej. a nawet jeśli, to co: ma byc jego
          służącą, bo trafiła jej sie gorsza praca? A jeśli facet mniej
          zarabia, to zona ma prawo wymagac od niego wyłącznej obsługi domu,
          jesli wracaja o tej samej godzinie i tak samo zmęczeni?! Pisze
          dziewczyna wyraźnie: obowiązkami dzielą na pół. Gdyby facet sam
          łapał, o co chodzi, to nie byłby potrzebny żaden grafik. Ale widać
          nie łapie. facet nie do garów? A niby dlaczego, jesli też je? Jaka
          to smycz, co ty gadasz w ogóle? Że facet musi sam po sobie
          sprzątnąć? Dziewczyna zaufała 40-letnemu rozwodnikowi bez majątku (a
          w każdym razie bez mieszkania), usiłuje cos z nim zaplanować, dzieli
          z nim obowiązki, wymaga od niego jakiegoś podstawowego zupełnie
          minimum, pracuje zawodowo - a ty to nazywasz smyczą? Bardzo
          wspólczuję twojej żonie. Zwierzątko w domu to ty chyba masz: opierze
          cię, oprasuje, nakarmi i posprząta, a w zamian usłyszy tekst o
          męskiej wolności i niezależności.
          • zbukov Re: Malzenstwo a pieniadze 04.12.08, 08:54
            praca ze stałą pensją a praca na prowizję różnią się poziomem stresu, często
            czasem pracy. kobiety wmawiają często, że skoro one pracują 8 godzin, to są
            równie zmęczone jak ich mężowie. i w większości przypadków jest to bzdura.
            smyczą nazywam nie wspólnego planowania, a teksty w stylu "Nie mam zadnej
            kontroli nad tym." z postu wynika, że facet nie próbuje niczego w jej życiu
            kontrolować, opłaca rachunki, więc ona co najwyżej zrobi czasem zakupy dla domu
            i na tym jej zobowiązania finansowe się kończą. on ma jeszcze odłożyć więcej niż
            500/m-c na mieszkanie, którego nawet nie wiadomo czy chce (być może nauczony
            doświadczeniami z poprzedniego małżeństwa).
            nie wiem kto dał ci prawo oceniać mój związek (ja nie lecę na skargę na forach
            jak to mi źle, moja żona również), ale jak już wjeżdżasz w to z chamskimi
            tekstami, to wiedz, że u mnie najważniejsze są potrzeby. obu stron. związek nie
            jest od tego, żeby się nawzajem ograniczać w imię własnego interesu. moja żona
            wzięła ostatnio pożyczkę. na prawko jazdy dla i aparat dla siebie. ja jakiś czas
            temu wziąłem kredyt na samochód i... aparat.
            obowiązkami się dzielimy, chociaż nie twierdzę, że po równo. ja mam większą
            tolerancję na brud i bałagan, więc większość mieszkania sprząta żona, mój pokój
            zostawia w spokoju (zresztą zgodnie z moją wolą, bo czasem po 'uporządkowaniu'
            nie mogłem znaleźć swoich rzeczy), sprzątam go wtedy kiedy mam czas i taką
            potrzebę. gotujemy z rzadka, zmywania jest więc nie wiele, przyznaję, że nie
            lubię tego robić, więc już jest postanowione, że kupuję w nowym roku zmywarkę.
            z drugiej strony więcej czasu poświęcam pracy. muszę ciągle dbać o rozwój, więc
            również w domu ciągle pracuję i się douczam. dzięki temu zarabiam lepiej. wiele
            kobiet zdaje się tego w ogóle nie uwzględniać.
            co z tego wynika? że trzeba się dotrzeć w konkretnej sytuacji z konkretnym
            człowieka, a nie narzucać własne, często wyidealizowane przez kolorowe magazyny
            wizje małżeństwa.
            ale niezależnie od wszystkiego nie wyobrażam sobie, żeby żona miałą pretensje o
            to, co robię z moją częścią kasy. wspólne konto się też nie sprawdziło. mamy
            osobne, w tym samym banku, żeby móc sobie ewentualnie szybko przelać kasę w
            razie potrzeby. zdarza się to rzadko i tylko w sytuacjach awaryjnych. nikt
            nikogo nie rozlicza. a jeśli ja mam ochotę pójść z kumplami na piwo, to nie
            pytam żony o zgodę. tak samo jak nie oczekuję, że ona będzie to robić (wychodzi
            rzadko, ale to akurat wynika z jej potrzeb). po prostu uważam, że w związku obie
            strony są wolne, post autorki wątku całkowicie temu przeczy. jeśli tego nie
            widzisz... nie współczuję. zasługujesz na życie w klatce. nawet jeśli jej nie
            widzisz.
            • Gość: karaffka Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.acn.waw.pl 04.12.08, 16:18
              jak już wjeżdżasz w to z chamskimi
              > tekstami, to wiedz,

              Od chamstwa to ty zacząłeś. Tekstem, że autorka hoduje sobie w domu
              zwierzątko na smyczy.

              skoro one pracują 8 godzin, to są
              > równie zmęczone jak ich mężowie. i w większości przypadków jest to
              bzdura.

              W większości przypadków jest.. różnie. To nie te czasy, że kobieta
              pracuje po 8 godzin, chyba że w budżetówce. i weź pod uwagę, że
              kobiety są słabsze fizycznie.

              zmywania jest więc nie wiele, przyznaję, że nie
              > lubię tego robić,

              Twoja żona z pewnościa lubi, musi. Bo kto będzie zmywał do czasu tej
              zmywarki? I rozczaruję cię: do zmywarki trzeba będzie pakować gary
              i je rozpakowywać. To też jest niemiłe zajęcie, którego z pewnością
              nie polubisz. I znowu zona będzie musiała.

              muszę ciągle dbać o rozwój, więc
              > również w domu ciągle pracuję i się douczam.

              Oczywiście. Żona nie musi, więc do garów ją.

              nie wyobrażam sobie, żeby żona miałą pretensje o
              > to, co robię z moją częścią kasy.

              Wydaje mi się, że niewielw zrozumiałeś z całej tej sytuacji. Tu nikt
              nie ma pieniędzy o osobistą część kasy. Autorka, pisząc o kurtce za
              400 zł, pisze, że OK. Za to jedna strona ma
              pretensje, że druga nic z nia nie planuje i nie informuje o tym,
              jakie ma przychody. Ja, po 15 latach małżeństwa, wiem, że taka
              wzajemna informacja to podstawa. Udanego związku i finansów. Bo
              wszystko gra, dopóki jest dobrze.
              Jak przychodzi kryzyz albo któraś ze stron wpada w długi, to to i
              tak wychodzi, a na działanie, plany i perswazje jest za późno. Za to
              konsekwencje ponoszą obie strony.
              Co do wspólnego konta: ja tam mam osobne, i świetnie na tym
              wychodzę. Ale ja zarabiam porównywalnie do męża, ot, drobiazg.

              (wychodzi
              > rzadko, ale to akurat wynika z jej potrzeb)

              Twoja żona w ogóle wydaje sie mieć bardzo ograniczone potrzeby.
              Doprawdy, ty to szczęciarz jesteś.

              A,no i dalej, w którymś z postów, opisałam swoją historię. Bardzo
              ona jest daleka od
              wyidealizowanej wizji z kolorowych magazynów, na które nie wywalam
              pieniędzy, bo mi ich zwyczajnie szkoda.
              • zbukov Re: Malzenstwo a pieniadze 05.12.08, 01:13
                są w tym kraju ludzie, którzy ironii nie odróżniają od chamstwa. zresztą
                podtrzymuję swój post na tej podstawie:
                "Jestesmy malzenstwem od kilku miesiecy i powoli probuje
                wprowadzic zasady w kolejne sfery zycia. Kolejke zmywania i gotowania mamy juz
                ustalona. Ze sprzataniem lazienki zaczynaja sie schody, bo maz czasem sie
                poczuje, a czasem nie - no, musi miec humor. Dodam tylko, ze on jest ode mnie
                troche starszy i ma trudny charakterek."
                czyli najpierw się hajtam z chłopem, a później zaczyna się tresurka i
                temperowanie 'charakterku'. druga sprawa nie zakładam wątków o tym jak to mi źle
                w małżeństwie. mam swoje poglądy, moja żona ma swoje, ja mam charakterek i ona
                ma niezgorszy, ale nie latamy po forach, żeby nam obcy ludzie rad udzielali jak
                tu drugą stronę pod pantofel wziąć. jakoś sobie radzimy i twoich diagnoz nie
                potrzebujemy. mamy swoje problemy, ale gó... o nich wiesz i na podstawie kilku
                postów nie jesteś w stanie ich ocenić, a ja nie mam zamiaru szczegółowo ich tu
                opisywać. od tego mam ewentualnie przyjaciół, którzy znają nas oboje, więc zejdź
                łaskawie ze mnie bo nie o mnie jest ta dyskusja. w gruncie rzeczy zgadzam się z
                jedną z twoich pierwszych wypowiedzi - szybki rozwód to w opisanej sytuacji
                najlepsze rozwiązanie, tymczasem (nomen omen) nobodyswife zastanawia się jak
                jeszcze bardziej kontrolować swojego faceta ewidentnie wbrew jego woli.
                autorka pisze, że kurtka za 400 jest ok, ale pisze o tym, widać, że ją to
                gryzie, bo na mieszkanie nie odłożył tyle ile ona by chciała. cóż za łaska.
                gdyby ktoś tak mnie od początku związku cisnął i rozliczał, to zapewne też bym
                wolał nie ujawniać swoich wszystkich dochodów. znam taką sytuację z bardzo
                bliska i wiem jedno - im bardziej jedna osoba próbuje przejąć kontrolę (o której
                też napisano tu wprost), tym bardziej druga strona (zwłaszcza jeśli ceni sobie
                niezależność) ucieka. może i patrzymy z różnych punktów widzenia i każde z nas
                bierze inną stronę, ale oboje widzimy chyba, że taki związek jest toksyczny i
                nie rokuje dobrze. houk.
                • Gość: karaffka Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.acn.waw.pl 06.12.08, 00:26
                  Ano właśnie: moralność Kalego. Zbukov pisze o hodowli zwierzątka
                  przez autorkę wątku, to jest to ironia. Gdy Karaffka pisze to samo o
                  Zbukovie, to jest to chamstwo. Wyraz "g..." w twoim poście to też
                  zapewne ironia, a nie chamstwo? I to do kobiety? Brawo.

                  To, co ta dziewczyna robi, to nie jest żadna tresura, tylko to, co
                  powinna zrobić każda para dzieląca życie, i to najlepiej przed
                  ślubem. Jeśli dziewczyna musiała ustali zmywania garów, to znaczy,
                  że facet si do tego nie poczuwał. W łazience też zapewne brudzi, nie
                  ma więc powodu, żeby w niej nie sprzątnął. To nie jest żaden
                  pantofel, to rzeczywistość.
                  Zmywanie garów, sprzątanie po sobie, równość jeżeli chodzi o poziom
                  zycia i możliwości rozwoju, i wspólne plany finansowe- to dojrzałe,
                  zgrane, udane małżeństwo. Nie ma inaczej. Inaczej to się kiedys coś
                  posypie, zaczną się jakieś żale, nadużycia.
                  Co do forów, to ty chyba jednak po nich latasz. I dobrze, bo one po
                  to są. Skoro je czytasz i się wypowiadasz, to obłudą jest pogląd,
                  żeby nie pisać tu o swoich prywatnych sprawach.

                  > gó... o nich wiesz i na podstawie kilku
                  > postów nie jesteś w stanie ich ocenić

                  Skoro ja g.. wiem o twoich problemach i mam ich nie oceniać, to może
                  ty również powstrzymasz się od oceny innych. A mnie i tak z twoich
                  postów pachnie męskim szowinistą i brakiem kultury. Jeśli nie jesteś
                  w stanie spokojnie dyskutować na anonimowym forum z obcą osobą, to
                  jak dyskutujesz z żoną? O tak, wiem, g... wiem i g... mi do tego.
                  Bez pozdrowień.
    • majenkir Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 14:33
      nobodyswife napisała:
      >Jestesmy malzenstwem od kilku miesiecy i powoli probuje
      >wprowadzic zasady w kolejne sfery zycia. Kolejke zmywania i
      >gotowania mamy juz ustalona. Ze sprzataniem lazienki zaczynaja sie
      >schody,


      Smutne to Wasze malzenstwo...
      My w tym czasie nie wychodzilismy z lozka ;), a Wy w kolejce do
      zmywania stoicie. Nie wroze szczesliwego pozycia...
      • nobodyswife Re: Malzenstwo a pieniadze 04.12.08, 23:01
        > Smutne to Wasze malzenstwo...
        > My w tym czasie nie wychodzilismy z lozka ;), a Wy w kolejce do
        > zmywania stoicie. Nie wroze szczesliwego pozycia...

        Tyle czasu garow nie myc... Widac Wasza tolerancja na syf jest nieskonczona...
    • 10iwonka10 Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 14:48
      Co to za malzenstwo jak maz ukrywa przed toba dochody. My mamy
      wspolne konto, wspolny dom,wspolne oszczedosci. Bo jak kazdy ma
      swoje konto plus jedno wspolne na rachunki i domowy budzet( wiem ze
      wiele par tak robi) to troch etak jka by wynajmowac mieszkanie z
      kims i wszystko dzielic na pol. Ale w malzenstwie????
      • Gość: as Wiadomo IP: *.e-wro.net.pl 03.12.08, 14:58
        kobiety zwykle zarabiaja duzo mniej niz faceci wiec w ich interesie jest
        polozenie lapy na kasie meza, pod haslem "kochamy sie dzielimy sie wszystkim".

        kogo chcesz omamic, 500 zl miesiecznie na mieszkanie ? i ile bedziecie
        oszczedzac, 100 lat ? haha po prostu chcesz polozyc lape.

        juz tekst "kobiety sa bardziej oszczedne" przekresla twoja wiarygodnosc z kretesem.
        • Gość: Moni Re: Wiadomo IP: 64.254.235.* 03.12.08, 16:24
          Dlaczego wszyscy zawsze wychodza z zalozenia, ze maz zarabia zawsze
          wiecej niz zona? W moim zwiazku to ja zarabiam wiecej, ale wszystko
          tak czy tak jest wspolne. Dlaczego zawsze musi byc komentarz
          typu "chce polozyc lape na pieniadzach"..... Ot, przypadek tak
          zrzadzil, ze moj maz jest w domu i zajmuje sie dziecmi, ale na
          wiosne wraca do pracy ( a w zasadzie bedzie szukal nowej), no i moze
          tym razem zarobi wiecej niz ja....Roznie w zyciu moze byc, jedno z
          was bedzie w domu wychowywac dzieci, zachoruje, straci prace itp.
          itd.- stad wlasnie kto ile zarabia nie powinno miec znaczenia, tylko
          fakt, ze wszystko w malzenstwie powinno byc wspolne.
    • orangewhatever Re: Malzenstwo a pieniadze 03.12.08, 15:09
      może poszukaj lepiej płatnej pracy? wtedy będziesz mogła odkładać więcej.
      u nas też jest tak, że mamy płacę zasadniczą, a oprócz tego różne dodatki, które
      poświęcamy na swoje zachcianki.
      niby dlaczego masz "mieć kontrolę"?

      poza tym nie uważam, że większość kobiet jest specjalnie oszczędna.
    • Gość: kra Re: Malzenstwo a pieniadze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.08, 15:14
      A ja nie widzę nic zdrożnego w posiadaniu osobnych kont. Ja płacę
      wszystkie rachunki, partner kupuje jedzenie i chemię. Na większe
      wydatki się składamy po połowie, z mniejszych nie wyliczamy się w
      ogóle. Ciuchy i przyjemności każdy kupuje sobie za swoje.
      Przy tym mam absolutną pewność, że gdybym znalazła się bez pracy,
      mój partner przejmie całóść wydatków. Podobnie ja bym zrobiła
      (zresztą już raz tak było).
      Planujemy wkrótce ślub, ale system finansowy zostanie u nas bez
      zmian. W końcu sprawdził się przez 8 lat wspólnego mieszkania - ani
      razu nie kłóciliśmy się o pieniądze.
      • Gość: ania Re: Malzenstwo a pieniadze IP: 193.59.95.* 03.12.08, 15:43
        kra, popieram. Jestem w 12 letnim związku, w tym 7 lat małżeństwa.
        Mamy oddzielne konta. Mąz płaci wszystkie rachunki i kredyty. Ja
        kupuję jedzienie, ubrania, buty i odkładam ile mogę. Zazwyczaj
        oszczędności starczają na duże wydatki, typu podróż, RTV, AGD czy
        nieruchomość. Każdy ma się sprawdzić w swojej działce i tego
        pilnujemy.
        Z małych pierdół nikt nikogo nie rozlicza, bo szkoda. O dużych
        wydatkach decydujemy razem.
        Grunt to rozsądek - ani razu się nie pokłócilismy o kasę.
        I rada dla autorki wątku: facet musi miec jasne zasady, które
        ustalicie razem. Ale nie idź z nim na wojnę o kasę, bo przegrasz
        miłość.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka